Mentionsy

Co to będzie
08.12.2025 17:00

Wolna wigilia | Co mi to da

Ile będzie nas kosztować wigilia ustawowo wolna od pracy? Czy warto wierzyć w nagłówki o tym, jak dużym obciążeniem dla gospodarki są święta państwowe? I dlaczego wciąż mówimy o Polsce jako o kraju na dorobku, którego nie stać na takie fanaberie? W trzecim
odcinku “Co mi to da” Miłosz Wiatrowski-Bujacz przygląda się alarmistycznej narracji wokół wolnej wigilii.

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 145 wyników dla "Ministerstwo Kultury, Mediów i Sportu Brytyjskiego"

Cześć, witajcie, uszanowanie.

Ja nazywam się Milosz Wetrowski-Bujacz, a to jest Co Mi To Da, mój solowy spin-off podcastu Co To Będzie, który tworzę razem z Martą Nowak. 🎵🎵🎵

Mamy grudzień.

Wszyscy już odpalili kalendarze adwentowe, zainstalowali drzwi dla elfów.

Ciasto na pierniki już od tygodni leżakuje.

Jednym słowem coraz bliżej święta.

Więc w dzisiejszym odcinku co mi to da?

Zarówno atmosfera, jak i temat również świąteczny.

Dziś zapraszam Was na opowieść wigilijną.

A konkretniej na opowieść o tym, co nam da obowiązujący od tego roku dzień wolny w Wigilię, a może tak naprawdę co nam zabierze i przede wszystkim ile to będzie kosztować i czy nas na to stać.

W tym roku po raz pierwszy, 24 grudnia, jest Dniem Ustawowo Wolnym od pracy.

Jest to efekt ustawy, która przeszła przez Sejm i Senat pod koniec 2024 roku.

I być może już tego nie pamiętacie, ale nie obyło się bez kontrowersji.

Pełno było nagłówków o tym, ile to będzie strat dla naszej gospodarki, ile miliardów złotych będzie nas to kosztować.

Jak bardzo my, kraj na dorobku, nie możemy sobie na to pozwolić.

Szczególny opór stawiał minister finansów Andrzej Domański.

Według szacunków ministerstwa wolna wigilia miała oznaczać straty dla gospodarki w wysokości prawie 4 miliardów złotych.

Nawet Forum Obywatelskiego Rozwoju Leszka Balcerowicza mówiło, że to będą dwa miliardy i w momencie, w którym Forum Obywatelskiego Rozwoju Leszka Balcerowicza szacuje utratę dla gospodarki z racji jakichś świąt albo innych socjalistycznych wymysłów na niższą kwotę niż Ministerstwo Finansów, no to naprawdę można się zdziwić.

I dziś chciałbym z Wami porozmawiać o tym, skąd biorą się takie liczby i dlaczego nie warto im ufać.

Portal xyz.com zapytał rok temu resort finansów o to, jak doszedł do takich szacunków.

Odpowiedź Ministerstwa Finansów przetoczę Wam w całości za wspomnianym artykułem.

W przeciętnym roku wypada około 260 dni roboczych.

Jednak po korekcie o urlopy płatne i bezpłatne, a także zwolnienia lekarskie otrzymujemy liczbę około realnych 220 dni roboczych.

Zmniejszenie ich liczby o 1 wiązałoby się ze spadkiem podaży pracy o 1,220.

Lecz w praktyce spadek wydajności byłby mniejszy.

Duża część firm i państwowych instytucji pozwala w Wigilię pracownikom skończyć pracę wcześniej, sporo osób jest na urlopach, sporo osób pracuje zdalnie, a praca bywa w ten dzień bardziej zdezorganizowana.

W dodatku część pracujących w polskiej gospodarce to samozatrudnieni i przedsiębiorcy, którzy w dużej mierze sami ustalają swój czas pracy.

I to już nie od Ministerstwa Finansów, tylko ode mnie o tym, że w Polsce fenomen fikcyjnego samozatrudnienia jest bardzo popularny.

Opowiadałem w poprzednim odcinku, co mi to da.

Jeśli oglądaliście to doskonale, to wiecie.

Jeśli nie, to serdecznie zapraszam.

I wracamy do Ministerstwa Finansów.

Można więc dla uproszczenia przyjąć założenie, że efektywność pracy w Wigilię jest równa połowie efektywności zwykłego dnia roboczego.

Czyli wiecie, mamy po prostu najpierw takie konkretne dane.

220 dni pracujących w Polsce, mniej więcej, bo tak naprawdę jest ich 250 coś, ale urlopy, zwolnienia lekarskie i tak dalej.

PKB wynosi X, dzielimy to PKB przez 220, wybitna matematyka, i stwierdzamy, ale ta Wigilia, to się tak nie liczy całkowicie.

To tak policzmy połowę.

I siup, 4 miliardy złotych strat dla gospodarki.

Nie wiem jak was, ale mnie te liczby nie do końca przekonują.

Natomiast nie tylko w Polsce mamy ten problem.

Dobrym przykładem jest Wielka Brytania.

Wielka Brytania to jest taki kraj naturalnych eksperymentów, jeśli chodzi o dni wolne od pracy, ponieważ to jest takie magiczne królestwo, w którym jest rodzina królewska i ta rodzina królewska, ta osoba, która pełni funkcję króla lub królowej...

W każdej dekadzie albo umiera, albo przez ostatnie dekady częściej ma jubileusz kolejnej dekady rządów, kolejnej dekady panowania.

Taki jubileusz oczywiście trzeba świętować, w związku z czym Wielkiej Brytanii ustanawia się wtedy dzień wolny od pracy z powodu kolejnego jubileuszu, 50 lat.

panowania nam miłującej Królowej Elżbiecy II w 2012 roku.

To był diamentowy jubileusz, 10 lat później bodajże platynowy.

No i wtedy tworzy się takie naturalne eksperyment.

O, a w tym roku mamy dodatkowy dzień wolny od pracy.

I wtedy wszyscy ekonomiści się zbierają i mówią, ile to będzie nas kosztować?

No i w 2012 roku, w roku diamentowego jubileuszu, prezes Banku Anglii, brytyjskiego Banku Centralnego, powiedział, że on oczekuje niższego PKB w drugim kwartale, czyli w tym kwartale, kiedy był ten jubileusz.

Główny ekonomista Narodowego Banku Anglii, czyli Banku Anglii, Banku Centralnego Wielkiej Brytanii, podał, że dzień wolny wynikający rok wcześniej z wesela księżnej Kate i księcia Williama kosztował gospodarkę 0,4% PKB w tamtym kwartale.

Ale gospodarka to następnie nadrobiła.

Czyli bardzo możliwe, że nie miało to żadnego wpływu.

I tutaj też chwila pauzy.

Bo to jest liczba, która się pojawiała po prostu non-stop w czasie, kiedy szukałem różnych opracowań na wpływ dnia wolnego na gospodarkę.

No słuchajcie.

U nas Ministerstwo Finansów dokonało takiej dogłębnej analizy, którą przytoczyłem wcześniej i wyszło, że 220 dni jest pracujących w Polsce.

Ale większość ekonomistów zakłada, że w większości gospodarek dni pracujących w roku jest 250.

1 podzielić przez 250 to jest 0,4%.

Więc za każdym razem jak widzicie właśnie jeden dzień niepracowania będzie nas kosztował 0,4% PKB, to to jest po prostu wzięte PKB i podzielone przez liczbę dni pracujących w roku.

Więc takich doskonałych obliczeń dokonał wtedy główny ekonomista Banku Centralnego Wielkiej Brytanii.

Ekonomiczny think tank Center for Economic and Business Research brytyjski obliczył wtedy, że każdy dzień wolny kosztuje brytyjską gospodarkę 2,3 miliarda funtów i to mniej więcej się pokrywało z tym 0,4 i tutaj skonkludowali, więc pozbycie się wszystkich zwiększyłoby PKB o 19 miliardów funtów i to też jest piękne, bo to zakłada, że każdy dzień wolny byłby przepracowany w dokładnie taki sam sposób, że nie ma, widzimy tutaj po prostu to wyrafinowanie tych obliczeń.

W tym samym czasie, w tym 2012 roku Ministerstwo Kultury, Mediów i Sportu Brytyjskiego szacowało, że najbardziej prawdopodobny scenariusz tego dnia wolnego z okazji diamentowego, platynowego, ja już sam nie pamiętam, wy mi potem podpowiecie w komentarzach, który to był chyba diamentowy jubileuszów w 2012 roku, to utrata 1,2 miliarda funtów PKB.

Ale to jest najbardziej prawdopodobny scenariusz.

rama szacunków, które podało ministerstwo, które zamykają się w marginesie błędu, czyli z ich analizy ekonometrycznej wyszło, że one są wszystkie jakoś tam możliwe, tak?

I nie absolutnie nieprawdopodobne.

Zamyka się między gospodarka zyska ponad miliard funtów do straci 3,6 miliarda funtów.

I to, jak bardzo nic nie wiadomo, widać też po tym, jak te szacunki się zmieniają.

Albo, jak zobaczymy później, nie zmieniają, ale na razie się skupmy na tym, jak się zmieniają.

Już w 2020 roku ten sam think tank, który przywołałem przed chwilą, który szacował, że dodatkowy dzień wolny to jest koszt 2,3 miliarda funtów, 8 lat później uznał, że 1,8 miliarda funtów.

co jest tym bardziej zastanawiające, że mówimy o gospodarce, która była większa, bo nie mówimy tutaj o oparciu o inflację, tylko gospodarka Wielkiej Brytanii, PKB Wielkiej Brytanii między 2020 a 2012 jednak wzrosło, a im wyszło, że jednak strata z takiego dnia dodatkowego jest niższa.

PWC, bardzo znana firma konsultingowa, oszacowała, że koszt jednego dnia wolnego to jest nawet nie miliard funtów, 800 milionów funtów.

Więc tak naprawdę kogo nie spytacie, te szacunkiinne.

Ale poszukajmy jakiejś bardziej szacownej, szanownej Rady Mężców Ekonomicznych.

No trudno o, nie wiem, bardziej szanowaną niż Europejski Bank Centralny.

Europejski Bank Centralny postanowił wziąć pod uwagę trochę więcej czynników, a nie tylko podzielić PKB przez liczbę pracujących dni.

I właśnie wziąć pod uwagę te elementy takie, że jeśli w danym dniu nie pracują sklepy, no to ludzie pewnie kupią coś więcej dzień wcześniej, bo zaplanują, że w przeciwnym razie nie będą mieli czego jeść.

W ramach obliczeń Europejskiego Banku Centralnego im wyszło, że taki jeden dzień dodatkowy wolny to jest strata dla gospodarki pomiędzy 0,05% a 0,1% PKB.

Co to oznacza dla tej polskiej dyskusji?

To oznacza, że Ministerstwo Finansów być może, być może się nie myliło, ponieważ te szacunki Europejskiego Banku Centralnego wskazywałyby, że wolna wigilia w Polsce albo wolny dodatkowy dzień dowolny, tak, tutaj nie mówimy o wigilii, wigilia jest dosyć takim specjalnym przykładem właśnie tego, że jak samo MF zauważyło, nikt wtedy tak naprawdę nie pracuje, tak naprawdę nie pracuje, to byłoby między 2 a 4 miliardy złotych.

Ale to wciąż są takie szacunki bardzo, bardzo obłe.

Ja szukałem opracowań naukowych jakichś ekonomistów, którzy po prostu pracują na uniwersytecie i stwierdzili, że to jest bardzo ciekawy temat, który się bardzo często przebija w nagłówkach prasowych, który budzi duże zainteresowanie opinii publicznej, no bo chodzi o dodatkowy dzień wolny od pracy.

To chyba interesuje nas wszystkich.

Musi być na ten temat bardzo dużo opracowań ekonomicznych.

Otóż ja znalazłem jedno często cytowane, to jest dwóch czyniskich ekonomistów, Lucas Rosso i Rodrigo Andrés Wagner i im wyszło, że to jest strata dla gospodarki w wysokości około 0,08% PKB.

I to opracowanie jest o tyle ciekawe, że oni faktycznie patrzyli na bardzo, bardzo wiele krajów na przestrzeni bardzo, bardzo wielu lat i sprawdzali, jak właśnie wprowadzanie dodatkowych dni wolnych zmieniało to PKB, ponieważ ogólnie korelacja między liczbą dni wolnych a PKB byłaby trochę nieoptymalna, bo to nie liczba dni wolnych decyduje o tym, czy dany kraj ma wyższe czy niższe PKB.

Natomiast to jedno opracowanie jest potem cytowane wszędzie.

To znaczy, że nawet jeśli ktoś w nauce dwóch ekonomistów

chyba całkiem dobrych, przeprowadziło jedno takie opracowanie, to fakt, że potem wszyscy cytują to jedno opracowanie mojego jakiegoś wielkiego zaufania osobiście nie budzi, bo zwłaszcza w ekonomii, która jest nauką społeczną, jeśli nie jesteśmy w stanie powtórzyć tych wyników badań w inny sposób.

to nasze zaufanie może być ograniczone.

A tu jest bardzo, bardzo trudno powtórzyć wyniki tych badań, bo nie mamy równoległej Polski, na którą możemy spojrzeć w tym roku, w której nie będzie wolnej wigilii i potem sobie popatrzeć, o, a w tej Polsce, w której Grinch sprawił, że nie ma wolnej wigilii, to jednak to PKB szybciej rosło.

A to nie jest też tak, że jeśli w Wigilię planowaliśmy wizytę u mechanika, ale nagle jest wolna, to nie pojedziemy do mechanika.

Jeśli ktoś chciałby w tym samym dniu, w którym przyjdzie cała rodzina, pójść do fryzjera albo na świąteczny manikil, ale w tym roku tego nie może zrobić, to zrobi to dzień wcześniej, albo dwa dni wcześniej, albo trzy dni wcześniej.

To nie jest tak, że nie kupimy prezentów, bo w tym roku Wigilia jest dniem wolnym w sklepach, albo nie zrobimy zakupów świątecznych.

Ogromna część tej działalności gospodarczej, która by się w Wigilię odbywała, odbywa się wcześniej.

I to jest tym bardziej frustrujące w tym polskim przykładzie, ponieważ jak samo Ministerstwo Finansów zauważyło i wiedzą to wszyscy, ten dzień pracujący w Wigilię był bardzo, no...

Karkołom nie nazywany dniem pracującym.

To jest dzień, w którym faktycznie ten poziom produktywności był bardzo, bardzo niski, ale mimo tego ta cała dyskusja o kosztach i o tym, że nie możemy sobie na to pozwolić, bo to będą wielkie straty dla gospodarki, spowodowało realne zmiany w tej ustawie, która w końcu weszła w życie, bo okej, mamy w tym roku wolną wigilię, ale w związku z tym mamy też dodatkową niedzielę handlową.

Mamy w tym roku trzy niedziele handlowe w grudniu.

Właśnie wokół tej narracji o tym, że to byłyby z jednej strony za duże straty dla gospodarki, a z drugiej strony, że ludzie nie mieliby kiedy tych zakupów robić, więc trzeba sprawić, że dzień, który wcześniej był dla pracowników handlu dniem wolnym, teraz tym dniem wolnym nie jest.

I te debaty o tym, jak to nasza gospodarka nie może sobie pozwolić na taki dodatkowy dzień wolny trwają od wielu, wielu lat.

W Polsce mogliśmy je zobaczyć przy wprowadzaniu czy przy dyskusji o dniu wolnym w święto Trzech Króli.

W 2009 roku na portalu money.pl ukazał się artykuł, który właśnie opisywał, jak to nie stać nas na to, żeby mieć wolne 6 stycznia i...

PKPP Lewiatan, organizacja zrzeszająca pracodawców, mówiła, że dzień wolny od pracy obniża roczne przychody firm o 6 miliardów złotych.

To w ogóle tak, po prostu wtedy 6 miliardów złotych, teraz jak mamy nieporównywalnie większe PKB, to nagle 4, to też jest dosyć ciekawe.

Bo mamy x dni pracy i tracimy jeden, więc dzielimy i tak to robił Lewiatan i inni analitycy.

I widać to też właśnie doskonale w tym, na co też zwrócił uwagę portal XYZ w odpowiedzi Ministerstwa Finansów, bo tam nie chodziło tylko o to, jakie będą straty dla gospodarki, dla PKB, ale Ministerstwo Finansów wskazało też, że dochody dla budżetu państwa spadną o prawie 2,5 mld zł, a stopa bezrobocia, stopa bezrobocia przez to, że będziemy mieli w tym roku wolną wigilię, może wzrosnąć o 1,4 punktu procentowego, co w warunkach bardzo niskiego bezrobocia w Polsce jest ogromną zmianą.

I jak zwróciły na to uwagę...

autor artykułu dla portalu, to by oznaczało, że jeśli, nie wiem, o, w tym roku wypada nam jeden dzień roboczy mniej, bo tak, albo w tym roku będziemy mieli jeden dzień roboczy więcej, bo nie wiem, jest rok przystępny i mamy 29 lutego, to spadnie nam bezrobocie o 1,25%.

No jakby absolutnie tak to nie działa.

To przyjęcie tej perspektywy makroekonomicznej, takiej wielkie dane i to sobie potem dzielimy, jest absurdalne.

I innym argumentem, który się pojawia w kontekście Polski jest to, że okej, może jeden taki dzień to nie jest tak strasznie dużo, ale my ogólnie już mamy bardzo dużo dni wolnych.

Czy w Polsce mamy więcej dni wolnych, dni świątecznych, dni ustawowo wolnych od pracy niż w reszcie krajów europejskich?

Mamy ich troszkę powyżej średniej europejskiej.

Natomiast nie mamy ich zdecydowanie najwięcej w Europie.

W tej chwili w Polsce to jest bodajże 11 dni, rekordziści sięgają 15 i faktycznie mamy na przykład ich mniej niż Niemcy, jeśli spojrzymy na kalendarz ustawowo wolnych dni od pracy ogólnopaństwowych.

Ale w Niemczech każdy land ma swoje regionalne dni wolne od pracy, co powoduje, że jeśli spojrzymy na większe landy i sprawdzimy ile tam faktycznie jest dni wolnych od pracy, to jest to porównywalna liczba do dni, które widzimy w Polsce.

Mamy też krótsze urlopy niż niektóre państwa w Europie.

A przede wszystkim pracujemy znacznie dłużej tydzień w tydzień.

Jeśli spojrzymy na liczbę przepracowanych godzin średnio tygodniowo w Polsce, to jesteśmy na drugim miejscu pod tym względem w Unii Europejskiej.

Przed nami są bodajże tylko Grecy.

Niemcy pracują u nas o 5 godzin krócej tygodniowo średnio.

Średnia unijna dla całej Unii to jest...

3 godziny krócej niż w Polsce.

I oczywiście w tych dyskusjach o tym, czy możemy sobie pozwolić na to, że mamy tak dużo dni wolnych od pracy, można na przykład przywołać, o, a Holendrzy mają ich tylko 7, a patrzcie, jacy są bogaci.

Czy my kiedykolwiek dogonimy Holandię, jeśli będziemy mieć 12 dni wolnych w roku, a oni tylko 7?

Tylko, że jeśli spojrzymy na liczbę przepracowanych godzin w tygodniu, to pracujemy dużo, dużo więcej niż Holendrzy.

I jeśli chodzi o liczbę urlopów, to mamy ich mniej niż Holendrzy.

I w świecie, w którym debata na temat skracania czasu pracy, na temat skracania tygodnia pracy, na temat wprowadzania programów pilotażowych, które pozwalają ludziom pracować 4 dni w tygodniu albo 7 godzin dziennie zamiast 8 i widzimy, że wyniki co do produktywności

są bardzo dobre, że wydajność firm nie spada.

Wszystkie programy pilotażowe dotyczące skrócenia czasu pracy generalnie spotykają się z bardzo, bardzo pozytywną odpowiedzią ze strony firm i z bardzo, bardzo obiecującymi wynikami.

To dyskutowanie o tym, czy możemy sobie pozwolić na to, żeby Wigilia była dniem wolnym ustawowo od pracy.

i że okej, być może możemy, ale w takim razie musimy dołożyć dodatkową niedzielę handlową, bo inaczej nasza gospodarka się załamie, jest całkowitym absurdem.

Nie wiem, jak jednocześnie możemy żyć w świecie, w którym Polacy pracują prawie, że najwięcej w Europie.

I to nie jest tylko kwestia tego, że no bo jesteśmy państwem na dorobku, ponieważ pracujemy w tej chwili dłużej niż Niemcy pracowali w połowie lat dziewięćdziesiątych.

W momencie, w którym nasza gospodarka już nadgoniła poziom rozwoju do Niemiec z połowy lat dziewięćdziesiątych, no ten poziom już dosięgnęliśmy.

Może nie jesteśmy jeszcze na poziomie rozwoju gospodarczego Niemiec z 2025 roku, ale pracujemy znacznie dłużej niż pracowali Niemcy w momencie, w którym mieli takie PKB jak...

Pracujemy znacznie dłużej niż inne kraje europejskie w momencie, w którym były na takim samym poziomie rozwoju gospodarczego jak my.

W związku z tym to ciągłe poczucie, że my nie możemy sobie na to pozwolić, że nas na to nie stać, że to będą jakieś kolosalne straty dla gospodarki.

I tu Wigilia jest naprawdę skrajnym przykładem, ale mówię o niej dlatego, po pierwsze dlatego, że są święta, drugie dlatego, że w tym roku po raz pierwszy mamy wolną Wigilię, ale też dlatego, że skoro nie możemy się dogadać, że możemy po prostu wprowadzić ustawowo Wigilię jako dzień wolny od pracy w momencie, w którym wszyscy mamy świadomość, że ta praca Wigilię kulała i i tak musimy dać za to dodatkowy dzień pracujący w handlu, w formie dodatkowej niedzieli handlowej.

to trudno się dziwić, że dyskusja o skróceniu czasu pracy i o tym, że w Polsce pracujemy za dużo i tak naprawdę moglibyśmy sobie pozwolić na to, żeby pracować mniej jest w tym miejscu, w którym jest.

Z mojej strony to, czego chciałbym Wam życzyć, to żebyście w przyszłym roku pracowali mniej, a mądrzej.

Albo po prostu mniej, ale żeby żyło Wam się lepiej.

Wszystkiego najlepszego.

Trzymajcie się.