Mentionsy

Lwowska Fala | Radio Katowice
30.11.2025 08:19

Lwowska Fala. Odc. 282

Lwowska Fala 30 listopada 2025 r. - rocznica wyzwolenia Lwowa
22 listopada 1918 roku Lwów został wyzwolony!
Andrzejki na Kresach Wschodnich.
Marcin Hałaś w Centrum Kresowym w Bytomiu w rozmowie z Agnieszką Baron-Twarkowską.
Saga lwowskich pomników - gawęda Witolda Szolgini.
Agnieszka Baron-Twarkowska rozmawia z uczestnikami X Konferencji Kresowej w Bytomiu.

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 318 wyników dla "Muzeum Górnośląskiego w Bytomiu"

Polskie Radio Lwów i wszystkie rozgłosy polskie.

Jak inni zjadą, nie mogą cię cofnąć, No widnia w Paryżu lód i lno.

A ja żyć ze lwowa nie ruszam za mną, Za skarb, da wskaż, nie tłum.

Tylko we Wowie!

Gdzie śpiewem w tytulu i budzę ze snu?

Tylko we Wowie!

I bogaci dziad, usłosa pan brat, i kurzdy ma uśmiech na twarzy.

I gdybym się kiedyś urodzić miał znowu, tylko bym owiec.

Dzień dobry Państwu, tu lwowska fala.

Płyniemy do Was 30 listopada 2025 roku i zapraszamy na poranną kawę z lwowską falą, a dobry wieczór mówimy przyjaciołom na drugiej półkuli.

Wszystkich Was, lwowiaków i ślązaków, rodaków na wschodzie, w Kanadzie, Australii, Ameryce, przyjaciół Lwowa, gdziekolwiek są.

a także i tych, którzy chcieliby do nas dołączyć, przygarniamy do naszej kresowej rodziny i zapraszamy na 988 spotkanie ze Lwowem na antenie Polskiego Radia Katowice w programie o kresach nie tylko dla kresowian.

Lwowska fala nadal płynie i płynąć będzie jak Wisła do Gdańska.

Serdecznie pozdrawiamy naszą redaktorkę Danutę Skalską.

Ewa Węglarz przy mikrofonie i Krzysztof Kiczek, reżyser dźwięku.

Witają Was kochani najserdeczniej lwowskim.

Kochani, spotykamy się w szczególną niedzielę.

30 listopada przypada wspomnienie świętego Andrzeja Apostoła.

Wszystkim Andrzejom składamy serdeczne życzenia imieninowe od Lwowskiej Fali.

A nie wiem, czy Państwo wiecie, że święty Andrzej to patron panien i szczęśliwych małżeństw.

W zasadzie koniec listopada od wieków uchodził na polskich kresach za czas szczególny.

Wierzy ono, że dusze zmarłych w listopadzie są szczególnie blisko żywych.

To wtedy młodzi panny i kawalerowie uchylali rąbka tajemnicy przyszłości, pytając o miłość, małżeństwo i pomyślność w nadchodzącym roku.

Na kresach wschodnich dziewczyny wysiewały w garnkach lub na skrawku pola ziarna lnu i konopi, które zagrabiano męskimi spodniami w nadziei, że sprowadzi to do domu kandydata na męża.

Katarzynki i Andrzejki, dziś kojarzone głównie z zabawą, niegdyś były jednym z najważniejszych rytuałów dorocznych, celebrowanych zarówno w wiejskich zagrodach, jak i szlacheckich dworach.

Po nich przecież zaczyna się adwent, okres ciszy, powściągliwości i zakazów różb.

Nic dziwnego, że młodzi traktowali te dwa wieczory jako ostatnią szansę na zajrzenie w los.

W staropolskim świecie małżeństwo było społecznym obowiązkiem.

Staropanieństwo lub starokawalerstwo uznawano za klęskę losu.

Nic dziwnego, że te jesienne noce budziły tak silne emocje.

Dziś Andrzejki stały się zabawą towarzyską.

A ciekawa jestem, jak Państwo bawiliście się na Andrzejkach w Centrum Kresowym w Bytomiu przy Moniuszki 13.

Dzisiaj przetrwały jeszcze lanie wosków, wróżba z butów i miona pod poduszką albo jakieś inne zabawy grupowe.

Coraz więcej osób wraca także do Katarzynek, przywracając pamięć o dawnym męskim święcie wróżb.

Panowało i dzisiaj chyba już rzadko pamiętamy o przysłowiu, kto w Andrzeja sobie wróży, temu los się w śmiech zanurzy.

No to skoro o małżeństwie, skoczmy do Lwowa na wesele Mańki Pryszcz.

Miał dziś kliparu wielki ruch Aż mi ze smichu boli brzuch A co w niewidowisku, proś Mańki weselisku Bawiłbym się jak anioł tam Choć jeden dziur na głowie mam Ty zara Antku świsz, najżyj Mańka prysz A muzycza inu, anu, a bębenek bum, bum, bum A basuniu, fidu, fagu, a labiru, plum, plum, plum

Wczorem tam przychodzę już, ubrany szac, kiszeń i nóż.

A gdy przystanu świsz, najżyj mańka prysz.

A basuniu, figu, fagu, a klawiru.

Wtem drużba już mi łapie w pół I gwałtem sa za mnie za stół I mówi felciu klady Napij si kapciu kawy Buhara wyszła nam do dna Już wytrąbiła he brata Lecz gdy nastanie świt Na kredyt da nam Żyd A muzyczka i nu, a nu A bębenek bum, bum, bum A basuniu, filu, fagu A klavy, a klavy

Więc życzę ja młodemu znów, ażeby był jak Czabak z dróg.

Żył z żoną długi lata, gdzie w okni gięta krata.

A żoną niech mu bedzi ta, co w sukulnikach dziecku ma.

Panieńskich czasów błąd, cholera Bóg wiskłąd.

Pan kapral tylko zły jak pies Mój jego miłości nadszedł kres Mój jego kuk maszyna Z pumpierem się wygina Oj maniu, maniu, pełna zdrad Nie będę twoich sznycli jadł Ani z gulaszu sos Pocałuj ty mnie w nos A muzyczka ino, ano A bębenek bum, bum, bum A basunio figo, fago A klawino plum, plum

A skoro jeszcze przy dzisiejszym imienniku, to należy wspomnieć o jeszcze jednym ważnym Andrzeju.

Święty Andrzej Bobola, patron polski, pochodził ze szlacheckiego rodu osiadłego w Małopolsce, pieczętującego się herbem Leliwa.

Wiemy też, że zginął okrutnie torturowany przez kozaków, ale nie wyparł się wiary.

Szerzył swoje posłannictwo przez głoszenie kazań oraz misyjne wyprawy na kresy wschodnie.

Jego działalność pasterska i kaznodziejska była na tyle skuteczna, że pozyskiwał nowych wiernych, szczególnie wśród prawosławnych.

Nazywano go łowcą dusz, apostołem Pińszczyzny czy też apostołem Polesia.

I z ubiegłego tygodnia jeszcze jedna ważna data, 22 listopada obchodzimy wyzwolenie Lwowa.

Zacytuję Państwu fragment, który pochodzi z kwartalnika Krakowia-Leopolis, żeby przytoczyć taką atmosferę tamtego czasu.

Tramwaj nie chodził, lampy się nie świeciły na ulicach, kamienice pozamykane na klucz, a na schodach straż trzymać musieli wszyscy lokatorzy po porządku.

Jeść nie mieliśmy wiele, bo i chleba brakowało, i mięsa, ale dziękowaliśmy Bogu, bo i tak było u nas lepiej, aniżeli w mieście.

Po tych okropnych dniach i dwudziestu dwóch nieprzespanych nocach rano, dwudziestego drugiego listopada, wstał dzień cudowny, promienny, słoneczny, a obudziły nas krzyki i grzmot wystrzałów, więc wszyscy w strachu, że to wrogi nadchodzą, biegną do kaplicy, pisze w liście do córki Maria z Gorazdowskich Michalska.

Maria mieszkała na plebanii kościoła św.

Mikołaja, gdzie jej starszy brat, ksiądz, kanonik Zygmunt Gorazdowski był proboszczem.

Msza święta odprawia się wśród nieustającego huku, ale jeszcze wuj był przy ołtarzu, gdy wpadła zakonnica i woła – Lwów nasz, legioniści przy furcie!

Więc zaraz wszyscy padli na kolana i z płaczem odśpiewano Tedeum.

Wybiegam na ulicę, a tu garstka naszych chłopaków biegnie z polską chorągwią.

Zrywają ruskie połączenia telefoniczne prowadzące do Kijowa.

W nocy uciekli, jak biblijny kain, bratobójca.

Za to po ulicach co parę kroków legioniści stoją, każdy ich wita i całuje.

Zakonnice baniaki, kawy i herbaty gorącej wyniosły, z kamienic wybiegają pani z dzbankami kawy, a wszyscy płaczą z radości.

Bo Bóg spełnił cud, w który wierzyliśmy mocno, a spełnił przez ręce dzieci.

Wiele matek płacze swych jedynaków, żony, mężów, ile osób zabitych, cywilnych przechodzących ulicą albo siedzących spokojnie w domu.

Z uśmiechem do mnie mów Ta krew to z piersi broczy Ta krew to za nas dwóch Ja biłem się tak samo Jak starsi mam uchw

Tylko mi ciebie, mamo Tylko mi polski żal Tylko mi ciebie, mamo Tylko mi polski żal Z prawdziwym karabinem U pierwszych stałem czas

O nie płacz nad swym synem, że za ojczyznę pał.

Z krwawą na piersi plamą odchodzę do mny dal.

Nie słyszę twoich słów.

W oczach mi trochę ciemno, o proszę.

Zostaniesz biedna, samobaczność, zalwów, cental Tylko mi ciebie, mamo Tylko mi polski żal Tylko mi ciebie, mamo Tylko mi polski żal

W miniony poniedziałek, 24 listopada 2025 roku na cmentarzu parafii świętych apostołów Piotra i Pawła w Katowicach odbyła się uroczystość oznaczenia grobu obrońcy Lwowa śp.

Ludwika Giebułtowicza.

oznaczenie plakietką Grup Weterana Walk o Wolność i Niepodległość Polski.

W wydarzeniu udział wzięli m.in.

wnuczka bohatera Jadwiga Feifer wraz z rodziną, proboszcz parafii św.

apostołów Piotra i Pawła, ksiądz kanonik dr hab.

Andrzej Nowicki,

przedstawiciele Wydziału Kultury Urzędu Miasta Katowice, Muzeum Historii Katowic, członkowie miejscowego oddziału Towarzystwa Miłośników Lwowa i Kresów Południowo-Wschodnich, delegacja społeczności szkolnej I Liceum Ogólnokształcącego im.

Mikołaja Kopernika w Katowicach.

Posterunek honorowy wystawiła XIII Śląska Brygada Obrony Terytorialnej.

A co możemy powiedzieć o Ludwiku Giebutowiczu, polskim ułanie?

Walczył zarówno o Lwów, jak i o wyzwolenie Małopolski Wschodniej.

Po zakończonych walkach z Ukraińcami kontynuował służbę w Wojsku Polskim.

Wyróżniony został odznaką pierwszej załogi obrony Lwowa, krzyżem obrony Lwowa oraz krzyżem obrony Lwowa z mieczami, krzyżem walecznych i krzyżem niepodległości.

Cześć i chwała bohaterom.

Dzień deszczowy i pojury, z cytadeli idą z góry.

Szerega miłowskie dzieci idą tu, a się po świeci.

Z dala widać już niestety

Wierzę kościoła Elżbiety Więc już zbliża się nam odjazdu czas Choć uściskaj jeszcze raz Więc już zbliża się nam odjazdu czas Choć uściskaj jeszcze raz Dzień wyjazdu już nadchodzi

Matka z płaczu się zachodzi, z żalu ściska biedną głowę.

Pan komendant ma przemowę, na granicy Czarnogórza, czeka ich mi pręga duża, bo już na nich tam czeka srogi wróg, a więc prowadź, prowadź Bóg.

Bo już na nich tam czeka srogi wróg, a więc prowadź, prowadź Bóg.

Ej, koledzy, dajcie ręce Może was nie ujrze więcej Może wrócę ciężko ranny Lub dostanę krzyż drewniany Może mama wiła stanie Gdzieś w oborze na Bałkanie Może uda się, że powrócę z dróg I zobaczę miasto Lubów

Może uda się, że powrócę z dróg i zobaczę miasto lwów.

Już wagony siadać każą, już rzeź otoczone strażą, już ci koce i chleb znoszą, a muzyka gra Bartoszu.

Słychać świst lokomotywy, dajcie powrót mi szczęśliwy.

Boże, pozwól mi dożyć chwili tej, bym do Polski wrócił swej.

Boże, pozwól mi dożyć chwili tej, bym do Polski wrócił swej.

No i proszę Państwa, w ubiegły czwartek w Centrum Kresowym w Bytomiu przy ulicy Moniuszki 13 gościł Marcin Hałaś.

Opowiadał o roli Centrum Kresowego w podtrzymywaniu pamięci o Kresach i pracy nad nową książką.

Tematyka jego wykładu pokrywała się z tematyką, którą podejmuje w książce, czyli współcześni Polacy we Lwowie.

Na spotkaniu była i z naszym gościem rozmawiała Agnieszka Baron-Twarkowska.

Do centrum kresowego w Bytomiu zawitał pan Marcin Hałaś, bytomianin, poeta i co, miłośnik kresów.

Na to wychodzi panie Marcinie.

Miłośnik Lwowa.

Ja zawsze troszkę buntuję się, kiedy mówimy o Lwowie kresy, bo przecież przez większość obecności swojej w granicach państwa polskiego Lwów, o czym zapominamy, leżał bliżej zachodniej niż wschodniej granicy kraju.

Polski ba, nawet w czasie II Rzeczypospolitej ze Lwowa do wschodniej granicy było znacznie dalej niż np.

z Poznania do granicy zachodniej, a nie mówimy o Poznaniu, Kresy Zachodniej, ale to na prawach dygresji, natomiast wracając do centrum kresowego.

Ja chciałbym podkreślić jedną rzecz, mianowicie to jest takie bardzo niedocenione miejsce na kulturalnej mapie Bytomia.

To znaczy w Bytomiu jest sporo instytucji kulturalnych, począwszy od Bytomskiego Centrum Kultury, od Pałacu w Miechowicach, gdzie są organizowane spotkania autorskie, spotkania z ciekawymi ludźmi,

ale ja myślę, że to centrum kresowe mieszczące się w kamienicy przy ulicy Moniuszki, gdzie trzeba wejść przez piętro, gdzie czasami trzeba przedrzeć się przez zaporę domofonu, z niejedną budżetową instytucją wygrałoby, gdyby na przykład ogłoszono pojedynek na frekwencję, bo przecież kiedy przybywa tutaj pan profesor Stanisław Sławomir Nicieja, to brakuje miejsc nie tylko na sali, ale też na

na korytarzu, więc to jest jedna rzecz.

Jest to swego rodzaju fenomen życia kulturalnego, że gdzieś na uboczu, poza instytucjami budżetowanymi, społecznie udaje się coś takiego robić, że co tydzień odbywa się tutaj, z wyłączeniem wakacji, okresów świątecznych, spotkanie naprawdę z dużą, imponującą czasami frekwencją.

Tak i przyznajmy, że poza właśnie tymi czwartkowymi spotkaniami także dużo organizacja Towarzystwo robi, bo także to są kwesty na cmentarzach, czy te takie akcje świąteczne.

Dzisiaj wystąpi Pan w roli prelegenta.

Czy to dla Pana zaszczyt tutaj wystąpić?

Znaczy na pewno zaszczyt dla mnie zawsze jakąś taką dodatkową nagrodą jest móc mówić do ludzi, którzy...

że słuchają i to też... Są zainteresowani tematem.

Właśnie i są zainteresowani, bo to też w jakiś sposób pozwala na sądowanie czy też kontrolowanie odbioru widzeł, co wzbudza największe emocje.

Ja miałem ten zaszczyt, tę przyjemność już kilkakrotnie, czy może nawet wielokrotnie w Centrum Kresowym gościć.

Zazwyczaj było to tak, że opowiadałem o książce, którą napisałem, o książce,

którą wydałem teraz w listopadzie 2025 roku.

Po raz pierwszy będzie to dla mnie spotkanie zupełnie nietypowe, bo opowiem o książce, którą dopiero planuję już w przyszłym roku napisać.

To znaczy ja jeszcze nie wiem, czy przystąpię do pisania tej książki, bo to zależy od kilku okoliczności, natomiast marzy mi się książka o współczesnych Polakach we współczesnym Lwowie.

To znaczy jest to temat właściwie niezbadany, ponieważ ukazały się do tej pory tylko dwie publikacje.

Te publikacje zostały doprowadzone...

To znaczy jedna bardzo rzetelna, fundamentalna monografia Piotra Olechowskiego, choć troszkę o takim tytule, który nie do końca akceptują.

Agonia Polaków we Lwowie to jest okres 1945-1956, jeżeli dobrze pamiętam, a druga reportażowa książka...

To jest praktycznie doprowadzone do roku 1990, do upadku Związku Radzieckiego, natomiast potem 30 lat

gdzie Polacy we Lwowie mieszkają, są aktywni, mają swoje instytucje, mają też o wiele większy zakres wolności niż to było w Związku Radzieckim.

W jakiś sposób jest to rzecz niepoznana.

I właśnie chciałbym reportażowo, tak przede wszystkim przez pryzmat rozmów z ludźmi, z Polakami tam mieszkającymi, przez pryzmat ich historii rodzinnych, ale też historii ich aktywności, działalności o tym opowiedzieć.

A my byśmy bardzo chętnie taką książkę przeczytali i oczywiście powiedzieli o niej w Lwowskiej Fali.

Bardzo dzisiaj Panu dziękuję za wywiad.

No i do usłyszenia, do zobaczenia tutaj w Centrum Karesowym.

Dziękuję najserdeczniej, kłaniam się Państwu.

Szpany, graby, kryj, pazury, Trzymaj pasun swój jak śpić.

Drogi nasze, tajoj, śpiewaj Lwów, Nasz Lwów, peresz, talpic.

Kochaj braci fajno, Lwowskich kubit rój, Lepszych nie masz wieci, Więc Lwów kochaj swój.

Na leczaków, gdy wyliziesz, tajoj, Wszędzie słyszysz...

Ten świst, lecz okoski hymn, już muzyczka gra, śpiewa za nami nasz wiaręć ma.

Ulaj braci fajną, gdy harmonia gra, pierdla by podpachy, Bóg ci zdrowie da.

Wszędzie braci hulaj, brudy ksieparów, u sali katulaj, niema jak nasz Lwów.

Szpany, graby, kryj, pazury, trzymaj fason swój jak szpic.

Drogi nasze, tajoj śpiewaj, Lwów, nasz Lwów, ta reszta pic.

Kochaj braci fajno, lwowski kubit rój.

lepszych nie ma w świecie, więc w ukochaj swój.

Leczakowski hymn już muzyczka gra, Śpiewa z nami nasi wiary czma.

Hulaj bracie fajno, gdy harmonia gra, Wierba by podpaki, Bóg ci zdrowi da.

Wszędzie bracie hulaj, w grudek przy paru,

U sali, której nima jak nasz Lwów.

Szpany, graby, kryp, pazury, Trzymaj pasun swój jak śpiew.

Drogi nasze, tajo i śpiewaj, Lwów, ta Lwów, ta reszta pi.

Kochaj braci fajno, Lwowski kubit rój, Lepszych nima w świecie, Więc Lwów kochaj swój.

A jak piękny i wyjątkowy architektonicznie jest Lwów, opowie w swej gawędzie Titold Szolginia.

Dzisiaj o lwowskich pomnikach.

O lwowskich pomnikach, które każdemu lwowianinami zapadły tak w serce, że do dzisiaj potrafią odwiedzać te pomniki, które stoją całkiem gdzie indziej, nie we Lwowie.

Oczywiście nie wszystkie, niektóre.

Pomnik Sobieskiego, samo serce miasta, sam środek, pępek miasta, gdzie się krzyżowały wszystkie linie tramwajowe.

gdzie się umawiało na randki z dziewczyną, gdzie Żydzi mieli swoją giełdę pod gołym niebem, gdzie wszystko się działo.

Całe życie Lwowa się ogniskowało pod pomnikiem Sobieskiego, a Sobieski cwałował na swoim spiżowym koniu z buławą w prawej ręce i mimo, że leciał, wciąż stał na miejscu.

Może ja tutaj przytoczę swój wiersz, fragment swego wiersza, bo wszystkie pomniki lwowskie opisałem.

Furkoczu utpędu wyloty kontusza.

Cel jakiś buławu wskazuje Jan III.

Jak gdyby do nowej znów bitwy gdzieś ruszał.

A żeby rzec prawdy, u wiele je marniej.

Szluz już z poszumem proporców bojowych.

Kiedyś bronił widnia, dziś...

broni kawiarni wiedeńskiej z tuzinem radcuniów skarbowych.

Bo tam obok tego pomnika była izba skarbowa i radcy skarbowi szli do kawiarni wiedeńskiej na Małą Czarną, na Kurierka, na Preferansa, na Brydżyka, na co tam jeszcze i nieszczęsny Sobieski kawiarnię wiedeńskiej bronił, kiedyś bronił Wiednia.

Drugi pomnik, tuż obok, ostrzał z łuku, niedaleko, pomnik Mickiewicza.

Uchodzi za najlepszy, za najładniejszy pomnik wieszcza, nie tylko w Polsce, ale w świecie.

Jak wiadomo, w Paryżu też jest pomnik Mickiewicza, dłuta burdela.

to gdzie jemu do pomnika lwowskiego?

I to wszyscy zgodnie historycy sztuki stwierdzają.

To nie jest szowinizm lwowski.

Mistrz Adam stoi w pelerynie sutej u spodu z gołą głową.

Głowę ma wzniesioną, szepcze pewnie jakieś wiersze sobie, a do niego zlatuje z tej kolumny

Myśmy nazywali go aniołem zawsze.

We Lwowie się mówiło, a to ten anioł na pomniku Mickiewicza.

Ale skąd ludyk Lwowski miał wiedzieć, że to jest właśnie nie anioł?

Ja to tak opisałem w wierszyku swoim.

Jakiś wierszy cudny pewnie sobie szepczy.

Taj natchnionym wzrokiem spogląda se w chmury, a gołąb bezczelny po głowie mu depczy.

Prawie już tych nie ma, co go tak kuchali.

Het poszli ze Lwowa, nie ze swojej woli.

Tak trochę zantropomorfizowałem Mickiewicza, no ale myśmy tak go czuli, to przecież mówiło się, przechodziło się koło pomnika, zdejmowało się czapkę i mówiło się serwus Adaśku.

Idąc do szkoły, do gimnazjum, czy na korsos z dziewczyną, to się zawsze kłaniało, no naprawdę z przekonaniem Pomnikowi Mickiewicza, to nie był wymysł, to nie były kpiny żadne.

Tak to się przeżywało.

Uczyło się w szkole pana Tadeusza, a po południu widziało go się tego, który tego pana Tadeusza napisał i witało się z nim.

Także pod tym pomnikiem zawsze się odbywały wszystkie manifestacje narodowe, zresztą nie tylko narodowe.

Kto mógł to taki hajtpark lwowski?

Na tych schodach stał, krzyczał, wrzeszczał socjaliści, nie socjaliści, endecy, nie endecy, piłsudczycy, nie piłsudczycy.

Na 3 maja tamtędy szła defilada wojskowa, czy manifestacja ludności.

Wojsko wracało z maneww, to pod pomnik Mickiewicza.

Wybrano króla kurkowego we Lwowie, no to musiał zasuwać pod Mickiewicza, kwiatki złożyć.

I ten Sobieski, o którym przedtem powiedziałem, i ten Mickiewicz.

A obok Mickiewicza dosłownie o...

10 metrów, 15.

W aureoli, w takiej mandorli, jak to się fachowo nazywa, świateł, lampek elektrycznych.

No i to też taki symbol Lwowa.

Właściwie to trzy symbole Lwowa u siebie stojące.

Można było w ciągu 10 minut przejść od jednego, co ja mówię 10 minut, 5 minut.

Od Sobieskiego przez Matkę Boską do Mickiewicza.

I to były symbole, które idą za Lwowianami po dzień dzisiejszy, z tym, że Mickiewicza sobie odwiedzić nie mogą, bo on właściwie jako jeden z nielicznych, jeden z trzech pozostał we Lwowie.

Wiadomo, przyjaciele Moskale, te jego słowianofilskie i słowiańskie przekonania, ciągoty, to wszystko uratowało Mickiewicza od tego, że go nie eksmitowano.

Stoi i stanowi piękną ozdobę miasta, naprawdę.

Sobieski stoi w Gdańsku na Targu Drzewnym, no i tam lwowianie zawsze go odwiedzają, właśnie ci, którzy mieszkają w Gdańsku bardzo często też chodzą na randki, tam spotykają się albo posiedzą na ławeczce i pogapią się na swego Jasia.

który zresztą we Lwowie miał swoją kamienicę w rynku, kamienica Sobieskiego.

Miał swoją chałupę, bardzo kochał Lwów.

No a Matka Boska oczywiście zniknęła bez śladu, nie ma.

Woda się nadal leje, jest basen, kwiatki rosną, ale jakoś tak łyso, łyso tam jest.

To są te trzy główne pomniki.

Był jeszcze Smolka z wąsami na metr na boki, który usypał.

we Lwowie kopiec Unii Lubelskiej.

Był jeszcze Hetman Jabłonowski, stary, barokowy, złocony, piękny pomnik na Placu Trybunalskim.

W Parku Stryjskim do dzisiaj macha, to ten jeden z trzech, macha szablą Jan Kiliński, który ma dobre, klasowe pochodzenie, szewc, no więc może w tych krzakach sobie stać.

wnie dobre pochodzenie ma Bartosz Głowacki, no chłop wiadomo, więc on stoi w moim rodzinnym parku łuczakowskim, o którym kiedyś tutaj już mówiłem.

I taka jest ta saga tych lwowskich pomników.

No, jak się Państwu podobała saga lwowskich pomników?

Gdy wspominam te lata, te dni, kiedy byłem tak zwanym mikrusem, miałem siły i zdrowie, wszystkie włosy na głowie, świat cudownym wydawał się mi.

W słowie klatał po parkach jak ptak I przez wale chytmańskie gnał klusem A mój tatu czasami przyczajony stał w brami I pod wieczór palakał mi tak Jóźku wracaj do domu Ta zastanów się raz Chyba komu jak komu

Juśku, wracaj do chaty i do łóżka się klać.

że się człowiek ożenił, standard życia się zmienił, czar dzieciństwa przeminął i zgasł.

Ale za to, gdy miało się smak wypić magę w dowolnej ilości, człowiek szedł do szkowrona na dwie glębsze, a żona znów pod wieczór śpiewała mu tak.

Juśku wracaj do domu, ta zastanów się raz, chyba komu jak komu, ale tobie już czas.

Skoro jesteś żonaty, musisz liczyć się z tym, albo wracaj do chaty, albo zrobię ci sztęp.

Na tu latce się jest tyle lat, ale wciąż dawne dni się wspomina.

I te chwile bezpańskie, i te wale chytmańskie, i ten lwowski, beztroski mój świat.

A gdy noc czarne skrzydła jak dach nad mym sercem stęsknionym rozpina, słyszy piosnka rozbrzmiewa, a to lwów do mnie śpiewa.

I we śnie przywoluje mnie tak Juśku wracaj do domu Ta zastanów się raz Juśku komu jak komu Ali tobie już czas Dobry Bóg cię zachował Jesteś cały i zdrow Juśku wracaj do Lwowa Bo twój dom to jest ty

Wydarzenia kulturalne 21 listopada 2025 roku, w ubiegły piątek, po raz dziesiąty odbyła się w Muzeum Górnośląskim w Bytomiu dziesiąta konferencja kresowa.

Na miejscu była i rozmawiała z uczestnikami nasza reporterka Agnieszka Baron-Twarkowska.

Dzisiaj dziesiąta konferencja kresowa, dziesięć jubileusz, to brzmi dumnie.

A zdecydowanie tak, jubileusze zawsze jakoś skłaniają nas do refleksji.

Doktor habilitowana Joanna Lusek, organizatorka konferencji, dział historii Muzeum Górnośląskiego w Bytomiu.

To były wspaniałe lata, bardzo ciekawe konferencje podejmowaliśmy, wiele, wiele różnych wątków.

I przez te minione lata wydaliśmy dziewięć publikacji w tych publikacjach, bo policzyłam, 174 teksty naukowe, oczywiście publikacje recenzowane, publikacje tą konkretną po tej konferencji już możecie Państwo nabyć.

Koniec i początek doświadczenia roku 1945 na Kresach Wschodnich i na Śląsku serdecznie zachęcam, bo w tym roku jak gdyby sytuujemy się wokół tragedii górnośląskiej, ale tu łączymy szerszą perspektywę, pokazując również te wszystkie problemy, które związane były z przysiedleniami ludności z Kresów Wschodnich.

Zatem dwa obszary, dwa wątki tematyczne, które jak gdyby spajają się na jednym terenie, dlatego że wielu z tych przesiedleńców wylądowało przecież na Śląsku i tutaj znalazło swoje miejsce do życia.

Pierwszy raz jestem na konferencji kresowej, chociaż wcześniej współpracowałam z Joanną Lusek.

Doktor habilitowana Dorota Soła, historyk Muzeum Gross Rosen.

z doktor habilitowaną Joanną Lusek, chociażby przy poprzedniej publikacji kresowej.

Przyjechała pani aż z Wałbrzycha do Bytomia, żeby właśnie wprowadzić uczestników konferencji, można powiedzieć, w ten temat.

Rok 1945, to co padło i co mnie zmroziło, bo nie zdawałam sobie z tego sprawy, 60% ludności zostało przesiedlonych w tym 1945 roku.

to większość tych, którzy zostali przesiedleni, wynikało to z kilku przyczyn.

Ludność też, skoro wiedziała, że musi to zrobić, więc...

więc wolała to zrobić szybciej.

No a w momencie, kiedy ziemie zachodnie stały się wyzwolone, no więc zrobiło się to miejsce do zamieszkania i stąd można było osiedlać tą ludność kresową.

Kogo państwo zaprosili tutaj do Muzeum Górnośląskiego w Bytomiu?

Kto powiedział tak?

Oj, wiele osób, rzeczywiście wiele jeszcze chciało przyjechać, ale de facto zbieraliśmy najpierw teksty do publikacji i to wykluczyło niejako kilku osobom drogę do tego, żeby u nas się pojaww charakterze prelegentów, co oczywiście nie wykluczyło tej drogi, żeby pojawić się w charakterze prelegentów.

Wiele ośrodków, przede wszystkim ośrodki akademickie, instytucje kultury, dlatego że łączymy wątki historyczne razem z pamięcią o tych wydarzeniach.

Stąd może tak, Uniwersytet Opolski, Instytut Śląski w Opolu, Archiwum Państwowe i w Katowicach, i w Opolu.

placówki muzealne, Instytut Pamięci Narodowej.

No naprawdę można by tutaj wymieniać.

Wiele osób rzeczywiście jako prelegenci, autorzy tekstów zaangażowało się w X Jubileuszową Konferencję Kresową.

To już są tacy przyjaciele Konferencji Kresowej, którzy bywają.

U nas praktycznie od samego początku ja przejęłam to dzieło, misję konferencji kresowej od drugiej konferencji.

W momencie, kiedy przyszłam tutaj do pracy w 2014 roku, było już po pierwszej konferencji, która odbyła się w 2012 i to była jedyna konferencja, po której nie pozostała publikacja jako trwały ślad.

Szkoda, bo ona de facto najbardziej eksponowała ten wątek pamięci o kresach wschodnich.

Z jakim wykładem przyjechał Pan dzisiaj tutaj do Bytomia?

Bundes starał się zwrócić uwagę na to, jak ważną kwestią jest to, żeby pomóc zrozumieć młodym ludziom, co wydarzyło się w 1945 roku na Śląsku.

Prof. Marek Białokór, historyk, nauczyciel w III Liceum Ogólnokształcącym w Opolu i wykładowca Uniwersytetu Opolskiego.

w szczególności na Górnym Śląsku, gdzie doszło do gwałtownego transferu ludności, która opuszczała, że tak powiem, biorąc przysłowiową koszulę w zęby i uciekając na zachód przed Armią Czerwoną, a jednocześnie tym przerzuceniem w zdecydowanej większości przymusowym

Ludności z polskich kresów, która może nie z koszulą w zębach, ale zmuszona do tego, że albo zostajesz, jesteś obywatelem Związku Sowieckiego, albo jedziesz.

W nieznane, bo dla większości mieszkańców kresów południowo-wschodnich, bo to oni tutaj jechali tą linią kolejową Kijów-Lwów-Karabach,

Przemyśl, Kraków, Katowice, Wrocław.

To były tereny, których oni w zdecydowanej większości zupełnie nie znali, nie wiedzieli jaka jest tutaj specyfika, a przede wszystkim musieli opuścić swoje ojcowizny.

I to jest kwestia, która jest bardzo słabo dowartościowana w szkolnej edukacji historycznej, dlatego że my dużo uczymy o piramidach.

Nawet kilka razy?

Dużo mówimy o rewolucji francuskiej, super, to jest też ważne, ale młodzi ludzie powinni zaczynać edukację historyczną od miejsca, w którym mieszkają, w którym się urodzili, czyli historia lokalna, regionalna i budoww oparciu o tę tożsamość wiedzę o pozostałych kwestiach.

Gdzieś tam Londyny, Rzymy, Paryże, Ale do Lwowa zawsze najbliżej Bywa, że drogą dojechać ciężko, Lecz za to łatwo dopłynąć wesko.

Co dopłyną, cudują w rynku I łzy tam leją, w co drugim szynku Gdy już wypiją, przejrzą na oczy Polwów dzisiejszy, nie zaskoczyć

Bo lwów potrafi wspomnienia W piosenki i wiersze zamieniać.

Bo lwów zna sztuki i sztuczki Dla wielkich i całkiem maluszki.

Od wieków po scenach i stelkach Młoczyła się lwowska piosenka.

Zbierała w imaty i

Aż przyszła, by zawznieć dziś dla was.

Można tu czerpać radość kielonkiem, Przypysznym strudlem wypasać żonkę.

Dla męża sało jest i raz za wiec, Wszystko do smaku w dzisiejszym Lwowie.

W jakiś wesoły rym i muzyka I raz do tanga, raz do walczyka Niech zielbów kręci w prostej piosence Nic nam do szczęścia nie trzeba więcej

Bo lwów potrafi wspomnienia w piosenki i wiersze zamieniać.

Bo lwów zna sztuki i sztuczki dla wielkich i całkiem maluszki.

Od wieku po scenach i scenkach uczyła się lwowska piosenka.

Zbierała mi maty i brawa,

Aż przyszło, by zabić dziś dla Was

Bo lwów potrafi wspomnienia w piosenki i wiersze zamieniać.

Bo lwów zna sztuki i sztuczki dla wielkich i całkiem maluszki.

Od wieków po celach i scenkach uczyła się lwowska piosenka.

Zbierała by waty i brawa

Szanowni Państwo, teraz czas na ogłoszenia.

Andrzej Szteliga, autor książki Kochany Lwów, zawsze w pamięci zaprasza wszystkich 4 grudnia bieżącego roku na godzinę 11 do Regionalnego Instytutu Kultury imieniem Wojciecha Korfandego w Katowicach przy ulicy Teatralnej 4.

Będzie to spotkanie autorskie urozmaicone małą prezentacją artystyczną lwowskich piosenek.

A teraz życzymy Państwu pięknej niedzieli i świętowania wspomnienia św.

Andrzeja, Krzysztof Kiczek i Ewa Węglarz.

Wspomnienia w marzeniach, w snach.

Ruch jest w nas.

Epopeja bez końca trwa.

Ruch jest w nas.

W naszych sercach zatrzymał się czas.

Tylko czemu kamienne lwy mają w oczach polskie łzy?

Powiedz czemu kamienne lwy Mają w oczach polskie łzy Urodzeni w niepodległej Polsce Urodzeni wiele lat po Jałcie Urodzeni w nowej już Europie Wspomnieniami powracamy zawsze

Do tych ulic, do tych placów, do tych domów Gdzie nie mieszka już nikt z naszych bliskich Tylko cienie legend niemal pokryją Opowieści snują w dziwnej ciszy Tylko cienie legend niemal pokryją Opowieści snują w dziwnej ciszy

Lwów jest w nas We wspomnieniach, w marzeniach, w snach Lwów jest w nas Epopeja bez końca trwa Lwów jest w nas

W naszych sercach zatrzymał się czas.

Tylko czemu kamienne rwy mają w oczach polskie łzy?

Powiedz czemu hamienne lwy mają w oczach polskie łzy.

Lwów jest w nas, we wspomnieniach, w marzeniach, w snach.

Lwów jest w nas, epopeja bez końca trwa.

Lwów jest w nas, w naszych sercach zatrzymał się czas.

Tylko czemu kamienne lwy mają w oczach polskie łzy?

Powiedz czemu kamienne lwy mają w oczach polskie łzy?

Ostatnie odcinki