Mentionsy
#55. Kiełbasińska i Żbikowska – wymarzony debiut maratoński w Nowym Jorku
W najnowszym odcinku „Biegowych Podcastów” Marcin Dulnik rozmawia z Katarzyną Kiełbasińską i Katarzyną Żbikowską, które na początku listopada zadebiutowały na królewskim dystansie pokonując trasę największego i najsłynniejszego maratonu na świecie – TCS New York City Marathon.
Wśród prawie 60 tys. uczestników, przy dopingu 2 milionów kibiców, na technicznie wymagającej trasie prowadzącej przez wszystkie pięć dzielnic Nowego Jorku, osiągnęły znakomite czasy: 3:33:22 (Katarzyna Kiełbasińska) i 3:30:51 (Katarzyna Żbikowska).
Czego dowiesz się z odcinka?
• Jak wygląda ich droga do wymarzonego debiutu maratońskiego??• Jak obie biegaczki przygotowywały się do maratonu, który słynie z trudnych podbiegów i mostów?• Jaki wybrały sprzęt na start i co sprawdziło się najlepiej na nowojorskiej trasie?• Jakie emocje towarzyszyły biegowi przez Staten Island, Brooklyn, Queens, Bronx i Manhattan?• Jak wygląda walka na końcówce tak wymagającego maratonu?• Czy po tak udanym maratońskim debiucie mają apetyt na więcej?
Partnerem odcinka jest marka New Balance, która od 2015 roku jest sponsorem TCS New York City Marathon.
"Biegowe Podcasty" nagrywamy w Studio PLAC przy ulicy Ordynackiej 9 w Warszawie.
Szukaj w treści odcinka
To są biegowe podcasty portalu biegowe.pl Gościmy w nich ekspertów, sportowców, trenerów, organizatorów imprez biegowych.
Rozmawiamy o najważniejszych biegowych wydarzeniach, produktach i trendach.
Cześć, nazywam się Marcin Dulnik i witam Was w kolejnym odcinku biegowych podcastów.
Dzisiejsza rozmowa będzie dla mnie wyjątkowa, bo mam przyjemność gościć dwie biegaczki, których maratoński debiut obserwowałem z bardzo bliska.
Z perspektywy pacemakera.
Ze mną w studiu Plac są dwie super dziewczyny, Katarzyna Kiełbasińska i Katarzyna Żbikowska, które na początku listopada zmierzyły się z legendarną trasą TCS New York City Marathon.
gdzie zadebiutowały z ogromnym rozmachem i znakomitymi wynikami.
Zanim przejdziemy rozmowy... Teraz zgadujcie, czy czas był jaki.
Zaraz to ustalimy, ale zanim przejdziemy do rozmowy, tylko wspomnę, że partnerem tego odcinka naszego podcastu jest marka New Balance.
Od 2015 roku oficjalny sponsor TCS New York City Marathon, a także świeżo ogłoszony partner tego wiątkowego biegu na kolejne 10 lat.
Czyli kolejne 10 lat szans dla różnych biegaczy, żeby wystartować w tym biegu.
Cześć Katarzyna i Katarzyna.
Na potrzeby tej rozmowy, żeby naszym słuchaczom nie pomyliło się, kto akurat zabiera głos.
Kasia Kiełbasińska będzie występowała jako Kasia K, a Kasia Jarzwikowska jako Kasia Ż.
Zanim powrócimy na trasę maratonu w Nowym Jorku, chciałbym poznać waszą biegową historię.
Jak to się w ogóle zaczęło?
Czy to jest jakaś świeża sprawa?
Może od Kasika zacznijmy.
To tak, na wstępie, zanim zacznę, to chciałam powiedzieć, że jak mówiłeś o tym, że świeżo upieczone biegaczki, że przybiegłyśmy, że Nowy Jork, to ja miałam gęsią skórkę, bo muszę powiedzieć, że, nie wiem, ja jakoś dalej w to nie wierzę.
Ja muszę oglądać te wszystkie zdjęcia i filmy, żeby uwierzyć, że to się wydarzyło i my naprawdę tam byłyśmy.
Nie wiem, Kasia, czy też tak masz?
Ja cały czas tak mam i nawet po prostu się wzruszam za każdym razem.
Tak, no i też mam gęsią skórkę.
No bo to jest tak niesamowite przeżycie i myślę, że każdy, kto miał okazję w tym biegu pobiec, wie dokładnie, o jakich emocjach my mówimy.
Ale i tak ciężko to przekazać tak naprawdę, jeżeli się tego nie zrobiło.
Co do mojej biegowej historii, to nie wiem, czy mamy tyle czasu, więc postaram się w skrócie to powiedzieć.
Tak naprawdę, jeżeli chodzi o długie dystanse, to właśnie minęły mi dwa lata, jak wróciłam do takiego biegania.
Natomiast zaczęłam chyba jak większość w szkole podstawowej, gdzie biegałam w przełajach i należałam do takiej... Czyli masz przeszłość taką wyczynową.
Mam przeszłość taką etyczną, bieganie po lasach na szkolnych zawodach.
Jakieś sukcesy, medale?
Był jeden niezły sukces, to było Mistrzostwo Warszawy.
Tak, nawet kiedyś się udało.
I tam zauważył mnie trener warszawskiej Polonii, który po prostu po zawodach zaprosił mnie na trening na Polonii.
Ja nie chciałam iść tam sama, miałam jakieś obawy, zabrałam moją młodszą siostrę Anię, no nie będziemy teraz przytaczać jej historii, ale myślę, że jak ktoś sobie zgoogluje, to będzie wiedział, o kim mówię.
Wystarczy, że przewinie kilkadziesiąt odcinków do tyłu, bo Ania Kiełbasińska była w biegowych podcastach, to tylko tak.
Tak, to nie jest zbieżność nazwisk, jesteśmy siostrami, no ale
Zaczęłyśmy razem, trener od razu spojrzał na nas i mówi tak, ty do sprintu, ty do dłuższych.
Ja strasznie chciałam też przecież biegać takie szybkie biegi i pchałam się na to 400, no ale bez powodzenia i w sumie gdzieś tam już po prostu...
Połączenie tego, że nie miałam jakichś super sukcesów, nie za bardzo też się słuchałam tego trenera, bo oczywiście wiedziałam przecież lepiej, co ja chcę robić, niż co wie trener, co będzie dla mnie najlepsze.
No i to, że zbiegło się to z egzaminami w szkole, no to po prostu jakoś tak się stało, że...
Ale zrezygnowałaś z biegania w klubie.
Zrezygnowałaś w ogóle, czy tylko w klubie?
Tak, wtedy zrezygnowałam w ogóle.
Zaczęłam szukać sobie innych sportów.
Nawet przez 6 lat się wspinałam, więc szukałam, po prostu szukałam jakichś kitesurfing, wspinaczka, konie.
Tak.
No i pamiętam ten przełomowy moment, kiedy w maju bodajże 2023 siedziałam z mamą w niedzielę na niedzielnym obiedzie.
No i moja mama tak patrzy na mnie i mówi, ty też byś tak mogła tam takie kilometry robić.
No ja tak, no teraz mam ciarki, jak o tym mówię, no ja tak patrzę na to, patrzę i mówię, no kurczę, no pewnie bym mogła.
On był takim chyba momentem, gdzie coś tam miało już powoli kiełkować w mojej głowie, ale kumulacyjny moment wszedł właśnie w listopadzie tego samego roku, gdzie wydaje mi się, że moje ciało samo dało mi o tym znać, że brakuje mu sportu i wysiłku, bo to był taki rok, w którym ja nie robiłam nic.
I doprowadziłam się już do takiego stanu, że po prostu ewidentnie brakowało mi ruchu, zaczynałam się źle ze sobą czuć i moja siostra właśnie powiedziała mi, słuchaj Kasia, no ja byłam ostatnio na takim treningu z grupą biegową, ze Swords Athletics, no może byś spróbowała z nimi pobiegać, bo to jest zawsze trochę inaczej w grupie.
Mi się zawsze wydawało, że no nie, ja jestem taką indywidualistką, ja lubię sama, no po co mi grupa w ogóle, nie potrzebuję tego w ogóle w swoim życiu.
To już nie było bieganie z trenerem na stadionie, który trzyma stoper w ręku, nie były to jakieś własne próby, które zazwyczaj kończyły się kontuzją, bo oczywiście chciałam wszystko teraz już natychmiast, zapisywałam się na półmaraton biegając 5 kilometrów i tak dalej.
I poczułam to flow, poczułam tych ludzi i w tamtym momencie to było dokładnie to, czego ja potrzebowałam.
Czyli takiego slow startu, przemyślanego, z grupą, z głową bardziej.
I po pół roku biegania z nimi zaczęłam współpracę z trenerem, który sam się do mnie zgłosił, spytał się, Kasia, nie może chciałabyś, żebym ci rozpisował plan?
Tak nie powiedział, ale zobaczył, że wróciłam do tego biegania, to też my się znaliśmy, powiedzmy tak trochę bardziej prywatnie.
No i tak, nie wiem, może, musimy go spytać.
W każdym razie zaproponował to i ja mówię, dobra, spróbujmy.
Ale to było dopiero po starcie w pierwszym półmaratonie warszawskim właśnie w marcu, nie w tym roku, tylko jeszcze poprzednim.
gdzie pomyślałam sobie, dobra, jeżeli biegając dwa razy w tygodniu, czasami raz, a czasami w ogóle, zrobiłam całkiem niezły wynik w półmaratonie, to było godzina 45, bez praktycznie przygotowania po kontuzji, to pomyślałam sobie, kurczę, to może jednak gdybym z takim trenerem już z głową, z planem, ze wszystkim potrenowała, to może coś da się z tego jeszcze wyciągnąć.
Tutaj postawmy przecinek, absolutnie nie kropkę i chciałem zapytać Kasię Ż. Czy ta historia Kasika dla ciebie brzmi znajomo, czy twoja jest zupełnie inna?
Tutaj mamy punkty wspólne, ale jakby historia jest zupełnie inna, ponieważ ja z bieganiem nie miałam nigdy nic wspólnego.
I to jest całkiem świeża historia, można powiedzieć, z nienawiści do miłości, która się tutaj narodziła.
Ja mam background również sportowy, od dziecka trenowałam, tylko że ja byłam gimnastyczką.
Więc zaczęło się od gimnastyki artystycznej, więc to był bardziej taki właśnie balet, elastyczność, gipkość, jakby to było to.
Kompletnie.
Jak chodzi o taką gipkość, o sprawność.
Pięta hilosowa większości biegaczy.
Tak, ale no oczywiście gimnastyczki raczej też biegaczkami nie są, no bo tak jak właśnie mówisz, to są dwa kompletnie przeciwne bieguny, więc jakby u mnie tak to się zaczęło, a historia biegowa to jest tak naprawdę mniej więcej pięć lat, tak plus minus, bo tak naprawdę pierwsze moje bieganie to było mniej więcej jak była pandemia.
I wtedy zamknęli siłownię.
Ja w ogóle wtedy trenowałam głównie siłowo, bo jestem trenerką personalną, więc jakby dla mnie w ogóle te sporty wytrzymałościowe zawsze były taką piętą achillesową.
Nie czułam się w tym dobra w szkole.
Jak na przykład była gimnastyka, super zawsze, oczywiście pierwsza.
A naprawdę na lekkiej atletyce, na bieganiu, no to naprawdę już myślałam o tym, żeby mieć jakieś zwolnienie z WF-u, bo po prostu tego bardzo nie lubiłam.
Jakby kompletnie to nie była moja bajka.
Natomiast jak przyszła pandemia, zamknęli siłownię, no to wiadomo nie było jakby innej aktywności, którą można by było robić, a całe życie po prostu ja jestem aktywna i no po prostu to bieganie było taką najprostszą.
opcją, żeby w ogóle się ruszać, żeby kontynuować ten wysiłek, no bo po prostu nie wyobrażałam sobie innej opcji.
A że mój narzeczony biegacz, można powiedzieć, ponieważ on ma background biegowy, też biega z przeszkodami, właśnie w tych biegach OCR, no to gdzieś tam zaczynaliśmy wtedy wspólne bieganie, które wyglądało tak, że ja biegłam z nim pierwsze 5 kilometrów,
I wracałam na czworaka, a on mi mówił, że no super, reggae run sobie z tobą zrobiłem.
I to mnie po prostu tak bardzo bolało, tak bardzo mnie to już za kółek on tak powiedział, że mówię, no nie, jakby, okej, za jakiś czas zobaczysz, pojdziesz ze mną i to nie będzie twój reggae run wcale.
i ja nie będę się tak męczyć.
Więc jakby to mi trochę wjechało na ambicje, a że mam ambicje sportowca, no to mimo, że tego bardzo nie lubiłam, można powiedzieć, nienawidziłam tego, bo po prostu to sprawiało mi bardzo dużo wysiłku, to postanowiłam, że ja będę biegać.
I później pojawiły się jakieś zawody, no bo rozumiem, że ten bieg w Nowym Jorku nie był twoim debiutem w imprezie biegowej.
Wcześniej były jakieś starty.
Pamiętasz ten pierwszy start, pierwsze zawody takie zorganizowane?
Pierwszy start, ja w ogóle nie mam bardzo dużo takich biegów za sobą, w sensie nie startowałam w bardzo wielu biegach.
Jakoś zawsze unikałam takiej rywalizacji.
W zasadzie nie wiem dlaczego, ale chyba jednak z tym bieganiem po prostu chciałam się najpierw polubić, trochę oswoić, zanim wejdzie ten element rywalizacji.
Bo w gimnastyce, jak czułam, że jestem super dobra, to ja uwielbiałam zawody.
W treningu siłowym no nie masz zawodów, no nie startowałabym raczej w podnoszeniu ciężarów, no bo umówmy się, to po prostu był taki bardzo amatorski sport i wysiłek po prostu dla mnie.
A w bieganiu ja chyba musiałam do tego jednak dojrzeć, żeby, no bo w bieganiu nie wygrasz.
No nie wygrasz na biegu na 10 kilometrów.
To jest kompletnie inny charakter też tych zawodów, bo tutaj troszeczkę walczysz ze swoimi słabościami, ze sobą, a nie z ludźmi dookoła.
I to był zupełnie inny typ zawodów, inny typ rywalizacji, do którego ja faktycznie musiałam dojrzeć, żeby wiedzieć,
Okej, no nie zajmiesz jakiegoś wysokiego miejsca.
To jest tylko dla ciebie, żeby zobaczyć jak daleko zaszłaś, ile już wypracowałaś.
To udało ci się na przykład zrobić po jakimś tam czasie treningów, ale pierwsze zawody miałam jakieś 3 lata temu i to było tylko sprawdzenie się na 10 km właśnie w biegu niepodległości.
półmaratonu, tak jak Kasia wspominała, ten pierwszy półmaraton w godzinie 45, czy od tej dyszki, o której teraz mówisz, do maratonu, to jeszcze jest kawałek.
Ten maraton to jest takim egzaminem dojrzałości.
Oczywiście niektórzy porywają się na egzamin dojrzałości prosto z kanapy.
Ale chciałem zapytać teraz o ten maraton, kiedy w ogóle i w jaki sposób doszło do tego, że to się pojawiło najpierw pewnie jako pomysł, a później jako realna możliwość.
Jak to się stało?
To tak long story short, ja w ogóle miałam w głowie maraton w Nowym Jorku jako największe marzenie sportowe i taki challenge.
Jakby to miałam w głowie już chyba rok, dwa lata.
I miałam jeszcze właśnie wracając do takich startów zawodów, dwa razy bieg na połówkę, czyli ten półmaraton praski biegłam dwa razy.
Biegłam jeszcze kilka razy właśnie w tych biegach z przeszkodami, ale na przykład były też dystanse typu hardcore 23-24 km po górach, ale to był właśnie bardziej połączony z takimi siłowymi przeszkodami, czyli coś, co jakby też jest moją dobrą stroną.
Ale jako taki challenge biegowy właśnie ten maraton w Nowym Jorku to był mój w ogóle wymarzony.
Od Katarzyny K. Dnia, to był chyba jeszcze wrzesień?
Kasia, to super, że ja ci to mogę powiedzieć.
Biegniesz maraton w Nowym Jorku.
Ja się po prostu teraz zaraz popłaczę, bo w ogóle jak siedziałam, ja nie mogłam w to uwierzyć.
No i tak, tak to właśnie, tak to właśnie wyglądało.
I dostaję taką informację.
Jakby to się serio ma wydarzyć?
No to teraz po prostu bierz się do roboty i biegaj, po prostu wykorzystaj tą szansę, bo po prostu to się zdarza.
No chyba raz taka szansa, raz w życiu.
Więc tak to wyglądało.
To już wiemy, że Kasia K. wciągnęła Kasię Ż. A Kasia K. Tak.
Jak to u ciebie było?
No u mnie było tak, że o tym maratonie, znaczy w ogóle o starcie w maratonie, myślałam już też od jakiegoś czasu.
Myślałam o nim w zeszłym roku i tak nieśmiało spytałam trenera, no Szymon, co myślisz?
On mówi, nie, nie, Kasia, jeszcze jest za wcześnie.
W przyszłym roku postawimy sobie za cel maraton, ale ten rok dedykujmy startom w połówkach, w dyszkach, obiegajmy się, a na maraton przyjdzie pora.
No i wyjątkowo go posłuchałam, bo ja śmieję się, mam tendencję do tego, że jestem niesubordynowanym zawodnikiem, który mówi mhm, mhm, a potem idzie i robi swoje.
Zresztą jak wysłałam Szymonowi mojego Excela z listą biegów, które mam zaplanowane na cały rok, to on mi odpisał, tylko nie wiem, czy użyję tego słowa po angielsku, napisał mi oh, dammit, dammit.
No ale tam po drodze i tak życie pokazało, że musieliśmy z czegoś zrezygnować, bo przyszła kontuzja, jakieś tam lekkie przetrenowanie, bo oczywiście ja, tak jak już wspomniałam, teraz już natychmiast i po prostu wszystko naraz.
Ale po tamtym roku jestem już mądrzejsza i bardziej słucham trenera.
I mieliśmy za cel obrany Maraton Warszawski.
No bo tak pomyślałam sobie, że to jest fajna pętla.
Tu miałam, tak, miałam pierwszy swój półmaraton warszawski w marcu.
No to, to będzie takie cudowne zwieńczenie tego wszystkiego, maraton warszawski.
No i do tego maratonu powiedzmy, że zaczęłam się szykować.
No ale oczywiście gdzieś w głowie, widząc, że są takie możliwości, gdzie pracuję dla marki, która sponsoruje
biegł w Nowym Jorku, widziałam też, że byli wysyłani różni ludzie i no oczywiście, no nie skłamuję, miałam w głowie taką myśl, że kurczę, może przyszedłby dzień, że również ja dostanę taką szansę.
No i jak dostałam ten telefon, z kolei od właśnie osoby, od Franka pracującego w New Balance, że Kasia, lecisz do Nowego Jorku, to ja się bardzo starałam, żeby on nie ogłuchł, żebym nie krzyknęła mu w słuchawkę, że naprawdę, Jezus, słuchaj.
Wspaniale, no miałam ciary i do tej pory je mam i to też była podwójna przyjemność, że ja mogłam zadzwonić do Kasi i być tą osobą, która jej to przekaże, bo to jest tak niesamowite uczucie, jak możesz komuś powiedzieć, że on poleci do Nowego Jorku i pobiegnie w maratonie, że dla mnie to była w ogóle podwójna przyjemność, to, że ja lecę i że jeszcze mogę powiedzieć Kasi, że ona też leci.
To jest piękne, naprawdę.
I ta więź, która się tutaj wybudowała, która się stworzyła między wami, jest absolutnie dostrzegalna.
Ja to też widziałem na trasie maratonu w Nowym Jorku, ale zanim tam polecimy, to jeszcze uzupełnię twoją historię, Kasia.
o taki wątek osobisty, bo pamiętam doskonale, że planowałaś start w Warszawie, dlatego że jak już byłaś myślami przy Maratonie Warszawskim, skontaktowałaś się ze mną z pytaniem, słuchaj, biegnę Maraton Warszawski, może byś mnie poprowadził na 3.30.
Ja wtedy ci odpowiedziałem, że słuchaj Kasia, bardzo, bardzo chętnie, tylko jest taki mały problem, że ja biegnę w Nowym Jorku.
I wtedy, no na tym zakończyliśmy, ale za kilka tygodni wróciłaś do mnie właśnie z informacją, że słuchaj, nie uwierzysz, ale ja też biegnę w Nowym Jorku.
Tak, więc pewne rzeczy po prostu widać musiały się wydarzyć.
Poukładały się te planety wszystkie.
Poukładały się jakoś planety w ten sposób, że musieliśmy wspólnie pobiec i wspólnie pobiegliśmy.
Ja tylko jeszcze dodam, że ja wiedząc, że polecę w Nowym Jorku, zrezygnowałam z maratonu warszawskiego, no bo uznaliśmy z trenerem, że niecały miesiąc pomiędzy maratonami to jednak będzie za dużo.
No i też tak przyznam, że chciałam, żeby jednak ten debiut był w Nowym Jorku.
Jeszcze przyjdzie czas na maraton warszawski.
W przyszłym roku 48. edycja tego wspaniałego biegu.
No ale jesteśmy teraz w temacie maratonu nowojorskiego.
Jak te przygotowania wyglądały?
Pierwsze takie długie treningi, bo do tych wszystkich dziesiątek, nawet do półmaratonu nie trzeba aż tyle biegać.
Kasia Rzet, jakbyś mogła kilka nam tutaj podrzucić swoich przemyśleń, swoich wspomnień z tej drogi do maratonu.
Ja też od razu jak dowiedziałam się o tym, że będę biegła Nowy Jork, dosłownie tego samego dnia zadzwoniłam do trenera takiego z polecenia, którego właśnie dostałam kontakt od kilku znajomych mi osób.
Więc dokładnie tego samego dnia zaczęłam współpracować z trenerem i pozdrawiam Artura Kozłowskiego, który mi naprawdę tutaj bardzo pomógł.
Z tego względu, że zupełnie nie miałam doświadczenia w przygotowaniach takich maratońskich, no to ja jestem grzeczna, jeżeli chodzi o przygotowania i po prostu co tam trener wymyślił, okej, dobra, robiłam wszystko zgodnie z planem.
Też bywało różnie, ponieważ u mnie akurat start w maratonie zbiegł się bardzo blisko w czasie ze startem w highrocksie.
Więc największym dla mnie wyzwaniem było pogodzenie treningów przygotowawczych pod high rock, które są mocno siłowe, interwałowe, bardzo męczące, jeżeli chodzi o nogi, z długimi na przykład dystansami pod maraton i w ogóle z tą regeneracją między jedną a drugą jednostką.
Więc to było takim największym wyzwaniem.
Spowodowało to jednak to, że po prostu te treningi biegowe były troszeczkę
Wydaje mi się, no nie było tam na pewno 100% wykorzystanego potencjału, bo jednak zmęczona noga po treningach siłowych, no troszeczkę pewnie inaczej oddawała.
Z drugiej strony, wiesz co, ponieważ biegałaś troszkę na zmęczeniu, to jednak ten taki maratoński wysiłek byłaś w stanie troszkę zasymulować, no bo w maratonie właśnie całą sztuką jest biec, gdy ciało jest zmęczone i mówi słuchaj, może już zróbmy sobie przerwę.
a tutaj w tym takim modelu łączonego treningu siłowego i tego biegowego, może miało też to swoje dobre strony, tak sobie myślę też patrząc na wynik na mecie.
To prawda i też chcę zauważyć, że właśnie trasa maratonu w Nowym Jorku jest bardzo... Podsiłowe bieganie.
Podsiłowe bieganie, czyli jest dużo podbiegów, zbiegów i to wiedziałam, że to będzie moją mocną stroną, bo po prostu mam mocniejsze siłowo nogi, które były no właśnie pod High Rocksa gdzieś tam wytrenowane, więc jakby jeżeli chodzi o ten aspekt, to byłam spokojniejsza.
Że wiedziałam, że jakby te nogi po prostu dadzą radę.
No po prostu tym, jak dowiedziałam się właśnie o tym, że biegnę, stwierdziłam, że skupiam się tylko i wyłącznie już teraz na bieganiu, to i tak mi się przyłoży na start w High Rocks.
No a te właśnie treningi siłowe już troszeczkę schodzą na dalszy plan, więc jakby tu zupełnie oddałam się trenerowi.
Na całe szczęście też to było przed startem w półmaratonie praskim, więc ja też się od razu zapisałam na półmaraton praski, żeby po prostu zrobić sobie taki trening i zobaczyć w ogóle gdzie ja jestem, bo nie trenowałam godzina 36 z tego co pamiętam.
I to był taki naprawdę boost.
Okej.
Tak było.
I jakby ja po tym biegu naprawdę dostałam takiego wiatru w żagle, że kurcze, naprawdę to...
co ja myślę, że ja jestem w stanie zrobić, a to, co prawdopodobnie mogę, jak jeszcze potrenuję i jakby będę kontynuować, no to jest przepaść.
I to już był ten moment, że z narzeczonym na te wspólne bieganie już można było spokojnie wyjść.
Myślę, że tak.
Także byłam z tego powodu bardzo zadowolona.
Jeszcze tylko to pytam.
o kilometraż.
Ile tego, ile tych kilometrów, jak długa była ta droga do startu w maratonie?
To było około 40-45 kilometrów tygodniowo.
Więc realnie to nie jest duży kilometraż.
Ja też wiedziałam, że nie jestem jeszcze gotowa na duże obciążenia takie właśnie, jeżeli chodzi o kilometraż w tygodniu, no bo to byłby za duży przeskok dla mnie.
Miałeś ten hyrox, więc faktycznie, żeby się nie przetrenować, żeby sobie sobie krzywdy nie zrobić.
Dokładnie.
Nie ma nic gorszego niż kontuzja tuż przed całym maratonem.
Dokładnie.
Ja też już o tym wiem, no już po kilku startach jestem już 100% też przekonana o tym, że lepiej być troszeczkę niedotrenowanym niż przetrenowanym, bo ta granica jest bardzo, bardzo...
cienka, więc tak też stwierdziliśmy z trenerem, że jakby ten kilometraż jest enough.
To były tylko trzy treningi biegowe, w związku z tym, że po prostu... Trzy treningi w tygodniu.
Tak, trzy treningi biegowe w tygodniu, no plus jakby te wszystkie moje dodatkowe pod HIROX i no okazało się, że wystarczająco.
Oczywiście po starcie w HIROX dołożyłam sobie jeszcze jedną jednostkę biegania, ale jakby jeżeli chodzi o kilometraż, to zostało to bardzo podobnie.
Okej, a Kasia?
Jak to wyglądało u ciebie?
U mnie to wyglądało tak, że tak już zaczęliśmy mówić konkretnie, że jesteśmy w treningu maratońskim pod koniec lipca, gdzie dostałam już plany na właśnie sierpień i wrzesień do przodu.
Jeden jest z podbiegami najczęściej, dwa są takie interwałowe, jeden to jest long run.
No i zobaczyłam tę rozpiskę i nigdzie nie widzę 30 kilometrów.
A wszyscy dookoła oczywiście, jak to ludzie zawsze lubią mówić, jak oni mają i jak powinno być, mówili mi, musisz biegać trzydziestki, bo zobaczysz, postawi cię na trzydziestym kilometrze i tak dalej, i tak dalej.
Ja mówię, trenerze, nigdzie nie ma trzydziestek.
I on mówi, no bo u mnie się nie biega trzydziestek.
No i pamiętam, że mocno jakby...
Trochę to podważałam, byłam przerażona i bardziej szłam tą myślą, że każdy mówi, że trzeba wybiegać swoje i tak dalej.
A ja na przykład nie miałam nigdzie powiedziane, ile dokładnie kilometrów mam przebyć, czyli tylko na przykład 90 minut, 100 minut.
I takimi zapisami postępował się mój trener.
Wolałabyś mieć kilometry, czy ten czas wysiłku?
Nie wiem, chyba w tamtym momencie wolałabym mieć powiedziany kilometraż, ale teraz sobie myślę, że lepszy dla mnie był podanie mi tego czasu, ile mam to wybiegać, bo ja to dopasowywałam do tego, jak danego dnia byłam w stanie w ogóle pobiec, jak się czułam, też myśląc sobie o ten dnie, o wszystkim.
I najwięcej, ile przebiegłam, to było 27 kilometrów.
I zrobiłam to właśnie w trakcie Maratonu Warszawskiego.
Czyli jednak wystartowałaś.
Dużo osób potem mnie pytało, czy nie kusiło, żeby już to dokończyć.
Ale nie, w ogóle nie kusiło mnie.
Biegło mi się świetnie i pierwszy raz biegłam z takim luzem w głowie, gdzie przyszłam 10 minut przed startem.
Pamiętam, że zrzuciłam do Henryka Szosta rzeczy do busa.
Logistyka troszkę prostsza niż w Nowym Jorku.
I miałam pierwszy raz taki totalny luz w głowie, bo po prostu wiedziałam, że to nie są zawody, tylko to jest mój long run w najlepszych możliwych warunkach, czyli z piciem na trasie, z kibicami, z zamkniętymi ustami.
Ale sama widzisz, że to jest tak, jakbyś wyszła z imprezy, zanim na dobre się rozkręciła.
było, ale miałam ten konkretny cel, dlatego też super mi się to biegło, też nie biegłam jakby stałym tempem, tylko miałam tam konkretne zadanie, które polegało na tym, że 10 kilometrów biegłam wolniej, potem 10 już w tym docelowym tempie maratońskim i
I potem T7 znowu trochę wolniej, więc też podobało mi się to, że to jest jakieś zadanie, spotykałam znajomych na trasie, biegłam sobie z nimi kawałek, potem odbiegałam, spotykałam kolejnych.
No, wspominam to doskonale, w ogóle się nie zmęczyłam i nawet tak zeszłam z tej trasy na zasadzie, okej, to 27, dobra, koniec.
No i wtedy pomyślałam sobie, dobra, no to powinno pójść w tym maratonie, ale zanim przebiegłam te 27, to miałam duże wątpliwości i ciągle pytałam trenera, jak ja mam przebiec 42 kilometry, skoro moje ciało zna najwięcej półmaraton.
Jakby zna najwięcej wysiłku na poziomie 21 kilometrów.
On mówi, spokojnie, spokojnie, jesteś obiegana, dasz radę, zrobisz też to głową, ciało będzie wiedziało, mamy to powtarzane.
Są różne szkoły trenerskie, są różne podejścia.
Jest szkoła falenicka i otwocka, jak to mówimy w Warszawie.
I jest taka jedna znakomita biegaczka, absolutna legenda polskiego maratonu, Wanda Panfil, która jest wielką orędowniczką i jakby nawołuje, żeby nie biegać trzydziestek przed maratonem.
A przypomnijmy, że jest to biegaczka, która wygrała maraton nowojorski, więc myślę, że wie, co mówi.
I twój przykład pokazuje, że faktycznie te trzydziestki może nie są aż tak obowiązkowe, żeby osiągnąć sukces w maratonie.
Wydaje mi się, że też każdy ma trochę inny tryb, każdy ma inne zaplecze.
Ja na przykład mam tak, że te treningi były bardzo trudne dla mnie, nie dlatego, że ja nie wytrzymywałam tych treningów, tylko ze względu na logistykę i na czas i na możliwości, żeby te treningi móc robić.
Dlatego, że ja pracuję na co dzień zza biurka, mam normalny, stały etat.
I pogodzenie tego, żeby jeszcze wyrwać się i zrobić ten trening, bardzo często wyglądało to tak, że wiozłam dziecko do przedszkola w stroju na WF, oddawałam ją do przedszkola i po prostu robiłam trening, wracając z przedszkola na agrykoli, do domu, szybki prysznic, do pracy.
Albo w weekendy, kiedy miałam długie wybiegania, albo w soboty miałam interwały, po prostu jechałam z moją córką do mojej mamy, zostawiałam ją u mojej mamy, szłam robić trening albo prosiłam mojej siostry, żeby się zajmowały moją córką.
Jakby naprawdę była to gruba logistyka, żeby to się udało, przez co też nie wykonałam
Nie wiem, może wykonałam 50% planu trenera, może nawet mniej, bo finalnie ten kilometraż wyszedł mi na poziomie 350 bodajże kilometrów wybieganych w 3 miesiące.
Ale zobaczcie, jaki tutaj jest wniosek, jaka jest konkluzja, że wcale nie trzeba biegać nie wiadomo ile, tysięcy kilometrów czy setek kilometrów, bo te wasze kilometraże nie były jakieś wysokie, a wyniki
I powiem wam szczerze, że trochę mi tym zaimponowałyście już na samym wstępie, że w ogóle przyjęłyście założenie, że maraton w Nowym Jorku pobiegniecie na konkretny wynik.
Dlatego, że bardzo wielu biegaczy, którzy lecą do Nowego Jorku,
mówią, że szkoda tego maratonu na bieganie na wynik, że to jest taki bardziej fun run, że są ci kibice, to miasto, które jest tak niezwykłe i chrzanić wynik po prostu, żeby tylko dobiec do mety.
A wy podeszłyście do tego zadziornie, ambitnie, rzuciłyście wyzwanie maratonowi, to nie byle jakiemu, to jest maraton wagi superciężkiej,
I myślę, że wróciłyście z Nowego Jorku absolutnie starczą.
I teraz chciałbym o tym maratonie troszkę porozmawiać.
Jeszcze jakbym mogła tutaj dodać, bo bym się chciała tylko do dwóch rzeczy odnieść, bo wydaje mi się, że razem z Kasią mamy dokładnie
ten sam, czy ten sam, bardzo podobny charakter, że dla nas Fun Run to jest właśnie jak na jakiś czas.
Że jakby ten challenge, który był jakimś konkretnym czasem, wiadomo, że jakby było więcej, to nic by się kompletnie nie stało, ale jakby to jest dla nas, wydaje mi się, taki boost, który po prostu nas trzymał też cały czas
i w tym tempie, i w tej takiej właśnie motywacji podczas biegu, że dla nas to jest właśnie trochę kwintesencja tego fun run.
Nie był to czas, który był nie do osiągnięcia, bo dalej jakby mogłyśmy tym żyć i jakby cały czas to przeżywać, ale jakby ten wynik no faktycznie gdzieś tam też grał taką rolę, no dla nas po prostu jako takich sportowców,
amatorów, że jednak ten charakter po prostu sportowca... Czyli jedno nie wytwicza drugiego.
Nie, i dokładnie ja totalnie zgadzam się z tym, co mówi Kasia.
I jeszcze wracając do tego, co ty powiedziałeś Marcinie wcześniej, ja też lecąc tam dostałam masę wiadomości od ludzi, którzy albo tam byli, albo słyszeli, albo gdzieś czytali, że nie nastawiaj się na wynik, albo do tego, co myślisz, dodaj sobie jeszcze 10 minut, że to jest bardzo trudny maraton, nie zmarnuj tego na to, żeby...
wbiec nieprzytomna na metę, albo żeby cię znieśli przed metą, i tak dalej, i tak dalej.
Ja to wszystko przyjmowałam, słuchałam i wybrałam pod uwagę, że no, skoro wszyscy tak mówią i ludzie, którzy tam biegli też tak mówią, to coś w tym musi być, ale jednocześnie
Tak jak Kasia powiedziała, mamy bardzo waleczne charaktery i mimo, że jest to amatorski sport, ja też wiedziałam, że to przygotowanie mogło być dużo lepsze, ale ja też wiem o tym, że mam bardzo mocną głowę i nawet jeżeli ciało już nie może,
to ja też większość robię głową po prostu.
I jeżeli ja sobie się zafiksuję na coś i coś jest dla mnie super ważne, to po prostu zrobię wszystko absolutnie, żeby odważnie po to sięgnąć.
I brałam pod uwagę, że może się nie udać, że... No nie zrobiłam takiego wyniku jak Kasia, tam byłam parę minut po Kasi.
Ale dalej jakby wiedziałam, że to było, że dałam z siebie dokładnie wszystko, co mogłam na ten moment z siebie dać i jestem super zadowolona, niczego bym w ogóle nie zmieniła.
Ale nie uprzedzajmy faktów.
No tak, przepraszam, powiedzmy na początku.
Zaraz będziemy na trasie, teraz jesteśmy już w Nowym Jorku, już chodzimy sobie po ulicach, alejami i tak dalej.
Ile, ile tam kroków przed startem?
Oszczędzałyśmy się, ale no i tak wychodziło.
To nie brzmi jak oszczędzanie się.
No i właśnie myślę, że w Warszawie mniej kroków byś zrobiła debiutując w maratonie.
Różałabym z nogami na kanapie.
Róż, dokładnie, idź na trening.
Jesteś w Nowym Jorku.
Masz dużo punktów do zajęcia.
My też byłyśmy z marką New Balance, która przygotowała bardzo dużo atrakcji dla biegaczy, więc oczywiście chciałyśmy wszystkie te miejsca obskoczyć, zobaczyć, pobyć tam, już wchłonąć tą atmosferę maratonu i Nowego Jorku.
Było też fantastyczne expo, które, jak tutaj wszyscy byliśmy na nim, no było co tam też oglądać i... Trochę większe niż te, które do tej pory widziałaś?
bez porównania, plus to, co mi się bardzo podobało, że kiedy właśnie dowiadywali się, że to będzie twój pierwszy maraton, że to jest debiut, to w ogóle dzwonienie dzwonkami, okrzyki, że to jest debiut, debiutant, ludzie klaszcząc, no w ogóle tam od początku, jak wjeżdżasz do tego miasta i zaczyna się weekend maratoński, no nie byłam żaden inny, ale wyobrażam sobie, że właśnie ta atmosfera jest zbudowana wokół tego biegu i wszystko żyje tym biegiem, wszyscy żyją tym biegiem.
to od samego początku już czujesz się jak zwycięzca.
Ja jeszcze tego nie pobiegłam, a już czułam się, że wow, jakby kurczę, to jest coś dużego, to jest coś zupełnie innego.
Nie chcę ujmować tym naszym biegom tutaj, ale jednak skala jest nieporównywalna.
Ja myślę, że nieporównywalna nie tylko do polskich biegów, ale w ogóle do biegów na świecie.
Ja akurat ukończyłem całą tą szóstkę z Red Marathon Majors, mam pewne porównanie i faktycznie Nowy Jork tutaj się bardzo mocno wyróżnia.
sam organizatorzy promują swój bieg jako najlepszy dzień w roku.
W Nowym Jorku warto być na początku listopada, w pierwszą niedzielę listopada i my mieliśmy to szczęście, że właśnie byliśmy w ten najlepszy dzień w roku.
I widzieliśmy to miasto, czuliśmy to miasto i doświadczyliśmy tego na własnej skórze.
I od początku wszyscy po kolei
Dawali nam poczuć, że bierzemy udział w czymś wielkim, że to jest ogromne wydarzenie, którego na pewno nigdy nie zapomnimy.
Ja się tak czułam od samego początku, po prostu cały czas miałam ciarki, cały czas miałam ochotę płakać ze wzruszenia, że w ogóle to się dzieje, my tu jesteśmy i mamy to ogromne szczęście.
Debiut w maratonie to jest taka specjalna okazja.
Specjalna okazja to również specjalny strój, specjalne przygotowanie, jak chodzi o sprzęt.
Jakie buty, jakie spodenki, jaki w ogóle sprzęt sobie przygotować na ten start?
Na pewno takie kwestie organizacyjne i techniczne grają dużą rolę, ponieważ po pierwsze start maratonu w naszym przypadku to było o godzinie 10.20, a transport zaczyna się o godzinie 5.00, 5.30 rano, więc kwestie tego, jak się żywić, co ze sobą zabrać, jak się ubrać, no to to są bardzo ważne kwestie, więc trzeba mieć to jednak przemyślane wcześniej.
Na maratonie w Nowym Jorku jest tak, że większą część ubrań, które ze sobą przynosisz, albo rzeczy, które masz ze sobą, możesz oddać też na cele charytatywne.
Czyli tam było naprawdę setki worków, takich wielkich kontenerów z ubraniami do oddania.
Jeżeli chodzi o same ubrania takie maratońskie, no to wiadomo, że przy tak dużym dystansie, no kwestie takie, czyli obtarcia, czy coś może mi przeszkadzać na długim, podczas tego biegu, czy starczy mi żeli, więc...
Tak, bardzo łatwo obłąd debiutanta, jeżeli chodzi o obliczenia chociażby ilości węglowodanów, gdzie to wszystko pochować.
No takie kwestie są bardzo ważne.
Buty, to muszą oczywiście być to takie buty, które mamy przetestowane i to nie mogą być nowe buty, których nigdy jeszcze nie miałyśmy okazji.
Sakramentalne pytanie, jakie buty?
Konkretnie?
Także Kasia zdecydowała się na bieg w carbonach.
Ja z racji tego, że nie miałam ich dość dobrze przetestowanych, to stwierdziłam, że pobiegnę w butach, które po prostu towarzyszyły mi i na półmaratonie, i na innych startach, które po prostu wiem, że są dobre.
A jaki konkretnie model?
Jakby to jest mój ulubiony w ogóle model i na długie, i nawet takie troszeczkę szybsze.
Czyli jest bardziej uniwersalny niż taka statówka karbonowa.
Tak, ale jedyne co, to wybrałam na maraton o pół rozmiaru większy po prostu but, ponieważ wiadomo, że stopa puchnie i to był naprawdę strzał w dziesiątkę.
Żadnych obtarć, no dobrze, obtarcia może były, ale wszystkie paznokcie na miejscu, więc tutaj te wszystkie kwestie, które no gdzieś tam po maratonie dotykają biegaczy, no to mnie na szczęście ominęły i faktycznie
Mój tip to po prostu, żeby wybrać but troszeczkę większy niż ten, w którym biegacie na co dzień.
A ty Kasia?
Tak, ja tak jak powiedziała Kasia, wybrałam karbony, chociaż nie byłam na początku przekonana do tego pomysłu, bo tak samo jak Kasia, w zasadzie 90% moich treningów robiłam w rebelach V5.
I też właśnie uważam, że to jest na maksa but, w którym możesz robić i szybkie jednostki i długie wybiegania.
I to jest but, w którym ja się czuję bardzo pewnie i nawet podbiegi wszystko tak naprawdę.
Jakbym miała powiedzieć, że wybieram jeden but w ogóle, bo nie wiem, jest taka opcja, że możesz wybrać tylko jeden but i w nim musisz robić wszystko, to byłby to właśnie
Rebel V5, ale że mam wybór, to pobiegłam w karbonach w Estelit V5.
Był to wybór też trochę bardziej trenera niż mój, bo oczywiście spytałam go, w jakich butach mam biec i jakby tu nie było, nie dyskutowaliśmy na ten temat, po prostu powiedział starty, biegamy w startówkach.
I ja mówię, no dobra, ale ja w tych butach tak naprawdę przebiegłam, zrobiłam dwa interwałowe treningi i półmaraton praski.
On mówi, tak, ale starty biegamy w startówkach.
Koniec dyskusji.
Dwa ostatnie interwałowe treningi przed maratonem zrobiłam właśnie w elitkach, żeby się jeszcze przetrzeć.
I tak samo jak Kasia, nie straciłam żadnych paznokci, nie miałam żadnych obtarć.
Mało tego, ja biegam w bawełnianych skarpetkach, co może być szokiem dla wielu ludzi, ale naprawdę to mi się bardzo sprawdza.
Raz jeden w życiu skorzystałam z takich technicznych skarpetek na półmaraton i bardzo źle mi się biegło.
Jakoś latała mi stopa, nie czułam się pewnie, nie czułam, że jestem z tym butem razem.
Ja to uzupełnię jeszcze tylko o to, że ja też biegłem w elitach i niby wydaje się, że startówki to są, jakby mają sens wtedy, kiedy biegnie się super szybko, tam te 4 minuty na kilometr, czy tam ileś.
Ja myślę, że to dotyczyło tych starych startówek, nie karbonowych, a na pewno nie dotyczy to tak miękkich, tak wygodnych, tak komfortowych startówek, jak te elity, które po prostu
fantastycznie się sprawdzają również w takim wolniejszym biegu.
Ja mam problem z obtarciami na maratonie, a w Nowym Jorku absolutnie żadnych problemów.
Bardzo komfortowy bieg od samego początku do końca.
No właśnie, bo jeszcze tylko o tych karbonach powiem.
Bo generalnie gdzieś się utarło, że tak jak powiedziałeś, w karbonach się biega, kiedy biegasz w jakimś określonym tempie.
Ja się też tego obawiałam i nawet czułam się taka trochę niegodna startowania tym tempem w karbonach.
Ale też rozmawiałam z tobą, z trenerem i pomyślałam sobie, dobra, jakby zobaczmy.
I nie żałuję tego, bardzo dobrze mi się w nich biegło, mięciutko i wcale nie czułam, żeby one mi jakoś przeszkadzały albo mnie spowalniały, tylko wręcz właśnie czułam, że mam super wybicie i to jakby to oddaję.
To szybciutko hop na trasę.
Słuchajcie, jakbyście mogły tak w kilku zdaniach o tym, co przeżyłyście powiedzieć.
Wiem, 42 kilometry to pewnie można bez dwie godziny albo tyle, ile trwał bieg o tym opowiadać i każdy kilometr analizować.
Ale jakbyście mogły naszym słuchaczom o tym opowiedzieć tak naprawdę taką pigułkę.
To był lot w kosmos.
To po prostu w jednym wielkim skrócie dla mnie największe przeżycie, jeżeli chodzi o w ogóle starty, niesamowite.
To, co się dzieje na trasie maratonu w Nowym Jorku, przechodzi naprawdę ludzkie pojęcie.
To, ile tam jest też historii ludzi, którzy biegną, które można obserwować na żywo,
2 miliony ludzi, którzy są na trasie.
Obserwatorów, kibiców.
Więc można sobie tylko wyobrazić skalę tego i jak bardzo ci ludzie po prostu pomagają też biegaczom i co tam się dzieje.
To jest jedna wielka impreza.
Chociaż trzeba przyznać, że to akurat mi się bardzo podobało, że są odcinki, w których jest zupełnie cicho.
Na przykład właśnie ten Queensborough Bridge, który właśnie często jest killerem, bo jest bardzo długi podbieg.
cicho i słychać tylko te głosy właśnie odbijających się butów o asfalt, ale nie ma żadnych kibiców.
I nagle gdzieś w połowie mostu, czy tam przy końcówce już słyszy się ten tłum, że tam na końcu, za zakrętem...
już aż dudni, muzyka, ludzie i nagle po prostu wbiegasz w taką po prostu wielką imprezę, gdzie ci ludzie nagle ci dodają takiego powera, że naprawdę na tym maratonie uważam, że trzeba bardzo się pilnować, żeby nie przyspieszać, żeby ten tłum faktycznie cię nie poniósł aż tak, no bo trzeba pilnować tempa, trzeba pilnować i swojej energii, żeby po prostu jej za szybko nie zużyć.
Także no to jest totalnie rollercoaster, jeżeli chodzi o trasę.
Nie wiem, czy tutaj mówimy o jakby kolejnych tych etapach biegu i sobie przejdziemy przez każdą konkretną, no ale to tak w wielkim skrócie rollercoaster.
Mówi się, że maraton zaczyna się po 30 kilometrze.
Jako debiutantki już teraz takiej pełnokrwistej maratonki, jakbyście mogły powiedzieć faktycznie, to jest prawda?
bo tam, może nie nazwałabym tego kryzysem, bo nie miałam w ogóle nawet żadnej myśli, że już nie mogę, chcę stanąć, koniec.
Cel był jasny, ale to był moment po 36. kilometrze, że moje nogi już po prostu chciały przestać, ale głowa bardzo chciała do przodu.
I to był właśnie moment, w którym się rozdzieliliśmy z Kasią.
Kasia w ogóle wyglądała super świeżo.
Nogi jakby były mocniejsze, silniejsze i chciały biec dalej.
I to może to dało taką różnicę.
Ale ponieważ ja też to widziałem na własne oczy, to ja zapamiętałem, że też wspólnie się nakręcałyście.
Bo jednak samemu to no trochę trudniej też i kontrolować tempo i też jakby tą energię gdzieś czerpać nie tylko z samego otoczenia, od kibiców,
Ale mieć jakiś taki punkt odniesienia.
Ogromną wartość, tak jak mówisz, nie tylko taką motywacyjną, że jesteśmy w tym razem i mówimy, okej, dobra, dawaj, przyspieszamy albo pilnujemy tempa, albo zwalniamy.
Tak, często tak się, często właśnie chyba, najczęściej to było, dobra, wolniej, wolniej, chyba częściej ten komentarz się pojawiał.
ale największym plusem według mnie jest też to, że możemy bardziej być na tym maratonie i nie przejmować się, nie patrzeć cały czas na zegarek, nie pilnować tego, tylko faktycznie to przeżywać, zauważać trochę więcej, jakby to jest zupełnie inne przeżycie, inny experience, jak po prostu nie musisz cały czas kontrolować tempa, więc to, że biegliśmy i razem, no to jest naprawdę ogromna wartość i na pewno ten maraton też inaczej wyglądał z naszej perspektywy dzięki temu,
Przede wszystkim myślę, że możemy podziękować Tobie Marcin.
Marcin, jak powiedział, odegrał tu mega ważną rolę Pacera.
No i ja mogę szczerze powiedzieć po sobie, że gdyby nie ty Marcin i to, że byłeś ze mną od samego początku do samego końca, to nie wiem tak naprawdę, jaki byłby ten czas.
przebiec sama, bo ja mam tendencję do przyspieszania, nierównego tego tempa, tak jak mówiła Kasia.
A to kwestia doświadczenia, łapania doświadczenia, każdy kolejny bieg będzie już trochę łatwiejszy, bo już teraz już wiesz, jak to jest, powiedz,
I myślę, że te takie nawyki trwania tempa też będą powolutku się gdzieś tutaj zmieniać.
Od razu mówię do wszystkich, którzy chcieliby tutaj poprosić Marcina o pajsowanie, że pierwsza
Nie, ale też jeszcze nawiązując do tych kibiców, bo tutaj Kasia ładnie to wszystko opisała.
Ja, szczerze mówiąc, jestem osobą, która ma niestwierdzony, ale przeze mnie stwierdzony ADHD.
Ja jestem zawsze bardzo... Dużo się dzieje mocno, energetycznie i tak dalej.
I na tej trasie ilość tych kibiców momentami była dla mnie przytłaczająca.
Ja czułam się przebodźcowana i odpoczywałam właśnie w momentach tych mostów czy w miejscach, gdzie nie było tych kibiców.
W pewnym momencie już też wchodziło to zmęczenie, denerwowały mnie te dźwięki, różne muzyki z prawej, z lewej, mieszające się okrzyki, dzwonki.
Miałam coś takiego, że bardzo chciałam się wyciszyć, żeby móc na nowo usłyszeć swój oddech, usłyszeć swoje kroki.
Ja w ogóle nigdy nie biegam zawodów z słuchawkami, bo wchodzę sobie w ten trans właśnie słysząc swój oddech i swoje kroki, tego się nie dało tam usłyszeć, ale jednocześnie na samym początku to miałam taki high totalny, że wow, Jezu, jak to niesie, że jak się wbiega na ten Brooklyn, to w ogóle to jest niesamowite.
Chodzi o to, że jak się pojawi zmęczenie, to człowiek robi się bardziej taki drażliwy, taki jest trochę tachi, że tak po prostu.
Tak, tak, tak.
Już chcesz, żeby cię zostawili w spokoju, już chcesz po prostu obiec na tą metę.
Podobnie też tylko powiem właśnie do Kasi, że faktycznie jak większość osób mówi, że najcięższe momenty to te, gdzie jest cicho,
Dla mnie to były super momenty, bo można było się z powrotem tak uziemić, właśnie usłyszeć ten krok, oddech, wrócić trochę na ziemię i tak troszeczkę być bardziej, wrócić do swojego rytmu.
Więc to było super, że były takie momenty.
Czyli w sumie konkluzja jest taka, że tak jak organizatorzy biegów na całym świecie stają na głowie, żeby ściągnąć kibiców na trasę,
to organizatorzy maratonu w Nowym Jorku mieliby sztucznie strefy bez dopingu.
Ale nie wyobrażam sobie maratonu w ogóle bez kibiców.
Ja wcześniej też narzekałam, że na przykład jak się biegnie półmaraton warszawski, to jest ten moment tego wału Miedoszyńskiego, który jest taką samotną walką, tam często jest wiatr, nie ma ludzi i sobie myślisz, kurczę, przydaliby się ci kibice.
Chociaż w tym momencie półmaraton wydaje mi się taką dyszką, która wcześniej była przy półmaratonie.
Jeszcze tylko jeden temat poruszmy, czyli tę metę.
Chciałbym tylko od Was usłyszeć Wasze wrażenia z tego momentu, bo to jest, ja tak osobiście podchodzę do tego w ten sposób, że dla mnie to jest kompletna droga.
Maraton nigdy nie ma 42 kilometrów, tylko ma każdy kilometr od pierwszego, jak rozpoczynam przygotowania, do tego ostatniego.
który prowadzi mnie do mety, to jest mój maraton.
To jak dla was ta droga się zakończyła?
Pamiętacie ten moment, tą metę i w ogóle tą chwilę, kiedy medal trafił na wasze szyje?
Ja to pamiętam bardzo dobrze i to chyba zapamiętam do końca życia.
Ale to, jakie uczucia mi towarzyszyły, jaka ulga, duma, takie szczęście.
Jakby ten finisz maratonu, jakby wydaje mi się, że po finiszu maratonu jest troszeczkę jednym człowiekiem.
Tak, ja pamiętam te ostatnie 100 metrów, kiedy biegliśmy razem, Marcin ramię w ramię i ja już byłam taka, że już płakałam, a ty krzyczałeś jeszcze z takimi emocjami, mamy to, mamy to, Kaszka!
Ja po prostu myślałam sobie, tak, mamy to, to się udało, biegliśmy na tę metę, ja po prostu nie wiedziałam, czy mam płakać, śmiać się, krzyczeć, położyć, w ogóle miałam w sobie taką mieszankę emocji, które po prostu buzowały we mnie i pamiętam, że tam się złapaliśmy, przytuliliśmy się na tej mecie, ja się w ogóle popłakałam ze wzruszenia, ze wszystkich emocji, z tego, że to się udało, że to się już skończyło, bo te ostatnie parę kilometrów naprawdę były taką mentalną walką dla mnie.
Z tego, że tak, mam ten medal, ten piękny medal, który sobie oglądałam i który dla mnie po prostu wyglądał jak medal olimpijski i tak to traktuję, że dla mnie świeżo upieczonej maratonki jest to taki medal olimpijski, cudowny, który dostał już w tym momencie osobne miejsce na mojej ścianie, bo wszystkie medale wiszą na takiej rurce od kaloryfera, a ten jeden po prostu wisi sam na ścianie jako trofeum i po prostu
Nie wiem ile razy całowałam ten medal, po prostu jest dla mnie niesamowity, jest piękny, jest takim zmięczeniem tych wszystkich emocji, tego wszystkiego, co we mnie było, tego, że spełniłam marzenie, które dalej nie wierzę, że się wydarzyło, tylko ten medal mi o tym przypomina, że rzeczywiście to się wydarzyło, ale jest też jednocześnie zaproszeniem do
kolejnych wyzwań w przyszłości.
To znaczy, czy to jest, wiecie, taki, jak jest taka, powiem brzydko, bucket list, że tam zasadzić drzewo, przebiec maraton, bo tak niektórzy podchodzą, że raz, wystarczy,
Będą kolejne maratony, czy buty na kołku?
Powiem ci tak, ja traktowałam ten maraton w Nowym Jorku jako ten jeden maraton.
W ogóle nie oczekując tego, że coś będzie dalej.
A teraz już jestem na etapie patrzenia w kalendarz i sprawdzania, kiedy są kolejne, jakie i gdzie bym chciała wystartować.
Pięknie.
I to jest najpiękniejsze, że to właśnie był taki maraton, który jeszcze bardziej mnie zmotywował do tego biegania i dał mi jeszcze więcej tej radości i takiej motywacji, bo bardzo nie chciałam, żeby to był taki start, który mnie do tego biegania zniechęci.
Czyli taki, który po prostu właśnie wbiegam na czworaka, ledwo po prostu żywa, czy z jakąś kontuzją, bólem i tak dalej.
Więc tak, jest to teraz moment, w którym myślę sobie, gdzie kolejny.
A jak Kasiaka, rozumiem, że już wie, gdzie kolejny.
U mnie za trzy tygodnie kolejny.
Bardzo szybko się to wydarzyło.
Natomiast naderzyła się taka okazja, gdzie po prostu mogłam dostać pakiet na Walencję.
No nie zastanawiałam się długo, to ten pakiet miałam jeszcze przed Nowym Jorkiem i pamiętam, że rozmawiałam z trenerem, czy damy radę, czy to nie jest za blisko.
On mi powiedział wprost, musisz wybrać jeden maraton, na którym się skupisz, a drugi będzie po prostu for fun.
Sugerował, żeby Nowy Jork był for fun, a Walencja ze względu na to, że jest płaska, żeby tam rzeczywiście wszystkie siły przełożyć.
No, nie posłuchałam go, bo ten Nowy Jork jednak włożyłam tam dużo siły.
Zobaczymy jak będzie.
Oczywiście wiadomo, że chciałabym powiedzieć to jeszcze szybciej, bo wiadomo, że ambicje są i trochę liczę na super kompensacje.
Trochę liczę też na to, że już wiem mniej więcej jak to wygląda, czego się spodziewać, co się może wydarzyć i jakie to uczucie.
Jak będzie, zobaczymy.
Jeżeli będzie wolniej, też nic się nie stanie, bo to jest piękny maraton i w ogóle jak oglądałam sobie, jak wygląda meta tego maratonu, to też ciarki po prostu, więc... Ja to podsumuję w ten sposób, że maraton for fun to jest jakiś oksymoron, to po prostu... Właśnie, kto biega maratony for fun?
Nie wiem, czy wiecie, jak to działa, ale pobiegnięcie, przetruchtanie, którzy mówią, przetruchtam sobie maraton for fun,
To tak na marginesie.
Bo to też jest strasznie długi czas wysiłku wtedy.
Jak ja myślę o tylu godzinach na trasie, które ludzie spędzają, to też szacun do tych wszystkich ludzi, którzy biegają po pięć, sześć godzin.
Tych, którzy nas słuchają, którzy gdzieś tam się zastanawiają nad takim maratonem for fun.
Tylko ostrzegam, że to, że to w takim ostatecznym rachunku może nie być for fun, tylko bardziej, bardziej właśnie w, no taki nagmęczący, takie doświadczenie dość bolesne i jak to się, jak to się ładnie mówi, maraton jest takim, takim, takimi wyższymi, wyższe studia bólu, takiego, takiej, takiej wiwisekcji gdzieś tam wewnątrz człowieka.
Słuchajcie, chciałem Wam bardzo serdecznie podziękować za tę rozmowę i za to, że jeszcze raz mogliśmy przenieść się na ulicę Nowego Jorku i przeżyć ten maratoński debiut.
Wyniki, które osiągnęłyście, to jedno, ale przede wszystkim mega imponuje mi Wasza konsekwencja, to jak się przygotowałyście i w jaki sposób poradziłyście sobie na tej wyjątkowo trudnej trasie maratonu w Nowym Jorku.
Trzymam mega mocno kciuki za wasze kolejne starty, nie tylko te maratońskie.
Jak będziecie szukały pacemakera, wiecie, gdzie mnie szukać.
Mówiłam ja, Kasia K. Ja druga.
Chciałbym też przypomnieć naszym słuchaczom, że partnerem tego odcinka biegowych podcastów była marka New Balance, wieloletni sponsor TCS New York City Marathon, który będzie wspierał ten bieg przez kolejne 10 lat.
Dziękujemy.
Dziękuję wszystkim słuchaczom za uwagę i zachęcam do słuchania kolejnych odcinków biegowych podcastów.
Dzięki wielkie.
Ostatnie odcinki
-
#57. Dominika Stelmach: Jestem w stanie biegać ...
07.01.2026 06:30
-
#56. Wrogowie: Kusociński kontra Petkiewicz. Mi...
28.11.2025 16:30
-
#55. Kiełbasińska i Żbikowska – wymarzony debiu...
23.11.2025 07:37
-
#54. Od pierwszych 5 km do 3:42 w maratonie. Ja...
13.10.2025 22:00
-
#53. Dziecko to nie jest mały dorosły! Jak wspi...
12.09.2025 06:00
-
#52. Jak uniknąć kontuzji? Jak sobie z nimi rad...
04.09.2025 15:03
-
#51. Boston Marathon. Dlaczego MUSISZ tutaj pob...
02.05.2024 10:40
-
#50. Jak inspirować dzieci i młodzież do uprawi...
05.03.2024 09:52
-
#49. To do niej należał biegowy sezon 2023. Goś...
28.12.2023 09:30
-
#48. Wczoraj triathlonowy mistrz, dzisiaj rekor...
14.12.2023 22:30