Mentionsy
Onet Rano. Goście: Jachira, Iwanowska-Polkowska, Konieczna, Stuhr, Saleta CAŁY ODCINEK
W środę w "Onet Rano." przywita się Odeta Moro, której gośćmi będą: Klaudia Jachira, partia Zieloni; Marta Iwanowska-Polkowska, psycholożka, autorka książek; dr n. med. Aleksandra Konieczna, onkolożka; Maciej Stuhr, aktor; Przemysław Saleta, kickbokser, bokser.
Szukaj w treści odcinka
No i dzień dobry, dzień dobry, dzień dobry, witam was bardzo gorąco.
Tak, gorąco, to słowo mi się wzięło stąd, że patrzę na te promienie słońca, które wyglądają na całkiem ciepłe, chociaż tak w rzeczywistości nie jest, ale przynajmniej mamy słońce.
Onet Rano, dzień dobry, witam Was bardzo gorąco.
Kolejny poranek przed nami.
Poranek oczywiście pełen pysznych gości.
Zaczniemy politycznie.
Z Klaudią Jachirą, Partia Zieloni, odwołana, ale już przywrócona.
Zawieszona, ale już przywrócona, przepraszam.
i o tym przywróceniu na pewno między innymi, ale też o tym, jak ta suma tych dwóch lat, bo dziś 15 w kalendarzu, 15 października, czyli za nami dwa lata rządów, o tym, co się udało, a co się nie udało, tym bardziej, że mnóstwo jest różnego rodzaju badań, różnego rodzaju prognoz, no bo to połowa kadencji, więc można pewne podsumowania i rachunki sumienia zacząć robić.
I o tym właśnie z Klaudią Jachirą
Potem Marta Iwanowska, polkowska, psycholożka i autorka książek, ale też dr Aleksandra Konieczna, onkolożka.
O tym, bo na pewno pamiętacie, że październik jest miesiącem różowym, walczymy z rakiem, walczymy z rakiem piersi.
Dużo tych rozmów w tym temacie odbywa się i odbywać się będzie.
To jest dobry moment, żeby poznać pewne historie, ale to też dobry moment, żeby samo się badać, żeby odwiedzać lekarza i sprawdzać, czy rzeczywiście wszystko jest w porządku.
Potem Maciej Sztur z nowym serialem, ale też ze swoim stand-upem, bo rusza w trasę w Polskę, więc będzie, mam nadzieję, przyjemnie, a może nawet śmiesznie z tej okazji.
I na koniec Przemysław Saleta, który postanowił,
pozwierzać się trochę.
Proszę bardzo, mam jego książkę i w tej książce jest wszystko, czego jeszcze nie wiecie o Przemysławie Salecie, tak sobie postanowił trochę podsumować swoją kickbokserską, bokserską karierę, ale też dużo o rodzinie, o prywatnych wątkach, o pieniądzach, o karierze i o tym wszystkim na pewno z Przemkiem Saletą na koniec porozmawiamy.
No dobra, to co, to już wiecie kto, o jeszcze ładniej zaczęło świecić, patrzcie, no robi się nam piękny dzień, 7.57 na zegarze, to może dobra pora, żeby a, wziąć łyk czegoś pysznego, a b, sprawdzić pogodę na dziś, bo w Warszawie jak widzicie jest słonecznie na ten moment, ale czy tak będzie, no i przede wszystkim jak jest i jak będzie w całej Polsce, o tym już za chwilę.
No i sprawdzamy pogodę.
No tak, dzisiaj środa jeszcze, nie powiedziałam wam tego.
Nie, czwartek, proszę bardzo.
Nie, środa.
Co mi tutaj wyskakuje?
A, mam pogodę na dwa dni, na środę i na czwartek, zobaczcie.
Środa 15, tak wygląda mapa Polski, najchłodniej na samym południu, czyli Zakopane, tam 8 stopni, cała reszta kraju między 10 a 14 stopni, to 14 to raczej Szczecin i okolice, 13 Gorzów Wielkopolski oraz Trójmiasto, 12 Zielona Góra, Wrocław, Poznań, Bydgoszcz.
A potem im bardziej, i jeszcze Warszawa to 12 dzisiaj zanotuje na termometrach, a im bardziej na wschód, im bardziej na południe, tam 11 lub 10 stopni, tak przynajmniej w środę.
Jeżeli chodzi o jutrzejszy dzień, to będzie on kapeczkę cieplejszy dla niektórych rejonów, chociażby Zakopane będzie miało dwie kreski wyżej, 10 stopni.
Potem cały Śląsk, Dolny Śląsk również, tutaj 13, 14 nawet stopni.
Podobnie Szczecin, Gorzów Wielkopolski i Poznań też 13, 12 stopni na wybrzeżu w centralnej Polsce, czyli w Łodzi, w Bydgoszczy, ale również w Olsztynie.
11-13 stopni Suwałki Białystok, a 12-13 Olsztyn.
Lublin i Rzeszów, czyli jutro dzień cieplejszy.
Jeżeli chodzi o słońce, to dziś są takie punkty na mapie, że rzeczywiście będzie je widać i doświadczycie tej witaminy D i będzie to w Zielonej Górze, w Poznaniu, w Warszawie, w Lublinie, w Kielcach i w Katowicach.
Niestety Zakopane oraz Trójmiasto to są dwa miejsca, gdzie może popadać, więc tam przygotujcie się na deszcz.
Jutrzejszy dzień, czy słoneczniejszy?
Dla niektórych miejsc tak, dla innych wręcz przeciwnie.
Na pewno słońce na wybrzeżu, na całym wybrzeżu, bo od Szczecina do Gdańska widzę, że będzie słonecznie.
Słonecznie będzie też w Lublinie, Rzeszowie, w Krakowie i w Katowicach i bardzo słonecznie w Zakopanem.
Natomiast te miejsca, gdzie popadać może jutro, to Suwałki i Białystok, czyli ta Suwalszczyzna i Podlasie może szykować na jutro parasole.
Tyle w kwestii pogody jutrzejszej i dzisiejszej.
Także mam nadzieję, że to nie były jakieś bardzo złe wiadomości, bo wydaje mi się, że jak na tę porę roku, a przypomnę dzisiaj 15 października, czyli dwa lata, tak pół metra obecnego rządu, no to taka pogoda całkiem w porządku.
Przegląd prasy i przegląd portali, a tam oczywiście poważne podsumowania tego, co było i tego, co miało być.
No i jak już trzymam tablet w dłoni, to może zacznijmy od Onetu.
Onet.pl i oczywiście podsumowanie połowy kadencji.
Polityczne trendy u progu następnej kampanii wyborczej.
Bardzo duży tekst o tym, jak to dwa lata temu Polacy wybrali zmianę.
Dziś coraz częściej mowa jest o rozczarowaniu.
Koalicja rządząca od miesięcy znajduje się w poważnym kryzysie, a jej notowania zanurkowały.
Według naszych obliczeń, gdyby w najbliższą niedzielę odbyły się wybory, rząd Donalda Tuska miałby zaledwie 13% szans na utrzymanie władzy.
W specjalnym raporcie o netu na środek kadencji sprawdzamy polityczne scenariusze i liczymy, kto ma najlepsze karty u progu następnej kampanii.
To 13%, czyli taka jest szansa na większość.
Wyniki wyboru z 2023 i 2024 znacie, ale ja chciałam do tej grafiki przejść.
Zobaczcie, proszę bardzo, bliżej poprosimy.
To jest 100 konkretów na 100 dni.
Proszę bardzo, zobaczcie.
I teraz tak, mamy żółty częściowo zrealizowany, jasny turkusowy zrealizowany z opóźnieniem, ciemny zielony zrealizowany, niebieski zamrożony i kolor czerwony pokazuje...
niezrealizowane obietnice.
To jest 100 konkretów na 100 dni.
No właśnie, Donald Tusk opowiadał o przyspieszeniu prac rządów, a wygląda to jak wygląda.
Eurowybory, dużo, zobaczcie, i zaufanie jeszcze do Szymona Hołowni, to jest też ciekawe, proszę.
Zdecydowanie ufam ciemny zielony, raczej ufam jasny.
Jest mi obojętne to szary, raczej nie ufam.
Taki różowy i ciemno różowy zdecydowanie nie ufam.
Tak wygląda zaufanie do Szymona Kołowni.
Wybory prezydenckie, głosowanie na pewno znacie.
Zobaczcie, jest tu naprawdę bardzo duża ilość grafik, które otwierają nam oczy.
I proszę, prognozy i scenariusz bazowy.
Jeżeli naprawdę chcielibyście wejść w te piękne podsumowania i w różne scenariusze parlamentarne, to odsyłam was do tego tekstu.
Jest tego mnóstwo, sporo, ale myślę, że taki dzień jak dziś, czyli półmetek zasługuje na taką szybką analizę.
Wyborcza.pl miała być tęczowa, a jest biała flaga.
Porozumienie Nowej Lewicy i PSL-u w sprawie związków partnerskich.
W piątek Lewica i PSL mają ujawnić efekty swojego porozumienia w sprawie związków partnerskich.
Z tego powodu Sejm nie zajmie się w najbliższym posiedzeniu projektem Katarzyny Kotuli, choć taki był plan.
Na poziomie politycznym jest to po prostu kapitulacja, komentują aktywiści.
Miłość nie wyklucza.
No słuchajcie, mówi się w kuluarach o tym, że do końca roku rzeczywiście zobaczymy finał tego projektu.
Jak będzie?
No trzeba poczekać, jak zawsze, ale mam nadzieję, że chociaż ten jeden punkt z tych czerwonych zmieni się w żółty, czyli załatwiony.
No i jeszcze...
Proszę bardzo, rzeczpospolita.pl.
Dwa lata rządów koalicji 15 października to też podsumowanie, ale pod kątem państwowych spółek, które brylują na giełdzie.
Kapitalizacja notowanych na giełdzie papierów wartościowych spółek, nad którymi kontrolę sprawuje Skarb Państwa, wzrosła od wyborów z 15 października 2023 z 218 mld zł do 340 mld zł, czyli o ponad 56%.
Indeks największych spółek WIG20 urósł w tym czasie o 45,6%.
Ministrowie Aktywów Państwowych, proszę bardzo, Borys Budka, Wojciech Balczun i Jakub Jaworowski.
O tym, jak to wszystko pięknie urosło przeczytamy.
Również, bo to temat z jedynki.
Ale tu również sondaż, tym razem Rzeczpospolitej.
Mijają dwa lata od wyborów 15 października, które doprowadziły do zmiany władzy w Polsce.
Jak według pani, pana rządzi obecna koalicja?
Gorzej niż się spodziewałem, mówi 65,4%.
Zgodnie z moimi oczekiwaniami, mówi 27%.
No, tu stawiam kropkę.
Gazeta Wyborcza z kolei o nominacjach Nawrockiego.
Nowi sędziowie i obrona neosędziów.
Żadne rozporządzenia, dekrety ludzi, którym wydaje się, że będą regulować porządek prawny, bezustawowo państwa nie obowiązują, mówił Karol Nawrocki, prezydent Karol Nawrocki, wręczając swoje pierwsze nominacje sędziowskie.
Nie zgodzę się nigdy na to, by segregować sędziów na neosędziów i paleosędziów.
Zgodnie z konstytucją sędziami są ci, których nominuje każdy kolejny prezydent, mówił Karol Nawrocki podczas uroczystości wręczenia nominacji sędziowskich i asesorskich w spałacu prezydenckim.
Nominacje dla 60 osób były to pierwsze powołania sędziowskie nowego prezydenta.
Wręczył nominacje 60 osobom, powołując je do wojewódzkich sądów administracyjnych, sądów rejonowych.
Cztery powołał na stanowiska asesorskie.
Sędziami nazywana jest grupa ponad 2,5 tysiąca osób.
Grupa osób powołana do sądów na wniosek upolitycznionej przez PiS Krajowej Rady Sądownictwa.
We wtorekowej uroczystości brały udział głównie osoby po asysurze lub zdanym egzaminie sędziowskim, które nie miały innej drogi do zawodu sędziego i których status nie jest kwestionowany.
Chodzki dziękował im za gotowość do służby i za odwagę.
Nie musimy ukrywać, że żyjemy w trudnych czasach dla polskiego ustroju, mówił nawiązując do kryzysu w sądownictwie.
Ten kryzys zaczął się za rządów PiS, od obsadzenia przez Sejm KRS, która wskazuje prezydentowi kandydatów na sędziów.
Zależność Rady kwestionowana jest zarówno przez polskie sądy, jak i europejskie trybunały.
Dziś Polska, by systemowo nie łamaną w kraju prawa do sądów, musi status neosędziów uregulować, ale to nie jest takie proste.
I jeszcze pokażę Wam tutaj, proszę bardzo, polityka.
Co zostało z 15 października, zastanawiają się dziennikarze polityki.
Koalicja 15 października rozpoczęła swoją misję ze sporym kredytem społecznego zaufania.
Niespełna dwa lata później wydaje się on fantazją z innego świata.
I tu dużo statystyk, dużo analiz również, do których serdecznie Was odsyłam.
No właśnie.
Słuchajcie, Klaudia Jachira, Partia Zieloni, Koalicja Obywatelska, będzie moim pierwszym gościem.
Widziałam, że już jest i zmierza w moim kierunku.
Tak, zmierza w moim kierunku.
Bardzo się cieszę.
Dzień dobry.
Dzień dobry, dzień dobry.
Dzień dobry.
Witam serdecznie.
Jak to jest być odwieszoną?
Jak by to powiedzieć?
Dużo się nie zmieniło.
Ani tego zawieszenia jakoś tak bardzo nie odczułam.
Bo tak naprawdę to jest takie trochę symboliczne.
Bo ja mam kontakt z kolegami, koleżankami z klubu.
Nikt się na nikogo nie obrażał, przynajmniej mam taką nadzieję, ja przynajmniej nie odczułam, żeby ktoś był obrażony.
Więc tak, to myślę, że to taka trochę burza w szklance wody.
No tak, ale takie małe utarcie noska?
No właśnie nie wiem, czy utarcie, może nawet refleksja przyszła z tej drugiej strony, bo ja w ogóle dzieląc się tą informacją, to zrobiłam to w tym kontekście, że sama z zaskoczeniem przyjęłam, że najpierw mnie zawieszono za to, że zaproponowałam poprawki, aby 800 plus było dla osób, dla rodzin pracujących, jednego z rodziców pracujących, nie tylko dla Ukraińców, ale także dla Polaków, żeby nie było tej różnicy ze względu na pochodzenie, a trzy tygodnie później przeczytałam, że taka dyskusja trwa w rządzie.
No więc tak naprawdę to może to refleksja przyszła z tej drugiej strony.
I to była ta kropla, która zaczęła drążyć skałę.
Patrząc na deficyt, to przydałoby się.
Słowo refleksja, dobrze, że się pojawiła, bo dzisiaj 15 października,
Można śmiało powiedzieć, mamy pół metek, zakładając, że nic się nie zmieni terminowo.
Chociaż myślę, że PiS bardzo by chciało, żeby coś się zmieniło i tutaj przypuszczam, że ten kryzys w Polsce 2050, decyzje Szymona Hołowni, one są rozpatrywane z tamtej strony w kategorii
w kategoriach nadziei, że może koalicja nie będzie miała tej większości.
Każdy ma prawo do nadziei.
Oczywiście, ale wracając do tych refleksji po dwóch latach.
Ja dzisiaj przytoczyłam, pokazywałam tutaj naszym widzom taką tabelę stu konkretów, które miały się pojawić na sto dni.
No naprawdę marnie to wygląda, co zostało obiecane, a co zostało spełnione.
Pierwsza refleksja
pani na temat tego, tych dwóch lat?
Tak, od rana o tym myślę, jaka jest moja pierwsza refleksja i ja myślę, że jakbym miała tak, w ogóle myślę, że refleksja to jest dobre słowo, bo ja nie jestem, ja w ogóle jestem przede wszystkim krytyczna do siebie i też staram się krytycznie patrzeć na świat, więc właśnie refleksja pozwala nam nie popaść w taki hura optymizm, tylko właśnie zastanowić się, co poszło super, a co mogłoby pójść lepiej i jeżeli bym miała powiedzieć, co najbardziej czuję po tych dwóch latach, to takie poczucie ulgi.
Poczucie ulgi, że nawet jeżeli właśnie tak jak pani mówi, nie wszystkie konkrety udało się zrealizować z wiadomych przyczyn, bo to były konkrety koalicji obywatelskiej, a nie rządzimy jako koalicja obywatelska, tylko rządzimy w dużo szerszej koalicji, koalicji 15 października, to ja mam takie poczucie, że spory polityczne, które się toczą, one się nie toczą o fundamenty funkcjonowania państwa demokratycznego.
Czyli my toczymy spory o tym, czy mają być podatki wyższe, niższe, czy powinno być więcej socjalu, czy mniej socjalu.
Zdecydowanie mniej socjalu, moje zdanie.
Ale wie pani, to nie jest o tym, czy jutro zamkną aktywistów LGBT na ulicy.
To nie jest o tym, czy kobiety będą w ogóle mogły mieć swoje prawa podstawowe, czy w ogóle będą traktowane jako podmiotowo, jako osoby zdolne do niezależnych decyzji.
Tutaj nie ma mowy o fundamentach i ja mam takie poczucie ulgi, że nikt nie próbuje zdewastować demokratycznego państwa prawa, że nikt nie próbuje, raczej trwa walka o to, aby przywrócić to państwo pełnym.
Ona jest czasem lepsza, czasem gorsza, to też nie ukrywajmy, że pewne reformy mogłyby iść szybciej.
Ale sam fakt w ogóle, że my rozmawiamy o tym, o czym się po prostu dyskutuje w demokratycznym państwie, jest niezwykle taki dający właśnie takie fajnie.
Zawsze może być lepiej.
I ja mam nadzieję, że właśnie te dwa lata nas też zmobilizują do tego, żeby to przyspieszyło.
Już czuję to przyspieszenie.
Szczerze mówiąc, paradoksalnie ja je czuję od wyborów prezydenckich.
Ale ta rekonstrukcja rządu, z którą się również spotkaliśmy, ona...
Nie, ja myślę, że czasem, wie pani, w jakiejś tam przegranej można tak naprawdę, przegrana może być mobilizująca i uważam, że nas zmobilizowała.
No tak, ale zakładanie od początku, że wybory prezydenckie wygra Rafał Trzaskowski, to jest takie witanie się z gąską, zanim ta gąska w ogóle zacznie chodzić po naszym ogrodzie.
No tak, albo tam były też takie przysłowie o tym, że ścięli głowę indykowi i tak dalej, to możemy różne drobiarskie przysłowie do wcipy powiedzenia.
Natomiast no ja myślę, że to było, ja czuję przyspieszenie od momentu, kiedy rzeczywiście zabrakło niewiele, ale to przyspieszenie nie ma szansy w ogóle, bo to jest trochę tak, że my tą metę jeszcze przez te dwa lata musimy dogonić, znaczy my rządzący muszą to zrobić.
bo patrząc na ilość spełnionych obietnic i ilość czasu, które nam zostało, no to nawet nie zamkniemy się w 20% tego, co obiecaliście nam.
Ale uważam, że są rzeczy ważniejsze i że jakby każdy konkret nie waży tyle samo.
Znaczy jeden konkret ze stu konkretów nie waży tyle samo, co drugi konkret.
I żeby mówić na konkretnych przykładach, no to na przykład odblokowanie in vitro jest niesamowitym sukcesem.
Nawet czasem myślę, że niedocenianym sukcesem, bo to rzeczywiście zmienia ludziom życie.
powiedziałabym, że jest niedocenianym.
Jest nieodpowiednio wypromowanym, bo mamy takiego rzecznika rządu, jakiego mamy.
No tak, ale to już jakby to nie jest do mnie, bo to jest do rządu.
Tak, to jest do rządu, proszę opowiadać, niech rzecznik jakby rzeczniczy też w swoim imieniu.
Natomiast uważam, że naprawdę nigdy za wiele o tym, aby mówić, to są takie momenty, w których widać, jak wraca normalność.
Ja na przykład jestem niesamowitą zwolenniczką i też bardzo się cieszę, może też jeszcze z za mało wypromowanych,
tej deregulacji, bo ta deregulacja też naprawdę zmienia ludziom życie.
To są takie proste sprawy, które sprawiają, że będziemy inaczej traktowani w urzędach, gdzie łatwiej załatwimy pewne rzeczy przez m obywatela, a tak naprawdę z takich drobnych rzeczy składa się nasze codzienne życie, że musimy
prowadzenie działalności gospodarczej, załatwianie różnych spraw urzędowych.
To są takie drobiazgi, ale bardzo przydatne w życiu.
I myślę, że to są takie jaskółki, które pozwalają z taką dużą nadzieją i taką także przyspieszenie właśnie wejść w te kolejne dwa lata.
No dobrze, ale te jaskółki też krążą i mówią o tym, że w końcu zacznie się temat
rozwiązywać.
Zacznie się temat związków partnerskich i z jednej strony tak słyszymy, a z drugiej strony minęły dwa lata i co, wydarzy się cud w temacie?
Bo jaskółki mówią, że do końca roku powinno się to zmienić.
Tak, ale może szybciej, bo to już jest planowane, że niedługo będzie na sali.
No ale ja właśnie o tym przyspieszaniu mówię.
No tyle się rozmawiało, rozmawiało.
I uważam, że właśnie jeżeli dojdzie nawet do dalekce niedoskonałej ustawy o związkach partnerskich, czy o osobie najbliższej, jak to się już tam będzie nazywało, to to i tak będzie krok do przodu.
Krok, który trzeba pamiętać, że nigdy nas prawica w ten krok nie wprowadzi.
W ogóle nie ma takiej opcji, żeby rząd PiSu i Konfederacji zajął się tym tematem.
Wiadomo, że mój elektorat, moi wyborcy i wyborczynie, taki lewicowo-liberalny, on oczekuje więcej niż to pewnie, co przejdzie w tej ustawie o związkach partnerskich.
Ale uważam, że jest to pewien krok do przodu, który nie jest w stanie do zrobienia.
to jest metoda małych kroków, szczególnie, gdy się rządzi w tak szerokiej koalicji, no bo w skład koalicji wchodzi łącznie w ogóle, łącznie z tym, ile jeszcze jest w koalicji obywateckiej, z osiem partii, więc to naprawdę nie jest proste, ale ja czuję na przykład takie przyspieszenie, że też bardzo długo się mówiło o taniej energii z wiatru, ta ustawa została przeprowadzona bardzo szybko po wyborach, no i niestety to prezydent Nawrocki ją zawetował i sprawił, że nie chce dać Polakom taniego i czystego prądu i nie chce, żeby Polacy...
mniej płacili za prąd, bo gdyby chciał, to by podpisał tę ustawę.
Będzie finał związków partnerskich.
W Sejmie trwa debata o tym i już się kończy ta debata o zakazie zwierząt na futra.
To jest właśnie takie przyspieszenie.
Oby, natomiast ja myślę, że jeszcze tego komponentu, którego mi brakuje i dlaczego też wyszłam z tymi poprawkami dotyczącymi 800+, to jest to, że jest też elektorat liberalny gospodarczo i troszeczkę uważam, że...
o niego za mało dbamy i to jemu też za mało spełniliśmy tych obietnic, chociażby przewrócenie handlowych niedziel, chociażby właśnie pokazanie, że dbamy o dyscyplinę finansów publicznych.
I jeżeli gdzieś czuję pewne rozczarowanie, bo ja też jestem wyborczynią koalicji 15 października, jestem polityczką, biorę odpowiedzialność, ale także jestem wyborczynią, więc jeżeli gdzieś czuję takie rozczarowanie, to uważam, że za mało dbamy o tę dyscyplinę finansów publicznych.
Tak, ale najbardziej niepopularne, patrząc na popularność polityczną, jest zabieranie tego, co już wcześniej zostało dane.
To jest tak naprawdę, pani redaktor, tani populizm.
Bo jeżeli byśmy o tym pomyśleli, odsunęli emocje i odsunęli takie mówienie, tak, dajmy wszystkim, nie jesteśmy Norwegią, nie mamy nadwyżki w budżecie, tylko mamy cały czas bardzo duży deficyt.
Ale proszę popatrzeć, dużo rozczarowania na półmetku.
Mieją dwa lata od wyborów 15 października, które doprowadziły do zmiany władzy w Polsce.
Jak według Pani rządzi obecna koalicja?
Proszę bardzo, gorzej niż się spodziewałem, 65,5%.
No i być może właśnie to jest też to, co jest o nas, ale właśnie może to takie niezadbanie o budżet państwa jest tego przyczyną.
I ja to mówię bardzo głośno, bo...
bo wyrzucanie pieniędzy tak dla wszystkich po prostu, a damy wam dalej, tak jak to PiS zapoczątkował 10 lat temu, a nasz rząd tego nie cofa, wręcz jeszcze dodaje kolejne świadczenia, takie uważam bardzo nieefektowne, bo inaczej, właśnie to jest efektowne, ale nieefektywne wydawanie publicznych pieniędzy, bo w mojej wizji, także państwa socjalnego, te pieniądze publiczne powinny być celowane do najbardziej osób potrzebujących.
Najbogatsi nie potrzebują 800+, powiedzmy to sobie wprost.
Nie potrzebują.
Osoby, które nie pracują, nawet żaden rodziców też, można byłoby to świadczenie, te pieniądze, które idą dla tych osób, przerzucić w te miejsca, żeby np.
każde dziecko dostawało darmowy posiłek w szkole.
25% dzieci chodzi, znaczy niedożywione, w nieodpowiedni sposób jest żywione, nie je nawet jednego ciepłego posiłka w ciągu dnia.
I nie chce, żeby tu panią powieszyli i zawiesili ponownie.
bo to zawieszenie odbywa się w formie takiej analogowej.
Bardzo przychodzą na salę z kopertą i nigdy nie wiadomo, co z tej kopercji jest, więc to jest takie trochę... Dobrze, ale już jesteśmy na terenie Sejmu, to chciałabym koniecznie zapytać o alkohol, bo dużo mówi się o tym w ostatnich tygodniach, o zakazach nocnej sprzedaży alkoholu, chociażby w...
tych większych miastach, między innymi w Warszawie, bo tu Rada Warszawy miała takie swoje 5 minut.
Wszystko się odbiło na prezydencie Trzaskowskim później, ale też pojawiły się inne miasta i tutaj mniej więcej znamy głos Polaków, no ale państwem w państwie jest trochę Sejm.
Znaczy, wie pani co, ja na pewno nie będę toczyć żadnej bitwy o alkohol w Sejmie.
Ale pojawiają się tu posłowie, którzy mówią tak, oczywiście, rzeczywiście, on jest wyczuwalny, tak?
Chociaż nigdy nikt nikogo za rękę nie złapał.
To, co chyba bym bardziej zwróciła uwagę, to ja na przykład rzeczywiście, jeżeli chodzi o alkomaty przed wejściem na salę plenarną, jak najbardziej.
To jest miejsce pracy, w miejscu pracy nie wolno przechodzić pod wpływem alkoholu, więc tutaj w ogóle bardzo restrykcyjnie bym do tego podchodziła.
Co do samego alkoholu w Sejmie, ja się dostosuję do opinii tutaj społeczeństwa.
Jeżeli społeczeństwo nie chce, żeby był alkohol w Sejmie, ok, w ogóle mi to nie robi, czy on będzie, czy go nie będzie.
Tak tym jest, że ten alkohol jest w części hotelowej, a nie w tej części takiej tej sejmowej, sejmowej, tak?
Bo to też się czasem ludziom myli z oczywistych względów.
No ale hotel swojego czasu zasłynął grubymi imprezami.
Tak, tak, i w ogóle nie będziemy tego bronić, więc jeżeli naprawdę jest takie oczekiwanie.
Natomiast mi trochę w tym wszystkim ucieka takiego clou tego problemu, bo ja znowu uważam, że wpadamy w taką pułapkę zakazów,
A w ogóle nie rozmawiamy o zmianie kultury picia alkoholu, o tym, że jest wiele krajów, gdzie ta lampka wina do obiadu jest normą, ale to jest naprawdę lampka wina, a nie pół litra i to nie wina, tylko mocniejszego trunku.
I w ogóle nie rozmawiamy w tym wszystkim o tym, czy wydaje nam się, że zakaz sprawi, że ludzie nie przestaną pić alkoholu, a to tak nie działa.
No bo ludzie nauczą się prędzej czy później, że trzeba robić zapasy, kupować i kupić go o tej godzinie, o której będzie sprzedawany.
Dużo na przykład bardziej mnie niepokoi niż to, że ludzie kupują alkohol w nocy, bardziej mnie niepokoi, że kupują o 6-7 rano.
Więc jeżeli już naprawdę myślimy o jakichś godzinach ograniczenia sprzedaży, to może to powinny być godziny poranne, a nie godziny wieczorne.
Ale w tym hotelu sejmowym chce mi pani powiedzieć, że też ludzie, bo tam też są ludzie.
Nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie myślę.
w sklepach, że do 12 milion małpek jest sprzedawany, tak?
Więc uważam, że tak, że u nas mamy jeszcze tą taką mentalność, że jak coś zakażemy, to już jest po sprawie.
I no i przestrzegałabym, bo to...
To ładnie wygląda na papierze, ale myślę, że to nie rozwiąże takich też znowu systemowych problemów.
Tego, że jak długo czeka się na terapię, czy w ogóle ta terapia też za darmo jest dostępna, żeby zachęcać ludzi, żeby też sprawić, żeby to nie był temat tabu choroba alkoholowa, tak?
Żeby nikt cię nie bał poprosić o pomoc.
Za dużo jest o tych zakazach, a za mało jest o tym systemowym problemie, jaki mamy jako społeczeństwo, bo nadużywamy alkoholu.
Czy systemowy problem ma również Polska 2050 wracając do polityki?
Polska 2050 się rozpadnie, jak pani patrzy na kolegów i koleżanki, którzy trochę zostali porzuceni?
No tak na kolegów i koleżanki, tak czysto po ludzku, to ja im bardzo kibicuję, bo my mamy dużo tematów, z których razem współpracujemy i ta współpraca naprawdę jest dobra.
Myślimy podobnie o zielonych tematach, więc zawsze blisko też tych takich na przykład chociażby jak
badania dla myśliwych, dla osób, które mają pozwolenie na broń cykliczne, energia tania, czysta, ochrona przyrody.
Więc to są tematy, które nas łączą.
Czyli w koalicji nie przestaliście się kochać?
Absolutnie nie.
Właśnie bardzo są... Pod dwóch latach?
Czasem kogoś zawieszą, ale oprócz tego to jest...
Ja mam akurat bardzo dobre relacje z Polską 2050, ale ja w sumie z taką nadzieją obserwuję tą ich wewnętrzną dyskusję, co oni by dalej chcieli, bo na pewno są w trudnej sytuacji w momencie, kiedy lider, który zakładał tę partię, odchodzi.
Ale co wy chcieli?
Przypuszczam, że jak nie marszałka,
wicepremiera.
Nie, nie, nie, ja nie mówię o tego, widzi pani, ja w ogóle nie myślę, ja mówię o postulatach, ja w ogóle nie myślę w tej kategorii o polityce, o stołkach, tylko ja myślę o postulatach, czy oni chcą iść w taką stronę znowu socjalną, co jest dla mnie strasznie dziwne, bo naprawdę już mamy dużo lewicowych partii na polskiej scenie politycznej i jest...
lewica, jest Razem, jest chyba nowy ruch Pani Senyszyn, więc naprawdę nie potrzebujemy kolejnej lewicowej, Platforma chwilami też schodzi bardzo w lewicową stronę pod kątem gospodarczym, więc naprawdę nie potrzebujemy, więc ja gdzieś w tej ich dyskusji to słyszę takich właśnie, że oni chcą powrotu do tego takiego postulatu, tych postulatów liberalnych gospodarczo i im kibicuję, bo dobrze byłoby, żeby taka formacja była w ramach koalicji 15 października.
Czy to jest możliwe?
Wie pani, jeżeli się słucha wyborców i wyborczyń, to uważam, że powinna, bo to nie jest tak, że wyborcy gospodarczy... Tam jest 1%.
Ale nie, ja mówię nawet bardziej... Czyli wyborcy i wyborczyni
Oni już myślami są raczej chyba gdzie indziej.
Jestem w twardej polityce 6 lat i nigdy nie nauczyłam się tego myślenia plemiennego.
Ja myślę tematami.
Czyli jeżeli mam tematy, chociażby wracając, bo zaczęłyśmy od tego i będzie się to przebijać, zabrania 800 plus najbogatszym, to ja uważam, że mogłabym liczyć na sojuszników z Polski 2050, z jakiejś tam części z PSL-u, trochę pewnie z Koalicji Obywatelskiej.
Pani chyba lubi być zawieszona.
Proszę nie krakać.
Nie, ja lubię dowozić tematy i ja lubię też mówić o postulatach, z którymi szłam do wyborów właśnie konkretnie w drugą rocznicę naszych wyborów 15 października i ja z tymi postulatami szłam, więc ja ich nie odpuszczę.
Jeżeli ceną za to ma być zabieszenie,
To chwilami może będzie, a za chwilę może to będzie właśnie, że przekonam kolegów i koleżanki i jeżeli nawet w rządzie trwa taka dyskusja, no bo nie możemy w nieskończoność w części długu odziedziczonego po pisie i to też jasno mówię i podkreślam,
ale w części też już powiększonego przez działania obecnego rządu nie możemy utrzymywać nieskończoność, dlatego naprawdę czas na racjonalizację naszych wydatków publicznych i to nie poprzez domiar dla banków, na którym stracą ludzie, tylko jednak poprzez systemowe po prostu ograniczenie wydatków.
PiS w międzyczasie się spotyka, liczy szabelki, próbują, myślą, no tak, ale myślą o czymś w rodzaju tego paktu senackiego, które udało się wam, wam mówię, cały czas obecnie rządzącym stworzyć.
Widzą pewną szansę i nadzieję w tym, że Polska 2050 przestanie istnieć, albo się posypie tak bardzo, że koalicja rządząca
przestanie mieć tę większość.
No raczej bym nie oczekiwała nadziei, że patrzenie na to, czy komuś się tam noga potknie.
My, tak jak powiedziałam, przyspieszamy i uważam, że też wyborcy, jeżeli już tego nie widzą, to zaczną to widzieć.
Natomiast ja bym raczej na miejscu PiSu zadbała o jakieś te
o ogarnięcie tych wpadek wizerunkowych w ostatnim czasie, bo właściwie codziennie coś się dzieje, tak?
Wczoraj czy przedwczoraj pan May za 200 na godzinę nie przyjął mandatu na drodze, gdzie wolno 120 na godzinę jechać.
Ja akurat jestem, jeżeli gdzieś mam taki moment bezwzględności, to mam tą bezwzględność, jeżeli chodzi o przepisy drogowe, bo uważam, że to w ogóle nie chodzi o swoje życie, tylko chodzi o życie innych i tutaj bym naprawdę bezwzględnie karała.
I jako posłanka uważam, że immunitet poselski nie powinien przysługiwać się za takie wykroczenia.
Immunitet ma nas chronić przed odpowiedzialnością jakiejś zemsty politycznej jednego środowiska na drugie.
To było założenie immunitetu.
I ja z niego rzeczywiście korzystałam, jak byłam w opozycji.
przepisów drogowych?
Absolutnie.
No gdzie?
Jeżeli ktoś przekracza, no co to ma za znaczenie, czy to przekracza poseł, prawnik, czy robotnik, czy ktokolwiek inny.
No przekracza i ma być ukarany.
I to ma być ukarane tak, żeby raz na zawsze mu się odechciało stanowić zagrożenie dla życia mieszkańców.
Więc tak, no to tutaj mamy.
Potem inne tam z ich środowiska, sędzia,
na podwójnym gazie jechał i jeszcze udawał, że jest pasażerem.
No więc mam takie wrażenie, że ten marsz wielki, o którym mówili od miesięcy, okazał się frekwencyjną klapą i jeszcze zaprosili pana Bąkiewicza, który jak zwykle siał i nabił.
Świetnie, że przywołała pani to nazwisko, bo właśnie ten oto
Pan nawoływał do wyrywania chwastów z polskiej ziemi.
Kogo miał na myśli?
Ja bym też to chciała wiedzieć.
Jak już tak nie boi się, czy ktoś nienawiść, to może niech mówi już prosto, kogo ma na myśli.
Czy ma na myśli Polki i Polaków, którzy odważą się mieć inne zdanie od pana Bąkiewicza, czy od PiSu?
czy od przedstawicieli Konfederacji, czy ma na myśli, nie wiem, osoby, będzie teraz badał osoby pod kątem pochodzenia etnicznego, kto jakie ma geny, a historia nami różnie rzucała, tak?
Więc każdy z nas ma geny z różnych stron, tak?
Bo taka jest historia Polski.
Pan Braun też ostatnio się dowiedział o swoich...
No właśnie, no i najwyższa pora, żeby się dowiedział.
Jego siostra te badania zrobiła.
I bardzo dobrze, więc może, znaczy nie mam żadnej nadziei, że go to otrzeźwi.
Nie, ale te konsekwencje za takie zdanie.
Ja się bardzo, tylko skończę, myślę, że bardzo się cieszę, że prokuratura zaczęła badać to wystąpienie, bo, i widzi pani, to jest właśnie ta ulga, od której zaczęłyśmy naszą rozmowę, że w ogóle nie mam wątpliwości, że prokuratura Ziobrowska
Jeszcze by po prostu tam dała kordon ochrony i zrobiła wszystko, żeby mu włos z głowy nie spadł.
I to jest właśnie ta różnica, że ja mam świadomość, że żyję teraz w państwie, w którym za takie haniebne słowa, które są po prostu agresywne i są podszyte nienawiścią do innych ludzi, służby przestaną być obojętne.
I to jest właśnie ta zmiana.
Cofając się jeszcze trochę w czasie, chciałabym wrócić do momentu na granicy, bo wiem, że idziecie wspólnie z posłanką Urszulą Zielińską do sądu z byłym policjantem.
Proszę powiedzieć, co to jest za temat, bo on wraca po dłuższym czasie, tak?
Tak działają sondy.
No właśnie, tak to chciałam powiedzieć.
Co to za wątek jest, proszę powiedzieć?
To jest wątek bardzo prosty i ja tutaj się nie dam absolutnie zbić z pantełyku i nie dam się wgnieść w prawicową narrację, że robię coś złego.
Mnie po prostu nie wpuszczono wtedy do biura legalnie zarejestrowanego.
To był przełom 2021 i początek 2022 roku.
W poprzedniej kadencji, kiedy byłam posłanką opozycji, nie wpuszczono mnie trzy razy do biura, gdzie miałam zarejestrowane nazwy w Kancelarii Sejmu, gdzie było opłacone.
To była filia biura poselskiego, mojego i posłanki zielińskiej wtedy.
No i nie może być tak, że w państwie prawa posłowie są nie wpuszczani do swojego biura.
Koniec, kropka.
Ten policjant akurat mocno się przyczynił i sam wziął na siebie odpowiedzialność, ponieważ powiedział, że taki mam dziś przekaz i nie wpuszczę pań.
Był bardzo perfidny.
Mojej pracownicy na minus 15 stopni, która chciała też z nami wjechać do biura, miała umowę podpisaną.
Powiedział, że może iść pierwsze 8 km w Białobierze.
Po bardzo ostrej reakcji mojej i taksówkarza, który nas wiózł do tego biura,
powiedział, no łaskawie się zgodził, żeby taksówkarz w nią wjechał, a myśmy zostały na mrozie, nie zostałyśmy wpuszczone do biura.
Koniec, kropka.
Ja oczekuję wyroku sądu w tej sprawie, że jest to niedopuszczalne, że posłanki nie zostały wpuszczone do biura, bo mi uniemożliwiono moje wykonywanie mandatu.
Może wystarczy to, żeby ten policjant przeprosił i powiedział, że zrobił źle, albo powiedział, kto mu wydał taki rozkaz.
Ja nie oczekuję jakiejś tragedii, żeby ten policjant jakby zakończył karierę, czy zmienił swoje życie itd.
Oczekuję tego, że powie, tak, źle zrobiłem, że posłanek na Sejm nie wpuściłem do swojego biura, uniemożliwiłem wykonywanie, albo taki miałem rozkaz od tej i od tej osoby i...
wtedy oskarżenie przejdzie na tę osobę, która wydała mu takie polecenie.
Wydała takie polecenie.
Pani wie, kto to polecenie wydał?
Nie, nie, no ja się do tej pory się nie dowiedzieliśmy.
Jakieś podejrzenia mogą być.
Dzięki wielkie.
Dobrego dnia i dobrych kolejnych miesięcy.
Mam nadzieję, że dzisiaj to się nie wydarzy.
Jakieś kolejne zawieszenie, bo to... Zobaczymy, zobaczymy.
Zawsze trzeba być gotowym na głoszenie swoich postulatów do końca i spełnianie.
I odbieranie później kopert.
Dziękuję serdecznie.
Wszystkiego dobrego i do następnego.
A ja widzę, że już Marta Iwanowska, polkowska, psycholożka i autorka książek i doktor Aleksandra Konieczna, onkolożka, wsiadają do mnie do auta.
Dzień dobry.
Dzień dobry.
Dzień dobry.
Różowe, panie.
Tak, oczywiście.
Ja mam dziś książkę, pani.
Kiedy życie mówi sprawdzam.
No bo dzisiaj 15 w kalendarzu, a 15 października to jest taka data, kiedy w ogóle cały październik jest taką datą, kiedy mówimy o profilaktyce, profilaktyce raka piersi, bo chcąc nie chcąc, co roku aż 21 tysięcy Polek słyszy diagnozę ma pani raka.
A pani to usłyszała?
Usłyszałam dokładnie trzy lata temu i to w ogóle też w październiku i to było takie dla mnie znaczące.
Zachorowałam, chociaż myślałam, że już nie zachoruję, bo pochodzę z takiej rodziny, w której chorowała mama, chorowała babcia, mama mamy.
Natomiast no...
Nie powiem, że miałam uśpioną czujność, ale często też lekarze mieli uśpioną czujność.
Jakoś moje takie dążenie do tego, żeby się badać i regularnie sprawdzać, no zdarzało się, że było to lekceważone.
Dokładnie tak, dokładnie tak.
Więc no miałam różne przygody w gabinetach, często mnie odsyłano.
Czyli co, własny upór czy własne poczucie wewnętrzne jakieś takie, że coś jest nie w porządku?
Bo my kobiety mamy intuicję.
A my korzystamy z niej?
Korzystamy i rzeczywiście wewnętrzny upór, ale ja miałam też duże poczucie obowiązku wobec rodziny, zarówno mojego męża, jak i mojego brata i dzieciaków, bo choroba mojej mamy jakby bardzo nas wszystkich poobijała.
No wiadomo, była w latach 90., było inaczej, ale widząc ten wpływ choroby na najbliższych, ja chciałam zapowiedź, znaleźć szybko i się szybko z tym uporać.
Czyli podeszłam do tego zadaniowo, tak?
No dobrze, ale zastanawia mnie, ile razy trzeba usłyszeć od lekarza, że tu nic się nie dzieje, żeby odłożyć temat na półkę.
Niestety.
Jezu, no ja mam wrażenie, że wiele kobiet ras usłyszy i się wycofa.
A jak było w twoim przypadku?
W moim przypadku ja to słyszałam wielokrotnie, ale się po prostu nie poddawałam, bo jakby miałam też taką informację, że wczesne zachorowanie mojej mamy, ona miała 36 lat, jakby predysponuje do tego, żeby ten rak był genetyczny.
Ja jakieś podstawowe badania miałam, one wykluczyły obciążenie.
Ja i tak się nie poddałam.
Pomyślałam sobie, no Boże.
Jak często się badałaś?
Ja co pół roku robiłam USG, co dwa lata robiłam rezonans w piersi.
I była w tym konsekwentna przez kilkanaście lat.
I to doprowadziło do tego, że... To w końcu tak coś wyszło.
Tak, ale też chciałabym to podkreślić.
Ja nie miałam takiej mentalności, że o w końcu coś wyszło, tylko o kur...
Przepraszam, że przeklinam, ale nie w tych sytuacjach nie ma takich ułożonych myśli.
W ogóle, co jest bardzo też ciekawe, ponieważ buduję jakąś społeczność na Instagramie i o tych badaniach profilaktycznych mówię często, to w momencie, kiedy dzieliłam się informacją o zachorowaniu, bardzo dużo kobiet mi napisało, no Marta, ale badałaś się i zachorowałaś.
Badania nie chronią przed zachorowaniem.
Badania właśnie sprawiają, że wykrywamy tego raka na wczesnym stadium i tak było u mnie, że on był jeszcze naprawdę malutki i wtedy możemy szybko działać.
I o to chodzi w badaniach profilaktycznych, żeby… Złapać diabła za rogi, prawda?
Dokładnie.
No dobrze, ta twoja historia, zmierzyłaś się z tym, bo byłaś konsekwentna.
Tej konsekwencji bardzo często kobietom brakuje.
Wiedziałaś, że masz takie podłoże, jakie masz, rodzinne i genetyczne.
Nie brakowało ci tej wytrwałości i mimo tego, że słyszałaś lekarzy, którzy mówili, a...
Dla mnie to jest historia, wiesz co, jedna na milion.
Bo nie wierzę, że kobiety mają w sobie tyle uporu i takiego... Ja w ogóle zawodowo zajmuję się odwagą, odpornością psychiczną i pewnością siebie kobiet.
I odkąd zachorowałam, jeszcze bardziej wierzę w misję wzmacniania tych umiejętności psychologicznych u nas kobiet właśnie.
Bo uważam, że ta sytuacja pokazała, że gdybym tego uporu nie miała, tej pewności siebie, tej czasami takiej bezczelności, jak to kiedyś mi powiedziała jedna z moich koleżanek, to bym, któryś lekarz wypraszając mnie z gabinetu, no naprawdę mnie z tego gabinetu wyprosił, a ja czasami byłam wypraszana, to wracałam do innego gabinetu.
Ale później, bo my zapomniałyśmy, że my trochę w gabinecie jesteśmy.
Dokładnie, ja też chciałabym oddać głos, bo wiem, że pani doktor ma trochę inne podejście niż ci wszyscy inni.
No właśnie, jak to jest z nami kobietami w tym gabinecie?
Nie, nie, to jest bardzo, bardzo tutaj słuszny i mądry głos.
Znaczy się problem jest taki, że aktualnie nie ma standardów jak badać pacjentki, które są młode, tak, bo mamografia jak wiemy jest 45+, tak, a gdzie są panie pomiędzy powiedzmy 20 a 45, tak, USG nie jest.
z badaniem profilaktycznym uznawanym.
Lekarz rodzinny nie może nam zlecić USG piersi, więc tutaj panie, jeżeli sobie wyczują jakąś zmianę, nawet podejrzaną, to niestety często nie do końca wiedzą, gdzie się z tym udać, bo lekarz rodzinny powie, że nie może wystawić skierowania na USG, że może to jest nic, że trzeba do onkologa, do chirurga i to czasami wydłuża całą diagnostykę.
Teraz faktycznie jest dostęp dla pacjentek, które mają obciążenia genetyczne w rodzinie.
Lekarz rodziny może takie pacjentki skierować do poradni genetycznej, żeby zaplanować jakiś interwał różnych badań profilaktycznych.
Ale myślę, że taką jedną z najważniejszych rzeczy, którą Pani Marta powiedziała, że badania profilaktyczne są dla osób zdrowych.
Także dla tych, którzy nie czują się chore, te panie powinny się badać.
Wtedy idziemy na badanie, żeby się dowiedzieć, że wszystko jest w porządku.
I badania nie chronią właśnie przed zachorowaniem, ale badamy się po to, żeby jak najszybciej i najwcześniej wykryć jakieś podejrzane zmiany.
No ale czy się badamy?
Bo nawet jeżeli patrzymy na tą grupę, ten przedział 45+, no właśnie, potem ja czytam i widzę 80 tysięcy wolnych miejsc na mamografię.
Problem jest taki, że zgłasza się niewiele ponad 30% pacjentek u
uprawnionych do mamografii, a są niestety gminy czy powiaty, gdzie zmieni 6%.
No więc to są dramatyczne wartości.
Głównie panie podają, jak są różne robione raporty przez różne fundacje, że po prostu nie wiedziały, że mogą, nie wiedziały, że trzeba albo mają poczucie zdrowia, więc nie idą się badać.
Więc cały czas wracamy do genezy, dla kogo są badania profilaktyczne.
Właśnie dla ludzi zdrowych.
Jak mam objawy choroby, to już nie mówimy o profilaktyce, tylko o diagnostyce.
Znaczy kobiety, bo z jednej strony nie idą na tą mamografię, o której powiedziałyśmy, bo te 80 czy 90 tysięcy wolnych miejsc, no to robi wrażenie, bo to są naprawdę… Praktycznie od ręki się można zapisać.
Praktycznie od ręki można się zapisać i teraz wyciągacie telefon i się zapisujecie.
Tak, dokładnie.
Ale z drugiej strony też mogą się samobadać.
Czy my to umiemy robić?
Ja tu ostatnio miałam lekarza, nie, dziewczynę z fundacji zajmującej się walką z rykiem.
I myśmy sobie tu przeszły całą tę drogę, pokazała nam jak to się robi.
Ale czy kobiety to w ogóle robią?
Myślę, że kobiety robią to za rzadko, nie tylko dlatego, że nie potrafią, ale ja pracuję blisko z kobietami, mam poczucie, że my mamy nadal słaby kontakt ze swoim ciałem, nie lubimy go, nie akceptujemy, wstydzimy się go dotykać, wstydzimy się to ciało pokazać.
lekarzowi, specjaliście i to wszystko sprawia, że jakoś ten wstyd przejmuje nad nami kontrolę i staje się ważniejszy niż te zdrowie, o które tu powinno chodzić i te długie, dobre życie, do którego tak naprawdę mamy prawo i które może być długie i zdrowe, nawet pomimo takiej przygody jak moja z rakiem.
Więc ja bym tutaj też apelowała i dużo piszę o tym w książce,
do takiego bardziej czułego podejścia do swojego ciała, że to ciało może nie jest idealne, ale ono ma służyć naszemu życiu i wyrazem miłości dla swojego ciała jest chociażby to, że ja to ciało dotknę, sprawdzę, potraktuję je poważnie, poprzyglądam się jakiemuś objawowi.
I nie podrocze takiej troski, aktywnej troski o siebie, jak już pójście do gabinetu i przebadanie się.
Kolejna zmienna, która się tutaj pojawia, tutaj też opowiem się jako psycholog, no to jest po prostu lęk.
Lęk przed jakby takim dyskomfortem samej sytuacji szpitalnej.
Taki przypadek, gdzie mama, babcia, czyli wiesz, że jesteś obciącona.
Bo może są też tutaj takie dziewczyny, które w tej chwili sobie myślą, no tak w sumie, tak z pamięcią sięgam i chyba babcia i chyba mama rzeczywiście.
No dobrze, ale to jaka powinna być droga?
Czy tutaj my szybciej wtedy zasługujemy na jakieś badania?
Bo ta mamografia, okej, mamy wolne miejsca, 90 tysięcy, ale wspomniałeś o badaniach genetycznych, że jednak są badania, które pokazują...
No to mówiła pani doktor, że to lekarz nawet rodzinny może przekierować, kiedy wywiad na to wskazuje.
Ale znowu, kobiety muszą o tym rozmawiać.
Muszą mówić wprost o tym, że w rodzinie jest rak piersi, rak jajnika, ponieważ to też była w jakimś stopniu moja historia.
I my, kobiety, musimy się na takie informacje otworzyć, musimy sobie przekazywać, że ciocia zachorowała w tym i w tym roku, przebieg choroby był mniej więcej taki i taki, żeby znać swój wywiad i właśnie chociażby lekarzowi pierwszego kontaktu o tym powiedzieć.
Dokładnie, bo to wcale nie jest takie oczywiste, jak my zbieramy wywiad, jak już pacjentki trafiają do onkologa, to to już jest raczej albo pani ma podejrzenie choroby,
nowotworowej, bo do nas nie trafiają pacjentki, że tak powiem, do screeningu, czy do rozmowy ogólnie o profilaktyce.
I no niestety często panie nie znają swojego wywiadu rodzinnego.
Nie dlatego, że no jak gdyby jest on powiedzmy gdzieś tam z różnych przyczyn, nie wiedzą
Czyli co, w rodzinach nie mówimy sobie tego rzeczy?
Często jest tak, no na coś babcia umarła, chyba na to, ale do końca nikt nie wie.
I no niestety to zaburza jak gdyby raz, że czujność pacjentki, no bo czuje się, że jak ja nie jestem chory, nie jestem obciążona genetycznie, to nie zachoruję.
A pamiętajmy, że obciążenia genetyczne to jest niecałe 10% braku piersi.
To nie jest tak, że jak nikt u mnie nie chorował, to ja mogę się czuć zupełnie bezpieczna, bo zdecydowana większość naszych chorych nie ma dodatniego wywiadu rodzinnego.
dzieci, karmiła piersią, jest szczupła, czy jak gdyby robiła wszystko, co może się przyczyniać do wzrostu zachorowania na raka piersi, więc niestety jest to choroba wieloczynnikowa i może dotknąć każdej z nas, dlatego tak ważne jest badanie profilaktyczne.
Patrząc na nasze nawyki?
No niestety te nawyki całe szczęście się zmieniają, ale jesteśmy krajem, w którym jest wysoki konsumpcjonizm alkoholu, dużo osób pali papierosy, jest mała aktywność fizyczna propagowana, więc niestety to wszystko zwiększa ryzyko zachorowania na raka piersi i w ogóle na choroby nowotworowe.
A jak jeszcze wejdziemy na taki temat psychosematyczny, oczywiście możemy tutaj się dystansować do takich informacji, ale są badania, które też wskazują, że wśród kobiet, które wypierają swoje emocje, a w szczególności zaprzeczają przeżywaniu złości, tłumią złość, też te zachorowania mogą się pojawiać.
To są może takie świeże badania, natomiast ja z perspektywy też bycia psycholożką to widzę, że w momencie, kiedy
jakby odcinamy się od siebie, tłumymy swoje emocje, to to nasze zdrowie kuleje i jednym z czynników, czy jednym ze sposobów tego kulania czy kulenia może być rak piersi.
Więc ja tutaj też nie chcę straszyć, ale bardziej zwrócić uwagę na siebie, jakby zwrócić uwagę słuchaczek na siebie, że ta higiena życia, styl życia, podejście do siebie też ma wpływ, bo tak jak powiedziała pani doktor, rak piersi jest wieloczynnikowy.
I ja sama widzę wśród kobiet wokół mnie, że chorują takie, które nie miały innych kobiet chorujących w swojej rodzinie.
Właśnie.
Jak już dostaniemy te diagnozy i usłyszymy to magiczne hasło, niestety, paniaka, to czy my jesteśmy na tyle świadome,
że wiemy gdzie, co, jak, z kim rozmawiać.
Chodzimy z takiego gabinetu, wiadomo, że mamy jakąś przyjaciółkę, ale na pewno jest to szok.
To działanie na początku i czas działania na pewno ma największe znaczenie, tylko jak tę ścieżkę przejść właściwie?
Znaczy najważniejsze jest to, żeby wybrać też odpowiedni ośrodek.
Mamy w Polsce odpowiednie unity, odpowiednie oddziały, które zajmują się leczeniem tylko jednego nowotworu.
Mamy tak zwane breast cancer unity, co jak gdyby też jest zgodne z zaleceniami Unii Europejskiej, czyli oddziały, które leczą specjalizujące się tylko i wyłącznie w raku piersi.
Ja pracuję w Klinice Nowotworów Piersi i leczę tylko i wyłącznie jednego raka.
Może się wydawać mało, no co to jest jeden rak piersi?
Ale rak piersi ma różne podtypy.
Każdy przebiega inaczej, każdy się leczy inaczej.
I my jesteśmy wysoko wyspecjalizowani tylko i wyłącznie w tym typie nowotworu.
I ważne jest, żeby pacjentki wiedziały, że są takie miejsca.
I najlepiej do nich trafić.
Dokładnie.
I najlepiej trafić do takich miejsc, w których, no wiadomo, pacjentek jest dużo.
Różnych województwach w Polsce nie jest ich mało, także na pewno jeżeli mamy się leczyć, to powinniśmy się leczyć tam, gdzie możemy dostać najlepsze opcje terapeutyczne.
Pamiętasz jak spotykałaś różnych ludzi, różne kobiety?
Bo przypuszczam, że też pojawiają się fora, dyskusje.
Jak już wiemy, jaką mamy diagnozę, to pewnie widzimy tego raka inaczej i tych, którzy chorują, raptem też zaczynamy zauważać.
Co było, albo jakie spotkanie, albo jaka rozmowa wtedy jest taka bezcenna?
Ja myślę, że na pewno taka rozmowa uwalnia ją z poczucia winy, ponieważ dużo kobiet chorujących, ja też tego doświadczyłam, mimo że jestem psycholożką,
i dużo pracuję nad własnym rozwojem, to doświadczyłam dużego poczucia winy, że zachorowałam, że być może zrobiłam coś nie tak, może coś przeoczyłam, więc uwalniamy siebie, uwalniajmy siebie nawzajem z poczucia winy.
Myślę sobie, że też bardzo ważne jest szybkie sięgnięcie po wsparcie, takie relacyjne.
Ja niestety spotykałam też na swojej drodze kobiety, które borykały się z tym doświadczeniem same.
Bały się powiedzieć nawet partnerowi, mężowi, najbliższej rodzinie, bały się, że obciążą
My jesteśmy tak skonstruowani jako ludzie, że do radzenia sobie z tym, co trudne, bardzo potrzebujemy drugiego człowieka.
Więc ja bym w ogóle powiedziała tak, jeżeli już jesteś w tej procedurze badania, idziesz na biopsję, idziesz na wyniki, odbierasz wyniki biopsji, nie idź tam sama.
Idź z osobą towarzyszącą.
Może to być mąż, partner, może to być mama, może to być siostra, może to być przyjaciółka.
Ja wiem, że jak ja to mówię, uratowałam życie w sobie, bo też...
W trudnych momentach właśnie chodziłam z kimś towarzyszącym, bo stres jest tak silny i szok jest tak silny, że ty troszeczkę, powiem go wielokwialnie, nie kumasz tego, co się dzieje.
To drugie oko, to drugie ucho jest bardzo pomocne.
Pomijam fakt, że może ci popilnować torebki, jak idziesz do toalety, może zapisać jakieś ważne informacje, może przynieść wodę.
Naprawdę korzystajmy z pomocy i od razu bym też zaapelowała
o to, żebyśmy częściej korzystali z pomocy psychoonkologa.
Nie ma wstydu.
Nie ma wstydu.
Dbajmy o to i szybko działajmy.
Dziękuję.
Dziękuję pięknie.
Dziękuję dziewczyny.
Badajcie się.
Koniecznie.
Koniecznie.
Moim kolejnym gościem jest Maciej Sztur.
Glina Nowy Rozdział.
Dzień dobry.
Dzień dobry, Maciek Sztur.
Na początek chciałabym, żebyśmy zobaczyli fragment z wjazdu.
No i za chwilę porozmawiamy sobie.
Ktoś jednak strzelał wczoraj wieczorem.
Francuzka, krzycha z Ministerstwa Obrony i białoruski telefon.
Nieco śmierdzi ludzko u nosu.
Maciej Sztur, tak jak powiedziałam wcześniej, rzadko się zdarza, że możemy zawodowo cofnąć się w czasie.
17 lat minęło.
Mało tego, to można powiedzieć, że nawet więcej.
W 2004 pojawił się pierwszy sezon, potem w 2008.
To był w ogóle inny świat.
Byliśmy świeżo w Unii Europejskiej chociażby.
W 2004 roku wchodziliśmy, stawaliśmy się Europejczykami.
A gdzie jesteśmy dziś?
I teraz twój bohater... No dalej jesteśmy w Unii jeszcze.
No cudownie, jakoś się udało.
Ale w ogóle jesteśmy teraz pełną gębą Europejczykami, a wtedy aspirowaliśmy.
Ja pamiętam, prowadziłem nawet koncert na rynku we Wrocławiu z okazji wejścia do Unii.
Jakieś wielkie było wydarzenie.
Wielkie wydarzenie.
No minął kawał czasu.
Rzeczywiście w moim życiu jednakowoż jedna rzecz się nie zgadza z twoją formą pytania, które zadałeś, że niezbyt często.
W moim życiu się to no może nie, że bardzo często.
Zdarzają ci się takie pogody?
Ale zdarza, bo na przykład jeszcze bardziej to jest uderzające w teatrze.
Jak mam takie na przykład dwa przedstawienia, które na przykład Anioły w Ameryce gramy chyba od...
Premiera była 17 albo 18 lat temu.
Czyli podobnie.
Zgraliśmy taki spektakl Polonia, też niewiele młodsza.
I to jest tam najbardziej jeszcze dojmujące, bo jeszcze wchodzisz w ten sam kostium, w tę samą dekorację.
To wtedy jest chwila prawdy tak zwana.
W dużej mierze z tymi samymi kolegami i mówisz te same słowa, więc to już jest w ogóle jakaś wycieczka totalna.
No tak, ale zazwyczaj jesteś już bardziej dojrzałym, zupełnie na innym etapie człowieka.
Jesteś w innym miejscu życia.
No właśnie.
I nagle masz... Jak tutaj wejść w te same buty?
No więc w teatrze to dosłownie się wchodzi w te same buty, no ale skupmy się może na serialu.
Tam jest troszkę inaczej.
Tam najbardziej ciekawe było to sobie wyobrazić właśnie, co z tym bohaterem, którego się kiedyś tam dawno temu stworzyło... Co się z nim działo przez lata?
Co się z nim działo, ale przede wszystkim...
jak to wpłynęło na niego, kim on jest dzisiaj.
I to jest fajna łamigłówka, żeby sobie wyobrazić tego bohatera i jak ten czas go zmienił.
To trochę oczywiście jest zapisane w scenariuszu, ale też dla nas, tych aktorów, którzy po latach
znowu do tego serialu dołączyli.
Był właściwie też scenariusz do napisania samemu sobie tej swojej postaci, co tam się wydarzyło, jak to wpłynęło na jego życie, no bo przecież to nie jest ten sam chłopak, no to jest już facetem, który... To jest chłopaka trochę takiego dojrzałego mężczyzny się zamienia, tak?
Nie ma zmiłuj.
Jak być inaczej.
Blina to były takie czasy, ja pamiętam, ja zaczynałam wtedy pracę, to był w ogóle inny świat.
A dzisiaj wszystko jest bardziej przejrzyste.
Mało tego, instytucja serialu jest w innym miejscu.
Zupełnie inaczej, tak.
Ja pamiętam te 20 lat temu, to słowo serial takim aktorom z najwyższej półki, to się nie kojarzyło zbyt dobrze i nawet przyznać i powiedzieć, że się robi serial, to takie było troszkę podejrzane.
No właśnie.
No a proszę bardzo, minęły dwie dekady i okazuje się, że pokusiłbym się nawet do stwierdzenia, że serial chyba jest w fajniejszym, ciekawszym miejscu niż film fabularny, który trochę ma, zżera własny ogon.
Dzięki za oglądanie!
no i już wtedy muszę powiedzieć Władysław Pasiegowski, który stanął za kamerą serialu co też było nieoczywiste w tamtym czasie no i Władek jest takim artystą bardzo bezkompromisowym, on chce robić filmy na swoich zasadach i wtedy to na przykład oznaczało, że dopiął tego, aby ten serial był kręcony na taśmie filmowej, to był
To wtedy był pewien warunek, rozumiem, tak?
Tak, ale wtedy nikt nie chciał myśleć o takich rzeczach, żeby na taśmie.
Jeszcze taśma filmowa była na świecie dzisiaj.
To już nikt nie pamięta, co to jest.
Ale to świadczy o tym, że wtedy już dokładaliśmy starań, żeby ten serial różnił się od innych.
Dziś wracamy z tymi bohaterami do Warszawy po 20 latach i teraz zobaczymy co ten tytuł, co ci bohaterowie mają do zaoferowania naszej publiczności.
Wszystko się zmieniło.
Świat się zmienił, nasze oczekiwania się zmieniły, ale też konkurencja, jeżeli chodzi o seriale, bo zobacz ilość tytułów, które na platformach, których też jest coraz więcej, stacji telewizyjnych, tego jest naprawdę tak dużo, że żeby zwrócić na siebie uwagę, to nie potrzebna jest kampania reklamowa, nie potrzebne są takie rozmowy jak nasze, tylko potrzebny jest dobry serial, który broni się sam, bo widzowie go znajdą, widzowie go sobie polecą.
Wierzysz, że tutaj tak będzie?
Mam ogromną nadzieję, jak zwykle, ale też życie mnie nauczyło, że moje nadzieje to jest czasami jedna, a rzeczywistość to drugi.
Ale ja się nie pytam o politykę.
Ale jestem dobrej myśli i wyobrażam sobie, że jest jakaś duża część widowni, dla której...
Bo ja bym powiedział tak, glina ani wtedy, ani dziś, a nawet chyba szczególnie dziś, nie sili się na to, żeby być serialem modnym.
Wręcz przeciwnie, i wtedy, i dziś pokazywała trochę brzydszą stronę Warszawy, ale myślę trochę prawdziwszą.
Przy okazji historii kryminalnych fajnie portretowała miasto i w ogóle czasy, w jakich się wtedy żyło.
Ale lata dziewięćdziesiąte i polskie miasta, to to nie były, wiesz, bezpieczne.
Ten początek dwutysięcznych pewnie już bardziej.
No dzisiaj jest zupełnie... Jesteśmy w innym miejscu, ale... No, wszystko jest monitorowane, obserwowane, wszędzie są kamery.
No tak, ale... Praktycznie jesteś w stanie... Że zimieszki nie śpią.
Nie śpią.
Kradną samochody i robią złe rzeczy.
Więc myślę sobie, że może jest jakaś część widowni, nawet mam pewien rodzaj pewności na ten temat z rozmów z wieloma ludźmi i widzami i ludźmi, którzy nie są widzami, gdyż świat wokół pędzi za szybko, oni by chcieli trochę przestanąć.
Wydaje mi się, że właśnie kryminał noir, czyli rozwiązywanie zagadek intelektem bardziej niż
tylko akcją, pościgiem i wybuchem, ma szansę znaleźć swoją grupę ludzi, którzy za czymś takim tęsknią.
Nie, nie, nie, nie, skręcamy.
Tutaj tylko samochód do mnie mówi, więc żebym patrzyła również na tych towarzyszy, co są na innym pasie.
Nie macie tak w radiowozach?
Nie, tak właśnie.
Jacek Braciak zawsze tę funkcję pełnił.
A powrót do tego samego zespołu, powiedz, to jest przyjemne?
Zwłaszcza, że i aktorsko, i pan reżyser, ale też była Magda Górka, odpowiedzialna za obraz.
I parę osób jeszcze z ekipy z tamtych czasów.
Wszyscy piękni młodzi, rozumiem?
Oczywiście.
Policja przez ostatnie lata różnie wyglądała, jeżeli chodzi o wizerunek polskiej policji.
Ten serial, myślisz, pomoże odbudować to imię, które zostało zszargane, nie wiem, chociażby granatnikiem w pewnym momencie?
Nie wiem, czy aż takie mamy ambicje.
Ja kiedyś miałem jedno z najbardziej wstrząsających spotkań w moim życiu, spotkań z widzami.
Byłem w Łodzi przy zupełnie jakiejś bardzo dziwnej dla mnie, nietypowej okazji pod tytułem, jeśli dobrze pamiętam, Festiwal Komiksu, nieważne.
To nie ma w tej opowieści znaczenia.
W każdym razie o tyle znaczenie, że się nie spodziewałem takiego spotkania.
Na koniec mojej wizyty i spotkania z publicznością był czas na pytania i na samym końcu wstał człowiek, który powiedział, wie pan co, a to było lata temu, po tych pierwszych linach.
Wie pan co, ja jestem policjantem z Wydziału Zabójstw i chciałem panu bardzo podziękować za ten serial, bo zobaczyłem w pana roli, że pan zrozumiał,
że nie jest trudno zabić człowieka, tylko trudno potem z tym żyć.
Dziękuję panu.
My jako twórcy czasami nie jesteśmy w stanie sobie nawet wyobrazić, jak to na kogoś zadziała w jego konkretnej historii, w jego światopoglądzie, nie wiem, dotychczasowych doświadczeniach, co on sobie pomyśli, więc
Tak, trochę naokoło, ale odpowiem na twoje pytanie.
Oczywiście my nie mamy ambicji, żeby zmienić wizerunek policji.
Każdy jest odpowiedzialny za swój wizerunek, w tym i my.
Możemy oczywiście coś poprawić, coś pogorszyć.
Myślę, że ci policjanci nasi z gliny to są fajne gliny.
Chciałbym, żeby tacy policjanci nasi...
Nawiązując trochę do polityki, do twojego stand-upu, ostatnio znany polityk, bo pan Pawlak powiedział, pytano o to, czy koalicja przetrwa, rządząca obecna, powiedział, koalicja trwa i trwa mać.
Wspaniałe.
Ty masz swój stand-up zatytułowany Mam wszystko w standupie.
Stand-upie się mówi poprawnie.
Powinniście sobie tu z panem Pawlakiem piątkę przybić, uważam.
No, może go wezmę jako copywritera, to było nie najgorsze.
Powiedz, bo wydaje mi się, że stand-up daje ci jakąś wielką przyjemność.
Oj tak, to jest ten powrót do rozśmieszania.
To też jeden z powrotów w sumie, tak?
Ale to życie to jest płodozmian.
Jak się zrobi za poważnie, to trzeba się troszkę pobawić.
I w ogóle mam takie wrażenie, że trudne są czasy.
O każdych czasach można powiedzieć, że są trudne, ale myśmy przeszli pandemię.
Jest to jakieś widmo wojny cały czas nad nami.
Wszyscy się zaczynamy tego bać i tak dalej.
Mam wrażenie, że bardzo potrzebujemy odrobinę wytchnienia.
I bez troski.
Słowo bez troski jest mi bardzo bliskie ostatnio.
I ten stand-up, z którym sobie jeżdżę po Polsce i z którym spotykam tak wspaniałych ludzi na widowni.
My sobie fundujemy nawzajem takie dwie godziny tak czystej zabawy i po prostu luzu.
bo ta trasa jest taka przyzwoita ja się nauczyłem trudnej bardzo rzeczy nie czytać komentarzy w ogóle śmiało nie znalazłam ani jednego złego ani jednego nawet nic jeden powiedzmy, że mógłby być namiastką jakiejś takiej nawet nie rozczarowania bo ciężko powiedzieć ty podobno tam śpiewasz i niektórych widzów to troszkę
Nawet nie przeraża.
Ja tam nawet mówię, że to jest moje niespełnione marzenie.
Być może na szczęście niespełnione, ale lubię śpiewać.
Powiedz, bo stand-up jest bardzo trudną formą.
Skupia się na tobie wszystko przez te dwie godziny.
Jak się zachce siku, wiesz jakie to jest trudne?
Tak, wciera się w uda wtedy podobno.
Tak mi stand-uperzy kiedyś mówili.
Inni.
No, ciekawe.
Jeszcze nie...
Dziś i jutro różne rzeczy się wydarzą.
Czy ty z tym stand-upem pilnujesz tego głównego nurtu od początku do końca, czy jednak twoja rzeka czasami zmienia bieg i dotykasz tematów, które a tu cię coś podrażni, tam cię coś zaboli, coś cię zśmieszy?
Ja mam w sobie jakąś naturę dążenia do perfekcji, nawet jeżeli to jest dalekie od perfekcji, to ja do niej dążę i staram się, żeby to był wieczór petarda, tak jest moje marzenie, żeby to było po prostu jak najśmieszniejsze i jak najfajniejsze.
W związku z czym nie jestem wielkim zwolennikiem improwizacji.
Znaczy ja dopuszczam sobie tam jakiś procent tego, że jak rzeczywiście cała Polska o czymś tam mówi, to jak gdzieś wplatam takie wątki ku ucieszy publiczności albo jak coś nagle na sali się stanie, to też są ciekawe momenty, ale jednak jest to jakiś program, który lekko ewoluuje w tę stronę, żeby być coraz śmieszniejszym, ale fakt, że...
kontroluję to i wiem, że on i dziś był spoko i jutro też będzie spoko, powoduje, że raczej opieram się na tym, co wiem o tym programie, niż o tym, czego nie wiem, czyli teraz na przykład przygotowuję już nowy, bo ten program ma dwa lata, on oczywiście, tak jak mówię, zmienia się z czasem.
Ale trochę się zdeaktualizował?
Wiesz co, ja tam mało poruszam takich wbrew pozorom bieżących.
Tam polityki jest jak na lekarstwo, co dziwi ludzi, bo spodziew do mnie przygnęła łatka człowieka, który jest rozpolitykowany, ale muszę powiedzieć, że mam tak ogromny jakiś przesył ostatnio od polityki.
Że mi szkoda tego wieczoru na gadanie o polityce, bo wolę sobie mówić o panelach fotowoltaicznych, które do mnie dzwonią i mamy konwersacje parę razy w tygodniu i tym podobne absurdalne historie niż się bawić w wyśmiewanie tam kogoś czy...
No tak, ale dzisiaj jest 15 października, są dokładnie dwa lata od momentu, kiedy zaczął funkcjonować nowy rząd, więc nie ominiesz takiego dnia jak dziś tematów, które trochę są rachunkiem sumienia, biciem się w piersi i tak dalej, tak?
Wiesz co, ja mam coś takiego od dnia dziecka mi się coś takiego zrobiło, że wyłączyłem się nawet ze śledzenia polityki.
Pierwszy raz od wielu, wielu, wielu lat.
Moi różni, niektórzy przyjaciele bardzo zaangażowani w te sprawy nawet są zaźleni na mnie, jak ja mogę tak żyć, czy ja jestem dalej jeszcze prawym obywatelem.
Czyli ogłuchłeś politycznie po prostu, tak?
No, wyłączyłem się.
Oczywiście zawsze gdzieś tam coś dociera, bo... Ale przed wyborami się włączysz?
No, myślę, że się kiedyś włączę, jak będzie trzeba, tak.
Ale niestety muszę powiedzieć, że jestem bardzo dobrze.
Jesteś szczęśliwszy.
Jestem naprawdę jakiś, nie wiem czy szczęśliwszy, ale na pewno mniej zestresowany.
I jak widzę, że czasami sobie wejdę na Facebooka i tam różne rzeczy mnie dopadają,
i widzę na przykład moich przyjaciół rozgorączkowanych w jakimś temacie, której jasnej, małej perspektywy, którą udało mi się nabyć, co myślę, kurczę, to nie jest tak do końca warte tych ich nerwów, jakby im to powiedzieć.
No, taki mam teraz okres w życiu.
Jaki będzie następny, trudno powiedzieć.
Trudno powiedzieć.
Ale właśnie też jeszcze do tego wszystkiego skończyłem 50 lat.
Mam jakieś wrażenie, że
Że się coś nowe, coś się zamknęło, coś się otworzyło.
Z ciekawością przyglądam temu w jaką stronę sam się zmieniam.
Zacząłeś wątek, który jeszcze mnie zaciekawił, ale trochę wyszliśmy z tego, czyli kolejnego stand-upu, bo mówisz, że coś powstaje, tak?
No ten program ma dwa lata, mam to wszystko w stand-upie, ma dwa lata i prawie 200 powtórzeń.
Czyli pora odświeżyć?
Tak, że już sam dla siebie czuję, że potrzebuję nowych żartów i nowej przygody i myślę, że w przyszłym roku pojawi się.
Kto ci to pisze?
Maciej Sztur.
Niezłe mapy robią.
Nie, bo to jest bardzo trudne, wiesz.
Ale ten program, ja ci powiem, ten, który teraz gram, od dwóch lat, jakbyś zobaczyła dwa lata temu premierę i dziś, to byłby, no może nie, że trudny do poznania, ale naprawdę on bardzo ewoluował, bardzo się rozrasta, więc za chwilę muszę coś wyrzucać.
Ale to też zależy od tego, kto ci na tej publiczności usiądzie.
I pamiętam, jak kiedyś tu Rafał Rutkowski przyszedł i mówi, słuchaj, na ostatnim stand-upie w pierwszym rzędzie usiadł gość, którego ktoś przyciągnął na siłę i on mi zasnął.
No chcąc nie chcąc ustawić cały stand-up, tak?
Ja zauważyłem i to było ciekawym doświadczeniem, a teraz doszedłem do tego, że polubiłem ten fakt, że na mój stand-up przychodzi dużo starszej widowni.
Znaczy dużo więcej jest ludzi starszych ode mnie niż młodszych ode mnie.
To wiesz, może oni są w twoim wieku, tylko wyglądają gorzej.
Tak, no ale nie są raczej młodsi.
I to jest fajne, bardzo to polubiłem.
Myślę, że w nowym programie coś na ten temat się znajdzie.
Zajmiesz się pokoleniem Silver, tak zwany.
I sobie to bardzo, bardzo cenię.
I sobie myślę, że fajnie, że oczywiście młodzi ludzie są zawsze najważniejsi, dla nich trzeba dużo rzeczy robić, i seriale, i stand-upy, i tak dalej, ale nie wolno nam zapominać o starszej widowni, bo im też się coś od życia należy.
Jak mówiła Magdomer, starość się musi wyszumieć.
No to szumno w takim razie.
I na tej scenie, bo trasa jest bardzo przyzwoita.
Znajdziecie wszystkie terminy, daty i miejsca w internecie.
Ale też Glina Nowy Rozdział czeka na wszystkich widzów.
Dziękuję Ci serdecznie.
Dzięki wielkie.
Maciej Sztur, moim i Waszym gościem.
A kolejny już widzę, że jest.
Przemek Saleta ze swoją książką.
Dzień dobry Przemku.
Dawno Cię nie widziałam.
Wieki chyba Cię nie widziałam.
Poczytamy sobie.
Ja już sobie poczytałam wczoraj.
Nie, nie.
Paluszki sobie przytniesz.
Ja muszę poprosić, żeby taką strzałkę tam nakleili, bo to bardzo... Duża grupa osób nie wie, jak zamykać te drzwi.
No, bo szukam klamki.
Tak, nie ma klamek.
To taki specjalny samochód.
Nie ma klamek, nie wysiadziesz.
Co u Ciebie?
Dawno, dawno cię nie widziałam, nie słyszałam, a teraz mogę o tym jej poczytać.
Co cię pokusiło?
Wiesz co?
Co mnie pokusiło?
Znaczy, namówiła mnie do tego Aldona Sosnowska-Szczuka i tak na początku nie bardzo chciałem się zgodzić, bo nie bardzo chciałem pisać jakiejś takiej książki biograficznej, czy awor biograficznej.
Nie specjalnie lubię wracać do przeszłości i rozpamiętywać się.
Natomiast myślałem sobie, że może warto podzielić się
swoją historią, bo być może będę mógł komuś pomóc, dlatego że właściwie mówię w tej książce o tym, czego sport mnie nauczył, co mi się przydaje w życiu cywilnym.
Mówię też o tym, że po drodze gdzieś tam, po drodze do sukcesu są naprawdę różne trudne momenty i każdy je ma, a większość ludzi ich nie widzi, bo widzi człowieka dopiero w momencie, kiedy jest gdzieś tam na szczycie.
Tak, a każdy ma jakiś swój początek.
A propos twojego początku, roześmiałam się, jak usłyszałam, przeczytałam historię o Paganinim.
Podobno chciałeś być Paganinim, no i co z tego wyszło?
To wszystko przez czytanie książek.
Przeczytałem, ja szybko zacząłem czytać i zresztą do dzisiaj bardzo dużo czytam.
Przeczytałem książkę o Paganinim, pomyślałem sobie, że fajnie byłoby grać na skrzypce.
I poprosiłem rodziców, żeby zapisali mnie do szkoły muzycznej pierwszego stopnia w Bystrze Cykłockiej.
I się zapisałeś.
I się zapisałem, ale nie miałem do tych skrzypiec talentu.
Nie poszło?
Męczyłem się strasznie.
Wiesz co, niestety mam.
Niestety, bo słyszę jak forszuje.
Myślałam, że słyszysz głośniej ciszej.
Nie, nie.
Ale to muzyka nie okazała się moim powołaniem.
Czasami żałuję, że nie gram na żadnym instrumencie, no bo fajnie by było, ale na pewno nie było to powołanie.
Nie było to powołanie?
Nie.
Ty generalnie szedłeś sobie swoją drogą, uczyłeś się ponoć całkiem nieźle.
No rzeczywiście.
Poszedłeś sobie na studia.
Rodzice później długo chyba nie mogli przeżyć tego, że ty studiowałeś handel zagraniczny na tak zwanym SGPiSie jeszcze, czyli teraz SGH.
Bardzo dobra uczelnia swojego czasu.
Bardzo dobra uczelnia.
Zresztą dalej dobra uczelnia.
No i zostawiłeś to wszystko, bo poczułeś powołanie.
To znaczy, no właściwie to wybrałem...
Warszawę na miejsce studiów ze względu na to, ze względu na to, że tutaj był taki najmocniejszy klub kickboksingu, jest to Politechnika Warszawska i chciałem pójść na studia do Warszawy i zacząć treningi kickboksingu, a wybrałem akurat SWH i handel zagraniczny, bo no tak jak powiedziałeś, to była renomowana uczelnia, więc rodzice zaakceptowali ten wybór bez problemu.
Ale nie miałem też jakiegoś
Nie miałem jakiegoś takiego też użyję słowa powołania do tego, żeby być ekonomistą.
Tyle, że po prostu byłem dobry z języków obcych, z matematyki, historii, łatwo jest się nauczyć na egzamin wstępny, więc gładko to poszło.
Pretekst do tego, żeby zacząć trenować, czyli nauka szła ci lekko, miałeś więcej czasu na trenowanie, tak?
Zrezygnowałem, bo to wyglądało w ten sposób, że rzeczywiście pierwszy rok zaliczyłem z bardzo wysoką średnią, no ale później już zacząłem tak poważnie traktować te treningi i przyszły pierwsze sukcesy.
Szybko dostałem indywidualne do studiów, natomiast sport zawodowy z uczelnią tak średnio się dopełniał, więc właściwie zaliczyłem 2,5 roku na SGPiSie w ciągu 4 lat i wykorzystałem tam wszystkie możliwości typu
urlop dziekański i tak dalej, to przeniosłem się na AWF, żeby nie pójść do wojska.
A na AWF dostałem się po prostu bez egzaminu z klasu sportowego.
Patrząc na te twoje zawodowe sukcesy, te najważniejsze momenty, które byś wymienił w przeciągu tych kilkunastu, kilkudziesięciu lat, które ty najbardziej masz w sercu?
W sercu mam, jeśli mówimy tak o walkach, to na pewno dwie walki.
Jedna walka o Mistrzostwo Świata Załadowców w kickboksingu w 1990 roku z Tomem Hollem w Operze Leśnej.
I to było dla mnie ważne i właściwie z perspektywy czasu jeszcze bardziej doceniam, dlatego że to była pierwsza walka o...
zawodowe mistrzostwo świata w jakimkolwiek sporcie w Polsce.
A druga walka to walka o mistrzostwo Europy zawodowców w boksie, w wadze ciężkiej z Luanem Krasniczym w 2002, bo byłem pierwszym Polakiem, który zdobył ten tytuł i nie byłem faworytem, więc też tak...
Jak się nie jest faworytem, to ten sukces bardziej smakuje.
No i też ten tytuł sprawił, że w boksie jestem spełniony.
Ale oprócz tego też kilka takich walk, na pewno walka z Andrzejem Gołotą, która już była po prajmie i nie miała takiego wymiaru sportowego, ale duży ładunek emocjonalny.
No i też taka walka...
z Karlem Williamsem, który właściwie w boksie zawodowym jest nikim, ale ta walka bardzo dużo mnie nauczyła o mnie samym.
A teraz powiedz mi, w którym miejscu jesteś?
Patrzysz na ten boks, na King Boxing z perspektywy czasu, patrzysz na młodych ludzi, na nowych zawodników, na możliwości, które w latach 90., a dziś to jest w ogóle, wiesz, pewnie jakaś przepaść, tak?
Wiesz co, mamy zupełnie inny świat.
Ja w ogóle jestem przeszczęśliwy z tego, że
Miałem możliwość żyć, nie boję się użyć tego słowa, w różnych epokach, również z punktu widzenia sportu czy mediów.
I dzisiaj jest znacznie więcej możliwości, ale mam wrażenie, że jest też nadmiar możliwości i w związku z tym młodzieży trudniej jest się zdecydować, co wybrać, a jednocześnie jest dużo większy taki...
Jest nadmiar bodźców i po prostu trudniej się skoncentrować na tym, co się chce robić, trudniej podjąć decyzje, łatwiej być krytykowanym, więc trudniej też się zdobyć na odwagę, więc jakby, zabrzmi jak stary dziad, ale za moich czasów było mniej możliwości, ale pod pewnymi względami było łatwiej.
A teraz powiedz, bo był taki czas, że mieszkałeś w Tajlandii.
Teraz gdzie ty jesteś?
Ja tak nie przywiązuję się specjalnie do miejsc.
Wyprowadzałem się i do Stanów dwukrotnie na w sumie 7 lat i 4 lata w Tajlandii.
I w sumie jestem szczęśliwy wszędzie, jeśli robię to co lubię robić, więc wszędzie mi dobrze.
Wszędzie mi dobrze.
Powiedz, myśląc o twoim doświadczeniu, o tym, że napisałeś książkę, o tym, że przeszedłeś taką drogę.
Myślisz, że bycie takim trochę mentorem dla młodego pokolenia, takim drogowskazem to jest...
coś fajnego, coś, co sprawiałoby ci... Wiesz co, ja nie chcę być mentorem.
To nie jest książka mentorska.
To jest książka, z której ktoś może skorzystać, no bo pokazuje... Po pierwsze, jakby mam wrażenie, że zachęca do uprawiania sportu, który wzmocnia nie tylko ciało, ale również charakter i uczy pewnych rzeczy, ale ja nie jestem mentorem i właściwie podkreślam to, że każdy ma swoją drogę i każdy ma swoje decyzje do podjęcia
i sam bierze odpowiedzialność za to, co robi, albo za to, czego nie robi.
Natomiast ta książka wydaje mi się, że pokazuje, z taką myślą też pisałem tę książkę, że można przeżyć życie na własnych warunkach, według własnych zasad i że warto to robić, nawet jeśli nie jest to
specjalnie opłacalne ze względu na może czasem brak akceptacji, czasem ze względów finansowych, ale życie według swoich reguł rządzi.
Ty w tej książce dotykasz też śmierci i umierania.
Dla mnie to było zaskakujące, bo mówisz, że nie boisz się umierania, nie boisz się śmierci.
Nawet mówisz, jak chciałbyś być zapamiętany przez swoje córki.
Czy ty jesteś takim gościem pogodzonym ze wszystkim, z tym, że masz już swoje lata, że przemijanie jakby istnieje, jest, stało się faktem?
Zgadzasz się z tym miejscem, w którym jesteś w tej chwili?
Jestem bardzo szczęśliwy z tego, gdzie jestem.
Jestem bardzo zadowolony z tego, jaki jestem.
I właściwie w swoim życiu nic bym nie zmienił, dlatego że nawet te
Złe decyzje i błędy, za które płodziłem, dały mi doświadczenie i sprawiły, że jestem tu, gdzie jestem i że jestem zadowolony.
Natomiast ja rzeczywiście dużo tematów mam przemyślanych i temat śmierci również.
Komuś się to może podobać lub nie, ale wszyscy umrzemy wcześniej czy później.
Ja żyję dniem dzisiejszym, nie martwię się specjalnie na zapas, nie rozpamiętuję tego, co było kiedyś, bo i tak tego nie zmienię.
I w związku z tym, nawet jeśli bym odszedł jutro, no to zadowolony z tego, jak spędziłem życie.
I też, zresztą mówiłem o tym moim córkom, że bym nie chciał specjalnie, ja w ogóle to bym nie chciał grobu.
Ale przepisy wymagają, żeby być pochowanym.
Ale na pewno nie chciałbym, żeby na przykład moje dzieci miały jakąś żałobę po mnie i tak dalej i tak dalej.
Bo ja naprawdę super przeżywam życie tak jak... Ale jeszcze przeżywasz cały czas.
I cały czas je przeżywam.
I mam nadzieję, że jeszcze trochę pożyję.
Ale nie mam problemu z tym, że kiedyś mnie nie będzie.
Saleta, taka książka.
Od dzisiaj.
Dziękuję ci bardzo serdecznie.
Dzięki.
I ja wam dziękuję, bo 9.19 jest, a to oznacza, że kończymy nasze spotkanie, ponieważ...
O tej porze zazwyczaj pojawia się już one, no wiem, nawet chwilę później, chwilę po czasie jesteśmy.
A tam dzisiaj Agnieszka Choma i Bartosz Węglarczyk.
Dziękuję Wam bardzo serdecznie i do zobaczenia.
Jutro też widzimy się 7.55.
Będę z Wami i będzie dużo dobrych gości, bo ja już znam listę, ale jeszcze Wam zdradzać tutaj nie będę.
Dzień dobry, z lekkim opóźnieniem, ale jesteśmy już z Państwem.
To jest Onet Rano Wiem, a moim gościem jest naczelny Onetu Bartosz Węglarczyk.
Z Bartoszem widzimy się dlatego, że podcast, który prowadzi o serialach zdobył prestiżową nagrodę Best Stream Awards.
Bartku, spodziewałeś się tej nagrody?
Nie, nie spodziewałem się.
Dodam, że prowadzimy we dwóch z Piotrkiem Markiewiczem.
Muszę powiedzieć, że to jest dosyć nieprawdopodobne.
Nie spodziewaliśmy się tej nagrody, bo nie prowadziliśmy jakiejś kampanii wielkiej na rzecz walki o tą nagrodę.
A jest to nagroda super ważna, bo przyznają ją użytkownicy.
Nie ma tam jury żadnego, które wybiera.
i jakiś eksperci, coś tam, tylko ludzie, którzy słuchają podcastów w sieci, nagradzają w różnych kategoriach te swoje ulubione, więc tym bardziej to jest super nagroda.
Byliśmy totalnie zaskoczeni, naprawdę.
Kompletnie nie spodziewaliśmy się.
Dostał też Witek Jurasz za...
swój podcast międzynarodowy i raport międzynarodowy i wydawało mi się, że taka zasłużona bardzo, ja lubię ten podcast, jego bardzo... Tak, ja też lubię.
...prowadzą i wydawało mi się, że no super, dobrze, oni dostali fantastycznie, a potem się parę dni później dowiedzieliśmy, że my też dostaliśmy i to był totalne zaskoczenie.
Właśnie, bo wy macie bardzo takie wierne grono odbiorców.
Zbudowaliście takie grono ludzi, którzy was bardzo cenią, którzy sprawiają wam różne miłe niespodzianki, na przykład jakie?
Rzeczywiście mamy takie grono ludzi, którzy nas słuchają od dawna.
Bo też chcę podkreślić, wydaje mi się, że to jest chyba jeden z bardzo nielicznych podcastów w Polsce na pewno, ale chyba się posunę do tego, żeby powiedzieć, że na świecie, który w tej chwili przez 6,5 roku co tydzień ma premierowy odcinek.
My nie robimy przerwy, tylko przez cały rok co tydzień jest premierowy odcinek.
I rzeczywiście mam takie grono ludzi, którzy są z nami od dawna i nas słuchają.
Dostaliśmy od nich bardzo dużo różnych rzeczy, dostajemy.
Na przykład dostaliśmy dzisiaj u nas, chciałem tylko powiedzieć, w redakcji taki duży portret Piotrek, ja i nasi fani jako Simpsonowie.
Wspaniałe.
Bardzo to jest miłe.
Mamy, jeżeli państwo zwrócą uwagę, oglądając nas na wideo, to mamy taki przepięknie zrobiony na drukarce 3D taki logo o serialach, które też dostaliśmy od fanów podcastu, więc przemiłe to jest bardzo.
Piotrek dostał plakat chyba, wydaje mi się, jako superbohater.
bo on jest wielkim fanem Marvela, ja niespecjalnie, więc Piotrek dostał kiedyś taki plakat.
Czy jest jakiś serial, który powinien obejrzeć absolutnie każdy?
Taki, wiesz, taki ponadczasowy, że wstyd nie widzieć.
Jaki?
Nie, oczywiście i to fani podcastu o serialach wiedzą, że jest taki serial, nazywa się 07 Zgłoś się i to jest serial, który moim zdaniem powinien być ustawowo wpisany jako obowiązek obywatelski oglądanie.
Ja zawsze żartuję z tego seriala, ale to oczywiście jest serial, który mi się z moją młodością kojarzy i to jest taki serial, który widziałem pewnie każdy odcinek no myślę 20-30 razy
I bardzo często się ten serial pojawia.
Lubię prowokować Piotrka, który nie lubi z kolei tego serialu, więc lubię go prowokować, rzucając mu różne odniesienia do niego.
A teraz co jest na tapecie?
Jest bardzo, bardzo dużo w tej chwili świetnych rzeczy.
Czekamy, rozmawiamy dokładnie w przededniu premiery Gliny trzeciego sezonu.
serialu Glina.
Dzisiaj z tobą Maciek Sztur był w Onetrano.
Przyznam szczerze, że widziałem już pierwsze odcinki tego trzeciego sezonu.
No, muszę powiedzieć, początek jest, no, bardzo sprytnie wymyślony.
Oczywiście nie będę zdradzał niczego, ale oglądajcie państwo pierwszy odcinek.
Od pierwszej minuty naprawdę trzeba bardzo skoncentrować się i oglądać ten początek.
Ja bardzo się cieszę, że Glina wrócił.
Nieustająco oglądam starsze rzeczy, do których wracam.
Niestety Prezydencki Poker to jest drugi serial mój ukochany, który zniknął ze streamingu.
Ja też zawsze mówię o tym, że ja mam takie hobby, zbieram filmy i seriale na płytach i zawsze jak coś znika ze streamingu, to się cieszę, bo ja to mam na płycie, a w streamingu już tego nie ma.
Ale ciągle w streamingu jest na przykład Doctor House, który sobie teraz przypominam i Stargate SG-1, to jest z kolei serial science fiction, który też polecam.
Też właśnie jestem...
w takiej nostalgicznej fazie przypominania ze starszych seriali.
To jest super, bo jak wracamy do danych seriali w innym wieku, to zupełnie inaczej je rozumiemy, inne rzeczy wyciągamy z nich.
Ja też to lubię.
To jest nie tylko o serialach, to jest też o filmach.
Jest wspaniały polski, być może w ogóle najlepszy polski film nakręcony, przepraszam, bo pewnie kogoś obrażę, bo każdy ma swój ulubiony film, ale moim zdaniem chyba najlepszy polski film, czyli Nóż w wodzie Romana Oplańskiego.
I to jest taki film, który też widziałem pewnie z 15 razy w życiu i pamiętam, jak byłem dużo młodszy, to zawsze po stronie tego młodego stałem i mówiłem, on ma rację, ci starzy, źli i tak dalej.
A potem w tym momencie z przerażeniem stwierdziłem, że przechodzę na drugą stronę i dzisiaj jestem po tej drugiej stronie, uważam, że ten młody jest głupi i robi tam straszne rzeczy w tym filmie.
Więc tak, absolutnie jest tak, że wracając do starszych rzeczy, perspektywa się zawsze zmienia.
Nie chodzi tylko o wiek, chodzi o to, w jakim punkcie w życiu jesteśmy,
w jakim punkcie w karierze zawodowej jesteśmy, zaczynamy rozumieć trudne wybory inaczej, zaczynamy rozumieć, jakie kompromisy się w życiu zawiera i tak dalej, i tak dalej.
Więc tak, ja bardzo lubię to robić i patrzeć na to, jak się zmienia moja percepcja starszych filmów i starszych seriali.
Przejdę do polityki, bo mam to szczęście, że mogę z tobą porozmawiać i o serialach, i o polityce.
No bo w końcu 15 października, data taka dosyć wyjątkowa, kojarzona z wygraniem wyborów przez koalicję.
Może sobie podsumujmy, co nie wyszło przez te dwa lata?
Czego nie dowieźli, twoim zdaniem?
Myślę, że ta koalicja, myśmy dzisiaj opublikowali taki tekst duży, analityczny, oparty na danych.
To nie jest opinia, to są dane, z których wynika, że jak się to wszystko podsumuje, to autor tego tekstu daje 13% szans koalicji, że zostanie u władzy po następnych wyborach.
I to nie oznacza, że zero, to oznacza, że 13%.
Czyli można, da się to zrobić, czyli zostać u władzy, ale szanse w tej chwili są niewielkie.
Oczywiście mamy jeszcze prawdopodobnie niecałe dwa lata już w tym momencie do tych wyborów.
To w polityce jest bardzo długo, wszystko się może zmienić.
Ale ta koalicja rzeczywiście powinna się wziąć w garść.
Jakbym miał powiedzieć o dwóch rzeczach, które najbardziej nie wyszły, to z pewnością jedną rzeczą, która nie wyszła, jest komunikacja i to wiemy.
I ja mam wrażenie, że w tej komunikacji niewiele się dzieje.
Jak popatrzymy na polską politykę, to najlepiej skomunikowaną partią polityczną w Polsce jest Prawo i Sprawiedliwość, która tę strategię komunikacyjną ma.
Również Pałac Prezydencki jest bardzo dobrze skomunikowany i to nie jest przypadek, że pan Szafernaker rządzi komunikacją w Pałacu Prezydenckim, bo on wcześniej rządził komunikacją w Prawie i Sprawiedliwości.
Natomiast koalicja sobie z komunikacją nie radzi.
Pan Szłapka miał temu poprawić to niewiele.
Z punktu widzenia wyborców... Nie wierzę, że się zmieniło.
I to jest jedna rzecz.
A druga rzecz, no to są oczywiście spory wewnątrzkoalicyjne.
I dla mnie jest to zdumiewające, że ludzie, którzy na przykład mają w tej chwili 1% poparcia, a są tacy w koalicji, zachowują się tak, jakby mieli tego poparcia 30%, jakby nie rozumieli, co się z nimi stanie.
Oczywiście zawsze...
Można się ubiegać o międzynarodowe stanowisko i uciec z Polski na bardzo fajną posadę, która daje samochody, samoloty i mieszkania za granicą, wysoką pensję itd.
Ale jednak coś z tej odpowiedzialności za państwo powinno zostać.
I wydaje mi się, że ci, którzy mają ten 1% poparcia, albo 2, albo 3, powinni trochę pokory nabrać w sobie.
I jednak uznać, że te spory ich dobijają.
prawa strona sceny politycznej, czyli Prawo i Sprawiedliwość zachowuje się tak, jakby było gotowe wejść do władzy jutro.
Gdyby się cokolwiek wydarzyło, ten scenariusz jest bardzo mało prawdopodobny, ale gdyby się cokolwiek wydarzyło i rząd by się miał przewrócić teraz, no to wszyscy mamy chyba takie wrażenie, że Prawo i Sprawiedliwość wskakuje i robi swoje.
No po tej stronie bardzo tego brakuje poczucia.
Czy ta nieobecność nasza w Waszyngtonie była dla ciebie zaskoczeniem?
W którym momencie?
Kiedy w Waszyngtonie?
No wtedy, kiedy nie zostaliśmy zaproszeni jako jedyni przedstawiciele.
Już o spotkaniu z Zeleńskim?
Bo trochę jakby nie byliśmy potraktowani jako partnerzy, mam wrażenie.
Z jednej strony mamy taką sytuację, w której pozycja międzynarodowa Polski się zdecydowanie poprawiła.
I jakbym miał wskazać na rzeczy, które się udały w tym rządzie, to poprawa pozycji międzynarodowej Polski się zdecydowanie udała.
W ogóle bez wątpienia żadnego.
Mamy dwóch polityków na czele rządu, którzy mają olbrzymie, mówię o ministrze spraw zagranicznych i o premierze, którzy mają olbrzymie doświadczenie międzynarodowe, znają wszystkich na tej scenie, mogą złapać za telefon i zadzwonić praktycznie do każdej osoby ważnej, w Europie przynajmniej.
I to ma olbrzymie znaczenie.
Natomiast jeśli chodzi o Ukrainę, no...
To, co się dzieje wewnątrz Polski nie wpływa dobrze na naszą pozycję wobec Ukrainy.
I musimy mieć tego świadomość.
Jeżeli kłócimy się między sobą o to, czy Ukraińców powinno być w Polsce mniej czy więcej i czy Polskę stać na to, żeby 800 plus płacić w porządku, to są jakieś pytania, można dyskutować z jednej strony albo z drugiej, ale są pewne konsekwencje tego.
I tymi konsekwencjami jest to, że Polska przestaje odgrywać rolę w wygaszaniu wojny w Ukrainie.
I to negocjacje o zakończeniu wojny to jest coś bardzo pragmatycznego.
Widzieliśmy to w strefie gazy teraz.
Dlaczego w negocjacjach w strefie gazy nie było ONZ-u?
Dlaczego ONZ nie brał udziału w tych negocjacjach?
Ponieważ ONZ nie odgrywa znaczenia.
I to jest, ktokolwiek odgrywa znaczenie jest w tych negocjacjach.
Więc nasz brak Polski w Waszyngtonie to nie był powód tego, że nie odgrywamy roli, ale dowód na to, że nie odgrywamy tej roli.
A winni jesteśmy sami sobie.
No właśnie, to jest takie trochę martwiące pod tym kątem, że właśnie mam wrażenie, że nie zostaliśmy potraktowani trochę na równi, tylko na zasadzie, że są oczekiwania, a nie takie partnerstwo.
A jeżeli mamy w tej chwili prezydenta, który w kampanii zborczej oficjalnie powiedział, że zrobi wszystko, co w jego mocy, żeby nie wpuścić Ukrainy do Unii Europejskiej, do NATO, to jak chcemy być partnerami?
W jaki sposób?
Jeżeli ja powiem, że zrobię wszystko, żebyś tu nie pracowała i nie chcę, żebyś tu pracowała, to nie będziemy udawać potem, że jesteśmy partnerami i współpracujemy.
I też dokładnie znaleźliśmy się w tej sytuacji.
Ja uważam, że to był największy błąd Karola Nawrockiego w kampanii wyborczej.
To było zamknięcie sobie drogi do ułożenia normalnych relacji z Ukrainą i z Wołodymirem Załęskim albo z jakimkolwiek nowym prezydentem, jak po wyborach będzie nowy prezydent Ukrainy.
Czy duży wpływ na wynik tych nadchodzących wyborów, twoim zdaniem, może mieć to, jak koalicja nie dowiozła, jeśli chodzi o prawa kobiet, o prawa mniejszości?
Bo mam wrażenie, że to jest taki moment, w którym kobiety też są zdenerwowane, bo jednak głosowały też po to, żeby mieć trochę więcej wolności, żeby odwrócić te fatalne skutki rządów Prawa i Sprawiedliwości.
Widzieliśmy to w wyborach prezydenckich.
Rafał Trzaskowski przegrał w zdecydowanej większości grup społecznych różnych.
Młodzi ludzie zagłosowali na Nawrockiego.
Kobiety zagłosowały na Nawrockiego.
To jest dowód na to, że w polskiej polityce wywiązywanie się z obietnic ma zasadnicze znaczenie.
Nie tylko w polskiej oczywiście, ale jakby widać, że w polskiej to jest olbrzymia rzecz i super ważna rzecz dla wyborców, że jeśli nam coś obiecałeś, to musisz to dowieść.
Trzaskowski zapłacił za... jakby głowę dał w wyborach prezydenckich za to, że koalicja rządowa nie dowodziła.
I jeżeli koalicja rządowa nadal się będzie skupiać na tym, czy pani Pełczyńska ma być wicepremierem czy nie i czy Polska 2050 powinna mieć to stanowisko czy tamto, to gwarantuję, że wyborcy tą koalicję rozliczą za dwa lata za to.
Więc w skrócie odpowiadając na twoje pytanie,
Tak, niedowłożenie obietnic zagwarantuje tej koalicji przegraną.
Skupianie się na rzeczach, które nie mają żadnego znaczenia dla ludzi.
To, czy Szymon Hołownia zostanie wysokim komisarzem ONZ-u do spraw uchodźców, czy pan marszałek Sejmu żyje w tej chwili, dla Polski nie ma żadnego znaczenia.
No właśnie, bo zastanawiam się jeszcze nad taką rzeczą, że trochę było tak, że tych tematów nie ruszamy ze względu na PSL, tych tematów nie ruszamy ze względu na Polskę 2050.
Czy tak się da w ogóle w ten sposób rządzić krajem?
Wydaje mi się, że wyborcy głosując w 23 roku na tę koalicję zakładali, że...
Wszyscy ci wyborcy coś dostaną.
Że dostaną rolnicy coś, że dostaną osoby starsze, że dostaną osoby młodsze, że dostaną mniejszości.
Różne, rozmaite mniejszości, rozumiane w rozmaity sposób.
Wydaje mi się, że zdecydowana większość wyborców tej koalicji zakładała, że związki partnerskie na przykład, to w ogóle będzie, to tam parę tygodni po wyborach będzie załatwione i dwa lata po wyborach już nikt nie będzie pamiętał, że taki problem istniał.
Więc to, że oni się w takich podstawowych sprawach... I to potem opowiadanie, że no ale to nie było zapisane w umowie koalicyjnej.
I teraz ja mam wrażenie, że ta koalicja mówi do wyborców, słuchajcie, jesteście jak w salonie z używanymi samochodami.
Jak kupujecie używany samochód, to musicie przeczytać tym maleńkim drukiem punkt 83 na 12 stronie umowy.
No jak nie przeczytaliście, że tam było napisane, że kół nie będzie w tym samochodzie, to jest wasz problem.
Jakbyście zakładali, że kupujecie samochód z kołami, no to nie nasza wina, bo tam było zapisane, tym druczkiem było zapisane, że tych koł nie będzie.
Więc trochę ci wyborcy mają prawo się czuć oszukani.
Przy wszystkich tłumaczeniach teraz, jak ci politycy wychodzą i mówią, nie, nie, nie, ale myśmy niczego nie obiecywali.
Obiecywaliście.
Więc tak wyborcy się czują.
Tak, trochę zapominamy o pewnych rzeczach z biegiem czasu, ale rzeczywiście te obietnice były.
Bartku, dziękuję ci bardzo za rozmowę.
Zapraszam na podcast o serialach.
O polityce tam nie ma na szczęście.
W czwartki o 20 jesteśmy zawsze.
Tak, zachęcamy państwa serdecznie do oglądania podcastu i w ogóle wszystkich podcastów onetowych zostały w tym roku bardzo miło wyróżnione właśnie w Best Stream Awards.
Co prawda jest lepszy podcast polityczny w tej firmie, nazywa się Naczelni.
Skromnie.
No właśnie, dzisiaj jest specjalne wydanie też stanu wyjątkowego.
Przypominamy Państwu, zachęcamy do oglądania i życzymy Państwu miłego dnia.
Pogoda jest piękna, więc na pewno taki będzie.
Wszystkiego dobrego.
Ostatnie odcinki
-
Onet Rano. Goście: Arłukowicz, Miernicka, Sever...
04.02.2026 11:41
-
Onet Rano. Goście: Suchoń, Samsonowicz, Ciesioł...
03.02.2026 09:45
-
Onet Rano. Goście: Dębek, Komornicki, Kowal, Os...
29.01.2026 09:46
-
Onet Rano. Goście: Gajewska, Barbasiewicz, Świt...
28.01.2026 08:53
-
Onet Rano. Goście: Gramatyka, Rak, Piotrowski, ...
27.01.2026 14:28
-
Onet Rano. Goście: Płudowski, Brejza, Bryc, Wil...
26.01.2026 09:15
-
Onet Rano. Goście: Sellin, Sadura, Chorzewska, ...
22.01.2026 11:14
-
Onet Rano. Goście: Panczenko, Motyka, Szewko, G...
21.01.2026 12:29
-
Onet Rano. Goście: Kwiatkowski, Trybalski, Góra...
20.01.2026 12:08
-
Onet Rano. Goście: Zembaczyński, Korus, Kołodko...
19.01.2026 09:40