Mentionsy

Dodane do backlogu
Dodane do backlogu
05.11.2025 12:10

⁠”Usunąłem produkcyjną bazę” i inne koszmary w pracy PM-a 👻

W specjalnej halloweenowej edycji podcastu dzielimy się najstraszniejszymi (i czasem najśmieszniejszymi) historiami z naszej produktowej kariery:

Produkt umarł, bo wszyscy czekali, aż ktoś inny podejmie decyzję - jak dwa lata inercji zabiły cały produkt"Usunąłem produkcyjną bazę danych w drugim miesiącu pracy"Oferta zostania CPO od kogoś, kto wcześniej cię zbluzgał - red flag, czy szansa życia?Brzydki modal wygrał z pięknym onboardingiem o 30% - dlaczego dopieszczanie nie zawsze się opłaca"Wreszcie zrobiliśmy analizę kohortową. 12 miesięcy pracy, zero poprawy w głównych metrykach" - czy nasza praca w ogóle miała sens?Syndrom oszusta czy zdrowy rozsądek? - kiedy odmawiać ofert pracy, które wyglądają idealnie na papierze


Okazuje się, że najgorsze błędy uczą nas najlepszych lekcji.

Masz swoją straszną lub śmieszną historię z pracy PM-a? Podziel się nią z nami - może trafi do kolejnego odcinka!

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 25 wyników dla "PO"

A wyciął go w pień najbrzydszy modal świata zbudowany w third party toolu, który po prostu to popapował po sign upie.

Myślę, że taka może być nasza często konkluzja, jakby tak spojrzeć w dane.

I w sumie to wcale nieprawdziwa, że dużo naszej pracy, nie mówię tylko naszej pracy, ale też developerskiej, po prostu idzie w piach.

Cała ironia i straszność tej sytuacji chyba polegała na tym, że nikt nie chciał wziąć tego na klatę, nikt nie chciał podjąć tego ryzyka produktowego i w skali bodaj półtorej roku, dwóch lat zamiast

Cześć, witajcie w podcastzie Dodane do backlogu.

To podcast, który wziął się z naszych dyskusji o product managemencie.

Porozmawiamy o strasznych, trudnych historiach, które musieliśmy podjąć.

Czy po prostu trudne, nie?

Najpierw są straszne, potem okazuje się, że są śmieszne, tak?

Były związane z długim nie podejmowaniem decyzji i zbyt długą analizą problemu, zbyt wieloma approvalami i dependencjami, bo

No, rzeczywistość nie jest konstant i się bardzo szybko zmienia, więc ten koszt nie podejmowania decyzji jest wykładniczy i tutaj przychodzi mi do głowy taki kasus, taka historia związana z...

Deprekacją pewnych funkcjonalności w jednym z produktów, w którym pracowałem w Sendesku i cała ironia i straszność tej sytuacji chyba polegała na tym, że

że nikt nie chciał wziąć tego na klatę, nikt nie chciał podjąć tego ryzyka produktowego i w skali bodaj półtorej roku, dwóch lat zamiast zdemplekować N funkcjonalności związanych z produktem

Więc to jest taka historia dla mnie na początek, żeby z czasami podejmowanie nawet złych decyzji

Bo jak zacznie się reagować, to jakby zacznie się zajmować każdym najmniejszym, jakby każdą konkretną rzeczą, a potem się okazuje, że jak nie reaguje jeszcze czasem na różne rzeczy, to one się same rozwiązują przez to, że albo inni podejmą jakąś decyzję mniejsze, decyzję albo, nie wiem, albo to się rozwiąże w jakiś inny sposób.

To jest coś typu, nie wiem, jadę na urlop na dwa tygodnie i nagle się okazuje, że wcale to nie jest tak, że musiałem podjąć milion tych różnych takich decyzji.

Czy wy też tak macie i czujecie, że w tą stronę, że tak czasem trzeba też robić, właśnie nie podejmować tych decyzji?

Bo to jest trochę jak się wkączy do tego, co Wojtek powiedział.

Nie podejmę decyzji albo odkładamy tę decyzję albo po prostu dobra zostawmy ten problem i on wtedy wybucha.

Natomiast wydaje mi się, że w pewnym, w pewnym otoczeniu korporacyjnym, jeśli, no właśnie, nie zarządzisz pewnymi dependencjami, nie podejmiesz decyzji, na przykład jak sejści mają sprzedawać, albo może mają nie sprzedawać produktów w dany, w dany sposób, to pewne, to pewne decyzje

Próbuję znaleźć teraz szybko jakieś odniesienie do sytuacji technologicznej, gdzie nie podejmowanie decyzji byłoby dobre, ale nie mam pomysłu.

No to, o czym ty powiedziałeś Wojtek, czyli o środowisku korporacyjnym, gdzie pewne trupy w szafie w końcu mogą na nas wyskoczyć, taki halloweenowy.

No to myślę, że rzeczywiście prędzej czy później dopada nas ta inercja lub entropia, nie wiem jak to nazwiemy, ale niezaadresowane tematy potrafią wrócić ze zdwojoną siłą w najmniej oczekiwanym momencie.

Natomiast do tego, co Ty, Tomek, powiedzieliś, to ja zauważyłem trochę też inną rzecz w product managemencie.

Ty powiedziałeś o tym, że czasem warto nie zająć się jakimś tematem i on sam się rozwiąże jak gdyby w czasie, bo inne osoby pewnymi ścieżkami sobie ten temat rozwiążą i w ogóle nie trzeba było się nim przejmować.