Mentionsy
Myslovitz: Kariera to nie wycieczka. Nigdy nie wiesz, kiedy doszedłeś na szczyt
Krzysztof Nowak z redakcji kulturalnej "Gazety Wyborczej" rozmawia z Przemysławem Myszorem i Wojciechem Powagą-Grabowskim z zespołu Myslovitz. Ich płyta "Korova Milky Bar" zwyciężyła w plebiscycie "Wyborczej" na polską płytę 25-lecia. Członkowie zespołu opowiadają o czasach, w których powstawała "Korova", o tym w jaki sposób tworzą teksty, oraz co sprawia, że ta płyta jest wciąż aktualna.
Szukaj w treści odcinka
Sponsorem podcastu jest Muzeum Narodowe w Lublinie.
Organizator wystawy Co babie do pędzla?
Podcast Gazety Wyborczej.
W dzisiejszym odcinku.
Rozmawiamy ze zwycięzcami plebiscytu na polską płytę dwudziestopięciolecia.
Podcast Gazety Wyborczej.
Nazywam się Krzysztof Nowak i jestem dziennikarzem działu kultury Gazety Wyborczej.
Spotkaliśmy się tutaj dzisiaj w podcaście, żeby porozmawiać o plebiscycie na polską płytę dwudziestopięciolecia, a dokładniej o jego rozstrzygnięciu.
Właśnie dlatego są z nami Przemysław Myszor i Wojciech Powaga-Grabowski z zespołu Myslowic.
ponieważ to właśnie płyta Myslowic, dokładniej Korowa Milki Bar, wygrała nasz plebiscyt.
Dzień dobry panowie i gratuluję wygranej.
Bardzo dziękujemy wszystkim, którzy oddali na nas głosy.
Wygrać w tak doborowym towarzystwie to zaszczyt.
Bardzo dziękujemy wszystkim.
Podziękowania to jest w sumie jedna rzecz, ale druga może być nieco prowokująca, myślę, ale warto o to spytać.
Czy to jednak nie jest w pewnym sensie słodko-gorzkie zwycięstwo?
Cholewka, już się boję, gdzie ta gory, czy tam... Wiem, chyba wiem, o co chodzi.
Ostatnio na męskim gronie rozmawiałem z Benetkiem, z Janem Benetkiem i mówię mu, Janek, przecież ty jesteś historią, ty możesz wszystko.
A Janek mówi, ja nie jestem żadną historią, nie gadaj tak, jak jestem tu i teraz.
Nie do końca, nie do końca, aczkolwiek być może trop jest w miarę słuszny, ponieważ nie ma co ukrywać, no ta płyta pojawiła się, powiedzmy, możemy tak przyjąć, w środku kariery Myslowic.
No teraz mamy zdecydowanie późniejszy czas, więc weszła płyta, która jest w tym środkowym etapie.
Czy sami byście ją wybrali?
No oczywiście, ja bym co wybrał, to jest bezdyskusyjny faworyt, bym od razu, nieskromnie mówiąc, oczywiście ratuję.
Ja chyba też wybrałbym tą płytę, wybrałbym ją jak najbardziej, a ja tutaj szczerze mówiąc nie czuję żadnej gory, czy jest to nasza...
Jest to zapis w sumie bardzo fajnego okresu w działalności zespołu.
Jak my to lubimy określać, takiego poważnego okresu w działalności zespołu.
Fajna też dla nas z Wojtkiem, bo mimo pewnych problemów to udało nam się
Udało nam się napisać wszystkie teksty w zasadzie na tą płytę.
A było to wyzwanie, o ile sobie dobrze przypominam.
Więc, no nie wiem, dla mnie jest to, to jest też przez wielu, może tak, może właśnie tak, przez wielu fanów jest to też określanym mianem jakby takiej najważniejszej płyty zespołu.
Dla fanów, dla tych, którzy lubią nie tylko nasze przeboje, ale to eksplorowanie podziemnych kopalni, że się tak wyrażę, głębi i tak dalej.
Może w takim razie teraz
Wojciech wyrazi swoje zdanie na ten temat.
Zresztą wspieramy się z Przemkiem.
Ja zawsze jestem w tej drużynie, że trzeba zawrzeć dużo poezji, nie można zbyt prosto powiedzieć, a Przemek mi zawsze gada, co ty stary, to musi być czytelne i w 2002, 2012, 2025.
Ja tak mówię, no dobrze, oczywiście, masz rację.
Mamy dużo do powiedzenia, tylko że sam styl piosenki, sam styl przekazu musi być prosty i myślę, że udało nam się na tamtej płycie w miarę w prosty sposób zawrzeć to, co mieliśmy w głowach, to, co nas otaczało, ten cały ówczesny świat lat 90.
Właśnie ciekawą rzeczą w związku z Korową jest pewne zdanie Artura Rojka, który wspomniał, że jakby bardziej na niego działał jednak projekt Uwaga jedzie tramwaj Leny Valentino.
Zastanawiam się, czy ten projekt w jakikolwiek sposób wpływał też na wasz projekt?
No, w pewnym sensie...
W pewnym sensie wpływał, dlatego że to już jest dawno w historii opowiedziane wielokrotnie przez nas, że jak robiliśmy dużą część korowy, naprawdę długie miesiące prób, to Artura nie było, bo on był zajęty promocją płyty Uwaga, jedzie tramwaj.
Wiesz, każdy z nas osobiście traktuje tę płytę.
Ja się wcale nie dziwię, że wiadomo, że on jest bardziej związany ze swoją...
niż z płytą, którą, zwłaszcza taką, do której my pisaliśmy liryki, czyli on tam po prostu nie pisał.
To jest normalne raczej, to mi się wcale nie dziwię, ale no nie, akurat jakby uwaga, jedzie tramwaj, no nie miało na nas wpływu, myśmy już byli w trakcie komponowania, bo jest to doskonała płyta, szczerze mówiąc, więc ją doceniliśmy, wiedzieliśmy, że to gruby zawodnik jest, ale raczej nie traktowaliśmy tego jako konkurencji, tylko jako nawet bym powiedział wsparcie, bo to po prostu jeden z nas
nagrał wtedy bardzo dobrą płytę.
Chcę dodać, że Współmysłowicz ma to szczęście, że ma kilku kompozytorów, w zasadzie kompozytorami są wszyscy, i kilku autorów tekstu, i kiedy jeden z nas nie może, no to reszta ciągnie, reszta pcha.
I w tamtym czasie pamiętam...
Kiedy Rojas miał z Cieślakem i ze ścianką w zasadzie, i z Miettelem Valusiem projekt, uwaga, jedzie tramwaj, my może na początku się dziwiliśmy, że nie jest z nami w pracy, ale potem nie oglądaliśmy się na nic, po prostu paliśmy do przodu.
Zawsze tak jest, kiedy ktoś nie może, to cała reszta pcha z całych sił.
Myślę, że to jest poniekąd bardzo duży plus tej ekipy, tego zespołu, tego sposobu tworzenia.
Tutaj też powstaje pewne pytanie właśnie związane trochę z tekstami, ale też w dużej mierze z wokalem.
Czy w tamtym czasie było tak, że ogólnie zdarzało się zrównywać wokalistę z liderem zespołu?
Że to był jakiś mniejszy bądź większy problem, patrząc na to, w jak wiele rzeczy członkowie zespołu byli zaangażowani choćby w tekst?
Wiesz co, to zwykle tak jest siłą rzeczy, że wokalista to jest twarz zespołu, to już jest coś, to jest twarz zespołu.
To jest głos zespołu również, więc bardzo często ludzie zestawiają te dwie rzeczy.
Czyli jakby wokalista to jest lider.
Bardzo często w wywiadach mamy na przykład takie mówienie, no dobrze, a gdzie jest lider?
A my mówimy...
który lider, a mówią wtedy ten albo tamten.
Mówimy, czyli chodzi o wokalistę.
To jest często mylone zarówno przez odbiorców, jak i przyznam szczerze, bardzo często przez dziennikarzy.
Więc nie nauczyliśmy odbiorców tego, że każdy ma jakąś tam taką swoją funkcję.
Ale wracając do tematu, to bardzo często jest zestawiane, wokalista jest zestawiany z liderem, cokolwiek miałoby to znaczyć, bo ja nawet nie jestem pewien, czy ludzie, bo co to znaczy lider?
No właśnie, myślę, że w takim ogólnym rozumieniu jest to właśnie nie tylko twarz, ale też osoba, która nadaje ton, bo po prostu ją się powiedzmy najczęściej widzi, przynajmniej w takim pierwszym oglądzie gdzieś słuchacza na koncercie.
No okej, ale czy to, czy ty też tak rozumiesz słowo lider?
No właśnie nie, dlatego o to zapytałem, że ten jednak rozłożenie jest zdecydowanie większe.
No tak, no lider to, wiesz, najczęściej się mówi, że to jest ta osoba najważniejsza, tak?
A de facto lider, nie wiem, czy w każdej korporacji, czy w jakichś innych zestawach ludzkich, to jest prawdopodobnie osoba, która ma jakiś silnik, nie wiem, umie razem zebrać grupę, symbolizuje się jakimiś cechami, tak?
okazuje się jakimiś cechami, które są ważne dla całej grupy i wtedy można mówić o liderze.
U nas się tak przyjęło i w rock'n'rollu się tak przyjęło, że często w ogóle mówi się o liderach w taki sposób.
Wydaje mi się, że to nie jest dobry... Ja wiem, do czego zmierzasz, ale nie wiem, czy to jest dobry trop, żeby to eksplorować akurat.
Chyba, że wam zależy na takiej poważnej, trudnej rozmowie.
Myślę, że jeszcze przed chwilą możemy poeksplodować, ewentualnie przyznać, że największą siłą Myslowic w tamtych czasach była zespołowość.
To już Wojtek chyba przed chwilą właśnie mówił na ten temat, bo tak, myśmy zawsze tak uważali, że jak ktoś się zmęczy, to jak w peletonie kolarskim ktoś inny wpada na jego miejsce i ciągnie przez chwilę ten peleton.
Tylko, że nie ścigamy się pod koniec, kto pierwszy na finale.
Ludzie zawsze myślą, że wokalista jest liderem.
No wokalista poniekąd jest tą tubą, która śpiewa, która przekazuje treści i emocje publiczności.
Bardzo często myślę, że lider jest mylony z czymś takim jak kierownik muzyczny zespołu.
W zespołach bardzo często znam mnóstwo kierowników muzycznych zespołu i są tam basiści zwykle, którzy
którzy są odpowiedzialni za harmonię itd.
Mogę powiedzieć po sobie, że podczas pisania tekstów zawsze myślę, teraz kiedy piszę dla Mateusza, kiedy Mateusz jest wokalistą i wcześniej, kiedy Arias był wokalistą, ja zawsze osobiście myślałem, żeby tak napisać tekst, żeby...
ten wokalista, ten ktoś, kto jest na froncie, żeby on to uniósł.
Często miałem tak na przykład z piosenką My się ludzie, z piosenką, nie pamiętam teraz tytułu, Rojas powiedział, nie, nie, to jest za mocne i ja tego nie będę śpiewał.
I wiesz, trzeba było usiąść i opowiedzieć, o czym ona jest i tak dalej, i tak dalej.
I wtedy Rojas śpiewał tę piosenkę.
pisałem do Mateusza, Mateusz, czy to jest dla ciebie okej, czy to nie jest za mocne, czy ty to uniesiesz, bo ja tą swoją emocję mogę napisać w taki sposób, że z tym się zgadzam, że ten wokalista, który potem stoi przed tymi ludźmi, może tego jednak nie unieść, tak ad vocem tego.
Miałem pytanie do Wojtka, więc w nie też pójdziemy, bo myślę, że fajnym kontekstem będzie jakby osadzenie powstania Korowy w tamtych czasach jakby też dla zespołu.
I zastanawiam się, czy można powiedzieć, że byliście wtedy na szczycie, czy jeszcze byliście w jakimś sensie na dorobku?
W tamtych czasach to były takie dosyć trudne czasy, kiedy mieliśmy bardzo zły, jeśli się nie mylę, kontrakt podpisany z wytwórnią, kiedy byliśmy ciągle na jakichś tam cholera długach, kiedy wszystko nawet wpisywano w nasze koszty naszej działalności, kiedy nawet benzyna czy tam bilet tramwajowy pani sprzątaczki w firmie był wpisywany w rozliczenie naszej płyty.
Ciągle tonęliśmy w tyłkach, ciągle były jakieś minusy, pamiętam.
Byliśmy dosyć mocno sfrustrowani i zdeterminowani, żeby się z tego otrząsnąć.
No jakoś tak, chociaż tak naprawdę pierwsze wycieczki na zachód to jeszcze zaliczyliśmy z firmą Sony Music.
Natomiast tam się coś jakby przestawało udawać.
Zresztą to nie jest tajemnica, że my jeszcze przed płytą Miłość w czasach popkultury chcieliśmy z Sony odejść.
piosenki, to nie był film, która została nam wcześniej zabrana z płyty i po prostu się obraziliśmy śmiertelnie na Sony, także to jest też jakby trochę inna sytuacja.
Powiem tak, że kariera, czy tam to, co w życiu osiągamy, to niestety nie jest wycieczka geograficzna, więc nigdy nie wiesz, kiedy doszedłeś na szczyt.
Orientujesz się dopiero, kiedy z tego szczytu schodzisz, że o kurczę, chyba przed chwilą zaliczyliśmy szczyt, czy tam jeden ze szczytów.
Tak wygląda życie.
Nigdy nie wiesz w jakiej sytuacji, że to jest to, to jest top, to jest ta sytuacja, w której masz z jednej strony, umówmy się, szczyt o tym świadczy, w pewnym sensie, symbolicznie, światło stóp, a z drugiej strony to jest, umówmy się, top twoich możliwości, no bo szczyt, jakiś tam szczyt, już wyżej się nie wejdzie.
Więc my nigdy tak mieliśmy problem z ocenieniem sytuacji.
W momencie, w którym osiągnęliśmy w Polsce to, co osiągnęliśmy, czyli jakiś tam sukces, umówmy się, że cały czas siebie postrzegaliśmy i postrzegamy dalej.
I wydaje mi się, że nawet w tamtych czasach tak naprawdę taką mieliśmy sytuację, niezależnie od tego, czy ktokolwiek chciał nam wtedy to przyznać.
postrzegaliśmy się jako zespół alternatywny.
Nie mieliśmy ani takich zasięgów jak tak naprawdę popowe sytuacje, na przykład Kaja, rywalizowaliśmy z Kają, zdobiliśmy dwa Fryderyki z jednej płyty, Kaja w tamtym czasie jeden Fryderyk z jednej płyty, ale sprzedaż była, wydaje mi się, że nasza sprzedaż była wielokrotnie mniejsza niż na przykład sprzedaż zwykłej komercyjnej płyty Kaji czy tam jakichś innych komercyjnych wykonawców, więc też
Tak jak mówię, my byliśmy zespołem alternatywnym i dla nas to już było bardzo duże osiągnięcie, ale w tamtym czasie, kiedy my już zdobyliśmy, tak jak można powiedzieć, ten nasz szczyt, można to tak w ten sposób ocenić.
Aczkolwiek zobaczymy, bo człowiek cały czas się wspina po górach, nie wiemy jeszcze, co przed nami.
Cały czas mam nadzieję, że tam coś przed nami jeszcze wysokiego jest.
Ale wracając, w tamtym momencie, kiedy mieliśmy dość fajną sytuację, taką, że odnieśliśmy sukces, może tak można byłoby to nazwać, to myśmy już prowadzili rozmowy i oglądali się nad tym, żeby wyjść dalej i szerzej.
To był jakiś tam Mount Everest, na który próbowaliśmy się
wspinać i na które chcieliśmy się wspinać, także jeszcze raz, nigdy nie wiesz, kiedy jesteś na szczycie.
To wiesz zawsze po czasie.
Kiedy przyjeżdżaliśmy do Warszawy zwykle i byliśmy tą niby gwiazdą, byliśmy na szczycie, to jako, że zespół, który nigdy nie przeprowadził się do Warszawy,
Te środowisko muzyczne naszych kolegów poniekąd z branży traktowało nas tak trochę po macoszemu, jak chłopaki ze Śląska, ci od tego PG Brown, ci od tego CAGD.
Tutaj z jednej strony firma, która ciągle miała do nas wątek, pretensje, że jesteśmy im winni o pieniądze, gdzie nasza sprzedaż wtedy naprawdę była ogromna.
Branża, która traktowała nas trochę po mocoszemu, ja wtedy nie czułem, że jesteśmy na szczycie.
Jedynie to, to wiesz, wychodziliśmy na scenę i był bardzo dobry odbiór publiczności.
Ale właśnie, czy to traktowanie po macoszemu wpływało też na to, że presja oczekiwań była nieco mniejsza?
Wiesz co, myśmy nigdy nie patrzyli się na jakieś oczekiwania.
Od zawsze pamiętam, kiedy pracowaliśmy nad płytą, kiedy robiliśmy cokolwiek, nie oglądaliśmy się na nic do oka.
tak jak mieliśmy w tamtych czasach możliwości.
Wydaje się, że to zostało powiedziane żartobliwie, że my późno dorastamy do różnych rzeczy.
Ale wydaje mi się, że Wojtek trafił totalnie w sedno, przynajmniej jeśli chodzi o niektórych z nas.
I mi się wydaje, że ten stosunek branży do nas to mogło też wynikać trochę z naszych, w pewnym sensie nie chcę powiedzieć kompleksów, bo też wydawałoby się, że myśmy ich za bardzo nie mieli.
A przynajmniej, że one nami tak nie kierowały.
Myśmy się z nimi mimo wszystko nie znali.
Zawsze byliśmy obcy.
My tam ani nie uczestniczyliśmy w jakichś spotkaniach towarzyskich różnego rodzaju z nimi.
Nie poznawaliśmy się.
W związku z tym to zawsze były dla nas obce twarze.
No i to też naturalnie w taki sposób...
My byliśmy też dla nich trochę obcy, ponieważ zachowywaliśmy się dziwnie i nieokrzesanie, ale nie w taki sposób, że biegaliśmy, rozwalaliśmy imprezy, tylko w ten nasz sposób, że spuszczaliśmy głowy i gdzieś tam chodziliśmy boczkiem, to wszystkim się mogło wydawać, że my jesteśmy tacy, nie wiem, może my nosimy nos wysoko i tak dalej, i tak dalej.
Ja do tego zacząłem dochodzić, czy myśleć sobie o tej sytuacji tak, oczywiście po czasie, wiadomo, dojrzałem późno.
Nawet obserwując to, jak w tej chwili wygląda ten rynek, że ty musisz do ludzi wyjść, jeśli nie wyjdziesz do ludzi, no to...
to nie wyjdziesz.
Będą cię też traktować w taki, a nie inny sposób.
Jeśli chodzi o odpowiedzialność, ja przyznam szczerze, że przy Korowie już miałem coś takiego.
Płyta Miłość w czasach popkultury osiągnęła tak duży sukces.
Nas to tak bardzo zaskoczyło, że było coś takiego, była lekka napinka, aczkolwiek tak naprawdę napinki się zaczęły po korowie, że w tekstach nie możemy po prostu dać słabego tekstu i tak dalej.
Ja pamiętam te rozmowy i pamiętam te sytuacje.
Z korową to jeszcze było tak, że z jednej strony była napinka, że nie chcesz zejść z tego poziomu, na który wszedłeś, a tak naprawdę nie wszedłeś, tylko myśmy takiego dużego kopa dostali, więc polecieliśmy dość wysoko nagrać.
Z jednej strony, a z drugiej strony była jeszcze trochę taka część takiej rockowej arogancji, że my teraz zrobimy to, co chcemy.
Ponieważ wtedy się strasznie fiksowaliśmy na muzykę jakąś taką smutną, nawet bardzo możliwe, że trudną.
Bardzo nas to inspirowało i to o czym się mówi i to w jaki sposób się mówi.
Więc postanowiliśmy trochę polecieć akurat bez trzymanki, bez barier.
Ja osobiście uważam to, co już tutaj padło, że tekst musi być komunikatywny, wtedy ma sens, bo w przeciwnym wypadku no to jest trochę takie, wiesz, takie wołanie za szybą.
No właśnie wyszła nam tu pewna niezgoda między wami związana z tekstami.
Ale z drugiej strony, w sumie jak się tworzy we dwóch teksty, to ciekawi mnie właśnie w tej kwestii sama mechanika tworzenia tekstów, kiedy pisze się na płytę we dwóch.
Czy faktycznie te teksty powstawały we dwóch, na przykład jeden tekst, czy ja piszę jeden, ty piszesz jeden, ewentualnie się konsultujemy?
U nas jest tak, że kiedy robimy próby, kiedy gramy próby, powstaje numer.
To ten numer przynajmniej w moim przypadku jest tak, że ta piosenka zaczyna mieć jakieś emocje, które mnie albo ruszają bardzo, bardzo i mówię Przemek, Przemek, zamawiam, zamawiam.
Albo piosenka mnie nie rusza i wtedy... Przemek, Przemek, napisz tam do tego.
Przemek, Przemek, napisz, bo ja tutaj w ogóle nic, nic, nic mnie nie rusza.
I wiesz, i potem piszemy do teksty i potem się wymieniamy pomysłami.
Przemek mówi bardzo często, Wojtek, ale tej poezji tyle tu nawaliłeś, że nie wiadomo o co chodzi.
Wtedy mówię, a, a, a, gadasz głupoty, gadasz głupoty.
I po miesiącu przychodzę, mówię, no kurka wodna, masz rację, tu jest tak, już poleciałem, że muszę te zasłony poodpinać, bo nie wiadomo o co chodzi, a po latach to już w ogóle.
No właśnie trochę zaprzeczenie komunikatywności.
Wiadomo, że poezja bywa komunikatywna i to absolutnie proszę nie uważać, żebyśmy atakowali czy tam wyśmiewali się z poezji, akurat poezję obaj uwielbiamy i nawet zdarzało nam się pisać wiersze takie już poza tekstami, dopóki nie przerzuciliśmy się całkowicie na teksty, więc proszę tego nie odbierać dosłownie.
Niewątpliwie na płycie jest kilka hitów, tylko że zastanawiam się, czy jest jakaś formuła hitu.
Jak napisać hit w takim kontekście muzycznym, w jakim wtedy działaliście?
Chyba trzeba zadzwonić do Jacka.
Jacek jest jakby takim specjalistą u nas, ale to nie, nie, nie, bo Jacek ma udział w większości dużo z przebojów.
My nie wiemy, gdybyśmy wiedzieli, jak napisać hit, to mielibyśmy hit za hitem w ogóle.
Mi się wydaje, że oczywiście zgrabność melodii, zgrabność piosenki i jeszcze raz komunikatywność danej piosenki moim zdaniem w dużej mierze, czyli czytelność dla w miarę szerokiego grona odbiorcy.
O ile w ogóle tekst na przykład w przypadku hitów jest ważny, bo znam też wiele hitów, które naprawdę opowiadają o pierdołach i nikomu to nie przeszkadza.
Więc jakaś tam łatwość, jakieś haczyki w melodii czy w aranżacji.
Wiadomo, teorii na ten temat jest wiele, a dalej nikt nie wie, jak te hity pisać, bo wydaje mi się, że definicja hitu zmienia się z generacji na generację.
W miarę tego, jak zmieniają się odbiorcy, jak pojawiają się nowi odbiorcy, czego wymagają, czego oczekują.
Wiesz, w latach 70. czy tam 80. mieliśmy protest songi, które były hitami.
Gdyby dzisiaj ktoś wyszedł z piosenką typu Zegarmi z Świata Purpurowy, to myślę, nawet nie żeby go wszyscy pogonili widłami, tylko po prostu nikt by się nawet nie obejrzał na tę piosenkę niestety.
Wiesz, to była kwestia czasu, to była kwestia jakiegoś kontekstu, na który piosenka trafia itd.
Kto wie, czy gdybyśmy dzisiaj napisali piosenkę i nawet długość dźwięku samotności z refrenem i nawet kiedy będę sam, nie zmienię się, to czy ona by została hitem?
Nie wiadomo.
W tamtych czasach to trafiło akurat.
Zawsze to jest ten element czegoś, co jest nieprzewidywalne, takie trochę iskry Boże i tak, no nie wiem jak to powiedzieć, ale ja święcie wierzę, że ten element jest i on jest bardzo ważny.
Generalnie teraz myślę, że raczej będą dzwonić do was z gratulacjami, no bo wygraliście plebiscyt na płytę 25-lecia.
I zastanawia mnie, dlaczego akurat ta płyta została właśnie wybrana przez słuchaczy.
I mam taką teorię, możemy ją tutaj wspólnie zweryfikować.
Uważaj, uważaj, ale mów.
Że ta płyta nabiera mocy właśnie w tych czasach.
W czasach lęku, w czasach pewnego zagrożenia.
A wy o lęku też pięknie opowiadaliście.
Ja powiem tak, że z jakichś niewiadomych nam powodów faktycznie... Ale to ładnie nazwałeś w sumie, zadając pytanie, że żyjemy w czasach lęku.
Właśnie nie wiedzieliśmy, dlaczego ta płyta ma coraz większy oddźwięk.
mimo że działa na pokolenie, którego nie istniało, nie było go na świecie, kiedy ta płyta w sumie wychodziła w dużej mierze i jest to z jednej strony dla nas artystycznie wow, no to jest coś, a z drugiej strony no niestety muszę to powiedzieć, to jest straszne, że ta płyta i te lęki i to o czym piszemy, że to musi być dalej aktualne, tak, że tak po prostu coś
Z tą cywilizacją zawsze popieprzymy, że jakbyśmy nie mogli być po prostu szczęśliwi wszyscy.
Jakby to nie o to chodziło tak naprawdę in the end w naszych działaniach zbiorowych.
Może o to właśnie nie chodzi, nie wiem.
Czasami się zastanawiam i to jest takie bardzo trudne pytanie.
Nam jest trudno się odnieść do tego, wiesz co, wy jesteście dziennikarzami, więc wy możecie napisać, wy możecie stwierdzić, czy te tematy są dalej aktualne, czy nie.
Wiesz, nam jest trudno się do tego odnieść, jakby stawiać jakieś hipotezy, ale brzmi to wiarygodnie, szczerze mówiąc.
Wiesz co, czasy, w których powstawała ta płyta, w których powstawały te teksty, to były takie dosyć dziwne.
Dziwne, kiedy lata 90., kiedy... Chyba było jeszcze przed wejściem do Unii, jeśli pamiętam.
Były dziwne millery, SLD-ki i inne rzeczy.
Kiedy było dużo niewiadomych, dużo lęku.
I myślę, że te wszystkie emocje strachu, lęku zawarliśmy w tekstach.
Czasem myślę, że dla młodych ludzi nie są zbyt łatwe.
Też jest mnóstwo, nie wiadomo jak mnóstwo lęku, bo ten cały COVID, który młodych ludzi...
myślę, bardzo przemielił psychicznie czasy, teraz mamy czasy wojny za granicą, jest bardzo dużo również lęku, niepewności i myślę, że młodzi ludzie znowu odnajdują opis tego, co się z nimi dzieje w naszych tekstach.
Stwierdziliście, że to było trudne pytanie, a na sam koniec będzie, myślę, trudniejsze.
Mianowicie, kiedy korowa Milky Bar pojawi się w serwisach streamingowych?
A to łatwe pytanie.
Jesteśmy już bardzo, bardzo blisko, tak jak mówiłem wcześniej, na początku naszej wypowiedzi o pewnych problemach z firmą, z wydawcą.
Teraz powoli, powoli dogadujemy się i Korowa Milky Bar będzie za niedługo, mam nadzieję, na wszystkich serwisach streamingowych.
Proszę jeszcze troszkę poczekać, wymaga to jeszcze troszeczkę pracy.
Dziękuję serdecznie za rozmowę.
Naszymi gośćmi byli Przemysław Myszor i Wojciech Powaga-Grabowski z zespołu Myslowic, współtwórcy płyty chorowa Milky Bar, która wygrała nasz plebiscyt na polską płytę dwudziestopięciolecia.
Dziękuję panowie raz jeszcze.
Sponsorem podcastu jest Muzeum Narodowe w Lublinie.
Organizator wystawy Co babie do pędzla?
Ostatnie odcinki
-
Rozmawiamy z posłem PiS Andrzejem Śliwką
04.02.2026 05:00
-
Słowacja, Czechy, Węgry. Jest szansa na zwrot k...
03.02.2026 05:00
-
Czy Bieszczady to polska Okinawa?
02.02.2026 05:00
-
Afganistan to najlepszy czas mojego wojskowego ...
31.01.2026 05:00
-
Dawid Krawczyk: Dobrze, że możemy się ze sobą n...
30.01.2026 05:00
-
Jak dostać pracę w branży kosmicznej?
29.01.2026 05:00
-
Spór o ambasadorów szkodzi Polsce. Zagraniczni ...
28.01.2026 05:00
-
„Ciepło z Polski dla Kijowa”. Pierwsze agregaty...
27.01.2026 05:00
-
Duży Format: Czy kura niemiecka jest szczęśliws...
26.01.2026 07:40
-
Min. Gawkowski: Na wojnie cyfrowej trzeba patrz...
24.01.2026 05:00