Mentionsy
#271 – Nie musisz (rozmowa z dr Armenem Mekhakyanem)
Czy musisz?
Czasami tak. Ale czy naprawdę?
Opowiemy o walce o wewnętrzną wolność.
To bardzo ważny temat.
I znakomity rozmówca.
Zapraszam Państwa.
Foto: Tamara E. Pieńko
************
Dorzuć się do K3 - pomóż nam tworzyćkolejne rozmowy i utrzymać cotygodniowy cykl produkcji.
Wejdź na patronite.pl/k3
Szukaj w treści odcinka
Zanim Państwa zaproszę na K3, chciałbym coś ważnego powiedzieć.
To dzięki patronom i patronkom K3 może być ukazującym się co tydzień niezależnym podcastem o psychologii, dobrym życiu i wartościach.
Jeżeli Państwo chcą, żeby to trwało, to dorzućcie się do tej produkcji.
Jeżeli cenicie tę jakość i chcecie, żeby K3 nadal pojawiał się co tydzień, to wesprzyjcie go tak, jak to robią inni słuchacze.
Będziemy rozmawiali o takiej, nie wiem jak to nazwać, no dobrze, grze dwóch skrajności.
Tak jakbyś czytał CH zamiast K. Mechakian?
Nazywam się Armen Mehak, jestem psychoterapeutą i psychologiem.
Zajmuję się promowaniem zdrowia psychicznego poprzez sztukę, a szczególnie przez film.
Zrobiłem badania, które dotyczyły tego, jak możemy za pomocą filmów fabularnych oddziaływać na takie diagnozy, jak depresja czy zaburzenia lękowe.
I dość obiecujące wyniki są tych badań.
Czyli na dobrą sprawę mowa jest tu o tym, że czy my chcemy, czy tego nie chcemy, to mamy różne automatyzmy, które powodują, że działamy tak, jak działamy.
Łącznie z tym, że na podstawie tych automatyzmów dobieramy się w pary, wchodzimy w relacje i tak dalej.
No i to nie muszę tytułowe dotyczy tego, żeby zastanowić się, czy to, co ja robię, jest decyzją moją, czy tych automatyzmów.
Czyli obie skrajności są jakimś mechanizmem, automatyzmem.
Brzmi to poważnie i miałem niedosyt, że o tym można by pisać i pisać, ale w istocie chodzi o to, żeby ta wolność była pewnym wyborem, żebyśmy mogli jako użytkownicy naszego umysłu być w kontakcie ze sobą samym.
Czy ja jestem w moich decyzjach, czy w moich decyzjach dominują pewne automatyzmy lub inni ludzie być może.
I jeden z twoich talentów, właśnie o tym powiedziałem, przykład tego talentu jest taki, że ty piszesz o tych mechanizmach i o tym mechanizmie muszę, nazywając to bardzo mocno, psychiczny oprawca.
Pisząc w taki sposób miałem potrzebę stanąć po stronie ludzi, których widzę na co dzień.
Myślę teraz o moich pacjentach w gabinecie, którzy zazwyczaj przychodząc do gabinetu w jakichś takich sytuacjach trudnych życiowo, oni przychodzą z jakimiś wyrzutami, że to, że tu jestem oznacza, że jestem za słaby, że powinienem bardziej, że powinienem mocniej.
Robi na mnie ogromne wrażenie, jeśli chodzi o sprawność życiową, a jednocześnie z taką pretensją do siebie samego, że ja nie chcę odczuwać tych emocji, które odczuwam, że te emocje powodują, że jestem mniej sprawczy, że ja chciałbym w wyniku terapii, to jest coś, co w moim gabinecie się bardzo często dzieje,
że chciałbym się nauczyć panować nad emocjami.
Jak się przyglądamy temu, co to znaczy, czego ja bym chciał, to ja bym chciał nie czuć.
rzeczy samej i oczywiście nie mamy takiej fantazji, że w pracy zawodowej będziemy się zachowywali tak, jakbyśmy nie byli w jakiejś roli, bo jesteśmy w roli.
To jest jasne, że chcemy mieć kontrolę nad tym, co się z nami dzieje.
powoduje, że zdecydowanie łatwiej, to jest cudzysłów, to jest pozorne ułatwienie, zdecydowanie łatwiej nie czuć, niż doświadczać emocji tak, żeby one nie przejęły nad nami kontroli, żeby one nie prowadziły nas, tylko żebyśmy my jednak, doświadczając tych różnych stanów emocjonalnych, byli w stanie powiedzieć, czego potrzebujemy.
Natomiast jeśli chodzi o obszar emocjonalny, to nie ma czegoś takiego jak wsparcie.
Natomiast zasadniczo człowiek, który przychodzi na świat, jest uczony różnych rzeczy, kończy szkoły, studia.
Ale nie ma żadnego etapu, który byłby poświęcony temu, żeby się nauczyć własnych emocji, własnego świata wewnętrznego.
Rozpoznawać, nazywać, a przede wszystkim zorientować się, jaka jest idea tych emocji, to znaczy o co w nich chodzi.
My jako ludzie składamy się z emocji i w ogóle ten świat, psychę jest tak samo ważny jak some i one się łączą, czyli fizyczna część z tą częścią emocjonalną jest bardzo mocno związana.
Po prostu nie odróżnia tych stanów.
Dlatego, że jeśli nie jestem w stanie rozpoznać tych stanów, to nie jestem w stanie zaopiekować się swoją potrzebą, czyli nie napiję się wody, a to spowoduje cały szereg konsekwencji.
Jeśli ja nie jestem w stanie je rozpoznać, nie wiem, co one mówią o moich potrzebach rzeczywistych, to oczywiste jest to, że te moje potrzeby są frustrowane.
Ty to nazywasz, nie wiem, czy to jest jakoś fachowy termin, czy to jest twoje autorskie?
Myśląc o tych emocjach, gdybyśmy spróbowali tak od początku ułożyć historię, kiedy te emocje w nas się pojawiają, no wtedy, kiedy się rodzimy.
Jak sobie wyobrazimy takiego małego człowieka, to on nie ma żadnych innych zasobów, nie ma zasobów intelektualnych z całą pewnością, nie ma możliwości mówienia, nazywania, rysowania, śpiewania, nie ma żadnych zasobów oprócz tych zasobów emocjonalnych.
Jak spróbujemy sobie wyobrazić takiego małego człowieka w towarzystwie opiekuńczych, troskliwych rodziców, no to taki rodzic ma główne zadanie być w relacji z tym dzieckiem i w oparciu o to, co to dziecko przeżywa, zaopiekować się nimi i zadbać o jego potrzeby.
Teraz, jeśli z jakiegoś powodu, a tych powodów może być naprawdę cały szereg,
I na to nakładamy cały szereg różnych zasobów, bo już rozwijamy się intelektualnie, zaczynamy mówić i tak dalej, a ten deficyt emocjonalny ciągle w nas jest.
Odczuwamy wszystkie emocje, które odczuwa każdy człowiek, tylko ponieważ bardzo szybko z jednej emocji przechodzi na drugą w sytuacji takiej frustracji, to my naprawdę nie jesteśmy w stanie rozpoznać, co się dzieje.
Nie chcemy tego szumu, prawda?
Jednym z najczęstszych od lat stosowanych są środki psychoaktywne.
Już Witkacy pisał o... Jest taka moja ulubiona książka o narkotykach.
Myślę, że to jest jedna z najlepszych książek, nawet współczesnych.
W sensie sposobu opisywania tych środków, tego, co one robią, potrzeby sięgnięcia po nie.
Co jest szalenie istotne, nam nawet nie przychodzi do głowy, że to może być użyteczne.
Tymczasem okazuje się, że odcięcie tego jest jednoznaczne z odcięciem się od naszych potrzeb.
Absolutnie, jest jednym z pierwszych.
No właśnie, z ważniejszych.
Robiących najwięcej szkód.
Oczywiście możemy mówić o lepszych sposobach i ktoś, kto nas słucha, może sobie pomyśleć, no łatwo się mówi.
To trochę tak, jakbyśmy się przeprowadzili do innego kraju i musielibyśmy się nauczyć nowego języka.
Na początku, jak ja przyjechałem do Polski, to miałem poczucie, że polski to jest absolutnie szum i zlepek różnych, bardzo dziwnych dźwięków.
W rzeczy samej psychoterapia... W rzeczy samej, słyszycie państwo, jak on mówi.
Psychoterapia opiera się właśnie na tych mechanizmach edukacyjnych.
To znaczy, gdyby nie to, że nasz mózg jest plastyczny i może się uczyć, trudno byłoby za pomocą psychoterapii wprowadzić zmiany bardziej adaptacyjne, bo wiemy, że żyjemy w sposób...
niekoniecznie dla nas samych korzystny i w wyniku psychoterapii liczymy na to, że może nastąpić jakaś zmiana.
Ja na przykład się nie uczę chińskiego, bo nie planuję mieszkać w Chinach.
No właśnie, przeszliśmy do tego mechanizmu muszę.
Emocje te odczuwane w nas są pewną interpretacją tego, co do nas dochodzi.
złość, to potrzebujemy konkretnej mieszanki chemii w mózgu.
Zatem ten mechanizm jest związany, dlatego określenie mechanizm, bo można powiedzieć w muszę lub nie muszę, tak jak powiedzieliśmy, że to jest to samo, to to jest jakby cały szereg sensownie współdziałających czynników w naszym organizmie, które powodują, że mam takie poczucie, że muszę.
Co to ma wspólnego z mechanizmem i z chemią?
No a lęk wywołuje konkretną chemię w mózgu, czyli pojawia się adrenalina, dopamina, mieszanka hormonów stresu związanych bezpośrednio z odczuwaniem lęku.
Więc ta książka jest o tym, żeby zamiast podejmować następne aktywności, żeby było lepiej, szybciej i bardziej, to żeby zatrzymać się i nauczyć się władać językiem emocjonalnym, łącznie z rozumieniem tego, jakie jest podłoże neurobiologiczne konkretnych emocji.
Ten mechanizm.
To trochę tak, jakbyśmy pomyśleli o tym, czy napęd w samochodzie jest dobry czy zły.
Oczywiście, że jest dobry, ale jeśli ten napęd uruchamia się bez kontroli, jeśli nie można go zatrzymać, to może się okazać absolutnie groźny.
Albo jeszcze chyba jest inna analogia, to znaczy wyjący alarm, zepsuty, zderegulowany, prawda?
To o to chodzi.
I dokładnie rzecz się ma z tym światem emocjonalnym, kiedy ja słyszę nieustanny alarm, na przykład o to, że jestem niewystarczająco dobry, że muszę bardziej się postarać, że na pewno mnie zwolnią, albo że na pewno zachoruję.
Te alarmy mogą dotyczyć bardzo różnych elementów naszego życia.
Ale tuż za alarmem idzie pobudzenie charakterystyczne, które w wypadku na przykład zaburzeń lękowych doprowadzają do tego, że się eksploatujemy nadmiernie.
No tak, ale chodzi o to, żeby ten alarm potrafił się wyłączyć, a on się nie potrafi wyłączyć w wyniku tego szumu, który ciągle nas atakuje, tak?
Oraz chodzi o to, żebyśmy byli w stanie rozpoznać, kiedy ten alarm wyje właściwie, a kiedy po prostu kot przeszedł i uruchomił ten alarm.
A propos kota, trochę powiedziałeś, ale to chyba za mało jeszcze.
To nie tylko to, że mamy taki mechanizm biologiczny, który jest po prostu super, no tylko, że jest zderegulowany, ale ten kot...
To znaczy, my żyjemy w takiej kulturze, która wpycha nas w to, w kółko, prawda?
To jest taka kultura jakiegoś chorego alarmu.
To, co ty mówisz, jest związane z taką kulturą, w której żyjemy, że musimy oprócz realnego zagrożenia przewidzieć jeszcze szereg różnych rzeczy.
że nie chodzi o to, żebyśmy nie byli zagrożeni, albo żebyśmy się rozwinęli, żebyśmy zadbali o swój dobrostan, ale chodzi o to, żebyśmy byli najlepsi, żebyśmy nie doprowadzili do tego, że w jakimś aspekcie nasze życie będzie gorsze niż życie sąsiada.
I to ma bardzo poważne konsekwencje, bo myśląc o konkretnym przykładzie, możemy sobie wyobrazić rodziców, którzy mają takie przekonanie, że ich dzieci muszą kończyć bardzo jakieś przyzwoite szkoły.
Rodzice przychodzą na terapię pary i mają konflikt wynikający z tego, że jeden z rodziców chce, żeby dziecko poszło do szkoły prywatnej jakieś, a drugi z rodziców uważa, że wystarczy szkoła publiczna.
No i okazuje się, że w tej przyzwoitej mały człowiek będzie musiał blisko 12 godzin dziennie poświęcać na naukę, na bycie w różnych tam zajęciach pozalekcyjnych, lekcyjnych i tak dalej.
One nie mogą inaczej mówić, jeżeli od początku swoich dni muszą zrezygnować z własnych potrzeb, z własnych emocji, bo jest wyższy cel, mianowicie przyszłe zagrożenie, którego jeszcze nie ma.
Wyłączmy mu możliwość doświadczania przyjemnych emocji, bawienia się z rówieśnikami, eksplorowana świata i tak dalej.
Wrzućmy go do jakiegoś takiego mechanizmu, w którym zrobimy z niego menadżera.
No i w ten sposób przekazujemy z pokolenia na pokolenie pobudzenie lękowe, które z jednej strony ma chronić nas przed zagrożeniem, którego w zasadzie nie ma, a z drugiej strony ostatecznie powoduje tylko to, że my nieustannie pędzimy za czymś, nie mamy pojęcia za czym i dlaczego.
No właśnie to jest chyba kluczowe, że nie mamy pojęcia.
Ciekawe tylko, czy Chopin by się zgodził na udział w takim konkursie Chopinowskim.
Znam kilku wybitnych pianistów jazzowych, którzy wypełniają największe sale światowe i w ogóle nie są zainteresowane te osoby udziałem w konkursie Chopinowskim.
Ale też musieli ćwiczyć, żeby się znaleźć w tych salach.
Natomiast chodzi o koszty, które ponosimy.
Jeżeli ja regularnie ćwiczę, bo mam cel, chciałbym zrealizować ten cel.
Dokładnie tak, ale nie nastąpiło zniekształcenie rzeczywistości polegające na tym, że świat polega wyłącznie na tym, że ja wygram konkurs Chopinowski, jeśli nie teraz, to za pięć lat i tak będę całe swoje życie poświęcał temu, żeby wygrać konkurs Chopinowski.
Czyli nie może tak być, że ja przegram konkurs Chopinowski, a jednocześnie będę miał świetną karierę muzyczną.
I co to znaczy przegrać konkurs Chopinowski?
Mówimy o konkursie Chopinowskim, ale to przecież może dotyczyć naprawdę wszystkich aspektów.
Wszystkich aspektów.
I to chyba bardzo ważne, że odgrywamy jakąś rolę.
Rozumiem, że zawsze jakąś odgrywamy, ale chodzi o świadomość jednak.
No i może się okazać, że dojdzie do jakichś dramatów tylko dlatego, że ta rola tak przyległa do nas, że ona jest tak intensywnie wdrukowana w nas, że my nie jesteśmy w stanie być poza rolą.
To trochę tak, jakbyśmy się zmagali w pewnym sensie z psychozą, że my w ogóle nie rozumiemy, że to, co w nas się dzieje w danym momencie, nie jest realne.
I oczywiście to nie jest kliniczna psychoza, bo przy takim intensywnym lęku my sobie zdajemy sprawę, że to, że ja nie mogę przestać być w roli, bo jak przestanę być w roli, to mnie nie będzie.
A taką prawdziwą psychozą różnica jest taka, że osoba w psychozie nie jest w stanie rozróżnić tych dwóch stanów.
Psychiczny oprawca.
Człowiek musi chyba być pod ścianą.
Chyba inaczej to się nie da zatrzymać.
Potrzebujemy jakiegoś zewnętrznego... Dziecko krzyknie, to jest ważne chyba, nie?
i że tak bardzo jest przerażony tym, że nie może przestać być tym królem, bo jak przestanie, to go nie będzie, przez to właśnie nie jest w stanie w ogóle, nie liczy kosztów, nie ma żadnych granic, których by nie przekroczył, żeby po prostu nie zniknąć.
I wtedy rzeczywiście mamy do czynienia z dramatycznym stanem emocjonalnym, który objawiać się może depresją, zaburzeniami lękowymi, poważnym kryzysem związanym ze zdrowiem psychicznym.
Psychicznym lub fizycznym, bo bardzo często objawy somatyczne, które interpretujemy jako w ogóle niezwiązane ze światem emocjonalnym, powodują, że ostatecznie trafiamy do gabinetów terapeutycznych, bo lekarze mówią, że jest pan zdrowy.
Psychosomatyka.
Psychosomatyka, dokładnie tak.
Zatem próbując precyzyjniej odpowiedzieć na pytanie, zatrzymanie się nastąpi albo przy porządnym zderzeniu się z rzeczywistością, która bardzo boli, albo przy ograniczeniach, które pojawią się z ciała.
Właśnie na jedno wychodzi, prawda?
To teraz chyba podcinasz gałąź, na której siedzisz, bo chodzi o psychoedukację.
Po co jest psychoedukacja wobec tego?
No właśnie, po to, żeby nie oszukiwać się, że psychoedukacja może być zamiennie stosowana z refleksyjnością.
Problem polega na tym, że jeśli damy się wciągnąć w taki wir myślenia, że psychoedukacja jako element rozwoju osobistego jest wszystkim, czego my potrzebujemy, to w gruncie rzeczy my dolewamy oliwy do ognia.
Jeśli sięgniemy po jakieś psychoedukacyjne aktywności, działania, książki, może się okazać, że wymówimy sobie, że już jest okej, ja już wiem, co trzeba zrobić.
Pędzimy, jesteśmy pobudzeni z różnych powodów i fizjologicznych, i psychologicznych, one się zazębiają,
Dochodzimy do ściany, myślimy sobie, jest źle, jestem zmęczony, potrzebuję czegoś.
No i sięgam po psychoedukację, która może powiedzieć, a, już wiem, co powinieneś robić.
Czyli rób listę, wstawaj o piątej rano, ćwicz i tak dalej, oddychaj.
Natomiast zasadniczy problem nie polega na tym, że my nie umiemy oddychać, nie umiemy się budzić rano albo nie umiemy być opresyjni względem siebie samych.
Więc ideą psychoedukacji, którą chciałbym uprawiać, nie powinno być robienie następnych elementów, tylko zatrzymanie się i najpierw przyzwoite sprawdzenie, gdzie ja jestem.
Bez tego to trochę tak, jakbyśmy byli w podróży i nie mieli czasu na to, żeby zerknąć na mapę, bo uznalibyśmy, że to szkoda czasu.
I do tego potrzebujemy narzędzi różnych.
Ja bardzo lubię... Tutaj jest psychoedukacja w tym sensie, o którym rozmawiamy.
Można chodzić przez całe lata na korepetycje z jakiegoś języka, ale można też w dalszym ciągu nie władać tym językiem.
Różnica między tym, który mówi jakimś obcym językiem, a tym, który nie mówi, to jest to, że jedni uczą się języka, a inni chodzą na zajęcia albo popierają już na aplikacje i po prostu uzupełniają wiedzę.
Tylko to zależy, bo jeśli ja korzystam z psychoterapii, z psychoedukacji, z książek, z podcastów itd., z filmów, sztuki, naprawdę tu możemy rozszerzyć ten wachlarz.
Ja z pełną świadomością mówię, że jeżeli ktoś chodzi na psychoterapię, która zasadniczo zdejmuje obciążenie na bieżąco wynikające z tego pędu, z tego opresyjnego sposobu funkcjonowania, ale nie zatrzymuje, no bo na przykład jakby się wspólnie z psychoterapeutą zatrzymali, to pacjentowi byłoby przykro.
to to może być szkodliwe działanie, bo istotą edukacji psychologicznej, takiej psychoterapeutycznej, istotą psychoterapii jest jednak zatrzymanie się, żeby sprawdzić, gdzie jesteśmy.
Nic z tych rzeczy.
To znaczy, trzeba potraktować tego typu okazję do psychoedukacji, postawić sobie za cel nie, że ja wysłucham tej rozmowy, czy przeczytam tę książkę i coś zrobię,
Tylko właśnie odwrotnie, że ja już nic więcej nie chcę robić.
Chciałbym zrozumieć.
Ja chciałbym sprawdzić, jak to się u mnie ma.
Myślę, że to jakoś zabrzmi górnolotnie, ale gdybyśmy podeszli do psychoedukacji i do psychoterapii w ogóle, jako do zjawiska, do którego podchodzimy z głową otwartą na rzeczy, których ja nie wiem.
Nie, że wiem, bo my ogromnie często sięgamy po psychoedukację po to, żeby potwierdzić, że wiem.
Nie da się uniknąć sytuacji, w których jest nam źle.
Chodzi o to, żeby mieć gotowość do tego, żeby wyciągnąć z każdej sytuacji, w której mamy jakiś kryzys emocjonalny, relacyjny, żeby się zastanowić, co się dokładnie wydarzyło.
A nie był kimś, kto dobiera następnych narzędzi, żeby chronić się przed życiem, to znaczy, żeby nie popełnić żadnych błędów.
I nie wiem, czy to wystarczająco czytelna odpowiedź, że nie chodzi o narzędzia, żeby nie popełnić błędów.
Przed nagraniem rozmawialiśmy trochę o sztuce, o artoterapii nawet w takim znaczeniu bardzo obszernym.
I gdyby się tak zastanowić i zrobić listę najwybitniejszych dziejów sztuki, to one wszystkie poruszają.
No właśnie to, że smutek jest elementem życia jest związane z tym, że ten smutek mówi o pewnych faktach z naszego życia, o tym, że pewne rzeczy wyczerpują się, o tym, że pewnych ludzi tracimy, o tym, że mamy pewne ograniczenia.
Takie zjawisko, które pomaga nam lepiej zrozumieć swoje stany mentalne i stany mentalne innych ludzi.
Czyli mogę sobie wyobrazić, patrząc na to, co teraz robisz, potakujesz, że się zgadzasz i mogę sobie pomyśleć, chyba jesteś pozytywnie nastawiony do mnie, ale ja nie wiem.
To znaczy, mamy taką zdolność do tego, żeby rozpoznawać swoje stany wewnętrzne oraz stany wewnętrzne innych ludzi.
Z tymi innymi ludźmi jest trochę trudniej, bo znowu, jeśli będziemy mieli takie przekonanie, że ja nie wiem, więc jak nie wiem, to się upewnię, na przykład mogę zapytać, to jesteśmy w domu.
Ale kiedy w wstępnym etapie życia dochodzi do tego zjawiska, które na początku opisałem, czyli do tego załamania się systemu mentalizacji, czyli że nie ma nikogo, kto by odzwierciedlał nam nasz świat wewnętrzny, to wtedy my nie rozpoznajemy ani własnego świata wewnętrznego, ani tym bardziej tych innych rozmówców.
Opowieść o złodzieju siekiel jest słynna chińska.
Popatrzył przez okno i powiedzmy pan Chen jest za płotem.
Ten pan Chen, tak wygląda?
No już tam się chciał z nim zmierzyć, ale nie miał siekiery, żeby go uderzyć, ale patrzy, o, stoi.
Słowem, po pierwsze gotowość do tego, żeby chcieć zatrzymać się i zastanowić się, co się w mojej głowie dzieje, bo to wcale nie jest oczywiste, bo można tak jak pan Lee, to przecież możemy przenieść na szerszy obszar.
Jeśli ja nie mam takiej zgody w sobie, żeby powiedzieć, że ja chciałbym się zajmować tym, co się w mojej głowie dzieje,
Ale zamiast tego, z dużą rozkoszą zajmuję się tym, co się dzieje u innych, to to już jest jeden z elementów załamującej się mentalizacji, który powoduje właśnie, że ogromnie często stajemy się w rodze do tych innych, do tego pana Lee, ale to też działa na naszą niekorzyść w inny sposób.
A gdybym miał zgodę taką wewnętrzną, myślę, że to jest kwestia najpierw jakiejś decyzji, że ja chciałbym zajmować się tym, co się we mnie dzieje.
To jest początek rzecz jasna, bo od chciałbym jeszcze się nie nauczę języka, ale to jest początek do tego, żeby za każdym razem, kiedy czegoś nie rozumiem, nie inwestować w to, że pan li, tylko, że może coś we mnie.
Bo jak mnie postrzegają, jak mnie odbierają, jak moja osoba wpływa na innych, jak ja jestem w relacjach i tak dalej, ale też może być ja.
Można wzmacniać ten proces, można zadbać o to, żeby on przebiegał bez zagłodzeń, bo chyba raczej bardziej przytomne byłoby określenie oduczyć niż nauczyć.
Te procesy mentalizacyjne działyby się całkiem okej, gdyby nie to, że nauczyliśmy się pewnych schematów, które są przeszkodą.
Ale tak, ale wiesz co, kiedyś w dawnych czasach prowadziłem taką audycję, pojawiły się takie informacje, że cudzoziemcy nie mogą kupić biletu w kasach kolejowych, ponieważ nie mogą się dogadać.
sondowanych, pytanych.
Ale cudzoziemców, czy też sprzedających?
Nie, nie, nie, tych Polaków.
Ja pracuję dość dużo z organizacjami różnymi i są to różni ludzie z różnych stron świata.
No i tak samo żyjemy, jeśli chodzi o język emocjonalny.
Tak samo w domu możemy mieć żonę, która mówi emocjonalnie do dzieci, która powoduje, że jestem w relacjach, która powoduje, że funkcjonuję lepiej, niż funkcjonowałbym bez niej, albo męża, albo kogoś innego.
Chciałbym powiedzieć, że może u niego to działa, ale też nie do końca.
Więc muszę znaleźć kogoś, kto zgodzi się na to, żeby w sposób niekoniecznie zrównoważony dźwignąć część moich odpowiedzialności życiowych.
Ale wiesz, ta rozmowa jest bardzo optymistyczna, mimo tych trudności.
W podtekście jest chyba to, że myśmy jednak trochę zmądrzeli i szukamy czegoś innego.
Po dwóch latach od tego telefonu napisałem jej maila, że w zasadzie moglibyśmy rozważyć napisanie takiej książki.
Ale jedną z takich istotnych punktów, które się w mojej głowie pojawiły, żeby tę książkę napisać, przekonujących mnie, to było to, że jeśli napiszę ją po polsku, to potem może przełożę na ormiański i tam należałoby wydać, bo jest to wciąż kraj, w którym tak jak w Polsce powiedzmy 30 lat temu, psychoedukacja i w ogóle obszar psychę praktycznie nie istnieje.
Jesteśmy dalece bardziej rozwinięci niż 30 lat temu, jeśli chodzi o język emocjonalny, dlatego że się mniej wstydzimy.
Mamy więcej chociażby takich podcastów, książek itd., które zachęcają nas do tego, że obszar życia emocjonalnego jest tak ważny, jak obszar życia nieemocjonalnego, jeśli w ogóle taki istnieje, ale na potrzeby tej rozmowy moglibyśmy to rozdzielić.
I tak sobie myślę, że są wciąż kraje, chociażby taka Armenia, gdzie jest to dobro luksusowe.
otwartą raną, coś, co natychmiast nie zabije, zasłużyło na uwagę, uznanie i profilaktykę.
Duma jest czymś takim bardzo ważnym, bo to jest związane z uznaniem tego, kim ja jestem, że mam godność, że coś zrobiłem, że coś chcę.
I też w twojej książce pojawia się ta myśl o tym, że kontakt ze sztuką, głównie mówisz o filmach, jest czymś w rodzaju takiego symulatora lotu.
Myślę, że nawet to nie było przejęzyczenie w sensie treningu emocji, bo rzecz jasna one się pojawiają, ale to, że my przez lata tłumiliśmy te emocje i odczuwamy głównie te monoemocje, czyli taki zlepek tych wszystkich emocji,
może się okazać fantastyczną drogą do tego, żeby umieć rozwikłać te monoemocje na takie kawałeczki czystych, przejrzystych emocji, a potem zastanowienie się, jaka moja potrzeba się kryje za tą emocją.
To się wiąże z ciężką pracą i tak dalej, ale to jest niezwykłe, że poznaję niezwykłych ludzi.
Your imagination has too much to say When the chill of the night meets the sweat of the day And you have trouble understanding what other people have to say You'd better hang on to your emotions Hang on to your emotions
Could it be you've never felt like that That your mind's a cage inside the cage A cat that spits and scratches all it can get at And that's you and your emotions Could it be you've never felt like that Your mind's a cage inside the cage A rat rapidly trying to get at You and your emotions You and your emotions
When your imagination has too much to say When that facile voice inside your head says give your life away You might think to ask how it got that way What books it has read that make it
Ostatnie odcinki
-
#282 – Praca (rozmowa z dr Zofią Smełka-Leszczy...
31.01.2026 08:51
-
#281 – Gracja (rozmowa z Sabiną Sadecką)
24.01.2026 08:00
-
#280 – Zmiana
17.01.2026 08:00
-
#279 – Dobrostan w pracy (rozmowa z Agnieszką Z...
10.01.2026 08:00
-
#278 – Dotyk, cz.2 (rozmowa z Agnieszką Kawulą)
03.01.2026 08:00
-
#277 – Muminki (rozmowa z profesor Hanną Dymel-...
20.12.2025 08:00
-
#276 Najważniejsze (rozmowa z Katarzyną Moszczy...
13.12.2025 08:00
-
#275 – Koleżankowanie się (rozmowa z Anną Błasz...
06.12.2025 08:00
-
#274 – Terapia narracyjna (rozmowa z Joanną Flis)
29.11.2025 08:00
-
#273 – Alchemia (rozmowa z dr Wojciechem Sołtysem)
22.11.2025 08:00