Mentionsy

Drogowskazy
18.12.2025 16:32

Miłość na kredyt czyli jak inwestujemy w związkach. DROGOWSKAZY

Pożyczki bez umów, kredyt na ukochaną czy chwilówki zaciągane w tajemnicy, które spłacać trzeba wspólnie. Okazuje się, że poważne decyzje finansowe podejmujemy w imię uczuć, a nie racjonalnych argumentów. Sytuacja dotyczy zarówno małżeństw jak i związków nieformalnych – w obu przypadkach kluczowe jest dobre rozpoznanie swojej sytuacji, praw i obowiązków, a także szczera rozmowa. Z tą, jak mówią badania, mamy problem. Pieniądze są dla nas tematu tabu, a brak informacji na temat finansów, może mieć bardzo poważne konsekwencje. Do jakich sytuacji doprowadza brak komunikacji? Dlaczego nie chcemy rozmawiać o pieniądzach z najbliższymi nam osobami? W jaki sposób można próbować wybrnąć z trudnej sytuacji i czy pary są w stanie przetrwać kryzys związany z finansami – o tym mówiła w Drogowskazach mecenas Karolina Pilawska, adwokat specjalizująca się w sprawach majątkowych i finansowych. Do wysłuchania rozmowy zaprasza Aleksandra Galant.

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 481 wyników dla "Związek a Finanse"

Polacy są coraz bardziej zamożnym narodem, dużo pracujemy, coraz więcej zarabiamy i to nie jest kwestia jakby rozmowy o tym, że nie ma tych pieniędzy bardzo często, tylko to jest właśnie sama kwestia rozmowy o tych pieniądzach, które się po prostu boimy albo sytuacja, gdzie my nie wiemy, ile zarabia nasz mąż albo partner.

Ale warto rozważyć to w sytuacji, kiedy jednak ta osoba jest bardziej zaangażowana w życie rodzinne i tej kariery robić nie może, no bo tu się robi największy problem.

DROGOWSKAZY

Czas na kolejny odcinek Drogowskazów na antenie Eski.rok.

Ja się nazywam Aleksandra Galant, no i mam nadzieję, że najbliższą godzinę spędzimy wspólnie.

Gość dzisiejszego spotkania jest już w naszym radiowym studiu, ale zanim zdradzę, kto nas dzisiaj odwiedził, no to oczywiście garść statystyk, liczby, liczby, liczby, wszyscy uwielbiamy liczby.

No i wszyscy uwielbiamy rozmawiać o związkach, o relacjach, o tym, co się w tych związkach dzieje.

Otóż jakiś czas temu zostało przeprowadzone badanie, które zakończyło się raportem pod tytułem Związek a Finanse.

To jest raport przygotowany przez jeden z większych banków i wynika z niego, że o pieniądzach rozmawia regularnie z partnerem 56% Polek i Polaków po prostu badanych.

Dokładnie jest to 58% małżeństw.

konkubinatów związków nieformalnych.

Ogólnie temat pieniędzy trochę nas krępuje.

Mamy wrażenie, że to jest trudny, niekomfortowy temat, więc 5% badanych, zaskakująco nisko moim zdaniem, ale tak było w tym raporcie, 5% badanych deklaruje, że tego tematu stara się unikać, a co trzecia osoba temat podejmuje okazjonalnie, przy okazji jakiegoś większego wydatku, większej sumy pieniędzy.

Czy to jest dobrze, czy to jest źle, czy takie trochę inwestowanie bez wcześniejszego przegadania sprawy, trochę bardziej może z serca niż z rozumu, czy to jest dobry pomysł, na ile on jest powszechny, jak wielu z nas tak funkcjonuje?

O tym będę rozmawiała i to jest bardzo ciekawe, bardzo się cieszę, że tak nam się ta rozmowa i to spotkanie ułoży, nie z psychologiem, nie z seksuologiem, a będę rozmawiała z prawniczką, z panią mecenas Karoliną Pilawską.

adwokatem specjalizującą się w sprawach majątkowych i finansowych.

Witam w Drogowskazach.

Dzień dobry, witam serdecznie.

Proponuję, żebyśmy zaczęły właśnie od tego, dlaczego rozmowaaśnie o tym, w jaki sposób finanse się regulują w parach jest ważna z punktu widzenia prawnego.

Jest niezwykle ważna, bo pieniądze są najczęstszym powodem naszych sporów, które bardzo często kończą się w sądzie.

Polacy, tak jak pani redaktor słusznie wskazała, nie chcą rozmawiać o pieniądzach.

To jest taki temat tamu, nie tylko w związku, ale czy ze znajomymi, w rodzinie.

A ja uważam, że to jest błąd, bo brak pewnych ustaleń na początku związku powoduje, że rodzą się konflikty, a te konflikty bardzo często przeradzają się w wieloletnie batalie sądowe.

Na

W początku związku bardzo często wydaje nam się, że nie wypada rozmawiać o pieniądzach, że to jest za wcześnie, że być może ta druga osoba poczuje się urażona, że zabijemy ten romantyzm w tym związku.

A to jest niestety takie błędne działanie.

Potem idziemy dalej w tym związku, brniemy w to i sobie myślimy, o jakoś to będzie, ja zarabiam, ona zarabia albo on zarabia.

To starczy nam na bieżące wydatki.

Na początku na przykład jak nie ma dzieci, no to też się nad tym nie zastanawiamy.

A potem jak przychodzi co do czego, okazuje się, że mieszkanie, w którym mieszkamy nie jest nasze, że kredyt, który spłacamy nie jest naszym kredytem albo dom, który wybudowaliśmy na określonej działce nie należy w ogóle do nas, tylko do naszego partnera czy małżonka, wtedy pojawia się problem i takie zdziwienie.

Ta edukacja prawna, ta edukacja finansowa w związku czy partnerskim, czy w małżeństwie niestety nie jest w Polsce na wysokim poziomie i rozmowa o pieniądzach to jedno.

Natomiast też warto dodać, że bardzo często nam się coś wydaje, że tak jest, no bo na logikę tak to powinno wyglądać.

No ale przepisy są nieubłagane, chociażby właśnie z tą działką, no bo to jest taki przykład, który zawsze wzbudza wiele wątpliwości, że jak to wybudowaliśmy razem dom.

Oczywiście jakby działka należała do mojego męża przed ślubem, no ale dom przecież budowaliśmy wspólnie, wspólnie zaciągnęliśmy kredyt, przecież ja też pracowałam, dlaczego ja nie jestem współwłaścicielką tego domu?

Zgodnie z polskim prawem właścicielem nieruchomości jakby wybudowanej na określonym gruncie jest właściciel gruntu.

Czyli w tym przypadku ten małżonek i to jest jego majątek osobisty.

Żona oczywiście ma prawo do zwrotu naadów, czyli tego, co wydała na ten dom, no ale nie jest współwłaścicielem tego domu.

No i się wtedy zaczynają schody.

Tu ja mam przykład z własnego ogródka, to znaczy nie własnego, a sąsiedzkiego, bo jedna z moich przyjaciółek była w takiej sytuacji, że miała przeprowadzić się do domu swojego wtedy jeszcze narzeczonego.

który musiał wyremontować dom, w którym mieli mieszkać.

No i okazało się, że pieniądze, które ona odkładała na mieszkanie, o którym marzyła zanim go poznała, no właśnie przydałyby się na ten remont, skoro mają tam mieszkać razem.

No ale ona powiedziała, że dopóki nie zostanie wpisana tam w papiery, w akt własności, jakkolwiek to nazwać, tu wychodzi mój brak przygotowania prawniczego,

to ona tych pieniędzy nie zainwestuje.

I pamiętam, jak w naszym otoczeniu, w tym naszym kręgu wywołało to skrajne reakcje, że no ale jak to, że to jest takie podejście finansowe, przecież wy nie jesteście bankiem, jesteście parą, kochacie się.

No ale jednak postawiła na swoim i tak się skończyło.

Zrobiła bardzo dobrze, że nie remontowała ze swoich środków cudzej nieruchomości i słusznie, że prosiła o to, żeby być wpisaną jako współwłaściciel w księdze wieczystej tej nieruchomości.

No bo dopóki sytuacja byłaby dobra, czyli te osoby byłyby w związku, kochałyby się i nie byłoby żadnych konfliktów, no to pewnie nikt nie wracałby do tego tematu.

Ale w sytuacji na przykład rozstania, mamy nieformalny związek, koleżanka musiałaby gdzieś, jeżeli ten partner narzeczony nie oddałby dobrowolnie tych jej pieniędzy, no to musiałaby na drodze sądowej dochodzić jakby zwrotu i musiałaby przedstawić faktury, jakieś paragony, umowy z wykonawcami.

Musiałaby przedstawić, że rzeczywiście to z jej konta były płacone te wydatki na remont.

To jest długi proces, to jest proces może nie jakoś specjalnie skomplikowany, natomiast jakby sprawy w polskich sądach trwają długo, szczególnie takie sprawy majątkowe, gdzie my każdą złotówkę musimy udowodnić, więc jakby miłość miłością oczywiście, natomiast my powinniśmy jednak świadomie rozmawiać o tych pieniądzach, widząc też co się dzieje, tak, bardzo wiele związków, małżeństwo rozpada się, zaadamy nowe rodziny, mimo że mamy kredyt z pierwszą żoną, a mamy już drugą żonę i tak dalej,

I to powoduje wiele komplikacji do tego, jak dochodzi jakaś choroba, czy śmierć, czy właśnie kwestia małoletnich dzieci.

No to naprawdę wtedy powoduje to duże skomplikowanie sytuacji, a jeżeli my nie mamy świadomości, w skrócie mówiąc, na czym my stoimy, czy to mieszkanie jest moje, czy nasze wspólne, czy jest kredyt.

Jeżeli wydatkuję pieniądze na remont, no to czy ja mam prawo do tej nieruchomości, czy potem muszę pięć lat walczyć o to, żeby odzyskać te pieniądze.

Więc ta świadomość to jest uważam podstawa i warto o tym rozmawiać, chociaż jest to trudne i takie wstydliwe i to jest niestety taki temat tabu.

Czy to o czym mówimy, czyli ustalenia kwestie formalne dotyczące posiadanego majątku czy inwestowanych pieniędzy?

Dotyczy on tylko związków nieformalnych, bo wydaje mi się, że funkcjonuje takie przekonanie.

Również pani na początku o tym powiedziała, wspominając o kobiecie, która była zdziwiona, że dom, który wybudowała razem z mężem nie należy do niej.

Że małżeństwo to jest taki twór, w którym wszystko jest wspólne.

No chyba też w prawie trochę inaczej jest traktowane w jakichś rozliczeniach finansowych.

No a te pary, które żyją, jak to się kiedyś mówiło, na kocią łapę, no to oni rzeczywiście sobie muszą wszystko ustalać, wszystko potwierdzać, wszystko mieć na papierze.

Tutaj pewnie starsze pokolenie powie, no to trzeba wziąć ślub po prostu.

No, odpowiedź będzie i tak, i nie.

Bo oczywiście, jeżeli chodzi o te związki nieformalne, partnerskie, no to my tam w świetle prawa jesteśmy osobami obcymi.

Czyli wszystko, co kupujemy, jest nasze, tak?

Jeżeli kupujemy wspólnie, no to mamy po jednej i drugiej, tak?

Jeżeli ja kupuję, no to jakby to jest tylko moje.

Oczywiście warto zawsze dbać o rozliczenia, o to, żeby spłacać swój kredyt na swoje mieszkania, nie na mieszkanie partnera.

A jeżeli już tak robimy, no to warto zadbać o to, żeby mieć pokwitowania, tak?

Że to my jednak spłacamy.

Natomiast w małżeństwie jest troszeczkę łatwiej, bo jakby z mocy prawa dostajemy od państwa wspólność majątkową małżeńską, jako taki ustrój, który nas wiąże w małżeństwie.

Oczywiście my możemy to zmienić, możemy mieć rozdzielność majątkową, możemy mieć rozdzielność z wyrównaniem dorobków.

ale takim standardem jest właśnie ta wspólność majątkowa małżeńska.

Czyli wszystko, co my zarobimy w trakcie trwania małżeństwa, czego się dorobimy, jest wspólne.

Ale wszystko, co mieliśmy przed małżeństwem, jest nasze osobiste.

Czyli jak w przypadku tej działki.

Jeżeli ja mam działkę, którą dostałam na przykład w darowiznie od dziadków albo od rodziców przed ślubem, to ta działka jest moja.

Mimo, że ja wezmę ślub, to ona i tak jest moja, bo dostałam ją przed małżeństwem.

Oczywiście, jeżeli jest taka nasza decyzja i wola, możemy rozszerzyć naszą wspólność o tę działkę i wprowadzić tę działkę do naszego wspólnego majątku, żeby w tym przypadku mój mąż był też współwłaścicielem i miał prawo do tej działki.

To jest łatwiejsze, ale też w związku z tymi jednak brakami wiedzy finansowej i takiej prawnej, bardzo często właśnie budujemy dom na nieswojej działce.

Spłacamy kredyt męża, który zaciągnął za czasów kawalerstwa.

I mieszkamy w jego mieszkaniu.

I potem jesteśmy zdziwione, że no przecież spłacałam kredyt.

Dziesięć lat spłacałam kredyt, teraz bierzemy rozwód.

Jak to mieszkanie jest jego?

Przecież ja spłacałam, pomagałam mu spłacać ten kredyt i tak dalej.

Tak więc oczywiście w małżeństwie jest łatwiej, ale to też nie jest takie zawsze oczywiste.

Najlepiej, jak wstępujemy w związek małżeński i nie mamy żadnego majątku.

I wszystkiego, czego się dorobiliśmy w trakcie trwania małżeństwa, to wszystko jakby w przypadku rozwodu dzielimy na pół i nie ma problemu.

No ale gorzej, jak właśnie nie mamy wspólności, tylko mamy rozdzielność.

I na przykład kobieta gdzieś tam zostaje w domu, zajmuje się dziećmi, zajmuje się tym domem, dba o męża, o rodzinę, a mąż na przykład prowadzi firmę i zarobkuje.

I on jest głównym żywicielem, czasami jedynym rodziny.

Jeżeli mają rozdzielność majątkową,

to on zbuduje w trakcie małżeństwa ogromny majątek, a ona zostaje z niczym.

I też warto o tym pamiętać, że jak mamy rozdzielność, bo mąż przyszedł i powiedział, zróbmy rozdzielność, bo ja prowadzę biznes, muszę wziąć duży kredyt albo biorę dofinansowanie z NCBR-u i jakby się coś wydarzyło, no to będę musiał zwrócić i firma będzie w tarapatach finansowych, więc lepiej mieć tą rozdzielność, żebyś nie odpowiadała za moje długi.

Tylko jeżeli sytuacja będzie wyglądała w inny sposób, czyli właśnie

ten mąż dorobi się dużego majątku, a żona w przypadku rozwodu i podziału majątku zostaje z niczym.

Jest jedno rozwiązanie, rozdzielność majątkowa z wyrównaniem dorobków.

O tym się niestety niewiele mówi, bo... Ja nie słyszałam.

No właśnie, bo albo wiemy, że jest wspólność, albo że jest rozdzielność.

Ale jest coś takiego, jak rozdzielność majątkowa z wyrównaniem dorobków.

Czyli, jeżeli mamy taką sytuację właśnie, że jedna osoba zajmuje się domem, dziećmi, druga zarobkuje i jest rozwód, jest podział majątku, to patrzymy, w jaki sposób wzrosły majątki osobiste tych osób.

Czyli jeżeli na przykład mężowi wzrosło milion złotych, a żonie nie wzrosło nic, no to wtedy on połowę musi oddać żonie w ramach podziału majątku, no bo musi wyrównać jej dorobek, tak?

Z racji tego, że czyli żona też pracowała, przecież praca w domu to też jest praca, zajmowanie się dziećmi i tak dalej.

Dla mnie to jest trudniejsza praca, dużo łatwiej mi wykonywać czynności w kancelarii niż zajmować się dzieckiem i domem.

bardzo często świadomie się decydują na taką formę związku małżeństwa, czy chcą zostać w domu, żeby opiekować się dziećmi.

To wszystko jest zrozumiałe, tylko warto też mieć z tyłu głowy, że o te swoje majątkowe kwestie trzeba zadbać.

No plus kwestie oczywiście długów, tak, no bo tej rozdzielności mówimy zawsze w kontekście długów.

Więc też warto rozmawiać o pieniądzach w małżeństwie, żeby nie odpowiadać za długiej małżonka, tak, którą na przykład zaciągnął bez naszej wiedzy, bo nie wiem, popadł w hazard, w alkoholizm,

Jest uzależniony od narkotyków, zaciąga pożyczki, chwilówki, kredyty w banku i tak dalej, i tak dalej.

Więc my musimy to kontrolować.

Takie sytuacje są sporadyczne, ale się zdarzają i też wtedy możemy poprosić sąd o to, żeby ustanowił nam rozdzielność majątkową za tą wsteczną.

żeby nie odpowiadać za długi.

Jeżeli jakby wykażemy, że ta druga osoba, czy mąż, czy żona upuściły dom, rodzinę, prowadzą jakby życie pod znakiem zapytania, no bo nie wiemy, czy zaciągają jakieś zobowiązania, dochodzą nas informacje, że zaciągają, no to możemy poprosić sąd, żeby z mocą wsteczną tę rozdzielność nam ustanowił i wtedy nie będziemy odpowiadać za długi tego małżonka.

A konkubinaty, kohabitacje, to chyba tak też się mówi, rzymskie małżeństwa, wszystkie pary niesformalizowane.

Sytuacja podobna, wspólne gospodarstwo domowe, związek, który trwa od bardzo wielu lat.

Jedna strona jest w domu z dziećmi, opiekuje się domem, kaan domowego ogniska.

Druga strona finansuje to życie, zarabia.

Lustrzana sytuacja w stosunku do tej, o której pani opowiedziała.

Przechodzimy do rozstania.

Czy tutaj jest w ogóle coś?

No właśnie tu jest duży problem, bo tej osobie, która była w domu i nie zarabiała, nie zostaje jej nic.

No bo w świetle prawa są to osoby całkowicie obce.

I na przykład jeżeli ta osoba, która zarobkowała, kupiła na siebie mieszkanie czy dom, zaciągnęła kredyt i jest jedynym kredytobiorcą, jedynym właścicielem nieruchomości, no to ta druga osoba, która była w domu, zajmowała się rodziną, dziećmi.

Nie ma na co liczyć.

Oczywiście jakby na zachodzie zdarzają się takie procesy, gdzie najczęściej partnerki, bo to dotyczy kobiet, wszczynają sprawę sądową i domagają się jakiegoś tam powiedzmy odpowiednika alimentów, czy jakiegoś rozliczenia.

Natomiast to nie jest polski system prawny.

To w Polsce niestety tak nie wygląda.

No ale warto zastanowić się nad taką umową notarialną, żeby uregulować stosunki majątkowe, na przykład na wypadek rozstania.

Jak będzie to wyglądało, jak się podzielimy majątkiem, no skoro ja zostaję w domu, a ty masz możliwość zarabiania pieniędzy i robienia kariery, a ja się poświęcam dla rodziny.

No ale to znowu trzeba o tym porozmawiać i wracamy do punktu wyjścia, czyli do tej rozmowy.

Polacy są coraz bardziej zamożnym narodem, dużo pracujemy, coraz więcej zarabiamy i to nie jest kwestia jakby rozmowy o tym, że nie ma tych pieniędzy bardzo często, tylko to jest właśnie sama kwestia rozmowy o tych pieniądzach, które się po prostu boimy albo sytuacja, gdzie my nie wiemy ile zarabia nasz mąż albo partner, nie wiemy w jakim banku ma konto i tak dalej.

No okej, są jakby takie ustalenia czasami, ale warto też rozważyć to w sytuacji, kiedy jednak ta osoba jest bardziej zaangażowana w życie rodzinne i tej kariery robić nie może, no bo tu się robi największy problem, bo dopóki my oboje robimy karierę, nie mamy dzieci i możemy sobie funkcjonować trochę jak wolne elektrony, no to jakby nie ma problemu, ale problem zaczyna się wtedy, kiedy się trzeba po prostu poświęcić dla rodziny.

Też czym innym jest chyba sytuacja, kiedy są jakieś ustalenia, na które się zgodziliśmy i które sprawiają, że o pewnych rzeczach nie wiemy, a co innego, kiedy ta wiedza po prostu jest taka nieukonstytuowana, dlatego że głupio zapytać.

Głupio zapytać to jest chyba jakaś myśl przewodnia obaw dotyczących rozmów o finansach.

Tym bardziej cieszę się, że my rozmawiamy, że my w tym studiu rozmawiamy na temat finansów.

finansów w związkach.

Temat skomplikowany, temat trudny.

Ja kilka razy słuchając pani mecenas miałam takie ciarki, takie poczucie, ale jak tu w związku, w relacji, w pewnej miłości tutaj nagle pytać o te pieniądze, pytać o to konto, proponować rozdzielność.

No ale jak się okazuje, jak też to zawodowe doświadczenie pani mecenas mówi, warto to robić, żeby dbać.

O siebie dotyczy to zarówno partnerki, jak i partnera, bo chyba nie ma sensu tutaj za bardzo generalizować.

Mecenas Karolina Pilawska, adwokat specjalizująca się w sprawach majątkowych i finansowych, mówi dzisiaj o tym, w jaki sposób można regulować finanse w związkach.

O tym, dlaczego warto to robić, również będziemy rozmawiać, szczególnie w drugiej części naszej rozmowy, do której wysłuchania już teraz Was zapraszam.

Zatem do usłyszenia, Aleksandra Galant.

Drogowskazy.

Druga odsłona Drogowskazów rozpoczyna się właśnie na naszej antenie.

Ja się nazywam Aleksandra Galant.

Cieszę się także, że po raz drugi mogę przedstawić panią mecenas Karolinę Pilawską, adwokata specjalizującą się w sprawach majątkowych i finansowych.

Finanse w związkach, to jest temat na dzisiaj.

Wydaje mi się, że pierwsza część naszej rozmowy już była pełna emocji, pojawiały się wątki, które mogły być zaskakujące, no bo to zderzenie takiego trochę sacrum i profanum, tutaj miłość, to uskrzydlenie, serduszka, aniołki, a po drugiej stronie twarde rozmawianie o finansach, ale tak naprawdę o własnym bezpieczeństwie.

Teraz chciałam porozmawiać o takich grzechach głównych, gdyby sugerować się biblijnymi metaforami, grzechach głównych przy kierowaniu się emocjami.

Mówiąc o emocjach, mam na myśli albo filozofię pod tytułem przecież się kochamy, on, ona na pewno by mnie nie wykorzystał, a z drugiej strony przecież się kochamy, to nie będziemy rozmawiać o takich głupich rzeczach.

Kwestia domu, o której pani przed momentem powiedziała, to jest jedno, ale wyobraźmy sobie parę, która mieszka u młodzi ludzie przed ślubem albo w ogóle bez ślubu.

Mieszkanie załóżmy jest jego, psuje się lodówka, lodówkę trzeba kupić, taka jest sytuacja, że trzeba ją wziąć na raty.

Kto płaci raty?

To pewnie zależy do staleń w tym związku.

Gdybym ja była w takim związku, no to ja bym tej lodówki nie kupiła, gdybym nie byłaaścicielką tej nieruchomości.

No bo jednak w przypadku rozstania, a przecież to nie jest wcale rzadkie, szczególnie w dzisiejszych czasach, no to...

Jeżeli ja bym kupiła tę lodówkę, no to potem bym ją zabrała, no bo byłabym jej właścicielką, no ale raczej się przyjmuję, że to właściciel, czyli ten partner powinien tę lodówkę kupić.

No najgorsze chyba rozwiązanie to jest wspólne wzięcie na raty.

Ja w ogóle uważam, że nie powinniśmy brać wspólnie pożyczek kredytów, absolutnie.

Jeżeli związek jest sformalizowany, czy nie sformalizowany, czy w ogóle?

Ja w ogóle uważam...

Bo ja jestem zwolenniczką rozdzielności majątkowej i małżeńskiej.

W małżeństwie, no i wiadomo, w przypadku związku partnerskiego każdy ma swój majątek.

No bo widzę po prostu z jakimi problemami to się potem wiąże w przypadku podziału majątku, rozwodu i ta wieloletnia walka w sądzie, udowadnianie właśnie kto płacił raty za lodówki, kto dostał spadek, a kto darowiznę, a kto więcej zarabiał, a kto miał taką i taką premię roczną.

I to jest po prostu wyciąganie wszystkiego, a jednak chyba życie jest trochę za krótkie,

I można tego uniknąć.

Ten czas przeznaczyć na inne kwestie.

Natomiast mi się też dużo łatwiej mówi, no bo ja jestem adwokatem, ja na co dzień to widzę.

Ale jakby też rozumiem, że większość osób nawet się nad tym nie zastanawia.

Tak bierze ślub i w ogóle nie ma rozmowy.

A może byśmy mieli rozdzielność.

Z automatu przyjmujemy to, co nam daje ustawodawca, czyli tę wspólność majątkową małżeńską.

Natomiast właśnie tak jak mamy szczególnie taki związek partnerski, no mamy tę przykładową parę, o której wspomniała pani redaktor.

Kupują lodówkę wspólnie, tak, biorą ją na raty.

Jest rozstanie, no kto bierze lodówkę?

Przecież nie podzielimy tej lodówki naprawdę.

Podzielimy lodówki, ale z drugiej strony jest kontrargument pod tytułem mieszkamy razem, razem korzystamy z lodówki.

To nie jest tak, że te swoje rzeczy trzymasz na balkonie.

Nie, no oczywiście, że tak.

Tylko jakby tutaj rozwiązaniem jest na przykład to, jeżeli partner jest właścicielem mieszkania, ma kredyt na przykład na to mieszkanie, które powinien sam spłacać, a partnerka powinna na przykład partycypować w kosztach utrzymania, czyli płaci czynsz na przykład.

To, co płaciłaby wynajmując mieszkanie na rynku.

Spłaca na przykład jemu.

Jest takim trochę quasi najemcą.

No i to jest taka sytuacja najbardziej koszerna, że tak to ujmę.

Ten partner jako właściciel inwestuje i w samo mieszkanie i w różne środki, które się w tym mieszkaniu znajdują, chociażby lodówka.

No a też jakby rozumiem, że może on oczekiwać od tej partnerki, że też będzie partycypowała w kosztach.

Czyli powinna partycypować tak jak najemca.

Ona więcej praw nie ma.

Ona jest traktowana jak najemca.

Jest rozstanie i ona się musi wyprowadzić.

I prawda jest taka, że w takiej sytuacji ta partnerka ma jeszcze gorzej niż normalny najemca, bo normalny najemca to ma jakiś tam okres wypowiedzenia i tak dalej.

A ona by chciała wyprowadzić jak najszybciej.

To też, a jak na przykład nie ma gdzie, no to chciałaby dłużej zostać, a musi się wyprowadzić na przykład z dnia na dzień, a nie ma gdzie.

Więc jest w dużo gorszej sytuacji niż taki klasyczny najemca w rozumieniu prawa.

To, o czym pani powiedziała przed momentem, czyli sytuacja mieszkaniowa.

Mieszkanie jest moje, jaacę kredyt, ale ty bierzesz udział w kosztach utrzymania mieszkania, eksploatacja, media.

To jest coś, od czego powinniśmy zacząć.

Ja na przykład powiem państwu taka sytuacja, może się wydawać kuriozalna.

Mój klient zaciągnął kredyt w związku partnerskim ze swoją ówczesną narzeczoną na mieszkanie tam powiedzmy 800 tysięcy złotych.

Po dwóch latach się rozstali.

To funkcjonowało w ten sposób, że ta jego narzeczona uczestniczyła w kosztach zakupu tego mieszkania na poziomie tylko 20 tysięcy złotych.

On jakby miał resztę wkładu własnego, on spłacał raty i tak dalej.

Ona się wyprowadziła z tego mieszkania po tych dwóch latach i wniosła do sądu o to, żeby znieść współwłasność tego mieszkania, no bo ona była współwłaścicielką, no bo ona brała kredyt razem z nim, no ale tylko on spłacał raty.

I zażyczyła sobie, żeby on jej oddał połowę wartości tego mieszkania, czyli zażyczyła sobie kwoty 400 tysięcy złotych, mimo że sama zainwestowała tylko w to mieszkanie 20 tysięcy złotych.

Czyli zysk na czysto 380 tysięcy.

Tak, tak.

To ona była reprezentowana przez profesjonalnego pełnomocnika i tak dalej.

Ona jeszcze oczywiście sobie życzyła, żeby ten mój klient przejął spłatę tego kredytu.

Czyli on de facto za mieszkanie zaaciłby niemal dwa razy, tak?

No bo jej musiałby oddać połowę wartości i oczywiście cały kredyt do banku.

Bo my bardzo często zapominamy o tym.

Odziera mnie pani z takiej romantycznej wizji dotyczącej relacji.

Taka jest moja rola.

Oczywiście ja jestem skrzywiona zawodowo i w wielu przypadkach to się tak nie dzieje, ale trafiają do mnie klienci, którzy są ofiarami takich sytuacji.

No i w tej sprawie, o której mówię, na szczęście udało się dogadać i przemówić tej kobiecie...

do rozsądku i do rozumu, jak to się mówi.

Ale też musicie państwo wiedzieć, co pewnie będzie zupełnym i totalnym zaskoczeniem, że jak idziemy do sądu i mamy mieszkanie obarczone jakby kredytem, kupione zostało za kredyt, to sąd nie dzieli kredytu.

Sąd dzieli tylko mieszkanie.

Sądu nie interesuje, kto ma spłacać ten kredyt.

A nam się wydaje, że jest mieszkanie z kredyt, to sąd powinien wycenić wartość mieszkania minus ten kredyt, który jest do spłacenia i ewentualnie, jeżeli coś zostanie, to podzielić.

A sąd w ogóle się tym nie zajmuje.

Były wielokrotnie orzeczenia sądu najwyższego i dla klientów to jest kuriozum.

No ponieważ, ale co to mieszkanie jest warte, jak ono ma kredytu na milion, tak?

W hipotekę wpisaną.

a sąd tym się nie będzie zajmował.

Czyli na przykład dzieli mieszkanie, przyznaje mieszkanie jednej osobie, musi spłacić drugą osobę, a kredyt wisi na ubojgu.

I to jest właśnie ten problem, kiedy my kupujemy, najgorzej to już jest w wniosku partnerskim, wspólnie mieszkanie, czyli jesteśmy współwłaścicielami mieszkania i mamy wspólnie kredyt.

I jak chcemy tę drugą osobę odłączyć od tego kredytu, wypisać, bo się rozstaliśmy, chcemy przyjąć kredyt na siebie i własność mieszkania na siebie.

to bardzo często się to nie udaje, bo bank bada zdolność kredytową.

No i wiadomo, że bankowi zależy na tym, żeby mieć dwóch kredytobiorców, a nie jednego.

Jaki bank ma w tym interes, żeby zwolnić jednego kredytobiorca?

Żaden.

Żaden, dokładnie.

Ciśnie mi się na usta, wydaje mi się, że to świetnie ilustruje to, o czym pani mówi, że niewiedza kosztuje i w tym wypadku sprawdza się to świetnie.

No prawda jest taka, że...

Osoby, które wykształcenia prawniczego nie mają, tych zawiłości nie znają, ale okazuje się, że warto się zainteresować.

Ja w ogóle uważam, przepraszam, że przerwę, ale nie jestem chyba na bieżąco, ale tak mi się wydaje, że jak się bierze ślub kościelny, to trzeba jakieś tam nauki mieć.

No chyba jeszcze to funkcjonuje, tak.

Nie wiem, ile jest obligatoryjne, ale chyba tak.

I ja uważam, że jakby każdy, kto bierze ślub, niezależnie czy kościelny, czy cywilny,

czy w ogóle wstępuje w taki poważny związek partnerski, powinien obligatoryjnie odbyć wizytę u prawnika.

Czyli nauki prawne przedszkolne.

Tak, tak.

Wiecie państwo, w ciągu godziny prawnik jest w stanie państwu wyjaśnić, co do zasady większej zawiłości związanych

czy z małżeństwem, czy właśnie ze związkiem partnerskim i z rozliczeniami.

I uważam, że to powinno być takie obligatoryjne, bo to spowodowałoby, że wielu różnych trudnych sytuacji sądowych udałoby się uniknąć, no bo będąc wyposażeni w wiedzę prawną, no nie popełnialibyśmy po prostu takich błędów albo podejmowalibyśmy inne decyzje.

Kredyty, spłata zobowiązań, to są wszystko tematy sformalizowane, no bo kredyty udziela bank, raty możemy również dostać od instytucji.

A jak jest z pożyczaniem pieniędzy?

To jest temat rzeka.

Chciałabym rozważyć ten przypadek oczywiście w kontekście takich większych kwot.

Nie mówię o jakichś tam codziennych zwrotach za paliwo czy pieniądzach na bilet do kina.

Natomiast potrzebuję pieniędzy na samochód, dostałam tylko tyle kredytu, coś tam będziemy nim razem jeździć, coś tam, coś tam pięć tysięcy.

No to zależy, czy jesteśmy w małżeństwie, czy mamy wspólność czy rozdzielność, albo czy jesteśmy w związku partnerskim.

W ogóle umowy pożyczki, jeżeli chodzi o związek partnerski, wyłącznie na piśmie.

Nie, także gotówka.

Ale czy pismo, które sporządzimy sobie, tak jak my siedzimy tutaj we dwie, ja mogę wyrwać kartkę z notesu i napisać umowę pożyczki.

Oczywiście, że tak.

I czy onaaśnie tak nieformalnie, bez obecności notariusza, prawnika, ona ma... Tak, jak najbardziej.

Tylko musimy zaacić też od niej podatek od czynności cywilnoprawnych.

To jest pół procenta.

To nie są absolutnie duże kwoty, ale w sytuacji jakby sporu.

No bo często to się kończy tak, że pożyczamy pieniądze komuś,

A przy rozstaniu druga strona mówi, ale jakie pieniądze?

Przecież nie było żadnej pożyczki.

Szczególnie jak wręczyliśmy w gotówce.

Ale przecież to była darowizna.

No to co ja mam ci oddawać?

No ale najczęściej to jest tak, że potem się już o tych pożyczkach takich gotówkowych nie pamięta.

A jak mamy spisaną umowę, mamy zgłoszenie do Urzędu Skarbowego, odprowadzony podatek, idziemy do sądu, no to my mamy twarde dowody, żeby domagać się zwrotu tej kwoty.

A jak daliśmy w gotówce, nie odnotowaliśmy, nie wzięliśmy żadnego pokwitowania, no to to jest słowo przeciwko słowu.

No i kwestia, czy jesteśmy w stanie to udowodnić jakimiś wiadomościami na Messengerze, Whatsappie, SMS-ami i tak dalej, mailami, czy nie.

Ale my o tym nie myślimy w momencie wręczania tych pieniędzy.

Przecież jeżeli jesteśmy gotowi wręczyć komuś pieniądze w kopercie, to raczej z taką myślą, że to jest nam osoba bliska, która nas nie ukrzywdzi.

No ale potem jakby w przypadku rozstania albo jakiegoś konfliktu, ta osoba, która dostała te pieniądze, co do zasady o tym nie pamięta.

Ja miałam taką sprawę,

takiej starszej pani, klientki, któraaśnie z kolei zaciągnęła kredyt na samochód na swojego partnera, który jak dostał ten samochód...

który był kupiony potem na niego, no to gdzieś zniknął.

A ona została z tym zobowiązaniem względem banku.

Czy to jest to, o czym przed nagraniem rozmawiałyśmy i nazwałyśmy kredytem na ukochaną, na ukochanego?

Ale proszę powiedzieć, bo mnie się od razu przypominają historie kobiet, najczęściej niestety kobiet, do których zadzwonił brat Pete i powiedział, że pilnie potrzebuje 200 tysięcy, one to przelały, później się okazało, że to jest jedna wielka ściema i próbują dochodzić sprawiedliwości.

Oczywiście ja trochę to wszystko wyolbrzymiam.

Ale we Francji była taka sprawa kilka miesięcy temu.

Czy w mniejszej skali takie sytuacje naprawdę się dzieją?

Naprawdę.

I to nie chodzi o to, że pojawia się po drugiej stronie słuchawki Brad Pitt, tylko to są takie sytuacje, gdzie właśnie jesteśmy z kimś w związku, kogoś poznałyśmy, ale też działa drugą stronę.

To też bardzo często kobiety wykorzystują mężczyzn.

Warto to chyba podkreślić.

że to nie jest jedna strona.

Tak, że to działa w obie strony i właśnie na przykład bierzemy pożyczkę, kredyt na kogoś, bo ktoś potrzebuje pieniędzy, bo ma inwestycje, a na przykład ma już inne kredyty i bank mu nie da, nie ma zdolności albo jest problem z dokumentacją, a pieniądze są bardzo szybko potrzebne, więc weź mi tutaj pomóż, żeby tutaj uzyskać finansowanie, bo ta inwestycja mi przypadnie.

Albo właśnie kupujemy komuś samochód i sami czy same bierzemy właśnie na to kredyt czy leasing, a potem musimy to spłacać.

a tej drugiej osoby już nie ma.

I to są sytuacje dość częste.

Tak jak mówię, to nie jest kwestia, że dzwoni Brad Pitt czy Ben Affleck, tylko właśnie taka osoba, która jest z nami w związku przez kilka miesięcy, zauroczy nas.

No bardzo często to są tacy wyrachowani oszuści, którzy w ten sposób po prostu funkcjonują i niestety mają bardzo, bardzo wiele kobiet na swoim, że tak to nieładnie ujmę, liczniku pokrzywdzonych.

Jest bardzo dużo też postępowań karnych prowadzonych przez organy ścigania.

No ale bardzo często to się też zdarza w takich

Jak wiecie państwo, normalnych związków.

aśnie o to chodziło, o taką sytuację, kiedy nie mamy do czynienia z seryjnym naciągaczem, co z bliską osobą, która nagle trochę, powiedziałabym, zmienia twarz, zmienia maskę.

Tak, tak.

I na przykład właśnie prosi o wypłacenie oszczędności, bo potrzebuje pieniędzy, bo firmie zaczyna brakować na przykład płynności finansowej, firma nie dostanie kredytu pożyczki, więc weź pożycz.

Albo weź mi spłać raty kredytu, bo mam przejściowe problemy, albo straciłam, straciłem pracę, więc weź na siebie obowiązek utrzymania domu i płacenia wszystkich zobowiązań.

To przecież to jest jakby klasyka gatunku.

Albo spłacanie właśnie cudzych zobowiązań, że ktoś nas zaciągał kredytów i ta biedna żona, albo ten biedny mąż, czy partner spłaca po prostu, no bo chce pomóc, wydaje mu się, czy wydaje jej się, że to pozwoli jakoś wyjść z tej spirali zadłużenia, więc po prostu spłaca.

Teraz mi się przypomniało, to jest straszna historia dotycząca rodzeństwa, gdzie brat poprosił siostrę o podżerowanie pożyczki, po czym w majestacie prawa przestał spłacać tę pożyczkę, wiedząc, że one to za niego zrobią.

Tak, tak i to też się zdarza i to nierzadko, że na przykład mamy kredytobiorcę i mamy poręczyciela, którym właśnie są rodzice, brat, jakiś tam szwagier, siostra.

No i w momencie, kiedy my zaprzestajemy spłacać, no to to przychodzi na tę osobę, która poręczyła.

A jest bardzo wiele takich przypadków, gdzie to osoba obca poręcza, bo prosimy koleżankę, przyjaciela, kolegę, kogoś z pracy.

No i nagle co?

Przestaje spłacać, no i my musimy te zobowiązaniaacić.

Ale są też dobre sytuacje i sama prowadziłam takie sprawy, gdzie na przykład kredyt hipoteczny został zaciągnięty przez dwa małżeństwa, które się przyjaźniły.

I to jedno małżeństwo właśnie potrzebowało większej nieruchomości, no ale nie miało takiej zdolności kredytowej.

No i poprosili tych swoich przyjaciół, czy nie byliby właśnie takimi, powiedzmy, żerantami, poręczycielami.

No przy kredycie oni stali się współkredytobiorcami.

Czyli ta cała czwórka względem banku odpowiadała tak samo.

No i tutaj ten kredyt został podważony w sądzie oczywiście, natomiast przez 20 lat to małżeństwo, które zobowiązało się spłacać, cały czas karnie wszystko spłacało, nie było żadnego problemu.

Więc zdarzają się też sytuacje pozytywne w tym całym maraźmie różnych dziwnych oszustw i takich zachowań, może nie nielegalnych, ale takich niemoralnych, że tak to ujmę.

No i niech to światełko w tunelu zakończy ten fragment naszej rozmowy.

No rzeczywiście rozmawiamy o sytuacjach skrajnych, bardzo trudnych, jak powiedziała pani mecenas, moralnie wątpliwych.

Natomiast nie zawsze tak jest.

Z tego się trzymajmy, chociaż nie powinno to uśpić naszej czujności i takiej chęci zadbania o własne bezpieczeństwo i własny interes.

Jak to robić, jak przeprowadzać takie rozmowy, jakie dokumenty podpisywać i o jakich formalnościach pamiętać.

O tym chciałabym rozmawiać w trzeciej części naszej rozmowy.

Ona jest przed nami.

Ale w dalszym ciągu będę rozmawiać z mecenas Karoliną Pilawską, adwokatem specjalizującą się w sprawach majątkowych i finansowych.

Bądźcie z nami, bądźcie z Drogowskazami.

Wydaje mi się, że trochę nowe światło na rozmowy o związkach i relacjach rzucamy.

Dlatego zachęcam was, żebyście w dalszym ciągu słuchali Drogowskazów na antenie Eski.rok.

Do usłyszenia.

Aleksandra Galant.

Drogowskazy.

Finał drogowskazów rozpoczyna się właśnie na naszej antenie.

Mam nadzieję, że jesteśmy w tym samym albo tylko większym składzie.

Ja się nazywam Aleksandra Galant, a naprzeciwko mnie siedzi mecenas Karolina Pilawska, adwokat specjalizująca się w sprawach majątkowych i finansowych.

Mogłabym powiedzieć, że jestem troszkę w...

Wytrącona z równowagi, dlatego że rozmawiamy o finansach w związku, a tak naprawdę rozmawiamy o sytuacjach, w których pewna bezgraniczna ufność niepoparta dokumentami czy zabezpieczeniami bardzo źle się dla wielu osób kończyła.

Mam przykład, jak pani mecenas powiedziała, z Francji, gdzie jakiś czas temu pani straciła ogromne pieniądze, przekonana, że to brat pita, nie żaden oszust do niej zadzwonił, prosząc o pomoc, bez której on sobie nie poradzi.

To jest skrajny przykład, ale sytuacje, w których pożyczamy sobie pieniądze bez udokumentowania tego, zawieramy umowy, bierzemy razem kredyty, inwestujemy wspólnie, nie zabezpieczając swoich interesów, to jak pani mecenas powiedziała, jest trochę chleb powszedni.

To są sytuacje częste.

wszystko tłumaczone, no, miłością, miłością.

Tak, zaufaniem, romantyzmem.

Że to się przecież nie zmieni, przecież on mnie tak kocha, przecież ona by za mną w ogień skoczyła, no, ale jednak nie zawsze.

Mówi się, że lepiej zapobiegać niż leczyć i zastanawiam się, czy nadal z tego punktu prawniczego podpowiedziałaby pani, jak się zabezpieczać, bo mówiła pani już o wielu działaniach, rozwiązaniach, które

warto mieć w pamięci.

Niestety, jeżeli tego prawniczego wykształcenia się nie ma, to one nie są w jakimś bezpośrednim dostępie, ale to, co jest w dostępie dla wszystkich, o czym już mówiłyśmy w pierwszej części, to jest rozmowa.

Też tak wywnioskowałam z pani słów, ale możemy to zweryfikować, że te rozmowy na temat finansów w relacji, to jest coś, z czym nie należy zwlekać.

Zaczynamy razem mieszkać, zaczynamy razem funkcjonować w innym trybie niż tylko randka raz w tygodniu.

No i okazuje się, że może warto porozmawiać chociażby o wspólnym koncie.

Nie wiem, jak wspólne konto, jak pani się do tego odnosi?

To jest też dobre rozwiązanie i ja widzę, że wielu klientów, czy nawet moich znajomych właśnie w ten sposób funkcjonuje, że każdy ma jakby swoje oddzielne konto, a też mają takie wspólne konto, na które przelewają określoną kwotę miesięcznie.

I tę kwotę wydają na takie bieżące wydatki.

Jedzenie, media, czynsz, jakieś wspólne wyjścia, wakacje itd.

No ale oczywiście gdzieś tam też może się zgrzyt pojawić w przypadku takich większych zakupów.

No ale znowu, to oczywiście wszystko zależy od tego, czy my jesteśmy w związku nieformalnym i np.

nie mamy kredytów na mieszkania, wynajmujemy razem mieszkanie.

Konfiguracja, że każdy ma swoje oddzielne konto i jedno wspólne, które służy zaspokajaniu takich bieżących wydatków.

to jest bardzo dobre rozwiązanie i bardzo sprawiedliwe rozwiązanie.

Natomiast w przypadku małżeństwa i wspólności majątkowej, no to to wszystko, co my zarabiamy, jest nasze wspólne.

Więc oczywiście technicznie my możemy mieć jedno konto na bieżące wydatki, no ale to, że my nawet mamy swoje konto, na którym mamy pieniądze, no to to nie znaczy, że to są tylko moje pieniądze.

Te pieniądze są nasze wspólne, czyli mojej żony albo mojego męża.

Oczywiście próbujemy czasami ukrywać ten majątek, wyprowadzać ten majątek i tak dalej.

Zaadać konta, o których drugi małżonek nie wie.

Natomiast to w przypadku gdzieś tam podziału, konfliktu zawsze da się ustalić i to po prostu wychodzi.

Natomiast jak mamy rozdzielność, to znowu każdy ma swój majątek i wtedy też wspólne konto.

na które znowu przelewamy jakąś kwotę, na którą się dogadamy, która jakby służy zaspokajaniu tych bieżących codziennych wydatków, to też jest dobre rozwiązanie.

No ale jak mamy już dzieci, no to też jest kwestia, kto, jak mamy też szkolenie prywatną w przedszkole Żłobek, kto będzie za to płacił.

I tu wracamy do tego naszego punktu wyjścia, czyli do rozmowy.

Sytuacją, która może nie jest najbardziej komfortowa, ale jest najbardziej klarowna, no to jest ta sytuacja, kiedy my jesteśmy małżeństwem i mamy wspólność.

No bo to, co wszystko zarabiamy, niezależnie czy zarabia mąż czy żona, jest nasze wspólne, mamy wspólne wydatki, wszystko jest w jednym worze.

Natomiast w sytuacji właśnie związku partnerskiego, czy związku, gdzie jest ta rozdzielność, no to tu już musimy dokonywać po prostu wspólnych ustaleń, no bo każdy ma swój majątek, a wiele wydatków mamy właśnie wspólnych.

O tym trzeba porozmawiać, tego za nas prawo nie ureguluje.

Wizyta uprawnika.

My o niej mówimy w kontekście osób, które się rozstają, które czują się lub zostały oszukane.

Natomiast zastanawiam się, czy są sytuacje, w których tworzymy zgodną zazwyczaj parę.

Nagle na naszej drodze pojawia się sytuacja finansowa, w której nie możemy dojść do porozumienia.

Czy wizyta uprawnika to jest ostateczność?

Myślę, że coraz częściej Polacy korzystają z tych usług adwokatów czy radców prawnych.

One są powszechne, jest bardzo wielu moich kolegów i koleżanek po fachu.

Też te usługi nie są jakby drogie.

Porada to jest wydatek rzędu 200, 300, 400, czasami 500 zł, ale to co pani redaktor powiedziała, lepiej zapobiegać niż leczyć.

I my jakby te zasady, jeżeli chodzi o nasze zdrowie...

to staramy się stosować, tak?

Jakieś suplementy, kontrole i tak dalej.

Więc o to zdrowie jednak dbamy.

Aaśnie do kwestii finansów, majątku, powinniśmy podchodzić w podobny sposób.

Oczywiście wiadomo, zdrowie jest najważniejsze.

Natomiast tutaj też, jak przychodzimy do prawnika i już...

Mleko się rozlało, to przysłowiowe mleko, bo wzięliśmy wspólnie kredyt albo wzięliśmy kredyt na partnera i teraz musimy go spłacać, bo on nie chce spłacać, nie poczuwa się do odpowiedzialności.

No to wtedy bardzo często ciężko nam wybrnąć z tej sytuacji i prawnik też nie jest cudotwórcą.

On nie wymyśli rozwiązania w sytuacji, kiedy sprawa jest zero-jedynkowa.

Zaciągnęłyśmy kredyt na partnera.

Ale kredyt jest nasz, tak?

W banku czy w instytucji pożyczkowej to my widniejemy jako osoba zobowiązana.

Tu w banku nie będzie interesowało, że o, nasz partner był taki wspaniały, kochany, a jak wzięłyśmy kredyt, to zniknął z naszego życia, a my zostałyśmy z ratami.

Natomiast właśnie ta wizyta u prawnika to jest jedno, natomiast też jest oczywiście bardzo wiele gdzieś tam wiedzy dostępnej w internecie, tak?

No ale trzeba się tym zainteresować, a nie przyjmować jakieś takie prawdy, które funkcjonują w społeczeństwie jako prawdę objawioną i jedyną, tak?

Więc rozmowa to jedno, prawnik to drugie.

No ale też spróbowanie, jeżeli nie mamy na to budżetu, gdzieś tam samodzielnie ustalić na różnego rodzaju właśnie stronach internetowych, oczywiście profesjonalnych.

Bardzo często też adwokaci radcowie prowadzą blogi na stronach swoich kancelarii.

Tam też opowiadają o tym, jak to wygląda i bardzo wiele rzeczy jesteśmy w stanie z tego po prostu w sposób darmowy wyczytać.

Ale też nie uważam, że wydatek 300 czy 400 zł, to jest taki wydatek, który zabije nasz budżet domowy na dobrze wiedzieć na czym się stoi, zanim się podejmie te decyzje, chociażby wspólne zaciągnięcie kredytu hipotecznego i wspólny zakup mieszkania, jak na przykład jesteśmy w związku partnerskim.

Kolejna rzecz, trochę bazowanie na cudzej wiedzy, to znaczy mówi się, że przeciwieństwa się przyciągają, że ludzie się dopełniają.

Jedna osoba lepiej czuje się w sprawach formalnych, płaci rachunki, druga osoba o wiele lepiej czuje się w kwestii projektowania domu, ogrodu, tak to się jakoś często dzieje.

Zawierzanie drugiej osoby w sprawach formalnych.

Nie chcę mówić, że od samego początku procesu mamy być podejrzliwi i tropić jej działania, ale myślę bardziej o pewnym współdziałaniu.

Jeżeli mamy wziąć razem kredyt, to chyba postawa pod tytułem ja tylko pójdę i podpiszę, a ty to ogarnij, nie zawsze będzie dla nas korzystna.

Nie, absolutnie.

a to niestety funkcjonuje.

I na przykład teraz jest bardzo wiele spraw dotyczących tak zwanych kredytów frankowych.

Jak jest przesłuchiwane małżeństwo, to to właśnie tak wygląda.

O, mąż się zajmował, albo żona się zajmowała, ja tylko byłem w banku, albo byłam w banku na podpisanie umowy, koniec kropka.

Z nikim nie rozmawiałam, czy nie rozmawiałam na temat tego kredytu.

A też umówmy się, że jakby co do zasady, kredyt hipoteczny bierzemy raz w życiu.

Więc poświęcenie tych kilku spotkań na wizytę, czy w banku, czy u doradcy kredytowego,

No to nie jest jakiś Monteveres naszych wyrzeczeń, no i warto jednak iść, warto dopytać, bo to też nie jest tak, że jak jedna strona, która woli te kwestie formalne, dobrze się w nich czuje, na pewno wszystko dobrze zrozumie, albo jest w stanie wszystko wyłapać, a może nam przyjdzie do głowy jakieś pytanie, które powinniśmy zadać, żeby mieć większą wiedzę na temat tego kredytu.

No szczególnie, że jakby, no umówmy się, branie w naszym kraju kredytu, no to jest działanie wysokiego ryzyka.

No co najpierw pokazały sprawy frankowe, teraz pokazują trochę sprawy kredytów złotowych, które są bardzo, bardzo drogie i to jest jednak zobowiązanie na całe życie.

No i też ja nie rozumiem takiego wytłumaczenia, że ja wolałam czy wolałem zajmować się czymś innym albo ja się na tym nie znam, więc ja nie będę jeździła czy jeździł do banku.

Absolutnie nie.

Jesteśmy kowalami swojego losu, jak już jesteśmy przy tych różnych powiedzeniach i powinniśmy się tym jednak interesować.

Nikt nie wymaga od nas wiedzy z zakresu bankowości czy prawa, ale kwestia gdzieś tam zadania, podstawowych pytań i spróbowanie zrozumienia tego mechanizmu jest bardzo istotna.

Przecież gdybyśmy wyszli na ulicę i zapytali tutaj przychodniów, jak są liczone odsetki od kredytu, to gwarantuję, że 9 na 10 osób nie miałaby pojęcia, jak to jest liczone.

Myślę, że tak by było.

No i to jest bardzo smutne.

Pewnie z tych 10 osób 7 miałoby ten kredyt.

Tak, tak, tak.

Powiedziała pani o tym, że konsultacja z prawnikiem, z ekspertem, z osobą z banku jest wskazana, a ja tak sobie pomyślałam o tym, że czasami warto o tym po prostu pogadać z kimś bliskim na zasadzie...

słuchaj, wiesz, bierzemy kredyt, ona tego kredytu nie może wziąć, więc ja biorę całość na siebie.

To może jest taka pierwsza instancja, że tak powiem, żeby po prostu się z kimś podzielić, bo to też trochę tak funkcjonuje, że no zostawiamy swoje sprawy dla siebie, o pieniądzach się nie mówi, o tym, co w związku się dzieje, może się nie mówi, a może czasem jednak warto, jeżeli na przykład nie mamy pieniędzy, zaufania, odruchu korzystać z pomocy prawnika, to może zacząć po prostu od powiedzenia tego komuś bliskiemu.

Tak, jak najbardziej, czy rodzinie, czy przyjaciołom, no bo bardzo często te osoby, nawet nie bardzo często, jakby zawsze widzą więcej niż my i nie są jakby związane tymi emocjami, tym uczuciem i może czasami są w stanie nami wstrząsnąć, że jakby zastanów się, co ty robisz, bierzesz kredyt, nie na swój samochód, albo bierzesz kredyt, żeby spłacić jego pożyczkę, bo bank mu wypowiedział umowę.

I robisz to tylko na siebie i to ty będziesz tylko spłacała ten kredyt czy pożyczkę.

Więc właśnie rodzina, przyjaciele są też tą taką instancją, która powinna nami wstrząsnąć.

Ale to też wynikaaśnie z tego, jeżeli rozmawiamy, a jak nie rozmawiamy.

I to też jest bardzo częsta sytuacja, że nawet w małżeństwie.

Ostatnio miałam taki case, gdzie reprezentowałam małżeństwo w sprawie przeciwko bankowi.

No i właśnie zmaa pani.

W dość młodym wieku niestety, poważnie zachorowała.

I okazało się, że ona miała trzy jakieś pożyczki, o których ten mąż nie wiedział.

I on się dopiero o nich dowiedział po tej śmierci, tak jak banki zaczęły wysyłać wyzwania do zaaty, bo raty nie były regulowane.

A to były takie drobne pożyczki, tam 10-15 tysięcy złotych, no ale trochę się tego nazbierało.

I on był wstrząśnięty tym, że był z tą żoną dwadzieścia parę lat.

I nie wiedział, że ona zaciągnęła takie zobowiązanie i to się odbyło całkowicie poza nim.

No i tu jednak brakło tej komunikacji, brakło rozmowy.

Często się wstydzimy, bo popełnimy jakiś błąd, wpadniemy w jakieś zadłużenie, mamy jakąś nietrafioną inwestycję.

No i to potem nakręca taką spiralę.

Aaśnie zamiast zamiatać to pod dywan i zaciągać kolejne zobowiązania, warto gdzieś z najbliższymi po prostu o tym porozmawiać.

Żeby potem nie było właśnie takiego smutnego zaskoczenia, jak w tej chociażby sytuacji, o której wspomniała.

I to mogłoby być świetne zakończenie tej rozmowy, tak powiedziałabym ku refleksji.

Natomiast chciałabym po raz ostatni odwołać się do pani kancelaryjnego doświadczenia i do klientów, z którymi pani pracowała.

Czy pary po takiej poważnej turbulencji finansowej, która dotyczy ich kiedy są w związku, nie mówimy o sytuacji rozstania.

Ale przydarza się taka poważna turbulencja finansowa, jakieś ukryte kredyty, pożyczki, które trzeba spłacać wspólnie, jakieś nieregulowane zobowiązania, jakieś machlojki większe lub większe.

Pani obserwuje, że te pary idą potem razem dalej?

To albo jeżeli to jest związek nieformalny, jest rozstanie i bardzo duży konflikt.

Albo jak jest małżeństwo, no to jest na dziesiąt parę procent rozwód.

Małżeństwo czy związek, no nie są w stanie przejść tej próby, ale to nie jest kwestia nawet spłacania tych zobowiązań, tylko kwestia nadszarpnięcia tego zaufania w związku.

I to właśnie pokazuje, że problemem bardzo często nie są pieniądze, tylko brak rozmowy.

Bo gdyby ten partner, partnerka, mąż, żona...

że porozmawiali, powiedzieli wprost, że nie mają problem, bo są uzależnieni od hazardu albo nie wiem, w internecie, w jakimś kasynie czy na jakiejś giełdzie stracili dużo pieniędzy i gdyby ta rozmowa odbywała się wprost, to to wydaje mi się mogłoby nawet umocnić te związki, a jeżeli my to ukrywamy, zamiatamy pod dywan i potem to wychodzi...

No to tego zaufania bardzo często się nie da odbudować, szczególnie jak to się kończy tak, że ta druga strona też musi partycypować w kosztach jakby spłacania tego zobowiązania.

Więc to od czego zaczęłyśmy jednak warto rozmawiać i potem też widzę, że klienci żałują, że nie rozmawiali.

Ostatnio miałam takie małżeństwo, gdzie właśnie pan jest uzależniony od hazardu, nabrał chyba ze 30 chwilówek i pożyczek w bankach i tak dalej.

No i on się tak w tym zapętlił, że on jakby jak przychodziło jakieś wezwanie, listy, to on to wszystko wyrzucał.

I był po prostu ogromny problem, żeby ustalić, gdzie on ma to zadłużenie, bo nie wszystko widać w BIK-u, szczególnie w przypadku takich parabanków.

No i to skończyło się pozwem o rozwód, bo ta żona nie była w stanie tego wytrzymać, mimo że chciała mu pomóc, mimo że zaczęła z nim rozmawiać, wysłała go na terapię i tak dalej, ale on też nie chciał współpracować, on się trochę poddał.

No i ona też poddała się potem razem z nim, a gdyby porozmawiał z nią, jasno powiedział, że ma problem, no bo to jest choroba.

Poprosił o wsparcie, być może poszedł na leczenie, na terapię, no to byłoby inaczej.

A to było naprawdę szczęśliwe małżeństwo, jak oni do mnie trafili z zupełnie inną sprawą.

Po dwóch latach zgłosili się właśnie z tym tematem, no i niestety smutno się na to patrzyło.

Tak jak pani poprzednia wypowiedź była ku refleksji, tak myślę, że ta jest ku przestrodze.

Chociaż puenta jest jedna.

Po prostu rozmawiajmy, bo bardzo wielu nieprzyjemności, trudności, a może nawet gorszych sytuacji moglibyśmy uniknąć.

Bardzo pani dziękuję za tę słowę.

Waszym i moim gościem była dzisiaj mecenas Karolina Pilawska, adwokat specjalizująca się w sprawach majątkowych i finansowych.

Bardzo trudny temat.

Zaczęłam od tego, że nie umiemy rozmawiać o finansach, a powiem szczerze, że rozmowa o konsekwencjach tej nieumiejętności również do prostych nie należała.

Mimo to mam nadzieję, że będzie ona dla Was przydatna, że sporo można się z niej dowiedzieć.

Tym bardziej cieszę się, że mogę Was zachęcić do ponownego jej odsłuchania, czy to na kanale Drogowskazów na Spotify, czy to na YouTubie.

Oczywiście do Waszej dyspozycji jest także nasz drogowskazowy Facebook, gdzie pojawiają się zapowiedzi i informacje o naszych kolejnych gościach.

Bardzo Wam dziękuję za to wspólne spotkanie.

No i cóż, nie ukrywam, że mam nadzieję, że słyszymy się już niedługo.

Do usłyszenia, Aleksandra Galant.