Mentionsy

Mao Powiedziane
21.10.2025 04:00

Chińczycy boją się imigrantów

Kup książkę „Chiny jednego dziecka” na stronie Empik: https://www.empik.com/chiny-jednego-dziecka-sochon-piotr-truszczynska-weronika-urban-nadia,p1666533204,ksiazka-p 

Kup książkę „Chiny jednego dziecka” na stronie wydawnictwa Znak: https://rcl.ink/nyD18

 

Dołącz do grona Patronów tego podcastu na http://www.patronite.pl/maopowiedziane  

Sklep Mao Powiedziane https://maopowiedziane.pl/ 

Posłuchaj dalszej części odcinka na kanale Mao Powiedziane Plus na Spotify: https://open.spotify.com/show/0ySk7ZCQPHXRGLeC7IaZkj?si=ciUq8dgETyi4Hw4Zmkl5Ug 

Jak połączyć konto na Patronite ze Spotify https://patronite.pl/post/71266/polacz-konto-na-patronite-ze-spotify 

 

W Chinach ruszył nowy program wizowy dla zagranicznych talentów, który miał być narzędziem w globalnej rywalizacji o uzdolnionych naukowców, a stał się katalizatorem narodowej debaty o imigracji. W tym odcinku rozmawiamy o lękach Chińczyków wobec cudzoziemców, o ograniczeniach chińskiego rynku pracy, systemu wizowego i akademickiego, oraz o tym jak Chiny chcąc przyciągać światowe talenty, nie chcą się na świat otworzyć.

 

Dołącz do naszego Discorda (dla Patronów) https://patronite.pl/post/59230/jak-dolaczyc-do-naszego-discorda

Postaw nam kawę na http://buycoffee.to/maopowiedziane

Instagram: http://instagram.com/maopowiedziane

Instagram Nadii: http://instagram.com/nadia.urban

Instagram Weroniki: http://instagram.com/wtruszczynska

Napisz do nas: [email protected] 

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 334 wyników dla "J"

W najnowszym odcinku podcastu Małopowiedziane witają Was Nadia Urban, Piotr Sochoń,

Dziękujemy Wam bardzo za to, że nas wiernie słuchacie i szczególnie dziękujemy tym z Was, którzy nie tylko nas słuchają, ale również nas wspierają i stanowią naszą naprawdę niesamowitą społeczność patronów.

Jeżeli nie jesteś patronem, a chciałbyś się nim stać, to możesz to zrobić na patronite.pl ukośnik małpowiedziane.

Dla wszystkich naszych patronów mamy oczywiście odcinki mało powiedziane plus, a także naszą bardzo dynamiczną grupę na Discordzie, która łączy ludzi zainteresowanych nie tylko Chinami, ale Azją w ogóle.

Jak zwykle słyszycie te pozdrowienia lekko kaleczony Polski przez naszych chińskich znajomych.

To dla wszystkich tych patronów, którzy wspierają nas kwotą 100 zł miesięcznie.

To jest większa kwota i takiego wsparcia, które bardzo wiele dla nas znaczy.

Tak jest, pamiętajcie też o naszym mailu kontaktmałpa małopowiedziane.pl.

Można tam pisać z zapytaniami albo na przykład ze zleceniami, jeżeli chcielibyście nas zatrudnić.

Do tego jest też nasz sklep.

małopowiedziane.pl, gdzie możecie sobie kupić kubki, koszulki i fajne materiały do nauki chińskiego, a poza tym nadal w przedsprzedaży jeszcze jest nasza książka, ale termin jej premiery już się zbliża i osoby, które naszą książkę zakupiły prawdopodobnie dostaną ją już w połowie przyszłego miesiąca, więc naszą książkę możecie kupić w linku, który znajdziecie poniżej na stronie księgarni.pl

Książka już trafiła do drukarni, więc ten moment zbliża się wielkimi, wielkimi krokami.

A o czym porozmawiamy sobie dzisiaj?

Od 1 października w Chinach obowiązuje nowy typ wizy.

Dzięki niej Pekin chce przyciągać z zagranicy osoby określane jako talenty naukowe i technologiczne.

W reakcji na te informacje internet chiński wybuchł.

ukazując przy okazji głęboko zakorzeniony lęk przed imigracją.

I dzisiaj właśnie o tym arcyciekawym i wielowątkowym zagadnieniu będziemy rozmawiać.

Powiemy sobie o rzuceniu wyzwania USA w obszarze rywalizacji, o te globalne talenty naukowe i inżynieryjne, o tym jakie ograniczenia Chiny...

mają w tym obszarze, o tym właśnie, jak jest społeczne nastawienie do imigracji, z czego ono wynika, jak Chińczycy oceniają politykę migracyjną i asymilacyjną innych państw i tak dalej, i tak dalej, ale...

Dla uporządkowania tej dyskusji, zanim uderzymy w tony geopolityczne, nacjonalistyczne, a nieraz historyczne, to powinniśmy zacząć od przedstawienia realnego stanu imigracji do Chin, stanu populacji obcokrajowców w Chinach, Anno Domini 2025.

Kim są ci ludzie, co robią, jaka jest podstawa prawna ich pobytu w Chinach i czy Chiny są miejscem im przyjaznym?

Nie wiem, czy widzieliście taką informację, która krążyła ostatnio po Instagramie, że w całych Chinach jest mniej obcokrajowców niż w Berlinie.

Więc to jest bardzo, bardzo ciekawe i też ludzie mi to przesyłali, więc myślę, że możemy też do tego się właśnie odnieść, bo rzeczywiście obcokrajowców dzisiaj jest mniej niż było jeszcze kilka lat temu, prawda?

No właśnie, czy Chiny faktycznie mają się czego bać, jeżeli chodzi o migrację?

Tak jak Weronika mówiła, generalnie był odpływ od obcokrajowców z Chin.

Obecnie mówi się o tym, że chińskie metropolie tracą swój międzynarodowy charakter i też, że ten obraz obcokrajowca zmienia się z takiego niebieskookiego blondyna stereotypowego na po prostu Azjatę z krajów ościennych.

Ale może zacznijmy od tego, czy w ogóle Chiny kiedykolwiek były takim hubem dla międzynarodowych talentów i czy chińskie miasta kiedykolwiek naprawdę miały taki międzynarodowy charakter.

Ostatnie takie bardzo dokładne, oficjalne dane, jakie są dostępne, pochodzą ze Spisu Powszechnego z 2020 roku.

Mówimy tutaj o osobach, które mieszkały w Chinach na stałe, więc tam spełniały jakieś kryteria dotyczące tego, ile trzeba w Chinach mieszkać.

To było mniej niż 0,1% całej populacji kraju.

Dla porównania w takich krajach właśnie jak Niemcy, czy Francja, czy Stany Zjednoczone, to jest od kilku do kilkunastu nawet procent w całej populacji.

Właśnie, bo tutaj ja chciałabym zapytać, chodzi o osoby, które przebywają w Chinach na wizach długoterminowych, czyli mają to tak zwane pozwolenie na rezydencję, bo wiadomo jest tam jakaś część pewnie obcokrajowców, którzy tu wjeżdżają, wyjeżdżają, robią te wizarany i tam jakoś tak sobie nie do końca legalnie pracują, jak na przykład, nie wiem, pomoce domowe z Filipin, które chociażby w Chinach również pracują, a dla takich osób specjalnych wiz nie ma i one w teorii nie mogą dostać pozwoleń na pracę, więc...

No domyślam się, że to są osoby, które w Chinach przebywają i pracują nie do końca legalnie na jakichś tam wizach turystycznych czy innych typach wiz, więc rozumiem Nadia, że tutaj mówisz o osobach, które przebywają tak z pozwoleniami na pobyt taki stały.

Tak, dokładnie tak, to są cudzoziemcy, którzy mieszkają w Chinach na stałe.

No a żeby było jeszcze śmieszniej, to cała ta afera i drama wokół właśnie tej nowej wizy K, to jest wokół wizy, która jest dokładnie tego typu pozwoleniem na wjazd, no i pobyt krótkoterminowy w Chinach, o jakiej mówi Weronika, bo na razie na ten stan prawny, jak nagrywamy ten odcinek 19 października,

no to na tę wizę można zostać w Chinach jedynie do 180 dni, bo powyżej tego okresu wymagany będzie już pobyt stały i pozwolenie na pobyt.

Ciekawie robi się, gdy spojrzymy na to, gdzie ci obcokrajowcy głównie się kumulowali w tym 2020 roku.

Najwięcej cudzoziemców było w prowincji Guangdong, a tuż za nią był Yunnan.

I to może się wydawać ciekawe, dlatego że Yunnan to nie jest globalne centrum finansowe, prawda?

To jest raczej biedniejsza prowincja.

Ale tajemnica tkwi w geografii, bo Yunnan graniczy z Mianmą, z Wietnamem, z Laosą, skąd dużo ludzi przyjeżdża do Chin do pracy.

Dopiero na trzecim miejscu znalazł się Szanghaj.

Sytuacja bardzo się zmieniła w trakcie pandemii COVID-19.

Zamknięcie granic oczywiście spowodowało, że dużo ludzi podejmowało decyzję o wyjeździe i to właśnie te największe miasta najbardziej obrwały.

Bardzo dużo ludzi wyjechało z Szanghaju, z Pekinu, z Kantonu.

Ostatnio, dosłownie niedawno na South China Morning Post był artykuł o tym, ile aktualnie mieszka w Pekinie obcokrajowców na stałe.

I ja chcę, żebyście zgadli, jaka jest to liczba.

Byliśmy na Wielkim Murze i właśnie często ludzie, którzy nas mijali, Chińczycy, rozmawiali między sobą, widząc nas.

My byliśmy żywym dowodem właśnie na to, że w Pekinie jest bardzo dużo obcokrajowców.

To jest dowód na to, że w Pekinie jest dużo obcokrajowców.

No dobrze, więc do twojego pytania.

No powiedziałbym 150 tysięcy, może pewnie nawet mniej niż to.

Dobra, no to ja powiem, ja myślę, że mniej.

Myślę, że gdyby to były takie liczby, jakie wy podajecie, to nie doczekałoby się one artykułów w South China Morning Post.

Słuchajcie, jest to aktualnie 22 tysiące osób.

Ja nie byłam w stanie w to uwierzyć, ale jest to taka liczba ludzi mieszkających tam na stałe, którzy mają stałe pozwolenie na pobyt.

Także wiecie, ta międzynarodowa społeczność w dużych chińskich metropoliach jest generalnie fatamorganą.

Po prostu ludziom się wydaje, że ona istnieje, ale to nie jest prawda.

O Boże, ja przypominam sobie teraz taki tekst akademików z naszego tutaj szanghajskiego Uniwersytetu Fudan.

który został opublikowany niedługo po tej aferze, to w cudzysłowie, z lodami na targach samochodowych.

To może nasi słuchacze pamiętają, bo wspominaliśmy o tym, że na stanowisku Mercedesa bodajże obcokrajowcy mieli dostawać lody w pierwszej kolejności.

To obudziło inne instynkty niż te, o których też będziemy mówili, bo będziemy też mówili o obawach przed emigrantami z cywilizacji niższych, to znowu mówię w cudzysłowie.

No ale tutaj akurat mamy do czynienia z takim kompleksem wobec tych cywilizacji, które nas upokarzały przez te 100 lat.

Nadia była częścią takiej niemałej gównoburzy, można powiedzieć, w chińskiej takiej dramy internetowej.

Ale właśnie tamten tekst, o którym wspominam, akademików z Uniwersytetu Fudan, omawiał jak to Chińska Republika Ludowa do obcokrajowców podchodziła.

i ścisłej restrykcji.

Potem oczywiście w latach reform i otwarcia rządu Xiaopinga po 1978 roku ta polityka przeszła w kierunku liberalizacji, ułatwień wizowych.

No i tutaj już ten artykuł zaczynał mieć wydźwięk alarmistyczny, tak bym powiedział, że oto mamy rosnący problem z obcokrajowcami w Chinach.

No i właśnie tutaj chcę, żebyście w tym kontekście myśleli o tych liczbach właśnie.

I pojawiają się takie przykłady, jak na przykład, bardzo mnie to rozbawiło, gettoizacja obcokrajowców, że rzekomo są w dzielnice właśnie koreańskie, japońskie, afrykańskie.

Możemy wam powiedzieć troszkę o tym wyzwaniu dotyczącym dzielnicy na przykład japońskiej czy koreańskiej.

no-go zones można powiedzieć w Szanghaju.

My akurat odważamy się tam czasem zapuszczać, bo na przykład w dzielnicy koreańskiej są bardzo fajne spa i restauracje.

Oczywiście mieszka tam trochę Koreańczyków, już mówiąc serio.

Ale uwierzcie mi, że większość w tych dzielnicach to są oczywiście Chińczycy i naprawdę mówienie o jakimś problemie jest niedorzeczne.

Właśnie tam, wskazując na przykład na dzielnicę japońską z kolei, bo ta dzielnica koreańska jest częścią dzielnicy Minghang, japońska to jest taka też część, taka poddzielnica Gubei.

napięć i konfliktów kulturowych i wyzwaniem też przez to dla stabilności społecznej.

Naprawdę z ręką na sercu, znając te dzielnice też i nawet mając okazję przeciąć się z ludźmi tam mieszkającymi i pamiętając właśnie o tych liczbach cały czas, żeby mówić o jakimś wyzwaniu, niewłaściwym modelu.

Znaczy, jeżeli chodzi o tę dzielnicę japońską i koreańską, ok, ja trochę rozumiem, z czego może to wynikać, bo coś w tym jest, że jest w Szanghaju sporo Japończyków, którzy nie mówią ani po angielsku, ani po chińsku.

Ja takie osoby spotkałam.

Ba, kiedyś poznałam panią w Szanghajkę, która...

która miała męża Japończyka, który też mieszka w Szanghaju, oni tam już mieli dwójkę dzieci i tak dalej.

I ta pani powiedziała mi, że jej mąż nie zna żadnego języka poza japońskim i tak naprawdę ona jest jego tłumaczką jako Szanghajka.

Ale wiecie, z drugiej strony też zastanawiam się, ilu na przykład Chińczyków jest w Japonii, którzy gdzieś tam też żyją w jakichś takich swoich bańkach chińskich, korporacji i tak dalej, którzy też nie znają ani japońskiego, ani angielskiego.

Wydaje mi się, że to jest problem w każdym kraju, tak?

Chinatown jest po prostu synonimem dla tego typu właściwie dzielnicy, ale tak, oczywiście to, o czym mówisz, jest zjawiskiem na bardzo mikroskopijną skalę.

Ja nawet mogę powiedzieć, że są takie faktycznie instytucje edukacyjne dla tych ludzi i co ciekawe, czasami, dajmy na to, nie wiem, przedszkole czy szkoła i nawet Chińczycy, chociaż nie jest to do końca legalne, posyłają tam swoje dzieci po to, żeby one odbierały edukację po koreańsku czy japońsku, też myśląc o wyjeździe do

tamtych krajów.

Tak, tak, ale no to masz rację, biorąc pod uwagę ilu tych Japończyków i Koreańczyków jest w Chinach, no to rzeczywiście nie jest to aż tak kuriozalny problem, żeby teraz Szanghaj był zalewany przez Japończyków znających tylko język japoński, ale ja jeszcze wrócę na chwilę do tej historii z lodami.

gdzie to rzeczywiście na targach obcokrajowcy mieli dostawać lody, a Chińczycy nie.

Jestem teraz w prowincji Wangdong na targach kantońskich.

Poszłam z moją siostrą na hotpot Heidi Lao.

Byłyśmy bardzo, bardzo głodne, ale pełno ludzi czeka w kolejce.

No i podchodzę do pani, która tam rozdaje te numerki i mówię, dzień dobry, ile trzeba czekać?

I ja i moja siostra mówimy, no to nie, dziękujemy za długo, poszukamy czegoś innego.

A ta pani tak wyglądała jakby trochę spanikowała i mówi, nie, nie, nie, poczekajcie.

I słyszę, że mówi do krótkofalówki, przyszło dwóch obcokrajowców, znajdziecie im coś?

No i w ten sposób zjadłyśmy sobie właśnie hajdi lao bez kolejki.

Sama byłam naprawdę w szoku i zaskoczona, bo dawno mi się już coś takiego nie wydarzyło.

No ale więc widzicie, są plusy dla obcokrajowców, ale jest też bardzo dużo minusów i uprzedzeń.

No to właśnie może ta historia Nadi, którą wywołałem, bo ty można powiedzieć, że wywołałaś trochę swoją osobą gniew Chińczyków o takim bardziej nacjonalistycznym zabarwieniu.

To nie pierwszy raz, no bo generalnie, jeżeli się cokolwiek publikuje na chińskich mediach społecznych, to trzeba się z tym liczyć, że jedno słowo się powie źle i komuś się to nie spodoba i wuf, po prostu.

Ja zawsze się z tego śmieję, że Chińczycy właśnie tak w takim kontakcie

bezpośrednim są zazwyczaj bardzo mili, uprzejmi, ciekawi ciebie, ale w internecie to naprawdę dobrze im się odkleja czasem.

Po prostu ja jakieś czasem brałam udział w takim wydarzeniu, które się nazywa Inspiring Women, to jest wydarzenie cykliczne, gdzie po prostu są zapraszani różni speakerzy i tam dzielą się swoimi doświadczeniami i tak dalej.

I to jest wydarzenie, które jest prowadzone w języku angielskim i zarówno dziewczyny, które na tych wydarzeniach występują, jak i widownia jest mieszana.

To są i obcokrajowcy i Chinki, bo to jest generalnie wydarzenie kierowane od kobiet dla kobiet.

No i po prostu pojawił się filmik promujący kolejną edycję tego wydarzenia, na którym znalazłam się między innymi ja, no bo to po prostu były sceny z tych poprzednich spotkań.

No i słuchajcie, tam naprawdę się zrobiła gównoburza na dwa tysiące komentarzy i generalnie na początku było fajnie, fajnie, a potem się zaczęły komentarze typu, że to jest promowanie obcokrajowców, że to jest gloryfikowanie obcokrajowców, że to jest w ogóle wydawanie pieniędzy po to, żeby budować obraz tego, że tam obcokrajowcy są lepsi i tak dalej.

które się zaangażowało w te dyskusje, to są na przykład ludzie, którzy aktualnie, aktywnie studiują za granicą, tak?

Więc, no, sytuacja się naprawdę wymknęła spod kontroli i ten post został po prostu usunięty, bo już tam się zrobiło nieprzyjemnie, ale takie rzeczy mają czasem miejsce.

Ja też pamiętam, że kiedyś w jakimś filmiku powiedziałam, że nie lubię tego, że w Chinach jogurty są słodkie i generalnie dostałam takie komentarze typu to wracaj do swojego kraju, nie?

Jakby

To też powoduje, wiecie, że ta społeczność obcokrajowców się zmienia, zmienia się struktura narodowa.

Teraz w 2024-2025 roku jest zdecydowanie mniej osób z krajów rozwiniętych.

czy to z krajów rozwiniętych z zachodu, takich jak z USA, z Niemiec, z Francji, czy też z rozwiniętych krajów azjatyckich, bo jest coraz mniej ludzi na przykład z Japonii, z Korei Południowej, z Singapuru.

Natomiast jest zdecydowanie coraz więcej osób z Mianmy, z Wietnamu i z Laosu.

Generalnie cudzoziemcy z Mianmy stanowią dzisiaj numer jeden, absolutny numer jeden.

I oni w 2010 roku stanowili jedynie 6% wszystkich obcokrajowców, a aktualnie stanowią 41%, więc to jest gigantyczna zmiana i prognozuje się, że będzie ich tylko więcej.

Ogólnie takie top 3 narodowości obcokrajowców w Chinach to jest numer 1 Myanmar, numer 2 Wietnam i numer 3 Korea Południowa.

O, to jest ciekawe, że ta Korea Południowa jeszcze się trzyma, ale rzeczywiście ja pamiętam, jak jeszcze studiowałam sinologię, to u nas też profesorowie mówili, że no kiedyś, kiedyś, czyli właśnie gdzieś tam w latach zerowych bardzo dużo było Japończyków, potem zrobiło się więcej Koreańczyków, a później jak ja studiowałam, no to raczej mówili, że Tajlandia, Wietnam, no i właśnie zaczynał się taki już boom na ten Laos.

Tak, generalnie jeżeli chodzi o tą społeczność Koreańczyków, to ona bardzo spada.

W 2010 roku oni stanowili 20% wszystkich obcokrajowców, a aktualnie jest to jedynie 7%.

Naprawdę jest tak, że ta społeczność ludzi z Mianmy jest stosunkowo o wiele większa niż wszystkie inne narodowości.

Tak, a teraz jeszcze będzie pewnie coraz więcej osób z Wietnamu, biorąc pod uwagę, że 30 milionów chińskich kawalerów rozgląda się tam za żonami, o czym mówiliśmy w naszym odcinku o tym, gdzie Chińczycy szukają żon, których brakuje w Chinach i o czym piszemy też trochę w naszej książce Chiny jednego dziecka, więc jeżeli ktoś chciałby sobie też więcej poczytać o tym, no to zapraszamy do zakupu oczywiście.

No właśnie, więc może porozmawiajmy trochę o tym, jak to jest z tym legalnym pobytem w Chinach.

Oficjalnie chińskie przepisy wizowe są naprawdę restrykcyjne.

Jeżeli chcemy dostać taką standardową wizę pracowniczą, wizę Z, no to wymagane jest wyższe wykształcenie, doświadczenie zawodowe oraz konkretna oferta pracy.

To nie jest tak, że możemy sobie tutaj przyjechać szukać pracy, tylko powinniśmy już mieć jakąś ofertę, jakąś nagraną pracę, że tak powiem.

żeby móc tutaj przyjechać.

Więc w teorii obcokrajowcy bez wykształcenia wyższego nie powinni mieć możliwości legalnej pracy w Chinach.

Teraz zresztą w sierpniu została ogłoszona nowelizacja tego rozporządzenia o zarządzaniu wjazdem i wyjazdem cudzoziemców, która właśnie wprowadziła tę wizę K. Ogólnie ten chiński system wizowy jest dosyć skomplikowany i ma nie tyle wszystkie kolory tęczy, co wszystkie litery alfabetu.

Mamy wizę L i to jest wiza turystyczna, której teraz już nie potrzebujemy, nasi słuchacze z Polski nie potrzebują.

Jest wiza X, to jest wiza studencka, gdzie mamy wizę X1, która jest dla dłuższych studiów, X2 dla takich krótkoterminowych kursów, Q i S, to są różne typy wiz rodzinnych, są wizy J dla dziennikarzy, M to jest wiza biznesowa.

D to jest wiza rezydencka dla osób, które uzyskały prawo stałego pobytu, to znaczy jeżeli ktoś ma prawo do tak zwanej zielonej karty chińskiej, to może zaaplikować o wizę D, na której sobie wjeżdża po to, żeby potem zmienić ją na kartę pobytu.

No i są też dwie takie szczególne kategorie i jedna z nich to jest wiza R, która jest wydawana dla takich wysoko wykwalifikowanych specjalistów, to jest taka wiza VIP-owska powiedziałabym.

I nowość wiza K, o której jeszcze będziemy sobie rozmawiać, ale zdecydowana większość osób, które chcą w Chinach pracować aplikuje o wizę Z. No i kluczowe jest to, że część z tych wiz, no bo wiza jest dokumentem, który tak naprawdę pozwala nam wjechać do kraju.

Ale jeżeli chcemy tu mieszkać, jeżeli chcemy właśnie na stałe tutaj przybywać, czyli to w chińskim prawie jest okres powyżej 180 dni, no to część z tych wiz musimy zamienić właśnie na pozwolenie na pobyt.

Jeśli chodzi o to, jakie są możliwości, czy jakie sytuacje uprawniają nas do tego, żeby było takie pozwolenie na pobyt zaaplikować, no to jest ich pięć, jeżeli dobrze pamiętam, więc to jest albo praca...

albo studia, albo są to osobną kategorią, są właśnie korespondenci mediów zagranicznych, albo jest to wiza rodzinna dla osób, które mają w rodzinie Chińczyka, albo dla rodzin osób, które po prostu są z takimi stałymi rezydentami.

Więc to jest pięć kategorii.

Zgadza się i tak jak Piotr powiedział, sytuacja jest trochę bardziej skomplikowana, bo taka wiza, wiza Z właśnie, dopiero uprawnia nas do wjazdu do Chin, a po przyjeździe musimy jeszcze wystąpić o pozwolenie na pracę.

I tutaj znowu się sytuacja zagęszcza i znowu otwieramy kolejną puszkę z literami alfabetu, bo mamy znowu trzy kategorie pozwolenia na pracę.

Więc mamy tak, kategorię A dla wybitnych talentów, menadżerów wysokiego szczebla i tak dalej.

B to jest kategoria, która występuje najczęściej.

Po prostu większość ludzi pracujących w Chinach tutaj ma taką kategorię.

No i C to jest taka trochę kategoria wytrych.

To może być dla osób, które przyjeżdżają do pracy krótkoterminowo.

To może być dla osób mniej wykwalifikowanych, ale też jest na przykład system kwotowy dla ludzi, którzy dopiero co kończą studia.

Więc to jest taka trochę kategoria, która pozwala na elastyczność przy dawaniu pozwolenia na pracę.

Ja mogę się podzielić swoim doświadczeniem, ponieważ ja również dostałam work permit kategorii C w momencie, w którym aplikowałam o pracę tuż po ukończeniu studiów magisterskich.

Czyli nie miałam jeszcze doświadczenia zawodowego wystarczająco długiego, żeby móc zaaplikować o kategorię B czy tam A.

Więc przyznano mi po prostu kategorię C. I faktycznie różne źródła zwracają uwagę, że to jest taki po prostu pojemny koszyk, który mieści w sobie bardzo dużo różnych kategorii pracowników.

Coś ciekawe, jak ja przyjechałam do Chin, tam moje pierwszy rok czy dwa lata, to jeszcze wtedy w ogóle był bardzo duży problem, jeżeli osoba świeżo po studiach w Chinach, czyli absolwent chińskiej uczelni, chciałby w Chinach zostać i pracować bez doświadczenia, no nie było takiej furtki.

Oni dopiero bodajże w 2016 czy 2017 roku wprowadzili tę kategorię ABC i wtedy rzeczywiście studenci, którzy w Chinach skończyli studia, mogli właśnie zostać tutaj i pracować.

Rzeczywistość oczywiście, jak możecie sobie wyobrazić, jest o wiele bardziej złożona i to nie jest tak, że każda osoba, która przyjeżdża tutaj do pracy jest zatrudniona legalnie, zwłaszcza, że coraz więcej przyjeżdża tutaj osób do zawodów pracochłonnych, czyli tak zwanych pracowników niewykwalifikowanych.

Sam fakt tego, że jest tutaj tak dużo ludzi z Mianmy w stosunku do innych narodowości, też pokazuje, że oni prawdopodobnie wykonują innego typu pracę, bo to nie jest tak, że oni wszyscy są menadżerami wysokiego szczebla.

Gdzie na przykład w przypadku osób przyjeżdżających z Niemiec, to większość z nich faktycznie jest zatrudniona w tym sektorze korporacyjnym.

Więc jest kilka dróg, jakimi ci ludzie wjeżdżają do Chiny.

Pierwsza z nich to są wizy rodzinne i w tych regionach przygranicznych, szczególnie w Yunanie, tam dosyć częstym zjawiskiem są małżeństwa transgraniczne z obywatelami Chin i dzięki temu te osoby przyjeżdżają do Chin i...

Podejmują tutaj pracę, chociaż niekoniecznie mają pozwolenie na pracę, to jest nierzadkie zjawisko.

Druga droga to są wizy krótkoterminowe, ludzie tutaj przyjeżdżają na wizach turystycznych albo na wizach biznesowych, następnie próbują je przedłużać lokalnie, czasem jest tak, że robi się tak zwane visa runs, że ludzie wyjeżdżają, wracają.

Trzeci model to jest tak zwana praca przez granicę i tutaj znowu pokazuję dlaczego w Yunanie jest tak dużo tych obcokrajowców, bo zarówno w Yunanie jak i w Guangxi funkcjonują takie umowy dwustronne, które pozwalają mieszkańcom krajów sąsiednich przekraczać granicę i podejmować prace sezonowe.

To mogą być na przykład zbiory, to może być praca na budowie, to może być praca w fabryce, więc istnieją tego typu umowy.

No i oczywiście czwartą drogą jest taka już typowa szara strefa, gdzie ludzie po prostu przyjeżdżają na jakiejkolwiek wizie, ta wiza potem wygasa, oni po prostu zostają, więc mają wiecie, nieuregulowany, nielegalny status i no...

po prostu czasem te władze lokalne przymykają na to oko, jeżeli jest to mała skala, a na przykład no po prostu ci pracownicy są potrzebni.

Więc efekt jest trochę taki, że mamy oficjalny system wizowy, który co do zasady miał służyć przyciąganiu wysoko wykwalifikowanych specjalistów i faktycznie jest czasem tak, że ludziom jest ciężko dostać wizę.

A z drugiej strony praktyka jest też taka, że pojawia się coraz więcej osób, które nie mają szans na to, żeby być legalnie zatrudnionym, a mimo to przyjeżdżają do pracy.

No i oczywiście odczytuje się też ten ruch w pewnym odniesieniu do tego, co dzieje się w Stanach Zjednoczonych.

Bo USA rzecz jasna ma w ręku potężny atut.

Jest państwem multikulturowym o tradycji migracyjnej, której nie można porównywać z żadnym innym krajem.

krajem na świecie i to oczywiście w połączeniu z elitarnymi uniwersytetami, ośrodkami badawczymi, przedsiębiorstwami itd.

Nie ma nawet sensu na ten temat więcej mówić, ale w tym amerykańskim ekosystemie pojawiają się pęknięcia wywołane polityką Donalda Trumpa, którego administracja zaostrzyła politykę

wobec zagranicznych studentów, tych także, którzy chcą zostać i takie zawody też dla wysoko wykwalifikowanych pracowników podejmować.

No też ogranicza się właśnie wydawanie wiz, wprowadza wyższe opłaty, za nie wprowadza surowszą kontrolę, weryfikację także samych studentów.

Trudno nie odczytywać tego ruchu Chin właśnie jako reakcji na to, co dzieje się w USA i znalezienia w tym swojej szansy.

Mówi po chińsku, zna ten kraj.

ale jej marzeniem były studia w USA i dostała się tam na doktorat.

Sama przyznała mi, że właśnie w obliczu tych wspomnianych zmian politycznych nie było łatwo wcale dostać jej finansowania, ale mimo tego, że po stronie amerykańskiej wszystko się dla niej ułożyło, to nie może tam wyjechać, bo w jej kraju w Bangladeszu sytuacja polityczna jest niestabilna i trudno dostać jej wizę do Stanów.

I myślę, że w przypadku osób z krajów globalnego południa to pokazuje też inną stronę wojny o talenty, a nie ukrywajmy, że to bardzo często o talenty z tych krajów chodzi, z Indii, Bangladeszu i tak dalej.

Ci ludzie traktują swoje wykształcenie, dyplomy, talent, pracę jako przepustkę do lepszego, stabilnego i bezpiecznego życia.

USA jest, wciąż chyba jest.

Krajem, który jest w stanie zapewnić to tym oczywiście nielicznym, ale najlepiej wykształconym osobom z całego świata.

Moja koleżanka, myśląc o wyjeździe do USA, nie myśli jedynie o świetnym uniwersytecie i wykształceniu dalszym.

Ona myśli o przepustce do pokoleniowej zmiany wręcz.

zamieszkania w innym kraju.

I mimo, że tak, Chiny dały jej wykształcenie, ona nie jest jakimś tam ekspatem żyjącym w bańce, zna język, ma chińskich znajomych, ale czuje i wie, że nie będzie jej łatwo spędzić w Chinach całego życia.

Jak się okazuje, to jest o wiele, wiele trudniejsze, bo dotyczy właściwości, charakterystyk państwa, których nie da się prosto zreformować.

To nie jest tak, że Chiny mają problem z retencją tych ludzi, tylko Chiny nie robią nic, żeby tych ludzi zachować, bo ja myślę, że jednak jest dosyć spora grupa osób, które w Chinach studiują, kończą studia i chciałyby w Chinach zostać, ale tak naprawdę nie mają w żaden sposób ułatwionej tej ścieżki i trochę jest takie założenie, że ci ludzie, na które jednak Chiny wydają mnóstwo pieniędzy w postaci stypendiów i tak dalej, że oni przyjadą, zrobią dyplom i wyjadą.

Tak, no ja jestem tego świetnym przykładem, bo to ile ja musiałam włożyć wysiłku i pieniędzy w to, żeby założyć swoją firmę i móc na nią dostać pozwolenie na pracę i wizę i tak dalej, ja jestem przekonana, że to jest niewykonalne dla 99%.

osób, tak, absolwentów chińskich uczelni, jeżeli ktoś chciałby robić właśnie jakikolwiek biznes, no to wiecie, ja byłam w stanie sobie nagrać pierwszych klientów tylko dlatego, że mam po prostu duże social media i stamtąd miałam klientów, no i też dlatego, że mam...

Takie koneksje rodzinne też tutaj w Chinach i byłam w stanie sobie załatwić kilku pierwszych klientów, bo tak naprawdę, żeby dostać pozwolenie na pracę i wizę na swoją własną firmę, musisz mieć od razu klientów.

Zakładasz dzisiaj firmę i za 2-3 miesiące, jak aplikujesz o wizę, urząd sprawdza, czy twoja firma zarabia, tak?

No właśnie, ten wątek studiów i tego, że w sumie łatwo jest tutaj, znaczy relatywnie tak, łatwo jest przyjechać tutaj na studia, ale trudniej zostać.

To jest ciekawy wątek i może właśnie go pociągnę.

Dalej trzymając się przykładu tej mojej znajomej z Bangladeszu.

Ona tutaj studiowała, otrzymywała w czasie studiów stypendium, nie aż tak wysokie, ale mimo wszystko są to jakieś pieniądze, są miejsca w darmowych akademikach dla obcokrajowców.

No a właściwie w tym wypadku za studentów ich stypendia, opłacanie uczestnych za studia, te akademiki, o których wspomniałem, jest odpowiedzialna specjalna komórka działająca w ramach Ministerstwa Edukacji.

Do jej określenia często używa się angielskiego skrótkowca CSC, nawet często Chińczycy go używają, więc jego się trzymajmy.

To jest od China Scholarship Council.

I moja koleżanka i my

i tysiące ludzi studiujących w Chinach są dowodami na to, że ten system akurat w tym wymiarze działa, tak?

Tylko w jakim celu on działa?

Z jednej strony finansuje Chińczyków uczących się czy realizujących projekty badawcze za granicą, tam wjeżdżających na wymiany i tak dalej, no a z drugiej strony właśnie finansuje studia obcokrajowców w Chinach.

No ten pierwszy wymiar jest oczywisty, to jest związane jeszcze z wezwaniami Deng Xiaopinga, który przyjął władzę właśnie pomału.

Chciał, żeby Chińczycy wyjeżdżali na zachód na studia, później wracali do kraju.

Ale jak i Chiny mają cel w finansowaniu studentów zagranicznych?

Przeczytałem sobie taki wywiad przed dwóch już dekad z Liu Jinghui, który zarządzał CSC.

Jego wypowiedź potwierdza, że to o czym my sobie też czasem prywatnie dyskutujemy, potwierdza się także na tym najwyższym decyzyjnym szczeblu.

Dodam, że jest to wywiad po chińsku dla chińskiego periodyka, więc jest to przekaz dla Chin i dla Chińczyków.

No i sekretarz Liu mówi od razu, że stypendia dla obcokrajowców to element chińskiej dyplomacji i budowania chińskiego soft power.

Więc widzicie, że motywacje nie służyły tutaj pomocy w integrowaniu tej utalentowanej młodzieży z całego świata w tę rosnącą dynamicznie gospodarkę Chin, bo kiedy też przychodzi do zdefiniowania właśnie celów związanych z samym kształceniem, to Liu mówi, że są trzy.

Po pierwsze, stypendia CSC stały się kolejnym elementem ewaluacji chińskich uczelni.

odróżnienia tych lepszych od gorszych, właśnie godnych i niegodnych przyjmowania obcokrajowców i zobaczcie, że w ten sposób przez też alokację środków rząd chiński Ministerstwo Edukacji ma możliwość mobilizowania uniwersytetów do podnoszenia poziomu, do takiego, żeby one zostały zaakceptowane.

żeby znaleźć się właśnie na tej liście akredytowanej przez CSC, że też obcokrajowcy mogą tam przyjeżdżać i my wam będziemy zwracać za, jeżeli oczywiście ci obcokrajowcy zostaną zaakceptowani, spełnią wymogi otrzymania stypendium, no to my wam właśnie te pieniądze zwrócimy, pokryjemy te koszta.

Tutaj sekretarz Liu przechodzi do drugiego punktu.

Jak obecność zagranicznych studentów mobilizuje chińskie uczelnie do podnoszenia poziomu?

Na przykład mobilizuje kadry do nauki angielskiego, bo wiele programów jest oferowanych po angielsku.

To także popycha te kadry naukowe do internacjonalizacji, co pomaga też w publikacjach zagranicznych, na czym chińskim uczelniom bardzo zależy.

I tutaj oczywiście pojawia się trzeci kluczowy punkt.

To pomaga także w nawiązywaniu współpracy na poziomie instytucjonalnym.

No oczywiście na marginesie wiem, że słuchają nas też studenci czy nawet uczniowie liceum, którzy też myślą o wyjeździe do Chin.

Sam robię tutaj doktorat.

Uważam, że daje on mi możliwości, których nie miałbym gdzie indziej oczywiście, ale moje odczucie jest takie, że to zależy od wielu, wielu indywidualnych kwestii, które po prostu łagodzą tę systemową sytuację.

charakterystykę, o której wspomniałem, no wiadomo, im lepsza uczelnia, tym jednak lepiej to działa.

Kwestia promotora, jakiego się ma, no ostatecznie też indywidualne nasze podejście do tej nauki, jaki się ma plan na swoją ścieżkę akademicką w Chinach i tak dalej, do czego chcą się wykorzystać.

skoro miałem właśnie powiedzieć o tej wizie dla talentów, bo jak widzicie, że ten system CSC działa, nie oznacza, że on działa w taki sposób, który ma tym obcokrajowcom wychodzącym z chińskich uczelni ułatwić pozostanie w Chinach, czy znalezienie pracy, to już w ogóle, tak?

Wciąż ten system jest nastawiony właśnie na takie dosyć partykularne, wąsko rozumiane cele polityczne, a otwarcie właśnie na te talenty międzynarodowe będzie wymagało zupełnie innego podejścia.

No i jaką tutaj się próbę podejmuje z tą wspomnianą wizą K, która to zgodnie właśnie ze znowelizowanymi regulacjami jest wydawana zagranicznym młodym talentom naukowo-technicznym wjeżdżającym do Chin.

Jeśli na przykład wejdziecie sobie na stronę chińskiego MSZ, gdzie macie właśnie taki serwis aplikacji wizowych i rozwiniecie listę dostępnych kategorii wizowych do aplikacji wizowej, to nie znajdziecie wizyka w ogóle.

To się oczywiście może zmienić, to co mówię może się zaktualizować, ale na ten moment jak nagrywam odcinek nie ma takiej wizy, tak jak sobie wszedłem na te...

W sekcji instrukcji możemy ją wybrać i tam dostaniemy informację, że musimy być albo absolwentami prestiżowej uczelni, albo pracownikami prestiżowej jednostki badawczej.

Nie chcę wchodzić już przesadnie w szczegóły, żebyśmy nie zamieniali tego podcastu w audycję agencji wizowej.

Ale chcę pokazać, że ta wiza K, która wywołała gigantyczny zamęt w Chinach, uwierzcie nam, ona jest wciąż niedookreślonym konceptem.

Tam dalsze przepisy, oczywiście konkretyzujące, zostały zapowiedziane.

Natomiast wygląda na to, że z tą wizą K nie będzie można pracować, nie będzie można zarabiać, będzie można angażować się w jakieś bliżej nieokreślone projekty badawcze.

Zastanawiam się, myślę o tym, jak to będzie wyglądało w praktyce, bo tak naprawdę, tak jak mówimy, wiza to wiza.

Teraz to sobie można przyjechać bez wizy, umówmy się.

Przyjazd do Chin przestaje być wielkim problemem.

Ale no właśnie, wiza, tak jak wiza K, uprawnia tylko do przyjazdu i pobytu maksymalnie do 180 dni.

Jeśli nie zmienią się przepisy, to tak też właśnie będzie w przypadku wizy K. Nie będzie można jej zamienić na stały pobyt.

bo tak jak wspomniałem jest te pięć przypadków, kiedy o stały pobyt można zaaplikować, no i ta wizaka nie podchodzi tak naprawdę pod żaden z nich na ten moment i w tym stanie prawnym.

Nadia wspomniała, że oczywiście jest już wiza R, wydawana tym cudzoziemcom o wysokich kwalifikacjach oraz specjalistom deficytowym, których potrzebuje państwo, tak to jest sformułowane.

I to jest tak naprawdę realna ścieżka dla osób z tymi najwyższymi kwalifikacjami i zarobkami.

To jest wiza też, która ma czytelną ukierunkowanie ku pracy w Chinach po prostu.

Pod tym względem jest podobna do wizy Z, właśnie tej zwykłej wizy pracowniczej.

którą przecież spokojnie wysoko wykwalifikowane osoby, te talenty mogą dostać.

Także ja cały czas nie rozumiem do końca, o co tutaj chodzi.

Wiza to jest tylko dokument, który uprawnia do przyjazdu do kraju i nie mam wrażenia, że wysoko wykwalifikowane osoby z tym przyjazdem mają w obecnym stanie problem.

Tutaj jeśli chodzi o taki właśnie długoterminowy pobyt, jeżeli mielibyśmy powiedzieć, gdzie nie jesteśmy skazani na łaskę pracodawcy, no to rzecz jasna można by wspomnieć jeszcze o zielonej karcie, takim stałym pozwoleniu na pobyt, które też jest terminowe, ale to jest 10 lat w przypadku osób pełnoletnich.

No i teraz tak właśnie, skoro trochę statystyk było, no to kraj, który ma miliard czterysta milionów populacji, w którym żyje niecały milion obcokrajowców, taki stały pobyt ma 12 tysięcy ludzi.

To jest właśnie ta hojność i otwarcie Chin.

Ale poza tymi ograniczeniami administracyjnymi, umówmy się, że kluczowa jest rozmowa właśnie o możliwościach dla tych najlepiej wykwalifikowanych obcokrajowców.

Więc trudno też nie odnieść mi wrażenia, że tutaj w Chinach te dobre wizy, karty stałego pobytu i tak dalej, one służą tak naprawdę dużym firmom.

To znaczy oczywiście nie firma bezpośrednio prawo pobytu czy wizę dostaje, ale to właśnie operowanie tym dużym firmom ma to ułatwić.

Więc tak naprawdę z naszego doświadczenia, tak jak się tutaj w Chinach poruszamy, bo też znamy tych obcokrajowców, to te wizy dostają po prostu ludzie piastujący wysokie stanowiska w zagranicznych firmach z dobrymi zarobkami.

I na tych zagranicznych firmach działających w konkretnych oczywiście obszarach Chinom zależało, żeby zdobywać know-how.

Ale nie myślano tutaj o zbudowaniu też przez te wizy pozwolenia na pobyt takiego akademickiego centrum świata, czy nawet Azji właśnie, w oparciu o jakąś mieszankę talentów chińskich i zagranicznych.

Tak jak mówię, w całej tej dyskusji należy patrzeć na to, na ile system jest otwarty na wchłanianie obcokrajowców, dawanie im jakiejś roli decyzyjnej, bo umówmy się, tak to w Chinach nie działa, nie jest to charakterystka chińskich uczelni, ani chińskich firm, no tak już zupełnie mówiąc wprost, w chińskich firmach mają rządzić Chińczycy, na chińskich uczelniach mają wykładać Chińczycy.

sztucznej inteligencji, dajmy na to, problemem jest używanie innych narzędzi w Chinach niż

No wiecie, GitHub nie jest na przykład tutaj dostępny bez VPN-a.

Wiadomo, że się z niego korzysta, chińscy programiści to robią, ale to wszystko jest problematyczne przez to, że taki równoległy ekosystem istnieje i to wszystko też jest utrudnienie w pozyskiwaniu tych zagranicznych talentów, więc chcę powiedzieć...

że mimo iż wydarzyło się coś, tutaj znowu wracam do tego wątku, Stany robią to, a Chiny robią tamto, co pozornie wygląda jak amerykański odwrót od globalnych talentów, a w przypadku Chin zwrot ku ich ściąganiu, to jednak proszę, żeby nie patrzeć na to zbyt powierzchownie.

No i rzecz jasna nie można nie napomknąć w tym kontekście o tak fundamentalnej kwestii jak społecznym nastawieniu do migracji do Chin, bo skoro jesteśmy właśnie przy tym splocie amerykańsko-chińskim,

to zwróćcie uwagę, że teraz właśnie mamy decyzję Trumpa, żeby za wizę H1 dla tych wysoko wykwalifikowanych pracowników za granicy płacić w Stanach 100 tysięcy dolarów.

No to jest na przykład problem, który znowu dotyczy wspomnianej mojej znajomej z Bangladeszu, która chce pracować w Stanach w służbie zdrowia.

Jak spojrzymy na to, kto dostaje wizy H1 w Stanach, to zdecydowana większość to właśnie osoby z Azji Południowej, konkretnie z Indii.

Tak jak mówię, nie udawajmy, że w tej dyskusji o globalnych talentach nie mówimy w dużej jednak mierze o puli bardzo utalentowanych młodych ludzi z Indii właśnie.

Skoro dyskutujemy o czym, czy Chiny mogą zdać się takim hubem dla globalnych talentów, to czy wyobrażacie sobie, że ci Indusi do Chin będą trafiać?

Ostatnio wrzucałem na naszego Discorda właśnie dla patronów takie wygenerowane w AI grafiki, które zamieszczane były przez Chińczyków na mediach społecznościowych, które wyśmiewały Japonię.

Japonię, która także mimo bardzo dużego oporu społecznego musi się otwierać na imigrantów.

Oni nie ukrywają akurat, że chodzi o tych mniej wykwalifikowanych, ale na pewno nie mniej ważnych pracowników.

No ale wielu Chińczyków miało używanie, pokazując właśnie jak to na przykład Tokio będzie wyglądało za kilkadziesiąt lat, no i były tam takie obrazki stereotypowe dla Indii właśnie, no niestety w dużej mierze prawdziwe wciąż, ale zanieczyszczonych ulic, przestrzeni miejskiej zdominowanej przez mężczyzn, takie już no bardzo upokarzające obrazki osób tam kąpiących się w rzece i tak dalej, bardzo stereotypowe.

No i tak właśnie wielu Chińczykom kojarzy się decyzja otwarcia na

i migracje z Indii i to pokazuje także chińską gotowość do przyjęcia większej liczby migrantów z państw globalnego południa i to jest wydaje mi się kluczowy kontekst dla analizy tego jak wyglądała w Chinach reakcja nadmierna na wprowadzenie tych niewinnych jak już powiedziałem wiz dla talentów typu K.

No właśnie, bo myślę, że możemy najpierw odłożyć sobie na bok dyskusję o tym, czy rzeczywiście wiza K jest odpowiedzią na te trudności ostatnie ze zdobyciem wizy H1 w Stanach Zjednoczonych.

Bo Piotr, zarysowałeś tutaj rzeczywiście najważniejszy kontekst tego, dlaczego chiński internet wybuchł.

Wybuchł niechęcią do imigracji, dlatego że w Stanach Zjednoczonych rzeczywiście większość, tak jak powiedziałeś, tych wischa, jeden jest wydawanych osobom z Indii.

I to jest naprawdę druzgocąca większość.

Na drugim miejscu są zresztą Chiny.

jako, że Chińczycy pałają ogromną niechęcią do osób z Indii, ze wzajemnością prawdopodobnie, no to w tym internecie naprawdę zrobiło się nieprzyjemnie.

No i może sobie rozbijmy to na takie czynniki pierwsze, to znaczy jakie komentarze królowały w ogóle w internecie i co jest też ciekawe, ja pierwsze tego typu komentarze zobaczyłam na mediach społecznościowych zachodnich, czyli na przykład na

Instagramie, gdzie ta niewielka część obywateli Chin, która tam ma dostęp do Instagrama, wypowiadała swoje zdanie.

pod na przykład jakimiś tam newsami różnych mediów, które pisały o tej nowej wizie K, pisały w takim kontekście, że to jest odpowiedź na utrudnienia w zdobywaniu wizy H1 w Stanach Zjednoczonych, więc ewidentnie media te globalne, te światowe, one przyjęły tę wizę K jako właśnie coś takiego jak amerykańska wiza H1, tylko w Chinach, no i mówiono, że jak Stany Zjednoczone się zwiną,

i nie chcą tych globalnych talentów, no to teraz te globalne talenty będą przyjeżdżać do Chin.

No ale jakie komentarze pojawiały się zarówno na mediach społecznościowych zachodnich, jak i na chińskich?

Przede wszystkim, i to nie tylko Chińczycy pisali o tym, ale również obcokrajowcy, którzy gdzieś tam czytali o tym, że są problemy na chińskim rynku pracy typu

Tak, a my mamy 20 milionów bezrobotnych absolwentów, którzy tylko czekają na pracę, a rząd chce ściągać jeszcze więcej ludzi.

No i o tym to my też rozmawialiśmy w naszym odcinku Chińczycy bez pracy, no bo wiecie, Chiny chcą ściągać te globalne talenty, osoby wysoko wykwalifikowane, no a mówiliśmy jednak...

Jeżeli są Chińczycy, którzy są na tyle wykształceni, uzdolnieni, że zdobyliby na przykład wizę H1 w Stanach, to te osoby raczej nie miałyby aż tak dużego problemu z pracą w Chinach.

A osoby, które mają problem z pracą w Chinach, nie wiem, skończyły jakieś kiepskie studia i chciałyby dostać fajną pracę, no to są osoby, które nie dostałyby raczej wizy H1 w Stanach i nie są substytutem dla tych globalnych talentów.

a tutaj niewiele osób w ogóle wpadło na to rozróżnienie i naprawdę ja widziałam takie wręcz oburzone komentarze, że jak to, to 20 milionów bezrobotnych absolwentów i oni nie są wykwalifikowani, przecież oni skończyli studia, więc na pewno są wykwalifikowani, są to talenty.

Kolejne takie nastroje.

To były komentarze, które nawiązywały do imigracji w ogóle.

No i tam było mówione, że Chiny to nie jest kraj imigrantów i że lepiej wybrać sobie jakiś inny kraj.

W Chinach nie ma nic ciekawego, w ogóle nie ma tutaj tradycji imigracji, więc dlaczego ci ludzie chcą w ogóle przyjeżdżać do Chin?

Kolejne rzeczy to są takie...

już, że na przykład w Chinach są słabe warunki pracy, mało wolnego, dlaczego w ogóle obcokrajowcy chcą przyjeżdżać do Chin, jeżeli tutaj no źle się zarabia i nie jest fajnie i to też wydaje mi się, że...

Chińczycy nie do końca zdają sobie sprawę z tego, o czym Nadia powiedziała na początku.

To znaczy, większość obcokrajowców, którzy przyjeżdżają do Chin, to są osoby, które są wysoko wykwalifikowane i przyjeżdżają tutaj pracować w naprawdę wspaniałych pracach.

No bo to są, wiecie, bardzo często osoby, które zarabiają kimś.

Kilkadziesiąt tysięcy yuanów miesięcznie, którym firmy globalne wynajmują mieszkania ekspackie za kilkadziesiąt tysięcy miesięcznie, które dostają ogromne bonusy.

To są naprawdę bardzo fajne kontrakty.

A Chińczycy mówią tutaj o niskich pensjach i tak dalej.

Oni chyba sobie nie do końca zdają sprawę z tego, że...

obcokrajowcy są przyciągani do takiego kraju jak Chiny głównie pieniędzmi, no bo takie jak na przykład Stany Zjednoczone przyciągają tym, że mogą zaoferować zieloną kartę, można zdobyć to obywatelstwo i tak dalej, tak Chiny są krajem po pierwsze o takim ustroju politycznym jakim są, które budzą, ten ustrój budzi trochę strach na zachodzie.

Tutaj większość obcokrajowców, no nie takich jak my, którzy interesują się generalnie Chinami, tylko obcokrajowców po prostu przyjeżdżających do pracy, to są obcokrajowcy, którzy przyjeżdżają tutaj, że tak powiem, zbierać koiny, tak?

Czyli po prostu przyjeżdżają tutaj dla wspaniałej pensji.

Co jeszcze widziałam?

Komentarze typu Chiny nie mogą stać się placem zabaw dla obcokrajowców i nie wiem, czy tutaj chodzi o mnie i o moją siostrę dostającą hotpot bez kolejki.

No też uważam, że jest to trochę nie w porządku, ale myślę, że nie ma to zbyt wiele wspólnego z tą wizą K, bo ja nie jestem tu na wizie K, tak?

Ja jestem tutaj na zwykłej wizie pracowniczej.

nawiązujące do Indii, bo wydaje mi się, że całym tym clue tej sytuacji jest to, że Chińczycy boją się po prostu, że przyjedzie tutaj bardzo dużo ludzi z Indii, tak jak na tej wizie H1 pojechało do Stanów.

Co więcej, widziałam vlogi w ogóle Indusów również na chińskich social mediach i najczęściej nagrywane nawet po chińsku, gdzie na przykład ktoś mówił, że wow, super nowa wizaka, studiowałem wcześniej w Chinach, a teraz pracuję gdzieś indziej, a może wróciłbym do Chin.

Jedź do Kanady, jedź do Stanów, jedź do innego kraju.

Więc ja bym tutaj postawiła, że jednak Chińczycy, no boli ich trochę to, że do Chin chcą przyjeżdżać.

Chce przyjeżdżać więcej ludzi z tych krajów, że tak powiem w cudzysłowie ogromnym, nie prestiżowych.

A tak się teraz dzieje, że jednak...

Nawet na te studia przyjeżdża więcej osób z krajów Azji Centralnej, na przykład z takich krajów jak Kazachstan, z takich krajów jak kraje Afryki.

Oczywiście wiadomo, że dla Chin to jest budowanie tego soft power, ale kogoś tutaj boli to, że nie ma już tutaj tylu obcokrajowców z krajów zachodnich i ta opinia o Chinach w krajach zachodnich się zdecydowanie pogarsza.

ze Stanów Zjednoczonych w Chinach jest naprawdę tyle, co kot napłakał.

Tam jeszcze nie tak dawno temu to było wręcz kilkaset, kilkaset studentów z tak ogromnego kraju jak Stany Zjednoczone.

jeśli chodzi o te komentarze, to jest to, że po pierwsze rzeczywiście mało kto sobie w ogóle zadał trud, żeby sprawdzić, czym ta wiza K jest, bo to nie jest żadne otwarcie się na imigrację, to nie są żadne zielone karty, to jest wiza na 180 dni.

Więc ona nie uprawnia nawet do osiedlenia się w Chinach, do mieszkania tutaj.

To jest jedna rzecz.

A druga rzecz to jest to, że rzeczywiście komentarze w moim odczuciu były...

Wydaje mi się, że jeszcze sporo tak naprawdę jest tutaj wątków, które moglibyśmy poruszyć, porozmawiać właśnie o tym, jak Chiny i Chińczycy oceniają

Te ryzyka, tę potencjalną falę migracji, o czym to świadczy, bo to też bardzo wiele mówi o samych Chińczykach i rozumieniu własnego społeczeństwa, swojego kraju, ale też przy okazji o tym, jak oni projektują pewne obawy, które wynikają z ich oceny polityki migracyjnej państw zachodnich, Europy, Stanów.

w naszej dogrywce Małopowiedziane+, dostępnej dla wszystkich wspierających nas na patronite.pl ukośnik Małopowiedziane.

Przypominamy, że w przedsprzedaży jest nasza książka Chin jednego dziecka, która też opisuje sporo wątków, które pomagają konteksty, o których dzisiaj...

mówiliśmy lepiej zrozumieć, a jeżeli chodzi o regularne odcinki mało powiedziane, to słyszymy się z Wami już za tydzień.

Bardzo dziękujemy.

Z Szanghaju mówili do Was Piotr Sochoń, Nadia Urban i z Foszan mówiła do Was Weronika Truszczyńska.