Mentionsy

Onet Rano.
29.08.2025 07:40

Onet Rano. Goście: Wyrwał, Jachira, Maciejczak, Kuna, Pakosińska CAŁY ODCINEK

W piątek w "Onet Rano." przywita się Odeta Moro, której gośćmi będą: Marcin Wyrwał, Onet; Klaudia Jachira, Koalicja Obywatelska, Zieloni; Marcin Maciejczak, wokalista; Eliza Kuna, adwokatka; Katarzyna Pakosińska, artystka kabaretowa, prezenterka telewizyjna. W części "Onet Rano. WIEM" gościem Magdaleny Rigamonti będzie: Ewa Winnicka, dziennikarka.

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 890 wyników dla "Prawa i Sprawiedliwości"

Dzień dobry, dzień dobry, dzień dobry.

Witam was bardzo, bardzo gorąco.

Tak i gorąco to naprawdę jest dosłownie gorąco.

Ja nie wiem ile w tej chwili jest stopni, ale przypuszczam, że już bardzo dużo, bo naprawdę czuję na karku i na plecach...

Piękne promienie słońca.

Ten dzień ma być chyba najcieplejszym dniem, ostatnim praktycznie dniem wakacji, bo w poniedziałek idziemy do szkoły powiedzieć dzień dobry nauczycielom i nauczycielkom, więc korzystajcie z tego.

Mam nadzieję, że dobrze was w tę gorącą atmosferę wprowadzimy.

A dzieje się dużo.

Na początek w kwestii gości pojawi się Klaudia Jachira, Koalicja Obywatelska Zielonie.

Oczywiście skomentujemy wszystko to, co się dzieje w polityce.

Nie tylko mówię tu o faktach, ale też o gestach, słowach i zachowaniach.

Potem Marcin Maciejczak, wokalista.

Taki młody chłopak, on był u mnie jeszcze zimą jakoś.

Wtedy rozmawialiśmy o jego pierwszej płycie, teraz rozmawiamy o kolejnej.

Ma na siebie pomysł, jest plan, czy go zrealizuje, czy będzie skuteczny, czy potem na...

W jego koncertach będzie tak dużo ludzi jak na Dawidzie Podsiadło na przykład, czy na Sanach, bo to oni umieją wypełnić stadiony.

Może Marcin Maciejczak dokładnie taki sam pomysł na siebie ma.

Eliza Kuna, adwokatka, napisała ciekawą książkę o wszystkim tym, o czym nie mówią ci przed ślubem.

No właśnie.

Tak, tam jest bardzo dużo pytań, bardzo dużo zagadnień, ale znajdziecie odpowiedzi na wszystkie pytania, które mogą was dręczyć, jeżeli czegoś formalnie z punktu prawnego nie wiecie o tak bliskiej relacji jak ten drugi człowiek, z którym czasami decydujemy się na związek małżeński.

Katarzyna Pakosińska, artystka kabaretowa i prezenterka telewizyjna o naszym poczuciu humoru na koniec, także na pewno będzie taka dawka śmiechu, piątkowa dawka śmiechu, bo umówmy się

To jest taki dzień, kiedy już możemy włączyć zupełnie inny, jeszcze wakacyjny, ale już na pewno weekendowy tryb.

Jeżeli chodzi o pogodę, to oczywiście mam dla was plan na ten weekend.

Mam też przegląd prasy i zajrzymy do internetu.

Tam na przykład duże przetasowania, jeżeli chodzi o sondaż zaufania.

Powiem tyle.

Karol Nawrocki, prezydent Karol Nawrocki traci i jest tu wylider.

O tym, kto taki, to już za chwilę.

Najpierw jednak pogoda.

Widzę, że tutaj osa mi się do mojego

do mojej kawy dobiera, mam nadzieję, że... Proszę tu nie podlatywać, to są moje sprawy.

Dobra, zaczynamy kochani, zaczynamy od pogody.

No i patrzymy na mapy, patrzymy na mapy.

O, wyłączyły się mapy.

Co się stało?

Patrzymy na mapy, na dzisiejsze mapy.

Tu mam sobotę, niedzielę, ale jest piątek, 29 sierpnia.

Jak popatrzycie na Polskę, to śmiało zobaczycie, że ta mapa podzielona jest na pół, na wschodnią i na zachodnią.

Ta wschodnia będzie skąpana w słońcu, chociażby na Warmii i Mazurach, czy w Łodzi pojawią się drobne opady.

Ta zachodnia niestety skąpana absolutnie w deszczu i w chmurach.

Od Szczecina po Gdańsk, od Wrocławia przez Poznań, Bydgoszcz, Zieloną Górę i Gorzów Wielkopolski.

Sobota i niedziela.

Najpierw sobota.

Sobota będzie różnie, chciałoby się powiedzieć, bo będzie świeciło słońce i będzie padał deszcz na zmianę.

Są też miejsca, gdzie zagrzmi, najprawdopodobniej w Krakowie.

Takie miejsca, gdzie słońce na pewno się nie pojawi.

To Trójmiasto, Warmia i Mazury, Suwalszczyzna, Podlasie, Bydgoszcz, Poznań, Wrocław, Opole, Katowice i Zakopane.

Słońca możecie szukać na zachodzie, czyli od Szczecina, Przezgorzów, Wielkopolski, aż do Zielonej Góry, w Warszawie, w Lublinie i w Rzeszowie.

W niedzielę, gdzie są te mapy, są nie po kolei, czekajcie, w niedzielę, proszę bardzo, w niedzielę już będzie bardziej słonecznie, popatrzycie na Polskę od, patrząc...

Tak jak ja, od lewej strony, czyli od zachodu.

I tam cały zachód, cała centralna Polska w słońcu.

Suwałki Białystok i Rzeszów oraz Zakopane to miejsca, gdzie pochmurno będzie.

No i temperatury, a te są bardzo ważne.

Dziś będzie bardzo, ale to bardzo ciepło.

Ci, którzy planują, czy też rozpisują te prognozy, twierdzą, że to naprawdę najcieplejszy ostatni dzień wakacji.

33 stopnie w Krakowie i to jest najwyższa wartość.

W Krakowie i w Warszawie.

31 w Łodzi, 32 w Kielcach, 32 też w Lublinie i w Białymstoku.

30 w Katowicach i Rzeszowie.

Suwałki 29 stopni.

Mówię 20, bo 20 znajdziecie już w Szczecinie.

Zobaczcie jaka różnica.

Prawie 12 stopni.

13, przepraszam, stopni różnicy między Krakowem a Szczecinem.

Jeżeli popatrzycie na sobotę i na niedzielę na te temperatury, one również są wysokie, co prawda już nie tak jak w piątek, ale w sobotę wahać się będą między 21 w Gdańsku, w Trójmieście, do 29-30 nawet Rzeszów, Lublin tu na południowym poziomie.

zachodzie Polski reszta kraju pomiędzy dwadzieścia trzy cztery a nawet pięć stopni Kraków Katowice tutaj dwadzieścia sześć dwadzieścia osiem stopni dwadzieścia osiem też w Kielcach jeżeli ktoś jest na Mazurach dwadzieścia trzy dwadzieścia cztery na ostatnią sobotę wakacji całkiem przyzwoicie bardzo podobnie w niedzielę co prawda Zakopane będzie miało najniższą wartość tam osiemnaście stopni

Ale te 25, 26, 27 stopni to będą ogólnopanujące temperatury w całym kraju.

27 w Opolu, tam będzie najcieplej.

Mazury, Suwalszczyzna 23, 24, podobnie w Trójmieście.

I to tyle w kwestii pogody.

To teraz to, to teraz łyk taki szybki, żeby mi tu osynie...

Nie podkradły, a my?

Może od internetu zacznijmy, a zaraz zajrzymy, co w prasie.

Onet.pl i duże przetasowania w sondażu zaufania.

Karol Nawrocki traci i jest nowy lider.

To jest to, o czym Wam już wspominałam.

W sierpniowym sondażu zaufania do polityków prowadzony przez Ibris dla Onetu doszło do istotnych przetasowań.

Wicepremier Radosław Sikorski odzyskuje pozycję lidera.

Prezydent Karol Nawrocki notuje wyraźny spadek, a marszałek Sejmu Szymon Hołownia po raz kolejny zamyka stawkę.

W tle duże straty dotyczą Sławomira Mencena i Jarosława Kaczyńskiego.

Odsyłam was oczywiście na onet.pl, tam znajdziecie szczegóły tego sondażu.

Na Wyborczej, jeżeli wejdziecie na wyborcza.pl, to tam dowiecie się, dlaczego IPN do tej pory nie wysłał wniosku o odbranie immunitetu Grzegorzowi Braunowi.

Już 14 lipca Główna Komisja Ścigania Zbrodni Przeciwko Narodowi Polskiemu wszczęła śledztwo w sprawie wypowiedzi Grzegorza Brauna.

Działa ona jako część Instytutu Pamięci Narodowej, a jej pracownicy mają uprawnienia prokuratorskie.

Zgodnie z artykułem 55 ustawy o IPN zaprzeczanie zbrodniom narodowo-socjalistycznym oraz komunistycznym stanowi przestępstwo, za które grozi kara grzywny lub pozbawienia wolności do lat trzech.

I o tym Gazeta Wyborcza.

Rosja prawie pod kreską.

Tnie pieniądze na wszystko, byle się zbroić.

Napięta sytuacja finansów publicznych zmusza Kreml do podwyżek podatków i ograniczenia wydatków na niezwiązanych ze zbrojeniami, byle utrzymać na odpowiednim poziomie finansowanie wojny w Ukrainie.

Opublikowane w ostatnich dniach dane nie pozostawiają wątpliwości, że rosyjska gospodarka zwalnia.

W lipcu produkcja przemysłowa była o 0,7% wyższa niż przed rokiem.

O tych prognozach poczytacie na Gazecie Prawnej.

No i jeszcze prasa papierowa.

Ksiądz Dominik Chmielewski, wojownik Maryi, do Jezusa przez łóżko.

Dzwoni wieczorem, by omówić różaniec.

Zaprasza do klasztoru, przychodzi do jej pokoju, zamyka drzwi.

Kochana, będę przy tobie z modlitwą.

Agata przyszła na warszawskie spotkanie z Chmielewskim, który pielgrzymuje po kraju z rekolekcjami.

Podchodzi do niej i kokietuje.

Chyba jesz dużo marchewki, bo masz taką śniadą cerę.

Po spotkaniu stala jej imię i nazwisko, wysyła wiadomość.

Agata, kochana, przepraszam, jeśli wczoraj poczułaś się niekomfortowo, kiedy wyrwałem cię tak znienacka.

Agata wprowadza go w swoją trudną historię.

Chmielewski, kochana, pozwolisz, że będę przy tobie, ze swoją modlitwą.

Po kilku tygodniach konwersacji zaprasza ją do krasztoru w lądzie.

Czeka na peronie, przytula, w samochodzie romantyczna muzyka, głaskanie po rękach.

Przed przyjazdem obiecał Agacie, że wyspowiada ją i się nad nią pomodli, ale

Ani spowiedzi, ani modlitwy nie ma.

Jest przytulanie.

Na pożegnanie pocałunek w usta i prezent.

Po miesiącu ponownie wizyta w klasztorze i kolejny prezent.

Podczas trzeciego spotkania Chmielewski przychodzi do jej pokoju i zamyka drzwi.

Co się wydarzyło za tymi zamkniętymi drzwiami?

Tu Agata przyznaje się do kontaktów oralnych.

Pełnego współżycia nie chciała.

Co się wydarzyło za zamkniętymi drzwiami?

Doczytacie sobie.

No i jeszcze Rzeczpospolita na obronność i zdrowie.

Deficyt budżetowy w 2026 roku ma być nie wyższy niż 271,7 miliarda złotych.

To trochę mniej od rynkowych oczekiwań, ale ekonomiści i tak widzą ryzyka dla finansów publicznych.

I tu jeszcze w tym roku 4,8% PKB, tyle, czyli rekordowo dużo, bo 200 miliardów złotych rząd zamierza wydać w przyszłym roku na obronność.

O tym, na co jeszcze mają pójść pieniądze, oczywiście na CPK, o tym mówiliśmy, ale też na programy typu aktywne rodzić, czy też na in vitro i tam też 100 miliardów złotych, taka kwota się pojawi.

Ten projekt budżetu oczywiście skomentujemy z moim pierwszym gościem.

Przypominam Klaudia i Hira na początek, ale najpierw połączmy się z Marcinem Werwałem, bo wczoraj wieczorem, późnym wieczorem, Polskę, świat, świat lotniczy na pewno, obiegła bardzo smutna wiadomość.

Podobno przy katastrofach lotniczych najpierw sprawdza się człowieka, potem maszyny.

Czy to właśnie ona, ta wysoka temperatura, była największym przeciwnikiem, czy też przyczyną tego, co się wczoraj wydarzyło?

O tym z Marcinem wyrwałem.

Marcinie, dzień dobry, słyszymy się, mam nadzieję.

Powiedz mi, co wiemy o wczorajszym wypadku lotniczym?

Dzień dobry to rzeczywiście bardzo smutny dzień a rozmawiałem wczoraj z pilotami w 16 z ludźmi którzy znali Macieja Krakowiana Slava.

Smutne jest przede wszystkim przede wszystkim smutne jest po prostu to, że to był jeden z najzdolniejszych, ludzie bardzo dobrze zorientowani w

środowisku o właśnie to w tym w tym artykule by państwo to znajdą który teraz państwo widzą, oni mówią, że to był jeden z na absolutnie najlepszych pilotów materiał na przyszłego dowódcę, no i cóż no.

Co wiadomo, moi rozmówcy mówią, że istnieje możliwość, że był tam błąd, zła ocena wysokości, ale przede wszystkim są wściekli na fakt, że lotnictwo wojskowe jest wykorzystywane nie do tego, do czego ma służyć.

Jeden z pilotów, z którymi rozmawiam, zadaje wprost pytanie.

Mówi, do czego służy nam lotnictwo wojskowe?

Do szkolenia pilotów, do odstraszania wrogów, do tego wykorzystuje się te niezwykle drogie samoloty, a nie, jak powiedział, cytuję, do pokazów cyrkowych.

On wspomina, że do 14 jeszcze roku, pilotom było bardzo trudno wręcz niemożliwe było dla pilotów na przykład 16, branie udziału w pokazach lotniczych, nie było mówi wtedy pilotów demo potem niestety tata ma.

Jakoś zaniknęła no i mamy to co mamy i to jest to jest to jest jeden z problemów inny problem na który zwracają uwagę moi rozmówcy i to już od dawna bo my przy F-16 jesteśmy od dłuższego czasu przyglądamy się tym samolotom bo przecież to jest to jest trzon naszych sił powietrznych.

Więc innym problemem to jest przemęczenie na to chciałbym zwrócić uwagę piloci F-16 są przemęczeni dlaczego dlatego, że sytuacja za naszą wschodnią granicą jest jaka jest

bez przerwy podrywają się do tych, do tych par dyżurnych, jeszcze do, 22 roku wspierali ich piloci z migów 29 ale potem większość tych samolotów została oddana Ukraińcom, w międzyczasie zakupiliśmy F-35 część pilotów z F-16

przeszła na szkolenia na F-35, miały ich wesprzeć w tych dyżurach południowo-koreańskie samoloty F-A50, no ale one od dwóch lat są w Polsce, a do tej pory nie mają uzbrojenia.

Samolot bez uzbrojenia nie może takich dyżurów pełnić, więc no cóż, piloci są przemęczeni, piloci odchodzą, zostaje ich coraz mniej.

No i to może być jednym z powodów takiej sytuacji, jaką mamy.

Marcinie, tak szybko jeszcze, bo oczywiście życie ludzkie to jest niewyobrażalna strata, ale powiedz mi, taki samolot, ile my ich mamy, jakie to są koszty, jak to się odbije na naszych zdolnościach, że tak powiem, no i przede wszystkim takie szkolenie fachowca, to też są lata i to też są olbrzymie kwoty.

Zespół fachowców stracił naprawdę wysokiej rangi pilota.

Tak, szkolenie, no to, znaczy oczywiście tutaj zostało stracone życie i to jest najspótniejsze, ale tak, ci piloci są szkoleni za miliony dolarów.

Z Maciejem Krakowianem jeszcze była taka sytuacja, że to jest jeden z absolutnie nielicznych polskich pilotów F-16, który jest absolwentem.

Amerykańskiej Akademii Sił Powietrznych.

Więc tak, pieniądze na to idą.

Samoloty F-16, które powinny, jeszcze raz podkreślam, chronić naszych granic, a nie brać udziału w pokazach.

Jeszcze do wczoraj mieliśmy ich 48, teraz mamy 47 samolotów.

To nie znaczy, że one wszystkie latają, bo jest jeszcze coś takiego jak po prostu awarie, remonty, więc dostępność zwykle jest na poziomie 70%, chociaż ja słyszę, że teraz ta dostępność jest mniejsza.

Tym bardziej powinniśmy pamiętać o tym, że te samoloty powinny służyć do czegoś zupełnie innego, szczególnie, że obecnie F-16 są jedynymi samolotami,

które, efektywnie chronią naszych granic bo przypominam południowo koreańskie samoloty F a 50 to czym pisaliśmy niedawno z edytą rzemłą do tej pory dlatego, że były kupowane na wariata po prostu do tej pory nie posiadają uzbrojenia w związku z czym nie wznoszą się w powietrze, także.

Tym bardziej jeszcze raz podkreślam, powinniśmy chronić to, co mamy, te znakomite, wielozadaniowe samoloty F-16.

Marcinie, dziękuję ci bardzo serdecznie za tę szybką rozmowę i komentarz.

Nie wiem, czy słyszeliście, może tak, Chrystus królem powiatu makowskiego.

Taki komunikat pojawił się w mediach.

Nasza redakcyjna koleżanka Agnieszka Choma postanowiła to sprawdzić.

Skąd taka decyzja, dlaczego i czy to już fakt?

No właśnie, sprawdźmy.

Jezus Chrystus został królem powiatu makowskiego.

Taką decyzję podjęli radni, mimo że zarząd powiatowy stwierdził, że nie ma podstaw prawnych nad głosowaniem nad taką uchwałą.

No jak tego to tak, no chyba tak, no jak tak było to będzie.

No radni uchwalili taką ustawę, że tutaj powierzają sprawy samorządowe.

Tak, no to powinno tak być, kolego.

I wtedy powiat bezpieczny.

Czy radni powinni się zajmować takimi rzeczami, czy bardziej sprawami mieszkańców, infrastruktury?

Jak pani myśli?

No i tym, i tym.

Powinni się zajmować swoimi sprawami, a nie...

Chrystusem bezpieczniej by było.

Czy radni powinni się zajmować też takimi rzeczami, czy raczej nie?

No chyba tak, od tego są chyba radni, prawda?

Tak mi się wydaje.

Zazwyczaj to były to osoby jakieś takie bardziej brane, jakieś królowie, jakieś osoby takie bardziej, prawda, nie wiem, a Jezus Chrystus, no to tak trudno powiedzieć, taka bardzo odważna może.

Radni się zajęli tą uchwałą, przyjechaliśmy zapytać mieszkańców, czy radni powinni się zajmować takimi rzeczami, no czy raczej gdzieś tam infrastrukturą, życiem mieszkańców.

Raczej powinni bardziej się skupić też troszkę na życiu tutaj, prawda, a nie tylko, tylko, a nie zajmować się tym.

Tym to raczej chyba no mieszkańcy, mieszkańcy powinni zadecydować.

prawda, powiatu, bo to królem powiatu, prawda, a nie takimi rzeczami.

Mi to nie przeszkadza, jestem katoliczko, do.

A jak tutaj się żyje na co dzień?

Pewno ludziom pracy młodym, no.

Coś powiedzieć.

Dziwne to.

Skoro podjęli taką decyzję, to może i dobrze, no.

Tak tego Chrystusa ostatnio mało wszędzie, więc może akurat tutaj ktoś tam się zreflektuje, będzie o nim więcej myślał.

Ale to jest dobry pomysł, czy nie?

Naprawdę pani tak uważa?

Szanowni Państwo, w wyniku głosowania siedmiu radnych było za, zero przeciw, zero wstrzymało się.

Uchwała w związku z tym głosowaniem została podjęta, tak?

Dziękuję bardzo.

Polski.

No właśnie.

No i tak ciężko to skomentować, ale tutaj mój gość.

Dzień dobry.

Dzień dobry.

Koalicja Obywatelska Zieloni podsumowała to, no może wszystkie problemy już są rozwiązane.

Jeżeli to takie byłoby proste, to słuchajcie, to nie lękajcie się.

To fajnie.

No właśnie, ale prosto nie jest, szczególnie patrząc na ustawę i na weta prezydenta.

Sześć wet Karola Nawrockiego w trzech

tygodniach prezydentury.

Idziemy na rekord.

I to myślę, że bardzo szybko.

Nawet nie my, tylko prezydent.

Prezydent zdecydowanie poszedł na rekord.

Ja się jeszcze tak po pierwszych wetach to tak miałam nadzieję, że to tylko taki pokaz sił.

Tak, że to takie sprężenie mózgów i pokazanie, jaki to ja jestem ważny.

Czy to jest polityczna zemsta?

Bardziej właśnie takie pokazanie się, że teraz to ja rozdaję karty i wszystko musi być po mojemu i tutaj albo taki szantaż, tutaj nawet bym powiedziała, szczególnie z tą ustawą o pomocy Ukraińcom i Ukrainkom, to było właśnie takie dla mnie totalna próba szantażu, bo on...

detując tę ustawę, powołując się niby na 800+, no tak naprawdę zagroził milionowi osób, którzy są ważni dla polskiego rynku pracy, dla polskich pracodawców, utrudnił życie urzędnikom, bo w miesiąc zalegalizować pobyt miliona osób.

zapewnić ubezpieczenie zdrowotne, no masę, właśnie ta pomoc w wysyłaniu sterlinków, czy w finansowaniu, żeby na froncie mogły być sterlinki.

I tak naprawdę to jest rodzaj szantażu politycznego.

Ja wam podpiszę tę ustawę następnym razem pod warunkiem, że spełnicie moje żądania.

Gdyby naprawdę mu chodziło o to, tylko o ten jeden postulat dotyczący 800+, i o dobro w ogóle Polski, to nie w ogóle Ukrainek i Ukraińców, ale o dobro Polski,

weto weto utrudnia życie Polkom i Polakom, to by przede wszystkim, to podpisałby to i zaproponował swoją poprawkę.

No przecież nic nie szkodzi, nie stoi na przeszkodzie, żebyśmy znowelizowali jeszcze.

Ale to on się pomylił.

Ja jeszcze miałam przez chwilkę nadzieję, że po prostu on nie przeczytał dobrze tej ustawy, że on się tak tylko skupił na tym 800+, że w ogóle nic go innego nie interesowało.

Tylko skończę myśl, bo słyszałam wypowiedź jeszcze wtedy posła Szefernackera, który w ogóle bardzo chwalił tę ustawę rok wcześniej.

Więc w takim razie oni wiedzieli, co w tej ustawie jest.

Też nie ma co ukrywać, że to jest ustawa pierwotnie przygotowana przez Prawo i Sprawiedliwość i wielokrotnie już przedłużana, bo to jest specustawa typowo pomocowa uchodźcom po wybuchu wojny, gdzie Ukraina jest zaatakowana przez zbrodniarza Putina.

Gdzie rządził PiS.

No dobrze, ale proszę powiedzieć, bo sytuację mamy taką, jaką mamy i nawet pojawiły się komunikaty czy też pomysły, żeby może prezydentowi zabrać tę możliwość.

Wetowania.

Nie no, prawo weta jest wpisane w konstytucję.

No ale to ja rozumiem, może trzeba się zastanowić.

Jeżeli tak ma wyglądać w najbliższych parę lat, to w którą stronę my pójdziemy, albo gdzie my dojdziemy w ogóle?

Jest bardzo cienka granica, jak widać, między właśnie veto a liberum veto.

I dla mnie to już powolutku zaczyna przypominać liberum veto, bo ile właśnie jeszcze starałam się jakoś widzieć dobre strony, że no dobra, sześć zawetował, czy tam pierwsze trzy zawetował, ale dwadzieścia podpisał parę, tak?

No to jeszcze popatrzmy, że jednak coś podpisuje.

No ale już po tym, jak była rada gabinetowa przedwczoraj i dosłownie kilka godzin później on przeprowadza kolejne dwa weta do ustaw, które...

dostosowują prawo do norm unijnych i które są ważne i dla polskich rolników dla to są też to ta jedna dotycząca rolników ona była z pakietu deregulacyjnych jeszcze jedną zawetował ustawę deregulacyjną gdzie w ogóle były łatwiejsze rachunki na prąd te weta szkodzą Polkom i Polakom i to trzeba mówić głośno więc to już coraz bardziej będzie przypominać niż po prostu weto prezydenckie no dobrze ale te zachowania prezydenta wyglądają jak zachowania przedstawiciela partii

to chyba nie powinno dziwić.

Czy to jeszcze dziwi kogoś?

Dziwi Polaków?

Dziwi polityków?

To ma szkodzić partii rządzącej, a nie najpierw partii rządzącej, a dopiero potem Polaków.

No proszę zobaczyć, jak właśnie deklaracje i słowa różnią się od czynów, tak?

Bo jeżeli w deklaracjach słyszymy cały czas, że ważne jest dobro Polek i Polaków i po pierwsze Polska, no przecież to jego hasło.

No a niestety te weta zaprzeczają temu, co tak głośno lubi powtarzać w sloganach.

Natomiast ja bym mimo wszystko szukała może jakichś prób konstruktywnych rozwiązań.

I jednak mamy opcję, tylko trzeba byłoby znaleźć odpowiednią większość, do odrzucenia weta prezydenckiego w parlamencie.

Nie wykluczam, że są ustawy, oczywiście to nie jest w interesie Prawa i Sprawiedliwości, ale zawsze trzeba wierzyć, że kilku sprawiedliwych by się znalazło.

Chociaż takie właśnie ustawy, które naprawdę nie budzą kontrowersji, jak właśnie ta o rolnikach, czy ta bardzo ważna dla polskiego bezpieczeństwa o magazynowaniu złóż ropy czy gazu, to są takie ustawy, chociaż może takie udałoby nam się odrzucić weto prezydenckie.

Trzeba o tym rozmawiać teraz we wrześniu na najbliższym posiedzeniu Sejmu albo idąc do wyboru w 27 roku bardzo stawiając, stawiać nie na zwykłą większość, tylko stawiać na wygraną, na większość, która będzie potrafiła odrzucić weta prezydenckie.

Zmienił nam się prezydent, zmienił nam się zespół doradców.

No właśnie mijamy.

Kto tutaj tak doradza, że mamy takie efekty?

No właśnie, mnie to zaskoczyło, szczególnie jeżeli chodzi o na przykładzie właśnie tej Ukrainek i Ukraińców i wydaje mi się, że oni kalkulują tylko, tak jak pani redaktor powiedziała, pod takim kątem, jak najbardziej zaszkodzimy rządowi.

No i to, no i tak daleko też nie zajedziemy, bo ja mam takie głębokie poczucie, a jeżeli ja je mam jako polityczka, to myślę, że Polki i Polacy mają je już tym bardziej, takiego zmęczenia.

Ale nie da się rządzić, jeżeli mamy prezydenta, który wszystko wetuje, wszystko jeszcze nie, ale zaraz może...

I nie da się też rządzić w takim duchu ustawek.

To nie jest to miejsce.

Ja oczywiście uważam, że obie strony powinny spuścić z tonu.

Tylko, że w momencie, kiedy cały czas prezydent jest takim atakującym, chociażby powołując Cenckiewicza, taką osobę kontrowersyjną i też nie jest to osoba, która zachęca do jakiegokolwiek potem szukania kompromisów, rozmowy.

wycofywania się, tak?

Więc tutaj będzie bardzo, no to będzie bardzo trudne i ja w sumie się strasznie ucieszyłam, że po takiej bardzo ostrej tym jego rozpoczęciu, gdzie ciągle strofował rząd, mówi pani o radzie gabinetowej, to że to potem, że to się ta kolejna część odbyła bez kamer, bo ja mam jakąś taką głęboką nadzieję, że jak te kamery schodzą,

Nie, że może troszeczkę emocje opadną, jak nie ma kamer.

Ja widzę, w jakiej atmosferze się odbywają sejmy bez transmisji, te tajne sejmy, gdzie musi być włączona jawność.

One są naprawdę na innych emocjach.

I to może jednak musi nas ratować, bo nie dotrwamy na takich emocjach.

Czyli to, co zobaczyli Polacy, to był teatr dwóch aktorów?

Ja się obawiam, że... Ten początek, no bo potem zgasły światła, zamknęły się drzwi, kamery... Ani pani, ani mnie tam nie było.

Więc możemy tylko słuchać, co ministrowie mówią i doradcy prezydenta.

Ale nie powiedziałabym może, że teatr, bo myślę, że prezydent Nawrocki to robi tak bardzo, z takim przekonaniem, że on tu będzie teraz pouczał rząd i on ma teraz receptę na wszystkie rozwiązania.

nie dzielić.

No też tak, ale właśnie no i mam takie, że wtedy już nie trzeba stroszyć tych piórek tak mocno, tak?

I to jest w ogóle dla nas nadzieję, że gdzieś się trzeba będzie dogadać, no bo zaraz jest wizyta przecież właśnie w przyszłym tygodniu prezydenta w Stanach Zjednoczonych.

Trzeba wypracować wspólne stanowisko, ale politykę w Polsce i politykę zagraniczną sprawuje rząd, tak?

Jest, rządzi w Polsce

rząd, jak sama nazwa mówi.

No i to nie może być też tak, że zaraz tutaj pan Nawrocki pomylił trochę rolę i właśnie się jak król zachowywał, a nie jako prezydent demokratycznego państwa.

Prezydent Nawrocki i jego ludzie ewidentnie dążą, zresztą wszyscy, którzy tutaj przychodzą i są pytani o to, czy dąży do systemu prezydenckiego.

Wszyscy mówią tak, widać, że stawia prognozę.

Ale to najpierw musi sobie zgromadzić większość pozwalająca mu zmienić konstytucję, jeszcze w ogóle fajnie byłoby jakby zyskał poparcie w tym względzie Polaków, bo ja nie widziałam badań czy Polacy są za systemem prezydenckim.

Też nie widziałam.

Więc wie pani, to jeszcze jest długa droga.

Jeżeli chcą to zrobić tak na rympał, jak to robili z przegłosowywaniem budżetu nocą albo z rozwaleniem Trybunału Konstytucyjnego, no to nie radzę.

Ale nie mamy rządu, nie możemy rządzić, mamy prezydenta, tu możemy wszystko, to zmieńmy ustrój na prezydencki i będziemy rządzić.

Natomiast rzeczywiście, ok, natomiast ja się cieszę z tego, że rzeczywiście rząd pokazuje bardzo twardo, że ma pomysł, że robi swoje, nawet w ogóle bardzo z taką dużą nadzieją przyjęłam tą deklarację premiera Tuska i minister Kloski, że pomimo weta prezydenckiego dotyczącego wiatraków, to będziemy załatwiać pewne...

I to rzeczywiście jest taka duża nadzieja, bo no trudno, są trudniejsze warunki, ale się mobilizujemy i działamy dla dobra Polek i Poleków, bo rzeczywiście no ta ustawa to też jest bezpieczeństwo i tania energię.

Ale czy wszystkie warunki, wszystkie tematy, wszystkie rzeczy, które rząd obiecał, będzie trzeba załatwiać nie tak, jak można by było w prosty sposób, tylko naokoło kombinując?

Mam nadzieję, że nie wszystkie.

Jakaś tam część tego pakietu deregulacyjnego została podpisana i nie została zewetowana.

I tutaj w ogóle ja gdzieś przy tym pakiecie deregulacyjnym wiążę pewne nadzieje, bo to jest też coś, co przechodzi bardzo często ponad podziałami przez Sejm i to od Konfederacji po Lewicę.

To już jest naprawdę coś, co się rzadko w Polsce zdarza, że jest aż taki kompromis, jeżeli chodzi o ten pakiet, taki ułatwiający po prostu ludziom życie.

Więc tutaj bym szukała jakiegoś takiego porozumienia.

No i w takich sprawach właśnie dla nas najważniejszych.

A jeżeli tej woli nie będzie, bo rzeczywiście będzie tylko takie skupienie się na takim makiwelistycznym myśleniu, żeby tylko jak najwięcej na złość i popsuć temu rządowi wszystko, co się da, no to trzeba będzie sobie radzić w tych warunkach.

Może prezydent Nawrocki chce być wodzem narodu, ma takie ambicje, czy to jest zapędy wodzowskie?

No może to jest jakieś tam wzięte z tych swoich poprzedniego życia, tak?

Z tego, gdzie tam chyba musi być jakiś, nie wiem, chyba musi być jakiś lider w tych kibicowskich środowiskach, tak?

Ktoś tam rządzi w tych ustawkach czy nie, no nie wiem, ale no fajnie byłoby, by prezydent wiedział, że się, no że piastuje inny urząd, tak?

I no pewne rzeczy po prostu nie wypadają.

Prezydent cały czas podkreśla, że wszystko dla dobra Polski, dla dobra Polaków.

Ta ustawa wiatrokowa, czyli to pierwsze weto bardzo wpłynie na nasze rachunki?

Bardzo wpłynie, bo... To gdzie to jest dobro?

No to właśnie jest pytanie też do prezydenta, do jego środowiska politycznego, do jego doradców.

Bo po prostu energia z wiatraków jest tańsza.

Wytworzenie energii megawattogodzina z węgla kamiennego kosztuje około 740 złotych kontra wytworzenie energii z wiatraków między 270 a 340 megawattogodzinę.

Nawet dwukrotna różnica.

Nawet dwukrotna różnica.

Więc na korzyść wiatraków.

Więc każdy, kto walczy z wiatrakami, z jakichś takich pobudek, że nie będą krowy dawać mleka, a kury się nie niosą, no to po prostu szkodzi i naszemu bezpieczeństwu energetycznemu i nie chce, wbrew za obietnicą prezydenta, by energia po prostu...

I ja mam takie, jak patrzę na tą walkę z wiatrakami od wielu, wielu lat, z małymi wyjątkami, bo są w PIS-ie osoby, które popierają wiatraki, ale to są dosłownie pojedyncze osoby, to mam takie wrażenie, że to jest, wie pani, taka odwieczna walka z postępem.

Że jak świat światem, najpierw walczono z... Najpierw Kopernik był przeklęty przez kościół, bo... Bo ustalił pewne fakty.

Tak, bo ustalił pewne fakty.

Później mieliśmy walkę z drukiem.

Słyszałam niedawno, że gdzieś tam w parlamencie brytyjskim uchwalono jakąś ustawę, że tam w ogóle kolej nie może być zbyt blisko od zabudowań i że się w ogóle mieszkańcy wiosek burzyli, że jak to będzie kolej.

Bo jajka nie będą, bo kury nie będą niosły.

Dokładnie.

A teraz mamy wiatraki.

Potem mieliśmy kanalizację w Warszawie, widziałam jakieś pismo niedawno, że to jest w ogóle wytwór żydomasonerii, kanalizacja w mieście.

No i radio, radio też było potem.

No a teraz mamy wiatraki.

Więc jak świat światem, rzeczywiście postęp budził pewne obawy, tak jak bym powiedziała, w takim ludowym myśleniu o rzeczywistości.

Rozmawiamy o faktach i rozmawiamy o tym, że po prostu ta energia się opłaca.

I naprawdę, jak zobaczymy taki księżycowy krajobraz po wydobyciu węgla kontra taki wiatr, który stoi po prostu, bardzo ładnie się komponuje w ten krajobraz.

Proszę sobie porównać te dwa krajobrazy.

I też oglądających zachęcam.

Ile jest pani w polityce?

W takiej twardej to mi zaraz 6 lat minie, a w takiej tej aktywistycznej, w tej drodze w życiu publicznym to 10 lat minie w tej jesieni.

Prezydent jest trochę krócej w polityce.

Też nie ma jakiejś różnicy wieku między nami.

Czy brak mu ogłady politycznej?

No, na tej Radzie Gabinetowej trochę to tak wyglądało, bo to rzeczywiście było takie bardziej właśnie, to takie stroszenie piórek, jakby to było, gdzieś trochę indziej się znalazło, a nie był prezydentem, właśnie takie pouczanie.

Niektórzy twierdzą, że był na Radzie Pedagogicznej.

Akurat tutaj mamy początek roku, rady właśnie się odbywają w placówkach.

Być może, w sumie nigdy nie byłam na Radzie Pedagogicznej, ale być może bardziej bym powiedziała, nie wiem, jeszcze właśnie, że tak jak był dyrektorem i wszyscy mu podlegali, nie?

Może to właśnie taka była odprawa w ITN-ie, gdzie on tu mówi, a przy tym wiem, tak jest, panie dyrektorze.

Widziałam taką świetną teraz, czy świetną, było to straszne prawie, jak rodem z Korei Północnej, ale taki, nie wiem, czy pani redaktor widziała, albo oglądający,

To spotkanie Trumpa z jego ministrami, wydaje mi się, gdzie oni tam wszyscy po prostu takie mowy dziękczynne, że Trump jest najlepszy, jest pan wspaniały, robi pan wszystko najlepiej, jest pan najlepszą osobą do pokojowej nagrody Nobla.

To jest niedopuszczalne, że komitet jeszcze nie uznał, że to pan powinien jak nikt inny dostać tę nagrodę.

I tam całe takie w ogóle, więc mnie się wydaje, że właśnie...

Prezydent Nowrocki zapatrzył się na Trumpa, tylko że to w ogóle nie ten system i też nie ma takiej pozycji.

To w ogóle troszeczkę inna historia.

Ja bym radziła spuścić z tonu prezydentowi.

I właśnie jako osoba, która jest troszeczkę już dłużej w polityce, to bym radziła spuścić z tonu.

I tak samo jak słuchałam, bo ja byłam na tym zaprzysiężeniu, to i słuchałam tego jego przemówienia i ono też było takie, no niepotrzebnie tyle krzyczał.

Niepotrzebnie w ogóle taki ten okrzyk na koniec, właśnie raczej z boiska, a nie w parlamencie.

Znaczy, okej, jak on tak lubi, to dobrze, tylko że to się strasznie szybko wypala.

Znaczy, zaraz go ludzie już nie będą w ogóle słuchać, bo jak on będzie wszystko robił na tak wysokich tonach i na takim byciu, takim...

twardym, takim twardym, to to się po prostu wyczerpuje szybko.

Aż tak, takie nawet już z mojego poprzedniego zawodu, nie?

Tak już czysto podchodząc do tematu, od takiej co widz chce oglądać, nie?

To nie można być cały czas na tych najwyższych tonach.

Wczoraj, w czwartek, rząd przedstawił projekt budżetu na 2026, bardzo dużo na obronność, bardzo dużo na CPK, bardzo dużo na in vitro, bardzo dużo na te programy społeczne, mówię o babciowym i tak dalej.

No widać, że będzie deficyt, poznaliśmy te kwoty, widzimy jak to mogłoby, czy też najprawdopodobniej będzie wyglądało.

Złośliwi mówią Tuskowi w Excelu wszystko się zgadza, a Polacy są niezadowoleni i nieszczęśliwi.

nie mają pieniędzy, źle im się żyje.

Ale to kto tak mówi?

Idzie pani ulicą?

Sama widzę różnicę.

Wie pani, dane o inflacji nie kłamią, tak?

Bo inflację, no pamiętamy inflację nawet, jak tam żartobliwie mówiłam, że pełnoletnią, tak?

chwilami zarządów Prawa i Sprawiedliwości i no a teraz zbliżające się do naszego celu inflacyjnego.

Dobrze się panom żyje?

A pod jakim względem?

A kasę macie dużo?

No mamy chociaż.

Coś tam macie, a pan?

Dobrze macie, wyjątkowo.

Przypadkowi, zapewnimy, że przypadkowi panowie pracują.

Ale widzi pani, to jest tak, osoby pracują i zarabiają na swój dobrobyt i zarabiają na dobrobyt całego kraju.

Ja uważam, że za pracę zawsze trzeba nagradzać i że jak się pracuje, to się czuje to, że i swoje życie idzie w dobrym kierunku i jest możliwość do tego, żeby się rozwijać.

Polak jest pracowity, tylko potem widzi, ile mu zostaje w Portugalii.

Oczywiście, że jest pracowity.

Polacy w ogóle są i to pokazali też bardzo często na zachodzie, wyjeżdżając i pracując bardzo ciężko.

Ale z drugiej strony uważam, że Prawo i Sprawiedliwość prowadziło po raz pierwszy w Polsce taki bardzo niefajny trend, gdzie trochę zobrzydziło tę pracę.

Bo raz, utrudniając życie przedsiębiorcom, dwa, jednak pokazując, że jest socjal i nie trzeba iść do pracy, bo równie dobrze można żyć w socjalu.

I trochę taki trend, który czasem widać, jakieś są te grupy na fejsie, tam szlachta nie pracuje albo coś takiego, to jest bardzo niebezpieczny trend, bo ja najbardziej szanuję ludzi i gratuluję ludziom i jestem z nich dumna za to, że pracują, sama od siebie najwięcej wymagam i uważam, że praca jest bardzo ważna, każda praca.

I to jest takie clue.

I uważam, że właśnie te osoby, które pracują, oczywiście, że fajnie byłoby, żeby jeszcze im się lepiej żyło, ale to takie twarde dane ekonomiczne.

No one nie kłamią.

No tak, ale Excel to jest jedno, a głos ludzi to jest zupełnie co innego.

To samo było przed wyborami.

No ja też robię normalnie zakupy i ja nie widzę takich wzrostów cen, jak widziałam zapisu, że czasem niestety jestem zmuszona, wiem, że Żabka nie jest najtańszym sklepem, ale tylko jest wtedy otwarta w tych godzinach, w których mogę iść po cokolwiek do sklepu wieczorem, późnym i nie wiem, kupuję głupie mleko i pamiętam taki miałam moment, że przez pół roku mleko w Żabce kosztowało zapisu 3,80, a później kosztowało 5,80, nawet tam paragony pokazałam, bo znalazłam, nie?

W ciągu pół roku czy roku.

Za chwilę dojedziemy do bazy.

Jeszcze muszę szybko zapytać o Wisłę, bo odnotowaliśmy wczoraj, przedwczoraj najniższy poziom Wisły.

To jest pomarańczowe światło?

To jest ciągle nierozwiązany problem tego, że nie stawiamy na zatrzymywanie wód gruntowych, nie stawiamy na taką małą retencję i na to, że wodę trzeba wszędzie zatrzymywać.

Akurat Wisła jest, część tutaj jest...

bo jakby ma nurt naturalny zachowany, ale to nie wystarcza.

Dopóki rowy melioracyjne nie zostaną zasypane, dopóki nie będzie w każdej maleńkiej gminie i w większym miasteczku i w dużych miastach stawiane wszystko, co się da na małą retencję i na zatrzymywanie wód gruntowych, no to tak daleko nie pojedziemy.

Bo my nawet jak mamy opady deszczu, często mamy też przez zmianę klimatu te opady deszczu takie ulewne, które...

które po prostu, one nam strasznie szybko spływają, bo my tej wody nie zatrzymujemy.

No właśnie, to jest zmiana, która musi się wydarzyć.

Musi się wydarzyć.

I życzmy sobie deszczu, bo deszcz jest potrzebny.

dziękuję, dziękuję, dziękuję, dziękuję, dziękuję, dziękuję, dziękuję, dziękuję, dziękuję, dziękuję,

Chodnik pachnie majem deszcze Bzyza kwitły nocą nie śpię Zastanawiam się gdzie jesteś O kim piszesz słabe wiersze Czym cię drażni jego serce

Tu moim i waszym gościem w naszym mobilnym studiu, już po raz kolejny, bo myśmy się poznali jakiś czas temu, pół roku temu, ale byłeś wtedy takim bardzo początkującym artystą, rozwijasz się?

Rozwijam się, single Nie stanie się nic, ten, który państwo widzicie na ekranie, zapowiada mój drugi album w tym roku, mój trzeci w ogóle w moim dorobku muzycznym, a drugi... To masz tempo troszkę.

I drugi w tym roku, bo przecież widzieliśmy się w lutym przy okazji premierem mojej płyty Destroy Me Today.

No właśnie.

A teraz w październiku, 24 października, premiera 8 piosenek o miłości.

Drugi i trzeci już tak naprawdę.

Tak, ale drugi w tym roku, więc bardzo intensywnie.

Bardzo intensywnie.

Powiedz mi, ta płyta, ta nowa, którą zwiastuje ten singiel, tutaj wyciągnąłeś jakieś wnioski z tamtej płyty i ta jest jakaś inna, albo zrobiłeś coś innego, ucząc się na tamtym krążku?

Oczywiście, bo w ogóle przy poprzednim albumie ja chciałem się trochę wyżyć tak artystycznie, muzycznie.

Te wszystkie swoje inspiracje, które gdzieś tam chowałem, gdzieś w szufladach chciałem wylać, w końcu mieć to za sobą, spełnić moje jakieś tam muzyczne marzenia, które też nie są w jakimś polskim kanonie muzycznym, typowo komercyjnym.

A tutaj w ogóle naturalnie wyszło ze mnie...

Ten Marcin trochę popowe i tutaj trochę jest mój właśnie powrót do tego takiego stricte popu już bez żadnych kombinacji bo już mam taką też takie poczucie, że już się wyszalałem.

Może ty będziesz takim artystą, że jedna płyta będzie taka, że ma się sprzedać, a druga taka dla siebie i tak ma zmiany.

Ten poprzedni album w ogóle powstawał 3 lata, więc on był bardzo różnorodny, a ten 3 miesiące i ten... Tak, no to też śmieszne.

Więc jest bardziej konceptualny i wszystko jest utrzymane w jednym klimacie, bo też jak dorasta człowiek, który ma 18 lat, 17 i wydaje, jakby ma rozstrzał 3 lata na album, no to się wszystko bardzo zmienia.

Raz mu się podoba to, raz mu się podoba to.

A tutaj właśnie przy tym albumie się skupiłem na jednym stylu muzycznym i ten album jest właśnie taki popowy i konceptualny.

Pamiętam jak wtedy byłaś zimą jakoś, to rozmawialiśmy bardzo dużo o emocjach.

Teraz te emocje wsadziłeś w karton, który nosisz w teledysku.

Z napisem Bad Memories do na dołu, nie otwierać.

I wyruszyłem w bardzo długą podróż z tym pudełkiem, bo nawet na samą Etnę, wulkan Etna na Sycylii, teledysk powstał właśnie na Sycylii we Włoszech, a teledysk i w ogóle ta piosenka jest nawiązaniem do filmu Zakochany bez pamięci, może kojarzysz.

Tam bohaterowie poddają się zabiegowi usunięcia pamięci o tej drugiej osobie.

I też ja w tym teledysku wrzucam te wszystkie wspomnienia i wyruszam w tą ostatnią drogę.

Jak ktoś cię strasznie skrzywdził?

Jakieś miałeś takie złe historie?

No tutaj wcielam się w bohatera, który te wszystkie emocje pakuje do tego pudełka.

Ale wcielasz się w rolę, ale pytanie, czy w rzeczywistym życiu też miałeś jakieś takie zeboiste...

W swoim realnym życiu chyba jeszcze tego pudełka nie wyrzuciłam, tak mi się wydaje.

Ale też ten teledysk o tym, że tak naprawdę widz wie, co się wydarzy, bo tak naprawdę chce się pozbyć tych wspomnień jak najszybciej, więc w sumie wychodząc już z tego domu w tym teledysku już się męczę, już nie chcę tego pudła nosić, a tak naprawdę przechodzę przez miasto, które jest całe zniszczone i przechodzę przez miasteczko, więc ta podróż jest naprawdę długa i zapraszam was wszystkich do obejrzenia tego teledysku o dziewiątej.

Jaki masz pomysł na siebie, na cały ten album?

Bo teraz, żeby być zauważonym i usłyszanym, no to trzeba się w jakiś sposób wyróżniać.

Tak, no promocja w tych czasach oczywiście muzyki jest dość ciężka, ale gdzieś tam ci moi fani są ze mną od samych początków przez te pięć lat.

Są przypadki, że jakby ten rozstrzał też u mnie tych fanów jest bardzo duży, więc na przykład niektórzy moi słuchacze biorą urlop, żeby się ze mną spotkać.

Na przykład dzisiaj mam występ telewizyjny, więc czytam wiadomości, że musieli wziąć urlop, żeby się ze mną spotkać pod studia.

Więc to jest niesamowite.

Czyli masz taką grupę, co za tobą jeździ?

Mam fanclub, więc to też jest niesamowite, że jest taka grupa, która po prostu krok w krok ze mną jest.

No, a taki plan na siebie...

Co ma się wydarzyć, to się ma wydarzyć, wydaje mi się.

Może jest na przykład bardzo wodną koszulkę, nie wiem, czy widziałeś.

Dziękuję bardzo.

Pan prezydent ostatnio w takiej wystąpił.

Żonę Bika na nią mówią.

A, żonę Bika.

U nas dla dżędziaków ten typ bluzki w wakacje jest bardzo często noszony.

To jest ta, którą miałem na scenie, bo ja się jeszcze nie mogę rozstać z emocjami.

Jeszcze się nie przebrałeś.

Tak, jeszcze nie.

Ten Sopot to też był taki trudny moment.

No trudny i w ogóle zaskoczenie bardzo duże dla mnie.

No spełnienie marzeń na pewno.

Miałeś taki, że serce wyskakiwało ci z klatki piersiowej, czy nie?

Nie, ale te same, może nie, bo jeszcze tak, w sensie już pozbyłem się tego takiego bardzo dużego stresu.

Oczywiście stres mi towarzyszy, który mnie w ogóle motywuje.

No ale też spotkanie się pierwszy raz z tą sceną.

No ja też, ja tak mówię, że chciałem dowieść.

To miałeś na liście marzeń?

Tak, miałem.

I tęskniłem, że to się wydarzy za kilkanaście lat, że to nie jest ten moment.

A telewizja wyszła z propozycją, żeby wykonać utwór z Natalią Nykiel w duecie.

Więc dla mnie w ogóle niesamowite.

No tak, ale potem ta smutna historia ze Staszkiem Sojką.

Nie nie, ale to na tak to z nią to smutno.

Powiedz na liście marzeń mówisz, że ten sobot miał jeszcze kilka kilkanaście lat a co teraz masz w tych najbliższych planach.

No, ja tak się staję, jakby staram się nie... W sensie manifestuję bardzo dużo rzeczy w swoim życiu.

I dużo rzeczy też się sprawdza.

Ale też daję wolną rękę i co ma się wydarzyć, to się ma wydarzyć, bo właśnie tak wyszedł Sopot.

Ja się w ogóle tego totalnie nie spodziewałem.

Nie manifestowałem tego, a wyszło.

Więc wszystko w ogóle, co ma przejść naturalnie w moim życiu, to przychodzi.

Czyli co, ty te swoje marzenia wypowiadasz szeptem czy na głosu?

Nie szeptem, staram się na głos.

Ja w ogóle jak dostaję jakiś taki wielki news, to w ogóle nie rozpowiadam nikomu, bo się bardzo boję, że to nie wyjdzie.

Czyli dopiero po fakcie?

Dopiero po fakcie, albo jak już wiem, że... Teraz masz też coś na horyzoncie takiego, że można byłoby się już pochwalić, ale jednak boisz się głośno to powiedzieć?

Nie no, ja się cieszę po prostu, że mogę głośno powiedzieć, że ta płyta wychodzi, bo te po prostu trzy miesiące były tak intensywne.

Ja pamiętam jak mój menadżer, w ogóle utwory, które powstawały pierwsze na tą moją płytę, która pojawiła się w październiku, one powstawały już w lutym, jak kończyłem mój poprzedni album.

I mój menadżer powiedział, no to chłopaki, wychodzi wam tak super, no to trzy miesiące zamykamy album.

Ale takie, o nie, naprawdę?

No i się udało, w sensie przemyśleliśmy to i mówimy, dobra, lecimy.

I w ogóle super experience i jestem bardzo podekscytowany, że mogę przeżyć, mam nadzieję, to samo, co w lutym przy premierze poprzedniego albumu jeszcze w tym samym roku.

Liczba fanów ci się zwiększa?

Masz jakiś, nie wiem, widzisz ruch w swoich mediach społecznościowych?

Tak, widzę ruch i też na koncertach.

Wśród tych, którzy przychodzą na koncerty albo na takie wydarzenia, gdzie można cię spotkać.

Tak, to jest niesamowite.

Jest to ruch w biznesie?

No wydaje mi się, że jest, jest.

Jest różnica?

To trzymam kciuki w takim razie i pewnie kolejna płyta za trzy miesiące, więc za chwilę się zobaczymy, tak?

Nie zwalniaj tempa, dziękuję ci bardzo serdecznie.

Dzięki wielkie.

A ja widzę, że Eliza Kuna już jest.

Wszystko czego nie mówią ci przed ślubem.

To jest taki tytuł, słuchajcie, który robi wrażenie czyści dobry, zapinaj pasy.

Adwokatka, no właśnie, ty bardzo często przychodzisz do nas i mówisz o różnych aspektach prawnych, a teraz postanowiłaś wszystko spisać i odpowiedzieć na pytanie, jak uchronić się przed konfliktami prawnymi w związku.

Dobra, ja nie myślałam, że ja kiedykolwiek zadam to pytanie.

Jakie są zalety małżeństwa?

Czy są jakiekolwiek dla tych, którzy się pogrożają po prostu?

Ja myślę, że mimo tego, że bywa różnie, jak pewnie nasi widzowie wiedzą i te statystyki są dość takie smutne i może pesymistyczne, to jednak jako prawniczka muszę powiedzieć, że małżeństwo od właściwie stuleci jest preferowaną instytucją.

I w Polsce jest bardzo dużo tych preferencji dla rodzin dla małżeństw No pierwsza rzecz to jest oczywiście wspólne rozliczanie się w podatku to wtedy się opłaca wtedy się opłaca szczególnie jeżeli jeden z małżonków zarabia mniej.

Wtedy kiedy właściwie może inaczej nie, że się nie opłaca tylko

No po prostu nie ma preferencji, jeśli oboje są super wysoko zarabiające i na przykład wpadają w drugi próg podatkowy.

Na pewno preferencją są oczywiście kwestie spadków i darowizn.

Czyli jeżeli jesteś w związku małżeńskim, no to śmiało twój partner, twój mąż może ci darować i środki pieniężne bez limitu tak naprawdę.

Warunkiem jest zgłoszenie do urzędu skarbowego.

Na pewno są preferencje dla w ogóle rodziców, ale też kwestia pozostawania w związku małżeńskim chociażby ułatwia wzięcie kredytu bankowego.

Dlatego, że ta zdolność kredytowa jest troszeczkę inaczej wtedy badana niż jak dwóch obcych osób.

Są oczywiście zalety społeczne, to znaczy jednak...

Mimo wszystko łatwiej czasem wytłumaczyć na przykład na lotnisku albo gdziekolwiek indziej, że to jest mój mąż i wtedy udzielą nam informacji.

U mnie w domu wszyscy mają inaczej na nazwisko.

U mnie też.

U mnie naprawdę, każdy ma inne.

Na pewno uzyskiwanie informacji medycznych.

To też jest kwestia bardzo oczywista dla małżeństwa, bardzo trudna dla konkubinatów i związków partnerskich, których formalnie w Polsce nie ma.

Kwestia decydowania na przykład o zabiegach medycznych w sprawach krytycznych.

Kwestia dziedziczenia, to jest w ogóle kluczowa sprawa.

Ja miałam taką sprawę kiedyś bardzo dawno temu, znaczy dawno, nie mam 100 lat, ale powiedzmy, że na początku mojej pracy zawodowej, czyli kilkanaście lat temu, gdzie była wieloletnia partnerka, która zamieszkiwała wraz z partnerem przez chyba 30 lat w jego mieszkaniu.

I nigdy niestety nie sformalizowali tego związku i on też nie pomyślał o testamencie.

No i on nagle zmarł.

Okazuje się, że on nie miał dzieci.

Natomiast nie pomyślał o tym, żeby spisać testament i żeby jej to mieszkanie zostawić.

Nie przewidział tego, że umrze pierwszy, chociaż statystyki niestety są takie, że mężczyźni żyją krócej.

No i coś stało dalej.

Jacyś dalecy krewni, bo to byli właściwie jego siostrzeńcy czy bratankowie, zgłosili się po spadkobranie, czyli po nabycie tego mieszkania.

No i ta kobieta próbowała wytłumaczyć, że był testament ustny, czyli że on przed śmiercią, w obawie rychłej śmierci, dwóm świadkom opowiedział o tym, że to mieszkanie chce zostawić swojej partnerce.

No i przez pięć lat trwało postępowanie sądowe.

Sąd był bardzo wnikliwy, bo testamenty ustne są...

bardzo trudne do udowodnienia w sądzie, do tego stopnia, że pytał o to, jak świeciło słońce, jaka to była pora dnia, jaka to była pora roku, co piliście, herbatę czy kawę itd.

I sąd doszedł do przekonania, że jednak ci świadkowie na tyle rozbieżnie zeznają o okolicznościach tego testamentu ustnego, że ta kobieta partnerka niestety tego mieszkania nie nabyła.

To spowodowało oczywiście, że ona musiała się wyprowadzić, tam był cały jej dorobek życia itd.,

Też o tym trochę pisze w książce, że trzeba mądrze myśleć też o przyszłości, prawda?

W związku z tym tych zalet małżeństwa trochę jest.

Ci, którzy przechodzili przez postępowania rozwodowe, szczególnie sporne i szczególnie z winą,

to zdają sobie sprawę, że to jest bardzo trudne.

Moi klienci, którzy w jakiś sposób doświadczyli na przykład pięciu lat w sądzie i opowiadania o tym, jak bardzo skrzywdzili żonę albo żona skrzywdziła ich, to mówią, że już nigdy więcej ślubu nie wezmą.

bo te postępowania są na tyle traumatyzujące i na tyle szokujące, szczególnie dla mężczyzn, bo jakoś kobiety mają taką pamięć faktograficzną i wiele rzeczy, są też takimi dobrymi organizatorkami najczęściej, czyli też mają wiele rzeczy logistycznie zapisanych w kalendarzach i tak dalej.

Jak przychodzi do postępowania rozwodowego z wii ja mówię klientce, no to proszę powiedzieć, kiedy państwo ostatnio współżyli, to kobieta jest w stanie podać datę z dokładnością w ogóle co do dnia.

A mężczyzna mówi, a no nie wiem, dwa czy trzy lata temu na przykład, tak?

Kobiety mają doskonałą jakby umiejętność archiwizowania różnych rzeczy, zdjęć, smsów i tak dalej.

Jak mówię mężczyźnie, żeby zebrał, opowiada, że on opowiada, że żona była zaczepna, kłótliwa, że nie wiem, była nieuprzejma i tak dalej.

Ja mówię, no to...

Nie wiem, no niech pan prześledzi korespondencję waszych komunikatorów wiadomości, być może uda się to udowodnić.

No i okazuje się, że tego nie ma, tamtego się nie da znaleźć.

Jak mówię dokładnie to samo o kobiecie, to następnego dnia klientka przychodzi z wydrukami 60 stron.

No właśnie, no właśnie.

W związku z tym, jeśli mnie pytasz o wady, no to wadą na pewno jest to, że jednak to jest kontrakt, który on nie ustaje, przynajmniej nie zawsze ustaje w momencie rozwodu.

Bo czasem ta wina w rozpadzie przekłada się na alimenty do końca życia.

Czyli za jedną decyzję, być może pochopną, być może z powodu, że żona była w ciąży, być może jakiś poryw młodości, no możesz ponosić konsekwencje finansowe przez całe życie.

Bo rozmawiamy o wadach zaletach ale sytuacja zazwyczaj jest indywidualna tak ludzie potrafią sobie jest takie powiedzenie, że z kim innym bierzemy ślub a zupełnie z kim innym się rozwodzimy i pewnie to się ze mną zgodzisz ale zastanawiam się bo.

Tytuł dużo mówi o tym wszystkim czego nie mówią nam przed ślubem a przecież jest intercyza przecież można mieć kontrakt małżeński czy my żyjemy w takim kraju, że dalej poruszenie tego tematu oznacza dyskusję awanturę brak zaufania może zamiotanie pod dywan.

Tak ja znam takie małżeństwo które się przez to rozwiodło, że ono się już właściwie prawie rozwiodło zanim się pobrało No właśnie dlatego, że mogłoby być łatwiej i prościej tak wiesz co nawet opisuje chyba te historie w książce bo tam była sytuacja taka, że oboje wchodzili z majątkiem w to

byli tacy bardzo młodzi ludzie, nie wiem, tuż po studiach czy tuż po maturze, tylko już mieli doświadczenie zawodowe i każde z nich miało bodajże nawet kilka mieszkań na wynajem.

Zasadniczo wejście w związek małżeński jakby nie zmienia statusu własności tych mieszkań, tak?

One nadal pozostają majątkiem osobistym, ale powoduje wiele zamieszania, no bo są problemy, a kto ma spłacać kredyt, a z czyjego majątku idą te spłaty kredytu, kto ma czerpać dochody z najmu.

No i ten mężczyzna zaproponował rozdzielność majątkową, natomiast ta żona i rodzina odebrała to jako taki straszny afront, jako już to, że on jakby skreśla to małżeństwo na początku, że on nie bierze odpowiedzialności za tą rodzinę.

Dalej tak się myśli?

Ja myślę, że jest takie, szczególnie jakoś kobiety mają takie podejście, że to ich wyklucza z poczucia bezpieczeństwa i z poczucia tego, że ten mąż będzie chciał dbać finansowo o rodzinę, a jednak jest taki stereotyp, ja bym powiedziała, że wręcz atawizm cywilizacyjny, który powoduje, że mężczyźni bardziej troszczą się o to,

to ognisko domowe w rozumieniu zabezpieczenia finansowego, a kobiety w kwestii zabezpieczenia emocjonalnego czy dobrostanu dzieci.

Oczywiście to się bardzo zmienia, tak jak mówisz, i nie ma jednego wzorca na wszystkie rodziny.

Natomiast niestety jest tak, że ta rozdzielność majątkowa jest nadal tematem tabu.

I słuchaj, nie dalej jak chyba trzy dni temu miałam klientkę, która opowiadała mi, że przez 20 lat małżeństwa ona była sterem, żeglarzem i okrętem oraz koniem pociągowym tego związku.

To znaczy pracowała, spłacała kredyty, że to darowizny od jej rodziców spowodowały w ogóle nabycie jednego mieszkania, drugiego, że ona zawsze płaciła czynsz, media i tak dalej, a ten mężczyzna głównie był.

Taki układ.

Tak, taki układ.

Natomiast jej ten układ przestał odpowiadać pod koniec tego małżeństwa i liczyła na to, że ewentualnie w sądzie w podziale majątku sąd to w jakiś sposób uwzględni, że ona była taka pracowita, ambitna i zabezpieczała potrzeby tej rodziny.

Ja ją niestety musiałam wyprowadzić z błędu i powiedzieć, że nic bardziej mylnego, że jeżeli ten mąż pracował zawodowo i zarabii nawet jego wkład się ograniczał do tego, że kilka razy w tygodniu odebrał dzieci i kupił pieczywo w osiedlowym sklepie, to prawdopodobnie udziały w tym majątku będą równe, bo nie można mu zarzucić ani trwonienia majątku, ani alkoholizmu, ani jakiegoś uporczywego nie podejmowania pracy.

Ta kobieta miała wyższe aspiracje lepiej zarabiała i była taka super zaradna i samodzielna niestety nie przełoży się na ten podział gdyby mieli rozdzielność majątkową to sytuacja byłaby zupełnie inna.

Jak zareagowała taka kobieta?

No właściwie to zalała się łzami.

I no zrozumiała, że jej położenie jest

nie takie kolorowe, jakie się wydawało, że sądziła, że sąd będzie brał pod uwagę te sytuacje.

Karierę teraz robi pojęcie osobowość narcystyczna.

Ostatnio właściwie nie mam klienta czy klientki, który nie zarzuca takiego zaburzenia, bo to jest zaburzenie osobowości swojemu partnerowi.

Czyli każdy jest narcyzem w dzisiejszych czasach, tak?

Ostatnio taki znajomy adwokat się śmiał, że właściwie ta definicja narcyza jest na tyle szeroka, że właściwie to faktycznie

Faktycznie chyba każdy mężczyzna jest narcyzem, bo któż nie lubi być chwalony i podziwiany, aż szczególnie mężczyźni.

Natomiast właśnie często kobiety przychodzą i mówią, no ale on jest narcyzem, podnieśmy to w sądzie.

I zawsze też tłumaczę, że tak naprawdę każdy ma jakiś charakter.

różnych zaburzeń osobowości spektrum zachowań jest cały szereg sąd się zajmuje faktami i dowodami a w dzisiejszych realiach sądownictwa kiedyż na kiedy naprawdę sędziowie mają tysiące setki tych spraw rodzinnych nikt nie będzie dokonywał szczegółowej analizy osobowości.

rację w sądzie ma ten, kto jest w stanie zebrać dowody.

I teraz wracając jakby do tej sytuacji klientki, no tak jak powiedziałam, ona może zbierze dowody, że pracowała dużo i zarabiała więcej, ale w moim przekonaniu nie zbierze takich dowodów, które mogłyby udowodnić jakąś złą wolę tego męża czy mężczyzny, a z kolei to tylko by się przekładało na nierówne udziały.

Także piszę trochę o tym w książce.

Ja myślę, że mamy coraz więcej świadomości prawnej.

Ja myślę, że to się troszeczkę zmienia, że jednak są lekcje WOS-u, że dużo osób startuje w jakichś konkursach, olimpiadach, że dzięki temu zamieszaniu w sądownictwie, a także kwestiach dyskusji o konstytucji, że też obywatele są coraz bardziej świadomi, ale mamy takie pojęcie właśnie w sferze tego prawa takiego ogólnego.

bym powiedziała, takich dyskusji politycznych, a często nie mamy takiej wiedzy bardzo przyziemnej, czyli tego konkretnie, gdzie, do jakiego urzędu pójść, z jakim problemem.

A też, proszę powiedzieć, takie spektakularne rozwody, bo rozwodzą się gwiazdy, sportowcy, nie wiem, ludzie znani i tam zazwyczaj są jakieś afery, aferki, artykuliki, że on jej to, a ona jemu tamto, że kłócą się o dzieci, że wyrywają sobie coś z gardła.

Wiesz co, ja bym powiedziała z mojego doświadczenia, a z racji tego, że często jestem gościem w mediach, to siłą rzeczy takie rozwody osób medialnych też prowadziłam, że większość osób, które są na tak zwanym świeczniku, a nie mogę powiedzieć, tajemnica adwokatka to jest podstawowa zasada.

Mieli tu jakąś plotkę zweryfikowaną.

To bym powiedziała, że osoby, które faktycznie są osobami popularnymi, rozpoznawanymi, naprawdę za wszelką cenę dążą do ugody i do tego, żeby te sprawy, żeby były ciszej nad tą trumną, mówiąc kolokwialnie, trumną tego małżeństwa czy rodziny i żeby naprawdę załatwić to w czterech ścianach, z pośrednictwem adwokatów, mediatora, w formie ugodowej.

I to są naprawdę na skalę jakby rozstań w showbiznesie czy w mediach, a sama pewnie wiesz, bo jesteś bliżej tego środowiska, że tam właściwie jest bardzo trudno o taki związek, który trwa przez całe życie, że to jest raczej wyjątek od reguły, prawda?

Że tutaj w waszych zawodach ryzyk jest o wiele więcej.

W związku z tym te takie smaczki i wisienki na torcie, które trafiają na pierwsze strony tabloidów, to są naprawdę wyjątki od reguły.

Co więcej, no powiedziałabym, że to co media wyciągają to czasem nie do końca jest prawda, bo rozwody odbywają się za zamkniętymi drzwiami.

To znaczy, że nikt postronny poza pełnomocnikami i stronami nie ma wstępu na tą salę.

Świadkowie wchodzą tylko wtedy, kiedy są proszeni na swoje zeznania.

Co więcej, zasadniczo

że ujawnianie treści zeznań sądowych i akt sprawy jest przestępstwem.

Oczywiście prokuratura nie ściga na potęgę takich sytuacji, bo jest to powiedzmy pomniejsze przestępstwo, ale zasadniczo nie należy tego ujawniać.

W związku z tym to, co publikują różnego rodzaju portale plotkarskie, to są pewne przypuszczenia, że skoro spotkali się po raz trzeci na sali sądowej, to znaczy, że nie ma ugody.

No i ja się z tym przypuszczeniem zgadzam, że gdyby to był rozwód ugodowy, to pewnie on by się skończył na pierwszej rozprawie.

Natomiast osoby, które idą do mediów i opowiadają o swojej traumie rodzinnej, no to są wyjątkowe sytuacje i można je policzyć na palcach jednej ręki, no ale nadal rozgrzewają świadomość.

Natomiast a propos tego przypomniała mi się sytuacja, że przychodzą do mnie klientki,

i ciągle mówią, ja chcę mieć alimenty jak Zbyszek Zamachowski, bo była taka, taki, taki news medialny wiele, wiele lat temu, że, że nasz aktor scen polskich miał bodajże 10 tysięcy złotych alimentów.

Nie wiemy do końca, czy na jedno dziecko, miał chyba zdaje się czworo dzieci, czy na wszystkie te dzieci.

Natomiast ja zawsze zadawałam tym klientkom pytanie.

Bo to robiła wrażenie.

Robiła wrażenie, szczególnie, że to było x lat temu, prawda?

gdzie ta siła nabywcza pieniądza była inna, więc zawsze zadawałam tym klientkom pytanie, czy pani mąż jest Zbyszkiem Zamachowskim.

I tu najczęściej słyszałam, że nie, że jest być może menadżerem, być może przedsiębiorcą, może nauczycielem, może urzędnikiem państwowym, ale nadal nie jest Zbyszkiem Zamachowskim.

Więc ja powiedziałam, że jakby nie analizując dochodów aktorów, chociaż to też jest nie wszystko złoto, co się świeci, jak pewnie wiemy,

I nie zawsze to wszystko tak wygląda kolorowo i luksusowo i naprawdę artyści w Polsce wcale tak dobrze nie zarabiają jakby nam się wydawało to nadal to jest jakiś ewenement alimenty na przykład na kwotę 10000 zł prawda.

Więc są te takie newsy, które gdzieś wyciekają i ludzie sobie budują jakieś wyobrażenie o tych sprawach rodzinnych, które najczęściej nie ma wiele wspólnego z rzeczywistością.

W przypadku dzieci tutaj można w jakikolwiek sposób też przyjąć jakąś politykę od samego początku, nawet od momentu, póki ich nie ma?

To jest bardzo trudno, jakiekolwiek porozumienia rodzicielskie takie dotyczące sytuacji przyszłych i niepewnych, one nie mają jakiegoś waloru, wykonalności, bo my nie możemy de facto ustalić alimentów na wszelki wypadek i na przyszłość.

Faktycznie fajne jest to pytanie, które zadajesz, bo w Stanach tak jest, że w Stanach te intercyzy się pisze na wszystkie możliwe scenariusze.

W ogóle to wynika z tego, że w Stanach prawo jest takie bardzo mówimy w prawie kazuistyczne, czyli jakby określone przypadki analizuje, plus jest precedensowe, czyli się bazuje na tym, co było.

I faktycznie jak czytałam amerykańskie intercyzy, bo czasem przychodzą klienci, którzy brali ślub w Stanach, a rozwodzą się w Polsce, to one są niesamowite, bo tam jest już na

że jeśli mąż będzie zarabiał więcej niż tam, nie wiem, 5 tysięcy dolarów, to żonie po rozstaniu będzie się należała jakaś renta alimentacyjna 300 dolarów miesięcznie.

Jeśli nabędą inną nieruchomość aniżeli ta, którą posiadają, to ona będzie miała ten domek letni w Miami.

Jeśli będą oszczędności, to już dzisiaj przed ślubem wiemy, że ona dostanie na przykład 20%.

Więc są takie umowy.

W Polsce takich umów nie można przynajmniej póki co zawierać.

I co do dzieci też niestety sądy nie orzekają

hipotetycznie, co by było gdyby, orzekają na ten dzień.

Natomiast to, co zawsze, i ja też o tym piszę w książce, to, co zawsze próbuję doradzać, to jednak, ja wiem, że to nie jest łatwe i że to jest taka trochę rada idealistyczna, to jednak szukać ugody, szukać mediacji, szukać porozumienia, bo to z korzyścią dla wszystkich.

No właśnie, powiedz mi dla kogo ta książka?

Wiesz co, zamysł wydawnictwa był taki, że może dla tych, którzy się pobierają, czyli na wieczór kawalerski, na wieczór panieński, ale w sumie wyszło nam tak trochę po połowie.

To znaczy są tam takie rady a priori, czyli na przyszłość, ale są też rady dla tych, którzy już widzą, że coś się nie powiodło, stoją przed widmem sprawy rodzinną i chcą wiedzieć, w którym kierunku pójść.

Dziękuję ci bardzo serdecznie.

Dzięki, do zobaczenia.

Dzięki, że ja nie napisałam takiej książki kiedyś.

Dziękuję ci bardzo serdecznie.

Cześć, cześć, dziękuję.

A tam Katarzyna Pakosińska, artystka kabaretowa, prezenterka telewizyjna, która wchodzi tu jak wielki hit polskiego kabaretu.

Ja jestem dzisiaj hitem porannym.

Musiać wstać.

Patrz, zobacz, o tu są drzwi.

Dzień dobry, cześć.

Dzień dobry, zamykaj drzwi.

Ale drzwi zamknęłam.

Naumiała się wsiadać do auta.

To już troszeczkę łatwiej niż do furbanki.

A może kawy nie miała?

Nie, nie.

Dziękuję jeszcze o poranku.

Mam tak zwane okienko żywieniowe.

Ale wody ślepią.

A, czyli jeszcze ci się nie otworzyło okno?

Jeszcze mi się nie otworzyło okno, a czekał utwór z kniejem.

Dobra, jak ci się otworzy, to powiedz, to cię gdzieś zawiozę, żebyśmy tego nie przegapiły.

Jeszcze na pewno nie przegapię, że chłopak sobie padnie z kółkiem z auta, żeby tylko zjeść.

A który ci się otwiera to okno?

to jeszcze trochę co do 11 to jeszcze do 11 tak bo wczoraj późno z teatru wróciłam i jeszcze oczywiście musiałam to otworzyła tak ja nie mam skorpułów po prostu jestem głodna to.

Otwierasz a tam nie tylko światła tylko wszystko tylko światła i w ogóle cały czas tam to światło jest więc to trochę niepokojące.

Pogodowe te pogodowe, żywieniowe też mogłoby się już otworzyć ale ja jeszcze chwileczkę.

No to żeśmy sobie pogadały o jedzeniu.

Tak, już jest bardzo dobrze, żeśmy się ustawiły.

A miałyśmy o kitach polskiego kabaretu.

No to w sumie już jesteśmy w domu.

No tak, ale gdzie my jesteśmy z tym uśmiechem i z tym, co nas śmieszy?

No wiesz co, nie jest łatwo.

Coś się zmienia?

Nie jest łatwo.

Jesteśmy coraz bardziej wybrudni?

Tak, jesteśmy smakoszami, jeżeli chodzi o humor.

Czy dalej jest koleżmy wokół lodówki?

Znaczy chciałam to ładnie, wiesz, po kabaretowym przyczepić, żebyś miał ładną całość.

Nie, to się pięknie zmienia.

Ale też ostatnio ktoś mnie zapytał właśnie w związku z Zoomem i z hitami polskiego kabaretu, czy ja w ogóle oglądam kabarety w telewizji.

No więc chciałam ci odpowiedzieć.

Nie bardzo ponieważ uważam, że forma kabardowa jest formą do oglądania na żywo tak naprawdę cała cała rada, że leci wspólnie to plastyk tak tak tak tak tak tak tak tak tak tak tak tak tak tak tak tak tak tak tak tak tak tak tak tak

Kilka takich na szczęście udało mi się obejrzeć.

No i oczywiście ja bardzo często sięgam do archiwów.

Także w archiwach to są takie smaki, że to nie tylko... Ale my lubimy takie evergreeny, takie, że jak już się z czegoś śmialiśmy od kiedyś, to tak z przebojami, że jak już słyszeliśmy jakieś piosenki, to lubimy do nich wracać?

Oczywiście, że tak.

Ja myślę, że nawet powtarzając czasem w internecie ktoś ktoś obejrzał nawet po raz pierwszy i wrzuca na przykład ostatnio oczywiście słynny franczewski z pszoniakiem i sketch awas to wiadomo od razu skierunkowany do pakosińskiej No bo to oczywiście wątek górzyński się pojawia chociaż nie ma imienia awas w języku górzyńskim mój mąż się bardzo burza ale a was to nie jest

ale jest tak też wkręcony w ten sketch, także to jest piękno.

Ale właśnie, to jest bardzo prosto zrealizowane, ale wszystko, co trzeba, jest tam widoczne.

Do czego ty najbardziej lubisz wracać?

Albo jakbyś miała takie top 3, top 5 wymienić?

Mówisz z takich dawnych?

Tak, z takich w ogóle takich.

Słuchajcie, że ja w ogóle tak naprawdę, jeżeli chodzi o formę kabaretową, to zaczęłam się interesować zupełnie przypadkowo, będąc na polonistyce, więc to była najpierw warstwa tekstowa, czyli były to kabarety,

Siedzę i od tego nie ucieknę nie zdaje mi to tak jakbyś miała 20 lat Przepraszam bo trochę tak, przedwojnia.

Ale oczywiście pani się urodziła w tamtym tysiącleciu Przepraszam tak moja córka zawsze moja ma się urodziła w 1872 roku bo jest.

Tak No więc tak naprawdę właśnie Zula Pogorzelska więc tak te klimaty pro quo tak po to oczywiście z powojennych to na pewno starsi panowie jest na pewno kabaret Dudek który tak naprawdę dopiero teraz tak powolutku bardziej się z nim zaprzyjaźniam są piękne piękne piękne skacze No oczywiście no słynny wężykiem wężykiem No to chyba myślę że wszyscy fani kabaretów ten sketchy znają No ale właśnie

tak naprawdę kiedy już wyszłam jakby z tych książek z tej literatury kiedy tak naprawdę obejrzałam coś na żywo No to właśnie był kabaret potem ja pamiętam taki o Polski festiwal gdzie właśnie tak było tak że nie do końca jeszcze dla mnie jako dziewczyny to było interesujące i nagle weszli potem i ja oszalałam że to było zupełnie coś innego inna poetyka inny żart coś się pali a my jedziemy tak na drugą stronę tak na dużej straży przyjechałam do Warszawy patrząc

ale wiesz takich kabaretowych jeszcze wspomnień to pamiętam jak tata miał takiego starego Gruntyka i chodzili z mamą na takie właśnie kabaretowe spotkania i to prawdopodobnie był kabaret pod Egidą tak tylko ponieważ moja mama siedziała bardzo blisko głośnika a wiesz No jestem córką mojej mamy moja mama jest jeszcze lepsza więc tak naprawdę było tylko słuchać strasznie głośny śmiech śmiejącą się babkę tak tak tak

Chodzić na występy z Grundigiem, żeby nagrywać, ale z drugiej strony jesteśmy pokoleniem, które jak słuchało radio, ja miałam Kasprzak, to też nagrywałam te piosenki, żeby potem sobie ich posłuchać.

A to się dało.

Tak, dało, to oczywiście.

No dobrze, ale powiedzmy, czy nasze poczucie humoru w ogóle się zmienia, my śmiejemy się z innych rzeczy, czy wracasz do takich, wiesz, starych...

że podstawa być musi prawda więc tak bardzo ładnie mi to obserwować jak to wszystko pięknie przechodzi od tej tej poezji troszeczkę w przebieranki troszeczkę żart skrócony troszeczkę wziar turbaszny ale myślę, że tak wędrużując po Polsce z takim i weźmie ze spotkaniami, kabaretowymi kabaretowymi.

to widzę, że publiczność oczekuje już czegoś więcej.

Już tych niuansów.

Czyli co, takie bardziej... Tak, żeby tam czegoś poszukać.

Czyli to tak naprawdę wracamy do tej starej formy kabaretowej, która opisywała nam rzeczywistość, pomagała ją przerażać.

Tylko to musi być inteligentne, bystre.

inteligentny to zawsze powinno być bo kabaret to inteligencja przede wszystkim to była tak naprawdę rozrywka dla elit to teraz tak sprześniało także ja bardzo nie lubię jak rozmaite formy na przykład nie wiem parlamentarne rozmowy tak to się wszystko ale to jest kabaret to ja po prostu.

tym uszami idzie bo to nie jest tak bo żeby stworzyć program kabaretowy to naprawdę trzeba mieć niezłą wiedzę mnóstwo empatii żeby nawiązać kontakt z widzem żeby właśnie trzymać tą temperaturę spektaklu który często trwa z dwie godziny a jest teraz utrzymaj tak widza tak mówiąc do niego tak.

Trzeba przede wszystkim mówić o czym No a najważniejsze to jest po prostu być prawdziwym w tym wszystkim co się wykonuje na scenie i trochę za tym też tęskni i w dzień na scenie bardzo tym tęskni.

Za taką formą podania ale tak naprawdę ja wiem też dlaczego dużo osób z młodego pokolenia ucieka trochę w stand up.

Bo właśnie ta forma kabartowa wydaje mi się już taka remolasta, że to już jest takie nie, nie, nie.

Że ten stand-up to taki powiew, no świeżości trochę.

Tak, a my ostatnio z Ewertem Otyką rozmawialiśmy i on powiedział, że jego córka powiedziała, tato, w ogóle się nie przyznawaj, że ty jesteś z kabary, to powiedz, że ty jesteś stand-uper.

Ale z drugiej strony wiesz jest jeszcze sztuczna inteligencja i różnego rodzaju, to jest ogromne niebezpieczeństwo zalewające sieć które są zabawne które od razu mają obraz bardzo lubię to jest tak, że to jest bardzo szybki strzał coś się dzieje i od razu masz dobry komentarz a internauci

Dla widzów?

Nie, dla tego, który tam stoi i po prostu jedzie, a nigdy nie wiesz, kto jest na publiczności, nigdy nie wiesz, jak oni zareagują, nigdy nie wiesz, jakie mają poglądy i co ich śmieszy.

I zostajesz wtedy sam ze sobą.

I dla mnie, i mi się wydaje, że to musi być po prostu wyciskające jak cytryny.

Pamiętam, Rafał Rutkowski kiedyś tu siedzii opowiadał, że jeden pan zasnął na jego stand-upie.

Przyszedł bardzo bardzo zmęczony, usiadł, ktoś go przyprowadził i on zasnął.

I to zasnął jeszcze w takim powiedzmy drugim rzędzie, więc naprawdę było widać, niech to został bohaterem całego show.

Myślę, że April go grywał.

Wszyscy świetnie się bawili.

Oczywiście.

A panu po prostu spadała opowieka, on walczył, ze sobą walczył i nieważne co Rafał miałby do powiedzenia.

Ja lubię takie depresyjne sytuacje.

Przecież teraz od lat jestem sama na scenie, jeżeli chodzi właśnie o taką formę satyryczną.

I takie trzymanie widza przez te dwie godziny, no powiem ci... Nie, to musi być wykańczające, słuchaj.

Ale powiem ci, że z drugiej strony to jest taki niebezpiecznie satysfakcjonujący stan.

Kiedy tak naprawdę wszystko jest w twoich rękach i ty jakby lepisz tą glinę.

Zawsze jest podstawa, oczywiście tekst, cały program jest wyłożony.

Ale właśnie, czy właśnie przyjdzie ktoś bardziej senny...

Albo ktoś głodny, żeby się miały klamerkę.

To wymaga ogromnej czujności.

Są jakieś takie numery, które zawsze wchodzą?

Wiesz, jak coś zrobisz, to wiadomo, że to idzie.

No tak, program jest tak naprawdę po jakimś czasie już tak sprawdzony,

że jest w ogóle program kabaretowy to jest rytm to jest muzyka którą muszę trzymać więc nawet jeżeli są rzeczy które się dzieją tak tak tak więc czasami powiedzenie żartu czasami jaki jest kiks to ja wiem, że wywaliłam się nie będzie nie będzie takiej reakcji jaka być powinna po prostu ten rytm z rytmu nawet widzę wytrąciłam.

ale jest to bardzo, bardzo przyjemnie.

No dobrze, ale tak jakbyś miała stanąć tu na środku, skrzyżowanie w tłumie ludzi, których kompletnie nie znasz, zwykłych przechodniów, to co by się na pewno sprawdziło tak na szybko przed tą pierwszą poranną kawą?

Bo ludzie się spieszą, idą do roboty i wtedy wychodzi pa Kosińska i mówi, halo, halo, chciałam coś powiedzieć.

Zazwyczaj są takie sytuacje, że od razu o Pani Kasia i są jakieś od razu są jakieś opowiadania jakieś historie dla mnie do mnie.

Coś się dzieje ale po prostu wchodzę w kontakt natychmiast wchodzę w kontakt jakby nie nie kombinuje co powinnam jak tylko po prostu się trzeba w to puścić i

i zagłębić, a czy wszyscy, których spotykasz właśnie na takiej ulicy, nie wiem, czy jeździsz metrem, czy tramwajem i czy idziesz do warzywniaka po marchewkę, czy oni wszyscy cię spotykają na ulicy i sobie myślą, ta Pakosińska to taka śmieszna, na pewno rzuci taki żarcik i spodziewają się bardzo śmiesznej babki, która nie może mieć kwaśnej miny.

Ja nie jestem śmieszną babką, jestem bardzo introwertyczną osobą.

Ja słyszałam, że wy w ogóle kabareciarze, to jesteście strasznie smutni.

No dobra wróćmy do tej marchewki.

No i co?

Idziesz tutaj na marchewki?

Ja jestem ta, która idzie na marchewkę.

Mnie nie można poganiać.

Idziesz po tę marchewkę, stajesz pod tym warzywniakiem, tam tłum też po marchewkę stoi i o czym gadacie w takiej kolejce?

Od razu jakby nie ma żadnej granicy.

To też jest bardzo miłe, że tak naprawdę od razu jestem dla ludzi kimś bardzo bliskim.

z osobą, z którą się może zakumplować.

I myślę, że na pewno dała to scena to, co zaprezentowałam przez te ponad 30 lat na scenie, że jakoś tak nie stwarza.

Bo przecież ty masz 200 lat.

No, wiesz.

Pamiętasz, jak biegał się w biegu po nowe życie, że uczył na masażu.

Dokładnie wiesz, aż potrafię.

Ale potem wchodzisz do domu, jest cisza, gada twój ojciec, twój mąż, twoja córka, a Pakosińska siedzi w ciszy?

Pakosińska czyta, natchniona, słucha muzyki i gotuje i gotuje marchewkę.

I gotuje marchewkę.

ale tak naprawdę za mało się śmiejemy możemy dużo mówić o także wszystko tak wciąż jest za mało, i nawet takie muzyki w pytaniach o co dziś u ciebie.

Dobrze tam jakoś takiego fajnie jest jakoś dobrze.

że tego śmiechu i będzie więcej jakiekolwiek formy naprawdę, cokolwiek do kogokolwiek trafia to naprawdę to chwytać cieszyć się tym w ogóle życia w cytrynę wyciskać sprawiać żeby wszystko było piękne Ja to się naprawdę otacza ładnymi rzeczami fajnymi

i potem stoisz po taką marchewkę i pani z panem moim, o Jezu, sikałem się ze śmiechu, tak?

Dla Pankosińskiej to jest tak, jak jest kałuża na ziemi, to znaczy, okej, dobrze było.

Nie, wystarczy, że jest pogodnie i ktoś jest radosny, także to jest najważniejsze.

A to znowu ruszają, wiem, że w piątek, może 5 września, także zapraszam serdecznie.

Hity.

Gdzieś tam też się pojawi.

Hity polskiego kabareta.

Tak się pojawi.

A kiedy my się widzimy?

To było bardzo dobre wprowadzenie w weekend i w śniadanie.

Ona idzie szukać okna żywieniowego.

My tu mamy duże okien, słuchaj, zaraz ci znajdziemy.

Do zobaczenia, dziękuję ślicznie.

Kaparzyna Pakosińska, moim i waszym gościem.

9.17, jest tak, że to już jest najwyższa pora, żeby oddać głos do studia.

One trano, wiem, patrzcie, nie umie wysiąść.

Normalnie w tych kamaretach nic was nie uczą.

Jak mi jak damy, trzeba byłoby zasłonić, jakby realnie było.

Nie było, patrzcie.

Dziękuję ci serdecznie.

A ja oddaję głos do studia, tam Magdalena Rigamonti.

Dziękuję wam bardzo serdecznie za dziś i miłego weekendu.

Życzę do zobaczenia.

KONIEC!

Magdalena Rigamonti, dzień dobry państwu, onet rano wiem.

Za chwilę rocznica wybuchu II wojny światowej, najazdu Niemiec na Polskę, 1 września, proszę państwa.

Ale o wojnie będziemy rozmawiać, a w zasadzie o tym, co po wojnie, jak zdobywaliśmy Pomorze, proszę państwa.

Ta książka ukazała się niedawno nakładem wydawnictwa Rebis pod redakcją Ewy Winnickiej, mojej gościnni, wybitnej reporterki i autorki książek, reportaży, dziennikarki również.

Dzień dobry.

Dzień dobry Ewa, ale tu jest proszę Państwa, ja przeczytam ten skład reporterski.

Artur Domosławski, tak, ten co napisał o Baumanie, ten co napisał o Kapuścińskim.

Magdalena Grzebałkowska, teraz jej książka o Konopnickiej w księgarniach.

Marta Grzybacz o Ravensbrück, świetny reportaż m.in.

Czarek Łazarewicz, nagroda Nike za, żeby nie było śladów m.in.

Ewa Wilnicka.

Miastereldo Maria Panna o tak naprawdę śląskim dzikim zachodzie, a w zasadzie o dzikim zachodzie prawdziwym amerykańskim i tych ludziach, którzy ten dziki zachód ze Śląska w Ameryce budowali.

I Michał Wójcik, znakomity reporter, autor tekstów dotyczących II wojny światowej.

Mroczne historie z ziem odzyskanych.

Ewa, to jest tak, że ja jestem Warmianką.

Też pochodzę z ziem odzyskanych.

Moi dziadkowie tam przybyli w 49, 50 roku, czyli trochę później, kilka lat po wojnie.

Ale wy się skupiliście na Pomorzu, na Pomorzu Zachodnim, na Darłowie i okolicach, na miasteczkach, które były całkowicie miastami niemieckimi.

miasteczkami i miastami niemieckimi w ciągu kilku lat miały stać się polskie.

Co to była za historia?

Powiedz mi, co tam się działo?

W ogóle chciałbym zacząć, że ja w ogóle ani nie jestem Warmianką, ani Pomorzanką.

Ja urodziłam się w Sosnowcu i w ogóle ta historia, którą zaczynałam poznawać w związku z tym, że wyszłam za mąż za Pomorzanina, Darłowianina, Tezarego Łazarewicza, była dla mnie fascynująca.

To znaczy, to jest wymiana kulturowa związana z decyzjami politycznymi.

I pomyślałam o tym, że przyjrzenie się temu momentowi, temu 45. rokowi i temu, co się dzieje w jednym mieście i okolicach, to z punktu widzenia reporterskiego jest świetny pomysł, żeby potraktować to Darłowo i okolice sławno.

Jako takie laboratorium i zobaczyć dom po domu, co się dzieje, kiedy Niemcy muszą odejść, a Polacy wejść.

I w tym wszystkim są wojska niemieckie, jest armia rosyjska.

Ale Niemcy muszą odejść, część Niemców zostaje, bo Martę Grzywacz, reporterkę wysłałaś, mogę tak powiedzieć, do starej Niemki, 97-letniej wtedy, kiedy Marta to pisała, która zdecydowała się zostać na Pomorzu.

Powiedziałaś o wojskach rosyjskich.

Gwałty, szabrowanie, znęcanie się, masakra tak naprawdę.

Zresztą to miało miejsce i na Warmii, i na innych miejscach, w innych miejscach na ziemiach odzyskanych.

To prawda, to znaczy w ogóle fascynujące dla mnie było to, bo kiedy ja dorastałam, to nie zajmowaliśmy się w ogóle tym, co się działo z cywilną ludnością niemiecką.

To znaczy to byli wrogowie, to byli oprawcy i niezależnie, czy to byli wojskowi, czy to były kobiety i dzieci, jakby...

Wywołali wojnę, więc muszą cierpieć.

Natomiast bohaterka Martę Grzywacz to jest nastolatka, którą z zachodnich Niemiec, kiedy zaczynają się alianckie bombardowania, państwo wysyła na daleki wschód, donikąd, czyli do Darłowa, po to, żeby przetrwała jakby chwilowe trudności w Rzeszy.

Chwilowymi, umówmy się według propagandy, nalotami.

I 800 kilometrów dziewczyna jeździ, 16-letnia.

Jest traktowana jako osoba z zewnątrz przez ludzi miejscowych.

Ona zresztą też traktuje ich, ona jest z Wielkiej Rzeszy.

I traktuje tych wieśniaków z Rigenwalde, jak w ogóle obywateli... Rigenwalde tak się darłowo nazywało.

Tak, jako w ogóle obywateli takich troszkę mniej cywilizowanych.

A potem zaczyna się Armagedon, który do końca w ogóle ludzie nie wierzą, ponieważ propaganda hitlerowska jest tak silna i przekonanie o zwycięstwie III Rzeszy jest tak silne, że te wiadomości, które przychodzą ze wschodu, z Warmii, bo tam Armia Radziecka nadciąga i te wszystkie okropności już się dzieją.

I bardzo wiele osób w ogóle to wypiera.

I tak naprawdę małżeństwa z polskimi żołnierzami, którzy też wtedy przychodzą razem z armią rosyjską, armia Berlinga, to jest dla bardzo wielu Niemek i w ogóle osób, które zostały, jest jakby w ogóle jedynym ratunkiem.

To nie są małżeństwa, które są małżeństwami z wielkiej romantycznej miłości.

Tylko wyjdę za mąż i się uratuję.

Tak, i przeżyję.

i bohaterka Martę właśnie w ten sposób w ogóle ratuje swoje życie.

I zostaje w Darłowie.

Zostaje w Darłowie, ma 97, jeszcze w 97 roku jeździła samochodem swoim.

I to małżeństwo nie jest specjalnie ani dobrane, ani szczęśliwe, bo to i jakby pani Jerzeska odżywa jako taka kustoszka pamięci dopiero kiedy zostaje wdową.

Alewa, wy w tej książce, jak zdobywaliśmy Pomorze, też opisujecie Sowietów, opisujecie Armię Czerwoną i to, co ta Armia Czerwona robiła.

Powiedziałam o gwałtach, o innych zbrodniach i NKWD-istów i Urząd Bezpieczeństwa.

Ta historia się powtarza, bo...

To, co robi armia Putina teraz w Ukrainie, to jest dokładnie to samo, co robiła na Warmii, co robiła na Pomorzu Zachodnim.

Oczywiście jako reporterzy docieraliśmy do osób, które żyją.

Ale niesamowitym źródłem dla mnie informacji było zebranie meldunków powstających służb porządkowych i służb bezpieczeństwa polskich, które zaczynały nie tyle organizować się na ziemiach...

które zostały nam przyznane w wyniku układów międzynarodowych.

Tak to nazwijmy, to nie są ziemie odzyskane, bo myśmy nigdy na tych ziemiach tam nie było.

To jest też niesamowite fałsz.

Także Bałkowska mówi, że to ziemie pozyskane.

Ziemie pozyskane, tak się mówi.

I te meldunki, które można czytać w tej chwili, opowiadają przerażającą historię takiego bestialstwa, ale takiego bestialstwa w ogóle bez powodu żadnego.

że pali się domy po to, żeby je po prostu zniszczyć, że morduje się ludzi, chociaż nie trzeba.

To są rzeczy, które są niezwykle cenne dla nas pewnie w tej chwili.

Po prostu musimy zobaczyć, jak naprawdę to wyglądało.

No ale w Buczy działo się to samo.

Rosjanie weszli teraz, w 2022 roku.

Mordowali, żeby tylko mordować cywilów, gwałcili, żeby gwałcić, osikiwali książki ukraińskie, żeby zniszczyć.

Tak, robili, jakby nie korzystało się z toalet, mimo że one były, tylko... Mówisz o Rosjanach?

Jest takie niesamowicie dojmujące też są wspomnienia młodych ludzi, którzy jako starzy ludzie, starzy już Niemcy, napisali wspomnienia z tych przełomowych miesięcy w 1945 roku, takich dzieciaków, które wtedy w ogóle ledwo rozumiały, co się dzieje.

I to z taką dziecięcą niedowierzaniem.

Mówią o tym, że po co to wszystko niszczyć?

Albo dlaczego się tory rozkręca, skoro one są i potem nie ma jak dojechać?

Potem ci sami ludzie, którzy rozkręcali te tory, nie mają jak dojechać.

To miejsce, które wcześniej mogli dojechać.

To chodzi o połączenie między Sławnem i Darłowem.

No i teraz pociągu nie ma, tylko jeździ taka mała, taki jakby wagonik.

Ale to jest też historia Polaków, wasza książka, którzy przyjechali na tę ziemię.

Jedni przyjechali się osiedlić i żyć, a inni przyjeżdżali tylko, żeby szabrować.

tylko żeby wyciągnąć jak najwięcej z tych poniemieckich, jak się mówi, poniemieckich domów i żeby po prostu mieć zysk.

To w ogóle taki czas przełomu to nie jest czas, kiedy ludzie wykazują się największym humanizmem i największą szlachetnością, ponieważ wszyscy chcą przeżyć.

I oczywiście był szaber na ziemiach pozyskanych.

Natomiast znakomita większość przyjechała dlatego, że nie miało już swoich domów.

Właśnie też z powodu tych samych decyzji historycznych.

I oni też trafiają w ten...

taki kocioł w tą przemoc rosyjską, w te tymczasowe przestępcze koalicje rosyjsko-niemieckie, niemiecko-polskie, niemiecko-niemieckie, bo przecież wtedy kiedy się okazuje, że Niemcy muszą wyjechać, to wtedy dopiero zaczyna się to naprawdę klondajk.

bo jest minie, które oni muszą zostawić.

Są ludzie, którzy za wszelką cenę chcą przeżyć, nie można też ich oszukać.

Są Rosjanie, którzy zajmują świetnie prosperujące gospodarstwa,

momentalnie doprowadzając je do ruiny, kradną osadnikom zboże, które oni w pocie czoła, to pierwsze zboże, które próbują zebrać.

To też nie jest coś, co powoduje, że ludzie są lepsi niż są.

To są niesamowicie ciekawe i dramatyczne czasy.

My musimy pamiętać proszę Państwa, że tych ziem odzyskanych, ziem pozyskanych w Polsce jest bardzo dużo, bo i cała Polska Zachodnia, Warmia i Mazury i właśnie Pomorze Zachodnie, jak zdobywaliśmy Pomorze, książka pod redakcją.

Ewy Winnickiej.

Ja chciałabym już odpowiedzieć na pytanie, którego nie zadałaś i jak udało mi się pozyskać tych wszystkich autorów, świetnych zresztą.

Ja myślę, że jeden powód to jest to ty, że to jesteś ty redaktorka, a drugą, że ta historia jest niesamowita.

Tak, ja chciałabym powiedzieć, że to był szantaż emocjonalny.

Tak się składa, że to są ludzie, których znam i naprawdę byłam dla nich okrutna.

Macie pisać do Dąbrowskiego.

Tak, macie pisać.

Do Grzeba Łukowskiego.

Albo się do was już więcej nie odezwę.

No i napisali.

Napisali świetną książkę, jak zdobywaliśmy Pomorze, Ewa Wilnicka.

Proszę państwa, każda z tych historii jest jak film.

Od razu się zanurzamy.

Zanurzamy w ten świat 45, a nawet 44, bo część historii... I 47 też.

Zanurzamy się w ten świat końca wojny i...

początku wolnej Polski, wolnej jak wolnej, no bo nastało przecież za chwilę PRL i Sowieci opanowali również Polskę.

Polecam wszystkim bardzo serdecznie.

Ewa Winnicka, bardzo dziękuję za to spotkanie poranne.

0:00
0:00