Mentionsy
196. Byle nikt się nie dowiedział. Justyna Kasza
Początek lat dwutysięcznych. W Pińczowie poznają się dwie nastolatki, które stają się dla siebie najbliższe na świecie. Pewnego dnia jedna z nich traci życie. Druga do dziś odsiaduje wyrok za zabójstwo. Co takiego się stało, że między dziewczynami doszło do takiej tragedii?Zagłosuj na 5NZ w Best Stream Awards: https://docs.google.com/forms/d/e/1FAIpQLSfW4c53EEWboTAuXwydgbw7R5RLFDHmBV08siRJnD5pbD7wYQ/viewformNajnowsze i archiwalne numery Magazynu Kryminalnego Newsweek kupisz tu: https://literia.pl/prasa/newsweek-magazyn-kryminalnyResearchJudyta Gołębiowska, Justyna Mazur-KudelskaMontażJudyta GołębiowskaMasz dla mnie sprawę? Wyślij ją mailem: po[at]piateniezabijaj.plMożesz mnie spotkać:Grupa: http://www.facebook.com/groups/PiateNieZabijaj _______Słuchaj na:Spotify: https://spoti.fi/2WM488O Apple Podcasts: https://apple.co/3CELhCr Tidal: https://bit.ly/3tUkXAw Google : https://bit.ly/3I7v5L6 YouTube: http://bit.ly/2Ur9Cbw _______Muzyka wykorzystana w odcinku:Wstęp: Resolver - AmuletCzołówka: Doug Maxwell - Heartbeat of the HoodTło: Luke Atencio - CounselTyłówka: The Inner Sound - Jesse GallagherMusicbed SyncID:MB01TFL0BRK5AZQWybrane źródła:https://www.money.pl/archiwum/wiadomosci_agencyjne/pap/artykul/sn;25;lat;wiezienia;dla;zabojczyni;kolezanki;-;ostateczne,24,0,239896.htmlhttps://kielce.wyborcza.pl/kielce/7,47262,22720798,nie-zalowala-nie-plakala-nie-pekla.htmlhttps://kielce.wyborcza.pl/kielce/7,47262,2796503.htmlhttps://detektywonline.pl/patrycja-solich-25-lat-wiezienia-za-139-ciosow-nozem/https://www.onet.pl/informacje/crimestory-2/napastnik-zostawil-na-miejscu-zbrodni-opakowanie-po-gazie-pieprzowym/9eedlfv,0666d3f1https://wiadomosci.wp.pl/25-lat-za-120-ciosow-nozem-6036615281508993ahttps://echodnia.eu/swietokrzyskie/niech-cie-pieklo-pochlonie/ar/8201314#google_vignette
Szukaj w treści odcinka
Historia, którą dzisiaj wam opowiem, dotyczy dwóch kobiet.
Młodych kobiet, które stoją u progu swojego życia.
Jedna z nich to życie straci, druga spędzi je w więzieniu.
Zapraszam do dzisiejszej opowieści.
Justyna Kasza dorasta w Pińczowie, niewielkim mieście w województwie świętokrzyskim.
Pińczów znajduje się pomiędzy Jędrzejowem a Buskiem Zdrój.
Justyna żyje w ubogiej, wielodzietnej rodzinie, więc jej dzieciństwo nie należy do kolorowych.
Jej ojciec jest alkoholikiem, który do tego wszystkiego bardzo często używa przemocy w stosunku do swojej żony, ale niestety także do dzieci.
Początkowo matka Justyny stara się mierzyć z tym ogromnym problemem, pracuje ciężko, by mieć za co wyżywić rodzinę, ponieważ mąż większość swoich zarobionych pieniędzy po prostu przepija, przeznacza na alkohol.
Mama Justyny pracuje jako sprzątaczka, co jak zapewne można się domyślić przynosi bardzo skromne pieniądze, szczególnie w tamtych czasach.
Domowy dramat trwa do czasu, kiedy mama Justyny zdobywa się na ogromną odwagę i w końcu mówi dość.
Dosyć tego cierpienia, postanawia odejść od męża, biorąc już na siebie całkowicie utrzymanie szóstki swoich dzieci.
Justyna jako najstarsza z tej szóstki rodzeństwa, też była jedyną dziewczyną, bo miała aż pięciu młodszych braci, od wczesnych lat przejmuje wiele domowych obowiązków, czyli opiekuje się braćmi, pomaga im w lekcjach, gotuje, sprząta, zajmuje się też gospodarstwem i mimo tak licznych obowiązków jest pilną uczennicą i osiąga nawet niedobre, a doskonałe wyniki w nauce.
W szkole nie przechodzi to bez uwagi, bo wyróżnia się nie tylko właśnie tymi świetnymi ocenami, ale też inteligencją i ambicją.
To jeszcze bardziej wybija się na tle tej trudnej sytuacji życiowej, a to jeszcze dodatkowo sprawia, że Justyna jest nieśmiała i wycofana, po prostu wstydzi się tego, jak wygląda jej życie w domu.
Bieda, ta sytuacja z ojcem alkoholikiem sprawia, że po prostu czuje się gorsza od rówieśników i unika zwracania na siebie uwagi.
To też jest czas właśnie takiej akceptacji przez nastolatków należenia do jakiejś paczki, ubierania się w modny sposób, taki, który jest na czasie.
Na to wszystko Justynę po prostu nie było stać.
I też myślę, że dlatego od najwcześniejszych lat marzy po prostu o tym, żeby odmienić swój los, a zdaje sobie sprawę z tego, że może to zrobić głównie poprzez właśnie edukację.
Jej celem jest dostać się na studia na Akademię Świętokrzyską w Kielcach, gdzie ma zamiar studiować fizjoterapię dziecięcą.
Przychodzi czerwiec 2002 roku, w którym to należy złożyć dokumenty na wybraną przez siebie uczelnię.
To jest też rok oczywiście, w którym Justyna zdaje maturę i zgodnie z terminarzem Justyna jedzie do Kielc.
Dzień składania dokumentów, czyli ten dzień, który powinien być dla niej pierwszym krokiem do spełnienia swojego marzenia, tak już fizycznie, okaże się być traumą na całe życie, bo Justyna w drodze na uczelnię zostaje potrącona przez samochód ciężarowy, w wyniku czego zamiast do Kielc trafia na stół operacyjny do szpitala.
Cudem udaje się uratować, ale wypadek powoduje liczne obrażenia głowy, więc Justyna spędza wiele, wiele tygodni w szpitalu, przechodzi dwie bardzo skomplikowane operacje, trepanacje czaszki.
I przez cały ten trudny czas nie rezygnuje ze swoich marzeń i w dalszym ciągu ma zamiar składać papiery na wybrany kierunek studiów.
I aby zrealizować swój plan, tuż po wyjściu ze szpitala pisze list motywacyjny do rektora Akademii Świętokrzyskiej, w którym pisze tak...
Przez cały czas mojej choroby pocieszałam się, że moje cierpienie związane z wypadkiem i dotychczasowe życie w strachu wynagrodzone zostanie tym, że dostanę się na studia, a w przyszłości po ich ukończeniu pomogę także rodzeństwu.
Po tym liście, niezwykle osobistym, wzruszającym, ale też prawdziwym, uczelnia przychyla się do jej prośby.
Justyna zostaje dopuszczona do rekrutacji po terminie i wkrótce potem zostaje przyjęta na Akademię Świętokrzyską na kierunku fizjoterapii.
Tutaj też nie wiem, czy dostaje się na fizjoterapię po prostu, ponieważ fizjoterapia dziecięca, tam już nie było miejsc, czy dostaje się też na ten kierunek, który chciała, może tam stworzono jakieś dodatkowe miejsce, nie wiem.
W każdym razie dostaje się na ten kierunek studiów, który sobie obrała.
Wypadek, który Justyna przeszła, oprócz tego traumatycznego przeżycia i też negatywnych skutków, ma jednak jeszcze jeden pozytywny skutek, a przynajmniej bardziej pozytywny niż tamte.
Justyna otrzymuje wtedy odszkodowanie w wysokości 6 tysięcy złotych i dla niej i rodziny jest to ogromna kwota.
I są to jedyne pieniądze, które Justyna może przeznaczyć na swoją przyszłość, więc postanawia część tych pieniędzy wpłacić na swoje konto bankowe, planując zachować na jakieś ważne wydatki, takie jak opłacenie studiów czy kurs prawa jazdy.
Mówię tutaj pewnie o jakichś kserówkach, o rzeczach, które trzeba na studiach zakupić, czy nie wiem, no po prostu nauka kosztuje, nawet jeżeli się dostaje człowiek na dzienne studia na państwowej uczelni.
Natomiast resztę postanawia wydać na swoje przyjemności.
Ale wiemy też, że Justyna nie ma bliskich znajomych, przynajmniej niezbyt wielu, z powodu tej nieśmiałości i też wstydu przed swoim skromnym domem.
Trzyma się raczej na oboczu, a rówieśnicy, no może nie, że jej nie akceptują, ale też nie starają się za bardzo jej poznać, po prostu gdzieś tam ona jest, przemyka korytarzami.
Co ciekawe, Justyna ma chłopaka, jednak widują się bardzo rzadko, ponieważ chłopak chodzi do szkoły z internatem.
I ten internat i szkoła są oddalone około 40 kilometrów od Pinchowa, dlatego gdy Justyna większość czasu spędza sama, a na jej drodze pojawia się Patrycja, to Justyna z całego serca angażuje się w nową znajomość, a później przyjaźń.
Bo Patrycja jest też jej rówieśniczką, natomiast pod niemal każdym względem stanowi jej przeciwieństwo.
Po pierwsze pochodzi z zamożnej rodziny.
Matka i ojczyn Patrycji prowadzą dobrze prosperującą firmę transportową i zapewniają dzięki temu swojej córce życie na bardzo komfortowym poziomie.
Po drugie, w przeciwieństwie do Justyny, Patrycja jest pewna siebie, towarzyska i bardzo atrakcyjna.
To sprawia, że łatwo przyciąga do siebie ludzi, ma powodzenie u chłopaków, cieszy się też sympatią wśród koleżanek, jest po prostu atrakcyjną osobą do przebywania w towarzystwie.
Mimo tych wielu różnic, dziewczyny znajdują wspólny język i wkrótce stają się niemal nierozłączne.
Patrycja chętnie wprowadza Justynę w swój świat, zabierają na spotkania towarzyskie, imprezy, pokazuje uroki życia, na jakie wcześniej Justyna nie mogła sobie pozwolić, nawet może nie była w stanie sobie nawet o nich pomarzyć.
Dla Justyny przyjaźń z Patrycją jest czymś absolutnie niezwykłym.
bo też dzięki niej czuje się wreszcie akceptowana, wartościowa, w końcu przestaje być tą gorszą.
Ponadto dla Justyny fakt, że Patrycja, ta piękna i bogata dziewczyna zwróciła na nią uwagę i chce się z nią kolegować jest najlepszym prezentem od losu z możliwych.
To też sprawia, że Justyna ufa Patrycji bezgranicznie.
I tutaj muszę zaznaczyć, że przeczytałam w wielu źródłach dwie różne wersje.
Pierwsza jest taka, że dziewczyny poznają się jeszcze w liceum.
Natomiast wydaje mi się, że poznały się dopiero na studiach, bo to jest właśnie ten moment już po wypadku, kiedy nas się poznają, więc raczej umiejscowiłabym to jednak na tej osi czasu już na studiach po liceum.
Natomiast raczej kojarzyły się z liceum, bo obie są z tego pińczowa.
Co ważne, uczelnia miała filię w Busku Zdroju, czyli niedaleko Pińczowa, co znacznie ułatwiało im dojazdy, bo to właśnie tam dziewczyny studiowały.
Justyna jest zachwycona tą wizją wspólnych studiów z Patrycją.
Uważa, że dzięki wyższemu wykształceniu będzie mogła w przyszłości...
nie tylko zdobyć dobrą pracę, ale będzie mogła przede wszystkim pomagać chorym i osobom z niepełnosprawnościami, ale przede wszystkim zapewnić też lepszy byt swojej rodzinie.
Obiecuję sobie, że za pierwsze zarobione pieniądze wybuduję dodatkowy pokój dla rodziców, znaczy dla swojej mamy w rodzinnym domu.
Patrycja zdaje się w ogóle wspierać Justynę w tym, podziela jej entuzjazm,
Właśnie też wspólnego studiowania, choć potem się okaże, że dzieli je też bardzo jedna kluczowa rzecz, mianowicie taka, że zaangażowanie Patrycji w naukę było znacznie mniejsze niż Justyny.
Wszyscy bliscy Justyny widzą, że dziewczyny mają wspaniałą relację.
Nie ma przed nimi tematów tabu, obie zwierzają się sobie ze wszystkiego.
Zarówno Patrycja, jak i Justyna mają swoich chłopaków.
Ale okazuje się, że ta relacja pomiędzy dziewczynami jest znacznie silniejsza niż ich związki, bo one stawiają siebie na pierwszym miejscu.
Zresztą pani Zofia, mama Justyny wspomina, że jej córka często wychodziła spontanicznie z domu mówiąc, że a tu właśnie zadzwoniła Patrycja, zaproponowała jej wspólną naukę.
One wielokrotnie właściwie dzwoniły do siebie, spędzały na tym telefonie też godziny, odwiedzają się nawzajem, wszystko właściwie robią wspólnie.
Pewnego razu Justyna wieczorem wraca do domu i przyznaje swojej mamie, że jest zaniepokojona, bo nie potrafi znaleźć swojego portfela, a przecież to w tym portfelu na co dzień przechowywała swoją kartę bankomatową,
To są początki lat dwutysięcznych, wtedy faktycznie był to duży problem, na kartę się długo czekało, to nie było tak, że dzisiaj możemy ją zablokować sobie w aplikacji, nie było w ogóle przecież smartfonu, więc to naprawdę było coś.
Postanawia też zapytać wszystkich, każdego z domowników, czy ktoś przypadkiem nie zauważył tej zguby.
Ale wszyscy oczywiście jednoznacznie, jednogłośnie mówią, że nigdzie nie widzieli portfela należącego do siostry.
Justyna nawet podejrzewa swojego ojca o to, że zabrał jej pieniądze.
Nawet, nie wiem, może on tam te dzieci odwiedza, czasami się spotyka, więc może jako taki alkoholik, który te pieniądze notorycznie przepijał, no to rozumiem, że jest pierwszą podejrzaną osobą.
Kiedy z nim konfrontuje się, no to ojciec stanowczo zaprzecza, że nawet nie potrafi korzystać z kart bankomatowych, no i to jest argument, który Justynę przekonuje, że faktycznie on nie potrafi.
Postanawia też zadzwonić do Patrycji, bo przecież dzień wcześniej uczyły się wspólnie właśnie w domu Patrycji, więc pomyślała sobie Justyna pewnie, że to tam zostawiła ten portfel.
Patrycja jednak mówi, że przed chwilką sprzątała pokój i gdyby faktycznie Justyna zgubiła u niej ten portfel, no to na pewno Patrycja by go znalazła, ale obiecała, że będzie mieć to na uwadze i kiedy tylko trafi na jakiś ślad, czy na portfel po prostu, to ją od razu poinformuje.
Justyna jest załamana, mówi swojemu chłopakowi, że już nigdy nie będzie w posiadaniu tak wielkich pieniędzy, że to była jedyna pocieszająca ją sprawa związana z wypadkiem, a teraz znowu wraca do punktu wyjścia, gdzie nie ma nic.
Nie dość, że tego portfela nie udaje się znaleźć, to jeszcze okazuje się, że po kilku dniach z konta Justyny znika prawie 6 tysięcy złotych, które zostają wypłacone z tego konta, pewnie w bankomacie.
Nie wiem, dlaczego Justyna tej karty nie zablokowała, no ale tego nie zrobiła.
Jest załamana, mówi swojemu chłopakowi, że przecież już nigdy nie będzie w posiadaniu takich pieniędzy, że to była jedyna pocieszająca ją sprawa związana z wypadkiem.
że dawało jej to taką szansę na jakiś w miarę równy start i gładki start na studiach.
Znowu wraca do punktu, gdzie nie ma nic.
No i chłopak Justyny namawia ją, żeby zgłosiła sprawę na policję.
Przychodzi kwiecień 2003 roku, dokładnie 16 kwietnia.
Jest to Wielka Środa, wielki tydzień tuż przed Wielkanocą.
Na uczelni jest to już dzień wolny od zajęć dla studentów.
Justyna spędza ten czas prawdopodobnie w swoim domu, bo nie mam jakichś takich klarownych informacji, nie udało mi się ich zdobyć, kiedy nagle dzwoni Patrycja, mówi Justynie, że jednak muszą pilnie jechać do Buzka Zdroju, bo okazuje się, że jednak zajęcia się odbywają.
A że jest bardzo pilna, to chcąc nie chcąc oczywiście się zgadza i w końcu przecież nauka jest dla niej priorytetem.
Patrycja brzmi bardzo przekonująco, więc około 14.00 Justyna wychodzi z domu i razem z Patrycją ruszają autobusem do Buska.
Patrycja jest bardzo zaskoczona, przecież sprawdzała wszystko dokładnie.
No i mimo tak nieciekawego obrotu spraw, postanawiają wykorzystać fakt, że już są w mieście i mogą zrobić sobie mały, taki dziewczyński dzień.
Idą więc do pobliskiego baru napić się piwa, następnie zaglądają do kilku sklepów, bez trosko spędzają czas.
Tutaj też muszę dodać, że niektóre źródła mówią o tym, że pub był zamknięty, dziewczyny poszły dalej, ale niektóre mówią, że jednak się napiły tego piwa.
Pod wieczór Justyna i Patrycja planują wrócić do domu i kiedy ten wieczór przychodzi, to do domu dociera tylko Patrycja.
Gdy Justyna nie wraca w nocy z 16 na 17 kwietnia, w rodzinie Kaszów od razu wybucha panika.
Ta odpowiedzialna, rozsądna dziewczyna nigdy nie znikałaby słowa, zawsze informowała bliskich, jeśli miała gdzieś dłużej zostać, czy się nawet spóźnić.
Więc mama Justyny, pani Zofia, od razu zaczęła przeczuwać, że stało się coś złego.
Zaczynają się gorączkowe poszukiwania, bracia, sąsiedzi, znajomi przeszukują okolice, dzwonią do jej koleżanek, próbują ustalić, gdzie była widziana po raz ostatni.
No i szybko się okazuje, że Justyna tego dnia pojechała do Buska Zdroju razem z Patrycją, ze swoją najlepszą przyjaciółką i naturalnym odruchem było więc oczywiście zadzwonienie do Patrycji.
Więc podejrzewam, że nie odbierała telefonu, więc jeszcze tego samego dnia jeden z braci Justyny puka do drzwi domu Patrycji, pyta czy nie wiem może gdzie jest jego siostra, przecież miały jechać do Buska, a to już jest w ogóle dzień następny.
Patrycja jest bardzo zdziwiona, mówi, że rozstała się z Justyną po południu w Busku, po wyjściu z uczelni, no i nie widziała, co się dalej stało z przyjaciółką.
Patrycja twierdzi, że Justyna poszła w swoją stronę, a ona wróciła do domu sama, no i zapewnia, chociaż jest bardzo wstrząśnięta, poruszona, że nie ma absolutnie pojęcia, czemu Justyna nie dotarła do domu i że bardzo ją to martwi.
Mijają kolejne godziny bez wieści o Justynie, te godziny składają się w doby i tak poszukiwania prowadzone przez rodzinę nie dają żadnych rezultatów, więc 19 kwietnia, w Wielką Sobotę, dopiero wtedy sprawa zaginięcia Justyny trafia oficjalnie na policję, wszczęto wtedy poszukiwania już na szeroką skalę.
Niestety finał tej akcji okaże się tragiczny, bo 20 kwietnia 2003 roku w niedzielę wielkanocną przypadkowy kierowca zatrzymując się na poboczu leśnej drogi koło Wełcza czy Wełecza, bo to jest miejscowość Wełecz, nie wiem do końca jak to się odmienia,
Trafia na zmasakrowane zwłoki młodej kobiety.
Ciało leży w zaroślach, nieopodal drogi.
Na miejsce zostają wezwane specjalne służby i po krótkiej chwili okazuje się, że to poszukiwana Justyna.
Widok jest wstrząsający nawet dla doświadczonych policjantów.
bo na ciele Justyny widnieje ponad 100 ran kłutych, do tego ma podcięte gardło.
Wiadome jest, że doszło do absolutnie brutalnego zabójstwa, do nadzabijania.
Na miejsce natychmiast oczywiście skierowana zostaje ekipa dochodzeniowo-śledcza.
Centymetr po centymetrze przeczesują okolice w poszukiwaniu dowodów i wkrótce trafiają na kluczowy ślad, bo tuż obok ciała Justyny leży niewielki przedmiot.
I tym przedmiotem okazuje się być pojemnik z gazem pieprzowym.
Okazuje się, że jest to gaz, który najprawdopodobniej wypadł sprawcy podczas szamotaniny albo ucieczki, bo nikt go stamtąd nie zabrał.
Więc policjanci zabezpieczają pojemnik i szybko,
Udaje się ustalić dość szybko, do kogo może należeć, bo ktoś z bliskich Justyny szybko łączy kropki, że dokładnie taki sam gaz widział kiedyś u przyjaciółki Justyny, u Patrycji.
Co więcej, na powierzchni tego pojemnika odnalezione są, czy zabezpieczone są odciski palców, które po badaniu datyloskopijnym okazuje się, że należą do Patrycji.
No i to odkrycie automatycznie kieruje wszystkie podejrzenia na najlepszą przyjaciółkę zamordowanej Justyny, a kolejne dowody tylko potwierdzają ten najczarniejszy scenariusz, najbardziej chyba bulwersujący.
Zabezpieczone zostają kamery monitoringu przy jednej z dróg wylotowych z Buzka Zdroju, które rejestrują tamtego feralnego dnia w tę środę.
Dwie spacerujące postacie, bardzo szybko się okazuje, że to Justyna i Patrycja, one idą razem w stronę Pińczowa, to dokładnie ten sam rejon, w którym znaleziono ciało.
Monitoring tym samym obala wersję Patrycji, która została przedstawiona bratu Justyny.
Ta wersja, że miały się niby rozstać wcześniej, bo wyraźnie widać je razem niedługo prawdopodobnie przed śmiercią Justyny w zupełnie innym miejscu niż Patrycja przedstawiła, kiedy ostatni raz miała widzieć Justynę.
Co więcej, śledczy postanawiają też zbadać ubrania Patrycji, jej buty, plecak i mimo tego, że rzeczy były już w momencie zabezpieczenia wyprane, to na niektórych z tych rzeczy, które zabezpieczono, wykryto ślady krwi należące do Justyny.
No i te dowody oczywiście sprawiają, tu was nie zaskoczę, że do Patrycji zostają postawione zarzuty zabójstwa Justyny Kaszy i tego samego dnia, kiedy odkryto zwłoki,
i policja aresztuje 21-letnią Patrycję S. Oczywiście domyślam się, że nie wszystkie dowody od razu udało się zbadać, no bo jednak to jest po pierwsze jeden dzień, po drugie jest to Wielkanoc, po trzecie są to...
Lata 2000 początek, ale podejrzewam, że już te pierwsze zeznania i pewnie monitoring od razu udało się zabezpieczyć i sprawdzić, więc myślę, że te dowody były od razu, czy te poszlaki może jeszcze na początku były na tyle wystarczające, że postawiono jej zarzuty wtedy.
Wiadomość o odnalezieniu ciała Justyny i jednocześnie o zatrzymaniu jej najlepszej przyjaciółki oburza oczywiście lokalną społeczność, bo nikt początkowo nie może uwierzyć, że w tak okrutną zbrodnię może być zamieszana młoda dziewczyna, w dodatku jeszcze z dobrego domu.
Patrycja zostaje przewieziona na komendę policji, zostaje oczywiście przesłuchana, od samego początku idzie w zaparte, neguje swój udział w zbrodni, wypiera się wszystkiego, co chwilę zmienia swoje wersje wydarzeń.
Każde kolejne przesłuchanie przynosi nową opowieść, która oczywiście sprawia, według oczywiście Patrycji, że stawia siebie w bardzo dobrym świetle.
Najpierw Patrycja twierdzi stanowczo, że nie ma pojęcia, co spotkało Justynę.
Utrzymuje, że rozstały się w zgodzie przed uczelnią w Busku, że każda poszła w swoją stronę.
Oczywiście ta wersja zostaje szybko obalona albo skonfrontowana z dowodami z monitoringu.
Już wie, że nie może tak twierdzić Justyna.
zostaje przyłapana po raz pierwszy na kłamstwie, więc wie, że ta sytuacja jest dużo gorsza, więc wymyśla kolejną wersję, w której próbuje przyznać, że rzeczywiście doszło między nimi do sprzeczki i szarpaniny w lesie, bo Justyna oskarżyła Patrycję o kradzież karty i to ją sprowokowało.
Okazuje się wtedy też, że Justyna podejrzewała Patrycję o to, że to właśnie ona ukradła jej portfel z kartą,
że wyprowadziła z jej konta wszystkie życiowe oszczędności, że otwarcie ją po prostu oskarżyła.
Patrycja wtedy opowiada też śledczym, że pokłóciły się, bo to dla Patrycji była ogromna potwarz, że szarpały się, ale po prostu nic się takiego poważnego nie stało.
Patrycja po prostu z tego lasu wyszła, zostawiła tam Justynę.
Jej życiu nie groziło też żadne niebezpieczeństwo, po prostu się tylko pokłóciły i rozstały po prostu.
No i według tej wersji miał je może ktoś obserwować, albo po prostu znalazł się tam nagle ktoś, kto po prostu wykorzystał fakt, że Justyna jest sama w lesie, miał na nią napaść i ją zamordować.
Śledczy, podejrzewam, że tak jak my teraz wszyscy, uznają te wyjaśnienia za bardzo mało wiarygodne i prawdopodobne, zważywszy też na skalę obrażeń, bo nadzabijania dokonuje zazwyczaj osoba związana emocjonalnie z ofiarą.
Też inne dowody świadczą o tym, że to jednak Patrycja, no ale ona, nie zważając na nic, kurczowo się trzyma tych swoich zeznań,
Co więcej, sugeruje nawet śledczym, że za zabójstwem Justyny najprawdopodobniej stoi jeden z jej braci, Justyny braci.
Śledczy metodycznie sprawdzają wiarygodność zeznań Patrycji.
Na sprawstwa najstarszego brata Justyny nie znajdują oczywiście żadnego potwierdzenia.
Co znaczące też podczas jeszcze kolejnych i kolejnych przesłuchań w miarę ujawnienia nowych dowodów Patrycja zaczyna coraz bardziej gubić się we własnych zeznaniach.
Śledczy prezentują jej cały wachlarz obciążających faktów, nagrania z kamer, ślady krwi, odciski palców na gazie znalezionym tuż obok ciała Justyny.
No i pod wpływem tych...
naprawdę bardzo przekonujących dowodów, bardzo mocnych.
Patrycja w końcu pęka.
W pewnym momencie po prostu wybucha płaczem i oświadcza, że musi w końcu powiedzieć prawdę.
Postanawia przyznać się do winy, do zabójstwa Justyny.
Mówi policjantom, że pokłóciły się faktycznie o tę kradzież, że Justyna
która miała absolutną pewność, że Patrycja ukradła jej te pieniądze, no i zagroziła jej wyjawieniem prawdy, a że to naprawdę Patrycja ukradła jej te pieniądze, po prostu w strachu przed konsekwencjami zareagowała w taki, a nie inny sposób.
Ta z kolei wersja jako jedyna i pierwsza dotychczas faktycznie ma sens, jednak ta wersja ma chwilowy tylko żywot, bo wkrótce potem Patrycja znowu nagle zmienia front, wycofuje swoje wcześniejsze zeznania, mówi, że została do nich zmuszona, zaczyna wszystkiemu zaprzeczać, mówi o tym, że po prostu prokurator na niej to wymusił, miał jej obiecać, że w zamian za to przyznanie się będzie mogła zadzwonić do swojej matki,
No i Patrycja utrzymuje oczywiście, że jest niewinna i taką linię obrony będzie później kontynuować przez cały czas procesu.
Mimo tłumaczeń Patrycji, śledczy mają absolutnie już wystarczająco dowodów, dużo dowodów, żeby postawić jej zarzuty.
Zabezpieczone ślady nie pozostawiają absolutnie żadnych wątpliwości co do przebiegu wydarzeń.
No i aby wam opisać po prostu ten zakładany przez śledczych i prokuraturę przebieg wydarzeń, musimy cofnąć się aż do momentu, w którym Justyna doświadcza tragicznego w skutkach wypadku.
No bo wypadek Justyny i związane z tym wypadkiem odszkodowanie były tematem, o którym przyjaciółki rozmawiały często i szczerze.
Patrycja doskonale wiedziała, że na koncie Justyny leży około 6 tysięcy złotych.
To jest naprawdę duża kwota jak na tamte czasy.
Cała ta kwota odszkodowania, bo Justyna była bardzo oszczędną dziewczyną, więc nie rozdała tych pieniędzy, nie wydała ich od razu, nie roztrwoniła.
Więc Patrycja wie, że te pieniądze tam są.
Wie też, że Justyna ufa jej bezgranicznie, jak siostrze.
W związku z czym, z racji tego, że Patrycja zna prawdopodobnie każdy szczegół z życia Justyny, to zna również pin do jej karty.
I mimo to, że, no bo to mnie dziwi, nie, Patrycja pochodzi z bogatego domu, to czemu okrada biedną przyjaciółkę?
Teoretycznie przecież niczego jej nie brakowało.
To jednak jej apetyt rósł w miarę jedzenia.
Te pieniądze po prostu zaczęły ją kusić, bo to były łatwe pieniądze.
Patrycja była z natury dominująca i też przyzwyczajona, że dostaje to, czego chce, więc w jej głowie zrodził się plan, żeby wykorzystać naiwność Justyny.
I tak w lutym 2003 roku po prostu nadarzyła się ku temu okazja, bo pewnego wieczoru Justyna odwiedza Patrycję w jej mieszkaniu.
W pewnej chwili musiała po prostu skorzystać z toalety i wtedy Patrycja wykorzystuje tę sytuację.
Justyna zostawia w pokoju torebkę.
Patrycja bezszelestnie wyciąga z portfela kartę bankomatową, czy nawet ten portfel cały,
No i tego samego dnia lub kolejnego Patrycja, żeby kuć żelazo póki gorące, po rozstaniu się z Justyną, Patrycja po prostu wypłaca z konta Justyny całą gotówkę.
Kradnie w ten sposób wszystkie jej oszczędności, wiedząc doskonale jak cenne były to dla niej pieniądze i co dzięki tym pieniądzom Justyna mogła zrobić ze swoją przyszłością.
Początkowo jest absolutnie przekonana, że po prostu go zgubiła albo zostawiła go gdzieś przez roztargnienie.
Dzwoni wtedy do Patrycji, pyta czy przypadkiem nie zostawiła tego portfela u niej.
To wierzy jej zapewnieniom, nie drąży tematu, jednak niedługo potem zaczynają się dziać rzeczy, które coraz bardziej zwracają Justynę uwagę na Patrycję.
Bo mimo, że Patrycja jest zamożna, to kilka dni po zaginięciu tego portfela i karty, Patrycja niespodziewanie, nawet jak na nią zaczyna żyć ponad stan,
Pojawiają się u niej nowe markowe ubrania, drogie kosmetyki, kupuje prezenty znajomym, funduje dziewczynom drinki w pubie.
Wszyscy wokół, rodzina, znajomi, a przede wszystkim Justyna, zachodzą w głowy skąd u zamożnej, ale takiej raczej niewychylającej się studentki nagle taki przypływ gotówki.
Mówi, że uczelnia przyznała jej wysokie stypendium naukowe za wyniki w nauce.
No i dla takich osób, które Patrycję nie znają dobrze albo przynajmniej nie wiedzą jak studiuje, to taka odpowiedź może brzmieć wiarygodnie, no ale Justyna zna przyjaciółkę na tyle, żeby mieć potężne wątpliwości.
Uczy się dużo gorzej od Justyny, Patrycja, ani nie należy do dobrych studentów, nawet wręcz przeciwnie.
Lekceważy naukę, więc wiadomość, że niby dostała stypendium, no jest bardzo podejrzana.
Więc Justyna po prostu łączy te wszystkie fakty, tego fałszywego stypendium, zgubienia swojego portfela i karty i nagłego bogactwa Patrycji.
To staje się dla niej niemal pewne, że za tą kradzieżą raczej musi stać Patrycja.
Dla Justyny jest to niewyobrażalne, że mogła coś takiego zrobić jej ukochana osoba.
ale to poczucie, że to ona narastało w Justynie z każdym dniem.
Właściwie najpierw podejrzenie, przekonanie, potem przekonanie przerodziły się po prostu w pewność.
W marcu 2003 roku Justyna decyduje się pójść na policję i zgłosić kradzież tej karty i też oszczędności, ale nie ma stuprocentowej pewności, no bo nie złapała Patrycji za rękę.
Nie ma też dowodów na to, że to ona
Dlatego też w oficjalnym zgłoszeniu nie oskarża wprost Patrycji, wspomina tylko o swoim podejrzeniu.
No i niestety ten brak twardych dowodów uniemożliwia podjęcie zdecydowanych kroków.
Funkcjonariusze oczywiście przyjmują to zgłoszenie, lecz na razie w tamtym momencie to, co mogli zrobić, najwyżej to obserwować po prostu tę sytuację,
Atmosfera jest coraz trudniejsza do zniesienia, bo Justyna czuje się oszukana, okradziona, zdradzona, choć gdzieś tam w głębi duszy wciąż liczy na to, że to po prostu nie jest prawda.
Patrycja z kolei domyśla się, że Justyna coś podejrzewa, więc tym bardziej stara się to ukryć.
W pewnym momencie dowiaduje się, że Justyna nawet była na policji, więc sprawa już jest bardzo poważna.
Patrycje mogą czekać bardzo poważne konsekwencje.
No i tak chodzą wokół siebie, nie konfrontują się na ten temat w ogóle, żadna nie decyduje się na szczerą rozmowę o tym, co zaszło.
Zapewne Justyna mogła się bać reakcji Patrycji, chciała uniknąć konfliktu bez dowodów, a z kolei Patrycja po prostu żyła w obawie przed prawnymi konsekwencjami swojego czynu.
I postanowiła nie przyznawać się pod żadnym względem do winy, ale też nie zamierzała zwrócić tych pieniędzy.
Dla Patrycji najważniejsze było to, żeby nikt nie pomyślał o tym, nie dowiedział się o tym, że jest po prostu złodziejką.
W Wielką Środę, tuż przed świętami wielkanocnymi, Patrycja zdecydowała się po prostu zadzwonić do Justyny, powiedzieć jej, że odwołane wcześniej zajęcia na uczelni w rzeczywistości się odbywają.
No i to najprawdopodobniej był po prostu początek jej planu.
Chciała wywabić Justynę z domu, a ona mimo swoich podejrzeń w dalszym ciągu, gdzieś tam w głębi duszy, pewnie sercem po prostu Patrycji ufała.
Więc ruszyła po prostu do Buska.
Na miejscu oczywiście okazuje się, że żadnych zajęć nie ma.
Patrycja wtedy postanawia plan posunąć do przodu, proponuje Justynie powłóczyć się po mieście, kiedy jednak Justyna po prostu chce wrócić do domu, to Patrycja proponuje, że wrócą razem autobusem, w tym czasie najprawdopodobniej jeszcze...
dzwoni chłopak do Patrycji, proponuje im podwózkę po prostu, z czego Patrycja natychmiast rezygnuje, no bo wie wtedy, że jeśli Maciek po nie przyjedzie, no to po prostu cały plan spali na panewce.
Justyna się nawet dziwi, że Patrycja, dość wygodna zazwyczaj, rezygnuje z tej podwózki.
bo to po prostu byłoby dużo wygodniejsze dla wszystkich, o wiele prostsze niż czekanie na autobus.
Wtedy Patrycja proponuje, że autobus jest tam za jakiś czas, a więc proponuje, żeby się po prostu przeszły wzdłuż drogi, którą ten autobus po prostu pokonuje, tak żeby po prostu go złapać po drodze.
Justyna się na to zgadza, dziewczyny ruszają pieszo szosą prowadzącą na obrzeżach miasta, z krajem lasu niedaleko właśnie miejscowości Wełecz.
Przechodzą obok tak zwanego lasku winiarskiego i w pewnym momencie Justyna nie wytrzymuje i postanawia wykorzystać tę chwilę na szczerość.
Decyduje się wreszcie poruszyć temat, który ją tak bardzo dręczy.
Mówi wtedy Patrycji prosto w oczy.
że wie, co Patrycja zrobiła z jej kartą i kontem.
I być może liczy wtedy jeszcze na skruchę albo przeprosiny.
Grozi nawet, że jeśli Patrycja natychmiast nie zwróci karty i pieniędzy, to powie o wszystkim jej rodzicom.
No i te słowa przelewają czarę goryczy.
Patrycja czuje się wtedy zdemaskowana, przyparta całkowicie do muru.
Wyciąga z torebki pojemnik z gazem pieprzowym, spryskuje nim oczy Justyny, by ją obezwładnić, po czym sięga po nóż.
czyli ten nóż ma w torebce kto z nas nosi nóż w torebce jest to nóż długi o ostrze około 10 cm być może kuchenny Patrycja rzuca się na obezwładnioną gazem Justynę zaczyna zadawać jej ciosy z furią, wściekłością łącznie jak się później okazuje zadała jej około 120 uderzeń
Patrycja wymierza ciosy głównie w górne partie ciała, w szyję, głowę, klatkę piersiową.
W sumie Justyna doznaje praktycznie trudnych do zliczenia ran kłutych, bo one są też czasami ponowione, prawda?
Śledczy doliczyli się potem, czy lekarze, eksperci doliczyli się później 79 poważnych ran na głowie, szyi i też tułowiu.
Większość z nich, każda z nich właściwie miała charakter śmiertelny, więc też nie wiadomo, która tak naprawdę odebrała jej życie.
Po kilkudziesięciu sekundach było po wszystkim.
To może jedyna pocieszająca informacja, że to nie trwało długo.
Po zabójstwie Patrycja jeszcze przez moment patrzyła na ciało swojej najlepszej przyjaciółki, po czym zapala papierosa, łącznie wypala kilka papierosów nad zwłokami swojej przyjaciółki.
Potem sięga po telefon, wybiera numer do swojego chłopaka Maćka.
Kilkanaście minut później Maciek się zjawia samochodem.
Wtedy widzi Patrycję całą ubrudzoną krwią, roztrzęsioną i z krwawiącym nosem.
Maciej jest w absolutnym szoku, pyta tylko, co się stało.
Patrycja wtedy kłamie, mówiąc, że w lesie napadło ich kilku mężczyzn, obcych kompletnie.
Para wsiada do auta, odjeżdża, pozostawiając ciało Justyny w lesie.
Maciek oczywiście nie wie o tym.
Podobno po drodze Patrycja postanawia jeszcze zatrzymać się w jednym z barów.
Tam wchodzi do toalety, pospiesznie odmywa z siebie krew, próbuje też oczyścić zakrwawione ubranie.
Nóż, którym dokonała mordu, wyrzuca gdzieś po drodze.
W tej samej nocy, około północy, Patrycja wraca do swojego domu, tak żeby nie zwracać na siebie uwagi, tak jakby po prostu nic się nie stało.
Wtedy myje dokładniej swoje rzeczy, pierze je, przede wszystkim pierze odzież i kładzie się spać.
Następnego dnia rano, kiedy starszy brat Justyny przychodzi do Patrycji, ponieważ rodzina Kaszów już się mocno niepokoi, że Justyna nie wróciła na noc do domu, Patrycja wtedy twierdzi, że z Justyną rozstały się po uczelni i te słowa słyszy wtedy Maciek.
Nawet pyta ją potem, dlaczego okłamuje brata.
Patrycja wtedy mówi mu, że lepiej, żeby nikt nie wiedział, że się wczoraj widziała z Justyną, bo nie chce mieć żadnych kłopotów.
Ostatecznie Patrycja S. zostaje oskarżona o dokonanie zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem i o kradzież karty bankomatowej i przywłaszczenie łącznej kwoty 5700 zł z konta Justyny.
Motyw zbrodni również staje się jasny, bo Patrycja zabiła, żeby ukryć wcześniejszą kradzież, uniknąć odpowiedzialności oraz hańby.
Wolała pozbawić życia osoby, która jej bardzo ufała, która ją kochała, niż przyznać się do takiej kradzieży, do tego, że ktoś mógłby nazwać ją złodziejką.
Proces Patrycji rusza w maju 2004 roku przed Sądem Okręgowym w Kielcach.
Sprawa z miejsca przyciąga ogromne zainteresowanie mediów i opinii publicznej, no bo bardzo rzadko zdarza się, by tak brutalnej zbrodni dopuściła się kobieta, też osobiście do tego na swojej bliskiej przyjaciółce, która nie zrobiła jej nic złego.
Do tego wszystkiego podczas procesu Patrycja nie okazuje ani skrucha, ani smutku, momentami nawet sprawia wrażenie aroganckiej, obojętnej.
Gdy odczytywany jest akt oskarżenia, to zdawała się nawet nie być wzruszona opisem cierpienia przyjaciółki.
Podczas procesu też wyszły na jaw dodatkowe szczegóły jej zachowania po aresztowaniu, np.
okazuje się, że tuż po nim Patrycja nie chciała pokazać lekarzowi wnętrza dłoni, gdzie miała poranienia typowe dla osoby zadającej ciosy nożem, twierdziła, że to tylko odciski.
Zaskakującym momentem też procesu była chwila, gdy Patrycja mogła wygłosić tak zwane ostatnie słowo.
Wtedy Patrycja powiedziała, nie jestem dumna, nie czuję się winna zabójstwa Justyny, a to, że nie płaczę, bo ja jej po prostu nie zabiłam.
30 czerwca 2005 roku zapada wyrok w pierwszej instancji.
Sąd Okręgowy w Kielcach uznaje Patrycję S. winną zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem oraz kradzieży i skazuje ją na dożywotnie pozbawienie wolności.
Sędzia przewodniczący podkreślił, że liczba zadanych ciosów, ich charakter i rozmiar cierpień ofiary świadczą o wyjątkowym okrucieństwie sprawczyni.
Sąd zwrócił uwagę na całkowity brak moralnych hamulców u Patrycji.
Fakt, że młoda kobieta, która sama miała doskonałą sytuację materialną i znała tak trudną sytuację przyjaciółki, najpierw podstępnie ją okradła, a potem bestialsko zamordowała dla zatarcia śladów i obrony własnego honoru, tutaj daję też cudzysłów, w ocenie sądu czyn Patrycji cechowała, tutaj cytat, wyjątkowa hańba i nikczemność.
Analizując postawę oskarżonej, sędzia zauważył, że nawet gdy matka Patrycji, zeznając przed sądem, niemal zemdlała z rozpaczy, to oskarżona pozostała nieporuszona.
Jednak co w całym procesie było najbardziej poruszające, to fakt, że podczas ogłaszania wyroku na sali sądowej obecna była cała rodzina Justyny.
Jej matka, pani Zofia, która straciła jedyną córkę, nie wytrzymała emocji.
W pewnej chwili...
Chwyciła mikrofon sądowy, znaczy no tam mikrofon, który był na sali sądowej i wykrzyczała do Patrycji.
Po ogłoszeniu wyroku obrońcy Patrycji złożyli apelację, domagając się oczywiście złagodzenia kary.
I tak sprawa trafiła do sądu apelacyjnego w Krakowie i w czerwcu 2006 roku po ponownej analizie sąd apelacyjny częściowo podzielił argumenty obrony.
I tak 29 czerwca 2006 roku zapadł prawomocny wyrok.
Kara dożywocia została zmieniona na 25 lat pozbawienia wolności.
Sąd apelacyjny nie miał żadnych wątpliwości co do winy Patrycji S. i podtrzymał niemal wszystkie ustalenia faktyczne, w tym kwalifikacje zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem.
Ale uznał, że dożywotnie więzienie to kara niewspółmiernie surowa w tym przypadku, bo w uzasadnieniu stwierdzono, że Patrycja była osobą młodą, wcześniej niekaraną, o dobrej opinii środowiskowej, a perspektywa reszty życia za kratami po prostu przekraczałaby, zdaniem sądu, stopień jej winy.
I ostatecznie Patrycja S. została prawomocnie skazana na 25 lat więzienia, a jej kara kończy się 12 kwietnia 2029 roku.
Warto też dodać na sam koniec, że w trakcie śledztwa wyszedł na jaw jeszcze jeden bardzo poruszający aspekt tej historii.
Okazało się, że Patrycja w chwili popełnienia zbrodni była w drugim miesiącu ciąży.
Ciąża ta zapewne była efektem związku z Maciejem, choć on sam dowiedział się o niej dopiero po zatrzymaniu Patrycji.
Patrycja urodziła syna w tymczasowym areszcie.
Chłopiec przyszedł na świat, gdy jego matka oczekiwała na proces.
Niemowlę zostało przekazane pod opiekę rodziny Patrycji, prawdopodobnie jej matki.
Jako ciekawostkę powiem Wam, że według relacji współosadzonych Patrycja miała nie przejawiać matczynych uczuć i nie interesować swoim dzieckiem.
Co więcej, w więzieniu Patrycja S. również nie była wzorową skazaną.
Raporty z zakładu karnego przedstawione w sądzie mówiły, że jej zachowanie było naganne.
Dziewięć razy karano ją dyscyplinarnie za rozmaite przewinienia, od prób przesyłania grypsów, czyli nielegalnych listów i zakłócenia ciszy nocnej, porobienie sobie tatuaży i wchodzenie w konflikty.
Mimo tego Patrycja nie dawała za wygraną, po prostu próbowała wyjść z więzienia.
Jeszcze w 2006 roku, czyli tuż po skazaniu, Patrycja w areszcie prowadzi strajk głodowy.
Domaga się przeniesienia z 10-osobowej sali do mniejszej i wnosi o poprawę warunków, które według niej są skandaliczne.
Służba więzienna jednak nie przychyla się do próśb osadzonej.
W 2008 roku z zakrad pisze list do sędzi, która orzekała w jej sprawie.
W treści tego listu Patrycja pisze, że nie ma do niej żalu, ale chce porozmawiać i wszystko wyjaśnić.
W 2009 roku złożyła jeszcze skargę kasacyjną do Sądu Najwyższego, domagając się wznowienia postępowania i uniewinnienia, jednak Sąd Najwyższy wniosek oddalił.
Kolejne lata Patrycja S. spędziła za kratami, choć nie ciągiem, bo z powodu jej problemów zdrowotnych, ciężkiej choroby, kilkukrotnie udzielano jej przerw w odbywaniu kary, łącznie ponad rok spędziła na wolności u dziadków.
Około 2015 roku przeniesiono ją do półotwartego zakładu karnego, co wskazuje, że być może zaczęła przejawiać jakąś poprawę w zachowaniu, czy raczej jest to pewne.
Z informacji prasowych z 2017 roku wynika, że Patrycja utrzymuje kontakt ze swoim dorastającym synem.
Stara się o zgodę na częstsze widzenia z nim, pisuje też ciepłe listy do ukochanej babci, no przecież ten syn dzisiaj już jest pełnoletni, jest już 20 lat ponad.
Z kolei Maciej N., dawny chłopak, całkowicie zerwał z nią relację, kontakt, nie utrzymuje z nią absolutnie żadnych kontaktów do dziś.
No i to już wszystko, co udało mi się znaleźć na temat tej historii.
Wstrząsające jest absolutnie to, że motywem tak okrutnej zbrodni okazała się chciwość i strach przed odpowiedzialnością.
Taka po prostu niemożność wzięcia odpowiedzialności za swoje życie, za swoje czyny.
Dla równowartości 6 tysięcy złotych Patrycja z zimną krwią zamordowała osobę, która uważała ją za najbliższą przyjaciółkę.
Ta sprawa myślę, że pokazuje po raz kolejny, że zdarza się tak, że najgroźniejszy potwór kryje się nie gdzieś tam daleko, wśród obcych, w jakichś ciemnych załukach, tylko tuż obok nas, pod maską ukochanej przyjaciółki.
Justyna Akasza zapłaciła najwyższą cenę za zaufanie i miłość do niewłaściwej osoby.
Dziękuję Wam dzisiaj za uwagę.
Proszę Was o to, żebyście dbali o siebie i byli bezpieczni.
Polecam Wam też najnowszy numer Newsweeka, magazynu kryminalnego dostępnego w salonach prasowych oraz na stronie literia.pl, gdzie możecie kupić także archiwalne numery lub postarać się też o prenumerat tego magazynu.
Ostatnie odcinki
-
220. Wybaczyć zabójcy. Igor Wyszyński-Karłoski
31.01.2026 23:00
-
Sprawa Krzysztofa Gonciarza
28.01.2026 07:12
-
219. Krzysztofa można było uratować wiele razy....
25.01.2026 19:39
-
218. Kto umrze pierwszy? Artur Bryliński i Sław...
18.01.2026 22:30
-
217. Kryminalne podsumowanie 2025 roku
01.01.2026 18:21
-
216. Ostatnie święta | Danuta G. | Klenica
28.12.2025 17:50
-
215. Nie ten człowiek, nie ten dowód | Monika B...
21.12.2025 17:00
-
214. A ja sobie będę dalej żył | Robert Banach ...
14.12.2025 17:55
-
213. Prawdziwy „dom dobry”. Honorata K.
07.12.2025 21:56
-
212. Dwa ciosy w ciszy. Ilona Borysowicz
30.11.2025 18:00