Mentionsy
To już był PŁACZ, DÓŁ i MROK, Jak znaleźć WARTOŚĆ w sobie? SMUTEK po używkach - WaluśKraksaKryzys
👉 https://poodwyku.pl – TUTAJ ZNAJDZIESZ NASZE KSIĄŻKI!
🚨Tym razem naszym gościem jest WaluśKraksaKryzys – muzyk, autor tekstów i jeden z najciekawszych głosów polskiej alternatywy ostatnich lat. Waluś to artysta bez filtra – brutalnie szczery, emocjonalny, a przy tym cholernie prawdziwy.
Rozmawiamy o życiu po odstawieniu alko, o lęku, autodestrukcji, o tym, jak odnaleźć się w chaosie, o tworzeniu muzyki bez kalkulacji, o znalezieniu sensu w życiu i o tym, co się dzieje, gdy gniew zaczyna ustępować miejscu spokoju.
Rozmowę poprowadzi Wasze ulubione duo – Żulczyk & Strachota.
IG Walusia https://instagram.com/waluskraksakryzys
🎧 Odtwarzaj na YouTube:
Napisz do nas:📩 [email protected]
AUTORZY:
Juliusz Strachota https://instagram.com/juliuszstrachota
Jakub Żulczyk https://instagram.com/jakubzulczyk
Po odwyku https://instagram.com/poodwyku
🎶 muzyka: Piotr Madej https://instagram.com/patrick_the_pan
🎨 okładka i oprawa graficzna: Bastian Najdek https://instagram.com/getxxlost
📺 intro: Jakub Wawrzyniak https://instagram.com/kuba.wawrzyniak8
🎙️ studio: Nagrywarka https://instagram.com/studio_nagrywarka
🎬 produkcja: Aga Stecko, Oliwia Poterucha, Marcin Żukowski | NEWHOMERS https://instagram.com/newhomers.pl
Do zobaczenia na https://poodwyku.pl
Spis treści:
00:00:00 Intro
00:01:51 Początek rozmowy
00:05:10 Jak zmieniłem coś w życiu?
00:08:53 Czy da się nic nie robić?
00:15:29 Lepsze od telefonu
00:20:19 Dlaczego relacje są ważne?
00:27:45 Autorytety
00:31:26 Moment zmiany
00:42:35 PROMOCJA
00:42:45 Rzucenie picia
00:48:02 Co ćpać po odwyku?
00:52:42 Najlepsze momenty
00:58:28 Szukanie wartości
01:03:20 Emocje po używkach
01:06:06 Muzyka i trzeźwość
01:21:11 Zakończenie
#muzyka #wokalista #alkohol
Szukaj w treści odcinka
Co, pać po odwyku?
No to właśnie na poodwyku.pl ją kupujcie, no.
Momenty po prostu totalnie magiczne i...
Jeśli nie umiesz znaleźć radości w tym, że wracasz po robocie do chaty i jesz, wiesz, po prostu kolację z tą ukochaną osobą, a potem, nie wiem, potem grasz na konsoli, czytasz książkę i myjesz dupę i idziesz spać.
Słuchajcie, życie jest piękną przygodą, a my witamy was w kolejnym odcinku podcastu Co Ćpać po odwyku.
Nie wiem, czy waszego ulubionego podcastu, ale skoro go słuchacie, to chyba go lubicie.
Jeden z najciekawszych na polskiej scenie muzycznej, chociaż takie zdania z reguły pachną truizmem i można na niej alergicznie reagować.
Witamy cię stary, bardzo serdecznie w co ćpać po odwyku.
Zróbmy, może ją pokażmy.
Chcesz ograniczyć o jedną platformę, tak chodzi ci po głowie.
Ale nie powiem.
Wiesz, ale nie powiesz.
Trochę jest nam chyba niepotrzebne, albo nie jest nasze i nie jestem fanem po prostu takiego posiadania, które w jedną chwilę może zniknąć.
Poczekaj, poczekaj, czyli ze subskrypcją na bakier jesteś?
Myślę, że tak, ale to nawet nie chodzi o to, że nie podoba mi się model subskrypcyjny sam w sobie.
Tylko, że uważam, że jeśli mamy książkę w formacie papierowym, który sobie gdzieś na półce postawimy i tą książkę widzimy nawet tak bez świadomości, że na nią spoglądamy dzień w dzień, ale ona tam jest i ona buduje trochę wydaje mi się naszą tożsamość i...
I bardzo łatwo jest coś zaliczyć i zapomnieć.
I dlatego kupujcie polskie rap-płyty.
Słuchaj, ta płyta, tak w ogóle jej słuchałem na tle twoich poprzednich płyt,
I ja mam takie przeczucie, że jest to nierozerwalnie związane też właśnie z tematem naszego podcastu i z tym, o czym tu rozmawiamy z ludźmi.
Ona jest domknięciem pewnej długiej podróży.
Na czym ona polega?
Bo słuchając twoich płyt po kolei odświeżyłem sobie wszystkie.
No to jest to powiem ci, one w ogóle te wszystkie płyty się układają w taką jedną historię trochę.
i dążenia w sumie jakoś swoją formą życiową do tego, żeby tu dziś przyjechać, opłacić parking i zasiąść i porozmawiać.
Powiedz mi coś takiego, bo te płyty mi się tak układają, wiesz, w taką historię, no że na przykład Atak, płyta, którą bardzo, bardzo, bardzo, bardzo polubiłem, ona jest taką, no, autodestrukcyjną mocno opowieścią i jest zapisem takiego stanu, takiej, wiesz, kurczę, takiej infekcji, takiego w ogóle rozpierdolu, nie?
Potem przychodzi następna płyta, niebo i piekło, tak?
Mówisz o mózgu, czyli ty miałeś jakiś wyraźny moment, w którym poczułeś, że ten mózg zaczyna cię trochę zdradzać, jeśli ja cię dobrze rozumiem.
Ale też ja raczej patrzę w stronę światła i tego, żeby po prostu on zajebiście działał i żeby robić ze swoim życiem coś ciekawego.
Wstać rano i nie iść najłatwiejszą drogą do tego, żeby zapewnić sobie dobrostan, przyjemność czy jakieś takie poczucie tego, że życie jest fajne.
A teraz trochę się muszę bardziej wysilić, chociaż nawet to już w tym momencie, w którym jestem, nie jest wysiłek, tylko jakiś taki naturalny sposób działania, że przypływają do mnie pomysły i to są pomysły, powiedzmy, kreatywne, ale też takie...
że jestem przebodźcowany w sumie różnymi narracjami, różnymi sygnałami, które gdzieś mimowolnie do mnie dochodzą albo sam je w sumie uskuteczniam, bo od jakiegoś czasu nie potrafiłem posiedzieć w ciszy.
Byłem dumny z siebie, że po prostu tak siedzę, nic nie robię, mój mózg jakoś tak...
Właśnie nic nie koduje, odpoczywa.
A później sam się zacząłem łapać na tym, że zakładam ręce na siebie albo zaczynam wybijać jakiś rytm.
Już mam nadzieję, że wystarczy mi motywacji i jakichś takich pokładów konsekwencji, no bo na litość boską chodzi o 15 minut nic z nierobienia.
I wydaje mi się to potrzebne w momencie, kiedy kurczę, tak łatwo jest scrollować swoje życie i chociażby te 15 minut scrollowania jest tak samo w sumie produktywne bądź bezproduktywne,
A jednak człowiek to jest żywy organizm i chyba bardziej naturalnym stanem jest siedzenie i patrzenie się w ścianę, niż siedzenie i patrzenie się w walla i scrollować to i te wszystkie głupoty oglądać.
Takie, że intencjonalnie nawet nie robimy nic, zaczynamy się nudzić i po prostu ten mózg jakoś wydaje mi się... Fragmenty, które tam pracują, pracują tutaj, a nie wykorzystujemy tego ramu czy tej uwagi, którą, wiecie, koncentrujemy, kurczę, na telefonie i właściwie...
To, co ty nazwałeś, bo ty powiedziałeś, że to nie jest medytacja.
A wiesz, powiedzieć sobie, że robię nic, to się dopiero robi wyzwaniem.
A ty powiedziałeś po prostu, że nie robisz nic, co wzbudziło mój duży szacunek, muszę ci powiedzieć, bo jednak jest w tym więcej odwagi, bo to powiedzenie, nie robię nic i patrzę się w ścianę, raczej ludzie tak negatywnie sobie, wiesz, to kodują.
Chce się powiedzieć, że ktoś jest nierobem.
Żeby mieć poczucie, że nic mnie nie omija i tak dalej.
No to jest właśnie treść i mechanizmy, które nas po prostu trzymają przed telefonami.
gościa, takiego, który po prostu właśnie musi się jakoś pilnować, powstrzymywać, jakby, wiesz, myśleć o tym, żeby nie zrobił od razu mimochodem czegoś, nad czym nie ma kontroli, nie?
Mam takie dni, gdzie naprawdę nie jestem w stanie powiedzieć, co robię, nie?
Czy ty jesteś na początku tej drogi nic nie robienia?
Bo myślę, że jakoś dwa lata temu miałem w życiu takie dwa tygodnie, gdzie nic nie było mi potrzebne do szczęścia.
W sensie, jak byłem w tak dobrej formie psychofizycznej, że po prostu wstawałem rano i myślałem, boże, nie szumi mi w głowie, jestem pełen sił, mogę robić...
Mogę żyć po prostu bez jakichś takich natręctw i innych.
I ciężko jest dzisiaj być tak wypoczętym, tak kurczę dobrze odżywionym i w jakimś takim flow dla mnie powiedzmy higienicznym.
Na przykład u mnie w zespole się gra w karty, zamiast siedzenia w telefonie.
Co ciekawe, w różnych częściach Polski są różne zasady gry w chuja.
Bo chyba to jest fajne i polecam każdemu zwrócić uwagę na kontakt z człowiekiem, a nie z... Ale czekaj, to zarządzacie, że tak telefony na bok i zaczynamy grać w karty?
Ja po prostu taki...
zniesmaczony sobą i trochę może też otoczeniem, że siedzi pięciu, sześciu gości w garderobie i po prostu mamy do zaoferowania swoimi umysłami coś, no bo gramy i jesteśmy zgrani.
A tutaj po prostu...
Więc chcąc coś z tym zrobić, a że lubię grać w chuja, bo jest bardzo fajny poradnik na YouTubie.
I myślę, że kilka lat temu poznałem tę grę i tak sobie teraz przypomniałem, co mogę zrobić, żeby właśnie ten czas w garderobie, kiedy się czeka no nieraz kilka godzin między próbą a koncertem,
że tak powiem na swój moment, no to żeby coś właśnie porobić takiego, co na koniec dnia nie sprawia, że człowiek jest kurczę zmęczony i ma poczucie tego, że właściwie nie wie co robił, tylko się kurczę integrować i dbać o takie serdeczne, koleżeńskie relacje i mi imponują...
To, czym się mogą inni pochwalić z telefonu, oni mają w głowie.
Byłem kiedyś w kinie pod Baranami w Krakowie i dwie starsze panie za mną rozmawiały o tym, jak kupowały sobie czapkę na jakimś bazarku.
piękną polszczyzną i słuchać taką serdeczność i fascynację czapkami od tych pań, że jestem totalnie zauroczony i kurczę, czuję, że żyję i że ludzie są jacyś na świecie i że to jest wszystko fajne, nie?
Poczekaj, bo ile ty masz lat?
Ale powiedzmy, że jak już miałeś, nie wiem, lat dziesięć...
Dziesięć czy nawet to już był, wiesz, dwadzieścia lat temu to już był... Ja pamiętam taki przełom, gdzie ja pochodzę spod krakowskiej skały, trzy tysiące mieszkańców, więc urodziłem się jeszcze w erze tak naprawdę bez internetu i w takim właśnie przejściowym momencie, gdzie kumple zapytali mnie, ej, dużo masz MP3-ek na kompie?
To, co mnie zaczyna coraz bardziej urzekać w tym, co ty mówisz, to ty jakby podnosisz temat doniosłości kontaktu międzyludzkiego.
Tak, uważam, że to jest podstawą po prostu higienicznego życia i też takiego jakiegoś po prostu komfortu, że są ludzie, bo dzięki takim drobnym relacjom też jesteśmy w stanie się wyczulić i zadbać o te, powiedzmy, bliższe.
Bo w życiu bardzo ważne, o ile nie fundamentalne, jest poczucie tego, że się ma bliskie osoby, że ma się na kogo liczyć
I nie mówię tutaj, kurczę, mówię o naprawdę takiej głębokiej, głębokim, szczerym przekonaniu, że mam te trzy, pięć, może dziesięć osób na świecie, na które naprawdę mogę liczyć i które nie są... To są różne, że tak powiem, przyjaźnie, bo jest taki genia, który mieszka już nie we Wrocławiu, tylko gdzieś...
Mam z nim kontakt sporadyczny, a jest Krzywy, który mieszka ode mnie myślę 200 metrów i mam z nim kontakt częsty.
Z Krzywym mam codzienny kontakt taki, że mamy tak naprawdę otwarte domy, nasze rodziny się znają i to jest taka znajomość bardzo naturalna od dziecka, która... A wy jesteście ziomkami po prostu, czy też, nie wiem, gracie razem, robicie... Jesteśmy ziomkami.
Po prostu mieszkamy w skale obaj.
Jest po prostu moim serdecznym kolegą i tak jest to dla mnie ważne, bo ludzie w sumie w życiu się zmieniają, ale ciężko mi zbudować jakąś taką silną relację od tak.
W sensie mam wielu kolegów, ale to jest wszystko takie też miłe, ale to jest troszeczkę, bym powiedział, brzydko wyhodowane.
Czy to jest tak, że to po to, żeby to sprzyjało jakimś takim relacjom bliższym?
Mogło się to zacząć od... Jednym z nich był seans wesela dwójki Wojciecha Smarzowskiego, gdzie tam był wątek z tego, co pamiętam, jakiś ciał, wiecie, z dawnych lat, że tak powiem.
Nie ma sensu teraz tłumaczyć, kto po kim się urodził i dlaczego.
I po prostu tak trafiło we mnie...
Takie poczucie, że historia to już nie jest tylko baśń z podręczników i opowieść, której nigdy na sobie nie poczułem, tylko realnie poczułem, że tak naprawdę historia taka nasza, nazwijmy to najnowsza, generalnie druga wojna światowa,
No i były takie dni, 10, 11 listopad 1942 roku, gdzie tam około 400 Żydów po prostu rozstrzelano.
I poczułem znowuż, że tak naprawdę żyję w miejscu,
Tutaj prawdopodobnie, kurde, leżały te ciała, nie?
I to były momenty, w którym ja się na maksa poczułem człowiekiem ze skały, zbudowanym, że przestałem tak jakby z tym walczyć.
Tożsamości nabrałeś takiej z powrotem, tak?
Tak, to jest to słowo, którego powinienem od początku użyć.
Ja zrozumiałem, to znaczy też się tak pogodziłem w sumie z tym, że to jest u mnie naturalne, że wiecie, mieszkam w domu rodzinnym, dbam o te relacje i Krzywe właśnie ma podobnie i ta nasza bańka powiedzmy skalska, to są ludzie, dla których to jest zupełnie naturalne i nie mam zamiaru ani się z tego wstydzić, ani jakoś tego dewaluować, że to jest jakiś przypał, nie?
Wyciągając siebie z jakiegoś dziwnego miejsca w życiu, odpuszczając właśnie używki, relacje moje rodzinne też uległy tak naprawdę naprawie i ja sam przestałem przeszkadzać mojej rodzinie, a teraz już ją też jakoś powiedzmy...
Ale powiedz mi, czy to się zgrało jakoś w czasie?
Ten powrót twój do skały i jakby wejście na taką zdrową trakcję życia?
Myślę, że tak, chociaż powiedzmy w mojej historii...
Nie ma raczej takich punktów zwrotnych, tylko to są etapy płynne, które jakoś tak się po prostu rozlewają i wiecie, dzień po dniu.
I widzi, że ma włosy po kostki.
I ktoś, kto trafi na mnie i zobaczy, że gram tu, tam, z tym i tamtym, to powie wow.
Jak widziałem pierwszy raz w życiu Krzyśka Zalewskiego, to byłem posrany.
Czemu byłś posrany na widok Krzyśka Zalewskiego?
Powiem ci, no tak jak go widzę, to różne mam uczucia.
Czyli mam taką zazdrość na przykład, ale żebym był posrany, to nie wiem.
Pozdrawiam ci, Krzysiek, bardzo serdecznie.
Byłem wtedy po prostu zlękniony i jeszcze nieoswojony tak z tym, że...
Działamy powiedzmy w jednym środowisku i ja się nie wziąłem w tym środowisku gdzieś z dnia na dzień, nie wyskoczyłem z kapusty.
A, że to taki on duży pies, a ty początkujący i o to chodziło, taki mores do starszego kolegi po prostu.
rosły z dnia na dzień, sprawiły, że teraz, czy grając z Arturem Rojkiem, z Dawidem, czy z BDS-em, jakoś tak nie czuję właśnie rozedrgania, tylko takie poczucie, że tak miało być i czerpię z tych chwili, z tego życia tak bardzo świadomie i jakościowo po prostu jakieś pozytywne
W ogóle nie wiem, na jakie pytanie jest to odpowiedź.
Ja empatyzuję z tym, bo też tak miałem, że ludzie, do których ja czułem jakiś mores, albo którzy nawet byli jakimiś, nie wiem, autorytetami i tak dalej, bo nagle stali się po prostu...
koleżankami i kolegami po fachu, którym się po prostu mówi cześć, jak gdzieś ich się widzi.
Poczekajcie, bo to jakby z jednej strony to może wynikać z tego, że powiedzmy jakby tam się zaczynasz stykać gdzieś w tym samym punkcie na tej drodze z nimi, ale z drugiej strony też może wynikać z takiej po prostu zgody na siebie, zgody na to, że jestem chłopak ze skały, nie?
W sumie, wiesz, tych naszych gości można podzielić na dwie grupy, albo to są tacy goście ekspertcy, albo są, czyli na przykład, którzy są, nie wiem, prawnikami, tudzież lekarzami i tak dalej, albo są goście tacy, którzy mają do opowiedzenia swoją jakąś własną historię.
Słuchają tego podcastu też ludzie, którzy są na przykład, jeszcze nie zrobili tego kroku.
Bo i ja wiem o tym, wiem też po sobie, że fakt, że nie zrobiłeś, nie zrobiłaś jeszcze tego kroku, czas łączy się z zadawaniem sobie w głowie takiego pytania, bo może to jeszcze nie jest ten czas.
Dlatego ja chcę cię docisnąć i zapytać o ten moment taki, abyś chociaż trochę go opisał, ten moment, w którym pojawiło się to takie...
Wspominałem już o pobudce, plecaku piw i pójściu do lasu.
To znaczy uwielbiałem i też to był sposób na radzenie sobie z jednej strony z tym, żeby...
podejmować próby wokalne, bo nie szło mi zakładanie zespołu i stwierdziłem, że trzeba samemu podjąć jakieś działania.
I w momencie, kiedy przestałem kontrolować swoje potrzeby fizjologiczne i za pierwszym razem miałem bekę, wow, sram w lesie, połączyłem się z naturą, nie?
Co ja wtedy do siebie gadam, jak ja wyglądam, co chcę sobie powiedzieć, jak będę to oglądał.
Powiem wam, że niektórych filmików
nie obejrzałem, nie potrafiłem.
Kolejny krok, na przykład wchodząc do Żabki po kolejne 10 browarów, czy do Monopola, miałem takie coś, że okej,
Muszę podjąć jakieś działanie i sam dla siebie zacząć doceniać trzeźwość albo nie wiem jak to nazwać.
Po prostu podjąć jakąś walkę i pogratulować sobie samemu, bo świat absolutnie w pierwszych momentach rzucania... Nie powiem...
łatwiej wyjść z tych wszystkich rzeczy, bo jestem w zajebiście uprzywilejowanej sytuacji, gdzie mam scenę i mam uwagę ludzi i bardzo dużo pozytywnej energii tak naprawdę i jakichś takich rzeczy, z których...
mi pomagają, bo jakieś takie wyobcowanie, samotność i alienacja, którą miałem pijąc alkohol i biorąc dragi, no to była rzecz na maksa dobijająca mnie, że właśnie miałem, wiecie, iluś tam znajomych na Facebooku, a w momencie, kiedy chciałem się do kogoś odezwać, no...
patrzyłem na tych znajomych i miałem takie poczucie, że w ogóle bez sensu do kogokolwiek pisać, bo to nie są moi właśnie... To nie są moi znajomi.
Tak podejmując jakieś kroki...
właśnie czułem, że jestem na maksa uprzywilejowanej sytuacji, że już ktoś, że nawet duża grupa osób po prostu kieruje swoją uwagę na mnie, co już sprawia, że wiecie, czuję się istotny na świecie.
Właśnie nie był Winiego w aucie, tylko Wini powiedział, że korzystając tutaj z uprzejmości gospodarza ten... I tam padła... Artur powiedział, że nie pił przez 3 lata i 17 dni.
I zbudowałem sobie taki sens, że w wywiadach zajebiście będzie brzmiało, jak powiem, że nie piłem przez 3 lata i 333 dni.
I sobie pomyślałem, dobra, to już dam radę.
I po prostu skakałem sobie tymi trójkami.
I poczułem na maksa, że to jest mój sposób.
I miałem takie coś w głowie, że okej, wypiję lampkę wina i albo polecę piecem, albo zobaczymy, co się wydarzy i tak dalej.
Tak, już ponad pięć lat nie piję.
Bo właśnie na końcówce stwierdziłem, że nie będę kurczę niewolnikiem własnych postanowień i kończę przerwę oczywiście bez lampki i nie piję dalej, nie?
Odegrał wasz kolega, doktor Andrzej Silczuk, który jest właściwie pierwszą osobą, która mnie zrozumiała, bo ja będąc w takim trybie u terapeutów czy psychiatrów mówiący, że jestem w trakcie przerwy, świetnie mi idzie, bo to już tam dwa lata minęły, to jednak nie spotykałem się ze zrozumieniem i Andrzej wytłumaczył mi, że no stary, jak przychodzisz do właśnie lekarza
wydziarany gość, który mówi, że nie, nie, nie, on nie zerwał z nałogiem, tylko ma przerwę i tak dalej, no to raczej nie oceniają cię na człowieka, w którym jest poukładany.
I zacząłem, że tak powiem, współpracować z Andrzejem i on był właśnie osobą, która mnie zrozumiała i wykonał taki gest i powiedział, okej, to ty nie jesteś człowiekiem, który musi każdy z kroków tam odwalić.
Tylko skontaktujecie się z osobą, z którą znajdziecie własny sposób właśnie na poradzenie sobie z tymi rzeczami.
Miałem taką rozkminkę, że kurczę, chodząc na terapię raz w tygodniu, płacąc te 250 zł, że trochę to jest ponad moje możliwości.
I sobie wymyśliłem po prostu, że nie płacę za jedną godzinę w tygodniu, tylko że płacę załóżmy w środę te 250 i ono obowiązuje przez cały tydzień, że ta terapia trwa cały czas po prostu i to 250 złotych rozłożone na tydzień ciągłej rozkminy i właściwie działania mającego na celu właśnie kurczę, budowanie
I na takich jakichś małych powiedzmy rzeczach i wymyślaniu sobie świata, ale w taki sposób nie
Wydaje mi się, że udało mi się wypracować jakieś takie mechanizmy, które pozwoliły mi właśnie na dojechanie tutaj do studia.
To długo tu jechałeś, powiem ci.
Tak, długo jechałeś, ale kurde, wcześniej zacząłeś, bo ty miałeś 24 lata, jak ten plecak porzuciłeś.
To jest dosyć niespotykana historia.
Coraz bardziej spotykana, widzisz.
Może to my myślimy taką miarą też, bo to jak my poszliśmy trzeźwieć, to to też było te 11-12 lat temu i wtedy to jeszcze było tak, że my mieliśmy wtedy tyle lat, ile ty masz teraz, szliśmy i wtedy myśmy rzeczywiście zaniżali tę średnią.
Słuchaj, mnie strasznie poruszyło to, co powiedziałeś o tym nagrywaniu się.
To jest coś, czego ja jeszcze, powiem ci, nie słyszałem.
Jest to bardzo w ogóle poruszająca historia, ale bo jak myślisz teraz z perspektywy czasu, czy ty, bo ja tak trochę zrozumiałem to, co ty mówisz, że ty robiłeś to...
I jakby może jakoś podświadomie, żeby właśnie siebie samego, nie wiem, ostrzec, przerazić i tak dalej?
I nieakceptowanie siebie i takie znienawidzenie wręcz swojej opuchlizny, swojej sytuacji życiowej, tego, że się jest ciężarem dla rodziny i jest się nieatrakcyjnym tak naprawdę dla społeczeństwa.
I czuję wdzięczność, że ta nadzieja i to poczucie, że jednak mam coś ciekawego do zaproponowania, było na tyle silne i gdzieś tam motywujące, że się nie poddałem.
Myślę, że jakoś już po nagrywaniu Ataku
I wiecie, to też jest tak, że opowiadam o czymś,
Raz był naszym gościem i to jeszcze jak byliśmy w Storytelu, ale Boryz zapraszamy ponownie tak w ogóle.
Dla mnie w ogóle też kultura, sztuka i podcasty, wszystko...
ma swój potencjał terapeutyczny i taki, żeby wyciągać wnioski właściwie, uwielbiam wyciągać wnioski właściwie cały czas.
I z tego, co pamiętam, ty podobnie powiedziałeś.
Ale ćpania czego, przypomnij mi?
Ćpania po prostu narkotyków, czy ćpania dragów?
To ja po prostu byłem od razu tak, od wszystkiego cold turkey poszedłem, no.
Ale po dwóch tygodniach ja wiedziałem, że nie dam rady bez bani.
I po roku ćpania narkotyków już doszedłem do takiej ściany i wyniszczenia organizmu, że stwierdziłem, okej, bardzo źle wykorzystałem swój czas na ziemi.
Czyli ty musiałeś bardzo jeszcze zrobić sobie taki długi, czy tak powiem, pas rozbiegowy, żeby zrozumieć, że to w ogóle nie chodzi o samopicie.
takie ubezwłasnowolnienie od substancji, od łatwości po prostu tego, żeby ten mózg rozpieszczać.
Ale już na którymś etapie zrozumiałem, że mi chodzi po prostu o doświadczanie i też pozbywanie się nudy, ale zrozumiałem, że takim czymś jest po prostu robienie nowych rzeczy.
I dla mnie tym samym, co zarzucenie sobie jakiegoś draga i widzenie innego świata niż jest, to podróże.
Zdaj sobie sprawę z tego, że nic nie będziesz jadł, a będziesz widział inny świat, którego nie widziałeś do tej pory.
Teraz jestem chyba na etapie, gdzie nie poszukuję gorączkowo nowych...
Pewnie tam jest trochę takich kontrowersyjnych tez, ale ona opisuje po prostu czym jest życie w trasie.
Jak jedziemy w trasę, często bywa tak, że zespół wyjeżdża z Warszawy, a ja ze Skały, więc muszę dojechać do tej Warszawy, albo jeśli logika nie pozwala przyznać, że lepiej jechać samemu, bo jest bliżej, no, to jadę sam.
I po prostu, wiecie, wymiana oleju czy koła, czy różne jakieś przygody właśnie kierowcy.
Zagrać koncert, podźwigać trochę sprzętu.
W sensie to jest apogeum mojej zabawy po prostu i radości z tego, co robię, co się dzieje.
To jest takie dziwne, bo te moje piosenki nie są, powiedzmy, czysto rozrywkowe.
traktują właśnie o jakichś powiedzmy poważnych tematach i o różnych stanach raczej złych.
No i ta energia, która się wytwarza, sprawia, że ja już nie mam potrzeby jej podbijania czy zbijania.
Jestem pogodzony z tym, że te emocje są teraz takie, jakie są.
Za chwilę powinny opaść, bo w sumie trafię do pokoju i chyba trzeba iść spać, a nie wymyślać tutaj koła na nowo.
Pograć w chuja z kolegami ewentualnie.
Można też film odpalić, to jest wszystko dla ludzi, ale właśnie pogodzenie się z jakąś normalnością, próba sprostania właśnie tej normalności i sprostania temu, że mózg powinien dostawać przyjemność, ale powinien też...
Przeczytałem takie zdanie gdzieś, kurde, nie chyba je przeskrolowałem, ale bardzo mi się spodobało, że kurcze, to był chyba jakiś tam artykuł z New Yorkera, nieważne, ale równie dobrze to mogło być też w sumie rolka na Instagramie detektywa Rutkowskiego, cokolwiek.
To jest bardzo mało takich momentów, które rzeczywiście zahaczają o jakieś olśnienia, wiesz, po prostu epifanie właśnie.
Jak, nie wiem, pierwszy raz w życiu stanąłem w Central Parku po prostu i zrozumiałem, że po prostu ja jestem w tych wszystkich filmach, które oglądałem, tylko w trójwymiarze i takie... Nie, kurze, takich momentów jest bardzo niewiele.
Jeśli nie umiesz znaleźć radości w tym, że wracasz po robocie do chaty...
i jesz, wiesz, po prostu kolację z tą ukochaną osobą, a potem, nie wiem, potem grasz na konsoli, czytasz książkę i myjesz dupę i idziesz spać, się znajdziesz w tym radości, to nie będziesz nigdy szczęśliwym człowiekiem, nie?
Ja też ostatnio sobie jakoś o tym myślałem, bo podobało mi się to, co powiedziałeś o tym tam dążeniu do byciu CEO OpenAI i tak dalej, że tak naprawdę, to też zgodnie z tym, co Kuba przed chwilą powiedziałeś, zacząłem się zastanawiać też w kontekście chyba tej masy podróży, której ja też odbyłem i tego poszukiwania dopaminy, że przecież do kurwy nędzy, ogólnie rzecz biorąc, to niewiele jest rzeczy fajniejszych niż spacer, jazda na rowerze,
posiedzenie z rodziną i wiecie, może jeszcze ze dwie rzeczy można wyliczyć i starczy, nie?
Tak, ale oglądałem kiedyś takiego pana, który jeździ po świecie i odwiedza różne tam gangsterskie dzielnice i tak dalej.
Ale Polak?
nie chcę tutaj romantyzować i tak dalej, ale ci ludzie po prostu chcieli jakąś tam przyszłość zapewnić dla, perspektywy dla młodych ludzi i tam padło zdanie, że robimy z normalnych rzeczy rzeczy fajne, w sensie, że nie musisz być właśnie influencerem, a nie jakimś takim, kurde, mega dojebanym kotem i pokazywać, to możesz być fajnym, normalnym człowiekiem, specjalistą w dziedzinie, nie wiem, pieczenia chleba albo mechanikiem.
ale gdzieś tam połowy z tego nie rozumiesz, co oni mówią, bo oni używają na przykład jakiegoś specjalistycznego w ogóle języka dotyczącego tej właśnie jakby dziedziny, ale nie wiem, robią tego na tyle, to jest ciekawe i to nawet to moje niezrozumienie jest na, wiesz, jakby...
mi się podoba moje to własne niezrozumienie, że to mnie przyciąga nawet do tego, do właśnie do tej osoby, do tego, co ona mówi.
Jak ktoś mówi z pasją w ciekawy sposób, to tak, a jeśli już wchodzi w takie bardzo specjalistyczne odmęty danej dziedziny, to mówię, opuszczam konwersację.
Tak, wyjść na poziom, w którym zacznę znowu coś rozumieć.
Moje auto Suzuki Ignis z 2004 roku ma idealny rozstaw kół, pozwalający na wbicie się na tory kolejowe, które właśnie tam biegną przez ulicę Grzegorzecką.
I to jest fragment ulicy z różnych po prostu lat, asfalt tam ulepiony, a wjeżdżając na te tory, to się po nich po prostu lewituje po tej ulicy, płynie.
wzmaga taką radość i bekę z tej sytuacji, że po prostu każda piosenka brzmi tam lepiej.
Momenty po prostu totalnie magiczne i...
I sama możliwość też zabrania kogoś na te tory jest dla mnie czymś po prostu odjechanym.
A to można po prostu wtedy jeździć po tych torach?
Tak, bo to jest fragment ulicy, gdzie właśnie tory... Że musisz poruszać się razem z tramwajem.
bo w takiej, powiedzmy, kontrastowej sytuacji kiedyś stanąłem przed faktem kupienia telefonu, bo on mi się zepsuł.
Polecam iPhone'a SE, bo jest mały.
I w galerii handlowej na stoisku właśnie z iPhone'ami okazało się, że najmniejszym telefonem, jaki mogę kupić jest iPhone SE, a po drugiej stronie tego stanowiska była para młodych ludzi,
Ja sobie pomyślałem, ja pierdolę.
Mega szkoda w ogóle, że świat jest w takim miejscu i przykro mi, tak po prostu mi przykro.
im pomóc i w ogóle chciałbym zmienić coś na świecie, żeby ludzie właśnie zwracali uwagę raczej na swoją wartość taką wewnętrzną niż i takie może bardziej nawet dawanie przykładu niż szpan i takie bezrefleksyjne też podążanie za czyimiś marzeniami i takiej narracji, że muszę być jakiś
Wydaje mi się, że to jest oczywiście łatwiejsze, żeby być bardziej atrakcyjnym, podążać właśnie za jakimiś, powiedzmy, trendami, czy posługiwać się jakimś językiem, który jest zrozumiały dla większej ilości osób.
No to ja z poczuciem tego, że się ze sobą nie nudzę i tą wartość... Na przykład chodzę w butach, dopóki się nie rozkleją.
Ale mega lubię świadomość tego, że akurat buty mogą się rozwalić i potem mi służą, żeby w nich chodzić i się zajebiście w nich czuję.
I że jakaś taka moja podróż do wnętrza jednak siebie...
jest moją potrzebą, a nie kupno czegoś.
Ale doskonale rozumiem, o czym mówisz, tylko kurde, to też chyba jest trochę tak, że poza wszystkim, no kurde, wszyscy gdzieś tam, ja też nie jestem od tego obcy, prawie każdy z nas gdzieś tam określa tę swoją wartość, przekierowuje to jakoś na zewnątrz.
Czy to jest pozycja, czy to są przedmioty, czy to jest władza, wiesz, każdy to przekierowuje na zewnątrz.
I to, że ktoś po prostu myśli sobie, jak będę miał tam iPhona czy coś tam, czy jakieś ubranie, to to jest na takim najpłytszym poziomie.
Niektórych tak uformatowali po prostu rodzice, a...
Też prawda jest taka, że w momencie pierwszego dnia, jak idziesz do szkoły podstawowej, no to już wtedy dostajesz po prostu prosty komunikat.
Potem 18.
ale nie miałem zdrowia albo symulowałem to, że go nie mam, bo wiedziałem, że nie będę we WC Barcelonie, a później naturalnie rzecz ujmując tłumiłem potrzebę bycia fajnym właśnie używkami, a później po prostu właśnie zbudowałem tą swoją tożsamość i świadomość tego, że bycie fajnym odbywa się wewnątrz, na takim najgłębszym poziomie, bo
Spotykam się do teraz, wiecie, jestem w takich sytuacjach, gdzie czy to ze znajomymi, czy z obcymi ludźmi, no są te używki, siedzimy i ktoś się otwiera przede mną, właśnie przytłumiony, czy też właśnie otwarty przez te używki.
Ale jeśli to jest coś, co odblokowuje jakieś emocje, to rzadko mam okazję przebywać w jednym pomieszczeniu z kimś, kto mówi, boże, jak jest super i w ogóle jestem taki szczęśliwy, bo robię w życiu to, to i tamto.
Tylko raczej rozmowa idzie w stronę jakichś deficytów i po prostu smutku nad tym, że się nie jest kimś, kim by się chciało być.
Moim iPhone'em 16 było to, że ja zawsze chciałem pisać po prostu książkę, która się dobrze sprzeda i żeby jeszcze ją w ogóle zekranizowali.
Bo niczego to nie załatwiło, poza jakimiś tam sytuacjami już czysto materialnymi, to niczego w ogóle to kompletnie nie załatwiło.
tak jak oczekiwałem, że się tym najem na poziomie jakimś tam mentalnym, duchowym i tak dalej, było tym bardziej bolesne i frustrujące.
Wtedy jakby to był taki bardzo ważny początek jakiejś tam też drogi, jakiegoś przewartościowania.
Powiedz mi taką rzecz, bo chciałem wrócić na chwilę do twojej muzyki, bo powiedziałeś, że twoje numery są gdzieś tam nie do końca takie zabawowe, nie do końca jakby, wiesz, kurczę, takie radosne, że są o trudnych sprawach, no ale nie da się ukryć, że numery z tej płyty, to jeśli chodzi o takie nasycenie mentalnym oświetleniem, są zupełnie jednak gdzie indziej niż te numery z wcześniejszych płyt.
To tam, wiesz, co chwila ktoś dostaje w łeb, albo jest jakieś zagrożenie, sytuacja, jakiś wpierdol, awantura, to w ogóle jest taka atmosfera awantury w ogóle ciąży nad tą muzyką, co też nie jest bardzo takie fajne i pociągające, ale pytanie moje jest takie, kurczę, gdzie się gra teraz te stare numery?
Super to źle powiedziane.
Że z jednej strony wciąż jestem tamtym kolesiem, który odpoczął sobie od tych wydarzeń i tych stanów.
Takie mam poczucie.
A ja odbieram też te rzeczy po swojemu, w sensie jako taka codzienność.
I na maksa potrafię się wzruszyć na to, co między nami.
To świetna rozrywka potrafimy.
Że ludzie, jest 100 osób, różne kategorie, podłoga wybiera jedną osobę, która wybiera później kategorię, typu sprzątanie domu.
Co się pokaże.
No i... I to jakby grając te piosenki też mam takie po prostu wzruszenie tego, jaką drogę przebyłem.
I mimo całej tej w sumie narracji poczucia tego, że jestem zwycięzcą i dzisiaj tutaj siedzę w pełni siły i szczęścia, to kurczę, nadal odczuwam smutek, nadal odczuwam ten cały syf, tylko na jakimś już innym poziomie.
To nie jest tak, że mam w pokoju łapacz snów i wiecie, wszystko jest super.
Tylko to moje życie jest chyba po prostu bardziej świadome i właśnie takie higieniczne, że to, co ma mnie załamać, to mnie załamie, ale to, co ma mnie budować, to mnie buduje.
Mi się wydaje, że to będzie, że pomimo tego bycia zwycięzcą, to jednak odczuwasz smutek, a moim zdaniem to właśnie to odczuwanie smutku jest elementem tego zwycięstwa, nie?
Tak mi się wydaje po prostu, że to tak się wszystko nakłada na siebie, nie?
Bo ja mam takie poczucie, jak ciebie słucham, że twoje życie stało się jakby dzianiem się po prostu trochę, nie?
w sensie opowiadasz o tych trasach.
Po prostu strasznie fajnie opowiadasz o tym, jakby jesteś artystą i pracownikiem fizycznym trochę.
Kumpel mi opowiedział kawał, który nie jest śmieszny, ale go opowiem.
Mój tato jest kierowcą Tira i to jest kawał, który opowiedziałem mojemu tacie.
I też czytałem ostatnio trochę o potrzebie człowieka, o potrzebie wspólnotowości.
Dlaczego łatwo wpaść, jak się jest, powiedzmy, niezadowolonym z życia w jakieś takie radykalne ugrupowania.
Bo jest to najkrótsza i taka najbardziej stymulująca droga do tego, żeby poczuć tą wspólnotę, że się nie jest samemu na świecie.
Ja właśnie w ten sposób traktuję sztukę, kulturę i przede wszystkim koncerty, więc jest to, powiedzmy, jakoś tak metafizycznie wzniosłe i tak dalej, ale z drugiej strony wiem, że to jest właśnie po prostu robota też do wykonania, taka fizyczna i chcę być jak najlepiej przygotowany, do tego bardzo lubię mieć porządek w sprzęcie i taką pewność, że wszystkie kabelki działają i tak dalej.
po to, żeby właśnie dać sobie przestrzeń na przeżywanie tych koncertów na jakimś takim głębokim poziomie.
Ja czasami na przykład o tym, myślę o tym, kiedy na przykład jestem na koncercie, zwłaszcza jakiegoś takiego w ogóle, nie wiem, zespołu, co gra powiedzmy trochę jakąś cięższą muzę, nie?
Niemniej jednak na jakimś takim podświadomym poziomie, no grasz, pilnujesz się, zgrywasz.
koordynujesz po prostu swoje działanie w ogóle z innymi czynnikami, z innymi osobami.
I to zgrywanie się, synchronizowanie jest czymś intensywnym, czymś, co właśnie potrafi mega zmęczyć, ale też dać właśnie dużo takiej jakiejś fajnej energii, takiego właśnie tego poczucia wspólnotowości po prostu w takim
Właśnie poczucie poczucie jakiejś takiej
większej sprawy w tym wszystkim, czy to w książkach, czy w filmach, uwielbiam czuć, że ktoś myśli podobnie do mnie, że ktoś urzeka mnie swoją, wiecie, ktoś nazywa moje myśli jakimś jednym trafnym zdaniem.
chyba jest taką najczystszą formą, kurczę, religii, pozbawioną jakiejś tam, powiedzmy, manipulacji.
Oczywiście troszeczkę generalizuję, bo jest mnóstwo sztuki, która jednak jest podszyta jakąś propagandą, czy jakimś takim przekazem.
Komercyjnie czy politycznie.
Może jakaś droga do zrozumienia trochę, albo do poukładania siebie na tym świecie właśnie wjedzie przez kulturę.
Bardzo zachęcam, bo my sobie tak tu gadamy, ludzie tego słuchają, ale bardzo duża część społeczeństwa w sumie nie słucha, nie czyta, nie ogląda i życzę sobie, żeby przypadek nawet sprawił po prostu
Bo wydaje mi się, że wrażliwość i taka sztuka trenowania, nie wiem, uważności, empatii i takich jakichś rzeczy, które właśnie sprawiają, że się czujemy ludźmi, też jesteśmy w stanie innych ludzi jakoś tam zrozumieć i wiecie, poczuć.
że to jest zajebiście ważne no i że to jest najpiękniejszy i chyba najbardziej najbardziej skuteczny sposób walki, moim zdaniem oczywiście, z uzależnieniami i wpadnięciem właśnie w taką pułapkę samotności, kurczę, bo ja biorąc dragi, pijąc alkohol, na maksa
Potrzebowałem kontaktu z drugim człowiekiem i myślałem w takim etapie powiedzmy imprezowym, że właśnie ten alkohol czy dragi mnie otwierają i sprawiają, że będzie łatwiej nawiązać jakiś kontakt, ale to jest moim zdaniem bzdura, to jest błędne myślenie.
bo najpiękniejsze jakieś chwile to właśnie pokonywanie własnych barier, wstydu i jakichś takich przełamań właśnie na trzeźwo.
I co mogę jeszcze powiedzieć, że jak się spotykałem z ludźmi, z kolegami, czy z dziewczynami, to czymś zajebistym dla mnie było, że pierwsze spotkania, jakieś randkowe, ja nie piłem, ktoś tam pił,
Ale w pewnym momencie ten alkohol znikał bez jakiejś, bez moich próśb, wiecie, po prostu znikał, bo się okazywało, że jest zbędny i dużo więcej, dużo intensywniej można właśnie przeżywać relacje, budować je właśnie tak, bez żadnego zakłócania sobie odbioru rzeczywistości.
Ja też tak tylko szybko się jednym zdaniem odniosę, że ja też myśląc o sobie jako o jakimś tam twórcy kultury czy tam artyście, to też mam takie wrażenie, że te rzeczy, które ja zrobiłem najcenniejsze, które były najfajniejsze, to były te rzeczy, w których ludzie znaleźli się jakby i potem no informowali mnie o tym pisząc, rozmawiając i tak dalej.
My byśmy gadali jeszcze bardzo, bardzo długo, ale właśnie ja patrzę na sikorze bracie, że jest 17.41 i poprosiłeś, żeby się poinformować, że ta godzina jest, słuchaj, powiedz szybko na koniec, a właśnie a propos...
Od 4 do 12 dzień w dzień po prostu łoimy z przerwą na 13 grudnia.
A w Warszawie gdzie, powiedz?
Znaczy nie szykuję nic specjalnego, tylko w momencie, kiedy, kurde, świat jest, jaki jest, to ludzie mi mówią po koncertach moich, że jest, jak jest, czyli jest okej po tych koncertach.
Mi jest przemiło w ogóle, bo te, wiecie, wspominałem o Silczuku i tak dalej i też wasze rozmowy są takim punktem dla mnie i myślę dla wielu osób nawet nie tyle zwrotnym, co może zaczepnym, nie?
Że ktoś usłyszy jakieś jedno zdanie, kurczę, i pomyśli sobie, okej.
Wiecie, stymulują te podcasty do działania albo do autorefleksji.
Jego nowa płyta tematy i wariacje jest do kupienia i do posłuchania.
Czekaj, teraz właśnie, kurde, jak postawiłeś... O, udało się, żeby się nie wywalił.
To był podcast Coć Pać Po Odwyku.
Tradycyjnie, jeśli chcecie nas wesprzeć, najlepszą drogą ku temu jest wejście na poodwyku.pl i kupienie naszej książki.
Jeśli już to zrobiliście i dalej chcecie nas wspierać, możecie wejść na poodwyku.pl, kupić jeszcze jedną tam w prezencie dla kogoś.
Ostatnie odcinki
-
Dlaczego WYBUCHASZ o bzdury? Czego BOJĄ SIĘ męż...
25.01.2026 16:45
-
Co mówi alkoholik MILIONER? Najlepsza WYMÓWKA, ...
19.01.2026 16:45
-
Czy warto BAĆ się ŚMIERCI? Zrobiłem sobie ZBROJ...
08.01.2026 16:45
-
Czy JANUSZ PALIKOT wróci za KRATKI? Alkohol jes...
21.12.2025 16:40
-
Fakty i Mity o ALKOHOLU, NAJGORSZE jedzenie, PA...
07.12.2025 16:35
-
Dlaczego ludzie PIJĄ do ZGONU? Jak FIRMY ALKOHO...
30.11.2025 16:30
-
Dorastanie, Które CIĘŻKO UDŹWIGNĄĆ – „Dorastani...
23.11.2025 16:45
-
Śląska historia, która ROZRYWA na STRZĘPY – „Ka...
16.11.2025 16:45
-
To już był PŁACZ, DÓŁ i MROK, Jak znaleźć WARTO...
02.11.2025 16:30
-
„Co ćpać podwyku” – szczera rozmowa z Żulczykie...
19.10.2025 15:45