Mentionsy
Marcin Poćwiardowski – kiedy rozum nie wystarcza
Nie chodzi o gotowe odpowiedzi, tylko o to, żeby wreszcie zadać sobie właściwe pytania. Czasem głowa już nie wystarcza i wtedy warto zejść trochę głębiej: do reakcji, które dzieją się szybciej niż myśli. Marcin nie prowadzi za rękę i nie daje recept, ale potrafi pokazać, gdzie jeszcze można spojrzeć, żeby naprawdę coś zobaczyć.
Szukaj w treści odcinka
Bo myślę sobie, że zarówno ubrania, jak i buty, jak i wszystkie rzeczy, domy, one mają jedną bardzo ważną charakterystykę, która bardzo mocno tłumaczy wiele możliwości wyboru.
Nie da się chodzić w dwóch parach butów jednocześnie.
Nie da się chodzić w dwóch garniturach jednocześnie, czy nie da się mieszkać w dwóch domach jednocześnie.
Co w dużej mierze oznacza, że ten...
Paradygmat wyboru dotyczący tego, kim jestem, w jakim obszarze się będę rozwijał, na koniec dnia też zakłada jedną bardzo ważną rzecz.
Nie możesz być kilkoma osobami jednocześnie.
Co w dużej mierze oznacza, że żeby pójść w jakimś kierunku, z czegoś trzeba rezygnować.
No i to właśnie jeden z problemów, które ludzie mają z wyborem, bo wybór zdecydowanie się na coś oznacza to, że musisz uśmierdzić inne opcje.
Z jednej strony coś wybierasz, a z drugiej strony żegnasz się, czyli wchodzisz w jakiś też proces żałoby z tym, że z tym swoim potencjalnym sobą, który nie wykorzysta tych innych opcji.
Dlatego też na przykład niektórzy nie wybierają, tylko pozostają w takiej iluzji tego, że cały czas mam wszystkie opcje dostępne.
Cały czas mogę być kimś, kto chce.
I w
Wskutek czego jestem nikim, nikim konkretnym, nic nie wchodzę, tylko cały czas bawię się tą myślą, że te wszystkie opcje są dla mnie dostępne.
No i to jest też myślę jedna z przyczyn, dla których obserwujemy tą taką niemożność, taką impotencję, taki rodzaj tego, że ludzie nie wchodzą aktywnie w życie, bo też ich zatrzymuje ta ilość wyborów, że po prostu nie mogą odpuścić tych wszystkich wspaniałych opcji.
Też cechą mojego zawodu jest to, że ja muszę pozwolić ludziom na to, żeby oni wiedli swoje życie.
Oni przychodzą do mnie dobrowolnie i dobrowolnie chcą coś zmienić.
A to, co też dla mnie jest trudne w tym wszystkim, to jest to, że czasem oni tylko deklarują, że chcą coś zmienić.
a tak naprawdę nie chcą nic zmienić.
Czyli im bardziej jestem skuteczny, tym bardziej jestem zagrażający.
To jest takie paradoksalne w tej pracy, że póki zmiana jest w zgodzie z tym, czego potrzebuje klient, to fajnie, to się pracuje i jest zmiana, ale kiedy klient...
ma konkurencyjne motywy i tak naprawdę dla niego ta zmiana oznaczałaby wywrócenie swojego życia do góry nogami i koszty, których on nie chce podjąć, no to wtedy jest taka trochę pozorowana praca.
Kiedy to widzisz, rozumiesz.
Teraz myślę z perspektywy, mam takie widzenie tego, że ja odebrałem katolickie wychowanie.
Większość w naszym kraju, przynajmniej z naszego pokolenia.
I wydawało mi się, że to jest takie trochę zbyt zarozumiałe, zbyt zuchwałe, że ja będę tak ludziom pomagał.
Że ja w ogóle jestem do tego zdolny, żeby ludziom pomagać.
I mówić im, jak oni mają życie, albo cokolwiek.
Więc to było trochę, trochę myślę, z tego miałem ten opór, a dwa też, że też po prostu jakoś idealizowałem tych psychoterapeutów, więc jakby wejście w to, to co mówiłem na początku z tymi wyborami, wejście w to oznaczało dla mnie, że już przestaję się bawić myślą, że mógłbym być, tylko wchodzę i to oznacza, no to i teraz sprawdzamy, czy ja jestem dobry, czy nie jestem dobry, czy ja się nadaję do tego zawodu, czy się nie nadaję.
Więc to było dla mnie takie ryzyko.
Myślę, z tej optyki tego 25-30-latka, którym byłem, to myślę, że tego się bałem.
Heroner, wywiad rzeka z tymi, którzy płyną pod prąd, czyli rozmowy o życiu na własnych zasadach, a dziś, dziś kolejna audycja z cyklu Ogarnij się, gdzie staram się przypominać, że ogarnianie to jest świadome porządkowanie.
To nie jest proces chowania głęboko gdzieś na dno szafy i udawania, że pewnych rzeczy nie ma.
Raz na jakiś czas rzeczy ważne trzeba wyjąć, przejrzeć i podjąć decyzję.
Co zostaje z nami, a co być może powinno sobie rozpocząć proces tzw.
second life, czyli moglibyśmy oddać innym.
Tak jak łatwo się o tym rozmawia z perspektywy np.
porządkowania szafy z ubraniami, być może garażu, być może pudełka z kabelkami,
to znacznie trudniej porozmawiać o tym z perspektywy relacji.
Czy pewne relacje dalej są dla mnie ważne, a może trzymam je tylko na nicce sentymentu?
Czy one mi służą dalej, a być może po prostu się do nich przyzwyczaiłem i tak naprawdę, mimo tego, że być może wcale już nie są dla mnie takie komfortowe i wygodne, być może coraz bardziej uwierają?
a dalej je trzymam, a być może łudzę się, że jak z ubraniami w szafie, jeszcze kiedyś do nich schudnę i znów będę kiedyś w przyszłości pasował.
Co ty o tym myślisz?
O tej metaforze... Relacji.
Relacji i o tym, że tak trudno nam jest czasami przyjrzeć się obiektywnie i przeanalizować nasze relacje.
no bo relacje nie są rzeczywistością obiektywną, to najpierwsze myślę, i że relacje obejmują też ten wymiar emocjonalny, który jest, no właśnie nie poddaje się dobrze racjonalności, bo jest tą częścią zwierzęco-cielesną w nas, która...
która ma miliony lat ewolucji za sobą i która też działa w oparciu nie o komputerowe metafory, które lubimy używać we współczesności, tylko działa w oparciu o taką filozofię przetrwania.
Przetrwaj, nie daj się zjeść.
I to jest to, że te relacje...
zawierają wielki komponent emocjonalny, plus jeszcze te emocje, jak powiedziałeś o tych ubraniach, z którymi trudno się pożegnać, to też jest tak, że mamy relacje z osobami, które były bardzo ważne dla nas w dzieciństwie, kiedy to uczenie się
następowało przez osmozę, odnośnie nasiąkaliśmy tymi jakościami psychicznymi, które generowali nasi opiekunowie, nasi rodzice i że z nimi się nie rozstajemy, bo też często nie zdajemy sobie sprawy, że cały czas nosimy na sobie te...
kaftelniki, te przy sobie, te podręczniki życia, jak tych rad wszystkich, tego, co usłyszeliśmy i czym nasiąkliśmy w dzieciństwie.
Więc odpowiadając, wydaje mi się, że często nie wiemy w ogóle, że mamy te ciuszki przyciasne, które w dzieciństwie czy w młodości wydawały się być bezpiecznym rozwiązaniem, a teraz nas duszą i ograniczają.
Mało tego, część mogliśmy nawet jeszcze dostać w cudzysłowie w prezencie.
Znaczy ktoś nam wrzucił czasami trochę więzów krwi i powiedział kurczę, to jest wiesz, my w naszej rodzinie
Zawsze w niedzielę zakładamy ten kubraczek i masz go regularnie nosić, a to jest twój kuzyn, stryj lub inna, nawet czasami znacznie bliższa osoba i masz regularnie dbać o to, żeby utrzymywać stałą relację.
Nawet jeżeli w danym momencie może być dla ciebie trudna i niewygodna.
Zresztą też wydaje mi się, że to jest też dotkliwe w dzisiejszych czasach, dlatego że żyjemy w takich czasach, w których możesz być kim se chcesz.
Przez to na ludzi jest wywierana presja tego, że muszą się dostosowywać, zmieniać i w ogóle odpowiadać na takie bardzo energochłonne pytanie, energokosztowe pytanie, kim jestem, kim naprawdę jestem, jaka jest moja tożsamość.
To jest trochę inne w dzisiejszych czasach niż w historii 100, 200, 300 lat temu, kiedy rodziłeś się w jednym miejscu i wiadomo było, że jesteś synem chłopa, więc będziesz uprawiał ziemię, będziesz miał żonę, będziesz miał dzieci, a potem umrzesz na jakąś chorobę, albo na głód, na przednówkę, albo cokolwiek.
Ale nie miałeś tam żadnego takiego momentu, kiedy musiałeś...
zdefiniować siebie jako chłopa, zdefiniować swój sposób uprawiania ziemi.
Wszystko było ustalone, nie musiałaś podejmować żadnych decyzji.
Więc też te przekazy, jakie by nie były ograniczające, one ci służyły w tej funkcji, żeby być tym chłopem, być tym rzemieślnikiem, być tym kowalem, być tym kimś.
Nie trzeba było tak jak dzisiaj po prostu rozważać tysiąca opcji i wchodzić, można powiedzieć, symbolicznie do supermarketu z różnymi życiami i teraz co by tu wybrać?
Kim by tu być?
To jest bardzo obciążające.
W ogóle to jakby jest taka książka Paradoks Wyboru, która opisuje właśnie to obciążenie psychiczne tym, że my musimy wybierać, że musimy naprawdę ciągle definiować się na nowo i ciągle te wszystkie przekazy perswazyjne, które też z tych nowoczesnych technologii do nas docierają, ciągle mówią,
Taki jest pomysł, jeszcze taki.
Mógłbyś być tym, a mógłbyś to robić tak, a mógłbyś to robić tak.
Mam do ciebie 7 lat na to i 14 na to.
No więc to jest nieustannie... Ja jeszcze sobie dokładnie wyobraziłem tę sytuację, że jesteś chłopem i po skończonej pracy na roli idziesz na miejsce spotkań
Tam super chłop mówi ci o tym, bądź najlepszą wersją samego siebie, bądź najlepszym chłopem, jakim możesz być.
Przyjrzyj się sobie i nie żyj życiem innych ludzi.
Jakkolwiek to nie brzmi.
Ja bym chciał trochę zadać wam też, słuchacze, bardzo ważne pytanie, bo ja myślę sobie, że my czasami przeceniamy szybkość rozwoju mózgu i szybkość rozwoju naszego układu nerwowego w stosunku do zmian, które zaszły, bo my mówimy o sytuacji, która miała miejsce w niektórych częściach Polski.
To są dwa pokolenia, trzy, dobra.
Realnie rzecz biorąc.
Mój pradziadek, którego jeszcze pamiętam, który dokładnie był kolejarzem, myślę sobie, że on absolutnie każdego jednego dnia, w ogóle nie zadawał sobie nawet takiego pytania, on wstawał rano, szedł do dyżurki, zamykał szlaban, otwierał szlaban, przestawiał zwrotnicę.
Wracał do domu, w tym czasie jego żona doiła krowy, bo mieliśmy też gospodarstwo i koniec, tam nie było żadnych więcej pytań.
I oni dokładnie wiedzieli, w którym domu będą i w którym domu będą później.
I on nie zadował sobie, nie budził się w nocy, zadając sobie pytanie, czy jestem dobrym kolejarzem, czy na pewno mój potencjał jest wykorzystany w pełni.
Więc myślę sobie, wracając już do tej metafory tych ubrań, że teraz tych ubrań jest za dużo po prostu.
W ogóle jest za dużo możliwości, żeby się przebierać.
I to jest z jednej strony dobre.
Ja mam taką bardzo prostą filozofię.
Mogę kończyć rozmowę, jeżeli zainspiruję się w czymś wystarczająco mocno, że mi zmieni paradygmat myślenia.
Właśnie mi to zmieniłeś.
Bo myślę sobie, że zarówno ubrania, jak i buty, jak i wszystkie rzeczy, domy, one mają jedną bardzo ważną charakterystykę.
która bardzo mocno tłumaczy wiele możliwości wyboru.
Nie da się chodzić w dwóch parach butów jednocześnie.
Nie da się chodzić w dwóch garniturach jednocześnie, czy nie da się mieszkać w dwóch domach jednocześnie.
Co w dużej mierze oznacza, że ten paradygmot wyboru dotyczący tego trochę kim jestem, w jakim obszarze się będę rozwijał, na koniec dnia też...
zakłada jedną bardzo ważna rzecz, nie możesz być kilkoma osobami jednocześnie.
Co w dużej mierze oznacza, że żeby pójść w jakimś kierunku, z czegoś trzeba rezygnować.
No i to właśnie jeden z problemów, które ludzie mają z wyborem, bo wybór...
Zdecydowanie się na coś oznacza to, że musisz uśmierdzić inne opcje.
Musisz się, z jednej strony coś wybierasz, a z drugiej strony żegnasz się, czyli wchodzisz w jakiś też proces żałoby z tym, że z tym swoim potencjalnym sobą, który nie wykorzysta tych innych opcji.
Dlatego też na przykład niektórzy nie wybierają, tylko pozostają w takiej iluzji tego, że cały czas mam wszystkie opcje dostępne.
Cały czas mogę być kimś, kto chce.
wskutek czego jestem nikim, nie jestem nikim konkretnym, nic nie wchodzę, tylko cały czas bawię się tą myślą, że te wszystkie opcje są dla mnie dostępne.
No i to jest też, myślę, jedna z przyczyn, dla których obserwujemy tą taką niemożność, taką impotencję, taki rodzaj tego, że ludzie nie wchodzą aktywnie w życie, bo też ich zatrzymuje ta ilość wyborów, że po prostu nie mogą odpuścić tych wszystkich wspaniałych opcji.
To jest jedna z przyczyn oczywiście.
Jak robiłem swój doktorat, którego nie skończyłem, jeżeli ktoś by się pytał, czy mam zrobiony doktorat, nie mam.
Mam skończone badania, nie obroniłem pracy nigdy.
Ale to na moich studiach doktoranckich w mojej grupie była para, bo to...
Dwie osoby robiły, ale osobiście też byli parą.
Oni zajmowali się badaniem osób w kryzysie wieku średniego.
A ponieważ byli faktycznie w mojej grupie również seminaryjnej, no to było to miejsce, w którym się regularnie spotykaliśmy z naszą wspólną panią, bo na studiach doktoranckich to już nie jest promotor, ale pani, która nas prowadziła.
i analizowaliśmy swoje badania i prace, a to tak zwykle jest, że najbardziej jesteś ciekawy wyników pracy innej osoby niż swoich własnych, szczególnie, że swoich najprawdopodobniej masz zaległości i wolałbyś o swoich nie mówić.
I oni w przepiękny sposób definiowali, czym jest kryzys wieku średniego, a mianowicie, że to jest tak, że jakbyśmy sobie to uświadomili, to duża część osób bardzo długo nie podejmuje świadomej decyzji.
Idzie do jakiejś szkoły,
która najczęściej nie jest ich świadomą decyzją, tylko jest wyborem rodziców.
W naturalny sposób później z tej szkoły podstawowej wybiera liceum, które też rzadko kiedy jest świadomym wyborem.
Często jest to podążanie za kolegami, często jest to wyborem bliskości, często jest to wyborem wielu innych czynników, ale tam nie ma takiego momentu, czy aby na pewno to szkoła jest najlepsza dla mnie.
Później idziesz na studiach, które trochę są pochodną często loterii, bo bardzo mało osób z wyjątkiem, nie wiem, takich studiów jak, nie wiem, medycyna, gdzie ludzie z reguły wiedzą, że tam chcą pójść, ale w wielu innych elementach to jest taki moment pod tytułem...
dobra, z geografii mam dwóje, więc się nie będę pchał, biologii nie lubię i tak dalej, w miarę dobrze radzę sobie z matematyką i lubię fizykę, dobra, politechnika, kropka.
I to jest taki moment, po którym się nie zastanawiasz nawet na coś, najczęściej jest to nietrafny wybór z perspektywy takiego samego świadomego siebie i oczywiście wielu osób, na pewno wielu osobom się na pewno udało, więc nie chcę wam podważać tej decyzji.
Świadomego siebie, który dodam tutaj, dopiero się kształtuje w tym wieku.
Jeszcze go nie ma, ale jest taki moment, że poszedłem trochę po najmniejsze linie oporu.
Nie miałem takiego pomysłu, żeby sobie za bardzo skomplikować życie.
Później te studia jakoś przeżyłeś.
Przy odrobinie szczęścia...
Jeżeli byłeś tam, nie wiem, w mojej kategorii, czyli studiów pięcioletnich pod, nie wiem, trzecim, czwartym roku zacząłeś aplikować na różne staże, tu gdzieś byłeś na stażu, tam czegoś spróbowałeś, na jednym zupełnie przypadkowo się wykazałeś?
Ktoś uznał, że to jest dobre miejsce, żeby cię zatrudnić i później generalnie najpierw zatrudnił cię jako specjalistę, później zrobił z ciebie starszego specjalistę, później zrobił starszego specjalistę superwizora, później być może nawet jakiegoś kierownika.
I tak sobie szedłeś, szedłeś, szedłeś, świat cię klepał po ramionach i doszedłeś do takiego pewnego momentu, który można nazwać...
I ten duży sukces oni definiują dokładnie, że to jest taki moment, kiedy bardzo długo wspinałeś się po drabinie, szedłeś krok po kroku, bardzo często nieświadomie, świat ci bił brawo bardzo długo, doszedłeś do szczytu tej drabiny i sobie najczęściej uświadamiasz, kurde, ona jest przystawiona nie do tego muru, co chciałem.
I trochę jak o tym mówiłeś, to wbrew pozorom...
mam takie trochę przekonanie, że z perspektywy wyborów ten świat, który ja teraz opisałem, bo w naturalny sposób, jak oni badali osoby w kryzysie wieku średniego, a robiliśmy te badania no, 13 lat temu, to w dużej mierze to było jednakże to pokolenie, które musiało mieć te 13 lat temu około 35-45 lat.
Czyli to były cały czas te osoby, które długo sobie nie zadawały tych ważnych pytań.
To myślę sobie, że jak dzisiaj
jesteś człowiekiem już wychowanym bardzo mocno od tego, żeby zadawać te ważne pytania sobie na każdym jednym etapie, czyli już za przeproszeniem na studiach ktoś cię karmi tym, pamiętaj, świadoma decyzja, pamiętaj, świadoma decyzja, pamiętaj, świadoma decyzja, pamiętaj, świadoma decyzja, po czym już na pierwszych szkoleniach w pracy masz spotkanie z kimś, kto przyjdzie i będzie ci mówił o tym, pamiętaj, świadoma decyzja, bądź najlepszą wersją siebie, siedź w setewie komfortu i te wszystkie inne rzeczy,
To są moim zdaniem dwie możliwości.
Albo kryzys wieku średniego przychodzi wcześniej, czyli taki moment potem, ej kurde, albo przychodzi później, ale jak przyjdzie później, to pierdzielnie z dwa razy większą siłą.
To już nie będzie tylko i wyłącznie szybki samochód lub motocykl.
Znaczy, żeby sobie z nim poradzić, będziesz potrzebował armaty wsparcia, no krótko mówiąc.
Właśnie zastanawiam się, bo to ciekawa perspektywa tego kryzysu, bo pokazujesz, że on się pojawia w wyniku tego, że ludzie podjęli jakąś drogę, na której nie było jakichś decyzji, że staje przed nimi ta decyzja w pewnym momencie.
Ja tu dodaję od siebie, że jeszcze tam jest taka checklista bycia dorosłym, czyli trzeba tam mieć partnera, samochód, dom, dzieci, nie?
I to wszystko odfajkowujesz?
To nie jest twoja checklista najczęściej.
No tak, ale wydaje ci się, że jest twoja.
No tak, ale wrzucono ci ją kulturowo, środowiskowo, rodzinnie.
No tak, więc... Bo ja myślę też trochę rozwojowo o kryzysie wieku średniego, że on tak człowiek przychodzi,
Bo tak czy owak w pewnym momencie jesteśmy bliżej śmierci niż dalej.
W pewnym momencie też nasze ciało przestaje już być tak wydajne.
I pewne rzeczy nam przestają już smakować.
I pewne cele zostały osiągnięte, albo patrzymy już, że na pewnych celów nie osiągniemy.
Nie, że to jest moment takiego przesilenia, ja to jakoś widzę w tym zakresie.
Oczywiście myślę to, co ty powiedziałeś, że ludzie nie wybierający świadomie, dający się jakoś prowadzić tym wydarzeniom, czy tym propozycjom, też pewnie mają jakąś, jest tam pewnie jakaś ich specyficzna jakość tego kryzysu, powiedziałbym przesilenia, kryzys, no właśnie.
tego przesilenia, natomiast, że to przesilenie się bierze też z tego, że no właśnie, że jakby nasza ścieżka rozwojowa nie kończy się, tam mamy dwadzieścia parę lat, tylko, że
każda dekada to też jest rozwój, nie?
I to też jest rozwój, który wydaje mi się, że właśnie w tych okolicach tam czterdziestki, pięćdziesiątki ma też swoje wyraźne cechy.
I właśnie ja bym to określił jako poszukiwanie sensu, jako właśnie zadawanie sobie pytania o to, dokąd zmierzam i też rozprawienie się z tematem śmierci.
tematem przemijania, tematem tego, że, tematem ograniczenia, bycia ograniczonym.
Bo my mamy taką, wchodzimy, wiesz, dorosłe życie też z taką fantazją, mogę wszystko, jeszcze właśnie te przekazy wszystkie rozwojowe o tym mówią.
A w pewnym momencie stajesz i boli cię gdzieś tam w krzyżu, nie?
I po wieczornej imprezie ciężko ci rano się uruchomić do pracy i zdajesz sobie sprawę, że coś się zmieniło na tyle, że musisz jakoś inaczej to życie zacząć układać, bo już nie można tak, że imprezujesz cały weekend, a potem...
w poniedziałek idę do roboty, tylko muszę mieć, żeby trochę się zregenerować.
Coś się zmienia.
Albo nie smakują mi te te sposoby, nie wiem, realizowania swoich pasji, czy swoich celów, bo przestaje mi to smakować.
Nieprzypadkowo ludzie zaliczają duże zjazdy i depresję, kiedy osiągają jakieś wielkie cele.
Bo potem jest właśnie, ok, i co teraz ze mną?
To już jest koniec?
Nie, bo często jest tak, że na przykład, że masz jakieś wyobrażenie, jak chcesz spełnić ten, jak chcesz ten cel osiągnąć, to masz jakieś wyobrażenie.
Wyobrażasz sobie, że będziesz czuł się tak wspaniale.
Znaczy, właściwie to wyobrażenie jest takie trochę nieokreślone, ale kiedy przychodzi ten moment, kiedy to osiągnąłeś, okazuje się, że to nie smakuje tak.
I myślę, że to jakby, to odnośnie jakiegoś jednego celu, ale też odnośnie życia w ogóle, że jakby ociągasz tą, jakiś moment w swoim życiu i orientujesz się, że to nie smakuje tak, jak miało smakować.
To będzie wyglądało do końca?
Mało tego, jeszcze świat ci mówi, że to dalej powinno tak smakować.
Znaczy, wiesz, to jest ten moment, kiedy ty...
zaczynasz próbować kaszanki, odkrywasz, że być może to jednak, że jest bardzo nie twój smak, a koło ciebie siedzi duża część twoich kolegów, historii rodzinnych i tak dalej, którzy mówią, że ta kaszanka to jest najlepsze, co się w ogóle możesz w życiu przytrafić.
A ty ją możesz jeść, mało tego, możesz ją jeść codziennie.
I nie doceniasz?
My mogliśmy raz na tydzień, albo czasami raz na miesiąc, a część z nas tylko słyszała o niej i jeszcze nigdy nie skosztowała.
Trzeba mieć rzeczywiście kochone, żeby powiedzieć takiej rodzinie, ja dziękuję za tą kaszankę.
Kocham czegoś innego.
Czym ty się zajmujesz?
Właśnie zastanawiałem się nad odpowiedzią na to pytanie i właśnie trochę stresowałem się przed naszą rozmową i pomyślałem sobie, że powiem inaczej, że ja jestem operatorem przestrzeni transformacyjnych.
Czyli jak mój dziadek.
Budzisz się rano, idziesz do ten, do zawiadowni, jak się nazywało to jego miejsce, do którego on chodził i po prostu szlaban w górę, szlaban w dół i...
Przepuszczam te pociągi.
Przepuszczasz pociągi i tak dalej.
Wkładam ludzi do pociągów i po prostu jedziecie tam.
Chciałbym, żeby to było takie proste i chciałbym mieć taki spokojny wieczorek twój dziadek.
A nie masz?
No nie.
Ale dlatego, że bierzesz na siebie dużo z tego, czym pracujesz, czy po prostu cokolwiek innego właściwie?
Wiesz co, myślę, że to jest tak, że żeby dojechać do tego miejsca, w którym mogę powiedzieć tak o swojej pracy, to musiałem dużo zaliczyć takich punktów pośrednich, gdzie właśnie, że moja droga była taką drogą korekt kursu cały czas.
I że przy tych korektach kursu ja często skręcałem w takie strony, z których potem się wycofywałem.
I że to mnie jakoś też obciąża.
Buduję moją historię.
że teraz mogę i chciałbym i w ogóle świadomie zmierzam do tego, żeby mieć mocną, strukturyzowaną pracę, nie zabierać jej do domu, co już jakoś umiem od dawna i jakoś starać się budować taką prostotę tego wszystkiego, że nawet to nazwanie jest bardzo proste, wydaje się być wręcz prostackie.
Wiesz co, no bo myślę sobie, że towarzyszenie ludziom w procesie zmian,
No jest po prostu trudne, jest obciążające.
Jaką bym nie miał wykształconą taką odporność na to, to jednak słucham tych historii, słyszę o tym cierpieniu.
Wychodzę sobie potem i zastanawiam się, jak ten świat jest ułożony, że to tak ma być i nadal jakoś dealuję ze swoją częścią, która by chciała to jakoś zmienić, walnąć pięścią w stół i powiedzieć na przykład facetowi, który żyje z kobietą, która jest przemocowa wobec niego, że powinien coś z tym zrobić, ale po prostu on no niestety nic z tym nie robi, nie?
Więc ja go jakby pracuję z nim cierpliwie nad tą jego świadomością
ale on nadal jakby, nadal większość jakby energii jest po stronie tego, żeby z nią zostać, że on ma jakieś z tego korzyści, czy ma jakiś rodzaj dużego lęku przed uświadomieniem sobie tego, że jest ofiarą przemocy, to jest w ogóle pierwsze, to jest w ogóle tak trudne dla mężczyzn w dzisiejszych czasach, żeby w ogóle przyjąć ten fakt, że jestem ofiarą przemocy, bo przecież właśnie to, co mi mówiłeś przed nagraniem, te wszystkie przekazy,
Mówię o coś innego.
Nie wolno.
Nie wolno, ty nie możesz być.
Mało tego, jak jesteś ofiarą przemocy, to jesteś podwójną ofiarą.
Nie dość, że ofiarą przemocy, to jeszcze ofiarą losu, że sobie nie umiesz poradzić.
Czy dopuściłeś do tego?
Znaczy, że dopuściłeś do tego w ogóle, bo ten plus, najprawdopodobniej jeszcze jesteś wielką ofiarą niezrozumienia.
bo po pierwsze, jak zgłosisz, to służby nie są w stanie tego przyjąć, bo nie umieją, nie mają narzędzi.
W ogóle to jest przerażające, ale jak podzielisz się tym na przykład w grupach społecznych, też w mediach społecznościowych, nawet na męskich grupach,
to bardzo szybko dostaniesz durne komentarze pod tytułem daj mi kontakt do swojej partnerki, ja lubię jak mnie kobieta bije i w ogóle ludziom się od razu uaktywnia taki moment, będziemy śmieszkować, będziemy rechotać z tego.
No a na końcu, jeżeli ta przemoc nie jest przemocą
fizyczną, a jest pomocą psychiczną, to już w ogóle jest bardzo ciężko ci to... Ale to działa w dwie strony.
Kobietom też jest bardzo trudno to udowodnić.
Ale tam jednak, że myślę sobie, że masz więcej generalnie wsparcia.
A z fizyczną, no to z fizyczną już jest w ogóle przerąbany, no bo ludzie wierzą, że rozwiązaniem na przemoc jest przemoc.
To mówią, przecież jesteś silniejszy, dlaczego się dajesz bić?
I teraz wystarczy, że na przykład powiesz, bo w moim świecie nie wolno podnieść ręki na kobietę i ja nie mam narzędzi reakcji.
a okazuje się, że narzędzia reakcji poprzez stawianie granic, czyli mówienie bardzo proszę o niebie i mnie nie działają.
No i wiesz, to jest dopiero przerażające, że my jako ratunek dla przemocy często facetom podpowiadamy przemoc, co jest w ogóle chore, tak?
O, to nie jestem w tym my.
Nie jesteś tym my?
Nie.
Znaczy mówisz oddaj?
Nie, w życiu.
Czyli jesteś tym my, że akceptujesz ten świat, w którym mówimy sobie, że rozwiązanie na przemoc nie jest przemoc.
Tak, zdecydowanie.
Właśnie to chciałem powiedzieć.
A to ile jest, wiesz, rad pod tytułem no przecież chyba umiesz się obronić.
Prawdę powiedziawszy, ja znam bardzo mało sposobów,
bronienia się przed przemocą, która nie jest de facto przemocą.
I tak jak totalnie rozumiem to, że w sytuacji zagrożenia życia na ulicy masz dać w ryj oprawcy i masz prawo do samoobrony, to myślę sobie, że w sytuacjach na przykład uwikłanych i relacyjnych to już nie powinno mieć miejsca.
No i widzisz, ja właśnie a propos mojego obciążenia, to wracam do domu z takimi historiami i wtedy właśnie trochę one męczą, nie?
Po prostu, bo naprawdę też cechą mojego zawodu jest to, że ja muszę pozwolić ludziom na to, żeby oni wiedli swoje życie.
Oni przychodzą do mnie dobrowolnie i dobrowolnie chcą coś zmienić.
A to, co też dla mnie jest trudne w tym wszystkim, to jest to, że czasem oni tylko deklarują, że chcą coś zmienić.
a tak naprawdę nie chcą nic zmienić.
Czyli im bardziej jestem skuteczny, tym bardziej jestem zagrażający.
To jest takie paradoksalne w tej pracy, że póki zmiana jest jakby w zgodzie z tym, czego potrzebuje klient, to fajnie, to się pracuje i jest zmiana, ale kiedy klient...
ma, tak powiem, konkurencyjne motywy i tak naprawdę dla niego ta zmiana oznaczałaby wywrócenie swojego życia do góry nogami i koszty, których on nie chce podjąć, no to wtedy jest taka trochę pozorowana praca.
Kiedy to widzisz, rozumiesz?
To ja bym chciał trochę retrospektywnie wrócić do momentu,
w którym zaczynałeś, znaczy przejść do momentu, w którym zaczynałeś, ale żeby to była, ta podróż była trochę ciekawsza, to chciałbym najpierw postawić taki, bym powiedział, trochę punkt na mapie, gdzie jesteś dziś.
Jak ty mówisz, że dziś pracujesz, to co ty robisz w tej pracy, tak w kategorii tego bycia tym zawiadowcą, czy osobą... W jakiej formule ty pracujesz?
Ja pracuję, prowadzę warsztaty pracy z ciałem dla mężczyzn.
I tworzę tam taką przestrzeń, w której właśnie przez doświadczanie ciała i kontaktu z ciałem i z emocjami dzieją się rzeczy.
Więc... I to jest jakby moja praca od ośmiu lat, mam takie autorskie moje warsztaty Low Informant, które po prostu prowadzę.
I tam się jakby najbardziej... Tam mam najwięcej satysfakcji, bo to jest najbardziej też sprawcza taka i przynosząca też ludziom korzyść jakby moja aktywność.
I mnie interesuje twoja droga.
Czyli jak doszedłeś do tego momentu?
Wiesz co, to jest tak, że ja się...
Właśnie, zastanawiam się, jak głęboko sięgnąć w mojej historii.
No więc, 25 lat temu, no tak spokojnie.
Nie będę sięgał 45, no bo wtedy byśmy musieli przejść przez całą drabinę i byśmy musieli zadać sobie pytanie, czy na koniec trzeba by na pewno jesteś przy właściwym murze.
Natomiast nie, interesuje mnie to od 25 lat mniej więcej.
To troszkę może głębiej pójdę, bo ja byłem w matfizie i byłem zdolnym człowiekiem z matematyki i z fizyki.
Wszyscy myśleli, że pójdę na jakiś taki właśnie politechnika, coś tam, fizyka, matematyka.
A ja poszedłem na psychologię.
Mogę ci przerwać?
Bo to jest coś, co ja będę zawsze wszystkim przypominał.
Psychologia, wbrew pozorom, to są nauki ścisłe.
tak, tam generalnie jednak, że dużo pracujemy na danych i teraz ten argument, który jest, bo ja akurat byłem nie w MatFizie, tylko w MatInfo i faktycznie miałem rozszerzoną matematykę i wszystkim się wydawało, że pójdę na Polibudę, nawet moi rodzice, którzy są inżynierami, obydwoje bardzo chcieli, żebym poszedł na Polibudę, więc ja się wkurzyłem i poszedłem na ten Polibudę, w sensie poszedłem na egzaminy, zdałem egzaminy, dostałem się,
I jak się zdałem na egzaminy, to powiedziałem moim rodzicom widzicie, jakbym chciał, to bym mógł i poszedłem na psychologię.
Więc zrobiliśmy dokładnie to samo, ale ponieważ staram się to przypominać, bo ja bardzo nie lubię tej historii, w której ludzie starają się wrzucić psychologię do świata nauk czysto humanistycznych.
Ona jednakże jest nauką o człowieku, ale wbrew pozorom tam dość dużo pracujemy na danych.
Więc tylko tyle, przepraszam.
Okej, okej, myślę sobie... Bo ja nie mam przekonania, że ta, wiesz, to, że byłeś w Matfizie, to jest bardzo daleko od psychologii.
Tak, jak powiedziałem, że wszyscy myśleli, to mówię właśnie o moim otoczeniu, które i tak nie za bardzo wiedziało, kim ja jestem, więc to jest taki trochę zwrot, który też pokazuje, że byłem w pewnej pustce, jeśli chodzi o to wsparcie innych osób, więc sam wybrałem, myślę, wybrałem psychologię, ponieważ bardziej niż gwiazdy i niż mechanika kwantowa interesowało mnie to, co jest w ludzkim mózgu.
Mam taką historię w związku z tym, bo
pojawił się, ja byłem w liceum na przełomie Komuny i Wolnej Polski, więc tam już w trzeciej i czwartej klasie pojawiły się takie fakultety i pojawił się w moim liceum psycholog z radni wychowawczo-zawodowej, który był gościem, który po prostu z innego wymiaru czasoprzestrzennego, bo to był koleś, który po pierwsze wyglądał jak klasyczny hipisowski gość, długa broda, okulary, takie grube oprawie, też tak się nosił.
Ale to, co było takie najbardziej chyba dla mnie pociągające, to to, że on bardzo się odróżniał od tego całego, całej tej psychopatologii grona nauczycielskiego.
Znaczy on z nami rozmawiał.
On patrzył na nas i w ogóle to było jakoś tak dziwne.
Nie naśmiewał się z nas, nie upokarzał nas, nie podkreślał swojej pozycji.
Po prostu był takim dziwnym człowiekiem, zupełnie dorosły, ale zupełnie zachowujący.
I ja jakoś ćpałem to, co on tam dla nas miał i chodziłem na takie zajęcia też pozalekcyjne właśnie w tej poradni uchowawczo-zawodowej.
I tam jest taki moment, który ja pamiętam, gdy miałem 18 lat.
On się mnie o coś zapytał i ja zacząłem mu odpowiadać, a on mnie zatrzymał i powiedział, Marcin, aha, on mnie zapytał, co ja czuję i ja zacząłem mu odpowiadać.
A on mnie zatrzymał i powiedział, Marcin, nie, to są myśli.
I ja wtedy miałem tak...
To znaczy, że jest jakaś cała przestrzeń jakichś emocji, której ja w ogóle nic nie wiem na ten temat.
Nic.
I pamiętam to jak dziś po prostu.
To była dla mnie ta super nowa, którą ja chcę zgłębiać.
Idę na psychologię, bo ja po prostu nic nie wiem o tym niesamowitym, pasjonującym świecie emocji.
To się zaczęło.
No i dawaj, dawaj, dawaj.
Bo jak poszedłeś na psychologię, to moim zdaniem bardzo szybko się dowiedziałeś.
Na studiach generalnie tam się też mówi mało o emocjach.
Tak, ja poszedłem też na KUL, więc to akurat zyskałem tyle, że miałem dwa lata takiej dość solidnej edukacji filozoficznej.
Historia poznania, logika, historia filozofii, no różne takie rzeczy, metafizyka.
Więc to mi akurat się przydało.
A potem miałem, z racji moich problemów osobistych, wyleciałem z tych studiów.
A potem zacząłem studiować fizykę, bo myślałem, że właśnie to trzeba jednak zrobić.
A potem na tej fizyce okazało się, że też aż tak mnie to nie interesuje, ale poznałem, że jestem dobry w komputery i zacząłem robić strony internetowe.
Internet zaczynał już działać, pierwsze strony i coś tam.
Potem trafiłem do Warszawy, do Pruszczyńskiej Spółka, gdzie tam zrobiłem...
W redakcji dziecka zrobiłem serwis e-dziecko.
Pamiętam, to też było też... Ja bym powiedział, że ja zrobiłem ten serwis, ponieważ ja wpadłem na pomysł, to był 2000 rok, żeby zrobić forum dyskusyjne.
I pamiętam całe gremium tam, to redakcja, Mieczysław Pruszczyński, i tak ja im przedstawiłem ten pomysł, a oni powiedzieli, ale jak to tak?
Ludzie będą coś pisać, to tak bez... ...
bez redakcji będzie tak od razu wyświetlane.
Było dla nich nie do pojęcia po prostu.
To było pierwsze bardzo... W sumie do dzisiaj jest największe forum dyskusyjne dla rodziców i ja je robiłem.
W sensie był taki moment, że czytałem wszystkie te posty po prostu.
Bo tak się bałem, że zaraz mi tam skarżą.
Niby bez redakcji, ale jednak.
Te społeczności internetowe wtedy powstawały i to była taka społeczność.
Ludzie, którzy naprawdę tak się... To, co teraz się dzieje w internecie, to było... To, co było wtedy, było diametralnie inne.
Naprawdę było dużo życzliwości, dużo... Ci ludzie naprawdę się ze sobą zżywali.
No oczywiście było też dużo ujawniania osobistych kawałków, ale to właśnie było...
To było to i nikt tam, nie było żadnej trolowni, nie było, naprawdę było to naprawdę jakoś bardzo, bardzo podnoszące i takie bardzo wspierające.
Do dzisiaj mam relacje z niektórymi osobami z tamtych czasów, więc... Wow.
Więc takie, więc miałem tak, byłem technologiem, oficjalnie byłem webmasterem, tak naprawdę byłem moderatorem tych wszystkich forum, administratorem tego, więc miałem już taki kawałek, znowu się zbliżyłem do psychologii.
Siedziałem po stronie technologii, ale zbliżyłem się do psychologii.
I że to było bardzo dla mnie poruszające te wszystkie przeżycia i to wszystko i takim byłem trochę też tam doradcą i byłem takim tam ojcem tego wszystkiego, więc to też było bardzo ciekawe.
No i?
No i czego ci brakowało?
No i strasznie się, wiesz, ja nadal strasznie się bałem, strasznie się bałem przyznać przed sobą, że chcę być psychoterapeutą.
Więc jakoś to potem po tej ofizyce wróciłem jeszcze na te studia, skończyłem je.
Zrobiłem tego magistra i tak myślę, no to może to może najpierw szkoła trenerska, bo może będę szkolenie prowadził.
Więc skończyłem szkołę trenerską.
To nie to.
No i w końcu zdecydowałem się na to, że idę się uczyć psychoterapii.
Tam też miałem takie... Najpierw w takiej szkole integralnej psychoterapii dwa lata spędziłem.
Potem przyszedł do nas na zajęcia człowiek z gestaltu i pokazał mi gestalt.
A na gestalcie, jak byłem na pierwszym roku, takim zerowym, to mi powiedzieli ludzie...
Wiesz, są takie zajęcia, gdzie ludzie chodzą, są takie warsztaty, gdzie ludzie krzyczą.
I poszedłem na te warsztaty na Marzeny Barszcz.
No i jak zobaczyłem Loana, to powiedziałem sobie, że ja muszę się tej metody uczyć.
Zbliżałem się do ciała, do tego, żeby przez ciało pracować.
I teraz z perspektywy to już widzę, że ja po prostu zmierzałem do tego ciała, dlatego że mnie strasznie nudziło
to mózgowanie takie, że widziałem, że dużo w tym mózgowaniu jest takiej ściemy, a gdzieś ta prawda ciała jakoś mnie pociągała właśnie przez tą, być może też moją potrzebę, potrzebę jakiejś stymulacji, jakiegoś takiego, żeby się działo, żeby się coś działo.
Więc akurat w ciele masz tak, że po prostu tak prowadzisz...
jakiekolwiek zajęcia chciałem, to tam zaraz się dzieje po prostu.
Zaraz się dzieje i to jest jakoś żywe i to jest prawdziwe i to jest takie szybko widać, kto jest kim, kto ma jakieś blokady, kto co ukrywa i tak dalej.
W tym ja się dobrze bardzo czuję po prostu.
Na ile mętnie
mętnie i czasem trudno jest mi przedostawać się przez te obrony mentalne i przez to wszystko, przez te całe dyskusje i to, że ludzie takie jakieś persony przez co budują i sprzedają tam narrację na swój temat, to kiedy ja przechodzę do tej przestrzeni ruchu i pracy z ciałem, to tam od razu dla mnie wszystko staje się jasne i ja widzę, kto jest kim.
I też mogę ich poprowadzić, tych ludzi, tam jakoś ta też skuteczność dla mnie jest większa w tym, nie?
Bo jeszcze w obliczu tego, że
zanikło coś takiego jak dyskusja, czyli że spotykamy się, rozmawiamy i mamy gotowość, żeby zrezygnować ze swojego stanowiska, jeżeli ktoś inny ma rację, to jakoś tutaj to zanikło jakoś.
Nie mam takiej w ogóle okazji, żeby się spotykać z ludźmi na dyskusję, taką prawdziwą dyskusję, gdzie ktoś mi powie, hej, przekonałeś mnie.
Albo ja powiem, okej, no to ja się myliłem.
Teraz będę myślał tak, jak ty mówisz.
Albo nawet jak mnie nie przekonałeś, to mi poszerzył spektrum myślenia.
Widzę, że możemy to widzieć z dwóch punktów widzenia i każdy z nas ma swoją rację.
I to dalej jest okej.
Powiedziałeś jedną rzecz.
Czułeś, że cię ciągnie do psychoterapii, a z drugiej strony bałeś się przed sobą przyznać.
Czego się bałeś?
Teraz myślę z perspektywy, mam takie widzenie tego, że ja odebrałem katolickie wychowanie, jak większość w naszym kraju, przynajmniej z naszego pokolenia.
I wydawało mi się, że to jest takie trochę zbyt zarozumiałe, zbyt zuchwałe, że ja będę tak ludziom pomagał.
Że ja w ogóle jestem do tego zdolny, żeby ludziom pomagać.
I mówić im, jak oni mają życie, albo cokolwiek.
Więc to było trochę, trochę myślę, z tego miałem ten opór, a dwa też, że też po prostu jakoś idealizowałem tych psychoterapeutów, więc jakby wejście w to, to co mówiłem na początku z tymi wyborami, wejście w to oznaczało dla mnie, że już przestaję się bawić myślą, że mógłbym być, tylko wchodzę i to oznacza, no to i teraz sprawdzamy, czy ja jestem dobry, czy nie jestem dobry, czy ja się nadaję do tego zawodu, czy się nie nadaję.
Więc to było dla mnie takie ryzyko.
Myślę, że z tej optyki tego 25-30-latka, którym byłem, to myślę, że tego się bałem.
A co cię ciągnęło z kolei najbardziej?
Ja mam takie dwa, dwie rzeczy, które mnie w psychoterapii pociągały.
To znaczy, że ja byłem już jakoś, jestem wcześniej sparentyfikowany i ogarniałem chaos psychiczny moich rodziców, więc ja się śmieję, że mając 53 lata mam co najmniej 40 lat doświadczenia w zawodzie.
I to jest jakby jedna rzecz, o której też myślę, że mało się mówi.
To jest taka wstydliwa tajemnica psychoterapeutów, że
mało kto mówi o tym, że pochodzę z domu jakiegoś tam i tam przeżyłem trudne rzeczy i teraz pomagam innym.
Tylko pomagam innym, bo tak sobie wybrałem.
Jak znam to towarzystwo, to większość jest z historią po prostu.
Większość nas jest z historią.
A druga rzecz, która mnie też pociąga w psychoterapii, to jest taka bardziej inżynieryjna, czyli po prostu rozkminianie case'ów.
Tego, że każdy człowiek jest jakąś zagadką i każdy człowiek ma... Ludzie mają tak pokomplikowane, posplątywane życia i tak mają czasem namotane, że wymaga też pewnego, pewnej rozkminy, żeby to rozsupłać.
Masz drugi punkt podczas tej rozmowy.
Śmieję się.
Właśnie mi uświadomiłeś jedną rzecz.
Jak ja studiowałem, to najczęstsza rzecz, która się mówiła o
naszej grupie 70 osób na roku.
To był taki zarzut, względem którego myśmy wszyscy bardzo mocno się buntowali i zaprzeczali.
To było takie powiedzenie.
Poszliście na psychologię, żeby radzić sobie ze swoimi problemami.
I to absolutnie, wiesz...
Wszyscy moi koledzy ze wszystkich innych studiów, z którymi, jak wspominałeś już, spędzałem dość dużo czasu, bo jak patrzę na swoje studia, to mój weekend zaczynał się w środę, w Tropsie, później w czwartek w Łajbie, ja pochodzę z Trójmiasta, później piątek, sobota już różnie, niedziela na dobitkę, poniedziałek jakoś wracaliśmy do życia.
to gdzie nie poszedłeś, to zawsze był ktoś, kto mówił... I teraz, dlaczego o tym mówię?
Bo było tak silne wyparcie.
Jak komukolwiek z psychologii zarzuciłeś, że poszedł na psychologię, żeby sobie radzić ze swoimi problemami, to na pewno mogłeś dostać w ryj.
I to w ogóle było coś, co było największą zniewagą.
A dzisiaj pewnie z perspektywy czasu pewnie trochę już większego doświadczenia.
Jakbym sobie przeanalizował swój rok...
no to to zdanie było prawdziwe do jakiejś 3-4 tego roku.
I mam chyba takie przekonanie, teraz to, co mi pierwszy raz nazwałeś, że to dobrze.
szczególnie w tamtych czasach.
Ja przypomnę, to były czasy, w których jak szedłeś na psychologię, to wiedziałeś, że po studiach będziesz biedny.
Znaczy nikt ci nie obiecywał tego, że będziesz naprawdę zarabiał dobre pieniądze, bo było to po prostu... Nie było na to dowodów wtedy, tak?
Znaczy generalnie jakby nikt z nas nie miał w swojej okolicy starszego kolegi psychologa, który by zarabiał dużo, właściwie z wyjątkiem dwóch.
czyli Santorski i Eichelberger, to ich można było zamknąć w tej grupie.
Samsona celowo nie wymieniam.
Więc to była jakby ta rzecz, która się pojawiła.
Tak, to jest wstydliwe w tym towarzystwie.
A z drugiej strony totalnie uważam, że jest to jeden z lepszych zasobów, który jest.
I w wielu innych miejscach o nich mówimy, tak?
Znaczy, że jak, nie wiem, chcesz być skutecznym menedżerem, to musisz umieć powiedzieć, byłem w firmach, które były w bardzo dużym bagnie, miałem narzędzia i umiejętności, żeby sobie z nimi poradzić, mało tego, w niektórych sytuacjach sobie nie poradziłem.
Znaczy, mam za sobą doświadczenia bardzo dobre, bardzo złe, również swoje własne i to sprawia, że mam przekonanie, że jestem trochę lepszy, a w
psychologowie i psychoterapeuci wypierają ten moment, który brzmi nie w sobie, tylko w komunikacji.
Sorry, ale też miałem historie, które nie były różowe.
Wiele rzeczy, o których opowiadają pacjenci czy klienci, to jest coś, co znam również historycznie z własnego doświadczenia i między innymi wyedukowałem się, przepracowałem swoje rzeczy, nauczyłem się z tym radzić, ale dalej mam swoją mroczną historię.
Skąd się to w ogóle bierze, twoim zdaniem?
Masz jakiś pomysł w ogóle?
Skąd się bierze taki, wiesz, syndrom, bym powiedział, takiego czystej przeszłości?
Co, no, jedna to są rzeczy pewnie osobiste, takie jak wstyd, jak budowanie jakiejś pozycji mocy i ekspertstwa, ale myślę sobie też, że przyczyną też są te takie...
historycznie psychoterapeuci, czy też analitecy wcześniej, mieli jednak wyraźny zakaz ujawniania się.
To, co się dzieje teraz w mediach od 30 lat, to jest zupełnie coś innego niż to, jak było przekazane, że analityk ma być białą kartą.
Klient najlepiej jak nic nie wie o swoim analityku.
No i że to jest taka historia, która trochę jednak dalej emanuje na to środowisko i że...
I że cały czas ja napotykam, będąc po dwóch szkoleniach, dwóch i pół szkoleniach psychoterapeutycznych, nadal w każdym z tych gron napotykam nad taką poważną dyskusję i na ile się ujawniać, na ile mówić o sobie.
Na ile na sesjach mówić o sobie, o swoich trudnościach, o jakichś swoich historii, na ile w social mediach mówić o sobie, jak to psuje proces terapeutyczny.
Niektórzy tu bardzo jakoś poważnie do tego podchodzą, że ktoś, kto ciebie zna...
No właśnie, z takiego podcastu to już jak przyjdzie do ciebie, to już zepsuta jest terapia.
On już patrzy na mnie oczami gościa, który w podcaście występuje.
Usłyszał coś o mnie i już ja mu nie pomogę.
Ja tak nie myślę, ale prezentuję pewne stanowisko.
Ja też myślę sobie, że...
No i właśnie, że to są nasi ojcowie i dziadowie, że właśnie tak jak alchemik, tak też psychoterapeuta pracuje w ciszy swojego laboratorium i najlepiej jakby nikt nie wiedział o tym, co on tam robi.
Tylko niech ludzie do niego przychodzą.
Ja dalej nawet myślę sobie, że to jest dość seksowne.
Ponieważ mimo tego, że staram się być w mediach społecznościowych, podcastach i wielu innych miejscach, to chyba marzyłbym o takim świecie, żeby dokładnie sobie siedzieć i robić swoją robotę bez konieczności opowiadania światu, że jestem.
To ciekawe, bo zajrzałem na twojego YouTube'a i ty 13 lat temu zaczynałeś po prostu, z taką fryzurą jak ja.
Tak, tak dokładnie było, tak?
Ale i wiesz, i myślę sobie, kurde, no wiesz, tylko myślę sobie, że to jest taki komfort, na który bardzo mało ludzi może sobie pozwolić, szczególnie w dzisiejszym świecie, tak?
Znaczy, myślę sobie, że jest bardzo, bardzo, bardzo niewiele osób, które...
może mieć właśnie ten komfort, czyli żeby z jednej strony dalej mieć zgodnie ze swoimi oczekiwaniami zapewniony kalendarz, a żyć w świecie nieujawniania się.
I można dużo o tym mówić, że wiesz...
że, wiesz, prawdziwe złoto nie potrzebuje promocji i tak dalej, i tak dalej.
No, tak i nie.
No właśnie, tak i nie, prawda?
Jednak, jednak, no, to już jestem u Ciebie w podcaście też jakby dając siebie poznać po prostu, bo też zauważyłem, że to jest po prostu potrzebne, żeby ludzie jednak...
że ludzie, którzy jednak mają jakąś narrację o sobie i ją głoszą, no to po prostu są rozpoznawani, a ja przez swoją pracę mniej.
Czyli tak mam dość spory luksus, że moje warsztaty głównie rozchodzą się przez polecenia poprzednich uczestników, więc tutaj akurat nie muszę jakoś się o to martwić za wiele.
No ale to jest 8 lat już, więc to jest kawał historii, ale nadal myślę, że trochę oczyszczam się, cały czas jestem w takim detoksie tego właśnie przekonania, które ci starsi psychoterapeuci, między innymi jedna z pań, która prowadzi jeden z ważnych ośrodków, która wyskakuje z każdych mediów, a jednocześnie opowiada o tym, że tego się nie powinno robić.
nadal się trochę odtruwam z tego, że nie powinienem, ale robię, że trochę mam takie ojej, ale jak to o tym opowiadać, no przecież to jest też poufność, no nie mogę opowiadać o case'ach, prawda, nie mogę konkurować też z ludźmi, którzy proponują proste rozwiązania, tak, jakimiś po prostu coachami, czy
czy innymi działającymi w branży rozwojowej hipnoterapeutami, czy innymi, którzy dwie sesje załatwiają twój problem, czy coś tam.
To jest cały czas ten dobry i zły pieniądz, który wypiera który.
Cały czas to jest jakaś taka przestrzeń, której nie powiedziano mi, jak się uczyłem tego zawodu, że będę musiał też tutaj studiować w tych światłach i w tym
I w tym odsłanianiu siebie, nie?
Nie jestem w tym za dobry, bo też nie spodziewałem się, że to jeszcze... To będę musiał umieć.
Oprócz tego, że jestem naprawdę fachowcem w tym, żeby wysłuchać człowieka i pomóc mu w jego problemach, to jeszcze muszę być fachowcem w tym, żeby siebie pokazać i żeby...
przekazać coś, tutaj dać się poznać, no właśnie, dać się poznać, bo tu o to chodzi, że się dać poznać.
Ktoś mnie zobaczył i powiedział, okej, to jest mój gość.
Ja to tak widzę.
Nie, gdzie to, że muszę tam sprzedać jakąś narrację, muszę dać się poznać.
Teraz nie wiem, co się dzieje z tobą, Wojtek.
Wiesz co, nie.
Ja ci mogę powiedzieć, co się ze mną dzieje.
Dobra, chyba mogę odpowiedzieć sobie, bo i tak... Właśnie przepisuję swoją książkę na nowo.
To jest niesamowity moment w życiu.
Ja się jednakże zawodowo zajmuję taką dwoma rzeczami.
prowadzę Instytut Psychologii Sportu, to oprócz tego przede wszystkim jednak, że pracuję w biznesie i w konsultingu, ponieważ ja wybrałem tę ścieżkę jednak, która jest mniej ważna życiowo moim zdaniem, ale po prostu dająca szansę na to, żeby się utrzymać i łatwiej zarabiać, czyli wybrałem sobie psychologię biznesu.
Z wąską specjalizacją psychologia rynku i konsumenta, a z najwęższą specjalizacją psychologia zachowań lojalnych konsumenta.
I mówię o tym, bo mam takie przekonanie, że 23 lata, odkąd zacząłem się zajmować lojalnością, świat mnie kopał w dupę.
W takim sensie, że wszystkie firmy, dla których pracowałem, one zawsze mi mówiły to samo.
Dobra, dobra, Wojtek, tam lojalność lojalnością, ale nowi klienci.
Czy moglibyśmy robić rzeczy dotyczące budowania?
No i to też umiałem robić, więc robiłem nowi klienci, nowi klienci, nowi klienci, nowi kliencie, ale od dwóch lat mam takie przekonanie, że wjechałem na białym koniu i ci wszyscy klienci, którzy do tej pory przychodzili do mnie i mówili nowi klienci, nowi klienci, mówię, ty Wojtek, bo ty tam mówisz, ty coś na lojalności znasz.
Bo generalnie doszliśmy do takiego momentu, od którego myśmy paradoksalnie zaczęli
Czyli ten paradoks wyboru, że większość naszych klientów, bardzo długo ich karmiliśmy tym, że masz wybór, masz wybór, masz wybór, masz wybór.
Oni właściwie już spróbowali wszystkiego, co było na stole.
Co w praktyce oznacza, że firmy już dzisiaj nie mają skąd brać nowych klientów, w tak dużym uproszczeniu.
Zmienne demograficzne, starzejemy się.
Więc sprzedają drugi telefon.
Drugi, trzeci, piąty, siedemnasty.
Okazuje się, że przez długo wspieraliśmy w klientach właśnie mniejsze przywiązanie i mówiliśmy, że przywiązywanie się jest bez sensu, nie przywiązuj się, szukaj eksperymentu i bądź sobą, wyraź siebie i tak dalej, i tak dalej, i tak dalej.
Więc opraszczając, rozwalaliśmy mu układ nerwowy, ale dobra, robiliśmy to.
No ale dzisiaj już mam taką sytuację, że większość klientów wszędzie była i nagle okazuje się, że pojawia się taka tęsknota za stabilnością.
Bo jednakże wbrew pozorom ciągłe zastanawianie się w każdym jednym modelu, nie wiem, chcesz kupić nowe dżinsy i nie masz kryteriów wyboru i najgłupszym jaki jest te scena, wbrew pozorom już wiesz, jak jesteś wystarczająco duży, to już nie o to chodzi.
I nagle tęsknisz za takim momentem, że chciałbyś mieć coś, co jest swojego.
Znaczy chciałbyś mieć, nie wiem, swoją preferowaną markę.
Albo chciałbyś mieć swoją preferowaną stronę przynajmniej, na której zamawiasz, albo nie wiem, swój preferowany sklep, do którego pójdziesz i będziesz rozpoznawalny.
Znaczy, że nagle rodzi się w nas taka potrzeba bliskości klienckiej, która nam stabilizuje i ułatwia proces podejmowania decyzji, tak?
Znaczy, jak już się okazuje, że tych...
opcji jest za dużo, żebym podjął dobrą decyzję, to szukam mechanizmów wpraszczających, więc na koniec dnia muszę mieć coś względnie stałego.
Wszyscy przychodzą i mówią, Wojtek, czy możesz nam tym pomóc?
No i dlaczego o tym mówię?
Bo zacząłem mówić, że właśnie ją przepisuję, a przepisuję ją dlatego, bo odkryłem zupełnie przypadkowo jedną, w jednym badaniu, bo tam robię duże badanie do tego, i znalazłem takie pytania, które pozornie były nieistotne, ale zacząłem je analizować.
I nagle okazało się, że dzisiaj jednym z najważniejszych elementów, który wzmacnia lojalność, jest dopasowanie.
A to w dużej mierze oznacza, że na przykład coś, co nazywamy tak zwanym profilem idealnego klienta, coś, co tworzę z markami od 100 lat, czyli siadam z nimi, dobra, 25, i tworzę, kto powinien być najlepszym klientem twojej firmy, to tworzymy.
Następnie ludzie to biorą i używają tego jako, wiesz, najbardziej tajny dokument ever.
To trzeba schować w szufladzie i nikomu nie pokazać, musimy my tylko wewnętrznie wziąć.
A nam wyszło z badań, że najlepiej byłoby, gdyby to zawiesili na stronie internetowej.
Znaczy, że gdyby jawnie komunikowali.
Tylko tego nie możesz komunikować jako profil idealnego klienta, tylko profil maksymalnej satysfakcji tak naprawdę.
Czyli możesz powiedzieć, że nie wiem...
Najbardziej szczęśliwymi posiadaczami naszych jeansów są ludzie, którzy cenią sobie, nie wiem, komfort, trwałość, jakość kolorów, elastyczność i tak dalej, i tak dalej.
Albo, nie wiem, najbardziej komfortowo nad naszym hotelu czują się goście, którzy...
lubią, nie wiem, spędzać czas po południu z przyjaciółmi w barze, w ciągu dnia potrzebują relaksu w spa, a oprócz tego lubią wyjątkowe doświadczenia kulinarne i nie przeraża ich to, że za kolację będą musieli zapłacić 700 zł.
Im szybciej powiesz o tym klientowi, tym samym on pozna cię, zanim do niego przyjdziesz, ale nie poprzez bełkot marketingowy, bo to jest ważna bardzo różnica.
To musi być, i ja wiem, to jest takie zdanie w social mediach, którego nienawidzę, autentyczność
Musisz pokazać swój miękki brzuch i powiedzieć trochę też, dla kogo nie jesteś.
To w praktyce będzie oznaczało, że ktoś, kto potrzebuje możliwości długiego imprezowania lub łatwego dostępu do czegoś tam i tak dalej, nie będzie się czuł u nas maksymalnie komfortowo.
to to się później przekłada, że mamy lepsze dopasowanie i ten matchmaking jest zdecydowanie na wyższym poziomie, jeśli chodzi o podejmowanie świadomych decyzji, a tym samym rośnie satysfakcja.
Jak teraz trochę o tym powiedziałeś, to mam takie trochę przekonanie, że w dużej mierze
rozwiązaniem tego problemu, o którym mówimy w kategorii psychoterapeutów, jest uświadomienie sobie tego, że wbrew pozorom dopasowanie terapeuty do osoby jest ważnym elementem.
Mam nadzieję, że już dzisiaj to powiedzieliśmy pacjentom, to jest na mnie naprawdę wielkie marzenie, że jak poszedłeś i jesteś na czwartej sesji i masz przekonanie, że ten gość po drugiej stronie cię wkurza, ale nie dlatego, że cię zadaje niekomfortowe pytania, tylko z tysiąca powodów, nie wiem, uświadomiaj sobie, że nie lubisz brodaczy, tak, no po prostu, no jakby w naturalny sposób, nie, masz tam tysiąc schematów z brodaczami, nie wiem, twój stryj był przemocowym brodaczem, cokolwiek innego, uaktywnia ci się coś,
to czuj się komfortowo z tym, żeby go zmienić, bo bardziej ci pomoże ktoś, z kim będziesz miał przekonanie, że on... I to nie chodzi o to, żeby był wygodny, bo to w ogóle nie jest o tym, tak?
To nie chodzi o to, żeby był, wiesz... Przy takiwacze każdy twój pomysł jest świetny.
I to trochę jest o tym, bo zacząłem opowiadać, że to opowiadanie to nie jest nagabywanie, tylko to jest pokazywanie i inspirowanie ludzi po to, żeby przed skorzystaniem z usługi mogli sobie zadać pytanie, czy w sumie to mi będzie odpowiadać, czy nie.
Czy ja mam podobne przemyślenia, refleksje co do procesu i wszystkich innych rzeczy, czy nie.
Bo tego, moim zdaniem, klient potrzebuje, ale nie potrzebuje, moim zdaniem, nachalnego mówienia pod tytułem hej, to ja brodaty gość rozwiąże twój problem podczas jednej sesji, przyjdź do mnie.
No wiesz, to też jest jedna z rzeczy, która też jest taką gorzką pigułką dla psychoterapeutów, którą muszą przełknąć, to jest uświadomienie sobie, że psychoterapia jest usługą.
I że klient, który przychodzi do ciebie, jest klientem i ty mu sprzedajesz pewną usługę, więc on może cię wybrać, może nie wybrać.
Ja mówię to ludziom, że...
Bo to jest cały czas coś takiego, okej, już poszedłem na te trzy sesje, to już zostanę na zawsze po prostu.
Jak ci nie pasuje, to zmień.
Jak coś ci nie pasuje, to powiedz o tym.
To też jest dramatyczne, że ludzie fora są pełne takich głosów, a mój terapeuta, moja terapeutka powiedział coś tam lub zrobił mi to, nie pasuje.
I pierwsza rada jest taka, powiedz mu.
Powiedz mu i zobacz, jak on się z tym wyrabia.
Jak się źle wyrabia, to tego zmień, ale po prostu po pierwsze to właśnie, że ludzie narzekają na psychoterapeutów, a jednocześnie trzymają ich zamkniętych w piwnicy po prostu.
Nie mówią im o tym, co oni do nich mają.
Oczywiście, że ja rozumiem, że to jest czasem trudne, bo ma się przeniesienie, bo...
bo ten brodaty facet przypomina mi groźnego właśnie wujka, tak?
Ale po prostu, no kurde, po to jesteśmy na psychoterapii, słuchajcie ludzie, żeby wnosić to wszystko, bo psychoterapeuta nie czyta w twoim mózgu, on nie zagląda do twoich myśli, nawet jeżeli czegoś się domyśla, to to może być krzywe.
Mówcie ludzie, terapeutom, co do nich macie.
To wszystko jest materiałem.
Ludzie narzekają na nieskuteczną psychoterapię, a nie mówią o swojej złości do terapeuty.
O tym, że coś im nie pasuje.
Każdy terapeuta, dobry terapeuta przyjmie to, mów mi takie rzeczy.
To są emocje, to jest relacja, praca na relacji, to jest to, o co chodzi.
Nie, nie powiem.
to będę skarżył się naokoło, bo mój terapeuta jest beznadziejny.
To jest w ogóle, ale w ogóle uświadomienie sobie tego, że psychoterapia jest procesem, a to w dużej mierze oznacza, że dwie osoby są odpowiedzialne.
I być może jest trochę tak, że to ten terapeuta nie jest zły, tylko jest niedobry dla mnie.
ale być może też ja w tym procesie, z uwagi na to, że nie wiem, źle go odbieram, nie ufam mu do końca, tysiąc różnych rzeczy, spodziewam się czegokolwiek innego, mam wyobrażenie, że ta terapia będzie inaczej wyglądała, cokolwiek innego, jestem współodpowiedzialny.
No dobra, zafascynowałeś się pracą z ciałem, bym musiał wrócić do twojej historii.
A w którym momencie odkryłeś, że bardziej chcesz pomagać facetom?
Chciałbym to powiedzieć w ramach takiej legendy, że zawsze marzyłem i coś tam.
Nie, nie wierzę ci w to.
Znaczy tak, jak zaczynałem moją działalność psychoterapeutyczną, to sobie wymyśliłem, że będę się profilował jako terapeuta dla mężczyzn, bo to było 17 lat temu i jeszcze wtedy w ogóle faceci nie chodzili na psychoterapię.
I o to chcę powiedzieć, znaczy bo dzisiaj
bym powiedział, że z perspektywy biznesowej to jest dobry ruch.
Dlatego, że można to postrzegać trochę jako ciekawą, jeszcze nie zagospodarowaną niszę, ale z drugiej strony ta nisza jest na tyle istotna, że da się z niej żyć.
Znaczy, jeżeli mówiłeś o tym kilkanaście lat temu, to bym powiedział, że twój pomysł jest świetny, ale za wcześnie trochę.
Pamiętaj, że będziesz miał dwie sesje w tygodniu, w związku z czym widzę, że na leniuszkach chcesz iść.
Nie, jak zaczynałem, to miałem długi okres takiego przejścia, kiedy jednocześnie pracowałem jeszcze w online'ie i miałem właśnie te kilka sesji tygodniowo, więc miałem taki dłuższy okres, kiedy tak to właśnie się działo, że nie było za dużo tych klientów, ale...
No ufałem temu, że jakby, to zresztą do dzisiaj mówię też, jak radzę jakimś moim tam menti, że po prostu musisz ogłosić Wszechświatu, że zaczynasz przyjmować i pokazywać się, dawać się poznać.
Ludzie przyjdą, bo po prostu poczekają na ciebie.
Poczekają na ciebie, bo otrzymują ciebie właśnie.
No więc to było tak, że oczywiście pracuję też z kobietami, chociaż ich jest akurat mniejszość moich klientów.
No i potem jak zacząłem się uczyć tej pracy z ciałem i zobaczyłem jakie to jest, no to wtedy na początek próbowałem jeszcze takie moje koleżanki z roku napisać takie słodkie ogłoszenie, które będzie tam
no właśnie mówił o tym odnajdywaniu siebie, o tym kontakcie i tak dalej i jakoś nie mogłem tego napisać.
Pomyślałem sobie, w ogóle no ci mi olśnią.
Pomyślałem sobie, może by tak napisać opis takiego warsztatu, w którym sam bym chciał wziąć udział.
I tak powstało Low End for Men.
No dobra, to jaki jest opis w takim razie tego?
Znaczy, bo ciekawi mnie nie jaki jest opis, tylko w czym chciałbyś sam wziąć udział.
To mnie najbardziej ciekawi.
Wiesz co, chciałbym wziąć udział w żywym doświadczeniu, które obejmuje zarówno pracę nad złością, nad agresywnością, nad stawianiem granic, nad tym, że prowadzący nie boi się wprowadzić ludzi w krzyk, w ekspresję złości, w ekspresję...
sprzeciwu, sprzeciwienie się tej roli grzecznego chłopca, bycia grzecznym, bycia miłym, bycia uprzejmym, tylko żeby właśnie uruchomić sobie tą energię i to właśnie nie po to, żeby teraz krzyczeć na wszystkich ludzi na ulicy, tylko żeby mieć...
dostępną tą energię, która jest czasem potrzebna po to, żeby coś powiedzieć dobitnie, żeby być asertywnym, żeby zaznaczyć swoje granice, to potrzebujesz mieć dużo więcej tej energii w środku i potrzebujesz mieć tą umiejętność zmobilizowania jej tak.
O to chodzi, że ludzie się wywalają często na tym, że oni nie potrafią się wkurwić.
Wkurwić?
Poczekaj, bo to jest w ogóle... Chciałbym, żebyśmy to dobrze zrozumieli.
Bo czym jest dobre wkurwienie się?
Ja to widzę tak, że to jest mobilizacja energii życiowej do tego, żeby być zdecydowanym i żeby ta zdecydowanie, ta wyraźność wychodziła z ciebie przez gest, przez słowo, przez tembr głosu, przez minę.
Że jak mamy takie ćwiczenie właśnie związane z zatrzymywaniem na warsztacie, to na przykład mężczyznom ciężko jest zrobić groźną, czy zniechęcającą, czy odpychającą minę.
To nie jest wcale proste.
Żeby, nie wiem, wyszczerzyć zęby, albo zrobić właśnie taką minę, która nie wygląda jakbyś chciał, że cię boli ząb, tylko że naprawdę nie podchodź do mnie, gościu.
że w ogóle zatraciliśmy takie atawistyczne, dostęp do takiej atawistycznej energii, która cię może w sytuacji naprawdę dramatycznej cię ochronić.
Bo eksperci od sztuk walki mówią, jak już się bijesz, to przegrałeś.
Że cała większość tego starcia następuje w sile psychicznej.
Czyli musisz po prostu wyglądać groźnie.
No i że to...
wychowanie nasze nas uczy nie być groźnym.
To jest jeszcze inaczej.
Tak jak sobie teraz patrzymy w oczy.
W oczach wszystko widać.
Dlatego u mnie to już dużo, ale w reszcie jest w kontakcie wzrokowym.
Ale to, co uczą cię twoi nauczyciele i twoi rodzice, to jest to, żebyś patrzył... Jest ten tekst, patrz mi w oczy.
I po co jest?
czy jest sprzeciw, czy jest niezadowolenie, czy jest agresja.
Więc my uczymy się oczy opróżniać z emocji.
Mamy takie niewidoczne spojrzenie po prostu, bo starasz się, bo tu jest dużo idzie pracy na to, żeby ukryć to, co mam w oczach.
I to jest wczesny trening, to już w szkole się tego uczysz.
Nie możesz wyglądać na hardego, na dziarskiego po prostu.
Na takiego, wiesz, kto stawia wyzwanie nauczycielowi.
Tylko musisz robić te oczy.
Ponieważ jestem ojcem dwóch nastolatków, to umiem to doskonale jakby pokazać.
Już zabieram dalej.
Na razie prowadzisz w historii.
Praca z ciałem i facetami.
Budzi we mnie niezwykłą ciekawość w takim sensie, że mam przekonanie, że na poziomie skuteczności może być nieporównywalnie bardziej wartościowa niż wiele innych narzędzi terapeutycznych.
ale jednocześnie mam takie trochę przekonanie, że wejść jest trudniej.
Znaczy, ja to zawsze, jak mnie ludzie pytają o różne dyscypliny sportowe, tak całe życie jeżdżę na wszystkich deskach, ale też jeździłem na różnych pozostałych rzeczach, to takie moje dwa ulubione porównania to jest tak jak snowboard i narty.
Narty bym porównał do takiej klasycznej psychoterapii.
Znaczy, że takiej bardziej intelektualnej i gadającej.
Znaczy, że łatwiej jest zacząć.
Na nartach po prostu jak cię ktoś postawi, to pierwszego dnia jedziesz.
Nie umiesz iść łatwo.
I ten progres jest bardzo, bardzo, bardzo szybki i widoczny.
I trzeciego dnia już jeździsz duże stoki.
Po tygodniu jeżdżenia to ci się wydaje, że jesteś królem świata.
Ale później zrobienie takiego prawdziwego, dużego...
progresu, żeby, nie wiem, pójść na naprawdę dobre jeżdżenie na tyczki albo do snowparku i tak dalej, to jest gigantyczna praca.
Znaczy ten start łatwy, ale później, żeby wejść naprawdę w spektakulary, to jest długo.
Snowboard jest kompletnie inny.
Na snowboardzie bardzo długo siedzisz na dupie i się przewracasz, przewracasz, przewracasz, przewracasz, ale jak już chwycisz, to później z kolei ten dalszy progres jest zdecydowanie jakby szybszy i bardziej idoczny.
Tak samo dla tych, którzy pływają w wodzie, jest tak samo z windsurfingiem i kitesurfingiem.
Na windsurfingu pierwszego dnia stajesz i pływasz, kropka.
Może nie umiesz jeszcze zrobić rufy, może nie umiesz robić wielu innych rzeczy, ale przemieszczasz się po wodzie.
Na kajcie przez niektórzy kilka lat.
moczą dupę, cisną body dragi, dają się miotać, miotać, miotać i nie staną na desce.
Jak już staniesz na desce i pierwszy raz polecisz, to później progres to już jest po prostu ten, oczywiście nie mówię o tym progresie, że będziesz tam robił gigantyczne skoki i wszystkie inne rzeczy, ale ten moment dalszy już jest dalej.
I trochę sobie tak wyobrażam pracę z ciałem, że...
to wejście, to otworzenie, to pozwolenie sobie na to, żeby wejść może być bardzo trudne względem takich tradycyjnych momentów, czyli siądę w fotelu i opowiem Ci o tym, co czuję, mimo tego, że to w ogóle nie będzie miało wspólnego z tym, co czuję, tylko co myślę, dokładnie to, co powiedziałeś, ale po pierwszej sesji będę się czuł, że już coś tam ogarnąłem i najczęściej będę miał lepiej, versus ten, jak to wygląda z Twojej perspektywy.
Jakbyś to miał powiedzieć, bo masz i gabinetowe doświadczenie i takie, bym powiedział, warsztatowe.
Nam jest łatwiej, trudniej i skuteczniej.
W ogóle jestem wdzięczny za tą metaforę narciarską.
Ja naprawdę nie jestem narciarzem zbyt doświadczonym, ale na desce trochę pływam, więc rozumiem to.
I cieszę się na to, że na snowboardzie można też osiągnąć jakąś doskonałość, bo to jest bardzo trudne, rzeczywiście frustrujące początki.
Wiesz co, to jest tak, że ja rzeczywiście mówię czasem, jak mam dobry humor, na początku warsztatu mówię gościom, że podziwiam ich, bo to trzeba mieć naprawdę... Pójść na warsztat pracy z ciałem i to w męskim gronie, to to jest naprawdę trzeba mieć już duże... Duże... No, dużym być.
I...
Także wydaje mi się, że największa trudność dla mężczyzn jest w wyobraźni i w tym, że obawiają się tego, czego nie znają.
No i oczywiście tam też jest, jak już opowiadałeś o tych heheszkach na forach, no to też gejoza, z ciałem pracują, wiadomo o co chodzi i tak dalej, i tak dalej.
Ale jak już są goście, którzy są na to jakoś... A jeszcze dodaj, że przez dotyk.
No właśnie.
Albo, że będziemy płakać.
W ogóle płakanie jest takim tabu dla polskich, mówiąc, że szok.
Więc głównie sobie wyobrażają, no, oczywiście nie mam kontaktu z tymi, którzy nie przychodzą do mnie, natomiast rzeczywiście ci, co przychodzą, to jak ich pytam na początku, jakie mają obawy, no to nie mają żadnych obaw, ale na koniec warsztatu już jak są pootwierani, to już mówią, że bardzo się bali i w ogóle...
i obawiali się, co tutaj będzie i tak dalej.
Całe szczęście jest tak, że ten warsztat jest na tyle długo na rynku, że większość osób, które przychodzą, jest z rekomendacji, więc oni trochę słyszą i wiedzą i mają... Chociaż proszę, żeby nie mówić o narzędziach, to jednak jakby goście...
Więc oni mają pewien przekaz, dostają coś, co im ułatwia, że okej, oni skorzystali i są entuzjastycznie nastawieni, więc spróbuję.
Plus jeszcze tam mam ze 20-30% na każdym warsztacie ludzi wysłanych przez psychoterapeutów, bo psychoterapeuci rozkminili, że im bardzo procesy przyspieszają po takim warsztacie, więc sprytnie i pragmatycznie wysyłają do mnie swoich klientów.
Więc to jest tak, że
Ja operuję rzeczywiście na bardzo trudnym rynku.
Ludzie, którzy prowadzą warsztaty pracy z ciałem dla kobiet, czy dla grup otwartych, czy dla kobiet i paru facetów, no mają dużo łatwiej z tą rekrutacją i mają większe grupy i tak dalej.
Ja robię to, co mogę, w sensie, no po pierwsze robię dobrej jakości warsztat, a po drugie, no jakby trochę też gadam, żeby ośmielić tych facetów, robię jakieś inicjatywy też.
A propos kręgów męskich, tyle co mogę.
Więcej nie mogę płynąć na kogoś, żeby go jakoś ośmielić, bo rozumiem, że
Że blokady mogą być duże i że większość osób być może nigdy do mnie nie przyjdzie.
Chociaż są tacy goście, którzy przychodzą do mnie i mówią trzy lata.
Trzy lata się decydowałem.
Trzech lat czytam twoje ogłoszenia.
Z czym ludzie najczęściej przychodzą?
Twoim zdaniem.
Brak kontaktu z ciałem.
I to dokładnie tak mówią, wiesz, po prostu, że nie czuje swojego ciała.
Oczywiście, wiesz, to potem dopiero wychodzi, że tam na przykład w seksie coś im nie idzie, albo nie czują przyjemności, albo...
albo mają ponapinane gdzieś ciała bardzo mocno, to napięcia to jest drugi taki kawałek, że te napięcia już zaczynają być tak w kierunku jakichś chorobliwych rzeczy, czyli już naprawdę zaczyna być dotkliwy ból, czy jakieś tam kłopoty z dolnym kręgosłupem, czy z czymś tam ze szczęką, czy z innymi rzeczami.
Część chce spróbować czegoś innego,
że są w terapiach gadanych, albo próbowali jakichś innych takich ruchowych rzeczy, ale wiedzą, że u mnie jest skutecznie.
Rynek pracy z ciałem jest dość duży, bo to wydaje się być ludziom, którzy nie są fachowcami, dość proste.
pod Świardowskiego na warsztat, spiszę te tam ćwiczenia i potem sam będę robił i są tacy goście i robią i wydaje się, że to jest takie proste.
Tylko powiedz ludziom, co mają robić i po prostu oni będą to robić i już cały warsztat.
Okazuje się, że nie, że to nie jest aż takie proste.
Trzeba mieć jednak trochę tej aparatury psychologicznej.
Plus ja mam też takie, wiesz, minisesji na tym warsztacie, które...
jeden na jeden z ludźmi i tam już moja aparatura psychoterapeutyczna wchodzi w grę, więc ja tym ich trochę rozpakowuję i pomagam im dotknąć tej czującej części, tego chłopczyka, który tam gdzieś w środku płacze.
Więc to są takie rzeczy, które które, wiesz, jakby działają tak, jak działają i myślę sobie, że
że mamy dużo takich, że mężczyźni w Polsce mają dużo, dużo, dużo, dużo przeszkód, że ci mężczyźni przychodzą po prostu, oni przeszli dużą drogę, żeby sięgnąć po tego rodzaju pomoc.
Że to jest trochę tak, że wszystkiego innego spróbują.
Jakiś technik Hawkinsa, jakiś po prostu biorezonansów i innych rzeczy i dopiero na koniec trafiają do psychoterapeuty, który pracuje z ciałem.
I teraz powie się, moim zdaniem, takie pytanie, czy w ogóle da się to zmienić?
Znaczy, czy to trochę nie jest tak, że to jest wpisane w męskość?
Znaczy, nie mówię, że zawsze, tak i historyczną, bo jednakże świadomość swojego ciała na przestrzeni wieków
była moim zdaniem wyższa, tak, po prostu myślę sobie, że mniej ją intelektualizowaliśmy.
To, że dalej wypieraliśmy i tak dalej, to było coś zupełnie innego, tak, ale dlaczego jest tak bardzo ten moment, że my dzisiaj faktycznie bardzo mocno ciało odcięliśmy od emocji?
Wiesz, kurczę, tak?
Znaczy, jakbym sobie spojrzał na historyczne dane, no to, nie wiem, bardzo stara, ona pewnie ze 30 lat ma to opracowanie, kręgosłup w stresie.
To był jeden z niewielu chyba takich elementów, który bardzo mocno miał być...
wysyłany do fizjoterapeutów, mówiąc wprost, hej, możesz się tam, wiesz, masować, rozciągać, dłubać i tak dalej, ale dopóki nie połączysz tego z...
pierwotnym źródłem napięcia, to będziesz miał oczywiście pracę do końca życia.
Jeżeli chcesz z tego żyć, to jest super, bo będziesz pomagał doraźnie zwiększyć mobilność i tak dalej, i tak dalej.
Ale jeżeli chciałbyś jednak, żeby mieć kiedyś bardziej spektakularny sukces, który wbrew pozorom ci na jeszcze przynajmniej kilka miesięcy nie zabierze pacjenta, bo nawet jeżeli mu uwolnisz
pewne jakby, nazwijmy to, źródła spięcia, bólu i wielu innych rzeczy, to nie znaczy, że jego organizm będzie od razu natychmiast mobilny.
Dalej będziesz musiał z nim trochę popracować, żeby go przywrócić do sprawności.
Ale my, kurczę, tak bardzo wierzymy, że to jest, że tym da się zarządzić.
Bo ja naprawdę mam takie trochę przekonanie, że pierwszym sukcesem
było to, że przestaliśmy mówić w ogóle o treningu fizycznym w kategorii tylko sylwetkowej.
To był moment, moim zdaniem, najbardziej przełomowy, kiedy zaczęliśmy mówić o tak zwanym treningu funkcjonalnym, kiedy mówiliśmy, hej, każdy ruch jest po coś, że jak chodzisz, to najpierw crossfit to tam zawładnął i powiedział, hej.
Jeżeli będziesz podnosił to po to, żeby ci było łatwiej wrzucić walizkę, a jeżeli będziesz robił coś, to ta mobilność jest do tego.
Zapomnieliśmy powiedzieć, że duża część tego treningu jest autoagresywna.
To trochę wrzuciliśmy i nie powiedzieliśmy ludziom, że hej, możesz sobie mówić, że jesteś super fajnym gościem, bo pięć razy w tygodniu coś robisz albo startujesz, nie wiem.
w Iron Manach lub innych triatlonach i innych historiach.
Mówię to naprawdę też z autopsji, bo te wszystkie rzeczy są za mną.
Ale pamiętaj, że to na koniec dnia są zachowania autoagresywne i może byś sobie zadał pytania, po co sobie to robisz?
I to wcale nie powinno oznaczać, że nie będziesz ich robił.
Bo dalej możesz robić, tylko w sposób nieautoagresywny, co już jest w ogóle taką dyskusją, która rzadko kiedy się pojawia, bo my rzadko kiedy rozmawiamy o sposobie, mówimy albo robić, albo nie robić.
Ej, możesz robić tylko inaczej, możesz robić z inną intencją, możesz robić bardziej świadomie i tak dalej.
I dlaczego, wiesz, ten moment, w którym mamy sobie powiedzieć jedną bardzo ważną rzecz, a mianowicie...
trochę idąc tym językiem, od którego trochę zaczęliśmy też fizyki, ale też biologii i wielu innych rzeczy, byśmy powiedzieli sobie, ej, czy ty w ogóle wiesz, miły człowieku, skąd się bierze ruch?
Za ruch odpowiada nasz układ nerwowy.
Zanim pojawi się układ mięśniowy, najpierw jest nasz układ nerwowy, który wbrew pozorom nie jest bardzo mocno skomplikowany.
A jeżeli kumasz coś, co się nazywa sprzężenie zwrotne,
To jest największe uproszczenie, jakie możemy zrobić.
A za tym wszystkim czają się jeszcze dokładnie emocje, które pomimo tego, że wydają się bardzo skomplikowane, aż tak bardzo skomplikowane nie są.
Nie są, bo dzielimy je ze zwierzętami, więc też... Tak, więc jakby... Więc jak sobie na to spojrzymy i trochę, wiesz, o to pytam, jakby...
Czy my moglibyśmy, krótko mówiąc, w takim razie oswoić zdrowy ruch?
W takim sensie, żeby zdrowy ruch był, on powinien być właśnie w kontakcie, w kontakcie z ciałem, w zadawaniu sobie pytania, wiesz, o czym on jest, co nam mówi.
I tak dalej.
W takim, bym powiedział, trochę, nie wiem, szerszej perspektywie.
Myślę, że to jest w ogóle do... I teraz naprawdę cię pytam, czy ty masz taką jakby przekonanie, że któregoś pięknego dnia obudzimy się w świecie, w którym rzeczy, które robisz, nie będą...
z wielkim szacunkiem dla nich, które robisz, tak bardzo niszowe.
Bo one, wiesz, ty powiedziałeś, już zostawię cię z tym pytaniem, znam jedną rzecz, faktycznie moi dobrzy znajomi na jakimś etapie wpadli na genialny pomysł, a mianowicie, żeby robić akcesoria do jogi, maty do jogi dla mężczyzn.
I naprawdę zrobili genialną rzecz.
Nawet odkryli...
że rzeczy dla mężczyzn muszą się różnić od rzeczy do kobiet.
Nie tylko dlatego, że muszą być czarne, ale również chociażby z takiej bardzo prostej rzeczy na przykład muszą być większe.
Znaczy, że jakby, że za co ich uwielbiam, tak?
Znaczy, że taka zwykła mata do jogi...
dla mnie powoduje, że ja połowy rzeczy nie jestem w stanie zrobić, bo spadam z maty, krótko mówiąc.
Dużo asan jest dla mnie niewygodnych tylko dlatego, że pół mojego ciała leży już poza.
Więc zrobili większe i to wszystko było super ekstra do jednego momentu.
Do momentu, kiedy tego nie skonfrontowali z rynkiem i nagle okazało się, że
wszystkie dane mówią, że ten rynek rośnie, po czym okazuje się, że on rośnie tylko deklaratywnie.
I że bardzo łatwo się prowadzi studio do jogi, w którym masz sesję
otwarte i nie robisz oczywiście tylko dla kobiet, tylko mówisz, że to jest sesja otwarta, po czym efekt jest tego taki, że i tak jest tylko dla kobiet, tak?
Przyszło dwóch facetów, ale po trzeciej się uciekli.
I mówię, to naprawdę z perspektywy takiej...
bo jestem po przełomowym weekendzie, ponieważ faktycznie dwa razy w tygodniu uprawiamy jogę i przychodzi na nas cudowna joginka, która nas prowadzi ze mną i z partnerką i przychodzi w weekendy i w ten weekend pierwszy raz mój czternastolatek zszedł.
Tak od ponad dwóch lat widział, że jego tata konsekwentnie chodzi.
Przez dwa lata mówił, że to nie dla niego, nie dla niego, nie dla niego i w końcu zszedł tylko dlatego, że on trenuje koszykówkę i faktycznie doszedł do takiego momentu, że chce zrobić duży progres.
I powiedziałem mu, że nie zrobi dużego progresu, dopóki nie zwiększy mobilności.
I powiedziałem mu, czy może przyjść.
Przyszedł i wyszedł absolutnie zachwycony.
To w ogóle, wiesz, niebywałe, bo to taki czysty młody człowiek.
Przyszedł pod tytułem, żeby tylko kumple się nie dowiedzieli, że byłem na jodze.
Po czym on wyszedł i powiedział, tato, ale ta joga to jest rozciąganie.
Ja mówię, no akurat ta, na którą chodzimy, jest w dużej mierze, tak?
Znaczy to tylko dlatego, że jest tysiąc odmian, ale faktycznie ta jest bardzo mocno akurat o to oparta.
I on sam przyszedł, o czym mogę chodzić już zawsze, tak?
I wiesz, i trochę tchnął mi nadzieję, no ale jak sobie patrzę, z czym się zmierzył, jak...
jego starszy dwa lata brat się dowiedział i jak mu zaczął cisnąć, mimo tego, że jest jeszcze bardziej potrzebującym tego sportowcem, to wiesz, to jego poziom wyparcia jest, wiesz, tak silny, że w ogóle, wiesz, nie ma szans, nie ma szans, nie ma szans, nie ma szans.
Mimo tego, że już mu nawet, on trenuje kickboxing, jego trener już mu nawet zarekomendował, że dobrze byłoby, żeby chodził, ale jakby dalej, dalej nie.
Ja cię trochę zostawię po tym wkręcie z tym pytaniem poprzednim.
Czy twoim zdaniem ma to szansę w ogóle być niszą?
I też drugie pytanie, czy to powinno być poza niszą?
No właśnie.
Wiesz co, ja myślę, że... Bo to, co powiedziałeś o tym, że kiedyś ludzie mieli większą świadomość ciała, to ja tego nie wiem.
Nie wiem, czy tak było.
Znaczy wiem jedno, że...
To, co ja widzę w dzisiejszych czasach, jak ludzie mają problem z ciałem, to jest taki, że mają chronicznie napięte ciała i że nie potrafią się do nich podłączyć.
Bo ja widzę to tak, że my coraz bardziej żyjemy w tej przestrzeni cyfrowej i coraz mniej w tej przestrzeni fizycznej, więc ten trend będzie w to usta naszedł.
i żeby ciało nie przeszkadzało w uczestnictwie w symulacji, tak jak w tym filmie z Bruce'em Willisem, tam z surogaci, tak, że ludzie leżeli po prostu w tych tych i ci surogaci tam chodzili, nie?
Więc trochę jest tak, że jakby logika rozwoju jest w stronę taką, że ciało za moment nie będzie zbyt satysfakcjonującym źródłem bodźców, no bo te bodźce są w symulacji najbardziej satysfakcjonujące, więc
Ciało na razie trochę przegrywa, no ale jesteśmy w ciele, hormony są w ciele, wrażenia są w ciele, te emocje, czyli energetyczne stany ciała są w ciele, no i dealujemy z tym jeszcze, póki Elon i inni nie zrobią jakiegoś udanego podłączenia do...
do układu nerwowego, że będzie można symulować zmysły i tak dalej, symulować wrażenie, no to póki co dealujemy z białkowcami, białkowym sposobem funkcjonowania.
I myślę sobie, że być może te technologie będą jakoś też musiały ogarnąć ciało, dopóki ciało będzie tym pojemnikiem na świadomość i na...
No więc będą się tym zajmować.
A ja jestem jednak w departamencie tego dwudziestowiecznego, starego sposobu zajmowania się ciałem, czyli przez ruch, przez świadomość.
I to, co widzę, to jest to, że... Bo wiesz, ja w ogóle jestem zdania, że odłączanie się od ciała jest dobre.
Ponieważ czasem potrzebujemy się odłączyć od ciała, kiedy musimy zrobić coś bolesnego, albo kiedy musimy się zmusić do wstania rano na budzik, bo jest coś do zrobienia.
Tak twoje ciało mówi ci, nie, nie wstawaj.
No dobra, to ja się słucham ciała teraz i będę spał do dziewiątej.
No nie.
Więc musimy czasem od tego ciała się odłączyć, od tych wrażeń odłączyć się.
Musimy czasem zrobić coś, czego się boimy, czyli też odłączyć się od sygnału strachu i powiedzieć, no dobra, boję się, ale robię to.
Albo, no to bardziej w przeszłości, tak, ale żołnierze czy myśliwi, oni też muszą się odłączyć od swojej wrażliwości, żeby zabijać, na przykład, nie?
Musisz się odłączyć od swojej wrażliwości, żeby zwolnić kogoś.
Czyli to odłączanie jest potrzebne, tylko ono jest opcjonalne, w sensie takim, że ono jest świadomym jakimś mniej lub bardziej jednak umiejętnością.
Problem, moim zdaniem, ze współczesnymi ludźmi jest taki, że jesteśmy permanentnie odłączeni i nie potrafimy tego zmieniać.
Nie potrafimy się podłączyć do złości, żeby postawić granice, a potem odłączyć się od złości i podłączyć się do wrażliwości, żeby pogłaskać dziecko albo być w intymnej relacji z partnerką.
nie umiemy się przełączać.
Ludzie są jakby gdzieś, mają jakiś swój dominujący sposób działania, sposób reagowania i są tylko w tym.
Czyli na przykład ta męskość polega na tym, że jesteś twardy.
Czyli że właśnie nie boisz się, nie pokazujesz strachu, nie płaczesz, ciśniesz tą stronę tej słonecznej energii, ogień, ogień, ogień.
No i to są właśnie też tacy mężczyźni, którzy też do mnie przychodzą na warsztaty, że po prostu jeżeli, tak jak Junko o tym mówi, że mamy bez tego procesu indywiduacji, gdzie ujmiemy te wszystkie nasze części, wszystkie nasze odcienie, tą część, nazwijmy to słoneczną i tą ciężką księżycową, tą część ognistą i tą część wodnistą, to nie będziemy w pełni sobą, nie będziemy w pełni urzeczywistniać tej jakości ludzkiej.
Więc ludzie... Więc ja jakby uczę mężczyzn i być agresywnymi, i być delikatnymi.
I być decydowanymi i łagodnymi.
Bo to wszystko jest w ciele.
Nasze ciało jest częścią natury.
Jest i deszcz, i słońce.
Jest i burza, i jest cisza.
Wiesz co, zastanawiam się trochę o tym, co do mnie mówisz w kategorii, czy umiemy, czy nie umiemy, a mianowicie akurat w weekend też z tysiąca powodów oglądałem po raz kolejny pierwszy sezon Watahy.
bo jest to zjawiskowy serial.
Uwielbiam.
Głównie dlatego, że się dzieje w Bieszczadach, które są dla mnie bardzo ważne.
Więc tam jest dużo scen, które językiem filmowym mają pokazać złość bohatera.
Czyli chcemy, żeby bohater nie musiał mówić, że jestem wkurwiony.
to trzeba obrazkiem pokazać, że on robi coś, co jest elementem tego, że widać ewidentnie, że jest zły.
No i...
reżyser, pewnie wraz ze scenarzystą, wybrali taką formułę, że on za każdym razem, jak jest ten moment, kiedy jest wkurwiony, on rąbie drzewo.
Ale rąbie je w taki moment, widać, jak widzisz, jak on to rąbie, z jaką energią on to rąbie, z jaką intencją, że tam w ogóle wiadomo, że on nie rąbie tego dlatego, że potrzebuje...
drewna do kominka i na opał w ogóle nie, mimo tego, że tak są w Bieszczadach, więc i tak dalej.
Teraz trochę o tym mówię, bo to miałem na myśli, że kiedyś byśmy bardziej na przykład podłączeni do tej emocji, bo wiedzieliśmy, że jak się wkurwimy, to musimy zrobić demolkę.
I teraz w zależności od tego właśnie, skąd pochodziłeś, jak byłeś szczęśliwy na wsi, to szedłeś i napierdzielałeś dokładnie dwa metry sześcienne drzewa i generalnie mogłeś to wywalić.
Jak byłeś wikingiem, to spaliłeś wioskę.
Ale generalnie jakby wiesz, gdzieś miałeś taką przestrzeń, żeby przynajmniej te rzeczy zrobić.
Pokaż mi, w jaki sposób akceptowalny społecznie, czyli nie wścinając burdy w barze,
Kiedyś to też było całkiem ok.
Jestem w stanie dzisiaj wyładować złość.
Zanim odpowiem na twoje pytanie, to jeszcze jakoś nie zgodzę się z tym obrazem tego, że złość to destrukcja.
Złość to jest pewien poziom energii, który jest zawarty w działaniu, ale to nie jest działanie przemocowe ani destrukcyjne.
Ja powiedziałem demolka.
No to destrukcja, w sensie tak jakby rozpad, rozwalanie czegoś.
Gdzie wikingowie byli źli, to upili wioskę.
Okej, dobra, poniosło mnie.
Czy się bardziej skupisz na tym rąbaniu drzewa?
Znaczy jakby, wiesz, ten moment, kiedy jestem w stanie wyrzucać z siebie energię, w takim sensie, że z jednej strony miałem, wiesz, akceptowalny społecznie ruch, jeszcze w idealnym świecie mogą być tam sami płakać.
Znaczy naprawdę miałem taką, wiesz, przestrzeń,
I to, bo znowu, ja niestety dużo mówię językiem filmowym często, jak sobie bym wyobraził bardzo dużo scen, to one bardzo często tak wyglądały w tych filmach, w których mężczyźni mieli możliwość, czyli szli robić coś, co było elementem właśnie takiej, wiesz, silnej pracy i bardzo często jeszcze dodatkowo napieprzając te drewienka, leciały im łzy i krzyczeli jeszcze przy tym.
Znaczy mieli mnóstwo takich zachowań, które z perspektywy popkultury,
pokazywały nam, że jak widzieliśmy tą scenę, to gdybyśmy spytali uczniów w klasie, co czuje bohater w tym konkretnym momencie, to ludzie by dokładnie powiedzieli smutek, który jest wyrazem, nie wiem, rozczarowania, załamania i tak dalej i wyraża go przez zachowania, wiesz, przez dużo złości, która za tym stoi, no.
Smutku się nie wyraża przez złość.
Smutek można zakrywać złością.
To miałem na myśli.
I teraz...
jak my dzisiaj możemy do tego dotknąć.
Wiesz co, no bo to jest tak, że nasze ciało powstało w wyniku ewolucji i ma wiele lat.
I... Zależy według której wiary.
Agresywność jest naszą cechą, którą mamy wspólną ze zwierzętami, która służyła nam po to, żeby nas, żeby przetrwać.
Żeby polować, żeby coś, żeby się obronić, tak?
I to jest coś, co jest atawizmem.
I coś, co w dzisiejszej kulturze, można powiedzieć, że kultura europejska się ukształtowała na poskremieniu dzikusa.
Czyli, że kultura to było coś w przeciwieństwo natury, czyli, że ubieramy się ładnie, zachowujemy się ładnie, nie przeklinamy, mamy czyste ręce i krótkie paznokcie.
Po prostu to jest ta kultura, która jest przeciwieństwem tej dzikości, tej natury.
Ale my cały czas mamy tą naturę, mamy w sobie.
I tą dzikość mamy w sobie.
Jeszcze mężczyźni przez testosteron podłączani są do tej agresywności, która jest typowo zwierzęcą agresywnością.
Dzisiejsze czasy są takie, nie polujemy, nie zabijamy na wojnach, więc nie mamy tego tego miejsca, gdzie możemy wyładować tego typu energię.
Ale że moim zdaniem jest tak, że musimy ją wyładowywać w gwałtowny sposób.
Ale nie musimy nikogo przy tym krzywdzić.
Możemy w jakiś sposób też, no nie wiem, krzyczeć w samochodzie, czy w miejscach, gdzie jest hałas.
Możemy skręcać ręcznik i gryźć go, tak?
Jakby możemy dawać temu wyraz właśnie, no, chociażby rąbiąc drewno, tak?
Ale mając tą intencję tego, że po prostu mam nadmiar energii związanej z moim poruszeniem i rozładowuję go w jakiś kontrolowany sposób.
Więc to rozładowanie jest potrzebne.
To rozładowanie, ono nie może być zamiast, to znaczy ono nie może być w takim sensie, że unikam konfrontacji z partnerką, ale pójdę porąbać drewno i załatwiona sprawa.
No nie.
Bo ta złość się wzbiera w tobie na to, że coś tam twoja partnerka robi, na co ty się nie zgadzasz.
Więc tu masz robotę do zrobienia, więc jak wtedy sobie upuścisz to rąbiąc drewno i się zmęczysz i już okej, dobra, złość mi przeszła, więc załatwiona sprawa, no to nie.
To jest kiepskie rozwiązanie.
Ale czekaj, ale mogę sobie pójść porąbać, żeby... Wszystko możesz.
...się trochę przewentylować, żeby ta złość tu i teraz mi przeszła i wrócić i powiedzieć, dobra, to teraz dalej stanowczo, dalej z ochroną swoich granic i wielu innych rzeczy jestem w stanie to załatwić.
Okej, fajnie to wygląda jako scenariusz, natomiast realia moim zdaniem są takie, że... Bo do czego tej złości potrzebujemy?
A odwaga jest taką postawą, która ci pomaga działać pomimo strachu.
Bo tak naprawdę nie jest tak.
Ludzie często popełniają ten błąd.
Czekają aż zupełnie im minie strach i wtedy będzie taki idealny moment, kiedy ja będę mógł działać.
To nigdy nie nastąpi.
Zawsze musimy jakiś strach przekroczyć, jakąś obawę przekroczyć, jakiś dyskomfort przekroczyć.
I do tego jest potrzebna odwaga.
A odwaga się napędza też energią złości, agresywności.
Potrzebujemy się podłączyć do tego.
Złość to jest bardzo kiepskie określenie w języku polskim, bo się kojarzy ze złym.
Ja bardziej lubię określenie, jakby po prostu akumulator energii życiowej, że podłączam się do tej energii życiowej, czy do archetypowej energii, tak jakby do energii życiowej się podłączam.
I ona mi pomaga przekraczać, przekraczać pewne swoje własne obawy, własne granice.
Nie granice, granice źle, bariery.
Czyli, że z jakiegoś powodu z tą partnerką nie gadam, bo się na przykład obawiam jej, jej złości.
Czy obawiam się tego, że trudny temat spowoduje, że ona mnie odrzuci?
Cokolwiek, nie?
Więc potrzebuję być trochę wkurzony, bo wtedy będzie mi łatwiej to przekroczyć, bo duże prawdopodobieństwo jest takie, że jak się wychillujesz na tym rąbaniu drewna, to albo złagodzisz swoją linię, albo w ogóle machniesz ręką, bo wiesz, a teraz to już mi to w ogóle nie przeszkadza.
Miałem takie przekonanie, że może to nie musi być wychillowanie, tylko ta... Ja trochę wierzę, że świat jest trochę bardziej niż zero-jedynkowy, czyli trochę sobie upuścisz w takim sensie, żeby dopuścić do siebie jeszcze w miarę przejrzysty obraz myśli, ale zostawić sobie ten ładunek emocjonalny i podkręcić do akumulatora, żeby się nie przepalić.
Znaczy, żeby generalnie nie było takiego momentu, w którym...
Jak zrobisz to od razu, to ci, za przeproszeniem, przepali obwody.
Właśnie się podłączyłeś do tego akumulatora ze zbyt dużą mocą, więc jeżeli teraz wybuchniesz, to najprawdopodobniej pójdzie w złym kierunku.
No właśnie, i ty teraz właściwie, można powiedzieć, ucieleśniasz te wszystkie obawy, które są związane ze złością, że ona jest czymś takim naprawdę niszczącym i trudnym do okiełznania.
A ja jestem zdania, że to też jest pewna umiejętność, że też uczysz się obsługiwać tą energię.
I albo będziesz się z niej opróżniał, upychał ją gdzieś w piwnicy,
napinał się, żeby jej nie czuć, albo po prostu nauczysz się surfować po fali swojej złości i znosisz ten stan równowagi chwiejnej.
który jest związany właśnie z operowaniem na emocjach.
Bo to jest stan równowagi chwiejnej.
To jest coś takiego, że musisz się... No tak jak na desce.
Musisz po prostu zrównoważyć to wszystko.
Musisz się tego nauczyć.
Potrzebujesz się tego nauczyć, żeby móc z tą energią działać.
A niektóre kwestie naprawdę wymagają tego, żeby się na nie wkurwić po prostu.
Po to, żeby nie zrobić destrukcję, tylko żeby zrobić konstruktywny ruch do przodu.
Ja tak to widzę, rozumiesz?
Ja widzę agresję jako naprawdę siłę, tak jak Lowen mówi, agresywne jest ssanie cycka przez niemowlę.
Gdyby nie było tego ruchu do przodu, tego agresywnego ruchu, to nie byłoby życia.
Oczywiście ludzie, to jest kwestia definicji.
Niektórzy agresję uważają za przemoc.
Ja uważam, że przemoc to jest coś jeszcze innego niż agresywność.
Przemoc jest wtedy, kiedy masz intencje i kiedy krzywdzisz innych i tak dalej.
A agresywność jest po prostu energią, jest po prostu energią życiową, którą używasz, tak jak też... Emocje są energetycznymi stanami ciała, które nas uzdalniają do działania.
Pomagają nam działać.
Tak jak złość pomaga ci sięgać po swoje, stawiać granice, być wyraźnym, informujesz świat o tym, jaki jesteś, jakie są twoje preferencje.
I do tego potrzebna jest pewna energia.
Pewne preferencje możesz wyrazić, będąc wychillowanym, ale pewne preferencje możesz wyrazić dopiero mając pewien poziom energii.
Jak na przykład preferencja w stylu przestań tak do mnie mówić.
nie, przestań tak do mnie mówić, bo to nawet być może nie usłyszy ta osoba, tak?
Bo jak ktoś jest, nie, to chodzi też o zrównanie tych poziomów, ktoś do ciebie mówi z zdenerwowanym głosem, to też musisz, żeby nawiązać, żeby dotrzeć do jego mózgu zwierzęcego, też musisz podnieść głos, nie?
Wiesz co, zastanawiam się cały czas nad jedną bardzo ważną rzeczą, którą ty teraz dokładnie powiedziałeś, a mianowicie...
I ja bardzo długo darłem łacha z według mnie najbardziej wyświechtanego sloganu, czyli prawdziwy rozwój rozpoczyna się poza strefą komfortu.
Pamiętaj, wchodź do strefy dyskomfortu.
I zawsze się śmiałem z tego, mówiłem, że Boże Święty, Jezus.
Aż znowu z jednym z ostatnich elementów ostatnich czasów sobie przypomniałem, że myśmy
przeinaczyli znaczenie tego słowa, czyli jak mówi Marcin Ilski, nastąpiło zagarnięcie pojęć, czyli zagarnięliśmy to pojęcie do świata takiego komfortu i dyskomfortu sytuacyjnego, a nie emocjonalnego.
Czyli korporacje ukochały sobie
zdanie, prawdziwy rozwój rozpoczyna się poza strefą komfortu, do tego, żeby w ten sposób tłumaczyć wszystkie rzeczy, które wywołują emocje.
Czyli dokładnie jak, nie wiem, mieliśmy przeprowadzić proces zwolnień grupowych,
to braliśmy ludzi zwalnianych i mówiliśmy im hejt, jeszcze dodatkowo braliśmy, nie wiem, tą książkę słynną o dwóch myszach, już nie będę przypominał tytułu, i mówiąc, pamiętaj, tam jest napisane, co byś zrobił, gdybyś się nie bał i te wszystkie inne rzeczy i tam goń w tym labiryncie i będzie w nowym labiryncie jest większy magazyn sera niż ten.
Tutaj właściwie było słabo, a jeżeli czujesz ci źle...
w momencie, w którym jesteś zwolniony, to pamiętaj, prawdziwy rozwój rozpoczyna się poza strefą komfortu, w związku z czym tak naprawdę to ci jeszcze daliśmy przysługę, wywalając ci na zbity pysk i generalnie ciesz się, tak?
Albo dokładnie komunikując zmianę pod tytułem podnosimy wam próg premiowy, co w praktyce oznacza, że w najbliższym kwartale najprawdopodobniej będziecie zarabiali mniej, bo nie zrobicie swoich celów, ale generalnie pamiętajcie, prawdziwy rozwój i tak dalej, i tak dalej.
W związku z czym naprawdę miałem dużą bekę z tego i mówię, ej, może byśmy zaakceptowali, że jednakże wbrew pozorom tak rozumiana strefa komfortu jest dla ludzi potrzebna, bo to jest strefa bezpieczeństwa.
I ona jest dość istotna, ale dotarło do mnie, bo tam zacząłem sobie wracać, bo sobie pomyślałem, znajdę to.
Znaczy znajdę, kiedy to powstało.
I to powstało tak naprawdę, że prawdziwy rozwój nie zaczyna się w strefie dyskomfortu, tylko w strefie dysonansu.
I jakbyśmy sobie zadali pytanie,
że, nie wiem, w mediach społecznościowych wyświetla ci się reklama samochodu, na którego ci nie stać.
A bardzo byś go chciał mieć.
to to właśnie jest ten moment, kiedy się rozpoczyna prawdziwy rozwój, pod warunkiem, że się zatrzymasz, a nie zareagujesz, tak?
Bo masz dwie oczywiście tradycyjne reakcje, czyli albo atak, czyli możesz napisać, ale gówno, w ogóle bym go nie chciał i zrobić wszystkie elementy redukujące ci dysonans, czyli wmawiasz sobie, że wcale tego nie potrzebujesz i generalnie trzeba być zjebem, żeby w ogóle jeździć takim autem.
albo idziesz w kilku ucieczki, czyli zablokuj stronę i się nigdy więcej nie pojawia, nie będziecie mi mówili o tym, że mogę to zrobić, albo możesz sobie usiąść i powiedzieć, kurde, w sumie coś w tym jest, dlaczego pobudza mnie sytuacja czegoś, na co w sumie w dużej mierze najprawdopodobniej nigdy mnie nie będzie stać, czy chce mi się właściwie dążyć do tego, żeby to mieć, a może mi się nie chce, posiedźmy sobie i pogadajmy.
I trochę mówię o tym dlatego, że
Jest taki bardzo, jest najnowszy rapor, nie pamiętam kto go napisał, ale właśnie o korporacjach, które wycięły nam połowę koła emocji.
My w korporacjach kochamy euforię, kochamy radość, czyli jak wszyscy mówią, że jesteśmy super, fajnie, jest ekstra i tak dalej, ale wszystkie...
Emocje, które powszechnie są definiowane jako złe, trudne i tak dalej, generalnie są nieakceptowalne.
Spróbuj w jakiejkolwiek firmie lub układzie formalnym na przykład wyrazić gniew i niezadowolenie.
Absolutnie możesz liczyć się z tym, że najbliższa ocena okresowa będzie
Delikatnie mówiąc, niesatysfakcjonująca.
Versus reaguj euforycznie na wszystkie durne pomysły, tak?
Wracamy do biur.
Wracamy do biur.
Idziemy na home office.
Idziemy na home office.
Nie będzie owocowych warsztatów.
Dostaniesz premię.
Wspaniale!
Nie dostanę.
Dzięki!
Będę się bardziej starał.
Znaczy, wiesz, wyobraź sobie, że my chcielibyśmy mieć taki świat, taki świat stworzyć, że generalnie wszystko, co wymyślimy, ludzie będą entuzjastyczni i ci ludzie entuzjastyczni dostają zajebiście dobrą informację zwrotną.
żyjemy w świecie takiego turbooptymizmu, tak?
Znaczy, że ci, którzy reagują bardziej entuzjastycznie na durne pomysły, są postrzegani jako fajniejsi, niż ci, którzy reagują tak, jak się powinno reagować na te pomysły, czyli początkowo są bardziej, delikatnie mówiąc, sceptyczni, nieufni i tak dalej, i tak dalej, i tak dalej.
I teraz wyobrażam sobie, że jeżeli masz taką presję, która brzmi reaguj inaczej niż czujesz,
Bo świat ci mówi, jak masz reagować.
W kodeksie każdej firmy jest napisane, jak masz reagować.
Na idiotyczny pomysł szefa reaguj euforią.
I to zaczyna się, wiesz, to nie jest tak, że to dotyczy ludzi najniżej, tylko jeżeli jesteś jeszcze w tym najbardziej porąbanym miejscu, czyli jesteś middle managerem, czyli ten średni manager to jest ten...
to musi zrobić ludziom to, co im każe góra.
Czyli sam nie zgadzasz się z pomysłami, które masz zrealizować, ale musisz z euforią i entuzjazmem zarażać do nich ludzi.
No to wtedy pojawiasz się u ciebie i pojawiasz się u ciebie z czym najczęściej?
Nie wiem, czy się ktoś taki u mnie pojawia.
Ci maniakalni to chyba... Aha, no wtedy jak już te mani nie wytrzymają i je zdają w depresję, to wtedy się u mnie pojawiają.
Czytam taką książkę filozofa takiego koreańskiego, który mieszka w Berlinie, którego nazwiska nie potrafię wypowiedzieć.
I on właśnie pisze o czymś takim, że jest teraz taką ma fajną książkę, Bernaus Society się nazywa.
I tam jest, on pisze o tyranii pozytywności.
I że to jest tak, że my mamy takie, że my jesteśmy jeszcze z tej epoki tak zwanej, on to nazywa immunologicznej, czyli że było coś takiego jak negatywność i my na tą negatywność potrafiliśmy zareagować.
Ale teraz nas zalewa fala pozytywności.
Wszystko jest pozytywne i nie sposób się przed tym ochronić.
To po prostu przesiąka, to po prostu wszystko jest pozytywne, nie ma się przeciwko czemu zbuntować, nie ma...
nie ma tej świadomości tego, że coś cię zakaża po prostu, bo wszystko jest dobre, wszystko jest wspaniałe, wszystko jest pozytywne, szukamy tylko pozytywności i to...
No i to jest trudne, żeby się przed tym obronić.
I właśnie jak mówisz o tym, już ja 20 lat jestem poza korporacją, więc trochę mi jest trudno wejść w to rozumowanie.
Myślę sobie, że jest to jakaś wielka opresja, żeby dorośli ludzie musieli entuzjazmem reagować na coś, co może budować, budzić krytycyzm, nieufność.
Ja bym się spodziewał, że od dorosłych ludzi dostanę
Prawdziwy feedback, czyli właśnie, okej, ale dlaczego mamy to robić, albo wiesz, ale to ma jakieś wady, albo coś takiego, nie?
Tylko, że rozumiem, że to nie jest ten sposób przywództwa, o którym ty mówisz teraz.
Znaczy myślę, że ten sposób przywództwa jest generalnie dzisiaj sprowadzony do takiego momentu, w którym...
To jest przepiękna książka, Lider as Healer i nie ma jej nic po polsku wydanej, która dokładnie trochę nam pokazuje, że to przywództwo uzdrawiające, nazwijmy to, jest obarte o to, że musisz dać przestrzeń na pełne koło emocji, musisz z tym dealować, musisz dać przestrzeń na to, żeby wyrażać złość i wszystkie inne rzeczy, a to jest, a dlatego trochę mówię o tym, że musisz, bo to jest tak nienaturalne,
Bo nawet jak sobie patrzę, nie wiem, w jaki sposób moi koledzy często, to lubię to robić, piszą o porażkach.
Nie jestem w stanie na przykład w mediach społecznościowych, typu profesjonalnych, czyli na przykład LinkedIn, napisać o porażce, która się skończy porażką.
Znaczy musisz napisać, miałem porażkę, ale się wydobyłem.
Ale się wydobyłem, to jest największa lekcja i mam sukces.
I jestem nawet lepszy teraz.
I teraz jestem lepszy, dlatego że ten, teraz...
realnie wróćmy sobie do tego chłopa 200 lat temu.
Kumasz, że on przychodził i mówił dzisiaj wyszedłem na pole, okazało się, że niestety było gradobicie.
Trzy czwarte zbiorów jest wyrąbanych, ale ja mam takie przekonanie, że to mnie nauczyło pokory,
dzięki temu wiem, że nic nie jest stałe i w przyszłym roku muszę zdywersyfikować uprawy i generalnie jestem dzięki temu bardziej rozwiniętym chłopem.
O ile dożyję.
I to jest trochę ten, wiesz, ten element, który no, który moim zdaniem jest nie do zniesienia już w pewnym sensie.
Nie do zniesienia.
Znaczy wiesz, zdowie psychiczne ludzi cierpi, jeżeli oni nie mogą się smucić, jeżeli nie mogą się tworzyć, jeżeli nie mogą się złościć.
Nie możemy bez tego żyć.
A twoim zdaniem, jak pracujesz z facetami, oni mają poczucie, że mogą?
I nie mówię o tym, wiesz, w takim momencie,
że u ciebie mogą, tylko czy w ogóle mają poczucie, że świat akceptuje ich właśnie w tych obszarze, oni mogliby te wszystkie rzeczy robić.
No nie wiem, to takich rozmów nie prowadzę.
Myślę sobie, że jest taka przestrzeń na pewno na męskich kręgach, takich miejscach, gdzie mężczyźni się spotykają po to, żeby nie prowadzić powierzchownych, tylko bardziej głębokie rozmowy.
To tam jest, ale tak w codzienności, no to myślę, że każdy z nas nakłada jakąś swoją maskę i...
Ja w tej mojej pracy z ciałem i w tym moim myśleniu o emocjach nie zdążam do jakiejś utopii, bo ja sobie zdaję sprawę z tego.
Ludzie muszą się dogadywać, trzeba się podporządkować, trzeba się...
zdyscyplinować, żeby osiągnąć jakieś cele.
Nie może być tak, że jest non stop agora i wszyscy dyskutują, każdy ma swoje zdanie i jakoś trzeba do jakiegoś konsensusu dążyć i tak dalej.
Jest ten mechanizm dojrzałej osobowości, tak zwanego kontenerowania uczuć, to, że nie wybuchasz złością na swojego szefa.
tylko mówisz, że coś ci się nie podoba, ale potem tam gdzieś sobie na boku pokrzyczysz i tak dalej, skontenerujesz to, nie?
Ale kontenerowanie to jest co innego niż wyparcie.
Czyli, że jesteś świadomy tego i świadomie też rezygnujesz z tej ekspresji tych emocji.
Tu i teraz.
Tu i teraz.
Ale gdzieś to potem zadbasz.
Gdzieś sobie popłaczesz, gdzieś się po prostu, gdzieś właśnie poskręcasz ręcznik, powalisz gdzieś w siedzenie samochodu, chociażby krzycząc, jadąc do domu, cokolwiek, nie?
Ale zrobisz to.
pozwolisz tej energii się wyrazić.
Napiszesz sobie w swoim dzienniku coś tam, opiszesz tą sytuację, jakoś to wyjmiesz z siebie, chociażby do pisma, albo do ekspresji jakiejś, nie?
Coś jakoś tym się w dorosły sposób zaopiekujesz, nie?
Jak teraz zacząłeś walić, to
zacząłem sobie, znaczy, ponieważ ja generalnie wierzę, że kultura nas kształtuje dość mocno, zacząłem sobie przypominać, kiedy ostatni raz widziałem w filmie na przykład taki moment, w którym facet wsiada do samochodu i zaczyna się drzeć i być może tu proszę słuchaczy, żeby mi przypomnieli, w jakim był, bo myślę sobie, że bardzo często mi to sobie wyobrazić przez kobiet.
Znaczy naprawdę ten moment, kiedy ktoś, właśnie dziewczyna odkłada telefon albo wsiada w jakimś spotkaniu, wsiada do samochodu i zaczyna walić w kierownicę i się wydzierać.
I to znowu moim zdaniem nie jest jednoznacznie nazwane historyczne, tylko jest to dokładnie wyładowanie i taki moment, który się pojawia i wyrzucenie tu i teraz.
jest łatwiejszy, mimo tego, że pewnie na poziomie socjalizacji to kobietom mówiliśmy, że złość piękności szkodzi.
Tak, myślę sobie, że facetom tego generalnie nie mówiliśmy, a dalej mam takie przekonanie, że nie do końca chcielibyśmy, żebyśmy ją mieli.
Wiesz, myślę, że faceci teraz są w tej trudnej sytuacji, że przebudzenie świadomości kobiet spowodowało też to, że właściwie każdy przejaw agresywności męskiej jest traktowany jako...
ofensywa patriarchatu z powrotem i że mężczyźni teraz podwójnie muszą uważać na swoją ekspresję i właściwie większość tych agresywnych zachowań męskich jest jakoś przez samych już mężczyzn cenzurowana i że właściwie paradoksalnie teraz kobiety mają większą swobodę w byciu agresywnymi po prostu.
To ja bym chciał, żebyś mi dopowiedział bardzo ważną rzecz, a mianowicie agresja to nie przemoc.
To nie przemoc.
To co je różnicuje?
To, że mogę powiedzieć do ciebie jestem zły, a nie powiedzieć ty taki, owaki sprawiłeś, że jestem zły.
To, że, wiesz, bo to jest trudne.
Ja bym, szczerze, to w moim związku przerabiam, też zachęcając moją żonę do złoszczenia się.
I że to są trudne momenty, kiedy masz jeszcze szczególnie bliską osobę, która złości się otwarcie przy tobie.
To trzeba mieć sporo takiego hartu ducha i też podłączenia do swojej złości, żeby to wytrzymać.
W tym sensie, żeby ten ogień cię nie spalił i żeby nie zrejterować w jakiś ten, tylko pozwolić tej osobie, żeby ona powiedziała coś podniesionym głosem, pomachała trochę rękami, patrząc na ciebie i już.
Bo wiesz, wszystkie nasze emocje mają ten fizjologiczny przebieg, że jest po prostu max i potem to spada.
Jeżeli nic nie majstrujemy, to każde nasze pobudzenie fizjologicznie ma też swoje wygaszenie potem.
To, co ludzie często mylą ze złością, to jest złość, która jest napędzana strachem.
te wszystkie furie i tak dalej, to często tam naprawdę pod spodem jest strach.
I ludzie po prostu się, wydaje mi się, że to jest złość, a to nie jest żadna złość.
To jest napędzany przerażeniem, strachem reakcja, która wygląda jak złość.
Bo jednak złość ma, po pierwsze w złości jesteś świadomy tego, co się z tobą dzieje, a po drugie jesteś, mówimy o sile, która jest zarządzana jakoś.
Czyli ja sobie pozwalam na to.
Ale ja się nie daję temu ponieść.
To znaczy, to nie jest szał.
To nie jest szał.
To nie jest coś, co mnie zabiera gdzieś i ja teraz po chwili się budzę wokół ciała, nie?
Przez to, że tłumimy bardzo tę siłę tej emocji, mamy małą tolerancję w naszych ciałach na to, żeby być zezłoszczonym, żeby czuć, że ci się włosy na karku podnoszą i nic się nie dzieje.
Po prostu jesteś wściekły.
I mówisz o tym, że jesteś wściekły.
Jesteś zły, jesteś po prostu... Strasznie mnie to złości.
Nie dodajesz do tego żadnego guilt tripu, nie oskarżasz kogoś, tylko po prostu mówisz o tym, mam wielką energię złości teraz.
I już.
I życzę ci, nam i sobie, żeby mieć świadków tej złości, którzy to przyjmują.
Po prostu się złoszczę.
Tylko, że widzisz, no jakby realia życia są takie, że zazwyczaj ktoś się zaraz uruchomi, bo się boi tej złości, więc chce to z...
wygładzić, albo cię oskarży, albo cię zaatakuje, bo się wystraszy, więc cię zaatakuje.
Tak człowiek coś zrobi.
Ale wiesz, na męskich grupach, na świadomych męskich grupach często jest takie unikalne doświadczenie, któremu każdemu mężczyźnie bym życzył.
Facet się złości, a wokół stoją mężczyźni, którzy są spokojni, którzy na to patrzą, to przyjmują i nic się nie dzieje.
On nie zostaje ukarany, ani zawstydzony.
I on w tym momencie nauczył się, że może podnieść poziom tego czegoś w swoim ciele i nic się nie stanie.
I potem to opada, on jest spokojniejszy.
I tak to działa.
Tak działa nasza fizjologia.
Psy szczekają na siebie po prostu.
Nikt im nie mówi, słuchaj, to było agresywne albo to było przemocowe.
Po prostu wyrażają i my też mamy taką zwierzęcą część, która po prostu musi tylko poszczekać.
Ja to w ogóle mówię o tym, że zajmowanie się, że praca z ciałem jest trochę tak, jak zajmowanie się psem.
Psa trzeba nakarmić, psa trzeba wyprowadzić na spacer, psa trzeba pogłaskać.
I tak jest nasze ciało, ono potrzebuje.
Dajmy mu się wyszczekać, dajmy mu się wybiegać i przytulmy je, i nakarmy je.
Wiesz co?
Ja w ogóle bym bardzo marzył o tym, jak teraz trochę o tym powiedziałeś, to ja bym zaczął dokładnie od grup psiarzy, bo wbrew pozorom to w ogóle, znowu ja wierzę w to, że słowa kształtują rzeczywistość.
Jakbyśmy przestali mówić, że to jest agresywny pies,
a zaczęli mówić przemocowy pies, to by kompletnie inaczej to zdarzyło.
Naprawdę, ponieważ znowu mam różne takie dziwne swoje guilty pleasure, dużo obserwuję różnych kont instagramowo, facebookowych, różnych behawiorystów i mam takie przekonanie trochę, że my idziemy coraz bardziej jednakże w kierunku tego, żeby znowu nawet dbać o to, żeby psy nie wyrażały.
żeby nie szczekały i nie wyrażały wielu innych swoich rzeczy.
Całe szczęście to się nie uda, bo psy nie są w stanie być wbrew swojej naturze.
Na szczęście my się będziemy frustrowali, natomiast myślę sobie, że w związku z tym chciałbym, żebyśmy trochę chyba w języku synonimów w swojej głowie
W momencie, jak będziemy mówili i pisali książkę, że Bogdan z natury był agresywny, to nie znaczy, że będziemy mówili, że był od razu przemocowy.
Jak się patrzy na twoją częstotliwość pracy w Polsce, to ja mam takie wrażenie, że jednakże jesteś trochę leniuszkiem.
Znaczy, że nie prowadzisz bardzo dużo spotkań.
Wiesz co, no bo tak jak mówiłem, no wcale to nie jest łatwo zebrać te grupy.
To znaczy ja jakoś faktycznie nie robię tego zbyt aktywnie.
Leniuszkiem.
A to miało być życzliwe w ogóle.
Ok, bo ja akurat lubię tą swoją cechę, że się nie przepracowuję, natomiast często jak słyszę ten leniuszek, to wydaje mi się, że to jest takie skarcenie trochę.
To czytam jako... To powinno mieć jak uznanie w ogóle.
Okej, bo tak sobie jeszcze kontekstowo myślałem, że jesteś w biznesie, więc tam się dużo pracuje, to jest taka cnota, że trzeba dużo pracować.
A to jestem kompletnie już po drugiej stronie.
Byłem tam jeszcze pewnie z pięć lat temu.
Dzisiaj totalnie wierzę w to, że praca jest przeklamowana.
Ja trochę jestem w takiej tranzycji trochę, bo mieszkam w Szkocji i tam próbuję trochę rozkręcać też taką pracę z ciałem.
I żona trochę postawiła też weto, żebym wyjeżdżał częściej niż tam te pięć razy do roku, więc takie są mniej więcej też powody, że...
Chętnie bym raz na miesiąc prowadził warsztat w Polsce, ale to jest dla mnie trochę trudno organizacyjnie.
Ale żeby się zapisać, to co trzeba zrobić?
Trzeba wejść na stronę moją i napisać maila do mnie.
I wtedy dowiemy się, prowadzisz tylko w Warszawie czy w różnych miastach?
Prowadzę tylko w Warszawie.
A prowadzisz już w Szkocji?
Powiedziałeś, że rozpoczynasz?
Na razie taką grupę ćwiczeniową, bo tam jest jednak mało mężczyzn.
Emigracja polska nie jest bardzo zorientowana na rozwój, więc trochę powiedzmy, że tam się zaczynają tworzyć w Szkocji jakieś męskie kręgi, ale to na razie jest jakiś bardzo taki nieduży ruch.
Więc najwięcej jednak mężczyzn, którzy są świadomi, jest Polska.
Polska naprawdę jest, jeżeli chodzi o pracę z ciałem i grupy pracy z ciałem, to jesteśmy w czołówce w ogóle europejskiej.
Nie wiem, czy wiesz, że po prostu w Warszawie jest kilkanaście grup pracy z ciałem i one są aktywne.
Czego nie można powiedzieć o UK, gdzie tam po prostu są na palcach jednej ręki, można policzyć.
Takie propozycje.
Ale w dużej mierze te, które grupy są, to one i tak są powiązane... Kobiece.
A, kobiece prace ściściałe.
No, otwarte, tak zwane otwarte grupy, które de facto to jest 80% kobiet, nie?
No tak, ale jakby, bo ja też mogę powiedzieć, że ciebie znalazłem poprzez kilka osób, które chwaliły się, że u ciebie kończyły certyfikacje.
O. Bo ty, rozumiem, nie tylko pracujesz, ale również przygotowujesz innych do pracy.
Jest taki projekt, który się nazywa Szkoła Męskich Grup, który miał dwie edycje i to było takie moje wejście na taki teren trochę nowy, żeby zamiast się frustrować, że nikt nie pracuje z mężczyznami,
to po prostu trochę podszkolić facetów, żeby to zrobili.
No i to się udało i jest Fundacja Trzech Panów, która też prowadzi bardzo prężnie swoją działalność i to jest taki też, mam w tym swój udział, bo tam są właśnie ludzie ze szkoły męskich grup, więc to mnie cieszy.
Natomiast na razie ten projekt jest zawieszony, więc nie wiem, czy jeszcze do niego wrócę, szukam nowych form wyrazu, myślę bardziej o szkole teraz dla
dla mentorów, dla starszych facetów, którzy mają dużo do zaproponowania mężczyznom, a którzy się cykają i nikt im nie powie, że mogliby jeszcze naprawdę ze swoim doświadczeniem życiowym pomóc młodym mężczyznom w różnych momentach takich inicjacyjnych przejścia do dojrzałości i tak dalej.
A prowadzisz jeszcze spotkania indywidualne?
Cały czas można też online'owo się umówić na sesję.
To ja was zachęcam do tego, żebyście zajrzeli na twoją stronę, która nazywa się...
i tam poszukajcie trochę, być może więcej inspiracji, oczywiście pod warunkiem tego, o czym rozmawialiśmy, czyli że macie poczucie pewnego wstępnego dopasowania na poziomie przekonań tego, czego byście poszukiwali i w czym to mogłoby Wam pomóc.
dużo facetów trafia z rekomendacji kobiet, czyli że to partnerka mówi weź idź tam do niego, to nam dobrze zrobi, albo to tobie dobrze zrobi.
Tak, całkiem sporo, dwóch, trzech na taką grupę jest, że partnerka, partnerki są takimi...
early adopterkami, że one już tu, o, coś znalazłem dla ciebie, no dobra, no to przyjdę, a potem zachwycony.
Tak, a są też takie, które kupują na prezent na przykład.
To ja wtedy tylko sprawdzam, czy na pewno obdarowywany wie, co to za prezent, czy to nie jest prezent niespodzianka, bo niespodzianki w tym zakresie źle działają, więc... Ale tak, kobiety, kobiety, kobiety wysyłają swoich mężczyzn.
A ja też w przyszłym roku to słyszę z warsztatem dla kobiet, więc też będę się otwierał na tą drugą część świata.
A myślisz, że w ogóle metodyka mogłaby się sprawdzić w modelu pracy z parami?
No właśnie nie, bo to znaczy...
Pod warunkiem tego, że pracowaliby w oddzielnych grupach męska i żeńska, ponieważ natura tych ćwiczeń jest taka, że najlepiej jakby ludzie się nie znali.
Bo tam jest tak, że ta druga osoba, jak pracujesz w parze, to jest dla ciebie takim pewnym pewną jakby to powiedzieć, białą tablicą, że nie znasz tej osoby i wtedy możesz do niej otwarcie wyrażać różne emocje i te emocje nie mają kontekstu relacyjnego.
A para nie mogłaby tego zrobić, bo para ma zaraz całą historię.
Czyli nie mogą się do siebie na przykład złościć, bo zaraz to wchodzi, wchodzi ich relacja w to.
Więc to...
Ale ludzie robią takie realizacje i to jest bardzo owocne, że po prostu mężczyźni pracują ze sobą, kobiety ze sobą, a potem wieczorkiem się spotykają na jakieś takie wspólne rzeczy, ale że gro pracy takiej właśnie tej lowenowskiej, pracy z ciałem jest robione oddzielnie.
I to działa.
I to jest dobre miejsce, żeby postawić kropkę.
Więcej.
Znaczy ty masz właściwie, bo ja tylko zabrałem.
Dlaczego mężczyźni nie płaczą?
Bo się wstydzą i bo nie wiedzą, że to jest naprawdę dobre i odprężające.
bo też się boją zatrzymać, bo smutek to jest coś, co nas zatrzymuje w pędzie i sprawia, że głębiej zastanawiamy się nad sensem życia, czujemy miłość do bliskich, jakby wiesz, zatrzymujemy się, wchodzimy do środka dzięki smutkowi, bo jest taka narracja, że smutek nam się kojarzy dziecięco z tym tragedią i z traumą, a smutek ma bardzo pozytywną funkcję, właśnie kieruje nas do środka, zatrzymuje, rozmiękcza, rozpulchnia,
A już płakanie, w sensie takiego mechanizmu fizjologicznego odprężenia, po prostu spłakani goście, mówią, o Jezu, nie płakałem 15 lat po prostu, tak się dobrze czuję teraz.
Dziękuję bardzo.
A Was zachęcam w tej chwili do tego, żebyście też zaprosili swoich znajomych do tego, żeby wysłuchali tej rozmowy.
Dzięki bardzo.
Dziękuję.
Ostatnie odcinki
-
Rafał i Kinga – zabudowa wyprawowa bez kompromisów
30.01.2026 05:00
-
Piotr Świniarski - o męskim zdrowiu, które wart...
23.01.2026 05:00
-
Oskar Szwan - jak zrobić z auta mini-kampera, b...
16.01.2026 11:11
-
Michał Jońca – wyprawa zaczyna się od ludzi
09.01.2026 05:00
-
Łukasz Długowski – mikrowyprawa jako sposób na ...
02.01.2026 05:00
-
Justyna Kwil - cisza, która odbiera głos
22.12.2025 05:00
-
Mikołaj Foks - TATA, czyli najważniejszy projek...
19.12.2025 11:29
-
Marcin Dybuk - o męskości, która nie mieści się...
15.12.2025 05:00
-
Mateusz Nowicki (Polas) – człowiek ważniejszy n...
09.12.2025 05:00
-
Marcin Poćwiardowski – kiedy rozum nie wystarcza
01.12.2025 05:00