Mentionsy
Edukacja Zdrowotna - czy lepiej wypisać dziecko?
Nowy przedmiot, nowe wyzwania, czy… stare problemy? Od 1 września w polskich szkołach zagościła „Edukacja zdrowotna”, zastępując dotychczasowe, nieobowiązkowe wychowanie do życia w rodzinie (WDŻ). Ten nowy przedmiot obejmuje aż 10 szerokich, interdyscyplinarnych działów tematycznych – od zdrowia psychicznego i seksualnego, przez odżywianie i aktywność fizyczną, aż po internet i profilaktykę uzależnień oraz zdrowie środowiskowe. Brzmi świetnie, prawda? Ale czy na pewno wszystko poszło zgodnie z planem? W tym materiale przyglądamy się kontrowersjom wokół wprowadzenia nowego przedmiotu. Dlaczego tak wiele emocji budzi „Edukacja zdrowotna”, skoro tematyka jest tak ważna dla bezpieczeństwa i świadomości naszych dzieci? Czy to możliwe, że w […]
Szukaj w treści odcinka
Moim zdaniem w przypadku edukacji zdrowotnej ktoś bardzo się śpieszył i o to przygotowanie po prostu nie zadbał.
Ministerstwo wprowadziło przedmiot, nie dając nauczycielom materiałów do jego prowadzenia.
Skąd mają oni wiedzieć, poza ogólnymi hasłami, czego mają uczyć?
Tym bardziej, że od razu mówię, że wiem jaka jest różnica między owulacją a menstruacją.
No i wiem, że genitalia to nie są włoskie linie lotnicze.
Ale mam zarzuty do nowego przedmiotu edukacji zdrowotnej.
Bardzo Was proszę, posłuchajcie.
Żeby uporządkować fakty.
Edukacja zdrowotna to nowy przedmiot, który od 1 września pojawił się w miejsce dotychczasowego, nieobowiązkowego wychowania do życia w rodzinie WDŻ.
Pierwotnie edukacja zdrowotna miała być obowiązkowa, ostatecznie podobnie jak WDŻ obowiązkowa nie jest.
Czym te dwa przedmioty się od siebie różnią?
Zlikwidowany WDŻ koncentrował się wokół, jak sama nazwa wskazuje,
wychowanie do życia w rodzinie, takich tematów jak rodzina, rodzicielstwo, związki, partnerstwo, ojcostwo czy macierzyństwo, podczas gdy edukacja zdrowotna w większości z tych wątków albo rezygnuje, albo traktuje bardzo powierzchownie.
Nowy przedmiot obejmuje 10 szerokich, interdyscyplinarnych działów tematycznych, takich jak wartości i postawy, zdrowie fizyczne, aktywność fizyczna, odżywianie, zdrowie psychiczne, zdrowie społeczne,
dojrzewanie, choć to głównie w szkołach podstawowych, zdrowie seksualne, zdrowie środowiskowe oraz internet i profilaktyka uzależnień.
Po trzecie, kto może nowego przedmiotu uczyć?
Zgodnie z rozporządzeniem nauczyciele wychowania fizycznego, biologii, przyrody, psychologowie, ale także dotychczasowi nauczyciele WDŻ.
Kwalifikacje posiadają również lekarze, dentyści, farmaceuci czy diagności laboratoryjni, o ile tylko ukończyli kurs pedagogiczny.
Jak wspomniałem, przedmiot jest nieobowiązkowy, ale w praktyce rodzic ma czas na wypisanie dziecka z przedmiotu tylko do 25 września.
Jeśli do tego czasu tego nie zrobi, uczeń jest zobowiązany do uczestnictwa w lekcjach, chociaż nie ma być na nich ocen, a sam przedmiot nie ma wpływać na promocję do kolejnej klasy.
I to są chyba najważniejsze fakty w tym temacie.
Przygotowując się do materiału przeczytałem dokładnie podstawę programową oraz wysłuchałem wielu rozmów na ten temat, na temat tego nowego przedmiotu.
Jak to u nas w wielu punktach argumenty, które słyszałem, przynajmniej dla mnie, nie były argumentami merytorycznymi.
Zanim przejdę do moich opinii, dwie refleksje.
Każdy z nas chce, by dzieci były zdrowe i bezpieczne.
Tematy, które zostały w program nowego przedmiotu wpisane, obiektywnie rzecz biorąc na to bezpieczeństwo wpływają, czy nawet je definiują.
Nie krytykuję więc tego, że są one poruszane.
Moją krytykę wzbudza to, w jaki sposób zostały one wprowadzone.
I druga uwaga ogólna.
Uważam, że rodzice mają prawo do tego, by brać udział w edukacji swoich dzieci i wychowywać je zgodnie ze swoim światopoglądem.
Gwarantuje im to Konstytucja.
Nie jest to argument przeciwko edukacji ogólnie i edukacji seksualnej szczególnie.
Najwięcej emocji pojawiło się w związku z zapowiedzią Ministerstwa Edukacji, że nowy przedmiot będzie obowiązkowy.
Te zapowiedzi pojawiły się zanim dokładnie pokazano, czego dzieci będą się na nim uczyły.
Zostało to odebrane jako pogwałcenie konstytucyjnego prawa rodziców.
nie pomógł brak konsultacji społecznych i tempo wprowadzenia zmian.
Choć ministerstwo się ugięło, problem pozostał.
Wprowadzono przedmiot, ale nie ma do niego żadnego podręcznika.
Innymi słowy, zainteresowany rodzic dalej nie wie, poza ogólnymi hasłami, czego będzie się jego dziecko uczyło na lekcjach nowego przedmiotu.
to punkt widzenia rodzica.
A jak ta sytuacja wygląda z punktu widzenia nauczyciela?
Ministerstwo wprowadziło przedmiot, nie dając nauczycielom materiałów do jego prowadzenia.
Skąd mają oni wiedzieć, poza ogólnymi hasłami, czego mają uczyć?
Tym bardziej, że i tu dochodzimy do kolejnego problemu, że nowy przedmiot obejmuje bardzo, bardzo wiele różnych zagadnień czy zagadnień z różnych dziedzin.
Przedmiot wprowadzono, ale nie zadbano o to, by wykształcić w jego kierunku nauczycieli.
Kto będzie uczył tak interdyscyplinarnego przedmiotu, który obejmuje 10 różnych obszarów, od zdrowia psychicznego, przez elementy technologii cyfrowych, zmiany klimatu, odżywianie, anatomię człowieka, po zdrowie seksualne i środowiskowe?
nauczyciel WF-u lub biologii będzie miał kompetencje, by rzetelnie poruszać wszystkie te tematy?
I nie, to nie jest wina nauczycieli, bo nawet gdyby chcieli się dokształcić, nie mieli takich możliwości, a zakres tematyczny nowego przedmiotu naprawdę jest bardzo szeroki.
Na forach nauczycielskich trwa właśnie czasami dość emocjonalna wymiana skądś ściąganych przez kogoś pisanych scenariuszy lekcji na nowy przedmiot.
Nikt nie sprawdza ich jakości, a nauczyciele np.
biologii nie mają kompetencji, by sprawdzić ich rzetelność w temacie np.
cyfrowej higieny czy zmian klimatu.
Z kolei psycholog niekoniecznie ma kompetencje w dziedzinie szczepień, ludzkiej anatomii czy zdrowego żywienia.
Problemu by nie było, albo byłby mniejszy, gdyby wraz z wprowadzeniem nowego przedmiotu Ministerstwo przedstawiło rekomendowany podręcznik, albo choć skrypt dla nauczycieli, jakieś materiały dydaktyczne, ale tego nie zrobiło.
W skrócie mówiąc, odpowiedzialność przerzuciło na nauczycieli czy na szkoły, nie dając im żadnych narzędzi, tylko dając do realizacji nowy obowiązek.
Zresztą nie pierwszy raz tak się dzieje.
Jak wspomniałem, podręcznika nie ma, nie ma materiałów dydaktycznych, więc oceniając nowy przedmiot poruszamy się w jakimś obszarze przypuszczeń czy domysłów.
Ale nawet w tym obszarze, siłą rzeczy pozostając, nietrudno nie odnieść wrażenia, że w podstawie programowej nowego przedmiotu panuje rozgardiarz i niekonsekwencja.
Wiele wątków z edukacji zdrowotnej obecnych jest już na innych przedmiotach, takich jak np.
WF, biologia czy informatyka.
anatomiczną budowę narządów płciowych.
Czy to znaczy, że uczniowie mają uczyć się części rzeczy dwa razy?
Polska szkoła jest przeładowana, więc dobrze by było może nie marnować czasu na to, żeby o tym samym mówić na dwóch różnych przedmiotach.
A może jest tak, że z tamtych przedmiotów, na przykład z biologii, te wątki mają zniknąć.
Brak wytycznych co do koordynacji międzyprzedmiotowej może skutkować też tym, że jakiś wątek wypadnie z obydwu przedmiotów i dziecko ani na jednym, ani na drugim po prostu o nim nie usłyszy.
Rzetelna, dobrana do wieku dzieci edukacja czyni nasze dzieci bezpieczniejszymi i bardziej świadomymi.
Ale po to, by edukacja była rzetelna i dopasowana do wieku dziecka, musi zostać odpowiednio przygotowana.
I to przygotowana zarówno w tej warstwie formalnej, jak i warstwie przygotowania samych nauczycieli oraz materiałów, z których nauczyciele i dzieci, uczniowie będą się uczyli.
Moim zdaniem w przypadku edukacji zdrowotnej ktoś bardzo się śpieszył i o to przygotowanie po prostu nie zadbał.
W przypadku zagadnień dotyczących zdrowia psychicznego czy wątków związanych ze zdrowiem seksualnym rzetelnie wykształcone nauczycie jest absolutną podstawą.
to nic wielkiego się nie stanie.
Ale jeżeli zamiesza za bardzo w głowie na lekcjach związanych ze zdrowiem psychicznym czy seksualnym, konsekwencje mogą być dużo dalej idące.
Konsekwencje mogą być dużo poważniejsze.
Nie dziwię się więc tym rodzicom, którzy patrząc na tryb wprowadzania nowego przedmiotu widzą w nim zagrożenie.
I jeszcze raz, bo naprawdę nie chcę być źle zrozumiany, więc jeszcze raz to podkreślam, mówię tu o trybie wprowadzania przedmiotu.
Nie jestem wrogiem wprowadzania tematów, które w programie się znalazły.
Przeciwnie, uważam, że wielu z nich wcześniej brakowało.
I super, że w końcu się znalazły.
Czy powinny się one znaleźć w osobnym przedmiocie?
Czy powinny one zostać dołączone do przedmiotów już istniejących?
Obiektywnie ważne, że są.
Ale tryb wprowadzenia nowego przedmiotu będzie miał ogromny wpływ na jakość nauczania.
I to jest moja uwaga.
To jest swoją drogą bardzo wygodna linia obrony Ministerstwa Edukacji.
Masz jakieś wątpliwości co do nowego przedmiotu?
Uważasz, że jest nieprzygotowanym eksperymentem?
Jeżeli tak, to znaczy, że jesteś przeciwko zdrowiu dzieci.
albo w wersji bardziej po bandzie jesteś zacofanym tłumokiem.
A ja wiem, jaka jest różnica między menstruacją a owulacją i też wiem, że genitalia to nie jest włoski narodowy przewoźnik lotniczy.
Serio wiem to, ale wciąż mam uwagi co do trybu wprowadzenia nowego przedmiotu.
nie buduje zaufania pomiędzy ministerstwem a rodzicami.
A wydaje mi się, że zaufanie powinno być absolutną podstawą, fundamentem systemu edukacji.
Zaufanie pomiędzy rodzicami a szkołą, uczniami a nauczycielami, nauczycielami a ministerstwem.
Bo gdy tego zaufania nie ma, gdy dorośli coś wsknocą, na koniec dnia zawsze tracą na tym dzieci.
Tym bardziej, jak powiedziałem, to są naprawdę bardzo ważne tematy.
Dziękuję za uwagę.
Ostatnie odcinki
-
Czy ranking szkoły mówi ca...
03.02.2026 17:30
-
Balonik z perowskitu. Jak ...
29.01.2026 17:00
-
Oko w oko z niedźwiedziem ...
22.01.2026 18:01
-
Polska podbija swój kawałe...
21.01.2026 09:34
-
Rożek u Rosiaka: Smartfony...
20.01.2026 09:30
-
300 miliardów baryłek w We...
16.01.2026 12:54
-
Powinniśmy być z NICH dumn...
13.01.2026 13:25
-
Nie wszyscy kosmiczni pion...
07.01.2026 13:07
-
Jak powstaje most?
...
16.12.2025 07:53
-
Jan Czochralski: Polak, kt...
11.12.2025 17:07