Mentionsy

Czechostacja
15.07.2025 05:45

Czechy: kraj wielu wad, w którym dobrze się żyje | opowiada: Wojciech Stobba

Przerwa obiadowa, podczas której kraj staje i trudno cokolwiek załatwić. Dziurawe chodniki i stacje metra, z których ciężko wydostać się z wózkiem. Porażająca normalizacja spożywania alkoholu i sprzedawcy, dla których klient na pewno nie jest panem. To wszystko są rzeczy, których podczas krótkich, turystycznych wypadów do Czech zwykle nie widać. Mimo to, w ogólnym rozrachunku, Czechy to kraj, w którym po prostu, na co dzień, dobrze się żyje.

O ciemnych i jasnych stronach życia nad Wełtawą i oczywiście o ogólnym rozrachunku, rozmawiam z Wojciechem Stobbą, korespondentem Polskiego Radia w Pradze. Poza wymienionymi wyżej kwestiami wyjaśniamy chociażby, jak różni się polskie i czeskie podejście do wychowywania dzieci i na czym w praktyce polega czeski egalitaryzm. I jakie są praskie blokowiska. Odsłaniamy też trochę kulisy dziennikarskiej kuchni, zwracając uwagę na liczne w tej materii różnice między Polską a Czechami.
Rozmowę zaś prowadzimy siedząc pod lipami w hospodzie na jednym ze zwykłych, praskich blokowisk. W jej trakcie słychać więc nie tylko innych odwiedzających to miejsce, ale też ich kłócące się psy czy latającego szerszenia. Nie słychać za to bijących się sierpówek - te wyciąłem w montażu :D

***

Jeśli podcast Wam się podoba i chcecie pomóc go rozwijać, możecie zostać Patronami lub Patronkami Czechostacji w serwisie Patronite. W tym tygodniu zdecydowali się na to:

Alexander, Joanna, Jola, Maciej, Ola, Paweł, Wioletta

Bardzo Wam dziękuję <3

Jeśli ktoś chce wesprzeć moją pracę a nie ma ochoty zobowiązywać się na dłużej, może mi też po po prostu postawić wirtualną kawę w serwisach Suppi, bądź Buy Coffee - gdzie Wam wygodniej.

Za wszelkie wsparcie, także to dobrym słowem, łapką w górę, subskrypcją czy komentarzem - bardzo dziękuję. 

Jak zawsze proszę też o wszelkie sygnały zwrotne w komentarzach czy mediach społecznościowych Czechostacji.
Interakcje z Wami nie tylko są dla mnie często inspiracją przy wymyślaniu tematów kolejnych rozmów. One po prostu bardzo mnie motywują. Za co również - a właściwie to najbardzej, dziękuję.

No i karmią algorytmy - dzięki waszej aktywności platformy podcastowe czy media społecznościowe uznają, że warto Czechostację pokazać też tym, którzy do tej pory jej nie znali. 

W jinglu podcastu wykorzystuję fragment IX symfonii „Z Nowego Świata” autorstwa Antoniny Dvořáka, działającego z MUSOPEN.ORG

W jinglu podcastu wykorzystuję fragment IX symfonii „Z Nowego Świata” autorstwa Antoniny Dvořáka, działającego z MUSOPEN.ORG

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 691 wyników dla "Polskiego Radia w Pradze"

Przeprowadziłem się do Pragi, która jest stolicą, ale w porównaniu z Warszawą to jest inna stolica na pewno.

To jest miasto, gdzie czas płynie trochę wolniej, mam wrażenie, jeśli to porównamy z Warszawą czy z innymi dużymi miastami w Polsce.

gdzie też nie spieszą się ci, którzy ciebie obsługują w różnych sklepach czy w urzędach, gdzie nie zawsze jesteś obsłużony tak, jakbyś był obsłużony w Polsce, to znaczy podejście do klienta jest zupełnie inne, tu nie obowiązuje zasada nasz klient, nasz pan i nikt się przed tobą nie płaszczy, tylko jak masz szczęście, to każdy ma ciebie gdzieś, a jak nie masz szczęścia, to jest wobec ciebie bardziej lub mniej opryskliwe.

Czy ten utwór ma coś wspólnego z szwejkiem i krecikiem?

Pewnie wiele osób w Polsce tego nie wie, ale też stworzył go Czech Antonin Dworzak.

Generalnie, chociaż jesteśmy sąsiadami, niewiele o sobie wiemy.

W tym podcaście razem z moimi rozmówcami próbuję to zmieniać.

Nazywam się Jakub Medek, a to jest podcast Czechostacja.

Jeśli chciałbyś wesprzeć rozwój Czechostacji, możesz zostać jej patronem w serwisie patronite.pl.

Możesz też postawić mi wirtualną kawę na supi.pl bądź bycofito.

Od półtora roku razem z moimi gośćmi staram się Wam opowiadać o tym, jakie Czechy były i jakie są.

Jedno z drugim ma często, moim zdaniem, wiele wspólnego.

W takim znaczeniu, że czeska współczesność często bardzo wynika z czeskiej przeszłości.

To zresztą dość ironiczne, biorąc pod uwagę usieredniony stosunek moich rodaków do historii.

Stosunek znacznie mniej emocjonalny niż analogiczny u Polaków.

Dobra, bo robi się strasznie poważnie, a zupełnie nie taka jest moja intencja.

czynić zapowiedzenie dzisiejszej rozmowy.

Więc jak już mówiłem, opowiadam od półtora roku o tym, jakie Czechy były, jakie są, co się w nich dzieje, gdzie pojechać, co zobaczyć, a co omijać.

Ale nie opowiadałem Wam jeszcze, w każdym razie nie wprost, o tym, jak się po prostu na co dzień w Czechach żyje.

Pytanie o to Czecha, który nie ma punktu odniesienia, nie miałoby zbyt wiele sensu.

Dlatego zaprosiłem do Czechostacji kogoś, kto tak jak ja ma dwie perspektywy, czeską i polską.

O tym jak się żyje i pracuje w Czechach będę rozmawiał z Wojtkiem Stopbą, korespondenta Polskiego Radia w Pradze od kilku lat wraz z rodziną, również mieszkańca czeskiej stolicy.

Cześć Wojtku.

Wszystkie te dźwięki w tle to jest ogródek jechomiejskiego pywowaru, czyli fajnej takiej knajpki na jeździ mięskiej w Haich.

Przy piwie się spotykamy.

Nie, to chyba tak naprawdę moja inicjatywa była, że spotkamy się w tej części miasta, w której nie bywam, bo jest dla mnie dosyć odległa.

Zwykle gdzieś bliżej mnie się jednak spotykaliśmy, więc tym razem taki upon w Twoją stronę.

Teraz postanowimy pokazać swoje kąty, tak?

To jest to blokowisko z przełomu lat 70. i 80. przy końcowej stacji metra Haje.

To jest dość zabawne, ponieważ Jedohaje to jest po czesku...

Idź do diabła powiedzmy, grzecznie.

Więc nawet jak ostatnio rozmawiałem, serdecznie pozdrawiam z Pawlem Trojanem, również całkiem częstym gościem Czechostacji i właśnie rozstawaliśmy się z Pawlem na przystanku i ja byłem z synem, a Paweł mówi tak, idziecie do diabła, czyli do dupy.

Ale wiesz co, jeszcze chciałem powiedzieć, że polubiłem te praskie blokowiska.

No chyba, że ktoś wyląduje na jakimś dziwnym noclegu, to już naprawdę musi się postarać, żeby trafić w takie miejsce.

To byłby bardzo dziwny nocleg.

Ale lubię te miejsca eksplorować, jeżdżąc na rowerze albo gdzieś spacerując.

Gdzieś czasem sobie wysiądę jedną stację metra wcześniej, żeby jeszcze się przejść, zobaczyć nowe miejsce.

Icho Zapadnie Miesto tak poznałem, Strziszkow na przykład, czy tamte rejony Prosek.

Wiesz co, ja bym powiedział jeszcze jedną rzecz.

które po pierwsze było budowane w czasach słusznie minionych, bo po czasach słusznie minionych się już za wiele w Czechach nie wybudowało i to jest osobny problem, o czym nie będziemy dzisiaj rozmawiali, ale tu rzeczywiście jest problem z tymi inwestycjami, natomiast przez to, że to było zbudowane w czasach słusznie minionych, to to jest zbudowane pod kątem ludzi, to znaczy to jest wysoko użytkowe.

To jest tak, że jak my tu sobie siedzimy w tych, a ja tam mam jedno centrum handlowe przy stacji metra,

Tutaj na Gniewkowskiego mam zaraz następne centrum handlowe, dwie ulice dalej mam kolejne centrum handlowe, masz gdzieś jakieś szkoły, przedszkole i tak dalej i do tego tu jest bardzo zielono, ponieważ to było ogólnie takie założenie, żeby zostawiać całkiem sporo przestrzeni między tymi blokami.

Żeby te główne ulice były dwujezdniowe, ale nie w sensie autostrad jak w Warszawie na przykład, tylko dwujezdniowe w sensie szerokiego pasa zieleni pośrodku, zwolnionego i tak dalej.

Plus jest tu bardzo dużo naturalnych parków.

To jest taka specyfika Pragi, to są te wszystkie lesoparky.

I tutaj też nikt sobie w okna nie patrzy, to jest urbanistycznie wszystko przemyślane.

I te mieszkania też zazwyczaj mają jakoś tam, mimo tego, że to jest wielka płyta, to one mają jakoś tam ręce i nogi.

A jeszcze jak ktoś się postara albo zwróci na to uwagę, to i różne dzieła sztuki może na tych blokowiskach znaleźć, bo był taki przepis, który zobowiązywwtedy budowniczych, żeby przekazywali jakąś część budżetu kosmonautów.

No kosmonauci to tak, to kosmonauci, Remek i Gubariew są, nawet nie tak dawno temu opowiadałem o nich przy okazji Houston mamy problem, stoją sobie w krzakach cały czas.

W tym roku trochę te krzaki podcięto, zastanawiam się z jakiej to okazji, bo w ostatnich latach oni byli tacy mało eksponowani, teraz są, nie wiem, widziałeś?

Ależ swoboda miała jakiś wpływ na to, czyli przyszły czeski kosmonauta.

Czeski Sławosz Uznański, Wyszyński.

Byłem zapatrzony w telefon, żeby wyjść odpowiednim wyjściem ze stacji metra Haje, więc trochę zapomniałem o tych kosmonautach, ale jak będę stąd wracał, to powiesz mi, gdzie ich spotykać.

Jeżeli chciałeś wyjść strategicznie, to są po drugiej stronie.

Ale wiesz co, na przykład tak.

Tam po drugiej stronie, jak nie w Koskeho, jest bardzo fajna plastyka dziewczyny w piaskowcu.

pod podstawówką, koło mnie, plastyka Trzy Dziewczyny Pieskowiec.

Pod kupą, to zawsze bardzo Polaków wśmieszy, czyli ten wielki hotel robotniczy.

Z taką restauracją zawieszoną pomiędzy dwiema wieżami.

Z takim przejściem pomiędzy dwiema wieżami.

Tam akurat jest jakaś kupa, jeżeli chodzi o tą sztukę, bo to nie zawsze była sztuka najwyższych lotów.

Pod kupą rzeczywiście jest jakaś kupa.

Tam jest chyba jakaś taka ceramiczna ryba i jakieś figury szachowe.

I to też pokazuje, jakby ładnie ilustruje pewien sposób myślenia o przestrzeni publicznej.

Że to miało być, to nie chodziło o to, żeby natrzaskać kubatury, narobić mieszkań, tylko chodziło o to, żeby to były jednak miejsca, które stanowią takie fajne, przyjazne względnie...

lokalizacje do życia, tym bardziej, że mówimy o osiedlach, które są zwykle jakoś tam oddalone od centrum, więc wiadomo, że one miały stanowić swego rodzaju troszkę zamknięty świat.

To znaczy takie miejsce, gdzie znajdziesz wszystko, co potrzebujesz.

Ja akurat też mieszkam na osiedlu wybudowanym w latach 70.

Znaczy mój blok jest akurat nowy sprzed kilku lat, ale on jest postawiony między blokami z lat 70.

Takie osiedle nazywa się Obuszek albo Naobołszku, tak niektórzy mówią, a to dlatego, że

To jest osiedle zbudowane dla pracowników MSW ówczesnego.

I mogę powiedzieć, że to osiedle bardziej kameralne oczywiście niż to, na którym jesteśmy teraz, ale też jest naszpikowane po prostu różnymi plastykami, rzeźbami, matka z dzieckiem, płacząca kobieta, różne geometryczne figury też tam się pojawiają, więc mnie jako estetę to cieszy.

I w ogóle nie wiem, czy zwróciliście uwagę, te bloki są jakoś tak malowane.

Ja wiem, że tam teraz jest jakoś w Polsce estetyczny opór przeciwko pastelozie.

No i mówię, dużo zieleni.

Tu jest rzeczywiście dużo parków.

Nie wiem, no na to nie zwróćcie się uwagi jadąc metrem, bo tego z metra nie widać, ale ponieważ tutaj na tym odcinku, na tych końcowych odcinkach to metro było budowane powierzchniowo, więc cały ten szeroki pas, gdzie prowadzi tunel tego metra jest właściwie takim jednym gigantycznym wielkim parkiem, zielonym ciągiem z górkami, drzewkami, czymś tam.

No plus tutaj jest, tak jak już mówiłem, lesopark.

Plus ten tutaj jest z zaporą woskiwarską na Bociecie dużym kąpieliskiem.

No to w ogóle Praga jest miastem basenów i kąpielisk, ale rozmawialiśmy przed rozmową na temat tego, gdzie się wykąpać.

I dostałem parę fajnych typów.

Ja mam taki niesformalizowany projekt badawczy, który powstał w mojej głowie po konsultacjach z moją koleżanką, która ma bardzo duże doświadczenia z Czechami, długo tu mieszkała, cały czas w sumie pracuje dla tutejszej firmy i powstał nam w głowie taki projekt badawczy, ankietowy, trochę jak to był ten kwestionariusz Prusta, czy jak się to nazywało?

Słuchaj, jak się spotykasz z Czechami i oni się dowiadują, że jesteś z Polski, to co ci najczęściej pytają?

Chyba tak bym powiedział, że nie robi mi to różnicy za bardzo.

Czasem pojawia się taka reakcja, że... I to mnie zdziwiło, jak się przeprowadziłem do Pragi, że bardzo dużo osób ma jakiś kontakt z Polską albo miało przed laty.

W Polsce się nie spotykałem jakby z odwrotną reakcją, że ktoś zna język czeski na przykład w jakimś tam stopniu albo miał jakieś kontakty handlowe, towarzyskie, kulturalne i tak dalej, i tak dalej.

Poczułem coś takiego, że duża część Czechów coś tam o tej Polsce wie i to tak dosyć rzeczowo, że ma jakieś kontakty albo miała te kontakty w przyszłości, że nawet znają jakieś podstawowe zwroty i to mnie tak zaskoczyło, więc odpowiadając na Twoje pytanie, to często pojawia się właśnie jakieś wspomnienie z Polski albo wspomnienie kogoś znajomego z Polski, coś chyba w ten deseń.

To ci powiem, że tak z moich doświadczeń to masz, jakbyśmy to ładnie powiedzieli po czesku, specyficzną bubliną, czyli twoja bańka jest dość dziwna.

Nie, nie mówię, że tak ma każdy, ale uderzająco dużo osób jednak tak ma.

Ale nie ma żadnych pytań, nie wiem, o katolików, papieża, koperek w kuchni, płaski kraj i tak dalej?

Albo ludzie nic nie wiedzą o Polsce, albo właśnie te kontakty sprawiają, że jakąś podstawową wiedzę już mają.

Bardzo ciekawy wynik do mojego badania.

Naprawdę bardzo ciekawy.

Moim zdaniem mocne odchylenie, ale od standardu, ale interesująca kwestia.

Jesteś korespondentem Polskiego Radia w Pradze.

W tym roku minie pięć lat, w listopadzie.

Jak tu pierwszy raz przyjechaliście, to co cię najbardziej zaskoczyło?

I pozytywnie, i negatywnie.

Wiesz co, to był specyficzny czas, bo to był środek którejś fali pandemii COVID-19.

I trudno było się odnaleźć w niektórych kwestiach.

Trudno było coś załatwić, bo różne miejsca były pozamykane, bo ten kontakt był ograniczony.

Trudno było wejść z kimś w jakiś taki rzeczowy, bliski kontakt.

I myślę, że to jakoś zdefiniowało na początku ten nasz pobyt w Czechach.

Z drugiej strony to był świetny czas, żeby chodzić, spacerować po Pradze.

Przede wszystkim po tych miejscach, których ja teraz unikam, bo są nie do zniesienia.

Stare miasto, nowe miasto, mala strana.

No na Hradczanach jeszcze popołudniami, wieczorami jest spokojnie.

Znaczy tak, Hradczany popołudniami są normalne i mala strana popołudniami jest normalna, natomiast stare miasto to rzeczywiście jest miejsce, które my tubylcy omijamy szerokim łukiem, bo to jest miejsce, gdzie Czech, tam nic dla nas nie ma.

A więc to było jakimś błogosławieństwem, że mogłeś pójść sobie w czwartek, piątek, sobotę w dowolny dzień o godzinie dziewiątej, dziesiątej rano na most Karola i byłeś tam jedną z trzech albo czterech osób.

A pozostałe osoby nie były turystami, tylko po prostu przechodziły, bo dało się wtedy przejść normalnie z jednego miejsca na drugie.

Więc to było takie uderzające na samym początku.

Trochę o tym w tej chwili mówiłeś w kontekście COVID-u, więc może wyjdźmy poza ten COVID.

Taka rzecz, która Ci się już w momencie, w którym to wszystko funkcjonowało w miarę normalnie, najbardziej rzuciła w oczy.

To znaczy coś, na co jako Polak automatycznie zwróciłeś uwagę.

Przerwa obiadowa.

Znaczy meniczko to, jeśli jesteś uczestnikiem tej przerwy obiadowej, jest jak najbardziej pożądane.

Ale jeśli jesteś człowiekiem, który chce pójść coś kupić albo pójść coś załatwić i przychodzi, a tam widzi karteczkę, że od godziny 11.30 do 12.30 jest zamknięte, to początkowo przyznam, że trudno było się do tego przyzwyczaić.

I nawet jeszcze niedawno, czy ja, czy moja żona, jak gdzieś tam wychodziliśmy, to czasem sobie...

Przesyłamy jeszcze takie zdjęcia tylko, że no tak, poledni pauza, że czwięta, muszę wracać do domu, przyjdę za godzinę.

Ale tak Ci powiem a propos projektu kwestionariuszowego, to jest kwestia, która się pojawiała w pytaniach od Czechów do Polaków, dlaczego do cholery u Was nie ma przerwy obiadowej.

Wiesz co, my jesteśmy w ciągłym procesie przestawiania się na ten czeski system, to dlatego, że nasz syn chodzi do przedszkola i funkcjonuje w tym czeskim systemie posiłków i jest przyzwyczajony do tych pór posiłków, więc jakoś tak cały czas się zmagamy z tym, żeby ostatecznie się z tym pogodzić i przyjąć przerwę obiadową jako swoją.

Wiesz co, bo to jest jeszcze jedna kwestia, którą myślę, że warto podkreślić, co jest duża różnica z Polską, że tu się obiad...

wnież dzięki tej przerwie obiadowej je dużo wcześniej.

W Polsce obiad kojarzy się z czymś, co robisz po pracy.

Albo nawet późnym popołudniem z czymś, co robisz po pracy.

Tutaj obiad je się rzeczywiście między tą 11.30 i tak 13.00 to już jest taki późny obiad.

To jest rzeczywiście, myślę, taka dość duża różnica, codzienna różnica na co dzień.

Coś, czego rzeczywiście doświadczasz.

Witamy pana szerszenia.

Nie wiem, czy go słychać, ale jak nie specjalnie się obawiam owadów żądlących, tak budzą we mnie pewien niepokój.

O meniczku mówiłeś?

O meniczku mówiłem, że meniczko to jest zestaw obiadowy, który oferują hospody.

Dlatego zresztą hospody są otwarte, otwierane stosunkowo wcześnie i też stosunkowo wcześnie w porównaniu do Polski zamykane.

I to jest taka standardowa godzina funkcjonowania.

Hospody i meniszko to jest jakiś taki zwykle dość preferencyjny cenowo zestaw obiadowy, często też jeszcze albo zakłady, firma, która zatrudnia gdzieś Ci tam wykupuje albo Ci jakieś bony, Sodexo, strawenki, czyli bony obiadowe daje na...

Chociaż zdaje się, niedawno widziałem jakieś badania, że coraz rzadziej.

Czasem pracownik musi dopłacać do tych bonów, więc może jest też tak, że po prostu ludzie nie chcą tego robić.

Nie widziałem tych badań w każdym razie.

Myślę, że to jest jedna rzecz, o której chciałbym, żebyśmy w tej chwili porozmawiali i to wynika trochę z tego, o czym rozmawialiśmy zanim włączyłem przycisk REC na rekordarze, zanim zacząłem nagrywać naszą rozmowę.

To mi na to zwróciłeś uwagę, ale to też jest kwestia, która dla mnie jest jakoś tam istotna, jakoś tam mnie prześladuje, a jest związana w pewnej stopniu z menniczkami, z przerwami obiodowymi i to jest niesamowity fakt.

i dla Polaków to może zabrzmieć bardzo dziwnie i paradoksalnie, ale niesamowity poziom akceptacji, społecznej akceptacji dla spożywania alkoholu w Czechach.

To jest coś, co też w pewnym momencie mnie uderzyło, jak zacząłem rozglądać się wokół siebie, jak bardzo ten alkohol, nazwijmy piwo alkoholem, no jest to alkoholem, chociaż wielu Czechów tak nie traktuje piwa.

Duża część Czechów w ogóle uważa, że nie, piwo i wino to nie jest alkohol.

Jak bardzo ten alkohol jest gloryfikowany, jak to, że wypijesz sobie nie jedno, ale kilka piw niemal codziennie jest tutaj normalne i jak bardzo jest to promowane wręcz.

Ja kilka tygodni temu przeglądam w związku ze swoją pracą prasę codzienną i natykam się na różnego rodzaju artykuły o piwie m.in.,

ale kilka tygodni temu trafiłem na test najlepszych desitek albo jedenastek, czyli tych najczęściej kupowanych piw w Czechach.

W normalnej ogólnokrajowej gazecie jednej z największych był taki artykuł.

Jakiś czas później w tej samej gazecie wielki artykuł, może sponsorowany, o tym, że piwo jest lekiem i wymieniane wszystkie zalety regularnego spożywania alkoholu.

To są rzeczy, które by w Polsce nie przeszły.

I nie przeszłoby wiele innych rzeczy, które tutaj są, reklamy, które są i które dotyczą alkoholu.

Kalendarze adwentowe z piwem i nie tylko, bo również z mocniejszymi alkoholami, reklamowane w metrze.

Ja mógłbym tak jeszcze wymieniać.

Mój syn chodzi do przedszkola, jak już wspomniałem i tam czymś normalnym, zupełnie normalnym jest to, że na imprezach z udziałem rodziców,

Jest serwowane zimą grzane wino, alkoholowe, a latem czy późną wiosną piwo z beczki.

Festiwal rodzinny, na który czasem się wybieram na ladronce, na takim wzgórzu, który mamy niedaleko nas.

Festiwal rodzinny, na scenie występują uczniowie różnych szkół artystycznych, tańczą, śpiewają itd., itd.

Wszyscy piją piwo, a pierwsze stoisko, pierwszy ogromny namiot, który stoi przed sceną, jest oblepiony reklamą.

jednego z browarów, jednego z piw.

Jest tam oczywiście sprzedawane piwo i ta reklama brzmi Żywot je choszki, bo hu gig.

No po prostu tak mrocznie to zabrzmiało i wyglądało w tym momencie, że jakoś bardzo mnie to uderzyło.

Ja doszedłem w pewnym momencie do takiego wniosku, zabrzmi to może trochę jak jakaś hipokryzja, bo siedzimy i pijemy sobie to piwo.

Myślę, że obaj mamy zdrowy stosunek do tego piwa, ale doszedłem w pewnym momencie do wniosku, że to życie w Czechach mi trochę to piwo obrzydziło.

Wiesz, coś chyba w tym jest.

Ja mogę powiedzieć za siebie, że dawno już nie mam takiej fazy.

Może to jest też kwestia trochę mieszkania na co dzień w Polsce, gdzie jednak się do tego podchodzi zdecydowanie inaczej.

Dawno już nie mam takiej fazy, żeby mi się wydawało, że picie piwa jest taką czynnością jak picie wody mineralnej.

Kiedyś, dawno temu, pamiętam jak Karolina Głowacka z podcastu Rajda Naukowe, z którą kiedyś pracowałem przy całym szeregu różnych fajnych projektów i która między innymi wydawała taki mój pierwszy podcast o Czechach.

efemeryczny, jednorazowy, który powstał dla Radiotok FM.

I ona miała takie spojrzenie, mówi, ej, ale wy dlatego jesteście tacy wyluzowani i ta pochoda i uśmiechnięci, bo wy przecież jesteście cały czas na bani, nie?

I ja się zacząłem oburzać, ale potem jak się tak nad tym na chłodno zastanowiłem, powiedziałem, że kurczę, no, coś w tym jest, tak?

Że może to jest przerysowane, ale że coś w tym jest.

Jasne, ja też tutaj dopuściłem się takiej tyrady antyalkoholowej, może z perspektywy niektórych trochę przesadzonej, ale chciałbym podkreślić też to, o czym mówiliśmy wcześniej, że to jest jakby ten element kultury piwnej, czeskiej kultury piwnej, który przez turystów przyjeżdżających z Polski jest niedostrzegalny, prawda?

Według WHO najwyższe spożycie alkoholu w Europie od lat.

Ewentualnie tam są drobne przeskakiwania, pierwsze, drugie miejsce, z którymś z krajów bałtyckich.

Dużo wyższe niż w Polsce.

Czystego alkoholu per capita na rok w Polsce chyba 10.

Natomiast co jest trochę pocieszające to to, że te statystyki, te liczby hektolitrów wypijanych przez Czechów każdego roku zaczęły spadać, że rośnie produkcja piwa bezalkoholowego, że coraz więcej się go sprzedaje i że też pojawia się taki trend, że ktoś idzie na piwo dla smaku, czyli pójdzie i...

Kupi sobie jakieś piwo kraftowe, nazwijmy to, bo coraz więcej takich piw w Czechach powstaje, choć w porównaniu z Polską to wciąż niewiele.

Dalej ich jest, niedawno przygotowywałem jakieś opracowanie na ten temat i to jest tak, że tu jest bardzo dużo browarów rzemieślniczych, natomiast ich ogólna produkcja...

Udział w rynku.

Udział w rynku jest jakiś śmieszny, 3% czy coś takiego.

Rozumiesz, czyli tu się dużo piwa waży, różnych piw, ale tak naprawdę to jednak fundamentem spożycia jest, wiesz, jak powiem sieciówki, to wszyscy sobie pomyślą o polskich sieciówkach, no to jednak nie, bo te piwa są niezłe, a czasami nawet bardzo dobre, ale jednak mówimy o dużych browarach, o Pilsnerze.

No głównie o Pilsnerze, bo to jest właściwie tak, że Pilsner kontroluje rynek, a reszta to są wszystko jakieś takie drobiazgi raczej.

W każdym razie coraz częściej zdarza się tak, że ktoś idzie na to jedno, dwa piwa tak dla smaku, spróbować czegoś nowego, może nawet czegoś bezalkoholowego, zamiast wypijać te pięć pilsnerów albo gamblinusów albo czegoś innego.

To różni są zawodnicy.

Chociaż z drugiej strony tutaj też jest coś takiego i to się wydaje dość fajne, że w Polsce przez to, że picie alkoholu jest piciem alkoholu, to znaczy jest konkretną czynnością, ty idziesz w tej chwili wykonywać czynność pod tytułem picie alkoholu, więc w Polsce idea pójścia na jedno jest bez sensu.

To raczej nie występuje.

Tylko trzeba pamiętać o tym, że to jest fajne, kiedy wpadniemy sobie na jedno, bo jest gorąco, wypijemy sobie jedno, ale ty już nie widzisz tego, że za dwie godziny sobie wpadniemy na następne i tak naprawdę do wieczora to nam się ich zrobi właśnie pięć, sześć.

11 milionów mieszkańców niespełna według tutejszego PARP-u.

Nie pamiętam w tej chwili dokładnej nazwy, ale odpowiednik Państwa Agencji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych.

Jakieś 700-800 tysięcy alkoholików i generalnie do 1,5 miliona osób pijących w sposób ryzykowny, czyli przyjmujących więcej niż ekwiwalent trzech piw dzienny, codzienny.

I to widać w tym społeczeństwie.

To jest rzeczywiście społeczeństwo, w którym alkoholizm, ale znów zupełnie inny niż w Polsce, bo zwykle to jest alkoholizm wysoko funkcjonujący, no ale jest ogromnym problemem.

Co wszystko nie zmienia faktu, że hospoda jest rzeczywiście bardzo istotnym kulturo-społeczno-twórczym zjawiskiem, które nie ma swojego odpowiednika w Polsce.

No jest to wszystko złożone.

Jak to zawsze mój syn mi zadaje różnego rodzaju pytania.

To jest skomplikowane.

Z tym piwem to jest skomplikowane.

Ale znów tutaj zrobię pewną dygresję, bo skoro mówiłeś już o tym społecznym znaczeniu hospody.

Jest awantura w hospodzie, plik bym się zdenerwował na huskiego.

Podejście do psów i ich pozycja społeczna to jest osobny wątek, może jeszcze zdążymy go poruszyć, ale wracając do hospody i jej znaczenia, to też tu jest tak, że ludzie nie zapraszają się do swoich domów, co jest w Polsce normą.

Poznajesz kogoś nowego, słuchaj, wpadnijcie do mnie...

No nie, dom jest świętą przestrzenią.

W weekend albo kiedyś tam.

Dom jest świętą przestrzenią, to jest bardzo prywatna przestrzeń.

Tutaj jest ciężko też kogoś zaprosić do siebie, mi jako Polakowi i zwykle to się odbywa wśród imigrantów, ekspatów i tak dalej, natomiast Czesi preferują raczej ten grunt neutralny.

Tak, to jest zdecydowana różnica, że tutaj...

Ale wiesz też, może to chodzi o to, że tego gruntu neutralnego jest dużo, tak?

Że masz jakby dużo możliwości.

Słuchaj, codzienność w pracy, na ulicy, w urzędach, tutaj, a w Polsce.

Trochę cały czas o tym rozmawiamy, ale...

Wiesz co, ciężko mi to porównywać, bo ja pochodzę z Trzewa, ze średniego miasta, gdzie żyłem praktycznie przez trzydzieści parę lat.

Przeprowadziłem się do Pragi, która jest stolicą, ale w porównaniu z Warszawą to jest inna stolica na pewno.

To jest miasto, gdzie czas płynie trochę wolniej, mam wrażenie, jeśli to porównamy z Warszawą czy z innymi dużymi miastami w Polsce.

gdzie też nie spieszą się ci, którzy ciebie obsługują w różnych sklepach czy w urzędach, gdzie nie zawsze jesteś obsłużony tak, jakbyś był obsłużony w Polsce, to znaczy podejście do klienta jest zupełnie inne, tu nie obowiązuje zasada nasz klient, nasz pan i nikt się przed tobą nie płaszczy, tylko jak masz szczęście, to każdy ma ciebie gdzieś, a jak nie masz szczęścia, to jest wobec ciebie bardziej lub mniej opryskliwy.

No i dużo papierologii w urzędach.

Nie mam z nimi do czynienia jakoś często, ale pamiętam na początku, kiedy załatwiałem te wszystkie sprawy związane z meldunkiem, ze zgłoszeniem pobytu i tak dalej.

Później też miałem taki pomysł, żeby oddać głos w wyborach samorządowych praskich i składałem różne papiery.

No to wszystko musi się odbywać na papierze, tak trochę jeszcze ten austriacki sznyt tutaj jest widoczny.

Więc ten niski poziom cyfryzacji to jest też coś, co mnie uderzyło, kiedy się tutaj przeprowadziłem.

Teraz już się do tego przyzwyczaiłem, nie przeszkadza mi to.

Jeszcze jedna kwestia taka dotycząca życia codziennego to jakość usług teleinformatycznych, tak bym to ujął, i ich ceny przede wszystkim.

Negatywnie szokującego.

Tu wszystko działa wolno, awaryjnie i w dodatku jest drogie.

Co jest to, czym już parę razy w Czechostacji było, generalnie pokłosiem oligopolu na rynku połączeń komórkowych i tak naprawwynikiem oligarchizacji tutejszej gospodarki, tak, ale to jest paranoja.

Tu dopiero zaczynają wchodzić pewne rzeczy, z których w Polsce ludzie korzystają od lat 10 i uważają je za tak ekstremalnie normalne, chociaż chciałbym Wojtku, żebyśmy jednak zauważyli, że to Polska jest tu na tle innych europejskich krajów wyjątkiem.

W Polsce wszyscy bardzo uwielbiają narzekać na Polskę, ale jeżeli chodzi o cyfryzację, usługi cyfrowe, Polska bardzo mocno wyprzedza wszystkich dookoła.

No może nie kraje bałtyckie, bo ostatnio kolega z Wilna uświadomił mi, że... Ale jest inna skala.

Inna skala, oczywiście są mniejsze kraje, gdzie łatwiej pewne rzeczy wprowadzić.

Trochę inaczej się robi takie rzeczy w krajach, które sobie liczą półtora, dwa, trzy miliony ludzi.

A pozytywne?

W takiej użytkowej codzienności?

duży wybór, znaczy duże możliwości spędzania wolnego czasu.

Z tego na pewno korzystaliśmy i nadal korzystamy.

Myślę, że też moglibyśmy, już też o tym było parę razy w Twoim podcaście, ale Polacy mogliby się nauczyć czegoś od Czechów, jeśli chodzi o kulturę pracy.

Nie żyje się, żeby pracować, tylko pracuje się, żeby żyć.

Więc w jakiejś części, w jakimś zakresie moglibyśmy się tego nauczyć.

Nie wiem, czy przeniesienie tego 1 do 1 na nasz polski grunt jest możliwe i nie wiem, co by to oznaczało dla naszej gospodarki, ale na pewno odpuszczanie sobie czasami dużo by pomogło, jeśli chodzi o to nasze społeczne zdrowie.

Zastanawiam się, co jeszcze z takich praktycznych spraw.

Tutaj w Pradze to świetnie funkcjonuje komunikacja miejska.

Znaczy ja ci powiem więcej, jako osoba zmotoryzowana, moim zdaniem korzystanie z auta w Pradze jest głupotą.

To prawda, chociaż wiele osób dojeżdża do Pragi dzień w dzień z tych satelickich miast, z tych obrzeży, z kraju środkowo-czeskiego.

To jest jakby dodatkowy problem, że Praga co prawda jest nieco mniejsza od Warszawy, bo w tej chwili to jest chyba około miliona czterystu tysięcy mieszkańców, ale razem z tym szeroko pojętym obszarem aglomeracyjnym to jest dobrze ponad dwie bańki.

No i duża część tych ludzi dojeżdża tutaj samochodami, chociaż świetnie jest też rozwinięta sieć połączeń kolejowych.

Tutaj wiele tych małych miasteczek, wsi, gdzie powstały też w ostatnich latach czy dziesięcioleciach osiedla jest dobrze skomunikowana.

Ale nie, no myślę, że komunikacja publiczna funkcjonuje tutaj super i była doceniana w różnych rankingach.

To już jest taka oczywistość.

Ja mam wrażenie, że o tym chyba kiedyś wspomnieliśmy z Tomkiem Jędruchowym, w którejś rozmowie, o tym, że

Tu jest dość ciekawy ten system PID, czyli Praśka Integrowana do Prawa, komunikacja publiczna w Pradze, która tak naprawdę funkcjonuje w całym województwie średkowo-czeskim.

Więc to jest tak, że generalnie w ramach jednego biletu, na przykład miesięcznego, chociaż wiadomo, że wtedy z różnymi dopłatami w zależności od strefowania i tak dalej, ale właściwie możemy się poruszać naprawdę...

Nie tylko w Pradze i powiedzmy najbliższych peryferiach, satelickich miastach, sypialniach itd.

No ale możemy naprawdę dość daleko jeździć.

Głównie pociągami, bo to są jednak przede wszystkim pociągi.

To jest rzeczywiście fajna rzecz.

Jakbyś miał coś, gdybyś miał wracać teraz do Polski, coś chciałbyś ze sobą zabrać?

No mówiłeś o tym przed chwilą, ale czy jest coś takiego...

Niekoniecznie zjawisko, ale nie, bo może na przykład coś do żarcia.

O, to raczej w drugą stronę działa, wiesz.

Wiem.

Raczej wozi się tutaj jedzenie z Polski, a nie w przeciwnym kierunku.

Ja zawsze jak przyjeżdżam, to staram się pamiętać, żeby przywozić rodzinie galaretki, bo tu nie występują.

Takim w proszku?

Ja wolę czeski budyń w proszku, bo on jest taki bardziej właśnie zwarty, galaretkowaty niż w Polsce.

Natomiast galaretki tu nie występują w ogóle, kisiele tu nie występują w ogóle.

I chałwa tu nie występuje.

Ogórki kiszone to chyba też trzeba wozić, jeśli to ma smakować jakoś, jak ogórek kiszony.

No tutaj masz rychlo kwaśkę, czyli małosolne, ale tak, to prawda, że lepiej przywieźć.

Nie wiem, nic w tej chwili nie przychodzi mi do głowy, wiesz?

Jestem na takim etapie, że po prostu jest mi tutaj dobrze i chyba nie wybiegam myślami w przyszłość, żeby coś stąd eksportować do Polski.

Dobrze, ale czy na przykład masz taką fazę, że właśnie budzisz się nagle, tak jak mówisz w tej chwili, że łkając za czymś, czego tu nie ma, nie?

I nie mówię tu w tej chwili, wiesz...

Kurczę, nie pamiętam, jak ostatnio rozmawiałem na ten temat.

Dobra, nieważne.

Że właśnie wiesz, z tym kisielem, galaretką, chałą i tak dalej.

Czy jest coś takiego, i tu znów trochę szerzej, mówię nie tylko o jedzeniu, ale ogólnie, czy masz coś takiego, że ci tego tutaj brakuje, że uważasz, że to jest coś, co by się tutaj bardzo przydało?

Mogę odwrócić pytanie?

Jeśli wrócę do Polski, a na pewno tak się stanie za jakiś czas, to chyba system edukacji i opieki zdrowotnej, ten czeski, będzie czymś, czego będzie mi brakować.

To jest bardzo zabawne, bo akurat Czesi na jeden i na drugi potwornie narzekają.

No bo oni żyli w Polsce.

To ja też zawsze powtarzam.

Nawet, wiesz, jakaś taka była debata w Instytucie Masaryka w ubiegłym tygodniu.

To też tak było, że to nasza służba zdrowia czeska jest udobana i tutaj trzeba tyle zmienić, bo rzeczywiście jest wiele rzeczy, których trzeba w niej zmienić, ale potem nagle przychodzisz i mówisz, że wiecie, jak w Polsce chcecie się zapisać do specjalisty i dostajecie termin za trzy lata, a wszyscy tak, co opowiadasz?

Ja mówię, 3 lata to jest całkiem dobry termin, nie?

Możecie też pójść prywatnie.

Ja mówię, ale to ubezpieczalnia wtedy zwraca?

Ja mówię, nie, no mówię, możecie pójść prywatnie.

A to zwraca, no bo to rzeczywiście jest tak, że jeżeli ubezpieczalnia nie jest w stanie Ci zapewnić wizyty u specjalisty w określonym terminie, który się liczy w tygodniach,

to może to sobie załatwić komercyjnie, ale wtedy ubezpieczalnia ma psi obowiązek ci za to zwrócić.

No tylko chciałbym też trochę nawiązując do bieżączki politycznej w Polsce zwrócić uwagę na to, że tu nikt nie zmniejsza składek zdrowotnych, a wydatki na służbę zdrowia, jeżeli chodzi o procentowy udział w PKB, są tam chyba o dwa punkty procentowe wyższe niż w Polsce, czy trzy punkty procentowe.

W rzeczy niż po sumie to się nie bierze z niczego, to znaczy albo chcemy mieć gównianą służbę zdrowia i wtedy będziemy za nią płacić mało, ale nie mamy prawa narzekać, albo chcemy mieć dobrą służbę zdrowia i to nie będzie za darmo.

To tutaj dużo się na to wydaje pieniędzy, ale działa to fajnie.

Ja jestem na poziomie edukacji przedszkolnej, nie mówię o sobie, tylko o swoich dzieciach.

Wiesz co, ale i szkolnej wydaje mi się takiej podstawowej, chociażby ten udział szkolnictwa prywatnego tutaj bardzo niski w porównaniu z Polską o czymś świadczy.

To znaczy świadczy o tym, że to działa.

Słyszę od rodziców, od znajomych, którzy już mają dzieci w szkołach właśnie tutaj, że ten system jest mniej obciążający to dziecko.

I on ma przejść zmiany w najbliższych latach.

Oby to były zmiany na lepsze, kiedy właśnie moje dzieci pójdą do tych czeskich szkół.

Ale już teraz właśnie rodzice chwalą go sobie, bo nie jest tak obciążającym materiałem.

zadaniami domowymi i tak dalej, i tak dalej, pozostawia jakąś przestrzeń dla, nazwijmy to górnolotnie, samorealizacji czy realizacji zgodnie z zainteresowaniami danego dziecka.

Może niektórzy są akurat przeciwnikami takiego podejścia, akurat dla mnie jest to zupełnie w porządku.

Ja mogę Ci tu powiedzieć z polskiej perspektywy, jako ojciec dzieci, z których najmłodsze się niedługo będzie z podstawówką żegnać, a średnia ze szkołą średnią, że jeżeli chodzi o program szczególnie szkoły podstawowej w Polsce, to jest on absurdalny i jest on zrobiony w ten sposób, żeby zabić w dzieciach chęć uczenia się czegokolwiek.

Znaczy dzieci uczą się tak potwornych idiotyzmów.

I ja nie mówię, że dzieci powinny się uczyć kolorowania drwala, ale mówię to na przykład jako osoba z wykształceniem przyrodniczym.

To, czego się wymaga od dzieci na lekcjach biologii, to są rzeczy, które mi jako osobie zawodowo zajmującej się naukami przyrodniczymi, nim zostałem dziennikarzem, nie były nigdy do niczego potrzebne w instytucie naukowym.

I my tego wymagamy od dzieci w podstawówce i to jest prosta droga do tego, żeby w dzieciach zrobić jakiekolwiek zainteresowanie czymkolwiek.

Plus druga rzecz, która jest rzeczą fatalną, to jest to, że dużo się mówi o nauce zintegrowanej, blokowej, tak żeby się uczyć nie tyle konkretnych przedmiotów, co zagadnień jakoś ze sobą się łączących.

Dużo się o tym mówi i tylko się o tym mówi w Polsce.

Wszystko podrywane od siebie i takie w pruskim stylu dość tępe, pamięciowe młotkowania.

Nie chcę mówić, że tego tu nie ma w ogóle, ale jest tutaj tego mniej.

Właśnie, skoro jesteśmy przy dzieciach, Pan Szerszeń wrócił.

Skoro jesteśmy przy dzieciach i Twoich doświadczeniach z dziećmi, to bym zaczął od tego początku, bo przecież Twoje młodsze dziecko, Twoja żona urodziła tutaj.

Trzy lata temu rodziła się tutaj nasza córka w szpitalu na Bulowce.

Też często zbijam ze sobą te dwa fakty.

No, na przykład jeśli chodzi o bycie przyjaznym w tramwajach wobec kobiety, która jedzie z dużym brzuchem, to niekoniecznie.

Plus jeszcze to, że metro, szczególnie na linijce, jest umiarkowanie przystosowane do jeżdżenia z wózkami, żeby nie powiedzieć, że w ogóle.

No, to jest inna kwestia.

To jest inna kwestia, o której też mogę wiele powiedzieć.

Akurat stan infrastruktury miejskiej, niektórych chodników, przejść stacji metra i tak dalej, i tak dalej, to tutaj pozostawia wiele do życzenia i jest

Przed kilku dekad mam wrażenie.

Tak, to jest coś, co bardzo uderza w porównaniu z Polską, że jakby w Polsce bardzo duży się jednak nacisk kładzie.

Ja jestem w stanie zrozumieć, że nie kładzie się go z dobrego serca, tylko dlatego, że wynika to głównie z różnego rodzaju unijnych regulacji i tak dalej, ale jednak kładzie się duży nacisk na coś, co w dużym uproszczeniu można nazwwojną ostrzema schodami.

Są opóźnienia, otwieranie windy na jakiejś wyremontowanej stacji.

To jest wielkim wydarzeniem, a nie czymś normalnym, co już dawno powinno być załatwione.

Wiesz co, to jest anegdota.

Opowiadam ją dość często, ale w Czechostacji akurat jej nie opowiadałem chyba nigdy.

Stacja Metrahaje, otwarta chyba w roku 1981 czy 1982.

Stacja kopana z powierzchni, więc generalnie wszystko niby powinno tam być całkiem łatwo.

Musiałem wezwać pogotowie.

Na szczęście okazało się, że nie jest to nic specjalnie poważnego.

Natomiast tato wymagał wydostania się na zewnątrz z tej stacji i okazało się, że to jest gigantyczny problem.

Nie wiem jak to po polsku powiedzieć.

Zawiadowcę stacji chyba.

który musi znaleźć jeszcze jakiegoś innego zawodnika, który musi znaleźć klucze od jakiejś kraty, żeby się dostać gdzieś daleko do sektorów technicznych i tam jest winda techniczna.

Więc to generalnie tyle na temat wyprowadzenia ze stacji metro osoby, która, nie wiem, straciła przytomność, nie jest w stanie wyjść z tej stacji o własnych siłach.

I nie jest to sytuacja nadzwyczajna.

Chwaliliśmy ten transport publiczny głównie myśląc o tych połączeniach autobusowych, tramwajowych i tak dalej, pociągowych.

No ale ta architektura, którymi te połączenia są obudowane, to właśnie pozostawia jeszcze wiele do życzenia miejscami.

System żłobków i przedszkoli, bo to jest coś, co doświadczacie na tym etapie, czy takie opieki zdrowotnej dla dzieci, czy w ogóle taka opieka nad dziećmi, wiesz, w takim codziennym tego znaczeniu, ułatwianie tej opieki np.

przez samorządy czy przez państwo, czy to działa, czy to nie działa i jak byś to widział, gdybyś to porównał z Polską.

Wiesz co, ja co roku słyszę takie alarmujące wiadomości, że w Pradze w tym roku zabraknie tylu i tylu miejsc w przedszkolach dla trzylatków, bo tutaj trzylatki mogą pójść do przedszkola publicznego czy państwowego, tak to się chyba określa.

I słysząc te wiadomości za każdym razem stwierdzam, że jesteśmy jakimiś wielkimi szczęściarzami, bo zapisaliśmy dziecko do przedszkola w sierpniu, już dawno po rekrutacji właśnie starszego syna i jakimś cudem znalazło się dla niego miejsce.

Do przedszkola publicznego, gdzie tam płaciliśmy jakieś niewielkie pieniądze jako czesne plus wyżywienie.

W Polsce mam takie wrażenie, przynajmniej w moim mieście, ten system opieki żłobkowej, przedszkolnej jest zbudowany na placówkach prywatnych z jakimś dofinansowaniem ze strony miasta, ale na pewno jest to o wiele bardziej kosztowne niż tutaj.

Nasze przedszkole jest akurat na świetnym poziomie.

Myślę, że wiele placówek prywatnych w Polsce nie osiąga tego poziomu, jaki mamy tutaj, zarówno jeśli chodzi o infrastrukturę.

Jest to przedszkole wyburzone i zbudowane od nowa.

Więc zarówno infrastruktura jak i ta oferta dydaktyczna tych różnych zajęć dodatkowych, wycieczek, atrakcji i tak dalej i tak dalej jest naprawdę bajeczna bym powiedział.

Ale to jest moje doświadczenie.

Wiem, że są ludzie, którzy no może takiego szczęścia jeśli chodzi o ten dostęp do tych państwowych placówek nie mają.

Płaci się tylko za wyżywienie.

Obowiązek szkolny jest od szóstego roku życia, ale można wystąpić o jego odroczenie i bardzo duża część Czechów tak właśnie robi.

Ale to jest nowość.

Znaczy ja mówię ci z mojego własnego doświadczenia, to jest nowość.

To zjawisko jest nowością?

To zjawisko jest nowością.

To znaczy kiedyś było tak, na przykład kiedy ja szedłem do szkoły, no co było bardzo dawno temu,

Ale szkoła podstawowa jest też dziewięcioletnia w porównaniu z tą polską, więc jakby to wszystko gdzieś tam się wyrównuje, tak?

O infrastrukturze trochę mówiłeś, że jest różnie, że jest coraz lepiej, coraz gorzej, ale taka infrastruktura czysto pod kątem dzieci, na przykład place zabaw, właśnie parki, coś takiego.

Jak to wygląda?

W Pradze widzę, że tego jest sporo i że jest to sukcesywnie odnawiane, remontowane.

To widzę nawet po własnej okolicy, że gdzieś tam raz na jakiś czas wymienią jedno czy drugie urządzenie i już jest trochę lepiej.

Tych miejsc, gdzie można spędzić czas z dzieciakami jest naprawdę dużo.

już na placach zabaw, to jeszcze powiążę to z wątkiem poprzednim, czyli z alkoholem, który na placu zabaw mam wrażenie nie jest niczym niepożądanym i to, że tam jakiś tata albo mama sobie pije piwo albo coś innego jest zupełnie normalne.

Tu znowu, ja bym chciał, żebyśmy to doprecyzowali, ja nie mówię tego po to, żeby mówić, to normalizować, mówić, że to jest fajne, pożądane i tak dalej, bo nie jest, bo też

Chodzi o jakieś wzorce, pokazywanie i tak dalej, ale jeżeli mówimy o tym, że mama czy tata pije alkohol pilnując dzieci na placu zabaw, to nie oznacza, że mama i tata upadła się na placu zabaw.

Ona po prostu siedzi i tam pije piwo jako napój.

Bo to jest dość duża różnica między polską a Czechami, o czym już mówiłem, że tu masz to picie codzienne, w związku z czym to jest picie takie...

które jest codzienne, ale to też oznacza, że ono ci ma umożliwić normalne funkcjonowanie.

To nie jest picie do zalewania się.

Zazwyczaj.

Jasne, dobrze, że o tym wspomniałeś.

Wracając do tego, o co pytałeś, czyli o infrastrukturę, to już też o tym wspomniałem.

Te windy, podjazdy, czasem dziurawe po prostu chodniki, to jest coś, gdzie z wózkiem ciężko sobie poradzić.

Ja już niedługo będę z tego etapu wózkowego na szczęście wychodził.

Dzieciństwo w Czechach, bo moim zdaniem kwestia podejścia do dzieci to jest coś ekstremalnie różnego od tego, z czym mamy do czynienia w Polsce i akurat trochę zespoiluję.

Moim zdaniem to jest różnica zdecydowanie na plus w tym akurat wypadku.

Tutaj rzeczywiście dzieciom pozwala się na więcej, jeśli chodzi o ten ruch, o tę ekspansywność.

Zupełnie normalne jest to, że dziecko się pobrudzi, przewróci, ochlapie, skaleczy i tak dalej, i tak dalej.

Nikt z tego nie robi wielkiego wydarzenia.

I nam to od samego początku bardzo imponowało i też w takim duchu staramy się, jak rodzice funkcjonować.

Znaczy tak, mali Czesi są twardzielami, oczywiście.

Żeby być Czechem na placu zabaw, trzeba być twardym, tak?

No i dużo sportu, dużo też, duży nacisk kładzie się na to, żeby wprowadzać już w bardzo młodym wieku, czy to piłkę nożną, hokej, floorball jest bardzo popularny tutaj i to widać na tych boiskach, na tych placach zabaw.

Zresztą dużo jest, nie wiem czy zwróciłeś uwagę, bo nie wiem jak szedłeś, czy szedłeś przez osiedle, czy szedłeś przy szkole, tu jest taka duża szkoła podstawowa, modrała szkoła?

Przez taki pas zieleni, podejrzewam, że pod nim biegnie linia metra.

To nie szedłeś koło szkoły, ale na przykład przy tej szkole masz bardzo dużo infrastruktury treningowej, to znaczy jakichś tam, wiesz, street workoutu.

I to jest jakby rzecz dość powszechna, którą też w każdym wieku ludzie tutaj wykorzystują.

Mój syn tam dość chętnie chodzi ćwiczyć.

I zawsze jest tak, że tam ma i dzieciaki w swoim wieku, 14-15 lat, i takich starszych nastolatków, i dorosłych, i jakby, wiesz, tam widzisz faceta, nie wiem, w moim wieku, czyli powiedzmy 40+, który gdzieś tam naparza podciągania na tych, wiesz, wszystkich drabinkach, no to jest jakby zjawisko dość normalne.

To jest generalnie, mam wrażenie, jeżeli to zostawić z Polakami, co brzmi dość paradoksalnie w kontekście tego, co mówiliśmy o tych ospodach, tym alkoholu i tak dalej, że to jest jednak dość wysportowane.

No i wtedy chodzi tak na potęgę, też w stylu, w jakim się w Polsce nie chodzi.

Tu się wszędzie chodzi.

Pociąg wyjeżdża gdzieś poza miasto i łazi, to prawda, no.

Jeżeli chodzi o dzieci, zebrałeś mi puentę, bo ja miałem właśnie powiedzieć, że znam takie polskie powiedzenie, że brudne dzieci to szczęśliwe dzieci i że to generalnie tutaj widać, nie?

Ale też jeszcze jedna rzecz, na którą zwrócił uwagę, że tu z jednej strony dzieciom zostawia się dużo więcej swobody.

To znaczy nie ma takiego kwokowania.

Tu ani mamusie, ani tatusiowie nie stają i nie robią kwoki.

Przewróciłeś się w stanie odszepić dalej.

Ale z drugiej strony też jest moim zdaniem, wymaga się od dzieci dużo większej odpowiedzialności.

To znaczy to jest na przykład typowe, że dzieci dostają jakieś swoje obowiązki już dość wcześnie, jakieś swoje zadania, że jakby uczą się tego, że są częścią, no że kurczę, że ludzie mają jakieś obowiązki.

Wojtek kiwa głową.

Wojtek kiwa głową.

Więc to dzieciństwo tutaj rzeczywiście jest.

To się zgadzamy, co do tego, że ono tutaj jest jednak trochę inne niż w Polsce i że to są akurat rzeczy, które chyba warto byłoby do Polski jakoś tam przynajmniej częściowo poprzeszczepiać.

Dopisuję do swojej listy w takim razie.

Jak się tu czujesz jako obcokrajowiec ze strony państwa, systemu, prawa, społeczeństwa?

Bo jeśli chodzi o społeczeństwo, to jest społeczeństwo, myślę, w podobnym stopniu ksenofobiczne jak polskie, tylko w trochę innym stylu.

Takim zakamuflowanym trochę.

Tak, tego nie widać tak jak w Polsce.

Ja nawet niedawno nagrywałem rozmowę z Pawłem Trojanem i jakby mówiłem, że tutejszy nacjonalizm może nie polega na bitwach pod Empikiem, co nie znaczy, że go nie ma.

Natomiast z punktu widzenia państwa urzędów, czy czujesz na przykład gdzieś jakąkolwiek różnicę w traktowaniu cię?

Nie mam takich doświadczeń.

Nie mam doświadczeń związanych z tym, że byłbym potraktowany gorzej dlatego, że jestem Polakiem, czy dlatego, że nie jestem Czechem.

Praga mimo wszystko jest dosyć kosmopolitycznym miastem.

Żyje tu wiele osób, które przyjeżdżają do pracy, które uciekają z jakichś terenów ogarniętych wojną itd., itd.

Polaków jest tutaj bardzo dużo.

Co mnie zaskoczyło trochę, jeśli rozmawiamy o tych kwestiach, to akurat to, że w urzędzie imigracyjnym, czy tutaj jest to policja, że trzeba załatwiać wszystko w języku czeskim, ewentualnie można przyjść z tłumaczem, który będzie przekładał na język czeski.

Ja akurat, kiedy załatwiałem te sprawy meldunkowe, to władałem językiem czeskim w takim stopniu, że bez problemu sobie poradziłem.

Wiesz co, to nie są moje doświadczenia.

Jestem czeskim obywatelem.

Ja mogę pogadać tutaj o doświadczeniach, że tak powiem, rezydenta w Polsce, które też jakby do najbardziej różowych na świecie nie należą.

Powiem tak, w Polskim Urzędzie do Spraw Cudzoziemców, czy w tej chwili na poziomie Urzędu Wojewódzkiej, bo tam to jest w tej chwili przeniesione, właściwie do momentu, do którego nie dojdziesz do tego etapu, że gdzieś zobaczą, że masz unijny paszport, to jesteś traktowany jak śmieć.

Po prostu jesteś traktowany jak śmieć.

paszport obywatela Unii Europejskiej, to wtedy jest jakby, wiesz, tak samo jak w polskim urzędzie dla Polaka.

Miło, przyjemnie, sympatycznie, rzeczowo i tak dalej.

Więc bym się nie zdziwił, gdyby to było dość podobnie, tak?

No to nie, powtórzę, tutaj nie mam żadnych przykrych doświadczeń.

Może gdzieś tam zdarzało się, że ktoś, to raczej mojej żonie, która właśnie jeszcze jakiś czas temu nie mówiła tak dobrze po czesku, żeby na co dzień się porozumieww różnych sprawach,

zdarzyło się coś takiego, że ktoś nie bardzo chciał mówić po angielsku i się trzymał twardo tej czeszczyzny, żeby nie wiadomo co udowodnić, a może z lenistwa po prostu.

Ja się nad tym zastanawiam, też niedawno o tym rozmawiałem z koleżanką.

Zastanawiam się na ile to jest kwestia lenistwa, nacjonalizmu i chęci udowodnienia czegoś, a na ile to jest kwestia tego, że ta znajomość języka angielskiego i to wynika również z badań na poziomie Unii Europejskiej jest tutaj gorsza niż w Polsce.

Nie chcę mówić, że jest beznadziejna, ale różnica jest dość duża.

To znaczy jakby na tle innych krajów Polacy tak wcale źle nie jest.

Jak oceniasz, o tym trochę rozmawialiśmy, stosunek do pieniędzy, ale też tego, co się z pieniędzmi robi?

Socjologicznie jest taki fajny termin, mówię to jako socjolog bez magisterki, symbolizm statusu.

Bo to jest zjawisko, które w Polsce jest dość mocno ugruntowane.

Myślę, że ma społecznie dość duże znaczenie, a twoim zdaniem tutaj, czy w ogóle stosunek do pieniędzy, do bogactwa, jakiejś takiej elitarności, klasowości, czy to są jakieś analogie do Polski?

Myślę, że jest przeciwnie, że tutaj ktoś, kto ma dużo pieniędzy, kto może sobie na dużo pozwolić, nie obnosi się z tym w żaden sposób.

Ja mieszkam w takim miejscu, gdzie wiem, że są ludzie na wysoko postawionych pozycjach, zarabiający niemałe pieniądze i za niemałe pieniądze kupili sobie mieszkania w bloku, w którym żyję.

Szczególnie, że żeby w Pradze kupić mieszkanie, to trzeba mieć naprawdę niemałe pieniądze.

Nowe budownictwo i ja po nich nie widzę, żeby oni jakoś się dystansowali, odgradzali, żeby obnosili się z tym, na co sobie mogą pozwolić i tak dalej.

I to mi bardzo imponuje akurat, że ten egalitaryzm czeskiego społeczeństwa mi bardzo imponuje.

Myślę, że jest zdrowy.

Ja Ci powiem anegdotycznie, nie będę tu wchodził w szczegóły z przyczyn oczywistych, bo też nie bardzo mi wolno, ale jakiś czas temu konsultowałem pewien projekt wspólnie robiony na rynek polski i czeski.

Chodziło o jakiś tam projekt filmowy i on przedstawiał jakieś tam wydarzenia dziejące się na strzeżonym osiedlu i było do mnie pytanie, dlaczego ten projekt jest odbierany dużo gorzej w Czechach niż w Polsce.

I jakby tu nie miałem żadnego problemu z udzieleniem odpowiedzi.

Czasem przy tego rodzaju wyzwaniach się trzeba nieźle nagłówkować, pogrzebać w badaniach i tak dalej.

I mówię, ponieważ pokazujecie im sytuację, której oni nie rozumieją.

wnie dobrze możecie pokazać im afrykańską wioskę i to będzie kulturowo w takiej samej odległości od ich codziennych doświadczeń.

Wróćmy do hospody.

Jakoś tak kręcimy się wokół tego miejsca i w sumie znajdujemy się w nim, więc trudno nie wracać.

Ale to jest właśnie symbol tego zjawiska, o którym mówimy, bo ludzie w Czechach nie chodzą na to piwo czy osiem piw do...

do takiej hospody, która będzie wyznaczała ich, czy pokazywała, czy będzie jakąś emanacją ich statusu społecznego.

Do swojej.

Do swojej, na osiedlu.

Jest taka anegdota, myślę, że jest to anegdota wyssana z palca, ale ona dość dobrze opisuje to zjawisko.

Ona dotyczy lat międzywojennych, kiedy to Czechy miał odwiedzić, zdaje się, francuski premier, już w tej chwili nie pamiętam, który.

I zaprosili go do jakiejś gospody w centrum miasta i on tam siedzi z tymi dyplomatami czy z ministrem spraw zagranicznych.

Nie pamiętam już w tej chwili dokładnie.

Siedzi z Beneszem przy tym stole i tak się rozgląda po tej gospodzie i mówi, o tamtego pana poznaję, to jest przewodniczący waszego parlamentu, tak?

To taki mala szlakiernik tam gdzieś ma warsztat tutaj obok.

No i ten Francuz podobno to skomentoww ten sposób, że wam się udało tutaj wcielić w życie ideały republiki, tak?

I tak jak mówię, nie sądzę, żeby to była prawdziwa anegdota, natomiast ona bardzo ładnie ilustruje to zjawisko, że to rzeczywiście trochę tak jest.

Chociaż oczywiście, kiedy Wacław Havel prowadził Billa Clintona z Latemu Tygru, to jednak wymieniano...

Zostawiano tych takich najbardziej podstawowych sztamga stół, czyli stałych bywalców, ale jednak generalnie większe obsady wymieniano.

Na reprezentatywnych.

Na takich nieco bardziej właśnie.

Trochę wrócę do kwestii dzieci pod kątem demografii.

Do niedawna Czechy często przywoływano w Polsce jako wzór demograficznych sukcesów, chociaż chciałbym tutaj zastrzec, że te demograficzne sukcesy dalej były grubo poniżej wskaźnika wymienialności pokoleń.

Ja nawet nie tak dawno temu o tym gdzieś pisałem, że entuzjazm entuzjazmem, ale to znaczyło tylko tyle, że Czesi wymierają nieco wolniej.

Pamiętam, że ile ten wskaźnik dzietności w Polsce wtedy wynosił chyba 1,22, to tutaj był około 1,5, a zastępowalność pokoleń jest od 2,1 czy 2,2, więc jakby to było też do dupy, tylko trochę mniej.

Natomiast ta różnica na tle Polski czy innych krajów regionu, ona była naprawdę ogromna.

Używam tutaj czasu przyszłego z pełną świadomością, bo rzeczywiście w ostatnim czasie...

Tam są podawane różne powody.

Jest podawana kwestia dostępności mieszkań, niepewności ekonomicznej i ogólnie niepewności dzisiejszych czasów, wojny, kryzysów, niestabilnej sytuacji.

Jest podawana tam również kwestia zmiany pewnych wzorców społecznych, co jest zjawisko globalne w krajach rozwiniętych.

Jest też podawana kwestia tego, że właściwie w tej chwili w wiek reprodukcyjny wchodzą roczniki zniżu, więc siłą rzeczy jak jest mniej potencjalnych rodziców, to i dzieci będzie mniej.

Bo w Polsce wydaje się, przynajmniej na poziomie deklaracji, że kryzys demograficzny, czy fatalna sytuacja demograficzna jednak jest jakimś tam tematem.

Ja już nie chcę się wdaww to, jak jest z remedium, receptami, działaniami.

Nie, o tym jest nasza rozmowa i myślę, że to można by długo i gorzko mówić, ale to jest temat.

To jest w mainstreamie temat.

Tak biją na alarm, to się pojawia, mówią o tym politycy, mówią o tym publicyści, mówią o tym naukowcy.

A jak to wygląda tutaj?

Wiesz co, nie sądzę, żeby to była sprawa, którą ktoś przyjmowałby się na co dzień, natomiast zauważam, że w momencie, kiedy są publikowane właśnie jakieś alarmujące dane dotyczące tego współczynnika dzietności, który spada, spada, spada i cały czas spada,

No to to przez pewien czas gdzieś tam żyję.

W mediach, w jakichś dyskusjach.

Do tej listy powodów, które tutaj wymieniłeś przed chwilą, ja bym dodał jeszcze jeden, który gdzieś tam wynika z różnych rozmów i z tego co słyszę też w mediach.

Że często jest tak, że pary, które decydują się na dziecko, mają takie doświadczenia, że już im się nie chce przechodzić przez ten proces po raz kolejny i zwykle kończy się to z jednym dzieckiem.

Ewentualnie biorą sobie psa albo trzy, bo to tak też często tutaj w Czechach, w Pradze wygląda.

Natomiast oczywiście pod kątem demograficznym, ekonomicznym i tak dalej jest to problem.

którego nie da się uniknąć, ale niespecjalnie chyba politycy się nim zajmują, takie mam wrażenie.

On nie funkcjonuje w jakimś takim codziennym dyskursie publicznym, tylko pojawia się ad hoc, jak pokazywane są jakieś dane.

Aha, dobra, jest źle, ale pijmy się piwa.

No to jest ogólnie, myślę, w Czechach jest kilka takich dużych systemowych problemów.

To jest na przykład reforma systemu ubezpieczeń społecznych, reforma emerytalna i właściwie wszyscy mówią o tym, że ten system emerytalny jest skalibrowany fatalnie, trzeba by z tym coś zrobić i każdy to właściwie odkłada na kolejną kadencję.

Wiemy, że w tej chwili w październiku najprawdopodobniej wymieni się władza premierem.

Zapewne znowu po czteroletniej przerwie zostanie Andrzej Babisz.

Jestem stuprocentowo przekonany, że kto jak kto, ale on z tym nie zrobi niczego.

Rozumiem, że gdzieś tam może poprzesuwa jakieś...

Pieniądze pomiędzy poszczególnymi kolumnami w tych arkuszach ekscelowskich, co tak naprawdę zrobił ten rząd, bo ten właśnie przeprowadził reformę, która polegała na przesuwaniu pewnych środków z jednego konta w drugi, że nawet tego nie zrobi.

Więc to jest trochę taki czeski styl uprawiania polityki.

O tym nie tak dawno temu, nie wiem, czy słuchałaś tego odcinka, rozmawiałem z Jankiem Śkwyrniakiem, że nie ma wizji, że nie ma długopalowej perspektywy.

Że tutaj to nie jest kraj wizji, to jest kraj rządzenia od kadencji ciepłej wody.

Od wyborów do wyborów, ale też jednak na zasadzie trochę ciepłej wody.

To znaczy, że jeżeli coś działa, jeszcze się nie rozpadło, nie jest w jakiejś totalnej agonii, nie przewróciło się na grzbiet, to dobra.

I to tak trochę się też boję, że wszystkie jakieś rozmowy na temat reformy w służbie zdrowia czy reformy w systemie edukacji, że generalnie rzecz biorąc będzie wyglądało właśnie tak samo.

Że system może jest lepszy niż w Polsce, czy inaczej.

System jest na pewno lepszy niż w Polsce, ale ma swoje rozliczne bolączki, z którymi należałoby coś robić, na przykład niedobór lekarzy, bo to jest dość duży problem tutaj.

I że znowu będzie tak, ej, no jakoś się to udało połatać, tu gdzieś tam dołożyliśmy, tu coś tam zmieniliśmy, kręci się.

Chodźmy na piwo, nie?

Myślę, że to jest ogólnie zasadniczy problem mojej ojczyzny, choć nie chcę mówić, że polska koncepcja wielkich wizji, z których wynika dokładnie tak samo nic, albo co gorsze wynika z nich jakiś absolutny, totalny chaos, po którym jest jeszcze gorzej niż było, że jest lepszym sposobem, tak?

No ale jednak dociągnęliśmy w Polsce do końca, czy nadal ciągniemy parę projektów infrastrukturalnych, których no tutaj jak nie było, tak nie ma i pewnie nie będzie.

Może się doczekamy za dwa lata, że w końcu podciągną autostradę do Bolkowa.

No praca wra.

Praca wra, ale ostatnio została zatrzymana ze względu na tę zwiększoną radioaktywność.

Radioaktywność, bo gdzieś tam weszli w jakiś obszar, na którym żużle.

Chyba żużył z ciepłowni czy z czegoś takiego.

Ale tam gdzieś to nawet sprawdzałem, mówi, że to nie jest jakiś wielki problem.

To znaczy, że to jest problem rzeczywiście, ale nie taki, że wiesz, na kolejne pięć lat

Nie, że to jest raczej do ogarnięcia w przeciągu dwóch, trzech miesięcy i do nadrobienia w ogólnym tym.

Ale tak, to jest dość typowo.

Ja tak ironizuję, bo zwykle jak również w ramach mojej pracy zajmuję się jakimiś wiadomościami dotyczącymi tych projektów infrastrukturalnych, budowy autostrad czy czegokolwiek innego, jak tam jest podany jakiś czas, że za 10 lat coś zbudują,

Ja tak jeszcze połowę doliczam do tego, tak?

Oczywiście na własne potrzeby, ale jestem sceptyczny wobec tych terminów, które są deklarowane na samym początku jakichś inwestycji w Czechach.

Ja będę musiał się chyba kiedyś uśmiechnąć do doktora Dębce z Ośrodka Studiów Wschodnich, żebyśmy jednak dokładnie wytłumaczyli, na czym polega ten problem, bo my kilka razy o tym wspominaliśmy, ale myślę, że to jest rzecz, która... że miałoby sens jakoś rozłożenie tego na czynniki pierwsze, tego po prostu absolutnie

paranoicznego procesu inwestycyjnego tutaj niezależnie od tego, czy rozmawiamy o budowie dużych inwestycji infrastrukturalnych, autostrad, kolei i tak dalej, czy rozmawiamy o budowie domu mieszkalnego w Pradze, bo tutaj na przykład ten czas, który upływa od momentu, w którym podejmiesz decyzję o budowie bloku do momentu, w którym ten blok powstaje jest z polskiej perspektywy jakieś absurdalne.

Nie pamiętam, gdzieś ostatnio widziałem jakieś dane średnie, to było chyba 8 lat czy 9 lat.

To jest problem i to jest problem, z którym też się niewiele zmieni.

To znaczy jakby jestem pewien tego, że tak jak nie zostanie rozwiązana kwestia reformy systemu ubezpieczeń społecznych, tak nie zostanie rozwiązana kwestia przyspieszenia procesów inwestycyjnych.

Wspomniałeś przed chwilą o swojej dziennikarskiej pracy i to jest taki ostatni blok tematyczny, wokół którego chciałbym, żebyśmy się trochę pokręcili.

Masz doświadczenia...

Jesteś dziennikarzem radiowym od lat.

Pracowałeś na Pomorzu, pracowałeś w rozgłośniach ogólnopolskich.

Od kilku lat pracujesz w Czechach.

Jest coś takiego, co się bardzo różni na pierwszy rzut oka w pracy dziennikarza tu i tam.

Znów trudno mi to porównywać, bo ja pracowałem jednak jako reporter przez długi czas, jako reporter rozgłośni czy mediów lokalnych albo regionalnych.

I nie miałem styczności z taką wielką polityką, z wielkimi wydarzeniami.

I podjęcie tej pracy, przeprowadzka do Pragi, to było dla mnie uczenie się takich rzeczy od nowa i od samego początku.

Więc trudno mi to porównać.

Myślę, że generalnie w swojej pracy spotykam się raczej z ludźmi, którzy wychodzą mi naprzeciw w wielu sprawach.

że rzadko zdarza się, chociaż zdarza się to, że ktoś mnie po prostu olewa.

Zwykle są to jakieś instytucje państwowe niestety, od których chce się wyciągnąć taką czy inną informację albo chce się czegoś dowiedzieć.

No właśnie.

Ale nawet w tych instytucjach państwowych, no zależy na kogo się trafię.

Myślę, że to zależy od człowieka chyba przede wszystkim, bo również w tych instytucjach państwowych znam sporo ludzi przyjaznych, otwartych, chętnych do kontaktu, wyprzedzających już pewne wydarzenia, informujących mnie z jakimś wyprzedzaniem o różnych sprawach i współpracuje się z nimi świetnie.

No ale jak się trafi na kogoś, komu się nie chce albo kto macie gdzieś, no to niewiele można z tym zrobić.

Pracuję natomiast dziennikarsko na co dzień w Polsce, również, a może głównie na szczeblu instytucji centralnych.

Myślę, że te problemy, które w tej chwili wymieniłeś, czyli na przykład to, że ktoś cię oleje, albo wprost oleje prawo prasowe, albo kwestie dotyczące dostępu do informacji publicznej, że jednak w Polsce zdarzają się częściej.

Ciężko mi właśnie to porównać, bo nie pracowałem na tym poziomie warszawskim, nie miałem z tym do czynienia, ale tutaj pracuje się dobrze generalnie pod tym względem.

Jakichś większych zastrzeżeń nie mam.

Czasem zdarza się na przykład, to jest, może to też zdarza się w Polsce, ale ja tego doświadczyłem dopiero tutaj, że na różnych dużych wydarzeniach, jak na przykład Szczytrady Europejskiej, który był w Pradze, dziesiątki, jeśli nie setki dziennikarzy z całego świata i biuro prasowe, czy cała ta sala, w której byli dziennikarze,

zamykane tuż po konferencji prasowej, która była dużo opóźniona, gdzie już po prostu na kolanie musisz kończyć pisanie jakiejś korespondencji i to mnie jakoś tak uderzyło wówczas, ale to się powtarzało również przy różnych mniejszych okazjach, że kończyła się konferencja prasowa, do widzenia, no to okej, jak jesteś samochodem, to jeszcze dobrze, bo sobie wsiądziesz do auta i tam dokończysz swoją pracę, ale jak przyjechałeś tramwajem albo nie wiem, w jakiś inny sposób, no to musisz szukać hospody.

Bo to jest coś, o czym wydawcy mówią niechętnie, ale wiemy jako dziennikarze, że ruch spółdzielczy w Polsce między dziennikarzami istnieje, bo bez tego wszystko by się zawaliło.

Oczywiście, nie, pomagamy sobie.

Znaczy ja też poruszam się może w takich tematach, w których specjalnie tej pomocy nie wymagam, ale zdarzało się.

Ja z różnymi osobami współpracowałem i nigdy też nie spotkałem się z jakąś odmową czy z niechęcią.

Jak tutaj wyglądają kwestie takie techniczne?

To jest coś, co w Polsce od kilku lat jest wprowadzane dość intensywnie na poziomie rządowym, na poziomie KPRM-u.

To jest system akredytacji, już nie ma tak, że wejdziesz z ulicy.

To znaczy, że można było wejść z ulicy?

Nie, że nie można było wejść z ulicy.

Można wystąpić albo o stałą akredytację, albo akredytować się na poszczególne wydarzenia.

Nie, nawet nie przyszłoby mi do głowy, żeby pójść gdzieś bez wcześniejszej akredytacji.

Te terminy są zawsze podawane i ja zawsze przepraszam, jak przekroczę ten termin o godzinę albo półtorej.

Przytrzymane są często naprawdę z dużym wyprzedzeniem.

Z dużym wyprzedzeniem, tak.

I zawsze drżę, czy jeszcze mi ten wniosek o akredytację przyjmą.

I też muszę powiedzieć, że moim zdaniem politycy w Polsce są dla dziennikarzy zdecydowanie bardziej dostępni niż tutaj.

To znaczy to wygląda trochę, może się źle wyraziłem, tu nie ma problemu z tym, żeby się umówić na rozmowę z politykiem, może nie każdym, ale powiedzmy nie ma, natomiast te terminy.

To nie jest tak, że złapiesz na korytarzu, panie ministrze pogadajmy chwilę.

Ja przez długi czas zastanawiałem się, czy to wynika z tego, że jestem z zagranicznego medium i jestem traktowany jakoś inaczej, czy po prostu jest taka kultura.

Dochodzę do wniosku, że po prostu jest taka kultura, że bardzo mało rzeczy da się załatwić tak ad hoc.

I jest bardzo mała elastyczność w niektórych sytuacjach, nie tylko jeśli chodzi o polityków, ale również, nie wiem, jakichś dyrektorów mniejszych instytucji.

Też byłem w takich sytuacjach, gdzie coś próbowałem zasugerować tuż przed tym nagraniem, że może zróbmy to nie w biurze, tylko tutaj gdzieś na ulicy, żeby to fajniej zabrzmiało, skoro rozmawiamy o takim a takim temacie.

Już czułem jakiś taki dystans, jakąś taką rezerwę, no nie, no tak na ostatnią chwilę, nie, to się nie da i musiałem godzić się na to, co dostałem po prostu.

Nie masz też trochę takiego wrażenia, ja się tu przy tym nie upieram, to jest moje wrażenie, że tu jest dużo mniej, że na przykład jeżeli mowa o systemach politycznych, partiach, rządzie i tak dalej, że one są dużo bardziej szczelne, jeżeli chodzi o przecieki niż w Polsce.

W Polsce naprawdę dziennikarz, jeżeli długo siedzi w polityce, ma swoją, pokazuje teraz trochę jak się robi parówki, ale ma swoje kontakty, ma ludzi, z którymi czasami prowadzi dość dziwną grę, bo tak naprawdę to i on ich usiłuje trochę wykorzystać i oni jego, no ale masz jakieś swoje kontakty wysoko postawione, potem piszesz, jak wiemy z dobrych źródeł, powinieneś to weryfikować.

zestawiać z innymi źródłami i tak dalej.

Tu jest tego, moim zdaniem, wydaje mi się dużo mniej.

Tu się po prostu pewnych rzeczy nie wynosi na zewnątrz.

Tak, znów nie mam doświadczenia z tą dużą polską polityką.

Natomiast tutaj z własnych doświadczeń, z obserwacji widzę dokładnie to, o czym mówisz.

Te sprawy nie wyciekają.

Te sprawy są publikowane w jakiś taki kontrolowany sposób, mam często wrażenie.

I też mało chyba takich afer jest ujawnianych przez media, w porównaniu z Polską przynajmniej, nie wiem, może po prostu tych afer mniej jest.

Za to, jakie już są, to takie, wiesz, że Blażek wyprał trzy miliardy kolon, nie?

Odsyłamy do jednego z poprzednich odcinków na temat prania pieniędzy z darknetowego marketu.

Natomiast to była chyba afera, która nie wyciekła, tylko po prostu zapis o tej transakcji był dostępny publicznie.

Ona nie wyciekła, w ten sposób nikt tego nie wyniósł.

Dziennikarstwo Śledcze, które tu akurat funkcjonuje całkiem nieźle,

inwestygatywa tak zwana po czesku, no to było ustalenia dziennikarzy śledczych wynikające z analizy ogólnie dostępnych źródeł.

Było to tak, że ktoś przyszedł, wyniósł tą informację, żeby podpieprzyć kolegę do rządu, co akurat w Polsce jest naglinne.

Jedna rzecz, która jest dla mnie dużą różnicą i to jest różnica, która mnie niebywale bawi,

Bo o ile Czesi są maksymalnie wyluzowani, jeżeli chodzi o wygląd, o tyle akurat jeżeli chodzi o obecność dziennikarzy w instytucjach publicznych, drasko tutaj to jest rzecz święta.

To znaczy tu nie ma czegoś takiego, że przyszedł operator w polarze, bo mu po prostu pokazali drzwi.

To prawda, jest zwykle w informacji prasowej, w jakiejś zapowiedzi prasowej taka notacja, wchodny ogiew, czyli odpowiedni ubiór.

Trzeba dostosować go do okazji i no mi się nie zdarzyło złamać tej zasady.

Nie, ale to jest dość zabawne, że jakby wiesz, w takim codziennym, chodzisz po czeskiej ulicy i o tym mam wrażenie, dość obszernie rozmawiałem w którymś z odcinków z Pawlem Trojanem z Polskiej Organizacji Turystycznej, że nie przywiązuje się tutaj wagi do tego.

Przychodzisz na spotkanie w krótkich spodenkach, zresztą teraz też siedzimy obaj w krótkich spodenkach, ale jest to prywatne spotkanie.

Spotkanie jest wieczór, a w dzień było 35 stopni, ale generalnie pewnie na spotkanie w ciągu dnia byśmy przyszli dokładnie tak samo.

O tyle jak idziesz na przykład do strakowki, do siedziby rządu, no nie, po prostu się nie wpuszczą.

Tak, pod tym kątem rzeczywiście jest rygor.

Na koniec, co byś powiedział Polakom, którzy rozważają przeprowadzkę do Czech?

Na co warto zwrócić uwagę?

Wiesz co, myślę, że powiedziałbym, żeby spróbowali poznać te Czechy bez jakiegoś nastawienia, że tu będzie tak a tak.

Myślę, że ten obraz Czech, który funkcjonuje w Polsce, może to, że jest przekłamane, to zbyt mocne słowo, ale nie jest pełny na pewno.

I fajnie, że są takie podcasty jak twój, które trochę to odczarowują.

To znaczy, wiesz co, moim zdaniem, a to nie są akurat moje słowa, bo to mądrzej się do mnie mówili, ale Polacy żyją swoją wizją Czech.

No tak, no jeśli... Czech i Czechów, tak?

Jeśli wiesz, znasz te trochę z filmów, z literatury, ewentualnie z jakichś wyjazdów do Pragi, no to jest na pewno co innego niż codzienne życie tutaj.

Więc mówisz, żeby się nie nastawiać, tylko otwarcie.

Otwarcie, żeby poznać te Czechy po swojemu.

Każdy trafia w inne miejsca.

Ja tutaj rozmawiałem z Tobą o jakichś swoich doświadczeniach.

Wiele osób, które żyły albo nadal żyją w Pradze, może mieć zupełnie inne doświadczenia.

Więc fajnie tę Pragę i te Czechy poznać na swój sposób, przyjechać tutaj bez jakiegoś nastawienia, że będzie tak albo inaczej, ewentualnie pozbyć się tego obrazu wkodowanego przez to jak czeska kultura jest przedstawiana bardzo często w Polsce, no i po prostu zobaczyć jak to jest.

Masz czasami taką perspektywę, że... Albo inaczej.

No to jest twój dom w tej chwili.

Jak się żyje z taką perspektywą, że miejsce urodzenia i dom to są dwa różne miejsca?

Wiesz co, nie chcę cię pytać, bo wcześniej mówiłeś o tym, że no jednak planujesz kiedyś wrócić.

I szczerze mówiąc, ja też takim jestem starszy, tym częściej sobie mówię, że planuję kiedyś wrócić.

Tylko, że w przeciwnym kierunku.

Tylko w przeciwnym, tylko w drugą stronę.

Ja chyba o tym kilka razy mówiłem.

Jest to dla mnie dość schizofreniczne, że ja czasami na przykład mówiąc u nas muszę się chwilę zastanowić nad tym, co akurat mam na myśli i bardzo istotny jest tutaj kontekst.

Więc chciałem cię zapytać, jak tobie się z czymś takim żyje, że właściwie to twoje u nas jest w pewnym sensie trochę tak jak u mnie, tylko w drugą stronę.

Wiesz co, no perspektywa się zmienia w momencie, kiedy masz małe dzieci, które wychowują się tutaj, które rodzą się tutaj, jak w przypadku mojej córki akurat.

Już narobiliście bałaganu w dowodzie na całe życie.

Dokładnie, ma tą Pragę tam wklepaną już na zawsze.

One żyją tu już po swojemu.

Mój syn mówi świetnie po czesku, mówiąc po polsku, wplata niektóre słówka.

Tutaj też nam trochę zabrakło może miejsca, żeby o tym wspomnieć, więc pozwolę sobie teraz, że on na przykład nie mówi okrągły, tylko mówi kulaty.

wi po polsku, tak?

Po polsku używa takiego słowa.

On nie mówi, że...

Tu jest coś napisane, tylko mówi, że tu jest napisano.

To są takie elementy, które znając język czeski, no wyłapiesz, że to jest już inwazyjne działanie czeszczyzny na polszczyznę.

W każdym razie zmierzam do tego, że może da się mieć dwa domy.

Wiesz, tak jak prażanie mają...

Idą w Pradze i chadą albo chalupą.

Idą w Pradze i chalupę poza miastem.

Wiesz, dlaczego ja cię o to pytam?

Bo to jest też dla mnie osobiście dość istotna kwestia, że ja całe swoje życie jestem w szpagacie, który z jednej strony, jak wiadomo, jest...

pozycją gimnastyczną, która jest umiarkowanie wygodna.

No bo taka jest prawda, ten szpagat jednak on ma jakieś swoje koszty, to boli i tak dalej, ale z drugiej strony to, co ja sobie w tym bardzo cenię, to jest dużo szersza perspektywa.

Czy masz takie wrażenie na co dzień, że ty, Wojciech Stopba, masz w tej chwili dużo szerszą perspektywę na oba te kraje?

Tak właśnie myślę.

Użyłeś też bardzo fajnych obrazowych słów.

Szpagat, wcześniej mówiłeś o schizofrenii i tak teraz sobie pomyślałem, że to jest chyba coś, z czym już po prostu przyszło nam żyć w jakiś tam sposób.

Pięć lat w Pradze, czyli ten mój dorobek powiedzmy, to może nie jest jakoś specjalnie długo.

Ale myślę, że na tyle długo, że już to jakiś ślad zostawia.

I w drugą stronę to działa tak samo.

Nadal bardzo ciepło myślę o swoim mieście, o Tczewie, o tym, kogo tam mam, o tym, co tam mam i tak dalej, i tak dalej.

Więc taki dualizm.

Wielu Czechów mi zazdrości.

To byłby kraj idealny, gdybym miał swój kawałek morza.

To co na Kralowiec?

O tym, jak się żyje Polakowi w Czechach i nie tylko, o całym szeregu innych rzeczy.

Rozmawiałem z Wojtkiem Stopbą, korespondentem Polskiego Radia w Pradze.

Wojtku, bardzo Ci dziękuję.

To ja Tobie dziękuję i Państwu dziękuję za wytrwałość.

Mam nadzieję, że ta rozmowa Was nie zawiodła.

Wszystko to było.

Psy szczekały, biły się sierpówki.

Szerszenie latały dwa razy.

Raz jeszcze Wojtku, dziękuję ci bardzo.

Bardzo ta nasza rozmowa była czesko-polska w duchu.

W takim znaczeniu, że nie zdziwię się, jeśli ją uznacie za wzorcowy przejaw wspólnej cechy Czechów i Polaków, mianowicie narzekania.

Bywają fajne, bywają też niefajne.

Zresztą tego już na nagraniu nie ma, ale Wojtek całą naszą rozmowę podsłuchał słowami, że dobrze się tu żyje.

Jest w Czechach coś takiego ciężkiego do zdefiniowania.

Jakiś klimat, relacja, atmosfera, które sprawiają, że to jest kraj przyjazny do życia.

Codzienność nie jest tam walką o przetrwanie.

Mimo wszystkich naprawdę rozlicznych bolączek i problemów.

Generalnie ideą Czechostacji nie jest ani malowanie Czech w barwach różowych,

ani na czarno, tak jak nie jest jej ideą udowadnianie, że to kraj lepszy albo gorszy od Polski.

To jest po prostu miejsce w wielu aspektach podobne, w innych różne albo nawet bardzo różne.

I ja bym chciał, żebyście je lubili bądź nie lubili, ale na podstawie faktów, nie mitów czy wyobrażeń.

I nie da się ukryć, że moja misja nie trafiła w próżnię.

Liczba wiernych odbiorców podcastu rośnie.

Na YouTubie to już ponad 12 tysięcy subskrybentów, na Spotify ponad 5 tysięcy.

No i ogromna, niewyobrażalna dla mnie liczba tych z Was, którzy zdecydowali się Czechostację regularnie wspierać finansowo, czyli jej patronek i patronów.

Od ostatniego odcinka powiększyło się o sześć kolejnych.

Aleksandrze, Joanno, Jolu, Macieju, Olu, Pawle i Violetto, bardzo Wam dziękuję za zaufanie.

Bardzo też dziękuję za wszystkie wirtualne kawy i każde dobre słowo w komentarzu, każdego lajka czy każde podanie dalej.

Za tydzień będzie znów solo.

Trochę historycznie, trochę zabytkowo, mocno przewodnicko.

Zabiorę Was na Hradczanę, chociaż nie tylko...

I opowiem o człowieku, który odcisnął na nich raptem 100 lat temu bardzo mocne piętno.

Piętno wyjątkowo charakterystyczne, które równocześnie, mam wrażenie, wielu odwiedzającym to miejsce zupełnie umyka.

Opowiem o słoweńskim architekcie i o żypleciniku.

0:00
0:00