Mentionsy

Historie potłuczone
14.12.2025 16:00

O Władziu, co na pierwsze słowo czeka

O zespole antyfosfolipidowym, Władziu i trudach życia.

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 78 wyników dla "Fundacji Się"

W piątek urodził się nasz drugi syn.

Mogło być bardzo niebezpiecznie i mogło się wszystko inaczej zakończyć, ale Pan Jezus wszystkim się zajął.

Józefa i w piątek urodził się nasz piękny synuś Maksymilian zdrowy i silny.

Kochana, bardzo się cieszę, że Maksymilian już na świecie i że wszystko poszło tak jak trzeba.

Bo często ludzie już myślą, że to jest niemożliwe, że się nie da.

Jakoś tak się nazywa nasza następna autorka komentarza.

Cieszymy się tą skromną, ale jednak większą przestrzenią niż dotychczas.

Staramy się za wszystko, co mamy, dziękować Bogu i taki przykład dawać naszym synom.

Kochana, cieszę się bardzo z Waszego nowego lokum.

Oby Wam się powodziło, aby praca się znalazła jak najszybciej.

Bardzo się będę o to modlił.

Niestety, nie udało się.

Ściskam cię najmocniej i cieszę się, że jesteś.

To by mi się podobało.

Podoba mi się.

Naprawdę, Asiu, podoba mi się taka rola.

Paweł, który podzielił się historią swojej rodziny, swoich dzieci, różnych rzeczywiście niezwykłych rzeczy, które przeszli.

Ojcze Adasiu, na początku historii krótko się przedstawię.

Nasza historia w początkowym etapie wydaje się być łatwa, prosta, zwyczajna, ale prawdziwe zakręty zaczęły się dopiero wraz z walką o powiększenie naszej rodziny.

Początek naszej rodziny to tak naprawdę okres liceum, gdzie poznaliśmy się z Anią w szkolnej ławce.

Ten czas licealny pozwolił nam się dobrze zapoznać.

Ja chciałem wyjechać do Wrocławia, Ania z kolei, z powodu kiepskiej sytuacji finansowej rodziny, bardzo bała się tego wyjazdu, chociaż też chciała studiować.

Ostatecznie udało mi się jednak przekonać Anię do zaryzykowania i razem wyruszyliśmy w świat.

Oboje dostaliśmy się na Politechnikę Wrocławską.

Jednak taka decyzja wiązała się poniekąd ze słusznymi obawami rodziny o to, że gdy urodzi nam się dziecko, a my nie ukończymy jeszcze studiów, no to nie damy rady potem ich dokończyć.

To w przyszłości miało okazać się dla nas prawdziwym wyzwaniem, w sensie urodzenie dziecka, no ale o tym za chwilę.

Warunkiem postawionym przez rodziny do wzięcia ślubu było okazanie dyplomu z wykształceniem wyższym, więc cierpliwie dokończyliśmy inżynierkę, trwała 3,5 roku i jak tylko obroniliśmy się, to natychmiast wzięliśmy ślub już za zgodą naszych rodzin.

Od zawsze chcieliśmy zbudować normalną, kochającą się rodzinę, najlepiej liczną.

Niestety tutaj spotkaliśmy się z wielkimi trudnościami.

Pierwsza ciąża skończyła się po kilku tygodniach.

Przeszliśmy do zderzenia ze ścianą smutku, kiedy trzeba pogodzić się ze śmiercią dziecka, które już zdążyło się pokochać, które już mówiło w twojej głowie mamo i tato.

Po kilku miesiącach, jak się już w końcu pozbieraliśmy, podjęliśmy kolejną próbę i co za niespodzianka, powtórka sytuacji.

Druga ciąża zakończyła się dokładnie w ten sam sposób.

Mamy nadzieję, że kiedyś Bóg w swojej łasce pozwoli nam się z nimi zobaczyć, pozwoli nam poznać ich twarze.

Minął znowu czas kilku, czy w sumie kilkunastu miesięcy.

No i dzięki pomocy lekarza na protechnologa, którego bardzo polecamy przy trudnościach w zajściu lub utrzymaniu ciąży, dowiedzieliśmy się, co mogło być najprawdopodobniejszą przyczyną tych poronień.

Ale pod sam koniec znowu pojawił się problem.

W pierwszych miesiącach życia wszystko układało się dobrze.

Okazało się, że Władziu nie rozwija się prawidłowo.

Gdy miał rok, nie obracał się z plecków na brzuch i odwrotnie, słabo utrzymywał z nami kontakt wzrokowy, nie wyciągał rączek do zabawek.

Z powodu niepełnosprawności Władzia Ania musiała zrezygnować z pracy, aby móc się nim zaopiekować.

Dopiero jako czterolatek nauczył się chodzić na własnych nogach.

Jak się okazało, cierpi na padaczkę lekooporną, czyli taką, gdzie pomimo stosowania dobranych leków napady nadal mogą występować.

A takie padaczki zdarzają się praktycznie tylko w trakcie snu, w nocy.

Nie wiesz przecież, czy atak się skończy i czy nie stanie się coś złego.

Ponadto władziu ma nietolerancję histaminy, co objawia się silnym refluksem, gdy zje coś nieodpowiedniego, a to wymusza stosowanie specjalnej diety, gdzie każdy posiłek przygotowujemy samodzielnie.

Od czterech lat prowadzimy bardzo obszerną diagnostykę, wygnujemy mnóstwo specjalistycznych i nieraz bardzo trudnych badań, odwiedzamy specjalistów i szpitale, ale dotychczas nie udało się zrozumieć, co dokładnie jest przyczyną tej choroby Władzie.

Właśnie dzięki tej pomocy już wiele udało się dla Władzia zrobić, aby czuł się lepiej.

Uwielbia zrzucać różne rzeczy z blatu, przy tym głośno się śmiejąc, uwielbia przytulanie i uwielbia wszelkiej maści narzędzia.

Staramy się myśleć pozytywnie i nie poddajemy się w naszej walce.

ale urodziła się naturalnie i ekspresowo, bez żadnych komplikacji.

W tym czasie okazało się też, że Gabrysia jest bardzo wymagającym dzieckiem i opieka nad nią i nadal małym, niepełnosprawnym władziem wysysała z Ani całą energię i doprowadziła ją do depresji.

Wiemy już, jak ważne jest zdrowie psychiczne i staramy się szanować nasze potrzeby.

W miarę możliwości spotykamy się z przyjaciółmi, realizujemy nasze pasje.

Wiemy już, że trzeba się też nauczyć prosić o pomoc.

Gabriel się oczywiście też zawierzamy Bogu i bardzo mu za nią dziękujemy.

W tym miejscu chciałbym poprosić ojca o wzmiankę w tej opowieści, jeśli mogę, że obecnie trwa dla władzia zbiórka w Fundacji Się Pomaga na wyjazd do kliniki neurologicznej w Monachium.

Dlatego pomyśleliśmy, że może Langusta i YouTube byłby dobrym pomysłem i nie zastanawiając się wiele, ryzyk fizyk piszemy.

Pierwsza to jest temat poronień, który wydaje się być tematem bardzo rzadko poruszanym w przestrzeni publicznej, jak się okazuje ukrywanym przez wiele rodzin jako rodzinna tajemnica.

Obawia się o tym rozmawiać.

Zachęcamy też do tego, żeby nie poddawać się walce o nowe życie, gdy się pojawiają komplikacje.

Być może dzięki takiej upartości, w sumie jak trochę my, to komuś uda się przezwyciężyć problemy i powitać na świecie swoje upragnione dziecko.

Niestety takie rodziny często się rozpadają.

Pamiętajmy o takich rodzinach, które walczą z takimi trudnościami i módlmy się za nie.

Tutaj widzę, że mamy, zbierają w tej chwili 24 tysiące złotych, czyli rozumiem, że pewnie już udało im się część pewnie zebrać, a zebranych jest 18.

Poczekajcie, no jakieś tam 6 tysięcy.

Sześć tysięcy niecałe.

Sześć tysięcy.

Sześć tysięcy zrobić dla nas to są, kochani, trzy kliki.

Jestem przekonany, że ludzie, którzy... Ja wiem, że to może być bardzo trudne oczywiście i Bóg nie chce osądzać, wiecie, kogoś, kto odchodzi, kto rezygnuje, ale ktoś, kto trwa, ktoś, kto się nie poddaje, ktoś, kto po prostu całą swoją miłość przelewa, żeby pomóc swojemu dziecku niepełnosprawnemu albo rodzicowi, albo rodzeństwu, albo tak naprawdę komukolwiek, kto potrzebuje pomocy.

Ja wierzę, że nam się to może źle kojarzy, takie słowo jałmużna, tak jakbyśmy coś komuś tam dawali z łaski, a to nie o to chodzi.

Bardzo mi się podoba, wiecie, w tej historii po pierwsze całe to dziękczynienie, o którym Paweł pisze, że oni dziękują Bogu nieustannie.

Jak widzicie, Ania zmaga się z jakąś depresją i wiem, że to na pewno momentami jest bardzo trudne i to nie jest łatwe.

Dziękuję wszystkim, którzy się podejmujecie tej miłości.

Może tam, gdzie nam się nie chce kochać, to żeby do tego ruszać.

Dobra, słuchajcie, ja tu źle policzyłem, bo tutaj ja widzę nie tak, to nie tak, że zostało 6 tysięcy.

Brakuje 24 tysięcy.

Bo jest 18 tysięcy, a brakuje jeszcze 24.