Mentionsy

Pierwsza Randka
31.10.2025 05:19

Prawie złożyłam papiery rozwodowe!

„Piszę ludziom szczęśliwe zakończenia, a moje przypominało płonący śmietnik.”


Melka Kowal - pisarka, autorka bestsellerów i kobieta, która nie boi się mówić wprost o tym, jak wygląda prawdziwe życie po burzy.


Spotykamy się przy okazji premiery jej najnowszej książki „Półprawdy”, ale ta rozmowa jest nie tylko o pisaniu.
To rozmowa o życiu, które nie zawsze ma happy end.


Partnerem odcinka jest marka tylko. Z kodem PIERWSZARANDKA dostaniecie teraz -44% na meble do przechowywania i -12% na sofy. Dodatkowo przy zakupie dowolnego mebla z użyciem kodu dostajesz 25% rabatu na nowe koce. Waźne do 18.11 na zamówienia za min. 1500 PLN

Link: https://tylko.com/pl-pl/furniture-c?utm_source=instagram&utm_medium=collab&utm_campaign=pierwszarandka 


Melka opowiada o powrocie do męża po rozstaniu, o tym, jak schudła ponad 30 kilogramów, wyszła z depresji i odzyskała siebie.


Mówi o ciele, które przez lata niosło więcej, niż powinno. O miłości, która przestała wystarczać. I o tym, że nie ma dumy w związkach bo dumą się nie kocha.


To szczera, mocna i momentami śmieszna rozmowa o tym, że nawet z płonącego śmietnika można zbudować dom.


subskrybuj kanał: https://www.youtube.com/@natalia_kusiak

IG: www.instagram.com/nataliakusiak

o mnie: https://www.nataliakusiak.com

Patronite: https://patronite.pl/pierwszarandka



Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 754 wyników dla "Gen Z"

Ja piszę romanse, piszę ludziom szczęśliwe zakończenia, a moje zakończenie przypomina płonący śmietnik.

Cała ta książka, wszystko, co ludzie uważają za najlepsze w niej, powstało przy tej piosence w pociągu PKP Intercity Pendolino do Warszawy, w którym ja częściowo żyję po prostu na to, ile jeżdżę.

Trzeba umieć wybebeszyć się przed tą drugą osobą i nie bawić się w żadne dumy.

Nie ma dumy w związkach.

Czy myślisz, że człowiek może tak dojrzeć bez trudnych wydarzeń w swoim życiu?

Trudne wydarzenia są trudne, jak sama nazwa wskazuje, ale gdybym nie walnęła w ścianę rozwalającego się mojego związku i jej nie przewróciła razem z Kamilem, to myślę, że nie byłabym tutaj, gdzie teraz jestem.

Ja byłam w połowie składania papierów rozwodowych.

To się nie wydarzyło bez powodu.

Więc nagle teraz są udawanie, że sobie spijamy z dzióbków, tylko buzi, buzi, dupci, dupci, nie wychodzimy z pościeli po prostu.

To by było robienie z was, kochani, idiotów.

Ja już dałam dom trójce dzieciaków.

Już kto miał skorzystać na moim ciele, to już skorzystał.

Mogę teraz zjać.

Bardzo się cieszę, że w końcu mogę Wam pokazać moją nową przestrzeń, moją nową scenografię do studia, która jest nie tylko piękna, ale też bardzo wygodna, bo wiadomo, że w komfortowej atmosferze lepiej prowadzi się wszystkie rozmowy.

Od tego odcinka będziecie mogli już widzieć piękne meble, które przygotowała dla mnie polska marka Tylko.

Dzięki ich konfiguratorowi online mogłam sobie dokładnie zaprojektować, jak będzie wyglądał regał, który mieścił wszystkie moje książki, nagrody i inne gadżety.

I modułowa kanapa, która staje się fotelami albo właśnie kanapą i fotelami, w zależności od tego ilu mam gości i z kim będę prowadziła rozmowę.

A dla Was mam coś super ekstra, czyli kod rabatowy i to jest największy kod rabatowy w tym roku na Black Friday.

Wpisując pierwsza randka dostaniecie najwyższą zniżkę, jaką możecie w zasadzie dostać.

sprawdźcie stronę Tylko.com, znajdziecie ją w opisie odcinka, więc bardzo dziękuję za to wsparcie i uważam, że to jest przepiękna przestrzeń.

No i naprawdę, absolutnie szczerze, to jest najwygodniejsza kanapa slash fotel, na jakich kiedykolwiek siedziałam w życiu, więc polecam sprawdzić.

Nasz ostatni odcinek był moim, a naprawdę jednym z ulubionych moich odcinków, więc dzisiaj premierowo w nowym studiu.

Poczekaj, poczekaj, bo mam przedstawienie.

Bardzo słupcio.

Te fotele, jak mnie adoptujesz, to ja będę na nich spać.

Bardzo.

Jest mi bardzo wygodnie.

To jest pozycja, w jakiej ja piszę książki.

Ja teraz tak będę siedzieć i jeszcze mi to podpiera mi plecki.

Amazing.

Czewskis.

Spotykamy się znowu, nie bez okazji, chociaż byłabym za tym, żebyśmy się bez okazji też może częściej spotykały, ale wychodzi twoja nowa książka właśnie.

29 października ma premierę Półprawdy.

I już to naprawdę czytam po nocach i w saunie ostatnio przez godzinę, bo nie mogłam się oderwać.

Tak, to jest sauna, przepraszam.

Ale to dobrze świadczy, bo naprawdę jest ciężko się oderwać.

To jest tym razem kryminał w klimacie true crime z takim romansowym...

Właśnie, kurczę, bo ja bym się nie pokusiła w stwierdzeniu, że to jest kryminał, w sensie ja jestem bardzo ostrożna.

Na stronie 142 jeszcze jest.

Jeszcze jest, znaczy to raczej do samego końca jest tak dosyć kryminalne, tylko ja mam problem z określaniem się innymi gatunkami niż te, które...

w których przoduję.

Dla mnie to jest dalej romans obyczajowy, ale kurde, no nie da się uciec od tego, że jest bardzo dużo tam kryminalnych rzeczy.

Bardzo się nie mogę doczekać, co powiesz, jak będziesz szła dalej, więc jak będziesz progresować z tą historią, to keep me updated, ale ja mam dużo mroku w sobie i akurat historia Autumn Jack, czyli Aurelie Jesper, była tą historią, w której trochę mogłam go uwolnić, bo

Owszem, literatura obyczajowa, ramaz obyczajowy, można powiedzieć, że to jest jakiś tam mój konik, bardzo się lubuję w takich historiach, ale ja lubię też takie cięższe klimaty, lubię takie rzeczy przemycać i bardzo się cieszę, że tutaj mogłam to zrobić.

I to jeszcze jak?

No przynajmniej, wiesz, chyba, że coś tam zwalisz po 142, ale wątpię w to.

Wątpię, więc myślę, że... Nie chcę, wiesz, nie chcę brzmieć jak taki bucek, że wszystko najlepsze, wszystko najlepsze, ale pisać to raczej umiem.

Już uciekam od tego, żeby być skromną w kwestiach, w których może niekoniecznie powinnam.

To już jest moja dziewiąta książka.

Znam się na swojej robocie.

Sprzedają się jak świeże bułeczki, co więcej.

Bardzo dziękuję.

Bardzo się cieszę.

Bo wiesz, napisać to jest jeszcze jedno.

Napisać, może nie, że każdy by mógł, ale stworzyć ciąg liter, prawdopodobnie ze sztuczną inteligencją dzisiaj, może by i każdy mógł.

Ale żeby to było na top bestsellerach Empiku, każda z nich, to już nie jest tak łatwo.

Cały czas marzę o tym, żeby wejść do pierwszej piątki, bo to jeszcze mi się nie udało.

Zerkam tu.

Natomiast, nie no, ja wiem, że któraś moja książka rozwali bank.

Nie zdziwiłabym się, gdyby to była ta, aczkolwiek no pressure jakby coś.

Nie no, kocham bardzo tą historię.

Natomiast dzieje się tak dużo, że ja przy okazji korekty, gdzie chciałam ją troszeczkę skrócić, bo miałam świadomość tego, że to jest grubas, to...

Złapałam się na tym, że nie bardzo było co, bo cały czas coś się działo, strona po stronie.

W którymś momencie miałam też taką sytuację, że przewaliłam sto stron w ogóle nie wprowadzając żadnych zmian i ja nie byłam pewna, czy były tam jakieś zmiany takie, które, wiesz, warto byłoby zaznaczyć, bo się wciągnęłam i zapomniałam, że mam poprawiać.

I musiałam się cofnąć z powrotem do ostatniego komentarza, który zostawiłam.

I z taką, wiesz, większą uważnością jeszcze raz to przeczytać i pilnować się lepiej.

Mówisz, że to jest twoja dziewiąta książka?

No czekaj.

Trzy nie ostatnie.

Dziewczyna, którą zapomniano.

Maski, zwierciadła, półprawdy, a to ósma, przepraszam, to dziewiątą piszę, sorry.

Do tego chciałam nawiązać, że ty ledwo jakby kończysz jedną, zaczynasz następną.

Jesteś niezwykle płodną pisarką i zastanawiało mnie to i też często pytam o to artystów, tylko jakoś miałam bardziej przyjemność na razie pytać o to muzyków.

że zazwyczaj takiego inspiracji do tworzenia nam daje, albo jakieś takie, wiesz, straszne cierpienie, albo jakaś taka wielka radość, że te takie stany stabilizacji emocjonalnej, że one nie wydają się być tak inspirujące.

Jak się tobie pisze lepiej?

Jak jesteś w skrajnościach, czy jak jesteś stabilna?

Wiesz co, jak na przykład mam epizod depresyjny, to zależy jaki mam.

Miałam takie we wrześniu cztery dni, nie po sobie ciurkiem, tylko dwa jednego tygodnia, dwa drugiego.

Nie mogłam wstać z łóżka.

Nie mogłam się ruszyć.

no to wtedy nie piszę.

Wtedy po prostu pozwalam sobie przetrwać.

Jak przetrwam ten najgorszy moment?

Właśnie to jest też ważne, żeby sobie zrobić wtedy taki krok w tył i sobie odpocząć i po prostu pozwolić sobie na to, żeby być trochę bezużytecznym przez ten czas, bo gdybym się dociskała, nakładała na siebie presję jeszcze większą, to posypałabym się na o wiele dłużej i o wiele gorzej i ja już po prostu nie dopuszczam do takich momentów.

U mnie też nigdy nie jest tak, że zawsze jest stabilizacja.

Niestety, przy trójcy dzieci, mamie, która jest chora, dosyć dużej rodzinie, ja mam też, wiesz, dwa psy, dwa koty, Kamil też jest przecież na obrazku, znowu.

Więc, kurde, no u mnie się zawsze coś dzieje.

I u mnie nie ma czegoś takiego, że jest, wiesz, stabilnie.

U mnie zawsze są różne emocje i...

Ja też dużo mogę czerpać z swoich dawnych przeżyć, no w końcu mam 31 lat, to jest jednak 31 lat doświadczania, przeżywania rzeczy.

Więc jak potrzebuję poczuć coś konkretnego, to po prostu wydobywam to gdzieś z siebie.

Prawie jak aktorka po prostu, która wiesz, tam do Oscarowej roli.

Ale ciągniesz ze swoich takich, wiesz, przeżyć i tego, jak się czujesz w tym momencie i swoich wspomnień, czy ciągniesz po prostu z wyobraźni i takiej potencjału tego, co mogłoby się wydarzyć?

Nie no, głównie wyobraźnia, ale też trochę się to przeplata.

Myślę, że tylko, że to też nie jest tak, że ja, bo ja każdemu bohaterowi daję troszkę od siebie czegoś.

No ta tutaj główna bohaterka, pisarka, czy przypadek?

Niekoniecznie.

Chociaż u niej bardziej to jest to, że ona jest trochę depresyjna.

ona ma takie, wiesz, ja tego nie mówię wprost, że ona ma depresję, ale ma na przykład zalecenie, że wychodzi częściej do ludzi, wiesz, to jest takie trochę moje i też jest pisarką, też właśnie pracuje z domu, więc o tą izolację jest bardzo łatwo i to też nie jest dobre, kiedy się na depresję choruje, więc tutaj troszkę tak, wiesz, I'm hinting, że jest coś takiego.

takich rzeczy im daje bardziej emocjonalnych.

Ja mam, ja zawsze piszę i dlatego są playlisty, zawsze piszę przy muzyce, która wydobywa we mnie rzeczy.

Na przykład zwierciadła poprzednie mają w ogóle całą swoją piosenkę przewodnią Runaway to Mars, bo całą fabułę książki, kiedy ta książka była jeszcze w powijakach, całą scenę, która miała po prostu być najbardziej juicy fruit, że tak powiem.

Powstała w mojej głowie jak teledysk, kiedy jechałam w pociągu, nie wzięłam sobie czytnika, bo sobie zapomniałam, nie wzięłam komputera, bo zapomniałam, bardzo żałowałam, bo oczywiście normalnie bym pracowała, ale cała ta książka, wszystko co ludzie uważają za najlepsze w niej, powstało przy tej piosence w pociągu PKP Intercity Pendolino do Warszawy, w którym ja częściowo żyję po prostu na to ile jeżdżę.

Więc u mnie muzyka jest takim triggerem.

Właśnie mówisz, że gadasz z muzykami, ale dzięki nim w zasadzie ja mogę pisać, bo bardzo dużo emocji wydobywa ze mnie muzyka i ja widzę konkretne rzeczy.

Czasem są to flashbacki jakieś, które mi się wydarzyły i wtedy nawet lepiej, bo jeśli jest to coś takiego, co mnie bolało, to scena będzie gruba.

Mi to bardzo imponuje, jak ty...

wiesz, jakby pracujesz, ale też jak tworzysz, bo część mam kontakt na przykład z dziewczynami, które sobie tworzą tam, nie wiem, jakieś albumy, albo przewodniki, albo właśnie muzykę i one, wiesz, tam o, w inspiracji tutaj wyjechałam do Nowego Jorku, albo...

na bezludną wyspę, albo coś tam, a ty masz takie życie, bym powiedziała, bardzo na ziemi, bardzo w codzienności, bardzo masz gary z dziećmi, siłownie i te koty i psy, a jednak pozostajesz tak twórcza w tym wszystkim, ale równocześnie na ziemi, że to jest bardzo imponujące, że to się może łączyć.

to jest dużo prostsze niż się wydaje.

Bo wiesz, ja jestem bardzo na ziemi.

No nie mam możliwości sobie jechać casualowo do Nowego Jorku, bo raz, że mnie na to nie stać, bo mam chałpę do wyremontowania, już tak wiesz, na grubo już idziemy.

Mam nadzieję, że po Nowym Roku już zaczniemy ten mój wymarzony remont, na który tak bardzo czekam i...

Wiesz, nie ma na to hajsu, żeby jeździć dla inspiracji.

No niestety nie jestem bezdzietną lambadziarą.

Moje życie, które sobie wybrałam, wykreowałam, dzieci, które urodziłam, one mnie trzymają na ziemi.

Ale moją możliwością, by się z tego wyrwać, jest przejście do innego świata.

Ja w ten sposób żyję życiem, które częściowo, no bo to są moi bohaterowie, ale przenosząc się do tego świata, bo ja się zawsze śmieję, że mam rozdwojenie jaźni, jak piszę.

Uciekam trochę od tej mojej codzienności.

Ja dzięki moim książkom, czy dzięki książkom, które czytam...

Nie jestem wtedy na tej ziemi tu i teraz.

Kiedy ja piszę, moja głowa jest w Teksasie z Chloe, w Londynie z Poppy, czy początkowo w książce w Manchesterze z Autumn Jack.

Dlatego ja jestem taka twórcza.

To jest mój rodzaj takiego eskapizmu.

Łatwiej jest mi uciec w książkę, w historię, za którą biorę odpowiedzialność tylko w kwestii tego, czy jest spójna, czy fabularnie bangla.

I tak naprawdę jedyne błędy, które mogę popełnić, to te, że napiszę, wiesz...

Łącznie, gdzie powinno być rozłączone.

I to jest spoko, że mogę sobie wtedy przez ręce moich bohaterów mogę sobie robić rzeczy.

I nikt mi nic o to nie zrobi.

I dzięki temu mogę sobie wymyślać żyćka inne.

Czy te książki, do których ty wracasz później swoje...

Czy dla ciebie to jest trochę taka pamiątka też z tego czasu, w którym je pisałaś?

To zależy, bo ja nie zawsze pamiętam, co się wtedy działo.

Jeśli jestem tak bardzo w książce wciągnięta, to nie zawsze pamiętam, co się działo równolegle.

No jest to... Czasem wspomnienia moich bohaterów wypierają moje własne.

I tylko na przykład jak słucham konkretnej piosenki, to mi się przypomina na przykład scena, którą pisałam.

Ale chyba tylko przy matkach na fejsie jest tak, że dokładnie wiem, co się działo, bo ja wtedy miałam taki srogi epizod depresyjny, jak pisałam matki na fejsie, a ta książka jest super śmieszna.

I ona w zasadzie pomogła mi wyjść z tego epizodu, bo mnie tak to bawiło, co te dziewczyny tam odpieprzają, że ja się sama rechotałam, jak, wiesz, wymyślałam te rzeczy.

One same gdzieś do mnie przychodziły i po napisaniu sceny ja po prostu pijałam jak kurczak ze śmiechu, co tam się działo.

I ta książka pomogła mi wyjść gdzieś z tego epizodu, to tak pamiętam dokładnie.

Pamiętam też, że maski pisałam na zakładkę z matkami na fejsie, więc zaraz po zakończonym epizodzie depresyjnym weszłam w maski i trochę utonęłam.

I nie bardzo pamiętam, co ja wtedy robiłam.

Walczyłam o przeżycie.

Chryste, panie, widziałaś, jaka gruba jest ta książka?

Nie, słupcia była akurat, jak pisałam półprawdę, chociaż one, cholerny piece of work, w sensie bardzo dużo roboty, bardzo duża książka, już raczej będę musiała mieć naprawdę dobry powód, bo tutaj był dobry powód, dlaczego ta książka jest taka duża, bo musiałam trochę przeszłość bohaterki ujawnić, więc pojawiają się jakieś tam retrospekcje i dlatego ona ma taki rozmiar.

Natomiast jak będę mogła uniknąć takiego rozmiaru książki, chyba będę bardziej ostrożna, bo...

to bardzo dużo zajmuje przestrzeni.

Ja pisałam tę książkę od marca do połowy lipca, więc w zasadzie całą... Bardzo szybka akcja, tak naprawdę.

Matki na fejs napisałam w trzy tygodnie, więc nie jest to moje... Trzy tygodnie!

W sensie, po prostu to była historia czterech kobiet.

Każdej z nich dałam siebie z innego etapu mojego macierzyństwa.

To było bardzo łatwe napisać.

Myślę, że im głębiej w nią wejdziesz, tym bardziej będziesz to czuła.

Mi bardzo zależało, żeby oddać te emocje i zrobić to z szacunkiem.

No dużo się działo w twoim życiu chyba w tym czasie.

Dużo się działo.

Od kiedy się ostatni raz widziałyśmy?

O nie, to od kiedy ostatni raz się widziałyśmy, to kochana, to jest przewrót majowy, moje życie to jest chaos, jeden wielki, ale półprawdy pisałam w takim w sumie fajnym czasie, że wiesz, już się robiło ładnie, tu właśnie na siłowni były progresy ostre, dzieciaki mają jakieś wycieczki, takie wiesz, proza życia, a tutaj takie akcje się działy w książce.

Fajne to jest, jak piszę takie gdzieś tam trudne rzeczy, trudne sprawy,

A w tle jest... Dokładnie, mam w głowie ten jingle teraz.

A gdzieś tam w tle jest moje naprawdę bardzo spokojne życie.

W sensie jest chaotyczne, ale tak rodzinne, wiesz o co chodzi, że jest takie prozaiczne.

O, może niespokojne, bo tu za daleko poszłam, ale jest prozaiczne i to jest właśnie spoko.

Wróciłaś do stabilizacji takiej rodzinnej, widzę.

Tak, no dogadaliśmy się ostatecznie.

A przyznam szczerze, że sądziłam, że jeśli następny raz cię odwiedzę, to jako rozwódka.

Było bardzo na grubo, kiedy tutaj przyjechaliśmy.

W ogóle gadałam z Kamilem o tym, czy mogę coś powiedzieć na ten temat.

Wczoraj z nim rozmawiałam, jak mnie odwoził na pociąg.

I powiedział, w sensie obydwoje doszliśmy do takiego wniosku, że skoro u ciebie mówiłam o tym, że się posypało między nami, że faktycznie się rozstaliśmy,

No to, że chyba będzie takim spoko closure powiedzieć, że wróciliśmy do siebie.

Więc tak, wróciliśmy do siebie i jest bardzo super.

Czy widzisz to jako sukces swój życiowy trochę taki, że jednak, wiesz, uratowałaś małżeństwo?

W takim kontekście pytam, że wiesz, że wiele kobiet, myślę, że jeżeli po takiej publicznej deklaracji, już nie mówiąc, są w mediach, ale nawet jak do przyjaciółki powie, że już koniec, że rzucam go i odchodzę w siną dal, to jak sobie myśli, że jednak wróci, to sobie myśli, a kurde, to jednak jakaś porażka taka, że jednak wróciłam.

Nie, dla mnie było porażką to, że związek po tak wielu latach, mimo, wiesz, dużego uczucia i tak dalej...

To było dla mnie bolesne, że mamy takie fajne dzieciaki, że my, wiesz, poznaliśmy się jak mieliśmy 18 lat i jesteśmy razem od tamtego czasu, wiadomo, z tą przerwą, jakby udaję, że po prostu to się nie liczy, jakby liczę ciurkiem, prawda, nie będziemy się tu w matematykę bawić, nie?

Natomiast dla mnie to była porażka, że jednak miłość nie wystarczyła.

że wypaliło się już to, co gdzieś tam nas przy sobie trzymało wtedy i na wszystkie problemy, które wtedy mieliśmy, to było już nie do przejścia.

Mój najgorszy czas to jest ten, kiedy my nie byliśmy razem.

I ten, który był preludium do tego rozstania.

To był po prostu koszmar.

Mnie to strasznie wkurza, że w mediach jest, wiesz...

pokazywanie albo burzywych rozstań, że ludzie się tam naprawdę napierdzielają, wiesz, przerzucają się głównem, w ogóle wylewając z wiadro pomyj na to, co ich kiedykolwiek łączyło, co na przykład było dobre.

Albo pokazuje się tylko szczęście i nic więcej.

Ja pokazałam to, że związek, w którym było się wiele lat...

mógł po prostu nie wystarczyć w pewnym momencie.

My się tak pozmienialiśmy, my dorastaliśmy razem i wyrosliśmy na ludzi, którzy wcale nie musieli się dogadać.

Na osoby inne niż te, które wchodziły początkowo w ten związek.

Tworzyć tak długi związek z osobą, z którą się dorastało.

My chyba pominęliśmy moment, w którym bardzo się zmieniło.

Każde z nas.

Przede wszystkim my też nie.

Bardzo ciężko było to przełknąć.

Zwłaszcza, że wiesz, ja miałam swoją karierę zupełnie inną.

Zawodowo.

A gdzie trójka dzieci?

Gdzie w tym wszystkim w ogóle znaleźć czas dla siebie?

Naprawdę to była ciężka przeprawa, ale mogę powiedzieć, wiesz, no nie wiadomo jak się...

Skończy nasza historia, prawda?

Ona się dalej pisze, codziennie się pisze na kartach historii.

Tak tutaj literacko zapowiem, ale wiesz, no na ten moment na pewno muszę przyznać, że było gorzej bez niego niż z nim.

I czasem taki krok w tył, który dla mnie był wtedy porażką, bo jak to tak?

małżeństwo i wszystko się posrało.

Ja piszę romanse, piszę ludziom szczęśliwe zakończenia, a moje zakończenie przypomina płonący śmietnik.

Ja siedzę gdzieś po prostu na podłodze w domu ze złamanym sercem.

On też ma złamane serce.

Co to za gówno jest w ogóle?

Więc dla mnie to było porażką i myślę, że z ręką na sercu już mogę teraz powiedzieć, że na ten moment...

to jest sukcesem, że może nie, że o, broniłam, może nie swoje i tak dalej, tylko, że obydwoje byliśmy na tyle otwarci, żeby schować dumę do kieszeni, wiąć się za mordy, powiedzieć sobie, co tam było do chrzanu i umówić się, że już tak nie będziemy robić.

I przyznam szczerze, że a niech sobie tam ludzie gadają, ludzie zawsze kłapią dziobami, I don't fucking care, to jest na koniec dnia moje życie, życie moich dzieci, to jest moja rodzina.

Bardzo łatwo jest wyrzucać rzeczy do kosza.

My też byliśmy przed taką ścianą, że no dosłownie wypadało spakować te 12 lat i wypierdolić je do śmietnika, bo tak wydawało się, że jest łatwiej.

A potem się okazało, że wcale nie.

I nagle się okazało, że te rzeczy, których Jezu, nie zapomnę tego, ale to zaraz ci opowiem.

Nagle się okazało, że rzeczy, które przechodziły takie, wiesz, niewidziane, życie po prostu i to jak wszystkie obowiązki, rzeczy się układały, życie zaczęło na mnie wcierać w mordę.

że tam, gdzie była dawniej ta osoba i my tego nie widzieliśmy, że ona była, nagle ten jej brak zaczął tak strasznie niedoskwierać, że...

się okazało, że to chyba było trochę bez sensu, że się jednak rozeszliśmy.

Nie zapomnę tego, bo ja się strasznie boję pająków.

Ja, wiesz, w miejscu, gdzie mieszkam, jest ich od cholery.

I wiesz, śmieciami zawsze zajmował się Kamil, jest to bardzo prozaiczna historia.

Śmieciami zawsze zajmował się Kamil.

I nie zapomnę tego, że była jesień, było ciemno, zimno, ja zapomniałam o śmieciach, bo to nie był mój obowiązek.

Musiałam bardzo szybko iść, gdzie wyrzucić.

Ja stałam przed tym śmietnikiem i beczałam po prostu z przerażenia, bo ja wiem, że ja muszę wyrzucić te śmieci.

Bo muszę.

Bo nie mam już gdzie ich dawać.

I nie dam rady tego zrobić.

I to był taki moment, bo ja wiesz, ja nie za bardzo na początku tego rozstania płakałam.

Ale to był taki moment przed tym żałosnym śmietnikiem, który był idealną alegorią żałosnej mnie w tamtym momencie.

No bo stałam jak po prostu wariatka przed tym śmietnikiem i ryczałam jak bubr do tego stopnia, że się po prostu zgięłam w pół, trzymałam się za brzuch i wyłam.

I później nagrałam głosówkę Kamilowi, taka zasmarkana, zaryczana, że po prostu on nie uwierzy w to, w jakim momencie przyszło mi się zderzz tym, jak bardzo w niektórych kwestiach nie doceniałam jego obecności w moim życiu, że to jest absolutnie absurdalne, ale ten śmietnik to był taki, wiesz, oliwa, do której się dolewało i ona się w końcu po prostu przelała.

I nagle zaczęło mi się właśnie w gębę, mi świat zaczął wcierać, że tak.

Nie musiałam się martwić, wiesz, o opony.

Jak się źle czułam, nie musiałam iść po zakupy, bo ja jak mam epizod, to trochę mam fobię społeczną, jest mi bardzo ciężko wychodzić do ludzi, jest wtedy...

Nagle wiesz, pierdoła, którą normalnie bym załatwiła, jak wiem, że są tam ludzie, to mnie wykręca, nie dam rady po prostu.

Mogę stać ubrana i nie wyjdę z domu, nie?

Więc, a w tym momencie było ze mną ciężko.

Ja musiałam wychodzić, musiałam robić rzeczy.

Ludzie też wiedzą, kim jestem, nie?

Więc jakby gapią się, czy jestem wystarczająco załamana, czy może za bardzo się cieszę.

W takich nawet trywialnych rzeczach.

Brak Kamila w moim życiu zaczął mnie tak boleć.

Jakby wszechświat się po prostu umówił, że będzie mi kopniaki w bebech cały czas zasadzał, żebym ja sobie uświadomiła, że wcale nie jest tak kolorowo.

Było bardzo ciężkie przeżycie.

No ale najwyraźniej potrzebne, bo przyznam szczerze, że no dobrze nam się układa od tamtego czasu.

On zrozumiał dokładnie to samo.

My mieliśmy właśnie bardzo brzydki nawyk niedoceniania tego, co mamy i tego, co robi druga osoba.

Ale to takie powszechne jest.

To jest bardzo powszechne, ale jest...

Bardzo łatwo się zagubić w tym, kiedy się ma dzieciaki.

To jest oczywiście nie ich wina, że my jako dorośli gdzieś tam nie potrafiliśmy się dogadać, prawda?

Ale kiedy masz odpowiedzialność za trójkę dzieciaków, za ich wykształcenie, za ich well-being, bardzo jest ciężko pamiętać o sobie, o swoim well-being i o tym, żeby jeszcze w tym wszystkim widzieć swojego partnera.

Tu nam się bardzo noga powinęła.

Ale cieszę się, że wzięliśmy to doświadczenie po prostu.

Za mało się trochę mówi o tym, że wiesz, ludzie się mogą rozstać, ale że czasem to rozstanie może być kluczowe do tego, żeby finalnie ten związek przetrwał.

I to w ogóle też, jak my się w obecnie zachowywaliśmy, kiedy nie byliśmy razem, my byliśmy najlepszymi przyjaciółmi, jak się rozstaliśmy.

To nie było takie rozstanie, że się tam, wiesz... Nienawidzę cię, nie chcę do mnie więcej.

No, ale miałem momentami uczucie, że go nienawidzę, ale to było takie, wiesz, spod niego wydzierał po prostu żal i ból.

Natomiast my byliśmy najlepszymi przyjaciółmi.

Dlaczego my się nie możemy dogadać, kiedy jesteśmy razem tak, jak kiedy nie jesteśmy?

I wiesz, uświadomiliśmy sobie obydwoje, że to w nas jest.

My zawsze o tym mówiliśmy, że my jesteśmy nawzajem swoimi najlepszymi przyjaciółmi.

Ale gdzieś to się po prostu w jakiejś, wiesz, rywalizacji, o to, kto ma gorzej, się to, wiesz, rozmyło, nie?

I sobie przypomnieliśmy, że ostatecznie, jak trzeba na kogoś liczyć, to my możemy liczyć tylko na siebie.

I to było bardzo, bardzo takie trudne doświadczenie.

No zeszły rok nam przetrzepał dupy równo, ale wyszłam na pewno ja z tego silniejsza.

Nie wiem, co powie Kamil, nie chcę mówić za niego, ale wydaje mi się, że jest elegancko.

W sensie na pewno bardziej się doceniamy.

Chyba nikt mi w życiu nie powiedział tyle razy, że jest ze mnie dumny, co on.

Wszystko, co robię tam, ogląda i wspiera i tak dalej, a dawniej niekoniecznie tak było.

Dużo się pozmieniało na lepsze.

No lepiej mi się żyje teraz, szczerze mówiąc.

Ale jak się wraca z takiego punktu trochę bez powrotu?

Czy to jest po prostu seria trudnych rozmów i takie, wiesz, obdzieranie tych tapet ze ściany po prostu do takiej najbardziej szerej szczerości, czy to są jakieś inne... To jest domięcha.

Trzeba się niestety odsłonić.

Ze wszystkich tych takich rzeczy, które gdzieś tam kłuły, bolały, tego było bardzo dużo.

To jest najbardziej debilna rzecz, jaką ja zrobiłam.

Przecież wy się kłócicie teraz bardziej.

Nie lepiej było faktycznie co-parentingować i zostać przyjaciółmi?

Przecież wy się nienawidzicie teraz.

To było okropne przeżycie.

Dlatego właśnie mówię, że potencjalnie, znaczy potencjalnie, paradoksalnie trudniejsze były wszystkie te rozmowy po powrocie do siebie.

niż te, które się działy przy tym, jak się rozstawaliśmy.

Bo trzeba się było naprawdę do mięcha gdzieś tam odrzze wszystkiego, wszystko sobie wyjaśnić.

To było bardzo bolesne.

Nie zdawałam sobie sprawy z wielu rzeczy, w których ja popełniałam błędy, a mi się wydawało, że moja racja jest najmłodsza.

I on oczywiście miał to samo.

Jezu, ryczeliśmy, darliśmy się na siebie, kłóciliśmy się.

Trudniej było mówić czy słuchać?

Bo ciężko się słucha o tym, co robisz źle, kiedy tobie się wydaje, że wcale tak nie było, ale uświadamiasz sobie, bo masz tą perspektywę tego nie bycia razem.

Kiedy miałaś też czas się zastanowić.

Więc no, wtedy to uderza dwa razy mocniej.

Bardzo jest to trudne.

No wiesz, ja się cieszę, że się zdecydowaliśmy na to jednak, że zdecydowaliśmy się na powrót i tak dalej, że się dogadaliśmy.

Ale patrząc na to, jakie to było ciężkie, no to jakbym wiedziała, to nie wiem, czy bym dała radę, bo to psychicznie było bardzo bolesne.

Bo nagle widzisz siebie oczami drugiej osoby i dochodzi do ciebie to, że w tych kwestiach, w których myślałaś, że było spoczko, to wcale nie jesteś taka dobra.

Że jesteś wredna na przykład, nie?

I jak on siebie zobaczył moimi oczami, gdzie ja miałam poczucie, że tam, wiesz, zrobił mnie brzydko,

No to on też tak mówił, kurwa, no to niedobrze to wygląda, nie?

No i teraz już na pewno, no więcej jest szczerości, mniej się na pewno kłócimy.

Znaczy wiesz, wiadomo, że się tam przepychamy czasem, no bo dwa trudne charaktery, to też nie będę udawać, że... Boże, udawanie, że jakby, kurwa, my się rozstaliśmy całkowicie, nie mieszkaliśmy razem.

Nie byliśmy razem.

Ja byłam w połowie składania papierów rozwodowych.

To się nie wydarzyło bez powodu.

Więc nagle teraz to udawanie, że sobie spijamy z dzióbków tylko buzi, buzi, dupci, dupci, nie wychodzimy z pościeli po prostu, aha, to by było robienie z was, kochani, idiotów.

Tylko teraz już po prostu wiemy, że dobrze, trzeba się pokłócić, ale trzeba się pogodzić.

I zrobić to od razu.

Nie czekać, aż ta kłótnia będzie takim strupem iątrzącą się raną, że z góry wygląda jakby zarosła, a pod spodem jest ropień.

Tylko trzeba się dogadać.

Czyli jakie są przepisy BHP nowe?

Czyli co, przepraszam, po kłótni zawsze musi być?

No, nie przepraszam, to ciężko, ciężko.

Staram się, przyznałaś do błędu.

Teraz często robię sobie taki reality check.

Że wiesz, wychodzę, po prostu mówię, teraz nie mogę z tobą rozmawiać.

To nie jest w ogóle dobry moment na tą rozmowę.

alienuję się trochę, zastanawiam się, czy naprawdę aż tak bardzo mnie to wkurza, czy chodzi o coś innego, a ja przenoszę gdzieś tam, tak jak koty, nie?

Przenoszenie agresji, że ja przenoszę swoją złość...

na bzdet, a siedzi pod tym coś więcej.

Przy półprawdach tak było, że ja byłam bardzo zmęczona już pisaniem tej książki, bo to było obszerne.

Bałam się, że nie zdążę z deadline'em.

To było dla mnie też nerwowe, bo dzieciaki miały mieć wakacje.

Wiedziałam, że mi nie zostało dużo czasu, żeby skończyć, a z nimi w domu jest ciężko taki duży plik ogarnąć.

I byłam o coś tam zła, o coś się tam poprzytykaliśmy, ale moja reakcja była przesadzona.

Poszłam na karnego jeżyka do mojego biura.

Zrobiłam kawę.

Nie byłam tak naprawdę na ciebie zła.

W sensie to, co zrobiłaś, zirytowało mnie.

Ale tak naprawdę jestem zła o to,

Że się boję, że się nie wyrobię z deadline'em.

Zaczęłam beczeć, bo byłam taka zła, że nie zdążę, bo ja nienawidzę się spóźniać.

Ja staram się być najbardziej profesjonalna, jak tylko mogę.

Więc jak wiem, że się z czymś opóźnię, denerwuje mnie to, że ja mogę spowodować czyjąś obsuwę, komuś mogę zrobić kłopot.

To jest najgorsze, co się może wydarzyć.

Więc ja zaczęłam ryczeć.

Mówię, że przepraszam bardzo.

To nie o ciebie chodziło, chociaż to, co zrobiłeś, było dla mnie drażniące, ale nie aż tak, żebym darła mordę.

No przepraszam ciebie.

No i wiesz, a on już po prostu, bo ja robię dokładnie minę, jaką ja robię, tylko jeszcze tu było, wiesz, pure horror na mojej twarzy, beczenie, wszystko.

I on tylko coś popatrzył na mnie.

No tak tylko patrzył na mnie po bok.

No już dobrze, nie?

Buziak w czółko, tuliacek, prawda?

Już mnie tak zgniata, żeby mi chrupnął kręgosłup.

Przepraszam.

No dobrze, już dobrze.

Czy to się nazywa dojrzałość?

Tak, bo ja przede wszystkim zaczęłam beczeć przy nim w ogóle.

Czego nie było wcześniej.

No nie tak często.

Teraz często płaczę.

I to jest dobrze, skoro się nie płakało 15 lat i się myślało, że to jest git.

To teraz jest dobrze, że płaczę, ale jestem bardziej otwarta emocjonalnie.

Nie zdawałam sobie sprawy z tego, ale nie doceniałam, ani on mnie nie doceniał, ani ja jego.

I ja siebie też na przykład nie potrafiłam docenić wystarczająco.

To się od tego zaczyna, że nie doceniasz siebie, to myślisz, że innych też nie musisz.

Chociaż przy dzieciakach to jest takie automatyczne.

Obrazek najwspanialszy, jaki w życiu widziałam.

Piso, wart, proszę mi to przyczepić w tym momencie na lodówkę.

Dlaczego tak nie potrafimy ze sobą?

swoich urodzin nie obchodzę, to co ja będę chłopa urodziny obchodzić?

A dzieciaków, no to wiadomo.

Dzieciaków to fiesta, wiesz, piniata, wszystko, prawda, bawimy się, nie?

Więc zaczęłam to bardziej stosować, żeby gdzieś tam doceniać, żeby widzieć.

I teraz cokolwiek, cokolwiek zrobi.

Proszę go przyczynić.

Bo ja też widzę, że cokolwiek zrobię i tyle razy, ile dostałam przez ostatnie miesiące, które, wiesz, dużo miałam razy, to było super sobie radzisz.

Pięknie wyglądasz.

Wspaniale ci idzie.

Podziwiam cię.

Jestem z ciebie dumny.

zupełnie jest inna dynamika związku, w którym w obydwie strony padają słowa takiej, wiesz, zachęty, dumy, takiego dawaj dalej, wierzę w ciebie.

Taka prosta rzecz.

I tak nawet jak to mówisz teraz, od razu mi jest, nawet mimo, że to mówisz sama o sobie, to i tak mi jest ciepło na serduszku.

Czemu my sobie tego nie dajemy nawzajem w związkach?

Bo nie jesteśmy tego nauczeni.

Nasi rodzice nie są tymi rodzicami, którzy dostawali to od swoich rodziców.

I tak naprawdę, dopóki nie masz jakiegoś takiego zderzenia ze ścianą, tak jak ja, moim zderzeniem było naprawdę rozstanie, tak jak byłam przekonana, że to jest one way ticket, to jest skończone.

Jak nie rąbniasz w taką ścianę i nie odpadną ci klapki z oczu,

Na temat tego, jak łatwo można wyprostować niektóre rzeczy i że naprawdę rozmowa jest kluczem do wszystkiego, no to...

Też, wiesz, terapia, czytanie mądrych książek, jak na przykład pierwsza randka.

To są rzeczy, które gdzieś tam mogą pomóc, ale musi też być ta chęć, żeby o to zadbać.

My dla siebie jesteśmy bardzo często bardzo krytyczni.

Jesteśmy tym pokoleniem, które chyba jest ostatnim takim, bo jednak Gen Z jest bardzo takie I can do it, a w nas jeszcze jest trochę takiego zachowawczego, że o nie, chwal się, pokornę cię, ale dwie matki z się, bla, bla, bla.

Trzeba być dumnym z siebie.

Trzeba umieć siebie docenić, bo nie do końca będziemy potrafili docenić też innych, którzy grają jakąś ważną rolę w naszym życiu.

Ja sobie tak myślę, że nawet jeżeli ktoś nas słucha na przykład i jest w takiej relacji, że niby fajnie, ale właśnie brakuje mu takich rzeczy, o których ty powiedziałaś, to może nawet po prostu zacząć to robić z jednej strony i może ta druga strona po prostu to doceni i też zacznie to samo robić.

Tak, właśnie łatwo jest oczekiwać, bo my w oczekiwania wszyscy na pewno jesteśmy wspaniali.

Umiemy w oczekiwania.

A czasem wystarczy dowozić od siebie.

I u mnie to bardzo dużo też zmieniło, że jak ja już usłyszałam to, co robiłam źle i usłyszałam to, wiesz, na chłodną głowę, gdzie byłam otwarta na to, żeby przyjąć tą krytykę, no bo zamierzaliśmy wybudować coś na zgliszczach, bo ja naprawdę byłam przekonana, że to jest koniec wszystkiego.

no to mój obraz bardzo się wykrzywił wobec tych słów, które usłyszałam, które przyjęłam i mój obraz też Kamile jako osoby wtedy się zmienił na jego korzyść.

A było dawniej raczej kiepsko, no skoro zdecydowaliśmy się rozejść, no to chyba obydwoje osoby nie mieliśmy najlepszego zdania.

No a teraz zdecydowanie gramy do jednej bramki.

gdzieś tam staramy się, żeby to wszystko działało.

Tam, gdzie on się zgrzewa, to ja mówię, dobra, kochanie, chillujemy bombę, nie ma sensu się tak stresować, coś wymyślimy, będzie gitara.

I w drugą stronę też tak to działa, chociaż myślę, że domyślamy się, kto jest tutaj bardziej tym, kto się zgrzewa.

Udałam się na czerwoną dzisiaj, żeby wam było łatwo sklasyfikować, kto jest furiatem, prawda, i wiecznie zestresowany.

Trzeba umieć wybebeszyć się przed tą drugą osobą i nie bawić się w żadne dumy.

Nie ma dumy w związkach.

Polacy są bardzo dumnym narodem.

To jest ciężko wyplenić, ale w związku nie ma miejsca na dumę.

Ja się o tym boleśnie przekonałam w zeszłym roku i Kamil też, bo to była cecha nas obydwojga.

To dobrze, to bardzo się cieszę w takim razie z takiego obrotu sprawy.

Słodziutkie są te różne, jak tam się tańczycie w kuchni.

W ogóle dzieciaki też, ja chcę, żeby oni widzieli, że to nie jest też tak, że my jesteśmy idealni, że owszem, kłócimy się, ale później się przepraszamy.

Oni nas często widzą, jak się gdzieś tam przytulamy, jak sobie mówimy miłe rzeczy, jak sobie dajemy buziaczki.

Oni wiedzą, że jesteśmy też tylko ludźmi.

Ja nie rozumiem tego ukrywania przed dziećmi absolutnie wszystkiego.

W sensie, rozumiem z czego to wynika, ale dzieci powinny też wiedzieć, że my jesteśmy ludźmi, że możemy popełniać błędy, że kiedy się, nie wiem, pokłócimy, to się przepraszamy.

Że wiesz, że jest akcja, która na przykład jest trochę krzywa, ale jest później reakcja, która ma ją wyprostować.

A nie, wiesz, wymaganie od nich, żeby mówili proszę, dziękuję, do widzenia, przepraszam, ale nie wiedzieli jakby, patrzyli na nas jakbyśmy byli figurami woskowymi, które nigdy w życiu błędu nie popełniły.

Ja popełniam bardzo dużo błędów, jeszcze pewnie dużo popełnię.

Oczekiwanie od 31-latka, żeby miał całe życie rozpykane i wszystko zawsze wiedział, jest głupotą.

Myślę, że to samo tyczy się 65-latka i 80-latka.

Każdy przeżywa swoje życie po raz pierwszy, kochani.

Zawsze będziemy głupoty robić.

Porozmawiajmy o Twojej metamorfozie.

Czy to, że to się działo też wszystko w tym czasie i książki i powrotu, czy to utrudniało trochę życie?

Czy właśnie nadawało mu jakiś rytm i ramy i było łatwiej?

Utrudniało życie, bo wiesz, miałam trochę mniej energii na wszystko i jak wiesz, masz bardzo dużo na talerzu, to się irytujesz szybciej.

Ale to chyba jest dobry sprawdzian, wydaje mi się.

Jeżeli dałaś radę w takich warunkach, to dasz wszędzie.

Tak, wydaje mi się, że to jest taki... Ten cały zeszły rok...

i ten moment, w którym jesteśmy teraz, to był taki dobry sprawdzian.

Bo jak przetrwaliśmy po tym sklejeniu i się ta skorupka nasza nie rozwaliła z powrotem, no chyba damy radę.

W sensie, ja się przekonałam, ile wsparcia mogę, na ile wsparcia mogę liczyć.

Jak tylko Kamil dał radę, no to wiesz, we wszystkim nie wspierał.

Czasami, wiesz, ugotował jakieś jedzonko, czy mówił, dobra, leć, ja ogarnę dzieci, chociaż sam był na przykład zdrany, zmęczony.

No i teraz jak już zauważam takie rzeczy, to o wiele łatwiej jest je docenić.

W sensie doceniam każdą osobę, która gdzieś tam wyciągnie pomocną dłoń, kiedy tyle się dzieje.

I ta metamorfoza, no bo są tam 30 kilo już ponad.

Tak, do opadnie to pewnie pierwszy raz, ale ważyłam 115 kilogramów, a ważę 83.

Bo szykuję się do operacji i to było trudne, żeby to wszystko zrobić, ale jednocześnie po takim epizodzie depresyjnym okropnym, który miałam w zeszłym roku, gdzie nie pamiętam od stycznia do marca, co się działo,

Jak się odsudziłam z tego i powróciłam do żywych, to miałam takie postanowienie, że nigdy więcej nie pozwolę na to, żeby mnie tak ścięło.

Nie da się ukryć, że sport i zdrowa dieta są...

bardzo takim parasolem ochronnym dla osób z depresją.

To ratuje, mimo wszystko.

Nawet dla takich bez depresji, wiesz, żeby być stabilnym.

To bardzo pomaga też wyrzucić negatywne emocje.

I to jest trochę śmieszne w kontekście tego, że ja jak jedę na siłownię, to bardzo przeklinam.

Nienawidzę tego, bo ja wiesz, ja mam z tyłu głowy, że ja w tą godzinę, którą się muszę męczyć, pocić i śmierdzieć...

Żartuję, nie śmierdzę, zawsze ładnie pachnę, ale mam taką godzinę, że tyram się, to ja bym mogła napisać 12 tysięcy znaków książki, tak, bagatela.

I zawsze mnie to wkurza, że muszę być gdzieś indziej, ale zmuszam się.

Aha, że coś dla siebie zrobić, to jednak byśmy woleli popracować.

Znaczy, wiesz, pracujesz dla siebie, bo kocham to, dlatego ciężko jest nie być pracoholikiem, kiedy pracujesz i robisz to, co kochasz.

Na pewno dyscypliny dużo mnie to nauczyło.

Tego, że żeby zbudować nawyk, trzeba się trochę pozmuszać jednak.

Chciałam zapytać, czy to bardziej twoja była, że miałaś wielką motywację, że po prostu zdrowie, dzieci, przygotowanie się do operacji, czy jednak dyscyplina?

Co było ważniejsze na tej drodze?

I że codziennie jednak wstaję i idę.

No nie, no nie chodziłam codziennie.

Jakbym chodziła codziennie, to bym chyba skończyła w kaftanie.

No ale codziennie, no wiesz, trzymam dietę na przykład codziennie.

Wiesz co, to była kwestia wygody, bo akurat miałam taki moment, że ciężko by było wymyślać, co będę jadła.

Wiesz o co chodzi?

To jest najgorsze na diecie.

Ja akurat się skresowałam z taką apką i to mi dużo pomogło, że ktoś to wymyślił wszystko za mnie.

Więc jak miałam taki, wiesz, straszny zapierdziel, to mogłam sobie z tego korzystać i to mnie bardzo ułatwiło życie, bo nie musiałam tego rozkminiać.

Bo miałam inny mózg, który wszystko dla mnie przygotował, a ja się po prostu temu poddałam.

Więc to była ta łatwa część.

Bo do tego momentu ja już schudłam 20 kilogramów, ale zaczynałam się załamywać.

Że ja już chyba nie dam rady, że po prostu, wiesz, to się będzie wszystko waliło i paliło, że już tego nie dociągnę.

A też wcześniej przejście na tą dietę, w czasie kiedy to wszystko, te złe rzeczy się działy, to wtedy łatwo się było na tym skupić, bo musiałam wtedy myśleć o tym, co przygotuję, o tym, że będę musiała jeść na siłkę, a nie musiałam myśleć o tym, że trochę mi się życie zawaliło.

Więc to była też ucieczka swego rodzaju.

Ale to ciekawe, bo mówisz o tym w takiej perspektywie poddania się trochę temu planowi, wiesz, i to ten plan jest, ja po prostu, ja się poddaję, to się dzieje, a że wiele osób o tym mówi właśnie o takiej przemianie, o takiej drodze, o takich nowych budowaniach, nowych nawyków, że to właśnie trzeba, wiesz, tak napiąć i tak strasznie tego pilnować i codziennie rano się zmusić, żeby podjąć tą decyzję jeszcze raz i żeby jednak iść.

czy jeść, czy wybrać?

Myślę, że bardzo zależy od osoby.

Bo ja się zmuszam.

To też nie jest tak, że słuchajcie, ja wstaję rano i sobie myślę, ole, zeżrę owsiankę, o mój Boże.

Wolę bym parówki zeżrzeć pewnie.

Tylko to jest bardziej tak, że ja wiem, że każdy ten mój dobry wybór przybliża mnie do mojego celu.

Ja już byłam zmęczona byciem w swoim ciele w takiej formie, w jakiej ono było.

Bo słuchaj, ja byłam przekonana, że ja mam na przykład problem z zatokami.

bo moja mama ma takie, wiesz, że ma jakieś tam schorzenie i ja myślałam, że może też je mam, bo mi się ciężko oddycha.

Ja nie wiązałam swoich problemów zdrowotych z otyłością, a one były powiązane.

Wiesz, denial is a river in Egypt.

No u mnie to wyparcie miało się bardzo dobrze.

A kiedy przestałam wypierać to, że większość rzeczy, które mi dolegają, takie chroniczne bóle pleców, że naprawdę nie mogłam się podnosić.

Bardzo gówniany nastrój, który się pogarszał jeszcze bardziej.

To, że mam poczucie, że samą siebie zawodzę.

To, że mam poczucie, że nie mam żadnej kontroli nad sobą.

I takie ogólne poczucie beznadziei to też wynikało z tego, że byłam jakaś taka, wiesz, bez kondycji.

Wychodziłam po schodach, to wszystko mnie męczyło.

Ja byłam wiecznie zmęczona.

Bo wyjście po schodach, ja mam osiem schodów w domu i dyszałam jak parowóz.

Moje ciało było mną zmęczona, a ja byłam zmęczona nim.

To jest, wiesz, no noś sobie 115 kg na plecach.

Bardzo to jest dużo.

To ja miałam otyłość drugiego stopnia już tak, wiesz, na grubo, no, dosłownie.

I fajnie się żyje bez tego ciężaru.

Ja rozumiem, wiesz, ciało pozytywność, no bo ja musiałam pokochać siebie i sobie wybaczyć właśnie to, że na przykład jestem w takim stanie, a nie innym, żeby móc coś z tym zrobić, bo z nienawiści nie rodzi się nic dobrego.

Ale ja źle rozumiałam ciało pozytywność, bo ciało pozytywność to nie jest przyzwalanie sobie na to, żeby to ciało zaniedbywać i żeby ono dostawało taki wpierdziel codziennie i stało się więzieniem, a nie jakimś takim, wiesz, miejscem, w którym się dobrze czujesz.

Ja starałam się zaakceptować to, że o, teraz, wiesz, jest tak, a nie inaczej i już tak będzie i trudno.

Dlaczego się na to godzić?

Nie chcę mieć tam pretensji do siebie z dawna.

No bo wtedy dużo się złożyło na to, że ja byłam tak otyła.

No bo psychiczne problemy na pewno nie pomogły.

Też hormonalne różne rzeczy, o których się nie mówi.

Ja wcześniej miałam spiralę, która mi bardzo namieszała w hormonach.

Bardzo mi złe rzeczy porobiła.

Depresja, która dawniej nie była zdiagnozowana i z którą ja nie potrafiłam walczyć.

Potem złe leki na depresję, które pogarszały moje stany.

A w stanach depresyjnych szukałam dopaminy wszędzie i najczęściej w żarciu.

Tak, i to jest też najgorsze uzależnienie.

Bycie uzależnionym od jedzenia jest najgorszym uzależnieniem, bo jeść musisz, no, żeby przeżyć.

To jest coś, od czego nie uciekniesz.

No dokładnie, no zresztą wódkę rzucić też jest trudno, nie oszukujmy się, w sensie, dlatego jest tyle alkoholików na świecie, no bo jakby to było proste, to każdy, wiesz, rzucał, tak, każde uzależnienie jest trudne, ale uzależnienie od jedzenia jest najgorsze.

I długą drogę przeszłam, żeby być w tym miejscu, w którym jestem, ale to już wynikało właśnie z tego, że ja byłam zmęczona swoim ciałem, a moje ciało mną.

I ja wiedziałam, że nie pożyję długo, jeśli to tak dalej będzie wyglądało.

I nie chciałam już na to pozwolić.

Chciałam po prostu, żeby moje dzieci miały szczęśliwą mamę, która może z nimi robić rzeczy, która może biegać.

Wiesz, syn mi mówił, mamo, tęsknię za czasami, jak byłaś szybka.

Ja nawet nie pamiętałam tych czasów.

Więc wiesz, no teraz na przykład całe lato przeskakałam z nimi na trampolinie.

robiąc jakieś głupie zabawy, że łapię ich na nóżki, albo że skaczę i ich podbijam.

W zeszłym roku w ogóle nie weszłabym na tą trampolinę, bo ona by się rozdarła pode mną.

Albo jak weszłam, to wchodziłam sama i kolana od razu mnie po prostu składały.

Nie da się ukryć, że otyłość jest chorobą i że jest chorobą, która jest niebezpieczna.

Ja nie wierzyłam w to, że mi się uda, wiesz, schudnąć 30 kilogramów, że...

Po prostu ja byłam przekonana, że to będzie kolejna próba, która będzie fiaskiem.

Ale cieszę się, że się tak nie stało, bo odkryłam w ogóle nowe pokłady energii w sobie i wiesz, jak już sobie tak udowodnisz... Tumna jesteś z siebie.

O, bardzo.

W sensie, to jest takie niepolskie, by być dumnym z siebie.

Słusznie powinnaś.

Nikt za mnie na tej siłowni nie był.

Nikt za mnie tych ciężarów nie podnosił.

Nikt za mnie nie stał przy garach, nawet kiedy się nie chciało.

Nikt za mnie nie podejmował tych dobrych wyborów, zamiast tych, które mogły popsuć mój cel na przykład.

I też dużą nauką, którą z tego wzięłam, jest to, że to nie szkodzi, kiedy zjesz sobie coś innego.

Jednego dnia, drugiego, kiedy po prostu tak wychodzi, czasem tak jest, że się tak składa.

To nie znaczy, że jesteś beznadziejny, że jesteś głupi, że jesteś słaby.

To znaczy, że wczoraj była taka sytuacja, ale dzisiaj wcale nie musi taka być.

Dzisiaj możesz wybrać inaczej.

Ja mam obsesję na punkcie sałatki Cezar.

Mówię to ja, człowiek makaron, człowiek kotlet.

Zaczęłam mieć obsesję na punkcie sałatki Cezar.

I mój mąż mówi, że, powiedział wtedy, jak się to okazało, że on pierwszy raz słyszy, żebym ja na PMS-a dzwoniła już, oczywiście poryczana, bo już mnie coś zesłościło, nie?

Ja już dzwonię.

Kupisz mi sałatkę Cezar, jak będziesz wracał?

Mówi, pierwszy raz w życiu, jak masz PMS-a, ja słyszę o tym, że ty chcesz sałatkę Cezar.

I serio, jak zaczęłam, miałam taką przestrzeń, żeby zobaczyć, co jest dla mnie lepsze.

I widzę różnicę.

Jak się czuję po jedzeniu, które jest bardziej tłuste.

A jak się czuję po jedzeniu, które jest lżejsze.

Nawet się dla dobra mojej diety przerzuciłam z kawy mlecznej na espresso.

Także piję chyba jedną mleczą.

O szlak!

Kurde, początki były dramatyczne.

Teraz.

Lubię to, że to jest takie cierpkie i jest takie... Mnie tak budzi.

W sensie ja piję je posłodzone słodzikiem, bo ja nie używam cukru od lat, ale piję je posłodzone słodzikiem, co pewnie jest profanacją.

Ale jak wypiję gorzkie, to jest adrenalinka troszkę.

Jest to takie, wiesz, że gębę wykręca, ale faktycznie gdzieś tam mnie to bardziej budzi.

jak przestałam mieć obsesję na punkcie jedzenia, bo ja wiesz, zasypiałam myśląc o jedzeniu, budziłam się myśląc o jedzeniu i skończyłam z tą obsesją, to nagle zaczęłam widzieć siebie.

widzieć to jedzenie, widzieć różnicę między samopoczuciem przy jedzeniu, które jem, które wybieram i bardzo mi się to podoba.

I czuję, że w końcu odzyskałam władzę nad sobą, swoim życiem i swoimi wyborami.

Nie czuję się już taka przytłoczona tym, co gdzieś tam napędzała depresja, głodna, dopaminy.

Ale to jest też kwestia tego, że mam dobrze dobrane leki w końcu i wiesz.

Bez tego też by się nie udało.

Bez leków na depresję.

Dużo ludzi się boi leków na depresję.

I to nie tylko, jeśli chodzi o myśli S, ale też po prostu o to, że masz tą przestrzeń w głowie, żeby siebie zobaczyć i zastanowić się, czego potrzebujesz.

Bo nie myślisz tylko o tym, że albo potrzebujesz dopaminy natychmiast i dostarczasz ją sobie na różne sposoby.

Tylko masz też czas zobaczyć w tym wszystkim siebie i zastanowić się, co jest na przykład dla ciebie lepsze.

Nie podejmujesz pochopnych wyborów.

A ludzie się boją tych leków i uważam, że to nie jest dobry pomysł.

Że warto szukać lekarzy, którzy je dobrze dobiorą.

I szukać po prostu, aż się nie znajdzie, aż się człowiek nie poczuje lepiej.

Mam trudne pytanie dla ciebie, które mi teraz przyszło do głowy, a może nie będzie trudne, nie wiem, zaraz zobaczymy.

Czy myślisz, że człowiek może tak dojrzeć bez trudnych wydarzeń w swoim życiu?

Trudne wydarzenia są trudne, jak sama nazwa wskazuje, ale gdybym nie walnęła w ścianę rozwalającego się mojego związku i jej nie przewróciła razem z Kamilem, to myślę, że nie byłabym tutaj, gdzie teraz jestem.

Naszego związku by już dawno nie było w każdym rozumieniu tego słowa, bo nawet jakbyśmy zostali razem, to chyba byśmy nie żyli razem, bo się już po prostu nie dało.

Ja uważam, że wszystko jest po coś, co w sumie jest też trochę w zwierciadłach poruszone, że tam ciocia Chloe zawsze mówi, że nie ma przypadków, są tylko znaki.

Ja uważam, że też te trudne wydarzenia, o które się potykamy, o które sobie gdzieś tam gemę rozwalamy, są po to, żebyśmy ocierając krew, zauważyli coś, co jest ważne dla naszego późniejszego rozwoju.

Nie ma dobrego życia bez złych wydarzeń, bo nie potrafilibyśmy docenić tych dobrych rzeczy.

Dopóki się nie rozstaliśmy, ja nie potrafiłam docenić tych pierdół, które były małe, ale były ważne.

Dopóki, nie wiem, nie złamano mi serca, nie potrafiłam docenić dobrej miłości romantycznej.

Albo tego, nie wiem, dobrego chłopaka, który, wiesz, bo tam bad boy'a trzeba, bo nikt, kto naprawdę był z bad boy'em, nigdy nie powie, że to są lepsze wybory niż porządny facet.

Jak ludzie w internecie reagują na operację zmniejszenia piersi, którą planujesz zrobić?

Najbardziej mi się podobają reakcje jakichś starych chłopów, którzy się zrespawnowali na Instagramie z Facebooka, bo im ktoś powiedział, że tam warto chyba założyć.

Albo na TikToku są już, wiesz, już starzy ludzie przeszli na TikToka i jest to... Siedź też tam na Facebooku, naprawdę.

Bo teraz jest plaga.

Interesuje mnie mój kręgosłup i jeśli jest jakikolwiek mężczyzna w tym wszystkim, to jest to kręgosłup, który uważam, że jest płci męskiej i tylko on się może wypowiadać na temat moich cycków.

Nie no, tak szczerze, to ja też pytam Kamila, nie?

Zależy mi, żeby mu się podobać i gadamy o tym, ale myślę, że jako osoba, która widzi, że ja mam odparzoną pierś, mam bliznę po odparzeniach, które miałam tego lata,

Myślę, że jakikolwiek facet, który szczerze kocha swoją kobietę, no nie chciałby, żeby ona tak cierpiała co lato.

Większość jest takich, bo to wiesz, to chłopy z Facebooka to jest krajność, nie?

Ktoś tam w mojej rodzinie miał, bardzo sobie chwali.

Moja córka ma i starałam się jej pomóc, żeby mogła sobie zmniejszyć.

No i są też osoby, które widzą mnie i mówią, ja nie widzę nic złego w twoim biuście, on jest proporcjonalny.

Przepraszam.

Przepraszam.

Przepraszam bardzo.

Którą miarką mnie mierzyłaś?

Widziałaś mnie nago?

Nie wiem, odmierzałaś?

Jak duży mam zwis?

Bo mam zwiśnięte cycki.

Patrzę się do kamery, numer trzy.

Wiszą mi do pępka.

Po trzech ciążach i trzech porodach i trzech karmieniach moje cycki mogłabym sobie sutka do pępka wsadzić, kochani.

Ale przyjdzie mi typiara na TikToka, na Instagrama i powie mi, ale ja widzę, że ty masz proporcjonalny wiózł.

Ja widzę, że nie masz pojęcia, o czym mówisz.

Ja dokładnie to widzę.

Więc, no, to jest, wiesz, plaga internetu jest to, że każdy, kto ma do niego dostęp, może powiedzieć wszystko.

Czy ja zapytałam, co myślisz o moich dojcach?

Czy padło gdzieś takie pytanie?

Ja tylko na przykład, wiesz, to był filmik pod tytułem Dlaczego chcę zmniejszyć swoje piersi?

I one są nieproporcjonalne, bo jest ich z tej strony za dużo.

Ja mam teraz dobry stanik, ja generalnie inwestuję w dobre staniki, ale sama kwestia, ile się płaci kasy za dobry stanik na duży wióz, który go nie zmasakruje...

Nie ma staników do karmienia na dużych piersi, a jeśli są, to za miliony bolet.

I też często są niewarte swojej ceny te staniki.

Wiem, bo przetestowałam to na sobie.

Bardzo długo szukałam dobrego stanika do karmienia.

Znalazłam jeden i tak był okan dupy rozbić, ale był najlepszym, co mogłam wtedy znaleźć.

To jest ogromna nisza, tak swoją drogą.

Kolejna kwestia, odparzenia.

Ktoś może widzieć, patrzeć na moje cycki i mówić, no były proporcjonalne, świetne, świetne klamoty.

Widziałeś odparzenia, z których się lała krew, z których się sączyło, które szczypały, bolały, robiły się z trupy, a teraz mam blizny?

Więc nie mamy za bardzo o czym dyskutować.

I kolejna kwestia jest to, że mi się robi wdowi garb, bo ja jestem osobą, która dosyć chodzi wyprostowana, ale nie jestem w stanie nic poradzić na to, że mam wdowi garb, bo...

W dodatku zaburzony środek ciężkości.

Wszystko przejdzie środek w dół.

I paradoksalnie moje schudnięcie 30 kg nie sprawiło, że cycki się zmniejszyły, tylko że się obniżyły.

Bo miskę mam taką samą, obwód mam dużo mniejszy, więc jest ta iluzja, że te piersi są mniejsze.

A wszystko, co było w nich najgorsze, przeniosło się niżej, więc kręgosłup mnie zabija.

Także ja nie mogę się doczekać już tej operacji.

Bo teraz wiesz, jak to perfidnie wygląda, że tutaj mam ciało takiej młodej dziewczyny, bo wiesz, ramionka szczupłe, obojczyki gdzieś widać, a jak widzę, jak dotąd patrzę, to na takie...

Jami, potem jest Talia i też jest Jami, a potem takie zwisłe uszy.

Jest to naprawdę, żyjemy w ciekawych czasach, że taka decyzja za, swoja decyzja dotycząca swojego ciała i ty się musisz tutaj tłumaczyć przed internautami, dlaczego ty ją podejmujesz, a dlaczego tak?

Czyli niekoniecznie muszę, ja nie wychodzę z założenia, że muszę, ale uważam, że warto.

Bo temat pomniejszenia piersi dopiero zaczyna gdzieś tam wypływać do świadomości ludzi.

Nadal jest to temat dosyć niszowy, chociaż przecież jesteśmy w takich czasach, że tak nie powinno być.

Jakby no nikt nie wymaga ode mnie tłumaczenia się, ale uważam, że jeśli dołożę... Wiesz, no jednak... No jest tak trochę, że ludzie mają... A nie masz racji, niesłusznie.

No jest tak troszkę, to prawda, ale wiesz co, dużo mam takich komentarzy, że dziewczyny nie wiedziały, że się dowiadują, że mogą też na NFZ.

Ja robię akurat prywatnie, ale dużo jest takich głosów, że ja nawet nie wiedziałam.

Dziewczyny się między sobą wymieniają informacjami.

Ja niekoniecznie uważam, że my jako twórczynie internetowe powinnyśmy na każdy temat zabierać głos, bo niektórzy to lepiej, żeby gęby zamknęli.

Nawet ja czasem powinnam zamknąć mordę.

Nie zawsze mi się uda zdążyć i ugryźć się w język.

Jestem tylko człowiekiem, nie?

mogą dostarczyć jakąś wartość innym kobietom, które na przykład nie wiedzą, nie słyszały, które nie miały takich problemów w swojej rodzinie.

Dlaczego się tym nie podzielić?

Już nie mówię o tym, żeby robić live'a na Twitchu z porodów, bo to jest już przesada trochę dla mnie, ale... Tak, bo wiesz, no film na YouTube'a takie też były przypadki.

A to akurat z filmem na YouTube'a, to chyba Andziak zrobiła i akurat oglądałam, podobał mi się.

To było urocze.

To jest urocza pamiątka.

Kylie Jenner też to zrobiła w jakimś tam stopniu i to też było urocze.

Coś takiego rozumiem, no ale wiesz, live porody na Twitchu, no trochę za gruba już dla mnie.

Natomiast jeśli jest coś takiego, jak właśnie operacja, która wynika z potrzeby zdrowotnej.

Ja mam 31 lat, ja chcę się cieszyć życiem.

Już moje ciało wycierpiało wystarczająco przy ciążach i karmieniach i ja już dałam dom trójce dzieciaków.

Już kto miał skorzystać na moim ciele, to już skorzystał.

Mogę teraz zja?

Możesz.

Możesz, absolutnie możesz.

Ja już uważam, że na tym etapie nie ma nawet żadnej wątpliwości, czy zasłużyłam.

A nawet jakbym nie miała za sobą trzech ciąż i trzech porodów i trzech karmiń piersią, nieprzespanych nocy i ogromnych

piersi z nawałem, które były większe od mojej głowy.

Mam zdjęcie.

To wydaje mi się, że nawet jakby tego nie było, to wszystko, co sprawi, że poczujemy się lepiej w swoim ciele, to sobie to róbmy, no.

A czy są takie komentarze w związku na przykład tam z, wiesz, że to akceptować, a nie zmieniać, akceptować, nie operować, bo to ludzie też trochę ich to triggeruje w tym kontekście takim chyba złego rozumienia ciałopozytywności, że to jest chyba w wielu nas jeszcze to przekonanie takie, że... Wiesz co, albo nie wyłapałam, albo po prostu u mnie tego nie było.

Dobrze.

Rozwala mnie to trochę.

Jak wiesz, ktoś robi coś, ale ona była taka pozytywna, a teraz sobie noc zrobiła.

A niechże sobie nawet dupę zrobi.

Ciało pozytywność wcale nie musi oznaczać tego, że ty czegoś nie zmodyfikujesz.

To właśnie chyba po to, żebyś dała radę siebie zaakceptować w pełni i dała radę siebie kochać.

Czasem nie jesteśmy w stanie pokochać kogoś albo czegoś, jeśli to się nie zmieni.

I tak jest ze wszystkim.

Nie wiem, no możemy kochać futbol, ale na przykład dzieje się w tym świecie bardzo dużo złych rzeczy.

To jest przykład, ja nie wiem, ja znam się na futbolu.

I parę rzeczy powinno się zmienić, żebyśmy mogli naprawdę czuć dalej tą miłość.

I tak samo jest z ciałem.

I brzucha, który też jest zryty.

Może sobie go też zrobię.

Ale to nie oznacza, że nie kocham siebie in general.

Ciało się składa z wielu części.

Myślę, że to jest tak jak z czułkami rodziny.

Nie wszystkich kochasz tak samo.

Albo niektórych nie kochasz w ogóle.

Nie można nikogo zmusić do miłości, nawet jeśli chodzi o miłość własną.

Nie znam osoby, która by powiedziała tak całkowicie szczerze, że nigdy by nic w sobie nie zmieniła.

Jeśli jest taka osoba, to najczęściej to są ci ludzie tacy woke, tak mi się wydaje.

Którzy po prostu przeszli bardzo daleką duchową drogę, która pozwoliła im siebie tam zaakceptować w pełni.

Ale to często też jest taka, wiesz, nie zmieniłabym niczego, no bo to jest na przykład skomplikowana operacja, albo czas rękowalescencji, albo to jest trudne dla organizmu.

A jakbyśmy mieli taką magiczną różdżkę, to trochę im rozmowa się zmienia.

Tak, ale ja rozmawiałam ostatnio o tym z moją dobrą koleżanką, która wychodziła, znaczy ja byłam otyła.

ta koleżanka dalej jest troszeczkę większa.

I ja zadałam jej pytanie.

Oczywiście zapytałam jej na razie, że wiesz, nie chcę w żaden sposób jej urazić.

Mówię to jako osoba, która już tam była, a wiem, że ona wkrótce będzie na początku swojej drogi, no bo rozmawiałyśmy o tym.

I zapytałam, czy jest z tym okej.

No nie, nie jestem bezduszna, okej?

I zapytałam jej, czy gdybym mogła dzisiaj wybrać, że jest szczupła, że nie ma tych nadprogramowych kilogramów,

to czy zostałaby taka, jaka jest, czy by to zmieniła?

Ona powiedziała, że ona by to zmieniła.

I ja, to jest przykre, ale ja nie wierzę, że osoby, które mierzą się z dużą otyłością i jej minusami, jest bardzo mało, nie ma plusów dużej otyłości, no chyba, że chodzi o jakieś tam curvy rzeczy, no to to jest sexy, to przyznaję, ja lubię sama większe kobiety, lubię na nie patrzeć, uważam, że są seksowne, natomiast zdrowotnie jest więcej minusów niż plusów.

I ciężko jest mi uwierzyć, że ktoś, kto codziennie mierzy się z odparzeniami, bo to już potem są odparzenia też brzucha, ud, jest bardzo dużo minusów.

Że ktoś, kto mógłby takim stryknięciem sprawić, że tego nie będzie.

Że będzie szczupły.

Że nie będzie nosił tego ciężaru.

To nie wierzę, że jakbym mogła pstryknąć, to by tego nie zrobiła.

Droga, żeby to osiągnąć jest trudna, więc ja rozumiem, że łatwiej jest powiedzieć, że nie, to tak jest git.

Wtedy mi się wydawało, że było git, bo wszystkich moich dolegliwości nie łączyłam z otyłością.

Ale gdybym wtedy mogła pstryknąć, pstryknęłabym dwa razy.

Ja muszę wysiągać nos.

Słuchaj, już i tak musimy kończyć, więc tylko mam ostatnie pytanie do Ciebie w takim razie i już kończymy.

Luz, no chyba, że masz jakieś takie groundbreaking.

Nie, znaczy nie wiem, chyba nie.

No, ty mi powiedz, co tam masz.

Jedna rada dla siebie sprzed półtora roku?

Sprzed roku?

Sprzed roku, bo po dzienniku też byłam jakoś.

Jakbyś sobie dzisiaj z tego miejsca miała dać radę Melce sprzed roku?

Zaszczeliłaś mnie teraz.

Rada sprzed półtora roku?

Całe to gówno, które przerzuciłam, cały ten gnój, który trzeba było przerzucić widłami, własnymi ręcami, w zeszłym roku musiał być przerzucony.

Zasłużyłam na wszystko, co mnie spotkało w zeszłym roku i teraz zbieram plony.

tego, co na tym nawozie z tego przerzuconego gnoju wyrosło.

Rób dalej, rozpierdol.

Moi drodzy, jak już słuchacie tej rozmowy, to książka Melki jest już dostępna w sprzedaży.

Ja tutaj mam taką, wiecie, egzemplarz recenzencki, taki troszkę wcześniej.

Dostępna wszędzie, bo i online, i w Empikach, na listach bestsellerów, i po prostu na targach książki i wszędzie indziej.

Tak, mam nadzieję, że będzie na targach książki fizyczna.

Bardzo możliwe, że ja ją wtedy dopiero pierwszy raz zobaczę.

A finalna będzie też chyba miała uszlachetnioną trochę okładkę, bo ty dostałaś takie, wiesz, wstępną wersję.

Zadbam, żebyś dostała też tą.

Wiesz, bo ta powigina na saunę, no głupio, żebyś z taką została.

Ale wiesz, to jest zawsze moim zdaniem te takie wyczytane książki, to znaczy, że się nie można było faktycznie od nich oderwać i to są komplementy dla książek.

A, no to dla mnie to jest duży komplement, że ją wziąłeś do sauny.

Ja czasem myję się pod prysznicem spuszczonym audiobookiem, jak się nie mogę ten... I tak mam głowę, a tu się, wiesz, mydlę.

Bardzo ci dziękuję za tą książkę i za rozmowę.

I no słuchaj, no ja czekam na kolejną, no bo to co, do końca miesiąca to skończę.

No kochana, są tacy, którzy... W jeden dzień.

Ja mówię, kochani, teraz już nie przeczytacie w dwa dni, bo to jest książka, która ma 600 stron.

Mówią, podtrzymaj moją książkę.

Trzy dni tylko zmierzch przeczytałam.

No ja czytam książki dziennie, często.

Teraz miałam taką, że przez trzy dni przeczytałam tylko 120 stron, ale bardzo ją zjechałam na YouTubie.

Widziałam.

Ja myślałam, że zdziczę je po prostu, jak to czytałam, także dzisiaj wracam do hotelu i kontynuuję nagrywanie, także prawdopodobnie nie będzie się dało ze mną rozmawiać do końca dnia.

Tak mnie drażni ta książka, że drażni mnie miałkość polskiej literatury, która zdobywa topkiem, pikuj.

Nie chodzi o to, że moja jest wybitna, chociaż ja lubię swoje książki, ale to, co się dostaje jako bestsellery i ma taką ogromną rzeszę fanów,

Mrozi mi krew w żyłach.

Bardzo źle się dzieje w polskiej literaturze i ja będę z tym walczyć.

Trzymam kciuki.

Ja mogę też powiedzieć, że Twoje są dobre.

Dziękuję.

Bardzo dziękuję.

I dziękuję też Tobie za wysłuchanie tej rozmowy.

Jeżeli spodobał Ci się ten odcinek, zostaw po sobie komentarz i zasubskrybuj ten kanał, żeby nie przegapić kolejnych spotkań.

Do usłyszenia!

0:00
0:00