Mentionsy

Piąte: Nie zabijaj
17.10.2025 13:23

207. Kim jesteś, Edek? | Kazimiera K. | Zabrze

Kazimiera K. była niezależną kobietą w dojrzałym wieku. Kto mógł chcieć jej śmierci? I Kim był tajemniczy Edek?

Najnowsze i archiwalne numery Magazynu Kryminalnego Newsweek kupisz tu: https://literia.pl/prasa/newsweek-magazyn-kryminalny

Research

Marta Ludwiczek

Montaż:

Justyna Mazur-Kudelska

Masz dla mnie sprawę? Wyślij ją mailem: po[at]piateniezabijaj.pl

Wybrane źródła:Newsweek Magazyn Kryminalny, Marta Ludwiczek

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 207 wyników dla "Komendy Rejonowej Policji w Zabrzu"

Sprawa, o której wam dzisiaj opowiem jest sprawą nieznaną, takie mam wrażenie.

Nieznaną do niedawna.

Po pierwsze, sama dowiedziałam się o niej dopiero z najnowszego numeru magazynu kryminalnego Newsweeka.

z tekstu Marty Ludwiczek, którą właściwie mogłabym nazwwspółautorką dzisiejszego odcinka, bo to właśnie na jej materiałach, za jej zgodą, ten dzisiejszy odcinek w ogóle powstaje.

Po drugie jest to sprawa z Zabrza, mojego rodzinnego miasta.

Sprawa z ulicy Kowalskiej, która to ulica była przeze mnie...

Odwiedzana wielo, wielokrotnie, chociażby z tego względu, że miałam koleżankę, która tam miała dziadka i często go odwiedzała.

Do tego wszystkiego właśnie przy tej ulicy mieścił się parking.

Kiedy chciało się na przykład iść do McDonalda w Zabrzu na Placu Wolności, to zazwyczaj parkowało się właśnie wzdłuż ulicy Barbary lub Kowalskiej, żeby do tego McDonalda sobie pójść, więc...

To są te takie miejsca, które mijamy my wszyscy na co dzień, a przy których dzieje się czasami ludzka tragedia.

I ta tragedia wydarzyła się w 1994 roku, kiedy już byłam ośmioletnią dziewczynką.

I kto wie, może kiedyś panią Kazimierę, o której dzisiaj opowiem wam w tym odcinku, mogłam kiedyś minąć.

Zawsze to bardzo działa na moją wyobraźnię, że być może kiedyś na oczy widziałam ofiarę.

Pomyślcie sobie teraz też wy, którzy mieszkacie w miejscowościach, w których wydarzyła się jakaś tragedia.

Na przykład, czy kiedyś minęliście ofiarę, albo czy kiedyś minęliście sprawcę.

Sprawa, o której dzisiaj Wam opowiem jest sprawą nierozwiązaną, sprawą, która czeka na swój finał w śledztwie, ale też miejmy nadzieję na sali sądowej.

Sprawa, która możliwe, że po publikacji i w Newsweeku.

I w piąte nie zabijaj, doczeka się być może swojego finału, więc wytężcie swój słuch, skupcie się i popytajcie osoby, które mogłyby coś wiedzieć w tej sprawie.

Może coś pamiętają, może zwróciły uwagę na jakieś szczegóły.

Ja wiem, że mówimy o historii z 1994 roku, ale uwierzcie mi,

że nawet po tylu latach, po ponad 30 latach czasami drobne szczegóły przypominają się albo wydaje się, że one są błahe, a mogą bardzo wiele zmienić.

Więc jeszcze raz wraz z Martą Ludwiczek oraz Newsweekiem zapraszam Was do wysłuchania dzisiejszej historii.

Kazimiera K. mieszkała samotnie na szóstym piętrze w jednym z wieżoww Śródmieścia Zabrza przy ulicy Kowalskiej.

Według relacji niektórych świadków mieszkała tam od 1967 roku.

I nie mieszkała tam początkowo sama, bo mieszkała tam z mężem, prawdopodobnie Pawłem, bo nie mamy tego imienia w aktach, ale z takim mężczyzną pani Kazimiera jest pochowana, więc podejrzewam, że jest to jej mąż.

I kiedy w 1982 roku pan Paweł zmarł, a syn ukończył studia, to wyjechał za granicę i pani Kazimiera została wtedy sama.

Syn za granicą prawdopodobnie mieszka do dziś, jeżeli żyje, bo ślad po nim się urywa.

Po prostu jest wdową, ale nie jest taką wdową, jakbyśmy sobie mogli wyobrażać, że po prostu siedzi w domu i spędza te dni nieaktywnie.

Bowiem pani Kazimiera ma bardzo dobrze rozwiniętą karierę zawodową.

Pracuje w firmie Stalexport na kierowniczym stanowisku.

Z powodu tego, że zajmuje takie wysokie i prestiżowe stanowisko, ma też rozległe kontakty zawodowe, nie tylko w Zabrzu, nie tylko w województwie i w kraju, ale także za granicą.

Kazimiera, mimo że jej kariera ma swój rozkwit w latach 70., 80., to bardzo często wyjeżdżała m.in.

do Wietnamu i do innych krajów Azji.

Dla swoich znajomych, sąsiadów, osób, z którymi miała kontakt,

Postrzegali ją też za osobę niezwykle samodzielną, taką przedsiębiorczą, zaradną życiowo, a przede wszystkim też oceniano jej status materialny jako bardzo wysoki.

Była uznawana za osobę zamożną.

W 1993 roku

Pani Kazimiera kupuje nowy samochód i jest to Skoda Favorit.

Do tego wszystkiego inwestowała pieniądze, które zarabiała, nie chomikowała ich, nie trzymała w skarpecie, tylko inwestowała na giełdzie, a dokładnie w akcję z taleksportu, czyli tego przedsiębiorstwa, w którym pracowała.

Była kobietą obowiązkową.

godną zaufania, była zadbana, zawsze punktualna, miała bardzo przewidywalny, uporządkowany tryb życia, zawsze wstawała wcześnie rano, już około 5, do pracy dojeżdżała pociągiem lub samochodem, bo pracowała w Katowicach, jak rozumiem,

Do tego wszystkiego pracowała oczywiście 8 godzin.

Praca zazwyczaj w takich przedsiębiorstwach rozpoczynała się o godzinie 7, więc do 15 pracowała.

Potem podróż powrotna do domu zajmowała jej około godziny, półtorej.

I tak w okolicach 17 wracała do domu, czyli po 12 godzinach od pobudki.

Miała w zwyczaju dbać o swój wygląd, więc podejrzewam, że kosmetyczka, fryzjer to były jej regularne rytuały.

Dbała też o swoje mieszkanie, mimo że była samotną kobietą.

To w tym mieszkaniu lubiła mieć porządek, lubiła mieć wszystko pod kontrolą.

Była też w dobrej kondycji fizycznej.

Z drugiej strony pani Kazimiera była też osobą dość wycofaną.

Moglibyśmy pewnie ją określić jako nieufną wobec ludzi, których nie znała dobrze i była dość ostrożna.

Bardzo możliwe, że wynikało to albo z jej...

jakichś doświadczeń życiowych lub po prostu takiej natury, ale być może też jako samotna kobieta, właśnie taka, która musiała ze względu na też swój majątek, na swoją pozycję zawodową, może musiała być bardziej ostrożna.

to charakteryzowało się tym między innymi, że zanim otworzyła drzwi, zawsze sprawdzała przez wizjer, kto się za tymi drzwiami znajduje.

Nie była też po śmierci męża związana

na stałe z żadnym mężczyzną, nie chodziła też na jakieś spotkania towarzyskie, nie chodziła, nie wiem, do biura matrymonialnego, na żadne wieczorki towarzyskie.

Chociaż kiedyś jednej z osób, która później zeznawała w sprawie jej zabójstwa, przyznała kiedyś, że chciałaby poznać kogoś w podobnym wieku, co ona, osobę,

nie wiem, czy rozwiedzioną, czy też wdowca, kogoś na swoim poziomie też intelektualnym, zawodowym, z kim mogłaby przez to życie iść wspólnie.

Kiedyś podobno napisała list do jakiegoś mężczyzny, który ogłaszał się, czy w gazecie, czy właśnie w jakimś, być może biurze matrymonialnym, nie wiem, jak to do końca funkcjonowało,

Miał być to Norwek, natomiast kiedy dowiedziała się, że ta mężczyzna nie ma ułożonej sytuacji życiowej, to znaczy nie jest rozwiedziony, to oczywiście zaprzestała kontaktu, bo nie o coś takiego jej w życiu chodziło.

Też nie wiem, czy to był Norwek, czy to był Polak mieszkający w Norwegii.

Tego do końca nie wiemy i pewnie się nie dowiemy już tego nigdy.

Kazimiera miała rzadko przyjmować gości.

Nie spotykała się towarzysko zbyt często.

Jeżeli już kogoś przyjmowała u siebie w mieszkaniu, kiedy podejmowała właśnie gości, to głównie była to rodzina.

która też ma znajomego o imieniu Edek i podobno według tej sąsiadki pani Kazimiera miała z tym Edkiem utrzymywać jakieś kontakty, ale do końca nie wiadomo jakie i czy jest to prawda.

W ostatnim czasie, a mówimy tutaj o schyłku lata 1994, są głosy, że pani Kazimiera miała być podenerwowana sytuacją zawodową w jej firmie, które powstały w wyniku jakichś niedawnych zmian kadrowych.

Dokładnie miał pojawić się nowy dyrektor i nowi współpracownicy z tego otoczenia dyrektora,

I właśnie z tymi nowymi osobami, z tą całą nową załogą było się trudno pani Kazimierze dogadać.

Tym bardziej, że właśnie mówimy tutaj o dyrektorze, o współpracownikach dyrektora, no a ona jako kierowniczy, jako osoba na kierowniczym stanowisku, miała z nimi jakąś styczność taką bezpośrednią, więc byli to też jej bezpośredni, czy przełożeni, czy po prostu też właśnie współpracownicy.

wimy tutaj też o latach 90., tej pierwszej połowie lat 90., kiedy przedsiębiorstwa państwowe przechodziły przez proces prywatyzacji.

I właśnie kiedy Staleksport była prywatyzowana, to wypuszczała raz na jakiś czas pakiety akcji.

I to właśnie w akcję tego przedsiębiorstwa

Pani Kazimiera inwestowała i miała zamiar przy następnej emisji akcji też zaopatrzyć się w jakiś tam pakiet dla siebie.

Miała na tych akcjach zarobić i chętnie w te akcje inwestowała.

Przychodzi czwartek, 8 września 1994 roku, kiedy to bohaterka dzisiejszego odcinka wychodzi z pracy około godziny 15.

wi kolegom, że musi wracać do domu, że się dość śpieszy, bo czeka na pracownika, czy na człowieka, który ma do niej przyjść i naprawić przewód wentylacyjny piecyka gazowego w łazience.

O jakie piecyki chodzi, być może nie wszyscy wiedzą.

Do dzisiaj wiem, że w tamtych blokach są piecyki gazowe.

które po prostu ogrzewały wodę, tak zwane junkersy.

Nie wszyscy mają świadomość, że takie piecyki są do dzisiaj, więc są do dzisiaj.

Ja wiem to dlatego, że sobie sprawdziłam Airbnb w tamtych blokach i faktycznie te piecyki tam widać.

Wtedy przez swoich współpracowników jest widziana po raz ostatni.

Bo następnego dnia, 9 września, nie pojawia się już w biurze, co oczywiście spotyka się z bardzo dużym zdziwieniem osób, które z nią pracowały, ponieważ takie coś nigdy wcześniej, przez kilkadziesiąt lat pani Kazimierze się nie przytrafiło.

Więc od razu zaczęto podejrzewać, że albo się ciężko rozchorowała, albo uległa jakiemuś wypadkowi, albo po prostu coś się stało poważnego, na przykład jakaś tragedia w rodzinie.

Tego dnia jedna z jej bliskich współpracownic postanowiła po pracy sprawdzić, co się z panią Kazimierą stało, bo jeszcze może ktoś myślał, że w ciągu dnia...

się odezwie i na przykład, nie wiem, przyniesie zwolnienie, czy poinformuje o swojej nieobecności.

No nic takiego się do tej 15 nie wydarza.

Jedzie do tego Zabrza, przyjeżdża pod adres na ulicę Kowalską, puka do drzwi, jednak nikt jej nie odpowiada.

I tak przychodzi sobota 10 września, czyli dwa dni po ostatnim kontakcie z Kazimierą.

Już wtedy

zaczyna w jej współpracownikach narastać dość spory niepokój.

Jej bliscy współpracownicy Renata M. i Dariusz R. ponownie jadą do Zabrza, żeby sprawdzić, co stało się z wówczas 52-letnią Kazimierą.

Ale i tamtego dnia nikt nie otwiera im drzwi, więc zwracają się z prośbą do sąsiadki, do tej najbliższej osoby pani Kazimiery,

która miała dysponować zapasowymi kluczami do jej mieszkania, żeby po prostu otworzyła drzwi.

Ale okazuje się, że te klucze nawet nie były im potrzebne, ponieważ najprawdopodobniej już dzień wcześniej można było te drzwi otworzyć, bo po prostu nie były zamknięte.

Po naciśnięciu klamki i pchnięciu drzwi po prostu się otworzyły, co oczywiście zaniepokoiło zarówno Renatę, jak i Dariusza oraz Marię.

W środku mieszkania panowała cisza, natomiast w łazience paliło się światło.

I to właśnie w tej łazience znajomi oraz sąsiadka Kazimiery ujrzeli makabryczny widok, bo w wannie wypełnionej wodą leżało ciało.

Oczywiście byli w szoku, natomiast przytomnie szybko zareagowali i natychmiast wezwali policję.

Na miejsce przybywa grupa dochodzeniowo-śledcza z Komendy Rejonowej Policji w Zabrzu i z notatki służbowej komisarza Wydziału Dochodzeniowo-Śledczego możemy się dowiedzieć, że zwłoki denatki znajdowały się w wannie do połowy zalanej wodą.

W trakcie oględzin zwłok stwierdzono, że denatka ubrana była w szlafrok i bluzkę, a na nogach miała kapcie.

Z kolei samo ułożenie ciała szczegółowo opisano natomiast w protokole oględzin zwłok.

Zwłoki w wannie zanurzone znaczną częścią ciała w wodzie, która wypełnia 1 trzecią głębokości wanny.

Woda w wannie ma kolor różowy.

Głowa dynatki znajduje się przy odpływie wanny.

Nogi zgięte w stawach kolanowych wystają nad wodę w przeciwnym od wypływu końcu wanny.

twarz skierowana ku odpływowi, prawe ramię i ręka oraz kończyna dolna prawa i kończyna górna lewa zgięte w stawie i znajdują się pod zwłokami i są zanurzone w wodzie.

Śledczy obecni na miejscu oraz eksperci z Laboratorium Kryminalistycznego w Katowicach nie mieli wątpliwości, że śmierć Kazimiery nie nastąpiła z przyczyn naturalnych.

Pracownik tego laboratorium, który jest na miejscu i dokonuje tych oględzin...

Właściwie to od razu zauważa liczne obrażenia, dlatego też od początku właściwie oczywistym jest to, że Kazimiera K. padła ofiarą zabójstwa.

Nie wyglądało to też na śmierć samobójczą, tylko na śmierć w wyniku zabójstwa.

No i już ekspertyza i taka dokładna podczas sekcji zwłok nie pozostawia wątpliwości.

a obrażenia, jakich doznała, zostały opisane szczegółowo w aktach.

Przeprowadzona sądowa sekcja zwłok Kazimieryka wykazała dwie rany tłuczone głowy na potylicy, po stronie prawej ze złamaniem kości podstawy czaszki i ograniczonym krwotokiem podpajęczynówkowym,

i pojedyncze ogniska stłuczeń mózgu oraz drobne rany tłuczone w okolicy łuku brwiowego lewego, podbiegnięcia krwawe, języka oraz sińce na ramieniu prawym i udzielewym.

Przyczyną zgonu Kazimiery K. były opisane powyżej obrażenia mózgowia, które powstały od silnych urazów zadanych narzędziem lub narzędziami twardymi, tępymi lub tępokrawędzistymi w okolice potylicy po stronie prawej.

Kiedy odnaleziono ciało Kazimiery, ujawniono, że nie miała ona na sobie bielizny, miała tylko ten szlafrok i kapcie.

Z kolei jej majtki znaleziono w koszu na śmieci.

Więc to miałoby sugerować, że albo przygotowywała się na przykład do kąpieli i zdejmowała z siebie bieliznę, albo ktoś tę bieliznę zdjął z niej.

Śledczy z kolei nie wykluczali próby gwałtu, ale...

Też nie było dowodów na to, że do takiej próby doszło, bo do gwałtu nie doszło wcale.

Mieszkanie z kolei nie nosiło śladów włamania.

W policyjnej notatce znajdziemy też taki fragmencik.

Pranie, stojący odkurzacz mogą świadczyć, że denatka prowadziła przed śmiercią czynności porządkowe w domu.

No właśnie, nic nie wskazywało na rabunek.

Do tego wszystkiego w mieszkaniu panował porządek.

Nie było porozrzucanych rzeczy, przedmiotów.

Wiecie, jak może wyglądać mieszkanie, w którym doszło do próby włamania czy kradzieży.

Zazwyczaj jest tam istny kipisz.

Szafki są wybebeszone, wszystkie ubrania, bibeloty, wszystko jest porozrzucane, znajduje się na podłodze.

Trudno jest w takim miejscu zabezpieczać jakiekolwiek ślady.

Wszystko wyglądało tak, jakby...

Kazimiera wpuściła do środka osobę, którą bardzo dobrze znała, albo taką, przy której czuła się swobodnie, albo taką, którą sama nawet zaprosiła.

Na fotografiach, które znajdziemy w aktach sprawy, wygląda to tak, jakby, zresztą zachęcam was właśnie do przejrzenia Newsweeka, chociażby dlatego, żeby te fotografie obejrzeć.

Jakby przed tą tragedią nawet odbywała się tam jakaś mała imprezka, przyjęcie.

Ale ile osób tego dnia spędzało czas z panią Kazimierą, tego nie wiadomo.

Niewątpliwe jednak jest to, że na stole były naczynia i to naczynia brudne.

W aktach czytamy, że były to dwa kieliszki i dwie szklanki oraz butelka wody mineralnej i butelka z napisem sztok.

Sztok to marka, z tego co wiem, koniaku.

Do tego w mieszkaniu pani Kazimiery przy stole, na którym zabezpieczono te naczynia, było sześć krzeseł, jedno z nich było odsunięte, tak jakby osoba korzystająca z tego krzeseł po prostu wstała od tego stołu na chwilę i nigdy go nie dosunęła.

Najprawdopodobniej pani Kazimiera widziała się tam z mężczyzną.

wyglądało to tak, jakby była z nim umówiona, jakby go wpuściła i ugościła.

Najprawdopodobniej pili nawet razem alkohol, chociaż osoby, które znały panią Kazimierę na tyle dobrze, żeby móc powiedzieć o jej zwyczajach, to wspominały o tym, że pani Kazimiera alkoholu nie piła.

W każdym razie w tym mieszkaniu właściwie nic nie wskazywało na to, że przybyła tam osoba, miała jakieś zamiary

związane z kradzieżą.

Czyli najprawdopodobniej do tego ataku doszło tuż po tym, jak pani Kazimiera i ta nieznana osoba ten alkohol

Otóż w kalendarzu pani Kazimiery, które oczywiście zabezpieczono, przy dacie 8 września 1994 roku widnieje napisane imię dużymi literami EDEK.

I właśnie to imię zapisane w kalendarzu, połączone z informacjami od współpracowników, którzy tamtego dnia pamiętają, że pani Kazimiera wychodząc do domu z pracy, mówiła o tym, że czeka na jakiegoś pracownika, który ma przyjść i pomóc jej wymienić, a właściwie to wymienić ten przewód elektryczny przy piecyku.

tworzą taki obraz, że tym mężczyzną, którego oczekiwała, był właśnie rzekomy Edek.

To imię, które wcześniej wypowiedziałam w kontekście pani Marii, sąsiadki, która wspominała o tym, że właśnie pani Kazimiera ma z tym...

Możliwe, że tak się wydarzyło, że rzekomy Edek miał przeprowadzić ten drobny remont, a potem po prostu panią Kazimierę zaatakował.

Z drugiej strony, czy pani Kazimiera jako kobieta elegancka, bardzo zadbana, ale też nieufna wobec obcych,

Przyjęłaby gościa, nawet jeżeli przyszedł tam w celach, no takich remontowo-naprawczych, to czy przyjęłaby go będąc sama tylko w bieliźnie i w szlafroku, zakładając taki scenariusz, że tę bieliznę zdjęła pod wpływem sprawcy?

Prawdopodobnie...

Kiedy tego się w ogóle nie spodziewała i stała najprawdopodobniej do sprawcy tyłem, ten uderzył ją nieustalonym narzędziem w głowę, a ciosy były na tyle silne i na tyle rozległe, że spowodowały oczywiście, znaczy obrażenia od tych ciosów na tyle rozległe, że poskutkowały śmiercią.

Następnie sprawca, być może chcąc zatrzeć ślady, włożył ciało Kazimiery do wanny, zalał wodą i pozostawił aż do czasu, kiedy po prostu ktoś by się zaniepokoił.

Dlaczego nie zamknął tego mieszkania od zewnątrz, pozostawiając w łatwiejszym dostanie się do niego?

Znaczy, w sumie to miałoby znaczenie, że to mieszkanie byłoby zamknięte.

Policjant z archiwum X, który pragnie zachować anonimowość,

który to też zajmuje się tą sprawą i bada zebrane w 1994 roku dowody, mówi Marcie Ludwiczek tak.

Pewne okoliczności robią wrażenie, jakby sprawca bawił się z policjantami.

Czy miał wiedzę, jak nam utrudnić pracę?

Czy był tak pewny siebie, że zachował się tak, jak się zachował?

A co jeśli to nie Kazimiera K. zapisała w kalendarzu imię Edek?

Wiem, że brzmi to tajemniczo, ale na razie musi tak pozostać.

Tak mówi pan policjant.

Jeżeli faktycznie to imię było napisane dużymi literami i w tak wyrazisty sposób, że nie dało się nie zwrócić na to imię uwagi, kiedy się po prostu kartkowało ten kalendarz, może faktycznie była to jakaś zmyłka?

Z akt sprawy wynika, że w 1994 roku rozpytano nie tylko znajomych, ale też rodzinę kobiety, sąsiadów, współpracowników, dziesiątki świadków.

Do tego wszystkiego stworzono jakąś listę osób, które zajmowały się takimi drobnymi pracami remontowo-usługowymi.

Takich mężczyzn wytypowano i również przesłuchano.

Oczywiście ustalenie tożsamości mężczyzny, który mógł kryć się pod imieniem Edek, być może był to Edward, a być może był to ktoś inny, spełzły troszeczkę na niczym.

Sprawdzano też informacje nieoficjalne, ale nic, dosłownie nic nie doprowadziło do żadnego postępu w tej sprawie przełomu takiego, który pomógłby wytypować choćby jednego podejrzanego.

Badania dektyloskopijne na miejscu tego zdarzenia nie przyniosło żadnych rezultatów.

Właściwie nic nie udało się ustalić.

Po pewnym czasie prokuratura wyczerpała wszelkie możliwości wytypowania jakiegoś potencjalnego sprawcy.

No i jak to w takich sytuacjach bywa, sprawę umorzono z powodu niewykrycia sprawcy.

Ale przy tej decyzji widnieje w aktach taki zapis.

Pomimo umorzenia postępowania ze względu na wagę sprawy, powyższa będzie nadal pozostawała w zainteresowaniu organów ścigania i w sytuacji wyjścia na jaw nowych faktów lub dowodów postępowanie zostanie niezwłocznie podjęte.

Do tego policjant, którego wcześniej już tutaj cytowałam, mówi o tym w ten sposób.

Sprawa zabójstwa Kazimieryka znalazła się w naszym zainteresowaniu, bo powtórne przepadanie zabezpieczonych przedmiotów daje nadzieję na pozyskanie nowych dowodów.

Nauka i nowe technologie w kryminalistyce ciągle idą do przodu i my z tego korzystamy.

Sprawa zabójstwa pani Kazimiery jest sprawą, która nawet nie wyskakuje po wpisaniu w Google.

Pod hasłem zabójstwa kobiety w Zabrzu 94 nie wyskakuje nic.

Pod jej imieniem i nazwiskiem również nie znajdziemy poza grobem.

Ale pomimo tego, że do sprawy doszło do tego zabójstwa 31 lat temu, to jest szansa, że ktoś coś pamięta, że ktoś coś widział, ktoś coś słyszał, ktoś o czymś wie.

I na takie ślady czeka śledczy oraz cały wydział Archiwum X, który zajmuje się tą sprawą.

Więc ta sprawa się jeszcze nie przedawniła i cały czas może mieć swój finał na sali sądowej.

Czy sprawcy mogą spać spokojnie albo sprawca?

Z pewnością nie i o tym zapewnia nas śledczy, który tą sprawą się zajmuje.

Więc dzisiaj w piątek w 2025 roku w październiku daję wszystkim zabrzanom

Oraz ludziom, którzy w tamtych czasach mieszkali w Zabrzu.

Takie zadanie domowe, żeby zapytać o panią Kazimierę, która mieszkała przy ulicy Kowalskiej na szóstym piętrze w bloku i która 8 września została zamordowana.

żeby zapytali babcie, rodziców, znajomych, sąsiadów, sąsiadki, czy coś pamiętają, a jeśli coś pamiętają, to co?

I co się mówiło w kręgach związanych z panią Kazimierą?

A jeżeli czegoś się dowiecie, to po prostu dajcie znać albo mi, albo na adres Komendy Rejonowej Policji w Zabrzu.

Dziękuję wam bardzo dzisiaj za uwagę.

Wiem, że ta sprawa jest krótka, że jest bardzo lakoniczna, no ale z takimi sprawami też mamy do czynienia.

I są sprawy mało nagłośnione, takie, o których nie słyszeliście, które muszą też być w jakiś sposób ograniczone, jeśli chodzi o podawanie informacji do opinii publicznej, z bardzo wielu względów.

o których z pewnością wiecie.

Więc taką dzisiaj sprawą razem z Martą Ludwiczek

się podzieliłyśmy z wami.

Zachęcamy was do tego, żebyście zaopatrzyli się w nowy numer magazynu kryminalnego Newsweeka, gdzie są jeszcze zdjęcia i więcej szczegółów na temat tej sprawy.

No i bądźcie czujni, bo to właśnie być może ta sprawa z waszym udziałem i z waszą pomocą będzie rozwiązana i na to wszyscy liczymy.

Jeżeli ten odcinek wam się podobał, to zostawcie komentarz, dajcie łapkę w górę, możecie też zasubskrybować zarówno ten kanał, jak i podcast w swoich ulubionych platformach podcastowych.

A ja jak zwykle proszę was o to, żebyście dbali o siebie i byli bezpieczni.

Wszystkie prawa zastrzeżone.

0:00
0:00