Mentionsy

Alfabet Wojtusika
06.11.2025 23:05

#225 Marcin Podolec. "Sezon spadających gwiazd", czyli komiksowe triple-double

Odcinek #225, w którym z Marcinem Podolcem w Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie rozmawiamy o jego komiksowym albumie "Sezon Spadających gwiazd".


Zaczynamy od K jak koszykarskich wspomnień, autor opowiada o tym jak komiks stał się odpowiedzią na to co gromadziło się w S jak snach. 

Pojawią się P jak plansze, więc pytam o reżim pracy z historią, którą trzeba zamknąć w sześciu okienkach.

Zastanawiamy się, co wiemy o bohaterach opowieści. Okazuje się, że niewiele i że to dobrze.

Przyglądamy się figurze O jak ojca i P jak psa rodzinnego.
Marcin opowiada o tym jak powstawały poszczególne H jak historyjki, przy okazji opisuje głównego bohatera, który staje się prawdziwym bohaterem D jak dramatycznym. 

Zastanawiamy się jak rysować i pisać o czasie z dzieciństwa i nie P jak przefajnić i nie ulec N jak nostalgii. 

Zwracamy uwagę na bardzo ważny wątek w "Sezonie spadających gwiazd" - dyskutujemy o P jak przegrywie, przegrywaniu.

W końcu pytam autora o P jak przemoc rówieśniczą, która jest kolejnym istotnym elementem narracji tego albumu.

Na koniec pojawia się P jak przedwiośnie, czyli pytanie o kolejne pory roku i szansę na ponowne spotkanie z bohaterem, który stanął na G jak granicy.

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 375 wyników dla "Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie"

Alphabet Wojtusika Podcast literacki Łukasza Wojtusika

Śniły mi się treningi, śniło mi się, że zapomniałem stroju, śnił mi się mecz, że mnie trener nie wystaww składzie, że mam zrętwiałe dłonie, nie mogę złapać piłki.

Żeby więc śnić się przestało, trzeba napisać sezon spadających gwiazd.

Opowieść, w której nawet jeśli nigdy w życiu nie mieliśmy nic wspólnego, z koszykówką łatwo się odnaleźć.

Nie wiem nawet, jak bohater główny ma na imię.

W sumie nie jest powiedziane, gdzie oni dokładnie mieszkają, ile mają lat właściwie.

Są poszlaki, są znaki, ale nie wiadomo, który dokładnie jest rok.

Szlakiem nowego albumu Marcina Podolca, nowego komiksu, sezon spadających gwiazd.

Pójdziemy w tym odcinku Alfabetu Wojtusika, podcastu, który powstaje dzięki wsparciu Patronek i Patronów na patronite.pl.

To już 225. odcinek podcastu, w którym rozmawiam z twórcami, twórczyniami, artystami, pisarzami, pisarkami, tłumaczami, ludźmi, którzy zajmują się literaturą, ale także komiksem.

Dziś Marcin Podolec, rysownik, scenarzysta, ilustrator, autor animacji, studioww Łódzkiej Szkole Filmowej, teraz tam wykłada.

Ma na swoim koncie kilkanaście albumów.

Sezon Spadających Gwiazd to jego dwudziesty album i to komiks, który bardzo, ale to bardzo mi się spodobał, o czym pisałem zresztą

W mediach społecznościowych na profilu Alfabet Wojtusika możecie zerknąć do tego wpisu.

Z Marcinem spotkaliśmy się w bardzo nietuzinkowych okolicznościach.

Teraz je wam przedstawię.

Marcin był jednym z jurorów w czasie trwającego w Krakowie w październiku festiwalu Etiuda & Anima, a przy okazji prowadził też warsztaty na tym festiwalu, a sam festiwal odbywał się na Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie.

Zadzwoniłem do Akademii z pytaniem, czy jest szansa, byśmy znaleźli jakieś miejsce na terenie Akademii na spotkanie w celu nagrania podcastu z Marcinem.

I okazało się, że się udało i to udało się tak nawet bardzo, bardzo.

Trafiliśmy do gabinetu w kolorze zielonym, usiedliśmy przy bardzo eleganckim stoliku, rozstawiłem swój podcastowy sprzęt, który...

wyglądał tam mocno nieadekwatnie.

Dlatego, że otaczały nas obrazy, z których patrzyli na nas rektorzy Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie, a tuż obok naszego stolika stała sztaluga, na której malować miał i korzystać z niej sam Jan Matejko.

No i w tych okolicznościach przyrody pięknej i niepowtarzalnej rozpoczęliśmy rozmowę o sezonie spadających gwiazd, albumie wydanym przez Kulturę Gniewu.

Akademii Sztuk Pięknych pięknie dziękuję za gościnę.

R jak rozmowa.

Nie, nie miałem butów z pompką, ale pewnie o nich marzyłem.

Marzyłem o byciu rysownikiem komiksów.

To było takie jakieś moje wielkie marzenie.

Marzyłem o tym, żeby mieć swojego psa.

No marzyłem chyba o takiej, wiesz, fratce na głowę i w końcu ją sobie kupiłem, ale mi nie pasowała.

chciałeś być, którym z zawodników najbardziej?

Ja na przykład chciałem być zawsze jak Gary Payton.

Ja chciałem być jak Shaquille O'Neal, dlatego, że sam jestem wysoki, grałem na tej pozycji co on i kiedyś zobaczyłem jakąś taką sesję zdjęciową Shaquille'a O'Neala w jakimś magazynie sportowym, gdzie on chyba leżał na łóżku w pokoju, który cały był jakby wystylizowany na markę Los Angeles Lakers, że tam wszystko było, wiesz, żółto, fioletowe, każdy element wyposażenia i tak sobie pomyślałem, jejku, on chyba

Naprawdę tak, że on musi kochać to, co robi, skoro się tego tacza tymi rzeczami.

Więc stwierdziłem, że coś musi w tym być głębokiego.

Powodów było wiele, a może tak naprawdę był jeden.

Jednak ta miłość do komiksów zwyciężyła i im rzadziej byłem na treningach, tym więcej byłem przy biurku i rysowałem i zacząłem iść ze mną na mecze, zacząłem iść na festiwale komiksowe.

Ja wiem, że powinniśmy zacząć od plansz, od budowy narracji, od tego, że zaczęło się od zinu, ale dla mnie sama story jest fajna, bo to jest na wielu poziomach historia.

Właśnie zastanawiałem się, czy nostalgiczna.

Do tego dojdziemy, ale to jest też historia o młodym chłopaku, który gra w drużynie koszykarskiej, amatorskiej, szkolnej, no i jeździ albo nie jeździ na różne turnieje i wchodzi z ławy, albo nie wchodzi z ławy i idzie mu raz lepiej, raz gorzej, ale który też lubi rysować, no i staje w pewnym momencie, powiedziałbym, tragicznym wyborem, no bo tak chyba wszyscy mu mówią, że łącznie z babcią sugerują, że chyba fajniej jest być koszykarzem.

Wiesz, nikt nie mówi, że ci wszyscy się mylili.

Dobrze, to jakie jest życie rysownika?

I człowieka od animacji i różnych takich właśnie tego typu projektów artystycznych.

Siedzisz teraz na festiwalu Etudent Anima.

Zdradzimy, że jutro z tobą masterclass, czyli tak naprawdę trochę podejrzewam jakaś taka pogaducha bardziej niż musicie to robić tak i tak i wtedy będzie dobrze i będą piątki.

Tak, raczej myślałem o tym, żeby ten masterclass przeprowadzić w kluczu jakichś emocji, które mi towarzyszyły, kiedy podejmowałem się różnych tematów, czy na przykład podjąłem decyzję o tym, żeby założyć własne studio, jak się wtedy czułem, dokąd mnie to doprowadziło.

To nie zawsze będzie o pozytywnych emocjach, więc wydaje mi się, że znalazłem sobie taki ciekawy klucz, że jednak takie omawianie projektów, że słuchajcie, to usiadłem przy komputerze i to tak narysowałem i mój kolega zrobił postprodukcję,

a ktoś tam się dograł do tego, to można od wszystkich usłyszeć, a jednak nikt nie opowie tej mojej historii tak jak ja sam, więc zamierzam z tego skorzystać i bardzo się otworzyć w czasie tej rozmowy i wydaje mi się, że to jest coś, co da się zapamiętać po tygodniu, po dwóch, po miesiącu i sobie przypomnieć, o kurde, słyszałem kiedyś, że ktoś się zmagał z czymś podobnym, więc może po prostu tak jest na tej artystycznej ścieżce.

W komiksie też się bardzo otwierasz.

Nawet teraz na początku rozmowy zasugerowałeś, że pewne wątki łączą cię z historią głównego bohatera.

Tak, tak jak się pytałeś, no jak wygląda to życie rysownika, no to właśnie bohater tego komiksu jakby zastanawia się, czy ma tam jakąś swoją wizję, jak to może być, nie?

I to tam rozpala jego wyobraźnię.

Jest to podane w trochę prześmiewczy sposób, natomiast wcale nie aż tak daleki od prawdy i od przypuszczeń i później, jak się okazuje, od rzeczywistości.

I tak, otwieram się w tym komiksie bardzo mocno.

Nie jest to moja historia jeden do jednego, różne postacie są tu zmiksowane, różne wątki są poprzestawiane, natomiast wydaje mi się, że udało się jakąś taką autentyczność przemycić, taką wypływającą z najprostszych czynności czy relacji rodzinnych.

Nie pamiętam teraz tytułu, ale postaram się znaleźć i na końcu państwu podam był taki znakomity komiks z intrygą kryminalną, bo to jest ważne, o życiu pewnego pisarza, który rusza w trasę promocyjną.

To chyba zresztą jakiś tytuł wydaje mi się, albo to nawet w ogóle nazywa się...

Właśnie tak.

I znakomita to była rzecz, bo ona właśnie pokazywała taką bardzo brutalną codzienność, kiedy to pisarz musi po pierwsze sam sobie na pytania odpowiadać, po drugie spotykać się z ludźmi, którzy nie przeczytali jego książki, po trzecie wozić ze sobą książki.

No i ta opresja jest potworna.

No dobrze, wróćmy do sezonu spadających gwiazd.

Wracasz w tej opowieści do takich czasów, które na swój sposób były nawet nie wprost, trochę obciachowe.

Jak to połączyć z nostalgią, bo to by to się udało, tak żeby ta nostalgia nie była, wiesz, taka przaśna, taka przesłodzona, bo ty za każdym razem, kiedy nam się wydaje, że będzie nostalgicznie i będzie, nie wiem, scena romantyczna, że będzie wzruszenie, no może poza relacją z psem, w tym momencie wkładasz, wiesz, kij w mrowisko i nam to rozbrajasz.

A ten obciach, o którym mówię, jest tym, jak twoi bohaterowie, jaki mają deficyt, nawet nie tylko na poziomie, że nie mają ciuchów z NBA, ale nie mają nawet porządnego trenera.

Transfery odbywają się u nich na zasadzie, że ktoś gdzieś przeszedł z klubu do klubu za dwie piłki.

I tak tutaj, wiesz, ułatniłem tą historię, bo ktoś przeszedł za jedną piłkę.

Na pewno byłoby mi prościej w jakichś podpunktach odpowiadać, nawet plansza po planszy.

Wiesz co, to rozładowywanie humorem, jakimś takim tym kijem mrowisków czy przyprychy jest trochę tutaj na poziomie meta, no bo też jest postać ojca, która w ten sposób sobie radzi z emocjami, więc kiedy on już się ma za bardzo wzruszyć, ma być jakaś taka zbyt intymna sytuacja, wiesz, taka rodzic, dziecko, na przykład jakaś ważna rozmowa czy coś, to on ucieka do humoru albo jakoś unika tych sytuacji, gdzie mógłby na przykład w oczywisty sposób pochwalić swoje dziecko, więc ja może też tak troszkę lawiruję,

Bo ten ojciec jest wiecznie do nas tyłem.

No raz jest bokiem, ale tak bez głowy.

Znaczy nie wiemy, kto nim jest.

Czy to jest ten ojciec, którego odbicie znajdziemy w twojej animacji, w dokumencie?

To jest ciągle ta sama figura ojca, wiesz?

Tam jest bardzo, mam wrażenie, w dokumencie ciepło uchwycona, a tu jest właśnie z drugiej strony.

To przyjrzenie się, prawda, gdzieś leży po środku.

bardzo, jakby tak, wiesz, nie chcę mówić, że to jest mój tato, nie?

Ale gdzieś tam po prostu są to moje obserwacje, czy właśnie, czy mojego taty, czy ojców kolegów, czasami też może matek, no to jest raczej taka figura rodzica, nie?

Gdybym był takim, wiesz, dziennikarzem śledczym, to musiałbym cię teraz dopytywać, czy twój ojciec zawoził cię na treningi, czy siedział przed telewizorem?

Nie musiał mnie zawozić, bo te treningi były, wiesz, pięć minut od naszego domu.

Ale mogę powiedzieć, że ojciec zawoził mnie co dwa tygodnie, woził mnie 60 kilometrów na lekcje komiksu, które w liceum zacząłem pobierać i robił to przez dwa lub trzy lata i właściwie była to jego inicjatywa, żebym ja miał taką okazję, nie?

Jakby on mnie zachęcił do tych lekcji, więc no bardzo dużo mu zawdzięczam.

Tak, wiesz co, ta postać ojca to jest taki może szerszy temat w tym komiksie, bo ona pozostaje enigmatyczna.

Ojciec, jak mówisz, jest odwrócony tyłem, jest małomówna raczej i tak dalej.

Ale tak sobie myślałem, że dużo w tym komiksie, częściowo to zrobiłem specjalnie, a częściowo tak wyszło, mam wrażenie, dużo w tym komiksie jest takich niewiadomych.

Na przykład nie wiem, jak się nazywa pies, co jest takie nieoczywiste.

którym wiemy, że on ma tam na imię Goofy, nie?

A nie wiem, nawet jak bohater główny ma na imię, nie?

W sumie nie jest powiedziane, gdzie oni dokładnie mieszkają, ile mają lat właściwie, wiesz?

Są znaki, ale nie wiadomo, który dokładnie jest rok.

No ale przez to mamy taką uniwersalną opowieść, która, nad tym się zastanawiałem czytając Sezon Spadających Gwiazd, czy gdyby ją trochę wyciągnąć z kontekstu polskiego, to czy on by mógł być szwedzki, czy mógłby być, nie wiem, młotewski, czy mógłby być rumuński, czy mógłby być belgijski i myślę sobie, że tak, to znaczy to jest uniwersalna opowieść.

Tam się wprawdzie zdarza w jednym momencie coś, co jest takie bardzo jeszcze z naszego rejonu, może nie kulturowego, ale geopolitycznego w formie żartu, że drużyna głównego bohatera ma się zmierzyć z drużyną ZSRR, nie?

Tak, albo że bohater gra na komputerze w skoki narciarskie.

Natomiast, wiesz, tak robiłem ten komiks, żeby on faktycznie był uniwersalny, gdzieś tam, miałem z tyłu głowy, że może to będzie, a tu ten przy jakichś wydaniach zagranicznych.

Że tu raczej chodzi o jakąś emocję towarzyszącą dorastaniu w małej miejscowości, kiedy tak nie jesteś dzieckiem już, ale jeszcze nie jesteś dorosłym, masz duże marzenia, ale jesteś ograniczony jakoś tak komunikacyjnie chociażby w realizacji tych swoich marzeń albo ze względu na wiek chociażby.

Wszędzie.

Myślę, że ten komiks na przykład nie mógłby się dziać w Stanach, no bo Stany to jest właśnie ta rzecz, do której się jakoś aspiruje, czy o której się rozmawia w tym komiksie, więc wiadomo, że tam jest jakiś dystans.

Sezon Spadających Gwiazd zaczął się od zinu, od zeszytu, który z tego gdzieś tam, co czytałem, spodobał się.

Co cię skusiło do tego, żeby się jednak poświęcić temu projektowi i od poszczególnych, pojedynczych, sześciookienkowych czy sześcioscenowych plansz przejść do dużej jednak opowieści?

Śniły mi się treningi, śniło mi się, że zapomniałem stroju, śnił mi się mecz, że mnie trener nie wystaww składzie, że mam zrętwiałe dłonie, nie mogę złapać piłki.

No, to twoje sny, dziękuję, że się podzieliłeś.

Słuchaj, i tak nie dawało mi to trochę spokoju, że tak chyba nigdy nie zamknąłem tej relacji z koszykówką, że po prostu tak jakoś

ona na takim fade-oucie po prostu była koszykówka i na fade-inie był komiks, nie?

I tak to się jakoś zazębiło i nigdy nie miałem właśnie takiej na przykład rozmowy z trenerem, że no dziękuję, odchodzę, swoje już pograłem, alboż mnie to nie interesuje, nie wiem, boli mnie noga, już nie chcę, nie?

Nie było nigdy takiego momentu domknięcia i wydaje mi się, że ten komiks jest takim momentem, odkąd został opublikowany, nie śniła mi się koszykówka jeszcze.

Czyli terapia przez sztukę.

Oczywiście.

Dobrze, ale jak patrzysz na to, bo opowieść komiksowa jest opowieścią trudną za chwilę, znaczy piękną i trudną zarazem, ale jak patrzysz teraz na ten czas, ty jako były zawodnik, to jak to oceniasz?

To takie doświadczenie.

No, doświadczenie sportowe, wiesz.

Wiesz co, bardzo, bardzo pozytywnie.

Czas leczy rany, to raz, ale dwa, no wydaje mi się, że dużo zawdzięczam koszykówce, takich jakichś umiejętności społecznych, pracy w grupie, dyscypliny, poczucia, że mimo, że dorastałem na przykład w małej miejscowości, to jednak...

Mam takie barwne wspomnienia z jakichś wyjazdów na jakieś turnieje, ze starania się o bycie w pierwszym składzie albo utrzymanie się w nim, jakieś takie turnieje dzikich drużyn, jakieś takie granie po szkole w kosza, umawianie się, posiadanie kilku grup takich.

do których można należeć, te grupy nie zawsze, wiesz, były takie grupami pierwszego wyboru, czy takie do końca fajne, natomiast miałem jakąś przynależność na przykład do, wiesz, do grupy moich kolegów z klasy, ale miałem też właśnie tych kolegów z koszykówki i na przykład miałem też kolegów, z którymi, wiesz, dzieliłem jakieś zainteresowanie na osiadlu, nie?

Więc na przykład to była dla mnie taka dodatkowa grupa rówieśnicza.

Więc gdzieś tam to są takie rzeczy, które trudno jakby przecenić, nie?

Koniec końców.

No i wiesz, to jest też... A umiejętność przegrywania?

Umiejętność przegrywania?

No, to jest jakby wpisane tutaj bardzo mocno.

Bo drużyna twojego bohatera generalnie, poza tym, że przegrywa, to najczęściej przegrywa.

Tak, a jeżeli tego nie robi, to przegrywa.

wię o tym dlatego, że mam wrażenie, że to też jest taka opowieść o...

społecznej umiejętności, znaczy o indywidualnej umiejętności, którą społecznie chcemy wyprzeć, to znaczy jest taka presja na to, żeby dzieci nie przegrywały w swoim życiu, to znaczy żeby na tej ścieżce nie przegrywały i dlatego o tym mówię, to teraz ja się podzielę własnym doświadczeniem, mój syn, jeden z moich synów tańcem towarzyskim się zajmował przez lat wiele i widzę jak to, że przegrywać musiał, bo taka jest kolej rzeczy, nie można od razu w danej grupie

Po prostu trzeba ponieść ileś porażek, żeby potem wejść na pudło i po prostu poczekać, że widzę jak wiele go to nauczyło.

To znaczy, że on potrafi przegrywać i potrafi nawet po przegranym meczu podejść, podać rękę, zachować się fair play i jakby nic mu się z tego powodu nie dzieje.

Ja wiem też i znam wiele takich historii dzieciaków, które kompletnie sobie nie radzą z porażką dziś.

Ważnym elementem tego świata też są pojedyncze historie.

To znaczy, ty od razu wiedziałeś, że będzie jakaś klamra narracyjna, no bo ta klamra narracyjna jest.

Czy te pory roku, bo to jest też opowieść, która zaczyna się jesienią i przez te pory roku przechodzimy, to były na początku pojedyncze historyjki i dopiero potem zrodziło się coś większego.

Jak to się układało u ciebie w głowie?

Wiesz co, od razu wiedziałem, że to będzie taki okres, sezon, że przejdziemy przez te wszystkie pory roku.

Wiedziałem, że to będzie dla mnie taka struktura, taki stelaż.

Natomiast nie wiedziałem, czym to zapełnię.

Wiedziałem, dokąd ta historia ma doprowadzić, wiedziałem, jaki ma mieć charakter ta postać, jaki charakter mają mieć jej relacje z innymi.

Natomiast nie wiedziałem na jakich przykładach to pokażę, w jakich historiach konkretnie.

I to było robione, to jest jakby mój sposób działania, że bardzo mi się podoba pewien element improwizacji i pewien element takiej niewiadomej, kiedy się siada, czy to właśnie do takich...

Zwykle to jest biały ekran w moim przypadku, czy to do filmu animowanego, czy do komiksu, że na przykład nie wiem jak dane ujęcie przebiegnie, czy nie wiem o czym do końca będzie dana plansza.

Wiem jaką tożsamość postaci chcę zbudować.

I to zapewnia mi...

wiesz, specyficzny rodzaj skupienia i koncentracji i bycia w takim stanie, kiedy muszą cię siłą rzeczy inspirować różne rzeczy, bo co chwilę musisz wymyślić nową historię.

Ja tej historii wymyśliłem tu jakieś pewnie ze 170.

I to jest właśnie ciekawe w ogóle.

Sam sobie narzuciłeś ten kierat w postaci pewnego rytmu planszy sześciookienkowej, którą tę planszę każdą musisz zamknąć jakimś rodzajem puenty, zwieńczenia, jakimś takim małym napisem The End, prawda?

I to wydaje mi się wyzwanie, żeby to było śmieszne, straszne, zabawne, ale żeby nie było właśnie takie nijakie, nie?

Żeby... A z drugiej strony nie można, tak sobie wyobrażam, też przecisnąć, bo jak się przefajni, to też jest niedobrze.

W ogóle się tak, wiesz, boję różnych rzeczy, tak siedzę i myślę, kurczę, nikt na pewno nie przyjdzie na to spotkanie autorskie, robię ten koniec, kurczę, na pewno przefajnie, nie?

Wydaję zinka, kurczę, nikt nie kupi tego zinka, nie?

I tak, to jest w moim sposobie... Najpierw kupili zinek, a teraz kupują... Wiesz co, ale to się łączy z poprzednimi pytaniami twoimi, to jest mental przegrywa, ale on jest wart pielęgnowania według mnie, bo jest wtedy mniej rozczarowany.

To jest to, co bohater sobie sam robi i sam sobie funduje w ramach twojego komiksu.

Bardzo często pojawiają się takie sytuacje, że on sobie wyobraża, że chciałby coś zrobić, a potem tego nie robi, bo się przestraszył, bo się boi.

To są często sytuacje na przykład z jego koleżanką, w której on się pewnie podkochuje,

Wyobraża sobie, co by jej powiedział albo co zrobi i potem na końcu, no to nie będę zdradzał, bo to są na planszach, to jest lepiej rozrysowane, ja teraz tylko trochę Państwu nieudolnie to opowiadam.

Zazwyczaj te puenty są no jednak takie smutne trochę, że w wyobraźni jest pięknie czasami, a potem jest przegryw.

Albo odwrotnie właśnie, tak jak mówisz, nie?

Wydaje mi się, że to jest bardzo takie spójne z tym bohaterem, wiesz, i że on jest taki właśnie też dramatyczny, on jest taki romantyczny trochę, wiesz, rozromantyzowany, przesadza w myślach, ale dla mnie na przykład to, co powiedziałeś o tym sześciokadrowym podziale, było chyba największą szkołą komiksu, jaką sobie w życiu zafundowałem.

Ja myślałem, że wcześniej robienie serii bajka na koncie świata, robienie dla dzieci, gdzie jakby tak

Szczególnie się skupiałem na czytelności tej narracji i na fundowaniu właśnie jakichś takich atrakcyjnych kadrów, czy jakichś zwrotów akcji i tak dalej.

Dużo się tam na pewno nauczyłem, ale to w tej takiej najczystszej formie, najprostszej,

To po prostu nauczyło mnie, wydaje mi się, że tak mnie popchnęło po prostu w rozwoju jakimś takim rzemieślniczym całe lata do przodu.

Co więcej jeszcze każdy z tych kadrów jest jednakowy tutaj, to nie jest jak w takim rozstrzelonym komiksie, że sobie pozwalasz na różne podziały, tylko ten podział jest stały.

Ale wydaje mi się, że właśnie to zapewniło taką przezroczystość.

Ta przezroczystość formy zapewniła skupienie na treści i dzięki temu te jakieś żarty czy smutki, wiesz, tam siadały, nie?

Że nie myśleliśmy, okej, wow, ale on to atrakcyjnie to powiedział.

To jest coś takiego może już w pewnym czasie pomijalnego, że to dla ciebie tak, że to jest te sześć kadrów, bo już po prostu to znasz.

Więc ten próg wejścia w planszę jest bardzo niski.

Bardzo dużo też mi dało i nauczyło mnie takie odkrycie, że jestem w stanie pisać dialogi, opowiadać w czasie teraźniejszym, w czasie przyszłym.

i poza czasem w jakiejś domyśle.

I to mi otworzyło całe nowe pole, wiesz, do opowiadania, nie?

Jakąś taką, wiesz, reperkusję, nie?

Jakiś taki finał, że na przykład przez pięć kadrów odbywa się jakaś historia, a na przykład w ostatnim nam on dopiero powie, jak się z tym będzie czuł na przykład za parę miesięcy i my tak, o cholera, czyli to jednak nie jest tak, że to po nim spłynie, nie?

Im dalej w las, im dalej w sezon spadających gwiazd, tym jednak ta klasyczna narracja trochę się rozbudowuje.

Pojawiają się pojedyncze sceny, pojedyncze kadry na całą stronę.

Pojawiają się takie minicykle i o to też cię chciałem dopytać, jak takie rzeczy budowałeś, a i też pojawia się oprócz realności coraz więcej takich no właśnie alegorii, metafor, jak na przykład sceny z zawieszoną piłką.

Taką wiszącą i... Powiem Ci, że to były sceny, z których ja się najbardziej śmiałem.

Wyobraźcie sobie Państwo, że macie taką historię, którą będziecie sobie wyobrażali jako taką trochę bardzo realistyczną jednak opowieść.

Zasugerowałem, bo wcześniej kiedyś czytałem Twój komiks, znaczy zrealizowany przez Ciebie komiks na podstawie tekstu reporterskiego i jakby...

W związku z tym, on też był odjechany, ale w związku z tym, wiesz, miałem takie przyzwyczajenie w głowie, że dobra, to będzie taka prawdziwa opowieść, śmieszno, ironiczno, nostalgiczno, boląca autora, powrót do czasu młodości i do liceum.

A tu się okazuje, że mamy im dalej w las, tym więcej jest takich scenek po prostu kompletnie szalonych.

Takich, które właśnie rozwalają tą bańkę klasyki.

Na przykład bohater, który nawiązuje relacje z księżycem.

O, dziękuję, że o tym mówisz, bo wszyscy zawsze o tej piłce zawieszonej w powietrzu wspominają.

Jest to księżyc, który opowiada suchary.

I który chce nawiązać z naszym bohaterem relację romantyczną, powiedziałbym.

Dobra, i to jest jeden wątek, a kolejny wątek, przepiękny zestaw, który z jednej strony nawiązuje do czasu związanego z dojrzewaniem, kiedy jeden z bohaterów, pojawia mu się na twarzy pewnie jakiś wyprysk, no a potem się okazuje, że on cały jest tym wypryskiem, nie?

I to w sposób dosłowny.

No i z jednej strony okej, a z drugiej strony myślę sobie, to jest takie puszczenie wodzów, to znaczy masz takie sceny, w których pozwalasz sobie na wyjście do takiego, do nierealności tak naprawdę, nie?

To była, wiesz co, bardzo duża praca, już tak serio odpowiadając, bardzo duża praca taka, jakby to powiedzieć, no z odważnikami, że tak powiem, że po prostu masz tą realność i ile tu wpuścisz jakby odjechanych rzeczy, nie?

śmieszne puenty, iloma smutnymi, otwartymi, zawieszonymi, poetyckimi, trzeba by to zbalansować, żeby to miało sens i się nie zmieniło, wiesz, w książeczkę z dowcipami, nie?

jak na przykład nie przeszarżować z tym ojcem, nie?

Po ilu jakby planszach ten fotel widziany od tyłu i kawałek dłoni z pilotem, czy tam z kubkiem herbaty już będzie nudny na przykład i wtórny, nie?

I tak siedziałem i tak wiesz, koralik po koraliku jakoś trzeba było to nawlekać.

I powiem Ci, że bardzo ciekawą pracę miałem też na koniec, kiedy już miałem praktycznie domknięty album, ale jeszcze wiedziałem, że mam trochę czasu i przestrzeni na jakieś uzupełnienia.

I mogłem go przemontowywać.

Czasami musiałem na przykład porę roku za oknem przerysować, żeby mi to pasowało w inne miejsce w albumie, ale mogłem sobie zrobić taką mapę emocji, mapę tych nastrojów, puent i tak dalej.

Mogłem się z tym manipulować trochę jak w filmie dokumentalnym, że to wiesz, na stole się później on tworzy, tak naprawdę.

I to było dla mnie super ciekawe.

No i wtedy zobaczyłem, że powstały jakieś luki, do których po prostu muszę jeszcze posadzać jakieś pojedyncze plansze.

I wtedy nadszedł deadline od wydawcy i od drukarni.

Ale miałem mózg tak rozpędzony, że jeszcze później pisałem do wydawcy, hej, jeszcze nie opowiedziałem przecież o tym i o tamtym.

A wydawca mówił, nie, Marcin, jakby jest w porządku, wystarczy, już dobrze.

Jest nawet lepiej niż dobrze, chociaż w tym komiksie jest źle.

No tak, jest źle, bo jest wątek, który przybiera na sile, albo mam takie wrażenie, tak go odbierałem, że główny bohater zdaje sobie z niego sprawę w miarę postępu kolejnych stron.

I to jest przemoc rówieśnicza.

Ty poruszasz bardzo ważny temat, no i właśnie jak tą przemoc pokazać, jaki miałeś na to pomysł.

Ja wiem, że pokazałeś go, ale jak o tym myślałeś?

Jaki dzisiaj masz stosunek do przemocy rówieśniczej?

Tak, dzięki za poruszanie tego tematu, on czasami jest pomijany przez to jakąś warstwę nostalgii, a wydaje mi się jakimś takim trzonem tego komiksu i w ogóle zanim ja zacząłem mniej więcej dwa, ponad dwa lata temu rysować ten komiks w tej formie, właśnie jednoplanszówek czarno-białych i tak dalej, i tak dalej, to mniej więcej pięć lat temu ja zacząłem tworzyć pierwszą, taką pierwszą, pierwszą wersję tego komiksu, to wtedy miała być taka...

To miał być bardzo brutalny, mroczny, ciężki, smolisty komiks po prostu, taki wiesz, po kilku latach rysowania rzeczy dla dzieci nazbierało się we mnie dużo jakiejś takiej mrocznej energii, którą pomyślałem, że właśnie z którą w ten sposób mogę się rozprawić, jakby oddając ją na papier.

Ale zrezygnowałem z tego, wiesz, tak czułem, że to nie są opowieści, które ja czuję, że to by było trochę takie

pokazane na siłę, natomiast ten wątek wiedziałem, że jest dla mnie ważny, dla mojego doświadczenia bycia w drużynie, moich obserwacji chociażby, żeby tutaj jakoś nie wchodzić w szczegóły.

I wiedziałem, że on musi być obecny w tym komiksie, bo inaczej to będzie po prostu dla mnie nieprawdziwa opowieść, że ja jej po prostu nie kupię i ona się właśnie zmieni w taką pocztówkę.

A pamiętacie, tam był taki kosztykarz i graliśmy wtedy w tamto i tak to wyglądało, więc zależało mi na tym, żeby też

Nie ukrywać tego i czasami te sytuacje są pokazane dosyć wprost, ale też bardzo cenną rzecz mi moja żona Wiktoria podpowiedziała.

Powiedziała, słuchaj no być może skoro ten bohater jest taki, ma tak rozbudowaną wyobraźnię.

rzeczy się właśnie takie z pogranicza snu dzieją w tym komiksie, to być może ta przemoc też mogłaby być czasami w domyśle.

Mogłaby być opowiedziana lub on mógłby się obawiać czegoś, a nie musisz tego pokazywać, nie musi dochodzić do tej przemocy.

My i tak wiemy, że on jest jakimś beneficjentem czy obserwatorem takich sytuacji.

I tak będziemy wiedzieli, że to jest coś, co dotyczy tej jego grupy.

Więc to było bardzo cenne i wydaje mi się, że to był klucz do pokazania tego.

Teraz jak o tym mówisz, to sobie pomyślałem, że jak czytałem, to tego nie zauważyłem pewnie, ale po lekturze całości mogę już powiedzieć, że może to jeszcze gdzieś w mojej głowie tak się budowało nieświadomie, że im bardziej w życiu bohatera może dochodzić do tych aktów przemocy, tym bardziej on wchodzi właśnie w ten świat, który jest taki wyobrażony, nie?

W sensie, że ty nam pokazujesz trochę rewers tej historii.

Wydaje mi się, że początek komiksu jest taki, wiesz, musimy przedstawić bohaterów, to jest kapitan drużyny, to jest trener, to jest tam jakiś mój kolega, który jest trochę fałszywy, a ten na przykład nie jest fałszywy, ale też jest trochę luzerem i ja się z nim trzymam, nie, i tak dalej, i tak dalej, a to jest mój pies.

I jak już przez to przeszedłem, już wiedziałem, że mam ich przedstawionych, to tak pomyślałem, że to jest trochę tak z zewnątrz opowiadane, nie?

Mimo wszystko.

I teraz mam okazję dobrać się do wnętrza tego bohatera, nie?

Więc jak już mieliśmy rozdane te karty, to już właśnie mogliśmy już coraz bardziej jego oczami, czy nawet jego emocjami po prostu patrzeć na te kolejne, wiesz, sceny, więc mam wrażenie, że ten komiks też tak coraz bardziej pod powierzchnię schodzi, tak, wiesz, coraz więcej nam...

odkrywa i wtedy coraz więcej się dowiadujemy, że na przykład to, że ktoś tam powiedział, hej, zaraz ci tam przywalę, czy coś, że to ma w ogóle jakieś, wiesz, szersze, głębsze, poważniejsze tak naprawdę jakieś tam implikacje.

Bo tutaj jest jeszcze jeden ważny wątek przy rozmowie o tej przemocy.

Wątek związany z tym, jak ta przemoc się dzieje.

To nie jest historia w stylu złapiemy cię, dorwiemy i coś ci zrobimy.

Tylko to jest często pod taką przykryw

żartu, zgrywu, zabierzemy ci gacie i tak dalej, że to jest takie wszystko ukryte trochę za taką krainą niewinności.

Dlaczego o tym mówię?

Dlatego o tym mówię, że kiedyś rozmawiałem z Jakubem Nowakiem, który w swojej książce nie w szczepionkę,

też taki wątek gdzieś tam porusza, na przykład z imprezy osiemnastkowej, kiedy lało się pasiorem i lali ci, którzy przyszli na imprezę, a w tyłek dostawał najczęściej tym pasem ten, który miał osiemnastkę.

I na początku o tym myślałem jako o takim normalnym zjawisku, a to jest jednak takie współuczestnictwo w czymś, co jest niby fan, ale myślę sobie, że dla żadnej ze stron tak naprawdę fanem to nie było.

Tak, zresztą u nas też było takie lanie pasem, to się nazywało chrzasty, że gdy zagrał pierwszy mecz zespole, to później obrywał.

Akurat tego nie ma w komiksie.

Wiesz co, wydaje mi się, że jest to takie bagatelizowane, może nawet językowo czasami, trochę jak np.

z piciem alkoholu, że piwko, piwko.

No dużo jest takich, wiesz, jakichś tam grebsów.

Wydaje mi się, że też kluczem tutaj do tej przemocy właśnie było coś takiego, że horror na przykład często jest straszny, kiedy nie widzimy, co jest tym zagrożeniem, że jest do myślenia, tak jak albo właśnie podcast jest wciągający, kiedy prowadzący siedzi i mówi, no, siedzimy w takiej sali, ona jest zielona i tak dalej i stoi popielniczka, tak jak sobie wcześniej gadaliśmy i wyobraźnia działa, więc tak samo chyba tutaj z tą przemocą.

I znowu część sytuacji jest nienazwana,

Tak samo jak bohater nie ma imienia, czy właśnie drużyna nie ma jakiejś nazwy i tak dalej.

I ta przemoc też jest jakaś taka, wiesz, ona się może wydarzyć, ale nie do końca wiemy, na czym może polegać, albo możemy się domyślać i to nawet, wiesz, każdy może właśnie od siebie te swoje doświadczenia sobie jakieś przypomnieć, czy obrazki przywołać.

To dlaczego zdecydowałeś się jednak wrócić po serii bajka na końcu świata jednak do tego świata z czasu dorastania?

No bo to też jest komiks taki... Czyli po końcu świata do początku.

No, znaczy, że koniec świata nie nastąpił albo mamy jeszcze alternatywwersję końca świata, a nie innego końca świata nie będzie.

Tak, wiesz co, tu kilka rzeczy się zbiegło.

Po pierwsze właśnie to jakaś taka refleksja, jak to było być w tej drużynie, nie?

Jak to było być na przykład, wiesz, ja na przykład nie chciałem być w drużynie koszykarskiej, nie?

W sensie to nigdy o tym nie myślałem, po prostu byłem na lekcji WF-u, przyszedł jakiś koleś, powiedział ty, ty, ty i Wysocy macie przyjść w czwartek na 16 i tyle, nie?

I nagle byłem w drużynie, nie?

Więc na przykład komiks jest czymś, co ja wybrałem, o czym marzyłem, nie?

wi to facet w czapce z logiem NBA.

No, więc wiesz, i nagle się zastanawiałem, jak to się stało w ogóle, że na przykład ja sześć lat trenowałem, nie?

W ogóle skąd to się wzięło?

Po prostu czasami się tak rzeczy dzieją, więc to, ale też na przykład, no, w zeszłym roku odeszła bajka, nie?

Nasz pies, który był, suczka, która była inspiracją tej serii komiksowej, o której rozmawialiśmy.

I gdzieś tam odnalazłem jakiś spokój właśnie w opisaniu tego w komiksie.

Ten piesek z komiksu to są jakieś moje emocje związane z bajką, ale też z takim pierwszym psem, z którym miałem do czynienia, takim rodzinnym.

Więc to już rodziło jakieś takie niedomówienia.

sposób pożegnać tego psa, jakby kto się nim właściwie opiekuje i tak dalej.

Tam takie sprawy konfliktowe emocjonalnie się pojawiają, bo jeżeli trzeba zabrać psa do lekarza, bo to jest pies, który jest w tym etapie już starości, powolnego odchodzenia, ale tym, który nim administruje też jest ten nieobecny obecny, czyli ojciec, który zabiera go do lekarza i mówi swojemu synowi, że on nie pojedzie, bo nie ma takiej potrzeby, nie?

I też w ten sposób trochę go emocjonalnie nie rozumie, a może chce go przed czymś uchronić.

Nie wiemy tego.

Powiedziałeś o psie, a dla mnie to jest taka relacja jedyna w tej książce, która jest taka stabilizująca, znaczy ona jest cały czas jednakowa emocjonalnie i ten pies to jest chyba tak naprawdę jedyna osoba, widzisz powiedziałem osoba, jedyna postać, która głównemu bohaterowi oddaje, to znaczy to jest taka postać, to jest ta relacja, przy której można postawić znak równości.

Dla mnie jest ciekawe, bo właśnie śledzę te opinie, które się pojawiają.

Część osób tą babcią bardzo jednoznacznie pozytywnie ocenia, a część widzi w babci te niuanse.

Więc to jest chyba najbardziej tak rozbieżnie odbierana postać.

Pokazujesz ją też w taki nostalgiczny sposób.

Jest taka scena, w której główny bohater ma odejść na chwilę i żeby dużo nie zdradzać, ona go tak mocno przytula, jakby on po prostu wyruszał na wielką wyprawę.

No tak, ale właśnie to jest takie znowu dwojakie.

czy to jest właśnie czysta miłość po prostu taka, czy jakieś takie poczucie, że kończy się jakiś etap, kiedy ona jeszcze w ogóle może przytulić tego swojego wnuka.

No wiesz, to jest bardzo duże pytanie.

Przynajmniej ja tak sobie wyobrażałem.

To też ciekawe, bo to, co powiedziałeś, świadczy o tym i to w jaki sposób ja to zinterpretowałem, przyznaję, świadczy o tym, co sobie sami jako osoby czytające i oglądające wkładamy w tę historię.

Ty trochę nas stawiasz

przed wyborem.

Miałem jeszcze takie długie rozmowy o tym komiksie, jak teraz z tobą i jakieś takie wnioski mi się pojawiają w głowie, że to jest w sumie, wydaje mi się, że siłą tego komiksu może być to, że on da jakieś formy, w które możemy wrzucać nasze własne wspomnienia czy jakieś relacje.

Współtworzyć, że on jest taki trochę interaktywny, że każdy inaczej może, przez to, że różne rzeczy są nienazwane, niezatytułowane, w jakiś sposób, wiesz, tak nieokreślone, albo są dwuznaczne, no to jakby każdy może sobie wybrać, czy idzie tą drogą bardziej nostalgiczną, czy bardziej jakoś na przykład przemocową, rozliczeniową, czy na śmiesznie po prostu.

I myślę też, że każdy sobie bez względu na też pokolenie znajdzie przynajmniej jednego bohatera, z którym będzie mu blisko i na przykład nawet bardzo nie po drodze, czyli takiego bohatera, który go kiedyś lał, albo takiego bohatera, który mu kiedyś robił niefajne rzeczy, albo taką babcię, która potrafi być mega super nadopiekuńcza, albo która potrafi z pewnym politowaniem powiedzieć, że trochę stawia krzyżyk na głównym bohaterze, to znaczy my nie wiemy do końca o co chodzi, nie?

Mój ulubiony, właśnie to jest jakaś taka esencja dla mnie tej postaci, kiedy babcia przechodzi obok rysującego bohatera i mówi mu, marnujesz się.

Jakby nic więcej.

I ten bohater, ale jak, tylko rysownik, jako krzykarz, wnuk, człowiek.

I babcia mówi, no babcia jest zmęczona, dobra, śpij słodko, czy coś tam.

No tak, trochę zdarzało mi się mieć w życiu takie sytuacje i zachodziłem później w głowę, o co mogło chodzić.

Albo na przykład, co ja zrobiłem w tej sytuacji, że ktoś tam jest smutny i przez siebie to analizowałem.

To jeszcze wątek koszykarski niech powróci.

Czy ty kiedykolwiek myślałeś, rozliczając, powiedziałeś, że tak książka, ten komiks jest rozliczeniem trochę z tym czasem twojego grania w koszykówkę, które, jak sam powiedziałeś, nastąpiło z przypadku?

Czy jak myślisz o tym rozliczeniu, to myślisz, że koszykówka powiedziałaś o tym, co ci dała, co ci zabrała?

Co mi koszykówka zabrała?

Ja na przykład grałem na pianinie i chodziłem do szkoły muzycznej i dała mi wrażliwość szkoła muzyczna.

a zabrała mi weekendy z kumplami, by grać w kosza albo w piłkę, bo wtedy ja ci czuję gamę.

Wiesz co, chyba nie mam czegoś takiego, co mi zabrała.

Musiałbym bardzo chyba tak na siłę, wiesz, to powymyślać.

Być może jakoś naznaczyła różne, wiesz, relacje, czy ustawiła moje jakieś myślenie o różnych sprawach.

W sensie, to nigdy nie był jednak aż taki rygor, albo to nie było coś tak bardzo wbrew, robionego wbrew sobie, żebym jakoś tak na to mógł spojrzeć.

Przeciwnie, na tamtym etapie, kiedy za bardzo nie było jakiejś alternatywy takiej, wiesz, dla mnie, żeby w jakiejś innej grupie być, czy mieć jakieś inne aktywności, no to te wyjazdy na jakieś mecze, wiesz, tam zwiedzanie Podkarpacia, czy jakieś Małopolski, no to

Na przykład wiesz, kierowca zabierał nas na mecz i w ogóle w nas nie wierzył.

wi, no słuchajcie, jak tam wygracie, to każdemu stawiam pizzę.

I my się tam skupiliśmy, wygraliśmy akurat przypadkiem i później on nas musiał zabrać.

Każdy dostał pizzę, Pepsi i w ogóle byliśmy wszyscy, wow, ale jesteśmy czadowi.

Jakieś takie rzeczy też są bardzo, bardzo wesołe.

No dobra, łatwiej ci się pisze, czy rysuje?

Łatwiej mi się rysuje, natomiast bardzo dużą satysfakcję mam, jeżeli czuję, że udało mi się dobrze dobrać słowa, złapać tą melodię, rytm, jakieś sprzeczności na przykład.

Bardzo dużo czasu poświęcałem na teksty w tym komiksie i czasami miałem tak, że na przykład, wiesz, pięć godzin wymyślałem, jak mają brzmieć dialogi, a godzinę rysowałem tą klaszę, nie?

Jak wymyślasz tytuły do poszczególnych historyjek, bo to jest trochę tak, że każda ze stron tak naprawdę ma swój osobny tytuł i niektóre są fenomenalne, to znaczy moje ulubione dwa, które właśnie wprowadzają ten świat zawieszony trochę między światami, to sobie wypisałem, że to są takie mikrocykle, alegoria i intencja.

No wspaniałe, kiedy rozdzialik alegoria opowiada nam tak naprawdę, pozwala nam przejść na drugą stronę lustra.

Jak nad tym pracowałeś?

To było trudne, bo też wiesz, można było odjeżdżać z tymi tytułami, ale to też może było takie mylące, więc część znowu trzymałem tak blisko jednak tego, co się działo i co jakiś czas sobie pozwalam na jakiś taki bardziej abstrakcyjny tytuł, czy właśnie taki komentujący bardziej to, o co by tam chodziło.

Tak, bo one często są takie, że są wyjaśnieniem, czasami są w kontrze, albo są takim niepostawionym wprost pytaniem, to znaczy grasz też, jak się gra na poziomie tytuł, scenki, tak ją nazwijmy, i sama scenka, to też buduje jakąś interakcję, nie?

No to w ogóle była jakby osobna przygoda, to było wymyślanie tych tytułów, wiesz, do poszczególnych plansz, ale w ogóle wymyślanie tytułu całego albumu to było jakieś piekło, po prostu nigdy mi to tyle nie zajęło, naprawdę miesiącami o tym myśleliśmy, w końcu razem z żoną jakoś, wiesz, słuchając muzyki, jakoś się inspirując w ogóle jakimiś tekstami i tak dalej, no jakoś wpadliśmy na to.

ale pierwotnie ten komiks bardzo długo powstawał pod tytułem, wymyślany przez Krzysztofa Ostrowskiego, Marzenia do kosza.

Więc wydaje mi się, że obecny tytuł jest trafniejszy, ale... No powiedziałbym, że jest dużo mniej dosadny.

Ciężko temu odmówić humoru, nie?

Ale powiem ci, że gdybym miał komiks Marzenia do kosza, to zupełnie inaczej bym zaczął z tobą rozmowę.

To znaczy zwróć uwagę też, jak tytuł trochę inaczej nas osadza, nie?

W sensie w narracji, nie?

Od razu bym zaczął od tej przemocy rówieśniczej, nie?

I od tych wszystkich straconych marzeń.

Chociaż główny bohater w pewnym momencie musi dokonać tego, albo dokonuje, albo stawiasz go w takim momencie życiowym, kiedy on musi dokonać bardzo ważnych życiowych wyborów i staje na tej ścieżce i widzi kilka dróżek, i którą pójdzie i czy pójdzie, to oczywiście przeczytacie w komiksie, ale to jest też takie klasyczne, to znaczy to jest taki też komiks drogi, nie?

W sensie?

No ja tego nie myślę, mimo że bohater właściwie utknął w małym miasteczku.

Właściwie przez cały komiks jest tam utknięty.

Ale wydaje mi się, że on podróżuje, wiesz, wewnętrznie bardzo dużo, więc faktycznie jest to komiks drogi.

A propos drogi, no to właśnie zdaje się, że tytuł tej planszy to jest w drodze, kiedy z tatą jadą właśnie do większego miasta po picie, jedzenie i chemię do sanitariatów.

To jest właśnie chyba jeden z moich ulubionych

Jakoś tak niektóre odcinki po prostu, wiesz, musiałem siedzieć i wymyślać.

Jedną puentę dwa lata wymyślałem, wiesz.

I to była pierwsza plansza, którą narysowałem i ostatnia, do której puentę wymyśliłem.

Ale były takie komiksy, które po prostu działy się jakby poza mną, że nagle siadałem i je rysowałem i patrzę, kurczę, ale o to mi chodziło, jakby udało mi się coś nazwać, nie?

Mam wrażenie, że to jest taki zestaw postaci i taki świat, który przypominał mi akurat Fistaszki.

Ale myślę, że fajne też w tej opowieści jest to, że każdy znajdzie sobie jakieś swoje odniesienie do innego uniwersum z tego uniwersum.

W sensie, że ta prostota też jest na tyle uniwersalna, że daje nam ileś tam, wiesz, odniesień.

a dzieje się to za sprawą tej prostoty, w której jest siła, jak się okazuje.

To znaczy, że nie trzeba kombinować i najtrudniejsze może być też najbardziej atrakcyjne zarazem, bo graficznie to jest proste, a jednocześnie błyskotliwe w wielu miejscach.

No to teraz trochę taką ocenę zrobiłem i nie zadałem ci pytania, więc zadam je.

Czy ty myślałeś o tym, że twój bohater mógłby powrócić za kilka lat, po kilku latach i moglibyśmy go poznać jako człowieka już dorosłego z dowodem osobistym?

Zdaje się, że jest taka trylogia filmowa, która, zapomniałem imienia, ale Andersona.

Anderson to jest nazwisko reżysera Ola Kiman.

I tam zdaje się, że jest taki powracający bohater, który jednak troszkę jest za każdym razem w innych realiach.

Więc może w ten sposób dałoby się to ugryźć.

Raczej nie planuję kontynuacji, bo część czytelników do mnie pisało czy pyta na spotkaniach autorskich, że... Musiałbyś jeszcze ze dwie pory roku wymyśleć.

No chyba tak, przedwiośnie i... Że dla części czytelników ta historia jest jakby, wiesz, tak zakończona, że jest zawieszeniem, zaproszeniem do drugiej części, nie w sposób oczywisty, że oni w ogóle są zdziwieni, kiedy mówią, nie, to jest zamknięta, tak, naprawdę.

Więc wiesz, odpowiadając na takie pytania, no to właśnie mówię, że nie planuję tutaj tego tak bezpośrednio kontynuować.

Natomiast wyjąć jednego czy dwóch bohaterów i przyjrzeć im się z zupełnie na przykład innej perspektywy, albo właśnie w innych czasach, to jest pewnie coś, co może być za jakiś czas dla mnie ciekawe.

No bo jest trochę tak, że stawiasz tego swojego bohatera na końcu nie tylko na rozdrożu, ale też na pewnej granicy, nie?

A być może część czytelników chciałaby zobaczyć, co jest za miedzą.

Mam taki film pod tytułem Ziemniaki i tam występuje bohater w wersji dorosłej.

Czy ty myślisz o swojej sztuce, tak powiedziałbym, ładnego słowa użyję, bo w ładnym miejscu jesteśmy komplementarnie, czy patrzysz na każde swoje dziecko osobno?

Bo trochę dotknęliśmy tego wątka, że na przykład jeżeli jest ojciec, to patrzysz na niego jako na pewną figurę, która pojawia się w twoich opowieściach.

Pojawia się pies, pojawia się wątek dorastania, nie?

Z różnych perspektyw brany, ale jednak wraca.

Wiesz co, mam taką zasadę, że w komiksie nie przyjmuję w ogóle zleceń, więc wszystkie w ogóle historie jakieś albumowe, które tworzę, to są moje historie wynikające z jakiejś potrzeby opowiedzenia o czymś.

Są jakieś tam drobne wyjątki czasami, wiesz, jakieś takie ładnie podjęte decyzje.

I tak samo jakby postępuję z krótkometrażowymi filmami, które reżyseruję, że

to też są historie, na których bardzo mi zależy, więc często one dotyczą takich, wiesz, osobistych spraw po prostu, nie?

Więc siłą rzeczy one jakoś się łączą.

Więc jednocześnie do każdej historii w miarę staram się dobrać, wiesz, jakieś nowe środki plastyczne, postawić sobie jakieś wyzwanie, zadać sobie jakieś nowe pytania.

A z drugiej strony gdzieś wydaje mi się, że one mają taki swój wspólny mianownik.

I wiesz, na przykład mam film, właśnie dokument już wspomniany, czy ziemniaki, jest jeszcze taki film Kolacholik, nie?

I one trochę nas przeprowadzają właściwie tam, można by pomyśleć, że to jest tam jakaś jedna osoba, gdzieś tam się przewija przez te wszystkie filmy.

Więc tak samo ten sezon, wydaje mi się, że pasuje do tej układanki, ten komiks, o którym teraz rozmawiamy.

Więc gdzieś tam to się chyba na koniec łączy w jakąś taką jedną dużą rzecz.

To na kolejną Twoją pracę, która przyda się do doktoratu, czyli wątki twórcze i obsesje Marcina Podolca w twórczości animacyjnej i komiksowej.

Może kiedyś taki doktorat powstanie.

Tymczasem sezon spadających gwiazd, kultura gniewu.

Marcin Podolc był gościem Alfabetu Wojtusika.

Wielkie, wielkie dzięki za spotkanie, czas i rozmowę.

Za nami rozmowa z Marcinem Podolcem o albumie Sezon Spadających Gwiazd wydanym przez Kulturę Gniewu.

Rozmawialiśmy na terenie Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie.

No i dziękuję wszystkim tym, którzy wspierają Alfabet Wojtusika u siebie, subskrybując kanał, a także wspierają mnie na patronite.pl i na supi.pl.

Tam wchodząc w zakładkę Alfabet Wojtusika możecie dowiedzieć się, w jaki sposób można do tego supergrona

My słyszymy się w kolejnym odcinku podcastu już niebawem.