Mentionsy
Wielki Marty i Głos Hind Rajab
Ping-pong jest znowu cool. Kto nie miał pomarańczowej piłeczki, ten gapa. Kto nie grał na granitowym stole ten gapa, kto nie umie w podkręcone... sami rozumicie.
"Głos Hind Rajab" jest emocjonalnym walcem. Mimo filmowych niedociągnięć najważniejszy głos wybrzmiewa.
Szukaj w treści odcinka
Super, że jesteś, Miłka, w ogóle.
Ja bym chciała, żebyście tutaj rzucili jakieś komplementy na temat I Love LA.
Ale co mówiliście?
Wiele rzeczy to mogło być.
No wszystko świetnie z tym serialem.
To jest zawsze miłe i ważne przy okazji takich produkcji, żeby... Ale z dubbingiem oglądałeś?
Ale dziękuję.
Nagle poczułam jakieś FOMO, że może I Love LA z dubbingiem to jest, wiecie, coś sexy, cool.
Nie, ale wyobraźcie sobie, że jak nie ma dubbingu, to seriale i tak się tłumaczy.
Lektor.
To był lektor.
Ale już dużo czasu minęło i widziałam, jak to, pamiętacie, ze zestawieniem, lepsze seriale.
I w ogóle jest super.
No, ale może dla sportowców, jeżeli chodzi o hokeja, to może dopiero w 2026.
Ale zrobiłam sobie taki, słuchajcie, takie porównanie i to mnie tak przejęło, że napisałam tekst po raz pierwszy od bardzo dawna, czyli zobaczyłam Miłość na Lodzie Netflixa, która się okazuje też kanadyjską opowieścią o trójkącie emocjonalnym rozgrywającym się na lodzie, tylko oczywiście hetero, więc jest jedna łyżwiarka figurowa i dwóch chłopaków, jeden jest bad boyem, a drugi jest miłym, miłym przyjacielem slash uroczym chłopcem, tak, nice guyem.
Robienie miłości na hokeju to nie jest wcale taka prosta sprawa.
Tyle.
Jako jeden z nielicznych na świecie ma te wszystkie najważniejsze nagrody, czyli Oscar, Tony, Grammy, Emmy, a dostał swoje Grammy za najlepszy film, czyli historię Johna Williamsa, człowieka, który był najwięcej razy nominowany w kategorii muzyki.
Filmowy i w ogóle był chyba człowiekiem, który był najwięcej razy nominowany, bo przypominam, że to jest w sumie nie mogę przypomnieć, bo nie pamiętam ile to jest dokładnie, ale 60 kilka nominacji John Williams ma na swoim koncie, więc duża rzecz, bo Steven Spielberg wiadomo olbrzymia postać filmowa, no i John Williams siłą rzeczy też, chociaż znacznie bardziej muzyczna.
Z wątków filmowych tyle, chociaż nie wiem jaki wątek filmowy ma Olivia Dean.
Ja się zaskoczyłem i zasmuciłem tym, że w ogóle pojawił się ten drugi sezon, bo nie wydawało mi się, żebym potrzebował tej historii Pajna jeszcze raz, bo... Bo też jej nie ma oryginalnie literacko.
No właśnie, ale to był duży sukces, bo bardzo dobrze ten serial został przyjęty.
Tom Hiddleston w roli głównej, który świetnie sobie radził jako właśnie taki szpieg MI6, ale jednak troszeczkę taki nietypowy szpieg, czyli z tego wydania Johna Le Carre.
No i wiem, że jak John Le Carre, to szpiegostwo jest takie mało bondowskie, a bardziej
Brudne, ale też takie brudne od tłuszu, atramentu, bo dużo dokumentów trzeba przerzucić i akt sprawy bardziej niż takie szpiegowskie roboty.
Jedynka trochę taka była, ale jednak wyjazdowa, bo dużo czasu spędziliśmy w Kalinrze, w Egipcie i tam było dużo śledztwa i takich przerzucania się, sprytnych akcji.
I w dwójce niby też to jest, bo jesteśmy w Kolumbii i sprawa też jest międzynarodowa, szpiegowska, jest zaangażowane MI6 i silne grupy przestępcze, które zainteresowane są, no właśnie, wieloma rzeczami, ale przede wszystkim chyba pieniędzmi.
I to, co zawsze dobrze sprawdza się u Johna Le Carre i dobrze sprawdza się w takich produkcjach szpiegowskich, to to, że ta historia jest skomplikowana.
I jeszcze ładna kobieta w tle.
Ale jednocześnie trzeba ten serial oglądać świadomie i aktywnie, żeby nie pogubić się w mnogości wątków.
I w ogóle to jest dobry czas dla seriali szpiegowskich i takich trochę z mrugnięciem okiem szpiegowskich, bo jest cała seria Kulawych Koni przecież świetna, ale mieliśmy i Black Doves, mieliśmy takie gangstersko-szpiegowskie powiedzmy
To dalej mamy, bo pierwsza część Szpiegów jest ta amerykańska z Fassbenderem.
Ale z miłością w tle.
Nie jestem pewny, czy w tej części Nocnego Recepcjonisty w ogóle jest ta miłość.
Tam jest może element różnych płci, ale niekoniecznie zakochanych w sobie.
Nie, no okej, tam dalej czuć ducha lekaria.
To jedno, co mówisz, czyli szacunek do widza, że traktuje nas poważnie i zostawia nam pewne rzeczy do rozwiązywania w głowie i śledzenia uważnie treści, ale drugie, jaki on jest wspaniale powolny.
No i teraz ostatnio dosyć głośno się o tym zrobiło, że tak, Netflix tak robi seriale, że my jesteśmy na telefonie, a serial leci w tle i chcemy jednym uchem śledzić historię.
Utknęłam w XX wieku na kolejny tydzień i mam absolutny hyperfocus na II wojnę światową, więc jakby kogoś interesowało, to skończyłam już serial najważniejsze wydarzenia II wojny światowej w kolorze, chociaż jeszcze nie skończyłam, bo zostało mi pół odcinka o Hiroshimie.
Zaliczyłam Głos Hind Rajab i Wyzwolenie Buchwaldu.
Właśnie chodzi o to, że nie, bo ja chyba po prostu miałam bardzo duże braki, jeśli chodzi o II wojnę światową, bo my się w gimnazjum nie wyrobiliśmy z tym, co nastąpiło po dwudziestoleciu międzywojennym.
Ale jest to po prostu fascynujące, bardzo ciekawe i fajne jest to, że tam w tym serialu, który oglądam są zrestaurowane rzeczywiście wydarzenia, pokolorowane, dodane klatki i trochę rzeczywiście to też potrafi mnie przewlec.
Powiedziałabym, że dobrze się bawię, ale chyba nie wypada.
Ale uczysz się, to jest też jakaś wartość.
Chociaż tyle dobrego.
Ja wczoraj miałem... Nie, mówię, że chociaż... Jeżeli będziesz potrzebowała pomocy, to powiedz pomocy, a że czasem o pomocy opowie... Ale to jest w ogóle fakt, który ma czas, to masz jakieś takie... To już jest któryś raz, jak tak chwalisz i gloryfikujesz naukę.
Dla mnie jest to najlepsze już ze wszystkich uczniów.
Ale z obu filmów, na których byłem tak średnio w sumie wyszedłem jakoś zadowolony i z jednego z nich nie wyniosłem prawie nic.
Plus minus po trailerze można się domyślić o co chodzi.
No ale syn przychodzi i mówi, nie no, jakby przestań, przecież awansuję mojego kolegę, z którym gram golfa.
A to jest bliźniak z Twinless.
To jest bliźniak z Twinless i teraz nie pamiętam.
Tutaj odwracają się role, bo okazuje się, że Linda oglądała bardzo dużo serialów czy programów survivalowych i ona wie jak sobie poradzić, a Nepo Baby nie do końca wie jak to zrobić.
Mam takie wrażenie, że po prostu ktoś zrealizował film, który jest zwykłym, najzwyklejszym przeciętniakiem i w pięciu momentach, w pięciu scenach sam Raimi właśnie się obudził na planie i powiedział, a, o, to nakręcimy w ten sposób i to są te dobre sceny i to masz takie, okej, coś jest zmienione w tej takiej konwencji.
Dobrego odbioru, ale no właśnie tam czułem, że tam jest dużo jakiegoś kampu i Samaremi go generalnie szanuje za to, że potrafił właśnie bawić się gatunkiem w taki sposób, że nagle coś się tutaj odwrócił, że nagle zrobił to, że czułem, że mimo tego, że te rzeczy są śmieszne czy takie właśnie kiczowate, no to jest to świadome, a tutaj no nie wiem po co oglądać tego typu
I o tyle mnie to interesowało, że za film odpowiadają Ben Affleck i Matt Damon, których można wspólnie zobaczyć na ekranie, a gdyby ktoś chciał zobaczyć
Najbardziej taką kumpelską, szczerą, czystą reakcję, radości na otrzymanie Oscara za Good Will Hunting, kiedy odbierają panowie razem Oscara za najlepszy scenariusz, co jest po prostu fenomenalną sceną samą w sobie.
To bardzo polecam.
No ale kolejny to kolejna próba.
Film jest moim zdaniem, lekko mówiąc, do bani.
No ale to są tak duże pieniądze, że pojawia się podejrzenie o to, że ktoś te pieniądze będzie chciał zdefraudować w jakiś sposób.
I mniej więcej tyle.
Tak to wyglądało na trailerze.
I jak wcześniejsze trzy sezony, to było Bogactwo, Bale i nie było tam za bardzo Mezaliansów.
To tym razem to też nie jest taka wprost służba, ale no jest to Mezalians.
Już wcześniej Netflix, a tak naprawdę Shonda Rhimes, mieli trochę problem co zrobić z Benedyktem i chociaż on w książce się pojawia w trzeciej książce, to tutaj się pojawia jako czwarty sezon, bo to trochę taka łachudra w książce była, a w serialu trochę taki bohater bez charakteru, więc go trochę przesunęli.
I ja tam z trzecim sezonem miałam trochę problemów, ten jest poprawniejszy i wydaje mi się, że wszyscy ci, którzy Bridgertonów lubią, za wiele rzeczy ich można lubić, od kostiumów, od kompozycji kwiatowych, od wszystkiego, co cieszy oko, no to to jest naprawdę porządna pierwsza połowa i myślę, że w drugiej trochę więcej będzie pikanterii, więc ci, którzy czekali na miłość w kostiumie, myślę, że się doczekali całkiem solidnej czwartej odsłony.
Nawet nie tyle o tym, o czym film opowiada, co o tym, jaką formę przybiera, bo to jest dokument fabularyzowany, tak chyba można by było o nim powiedzieć, czyli Głos Hind Rajab.
Let's go!
Tak, na salce podczas WF-u, bo u mnie na WF-ie to wyglądało tak, że mieliśmy salę gimnastyczną, ale było tak dużo klas, że trzeba było ją dzielić na pół i jeżeli się podzieliłem na pół,
No i oczywiście pan mówił, nie, no chłopaki, nie, no ale prosimy.
Nie no, ja rozumiem, że masz zerowy stosunek do ping-ponga, bo ja mam taki sam, ale czy grałaś kiedyś?
Ale ciężko powiedzieć, że te towarzyskie rozgrywki to były... Nie, nie, grałaś ping-ponga, zaliczam, absolutnie.
Ale to jest zupełnie normalna odpowiedź, myślę sobie.
Uważam, to wcale nie jest taki dostępny sport.
Albo w ogóle nie wiem, wyobraźni, żeby chcieć zagrać w ping-ponga.
Gdzie moja paletka?
Dowolny właściciel świetlicy mówił tam, a jak to mogę udoskonalić moją świetlicę, kupię stół do ping-ponga, wszyscy będą zadowoleni, wszyscy lubią ping-ponga.
No ewentualnie była ta rakietka już taka, że odlepił się ten... Ale łatwo zgubić piłeczkę.
Ewentualnie była z rakietki odlepiona ta guma, no i wtedy trochę trudniej się odbijało, ale to było wyzwanie.
Ale tam czuć chyba, że to jednak to napięcie, które było budowane, to był Josh i Roland, czyli ich scenarzysta wcześniejszy.
Takiego luźno powiązanego z Marty'im faktycznego pingpongisty, który jest tym pierwowzorem dla filmu, ale też hustlerem, taką po prostu klasyczną amerykańską opowieścią o ego.
Tak, który w ogóle do 67 roku zdobywał nagrody grając i miał dosyć imponującą biografię.
Tak, tak, ale wydaje mi się, że to jest jednak to podejście, które wynika też z Ego.
Czyli tej, jak powiedzielibyśmy, że jest Crowball Comedy, czyli ta samonapędzająca się kula kolejnego żartu, to tu jest Crowball Drama, czyli samonapędzająca się kula kolejnych złych decyzji i konsekwencji.
Też widać, że z inną szkołą filmową, bo rozwijał się Josh Safdie i to widać bardzo mocno od Good Time przez nieoszlifowane diamenty, które już były ewolucją tej wcześniejszej opowieści, ale tempo pozostaje to samo.
I to jest ciekawe jak tą ewolucję widać, ale też jak on się zamyka w tym stylu, w sensie on nie postanowił się rozwinąć o rozbudowywanie tych treści, po prostu trzyma się tego, że robi świetne kino o świetnym tempie, niekoniecznie może
Ale z planu Good Times też.
A, z planu Good Times też, ale zaczęło się od tego jeszcze wcześniejszego filmu, gdzie została siedemnastolatka zatrudniona do roli seksuorkerki, gdzie doszło do obnażenia się przed nią innego aktora i zaczynają wychodzić, nie wiem, ewidentnie jest tu jakiś problem i ktoś chce pogrążyć ten film.
No i podobno Timothée Chalamet ma jeszcze szanse na ten wyścig, ale już sam Marty powoli je traci.
To im w ogóle nie pomaga.
Tak, jest taka legenda, że żona Josha rzeczywiście miała hyperfocus na ping-pongu.
Ona w ogóle kupiła egzemplarz autobiografii Reismana, który był zatytułowany The Money Player i przyniosła go pewnego dnia po prostu do Josha i powiedziała, słuchaj, to jest historia i chciałabym, żebyś ty opowiedział tę historię.
Natomiast być może to mówi coś też o współczesnym świecie, gdzie bardzo łatwo trochę się zagnać w taki kozi róg tego, że mam wyjątkową zajawkę, ale jak się rozejrzę dookoła to wszyscy mają tą samą zajawkę.
Ale czy to jest zajawka na temat ping-ponga, czy to jest taka zajawka na Wilkes Wall Street?
Zgadzam się tylko, że to inny wydźwięk z tego filmu akurat, w przeciwieństwie do tych wszystkich McFunderów, Wilka z Wall Street i tak dalej.
Mnie się dosyć ciężko o nim rozmawia, w sensie może wcale nie rozmawia mi się ciężko, ale jakoś ciąży mi cała kampania marketingowa, która ten film otacza, która jest gigantyczna.
Więc w ogóle cały nakład tych takich strojów, tych takich sportowych, które teoretycznie... Taka bluza z dresu, kurtka z dresu, która ma napisane na sobie Marty Supreme rzeczywiście i te gwiazdki, które były na piłeczce ping-pongowej.
Zostały wyprzedane w ogóle na pniu, to ludzie czekali jak za nowym telefonem komuś.
Ale przecież też to, że występuje tam Tyler, the Creator, na pewno nie szkodzi filmowi.
No nie, ale a propos tego, co mówisz Miłka, no to wiesz, to Timothée Chalamet, ta rapowa piosenka, o której mówisz, to on nagrał ją celowo na potrzeby promowania tego filmu.
W spotkaniu tego zespołu marketingu, które najpierw było prawdziwe, później powiedział, że he he, ale to było fejkowe.
Był w każdym late night, middle night, wczesny night, porannym, popołudniowym, w każdym programie, w każdym medium społecznościowym.
No to, co on mówił o tym Phelpsie i Jordanie, że on chce być jak Phelps, jak Jordan, chce konkurować z najlepszymi, to jedno, ale najwyraźniej on ma na to siłę, miejsce w życiu i chce to zrobić, bo pracuje jak wół.
No, to jest jego rebranding też, tak mi się wydaje, no bo wcześniej go kojarzyliśmy jednak ze Smutnymi Chłopcami w różnych filmach i ewentualnie Dune'a była jakimś takim... Ale też był Smutnym Chłopcem.
No oni są power couple, oni są sobie niewzbędni w pewnym sensie.
I wszyscy też się obradzili na Kylie, którym się Timothée nie podobał, więc to jest jakby mezzalens po obu stronach.
No teraz są piękne deklaracje ze sceny, moja miłość i moja partnerka, ale to wygląda jak produkt.
Ale no właśnie.
Chociaż może się kochają, ale wiecie.
To już chyba nie jest wstęp, ja mam taki problem, że w wypadku tego filmu mam ten problem, dawno takiego nie miałem, że bardzo mi się zlewa, nawet przy okazji Barbie, który był filmem o produkcie, nie zlewał mi się tak bardzo ten świat realnego marketingu, kreowania konkretnej persony.
W wypadku tego filmu zaczyna mieć to w moim umyśle sens, że nie wiem gdzie się kończy Timothée Chalamet, gdzie zaczyna jego filmowa postać, gdzie zaczyna się ten film, a gdzie kończy
To, że Marty Supreme jest postacią, która jest tak zawzięta i tak niezwykle zdeterminowana, żeby osiągnąć sukces, bardzo przypomina to, co Timothée Chalamet w tym momencie robi.
Ale dla mnie to i tak jest szok, że sale wypełniają młodzi ludzie i że Timotejowi czy też Savdy czy A24 udaje się ten film tak wypompować i sprzedać, bo jakby jedną jest jego postać z popkultury, drugą jest ten film, które się tak do końca, dla mnie przynajmniej, nie kleją.
Nie wiem, chciałam podsłuchać tych młodych ludzi, czy im się kleją.
Ale mi nie wyszło.
Ale na pewno jest to barbieheimer.
To nie jest ta skala absolutnie, ale jest to duże wydarzenie.
Też można popatrzeć na ten wyścig oscarowy, jak wygląda to w liczbach, że one battle after another, jedna bitwa po drugiej, to jest niekoniecznie wielki sukces finansowy, a Marty Supreme robi po prostu ogromne liczby, jeżeli chodzi o zarabianie.
Historia faktycznie jest taka, że dostajemy człowieka, który pracuje w sklep z obuwiem, zdaje się.
Próbie faktycznie robienia tego, czego chce, czyli grać, być najlepszym pingpongistą na świecie.
I on być może ma potencjał do tego, żeby być najlepszym pingpongistą na świecie, ale ma wiele problemów.
Brakuje mu kasy, jest drobnym krętaczem, bardzo szybko się porusza, bardzo dużo błędów popełnia, te błędy mają bardzo wiele konsekwencji.
No, jest trochę taką postacią z Fargo, że podejmuje ciągle złe decyzje.
Odpływać, później wracać, a niektóre ledwo się zaczynać i od razu kończyć.
Tak w bardzo dużym telegraficznym skrócie bym powiedział o tym filmie.
No dla mnie to też jest taki film o uzależnieniu.
Oczywiście powiązanym też z ego, ale o uzależnieniu.
Rozumiem to podejście, ale on jest uzależniony od czego?
Od tego, że buduje swoją legendę, przynajmniej w swojej głowie.
No i nie udaje się do końca, więc mówi, no ale jeszcze zrobię.
No i patrząc na to, ile on razy próbuje i ile już poświęcił też na ten sukces i cały czas mu nie wychodzi, ale jednak już dużo poświęcił.
Jak w hazardzie, że już tyle straciłeś, że ciągle myślisz, że się odchujesz.
Produkcja przedstawiająca nam sposób, w jaki pochodzenie albo klasa społeczna determinują ci trochę całe życie, bo on tam ucieka się do wielu różnych sytuacji, do wielu różnych rozwiązań, decyzji, których być może osoba z większym kapitałem finansowym nie musiałaby w ogóle podejmować.
Ale ja mam też wrażenie, że Safdie szydzi sobie z tych klas społecznych.
No, oczywiście z niego u podstaw, ale tak naprawdę wyśmiewa wszystkich.
Śmieje się z tego żydostwa, śmieje się z Irlandczyków, śmieje się z czarnych, a najbardziej się śmieje z bogatych, uprzywilejowanych białych.
No bo on wszystko pokazuje w sposób przerysowany, ale nadal te zależności są takie same jak w prawdziwym życiu w tym filmie.
Akurat postać brutalisty jest z tej wyższej klasy, ale jest imigrantem, przez co spada powiedzmy niżej i znowu chce się wydrapać.
Tam mamy człowieka, który został złamany przez inny system, został wsadzony w inny system i w tym systemie musi odnaleźć się na nowo.
Tu mamy człowieka, który już został zniszczony systemem, ale jednocześnie jakby jego postawa życiowa jest nie zniszczona.
I trudno mu nie kibicować, niezależnie od tego co on robi na ekranie.
Natomiast mimo tego, a być może to jest jeszcze dodatkowe wsparcie dla tej jego postaci, że on komuś grozi bronią, że robi najróżniejszego rodzaju wałki i przekręty, ale nie da mu się nie kibicować.
Snack, kiedy tam wydzieramy się przez kolejne te struktury, czy to w American, czy w Catch Me If You Can, czy w Wilkus Wall Street, czy w McFunderze.
To jest dla mnie zawsze problematyczne, że kibicujemy jednak podłym osobom, bo Marty dobrym człowiekiem nie jest.
Okej, no ja mu kibicowałem, ale wydaje mi się, że ta podłość bierze się z tego, o czym mówi Zuza, wiesz, że oni zostali...
Odlani z formy systemu do... Nie wydaje mi się, że jednak Marty podejmuje te decyzje w pełni świadomie i gdyby je podejmował lepiej i gdyby miał trochę może więcej interesu innych ludzi, bo on jest skrajnym egoistą, to szybciej by dotarł na szczyt, niż krzywdząc dokładnie każdą osobę, którą spotyka po drodze.
I ciężko usprawiedliwiać to, że się urodził w trudnej sytuacji, bo jednak mama go kocha, wujek jest bogaty i wcale mu nie jest tak źle.
Po części ma, ale wydaje mi się, że ten film nie próbuje właśnie opowiadać, i za to go lubię, o tych właśnie takich systemowych, w sensie jest o tym, ale nie usprawiedliwia bohatera systemem i wszystkimi innymi rzeczami.
I to mi się podoba, że nie mamy w końcu bohatera, który jest jak jest, ale wiecie, no kurczę, on ma taką historię, tylko on pokazuje po prostu jakiegoś skrajnego egoistę, któremu ja nie potrafię
Przez właśnie jego osobowość, jakkolwiek właśnie współczuć czy coś, ale jednak jest finał i przez tempo tego filmu i jakąś taką sportową rywalizację przez tego ping-ponga, ja siedzę przy tym finale i myślę, o wow, co tu się będzie teraz działo.
Trochę wiem, co się będzie działo, ale siedzę w tych emocjach i przez samo tempo, mimo tego, że trochę nie lubię tej postaci, to czuję, że mam cały czas w sobie to napięcie i zostaję z tym filmem, dlatego że po prostu tam się dzieje.
I to samo w tym filmie robią tak naprawdę wszystkie inne osoby, nie licząc może ról żeńskich, ale mam tutaj na myśli aktora kibiców.
Dałem się im nakarmić znalezionym miodem.
Ale też jakby jego motywacja jest jedna.
Wydaje mi się, że po drodze on spotyka ludzi pogubionych i pokiereszowanych, może poza tym magnatem finansowym, ale jego żona już jest przykładem raczej osoby, z której on czerpie, a nie która go wykorzystuje, bo jest po prostu złym człowiekiem.
Ja rozumiem, że to psuje ci tę tezę o tym, że on jest złym człowiekiem, ale wydaje mi się, że przez to jesteśmy bliżej tego spółki.
Nie, w żaden sposób i w ogóle nie sprawia, że jest lepszym człowiekiem, bo płacze na widok noworodka, bo on przegrał, moim zdaniem, w tej ostatniej scenie.
Problem jest taki, że o wielu rzeczach tu powiedzieliśmy, które są ciekawe, o wielu rzeczach, o których nie powiedzieliśmy, a też są ciekawe,
Kurczę, ale nic mnie nie obchodzi ta postać.
W ogóle ani trochę.
Pustka kompletna.
O wiele bardziej podobały mi się nieoszlifowane diamenty.
O wiele skuteczniejsze były w tej osobie.
Zaraz powiem, co chciałam, ale dodam do tego, co mówisz, że to jest ciekawe, że ta ewolucja, o której mówiłam, sprowadzająca się też do pieniędzy, ale prawdopodobnie też do lepszego warsztatu Josha Safdie, nie...
Nieoszlifowane diamenty były o ucieczce może nie przez miasto, ale również i złych decyzjach.
Stwierdzili, że to był brudny Nowy Jork, więc wszędzie będą śmieci, ale śmieci w filmach, wiecie co robią, fruwają najczęściej, bo są wyrzucone, czyste śmieci.
Oni każdą tą górkę śmieci zalewali wodą, żeby były wilgotne i miały tą taką odpowiednią strukturę, jak śmieci, które sobie dłużej w kącie leżą.
Ale to widać w tym filmie.
To na pewno mu trzeba oddać, że tutaj widać te pieniądze, tą pasję do odbudowania niektórych miejsc, bo oni odbudowali przecież ten klub ping-pongowy, który był jakąś legendą Nowego Jorku.
Ten sklep z butami jest prawdziwy, ale zbudowali za nim specjalnie całą ulicę, żeby nie było widać tej nowej ulicy, która obok niego stoi.
A w historii ja dziękuję, ale niewiele.
I tyle.
I on jest tak szybki, tam jest tak szaleńcze tempo, że nie byłoby czasu chyba, żeby się zatrzymać i zastanowić się, o co tam chodzi i przeżyć coś.
No mam wrażenie, że chyba teraz najbardziej chwali się ten film za to, jak tam sprawnie jest przeprowadzona reinterpretacja w ogóle klasycznej formuły filmu o wielkim sportowcu.
Bo nie dość, że nie mamy tam na końcu takiej pokrzepiającej historii o zwycięstwie, to jeszcze nawet przecież nie dostajemy finałowej walki, którą Marty miał stoczyć, ale to się nie wydarzyło, a to ona jest przecież zazwyczaj momentem kulminacyjnym.
No tak, tyle że się wydarza, nie?
W początku wiemy, że jest taka spisana trochę na straty, no ale już niech będzie.
Ja myślałam, że on poleci do tej Japonii.
Do Japonii poleciał.
Aha, że zostanie w niej, żeby zagrać w ostatecznej... Można by było sprawdzić w samej biografii, ale ja na przykład po tym filmie miałem ogromną potrzebę poznania w sumie samej postaci, na której było to bazowane i się bardzo zawiodłem, bo to jest trochę jak case z brutalistą już tutaj dzisiaj przywoływanym.
Oczywiście ta postać istniała, w sensie możemy znaleźć jakieś podobieństwo, no tylko te dwa, które wymieniliście, typu to, że grał za pieniądze i że w sumie był takim zaciętym ping-pongistą, reszty nie ma i do teraz nie wiem do końca o co chodziło z tą pomarańczową piłeczką, którą na kartce widać, a białej piłeczki na białej kartce już nie widać i to powinno być bardzo takie odkrywcze, to nie do końca zostało.
Ja mam chyba taki element tutaj też niesmaku utraconego potencjału, że tak jak wymieniliśmy wiele dobrych scen i one są naprawdę syte.
To jest jak nóż w plecy.
Ona przeżyła, osoby, które z nią jechały, zginęły i połączyła się z czerwonym półksiężycem, czyli odpowiednikiem czerwonego krzyża, pewnie lepiej nam znanego.
Kontrowersję w oczywisty sposób budzi sytuacja, w której sześcioletnia dziewczynka wisi na linii takiego 112 i próbuje uzyskać pomoc i nie uzyskuje tej pomocy.
No ale to oburzenie jak najbardziej w oczywisty sposób słuszne.
Tylko mówię, że kocha być oburzony, bo niestety to oburzenie nie zmienia jakoś wiele, bo ta wojna nadal trwa.
A druga rzecz to była dyskusja, która pojawiła się przy okazji tego, czy właściwe było używanie prawdziwych nagrań z rozmowy dyspozytorów z dziewczynką, czy właściwe jest zastosowanie takiej formy gatunkowej, nie innej, bo film jest fabularyzowanym dokumentem, czyli jest filmem fabularnym, ale z tymi elementami dokumentalnymi, czyli właśnie tym prawdziwym głosem dziewczynki i odtwarza mniej więcej zdarzenia według tych dokumentalnych zapisów.
A bo to za mało czasu minęło, a że uwiergodnianie tych historii zabiera jakby powagę, zabiera też tę możliwość przeżywania żałoby rodzinie, ale akurat te materiały zostały przekazane za porozumienie rodzinne.
I wydaje mi się, że używanie takich archiwalnych, oryginalnych materiałów jest o tyle zasadne, że po obejrzeniu takiego filmu nikt nie będzie mieć wątpliwości, co tam dokładnie się wydarzyło i czy na pewno się to wydarzyło.
No wiadomo, że fabuła byłaby inaczej odczytywana przez nas niż ten fabularny dokument, czyli to, że ten głos jest faktycznie tego dziecka, a od czasu do czasu widzimy jakąś przebitkę na telefonie tych faktycznych osób, które siedziały w tym biurze i przez te godziny walczyły o pomoc dla dziewczynki.
No to prawda, to prawda, ale też pojawiały się pewnie słuszne argumenty o takim exploitation, przemocy, że umierająca sześciolatka na linii, na wielkim ekranie, to być może... Ale tu wyjątkowo udało się to, wydaje mi się, udało się tego uniknąć, bo przemoc, którą oglądamy w filmach, grach komputerowych, anime, to jest po prostu Tarantino o te rwane ręce i yucha, a tutaj...
Wydaje mi się, że jednak jest to opowiadanie jakiejś historii, która może w końcu kogokolwiek poruszyć, bo jest tu nawet taki fragment o tym, że widzimy codziennie zdjęcia dzieci leżących w rowie czy głodujących w gazie i nic to dla nas nie zmienia, bo jesteśmy zobojętniali na...
Tak, ale bardziej chodzi mi o to, że skoro Hind Rajab stała się pewnym symbolem i jej śmierć stała się pewnym symbolem, to może sześcioletnim dzieciom po prostu dajmy umrzeć.
Ale można powiedzieć, że daliśmy jej umrzeć.
Ale to chyba był nominowany do Oscara, z tego co pamiętam nawet, więc taki film z dużym sukcesem.
To wcale nie jest takie proste, że ten film jest prosty, ponieważ był reżyserowany i opowiadanie historii to jest pewna umiejętność zbudowania dramaturgii, poznania się z bohaterami, zadzierżanięcia więzi emocjonalnej, która później na nas oddziałuje.
No i jednocześnie te pliki wave, które pojawiają się jako głos Hind Rajab, ten zaburzony, pełen dystorsji wojskowej i niewojskowej głos sześcioletniej dziewczynki, działa jak młot pneumatyczny.
Ona też w pewnych momentach zaczyna, nie chcę powiedzieć, że kłamać, ale mówi też, że tak wyczułem, że próbuje trochę ściągnąć na siebie tą uwagę i tą pomoc przez to, że mówi, że jest ranna, gdzieś próbuje wynegocjować z tymi osobami, no bo jako mała dziewczynka.
I tam jest moment, w którym wolontariuszka sugeruje, że może to jednak są zmęczeni jej kuzyni i kuzynki i ciotki i muszą odpocząć, ale to dziecko jest już w tym momencie swojego życia, że ono dokładnie wie, co się wokół niego dzieje i mówi nie, oni nie żyją.
I stąd pewnie też te później decyzje o nadciąganiu rzeczywistości, bo jest na tyle zdeterminowana, że chce po prostu przeżyć.
I nikt by nie spodziewał się tego, że sześcioletnie dziecko jest w ten sposób w stanie myśleć, ale ona po prostu już nie ma wyboru.
To prawda, no emocjonalną miazgą są te fragmenty, które słyszymy na ekranie, ale też wydaje mi się, że bardzo dobrzy są ci aktorzy, a zwłaszcza Clara Curie, która gra Nisren, tę panią, która jest na biało ubrana może w ten sposób.
Czyli na szybie stoi główny bohater, rozmawia przez telefon.
Tak, robi infografikę, ale taką banalną.
Wydaje mi się, że jak reżyser potrafi to opowiedzieć, to wtedy historia, która jest skomplikowana, wielowątkowa i wielowymiarowa, staje się nagle łatwa.
Problem niestety pojawia się w drugiej części filmu, który z nim mam, no ale to może zaraz.
To dla mnie jest niesamowite, jak się udało odciążyć momentami samą historię dziewczynki, właśnie przenosząc te emocje na dorosłych, którzy są odpowiedzialni za wiele rzeczy.
Natomiast faktycznie to jest jakby doklejone, to już jest filmowość tej historii, czyli już nie Głos Hind Rajab, nie to co się wydarzyło, tylko to jak reżyserka widziała tę sytuację i ona dramaturgicznie faktycznie rozgrywa to pomiędzy Omarem, czyli tym, który odebrał połączenie od Hind,
Być może nie zginą tylko ci opiekunowie Hind, którzy z nią jechali, ale także nasi ratownicy.
Ale to co się udało, to nie oceniamy żadnego z tych bohaterów.
Dla mnie to jest duży problem w tego filmu, że ja czuję, że on jednak trochę ocenia.
I ja na przykład, to jest kwestia może jakiegoś sposobu myślenia.
No ale rozumiałeś Omała.
Ale rozumiałem procedurę.
Ale rozumiałeś, że on się denerwuje.
Zrozumiałem czemu się denerwuje, ale czułem, że ten film strasznie zapętla się właśnie na tym konflikcie i on był non stop mi powtarzany i też ten film, ta historia
Opowiadane jest w taki sposób, że nie mówiąc dużo, cały czas wracamy do pewnego punktu wyjścia i przez to powtarza się praktycznie cała procedura i cały ten konflikt, który dla mnie w pewnym momencie już wygasł i nie byłem w stanie jakoś dalej oglądać Omara, który
W pewnych momentach to są już takie mocne sceny, jak rzeczywiście wchodzenie na takie poczucie sumienia tego koordynatora przez wywieszanie chociażby zdjęć tej sześcioletniej dziewczynki.
Która może jest taka trochę cheesy, ale w toalecie, no to... Ja bym chciał przejść do tego właśnie etapu, bo wydaje mi się, że o ile papieros jest takim dosyć świadomym reżyserskim wyborem po to, żeby rozprężać film, to być może też takim świadomym wyborem jest ten moment, kiedy jedna z dyspozytorek opowiada hint, którą chcą uspokoić,
Nie chęcią opowiedzenia historii, tylko pokazaniem, że używam obrazu do opowiadania historii, który wydaje mi się kompletnie niepotrzebny.
Bo w sensie o wiele więcej emocji ze mnie wyciągała twarz głównej aktorki, czy któryś z aktorek i ta kamera zamknięta na niej, wycelowana w nią działała na mnie o wiele skuteczniej.
I nie dziwię się, że później pojawiły się dyskusje na temat hybrydowości tego formatu, tego gatunku, pomiędzy tym fabułą a gatunkiem, bo tam jest taka scena, w której kamera, faktyczna kamera z ramienia, patrzy w kamerę aparatu, a w zasadzie w wyświetlacz aparatu i pokazuje archiwalne nagranie, zmieniając punkt ostrości pomiędzy aktorami a archiwalnym nagraniem na telefonie.
Ale ja wiem, że to jest archiwum.
Ale może chciała oddać honory tym ludziom, którzy faktycznie w tym uczestniczyli, którzy tam spędzili.
Ale plaży i sennych, oddychających chwil uspokajania nie da się wytłumaczyć, bo to jest po prostu... Ja mam jeszcze próbę, bo myślałem nad tym, że to być może jest wentyl nie dla potrzeby tworzenia reżyserki,
Tylko dla nas widzów, ale jeżeli to bardziej irytujący niż jakikolwiek.
Dało się może to zrobić lepiej.
Jak ta wspomniana przez ciebie postać Rana opowiada o tym, jak udało jej się uratować kogoś innego, przeprowadziła poród przez telefon tak naprawdę, skracając to wszystko.
Ja mam, wiecie co, jakiś taki konflikt wewnętrzny, jeśli chodzi o ocenianie tego filmu, bo z jednej strony, gdybym rzeczywiście miała zapomnieć na chwilę o tym, co się rzeczywiście, czyli na świecie, w Strefie Gazy wydarzyło, no to byłabym skora do tego, żeby go oceniać i żeby przyznać na przykład, że ma niedoróbki, bo rzeczywiście ma ich wiele.
Czy to nie jest może jakiś inny cel po prostu w całej tej produkcji, który jest dużo większy i dużo bardziej daleki temu, żeby w ogóle siedzieć i zastanawiać się nad sposobem realizacji?
Ale przez to, że to jest film i też reżyserki, która tutaj wkłada w to taką filmową świadomość, wybierają się na to ludzie na całym świecie i to działa.
No tak, ja widziałem, nie chcę jakby tutaj robić jakieś... Nie chcę wartościować, co jest większą tragedią, ale wydaje mi się, że jeszcze bardziej dojmująca przecież była historia chociażby Joshua Oppenheimera, który opowiadał o ludobójstwie w Indonezji z perspektywy swoich ofiar, które na jego zlecenie realizowały taki teatrzyk cieni niemalże tego, jak dokonywały tego ludobójstwa, którego się dopuściły, więc wydaje mi się, że
Chyba po prostu kwestia tego, że ta sprawa jest tak świeża sprawia trochę, że trudno jest odkleić film i realizację tego filmu, sposób w jaki świat został tam przedstawiony od rzeczywistości.
A jednocześnie bardzo się cieszę oczywiście, że byłam na tym filmie i że on się w ogóle pojawił, bo to nie jest pierwszy raz, kiedy temat Palestyny będzie poruszony na gali rozdania Oscarów, a jednocześnie jest jakieś takie silne przeświadczenie, że takie tematy należy pokazywać, żeby był to przyczynek do rozmów o tym, co się dzieje w tym momencie.
Oczywiście to, że poruszę ten temat jest ważne, ale mam spory niedosyt jak wyszedłem po nim.
Nawet czułem takie lekkie oburzenie, że moim zdaniem jest tam dużo rzeczy do poprawy.
Ja nie wiem, wiecie, ja nie wiem, czy mam w sobie tyle umiejętności, żeby móc ocenić w ogóle ten film, bo jednocześnie czułabym się, jakbym oceniała historię, więc jeśli miałabym ocenić historię, to może rzeczywiście w skali wagi daję jej 10 na 10.
Ostatnie odcinki
-
Wielki Marty i Głos Hind Rajab
03.02.2026 09:52
-
Hamnet i I Love LA
27.01.2026 07:16
-
Father Mother Sister Brother i 28 lat później -...
20.01.2026 09:21
-
Twinless, Złote Globy, 2026 - zapowiedzi
14.01.2026 11:37
-
Złote dziesiątki - SERIALE 2025
23.12.2025 10:40
-
Złote dziesiątki 2025 - FILMY
16.12.2025 09:16
-
Zwierzogród 2, Sny o pociągach i Krzesła
09.12.2025 12:11
-
Stranger Things 5 i Bez przebaczenia
02.12.2025 10:21
-
Dom dobry i Sny o miłości
25.11.2025 09:50
-
Bugonia i Frankenstein
18.11.2025 09:41