Mentionsy

Piąte: Nie zabijaj
31.10.2025 21:57

209. Okrutni bracia | Helena S.| Strzelce Górne 1998

Helena S. zwana przez sąsiadów Babuszką, nie była zwykłą starszą panią. Była odważną i niezależną kobietą, która imponowała wszystkim. Niestety, po drugiej stronie ulicy miała sąsiadów. Trzech okrutnych braci...Masz dla mnie sprawę? Wyślij ją mailem: po[at]piateniezabijaj.plMożesz mnie spotkać:Grupa: http://www.facebook.com/groups/PiateNieZabijaj _______Słuchaj na:Spotify: https://spoti.fi/2WM488O Apple Podcasts: https://apple.co/3CELhCr Tidal: https://bit.ly/3tUkXAw Google : https://bit.ly/3I7v5L6 YouTube: http://bit.ly/2Ur9Cbw _______Muzyka wykorzystana w odcinku:Wstęp: Resolver - AmuletCzołówka: Doug Maxwell - Heartbeat of the HoodTło: Luke Atencio - CounselTyłówka: The Inner Sound - Jesse GallagherMusicbed SyncID:MB01TFL0BRK5AZQWybrane źródła:https://plus.pomorska.pl/dom-zly-jak-policjanci-rozwiklali-zagadke-mordu-z-1998-roku-zdjecia/ar/9438262https://nowosci.com.pl/brutalny-mord-w-strzelcach-dolnych-akt-oskarzenia-po-18-latach/ar/10804442#https://bydgoszcz.tvp.pl/36845769/jest-wyrok-ws-zabojstwa-babuszki-morderce-czeka-dluga-odsiadka#https://bydgoszcz.naszemiasto.pl/zabil-babuszke-i-wrzucil-ja-do-studni-prokurator-chce-25/ar/c1-4602914#:~:text=,za%C5%82o%C5%BCy%C4%87%20rodzin%C4%99%2C%20ma%20troje%20dziecihttps://infofordon.pl/aktualnosci/2588/#https://pomorska.pl/wrzucil-babuszke-do-studni-przysypal-kamieniami-sad-skazal-ja-na-pewna-smierc-wideo/ar/13110084#https://bydgoszcz.wyborcza.pl/bydgoszcz/7,48722,23287441,babuszka-umierala-po-sterta-kamieni-wyrok-na-wladyslawa-p.html#

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 251 wyników dla "Sąd Okręgowy w Bydgoszczy"

Dzisiejszy odcinek poświęcony będzie niesamowitej postaci.

Kobiecie, która niczego się nie boi i niezależnie od sytuacji zawsze sobie poradzi.

Ostatnio bardzo dobrze przyjęliście historię Teresy Rożkowskiej, niesamowitej artystki z kolorową duszą.

Dziś natomiast skupię się na Helenie, kobiecie z innego świata, kobiecie skromnej, lecz niesamowicie silnej i niezależnej, a przez najbliższych uznawanej za bohaterkę.

Helena przychodzi na świat w 1924 roku na Litwie.

Dokładnie w miejscowości Kowno, gdzie dorasta razem ze swoją starszą siostrą Krystyną.

W czasie wojny w 1940 roku los zaprowadza ją najpierw do okupowanej Warszawy, a następnie do oddziału Armii Krajowej działającego na terenach zachodniej Litwy.

Po zakończeniu działań wojennych w 1945 roku Helena ponownie trafia do stolicy, gdzie zdobywa zawód murarki i angażuje się w odbudowę miasta.

Dzięki swojemu fachowi bierze czynny udział m.in.

w budowie Pałacu Kultury i Nauki, a po kilku latach spędzonych w Warszawie razem z siostrą przyjeżdżają do jednej ze wsi niedaleko Chełmna, dokładnie do Strzelec Górnych.

Tam Krystyna zatrzymuje się tylko na chwilę, bo razem ze swoim mężem i synem wkrótce przeprowadzają się do Bydgoszczy.

W Strzelcach Górnych zostaje Helena, która w ramach repatriacji otrzymuje poniemiecki dom do użytkowania.

Dom w latach 50. nie nadaje się do zamieszkania, jest w stanie właściwie ruiny.

Helcia, bo tak ją nazywano, postanawia wtedy działać i własnymi rękami remontuje i przebudowuje swoje gospodarstwo.

Jeden młodzieniec, mieszkający nieopodal, pamięta panią Helenę, jak dzielnie walczyła na placu budowy.

On wtedy po drodze do szkoły obserwował jej pracowitość, jej siłę.

Wówczas miała około 30 lat i sama ciągnęła pod górę taczkę pełną cementu, po czym wszystko sama rozładowywała i jechała z powrotem po żwir.

Z dnia na dzień można było dostrzec, jak poniemiecki dom, który pierwotnie był w stanie katastrofalnym, powstawał na nowo.

Ten młody człowiek, opisujący dzielną pracę Heleny, w tamtym czasie jedynie się przyglądał temu, co robiła, ale z czasem już jako dorosły mężczyzna uświadomił sobie, dopiero właśnie wtedy do niego dotarło, czego tak naprawdę ta młoda kobieta dokonała własnymi rękami.

I tak właśnie większości ludzi, którzy mają z nią styczność, jawi się Helena.

Jawi się jako kobieta o silnym charakterze i wyjątkowej determinacji.

Potrafi odnaleźć się w trudnych sytuacjach, mimo że życie nie jest i nigdy nie było dla niej łaskawe.

Wielu mężczyzn zapewne poddałoby się w jej sytuacji, ale ona zawsze stawia czoła przeciwnościom, uparcie dążąc do wyznaczonych celów.

Po doprowadzeniu domu do stanu użytkowania, Helena zajmuje się prowadzeniem gospodarstwa.

Utrzymuje się z niewielkiego pola, które łagodnie schodzi w stronę rzeki.

Opiekuje się kilkoma krowami, trzyma kozę oraz drób, kury, kaczki i gęsi.

Przez lata jej dni mijają w trudzie, ale i w spokoju.

Zdążyła się przyzwyczaić do codziennej pracy, do tego, jak sama określała, życiowego kieratu.

Jedyne, co jej doskwiera, to samotność.

W przeciwieństwie do starszej siostry nigdy nie wychodzi za mąż, ani nie doczekuje się dzieci.

Taki mój los ma w zwyczaju zwykle odpowiadać sąsiadom, gdy pytają zbyt wścibsko.

Na szczęście Helena może liczyć na swoją rodzinę.

Zdarza się bowiem, że odwiedzają siostrzeniec, z czasem przyjeżdża też szwagier, a później, gdy Helena jest już w podeszłym wieku, pomaga jej w polu i przy gospodarstwie.

Ten dom i gospodarstwo to całe jej życie.

Każdą pracę w polu wykonuje sama, nie prosząc i nie licząc na niczyją pomoc.

Większość ludzi zajmująca się rolnictwem wykorzystuje zwierzęta i maszyny do pomocy, aby było łatwiej, natomiast Helen nie stać na żadne udogodnienia.

Wie, że musi dać radę sama i tak też robi.

Sąsiedzi widzą ją jako niepozorną kobietę, mającą niewiele ponad metr pięćdziesiąt wzrostu w roboczych spodniach, flanelowej koszuli i charakterystycznej chustce na głowie, przywiązanej pod brodą.

Ten właśnie stały ubiór, szczególnie ta chusta, stały się jej znakiem rozpoznawczym, który również przyczynia się też do tego, że zaczęto nazywać ją babuszką.

I tak mniej więcej płynie życie Heleny.

Funkcjonuje w prostych warunkach i nigdy nie może sobie pozwolić nawet na drobne przyjemności.

Mimo skromnej rzeczywistości na co dzień, co według mnie bardzo ważne, to to, że towarzyszy jej spokój.

Przez długie lata nikt w okolicy nie robi jej przykrości, ani nie wchodzi w drogę.

Każdy spogląda w jej kierunku z szacunkiem, obserwując przecież przez lata, jaki trud wkłada w osiągnięcie swojego minimum.

Mieszkańcy Strzalec Górnych wiedzą, że ta odbudowa domu odbywała się jej ogromnym kosztem.

Aby mieć z czego go wybudować, była zmuszona odejmować sobie od ust.

Te codzienne obowiązki związane z hodowlą zwierząt i uprawą roli, oczywiście dzięki którym Helena ma co jeść, pochłaniają większość jej czasu.

Jednak z tym właśnie czasem można było zobaczyć ją siedzącą gdzieś na drewienku, palącą papierosa i patrzącą z podziwem na swój cały dobytek.

Jednak w latach 90. ta sytuacja zmienia się dramatycznie, bo wówczas ponad już 70-letnia babuszka zaczyna padać ofiarą brutalnych działań grupy braci P. Ci bracia, mieszkający w tej samej wiosce co Helena, zaczynają szykanować bezbronną staruszkę.

Tak zwany klan braci P składa się dokładnie z trzech mężczyzn, z Władysława, Piotra i Wiesława.

Początkowo to szykanowanie ogranicza się do wyzwisk, ale z czasem przeradza się w prawdziwy koszmar.

Z relacji wynika, że dawniej okazjonalnie pomagali jej przy pracach gospodarskich, jednak później ich zachowanie przybiera zupełnie inny kierunek.

Upatrują ją sobie jako łatwy cel i zaczynają dręczyć samotną, starszą i bezbronną kobietę.

Helena jako dziarska osoba początkowo jest pewna, że poradzi sobie z młodymi chuliganami, którzy jako rozrywkę traktują nękanie jej we własnym domu, ale z czasem ta zabawa, tutaj daję cudzysłów, przeradza się w coś znacznie poważniejszego.

Bo babuszka zaczyna mierzyć się z rzucaniem kamieniami, wybitymi oknami w swoim gospodarstwie.

Dochodzi też do kilku prób podpalenia jej pola i budynków gospodarczych.

Co się więc stało, że z czasem tak diametralnie zmieniło się ich podejście do samotnej starszej pani?

Okazuje się, że kiedy bracia P, dorośli, stali się po prostu agresywni, za relacją mieszkańców Strzelec Górnych wynika, że okrzyknięto ich mianem szefów całej wioski.

Z czasem wszyscy się zaczynali ich bać i za nic nie chcieli mieć z nimi do czynienia, aby po prostu nie podpaść takim agresorom.

Więc zrobili to, czego tamci chcieli.

Mieszkańcy wsi długo mieli nadzieję, że chłopaki po prostu się wyszaleją, że wszystko wróci do normy.

Ale nic bardziej mylnego, bo z roku na rok stawali się jeszcze bardziej bezwzględni.

W latach 90.

Helena staje się ofiarą kolejnych brutalnych przestępstw ze strony braci P. Piotr P., jeden z nich, dwukrotnie napada na samotną kobietę, a co najgorsze posuwa się do przestępstwa, jakim jest wykorzystanie seksualne, za co został prawomocnie skazany i odbył karę 7 lat więzienia.

Te dramatyczne wydarzenia głęboko dotknęły Heleny,

Jej oprawca pochodzi przecież z rodziny najbliższych sąsiadów, co oznacza, że nawet po odbyciu kary nadal mieszkałby w pobliżu.

Kobieta jest przez nich dosłownie maltretowana i jeszcze zastraszana.

bo pozostali bracia oczywiście chcą się na niej zemścić za to, że przecież to przez nią jeden z ich braci został wydany w ręce policji i skazany.

W 1997 roku sytuacja Heleny wydaje się być bardzo, bardzo zła.

Ludzie zauważają, że kobieta żyje skromnie, właściwie to na granicy ubóstwa.

Przez samotność czasem nie wystarcza jej na życie, co dopiero na opał, na jakiekolwiek rachunki.

W grudniu 1997 roku sąsiadka babuszki, pracownica gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej w ramach pomocy świątecznej przybywa do niej z paczką z darami.

Helena bardzo mocno cieszy się na prezent, ale jednocześnie wygląda na bardzo wystraszoną i po prostu wycieńczoną.

wi wtedy, że boi się o własne życie.

Sąsiedzi rozumieją jej obawy.

Bo nie dość, że jest samotna, to jeszcze ma swoje lata.

Staje się więc najłatwiejszym łupem potencjalnych włamań i kradzieży.

Jak wiadomo, osoby starsze są z czasem coraz bardziej bezdronne, jednak ogromnym atutem w obliczu tych potencjalnych kradzieży jest fakt, że Helena wiedzie proste i skromne życie, więc kto gościł w jej domu, wiedział doskonale, że ona nie ma żadnych drogocennych sprzętów, jedyne co ma to właściwie stół i parę krzesoł.

W styczniu 1998 roku sąsiad Heleny przechodzi wioską obok jej gospodarstwa.

W pewnym momencie zauważa coś, co powoduje, że postanawia się zatrzymać i przyjrzeć dokładnie.

Na polu babuszki dostrzega wtedy rzucone widły.

Wygląda to tak, jakby zostały porzucone przez Helenę w środku pracy.

Ale kiedy przygląda się jeszcze dłużej, to dostrzega coraz więcej nieprawidłowości.

Po pierwsze, do jej chaty są otwarte drzwi na oścież.

Jest w końcu styczeń, środek zimy, a Helena ledwo wiąże koniec z końcem.

Wiadomo, ile opału trzeba zużyć, żeby ogrzać cały dom, więc z pewnością nie zostawiałaby tak swojego gospodarstwa, żeby całe się wychładzało.

Kiedy idzie jeszcze dalej w głąb tego gospodarstwa, to tę sytuację już mocno niepokojącą pogarsza jeszcze fakt, że krowa Heleny, która zazwyczaj wypasa się na wzgórzu jej pola, tymczasem teraz chodzi sobie swobodnie pośrodku izby w jej domu.

Co gorsza, nigdzie nie widać Heleny.

Nie ma jej w domu, nie ma jej w obejściu, nie ma jej w polu.

Wygląda to tak, jakby po prostu rozpłynęła się w powietrzu.

Postanawia działać, więc wraca do siebie i wzywa policję.

I jeszcze tego samego dnia funkcjonariusze pojawiają się na miejscu.

Jak to zazwyczaj bywa w małych miejscowościach, pojawienie się policji w jednym z domów wzbudza zainteresowanie wszystkich.

Ludzie zwracają uwagę na bardzo istotny fakt, bo zauważają, że przydomowa studnia Heleny została zasypana gruzem.

Jest to o tyle dziwne, że studnia ta była przez nią prawie codziennie używana, a nagle miała zostać zasypana?

To było jej jedyne dojście do wody.

Policjanci postanawiają oczywiście iść tym tropem i te studnie sprawdzają.

Liczą na to, że w tej studni znajdzie się jakaś odpowiedź na pytanie, co mogło stać się z Heleną.

I jeszcze tego samego dnia w tej właśnie studni odnaleziono ciało Heleny.

Ciało było przykryte kamieniami, częściowo też gruzem i gałęziami.

Policyjny patolog ustala, że kobieta konała w ogromnym bólu przez ponad godzinę, a być może nawet dłużej.

Na jej ciele widoczne są liczne siniaki, złamane żebra, ma też uszkodzone nerki.

I zarówno charakter obrażeń, jak i sposób ukrycia tego ciała pod fragmentami drewna i gruzu nie pozostawiają wątpliwości, że doszło do zabójstwa.

Co najgorsze, staje się dla wszystkich jasne, że do tej studni Helena została wrzucona żywa.

Śledczy przepytują mieszkańców Strzelec Górnych, próbując ustalić przebieg zbrodni.

Zabezpieczają też ślady na miejscu zdarzenia i szybko dowiadują się o obawach, jakie miała Helena.

Sąsiedzi od razu wspominają o tym, że bała się o swoje życie.

Dociera do nich też informacja, że staruszka została dwukrotnie zgwałcona przez jednego z braci P. No to rzuca podejrzenia właśnie na nich.

Skoro dopuścił się jeden z nich takiego przestępstwa, to możliwe, że posunął się też o krok dalej.

ale okazuje się, że Piotr P. w momencie zabójstwa nadal przebywa w więzieniu, odsiadując wyrok za głód, więc nie mógł on być sprawcą.

Śledczy wykluczyli zatem motyw seksualny tej zbrodni.

Podejrzewano wtedy, że być może inny z braci postanowwziąć sprawę w swoje ręce,

Jeden z braci P. zostaje nawet zatrzymany w tej sprawie.

Niestety nie zdołano zabrać żadnych dowodów świadczących o tym, że to on mógłby stać za zabójstwem babuszki.

To samo tyczy się drugiego brata, więc śledztwo staje w miejscu.

Postępowanie w sprawie śmierci Heleny kończy się umorzeniem.

Co prawda policja przesłuchała wszystkich członków rodziny P i innych świadków, ale mimo istnienia pewnych poszlak funkcjonariuszom z Komendy Wojewódzkiej Policji w Bydgoszczy nie udało się zgromadzić dowodów bezpośrednio obciążających któregokolwiek z braci.

Nie można jednak powiedzieć, że śledczy nie dołożyli starań, bo zabezpieczyli śladowe ilości ziemi wydłubanej z podeszw ich butów, żeby sprawdzić, czy materiał odpowiada glebie z posesji Heleny.

Analizy zostały przeprowadzone, ale nie przyniosły istotnych wniosków, a próbki ostatecznie trafiły do archiwum Laboratorium Kryminalistycznego przy Bydgoskiej Komendzie Wojewódzkiej Policji.

Ostatecznie uznano, że motywem zabójstwa babuszki mogła być kradzież, ponieważ z domu zamordowanej zniknęła jej renta.

Nie dało to jednak żadnego punktu zwrotnego w postępowaniu i sprawca nadal pozostawał na wolności.

Podczas dochodzenia śledczy zwrócili się również o pomoc do policyjnego profilera, który opracował psychologiczny portret domniemanego sprawcy.

Na podstawie analizy uznano, że zabójca prawdopodobnie miał od 17 do 35 lat.

Zwrócono także uwagę na zależność zauważaną w wielu podobnych sprawach, czyli im starsza bywa ofiara, tym częściej sprawcą okazuje się osoba młoda.

Profil wskazywał, że zabójca mógł odczuwwewnętrzną potrzebę zrekompensowania swojego czynu, na przykład poprzez symboliczne gesty wobec ofiary już po jej śmierci.

W rzeczywistości nic takiego nie zaobserwowano.

Prokuratura liczyła, że z czasem pojawi się nowy ślad, ponieważ nie istnieje przestępstwo, które można by uznać za doskonałe.

Śledczy zdawali sobie sprawę, że osoby powiązane z podejrzanymi niechętnie dzielą się wiedzą, często z obawy albo lojalności wobec środowiska.

Wiedzieli jednak, że nawet w takich przypadkach zdarzają się niespodziewane zwroty.

Czasem to przypadek, a czasem zwykły łód szczęścia.

I pozwala to odkryć prawdę po latach.

Po zabójstwie Heleny w Strzelcach Górnych panuje grobowa atmosfera.

Przerażający jest bowiem fakt, że starsza, Bogu ducha winna kobieta została w tak brutalny sposób zamordowana.

Można również przypuszczać, że poniekąd mieszkańcy mają pewne swoje przypuszczenia, że przecież musiał to zrobić ktoś z ich bliskiego otoczenia.

No bo dlaczego akurat babuszkę zamordowano?

Ale od nikogo niczego nie można się dowiedzieć.

A we wsi po prostu zaczęła panować zmowa milczenia.

I tak mijają lata, a sprawa babuszki pozostaje nierozwiązana.

Tymczasem klan braci P prowadzi sobie spokojne życie.

Jeden z braci, Wiesław, pracuje w warsztacie samochodowym, Piotr po odsiadce zajmuje się hodowlą ptactwa, natomiast Władysław nie potrafi znaleźć dla siebie odpowiedniego zajęcia, w związku z czym zaczyna coraz częściej sięgać po alkohol.

Żeby zarobić trochę pieniędzy, wyszkolił się jako złota rączka, próbując pomagać w codziennych pracach domowych.

Często dostawał zlecenia drobnych prac, albo glazurniczych, albo remontowych.

I mimo upływu prawie 18 lat od śmierci Heleny, to tragiczne wydarzenie dalej tkwi w pamięci wszystkich mieszkańców Strzelec Górnych.

Akta nierozwiązanego zabójstwa babuszki leżą na biurku śledczych utworzonego w 2010 roku bydgoskiego archiwum X, czekając na cenne informacje mogące posunąć tę sprawę do przodu.

I właśnie w okolicach 2016 roku do policji trafiają bardzo ciekawe wiadomości, które zaczynają interesować śledczych.

Po pierwsze dowiadują się, że po śmierci Heleny zachowanie jednego z braci P bardzo się zmieniło.

Chodziło właśnie o Władysława P, który po śmierci babuszki zaczął sięgać po alkohol,

Dotychczas agresywny, prowokacyjny, właściwie to prowokujący cały czas, taki konfrontacyjny mężczyzna, nagle przestaje w ogóle wybuchać.

I to zwróciło uwagę okolicznych mieszkańców.

Stało się to troszeczkę podejrzane, z drugiej strony pewnie część z nich odetchnęła z ulgą.

Co więcej, policjanci usłyszeli też, że relacje między braćmi już nie przypominają takich idealnych, jak pod koniec lat dziewięćdziesiątych.

Co więc się stało, że między braćmi doszło do tak dużego konfliktu?

Śledczy zaczynają drążyć ten wątek i ponownie wchodzą w środowisko mieszkańców Strzelec Górnych.

Policjanci faktycznie ustalają, że pomiędzy braćmi P doszło do poważnego konfliktu, który ostatecznie zakończył ich dotychczasową relację tak na dobrą sprawę.

Funkcjonariusze zaczynają więc ich obserwować, czekając na odpowiedni moment, żeby ponownie przyjrzeć się sprawie.

Nadarza się taka okazja w połowie 2016 roku, kiedy kryminalni dowiadują się, że Wiesław P. wspólnie ze swoim znajomym Krzysztofem G. próbuje wymusić pieniądze od Władysława P. i jego żony.

Czyli jeden brat z kumplem próbuje wymusić pieniądze od drugiego brata i jego żony.

I właśnie...

Podczas tego wymuszania, próby tego wyłudzania pieniędzy, Wiesław grozi Władysławowi ujawnieniem informacji na temat, uwaga, zabójstwa babuszki.

Przy tym wszystkim domaga się 20 tysięcy złotych w zamian za milczenie.

Policjanci ustalają, że Wiesław P. miał twierdzić, że wiele lat wcześniej jego młodszy brat zwierzył mu się z popełnionej przez siebie zbrodni.

Do rozmowy miało dojść zimą 1998 roku w garażu należącym do rodziny, gdy Władysław naprawiał traktor.

Po kilku piwach miał się przyznać do tego, że to właśnie on zabił starszą kobietę, a wcześniej miał nawet zapowiadać, że trzeba się jej pozbyć.

I tak we wrześniu 2016 roku policja przygotowuje zasadzkę.

Udało się ustalić, że bratowa Wiesława, czyli do mnie mam, że chodzi o żonę Władysława, przekaże pieniądze w miejscu dobrze znanym lokalnym mieszkańcom, na starym pasie startowym przy drodze wojewódzkiej niedaleko Koronowa.

Kobieta ma zostawić tam gotóww zamian za obietnicę milczenia.

W chwili przekazania pieniędzy, oczywiście kiedy dochodzi do tej transakcji, funkcjonariusze wkraczają do akcji i zatrzymują zarówno Wiesława P., jak i Krzysztofa G. na gorącym uczynku, czyli na przyjmowaniu tych pieniędzy pochodzących z szantażu.

I podczas przesłuchania Wiesław decyduje się opowiedzieć śledczym z bydgoskiej komendy o tym, co usłyszał od brata przed kilkunastoma laty.

Wkrótce po jego zeznaniach policja zatrzymuje Władysława P. Znaleziono go w jednym z mieszkań w bydgoskim Fordonie, gdzie wykonywał prace remontowe, kładł dokładnie glazurę.

I tak Władysław P. trafia do aresztu, gdzie ma spędzić kolejne trzy miesiące.

Podczas przesłuchania Władysław P. konsekwentnie zaprzecza, że ma cokolwiek wspólnego ze śmiercią babuszki.

Mimo to materiał zgromadzony przez śledczych w szczególności, a zeznania jednego z jego krewnych, czyli brata, obciążały go w sposób trudny do zignorowania.

Kluczowe znaczenie miały też relacje dawnych znajomych mężczyzny, którzy wspominali, że od lat żywił do staruszki głęboką niechęć, właściwie to nazwałabym raczej nienawiścią.

Miała ona narastać po tym, jak jego brat, tym razem chodzi o Piotra, trafił do więzienia za jej składanie.

Według świadków Władysław wielokrotnie mówił, że wyrówna z nią rachunki i że kiedyś się po prostu nią zajmie.

Nie był zresztą postacią nową w aktach tej sprawy, bo już w czasie pierwszego dochodzenia po śmierci Heleny S. znalazł się wśród podejrzanych.

Jego brat Piotr wciąż odbywwówczas karę pozbawienia wolności, dlatego było jasne, że nie mógł być bezpośrednim sprawcą, więc uwagę funkcjonariuszy przykuli wtedy bracia, a dokładnie młodszy z braci, ten, który był określany jako impulsywny, agresywny, znany w okolicy z gwałtownego temperamentu.

To właśnie jego zatrzymano wtedy na 48 godzin, ale z powodu braku dowodów po prostu musiano go wypuścić.

W tamtym czasie mało kto traktował jego wcześniejsze groźby poważnie.

Dopiero z późniejszych zeznań i różnych świadków wynikało, że w dniu, kiedy zginęła staruszka, Władysław spotkał się z kolegami, planowali wspólne wyjście na dyskotekę do pobliskiej miejscowości.

Wieczór jednak potoczył się inaczej.

Jeden ze świadków wspominał, że w obecności grupy znajomych Władysław rzucił krótko, że załatwił sprawę, po czym miał poprosić, by pomogli mu pozbyć się ciała kobiety.

Nikt jednak nie zdecydował się na taki krok, ale to tylko świadczy o tym, że było kilka osób, które domyślały się, że Władysław zabił kobietę albo po prostu usłyszeli to od niego.

Według późniejszych relacji P. zachowywał się wówczas z czymś, co można określić mieszaniną zuchwałości i pijackiej dumy.

Chwalił się, że wreszcie się jej pozbył, traktując ten swój czyn nie jak zbrodnię, ale jak faktyczne załatwienie i rozwiązanie jakiegoś problemu.

Problemu, który od dawna go uwierał albo sprawy, którą od dawna trzeba było załatwić.

Jeden ze świadków, który po latach zdecydował się złożyć zeznania, przyznał, że wcześniej nigdy nie informował policji o rozmowie z Władysławem i tłumaczył, że po prostu nie wierzył, że mężczyzna mógłby rzeczywiście dopuścić się tak okrutnego czynu.

Z czasem jednak, jak dodał, zaczęło przeważać poczucie niepokoju.

Obawiał się całej rodziny P, którą opisywał jako agresywną i kompletnie nieprzewidywalną.

Podczas przesłuchania wyznał też, że przez lata zmagał się z problemem alkoholowym, co mogło rzutować na jego wiarygodność.

Mimo to zgodził się na badanie psychologiczne, które miało wykazać, czy jego wspomnienia nie są wynikiem zniekształceń czy konfabulacji.

Z innych zeznań wyłaniał się jeszcze mroczniejszy obraz.

wiono, że Władysław miał obsesyjnie wierzyć w istnienie jakiegoś skarbu z Rosji, który rzekomo Helena miała ukryww swoim domu, bo jak powtarzał pochodziła z Kresów.

Podobno razem z kolegami planował przeszukać jej gospodarstwo w poszukiwaniu cennych przedmiotów.

W aktach śledztwa pojawiły się też informacje wskazujące, że po śmierci kobiety Władysław nie krył się ze szczegółowym opisywaniem tego, co zrobił.

Miał mówić, że wrzucił ją do studni, gdy jeszcze oddychała, a chcąc mieć pewność, że na pewno nie żyje, to zasypał ją gruzem i kładami drewna.

Opowieść ta, jeśli bierzeć oczywiście tym relacjom, brzmiała jak wyznanie człowieka, który nie tylko pozbawił życia, ale i z premedytacją ukrył ślady własnej zbrodni.

Do tego wszystkiego dręczył i torturował ofiarę.

Po zatrzymaniu Władysława P. w 2016 roku przewieziono go do prokuratury, gdzie został poddany badaniu psychiatrycznemu.

Specjalista nie stwierdził u niego żadnych zaburzeń psychicznych.

Ujawniono jednak, że w ciągu blisko dwóch dekad, jakie minęły od śmierci Heleny S., mężczyzna kilkakrotnie próbował odebrać sobie życie.

Kluczowy świadek w sprawie, Wiesław P., czyli ten sam, który najpierw szantażował brata w zamian za milczenie, a potem go finalnie zdradził, został przebadany wariografem.

Podczas testu zadawano mu pytania zarówno dotyczące samego zabójstwa, jak i pytania kontrolne.

Na jedno z nich brzmiące, czy ukrywa pan prawdziwego sprawcę morderstwa, odpowiedział przecząco.

I ta odpowiedź powtórzył trzykrotnie.

A wynik testu uznano za istotny element materiału dowodowego.

Proces Władysława P. rozpoczął się we wrześniu 2016 roku przed Sądem Okręgowym w Bydgoszczy.

W artykule Macieja Czerniaka w magazynie Detektyw przytoczone zostają szczegóły rozprawy.

Autor opisuje, że po odczytaniu aktu oskarżenia sędzia zwróciła się do oskarżonego z pytaniem, czy podtrzymuje swoje wcześniejsze wyjaśnienia lub czy chce złożyć nowe.

Dla Władysława, który ukończył zaledwie trzy klasy szkoły podstawowej, terminologia sądowa była niejasna, więc dopiero po wytłumaczeniu przed sędzie, co oznacza sformułowanie podtrzymać zeznania, zrozumiał o co jest pytany, a świadczył wtedy, że zamierza zeznawać dopiero po przesłuchaniu świadków, a przede wszystkim, że nie przyznaje się do winy.

Przez kolejne miesiące tego procesu konsekwentnie powtarzał tę samą linię obrony, gdy podczas jednej z rozpraw odczytano zeznania świadka, według którego miał chwalić się zabójstwem Heleny.

Zareagował spokojnie, niemal z obojętnością.

Zwrócił się wtedy do sądu z pytaniem, które miało brzmieć jak argument.

Po co miałbym o niej mówić, skoro jej nie zabiłem?

Zupełnie inne światło na rolę Władysława rzucają zeznania, jakie składa Henryk P., czyli ojciec braci, który całą winę zrzuca na swojego syna Wiesława.

Podobno miał spore długi i był w bardzo nieciekawej sytuacji materialnej.

W 2015 roku Henryk, czyli ojciec wszystkich braci, w obawie o swój życiowy majątek, przepisał wszystko właśnie Władysławowi, tym samym zostawiając Wiesława bezpośrednio.

To miało wpłynąć na konflikt między braćmi i jeszcze znacznie go zaostrzyć.

Nie wyjaśnia to jednak według mnie przyczyny zabójstwa babuszki w żaden sposób.

Finalnie przecież wszystkie poszlaki znacząco obciążały właśnie Władysława.

Mimo długotrwałych prób odnalezienia materialnych dowodów, które mogłyby obciążyć oskarżonego, nie udało się znaleźć nic.

Cały proces opierał się jedynie na poszlakach, którymi były głównie zeznania świadków, oczywiście tutaj w głównej mierze brata oskarżonego, czyli Wieśka, który to podczas naprawy traktora miał od swojego brata usłyszeć przyznanie się do jego zabójstwa.

Obrona jednak usilnie próbowała podważyć jego zeznania, sugerując, że mogło dojść do pomówienia z jego strony z uwagi na toczące się postępowanie w jego sprawie o szantaż i próbę wyłudzenia pieniędzy.

Sam Władysław nie przyznał się do zarzutu zabójstwa i utrzymywał, że jest niewinny mimo obciążających go relacji brat.

Na nic zdały się ponowne badania materiału zebranego na miejscu zbrodni, czyli w 1998 roku.

Chodzi tutaj głównie o próbkę gleby, którą zabezpieczono na miejscu zbrodni oraz na butach Władysława.

Mimo wykorzystania nowoczesnej technologii kryminalistycznej nie udało się jednoznacznie oczywiście potwierdzić, że próbki ziemi z buta podejrzanego są identyczne z tymi z gospodarstwa Heleny.

Po przeanalizowaniu wszystkich dowodów sąd uznał jednak Władysława P. za winnego zamordowania Heleny S. Wyrok zapadł w kwietniu 2018 roku.

Sąd Okręgowy w Bydgoszczy skazał wtedy 41-letniego Władysława P. na karę 15 lat pozbawienia wolności.

Wyrok ten był kilkakrotnie podważany i sprawa trafiła do sądu apelacyjnego, jednak wyższa instancja podtrzymała orzeczenie sądu w Bydgoszczy.

Tym samym po niemal 20 latach od zbrodni sprawiedliwości stało się zadość, bo morderca babuszki ze Strzelec Górnych spędzi w więzieniu długie lata.

Czy to faktycznie tylko Władysław zabijał Helenę, czy pomagał mu Wiesław, który potem jako ten brat, który został pozbawiony prawa do majątku po ojcu, do spadku po ojcu, postanowił zaszantażować brata jako współwinnego zabójstwa.

wyłudzić od niego te 20 tysięcy złotych, a potem przyłapany już na gorącym uczynku postanowił iść w zaparte i wrobić brata.

Ale czemu wtedy Władysław miałby się nie przyznać do tego?

Może faktycznie te trzy lata podstawówki, te trzy klasy podstawówki jednak świadczyły o tym, że mężczyzna nie był na przykład zbyt inteligentny czy przewidujący.

I mógł, nie wiem, nie pomyśleć o tym, że może brata oskarżyć o to zabójstwo.

Może on po prostu nic nie wiedział.

Nie wiem.

Jest to dla mnie dziwne.

Więc jestem bardzo ciekawa waszej opinii na ten temat.

Piotra z tego równania możemy wykreślić.

Może rozwiązanie po prostu jest tak proste i oczywiste, że to Władysław zabił.

Ale mi po głowie cały czas gdzieś tam się kołacze ta postać wieśka jako tego sprytnego, który mógł pomyśleć, że wtrącając gdzieś tam brata do więzienia, ojciec przepisze jednak ten spadek na niego.

Ale jeszcze jest Piotr, nie wiem, dziwne, dziwne, bardzo dziwne.

Dajcie mi znać, co o tej sprawie sądzicie.

Podzielcie się w komentarzach, nie tylko na YouTubie, ale też na Spotify.

Bardzo, bardzo Was proszę o to, żebyście subskrybowali kanał, żebyście dawali te łapki w górę, plusiki i tak dalej, bo ostatnie odcinki mają...

dość słabe zasięgi, mówię tutaj o YouTubie, bo na Spotify wszystko jest w porządku, ale właśnie ten YouTube coś tam ostatnio przykrywa odcinki i nie docierają do Was, więc możecie sobie też ustawić powiadomienia na kanale, żebyście wiedzieli, kiedy wrzucam coś nowego.

Zawsze też informuję w grupie, właśnie ostatnio tego nie zrobiłam, ale też odcinek musiał być wrzucony dwa razy, bo był w nim błąd i musiałyśmy go poprawić.

Dziękuję Wam bardzo za wysłuchanie dzisiejszego odcinka.

Proszę Was o to, żebyście dbali o siebie i byli bezpieczni.

0:00
0:00