Mentionsy

Damian Olszewski - podcast
08.09.2025 07:45

FENOMEN LABUBU: Czy ŚWIAT UPADA dzięki CHINOM? #BizON

FENOMEN LABUBU: Czy ŚWIAT UPADA dzięki CHINOM? #BizON

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 101 wyników dla "La Fufu"

Labubu, niepozorny stworek z wyłupiastymi oczami, który w kilka lat zamienił się w globalny symbol nowej konsumpcji.

Jej założyciel Wang Ning w ciągu kilku lat awansował z młodego przedsiębiorcy do grona najbogatszych Chińczyków, a jego majątek wyceniany jest na dziesiątki miliardów dolarów.

Jak to możliwe, że pluszowy gremlin z Hongkongu urósł nagle do rangi kultowego fenomenu wartego miliardy dolarów?

Dzisiaj rozbijemy sobie na czynniki pierwsze fenomen Labubu, czyli niepozornej maskotki, która podbiła świat i zarobiła dla właścicieli całkiem niezłą fortunę.

Pamiętajcie o łapce w górę pod materiałem, bo pomaga nam to napędzić algorytm i tworzyć dla Was więcej jakościowych treści.

Geneza Labubu.

Labubu to postać z serii The Monsters, stworzona przez Kasinga Lunga, artystę z Hongkongu.

Popularny stworek należy po prostu do azjatyckiej serii figurek kolekcjonerskich, których głównym zadaniem jest być dostępnym w jak najróżniejszych formatach i detalach.

Ale prawdziwa eksplozja popularności przyszła dopiero w roku 2019, kiedy chińska firma Popmart wypuściła Labubu jako figurkę w tzw.

Stworzenie jednej edycji Labubu może zająć nawet 3 miesiące.

Każdy detal jest ręcznie rzeźbiony, odlewany i malowany, często przez rzemieślników, którzy doskonalili ten proces przez lata.

I choć Labubu może wyglądać jak zwykła figurka kolekcjonerska, niektóre edycje osiągają dziś ceny sięgające tysięcy dolarów.

Założyciel firmy, Wang Ning, uznał, że Labubu to figurka z ogromnym potencjałem, dlatego dystrybucję zaczęto wspierać niezwykle skutecznym marketingiem.

I to tak skutecznym, że niszowy produkt kolekcjonerski stał się nagle modnym dodatkiem dla celebrytów, influencerów, dorosłych, jak i dzieci.

Aby w pełni zrozumieć fenomen Labubu, należałoby dobrze przyjrzeć się sylwetce człowieka, który stoi za sukcesem tej maskotki.

Jednak zanim skupimy się na mechanizmie pożądania, który wytworzył się wokół Labubu, przyjrzyjmy się drodze Wanga Ninga do stania się jednym z dziesięciu najbogatszych Chińczyków i to jeszcze przed czterdziestką.

Historia Labubu.

Po ukończeniu studiów na kierunku reklama postanowił zaryzykować i otworzył pierwszy sklep Popmart wraz ze znajomymi ze studiów.

Sklep wzorowany był na placówkach LogOn, znanych z Hongkongu, które działają w ramach sieci City Super.

Pierwszym tego typu produktem ze stajni Wanga była laleczka Molly.

W tym samym roku do oferty Popmart dołączył także Labubu, futrzak z demonicznym uśmiechem gremlina, który wcale nie był pierwszą maskotką sprzedawaną w formie pudełka niespodzianki.

Zaledwie rok później majątek Wanga Ninga wyceniany był już na 3,2 miliardy dolarów.

Przede wszystkim dlatego, że młody i ambitny Chińczyk wciąż miał w sobie ogromną potrzebę rozwoju.

I to właśnie zapewnił mu ikoniczny Labubu.

Labubu stał się ulubieńcem celebrytów, w tym Riany i Davida Beckhama i wyprzedał się na całym świecie.

Pop Mart ogłosił, że w tym tygodniu wypuści mini wersję Labubu, którą będzie można przypiąć do telefonów.

Właściciel Popmart wielokrotnie powtarzał, że jego firma rosła przez 15 lat, zanim znalazła się w miejscu, w którym jest dzisiaj.

Skupiał się natomiast na detalach.

I tutaj kryje się ważna lekcja dla każdego przedsiębiorcy.

Przedsiębiorca wcale nie musiał wymyślać koła na nowo.

Elastyczność Wanga uwidoczniła się szczególnie w czasie pandemii.

Natomiast trzy lata później, w pierwszym półroczu 2020 roku, było to już ponad 51%, co przełożyło się na 141,3 miliony yuanów czystego zysku netto.

Dzisiaj skala tego biznesu robi ogromne wrażenie.

Dla przykładu w zaledwie 1 sierpniowy dzień fortuna przedsiębiorcy powiększyła się o 2,9 miliarda dolarów tylko dzięki wzrostowi akcji Popmart.

Niewyobrażalny sukces Labubu.

W tych warunkach w 2019 roku do sprzedaży trafia Labubu, które w krótkim czasie stało się najbardziej dochodową i popularną linią marki, która odnotowała wzrost przychodów do 2025 roku aż o przeszło 726%.

To właśnie w latach 2024-2025 kukiełka stała się czymś, co można nazwać fenomenem kulturowym.

Według wielu obserwatorów kluczem do sukcesu Popmart jest mentalność milenialców i pokolenia Z. Dlaczego?

Niby zwykła część garderoby, ale dla wielu symbol statusu i wyjątkowości.

Nasze hasło brzmi back to play, powrót do zabawy.

Te same mechanizmy widzimy przy PlayStation 5, Yeezy czy biletach na głośne koncerty.

Tutaj kluczowa okazała się rola celebrytów.

Prawdziwy wzrost popularności LaBubu przyszedł dzięki celebrytom.

Rihanna, Lisse z Blackpink i Jamie Chow, singapurską influencerkę i bywalczynię salonów, zauważono z breloczkami LaBubu przypiętymi do ich luksusowych torebek.

Gdy gwiazdy zaczęły pokazywać się z LaBubu, szybko stał się on absolutnym must-have dodatkiem.

Posiadanie LaBubu zaczęło urastać do rangi jakiegoś rodzaju luksusu.

Kiedy jedna z największych gwiazd K-popu, Lalisa Manobal, znana szerzej jako Lisa z Blackpink, pokazuje się z figurką, fani natychmiast traktują ją jak coś wyjątkowego.

A potem, wiesz, pokazali mi całą masę rzeczy i jak tylko je dostałam, kompletnie oszalałam.

Właśnie dlatego musisz kupić całe pudełko, rozumiesz?

Nic dziwnego, że zabawki sprzedawane standardowo po około 30 dolarów w limitowanej edycji potrafią sprzedawać się za kilka tysięcy, a nawet kilkaset tysięcy dolarów.

W Pekinie jedna z figurek w wersji naturalnej wielkości poszła nawet za 150 tysięcy dolarów.

W tej historii niedawno pojawił się zresztą nawet i polski akcent, bowiem nawet na poważnym turnieju tenisowym WTA Cincinnati Open organizatorzy uznali, że zamiast klasycznych gadżetów turniejowych Iga Świątek nieświadomie stanie się częścią globalnego trendu kolekcjonerskiego, którego sama nie rozumie.

To właściwie chyba dobra wróżba dla mnie.

Wiele innych gwiazd także wchodzi do tej gry nieświadomie, a poważne dotąd instytucje stają się narzędziem popularyzacji Labubu.

Rząd Tajlandii nawiązał nawet współpracę z Popmart.

W jednej z kampanii Labubu pojawił się przy największych zabytkach ubrany w tradycyjne tajskie stroje, promując turystykę poprzez kulturę zabawek,

Dlatego Wang Ning, mając pełną świadomość globalnego trendu, jaki stworzył, będzie kół żelazo póki gorące.

Popularny Labubu przestał już być nawet zwykłym trendem modowym.

Na Bali sympatyczny stworek przyczynił się do nielada kolejki, a w Wielkiej Brytanii w maju tego roku Popmart musiał wstrzymać sprzedaż po zamieszkach.

Tak, dobrze słyszycie, w Stratford Westfield i piętnastu innych placówkach doszło do przepychanek o pluszowego stworka.

Otóż nowym posiadaczom kart oszczędnościowych, którzy wpłacali ponad 50 tysięcy yuanów na lokatę od 3 do 6 miesięcy, dorzucano, no nie zgadniecie, la bubu.

Ale ten konkretny przypadek szybko przyciągnął uwagę regulatorów.

Dlaczego?

Nic dziwnego, w czasach niskich stóp procentowych banki robiły wszystko, aby przyciągnąć klientów, a jak się okazuje figurka Labubo była ostatnio najlepszą lokatą kapitału.

Zresztą nie tylko dla samych oszczędzających.

Dla Pop Martu maskotka stanowiła bowiem aż 35% sprzedaży w pierwszej połowie 2025 roku.

Pop Mart ogłosił we wtorek, że seria Monster, której częścią jest La Bubu, przyniosła w pierwszej połowie roku prawie 670 milionów dolarów przychodu.

Wang Ning dobrze o tym wie i chyba już rozumie, że nie tylko znalazł żyłe złota, ale także stał się kimś, kto realnie kształtuje trendy i rzeczywistość na całym świecie.

Właśnie wróciłem z Europy i niezależnie od tego, czy w kraju, czy na świecie, od małych dzieci po siwowłosych seniorów, wszyscy wskazują na ten wizerunek i mówią, to jest dla bubu.

Tak naprawdę nasza firma ma dopiero 15 lat.

Od początku kierujemy się zasadą szacunku dla czasu i szacunku dla zarządzania.

Ma już 50-60 lat historii.

Disney istnieje ponad 100 lat.

Popmart ma już za sobą naprawdę spektakularne osiągnięcia, dlatego nie dziwi fakt, że niektórzy już teraz nazywają go chińskim Disneyem.

Kapitalizacja Popmart na dziś wynosi około 52 miliardy dolarów i zdecydowanie przewyższa kapitalizację takich marek jak Hasbro, 11 miliardów dolarów, czy Mattel od Barbie, 6 miliardów dolarów.

Jednak przy ponad 9 miliardach dolarów w przychodach rocznie mogłaby oscylować gdzieś w granicach 60 do nawet 100 miliardów dolarów.

I tak jak w przypadku LEGO, tutaj także mamy licznych naśladowców.

Przy takiej skali popularności pojawiają się także podróbki.

określane jako La Fufu.

Ale na horyzoncie pojawił się fałszywy kuzyn, La Fufu.

La Fufu przyciąga wielu klientów ceną, zaledwie 10 euro za sztukę, czyli o połowę mniej niż oficjalny Nabudo.

To świetny interes dla sprzedawców, którzy importują podróbki z zagranicy.

Ale nawet fala tzw.

La Fufu nie zmienia fenomenu tej zabawki.

La Bubu swoją potęgę zbudował na niezwykłej chęci posiadania.

Co ciekawe, w Popmart można go kupić za kilkadziesiąt dolarów, ale to w drugim obiegu ceny szybują w kosmos.

Najbardziej poszukiwany jest dla Bubu chestnut cocoa, którego cena w serwisach aukcyjnych zaczyna się od około 1500 zł.

Popularność dla Bubu opiera się na kilku prostych, ale piekielnie skutecznych mechanizmach.

Dla wielu osób towarzyszy temu poczucie, jakby ktoś się nimi opiekował, jakby wszechświat miał im zaraz podarować prezent.

Za każdym razem, gdy chiński sprzedawca detaliczny Popmart wypuszcza na rynek nową, designerską zabawkę Labubu, wyprzedaje się ona w ciągu kilku minut.

Polskie badania pokazują, że nawet 94% nastolatków w wieku 15-19 lat doświadcza tak zwanego FOMO.

Popmart odpowiedział nowymi seriami, współpracami i ekskluzywnymi premierami na wydarzeniach takich jak Tydzień Mody w Mediolanie.

Labubu oficjalnie przekroczył granicę.

Na mediolańskim wybiegu Labubu pojawił się w limitowanych strojach zaprojektowanych przez chińską markę Pronounce.

Ale z drugiej strony, kto nie chciałby mieć pluszowego odpowiednika Lamborghini czy torebki Hermesa?

Do tego dochodzą manipulacje cenami, boty wykupujące całe dropy w sekundę i coraz bardziej niezdrowe przywiązanie emocjonalne.

Przysięgam, jeśli tym razem nie trafi mi się różowy labubu, to się załamuję.

Wydałem już 400 dolarów.

To szary Labubu.

Miał być różowy Labubu.

Labubu stał się więc czymś więcej niż tylko zabawką.

0:00
0:00