Mentionsy
Balonik z perowskitu. Jak wielkie nadzieje zderzyły się z fizyką
Perowskity miały odmienić nasze życie. Lekkie, elastyczne, wydajne i tanie, drukowane niczym gazeta… to miała być rewolucja w fotowoltaice. Polska technologia, prestiżowe nagrody, miliardy złotych potencjalnych zysków. A jednak, po ponad dekadzie i wydaniu ogromnych kwot na badania i rozwój firmy Saule, do obiecanego komercyjnego przełomu nie doszło. W tym materiale opowiadamy historię perowskitów w Polsce: od przełomowych badań laboratoryjnych, przez medialny entuzjazm i startupową gorączkę, aż po twarde zderzenie z fizyką, chemią i realiami biznesu. To nie jest film „za” ani „przeciw”. To historia o tym, jak rodzą się (i czasem gasną) wielkie technologiczne obietnice. Ważne: ten film nie […]
Szukaj w treści odcinka
Sprawdź nasze nowości i kup na sklep.naukatolubie.pl.
Ogniwa fotowoltaiczne z perowskitów miały być przełomem, który zrewolucjonizuje energetykę słoneczną.
Tak przynajmniej obiecywała polska firma Sole Technologies, założona w 2014 roku przez fizyczkę Olgę Malinkiewicz.
Zawsze fascynowała mnie energia słoneczna i jak z niej zrobić lepszy użytek.
Odkrycie możliwości tego materiału było fascynujące.
Było warto rzucić wszystko i cały swój czas poświęcić w rozwijaniu tej technologii.
Przez dekadę projekt ten wzbudzał ogromne nadzieje.
Elastyczne, lekkie ogniwa perovskitowe nadrukowywane na folii miały pokonywać ograniczenia sztywnych paneli krzemowych i umożliwić ich montaż w zasadzie wszędzie.
Na fasadach budynków, oknach urządzeniach mobilnych, a nawet wewnątrz pomieszczeń czy nawet na żaglach np.
Sukces Sole Technologies stał się elementem dumy narodowej.
Olga Malinkiewicz otrzymywała nagrody, w tym prestiżową European Inventor Award w 2024 roku, a media raz po raz ogłaszały, że Polska jest o krok od spektakularnego przełomu technologicznego na skalę światową.
To było nasze wspólne marzenie.
Witam w Polsce, witam we Wrocławiu, witam w polskiej firmie Saule Technologies, która jako pierwsza na świecie komercyzuje ogniwa perovskite'owe.
Witajcie w świecie Saule Technologies.
W 2021 roku jako pierwsi na świecie będziemy komercyzować ogniwa perovskite'owe w czterech obszarach.
bo naprawdę absolutnie nieracjonalne było to, co wokół Saule media robiły.
Ja przypomnę tylko jeden tytuł z bardzo poczytnego tygodnika, Polka ratuje świat.
Jeżeli Polacy czytają o Polsce ratującej świat, to trudno mi wyobrazić sobie mniej odpowiedzialne kreowanie tego, czego my po Saule i po Oldze Malinkiewicz się spodziewamy.
Pomijam już porównania do Marii Curie-Skłodowskiej itd.
Młoda, zdolna i ambitna Olga Malinkiewicz ukończyła studia magisterskie w Instytucie Fotoniki na Politechnice Katalońskiej w Barcelonie.
Już w ich trakcie pracowała naukowo i zajmowała się nowatorskimi badaniami z zakresu energetyki słonecznej.
A jest to coraz bardziej lukratywna gałąź przemysłu ze względu na globalne trendy w nowoczesnej energetyce, która coraz chętniej i bardziej korzysta z powszechnie dostępnych odnawialnych źródeł energii.
Słońce jest potężnym i powszechnie dostępnym źródłem darmowej energii.
Niestety ze względu na ograniczenia technologiczne jesteśmy w stanie skorzystać z tylko niewielkiej części słonecznej potęgi, m.in.
z powodu sprawności ogniw fotowoltaicznych.
Te współczesne mają sprawność zwykle pomiędzy 15 a 22%.
Drugim ograniczeniem jest funkcjonalność najpopularniejszych paneli PV, czyli krzemowych.
Są duże, sztywne, ciężkie, a więc nie wszędzie można je montować, a to sprawia, że wiele nasłonecznionych miejsc nie da się wykorzystać.
Cały czas trwają poszukiwania oraz badania nowych materiałów i technologii solarnych, żeby pokonać te ograniczenia.
korporacje oraz cała masa mniejszych, ambitnych graczy, w tym setki jak nie tysiące startupów z branży technologicznej.
Bo gra idzie nie tylko o chwałę i świetlaną przyszłość ludzkości.
Obecnie światowy rynek fotowoltaiczny wart jest około 500-600 miliardów dolarów, a w przeciągu najbliższej dekady może wzrosnąć nawet do biliona.
się na nim wybić, by coś na nim zarobić.
W 2011 roku Olga Malinkiewicz rozpoczęła studia doktoranckie na Uniwersytecie w Walencji, koncentrując się na materiałach organicznych do zastosowań fotonicznych, czyli takich, które wykorzystują światło do przesyłania informacji, do oświetlania w telekomunikacji czy w energetyce.
Swoją uwagę skupiła na perovskitach.
W tym okresie technologia ogniw perowskitowych dopiero raczkowała na świecie, ale interesowało się nią wielu naukowców i inżynierów, co w następnych latach przyciągnęło również uwagę dużych firm technologicznych, inwestujących w nowoczesną energetykę.
Malinkiewicz skupiła się przede wszystkim na ulepszaniu ich struktury i metod wytwarzania, a przy okazji zdobywała doświadczenie w międzynarodowych laboratoriach.
No właśnie, dlaczego perowskity tak zainteresowały wielu badaczy z całego świata?
Fotowoltaika perowskitowa wzbudziła dużo fascynacji ze względu na swoją wysoką aktywność.
Odkąd się pojawiła, to jej wydajność w laboratoriach rejestrowana bardzo szybko rosła.
ale jej wąskim gardłem tak zwanym była stabilność.
Te ogniwa są bardzo nietrwałe, źle sobie radzą w warunkach podwyższania wilgotności albo podwyższania temperatur.
Co więcej, te ogniwa bardzo źle znoszą tak zwane skalowanie, czyli one mają bardzo dobre aktywności w małej laboratoryjnej skali na poziomie milimetrów albo centymetrów kwadratowych,
Ale kiedy chcemy zrobić duże ogniwo, a przyjmowanym za standardowy rozmiar panelu to jest 243 cm2, w dużych rozmiarach to po prostu drastycznie spada.
W kolejnych latach Olga pracowała bez wytchnienia, przeprowadzając eksperymenty z perowskitami, koncentrując się na obniżaniu temperatury procesu wytwarzania ogniw nowej generacji.
Jej celem stało się opracowanie metody nanoszenia warstw perowskitów na elastyczne podłoża, tak by zachować wysoką sprawność ogniw przy dużo niższych kosztach.
Były to prace pionierskie, które niebawem utorowały jej drogę do znaczącego przełomu technologicznego.
Było nim opracowanie w 2013 roku architektury ogniwa słonecznego na bazie perovskitów, która pozwalała na wydrukowanie go w niskiej temperaturze, a to bardzo ważne na specjalnej folii, przy zachowaniu wysokiej sprawności.
Wyniki swoich badań Olga przedstawiła w artykule opublikowanym w magazynie naukowym Nature Scientific Report w sierpniu 2014 roku.
to oczywiście od razu przyciągnęło uwagę środowiska naukowego i biznesowego.
Fotowoltaika trzeciej generacji to są ogniwa po pierwsze cienkowarstwowe, po drugie na elastycznym podłożu.
Ogniwa cienkowarstwowe to były drugiej generacji, one się pojawiły trochę wcześniej, one były też budowane z krzemu, tak jak te najbardziej tradycyjne, czyli pierwszej generacji.
na elastycznym, giętkim podłożu, tak żeby te ogniwa może było rolować, żeby je może było łatwiej transportować i nosić na dowolny typ powierzchni, nie tylko na pionowe ściany albo tachy.
Komercjalizacja i w ogóle wdrożenie do produkcji ogniw perovskitowych jest bardzo trudnym zagadnieniem.
Najpierw trzeba zacząć od tego, czy ogniwa perovskitowe w ogóle mogą być jakąkolwiek konkurencją w stosunku do ogniw strzemowych.
No bo tutaj wiele doniesień medialnych jest takich, że jest przycisk, która zastąpi nam ogniwa krzymowe.
Ogniwa perovskitowe to nie będzie przełom taki jak przejście z lamp elektronowych na półprzewodniki.
To bardziej jest przejście z laserów gazowych na sypię przewodnikową.
Czyli nie taka wprost konkurencja, tylko bardziej rozwój równoległej nowej technologii.
Potencjał rynkowy swoich badań od razu dostrzegła też sama Olga Malinkiewicz, która doskonale wiedziała, że realizacja jej naukowych ambicji dotyczących fotowoltaiki trzeciej generacji musi prowadzić do komercjalizacji tej technologii.
Inaczej na zawsze utkniona.
w laboratorium i żadnego realnego przełomu w energetyce słonecznej nie będzie.
Idąc tym tropem w 2014 roku założyła startup Soule Technologies, nazwa pochodzi od litewskiej bogini słońca, Soule, Soule, no by nadać biznesowe ramy swojej pracy i przede wszystkim pozyskać finansowanie na dalsze badania i rozwój.
Jej firma zostaje zarejestrowana w Polsce, ale od początku ma charakter międzynarodowy.
Pozyskuje pierwszych prywatnych inwestorów oraz współpracowników do kluczowych na tym etapie działu badań i rozwoju.
W 2015 roku do Solę zaczynają płynąć coraz poważniejsze fundusze na rozwój, zarówno prywatne jak i publiczne.
W sierpniu dostają oni ogromny grant z Programu Operacyjnego Inteligentny Rozwój, zarządzanego przez Narodowe Centrum Badań i Rozwoju.
Te środki mają być przeznaczone na stworzenie pierwszego na świecie ultracienkiego, elastycznego ogniwa perovskitowego, drukowanego metodą atramentową.
Technologia drukowania ogniw fotowoltaicznych jest fantastyczna.
Wielu naukowców z całego świata wiąże z tym duże nadzieje, więc nie uważam, żeby tutaj był popełniony jakiś błąd, że ona poszła w tym kierunku.
Ale coś po drodze najwyraźniej zawiodło.
wystąpiły jakieś inne problemy, o których nawet nie wiemy, bo to jest firma, więc tego nie raportują.
Ja uważam i nie tylko ja, że technologia wytwarzania ogniw perovskitowych metodami drukarskimi jest bardzo dobrym kierunkiem, ponieważ jest to bardzo wygodne, bardzo tanie, bardzo szybkie.
Tanie może jeszcze nie na tym etapie, kiedy jeszcze to rozwijamy,
ale docelowo będzie tanie, ponieważ jest to banalne w obsłudze i stosunkowo szybkie w obsłudze.
Miesiąc później do Seoul Technologies dołącza kluczowy wtedy inwestor zagraniczny, japoński milioner Hideo Safada, który zainwestował około 200 milionów złotych na rozwój peroskitów.
Safada, który zrobił fortunę w branży turystycznej, dostrzegł potencjał polskiej technologii, która według niego miała zrewolucjonizować rynek energetyki.
Firma nawiązała też współpracę z funduszem ARP Venture, należącym do Agencji Rozwoju Przemysłu, uzyskując wsparcie w budowaniu relacji biznesowych i dostęp do ekosystemu przemysłowego.
Dzięki tym funduszom i kontaktom Saulę znacząco przyspieszyło prace badawczo-rozwojowe.
Ścigamy się z resztą świata i nie damy się pokonać.
Tak komentowała to wówczas Olga Malinkiewicz.
Technologią SAULE zainteresował się nawet sektor obronny, Ministerstwo Obrony Narodowej i Polskie Wojsko oraz lotniczy, m.in.
Przedstawiciele tych branż odwiedzali laboratorium SAULE we Wrocławiu, dostrzegając potencjalne zastosowanie ogniw perovskitowych w zasilaniu sprzętu wojskowego i kosmicznego.
W tym samym czasie wynalazek Olgi Malinkiewicz, jak i ona sama, trafia do mediów, a za ich pośrednictwem do opinii publicznej.
I zaczyna się trwający wiele lat okres chwały i nagród.
Padają słowa o przełomie, fotowoltaice, o rewolucji i o polskim technologicznym sukcesie na skalę globalną.
Idą zatem coraz większe oczekiwania.
za nimi coraz większe pieniądze.
Niewielu publicznie mówiło o bardzo trudnych wyzwaniach naukowych i inżynieryjnych oraz o potencjalnych problemach, a te są przecież nieuniknione.
Nie mówiła o tym także Olga.
A jest to kardynalny błąd, ponieważ błędy i porażki są nieodłączną częścią losu naukowca czy innowatora.
zarówno w padaniach podstawowych, jak i w padaniach wdrożeniowych, w dużej liczbie opiera się na niepowodzeniu.
90% pracy naukowca to są porażki.
To tylko 10% z tego, co robią naukowcy, na prawdę kończy się sukcesem.
W 2015 roku Malinkiewicz jako pierwsza Polka została wyróżniona na liście Innovators Under 35 MIT Technology Review.
Uznano ją za wynalazczynię roku 2015.
To jedna z wielu nagród, które dostała za technologię drukowanych ogniw perovskitowych.
Rok później otrzymała wysokie odznaczenie państwowe, czyli Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski, wręczony 11 listopada 2016 roku przez prezydenta RP za wybitne zasługi dla rozwoju polskiej nauki.
W tym samym roku najwyraźniej dostrzeżono również jej potencjał biznesowy i została wyróżniona przez prestiżowe American Chemical Society jako jedna z wiodących kobiet przedsiębiorczeń w obszarze tzw.
nowych technologii.
Miało to prawdopodobnie oznaczać, że doskonale potrafi łączyć naukę z obiecywaną komercjalizacją perovskitów, choć była od niej jeszcze bardzo daleko.
Te wyróżnienia, te okładki najważniejszych magazynów, order prezydenta, zdjęcia z najważniejszymi politykami.
Ja nie wiem, jak to wpłynęło na Olgę Malinkiewicz, ale myślę, że uczciwie, żeby pozostać uczciwym, wskazałbym na dwie kwestie.
każdemu byłoby bardzo ciężko taką popularność udźwignąć.
Każdy miałby prawo uwierzyć w to, że faktycznie zbawia świat, zbawia Polskę, rozwija genialną technologię.
I moim zdaniem nieuczciwe byłoby jakiekolwiek sugerowanie tego, że Olga Malinkiewicz tej popularności nie udźwignęła.
Nawet jeżeli jej nie udźwignęła,
to miała do tego pełne ludzkie prawo.
To po pierwsze.
Po drugie, ja nie potrafię oprzeć się wrażeniu, bardzo subiektywnemu, że media, że politycy, że wszyscy ci, którzy tymi oczekiwaniami żyli, w takim zwykłym ludzkim sensie zrobili Jolzę Malinkiewicz krzywdę.
Ja nie chcę się stawiać teraz absolutnie w roli jej obrońcy, niezdorosłą osobą, niejeden problem przechodziła, niejeden jeszcze przejdzie, ale myślę, że
Tak naprawdę osób faktycznie życzliwych Saule, życzliwych technologii i życzliwych twórcy tej technologii, Olgi Malinkiewicz, było znacznie, znacznie mniej niż się wówczas wydawało.
W roku 2017 Malinkiewicz obroniła doktorat na Uniwersytecie w Walencji, podnosząc swoją naukową wiarygodność w dziedzinie tanich i wydajnych ogniw słonecznych.
W tym czasie Saule Technologies prowadzone już od kilku lat wraz z współzałożycielami koncentrowało się na przełożeniu obiecujących osiągnięć laboratoryjnych na prototypy, które będzie można pokazać światu.
Firma rozpoczęła budowę zaplecza doświadczalno-produkcyjnego we Wrocławiu i tam powstawały pierwsze linie pilotażowe do druku ogniw perovskitowych.
Pozyskano kolejne granty na badania i do 2018 roku SAULE miało do dyspozycji ponad 20 milionów euro dofinansowania z Unii Europejskiej i polskich instytucji publicznych.
Zaplecze finansowe obejmowało również granty akademickie do realizacji badań we współpracy z czołowymi uniwersytetami z Wielkiej Brytanii, Izraela, Niemiec, Włoch i Hiszpanii.
Wszystko to miało służyć przygotowaniu wielkoskalowej, prototypowej linii produkcyjnej ogniw perowskitowych, którą Olga Malinkiewicz zapowiadała w mediach.
Obserwowałem rozwój Saule z perspektywy menadżera nauki, z perspektywy kogoś, kto rozwojem badań naukowych zarządza i zarządza również rozwojem technologii.
I proszę mi wierzyć, że z perspektywy właśnie menadżera nauki i człowieka, który odpowiada za rozwój technologii, sygnałów, takich czerwonych flag wskazujących na to, że nie wszystko albo wiele nie wygląda w rozwoju saule i rozwoju tej technologii, było wiele.
Zaredwie kilka procent startupów jest w stanie przez to, co w procesie komercjalizacji nazywamy doliną śmierci, jest w stanie faktycznie osiągnąć...
sukces rynkowy.
To, co z perspektywy menadżera nauki było faktycznie szokujące, to nie porażka firmy i nie porażka rozwoju technologii, tylko niesłychane, proszę wybaczyć kolokwializm, napompowanie oczekiwań społecznych,
PR, który przekraczał wszelkie granice zdrowego rozsądku i smutne oczekiwanie czy obserwowanie menadżera nauki, kiedy ten balon w końcu pęknie, bo on musi pęknąć, a im pęknie później, co jest oczywiste, tym pęknie głośniej i boleśniej dla wszystkich obserwujących.
W 2018 roku Saule przeszło wreszcie od fazy prac koncepcyjnych do pierwszych wdrożeń pilotażowych, które miały pokazać prawdziwy potencjał tej technologii.
17 stycznia 2018 roku ogłoszono strategiczne partnerstwo ze szwedzkim gigantem budowlanym Skanska.
Ta firma uzyskała wyłączną licencję na zastosowanie technologii perowskitowej Saule w budownictwie komercyjnym.
Miało to obejmować fasady budynków, szklane elewacje, ekrany akustyczne na rynkach Europy, ale także Stanów Zjednoczonych.
Skanska dostrzegła w perowskitach szansę na tworzenie samowystarczalnych energetycznie biurowców.
Zapowiedziano, że już w 2018 roku ruszą pierwsze pilotażowe instalacje ogniw na budynkach w Polsce.
Latem 2018 Saule przeprowadziło intensywne prace nad uruchomieniem małej linii produkcyjnej, która miała produkować prototypowe moduły i testować je wspólnie ze Skanską.
Grudzień 2018 przyniósł pierwszy taki test.
Na warszawskim biurowcu Spark, należącym do Skanska, czy budowanym przez Skanska, zainstalowano demonstracyjny panel perowskitowy o powierzchni 1,3 na niecały 1 metr.
Celem tego pilotażu było sprawdzenie łatwości montażu, integracji paneli z elewacją takiego budynku, ale też sprawdzenie ich wydajności w warunkach rzeczywistych, obejmujących wilgoć, wiatr i różnego rodzaju zanieczyszczenia miejskie.
Skanska podała, że docelowo panel tej wielkości ma generować dość energii, by pokryć np.
8-godzinny dzień pracy na stanowisku kogoś, kto pracuje na komputerze, na stanowisku dla jednego pracownika.
Współpraca ze Skanską miała być dla Saule kamieniem milowym i dzięki niej ich technologia miała trafić z laboratorium na fasady prawdziwych budynków.
Jak poszły te testy i wdrożenia?
Nie wiadomo.
Próżno szukać informacji na ten temat w polskich mediach.
Dzisiaj już wiemy, że w następnych latach Saule nadal prowadziło badania próbując pokonać fizyczne i chemiczne ograniczenia perovskitów.
Szły one bardzo powoli, ale w mediach obiecana rewolucja była już faktem.
Perowskity niebawem miały być realną konkurencją dla ogniw krzemowych, bo będą bardziej wydajne, bardziej uniwersalne i przede wszystkim tańsze.
Tradycyjne ogniwa słoneczne zastąpione zostaną przez nowoczesne folie, które będą szczelnie przylegały do powierzchni dachu.
Ich właściwości kolorystyczne, idealnie skomponowane z architekturą obiektu, zapewnią użytkownikom energię elektryczną.
Ogniwa peroskitowe moglibyśmy nakładać nie tylko na dachy budynków jednorodzinnych, moglibyśmy również stosować je na elewacjach, w oknach, ale przede wszystkim wykorzystać ogromne powierzchnie budynków biurowych, ponieważ większa powierzchnia to większy zysk energetyczny.
To zapowiadała w mediach Olga Malinkiewicz, chociaż w tamtym czasie już wielu naukowców i branżowych ekspertów twierdziło, że jest to w najbliższych latach praktycznie nieosiągalne, niemożliwe.
O tych potencjalnych problemach i arcytrudnej skali wyzwań Olga nie wspominała w mediach, a przynajmniej my takiego zdroworozsądkowego wywiadu czy takich zdroworozsądkowych wypowiedzi nie znaleźliśmy.
Wniosek Olgi Miejkiewicz i ogólnie ogniwa perovskitowe, które były przedstawione jako rewolucja w branży fotowoltaiki, raczej rewolucji w branży produkcji energii nie były i nigdy nie będą.
Ogniwa perovskitowe nie mogły być konkurencją dla ogniw krzemowych.
Ogniwa krzemowe jako urządzenia do produkcji energii są bardziej dobrymi produkcjami, bardzo stabilnymi,
i przede wszystkim dość tani z technologią, która była przez lata opracowana i jest stabilna.
Biorąc pod uwagę dane naukowe, jakie mamy teraz, nie było na to szansy i to nawet już kilka na przestrzeni ostatnich lat wielu naukowców w wielu uczestnictwach pisało, że ten cel jest bardzo trudny do osiągnięcia po prostu, bo wszyscy byli bardzo podekscytowani tymi wysokimi wydajnościami i wielu ludziom się wydawało, że
to się uda, ale kiedy zaczęliśmy to właśnie skalować, kiedy zaczęliśmy to robić na większych powierzchniach, okazało się, że tutaj dopiero zaczęły się problemy.
Niektórzy zaczęli wtedy sugerować, że może powinniśmy jednak zmienić trochę strategię i zamiast dużych paneli fotowoltaicznych opartych na proschitach robić właśnie małe zastosowania, małe ogniwa,
które będą pełniły zupełnie inne funkcje i nie będą taką bezpośrednią konkurencją dla ogniw krzemowych, ale będą po prostu pewną alternatywą do pewnych zastosowań, żeby wykorzystać te fantastyczne właściwości peroskidów, czyli właśnie tania produkcja w małej skali.
Bo w dużej skali to po prostu...
Na dzień dzisiejszy dane wskazują, że nie było.
W roku 2019 SAULE kontynuowało rozwój infrastruktury produkcyjnej, zaliczając coraz bardziej widoczne opóźnienia względem niedawnych deklaracji.
Pod koniec 2019 zapowiadana fabryka ogniw nie była jeszcze gotowa.
z powodu wyzwań technicznych i konieczności dopracowania procesu druku perowskitów na większą skalę.
Niemniej jednak SAULE osiągnęło pewne sukcesy.
udało się w warunkach laboratoryjnych wytworzyć stabilne moduły o kilkunastocentymetrowej średnicy.
Dużo jeśli chodzi o pokonanie obiektywnych trudności tej technologii, ale mało jeśli chodzi o oczekiwania, które nakręcało samo Saule.
To za mało, by spełniać marzenia o rewolucji w energetyce słonecznej.
Najczęstszym argumentem, który pojawia się w trakcie dyskusji o Saule, zwłaszcza argumentem podawanym przez Olgę Malinkiewicz, jest argument, że technologia działa.
Ludzie, którzy nie mają pojęcia o rozwoju technologii, od razu zadadzą sobie pytanie, no to jeśli działa, to gdzie jest problem?
Kto nie chce, żeby ta technologia się rozwinęła?
Pytanie powinno brzmieć inaczej i to jest pytanie, które zada menadżer nauki i osoba zajmująca się komercjalizacją.
Fajnie, świetnie, że technologia działa.
Czy ta technologia działa tylko w laboratorium, czy działa tylko w studio telewizyjnym, czy działa w realnych warunkach, w których ma być stosowana?
Jak jest efektywna?
A zatem, czy ta technologia, ja mówię teraz z pamięci o technologiach fotowoltaicznych, po jakim czasie ta technologia spada poniżej 80% efektywności w generowaniu energii.
Bo cóż z tego, że my mamy panel perowskitowy, który dzisiaj działa świetnie, jeżeli na przykład się okaże, że w warunkach ekspozycji na promienie UV, które są bardzo degradujące dla...
dla perowskitów, w sytuacji ekspozycji na wilgoć, która degraduje perowskity, ta technologia czy taki panel po roku, dwóch czy trzech jego wydajność spadnie, zgaduję, do 50 albo 30%.
Balonik z perowskitów był coraz bardziej nadmuchiwany, więc niebawem pojawili się kolejni inwestorzy, skuszeni wizją niebotycznych zysków, które na pewno przyjdą, jak tylko ruszy obiecana wielkoskalowa fabryka ogniw we Wrocławiu.
Olga zaczęła być przedstawiana w mediach niczym kolejna Maria Skłodowska-Curie.
Jest wprost z nią porównywana.
Jak to wpłynęło na jej decyzję?
Czy ten zachwyt oraz idąca za nim presja sukcesu nie były zbyt dużym obciążeniem?
nie zaszkodziła przedsięwzięciu jako całości.
Ona na pewno zaszkodziła rozwojowi firmy, gdyż nie miał kto złapać ją za rękę i powiedzieć poczekaj, zwolnij, zmieńmy może troszeczkę nasze postrzeganie perowskich produktów, jakie chcemy wdrożyć, wdrożmy coś mniejszego, a potem wdrożmy coś większego.
Na pewno Olga Malinkiewicz bardzo mocno wierzyła w to, że ona jest w stanie w krótkim czasie stworzyć linię krytykcyjną, która by była w stanie pokrywać całą elewację budynku Zygmuntów.
Ona w to wierzyła i parła do celu, tak jak każdy naukowiec, który wierzy w swój wynalazek.
Najbardziej nie lubimy przyznawać się do porażki.
Problem może się pogłębić jeszcze wówczas, kiedy pracujemy nad bardzo złożoną, bardzo trudną technologią i zaczynamy ją traktować trochę jak dziecko, jak nasze własne dziecko, któremu nie pozwolimy umrzeć i cały świat podpalimy, żeby to dziecko tylko żyło.
Oczywiście bardzo trudno do takiej porażki się przyznać, ale od tego właśnie powinien być system.
system komercjalizacji, bo o ile mało doświadczony startupowiec, który rozwija swój pierwszy startup, ma ludzkie prawo dążyć do jego przeżycia za wszelką cenę, wbrew prawom nauki, wbrew prawom rynku, wbrew prawom biznesu i wbrew potrzebom wokół niego, to system powinien zadziałać w taki sposób, żeby mu powiedzieć, słuchaj, być może nie ratujesz świata,
Być może nie wymyśliłeś koła, być może nie tworzysz absolutnie przełomowej technologii.
Być może jak setki i tysiące przed tobą poniosłeś porażkę, cofnij się i zacznij drugi, trzeci i czwarty raz.
I to powinien zrobić system.
A tego systemu w Polsce po prostu nie ma.
We wrześniu 2020 roku Saule Technologies pozyskało dużego polskiego inwestora branżowego, czyli firmę Columbus Energy S.A., lidera rynku fotowoltaiki tradycyjnej, tej krzemowej w Polsce.
Columbus zdecydował się zainwestować 10 milionów euro, czyli około 405 milionów złotych w Saule obejmując znaczący pakiet udziałów firmy.
Dzięki temu zastrzykowi kapitału firma miała dokończyć budowę obiecanej fabryki i przygotować się do komercyjnego startu.
Columbus stał się w praktyce największym udziałowcem Soule, deklarując wsparcie merytoryczne i finansowe przy wprowadzeniu perowskitów na bardzo obiecujący rynek fotowoltaiki.
I tu na usta ciśnie się pytanie, czy nowi inwestorzy zajrzeli do laboratoriów
i branżowych mediów, by zweryfikować obietnice Olgi?
Uwaga, będzie spoiler, tak, ale dopiero 5 lat później.
Ale nie uprzedzajmy faktów.
Chyba, że ich plan był zupełnie inny, chyba, że nie chodziło o to, by zarobić na komercjalizacji ogniw,
perowskitowych, tylko chodziło o przejęcie patentów technologii i linii produkcyjnych, czyli w tym sprzętu, który te linie tworzy.
Jeśli dobrze rozumiem ostatnie wypowiedzi Olgi Malinkiewicz, ona tak właśnie uważa.
Jakie były motywy inwestorów, to wiedzą tylko oni.
W 2020 roku Sole zaczęło snuć plany wejścia na warszawską giełdę.
Rozważano różne opcje i ostatecznie w 2021 roku firma zadebiutowała na rynku New Connect.
Wiele spółek startupowych jest notowanych na NewConnect.
W założeniu była to platforma dla mniejszych firm, które chcą pozyskać kapitał na finansowanie swoich projektów.
Jak pokazuje historia, NewConnect w Polsce nie do końca się udał.
Mamy tam często, gęsto bazę, duże skoki kursów tak w górę, jak i w dół.
To, że spółka zarobiła, powiedzmy, kurs skoczył w rok na przykład 30 razy tyle, to nic nie znaczy, bo równie dobrze w 2-3 tygodnie może spaść potem o 90%.
Nadzór nad tym rynkiem jest faktycznie słabszy, aniżeli nad rynkiem głównym na GPW w Warszawie.
Jest to rynek, który z jednej strony przyciąga spekulantów, z drugiej strony przyciąga też firmy, które faktycznie poszukują tego kapitału, ale nie brakuje takich, tak jak na przykład było Afortit, jawnie tam już jak były postępowania prowadzone, no wyszło, że to była po prostu piramida finansowa.
Więc w przypadku NewConnect warto może jednak rozważyć trochę większą kontrolę tych spółek, by do takiej sytuacji nie dochodziło.
W 2021 roku po raz kolejny zapowiedziano rychłe uruchomienie pierwszej linii produkcyjnej Perovskitów na świecie i pokazano pierwsze produkty demonstracyjne.
Były to przede wszystkim drobiazgi i gadżety, takie jak etykiety sklepowe i niewielkie ogniwa,
To może być wykorzystane w elektronice konsumenckiej, a nie w elektrowniach słonecznych.
Na przykład odgiwo peroskitowe nadrukowane na tkaniny może nam wytwarzać energię w trakcie, gdy my jesteśmy na zewnątrz.
Możemy potknąć się kabelkiem do naszej kurtki i ładować w zimze nieelektronicznym.
Będziemy, tak jak było, nadrukować to spóźnienie, telefon komórkowy i telefon komórkowy będzie ładował się sam.
wystawiając na sobie światło.
rewolucyjne urządzenia, które będą powodowały to, że będziemy produkować energię dużo lepiej niż z trzemu, bo nie będziemy.
W tamtym czasie coraz częściej pojawiają się krytyczne komentarze dotyczące Saulę i obietnic Olgi Malinkiewicz.
Część z nich można śmiało zignorować, bo była to czysta złośliwość, ale znaleźliśmy też takie, które najwyraźniej pisali ludzie znający się na rzeczy, czyli zorientowani w badaniu dotyczących perovskitów i fotowoltaiki.
Niektórzy twierdzili wprost, że Saulę zabrnęło w ślepą uliczkę i przepala pieniądze inwestorów, w tym inwestorów publicznych, bojąc się przyznać, że żadnej polskiej rewolucji fotowoltaice w najbliższych latach nie będzie.
W zeszłym roku czytałem bardzo szczegółowy reportaż, znaczy reportaż, nie reportaż, raport naukowy w czasopiśmie Joule.
Oni tam właśnie próbowali wyliczyć
jaka musiałaby być wydajność technologii perovskitowych, żeby była realną konkurencją dla technologii krzemowych.
I z tych danych, które były wtedy dostępne, autorzy podali, że w zależności od tego, jak żywotne byłyby te ogniwa i w zależności od tego, jak byłyby wydajne, one mogłyby stanowić konkurencję.
I tutaj podali, a jeszcze w zależności od podłoża to jest ważne, ponieważ ogniwa perovskitowe możemy robić właśnie na folii, wtedy to jest ta trzecia generacja i to jest najbardziej atrakcyjne, ale możemy je też robić na sztywym podłożu, na przykład na szkle.
I teraz do czego nas to prowadzi?
Jeżeli wytwarzamy ogniwa na folii, czyli właśnie trzecia generacja, giętkie, rolowane i tak dalej, to wtedy
Interesuje nas wydajność około 15% i żywotność co najmniej 13 lat.
Jeżeli wytwarzamy ogniwa na podłożu szklanym, to wtedy ceny tej technologii, ceny materiałów są trochę inne.
Wtedy nas interesuje wydajność co najmniej 17% i żywotność co najmniej 16 lat.
To nie są duże wartości, przy fotowoltaice krzemowej oczekujemy około 25 lat żywotności, ale niestety realia są takie, że dla proroskitów to nadal jest bardzo wysoko wymieszana poprzeczka.
No bo na dzień dzisiejszy to te żywotności są dużo, dużo niższe, no i też wymiary tych paneli są po prostu niewielkie.
I żeby było jasne, nie jest prosto dokonać rewolucji dosłownie czy w przenośni.
Sam fakt, że po kilku, nawet małych kilkunastu latach prac i po finansowaniu w sumie tak niewielkim jak kilkadziesiąt milionów euro, bo tak, to są małe pieniądze, by dokonać rewolucyjnych zmian, czy by stworzyć rewolucyjną technologię w dziedzinie tak eksplorowanej, tak drenowanej jak energetyka ogólnie, czy energetyka solarna w szczególności.
To wszystko nie świadczy źle o Oldze czy o Saule.
Świadczyć może to, że ani ona, ani inni pracownicy firmy nigdy nie powiedzieli, że potrzeba dużo więcej czasu i dużo więcej pieniędzy.
Mówili, że już praktycznie rewolucję mają w rękach.
W maju 2021 roku Saulę oficjalnie uruchomiło we Wrocławiu pierwszą linię produkcyjną ogniw perowskitowych.
Była wielka feta, wręcz fajerwerki.
Olga Malinkiewicz ponownie brylowała w mediach i opowiadała o rewolucji fotowoltaice.
Przeprowadzałem z nią wtedy wywiad.
Wprawdzie pokazała mi tylko małe, niepozorne ogniwo perowskitowe.
Mimo moich próśb nie wpuściła mnie w miejsce, gdzie ogniwa są produkowane.
W tle rozmowy była pusta hala.
Produkcja odbywała się, jak mi powiedziano, za ścianą.
W mediach ponownie pojawiła się informacja o oświetlanej przyszłości oraz o fabryce, którą ma niebawem otworzyć w Japonii.
Już są chętni inwestorzy.
Już jest wsparcie japońskiego rządu.
Polska technologie już za chwilę podbije świat.
Firma Saule Technologies, z której jestem współzałożycielką, specjalizuje się w produkcji nowego typu paneli słonecznych.
One wyglądają mniej więcej tak.
Jak widać są lekkie, elastyczne i mają ładny wygląd.
Wydajnością doścignęły panele krzemowe.
Są już bardzo wytrzymałe i niedawno otworzyliśmy pierwszą fabrykę, w której już na skalę przemysłową zaczynamy tę technologię wprowadzać.
Oczywiście ten medialny wizerunek Saule i medialny wizerunek samej Olgi Malinkiewicz był budowany w sposób bardzo nieodpowiedzialny.
My możemy się zastanawiać na ile to służyło inwestorom, na ile służyło to samej Oldze Malinkiewicz, na ile trochę ta budowa wizerunku wymknęła się jej spod kontroli.
Nie wiemy tego, na ile ona sama tego chciała, a na ile została tutaj zinstrumentalizowana.
Natomiast oczywistym jest, że ten wizerunek był budowany absolutnie nieodpowiednio w stosunku do rzeczywistego poziomu rozwoju technologii, ale co więcej, w stosunku do przeszkód, które należy pokonać, żeby ta technologia faktycznie zaczęła się sprzedawać.
Ja usłyszałem takie fajne, bardzo obrazowe powiedzenie podczas jednego ze szkoleń na Stanford University.
Komu wystawisz pierwszą fakturę i kiedy ją wystawisz?
I jeżeli my mówimy o wizerunku, mówimy o wspaniałej naukowczyni, mówimy o rozwoju technologii, która zbawi świat, mówimy o niemalże prometejskim ogniu, który oto Polka przyniesie światu, no to oczywiście...
Można w takich bajkach kąpać się przez rok, dwa, trzy, cztery, ale na końcu pojawi się pytanie, kiedy i komu wystawisz pierwszą fakturę.
A klient, który za fakturę ma zapłacić, nie będzie klientem, który da się uwieźć bajką.
On będzie potrzebował działającej technologii, która rozwiąże mu problem.
I nawet jeżeli tego problemu nie rozwiąże idealnie, to rozwiąże realnie istniejący problem technologiczny.
Jesienią 2021 roku produkty Saule zyskały jeszcze większy międzynarodowy rozgłos.
Ogniwa perowskitowe zostały zaprezentowane w pawilonie polskim na Expo w 2020 roku w Dubaju jako wizytówka polskich innowacji.
Byłem w Dubaju, widziałem je.
Malinkiewicz została wyróżniona kolejną nagrodą.
Była to nagroda LEMS Planet Award 2021 w kategorii technologii za wynalazek i komercjalizację drukowanych ogniw perovskitowych.
Tak, dostała nagrodę za komercjalizację, choć była ona iluzoryczna, bo Saule nadal nie było w stanie wyprodukować nic poza tzw.
Ja lubię porównywać wejście technologii parowskitowej do fotowoltaiki, tak jak wejście smartfonów do telekomunikacji.
Jesteśmy w stanie dostarczyć energię wszędzie, wszędzie tam, gdzie tradycyjna technologia nie ma dostępu.
Sam druk atramentowy ognisk parowskitowych też jest dość skomplikowanym zagadnieniem, gdyż nie wystarczy po prostu puścić drukarki atramentowej, taką jaką mamy z domu i sobie puścić.
Ogniga perwskitowa, same perwskity są materiałami krystalicznymi i tutaj musimy mieć bardzo dobrą równowagę pomiędzy temperaturą podłoża, kościołem dróg, to jest kościół głowicy, więc ten dróg musi być ściśle kontrolowany i nie może być zbyt szybki.
jako że Pieloscy, którzy funkcjonują krystalicznie, będą miały tendencję do zapychania dysz drukarskich, co z kolei powoduje to, że cały czas musi być endokryptość, kto te dysze będzie nadziorował i w reograzie pielęgniarskiej będzie czyścił w trakcie wyboru.
Tak więc na pewno Gliwia Pielosciutowe nie będą rewolucjonić produkcjonalnie, ale mogą być rewolucjoni rynku tajsymenskim i na pewno ułatwi w tym życie.
Jeżeli efektywność tej technologii jest wskazywana na 5000 godzin, czyli pół roku, to jak ta technologia ma zastąpić panele, które cały czas pracują, tradycyjne panele, które pracują z gwarantowaną wydajnością 80% po 15 latach.
Żeby jedna technologia zastąpiła inną, to musi mieć nad tą zastępowaną przewagi.
Samochód zastąpił konia, dlatego że miał określone przewagi nad koniem.
W momencie, kiedy auta elektryczne tracą przewagi
nad autami spalinowymi albo te przewagi póki co są sztucznie generowane przez regulacje prawne, no to bardzo trudno im zastąpić auta spalinowe.
To jest normalne zjawisko, żeby jedna technologia zastąpiła drugą, musi mieć nad nią przewagi.
Przewagi w kosztach, przewagi w efektywności, przewagi w dostępności.
Tych przewag można mnożyć, a jeśli tych przewag nie będzie miała,
no to będzie tylko bajką opowiadaną w laboratorium.
Tutaj czas trochę przyspieszyć naszą opowieść, bo jej kluczowe elementy są mocno powtarzalne.
Rok 2022 to umowa z Żabką dotycząca dostawy etykiet oraz kolejne produkty demo.
Były to między innymi perowskitowe wiaty solarne i fotowoltaiczne szkło budowlane.
PR firmy nadal czynił cuda, ale Saulę zaczął odczuwać własne ograniczenia.
Zdolność produkcyjna pilotażowej linii była mocno ograniczona, a popyt potencjalnych klientów, deweloperów czy sieci handlowych znacznie przewyższał możliwości firmy, bo szumnie zapowiadana fabryka nadal nie powstała.
Była tylko pilotażowa linia produkcyjna o w sumie znikomej wydajności.
W latach 22-23 Malinkiewicz przyznawała w mediach, że potrzebna jest rozbudowa fabryki i znalezienie strategicznego inwestora z dużym kapitałem, aby przejść do masowej produkcji.
Saule cały czas aktywnie poszukiwało dodatkowego finansowania, ale polscy inwestorzy zaczęli podchodzić ostrożnie do ryzykownej, niedojrzałej jeszcze technologii.
W roku 23 imperowskity poleciały w kosmos.
W mediach nadal trwa ich zachwalanie, a Saule zaczyna zaciągać drogie pożyczki na bieżącą działalność, bo nadal nie jest w stanie wygenerować zysku.
A co gorsza, dokończyć badań mających zapewnić komercjalizację całego przedsięwzięcia.
W firmie narasta konflikt co do dalszej strategii, a Olga intensywnie poszukiwała dużego inwestora lub nawet rozważała sprzedaż firmy zagranicznemu podmiotowi, argumentując, że bez kilkuset milionów złotych na pełnoskalową fabrykę technologia utknie w miejscu.
Wśród pomniejszych akcjonariuszy, a także współzałożycieli Saule narastał bunt wobec ryzykownego układu z funduszem DC24, od którego pochodziły wspomniane wcześniej pożyczki.
Okazało się, że fundusz w ramach pokrycia swoich roszczeń mógł sprzedać kontrolę nad polską technologią np.
Na domiar złego w 2023 roku zauważalny stał się odpływ kadr z firmy.
Z powodu problemów z płynnością i opóźnień w wypłatach odeszło kilkudziesięciu kluczowych pracowników działu badań i rozwoju, w tym autorzy około 40% patentów firmy.
Olga Malinkiewicz wiedziała, że brak środków na materiały i pensje jeszcze bardziej zahamuje prace badawcze, ale publicznie nadal zachwalała swoją technologię, nie wspominając o problemach, a za kulisami straszyła utratą cennego produktu.
Narodowego dobra.
Proszę zwrócić uwagę, że rozwój technologii dzisiaj na świecie ma charakter globalny.
Nie ma czegoś takiego jak rozwój technologii w skali lokalnej.
Technologia albo jest skuteczna i komercjalizowana globalnie, albo jej nie ma.
I to, czego ja nie rozumiem w całej tej narracji, to dwie kwestie.
Dlaczego, skoro technologia działa, skoro technologia jest tak świetna, żaden z wielkich międzynarodowych graczy nie jest nią zainteresowany?
I dlaczego Olga Malinkiewicz broni polskości tej technologii, tłumacząc to w ten sposób, że nie chce, by ona dostała się w obce ręce, chińskie, amerykańskie czy inne, nawet kosztem upadku tej technologii?
Powiem szczerze i powiem kolokwialnie, mi się to nie klei.
to znaczy jeśli ja miałbym do dyspozycji działającą technologię, a brak systemu komercjalizacji w Polsce uniemożliwiałby mi jej rozwój, to proszę mi wierzyć, że ja nie wahałbym się, by skorzystać z wielkiego venture capital międzynarodowego, wejść w partnerstwo z Philipsem, z Toshibą czy z inną firmą.
I ten argument obrony polskości technologii i niechęci do współpracy, deklarowanej niechęci do współpracy z wielkimi partnerami międzynarodowymi, to jest coś, co mi zgrzyta.
Mówiąc kolokwialnie, no mi się to nie klei.
I wtedy latem 24 roku zaczyna się okres, który możemy chyba nazwać ostatnim balem na Tytaniku.
9 lipca dr Olga Malinkiewicz wraz z zespołem odebrała na gali w Malcie Europejską Nagrodę Wynalazczą 24, European Inventor Award.
Została pierwszą Polką w historii uhonorowaną tą nagrodą, wygrywając kategorię małych i średnich przedsiębiorstw oraz zdobywając nagrodę publiczności.
Europejski Urząd Patentowy docenił wizjonerski pomysł, który może zmienić świat, czyli wydajne, drukowane ogniwa perovskitowe jako zrównoważoną i ekologiczną technologię przyszłości.
Nagroda ta potwierdziła imponujące osiągnięcia Olgi i zapewniła dodatkowy rozgłos medialny w naszym kraju.
Po raz kolejny okrzyknięto Olgę energetyczną rewolucjonistką.
Jednocześnie Soule świętowało w 2024 roku dziesięciolecie istnienia, skupiając się w swych naukowych osiągnięciach i porywających perspektywach, które niestety nadal nie zapewniły firmie sukcesu, czy nawet nie nadały elementarnego biznesowego sensu całemu temu przedsięwzięciu.
Z dzisiejszej perspektywy wydaje się, że Soule próbowało dokonać skoku o kilka etapów na raz, czyli szybko przejść od sukcesów w laboratorium i prototypów do masowej produkcji, co w elektroenergetyce czy energoelektronice jest bardzo, bardzo rzadko spotykane.
Obietnice składane w mediach i też inwestorom, czyli np.
to, że pełna komercjalizacja pojawi się między 2021 a 2024 rokiem, były mało realistyczne, bo ignorowały możliwość wystąpienia opóźnień i problemów, a te zawsze się pojawiają.
To podkopało zaufanie udziałowców i stopniowo doprowadziło do kryzysu, a potem do katastrofy.
Teraz już wiemy, że duża część obietnic całej okazała się bez pokrycia.
Świadomość, że ta technologia może zmienić życie miliardów ludzi, daje niesamowitą motywację do pokonywania przeszkód i niezależnie od tego, co się dzieje, niech się wali, niech się pali, ale technologię trzeba rozwinąć.
Właśnie po to, żeby tym ludziom tę energię dostarczyć.
Czy wynikało to z błędnej oceny sytuacji, czy kreowanej z premedytacją iluzji?
Tego nie wiem.
Dopiero w drugiej połowie 2024 roku w mediach biznesowych pojawiły się pierwsze informacje o problemach Saule.
Wcześniej ich istnienie przykrywano korporacyjnym optymizmem.
W sierpniu 2024 roku Fundusz DC24 wstrzymał dalsze finansowanie działalności SAULE, uznając, że zaangażował już zbyt duże środki w stosunku do postępów projektu.
Badania i rozwój praktycznie stanęły w miejscu.
Nie realizowano kolejnych transz publicznych dotacji, w tym przyznanej wcześniej ogromnej dotacji
85 milionów złotych z Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej, który to fundusz, czy firma pozyskała te pieniądze jedynie na papierze, a dlatego na papierze, że nie miała wymaganego wkładu własnego.
Latem 2024 roku napięcia między Olgą a inwestorami zmieniły się w narastający konflikt dotyczący kontroli nad spółką i nad całą technologią.
W sumie to pamiętam właśnie jak doszło do tych zmian w zarządzie, gdzie tu usunięto panią Olgę Malinkiewicz z zarządu głosami Kolumbusa, między innymi władze się pozmieniały i to z tego co ja pamiętam to był taki pierwszy głośny akord.
tych problemów.
Były też tam właśnie doniesienia do prokuratury, wzajemne oskarżenia, gdzieś tam w tle podejrzenia o wrogie przejęcie, takie chęci, plany.
Niestety sytuacja finansowa spółki stale się pogarszała.
Zadłużenie rosło, akcje Saulena, New Connect coraz bardziej taniały, czyli firma dramatycznie traciła na wartości oraz na wiarygodności.
zastał Solę w stanie krytycznym.
Jest to też bez wątpienia osobisty dramat samej Olgi.
Po latach sukcesów, pochwał i nagród nad jej firmą zawisło widmo upadłości, a co gorsza może stracić kontrolę nad własnym wynalazkiem, który wyniósł ją z naukowego i biznesowego niebytu na sam szczyt.
Inwestorzy byli troszeczkę niecierpliwi.
Olga Malinowicz była niecierpliwa.
stało się, natomiast jak to wpłynie na zaufanie do polskich inżynierów i naukowców, znalazców, myślę, że nic się nie zmieni tak naprawdę.
Mieliśmy już podobną aferę z Józefem Stońskim Rafenem, gdzie no tutaj wiele osób, zostało wiele niedomówień, wiele osób mówiło, że firma została zniszczona politycznie.
Nie do końca tak było, już nie będziemy może opowiadać o tamtej aferze, ale było, minęło,
Gdzieś tam z tyłu głowy zostało, ale dalej mamy inwestycje, mamy wynalazców, mamy patenty i tak naprawdę życie toczy się dalej.
Z perspektywy ponownie menadżera nauki to jest coś naturalnego.
W rozwoju technologii, w podnoszeniu poziomów gotowości technologicznej, w całej tej, nieładnie mówiąc, zabawie w to, żeby dać światu nowy, działający wynalazek, porażka technologiczna jest czymś naturalnym i nie można za to winić nikogo, a zwłaszcza Olgi Malinkiewicz, która próbowała.
I to jest pierwszy poziom porażki.
Drugi poziom porażki to jest poziom biznesowy.
Ja mam bardzo poważne wątpliwości, czy na technologię pero-wskitową kiedykolwiek był biznes case.
To jest fundamentalny problem polskich startupów, które tak długo mają przełomowe technologie i tak długo obiecują świetne produkty, dopóki nie zderzą się z rynkiem.
a kiedy zderzą się z rynkiem, no to nagle się okazuje, że biznesowo to się nie spina.
Po paru miesiącach pozornej ciszy balonik z Perov z kitami wybucha z hukiem, a problemy Saule trafiają na czołówki mediów technologicznych i biznesowych.
8 maja 2025 roku Olga posiadająca niecałych 30% akcji złożyła doniesienie do Prokuratury Krajowej oskarżając członków zarządu Columbus Energy i rad nadzorczych Sole o działanie na szkodę spółki.
W swoim obszernym oświadczeniu zarzuciła prezesowi DC24 Piotrowi Kurczewskiemu wprowadzenie jej w błąd, wymuszanie podpisywania nieprawdziwych oświadczeń i podejmowanie decyzji biznesowych sprzecznych z interesem firmy, wykorzystując finansowe uzależnienie spółki od pożyczek DC24 i Columbusa.
Malinkiewicz oraz Piotr Krych ujawnili też, że przez brak kapitału własnego Saule nie mogło skorzystać z wcześniej przyznanych 85 mln zł dotacji Enfosiu, co zahamowało rozwój firmy.
W międzyczasie inwestorzy przedstawili swoją ocenę sytuacji i postawili Oldze Malinkiewicz druzgocące zarzuty.
Prezes Kolumbusa Dawid Zieliński w otwartym liście do Malinkiewicz zarzucił jej brak efektów i przerzucanie winy na inwestorów.
Wskazał, że wbrew obietnicom nigdy nie uruchomiono prawdziwej produkcji masowej, a wrocławska fabryka okazała się jedynie...
ograniczoną linią pilotażową zdolną do produkcji zaledwie tysiąca metrów kwadratowych ogniw rocznie.
Choć Malinkiewicz od 2021 roku deklarowała, że Saule już niebawem będzie produkować 40 tysięcy metrów kwadratowych ogniw perowskitowych rocznie.
40 razy więcej.
Sam słyszałem te obietnice, a już teraz wiem, że owe 40 tysięcy zostało, delikatnie mówiąc, wzięte z sufitu.
Mamy pierwszą linię pilotażową.
Ona ma swoją jakąś ograniczoną ilość wyprodukowanych paneli w ciągu roku.
W naszym wypadku jest to około 40 tysięcy metrów kwadratowych.
W mediach pojawiała się wydajność produkcji ogniw proskitowych na 40 tysięcy metrów kwadratowych na rok.
Jest to wartość dość duża, niepokojąco duża.
Ja oczywiście nie mam pełnej informacji na temat tego, jaką jedynkę posiadała
firma Saule Technologies, ale na podstawie moich doświadczeń w laboratorium, a też nie tylko, bo ja również mam tutaj kontakt z firmami, które zajmują się drukiem atramentowym, to takie wydajności to raczej są wydajności dla druku typowo atramentowego, poligraficznego, tudzież dla druku atramentu srebrnego, czyli do druku ścieżek przewodzących.
To wygląda bardziej jak
fizyczny, technologiczny limit linii produkcyjnej, jaką posiadała firma Saulet Technologies, a nie realna prędkość drukowników resztytowych.
Ale jak zazwyczaj nie jestem w stanie powiedzieć tego w skróceniach pewnie, gdyż nie mieliśmy tutaj dokumentacji technicznej w przyjęciu posiadałego na przyjęcie miejscu.
To bym wzięła drukarkę i według specyfikacji ta drukarka może drukować z prędkością 40 tysięcy metrów kwadratowych na rok.
I ona deklarowała, że skoro tak może drukować, to ogniwa też możemy drukować z taką prędkością.
A potem Adam i również ten mój drugi kolega, który w saule pracował, to potwierdził niezależnie zupełnie, że no potem się okazało, że nie, no bo to właśnie, tak jak Pan mówi, to może drukować atramentem z taką prędkością, ale nie kryształy, gdzie trzeba kontrolować wielkość kropli, gdzie trzeba kontrolować właściwości reologiczne, gdzie trzeba
brać pod uwagę temperaturę podłoża, na jakim to jest nanoszone, to wszystko jest kupa roboty, żeby to zoptymalizować.
No i według tego, co mówił Adam i według tego, co mówił wtedy kolega, no to realna prędkość, z jaką udało się tego używać, to było nie więcej niż 2000 metrów karatowych rocznie.
Jest na przykład technologia, bo to była drukarka tak zwana Inkjet, gdzie
wielkość kropki, jeśli dobrze pamiętam, jest regulowana przyłożonym napięciem i właśnie to wymaga dużej tutaj dokładności.
No i sam druk jest stosunkowo wolny, a są drukarki takie, na jakich między innymi ja też pracowałem, tak zwane powlekanie szczelinowe, gdzie po prostu mamy głowicę i ta głowica wylewa strumień płynu, a folia się pod tym przesuwa i po prostu za jednym pociągnięciem mamy od razu
kilka metrów długości warstwy.
To działa lepiej, to działa szybciej, to działa prościej, jest tam mniej parametrów, nad którymi trzeba panować.
Tutaj można wydrukować ogniwo, które ma kilka metrów kwadratowych w parę godzin, jeżeli nie zmieniamy temperatury choćby.
To jest to, o czym właśnie rozmawiałem z Adamem, o czym rozmawiałem z tym kolegą, że ona z jakiegoś powodu
którego my nie znamy, skupiła się na drukarkach Inkjet, podczas gdy większość laboratoriów, które marzą o skalowaniu tych ogniów, używają jednak raczej tego powlekania szczelinowego.
Czemu ona wzięła taką technologię?
Nie wiem.
Ten kolega z Saulę też tego nie wiedział, więc nie chciałem tutaj się rozwijać na ten temat, bo ma za mało informacji.
że był głupi, jeśli nie znał, bo może był jakiś niuans, który o tym zadecydował, że...
że akurat do peruskitów miało to sens.
Nie wiem.
Przy okazji wyszło na jaw, co się stało z pilotażowymi wdrożeniami, którymi parę lat temu chwaliło się Soule.
Żaden z tych projektów nie przerodził się w komercyjne zamówienie, co zdaniem prezesa Kolumbusa dowodziło braku gotowości technologii do wyjścia na rynek.
Nowy zarządcale ujawnił wyniki audytu, który wreszcie przeprowadzono firmie.
Wedle niego osiągnięcie masowej produkcji ogniw perowskitowych w pełnoskalowej wersji wymaga jeszcze około 10 lat prac naukowo-badawczych i co najmniej...
miliarda dwustu milionów złotych inwestycji, podczas gdy poprzedni zarząd Malinkiewicz-Uster utrzymywał, że wystarczą zaledwie 2 do 4 lat i 100 milionów złotych.
Od razu pojawiły się pytania, czy doszło do niekompetencji, czy też celowego wprowadzenia w błąd inwestorów i opinii publicznej.
Wspomniany audyt niestety ujawnił także możliwe nieprawidłowości finansowe.
Jak wynika z informacji podanych przez dyrektora finansowego SOLE, w ciągu ostatnich 8 lat działalności ponad 50% wydatków, czyli jakieś 140 mln zł, nie zostało wydane na badania i rozwój.
czy na urządzenia do produkcji, czy do laboratorium, czy na etaty pracowników naukowych i inżynierów, zostało wydane na tzw.
inne kategorie wydatków, w tym utrzymywanie biura zarządu w Warszawie, podróże oraz finansowanie floty samochodów, m.in.
dla poprzednich zarządów w Soule.
Na tym etapie rozwoju sole opracowanie i komercjalizacja technologii, czyli właśnie badania i rozwój oraz rozbudowa linii produkcyjnej, przejście od fazy laboratorium do obiecanej fabryki były warunkiem koniecznym nie tylko sukcesu firmy, ale wręcz jej przetrwania.
Otóż w trakcie tej całej awantury medialnej pojawiły się informacje o tym, że oto zarząd Saule miał luksusowego Mercedesa, za chyba milion złotych wynajęte luksusowe biuro w Warszawie.
Jak tak można, kiedy spółka dopiero się rozwija i tak dalej.
Ja nie chciałbym, i to jest dla mnie ważne, popadać w tanią krytykę, taką bardzo populistyczną, negującą potrzebę luksusowego samochodu i luksusowego biura.
Ale zwrócę uwagę na coś innego.
Odwiedzałem wiele różnych startupów w naprawdę najlepiej funkcjonujących środowiskach startupowych na świecie.
W Oxfordzie, w Izraelu, w Stanach Zjednoczonych.
I proszę mi wierzyć, startupy, które już wystawiały faktury dla klientów, nie pozwalały sobie na tego typu wydatki.
Ja widziałem startupy, które miały już przychody na poziomie milionów dolarów, a ich twórca siedział w wydzielonej kanciapie, dosłownie kanciapie, na hali produkcyjnej.
I teraz unikając taniej krytyki tego typu wydatków,
O jakiej mentalności, o jakim podejściu do rozwoju biznesu my mówimy, kiedy firma, która nie ma jeszcze żadnych przychodów, pozwala już sobie na dość kosztowne wydatki, no ale pokrywa je z pieniędzy inwestorów i z pieniędzy publicznych.
Powiem brutalnie, po co nam luksusowe biuro w Warszawie, jeżeli my jeszcze nie mamy klientów, z którymi w tym biurze możemy rozmawiać i przekazać im fakturę do zapłaty.
To pokazuje dla mnie, powtórzę, unikając taniej krytyki, pewną mentalność i pewne problemy systemowe, których my doświadczamy.
Na tym etapie cała ta sprawa już zamieniła się w serię personalnych ataków i oskarżeń.
Olga odpierała zarzuty, a obie strony kierowały do prokuratury zawiadomienia o popełnieniu szeregu przestępstw.
Jest w nich mowa np.
o wyłudzeniu funduszy publicznych, jak również pieniędzy od inwestorów prywatnych przez stary zarząd Sole.
Akurat tego wątku nie będę komentował.
Mam nadzieję, że zostanie to porządnie wyjaśnione.
W lipcu 25 roku na jaw wyszły kolejne fakty dotyczące ostatniego roku działalności Soule.
Okazało się, że od grudnia 24 do czerwca 25 roku Soule było wpisane do rejestru podmiotów wykluczonych z możliwości korzystania z funduszy europejskich.
Doszło do tego na wniosek Polskiego Narodowego Centrum Badań i Rozwoju, które wcześniej finansowało badania nad perowskitami prowadzone przez Soule.
Był to symboliczny i bardzo bolesny cios, a Malinkiewicz niestety ukryła tę informację przed udziałowcami i opinią publiczną, choć była zobligowana natychmiast ją ujawnić na mocy prawa.
Olga w jednym z wywiadów stwierdziła, że wpisanie na listę było wynikiem pomyłki.
Ciekawym, choć mocno niepełnym podsumowaniem tej afery jest wspomniany wcześniej otwarty list do Olgi Majnkiewicz autorstwa Dawida Zielińskiego, prezesa Columbus Energy z lipca 25 roku.
Popełniliśmy błąd, bardzo kosztowny błąd.
Potem przyznaje prezes, że pięć lat temu zarządzanie firmą powinno zostać przekazane profesjonalistom.
wpadł na pomysł, że spółką technologiczną powinna zarządzać naukowczyni bez doświadczenia biznesowego.
Może na etapie wczesnego startupu ma to jeszcze jakiś sens, ale później może to być raczej przepis na katastrofę.
Zresztą sama Olga nie ukrywała, że nie znała się na biznesie, że musiała się go dopiero uczyć i że dzisiaj, mając już dużo większą wiedzę, nie podjęłaby niektórych decyzji biznesowych.
wyszkwalifikować tylko dlatego, że nie wyszło mu z jakimś badaniem czy z jakimś wdrożeniem.
I nie możemy tego odkrywać ani ignorować, że los białkowca to jest nieprzerwany paczm porażek z niewielkim udziałem sukcesu.
No tutaj nie wyszło.
Myślę, że tak, jeżeli tylko byłoby to troszeczkę mądrzej poprowadzone.
Dlaczego mówię mądrzej?
My naukowcy mamy taką nieprzyjemną może cechę, że troszeczkę za bardzo wierzyłem w naukę.
Nam jeżeli coś wyjdzie w laboratorium i od razu chcemy, to byśmy chcieli to wdrożyć, żeby to działało, poszło na rynek i ludzie to kupowali.
Natomiast to nie zawsze tak działa i nie zawsze się to uda.
Tutaj potrzeba kogoś z czystą głową, kogoś z wiedzą nadziarską, a niekoniecznie naukową, który te nasze emocje naukowe i tę naszą ciekawość troszeczkę postudzi i powie, no chwileczkę, chwileczkę, to co ty robisz ma sens, ale potrzebujemy kupy forsy, żeby w ogóle cokolwiek z tego zrobić.
Nieściupą jest coś wyprodukować, coś odkryć, żeby to poszło do kupy.
Musimy przede wszystkim znaleźć klienta, który to kupi od nas.
I musimy mieć tego klienta takiego, który będzie cierpliwy.
Bo to, że my jesteśmy w stanie robić coś w skali laboratoryjnej, to jeszcze przed nami bardzo daleka droga do zrobienia tego w skali przemysłowej.
Jeżeli jest zakładana spółka technologiczna, która zajmuje się rozwojem i ma zamiar wdrożyć taki produkt, to klienci, którzy inwestują w tę firmę, muszą być świadomi tego, że perspektywa zysku z tym nie jest 5 czy 10 lat, tylko bardziej 20.
Czy perowskity to kolejna polska rewolucja technologiczna, która okazała się fiaskiem?
Rzecz w tym, że nie wiem.
Rewolucje zdarzają się niezwykle rzadko.
Wymagają ogromnej cierpliwości, stabilności i dużych pieniędzy.
Wymagają także merytorycznej wiedzy i zdolności graniczących z geniuszem.
Ale, choć to może dziwnie zabrzmi, ten geniusz jest moim zdaniem najmniej istotnym elementem składowym całego sukcesu.
Nawet przy założeniu, że w przypadku pair of skitów pomysł był, nie było pieniędzy, nie było czasu i nie było stabilności.
Były nadzieje, ambicje i może zbiorowe kompleksy, że nie mamy swojej globalnej albo chociażby regionalnej marki technologicznej.
Jak oceniam inwestorów?
Nie mam wiedzy prawniczej i finansowej, by w pełnym obrazie ich ocenić.
Nie mam wglądu w papiery.
Kontaktowaliśmy się z nimi bez sukcesu.
Wiem, że oni sami plątali się w datach, liczbach i kwotach.
Nie wiem też, jaki był ich prawdziwy cel, jakie były ich prawdziwe motywy.
Czy chcieli na sole zarobić, czy też chcieli firmę doprowadzić do upadku i przejąć.
Olgę znam od wielu lat, prowadziłem z nią wiele rozmów i wywiadów.
Uważam, że jest świetną badaczką, ale nie ma ludzi wszechmogących, nie ma ludzi wszechstronnych.
Dobry badacz, naukowiec nie jest automatycznie dobrym przedsiębiorcą czy dobrym prawnikiem.
Czy kreowała mirażę?
Czy wiedziała, że będzie bardzo trudno pokonać ograniczenia perowskitów oraz sprostać potężnym wyzwaniom inżynieryjnym dotyczącym np.
skalowania projektu?
Czy o tym mówiła?
A podczas zamkniętych spotkań z inwestorami?
Pierwsza rzecz, która... Oczywiście tych zgrzytów narracji Olgi Malinkiewicz można byłoby wskazywać wiele.
Ja takich czerwonych flag sam zaobserwowałem około 10, jak kiedyś to próbowałem policzyć, ale tu nie chodzi o to, żeby teraz...
punktować Olgę Malinkiewicz i znajdować jakąś taką chorą satysfakcję z porażki.
Dlatego, że porażka Olgi Malinkiewicz jest porażką nas wszystkich, jest również porażką moją jako menadżera nauki, który chciałby, żeby te technologie w Polsce się rozwinęły.
Jak to wygląda na świecie?
Okazuje się, że być może jedyną sensowną drogą rozwoju tej technologii są ogniwa tandemowe, czyli zbudowane z krzemu i perovskitów.
Badania trwają, a ich wyniki są coraz bardziej obiecujące.
Przyszłością fotowoltaiki, powiedzmy w perspektywie 20 lat, to ciężko jest, ciężko będzie zastąpić ogniwa krzemowe.
Ogniwa krzemowe mają bardzo wysoką trwałość i nie trwałość ocenioną od 20 do 25 lat.
I te ogniwa, myślę, że przez najbliższe dwudziestolecie to na pewno będą produkcją topową.
Natomiast jeżeli cokolwiek miałoby zastąpić ogniwa krzemowe w produkcji energii, zresztą w produkcji energii, a nie w zastosowaniach...
w sumariach konsumenckich, to byłyby ogniwa tendynowe, czyli ogniwa, które zawierają w sobie zależną część trzemową, jak i perovskitową.
Bo takie ogniwa mają faktycznie wyższą wydajność od obu typów ogniw, zarówno trzemowych, jak i perovskitowych.
Natomiast jeżeli chodzi o samą technologię perovskitową, to ta technologia raczej znajdzie zastosowanie, znajdzie, będzie jednak być wdrażalna, ale w produktach konsumenckich.
czy w ładowarkach do telefonów drukowanych bezpośrednio na obudowę telefonu, w etykietach, które będą mogły być ładowane światłem, światłem wewnętrznym, w sklepach, co już zostało wprowadzone właśnie przez firmy salne technologiczne .
Wygląda na to, że dużo naukowców wiąże nadzieję z tak zwanymi ogniwami tandemowymi, czyli takimi, które łączą w sobie krzem,
Ogniwa tandemowe mają bardzo duże już wydajności według reportów.
Według wspomnianego wykresu z Departamentu Energetyki USA wartość dla takich ogniw na dzień dzisiejszy to jest 27% wydajność energetyczna i to dla bardzo dużych modułów powyżej 14 tysięcy cm2.
w sobie kilka zalet, między innymi to, że często są na sztywnym podłożu, co prawda, to trzeba powiedzieć, tracimy tą fantastyczną właściwość giętkich ogniw, ale dzięki temu są bardziej stabilne i mają bardzo duże wydajności dzięki temu, że perowskity i krzem absorbują światło o trochę innej energii i normalnie tracilibyśmy w pewnym sensie energię z tego światła, a tak to zbieramy
szersze spektrum, więc zbieramy więcej fotonów i możemy wygenerować więcej energii.
Więc być może to jest właśnie przyszłość.
Być może będziemy nadal rozwijać perowskity na folii, ale właśnie do małych zastosowań, tam gdzie możemy w pełni wykorzystać na nich potencjał i tam gdzie ta cena będzie uzasadniała to, że one będą się szybko zużywały, ale będą na tyle małe, dzięki temu na tyle tanie.
że to będzie miało sens, a do dużych zastosowań, do dużej skali będziemy właśnie tworzyć tandemy, gdzie łączymy krzem z perovskitami i uzyskujemy rekordowe wartości, bo 27%
to jest więcej niż dla ogniw czystokrzemowych, trzeba zwrócić uwagę.
Dla porównania, w Perovskity zainwestował japoński koncern Sekisui Chemicals.
Od 2013 roku wydał na badania ponad 2 miliardy dolarów, z czego ponad połowa pochodziła z funduszy rządowych.
Póki co jest na etapie pilotażowych.
projektów opartych o elastyczne ogniwa perovskitowe naniesione na folię.
Mają one nadal niską wydajność rzędu 15%, ale udało się poprawić ich trwałość do 10 lat.
To wyniki dużo gorsze niż w przypadku ogniw krzemowych.
Japoński rząd nadal będzie inwestował miliardy w perowskity i planuje wdrożyć około 20 GW takich nowych systemów fotowoltaicznych do 2040 roku.
Żeby było jasne, nawet bogaty Sekisui Chemicals jest nadal na początku drogi, ponieważ...
Częściowa komercjalizacja ich technologii jest zapowiedziana dopiero na ten rok, a ich pierwsza, dedykowana perowskitom fabryka najwcześniej ruszy w 27 roku i będzie kosztowała ponad pół miliarda dolarów.
Więc prawdopodobnie można to zrobić, mam na myśli komercjalizację perowskitów, ale wymaga to znacznie większych funduszy na badania i rozwój, znacznie większej cierpliwości, elastyczności i przede wszystkim pokory wobec fizyki i chemii.
Jeżeli chodzi o rozwiązanie energetyczne i to, czy Polska jest w stanie stać się znaczącym graczem na tym polu, to na pewno brakuje wsparcia w tej kwestii.
Badania naukowe, a szczególnie badania podstawowe i badania rozwojowe wymagają ogromnych kosztów, a firmy nie są za bardzo zainteresowane rozwojem produktu, który posiadają, który już przynosi im zyski, monetyzuje,
I tak naprawdę rozwój dalszego kredytu z ekonomicznego punktu widzenia jest nieuzasadniony.
Natomiast jeżeli chcielibyśmy, aby Polska stała się znaczącym graczem na rynku WPW, to wsparcie państwowe jest niezbędne.
Znam ludzi, którzy zajmują się w polskiej nauce takimi alternatywnymi źródłami energii.
fantastyczni naukowcy z ogromną wiedzą i dużym doświadczeniem, już dużym doświadczeniem, więc cały czas są w grze, cały czas pracują nad tymi rzeczami.
No i jest bardzo dużo pomysłów, jest bardzo dużo ścieżek, które można obrać.
No i też są różne firmy, jak Saule była jedną z wielu, ale są też inne firmy technologiczne, które rozwijają takie albo alternatywne optometryki, albo w ogóle alternatywne źródła energii.
Więc ja myślę, że mamy szansę.
Trzeba tylko czasu i niestety tego, co jest zawsze najtrudniej, czyli pieniędzy.
A wracając do afery Soule, czy może mieć ona fatalne konsekwencje dla polskiej nauki, innowacyjności i przedsiębiorczości?
Mamy dane za drugi kwartał 2025 roku, to pierwsze szacunki są PFR-u, które wskazują na 65% spadek inwestycji wysokiego ryzyka nad Wisłą.
Tak mówiąc z polskiego na nasze chodzi po prostu o finansowanie.
Startupów dla młodych innowacyjnych spółek w ciągu minionych 3 miesięcy popłynęły zaledwie 184 miliony.
Dla porównania w pierwszym kwartale było to 447 milionów.
Jak mówią eksperci tutaj, te statystyki każą bić na alarm.
To finansowanie niestety w ostatnich miesiącach spada.
To, co nazywamy aferą Saulę, będzie w mojej ocenie miało bardzo mały wpływ na rzeczywistość startupów w Polsce.
Nie przeceniajmy kilku czy kilkunastodniowej afery i szumu medialnego z nią związanego z realnym wpływem na środowisko startupów i na rozwój komercjalizacji w Polsce.
Ani inwestorów nie będzie mniej.
I tu nie zgadzam się z takimi kasandrycznymi przepowiedniami.
Inwestorów nie będzie mniej, bo i tak ich...
w zasadzie nie ma.
Ani startupom nie będzie trudniej, bo w sytuacji braku systemu im i tak jest niesłychanie trudno.
Nie stanie się wiele.
Kiedy padnie kolejny startup, wokół którego będą nadmuchane olbrzymie oczekiwania, SAULE będzie wymieniane jako jeden z tych przykładów, które nam nie wyszły, z ponawianiem pytań, dlaczego nam nie wyszło.
Proszę Państwa, nie wyszło, bo nie mamy systemu.
Nie zbudujemy systemu, nie będzie komercjalizacji technologii w Polsce.
Jaki jest poziom publicznych inwestycji w naukę, badania i innowacje mówiłem nie raz, żenująco niski, najniższy od wielu lat.
I nawet nie chodzi mi o wspieranie konkretnych technologii, tylko przede wszystkim o finansowanie nauk podstawowych, bo to od nich zawsze wszystko się zaczyna.
Bez zmiany finansowania nie możemy liczyć na powstanie w Polsce nowych technologii, które będziemy mogli nazywać rewolucyjnymi.
Po pierwsze, w Polsce nie ma systemu komercjalizacji badań naukowych, nie ma ekosystemu umożliwiającego komercjalizację technologii.
Po drugie, ten system nie jest budowany.
Zamiast niego mamy pozorowane działania udające, że coś w tym kierunku się dzieje.
Po trzecie, dopóki taki system nie powstanie, to w Polsce nie będą rozwijały się start-upy.
Ale sprawa Sole pokazuje jeszcze jedno, że nie mamy systemu, w którym naukowiec jest zaopiekowany od strony biznesowej czy prawnej.
Moim zdaniem wszędzie, gdzie pojawiają się publiczne środki, takie zaopiekowanie powinno być obowiązkowe.
Bez tego wciąż będzie się opłacało doprowadzać do upadku firmy, które w części, czasami całkiem sporej części, zostały dofinansowane przez państwo, czyli przez ciebie, przez ciebie, no i przeze mnie.
Takie przepisy obowiązują w wielu krajach, ale u nas akurat nie.
Jestem pewien, że nasz obraz technologiczny wyglądałby zupełnie inaczej, gdyby takie przepisy i u nas funkcjonowały.
To, co chcę powiedzieć, nie rozstrzygając, czy tym razem też tak było, to to...
że wiele technologii zostało w Polsce doprowadzonych do upadku i myślę, że odsprzedanych przez nieuczciwych inwestorów.
Dlatego, że twórcy tych technologii, naukowcy, inżynierowie, nie mieli podstawowego wsparcia, podpisując papiery, zgadzając się na warunki, na których się nie znali.
Mam nadzieję, że lekcją Sole będzie zmiana tych przepisów.
A co do finansowania badań naukowych, będę to przypominał cały czas.
Jesteśmy bogatym krajem, dwudziestą największą gospodarką świata.
Ale po to, by to miejsce utrzymać, po to, by dalej się rozwijać, musimy inwestować w naukę, innowacje i technologie.
Być może nawet w technologie perowskitowe, jeżeli będzie się to opłacało.
A jeżeli Olga Malinkiewicz zgodzi się na wywiad dla Nauka to Lubię, chętnie go z nią przeprowadzę.
Dziękuję za uwagę.
Powiem w ten sposób, oceniając całą tę sytuację, znacznie bliżej mi do postrzegania Olgi Malinkiewicz jako ofiary.
ofiary systemu, czy ofiary braku systemu, niż do postrzegania jej jako genialnego naukowca, któremu technologii nie pozwolono rozwinąć.
Ale powtórzmy, to jest Soule i to, jak daleko ten problem Soule doszedł, to jest efekt braku systemu i błędów systemowych.
Poznałem oligarcha Boniciewicza w kilku tych zdjęciach naukowych,
Miałem okazję z nią rozmawiać.
Jak ja bym dziś sprawiała wrażenie osoby, która bardzo mocno wierzy w to, czym się zajmuje.
Tak jak każdy naukowiec, tak?
Troszeczkę być może przyceniała swoją technologię, troszeczkę byśmy się za bardzo w nią wierzyła, ale to jest taka cecha każdego naukowca, który jeżeli coś wynajdzie, coś odkryje, to bardzo mocno w to wierzy i bardzo mocno dąży do celu.
jaki sobie postawił.
Natomiast jeżeli chodziło o Dębieckiewicz i jej działanie w filmie, na pewno nie było tam żadnej złej folii z jej strony.
Raczej to było właśnie takie nasze naukowe dążenie do celu bez względu na to, bez względu na krytykę i bez względu na wady, które możemy po drodze spotkać.
Ostatnie odcinki
-
Czy ranking szkoły mówi ca...
03.02.2026 17:30
-
Balonik z perowskitu. Jak ...
29.01.2026 17:00
-
Oko w oko z niedźwiedziem ...
22.01.2026 18:01
-
Polska podbija swój kawałe...
21.01.2026 09:34
-
Rożek u Rosiaka: Smartfony...
20.01.2026 09:30
-
300 miliardów baryłek w We...
16.01.2026 12:54
-
Powinniśmy być z NICH dumn...
13.01.2026 13:25
-
Nie wszyscy kosmiczni pion...
07.01.2026 13:07
-
Jak powstaje most?
...
16.12.2025 07:53
-
Jan Czochralski: Polak, kt...
11.12.2025 17:07