Mentionsy
Czy potrafimy bezinteresownie pomagać?
Szukaj w treści odcinka
Dzień dobry, witam państwa.
Zatem czas na punkty widzenia.
Piątkowe, weekendowe.
Mam nadzieję, że państwo już mają jakieś plany, jak ten weekend spędzić.
Oby wszystkie się spełniły i żeby to był dobry...
Weekend, dobry piątek i jak najwięcej dobroci do Państwa dzisiaj trafiało, jako że mamy Dzień Dobroczynności.
Jerzy Siderowicz nasz program realizuje, a w studiu goście, którzy będą razem ze mną starali się znaleźć odpowiedź na pytanie, czy potrafimy pomagać, czy potrafimy pomagać bezinteresownie drugiemu człowiekowi, jakimś społecznościom, kiedy najchętniej pomagamy.
i jaką formę pomocy najchętniej także chcemy przekazywać.
O tym wszystkim będziemy chcieli rozmawiać także z państwem.
Ja przypominam, że po wakacjach punkty widzenia wracają.
To jest audycja interaktywna, którą w ogromnej mierze tworzą państwo, czyli słuchacze Radia Kielce.
Zatem odwagi proszę dzwonić i włączać się do dyskusji.
A w studiu, tak jak powiedziałam, goście Anna Linowska, psycholog z Katedry Psychologii Uniwersytetu Jana Kochanowskiego w Kielcach.
Witam.
Pani Joanna Sędziejewska, wiceprezes Stowarzyszenia Asumpt, ale także koordynatorka Lokalnego Centrum Wolontariatu w Chęcinach.
Witam Panią.
Anna Hraboszcz, prezes Stowarzyszenia Asumpt.
Witam.
Jest z nami także Łucja, Łucja Picheta, która na co dzień chodzi do Szkoły Podstawowej w Chęcinach.
Szkoła nosi imię Jana Kochanowskiego.
Łucjo, wszystko się zgadza.
Klasa szósta, lekko nie jest w szóstej klasie, jeszcze nie wiesz?
Już wiesz, że nie będzie łatwo.
Drodzy Państwo, to numer naszego telefonu.
Wolontariat, udział w akcjach charytatywnych, pomoc w nauce, to tylko niektóre.
Oczywiście z form, w jakie angażują się Polacy, jak wynika z badań.
Najchętniej niesiemy pomoc w momentach kryzysowych, ale...
czasem nasze zaangażowanie słabnie.
No właśnie, pani psycholog, jak to jest z tym pomaganiem?
Dlaczego w ogóle pomagamy?
Bo współczujemy, bo chcemy być dobrze postrzegani, bo chcemy mieć dobre i spokojne sumienie?
To jest taka wewnętrzna potrzeba bycia potrzebnym też, po to, żeby też poczuć się dobrze samemu ze sobą.
Jestem dobrym człowiekiem.
Więc to nie jest takie do końca altruistyczne, bo to może być też właśnie takiego tutaj troszeczkę jakaś cząstka egoizmu.
Natomiast my często pomagamy wtedy, gdy widzimy, że inni ludzie pomagają.
Jest coś takiego w psychologii, taki efekt właśnie potwierdzenia tego społecznego, że jeżeli my zauważymy, że ktoś komuś pomaga, już jakaś grupa, my też dużo chętniej wtedy pomagamy komuś.
Podjąć inicjatywę i porwać za sobą tłum.
Takich osób jest mniej, bo mają na przykład podątpliwości, czy warto pomagać, a czy ten ktoś na przykład... No bo to na przykład są...
Takie sytuacje na ulicy, że ktoś się przewróci, czy temu komuś pomóc, czy to nie jest osoba po spożyciu jakiegoś tam alkoholu, tak?
Dokładnie tak, ale jak już jest więcej osób, to chętniej pomagamy.
Efekt słaby, to prawda, bo my mamy wrażenie, że o już pomogliśmy, no to po co jeszcze pomagać?
To było widać w momencie wybuchu wojny na Ukrainie, że wszyscy Polacy naprawdę rzucili się do pomocy, do zbiór.
Świat nas pokazywał jako wzór.
do zakupów dla tych uciekających ludzi, ale potem niestety to wszystko osłabło, ze względu na to, że też nie mamy takich możliwości.
Już stwierdziliśmy, że no pomogliśmy, no ileż mogę ja pomagać, niech inni też się zaangażują.
Więc ten efekt po prostu naturalnie słabnie.
Czyli to nie jest taka cecha charakterystyczna dla nas Polaków, tylko to jest po prostu cecha ludzka.
41200 2020 czy potrafimy pomagać czy chcemy pomagać i czy potrafimy pomagać bezinteresownie o tym dzisiaj rozmawiamy czekamy tak żeby państwo włączyli się do dyskusji Polacy pomagają jak wiemy ale tak najchętniej to pomagają spontanicznie i inaczej pomagają osoby starsze inaczej pomagają osoby młodsze coraz częściej te pokolenia urodzone już po 2000 roku to
w internecie, bo tak jest szybciej, bo tak jest łatwiej, bo tak po prostu świat teraz wygląda.
Pani Joanno w Centrum Wolontariatu ta pomoc to jest dzień powszechny.
I wygląda to w ten sposób, że jak tworzyliśmy to centrum wolontariatu, wcale nie było to w zamiarze, żeby ono było tylko i wyłącznie młodzieżowe.
Samo tak z siebie wyszło tak naprawdę.
Oferta była szeroka i mogli do wolontariatu przystąpić wszyscy, i dorośli, i młodzież.
Życie tak pokazało, że młodzież ma najwięcej tej chęci, tego czasu chyba na pomaganie.
Poza tym myślę sobie, że dorośli pomagają często bardzo akcyjnie, a mają też zasób w portfelu i jeśli jest akcja, zbiórka, kładą te pieniądze w portfel.
Po prostu na stół, że tak powiem, albo przez różne portale wpłacają.
Natomiast młodzież się angażuje i myślę sobie, że o wiele bardziej długoterminowo niż dorośli.
Pewnie też ze względu na to, że niesie to im dużo więcej zaskakujących wartości.
Oczywiście poza takimi finansowymi aspektami, ale chodzi tu mi o kwestie związane z tym, że...
W takim centrum wolontariatu nawiązują się różne przyjaźnie, oni mają różne kursy, szkolenia i tak dalej, więc oprócz tego, że dają od siebie, a też trochę ze sobą zabierają z tego.
Czyli taka wartość dodana.
Tak, zdecydowanie.
Czy Polacy potrafią pomagać, czy potrafimy pomagać bezinteresownie?
O tym dzisiaj rozmawiamy.
No właśnie, proszę by państwo się włączyli do dyskusji.
Fundacja pomagam.pl kilka dni temu dosłownie przedstawiła raport, w którym widzimy wyraźnie, że ponad połowa Polaków woli pomagać konkretnym osobom niż organizacjom pozarządowym, a 61% z nas wspiera właśnie takie spontaniczne i emocjonalne akcje.
Pani Anno, pani jest prezesem stowarzyszenia, które no przyniesie pomoc innym
Te Pani obserwacje, doświadczenia też pokazują, że szybko, spontanicznie emocje, później emocje gasną i pomocy nie ma?
Tak, zdecydowanie tak.
To jest to, co Pani mówi, emocje, tak?
Czyli ten taki zryw pod wpływem chwili, pod wpływem impulsu, pod wpływem takiej potrzeby, która się nagle pojawia.
Te badania, o których pani mówi, to jedno, ale też Stowarzyszenie Klon Jawor prowadzi takie regularne badania w zakresie wolontariatu w kontekście organizacji pozarządowych i one świetnie pokazują, że właśnie największe zaangażowanie jest w akcyjne akcje.
Natomiast jeżeli chodzi o posiadanie takich wolontariuszy w organizacjach pozarządowych, którzy na stałe współpracują z daną organizacją, którzy są z tą organizacją po prostu przez cały czas, no to to są jednostki w tych organizacjach.
Wynika to na pewno z tego, że jednak jeżeli jest organizacja, która w swoim obszarze działań potrzebuje wolontariuszy, to ona też potrzebuje takiej deklaracji, żeby ten wolontariusz był, bo to są różne, to są hospicja, to są różne ośrodki.
Więc od osoby dorosłej, ale czy też od osoby młodej wymagać takiej deklaracji, że ona będzie regularnie się angażować w ten wolontariat, no jest już ciężej uzyskać, niż jak od czasu do czasu włączymy się w jakąś akcję.
No tak, moralne jest to, że taki młody człowiek w wieku łódzki na przykład będzie deklarował, że te 10 najbliższych lat to na pewno będzie wolontariuszem, bo kto wie, co będzie za 3-4 lata łódzkie.
Ty jesteś teraz w klasie szóstej, to masz ile, 12 lat?
Ale już od półtora roku jesteś wolontariuszką, jak to się w ogóle stało?
Znaczy mój tata, kiedy przyjechałam z takich zajęć, jakby to powiedzieć, powiedział mi po prostu, że jutro idę na takie spotkanie z wolontariuszami, że będzie fajnie i tak zostałam do dzisiaj.
Bardzo fajna inicjatywa.
Dużo osób właśnie potrzebuje takiej pomocy od nas, żeby na przykład wyrzucić śmieci lub przynieść książki z biblioteki.
Takie proste czynności by się wydawało, prawda?
Codzienne, że każdy mógłby to zrobić, ale są osoby, które nie są w stanie worka ze śmieciami wziąć i wynieść kilkanaście metrów.
Od tego jesteście też między innymi wy.
Tak, właśnie jest taka jedna pani, której przynosimy książki i też...
Ludzie spoza naszego terytorium, takiego wolontariatu, potrzebują takiej pomocy, której my próbujemy dać, jednakże czasami nie da się tej pomocy dotrzymać i dlatego robimy takie zbiórki pieniędzy.
No właśnie, że zbieracie na kogoś.
Z tymi zbiórkami to też jest bardzo różnie i o tym jeszcze u Ciebie porozmawiamy, bo wiem, że masz swoje obserwacje i doświadczenia.
Jakie doświadczenia mają Państwo?
Proszę bez obaw zadzwonić i podzielić się z nami tymi swoimi spostrzeżeniami.
Czy spotkało Was za to coś dobrego, a może wręcz przeciwnie?
Bo jest coś takiego, Pani Anna, zwracam się do Pani...
Anny Linowskiej.
Ja to niejednokrotnie słyszałam, jak ktoś się żalił, że nie będę już więcej pomagać, bo tyle w życiu pomogłam, pomogłem i nic w zamian, nic do mnie nie dociera.
No i to jest bardzo przykre, bo to oznacza, że osoba, która mówi takie słowa i pomagała, oczekiwała coś w zamian i nie robiła tego właśnie, tak jak mówiliśmy wcześniej, bezinteresownie, tylko liczyła na rewanż.
Właśnie chyba o to chodzi w takim pomaganiu, takim prawdziwym, prawdziwym pomaganiu, że robię coś i nie liczę na nic w zamian, bo zwykłe dziękuję wydaje mi się, że wystarczy, bo nie po to pomagam, żeby czerpać korzyści z tego.
No tak mi się wydaje, że to takie mało szczere.
To już wtedy nie jest taka realna pomoc.
Bo powiedziała pani, że to można podnieść kogoś z ulicy, bo upadł i to już jest pomoc, ale można wpłacić 10 tysięcy na chore dziecko, to też jest pomoc.
Wydaje mi się, że najpierw w takim razie pomoc to jest zauważenie potrzeb drugiego człowieka i czy my możemy odpowiedzieć na te jego potrzeby, których nie jest on sam w stanie zrealizować.
Natomiast jeszcze chciałam nawiązać do tego, co pani redaktor powiedziała, że nie będę pomagać, bo już tyle się napomagałem, ale prawda jest taka też, że przestajemy wierzyć w jakieś zbiórki różne pozarządowych organizacji, bo dochodzą do nas informacje z mediów, że jakieś tam te organizacje są na przykład, nie wiem, defraudowane są te pieniądze, jakieś oszustwa tam są, tak?
Z tego, co ja widzę też, obserwuję jakieś profile polityków, jakiś gwiazd, show biznesu, to widzę, że bardzo duże zaangażowanie jest wtedy właśnie w zbiórki, gdy taka gwiazda, taki polityk, któremu ludzie ufają, jakby jego grupa oczywiście ufa, to wtedy angażują się naprawdę.
Jeżeli jakaś sławna osoba opublikuje jakąś zbiórkę i wtedy widać odzew.
Czyli się tak podłączamy pod takie znane nazwiska albo podłączamy się pod sytuacje, które no budzą ogromne emocje, czyli na przykład byłych wojny na Ukrainie, czy ostatnia sytuacja śmierć pana majora Krakowiana, który zginął podczas lotów próbnych przed Airshow w Radomiu i rzeczywiście ta lawina jaka się posypała pieniędzy bardzo dużo już na dzieci pozbierane, bo emocje.
Bo jak jest coś spektakularnego, to my chcemy brać udział w tym i bardziej wpływa na nasze emocje i nasze odczuwanie empatii, jeżeli coś wzbudza bardzo silne emocje.
Pani prezes fundacji, którą pani ma przyjemność prowadzić, zarządzać, wy obserwujecie takie właśnie zrywy, jeśli chodzi o pomaganie, jest taka akcyjność, czy ta pomoc tak sobie kapie systematycznie i drąży?
No tak, na pewno jest ta akcyjność i to są te zrywy, natomiast my z naszej działalności staramy się, no działamy lokalnie, głównie lokalnie i staramy się dostrzegać tej potrzeby u tych nie tak spektakularnych wydarzeniach i tam nieść pomoc, w jakiś sposób się zaangażować.
Czy to inicjując swoje działania o charakterze takim dobroczynym, czy po prostu włączając się w te, które są organizowane przez inne osoby, przez inne podmioty, a po prostu dodawać swoją tam kropeczkę nad i w tym wszystkim.
A jak według pani doświadczenie obserwacji brzmi odpowiedź na zadane dzisiaj pytanie, czy potrafimy pomagać i czy pomagamy bezinteresownie?
Potrafimy pomagać, na pewno potrafimy i przez te lata prowadzenia stowarzyszenia to wiele, wiele razy to nam zostało udowodnione przez ludzi.
Natomiast czy to jest bezinteresownie?
Myślę, że tak, chociaż... Czy chce pani tak wierzyć?
Myślę, że nie, że tak jest, natomiast my i tak dostajemy, jeżeli chcemy tak na to patrzeć, że to jest pomoc, to my i tak dostajemy coś w zamian.
Dla wolontariuszy z lokalnego centrum wolontariatu to jestem tutaj skłonna powiedzieć, że to też jest kwestia przynależności do pewnej grupy.
O czym mówię?
Dla nas samych, tak indywidualnie pomagających, jest taka satysfakcja z tego, że coś się udało zrobić w tym świecie, w którym za dużo złego, tak?
I że jakąś cząstkę dobra zostawiłem dzisiaj.
Więc my i tak coś dostajemy w zamian, chociaż dla nas, my tego nie oczekujemy.
To nie jest celem, prawda?
To chodzi o to, że to nie jest celem, nasze pomaganie, przepraszam, że się wcinał, że to nie jest celem, ale to jest jakby fajną, nie wiem, jakąś taką okolicznością niespodziewaną, że kurczę, no ja się dobrze czuję, bo ja komuś pomogłem, ale ja też mam takie poczucie, że ten ktoś się dzięki mnie dobrze czuje.
No to idąc takim rozumowania, to możemy stwierdzić, że nie ma bezinteresownej pomocy, że nie ma takiego faktycznego altruizmu.
No jeżeli mamy to tak klasyfikować.
No tak, ale jeżeli byśmy to, ja myślę, że tak to nie można tego klasyfikować, bo rzeczywiście, jeżeli to jest tylko moje dobre samopoczucie, to jest okej.
Gorzej, jeżeli ja komuś pomagam, bo liczę na to, że kiedyś na przykład on mnie zatrudni albo zatrudni kogoś z moich bliskich, prawda?
No to to już nie jest ta pomoc bezinteresowna, albo na przykład powiedzą na forum publicznym, albo jak jestem wspaniały, bo kogoś wsparłem.
Tak, niech jedna ręka nie widzi, co robi ręka druga.
Pani Joanno, a według pani jak brzmi odpowiedź na to pytanie?
Na pewno są też kwestie charakterylogiczne danej osoby, natomiast teraz z tego, co panie tutaj powiedziały przed chwilą, to myślę sobie, że ta myśl powstała mi zupełnie teraz.
To Centrum Wolontariatu, które my mamy i w ogóle różne centra wolontariatu, czy też organizacje pomocowe, które skupiają wolontariuszy, dają tę możliwość, żeby to nie było tylko tak akcyjne, że pokazują, że to może wyglądać inaczej.
Uczą wielu rzeczy, schematów też pewnego działania, że jest przygotowanie do akcji, jest dana akcja, potem się motywujemy, potem sobie dziękujemy.
Myślimy o kolejnej, planujemy, uczymy się planować i przeprowadzać takie inicjatywy.
Natomiast osoby, które nie są w takich organizacjach, które nigdy nie były w Centrum Wolontariatu, które nie wiedzą, jak to funkcjonuje, pomagają w taki sposób właśnie.
Zresztą jest to też bardzo duży wpływ mediów społecznościowych, bo widzimy to, co jest często rozpromowane, tak jak pani mówi, w przypadku tego pilota.
pojawiły się już takie pytania, a dlaczego na zbiórkę dla dzieci nie?
Więc to są takie... Od razu się ktoś włączy, prawda?
Tak, od razu ktoś się włączy.
A tutaj myślę sobie, że takie zorganizowanie się w takie centrum wolontariatu pozwala właśnie na to, że my przechodzimy przez różne procesy, od integracji, poprzez współpracę, działanie, widzimy sens i cel tego działania w taki sposób.
Inaczej pomagają ludzie okrzepli w latach, mówiąc najdelikatniej, a inaczej pomagają ci najmłodsi.
Te różnice pokoleniowe bardzo często widać w takiej narracji konfliktu pokoleń, ale jeśli chodzi o samo już pomaganie, wspieranie, no to napędzają te formy pomocy najczęściej najmłodsi darczyńcy w badaniach, które...
to przytaczałam państwu, ponad 45% osób z pokolenia Z i milenialsów wsparło cele społeczne poprzez zbiórki pieniędzy online, ale to wcale nie oznacza, że młodzi respondenci spędzają cały czas w internecie.
Na przykład baby boomersi, ja zaraz powiem, kto to jest baby boomersi, bo nie wszyscy to wiedzą, przodują w dwóch obszarach, nie tylko najczęściej ze wszystkich pokoleń przekazują 1,5% podatku, bo robi to aż 83% z nich, ale też najchętniej dokonują wpłat bezpośrednio na stronach internetowych.
internetowych.
Zetki pod wpływem trendów w mediach społecznościowych cenią szybkość i autentyczność, a milenialsi chcą mieć poczucie wpływu i chętnie sięgają po opinię bliskich.
Baby boomersi to są ludzie najbardziej lojalni, darczyńcy i ich zdobycie zaufania wymaga czasu.
No i wyjaśniam Państwu, baby boomers to jest człowiek, który urodził się w latach 40-tych ubiegłego wieku.
Pokolenie milenarsów, czyli Y to lata osiemdziesiąte, dziewięćdziesiąte i początek dwutysięcznych.
Zetki, czyli zumerzy to dwa tysiące, dwa tysiące, dziesięć, dwanaście.
To jesteś pokoleniem alfa, bez wątpienia.
Urodziłaś się po 2010 roku i tego rodzaju pokolenia bardzo chętnie też się włączają, co jest piękne.
Porozmawiajmy, Łucjo, o zaufaniu.
No właśnie, bo przecież niejednokrotnie uczestniczyłaś w różnych akcjach pomocowych, ale stałaś też nieraz z puszką i zbierałaś pieniądze.
Ufają wam?
Czasami bardzo nam ufają i dają pieniążki, żeby później oddać, ale też są tacy ludzie, na przykład starsze panie, które mówią, że my się niby przebieramy, że... Że wy jako wolontariusze, tak, się przebieracie?
Tak, że po prostu to nie jest dla tego na przykład chłopczyka czy dziewczynki, tylko że dla nas na jakieś przyjemności.
No to wyjaśnijmy w takim razie, pani prezes, jak to jest z tymi zbiórkami?
Bo rzeczywiście te pieniądze gdzieś trafiają.
Skąd wiemy, że trafi to na Krzysia, Kasię, Zosię albo jeszcze na kogoś innego?
Każda zbiórka publiczna prowadzona przez nas jest zgłaszana na oficjalną stronę zbiórki go.pl.
Czyli mówiąc nic na gębę się nie dzieje.
My też chcemy być w tym wszystkim transparentne i jednak budować to zaufanie społeczne, więc tutaj tych kwestii formalnych zawsze pilnujemy, więc czy to jest zbiórka do puszek, czy w jakiejkolwiek innej formie, jest to zarejestrowana zbiórka publiczna.
Składamy sprawozdanie i w którym deklarujemy, jaka kwota została zbrana i co się z tymi pieniędzmi stało.
To też zależy tak naprawdę od celu tej zbiórki.
Czy my to przekazujemy, powiedzmy, czy to jest na jakąś rehabilitację, leczenie kogoś, czy przekazujemy bezpośrednio do tej osoby i wtedy podpisujemy taką kwotę.
umowę przekazania darowizny, czy opłacamy już sami po prostu te koszty, które tam wynikają z tych potrzeb danej osoby.
Wszystko jest transparentne.
Powiedziała pani, że zależy to od celu, a jak się wybiera cel, jak się szuka tego celu, czy on sam przychodzi do państwa?
Na początku naszej działalności myślę, że w dużej mierze to my szukałyśmy, bo jednak budowałyśmy tą taką inicjatywę lokalną w Chęcinach.
Natomiast w tej chwili to jest tak, że to jednak do nas się odzywają osoby, żeby się zaangażować, żeby pomóc w realizacji jakiejś tam inicjatywy, wydarzenia, właśnie żeby zarejestrować tą zbiórkę przez nas, żeby tutaj zaangażować naszych wolontariuszy.
Więc teraz myślę, że chyba Asiu uzgodzisz się, że większości to jednak są to osoby, które do nas się zwracają.
Tak, zdecydowanie.
Myślę, że osób potrzebujących jest naprawdę wiele.
No tak, no teraz przez nadchodzący weekend mamy już dwie kolejne akcje, tak?
W sobotę mamy piknik w Radkowicach, w niedzielę mamy w Polichnie też zbiórka właśnie funduszy dla mieszkańca Polichna.
W niedzielę na placu zabaw w Polichnie w gminie Chęciny jest piknik rodzinny.
Podczas tego pikniku, który współorganizuje Stowarzyszenie IKRGM, a my tutaj jakby liczną grupą 20 wolontariuszy włączamy się mocno animacyjnie z watą, z popcornem i z puszkami.
Będziemy zbierać datki na Wiktora Wiejasa, to młody mieszkaniec Polichna, chłopiec, który w trakcie wakacji
uległ wypadkowi, także serdecznie zapraszamy na ten piknik.
Będzie na pewno masa atrakcji, będziemy my i mocny element pomocowy dla Wiktora na leczenie i rehabilitację.
Łucjo, a jak twoje koleżanki i koledzy reagują na to, że ty jesteś wolontariuszką, bo mogłabyś albo siedzieć, czego nie życzę i wolałabym, żebyś tego nie robiła przed komputerem albo przed smartfonem,
Mogłabyś pójść na tańce, a ty idziesz, żeby zbierać pieniądze na osoby, które wymagają pomocy, albo idziesz, żeby pani wypożyczyć książki z biblioteki.
Znaczy bardzo tak radośnie, że chcą pomóc, ale nie wiedzą jak.
Ja właśnie dzisiaj spytałam się, czy chcecie może do wolontariatu dołączyć, ale one powiedziały, że nie, że będą tak stacjonarnie pomagać.
Tak, a to jest bardzo ważne, co mi się dowiedziała o tych koleżankach, które zachęciła.
My też tak działamy, że idziemy we wrześniu do szkoły i mówimy o tym, tak?
Tak, nowy narybek.
Przejdziecie do szkoły po prostu do klas do uczniów bezpośrednio jaka jest chęć ze strony takich młodych ludzi zgłaszają się, czy tak obserwują oczu pani Anna jeden drugiego jak już ktoś się zgłosi to i ja się zgłasza.
Jak już ktoś przyjdzie na szkolenie na spotkanie na pierwszą akcję to potem zaprasza koleżankę razem jest zawsze raźniej koleżankę kolegę i tak nam się to wszystko buduje zaczynaliśmy
Tak, zaczynaliśmy od ośmiu, ośmiu wolontariuszy, z którymi zrobiliśmy masę rzeczy pięć lat temu, oni są już w klasach maturalnych, cały czas jeszcze z nami są.
To była wasza inicjatywa, trzeba przyznać, bo panie jesteście osobami na co dzień pracującymi zawodowo, to nie jest tak, że ten wolontariat, to stowarzyszenie to jest coś, co...
z waszą pracą zawodową.
Zaczynacie w piątek po pracy i skończycie w niedzielę wieczorem swoje działania, także różne szkolenia.
Duży inicjatyw, nie mamy na to czasu, ale to jest wasza taka praca dodatkowa.
Jesteście wolontariuszkami.
Jesteśmy koordynatorami wolontariatu, ale cały czas czynnymi wolontariuszkami.
Pani Anno, zwracam się do pani Anny Linowskiej.
Łatwiej jest pomagać, czy prosić o pomoc i brać pomoc?
No właśnie.
Nie, bez powodu to pytanie zadałam, bo jest cała rzesza ludzi, którzy wymagają pomocy, a oni ją nie poproszą.
Wydaje mi się, że jest łatwiej pomagać, bo my coś ofiarujemy, a nie coś bierzemy.
A nam ludziom trudno jest przyznać, że czegoś nam brakuje, że czegoś nie jesteśmy w stanie zrobić sami.
Nie znam dużo ludzi, którzy potrafią prosić o pomoc tak łatwo.
Jest to określone zawsze jakimiś wyrzutami sumienia.
Wstydem.
Zawracam komuś głowę, a mogłabyś na to przeznaczyć czas na coś innego, a to kogoś tam po dworze, to tam mogłabym gdzieś tam sobie iść, jechać, spędzić inaczej czas.
Ofiarowanie pomocy jest dużo przyjemniejsze, to jest prawda.
I boimy się też, prosząc o pomoc, tego, że będziemy komuś zobowiązani do czegoś.
A no właśnie.
Że będziemy musieli się odwdzięczyć i być może nie będziemy musieli, że być może nie będzie takiej potrzeby.
Często są rodziny wielodzietne, gdzie zadziały się różne trudne sytuacje, czasami dramaty.
Ciężar wychowania spada na jednego z rodziców albo mamy, albo tatę i wstydzą się poprosić o pomoc.
Drogie panie, czy wy w swojej już pięcioletniej prawie karierze
tworzenia tego wolontariatu w Chęcinach, macie takie przypadki, że sami próbujecie, albo usłyszeliście od jakiejś sąsiadki, od jakiegoś znajomego, ktoś powiedział, że jest taka rodzina, albo taka pani, albo taki pan, który by wymagał pomocy, ale nie przyjdzie, nie powie, bo po prostu się krępuje, jest mu wstyd.
Wszystkie akcje pomocowe nasze, jeśli chodzi o zbiórkę funduszy czy darów, wyglądają w ten sposób, że one tak naprawdę nigdy nie wychodziły do tej pory od osoby, która tej pomocy faktycznie... Czyli nie przychodzi ktoś, puka i mówi, proszę tutaj na mnie zbiórkę, bo mi ciężko.
Tylko od kogoś z otoczenia, albo my się sami o tym dowiadujemy i wychodzimy z tą propozycją, czy zgodzisz się, aby tę zbiórkę zarejestrować, czy wszystkie warunki związane z tą zbiórką, czy to jakiś piknik,
czy wizerunek, prawda, imię, nazwisko.
Bo to też jest ważne, żeby ta osoba, która potrzebuje tej pomocy, na tą pomoc się zgodziła.
Tak, zdecydowanie.
Więc to wygląda w ten sposób, że faktycznie albo to wypływa z naszego zapytania, z odwiedzin u takiej osoby, albo ktoś z jej otoczenia bliskiego mówi do nas, że być może tutaj ta pomoc byłaby potrzebna na szczęście.
U nas tak naprawdę wygląda to w ten sposób, że do tej pory wszystkie osoby, które tej pomocy potrzebowały, w jakiś sposób zgodziły się na to, żeby te akcje pomocowe na ich rzecz przeprowadzać.
Ale to nie są łatwe rozmowy, podejrzewam, z takimi ludźmi, którzy wstydzą się po prostu tego, że są inni, słabsi, mniej sprawni i potrzebują pomocy albo nie mają na przykład pieniędzy.
Tak, zdecydowanie.
To jest obawa wystawienia się na tą opinię publiczną, tak?
Czy się sąsiedzi dowiedzą, że się świat dowie, albo na przykład pani w szkole, albo mój kierownik w pracy, tak?
Tak, no wszyscy teraz korzystamy z mediów społecznościowych i tak naprawdę, jeśli coś się organizuje, to to widać.
Nawet my, jeśli to organizujemy, to musimy to nagłośnić, żeby ten efekt był jak najbardziej miarodajny, żeby faktycznie ta pomoc była w miarę
możliwości duża, więc to też tak jak pani mówi, wystawienie się na jakiegoś rodzaju opinie, a ludzie mają bardzo dużo komentarzy.
No niestety i nie zawsze te komentarze są przyjazne.
Sumując to nasze spotkanie, to chyba mamy zgodne odpowiedzi na to, że potrafimy pomagać i że warto pomagać.
Warto.
Łucjo, warto zostać wolontariuszem?
Bardzo warto.
To można spotkać wiele cudownych osób
zaprzyjaźnić się z nową osobą, powiedzieć swoje pasje i zobaczyć, czy ktoś też może te pasje tak jakby... Rozwijać takie same, tak.
I też są takie, że wyjeżdżamy gdzieś czasami i...
No, polecam bardzo zostać wolontariuszem.
Ja myślę, że tu kroki postawimy, no bo co tu jeszcze powiedzieć, skoro ty polecasz zostać wolontariuszem, to jak najbardziej będziemy oczywiście się spotykać.
Proszę państwa, warto pomagać w dniu dobroczynności, tak przy piątku.
Fajnie, że to wypadło właśnie na początku weekendu.
Zróbmy coś dobrego dla bliskich, dla siebie też warto.
Pomoc to może być też jakieś dobre słowo, wsparcie, prawda pani Anno?
To nie zawsze musi być jakiś grosz czy podniesienie kogoś.
To też jest ważne.
Powiedzenie właśnie dobrego słowa, że robisz coś świetnie, to dużo daje takich wiatru w skrzydła, w żagle, jak to się mówi?
Wiatru w żagle.
Bardzo Państwu dziękuję.
Godzina 17.00 właśnie o w tej sekundzie wybiła i u nas wiadomości, ale króciutko tylko jeszcze przedstawię naszych gości.
Anna Linowska, Joanna Sędziejewska, Anna Hraboszcz i Łucja Picheta.
Dziękuję, że Siderowicz program zrealizował.
Poprowadziłam go.
Dobrego piątkowego popołudnia.
Ostatnie odcinki
-
Obowiązkowe czipowanie psów – czy to skuteczny ...
03.02.2026 16:02
-
Media społecznościowe od 15. roku życia. Czy og...
02.02.2026 16:02
-
Rośnie liczba zachorowań na nowotwory. Jaka jes...
30.01.2026 16:55
-
Czy kolejne zmiany w przepisach poprawią bezpie...
29.01.2026 16:37
-
Czy składanie interpelacji przez radnych ma sens?
27.01.2026 16:00
-
Młodzi w Kielcach – da się ich zatrzymać czy cz...
26.01.2026 16:07
-
Czy jako społeczeństwo pomagamy tylko akcyjnie,...
23.01.2026 16:03
-
Czy dziś łatwiej jest być babcią i dziadkiem ni...
22.01.2026 16:02
-
Pseudohodowle psów
20.01.2026 17:18
-
Czy radnym zależy na mieście, czy realizują par...
19.01.2026 16:03