Mentionsy
Onet Rano. Goście: Wróbel, Schuchardt, Kaczorowska, Krychowiak CAŁY ODCINEK
#płatnawspółpraca | W piątek w "Onet Rano." przywita się Odeta Moro, której gośćmi będą: Maciej Wróbel, wiceminister kultury i dziedzictwa narodowego; Tomasz Schuchardt, aktor; Agnieszka Kaczorowska, aktorka, tancerka; Grzegorz Krychowiak, piłkarz. W części "Onet Rano. WIEM" gościem Marcina Zawady będzie: Patrycja Jonetzko, lekarz specjalista w dziedzinie kardioanestezji, intensywnej terapii oraz medycyny wysokogórskiej.
Szukaj w treści odcinka
Dzień dobry, dzień dobry, dzień dobry, witam was bardzo serdecznie od Etamoru, to jest Onetrano, 7.55 na zegarach, jeżeli się dobrze widzimy i słyszymy, to to jest znak, 7.55.
Jeżeli spojrzycie w kalendarz, to dwójka i jedynka tam się pojawi, obok jedenastki, czyli 21 listopada, tak, popatrzcie jak ten miesiąc szybko minął.
Podobno listopad to najgorszy czas, jak widzicie mija szybko, więc za moment będziemy mieli go z głowy, a potem już tylko święta, a potem już tylko z górki.
Taka przyszłość świetlana przed nami.
Tak samo jak świetlana przyszłość, jeżeli chodzi o gości, słuchajcie.
Bo na początek odwiedzi mnie wiceminister kultury i dziedzictwa narodowego Maciej Wróbel.
Jak wiecie, mam nadzieję, że wiecie, chociaż może ta informacja gdzieś wam umknęła, bo tak dużo się działo w ostatnim czasie akty dywersji.
Temat byłego ministra Ziobry i wiceministra Romanowskiego.
że ustawa medialna może przeszła wam troszeczkę bokiem, a my dzisiaj porozmawiamy trochę o mediach, o przyszłości mediów publicznych.
Porozmawiamy też o takich pięknych projektach jak Villa Plus.
Były takie chwile, że minister Czarnek rozdawał pieniądze na dworki, które można było kupować, potem remontować, a teraz się okazuje sprzedawać z trzykrotnym zyskiem, więc o tym też musimy porozmawiać na 100%.
Ponieważ mamy dzisiaj wiceministra kultury, to musi być kulturalnie, dlatego potem Tomasz Szuchart, aktor, który przychodzi porozmawiać o domu, chciałam powiedzieć domu złym, bo ten dom już tak wszedł nam w krew, ale nie, o domu dobrym.
Dom dobry to najnowszy film Wojciecha Smarzowskiego i ten film oczywiście gromadzi tłumy.
Ja wczoraj byłam o godzinie 14 i kino naprawdę było.
licznie, że tak powiem, oblegane nawet.
Więc to jest ciekawe, bo ten film ma prawo i ma szansę zmienić bardzo dużo i mam nadzieję, że tak będzie.
Agnieszka Kaczorowska, aktorka i tancerka, albo tancerka i aktorka, bo już w tej chwili to nie wiem, czy bardziej aktorka, czy bardziej tancerka, ale od 20 lat możemy ją oglądać w klanie i od wielu lat oglądać w Tańcu z Gwiezdami, z którego podobno zrezygnowała.
O wszystkich zawirowaniach związanych z tańcem, bo na parkiecie wszystko wiruje i o tych zawirowaniach prywatnych, ale też i zawodowych, bo wiem, że ma duże plany z Agnieszką Kaczorowską, mniej więcej o godzinie 8.45.
I na koniec będzie bardzo sportowo.
Ale Krychowiak, tak, to ten Grzegorz, ten piłkarz, to on przyjdzie do mnie, żeby poopowiadać o swoim serialu dokumentalnym.
Postanowił wziąć kamerę z ekipą i pojechać w świat.
Bo nie chciał takiego zwykłego dokumentu o sobie, na którym po prostu widać gościa na krześle, który to opowiada, że miał ciekawe życie.
Jaki jest ten serial i czy poznacie bliżej Grzegorza przez ten serial właśnie?
Ja jestem po lekturze serialu, więc nie będę zdradzać, bo Grzegorz sam zdradzi, ale to wszystko dopiero po godzinie dziewiątej na sam koniec naszego spotkania.
To myślę, że to jest dobry moment, żebyśmy wzięli sobie łyka herbaty, zajrzeli do pogody, do prasy i do portali, tym bardziej, że dzisiaj jest piątek, więc troszkę poplotkujemy.
No dobra i mamy proszę Państwa piątek i sobota i niedziela, bo piątek to jest piękny dzień, w którym już możemy myśleć o weekendzie i jak popatrzymy na pogodę tą piątkową, to zobaczycie, że Polska taka trochę przekoszona, prawie na poł, bo są miejsca, gdzie będzie bardzo słonecznie.
Te miejsca to Szczecin, Gdańsk, Gorzów Wielkopolski, Bydgoszcz, Poznań i Zielona Góra.
Cała reszta kraju niestety w chmurach, a nawet w deszczu w Krakowie i w Zakopanem.
W sobotę bardzo podobnie, tyle tylko, że tego słońca będzie delikatnie więcej, bo pojawi się ono również w Opolu i w Suwałkach.
Na południu dalej deszczowo i to nawet bardziej deszczowo, bo będzie też padać i w Katowicach, i w Kielcach, i w Rzeszowie, i w Lublinie, i w Krakowie, i w Zakopanem.
Jeżeli chodzi o temperatury, to najpierw muszę znaleźć te piątkowe.
Jezu, minus widzę.
Minus 1.
Cała reszta na plusie, ale naprawdę 1, 2, 3 stopnie to jest cała... To jest wszystko, co możemy i będziemy mogli dzisiaj na termometrach zobaczyć.
Dawno nie było tak chłodno, prawda?
A pamiętacie, jak to jest, gdy jest minus 20?
Już chyba nikt nie pamięta.
No dobrze, mamy jeden stopień na południu, Kraków, Katowice, Kielce, Lublin, Rzeszów, również Łódź dwa stopnie, bardziej w Warszawie, w Białymstoku, w Olsztynie, w Opolu, we Wrocławiu, w Zielonej Górze i trzy stopnie to są najcieplejsze miejsca dzisiaj w Polsce, od Szczecina przez Gdańsk, Gorzów, Wielkopolski aż do Bydgoszczy.
Jeżeli chodzi o sobotę, to te temperatury bardzo podobne, chociaż Zakopane jest najchłodniejszym miejscem i tam aż minus cztery.
No ale górale chyba na to czekają, bo jak tam sypnie śniegiem i jeszcze przymrozi, to i turysty przyjadą.
No właśnie, minus cztery Zakopane, jeden, dwa stopnie to tak naprawdę temperatury królujące w całej Polsce.
Najcieplejszym miejscem jutro będzie Gdańsk i Białystok.
W niedzielę 0 stopni w centralnej Polsce, czyli w Opolu i w Łodzi, a na południu już przymrozki i to nie tylko w Zakopanem te minus 4, ale również w Katowicach, Krakowie, Kielcach i w Rzeszowie oraz w Lublinie tam minus 1, minus 2 stopnie.
Reszta Polski, czyli ta północno-wschodnia i północno-zachodnia na plusie od 1 do 2 stopni wszędzie.
Tyle jeżeli chodzi o pogodę weekendową.
Cokolwiek byście planowali, ubierzcie się ciepło, dobre barhanowe gacie, dobra skarpeta, czapka na głowę, rękawiczki i można spacerować, bo słońce będzie, czyli witamina D, a to najważniejsze.
Dobra, to tyle w kwestii pogody.
Zajrzymy sobie do prasy, ale też zajrzymy do portali społecznościowych.
Zobaczymy o kim i o czym się plotkuje.
No i dobrze, tutaj sobie muszę na moim biureczku zrobić porządek.
Oczywiście przegląd sportowy mam, bo przed nami wielki mecz.
Ale najpierw zacznijmy od gazety, może od Rzeczpospolitej.
Rzeczpospolita i AI...
AI, który urządza nam życie po nowemu.
Okazuje się, że Rzeczpospolita sprawdziła, które usługi w Polsce tracą na znaczeniu w wyniku rozwoju sztucznej inteligencji.
Z analizy wynika, że w wielu narażonych zawodach sytuacja jest naprawdę bardzo kryzysowa.
I tak największy przegranie boomu na AI to copywriting i obsługa call center.
Wynika z analizy 597 tysięcy zapytań.
ofertowych, czyli naprawdę duża grupa była badana, jakie pojawiły się na platformie oferte od stycznia do listopada 2025, od stycznia 2022.
Pod uwagę wzięliśmy ogłoszenia usługodawców z branż podatnych na działanie AI.
Czy jesteście księgowymi, czy pracujecie w call center, czy może wykonujecie pracę kreatywną.
Warto o tym poczytać, bo może trzeba się przebranżowić póki
Tutaj oczywiście o tym, że Donald Trump ma pomysł, ma pomysł na to, żeby zakończyć wojnę Rosja-Ukraina.
Prezydent USA Donald Trump zatwierdził 28-punktowy plan pokoju między Rosją a Ukrainą.
Ma zawierać warunki nieakceptowalne dla Ukrainy.
I
Tutaj otworzę sobie tablet, bo tu lepiej widać te 28 punktów planu pokojowego.
Suwerenność Ukrainy zostanie potwierdzona.
Między Rosją, Ukrainą i Europą Zachodnią zostanie zawarte kompleksowe porozumienie o nieagresji.
Wszystkie niejasności ostatnich 30 lat uznaje się za wyjaśnione.
Oczekuje się, że Rosja nie dokona inwazji na sąsiednie kraje, a NATO nie będzie się dalej rozszerzać.
Rosja i NATO za pośrednictwem USA będą prowadzić dialog, by rozwiązać wszystkie kwestie dotyczące bezpieczeństwa i stworzyć warunki do deeskalacji.
Ukraina otrzyma solidne gwarancje bezpieczeństwa.
Liczebność sił zbrojnych Ukrainy będzie ograniczona do 600 tysięcy.
Ukraina zgadza się na zapisanie w swojej konstytucji, że nie dołączy do NATO, a NATO zgadza się na zapis, że Ukraina nie będzie przyjęta do sojuszu w przyszłości.
NATO zgadza się, by jego żołnierze nie stacjonowali w Ukrainie.
I to jest taki plan, podobno przez Ukrainę, nie do zaakceptowania.
Chciałabym jeszcze pokazać przegląd sportowy, bo tu do Ameryki przez Albanię, proszę bardzo, wielka nadzieja.
Wiemy już z kim gramy, wiemy gdzie i wiemy, że mamy szansę i znowu pojawia się nadzieja.
Tak, ta nadzieja tej piłce towarzyszy od zawsze.
Tak wygląda dzisiejsza okładka przeglądu sportowego, ale czy biało-czerwoni po tym, jak poznali rywala w drodze do mundialu na pewno zepną się, jak to się mówi, zepną pośladki i dadzą radę, to się okaże.
Dzień dobry Kamilowi, cieszę się serdecznie.
Redaktor naczelna Plejada, a to oznacza, że trochę poplotkujemy, bo ja tutaj widzę, że dzisiaj na Plejadzie dużo się dzieje.
No a piątek jest, to można już taki przeglądzik sobie zrobić bardziej wyluzowany.
I widzę, że bagi na początek.
Bagi, bo mamy taki przegląd tygodniowy, a w tym tygodniu wciąż echa finału Tańca z Gwiazdami najbardziej emocjonują naszych czytelników.
Czy ty, Doeteta, lubisz tańczyć?
Nie, nie cierpię.
A to ciekawe, bo teraz się okazuje, że wszyscy uwielbiają, a przynajmniej patrzeć na to, jak inni tańczą.
Zwycięstwo Buggy'ego wzbudziło wielkie emocje.
Niektórzy twierdzą, że byli inni pretendenci do zwycięstwa, którzy bardziej na to zasługiwali.
Inni mówią, że wspaniale, że młody człowiek, influencer, 24-letni milioner, jak to się mówi o Buggy'im, właśnie wygrał ten program.
On się nie przejmuje opiniami, które są na nie, za to zdobył się na znakomity gest, który jest niespotykany wcześniej, to znaczy dwa razy w historii 20-letniej Tańca z Gwiazdami zwycięzca zdecydował się na przekazanie nagrody.
Kto był pierwszy?
Pierwsza była Agata Kulesza.
Dobrze pamiętam.
A teraz Bagi właśnie, Mikołaj Bagiński przekazał 200 tysięcy złotych dla stowarzyszenia wspierającego osoby z zespołem Dauna.
Sam ma siostrę z zespołem Dauna, ten temat mu nie jest obcy, więc postanowił tak zrobić i to się chwali i super.
Agnieszka Kaczorowska odchodzi z Tańca z Gwiazdami i przychodzi dzisiaj do Netranu, wiesz?
Tak, dokładnie, słyszałam, że będzie, więc myślę, że porozmawiacie też i o tym, ale to rzeczywiście czekaliśmy na tę wiadomość, bo po wielu różnych perturbacjach, które się wydarzyły w tej edycji Tańca z Gwiazdami, w której zresztą Agnieszka Kaczorowska tańczyła z Marcinem Rogacewiczem, czyli jej prywatnym partnerem ukochanym.
Ona kochliwa musi być chyba.
Nie, no męża teraz miała kilka lat, więc wiesz, i to jednego, więc na razie myślę, że... Zresztą możesz zapytać, możesz zapytać jak będzie, w każdym razie teraz zdecydowała o tym, że nie będzie jej w kolejnej edycji Tańca z Gwiazdami, natomiast będzie tańczyć na własnych zasadach, to znaczy m.in.
w spektaklu, o którym pewnie też dzisiaj porozmawiacie.
Oskarżyło Kevina Spacey'ego o napaść seksualną.
To już jest sprawa, o której słyszeliśmy w 2017 roku.
Pierwsze oskarżenia się pojawiły, ale teraz Kevin Spacey próbuje wrócić do pracy.
Chwyta się różnych zajęć, m.in.
w luksusowym hotelu na Cyprze dla kobiet.
Czyli chałturzy.
Troszkę chałturzy, tak, ale mówi o tym, udzielił nowego wywiadu, że jest bezdomny, to znaczy nie ma gdzie mieszkać, pomieszkuje w hotelach, w mieszkaniach takich wynajmowanych gdzieś na świecie.
Nie jest bankrutem, ale nie ma mieszkania.
Ale nie ma mieszkania.
Agnieszka Perepeczko, po latach wraca do M jak miłość?
Miałam przyjemność porozmawiać z panią Agnieszką.
Wróciła na chwilę przynajmniej z Australii i na plan M jak Miłość po 18 latach, gdzie gra bardzo charyzmatyczną postać Simone, zresztą tak jak i ona sama, więc będzie się działo.
Świeżymy sobie dzisiaj plejadę, to mamy najnowszy, świeżutki wywiad z Munikiem Staszczykiem.
Polecam serdecznie, bo Munik barwne życie miał, ma i jest o czym opowiadać.
Nam opowiedział właśnie o tych takich nie tylko jasnych stronach swojego życia, ale też ciemniejszych.
I wspomina również trudne sytuacje związane z jego zdrowiem, bo przypominam, że jakiś czas temu przeszedł udar i jak sam mówi, myślał, że już na nogi nie stanie.
A ja jeszcze was odeślę na koniec do Onet Premium, bo tam na przykład tekst, gdzie możecie poczytać rozmowę z Ewą Milewską-Celińską, która przestrzega przed popełnianiem wielu błędów.
To jest Onet Premium, który daje takie teksty, które naprawdę warto przeczytać.
Ja Ewę Milewską-Celińską miałam okazję kiedyś poznać.
Naprawdę jest to turbo specjalistka od...
Więc jeżeli coś tam wam nie styka, to zapraszam was do Onet Premium.
Teraz jest Black Week, więc to jest dobra okazja, żeby taki tekst przeczytać.
Dziękuję ci bardzo serdecznie.
To tyle, kochani, tutaj na naszym podwórku.
Maciej Wróbal będzie moim pierwszym gościem, więc ja uciekam już do samochodu, ale najpierw chciałabym wam pokazać fragment ostatniego wydania Kulis Spraw.
Mocny wywiad o egzorcyzmach.
Jak w takim razie wyglądał, wygląda taki egzorcyzm albo jakie są przykłady, bo rozumiem, że to jakby nie ma jednego schematu, tylko te egzorcyzmy miały różne swoje oblicza.
Te egzorcyzmy, o których ja słyszałem, no przybierają formę horroru, przybierają formę koszmaru.
Dlatego mówiłem, że film horror, egzorcyzmy Emily Rose,
No nie jest wcale fikcją, no naprawdę, ja słyszę od tych moich bohaterek, przesłyszałem, że te sytuacje się zdarzały, to znaczy one były krępowane, one były związywane, one były przytrzymywane przez kilku mężczyzn, one były molestowane w końcu seksualnie.
No jest taka też czynność wykonywana przez egzorcysta, jak na przykład namaszczanie olejami, olejem egzorcyzmowaną, czy wodą święconą, czy wodą egzorcyzmowaną.
No okej, jeżeli to jest w jakiś sposób też księża czy kościół nazywa to sakramentaliami.
Jeżeli to jest w tradycji kościoła katolickiego i to ma z założenia działać, dobrze, ale to nie może wyglądać w ten sposób, że ksiądz po prostu dotyka, namaszcza tymi olejami całego ciała kobiety po biuście, po udach, po nogach i wkłada ręce do majtek.
Takie historie się zdarzają i oczywiście ta kobieta protestuje.
No ale co z tego, jak ona protestuje, jak ona jest przywiązana za ręce i za nogi do stołu na przykład?
To było dla mnie szokujące.
Na przykład są egzorcyści w Polsce, którzy zamawiają sobie specjalne stoły u stolarzy.
Twarde, duże, drewniane stoły.
Do tych stołów są dołączone skórzane pasy i tymi pasami właśnie dziewczyny są krępowane albo przywiązywane.
Jednak pani kobieta dzisiaj mi powiedziała, że jeden ksiądz miał stół oczywiście w kształcie prostokąta i na każdych rogach były takie jeszcze jakby pale.
I za te pale po prostu ona była przywiązana, za ręce i za nogi.
Albo na przykład inna sytuacja, gdzie ksiądz naprawdę podobno wylewał na te kobiety litry wody święconej.
Wlewał ją, tę wodę święconej do ust.
Jak kobieta była przywiązana, leżała na stole, była przywiązana i skrępowana.
A ktoś jej wlewał wodę do ust, no to przecież można się zadławić, można umrzeć.
To są historie, które zagrażają życiu tak naprawdę.
To powinien być paragraf w polskim prawie karnym i pewnie jest, ale niestety prawo jest bezsilne wobec takich praktyk.
Na program Kulisy Spraw zaprasza Mateusz Baczyński.
No i jesteśmy.
Tak jak zapowiadał wcześniej mój gość, już jest w moim mobilnym studiu.
Witam serdecznie.
Dzień dobry.
Dzień dobry.
Witam serdecznie panie ministrze.
Maciej Wróbal, wiceminister kultury i dziedzictwa narodowego.
Ktoś mi tu jedzie.
Ja tu takie ważne persony wiozę i mi nie zatrzyma.
Proszę, muszę sobie porządek zrobić.
Tyle się dzieje, panie ministrze, że no aż nie wiadomo od czego zacząć, ale bardzo mnie interesuje temat Willi Plus, bo wczoraj usłyszeliśmy w szerszym gronie i w mediach zostały podane informacje na temat tego, że pierwsza willa jest na sprzedać.
No człowiek sobie myśli, no kupiłby, ale za 3 miliony, no to jak?
To jest taki dowód na ten pisowski spryt, z którym mieliśmy do czynienia przez 8 lat, kiedy to procedury były tworzone pod konkretne potrzeby, które potem były realizowane.
I tak jest w przypadku tego programu, bo przecież minister Czarnych wymyślił sobie pewne procedury, żeby wydać 40 milionów złotych na...
Takie infrastrukturalne wsparcie edukacji.
To się tak oficjalnie nazywało, no ale potem oczywiście decydowali o tym eksperci.
On często się z tymi ekspertami nie zgadzał i przydzielał te pieniądze na zakup nieruchomości według swojego uważania.
I mamy tutaj taki przykład, że ktoś kupił willę za niecały milion złotych, zadeklarował, że przez pięć lat będzie tam prowadził działalność edukacyjną, potem ta trwałość projektu została wydłużona do piętnastu lat, nie może tej nieruchomości sprzedać i kiedy okazuje się, że on nie wypełnia swoich zobowiązań... Ale tam jest escape room, to nie jest chyba działalność edukacyjna?
Nie wypełnia swoich zobowiązań, bo tworzy escape room, kontrolę przeprowadza minister edukacji, każe zwrócić te środki, bo to spółka, która je otrzymała mówi, no dobrze, chcecie zwrócić środki, to my sprzedamy tą willę za 3 miliony złotych, coś tam zarobimy, nie będziemy stratni i oddamy wam te pieniądze.
To jest wszystko na głowie postawione.
To właśnie to jest przykład skrajnej nieodpowiedzialności, kiedy nie zadbano w ogóle o interes publiczny.
Ja teraz sobie to policzyłem.
My w Ministerstwie Kultury ogłosiliśmy taki program Świetlik.
Będziemy
Przeznaczać środki na remont i wyposażenie świetlic wiejskich na potrzeby świetlic multimedialnych, żeby dzieci w małych miejscowościach nie były pozbawione tej szansy korzystania z najnowocześniejszej technologii.
My byśmy za te pieniądze, które Czarny wydał na te wille, zrobili 400 takich świetlic w Polsce.
400 takich świetlic.
400 miejscowości, czyli setki dzieci.
Tysiące dzieci.
Tak, które mogłyby mieć to, czego nie mają, bo żyją w mniejszej, często skromniejszej miejscowości i nie mają dostępu do takich nowoczesnych technologii.
No dobrze, ale czy tutaj w ogóle cokolwiek można zrobić?
Bo oczywiście można sprzedać, można odzyskać kwotę, pieniądze, można pójść do prokuratury, ale to wszystko będzie trwało lata.
Oczywiście prokuratura bada tym kwestiem.
Z niecierpliwością czekamy na wyniki tego śledztwa.
Minister Czarny chyba nie ma sobie za wiele do zarzucenia.
Twierdzi, że to jest świetny program i tam nie ma żadnych słabych punktów.
Ja nie zauważyłem jeszcze u żadnego polityka PiSu jakiejkolwiek skruchy
za cokolwiek, co ten rząd ich zrobił.
Naprawdę, oni wszystko robili świetnie, byli nieomylni, bezbłędni, fantastyczni i wszystko było w interesie państwa.
Ja teraz usłyszałem od pana Piotra Glińskiego, jak zakomunikowałem mu kolejne działania Ministerstwa Kultury, które zmierzają do tego, żeby przygotować przede wszystkim resort do takiego funkcjonowania w oparciu o
Zdrowy rozsądek, czyli pozbyć się tych problemów, które Gliński nam namnożył.
Usłyszałem, że jesteśmy troglodytami, bo nie potrafimy zarządzać, bo działamy na szkodę państwa.
Tylko, że my mówimy dzisiaj o tym, że wydawano setki milionów złotych bez żadnego pomyślunku.
700 milionów złotych to są pieniądze wydane na utworzenie Instytutu Pileckiego.
700 milionów złotych.
210 milionów złotych to są pieniądze wydane przez Glińskiego na utworzenie Muzeum Pamięci i Tożsamości w Toruniu.
To już jest 900 milionów.
No właśnie, to jest temat Ojca Rydzyka, żeby tak jaśniej przedstawić, tak?
Zgadza się.
W dużym skrócie, państwo polskie wybudowało muzeum na prywatnej działce.
I dzisiaj, jeżeli państwo polskie zobowiązane jest do tego, by to muzeum utrzymywać, płacąc 15 milionów złotych...
I kto na tym zarabia?
Bo rozumiem, że muzeum ma też bilet, tak?
Muzeum prowadzi swoją działalność, oczywiście.
15 milionów złotych rocznie musimy płacić na to muzeum.
To jest efekt aneksu, który Gliński podpisał już po wyborach parlamentarnych.
Czyli w tych dwóch tygodniowych... Nawet nie.
On jeszcze był wtedy ministrem kultury, bo potem była taka dwutygodniowa ministra pani Dominika Chorosińska.
I pan premier Gliński podpisując ten aneks zobowiązał, że będziemy płacić 15 milionów złotych rocznie na to muzeum.
Gdy przestaniemy, to budynek, który postawiło państwo, trafia na własność fundacji.
Każdy by chciał taki interes zrobić.
Ale to jest piękna umowa dla tego, kto ją podpisał z tej drugiej strony.
Proszę powiedzieć, patrząc na audyty różnego rodzaju w kulturze właśnie, ministerstwo ma wiele takich spraw, z którym się jeszcze cały czas przygląda, o których jeszcze nie czytamy?
Jest wiele takich spraw, o których też nie czytamy, ale też takie, o których już słyszeliśmy.
Nie wiem, Polska Fundacja Narodowa i zaniedbania rzędu 35 milionów złotych.
No tak, ale tutaj trochę nastąpiła taka cisza.
Polska Fundacja Narodowa dzisiaj jest, oczywiście istnieje.
Ona przechodziła pewne zawirowania.
Nawet dzisiaj będę prowadził rozmowę z ministrem aktywów państwowych, bo rozmawiałem o tym, jak dalej Fundacja ma wyglądać.
Spółki Skarbu Państwa zostawiały spory grosz swojego czasu, później wszystkie się wycofały i Fundacja Narodowa w tej chwili w jakim jest punkcie?
Pomysł był dobry, żeby powstało ciało, które będzie wspierało różne instytucje, różne aktywności.
Polski na arenie krajowej i międzynarodowej wspierające sport, kulturę, promocję naszego kraju za granicą.
Ale wykonanie było jak zwykle złe, bo przecież ta fundacja zaczęła walczyć się z sędziami, zaczęła realizować programy, które kompletnie nie były przewidziane statutem.
Kontrola kasu wykazała, że zmarnowano 35 milionów złotych, czyli wydatkowano je niezgodnie z przeznaczeniem.
Na przykład wydano pieniądze na organizację kampanii promocyjnej na Litwie.
To było bodaj 12 milionów złotych.
Proszę sobie wyobrazić, że zapłacono z góry, a ta kampania nigdy nie była realizowana.
Chodzi o tak absurdalne decyzje.
I dzisiaj Fundacja rzeczywiście działa na dużo skromniejszych zasadach, ma tych pieniędzy mniej, ale chcielibyśmy, żeby ona... Robiła sensowne rzeczy.
Róbła sensowne rzeczy, może trzeba zmienić jej nazwę, żeby odczarować trochę ten klimat, może trzeba, na pewno trzeba zmienić statut i trzeba popracować nad tym, żeby faktycznie mogła realizować swoją misję na wysokim poziomie i promowała Polskę za granicą.
Temat ministra Ziobry, mam wrażenie, trochę przykrył temat ustawy medialnej.
Bo wszyscy żyliśmy tym, gdzie jest minister Ziobro, czy przyleci, czy wróci, potem temat jego paszportu dyplomatycznego, za chwilę też chciałabym to skomentować.
A ja dzisiaj jak usłyszałem o ministrze Ziobro i o komentarzach polityków PiSu mówiących o tym, że zajęcie jego kont bankowych, majątku.
To jest okrutna zemsta i odnalazłem na stronie internetowej Prokuratury Krajowej z 2017 roku komunikat oficjalny, kiedy pan minister Ziobro podsumowuje pierwsze miesiące działalności tej rozszerzonej konfiskaty.
Mówi, że prokuratorzy bardzo chętnie korzystają z nowych przepisów, zajmują majątki, zajęli już miliard złotych.
To jest wielki sukces.
To jest jeden z zasadniczych elementów reformy wymiaru sprawiedliwości.
Wprowadzenie przepisów umożliwiających odbieranie majątków sprawcom przestępstw,
czyli przepisów o tak zwanej konfiskacji rozszerzony.
Opozycja sprzeciwiała się wprowadzeniu, ale my byliśmy nieugięci.
No pan minister Ziobro sam sobie te przepisy wprowadził.
Siedzi na swojej gałęzi.
I dzisiaj mówi, że to jest jakaś zemsta, że to jest coś strasznego, że to jest jakaś... No tak, ale pan Romanowski robi listę tych, z którymi zamierzają się rozliczyć, jak tu wrócą.
Niech robi.
Tam jest 200-300 osób, tam jest naprawdę bardzo dużo nazwisk.
To tak jakby złodziej krzycza łapcie tych policjantów, którzy mnie ścigają.
Naprawdę absurdalna historia.
A proszę powiedzieć, czy my zobaczymy ministra Ziobro w Polsce?
Nie wiem tego, bo pan minister Ziobro mówił, że niewinni nie mają się czego bać, nazywał wszystkich fujarami, a teraz sam gdzieś się schował i liczy na to, że może przed świętami, bo chyba przed świętami sąd zdecydował, że wyda decyzję o tym, czy... 22 grudnia spotykacie się w tej sprawie.
Sąd chyba się spotyka.
Jeszcze w Sejmie macie spotkanie z tego, co mi się wydaje, bo tutaj jeden z ministrów był ostatnio i zakładał, że jeszcze pewne rzeczy wydarzą się dosłownie przed świętami.
To ciekawe, nie wiem, nie ma takich informacji, ale na pewno wiem, że nie ma jeszcze decyzji sądu co do tymczasowego aresztowania.
Ja uważam, że gdyby pan Zbigniew Ziobro przyjechał do Polski i powiedział jestem gotów złożyć zeznanie, odpowiedzieć na każde pytanie, to sąd widziałby dobrą wolę i powiedziałby tak.
Pan Zbigniew Z usłyszał zarzuty złożył wyjaśnienia nie uważam, że może w tej sprawie nie mataczyć i nie wyraził, że jest niedostępny to pan Zbigniew Z sugeruje, że nie zamierza współpracować w przypadku tego
sytuacji w przeszłości, jeżeli każdy obywatel, który unika odpowiedzialności, unika złożenia wyjaśnień i dochodzi do sytuacji, w której istnieje podejrzenie matactwa, a przestępstwo zagrożone jest wysoką karą, sądy podejmują decyzję o tymczasowym aresztowaniu.
Ale gdy widzą dobrą wolę, to moim zdaniem normalny sąd nie będzie chciał aresztu tymczasowego dla człowieka.
Chociażby właśnie dlatego, że on wykazuje dobrą wolę i chce składać zeznania.
Ustawa medialna, bo to jest ten wątek, o którym mówiłam, że został trochę przykryty, zapowiedzieliście, że będą zmiany.
Jak słyszę ustawa, to myślę podpis, podpis czyjej?
Prezydenta na wrocie.
Mówiliśmy o tej ustawie chyba rozmawialiśmy nawet o tej ustawie przed wyborami prezydenckimi.
I wtedy faktycznie było w nas taka nadzieja, że wybory wygra Rafał Trzaskowski i będzie nam łatwiej pewne zmiany wprowadzać.
Dzisiaj oczywiście wiemy kto siedzi w Pałacu Prezydenckim, ale mimo to jesteśmy zdeterminowani.
Przedwczoraj na posiedzeniu Rady Ministrów ministra Marta Cienkowska zaprezentowała założenie ustawy medialnej.
i rozpoczynają się prace na etapie zespołu programowania prac rządu, czyli będą konsultacje międzyresortowe, potem ustawa zawiśnie na stronie internetowej, będą konsultacje społeczne, każdy się będzie mógł wypowiedzieć.
Ja też będę dążył do tego, aby w Sejmie doprowadzić do wysłuchania publicznego, aby naprawdę nad nowym ładem medialnym rozgorzała dyskusja z zainteresowanymi, także ze środowiskami dziennikarskimi, bo mi naprawdę zależy na tym, aby z Sejmu wyszło dobre prawo w tej kwestii.
No dobrze, ale tak patrząc na założenia główne.
Likwidacja Rady Mediów Narodowych.
Likwidacja Rady Mediów Narodowych, likwidacja abonamentu radiowo-telewizyjnego, odpolitycznienie Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji.
No tak, ale to z drugiej strony finansowanie?
Finansowanie zapewnione na poziomie 2,5 miliarda złotych plus waloryzacja o poziom inflacji.
No a kto decyduje o tym finansowaniu?
Tak, ale finansowanie będzie określone na stałe, czyli nie będzie można dać mniej niż 2,5 miliarda złotych.
No i oczywiście wskaźnik bazowy inflacji, który będzie znany dla każdego.
A kto powołuje tych, którzy tymi mediami publicznymi mają zarządzać?
Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji, nowa, odpolityczniona, wybrana przez Sejm Senat i Prezydenta.
Oczywiście kompetencje Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji będą większe, ale też katalog obowiązków, które kandydat musi spełnić też będzie dużo większy, bo kandydat do Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji nie będzie mógł być członkiem partii politycznej w ciągu pięciu lat przed ubieganiem się o to stanowisko, ale też nie będzie mógł być tą osobą, która kandydowała w wyborach powszechnych dziesięć lat wstecz, czyli w dużym skrócie, no nie wiem, ktoś kandydował do Sejmu, nie dostał się to na pocieszenie, ci damy, kandyduj sobie do
Krajowej Rady.
No nie, nie będzie takich sytuacji.
No dobrze, a czy ten projekt ustawy zakłada coś, co ma zaradzić temu, żeby uniknąć później oskarżeń, że telewizja jest polityczna, już nieważne kto rządzi i jakie ma poglądy, tylko żeby uniknąć sytuacji, którą obserwowaliśmy przez ostatnich 8 lat.
To jest bardzo kluczowe dla nas, żeby konkursy na prezesów telewizji czy radia po pierwsze były transparentne, po drugie żeby osoby, które będą startowały w tych konkursach nie miały żadnych politycznych konotacji, ale żeby wywodziły się ze środowiska dziennikarskiego.
Zamierzamy też oddzielić funkcję prezesa zarządu od funkcji redaktora naczelnego.
Obie te osoby będą powoływane na pięcioletnią kadencję.
Nie będzie można ich przed upływem kadencji zwolnić, chyba że złamią prawo.
A sam redaktor naczelny będzie wybierany przez Radę Programową.
Rada Programowa wskaże trzech najlepszych kandydatów, którzy wystartowali w konkursie i zarekomenduje jednego z tych trzech do wyboru przez prezesa wybranego wcześniej przez Radę Nadzorczą.
To spowoduje, że będzie taki dualizm władzy.
Prezes odpowiada za licencje, za finanse, za budżet, a redaktor naczelny za program i za merytorykę.
Właśnie, bo te oskarżenia o to, że niektóre materiały są stronnicze, to słyszeliśmy przez ostatnie 8 lat, ale teraz... Ja nie potrafię sobie wyobrazić materiałów stronniczych dzisiaj, które są porównywane do tego, co się działo za Kruskiego.
Nie, nie, nie, broń Boże, nie chcę tego porównywać, tylko zastanawiam się, czy można to w jakikolwiek sposób zabezpieczyć, bo to ktoś musi ocenić.
trzeba znaleźć gdzieś ten punkt wyczucia.
Wszystko zależy od ludzi.
Telewizje tworzą ludzie.
Jeżeli ja słyszę od dziennikarzy, niektórych, którzy nieoficjalnie ze mną rozmawiają, że oni się boją, co będzie, jak zmieni się władza, kto będzie rządził, czy stracą pracę, to dla nich też przygotowaliśmy bezpiecznik.
Każdy dziennikarz.
Po pierwsze będziemy chcieli, żeby dziennikarze pracowali na umowę o pracę.
Zatrudniania dziennikarzy na etaty trwa.
Jest coraz więcej umów o pracę, a nie umów B2B.
I to będzie gwarantowało dziennikarzom pewnego rodzaju ochronę, bo...
W przypadku, gdyby redaktor naczelny chciał zwolnić dziennikarza z pracy, musi uzyskać pozytywną opinię Rady Programowej.
I zwolnienie dziennikarza nie odbywa się dlatego, że zrobił materiał, który komuś się nie spodobał.
Jakiś polityk zadzwonił, mówił, że to jest niefajny materiał dla mnie.
Tylko musi się wydarzyć coś, co sprawi, że ta osoba po prostu, jej stosunek pracy został zachwiany.
Złamała prawo, nie szanuje pracy, nie przychodzi do pracy, nie będzie...
będzie podlegała ocenie kwestia absolutnie dziennikarskiej uczciwości i rzetelności.
Więc telewizje tworzą ludzie i oni będą decydowali o tym, jak ten program ma wyglądać, biorąc pod uwagę to, że ma to być telewizja uczciwa.
Ja oczekuję od mediów publicznych przede wszystkim tego, że będą źródłem rzetelnej, uczciwej informacji, czyli przeciwwagą do dezinformacji, że jak ja włączam media publiczne, to wiem, że tam słyszę prawdę.
Tak, ale my widzimy takie media jak Republika, które w dalszym ciągu bardzo często wprowadzają widza w błąd.
Czy Telewizja Polska powinna to sprostowywać od razu?
Telewizja Polska uruchomiła taki program
On ma najlepszą oglądalność w TVP Info w paśmie popołudniowym z tego, co mówił dyrektor Tomasz Sygut.
I to też pokazuje, że widz szuka tego dementii.
Chce wiedzieć, czy coś, co usłyszał, jest prawdą, czy nie.
Tak jak dane oglądalności i słuchalności Polskiego Radia pokazują, że gdy była powódź i gdy drony wpadały w naszą przestrzeń powietrzną, to
widz szukał informacji sprawdzonej, rzetelnej właśnie w mediach publicznych, dlatego, że to było według nich źródło rzetelnej informacji.
Oczywiście nie mówię, że tylko tam, ale te wyniki oglądalności wskazują, że pierwszym wyborem stawały się wtedy media publiczne.
I to jest dobry sygnał, ale oczywiście ten rynek medialny... Ale zmieniają się media.
Mnóstwo ludzi ogląda już tylko i wyłącznie sieć, a nie ogląda telewizji.
Pytanie, czy te media publiczne są dalej potrzebne?
Media publiczne będą potrzebne zawsze wtedy, gdy będzie nam groziło coś, co nazywa się dzisiaj wojną hybrydową.
Czyli to jest infrastruktura krytyczna?
Tak, dlatego że media prywatne mają ten minus, że w momencie, kiedy dzieje się coś złego, jest takie zagrożenie, szef medium prywatnego może powiedzieć, słuchajcie, zamykamy firmę, idziemy do domu.
A media publiczne nie mogą zostać zamknięte.
Nie mogą przestać nadawać, nie mogą przestać realizować swojej misji, bo do tego zostały powołane.
Po to w ustawie o radiofonii i telewizji zabezpiecza się też
W poszczególnych artykułach możliwość pewnej większej nieco ekspozycji osób pełniących funkcje publiczne w państwie, żeby mogły te osoby prezentować swoje stanowiska, nie po to, żeby się chwalić, bo to nie o to chodzi, po to, żeby odbiorca wiedział, że może tam usłyszeć, co dany minister, co przedstawiciel rządu robi i oczywiście widz oceni, czy to jest dobre, czy złe, ale Telewizja Polska ma być nośnikiem tych treści.
Dlatego jak ktoś zarzuca telewizji publicznej, że ekspozycja przedstawicieli władzy jest trochę większa, no jest większa, ale to dlatego, że to właśnie media publiczne służą temu, żeby informować jakie decyzje władza podejmuje, a nie żeby się chwalić oczywiście, ale te decyzje są różne i różnie oceniane, ale media publiczne do tego także służą.
Tak patrzę w lusterka i widzę, że cały czas jeździ za nami pana kierowca.
Nikt tak chyba nikogo nie pilnuje, od kiedy tu jeżdżę, a 7 lat już jeżdżę tym samochodem.
Nie wiedziałem, bo być może nie wie, gdzie mnie odebrać.
Tak patrzę, no jeździ za nami cały czas, pilnowany jest pan... Pozdrawiamy pana Krzysia, bo być może nie wie, gdzie idziemy.
A trzeba hejt do Sejmu, bo są głosowania dzielące.
Tak, tak, ja wiem, już wracamy, wiem, zdaję sobie sprawę.
Za naszymi plecami Pałac Prezydencki, tak po przekątnej, tam może śpi, a może właśnie trenuje prezydent Nawrócki.
Nie, pan prezydent przecież mieszka w Belwederze.
A, faktycznie, no dobrze, to może tam pije kawę.
Zastanawiam się, czy...
Ta ustawa dotycząca mediów publicznych to jest coś, co dla niego może być takim kąskiem uwagi, bo jednak nie wiem jaką ma przyszłość, myślę, że nawet prezes Kaczyński do końca nie wie i nie jest pewien jakie ma plany polityczne prezydent.
Czy te media publiczne mogą być mu potrzebne do jego własnych osobistych planów i to może być powód, dla których chętnie porozmawiałby o ustawie medialnej, a może nawet ją podpisał?
Nie wiem jakie decyzje, jakie ma pomysły na media pan prezydent, ale my robimy wszystko, żeby te media były mediami niepartyjnymi, żeby one wróciły i tak jak teraz wracają do Polaków, a nie do jakiejś partii politycznej.
I to trzeba zrobić.
Tego od nas oczekuje też pan premier, który chce, żebyśmy stworzyli taki mechanizm, aby naprawdę media stanowiły trzon bezpieczeństwa informacyjnego państwa, żeby były obiektywne, niezależne, miały stabilne finansowanie i to jest dla nas ważne.
Pan prezydent ma trzy wyjścia.
Może podpisać ustawę, zawetować albo skierować ją do Trybunału Konstytucyjnego.
Zobaczymy, co zrobi.
Ja wiem jedno.
My musimy tę ustawę medialną wdrożyć.
Po pierwsze, bo ona jest implementacją Europejskiego Aktu Wolności Mediów.
Jak tego nie zrobimy, zapłacimy wielomilionowe kary.
My właśnie musimy zapłacić kolejną karę zgodnie z wyrokiem TSUE za niewdrożenie przez PiS w terminie dyrektywy DSM.
To jest pakiet ustaw o prawie autorskim.
Proszę sobie wyobrazić, że my w tym roku zapłaciliśmy już dwie takie kary.
To jest 70 milionów złotych kar.
Tylko za to, że PiSowi się nie chciało wdrażać pewnych unijnych przepisów, które służą wszystkim.
No właśnie, zaraz będziemy mieli słyszenia artystów.
O jedną bardzo istotną rzecz, bo o Domu Dobrym też na pewno minutę, bo wiem, że głosowanie, wszystko rozumiem.
Ale proszę powiedzieć, bo do Sejmu pan minister zaraz jedzie, jak smakuje kotlet bez piwka?
Ja nie mieszkam w hotelu poselskim i rzadko bywam w tamtejszej restauracji, ale pan marszałek Sejmu i w obiegu tym medialnym takie hasło, koniec alkoholu w Sejmie.
Tylko, że ten alkohol nie był sprzedawany w Sejmie, tylko w domu poselskim, w hotelu.
I mi to nie przeszkadza, ja nie mam z tym problemu oczywiście, ale to jest decyzja pana marszałka, miał do tego prawo.
Posłowie są podzieleni?
Posłowie są podzieleni, szczególnie ci, którzy nie nadużywają tego.
alkoholu i nie mają z tym problemu, to oczywiście tolerując potrzeby innych, może mają pewne uwagi, ale ci, którzy nadużywają tego alkoholu, ci, którym się zdarza pod wpływem alkoholu przyjść na salę plenarną, to czy będzie sprzedawany alkohol w tym sejmie, czy nie będzie, poradzą sobie.
To brzmi jak kombinowanie.
Tak będzie.
No i na koniec został nam Dom Dobry.
Świetny film.
To jest też film, który powstał przy wsparciu Ministerstwa Kultury.
W PIS-u dokładnie.
W PIS-u, Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej.
Ja uważam, że to wartościowe polskie kino.
Które zmieni postrzeganie problemu?
być może otworzy oczy niektórym zaczniemy reagować być może będziemy będzie nam łatwiej ale będziemy czuć większą potrzebę gdy ktoś za naszymi za naszą ścianą będzie wzywał pomocy albo będziemy widzieć obserwować co się dzieje będziemy reagować to jest w ogóle film który został też dobrze zrobiony to
Nie tylko sam temat tego filmu jest ważny, ale Wojciech Smarzowski dokonał też fantastycznego zabiegu reżyserskiego.
Ten film ma dwa zakończenia.
Ten film jest dobrze zmontowany.
W tym filmie używano amatorskich zdjęć osób, które gdzieś wyjeżdżały na wakacje i one te zdjęcia przesyłały.
Ten film jest wyjątkowo zrobiony i uważam, że to jest przykład, że w Polsce my robimy dzisiaj coraz lepsze filmy,
że tych filmów dobrych polskich może być naprawdę dużo i że polskie kino trzeba wspierać.
Pewnie nie starczy nam czasu, ale ja powiem, że my pracujemy dzisiaj, ja mam taki zespół w ministerstwie, powołałem go kilka tygodni temu do spraw zmian w kinematografii i pracujemy nad tym, aby przede wszystkim pieniędzy na polski film było więcej, ale żeby też stworzyć takie mechanizmy, które będą zapraszały producentów zagranicznych do tego, aby Polska była...
jednym wielkim planem filmowym.
Przez to będziemy też promować nasz kraj, to będzie nasze soft power.
No i to Fundacja Narodowa miałaby pole do popisu też.
Ale Fundacja nie jest od filmów.
No wiem, ale od promocji Polski na świecie chyba.
Tak, ale filmy róbmy dobre, mamy świetnych twórców, mamy fantastycznych aktorów.
Aktualnie, bo widzę już Tomka Szucharda, on gra w tej chwili w takiej ilości filmów, że...
jest wszędzie.
Ja nie wiem kiedy on znajduje czas.
Ja byłem na planie serialu Lalka.
Tak i też widzę z jakim rozmachem właśnie platformy streamingowe także przygotowują filmy, przygotowują swoje produkcje.
Wielki sukces Heweliusza.
dziękuję, wszystkiego dobrego dziękuję, tylko 1670 też gra, Breslau też gra ministranci też gra do zobaczenia, dziękuję, dziękuję bardzo serdecznie Maciej Wróbel, wiceminister kultury i dziedzictwa narodowego a wsiada do mnie Tomasz Szuchart, dzień dobry dziękuję, dziękuję przepraszam, ale trochę się zagadaliśmy pasy oczywiście, ale rozmawialiśmy o tobie, o mnie
Nie było ciekawszych tematów?
Nie, no bo zobacz, podsumowaliśmy, gdzie można cię zobaczyć.
Dom dobry, brat, ministranci, Breslau, Heweliusz, 1670, lalka, o której minister wspomniał, minister kultury, bo przecież dopiero co był plan na krakowskim przedmieściu, tutaj na Nowym Świecie, więc kiedy ty masz czas, żeby żyć?
To są takie sytuacje robione na przestrzeni wielu miesięcy.
Większość rzeczy, które wymieniłaś, to są tak absolutnie epizodyczne role.
Tak naprawdę może w dwóch projektach grałem w roli głównej.
No wiem.
Natomiast reszta to są epizody, no i to może tak potężnie wygląda, ale mam spokojnie czas na rodzinę i na swoje rzeczy.
Ja słyszałam, że ty zamiast siłowni właśnie wybierasz czas z żoną i z córkami.
No tak, zdecydowanie, no bo nie ma trochę na to czasu, żeby jeszcze dodatkowo mieć chobby.
Nie masz czasu na hobby?
Nie mam czasu na hobby, chociaż moim hobby jest moja praca.
Ja akurat mam tę przyjemność, że... Sprawia ci to po prostu przyjemność.
A ta różnorodność, powiedz, ona ci pozwala zachowywać balans?
Bo ja wczoraj poszłam sobie do kina o 14 i było dużo ludzi.
O 14, czyli wszyscy powinniśmy być w pracy.
Ja poszłam, no bo chciałam zobaczyć film z tobą.
Do tej pory półtora miliona widzów.
Raczej przyjemny wynik.
Przyjemny wynik o nieprzyjemnej historii, ale tak, no znaczy, że chyba jakąś misję społeczną spełniamy.
No właśnie, misja społeczna to za chwilę, ale wracając jeszcze do tego balansu, bo z jednej strony widzimy cię w Heweliuszu, za chwilę zobaczymy cię w Lalce, za chwilę to może nie, no ale tak, bo mamy 1670, to są w ogóle jakby wszystko, każdy z tych tytułów jest z innej parafii, chciałoby się powiedzieć.
Ministranci zresztą też są z innej parafii.
I potem widzimy ciebie jako takiego totalnego przemocowca.
To jest rola, która musi zżerać.
Czy to, że jesteś później trochę w wodzie, w heweliuszu, to, że potem zmieniasz przestrzeń i czasoprzestrzeń w 1670, czy to pozwala ci zachować taki balans?
Bo jak wchodzisz w rolę takiego brutalnego typa, przepraszam,
Zawsze odpowiadam na okrętkę.
Pracowałem wielokrotnie, wakacyjnie, szczególnie w czasie studiów w różnych zawodach i to, co mnie najbardziej w nich irytowało, to to, że jak już pracujesz w konkretnym miejscu, to z reguły wykonujesz cały czas to samo.
I to było coś, co od początku, odkąd pamiętam, mnie bardzo mirziło i chciałbym pracować, wtedy sobie tak myślałem, w takim zawodzie, który pozwoli mi właśnie cały czas coś zmieniać.
A to były czasy, jak nie zarabiałeś na aktorstwie tyle, żeby z aktorstwa żyć, tak?
A co robiłeś?
Każde wakacje i jeszcze przed szkołą teatralną i w czasie szkoły teatralnej dorabiałem sobie przede wszystkim do studiowania.
Pracowałem w hurtowni alkoholi, pracowałem w oknach PCV.
wykonywałem okna, konkretnie nawet donosiłem sprzęt.
Znaczy jakieś tam fachy na pewno mam, często to były fizyczne prace, ale to nawet nie ta sama fizyczność mnie przerażała.
No ale jak mówisz, że pracowałeś w hurtowni alkoholu, a potem czytasz, że w Sejmie zabronili sprzedawać alkohol, to sobie myślisz, dobra droga?
Znaczy ja uważam, że absolutnie dobra droga, to nie jest miejsce, żeby... Znaczy dziwi mnie to, jak politycy jakoś tak mocno okoniem stają wobec tej decyzji.
No bo lubią tak, wiesz, coś tam sobie chlapnąć do kotleta.
Pewnie tak, a nawet jeśli nie lubią sobie chlapnąć do kotleta, tylko lubią sobie chlapnąć po pracy...
To przecież w dzisiejszych czasach sklepy są wszędzie i mogą sobie załatwić z innego miejsca niż z miejsca, które jest jednak jakąś taką reprezentacją też narodową.
Nie jest to zupełnie potrzebne.
Ja pracowałem w miejscu, w którym przebierałem puste butelki.
No taka była akurat praca na miejscu, więc tak pracowałem.
To nie jest to, że byłem zwolennikiem alkoholizacji narodu.
Pracowałem gdzie było.
Natomiast wracając szerokim łukiem do tego twojego wcześniejszego pytania, no i tutaj, czyli w aktorstwie znalazłem miejsce, gdzie mogę się spełniać naprawdę na wielu frontach i ten płodozmian jest najlepszą rzeczą, która mogła mnie spotkać i z jednej strony...
Tak naprawdę te role, że są tak różne, one również pomagają zapominać o np.
nieprzyjemnościach albo trudach zawodu.
W jednej zmoczysz się i masz stopień wyziębienia, że drży ci całe ciało, a w innej za chwilę pracujesz gdzieś na plaży i robisz zdjęcia plenerowe w miłych okolicznościach przyrody.
Czasem zdarzy się, że zagrasz miłego człowieka, czasem zagrasz po prostu najgorszego, jakiego ziemia nosiła.
Pamiętasz taki serial Dynastia?
Oczywiście.
Wtedy jak dynastia była w telewizji, to na ulicach nie było ludzi.
Tam była zawsze Krystal, to dobra, i Aleksis, ta zła.
I jeszcze było Północ Południa.
No tak, ale zobacz, że Aleksis do tej pory w naszej świadomości zostaje złą kobietą.
Nie boisz się, że czeka cię los Aleksis?
Nie wydaje mi się.
Aleksis, owszem, zostanie w naszej pamięci złą kobietą, natomiast to jest ta postać, która zostaje złą kobietą.
Natomiast ta aktorka, która grała Aleksis, nie była złą kobietą.
Znaczy, nie znam jej historii, ale zakładam, że nie była tak złą, jaką była Aleksis.
Wszyscy mówią, że bardzo dobrze zagrałeś.
Ja mówię, dobra, idę do kina, zobaczę.
I rzeczywiście, tak wszedłeś w rolę tego złego typa,
że później... Ja zdaję sobie sprawę, że to jest ukoronowanie twojej pracy aktorskiej, pokazanie tego bohatera jak najbardziej autentycznego.
I tak jest.
Tylko czy Polakom się nie pomyli?
Ja uważam, że są role służebne i te tak traktowałem.
Zresztą Agata Kulesza, która również gra tam na samym początku, matkę, która też nie jest idealna.
Również, bo gadałem z Agatą, uważa, że ta rola również jest służebna.
One służą czemuś innemu.
Służą głównej bohaterce, którą gra Agata Turgot, żeby miała się tak naprawdę od czego odbić.
Organizm aktora nie rozróżnia, kiedy gra, a kiedy nie gra.
Znaczy to wszystko... Czyli żeby zagrać swojego bohatera musiałeś być zły przez cały czas, kiedy graliście?
Musiałeś uwierzyć w to, że masz w sobie tyle zła?
Nawet nie o tym mówię.
Mówię bardziej o tym, że kiedy już grasz i generujesz złe emocje, czyli w danym momencie twój organizm nie wie do końca, co się dzieje.
On dopiero za chwilę zrozumie, kiedy mu logicznie w mózgu wytłumaczysz.
I tak sobie pomyślałem, że Agata Turcotte ma do wykrzesania bardzo ciężkie stany emocjonalne i jeżeli mogę jej w jakikolwiek sposób pomóc, no to tworząc takiego potwora, którego będzie się autentycznie bała, nie będzie musiała ona tak mocno się męczyć w organizmie, żeby sobie to wszystko stworzyć.
Ale będzie po prostu na bieżąco to wszystko tak odbierała.
No i dlatego to traktuję jako rolę służebną.
Wiesz co, ja grałem już bardzo wielu bohaterów.
Grałem kiedyś w Focusa w Jesteś Bogiem.
No nikt nie zatrzymywał się ze mną na ulicy i nie rapował.
Grałem księdza w Ministrantach.
Nikt nie prosił mnie o spowiedź.
Ale to premiera dopiero w tym tygodniu.
Oczywiście.
Zdecydowanie prosił o spowiedź.
No dobrze, ale zobacz, tak się zastanawiam, bo ja wróciłam z kina wczoraj do domu i sobie akurat odbierałam syna ze szkoły, bo widziałam film w ciągu dnia i sobie pomyślałam, przytuliłam się do niego i pomyślałam sobie, Boże, jak dobrze, że ja mam taki fajny, ciepły dom.
Czyli udziela ci się ta miłość.
A tak się zastanawiam, bo ty grałeś tego wrednego złego typa przez dni, tygodnie, miesiące, bo na pewno plan zdjęciowy jednak trochę trwał.
Smarzowski też słynie z tego, że on wysysa z tych aktorów tyle, ile trzeba, nie daje wam jakiegoś takiego komfortu, że jest miło i przyjemnie, tylko rzeczywiście jest hardkor.
I wracasz potem sobie do domu, tam twoja żona, twoje córki, bierzesz prysznic, kładziesz się spać, jest ok?
Czy to musi spłynąć?
Ja sobie po prostu tego nie wyobrażam.
Pierwsze, do czego się odniosę, to zdania, że Smarzowski wysysa z nas pewne rzeczy.
Tak nie jest?
Wojtek jest osobą, która jest niezwykle empatyczna i oczywiście, że w jego scenariuszach trzeba wygenerować pewne złe emocje, natomiast on otacza nas niesamowitą opieką.
Po drugie, zasada w generowaniu emocji jest też taka, że one wychodzą z luzu.
To znaczy, nawet złe emocje, żeby były prawdziwe, one muszą wynikać nie z napięcia, które masz w sobie, tylko ze spokoju.
Ale ty tam napindalasz, ale masz w sobie spokój rzeczywiście.
To nawet nie chodzi o to, bo ja potem mogę zagrać w sobie niepokój, natomiast ten niepokój generuje ze spokoju.
To tak dziwnie trochę i przewrotnie brzmi, ale tak to jest.
I jak się ten luz uzyskuje?
uzyskuje się go bezpieczeństwem, znaczy poczuciem bezpieczeństwa.
I to absolutnie zapewnia Wojtek.
I tutaj muszę tą pierwszą rzecz powiedzieć, że to tak wygląda.
Natomiast jeśli chodzi o radzenie sobie z tym, że raz
to zawsze powtarzam, no jestem profesjonalistą i ja kończyłem szkołę teatralną.
No wiem.
I cztery lata szkoły pozwoliło mi to też radzić sobie z tym.
A dwa, jeśli rzeczywiście coś tam zostaje w tobie, no to już każdy ma oczywiście jakiś tam sposób na radzenie sobie.
No ja mam wspaniałą rodzinę, ja przychodzę do domu, przytulam się do żony, przytulam się do moich córeczek i mam wrażenie, że chyba od kopa zapominam o tym, co było przed chwilą na planie.
Czasami to są tak takie ból fantomowy, czasami coś tam jeszcze poboli w duszy, natomiast wydaje mi się, że to wszystko jest bezpieczne.
Inaczej, gdyby nie było bezpieczne, chyba bym tego zawodu nie uprawiał.
Czy tutaj było miejsce na improwizację?
Było parę scen, w których improwizowaliśmy, natomiast w ramach bardzo precyzyjnych założeń.
Zresztą ja uważam, że improwizacja, która nie jest przygotowana albo improwizacja, która nie ma założeń jest hochsztaplerką, a nie improwizacją.
Więc my mieliśmy jasno określone ramy, które dawał scenariusz i o które prosił Wojtek.
Natomiast tam oczywiście w ramach jakichś przesunięć trochę improwizowaliśmy.
Natomiast też trzeba powiedzieć, że to jest bardzo specyficzny projekt Wojtka, w którym Wojtek nie wymyślił żadnej sceny.
Każda z tych scen wydarzyła się u jakiejś osoby.
Oczywiście jest to zbiór bardzo wielu historii, wielu kobiet zamknięty w jedną kobietę i w jednego mężczyznę.
No tak, ale scenariusz napisało życie.
Natomiast tak, każda z tych historii się wydarzyła i to jest najbardziej wstrząsające i myślę, że to jest siłą tego filmu i to, że tyle osób poszło na niego już, to znaczy, że...
że on rzeczywiście rezonuje i też wiemy bardzo dobrze od osób, które pomagały w budowaniu scenariusza, czyli na przykład kobiety z feminoteki, które rzeczywiście doświadczyły przemocy, mówią ile mają telefonów obecnie, znaczy telefony im się nie urywają oraz ilość niebieskich kart zakładanych albo zgłoszeń, prób o pomoc w założeniu niebieskiej karty też jest horrendalna i to jest niesamowite i dobrze, że to się wydarzyło.
film wykonę olbrzymią robotę społeczną?
Tak i takie mam nadzieję.
Sama dyskusja już jest wielką.
Główna bohaterka udzielając lekcji rozmawia z swoją uczennicą, która ma podbite oko, której mąż jest policjantem i sama nie reaguje.
Dopiero...
Bo zareagować jest ciężko i to też jest jedno z takich rzeczy, o których mówię, że to bardzo dużo będzie zależeć od nas, bo każdy z nas gdzieś tam myśli sobie o tym, jak dzisiaj będzie wyglądać, co po tym filmie, jak my powinniśmy coś zmienić.
Myślimy sobie o rozwiązaniach systemowych i to jest oczywiście też rola polityków, żeby zwrócili na to uwagę i coś systemowo podziałali, ale liczenie na sam system może związać się z tym, że się przeliczymy.
I ja uważam, że może z racji tego, że pracuję teraz przy innym zupełnie projekcie, który gdzieś tam sięga... Lalka czy jeszcze coś innego?
Lalka i to jest historia znowu pracy oddolnej, czyli pracy u podstaw.
I ja gdzieś znowu idealistycznie myślę sobie, że taka praca oddolna powinna być wykonana również po tym filmie.
To znaczy to, co my będziemy robić teraz.
Ja uważam, że nie rozmawiamy już ze sobą.
Politycy podzielili nas dokumentnie.
I myślę sobie, że sam uśmiech do naszego sąsiada, do naszej pani w warzywniaku, do pana, który przyjeżdża odebrać nam śmieci rano, osoby spotykane na ulicy, dajmy im trochę naszego uśmiechu.
Wydaje mi się, że tam, jeśli pojawia się w ich rodzinach przemoc,
dużo łatwiej będzie z tą przemocą się podzielić oraz później poradzić sobie, jeśli będą te osoby wiedziały, że tuż obok nas jest sąsiad, który jest miły, który jest dobry.
I ostatnio staram się to robić.
Oczywiście w drugim wypadku, to już wymaga odwagi, to znaczy reagujmy.
Ja zawsze byłem w totalnym szoku, że jeden pijany młody mężczyzna w tramwaju jest w stanie zterroryzować cały ten tramwaj.
Boimy się i myślimy sobie często słusznie, tak?
Może ma nóż, zareagujemy, on nam coś zrobi.
Dużo jest bardzo sposobów, które powinniśmy się nauczyć, jak pomagać.
To znaczy ten gest, który pokazaliśmy, to jest międzynarodowy gest, że dzieje się przemoc.
Nauczmy się go i nauczmy się na niego reagować.
To jest tak zwany cichy alarm.
Druga rzecz, jeśli mamy potencjalną sytuację, że jakaś dziewczyna jest w autobusie, w tramwaju, pod żabką, jest napastowana przez jakiegoś mężczyznę i my to widzimy, albo dała nam sygnał.
Jest bardzo dużo sposobów nie tylko wezwania policji albo wprost reakcji, ej zostaw ją, co może spowodować agresję ze strony narodowej.
napastnika.
Ci napastnicy najczęściej to są tchórze.
Wiem to, bo kreowałem go.
To są tchórzliwe postaci.
Wystarczy podejść i stworzyć fikcyjną sytuację, że się przytulić do niej i powiedzieć cześć stara, nie widziałam cię lata.
I oni już nie wiedzą jak reagować.
Oni nie wiedzą, co oni najczęściej uciekają, więc to jest nasz sposób, dostępny dla każdego, jak zareagować w sytuacji, kiedy widzimy przemoc.
Powiedz, jak dostałeś scenariusz, to złapałeś się za głowę?
Jak dostałem scenariusz, to na pewno moje emocje nie były pełne radości, jak to się dostaje w główną rolę.
Raczej padło takie, chyba rozczarowanie na zasadzie, kurczę, chciałem się z Wojtkiem spotkać, cieszę się, że się spotykamy, cieszę się, że będę miał duże zadanie, ale jednak ten bohater, nie da się go obronić.
Ale potem sobie pomyślałem o tej misji społecznej, o której już trochę porozmawialiśmy i mówię sobie, no jeśli to ma być cel tej mojej przygody z tym projektem, no to wchodzę na pokład czterema łapami, stworzę tego potwora, ale może komuś to pomoże.
I to mi przyświecało.
Można powiedzieć, że jesteś usatysfakcjonowany zawodowo?
Czy ten film wzniesie cię w jakiś taki inny punkt kariery?
Chociaż może nie potrzebujesz tego już?
Co na ten moment wydawało mi się, że jestem w bardzo dobrym miejscu kariery.
Nigdy nie robię niczego na takiej zasadzie, że ten film, czy ten projekt teatralny, czy czytanie jakiejś książki, no bo pracujemy też w różnych takich przestrzeniach, czy dubbing,
Nigdy nie myślałem sobie, jaki efekt dla mnie przyniesie premiera później tej rzeczy.
Zawsze myślę, żeby swoją robotę wykonać jak najlepiej i mam zawsze takie poczucie, że jeżeli to zrobię, to to będzie dla mnie również gdzieś tam w przyszłości pozytywne.
A kompleksy czasami ci przeszkadzają?
Kompleksy wszystkim przeszkadzają i nie przeszkadzają jednocześnie, jak to jest z kompleksami.
Kompleksy nas czasami utrzymują w jakimś takim szwungu, w tym, że walczymy, że staramy się zmieniać, jeśli oczywiście tym kompleksom się nie poddajesz.
A oczywiście, że w wielu sytuacjach przeszkadzają.
Moje przeszkadzają mi...
i mi pomagają.
Myślę, że nie byłbym tym samym człowiekiem, gdybym ich nie miał.
Więc staram się je akceptować po prostu.
Czasami się z nimi nic nie da zrobić.
Ale mówisz tak, na siłownię nie mam czasu, bo wolę spędzić czas z córkami i z żoną, ale potem cię widzimy w stroju Adama.
Bo sam gdzieś mówisz o tym, że jak wchodzisz na casting, to czasami się dziwię, jak teraz wyglądasz, czyli jesteś zmienny.
Oczywiście.
Ciało jest rekwizytem aktora, a w domu prywatnym to jest ciało, które jest elementem, na przykład przytulanką dla córek.
To się w angielskim nazywa love handles.
Czy ja bym chciał wyglądać inaczej?
Tak, chciałbym wyglądać.
Nie chciałbym mieć siwej brody.
Irytuje mnie to, że osiwiałem już w młodym wieku.
Ale broń Boże się nie farbuj, bo to jeszcze gorzej.
Nie, nie robię tego.
Natomiast zawsze sobie myślę, że jest ten moment wchodzenia w postać i czasami są bohaterowie, którzy nie mają być jeszcze siwi i wtedy mnie panie z charakteryzacji farbują.
I chociaż przez ten moment czuję się młodszy.
Dziękuję ci bardzo serdecznie.
Zapraszamy do kina oczywiście.
Chociaż nie wiem, czy trzeba zapraszać, bo naprawdę są tłumy.
Zawsze należy zapraszać, bo tłumy nigdy nie są takie, co by nie mogły być większe.
Dziękuję ci bardzo serdecznie.
Moim kolejnym gościem jest Agnieszka Kaczorowska, którą już widzę, zmierza, aktorka-tancerka ze spektaklem Siedem.
Siedem, siedem, siedem.
Dzień dobry, cześć.
Cześć, poczekaj, zamknę drzwi.
Witam cię, pasy zapinaj oczywiście.
Spektakul 7 to jest coś, co cię przyprowadziło do nas, ale zanim o spektaklu, to trochę o twoich decyzjach.
No bo słuchaj, ja nie wiem, ja do końca nie wiem, bo tak, jak to jest, bo ja się trochę pogubiłam.
Nie ukrywam, że ja nie tańczę i nie obserwuję tańca, ale słyszałam, że ty zdecydowałaś się odejść z tańca z gwiazdami.
Czy to jest tragiczna decyzja?
To bardzo spektakularnie brzmi, a to po prostu zwykła zawodowa decyzja, którą już podjęłam, wiesz, tak naprawdę w połowie roku, bo ja wiedziałam, że tak intensywne projekty
Musisz sobie od nich robić przerwę, bo to jest takie pełne zaangażowanie.
Bardzo dużo czasu się na to poświęcę.
Jak wiesz, ja też jestem mamą, więc chcę żyć.
Tak intensywne projekty nie możesz robić neostop.
Zrobiłam dwie edycje.
Powiedz, bo w Kularach trochę mówi się o tym, że ten taniec z gwiazdami, który był w tej chwili, to było takie wydanie, w którym ty nie czułaś się komfortowo.
Czułaś się tam tak, jakby to byli oni wszyscy i ty ze swoim partnerem?
No, te zakulisowe różne rzeczy rzeczywiście w kilku momentach były niewygodne, ale myślę, że nie ma co o tym mówić.
Dla nas, ponieważ byliśmy tam nie tylko zawodowo, ale też prywatnie, to była cudowna wspólna przygoda.
Z pełną świadomością wchodziliśmy w ten projekt, z pełną świadomością tego, co się z tym wiąże, poza samym tańczeniem i trenowaniem.
Natomiast
Wiesz co, taniec sam w sobie jest tak piękny, jakby sam moment tego... A te kolory są też piękne?
Nie, ale sam moment tego treningu, więc chyba oboje, mogę tak powiedzieć, za nas jesteśmy skupieni na tym, co dobre, pozytywne, choć były bardzo trudne momenty.
A liczyliście na wygraną?
Czy do takiego programu się idzie, to się zakłada z góry, że trzeba wygrać, żeby w ogóle gdzieś dojść?
Nie, to trzeba, wiesz co, ja zawsze myślę o najbliższej niedzieli akurat w tym wypadku, czyli najbliższym celu, żeby dobrze zatańczyć.
Nie wiesz, co się wydarzy.
To jest zbyt mocno nieprzewidywalne z wielu względów, żeby się na cokolwiek nastawiać.
Iwona Pawlowicz zapytana o twoje odejście z Tańca z Gwiezdami, twoją decyzję, powiedziała, że jest jej to obojętne.
W tej wypowiedzi nie czułam jakiejś specjalnej sympatii.
Wiesz, to jest bardzo ciekawe, bo w jednym odcinku słyszysz...
W jednym odcinku słyszysz od pani Iwony, że ja powinnam tańczyć, że no dużo komplementów, takich bardzo dobrych, pięknych, sympatycznych słów, po czym kiedy to już jest z drugiej strony i ta wypowiedź brzmi inaczej, więc...
No to jest dziwne.
Ale zapytam cię wprost, oni cię tam nie lubili w tym tańcu?
A ja nie wiem, to nie da mnie pytania.
Myślę, że w każdej ekipie ludzi są ci, którzy cię lubią i ci, którzy cię nie lubią i tych, których ty lubisz i tych, których nie lubisz.
No ale jak czujesz, że ktoś cię nie lubi, to pewnie nie chcesz być w miejscu, w którym nie jesteś jakoś specjalnie mile widziana.
I to jest ten powód?
Nie, powodów, jeżeli pytasz o powody mojego dojścia, to nie to.
Przede wszystkim intensywność projektu, a po drugie, no ja chcę iść dalej.
Wiesz, ja uwielbiam zajmować się rzeczami, które są dla mnie nowymi wyzwaniami.
Ja bardzo nie lubię zasiedzieć się w jednym miejscu i ja ciągle te projekty staram się tak dobierać, żeby się cały czas rozwijać.
To jest dla mnie priorytetowe.
Przyszłaś dzisiaj ze spektaklem zatytułowanym Siedem.
Co się kryje pod siódemką?
Siedem odsłon wolności.
Bo ten spektakl jest o mężczyźnie i kobiecie, którzy zaczynają życie od nowa.
I przede wszystkim opowiada o wolności w siedmiu odsłonach, bo w różnych obszarach życia.
Bo ta wolność dla mnie ma ogromne znaczenie, dlatego też ten spektakl dla nas w sumie obojga.
Dlatego o tej wolności opowiada, bo wolność dla nas jest podstawą do życia w ogóle.
Wolność w relacji oczywiście, wolność w miłości, to jedno, ale też wolność bycia sobą w świecie, wolność właśnie w wyborach, że nie dopasowujesz... Ale ty podejmujesz różne decyzje, one nie wszystkim się podobają i nie podobają.
Powiedziałabym, że ty nawet taka sympatyczna, ale za dymiara jesteś.
Za dymiara?
Nie, ja jestem osobą, która... Ale to akurat nie do spektaklu, bo spektakl ma opowiadać o wolności.
A jeżeli pytasz mnie prywatnie, to jestem osobą, która nie żyje według oczekiwań innych ludzi.
Ja bardzo źle czułabym się, gdybym się zaczęła dopasowywać i gdybym próbowała zmieścić się do pudełka, w który ktoś chce mnie wsadzić.
Ja chcę żyć tak, jak ja chcę żyć, bo to tylko moje życie.
Nie tracisz chwili, nikt się tutaj nie reżyseruje, rozumiem, tylko ty sama.
Zdecydowanie, jeżeli czuję, że...
Ktoś za bardzo chce sterować moim życiem, no to stawiam granice.
I to też wiesz, w spektaklu na przykład też poruszamy ten temat stawiania granic, bo jest to jakaś taka podstawa bycia wolnym w życiu, bo jeżeli nie postawisz granic, no to zaczynasz jak ta chorągiewka na wietrze latać w jedną i w drugą stronę.
A ty lubisz jak wieje w twoją stronę i tak jak ty chcesz, żeby wiało?
No, to moje życie jest, więc tak, chcę decydować, chcę brać życie w swoje ręce, chcę żyć na własnych zasadach i uważam, że wiesz, taki rodzaj właśnie wolności jest jakąś taką podstawą do szczęśliwego życia, bo to my decydujemy, nie?
Powiedz mi...
Z jednej strony przedstawiłam się jako aktorka i tancerka, z drugiej strony jako tancerka i aktorka.
Czy ty teraz zmienisz proporcje?
Co będzie z przodu?
Taki, nie wiem, klan 20 lat.
Jak niektórzy patrzą na ciebie sobie i myślą, 20 lat ona tam gra, to zaczynała jak miała 2?
No 20, czekaj, dokładnie od 99, więc dokładnie 26 już.
Jezus Maria, to nawet źle policzyłam.
Plan zawsze był i myślę, że zawsze będzie w moim życiu, bo on mi w niczym nie przeszkadza.
Wiesz, ja naprawdę przez to, że to nie jest intensywny projekt, bo ja mam tam zaledwie kilka dni w miesiącu.
Chyba, że jest jakiś większy wątek.
To kilkanaście, ale to jest dla mnie projekt nieinwezyjny.
On mi w niczym nie przeszkadza w tym, żeby robić nowe rzeczy, żeby robić równolegle kilka rzeczy.
Mam super kontakt z produkcją, więc to jest praca, którą po prostu lubię.
Lubię ludzi, z którymi tam pracuję.
Więc kran po prostu będzie.
I kran...
choć może niektórzy, wiesz, jakoś tak dosyć przyśmiewczo przychodzą do tego, opowiadają o tym, czy o mojej roli, ale on mi dał przeogromne doświadczenie, za co jestem super wdzięczna, bo umówmy się, kto może mieć 26 lat doświadczenia w tym wieku i ta praca z kamerą, ci wszyscy aktorzy, z którymi się spotykałam przez lata i nadal z nimi gram, no to to jest doświadczenie, to jest przeogromna dawka warsztatu.
za którą jestem wdzięczna.
A co dalej powiedz mi?
Bo tu patrzysz wstecz i widzisz 26 lat, ale gdzie ty będziesz za kolejnych 10?
A tego to ja nie wiem.
Ja w ogóle jestem na takim etapie życia, że ja nie planuję.
Ja kiedyś to byłam taka, że wiesz, miałam swoje cele, marzenia, które miałam rozpisane na kolejne kroki i wiedziałam dokładnie.
A teraz nie planujesz, bo?
Teraz nie planuję, bo bardziej...
racjonalnie podchodzę do życia i wiem, że wszystko się cały czas zmienia.
My się zmieniamy, rzeczywistość się zmienia, możliwości się zmieniają, życie nas ciągle zaskakuje, co też jest bardzo ciekawe i bardzo piękne.
Więc ja oczywiście mam swoje plany na najbliższą przyszłość, a potem zobaczymy.
Chcę się cały czas rozwijać.
Aktorsko też mam bardzo dużo swoich marzeń.
Na deskach teatralnych jestem od wielu lat i
Cieszę się bardzo na ten nasz Projekt 7, bo myślę, że to będzie, już zaczyna być, ale ogromny taki skok rozwojowy.
Ten spektakl reżyseruje Jacek Bończyk, który jest absolutnie wybitnym i aktorem, i reżyserem.
To, ile wiesz, w tym będzie też właśnie warsztatu i takiego aktorskiego rozwoju, no to coś pięknego.
No i przede wszystkim będzie w tym taniec, bo łączymy te dwie formy, aktorską i taneczną, dwie formy wyrazu, żeby opowiedzieć o tej wolności przede wszystkim, o relacji, o miłości, no i żeby gdzieś tam poruszyć, mam nadzieję, niejedno serce.
Powiedz, bo widzę, że planów tych zawodowych masz dużo i dużo się dzieje, ale tak jak powiedziałaś, jesteś matką.
Ile twoje dzieci teraz mają?
Cztery i sześć.
No i gdzie z tym wszystkim jesteś jako mama?
To, że ja w ogóle od malutkiego, bo miałam te 6-7 lat, jak zaczęłam grać w serialu, zaczęłam trenować taniec, więc tych obowiązków w szkołach było bardzo dużo.
Ja to musiałam łączyć, co mnie nauczyło niesamowitej organizacji i dyscypliny.
Momentami było bardzo trudno i teraz też momentami jest bardzo trudno.
A teraz masz opiekę obopólną?
Jakoś tak, że się wymieniacie?
Czyli co, masz tydzień dzieci?
Ojciec twoich dzieci ma też tydzień dzieci?
I wtedy ty tu tańczysz i dajesz z siebie wszystko, a potem tydzień starasz się być... Tak się nie da tańca z gwiazdami zrobić co dwa tygodnie.
No nie, nie, ale kiedy...
Moje dzieci są ze mną, to staram się poświęcać im jak najwięcej czasu i to się da zrobić.
No, one chodzą do szkoły i do przedszkola, więc wtedy jest czas na pracę, jak u każdego normalnego dorosłego człowieka.
I też moja mama mi bardzo dużo pomaga, więc kiedy są jakieś... Ja wiem, jak wygląda logistyka, to jest trudne po prostu.
To jest trudne, oczywiście, aczkolwiek jak odpadliśmy z Tańca z Gwiezdami, to pierwsze, co usłyszałam od mojej starszej córki, no to super, to teraz będziesz miała dla nas więcej czasu.
Ona wie, z czym to się je po prostu.
Oczywiście nie, też było jej bardzo smutno, bo ona jest bardzo wrażliwa i przeżywa wszystko.
No tak wiesz, na razie dla siebie jest mi bardzo trudno ją posłać na jakiekolwiek zajęcia, choć ma starsza moja Emilka absolutny dar i wielkie predyspozycje i taki dryg i taką charyzmę.
Jak ona staje, ona występuje przede mną w domu, to po prostu robi to tak, że ja mam ciary na ciele, a trudno o ciary
artystów, żeby ktoś cię po prostu, ale to jest taka prawda, taka autentyczność w tym, co ona robi.
No i mi jest bardzo trudno ją posłać na jakiekolwiek zajęcia taneczne, ponieważ ja się trochę obawiam, że ktoś ją będzie starał się włożyć w jakieś schematy i formy i ona zatraci tą swoją prawdę i autentyczność.
Ale ty jesteś dzieckiem, które się wychowało w show biznesie.
Boisz się, że to może być dla niej złe?
No do show biznesu to na pewno chciałabym ją jak najdalej od tego trzymać.
No chyba, że kiedyś sama będzie chciała, no to wiadomo, że nie będę jej niczego zabraniać.
I mam nadzieję, jeżeli by chciała coś takiego robić, to że jakoś tak mądrze jako mama ją w tym poprowadzę, mając swoje doświadczenie.
Ale na razie tak, niech robi swoje, niech trenuje.
Wiesz, ja niech trenuje, mówię w takim...
mówię o takiej myśli, że ja jestem nauczona tego od dziecka, że przede wszystkim musisz wytrenować, wypracować, wychodzić swoje i dopiero potem jest efekt, a nie, że wiesz, coś spada do ciebie w prezencie, więc ja też chcę nauczyć moich dziewczynek takiej rzemieślniczości, dobrze powiedziałam?
Żeby trenowały i rozwijały się pięknie ucząc.
Dziękuję bardzo serdecznie, Agnieszka Kaczorowska.
Dziękuję.
Dziękuję ci bardzo serdecznie.
Dzięki wielkie.
A ja wam mówiłam, że dzisiaj mnóstwo gości.
Na koniec Grzegorz Krychowiak jeszcze, który mam nadzieję, że gdzieś tu krąży.
Idzie, idzie, idzie, idzie.
Dzień dobry.
Jaka zmiana?
Czemu nie?
Ja jestem gościem.
A ja jestem gościem.
W nas nie stać na ciebie.
Proszę, tutaj zmiana.
Dzień dobry.
Miło cię widzieć.
Dziękuję.
Ale słuchaj, my nie mamy takich pieniędzy, żebyś prowadził onet rano.
A, prowadzi... A, bezpośrednio, dokładnie.
Dzień dobry.
Ja rozumiem, że ty pracy szukasz, ale... Aż tak to widać?
Aż tak to widać.
Aż tak to widać?
Słuchaj, tu nie ma lusterek, doszła, tak?
To nic cię szkodzi.
To jest elektronika cała.
No dobra, ale przynajmniej będę mogła...
Pięknie tutaj z tobą porozmawiać.
Masz jeszcze jakiś plan?
Nie wiem.
To już słuchaj, ja nie biorę odpowiedzialności za to, co robisz.
Teraz, drodzy państwo, z tej pozycji jeszcze nigdy nie robiłam tego, ale zaraz się ustawię i mam nadzieję, że nam pięknie wyszło.
Fajnie, że do mnie przyszłeś.
Mówię przyszłeś.
No spokojnie.
Powiedziałeś mi, że każdy dobry piłkarz mówi, że poszłem, a nie poszedłem.
Tak powiedziałem?
Tak mi powiedziałeś kiedyś.
Znaczy ja wiem, że jestem piłkarzem, ale zrozumiałem ten taki drobny żart, który z twojej strony.
Słuchajcie, mogę cię zobaczyć.
Fajnie, że przyszłeś.
Ale wiesz, wiesz co jest najgorsze, że jak ktoś to wytnie i nie będą wiedzieli, że to jest właśnie ten żart.
To jest tak samo jak Wojtek, tak właśnie, bo jak Wojtek kiedyś wrzucił zdjęcie z jakimś tam stylizacją, z płaszczem, coś takiego, tylko nie on zapomniał o tym, że to może w tym momencie było śmieszne.
Pamiętam, to jest w ogóle w filmie o Wojtku.
Albo w książce, nie wiem, ja widziałam wszystko i czytałam wszystko, ale znam to zdjęcie, jak on stoi z takim futrem i właśnie... Tak, i on po prostu zapomniał, że w przyszłości ludzie nie będą
Pamiętaj, że to był żart i mnie dotyczył.
To ty się tu cytujesz, nie ja.
Nie, nie, nie, naprawdę oni byli ten.
Słuchaj, bo widziałam wczoraj serial twój.
Poczyniłeś cztery odcinki, fajna przygoda.
Zaczyna się od tego, że siadasz na krześle i mówisz, że ja nie chcę takiej rozmowy.
Podoba ci się serial?
Podoba mi się, bardzo mi się podoba.
Wszystkie cztery odcinki oglądałaś?
Oglądałam razem z moim synem w obresu.
Co mnie zastanawia, bo widziałam oczywiście wcześniej Lewandowskiego, widziałam Szczęsnego, mówię o ich filmach.
Oni rzeczywiście siadają na krześle, rozmawiają sobie i opowiadają o życiu ciekawego człowieka.
Ty postanowiłeś zrobić to inaczej, bo potrzebowałeś podróży w głąb siebie?
Przede wszystkim nie chciałem robić takiego klasycznego kolejnego dokumentu.
Chciałem, żeby troszeczkę zrobić to po swojemu.
Podróże są moimi pasjami, więc stwierdziłem, że pojadę z tatą do Mongolii.
I z potrzeby kręcenia serialu zrobiłaś się podróż taty z synem.
Podróż, którą będziemy pamiętać do końca życia.
Ty te relacje z ojcem, one szybko się ucięły, bo ty się szybko wyprowadziłeś z ojcem.
Niekoniecznie, ale tak wyszło dopiero po tej podróży.
Odczuliśmy, że potrzebowaliśmy, zwłaszcza tata, powiedzieć mi pewne rzeczy.
Ale poznaliście się raz jeszcze?
Zbliżyliście się do siebie?
My byliśmy zawsze blisko z tatą.
Tylko po prostu to jest tak, siedzieliśmy sobie czasem i gadaliśmy o pogodzie i o tych sprawach.
No tak, a tutaj tata cię pięknie opier mandala za to, że nie umiesz rozpalić ogniska.
I nie tylko, to tylko, żeby tylko... A w Paryżu chyba tego nie uczą, co?
Nie, nie, nie, to żeby tylko, ale tam było tyle rzeczy, że nie mogliśmy tego wszystkiego tam włożyć.
A naprawdę po tym, jak skończyliśmy Mongolię...
to stwierdziliśmy, że już możemy tylko z tej Mongolii zrobić serial, sam film.
No tak, ale jest jeszcze kilka innych miejsc, które dla ciebie są istotne.
Na przykład Sevilla, gdzie jesteś Bogiem.
Jesteś tam cały czas Bogiem?
Już nie przesadzajmy, ale... Jak wychodzisz na ulicę, to tam dalej... Rozpoznają mnie ludzie, sprawia to przyjemność i ja tam grałem bardzo krótko w Sevilli.
Ale intensywnie, wiesz.
Ale intensywnie, dobrze i...
I sprawiło ciepło na sercu, te przywitanie tam na miejscu.
A sam wyjazd na tą górę, to jest taka trochę metafora nie tylko mojej, ale wielu ludzi kariera.
I tylko zależy na koniec dnia od ciebie, jak daleko zajdziesz.
Jak daleko zajdziesz.
Zastanawiam się, bo tam też pojawia się element... Prosto czy w lewo?
Ty nie możesz w lewo, wiesz?
Ja nie mogę?
Ja nie wiem, czy wy piłkarze możecie wszystko.
Podobno piłkarz to jest współczesny Bóg.
Czy nie?
No nie wiem, zaczynasz od poszłem, a później współczesny Bóg, czyli współczesny Bóg, który nie jest w stanie władać polskim językiem.
Też nie mogę.
Też nie możesz.
Te takie czerwone z białą linią.
Ale to proponuję ci następna w lewo, bo potem tam to już są problemy, bo jest tunel.
Tam nie możemy pojechać.
Tak, ale trochę widzę, że znasz Warszawę.
Znaczy Warszawa to jest taka mała miejscowość.
A Mrzeżyno to duża miejscowość?
Nie, nigdy nie powiedziałem, że duża, ale piękna.
Czemu tak rzadko jeździsz do domu?
Ja w pewnym momencie życia swojego zdałem sobie sprawę, że trochę zaniedbuję rodziców i nie jestem często w domu.
Bo lubię wyjeżdżać, lubię podróże.
Jestem piłkarzem, więc na co dzień albo jestem w danym kraju, albo tam.
Więc zawsze nie było czasu.
Aż do momentu, jak mój dobry przyjaciel stracił tatę.
I wtedy zrozumiałem, że w tym ferworze życia jutro może być za późno, albo za tydzień może być za późno.
I częściej przyjeżdżam, ale i tak to nie jest wystarczająco.
Jak wybuduje cię tę rodziną bliskość taką?
Bo twoja żona, żona, żonka chciałam powiedzieć, patrz, wymkło mi się.
Twoja żona jest francuską, rozmawia w języku francuskim.
Ty, słyszałam, że też całkiem nieźle sobie radzisz.
No, skończyłem studia, uniwersytet we Francji.
No właśnie.
No dobrze, ale ona przyjeżdża z tobą do rodziców?
przyjeżdżała, ale rzeczywiście ta komunikacja jest trudna, bo ona mówi po angielsku, moi rodzice nie za bardzo, więc ciężko sobie pogadać, jak się mówi cześć, jestem Celia.
Ta komunikacja między nimi nie jest taka czysta.
Ale słuchaj, takie słowa otwierają czasami wszystko.
Tak, tak, tak, ale to jest bardzo pozytywna, uśmiechnięta osoba, więc nie ma problemu.
Przy pierogu każdy się dogada?
Przy pierogu każdy mi się dogada, zwłaszcza tak.
Powiedz mi, jak to jest?
Podobno piłkarzom można wszystko.
Ja przyjechałem na zielonym, on na czerwonym stanu.
Powiedz mi, wracając do zakładu, bo ty zakładasz się parę lat temu z Wojtkiem.
Czy to była taka spontaniczna historia czy już wtedy bo to jest 2016-2017?
Pierwszy raz ktoś prowadzi po drugiej stronie?
Czy jest się wyróżniony?
Ale trochę tutaj mnie postawiłeś przed faktem.
Ja na przykład bardzo lubię prowadzić.
Ja też, no i wygrałem.
Nie czuję się komfortowo.
Ja nie czuję się komfortowo jako pasażer.
To nie jest moje miejsce.
To nie jest twoje miejsce, tak?
To nie jest moje miejsce, nie, nie, nie.
Ja tutaj nie mam pedału gazu ani, wiesz, hamulca.
To nie jest moje miejsce zupełnie.
No trudno, no widzisz, wygrałem.
Tak, a żonę wozisz, czy żona ciebie wozi?
A jak się napijesz czasami, to kto jest kierowcą?
Nie piję alkoholu.
Nigdy?
No nie.
Ale już ty jesteś po karierze, już możesz czasami.
Ale nigdy alkohol nie sprawiał mi przyjemności, nie lubię smaku i nie widzę takiej potrzeby.
Bo ludzie łapią się za łeb pewnie, co?
No, z drugiej strony Polacy to też.
Też mamy nienajlepszą reputację pod tym względem.
No dobrze, ale w filmie, ale w twoim serialu jest duża dyskusja z tatą na temat sprawdzania was jako chłopaków, bo masz jeszcze dwóch braci, na temat tego, co spożywaliście i zażywaliście.
Ale to bardziej dotyczyło moich moich braci dlatego, że jak wyjechałem jak ja pojechałem do Kobrzyku to miałem 10 lat no to jeżeli bym zaczął pić alkohol w wieku 9 lat to jest.
Nie nie nie nie nie nie to to to dotyczy bardziej chyba moich braci.
Bo moi bracia zostali dłużej w domu, a ja wyjechałem dosyć wcześnie.
Chcesz mi powiedzieć, że ty w ogóle nie miałeś przestrzeni na to, wyprowadzając się tak wcześnie z domu, żeby rodzice cię w jakikolwiek sposób wyznaczali pewne granice?
Ja, tak zastanawiając się, przez całe życie mogłem tak naprawdę robić, co chciałem.
I stąd właśnie ta edukacja ze strony rodziców w młodym wieku, 0-10, była kluczowa, bo jak wjeżdżasz do internatów i jesteś tam sam na co dzień, jeszcze ze znajomymi, no to możesz robić różne rzeczy.
I... A tobie to zostało zabrane, czy...?
Nie, to nie było dla mnie żadnym problemem.
Po prostu tak naturalnie to wszystko... Tak wyszło.
I dla pewnych ludzi to są jakieś wyrzeczenia,
Ale dla mnie... Nie, bo to jest czasami przywilej albo zmora pewnego wieku, wieku dojrzewania, buntu takiego.
I tak może w pewnym momencie później to może brakować tego, ale ja jakoś nie.
Czy ty kiedykolwiek byłeś niegrzecznym chłopcem?
O nie, no pewnie, no to jak ja robiłem różne rzeczy, jak byłem mały, wybijałem szyby i tak dalej, i tak dalej, to ja miałem normalne, ale zarazem piękne dzieciństwo.
Czyli taki Grzesio Łobuz?
Tak, no pewnie.
Te historie to można pisać i pisać.
Pewnie moja mama będzie wiedziała, bo ona zawsze mnie chroniła przed tatą i jak coś zrobiłem, to nigdy jemu nie mówiła.
Czyli to była taka wasza tajemnica.
Czyli dla braci i dla rodziców dalej jesteś małym Grzesiem?
Ciężko mi to czasem zaakceptować, że już mam 35 lat.
Już dopiero, daj spokój.
35 lat, to pora na dzieci, rodzinę.
Kto w tym samochodzie jest... Ja jestem starszym.
Starszym jestem pasażerem, jak nie najstarszym.
Może jak dasz mi skończyć, to zaraz sobie powiem, co chciałem powiedzieć.
Kto jest w tym samochodzie emerytem?
No właśnie.
No to 30, może 35 na papierze, ale to jest wiesz.
A emeryci jeszcze mają dzieci?
Planujesz rodzinę?
Takie są plany.
Takie są plany.
Spoko, fajnie.
Nie, bo tak, wiesz, twoi koledzy wszyscy już mają latorość, biegają gra na tym boisku, a te geny czasami warto przekazać dalej.
Chciałbyś, żeby twoi dzieci były zaangażowane w piłkę?
Chciałbym, dlatego, że nie będę ich do niczego zmuszał, niech robią, co chcą, ale chciałbym, bo piłka nożna bardzo dużo uczy.
W piłkę warto grać, bo nie tylko stajesz się piłkarzem, ale kształtuje cię jako człowieka.
Wszystko zależy od ciebie, jest wszystko w twoich rękach, od twojej ciężkiej pracy.
No dobrze, ale ludzie cię znają jako takiego idealnego pedanta.
Wszystko czyściutko, wyprasowane, zawsze dobrze ubrany, elegancki.
A szatnia się kojarzy z takim smrodem, z tym brudem.
Jak ty to zniosłeś przez tyle lat?
Ale ty masz w ogóle złe wyobrażenie.
Chcesz mi powiedzieć, że w naszej szatni pachnie?
Nie, nie o to chodzi.
Masz złe wyobrażenie o mnie.
Ja taki nie jestem.
Nie jesteś taki?
Nie, zupełnie.
A jak kropla na blacie spadnie, to ty jej natychmiast nie wycierasz?
Zależy gdzie.
Mam takie... Zależy gdzie.
U mnie w domu tak, to rzeczywiście mam pretensje do żony, że zostawia buty na wejściu, ale... Ale kocham ją, więc nie ma afery.
No, zależy kiedy.
Nie, było tak, że patrzę jeden dzień, drugi dzień, trzeci dzień, mówię, seria, minęło trzy dni.
Tam leżą, zdałem ci jeszcze jeden dzień i je wyrzucę.
To trochę takie zabrzmiało, to trochę jak mój tata.
A widzisz u sobie ojca?
Wydaje mi się, że ciężko nam to zaakceptować i nikt nie chce słyszeć, że... Nikt?
No pewnie tak samo.
W dalszym przypadku, czy widzisz swoją osobę, matkę, mówię o kobietach.
Nie, ja nie piję.
Nie pijesz herbaty?
Nie piję.
Ale nikt nie chce słyszeć, że jesteśmy tylko wersją naszych rodziców.
20-30% różnicy.
A na koniec dnia tak jest.
A na koniec dnia tak jest.
Zastanawiam się, bo ten smród szatni... Co ty masz ten smród szatni?
No a powiedz mi, że pachnie w szatni po meczu.
A ty chodzisz na siłownię?
Nie, na pilates.
Na pilates.
My kobiety pachniemy.
Nawet jak leżymy na łóżku do pilatesa.
Jesteście księżniczkami i nie chodzicie toalety i tak dalej.
To ja wiem.
A który z odcinków ci się najbardziej podobał?
Jak pewnie obejrzałaś jeden albo dwa?
Nie, obejrzałam, naprawdę obejrzałam.
Wiesz co, chyba jestem... Sevilla bardzo mi się podobała, czyli drugi.
Nie, poczekaj.
A trzeci odcinek, czyli jakby ta relacja z Paris Saint-Germain, no taka trudna relacja i taki moment, kiedy rzeczywiście ty masz...
No, jak nie grasz, no to to jest taki... No, to on jest najbardziej wzruszający.
Ale wiesz, co mi się podobało w całości najbardziej?
To, że ludzie mają szansę cię poznać jako fajnego gościa, bo myślę, że od tej strony cię by nie poznali tak bardzo.
Nie, dlatego ja w pewnym momencie, kiedy kręciłem ten serial, który wychodzi w Sky Show Time 29 listopada.
Tak, za chwilę.
W pewnym momencie, jak pojechałem z tatą, to tak doszło do mnie, może tego za dużo jest, w sensie za dużo się otworzyliśmy, bo tyle, co zostało powiedziane w tym serialu, to jeszcze nigdy tak nie miałem.
Ale z drugiej strony tak się bawiłem, że musiałem się przestawić i powiedzieć sobie, że nie jesteśmy tutaj dla przyjemności, tylko żeby kręcić serial.
Ale to w serialu mówisz, że musiałeś nieźle zapłacić żonki, żeby wzięła udział.
Ona nie chciała?
Nie.
Ta sytuacja, w której ja to mówię, umówiłem się z Wojtkiem Szczęsnym, że to nie.
Wojtek był akurat w tym samym czasie i mówię, chodź Wojtek, pojedziemy.
Razem tam zrobimy coś śmiesznego.
Wojtek chyba nie odebrał nas telefonu.
I mówię do Serii tak, Seria, jednak wiem, że jesteś planem B. Okej.
Bo Wojtek nie odebrał telefonu i dlatego ja mówię, że musiałem ją namawiać, bo ona miała inne plany i zupełnie... Okej, czyli było planem B, ratuje cię on zawsze.
Tak, w tym momencie tak.
Patrząc na wasz związek, kto jest głową, a kto jest szyją?
Myślę, że aż takiego podziału nie ma.
Ja bardzo dużo zawdzięczam swojej żonie, bo może podporządkowała się, to nie jest idealne słowo, ale moje karierze, jeździła ze mną wszędzie.
Dała ci przestrzeń.
Dała mi przestrzeń, ale w sensie, że pozwoliła mi robić to, co kocham.
Ja to bardzo doceniam.
Ja to bardzo doceniam.
Bo to nie jest oczywiste.
Wszyscy mogą powiedzieć, bo to żona piłkarza, to ona nie może narzekać.
A jak zmieniasz miejsce zamieszkania co rok, co dwa lata, to na dłuższy okres... Wszystko musisz budować od początku.
To jest trudne, to nie jest takie oczywiste.
Ale zawsze było takie na początku trochę narzekania, ale jest to osoba pozytywna i po tygodniu, jak już znalazłeś mieszkanie, jak już wszystko sobie przygotowałeś,
Co ty będziesz robił na tej emeryturze?
Co będę robił?
Słuchaj, na razie już tak zaczyna mi się podobać.
Będziesz chciał prowadzić Onetra, no to już wiemy, ale naprawdę... Zaczyna mi się to podać.
Kręcimy się w kółko.
Będziesz musiał zejść z zestawek trochę tych piłkarskich, bo nie wiem, jak my tutaj podołamy, żebyś był naszym redakcyjnym kolegą.
Nie przesadzajcie, tak, bo ja wiem, ile kawa w Warszawie kosztuje.
No wiem, no wiem, że w Europie jest taniej.
Słuchaj reprezentacja, bo my jesteśmy przed meczem z Albanią.
Czy ktoś ci wysłał to dzisiaj?
Nie, ale jesteśmy przed meczem z Albanią.
A jeśli wygramy z nimi to z kim później będziemy grać?
Teraz w tej chwili już nie wiem.
Nie, tego nie pamiętam, naprawdę.
Nie, ale wiem, że... Że piłka jest jedna, dwie brak... Nie, poczekaj, nie, nie, nie, poczekaj.
Nie, nie, nie, nie.
Bo jeżeli chodzi o piłkę, to trochę wiem, bo oglądam wszystkie mecze i w redakcji o tym dokładnie wiedzą.
Ale powiedz mi tak, ale czemu jak się cię pytam, to nie możesz powiedzieć, nie za bardzo się znam.
Trochę się znam.
Jak na kobietę uważam, że dużo wiem, bo oglądam większych meczy.
Wiem, że ilu was jest na tym boisku.
Wiem, że bramki są dwie.
Wiem, że się bardzo pocicie.
I wiem, że za każdym razem śpiewamy Polacy, nic się nie stało.
Wyjmij mi ten nóż z pleców, bo to mnie zabolało w takim razie.
Nie, ale dobrze, powiedz mi, bo niektórzy panowie pod, że tak powiem, zarządzaniem pana Urbana wrócili do reprezentacji.
Nie ma szans?
Nie ma szans.
A co daje granie z orzełkiem na piersi?
To jest coś wybitnego?
Tak, dlatego że jak... To jest nieporównywalne nawet z największymi zespołami europejskimi?
To jest zupełnie coś innego, dlatego że nikt cię nie zmusza do gry w reprezentacji.
I ktoś cię wybrał do tego, żebyś mógł grać.
Reprezentować swój kraj w Europie i na świecie.
I kiedy to robisz, to jest duma, przyjemność, a zarazem ogromna odpowiedzialność.
Ja mam tu koszulkę, którą będziesz musiał zaraz podpisać.
Oczywiście z orłem polskim.
No właśnie nie, ale to zrobimy zaraz.
Skoro lubisz się zakładać, to może się założymy jakoś jeszcze na koniec.
Tu w prawo, bo już nam nie krzyczą, że za długo jeździmy.
Jak lubisz prowadzić, nie wystartowałbyś w jakiejś wielkiej wyprawie samochodowej?
Więcej detali potrzebuję.
Zmieściłbyś się w Mały Fiacie?
Jeździłeś kiedykolwiek małym Fiatem 126P?
Powiem Ci tak.
Jeszcze prosto, tam się wjeżdża od drugiej strony.
Powiem Ci tak, nawet chciałem sobie kupić Fiata takiego.
Właśnie się rozglądam.
Nie, poważnie mówię, no mi się podoba ten samochód, bo ma taki, jest stylowy według mnie.
Ale wiesz, no ja tak za bardzo nie chcę wychodzić przed szereg.
Zorganizujemy taką wyprawę Onetu, pojedziesz?
Nic nie obiecuję, ale ja nigdy nie odrzucam oferty, której nie dostałem.
Więc jeżeli coś będzie interesującego... Dobra, to wrócimy do tematu.
To wrócimy oczywiście z przyjemnością.
Grzesiu, musimy kończyć, bo na mnie strasznie krzyczą, bo mieliśmy skończyć w 12 minut temu.
A jeździmy w kółko, bo nie wiesz, dokąd jechać z powrotem.
Ja ci pokażę.
Dziękuję.
Świetnie prowadzisz.
Dziękuję.
prawo, prawo, prawo, dziękuję ci bardzo serdecznie nie, bo oni tam na mnie krzyczą aha, czyli ktoś na ciebie krzyczy i być wiedział, że już musisz wracać do bali czyli ktoś na ciebie krzyczy i ty krzyczysz na mnie to jest takie, nie chcę powiedzieć jakie ja nie jestem niemiła, broń Boże, dziękuję ci nie, brakowało tylko, żebyś była niemiła na gości, na żywo w programie 9.27, dziękuję ci, że jesteś to była przyjemność trzymajcie się
Na program zaprosił McDonald's.
A dziś weźmiemy Państwa na wyprawę.
Na wyprawę daleką, wyprawę wysoką, wyprawę wspaniałą.
Państwo wiecie, że ja kocham góry, często o tym mówię wolne trano, ale ja nie byłem tam, gdzie bywa nasza gościnni dr Patrycja Ionecko.
Długo mógłbym wymieniać Twoje tytuły, to czym się zajmujesz, ale powiedzmy, że medycyna wysokogórska to jest ten wątek, którym dzisiaj się zajmiemy, bo Patrycja towarzyszyła chociaż bandżowi Bargielowi, który był w tym miejscu,
Kilkanaście dni temu zjazd z Mount Everestu na nartach bez tlenu.
Wielki wyczyn, ale ty też współpracujesz przy tych wyjazdach komercyjnych w te najwyższe partie gór na świecie i o górach, o tych wyprawach dziś porozmawiamy.
Czy każdy jest w stanie wejść na te 8 tysięcy i więcej metrów?
To jest bardzo dobre pytanie.
Bardzo trudne pytanie również.
Moją pasją jest umożliwianie
Wszystkim osiąganie jakby celów górskich.
Także ja nie mówię tutaj tylko o takich atletycznych wejściach, jak wejście Andrzeja, ale również na przykład o wejściach osób, które mają jakieś kompleksowe problemy medyczne.
Także jeżeli zapytałbyś mi się, czy kiedyś komuś odmówiłam wejścia, to moja odpowiedź byłaby nie.
Nigdy nie odmówiłam nikomu wejścia i były osoby, nie wiem, po przeszczepie szpiku powiedzmy, które weszły na Kilimanjaro, czy osoba o kulach, która weszła na Kilimanjaro tylko z jedną nogą.
Natomiast jakby najważniejsze w tym wszystkim jest ta wstępna tego ocena,
co chcesz osiągnąć, gdzie, w jakich warunkach, jakie masz limitacje, jak my możemy to umożliwić i czy to jest w ogóle do zrobienia bezpiecznie.
Nie pytam o to, bo góry stają się modne i to piękne i wspaniałe, kochamy góry, wybierajmy się w góry, to jest znakomity element spędzania wolnego czasu, znakomita szansa, żeby być blisko natury i walczyć samemu ze sobą.
Tyle, że czym innym jest wejście na szczyty teatr, na Rysy nawet, a czym innym jest porwanie się na Mount Everest, gdzie dziś teoretycznie każdy może.
Są te wyprawy komercyjne, przygotowywane i dlatego też pytam, czy rzeczywiście każdy siedząc gdzieś tam w zakamarkach swojego domu i mając odpowiednie fundusze, bo to tu też gra rolę, może powiedzieć, okej, jadę.
To znaczy, ja bym może zaczęła od tego, że to się zmieni od przyszłego roku.
Jest nowe prawo teraz w Nepalu, gdzie żeby dostać permit, czyli to pozwolenie na wejście na WRS, trzeba już wejść na jeden siedmiotysięcznik w Nepalu wcześniej.
Czyli trzeba się sprawdzić wcześniej na... Tak, czyli jakby...
Jest taka próba uregulowania tych wejść komercyjnych, które przez ostatnie kilka lat, no to jest prawdą, że jeżeli miało się bardzo duże sumy pieniędzy, można było bez większego przygotowania teoretycznie wejść i jakby główną osobą, która decyduje, czy ktoś może jechać, czy nie, jest przewodnik wysokogórski, który prowadzi daną grupę, daną wyprawę i jakby on...
No filtruje tych klientów, tak?
I jest taka szara strefa, gdzie są przewodnicy, którzy są bardzo doświadczeni, bardzo dobrzy, którzy na przykład nie wzięliby kogoś bez doświadczenia, którzy chcą, nie wiem, przez sześć miesięcy się powspinać z kimś na innych górach, wejść na Blanka może razem, żeby zobaczyć jak ta relacja z klientem się układa, ale są też...
firmy, które oferują wejścia takie, że się można zapisać, które jakby nie mają takich samych standardów.
I później niestety czytamy i słyszymy o tych tragediach w górach, które się zdarzają, bo po prostu ktoś jest nieprzygotowany.
A te profesjonalne wyjazdy, tak jak chociażby z Andrzejem Bargielem, tutaj przygotowania są oczywiście zupełnie inne, ale finalnie z twojej perspektywy to jest tak, że do pewnego momentu ty widzisz te osoby, którymi się opiekujesz podczas takich wyjazdów,
W jakimś momencie zostajesz w którymś kampie, w którejś bazie, a oni idą tam wyżej.
I czy jest to Andrzej z tymi nartami na plecach, wchodzący na Mount Everest i później zjeżdżający, czy są to komercyjni klienci?
To jakie to są emocje z twojej strony, kiedy ty zostajesz tam niżej, wiesz, że oni idą do góry, jedyne połączenie to jest połączenie przez radio, no w jakiejś mierze odpowiadasz za nich.
Znaczy wiesz co, emocje są bardzo mocne, bardzo skrajne czasami.
Wydaje mi się, że pomaga mi w nich to, że w mojej pracy codziennej ja jestem lekarzem z kardioanestezji i intensywnej terapii transportu osób krytycznie chorych, więc dla mnie ten taki poziom emocji, że coś może się stać w każdej chwili i głównie moja praca polega na tym, żeby temu zapobiegać,
i jakby tylko działać, jeżeli się coś dzieje, jest bardzo podobna, tak?
I w momencie, kiedy jakby ja nie jestem, to też nie jest tak, że ja nie wiem, gdzie oni są, bo są sposoby monitoringu.
My mamy biomonitoring, jeżeli chodzi o ich jakby akcje serca i tak dalej.
My mamy garminy, gdzie wiemy, gdzie oni są na górze w każdym momencie, nawet jak ich nie widać.
Możemy oglądać ich na dronach i jesteśmy w stałym kontakcie radiowym.
Także to nie jest tak, że jakby...
że oni są zupełnie odcięci.
Natomiast jest taki lekki poziom stresu zawsze u mnie, jakby takiej gotowości na wszystko w każdym momencie.
A przy okazji wyprawy Andrzeja Bargiela, przy tym się zatrzymajmy na chwilę, bo to jest coś, co śledził cały świat, a my w Polsce już na potęgę.
Który moment był najtrudniejszy?
No bo oczywiście wejście na szczyt, kiedy normalnie zdobywamy górę.
Jest trudne, zejście bywa jeszcze trudniejsze, ale kiedy facet chce zjechać na nartach bez tlenu z najwyższej góry na świecie, no to już ten poziom trudności i tych elementów, na które trzeba uważać, jest niewyobrażalnie duży.
Który moment był najtrudniejszy tej konkretnej wyprawy?
Wiesz co, dla mnie chyba najtrudniejsze było to, że warunki pogodowe były takie, których my się nie spodziewaliśmy.
Mówię w tej chwili głównie o ilości śniegu.
I jakby to, że to podejście zajęło tak dużo czasu ze względu na to, jakie ono było trudne,
było bardzo ciężkie do oceny, bo jakby on cały czas szedł dalej i dalej i dalej.
I jakby w którym momencie my baliśmy się, czy na przykład on powinien już zawrócić, kiedy powinien być ten moment, że może już jest za późno, żeby go zawrócić.
Natomiast Andrzej jest niesamowicie intuicyjny, bardzo doświadczony i on zna siebie i to środowisko, w którym jest bardzo dobrze.
I my jakby wtedy ufaliśmy mu z tym, że było bezpiecznie, żeby on dalej kontynuował.
Także chyba dla mnie najtrudniejsze było właśnie to, jak długo to podejście finalne szczytowe trwało.
Przypomnijmy, że mówimy o strefie śmierci.
Państwo teraz oglądacie zdjęcia z tej wyprawy.
A był taki moment, Patrycja, kiedy...
Zostawiliście te decyzje Andrzeju, mówiliście, że słuchaj, jesteś już tam tak długo, warunki są tak trudne, decyduj, bo tutaj robi się naprawdę niebezpiecznie.
Decyduj sam, to jest twoje życie, twoja decyzja.
Był taki moment w czasie tej wyprawy?
To znaczy Andrzej jest osobą strasznie doświadczoną.
I jakby Janek czy ja, my jesteśmy doradcami,
Natomiast decyzje są zawsze jego.
I tak jak mówię, my tym decyzjom ufamy, bo on jakby zawsze podejmuje najlepsze.
Wydaje mi się, że mi by na przykład było bardzo ciężko tę decyzję podjąć.
Myślę, że to nie jest ostatni wyjazd Andrzeja, o którym mówimy ostatnio, jeżeli mówimy o łamaniu kolejnych barier, bo patrząc na to, jak mówi, jaki ma fokus na swoje cele, to myślę, że jeszcze wiele barier pokona.
Bliższych nam, no bo Andrzej to jest ponad człowiek, jeżeli chodzi o to, co on jest w stanie fizycznie zrobić, ale te wyjazdy komercyjne i generalnie te wyjazdy w góry wiążą się z tym słowem, które ty użyłaś już kilkukrotnie, zaufanie.
Kiedy idziemy w te wysokie góry, nie jesteśmy sami najczęściej.
Mamy tego partnera, no i tutaj teraz przechodzimy z tej strefy, którą ty znasz, czyli bycia tam na miejscu i wiesz, co się dzieje.
do tego, co my znamy z przekazów medialnych, czyli chociażby ten Mount Everest.
Niektórzy mówią, że to największy cmentarz w górach na świecie, bo liczba osób, które zostały na zawsze tam, jest ogromna.
Czy to dzisiaj jest coś, co rzeczywiście się zdarza, że idziemy w te góry, ktoś z naszej grupy już nie ma sił i teraz mamy taki dylemat, pomagać mu, zostawić go, tam jest szczyt, mam godzinę, żeby ten szczyt zdobyć, tyle zachodu.
Są takie dylematy przy okazji wyjazdów dzisiaj w góry, czy to jest coś, co znamy raczej z filmów i z książek?
Wiesz co, dla mnie takiego dylematu nie ma zupełnie.
To nie jest w ogóle pytanie...
To się nie pojawia, jakie pytanie.
Priorityzacja ludzkiego życia jest zawsze numerem jeden.
Osoby, z którymi ja współpracuję, też zupełnie nie zadawałyby takiego pytania.
Myślę, że najważniejsze jest to, jeżeli chodzi o zaufanie.
Te sytuacje kryzysowe, które się mogą wydarzyć, my jakby przygotowujemy się zawsze na najgorsze, a liczymy na najlepsze.
To jest trochę tak jak podobne może do bycia pilotem.
Czyli my w tej fazie przygotowania do ekspedycji, która trwa miesiące, są rozmowy na te wszystkie trudne tematy i jakby bardzo ważne jest to, żeby wszyscy mieli ten sam mentalny model tego,
jaki jest kodeks etyczny takiego wyjazdu, jakie są priorytety i to na przykład, że w momencie, kiedy taka sytuacja zaistnieje, bo ona może zaistnieć, że to nie jest rozmowa, którą my wtedy odbywamy w czasie kryzysowym, tylko jakby wiadomo, że priorytetyzacja to jest ratowanie ludzkiego życia.
Czyli jest ten cały długi okres przygotowania, kiedy przepracowujecie te różne modele, różne możliwości i wiecie, co w tych chwilach można robić.
Ten kodeks etyki górskiej wydaje mi się, że on istnieje w tym środowisku, on jest bardzo mocny, jest bardzo uniwersalny.
W momencie, kiedy pojawiają się komercyjne wyprawy, gdzie jest klient, przewodnik, ta zależność, ja zapłaciłem, ty mnie musisz wprowadzić, nie oddam tlenu, bo zapłaciłem za tlen.
Przez ostatnie kilka lat pojawiały się takie dosyć trudne sytuacje, natomiast wydaje mi się właśnie, że to, że to jest medialnie tak nagłaśnianie, jakby pomaga w tej rozmowie, bo jest jakby, no nie wiem, ten...
mała jest akceptacja tego, żeby się ktoś zachowywał w taki sposób, który dla mnie jest nieetyczny zupełnie.
I mam wielką nadzieję, że takie zachowania, o których mówimy, które opisywały też media światowe, no ja tylko znam to z przekazów, nie byłem tam i raczej tam nie będę, ale że one się nie zdarzą, że po prostu to wejście na górę to będzie to bardzo zdroworozsądkowe podejście do tej rywalizacji człowiek-góra.
A kończąc, jaką masz taką jedną, to moglibyśmy pewnie wymienić ich w dziesiątki, ale taką jedną najważniejszą
radę dla naszych widzów, dla nas ludzi, którzy chodzą w góry, te nieco niższe, te nieco wyższe.
Wydaje mi się, że chyba bycie szczerym z samym sobą i bycie szczerym z osobami, z którymi się chodzi.
w sensie takim, jaka jest moja motywacja, dlaczego ja tu jestem, co ja chcę tutaj osiągnąć.
I chyba też z mojego punktu widzenia właśnie takie solidne przygotowanie do tego wyjazdu, że są naprawdę rzeczy takie podstawowe, które można ustawić przed wyjazdem, można się dobrze przygotować, które później naprawdę pomagają.
I jakby takie świadomość tego wszystkiego i chyba też edukacja a propos tego, co się może wydarzyć.
No i mam nadzieję, że ta rozmowa była takim elementem edukacji.
Poznaliśmy te różne możliwości i wejścia Andrzej Bargiel kontra my wszyscy, którzy też chcielibyśmy tam być.
Swoje możliwości, przede wszystkim to słowo, które warto zapamiętać, to zaufanie do partnerów i do samego siebie.
Tam, wysoko w górach, niezwykle istotne.
Doktor Patrycja Jonecko, bardzo dziękuję, że byłaś naszym gościem.
Dziękuję bardzo.
Wielu udanych wypraw i zawsze bezpiecznego powrotu z wszystkimi.
Do zobaczenia w górach.
Do zobaczenia w górach, tak.
Może połączymy się jakimś komunikatorem, jak będziesz w tych wysokich górach, a ja z tych niższych wtedy będę do was machał.
Bardzo dziękuję.
Wszystkiego dobrego, dobrego dnia.
Nedrano poleca się oczywiście w poniedziałek od 7.55.
Będziemy na państwa czekać.
Ostatnie odcinki
-
Onet Rano. Goście: Suchoń, Samsonowicz, Ciesioł...
03.02.2026 09:45
-
Onet Rano. Goście: Dębek, Komornicki, Kowal, Os...
29.01.2026 09:46
-
Onet Rano. Goście: Gajewska, Barbasiewicz, Świt...
28.01.2026 08:53
-
Onet Rano. Goście: Gramatyka, Rak, Piotrowski, ...
27.01.2026 14:28
-
Onet Rano. Goście: Płudowski, Brejza, Bryc, Wil...
26.01.2026 09:15
-
Onet Rano. Goście: Sellin, Sadura, Chorzewska, ...
22.01.2026 11:14
-
Onet Rano. Goście: Panczenko, Motyka, Szewko, G...
21.01.2026 12:29
-
Onet Rano. Goście: Kwiatkowski, Trybalski, Góra...
20.01.2026 12:08
-
Onet Rano. Goście: Zembaczyński, Korus, Kołodko...
19.01.2026 09:40
-
Onet Rano. Goście: Siemoniak, Gądek, Baltaza, T...
15.01.2026 09:48