Mentionsy

Historia dla dorosłych
20.11.2025 08:00

Taczki pieniędzy i banknoty do tapetowania ścian. Jak świat wariował z powodu hiperinflacji

Największe inflacje w historii to nie żarty, choć brzmią jak niezły kabaret, oczywiście, jeśli akurat nie musisz płacić za chleb workiem banknotów. Gdzie pensje ważyły więcej niż cegły? Ile ważyła wypłata Węgra? Gdzie za wizytę u fryzjera płaciło się ryżem, a za chleb biletami do teatru? W najnowszym odcinku Historii dla dorosłych poznaj historie hiperinflacji, po których pokochasz swój portfel!

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 389 wyników dla "Katedry Spekulacji i Inwestycji Watykańskiego Uniwersytetu Finansowego"

Skowron, Tomkowicz, Olbratowscy prezentują historie dla dorosłych.

Historia dla dorosłych.

Dzisiaj największe inflacje ever.

I o tym będziemy mówili.

O cichych zabójcach pieniędzy.

Ucząc uczy, bawiąc bawi.

Historia dla dorosłych.

Witamy wszystkich głodnych wiedzy.

Właśnie dziś dowiecie się, dlaczego za dużo pieniędzy to jest niezdrowo.

I dlaczego drukowanie tych pieniędzy nie zawsze pomaga.

I czemu w niektórych krajach ludzie zamiast portfeli używali taczek.

Będziemy dzisiaj opowiadali o hiperinflacji, ale zanim powiemy, czym jest ta hiperinflacja, no to warto powiedzieć, czym w ogóle jest taka zwykła, normalna, regularna inflacja.

I tutaj wcześniej trzeba wytłumaczyć, czym w zasadzie jest pieniądz.

Pieniądz to jest ogólnie uznany środek służący do wymiany gospodarczej, w którym jest wyrażona wartość towaru.

Brzmi skomplikowanie, spokojnie, będzie jeszcze gorzej.

Tak, bo ważne jest to, że wartość pieniądza jest względna.

Jak masz na przykład 100 zł, banknot taki, suwe, nie?

To tak naprawdę nie liczy się, jaki ma nominał, ale co za niego można kupić.

Dokładnie.

I o inflacji mówimy wtedy, gdy pieniądz zaczyna tracić swoją wartość, czyli że za te 100 zł można kupić coraz to mniej towaru i mniej towaru i mniej towaru niż poprzednio.

Jeszcze jesteście?

Jeszcze ktoś z nami został?

Jeśli jeszcze jesteście, to teraz dopiero będzie odlot.

Bo dlaczego dochodzi do inflacji?

Ważne pytanie.

W bardzo dużym uproszczeniu mamy z nią do czynienia wtedy, gdy wzrasta ilość pieniądza w obiegu, a nie wzrasta ilość towaru.

Mądre, a ta zwiększona ilość pieniędzy jest czasami wynikiem, a to działań rządów, które tworzą banknoty.

Jeśli oni drukują, drukują, drukują i te pieniądze nie mają pokrycia, no to wtedy właśnie pieniądz straci na wartości.

Bo co sobie myśli taki rząd?

On sobie siedzi i mówi tak, skoro brakuje kurde pieniędzy mi na wydatki, to se wezmę, dodrukuję sobie nowe banknoty.

I będzie po sprawie, tak sobie myśli ten rząd.

I rzadka gęby ludziom, którzy narzekają.

I to tak na krótką metę działa, ale bardzo szybko się okazuje, że to nie działa.

Nie działa.

No bo ludzie może i mają dużo banknotów, ale to nie oznacza jeszcze, że z automatu proporcjonalnie wzrasta liczba towarów.

Właśnie.

I bywa tak, że kiedyś za 100 zł mogliśmy kupić na przykład 10 drewnianych ciupak.

I to było coś.

Tak, góralskich takich ciupak.

To teraz za 100 zł możemy jedynie popatrzeć na jedną ciupagę z daleka.

I to jednym okiem.

I najgorzej jest wtedy, kiedy tych pieniędzy jest naprawdę tak strasznie, strasznie bardzo dużo, że przedsiębiorcy zaczynają podnosić ceny, bo nie chcą tracić.

A ludzie nie ufają banknotom i chcą się tych banknotów pozbyć.

I jak ta spirala się nakręci i ceny rosną niezwykle szybko, to mamy właśnie do czynienia z hiperinflacją.

Czyli taką inflacją, inflacją, inflacją.

Czyli innymi słowy, zamiast liczyć banknoty, zaczynamy je w tym momencie ważyć po prostu.

Na przykład ktoś mówi, hej żono, mam wypłatę.

Ile masz?

6 kilo.

No to wtedy mamy do czynienia z hiperinflacją.

Inaczej mówiąc, hiperinflacja jest wtedy, kiedy w danym kraju jest więcej banknotów niż liści na drzewach.

Co się zdarzało i o tym będziemy w tym odcinku naszego podcastu opowiadać.

Jak twierdzą źródła, a trudno im nie ufać, bo to są przecież źródła, tak?

Czyli krynice wiedzy.

Krynice wiedzy.

Absolutny rekord hiperinflacji padł.

Tu będzie niespodzianka na Węgrzech tuż po II wojnie światowej.

I to sobie wyobraźcie, że pensje Węgrów Ważyły więcej niż cegły Tyle było pieniądza I to nie dziurawki I to nie było takie tradycyjne, taka cegła pełna Cegła polska I wtedy Węgrzy byli bardzo szczupli Bo donosząc do domu kilkukilogramową pensję Spalali mnóstwo kalorii

W 1946 roku inflacja w kraju dumnych Madziarów osiągnęła 41,9 biliarda procent w skali miesiąca.

Biliard to jest dla wtajemniczonych jedynka i piętnaście zer.

Żeby wam to uświadomić, czyli ceny na Węgrzech podwajały się średnio co 15 godzin.

Wzrost ten był tak szybki, że nikt nie był w stanie niczego zaplanować.

Nie, nie.

Chciał sobie na przykład taki Węgier kupić wersalkę.

Bo Węgrzy czasami kupują wersalkę.

Tak, to nie kupował, bo zanim dotarł do meblowego...

To połowę przygotowanej kwoty na mebel wydał na bilet tramwajowy.

A jak już dotarł do tego sklepu, to mu, Węgru temu, starczyło tylko na pół biletu powrotnego.

Generalnie nominały rosły wtedy w takim tempie i tak szybko, że stały się czymś zupełnie abstrakcyjnym.

To było nie do uwierzenia.

Najwyższym banknotem był, mam wynotowane, 100 trylionów pęgu.

Jedynka z 20 zerami.

Co więcej, rząd przygotowywał się do wprowadzenia jeszcze większego banknotu.

Miliard bilionów pęgo.

To jest jedynka z 21 zerami.

I tutaj uwaga w formie ciekawostki.

Zanim na Węgrzech wprowadzono forinta, o czym będzie jeszcze mowa, obowiązywała waluta o nazwie właśnie pęgo.

I pęgo to po węgiersku znaczy brzęczący.

Tylko, że oni nie mają życzyszy, brzęczący, tylko mają pęgo.

Bo to są dwa różne języki.

I nazwa wzięła się od onomatopeicznego.

Ach, poszło słowo za pierwszym razem.

onomatopoicznego słowa oddającego dźwięk uderzenia, dźwięk brzęczenia monet ze srebra.

Tu nie będzie niespodzianki węgierskiego, bo rzecz się działa na Węgrzech.

Doszło do tego, że na Węgrzech papierki po cukierkach zaczęły mieć większą wartość niż banknoty.

To coś jak teraz w Wenezueli, że więcej był wart papier, na którym wydrukowano bilety na autobus niż... O Wenezueli też jeszcze dzisiaj będziemy mówić.

I rolka papieru toaletowego miała na Węgrzech wtedy status papieru wartościowego.

To była waluta wcale nie do D. Kto wszedł w papier toaletowy, ten był wygrany.

Sytuacja wydawała się beznadziejna, ale w sierpniu 1946 roku wprowadzono nową walutę, czyli forinta.

I przelicznik był tego nowego forinta do PENGO równie absurdalny co sam kryzys.

Uwaga, jeden forint był wart 400 kwadryliardów PENGO.

400 kwadryliardów?

Zapamiętajmy, zanotujmy sobie tę liczbę.

Czyli co, przywoził węgier do banku wagon forsy i dostawał forinta.

Dokładnie.

Także, bo tak mniej więcej jak mówimy było wtedy.

Wiele osób uważa to za cud gospodarczy, który zadziałał, gdy rząd stracił resztki kontroli nad gospodarką, a system po prostu musiał się zresetować.

Czyli wtedy rząd węgierski nacisnął klawisze Control Alt Forint.

Dokładnie.

I zadziałało.

I działa lepiej lub gorzej do dzisiaj.

Mało tego, niektórzy nasi politycy wyjeżdżają tam, żeby sprawdzić, jak to jest.

A my ich źle oceniamy.

Ale Węgry nie były wyjątkiem na mapie hiperinflacji.

Nie, nie.

Teraz jeden z najgłośniejszych upadków waluty.

Chwilę wcześniej hiperinflacja w Republice Weimarskiej.

To jest moment w historii, kiedy Niemcy wymyślili, że problem długu też można rozwiązać drukarką.

Mniej więcej tak, jak nasi politycy teraz czytam od wielu, wielu lat.

Z tym, że oni to zrobili naprawdę na dużą skalę.

I cała historia zaczyna się po I wojnie światowej.

Niemcy prowadziły wojnę na kredyt.

To trzeba powiedzieć.

Nie podnosząc podatków.

A po przegranej musiały jeszcze spłacać reparacje z traktatu wersalskiego.

Nie tak dawno temu przestali spłacać w ogóle reparacje Wielkiej Brytanii za I wojnę światową.

Reparacje wynosiły 132 miliardy marek w złocie.

Rząd nie miał jak tego spłacić, więc wpadł na pomysł, o którym już wspominaliśmy.

Wydrukujmy więcej pieniędzy.

To z pozoru brzmi jak świetny pomysł.

który nie ma słabych luk, ani ujemnych takich punktów.

Jeśli chodzi o Republikę Weimarską, najwyższa miesięczna stopa hiperinflacji niemieckiej wynosiła 29 525%.

Czyli jeśli kupiłeś piwo rano, to po południu już na przykład w niektórych momentach kosztowało kilka razy więcej.

Czyli żeby wam uświadomić skalę, w roku 1919 chleb kosztował 30 fenigów.

To są takie grody.

W 1919 30 feiningów, a 4 lata później kosztował kilkadziesiąt miliardów marek.

Czyli klasyczna rozmowa w piekarni wtedy, w tamtych czasach brzmiała na przykład tak, ile kosztuje chleb, a która godzina?

No tak, bo w zależności od godziny tyle kosztował chleb.

To akurat nie jest śmieszne, to jest prawdziwe, bo doszło do tego, że pensje były wypłacane dwa razy dziennie, żeby pracownik zdążył cokolwiek kupić, zanim to, co zarobił danego dnia, straci na wartości.

To i tak, żeby właściciel sklepu też jeszcze zdążył z tym do banku, żeby coś jednak miał.

Słuchajcie, w tamtym momencie pieniądze w Republice Weimarskiej straciły całkowicie sens.

Totalnie.

Banknotów zaczęto używać jako papieru toaletowego.

Tak, wystarczyło trochę pomiąć.

Wychodziło taniej.

Jak jest, pamiętajcie, sztywny banknot, nie stosujemy.

Nie, trzeba pomiąć.

Banknotami też tam... Albo tak o krawędź z tołu jeździć, żeby zmiękł.

Zbawcie się na sobie sami.

Ale miękkuchny.

Sprawdźcie sobie sami, nawet teraz.

Banknotami.

Banknotami tapetowano też ściany, bo były tańsze niż tapeta.

Tapetować można sztywnym banknotem, śmiało.

I taniej było palić w piecu banknotami, prawda, niż drewnem.

A banknot bilion marek nikogo nie dziwił.

W Saksonii w pewnym momencie już doszli do wniosku, że to nie ma sensu płacić pieniędzmi, więc na przykład w Saksonii przyjmowano jako środek płatniczy bilety do teatru.

Patrzcie, różnie się mówi o tych Niemcach, ale jednak mają jakiś taki pociąg do sztuki wyższej, prawda?

Coś tam w nich drzemie, no.

Mają też nasz złoty pociąg z Wałbrzych, ale to temat na inny odcinek.

W każdym razie.

Na inny odcinek.

No tak, ale każdy ma pociąg do biletów do teatru, jeśli na zakupy idziesz z taczką pieniędzy.

Jest nawet taka anegdota z tamtego czasu z Niemiec, że jakaś kobieta zastawiła przed sklepem taczkę pełną pieniędzy...

A kiedy wróciła, ktoś ugrał do taczka, a pieniądze wysypał.

Niektórzy wracali do wymiany barterowej, prawda?

Piwo za buty, zboże za fryzjera, nie przejdzieć z workiem zboża, poproszę w kancik na bok.

I zostawić takie małe wąsiki.

Musiało minąć kilka tysięcy lat, żeby historia mogła zatoczyć koło, żeby znowu doszło do wymiany takiej barterowej.

I dopiero w listopadzie 23 roku rząd w końcu się opamiętał, wprowadzono rentę markę, opartą nie na złocie, tylko na wartości ziemi i przemysłu i to zatrzymało inflację.

I tu ważne pytanie.

Bo wy dla takich pytań i odpowiedzi oglądacie historię dla dorosłych.

Nie wiem, że jeśli żeby kupić jajka potrzebujesz do sklepu przywieźć pieniądze w taczce, to znaczy, że historia szykuje się do powtórki.

I że lepiej wtedy na Akademię Sztuk Pięknych przyjmować nawet niezbyt utalentowanych malarzy, szczególnie jeśli zaczesują się na jedną stronę i mają wąsi.

I mają na imię Adolf.

To tych przyjmujemy jako pierwszych.

Ale żeby nie było, że historie hiperinflacji to są jakieś, nie wiem, bajki z mchu i paproci.

Nie, nie, nie, żeby nie było.

Po obejrzeniu tego odcinka będziecie wiedzieli, jak było.

że samo słowo hiperinflacja to trochę brzmi jak choroba nerek.

Troszeczkę tak, zalatuje takim kamieniem.

Ale po tym odcinku już będziecie wiedzieli, że to z nerkami to jest hiperurykemia, a z pieniędzmi to jest właśnie hiperinflacja.

Dobra, to teraz o hiperinflacjach w wieku XXI.

Zimbabwe jest taki kraj.

Sprawdźcie sobie.

Na waszych globusach też powinien być.

Jeżeli nie ma, to znaczy, że macie zły globus.

Stary macie globus.

Że macie nieaktualny.

Jeszcze przed Zimbabwe.

Albo jakiś oszukany, pewnie z temu sobie kupiliście.

Słuchajcie, Zimbabwe to jest jeden z najbardziej ekstremalnych współczesnych przykładów na hiperinflację.

Inflacja oficjalnie tam kilka milionów procent.

Nieoficjalnie większa.

Ceny tam też podwajały się co 24 godziny, czyli jak rano pomidor kosztował 10 dzichniejszych dolarów, wieczorem płaciłeś 20.

Ja tylko przypomnę, że my mówimy o roku 2008, czyli to jest wszystko świeżynka.

My tu czekaliśmy na autostrady, na Euro 2012, a w Zimbabwe inflacja to było kilka milionów procent rocznie.

Zresztą w 2009 Zimbabwe wypuściło najbardziej taki memiczny banknot wszechczasów, jeśli chodzi o współczesną historię, bo oni wypuścili banknot 100 bilionów dolarów.

100 bilionów dolarów zimbabwiańskich.

Natomiast jeśli myślicie, że mając taki banknot, to nie wiem...

wchodzicie i nie patrzycie na ceny w zibabwańskim mielnie, to nie, to was rozczaruje.

100 milionów dolarów było warte na nasze 3 grosze.

Czyli musiałaś mieć taczkę takich właśnie, żebyś na przykład kupiła żabę.

No i w XXI wieku, podobnie jak w Republice Weimarskiej, pieniądze na zakupy nie nosiło się w portfelu, tylko w workach na śmieci.

I to jest dowód na postęp, bo różnica właśnie polegała na tym, że w Republice Weimarskiej nie było worków na śmieci.

Nie, nie, nie.

No tak, tylko taczki.

Takie plastikowe taczki.

Ulubiona zabawa dzieci, robienie z banknotów origami, na przykład z Zimbabwe.

No i też ciekawie działały restauracje, bo tam menu było drukowane na bieżąco, czyli ołówkiem.

Bo to nie było sensu pisać cen dań, bo one się w trakcie dnia zmieniały.

I ostatecznie rząd Zimbabwe się poddał, bo w roku 2009 oni uznali w Zimbabwe, że ich waluta jest martwa, że to nic z tego nie będzie, że to po co reanimować trupa i przeszli na dolary amerykańskie i brytyjskie funty.

Dobra, teraz przenieśmy się do Wenezueli.

To też jest taki kraj na Globusie.

Sprawdźcie, czy macie i Zimbabwe, i Wenezuelę.

To macie wtedy nowy Galobus.

Ale one w innych miejscach są.

Trzeba chwilę poszukać, ale wierzymy w was.

Tak, tak, dacie radę.

Jeśli ktoś znalazł, niech wpisze w komentarzu ja.

Kraj z olbrzymimi złożami ropy.

Wszystko powinno hulać, a inflacja w 2018 wynosiła 65 tysięcy procent.

I tam doszło do tego w którymś momencie, że fryzjerzy przyjmowali płatność ryżem.

Ja mówiłem, że nikt nie chciał drukować biletów autobusowych, bo koszt papieru był większy niż się dostawało za bilet, bo socjalistyczne w państwo wprowadziło ceny umowne.

Więc zaczął się malutki dramacik.

Bankomaty miały limity.

Bo w środku siedzi taka pani wenezuelska i ci wrzuca pieniądze.

Kierowniczka bankomatu.

I ona się nie mieściła z gotówką, wiesz?

I to były limity.

Można było wypłacać tylko równowartość jednego cukierka.

Tylko tyle można wypłacić.

Ale jak se przez miesiąc zbierzesz, to masz na 30 cukierków.

Znaczy, w zasadzie to tak zje, że nie masz, ale... Może to jest pomysł na walkę z nadwagą.

Bardzo dobry, nie mający słabych punktów.

Oni wymyślili, jak sprawić, żeby nie było tak w Zimbabwe, bo wiedzieli, co się stało chwilę wcześniej, żeby nie było banknotu 100 bilionów, czy miliardów dolarów.

Po prostu zrobili regularnie denominację i obcinali zaraz banknotów.

Wspaniały pomysł.

Wspaniały pomysł, ale dużo tych zarob cinali?

O Jezu, to jest groma, to nie chcę wiedzieć.

Zamknęli oczy i ciało.

Jeszcze im zostało trochę.

Dokładnie.

W lipcu 2018 roku usunięto 5 zer, a 3 lata później kolejnych 6 zer.

Czyli robili z miliarda jedynkę.

I tak z boliwarów zrobiły się boliwary Fuerte, później zwane

Cytuję Bolivaro Soberano.

Czyli to można było Sobierano takiego Bolivara.

I jeszcze chwila i będzie Bolivar Desperado.

Ja sprawdzałem tutaj przed nagraniem tego odcinka podcastu aktualne wskaźniki.

W kwietniu 25 inflacja wynosiła jedyne 172%.

Ale Bank Centralny Wenezueli mają tyle, dodam ropy, co Arabia Saudyjska mogliby rządzić światem.

Ale dodrukowują jak szaleni, żeby pokryć deficyt, więc tutaj mówią eksperci, końca inflacji nie widać.

Więc jeśli wybieracie się do Wenezueli, to weźcie sobie kilka worków z pieniędzmi.

Albo kilka worków.

Bo historie nas uczą, że żaden kraj nie jest zbyt nowoczesny, żeby nie wrócić do handlu jajkami.

I że żadna drukarka nie jest zbyt wolna, żeby nie zniszczyć waluty.

Tylko musisz mieć dobrego operatora drukarki.

Dobra, no to jeśli idzie o takie poważne inflacje, to my Polacy też sroce spod ogona nie wypadliśmy, też swoje przeżyliśmy.

Polacy nie gęsi swoje inflacje mają.

I co?

Przeżyliśmy.

I nic.

Mało tego, my jako naród dwukrotnie przeżyliśmy poważną inflację.

Z czego co najmniej jedna była taka, że wynalazek fenicjan absolutnie stracił sens, przynajmniej na dłuższą chwilę.

Wynalazek fenicjan mówisz o pieniądze.

O pieniądze, o pieniądze.

Przy czym mamy na myśli właśnie walutę, bo fenicjanie wynaleźli też 22-znakowy alfabet.

Oni też wynaleźli wytop szkła Dokładnie I wynaleźli purpurę Taki kolor I gdyby nie oni, to kardynał by latał, nie wiem, na niebiesko Myślę, że pomylił się z policjantem A w oknach byśmy mieli nie szyby, tylko baranie jelita No właśnie Gdyby nie oni, ci fenicjanie Ci fenicjanie, no

No i walutę też.

Pierwszy polski, nasz własny kryzys inflacyjny to lata 1918-1923, czyli mniej więcej wtedy, co w Niemczech.

Nie wiem.

W zaborze rosyjskim były ruble i kopiejki.

Czyli Polska powróciła na mapę po zaborach.

I ruble kopiejki w zaborze rosyjskim.

Byłem w niemieckim marki Fenigi, w austriackim Korony i Halerze albo Chrywny Ukraińskiej.

Na północy ruble Banku Wschodniego.

No i mieszanka taka.

Świeże nasze polskie władze uznały, że my będziemy mieli swoją własną markę.

Tylko, że w tym momencie się jeszcze raz szalała inflacja dodatkowa, dlatego, że po pierwsze musieliśmy odbudowywać kraj.

Tutaj się łotaliśmy z tymi, tu z tymi.

I deficyt finansów wynosił 155% PKB rocznie.

Prawie tyle, co teraz.

Nie, nie, to jakieś trzy razy więcej.

I ja tutaj mam cytat.

Jak pisze Józef Andrzej Szwagrzyk w książce Pieniądz na ziemiach polskich, w 1918 pół kilo chleba kosztowało trzy marki polskie, w 20 już pięć marek, w 21 35 marek, a początkiem 23 600 marek.

Ale to poszło i potem przyspieszyło, dlatego że w maju 23 roku

Pół kilo chlaba kosztowało już tysiąc marek w maju, we wrześniu 16 tysięcy, w grudniu 96 tysięcy złotych marek i zaczęto drukować już banknotę o nominale 10 milionów.

I w 1923 roku inflacja osiągnęła poziom 35 715%.

Powiem jedno, to dużo.

I tu na scenę wchodzi pan Władysław, Władysław Grabski.

Witamy pana.

I wymyślił oraz przeprowadził reformę, tu nie będzie niespodzianki, reformę Grabskiego.

A, bo gdyby się nazywał Kiepuszko, to reforma Kiepuszki.

I to uwaga, 1 kwietnia, taka zabawna data.

24 roku mocą ustawy za nową walutę uznano złotego polskiego i tego samego dnia utworzono naszą polską mennicę.

I tego dnia postanowiono też, że polski złoty będzie oparty na parytecie złota, że rząd będzie miał zabezpieczenie w kruszcu na pieniądze.

I zaczęto skupować, jak wściekle w ogóle całe złoto.

I wszystko kupowano, co było złote.

Złote ruble, złote franki, złote marki, obrączki, pierścionki.

Ten nowy złoty, który wprowadzono do obiegu, on miał wartość 1 trzeciej grama złota.

Czyli taką samą jak ówczesny frank szwajcarski.

Do tego mieliśmy super nowoczesne, jak na tamte czasy, banknoty.

No w ogóle zabezpieczone znakiem wodnym.

A jednak co najważniejsze, najważniejsze z tego wszystkiego było to, że inflacja ustała i w roku udało się ją zdławić.

I to jest pierwsza historia takiej naszej inflacji, a drugi taki inflacyjny strzał dostaliśmy w latach dziewięćdziesiątych.

Czyli załamała się gospodarka po PRL-u, NBP drukowały pieniądze jak wściekły.

Na szczęście skala hiperinflacji z lat 90. była znacznie niższa niż ta z 1923.

I tu już mamy wynotowaną danę.

W szczytowym momencie w lutym 1990 roku w stosunku do lutego 1989 roku inflacja wynosiła 1183,1%.

No to tam Wenezuelczycy patrzą na nas i mówią, wyście widzieli inflację.

Stopa inflacji osiągnęła poziom 1360% w roku 90, lub tam zależność od badania 1395%.

A nasi młodzi teraz przecież panikowali, bo było 20%.

I tu się pojawia pan Balcerowicz i jego plan, czyli drastyczne kroki, takie jak uwolnienie cen, wprowadzenie sztywnego kursu złotego do dolara, ograniczenie deficytu budżetowego, prywatyzację.

I to był plan, to nie będzie niespodzianki Balcerowicza.

Bo jakby się nazywał Kiepuszko, to byłby plan Kiepuszki.

Teraz tak, inflację się udało zławić, to jest tak.

Ale pojawiły się nowości nieznane wcześniej w naszej gospodarce, czyli masowe bezrobocie, spadek PKB, recesja, spadek realnych dochodów, ubożenie społeczeństwa, mnóstwo ludzi straciło oszczędności.

Ale inflacja spadła.

Inflacja spadła.

Czyli może i pacjent częściowo umarł, ale operacja się udała.

Czyli sukces.

Ale też widzicie.

Balcerowicze, różne unie, gendery.

A my, polski ludek, sobie trwamy.

Ma nas Maryja w opiece.

I to jest dowód na to, że tak właśnie jest.

Że myśmy tyle przetrwali.

Zabory przecież to.

Dużo by opowiadał.

W historii dla dorosłych najważniejsze.

Po to właśnie słuchaliście o największych inflacjach, by chłonąć wiedzę.

I teraz.

Dzięki temu, że słuchaliście, mając odpowiedni podkład wiedzowy oraz dzięki temu podkładowi macie wyrobiony aparat poznawczy, teraz dowiecie się, uwaga, jak uchronić swój majątek przed chaosem, gdy hiperinflacja znowu uderzy.

Hiperinflacja oznacza powszechny chaos i biedę.

Czy Charles Bajda to jest po angielsku?

Ale i to sobie zanotujcie, nawet w największym kryzysie są zwycięzcy.

I zapiszcie to sobie, nie wiem, markerem na firance, pisakiem na tapecie, wydrapcie cyrklem na lodówce.

Kto może zyskać w tym chaosie?

Kto może zyskać przy hiperinflacji?

Dłużnicy.

Dłużnicy.

Bo wartość długu, który zasiągnęli przed kryzysem, realnie maleje.

Dostajesz więcej pieniędzy, a tu się...

Czyli czujecie, że idzie inflacja, to pożyczajcie na potęgę, gdzie i od kogo możecie.

Oni zarabiają w stabilnych walutach obcych, te stają się jeszcze cenniejsze.

I VAT-owcy zarabiają.

VAT-owcy, czyli właściciele aktywów trwałych.

Ziemia, nieruchomości, kruszce, oni zarabiają.

Czujecie, że idzie inflacja?

Pożyczajcie i kupujcie złoto i ziemię.

Nie dziękujcie.

Oraz kupujcie też różne waluty.

Dywersyfikujcie portfel.

Dokładnie.

Euro, nie?

I se je miej.

Miejcie se je.

Chowajcie.

Trzymaj, zapomnij.

Przypomnij sobie, jak trzeba będzie.

Zresztą jeść temu nie dajesz, to zatrzymaj.

Słuchajcie, jak mówi kapitałoznawca Sergiusz Wachter-Koszęba z Instytutu Badań nad Walutą, Katedry Spekulacji i Inwestycji Watykańskiego Uniwersytetu Finansowego, gromadź zapasy walut...

Tych, które mają zaufanie społeczne.

Bardzo cenię koszębę.

Gromadźcie zapasy walut, które mają społeczne zaufanie.

Ale teraz pytanie, co robić, jak jesteś biedny?

Tu nie ma z czego odłożyć.

Tu pozostaje dywersyfikacja umiejętności.

I tutaj polecamy tapeciarstwo.

Tapeciarstwo numer jeden.

Cały świat potrzebuje dobrych tapeciarzy.

Dobrych specjalistów od draperii.

To może znaleźć dobrą pracę za granicą.

Jeśli lokalna gospodarka pod wpływem tej hiperinflacji czy dużej inflacji upadnie.

Tak, to wtedy wyjeżdżasz na zmywak i tam sobie mówisz, że good morning, beautiful dishes, nie?

Nie, bo to jest po angielsku.

Co warto mieć jeszcze na uwadze przede wszystkim?

To warto mieć na uwadze.

I jeszcze nigdy tak nie było, żeby jakoś nie było.

Co myślę udowodniliśmy i nauka stąd płynie taka, że różnie może być.

I warto to mieć na uwadze.

I trzeba uważać.

Tak śledzić.

Bo jak to będzie tak, to będzie na pewno jakoś będzie.

Radiowcy bez cenzury.

Jacek Tomkowicz, Tomasz Albratowski, Przemysław Skowron i Jan Albratowski.

Jego tu nie ma, ale... Bo on robił i śpi.

Także pa, subskrybujcie, zostawcie łapkę w górze i polećcie ten odcinek trzem swoim ulubionym znajomym.

Nadziabajcie tam w te różne sifaraszki, co są pod spodem, bo to podobno dobrze robi.

No i też pamiętajcie, to jest podcast jakości premium za taką darmoszkę.

To się rzadko zdarza dzisiaj.

W infosferze naszej.

Jeden taki i dalej nie wiem.

Nie jestem w stanie wymienić.

Pewnie to być za paywallem, ale nie.

Ale nie macie.

Skowron, Tomkowicz, Olbratowscy.

To była historia dla dorosłych.

0:00
0:00