Mentionsy

Biegowe Podcasty
28.11.2025 16:30

#56. Wrogowie: Kusociński kontra Petkiewicz. Michał Hasik o kulisach najsłynniejszej przedwojennej rywalizacji biegowej

W najnowszym odcinku "Biegowych Podcastów" portalu biegowe.pl Marcin Dulnik rozmawia z Michałem Hasikiem – dziennikarzem, historykiem sportu, organizatorem biegów i znawcą kina II RP.

Punktem wyjścia jest jego książka „Wrogowie. Los najsłynniejszej przedwojennej rywalizacji biegowej”, odsłaniająca kulisy pojedynku Janusza Kusocińskiego i Stanisława Petkiewicza.

To opowieść o czasach, w których sport był symbolem ambicji i narodowej dumy, a rywalizacja tych dwóch biegaczy elektryzowała tłumy jak mało które wydarzenie w historii polskiej lekkoatletyki.

W odcinku usłyszycie m.in. o:
• kontrastach bohaterów – Kusociński to dziś legenda, Petkiewicz pozostaje w cieniu, choć w 1929 roku był Sportowcem Roku w plebiscycie "Przeglądu Sportowego". Łączyła ich tylko pasja biegania, dzieliło niemal wszystko.
• rywalu, którego nie dało się ignorować – ich konflikt rozlewał się poza stadion, a prasowe potyczki podsycały emocje kibiców.
• międzynarodowych wyzwaniach – to Petkiewicz, a nie Kusociński, pierwszy pokonał Paavo Nurmiego i jako pierwszy Polak wyruszył na prestiżowe tournee po USA.
• surowym amatorstwie – historyczne przepisy zabraniające wynagrodzeń doprowadziły do dożywotniej dyskwalifikacji Petkiewicza, złożonej przez jego własny klub.
• Józefie Noi – biegaczu, który połączył drogi obu rywali i stał się jednym z najciekawszych talentów tamtych lat.
• Zapomnieniu i pamięci – dlaczego Petkiewicz zniknął z podręczników, a Kusociński pozostał ikoną?

To historia o determinacji, cenie marzeń i codziennym heroizmie sportowców II RP.

Książkę „Wrogowie” znajdziecie w największych księgarniach internetowych, a my mamy konkurs dla słuchaczy!

4 egzemplarze książki, które trafią do osób, które wyślą wiadomość na [email protected] i krótko napiszą, historia której z postaci wymienionych w rozmowie inspiruje ich najmocniej – i dlaczego?

Miłego słuchania audycji i... powodzenia!

Partnerem odcinka jest wydawca książki Michała Hasika "Wrogowie. Los najsłynniejszej przedwojennej rywalizacji biegowej”.


Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 54 wyników dla "Kusociński"

To książka o Januszu Kusocińskim i Stanisławie Petkiewiczu, chociaż jest tam też dodatkowy bohater, czyli Józef Noy.

Skąd w ogóle pomysł, żeby opisać rywalizację Kusocińskiego i Petkiewicza?

Pierwsza rocznica to jest 85. rocznica śmierci Janusza Kusocińskiego.

Natomiast chyba takim właściwym pretekstem do napisania książki była chęć przywrócenia tego drugiego bohatera na karty historii, bo ile Janusz Kusociński jest

bytności w Polsce, regularnie pokonywała Kusocińskiego i w przełajach, i na stadionie, a osoba, której dzisiaj mało się wie, zarówno w jego tej macierzystym kraju, ojczyźnie Łotwie, w Polsce, jak i w Argentynie, gdzie spędził ostatnie 20 lat, czyli taki człowiek trzech, ja to mówię, osoba z trzema ojczyznami, w której

Ja nie ukrywam, że ja przez kilka miesięcy biłem się z myślami, czy przystąpić do takiej publikacji, ponieważ książek o Januszu Kusocińskim było już kilka.

Bogdana Tuszyńskiego, Ostatnie Okrążenie, czy przecież biografia Kusocińskiego.

No i trafiłem na historię rywalizacji Kusocińskiego z Petkiewiczem.

Chociażby wygląd Kusociński był niskim mężczyzną, 1,65 m.

W ogóle warszawianka zbudowała taki dream team, czy wunder team, no bo i Kusociński wtedy też reprezentował barwy tego klubu.

Tak, no to był właśnie jeden z powodów przystąpienia do barw warszawianki, żeby móc na co dzień ćwiczyć, rywalizować z Kusocińskim, rzeczywiście

Kusociński przypomnijmy w tamtym czasie był już

Jest taki opis w książce, gdy Petkiewicz przyjeżdża do Warszawy i Kusociński wita go na dworcu.

Ja myślę, że fenomen lekki atletyki polegał na tym, że po pierwsze ci bohaterowie, czyli Petkiewicz, później Noi czy Kusociński, oni byli na wyciągnięcie ręki.

Natomiast fenomen wielu biegów przeszkodowych polegał na tym, że zwykły przysłowiowy szereg owalski mógł stanąć szranki w jednym szeregu z Kusocińskim, Petkiewiczem.

Można było wystartować, zmierzyć się z Kusocińskim, zamienić z nim kilka słów.

I dużo osób rzeczywiście marzyło o karierach właśnie pokroju Petkiewicza i Kusocińskiego.

No proszę sobie wyobrazić, że Kusociński, który był mistrzem olimpijskim i był absolutnym fenomenem, na co dzień pracował jako ogrodnik kwadrykoli.

czyli zawodnik, który miał opłacany start, jechał na zawody, czy to były mistrzostwa Europy, czy jakiś meeting, mógł oczywiście dostać medal, mógł dostać puchar, w drodze wyjątku mógł dostać jakiś złoty zegarek, jak na przykład dostał Kusociński za pobicie rekordu świata, natomiast absolutnie przejmowanie wynagrodzenia finansowego łamało zasady amatorstwa i groziło dożywotnią dyskwalifikacją.

Przypomnę, że to był jeden z powodów, dla którego Kusociński zmienił barwy z sarmaty na warszawiankę.

Łotysze troszkę machnęli ręką na Petkiewicza, okej młody chłopak chce wyjechać do Polski, natomiast kiedy ta jego gwiazda już na tym takim europejskim panteonie zaczęła świecić, został zapraszany, przypomnijmy, że to nie Kusociński, tylko Petkiewicz jako pierwszy wystartował w międzynarodowych mistrzostwach Anglii, które miały wówczas niesamowity prestiż, najlepsi Europejczycy przyjeżdżali na te zawody.

Nie Janusz Kusociński.

Był taki moment, że Kusociński przegrał 5 czy 6 startów pod rząd.

Zawsze się mówiło, że Kusociński jest świetnym wytrzymałościowcą, natomiast brakuje mu tej szybkości, więc o ile na 5-10 kilometrów będzie wygrywał z Petkiewiczem, o tyle na 1500 metrów absolutnie.

Natomiast sam fakt, że panowie tak trochę naturalnie podzielili między sobą dystanse na początku lat 30., czyli Kusociński poszedł w te dystanse bardzo długie.

gdzie teoretycznie wypowiadał się w samych superlatywach o Kusocińskim, że to jest talent na miano Pawła.

Natomiast Kusociński takie bezpieczne dziennikarskie poletko znalazł w takim tygodniku Stadion, gdzie również pisał o treningu.

Więc oni też również rywalizowali na tym polu dziennikarskim, ale nie tylko na polu dziennikarskim, ponieważ przypomnę Państwu, że Kusociński zakończył swoją przygodę z edukacją na szkole średniej ogrodniczej.

Kusociński poprzysiąkł sobie, że również zrobi maturę, zdał ją eksternistycznie i również ukończy te studia wyższe, żeby podobnie jak Petkiewicz był trenerem.

Natomiast jak to Kusociński zaparł się, był ambitny, ukończył te studia, zaczął trenować dziewczyny w sekcji lekkoatletycznej warszawianki.

Ja myślę, że na jego zgubę Petkiewicz zawsze był porównywany do Kusocińskiego.

Rzeczywiście ta jego historia związana z II wojną światową trochę blednie w porównaniu z historią Kusocińskiego.

Ja przypomnę, że Kusociński to dziś jest sportowiec, patriota, który zginął śmiercią męczeńską, został zastrzelony w Palmirach.

I chyba rzeczywiście w zderzeniu z tą patriotyczną postawą Kusocińskiego ta ucieczka Petkiewicza podczas II wojny światowej w momencie wybuchu do Argentyny sprawiła, że ta postać została wymazana gumką z tych podręczników historii.

Być może zarobić trochę pieniędzy, więc rzeczywiście jeżeli mierzymy oboz zawodników w takim ujęciu patriotycznym, no to tutaj Kusociński absolutnie dominuje.

Natomiast to wszystko w zderzeniu z tym złotym medalem olimpijskim Kusocińskiego, czy dwa lata później nawet tym srebrnym na mistrzostwach Europy, tak mówiąc już kolokwialnie blednie po prostu.

Zresztą sam Kusociński powiedział, że media nie do końca zachowywały się tak obiektywnie i niezależnie przy tym całym śledztwie.

Ja myślę, że Józef Noi był pretekstem do tego, żeby Kusociński jeszcze swoją karierę kilka lat pociągnął.

Jeszcze w 1934 roku Janusz Kusociński zdobył z kontuzją srebrny medal na Mistrzostwach Europy Premierowych.

Natomiast Kusociński początkowo na tych salonach nie potrafił się odnaleźć.

Wydawało się, że jego kariera już zmierza powoli, ta czynna taka zawodnicza do rychłego końca i chyba w tym takim lekkoatletycznym nieróbstwie i w tej legendzie to się dobrze Kusociński odnajdował, bo wreszcie miał czas, żeby trochę zagosztować tego salonowego życia, tak?

I myślę, że gdyby nie pojawił się niejaki Józef Noik, który był nazywany nowym młodym Kusocińskim, to pewnie ta kariera Kusocińskiego by już zmierzała do rychłego końca.

No to była dla Kusocińskiego zniewaga, że można było jakiegoś zawodnika, już nie młodego, bo no i był zaledwie 2-3 lata młodszy od Kusocińskiego.

Natomiast nadal był uważany za młodego zawodnika, był nazywany nowym Kusocińskim, co Kusocińskiemu bardzo było nie w smak, a dodatkowo, co już pewnie

całkowicie wytrąciło Kusocińskiego z rywalizacji, był trenowany i był pupilkiem niejakiego Stanisława Petkiewicza, który po trzech latach nieobecności wrócił z Argentyny.

Już się Kusocińskiemu wydawało, że ten rozdział pod nazwą Stanisław Petkiewicz jest zamknięty.

No więc Kusociński już z tego nie mógł całkowicie zdzierżyć, że jest jakiś nowy Kusociński, któremu media poświęcają więcej uwagi i który dodatkowo jest trenowany przez Petkiewicza, który mówiąc kolokwialnie wozi się na tej sławie Nojego.

Więc Kusociński po przebyciu jednej i drugiej, po jednej i drugiej operacji, po przebyciu rekonwalescencji stwierdził, że do tego wielkiego sportu

Natomiast rzeczywiście odnoszę wrażenie, że tak jak wcześniej do tej pracy napędzał Kusocińskiego-Petkiewicz, tak później do tego powrotu żmudnego, do powrotu do optymalnej formy napędzał go Józef.

No i taki miał chyba Kusociński charakter, że musiał mieć jakiegoś takiego wroga, przeciwnika, który go motywował, żeby na treningach dawać siebie nie 120-140, tylko może nawet te 160%.

Jest takim trochę ogniwem łączącym Kusocińskiego, Petkiewicza, bo troszkę Kusociński odnoszę wrażenie rywalizując z Józefem Noi.

Poprosimy o krótkiego maila ze wskazaniem, czy jest to Kusociński, czy jest to Petkiewicz, a może Noi.

Może tak powiem przekornie, że życzę państwu w życiu, żeby byli państwo tacy niezłomni jak Kusociński, Petkiewicz w codziennym dążeniu do swoich celów, ale przy zachowaniu pewnej

kultury i pewnych norm, bo wydaje mi się, że trudno w dzisiejszych czasach o sportowców, którzy by tak rozpalali wyobraźnię i byli takimi autorytetami jak wówczas byli właśnie Kusociński, Petkiewicz.