Mentionsy

KinoTalk
20.01.2026 09:21

Father Mother Sister Brother i 28 lat później - Część 2: Świątynia kości

(00:00) Sprawy różne, w tym Europejskie Nagrody Filmowe

(17:33) Inne sprawy różne

(24:14) Father Mother Sister Brother, reż. Jim Jarmush

(37:31) 28 lat później - Część 2: Świątynia kości , reż. Nia DaCosta

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 19 wyników dla "Jim Jarmusz"

Tak, no i w tym tygodniu jedną z nich wybrali, nie no, dwie mamy nawet duże, bym powiedział, bo nie dość, że Father, Mother, Sister, Brother, czyli nowy film Jima Jarmusza.

Wiemy komu, bo dystrybutor jest pozdrowiony przez samego Jima Jarmusza na początku tego seansu, a zresztą nie wiem, czy przed twoim seansem Jim Jarmusz występował i mówił, że cześć Polska, cieszę się, że jesteście na moim filmie, w moich filmach najważniejsze, a to u mnie było.

Jeżeli coś jest wyjątkowo bliskie temu, co ludzie stworzyli właśnie snem, to są to, zdaniem Jima Jarmusza, filmy.

Mówi Jim Jarmusch przed tym, kiedy zaczyna się seans Father, Mother, Sister, Brother.

I zaczyna się film, który jak faktycznie ustaliliśmy, dawno od Jarmusza na ekranach kin nie gościł, ani w ogóle nigdzie indziej, bo po prostu nic nie robił.

Ale czytałem dzisiaj wywiad w Gazecie Wyborczej z Jimem Jarmuszem i tam jest dosyć taka zabawna wypowiedź Jarmusza, który mówi, że pierwszy lepszy chłystek przed trzydziestką robi aktualnie więcej filmów niż ja przez całą swoją karierę.

Jak ci nazwisko wystygnie, to później przez, no właśnie, jak Jim Jarmusch, 15 lat nic nie zrobisz, a być może nie narobiłeś jeszcze tyle pieniędzy, że możesz sobie pozwolić na to, żeby 15 lat nic...

Jim Jarmusch, reżyser, mam wrażenie, pokoleniowy, który na swoim koncie ma chyba najsłynniejszą kawę i papierosy.

wieloletnim, starym przyjacielem Jima Jarmusza.

I ja się boję, że to jest trochę perspektywa Jarmusza, że wy dzieci teraz cool,

Jednocześnie czasami bywa cool, bo jednak zostaje w nim ten gen Jarmusza, człowieka, reżysera wybitnie kawiarnianego, z którym dobrze pójść na kawę, pogadać i zamieszać w filiżance.

Jimich.

Jimich.

Oni wszyscy mówią na siebie Jimmy, wszyscy wyglądają tak samo, mają takie długie blond włosy i wydaje mi się, że jakieś próby dobrosłych operacji plastycznych, żeby upodobnić się do tego przywódcy, czyli też Jimmy'ego.

I Jimmy uważa, że jest synem szatana.

I włamują się do nich ta ekipa Jimmy'ch i oni robią tam rzeczy złe, czyli torturują tych ludzi.

W sensie wzbudziła we mnie tak olbrzymie pokłady agresji i chęć wymierzenia sprawiedliwości na miejscu, najlepiej jeszcze większą dawką agresji wymierzoną w tych bohaterów, czyli właśnie wspomnianych Jimmich, że nie pamiętam, kiedy doświadczyłem w kinie tak silnej emocji, niewiarygodnego wręcz w nerwu i chęci rozerwania kogoś na strzępy, bo to jak bardzo skutecznie reprezentuje Nia Da Costa

Głupie, bezcelowe zło prezentowane przez tych Jimmich jest niewiarygodne.

Ci Jimmy, którzy tam są po drugiej stronie tego wszystkiego, oni trochę gdzieś tam reprezentują takie typowe apokaliptyczne środowisko kultu.