Mentionsy
Dlaczego Polska nie miała kolonii?
Kto pierwszy odkrył Amerykę i czy mógł być to Jan z Kolna? Kim była ta legendarna postać? Czy Polska brała udział w odkryciach geograficznych? Kto dzisiaj pamięta o Krzysztofie Arciszewskim, Michale Bojmie, a także innych odkrywcach? Co możemy powiedzieć o kolonialnych ambicjach II Rzeczpospolitej? Czy to prawda, że Angola, Liberia czy też Madagaskar mogły stać się polskimi terenami zamorskimi? W najnowszym odcinku podkastu z detalami i bez cenzury popłyniemy tropem polskich odkrywców. Pomówimy o polskich ambicjach kolonialnych oraz o tym, co z nich wyszło. Gościem Cezarego Koryckiego jest profesor Andrzej Karpiński z Uniwersytetu Warszawskiego Zapraszamy do podkastu Muzeum Historii Polski. To opowieści o wybitnych postaciach sprzed wieków i kulisach kluczowych wydarzeń dla dziejów naszego kraju, przeplatane mniej znanymi, choć pasjonującymi wątkami z historii Polski. Podkastu Muzeum Historii Polski wysłuchasz na YouTube, Spotify, Google Podcasts, Audiotece, a także na innych platformach podkastowych. Zapraszamy do subskrypcji naszych profili. Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Podcast zrealizowano w ramach zadania: kontynuacja i rozbudowa multimedialnego projektu informacyjno-edukacyjnego - Portal Historyczny Dzieje.pl
Szukaj w treści odcinka
Gdy nasze ziemie w złotym wieku Jagiellonów rozciągały się praktycznie od morza do morza, inne europejskie państwa brały już udział w wyścigu o podział świata, tworząc rzutujący na dużą część historii system kolonialny.
Czy dla Rzeczypospolitej to dobrze, czy źle, że w tym wyścigu nie brała udziału, a nasi magnaci zamiast tworzyć latyfundia na Podolu nie posiadali plantacji na Karaibach, czy w Afryce lub Ameryce Południowej.
Czy to prawda, że nad Wisłą nigdy nie rodzili się dobrzy żeglarze i podróżnicy, skoro Jans Kolno jako pierwszy dotarł do Ameryki Północnej?
Kim była ta postać i czy Kolno to na pewno to nasze Kolno?
O tym wszystkim opowie nam profesor Andrzej Karpiński.
Nazywam się Cezary Korycki i zapraszam na prześwietlenie Inne Historie Polski.
Cześć pierwsza, legenda polskiego odkrywcy.
Aby się nie zdawało, że zbyt pochlebiam swoim i daję szczutka w nos historii, należy pokrótce ukazać, komu należy się sława odkrycia tego kraju borealnego.
Nie przysługuje ona Hiszpanowi, Portugalczykowi ani Francuzowi, gdyż Polak to Jan Skolnus dotarł tam.
Zaszczyt ponownego odkrycia tej ziemi przypadł Janowi Skolnus, Polakowi, który żeglując w roku 1476 wypłynął poza Norwegię, Grenlandię, Fryzlandię, wpłynął na Morze Północne i dopłynął pod samym kręgiem polarnym do owych ziem Labradoru i Estotilandii.
Panie profesorze, czym by była profesja historyka bez ważnego zadania, jakim jest rozwiewanie legend, bajek i nawet fake newsów?
Przed chwilą usłyszeliśmy zagraniczne, szesnastowieczne relacje Francuza Franciszka de Belleforte i Flamanda Corneliusza Whitfielda.
No niewątpliwie dla historyka zadaniem bardzo interesującym jest właśnie konfrontowanie rzeczywistości z rozmaitego typu mitami, które mają jakiś, każdy mit ma pewną podstawę, ale niekoniecznie musi być prawdziwy.
Wracając do tej sprawy bardzo dyskusyjnej powiedziałbym i budącej duże emocje i długo te emocje do dnia dzisiejszego nie rozwiązane.
Mianowicie o tak zwanych przedkolumbijskich odkrywcach Ameryki, bo to tego dotyka.
Abstrahuję w tej chwili od Normanów, bo Normanowie, to już wszyscy wiemy, że byli wcześniej, ale o nich w tym momencie nie mówimy.
Mówimy o bezpośrednich poprzednikach Kolumba.
Przypominam, Kolumb dopłynął do kontynentu, a właściwie do Wysp Karaibskich w 1492.
Natomiast sława, którą potem okryli się i Kolumb, i potem Hiszpanię, spowodowała, że zaczęto poszukiwać poprzedników, jak gdyby osoby, które mogły przed tym Kolumbem tam dotrzeć.
Francuzi mieli takiego kuzyn z Dieppe.
On miał około 1488 roku dotrzeć do nowego kontynentu, co jest autentycznie apokryfem.
Hiszpanie szukali tak zwanego Sancheza.
Sanchez to miał być taki nieznany pilot, który umierając przekazywał Kolumbowi informacje o tym, co jest za Atlantykiem, gdzie miał być też przed tym Kolumbem.
Z tym, że najbardziej taką nośną historią jest historia wyprawy, która rzeczywiście się odbyła.
To była wyprawa z 1476 roku, wyprawa duńsko-portugalska można powiedzieć, pod kierownictwem takich właśnie niemieckich dwóch żeglarzy, Pininga Podhorsta.
a także Portugalczyka Joao Vas Cortereala, notabene ojca wybitnych późniejszych dwóch braci Corterealów, którzy rzeczywiście penetrowali, ale już dużo później penetrowali wybrzeża Ameryki Północnej.
W tej wyprawie brał udział także sternik.
Właśnie.
Mówię dlatego jego różne określenia, ponieważ pisownia tego nazwiska podawana jest w 20 rozmaitego typu przemiankach.
Dlatego też, że do niego się poczuwa bardzo wielu, prawda?
Islandczycy chcieliby, żeby to był, prawda, Islandczyk.
Portugalczycy uważają, że ten Jan Skolwus to jest nie kto inny, a ten Joao Vaz de Corte Real.
No ale także, prawda, ten Jan Skolwus został w jednym ze źródeł, przeinaczone zostało jego nazwisko na Skolnus.
Jan Skolnus i to dał asumpt Joachimowi Lewellowi, jednego z najwybitniejszych wczesnych historyków polskich,
Do tego, żeby stworzyć historię Jana Skolna, Polaka, który miał przed Kolumbem, w tym 1476 roku, dotrzeć do Ameryki Północnej.
W zasadzie do Grenlandii, bo ta wyprawa Pieninga, Podhorsa i Korterala tak naprawdę dotarła do Grenlandii.
No ale Grenlandii liczymy do kontynentu amerykańskiego.
Z tego Jana Skolnusa, Skolwusa zrobił Jana Skolnusa.
Jan Skolnus, z tego wyrósł Jan Skolna, chociaż tutaj level naciągnął, ponieważ gdyby to było po łacinie, to byłby dekolno, a nie Skolna.
Niemniej, prawda, w ten sposób została nagłośniona postać Jana Skolna, przedkolumbijskiego odkrywcy Ameryki, Polaka, notabene jest to ważny XIX wiek, nie ma państwa polskiego, a mamy taką wybitną postać.
No i późniejsze polemiki doprowadziły do tego, że wyraźnie udowodniono, że ten Jan Skolwus to nie jest Jan Skolna.
Niemniej legenda długo żyła i do tej pory są historycy, są powiedzmy sobie miłośnicy historii, którzy uważają, że rzeczywiście ten Jan Skolna, Kolno to jest takie miasteczko na pograniczu Mazowsza i Podlasia, że on rzeczywiście jest postacią historyczną, niedocenioną, ma nawet gdzieniegdzie pomniki.
czy ulicę.
Natomiast jest to tutaj, powiedzmy sobie, sytuacja przedziwna, ponieważ postać jest zupełnie fikcyjna.
Najprawdopodobniej.
Najprawdopodobniej to był Duńczyk.
I to jest największe prawdopodobieństwo.
Sternik duński, który w tej wyprawie udział brał.
Ale to jest właśnie taki przykład, kiedy historycy najpierw tworzą jakąś ideę, a potem trzeba to, prawda, weryfikując, trzeba z tym się w jakiś sposób rozprawić.
Duńczycy, Portugalczycy przede wszystkim, Hiszpanie, Genołęczycy, Katalończycy, Francuzi, Brytyjczycy.
Wszyscy gdzieś podbijali dalekie lądy, dobrze czuli się na oceanach.
A czy słuszne jest stwierdzenie, że Słowianie, a później mieszkańcy Królestwa Piastów, to ogólnie mogą być nazwani jednak takimi szczurami lądowymi?
No więc powiem tak, to nie jest prawdziwe.
To nie jest prawdziwe, zważywszy, że jeśli chodzi o powiedzmy sobie już samo państwo piastowskie, to można powiedzieć, że z racji między innymi uwarunkowań politycznych, odepchnięcia od Bałtyku, no zakon krzyżacki w sumie nas na parę wieków odepnął od tego Bałtyku, ta polityka morska prowadzona przez właśnie w okresie średniowieczu nie mogła być prowadzona.
Natomiast jeśli chodzi o Słowian zamieszkujących po morze, czy tak zwane po łabie, czyli tutaj właśnie pomiędzy ujściem Odry a ujściem Łaby, to były plemiona też słowiańskie, które tutaj przybyły w VI i VII na początku VIII wieku i które właściwie do połowy XII wieku prowadziły bardzo aktywną politykę bałtycką.
na tyle aktywną, że stali się właśnie tutaj ci zarówno Pomorzanie, tutaj wśród ich najsłynniejsi są Wolinianie, od nazwy Wolina, Szczecinianie, ale i ci Słowianie Połapscy, czyli Obodryci, Wieleci, a zwłaszcza tak zwani Ranowie.
Ranowie to są połabianie zamieszkujące wyspę Rugię, przed którymi drżała cały ten rejon bałtycki, także Wikingowie.
Teraz gdybyśmy się zastanowili nad taką kwestią, dlaczego w sagach skandynawskich te wyprawy wikingów są dokładnie określane, że dopłynęli do Winlandu, dopłynęli do Islandii, dopłynęli do Rusi.
Jest bardzo mało informacji o tym, żeby te wyprawy wikingów dopływały do wybrzeży tych naszych tutaj w wybrzeże południowego Bałtyku.
Jeden wniosek z tego może płynąć.
Tu nie mieli się czym wikingowie w tych sagach bardzo pochwalić.
I faktycznie w tych starciach z wikingami bardzo często flotylle słowiańskie odnosiły sukcesy.
I to ogromne sukcesy.
Cała Dania, państwa skandynawskie były niszczone przez piratów.
dochodziło do wielkich bitew.
Tutaj oczywiście okręty były podobne.
To były okręty wiosłowo-żaglowe łodzie, takie duże łodzie, prawda?
Niemniej trzeba pamiętać, że to właśnie Słowianie poniszczyli i pozdobywali bardzo ważne punkty, na przykład Roskilde.
Roskilde, która była stolicą Danii.
Została zdobyta właśnie w bodajże 135 roku w czasie takiej wyprawy słowiańskiej księcia Ratibora.
powiedzieć, ten książę pomorski był już lennikiem Bolesława Krzywoustego.
Praktycznie lennik nasz tego dokonał.
Rok później bodajże, albo w tym samym roku, tutaj historycy się spierają, padła Konungahela po bardzo dużej bitwie.
Zdobyta Konungahela to z kolei był w tym czasie bardzo ważny port norweski, obecnie leżący na terenie dzisiejszej Szwecji, który po bitwie, po tą Konungahelą, bardzo wielkiej bitwie, mogę tylko podać, że
Flota słowiańska, ta flota właśnie tego Racibora, którego nazywało Królem Morza, go nazywano, w 1135 czy 1136 roku miała liczyć między 300 a 700 stateczków, no nie powiem wielkich statków, ale każdy miał z nich nieść, przewozić 40 ludzi i dwa konie.
To była olbrzymia armada.
I to takie armady słowiańskie staczały w tym momencie walki.
Słowianie wygrali, pokonali Skandynawów, a potem Konunga Hela została zdobyta i spalona.
I spalona tak samo jak zresztą Roskilde, jak Hartleby.
Także tutaj te sukcesy, zwłaszcza w drugiej połowie wieku XI i pierwsza połowa wieku XII, są wielkie sukcesy i właściwie można powiedzieć panowanie tych Słowian połapskich i części Słowian pomorskich.
To się potem zacznie załamywać.
Załamywać się zacznie za Waldemara I Wielkiego, to był władca duński,
rządzący właśnie tak mniej więcej od lat 40. do lat 80. wieku XII, który po pierwsze zjednoczył Danię.
Ta Dania była rozbita na cały szereg księstewek w pewnym momencie, a potem sukcesywnie zaczął narzucać zwierzchnictwo tym rozmaitego typu państewkom połapskim.
W 1168 roku zostali pokonani Ranowie, ci najbardziej groźni, prawda?
A ich stolica Arkona, zresztą wielkie sanktuarium słowiańszczyzny pogańskie zostało zdobyte i spalone przez Duńczyków.
Jeszcze kilkanaście lat później Bogusław I, który był lennikiem już nie naszym, bo my jesteśmy w okresie zdrowia dzielnicowego, wczesnego, natomiast Fryderyka I Barbarosy,
W 1184 roku podjął jeszcze jedną taką wyprawę, która miała na celu odzyskanie z rąk duńczyków tej wyspy Rugi.
Nie udało mu się to i można powiedzieć, że niebawem, to też jest ważna rzecz, gdzieś tak właśnie w latach 80-tych, późnych XII wieku, także inne plemiona połapskie, uznając wierzchnictwo duńskie na Pomorzu, nasze Pomorze Zachodnie było przejściowo duńczykom podporządkowane.
A tragedię Pułabian dokończyli margrabiowie niemieccy.
Henryk Lew, książę Saski, Albrecht Niedźwiedź, twórca późniejszej marchi brandenburskiej.
To jest połowa wieku.
Także w tym połowie wieku XII Pułabianie przełamują się, ale jednocześnie także ich ta polityka morska, można powiedzieć, do tej pory bardzo licząca się, kończy się.
Później mamy rzeczywiście, trudno powiedzieć, że prowadzimy politykę morską jakąś wielką, aczkolwiek w okresie wojny trzynastoletniej, przypomnę, że to już może nie frota polska, ale gdańszczanie ldążanie stoczyli bardzo poważną bitwę na Zalewie Świeżym.
z flotą krzyżacką w 1463 roku i wygrali tą bitwę.
Wygrali tą bitwę, bitwę, która właśnie zadecydowała ostatecznie o sukcesie strony polskiej w wojnie trzynastoletniej.
To może tak mniej więcej zakończył tutaj ten okres średniowiecza.
No i jednocześnie bym tutaj wyraźnie stwierdził, że ci Słowianie niezupełnie tak się odsunęli od tego morza, prawda.
Kończy się średniowiecze i koniec tego okresu wyznaczają wielkie odkrycia geograficzne.
Czy nazwisko jakiegoś mieszkańca Królestwa Polskiego powinniśmy pamiętać, powinniśmy znać, kogoś kto brał udział w jakichś wyprawach?
Tak, tu ja właściwie wskazałbym dwie postacie, które są niewątpliwie postaciami nietuzinkowymi.
Pierwsza z tych postaci jest znana postać, mianowicie mam na myśli Krzysztofa Aciszewskiego.
Krzysztof Arciszewski, jedyny można powiedzieć nawet konfistador polskiej epoki wielkich odkryć, był arianinem, pochodził z Rogalina spod Poznania.
Od młodych lat, powiedzmy sobie, zaczepnym charakterem charakteryzował się na tyle, że niezależnie od tego, że szkoły różne kończył, to także już w latach dwudziestych wieku XVII został za zabójstwo skazany na banicję i musiał opuścić Rzeczypospolitą.
Udał się do Holandii i tam studiował inżynierię wojskową i artylerię.
Okazał się bardzo zdolnym w tych dziedzinach.
Potem walczył w kilku tam starciach zbrojnych w tych etapach związanych z początkiem wojny trzydziestoletniej, więc walczył pod Bredą.
Potem brał udział w oblężenie Roszeli, pamiętamy z trzech muszkieterów, pamiętamy walki kardynała Richelieu pod Roszelą.
No tutaj walczył, prawda, on po stronie obozu katolickiego, także mu nie przeszkadzały jego wyznania ariańskie w tym momencie.
Walczył z Huguenotami pod Roszelą.
Jego słowa, lokalna słowa spowodowała, że po pierwsze zdjęto z niego ten wyrok Banici, ale nie wrócił na razie do Rzeczypospolitej.
Natomiast Holendrzy zaciągnęli go do swojej kompanii zachodnioindyjskiej.
To była taka wielka instytucja, która miała monopolizować faktycznie i budować Imperium Holenderskie.
na terenach nadatlantyckich i w Afryce Zachodniej i na terenach Ameryki.
Rzeczywiście miała ona na początku wielkie sukcesy, by wskazać, że właśnie jeden z kapitanów tej kompanii zachodnioindyjskiej, nie wschodnioindyjskiej, która była silniejsza ekonomicznie, która budowała imperium holenderskie tam, gdzie potem mamy Indie holenderskie i Indonezję, prawda, ale...
Ale to zachodnioindyjskie nazywało się Piet Hein i uwaga, ten Piet Hein w 1628 roku po bitwie pod Matanzas na Kubie zdobył całą srebrną flotę hiszpańską.
To chyba jako jeden z nielicznych zdobywców, którym się to udało, to były gigantyczne pieniądze.
To naszacowane było na 15 milionów guldenów, wtedy to jest jakaś kolosalna kwota.
Z tych pieniędzy można było finansować potem wyprawy i próbę budowy tutaj właśnie Imperium Kolonialnego w Ameryce i tak też się stało.
Jeszcze Piet Hein, jeszcze przed tą bitwą od Matanzas, już w 1624-1625 roku Holendrzy wylądowali na terenie Brazylii Wschodniej i tutaj, prawda, zaczęli pierwsze swoje faktory budować.
Dlatego przede wszystkim, że Portugalia w tym czasie jest powiązana Unią Personalną z Hiszpanią, a Holendrzy cały czas toczą walkę z Hiszpanią.
To jest ta słynna wojna osiemdziesięcioletnia.
Z tym, że łatwiej było im atakować kolonie portugalskie w tym momencie.
Mniej bronione przez Hiszpanów niż kolonie hiszpańskie, bronione lepiej.
I dlatego to uderzenie na Brazylię.
Brazylia, która nie miała co prawa złota i srebra, ale miała...
trzcinę cukrową i melasy.
Ten cukier był na wagę złota, można powiedzieć.
I tu się zaczął w latach dwudziestych.
I dlaczego o tym wszystkim mówię?
Dlatego, że właśnie w służbie kompanii zachodnioindyjskiej Arciszewski pojechał do Brazylii.
Pojechał do Brazylii i ten jego pobyt w Brazylii, przerywany powrotami do Holandii, trwał dekadę.
Od 1629 do 1638 roku on przebywał w tej Brazylii.
Tam zasłynął jako znakomity strateg, dowódca, radził początkowo znakomicie, opanowywał te kapitanie, to były takie jednostki administracyjne portugalskie.
W pewnym momencie został przez Holendrów wyznaczony jako naczelny dowódca wszystkich wojsk holenderskich walczących w Brazylii i naczelny admirał floty holenderskiej.
Na przeszkodzie stanęły mu ambicje Maurycego von Nassau-Ziegen z domu orańskich, który został gubernatorem tzw.
Nowych Interlandów, czyli tej części Brazylii, którą udało się Holendrom w latach 20. i 30. za sprawą m.in.
Arciszewskiego opanować.
Ten się nie zgodził na to, żeby ktoś mógł być na tak eksponowanym stanowisku i to spowodowało, że Arciszewski, mimo tego, że go tam uproszono, że wybijano jakieś tam medale na jego cześć w Holandii, zdecydował się ostatecznie wyjechać z tych Nowych Interlandów.
Niemniej tutaj
zasłużył się bardzo do budowy tych nowych Niderlandów, a Mauryte van Nassau-Ziegen ostatecznie w 1644 roku zrezygnował z tego gubernatorstwa, a dekadę później nowe Niderlandy faktycznie przestały istnieć.
Dla Holendrów w tym rejonie pozostało, ale troszeczkę wyżej, tylko kawałek późniejszej Gujany.
Także tylko to im zostało z tego, co posiadali, a było to stosunkowo dużo.
Co za Ciszewskim jeszcze dwa słowa później.
On wrócił do Rzeczypospolitej.
Władysław IV w 1646 roku mianował go starszym nad armatą.
Innymi słowy dowódcą artylerii koronnej został.
całej artylerii koronnej wszystkich arsenałów zbrojnych.
Podobno ta artyleria koronna za czasów Arciszewskiego nie była nigdy, nie było innego okresu, kiedy ona była na tak dobrym poziomie.
No niestety potem wybuchło powstanie Chmielnickiego.
Tutaj Arciszewski brał udział w walkach, początkowo.
Między innymi fortyfikował zbaraż.
Nie trzeba tutaj tłumaczyć, co to był ten zbaraż i co to były walki pod zbarażem z 1649 roku.
Później wycofał się z tej armii, zmarł w 1656 roku.
No tyle jeśli chodzi o tego polskiego konkwistadora.
Inną postacią zupełnie był Michał Boim.
Michał Boim, pochodzący ze Lwowa, z rodziny takiej węgierskiej osiadły od wielu, wielu dekad we Lwowie, który po prostu w pewnym momencie wybrał karierę duchowną.
On wstąpił do zakonu jezuickiego, potem przeszedł nauki w zakonie jezuickim
I ogarnięty chęcią prowadzenia misji zagranicznych wyjechał z Portugalczykami w latach czterdziestych XVII wieku.
No tak jak tutaj Estado da India z Portugalczy się układało, czyli przez Mozambik i dalej, prawda, aż na daleki wschód pojechał.
już w Tiuszyn-Mozambiku, opisał ten Mozambik w sposób znakomity i opisał Kafrarie jako pierwszy w ogóle.
Kafrarie to jest taki teren leżący pomiędzy Cape Land, pomiędzy Prządkiem Dobrej Nadziei, a rzeką Zambezi po wschodnim brzeżu, więc on jako pierwszy opisał to, opisał wyspę Mozambik, bardzo pięknie, ale potem udał się do Chin i tam właśnie tą akcję misyjną w Chinach prowadził, między innymi na wyspie Haina.
W Chinach w tym czasie sytuacja była bardzo ciekawa, mianowicie to jest moment, kiedy dynastia Ming rządząca, długo kończy się ta dynastia Ming, znacza części zajęta jest przez Mandżurów, przez dynastię mandżurską późniejszą.
Natomiast ostatni epigon takiej dynastii Ming nazywał się Yunli.
On w pewnym momencie zaczął skłaniać się ku katolicyzmowi.
Na jego dworze, w tych południowych Chinach, tam był kawałek jeszcze tych południowych Chin, trzymał ten Jungli i jego zwolennicy, znalazł się boim i tam byli też jezuici.
Dochodzi do tego, że syn tego Jungli jest ochrzczony w wierze katolickiej.
Jezuici postawili na koncepcję taką, gdyby zorganizować pomoc z Europy, z papiestwa przede wszystkim, zorganizować coś na podobieństwo krucjaty, to może by się udało uratować tych katolików w Chinach, a być może dalej czytaj,
To może by spowodowało, żeby te Chiny były katolickie.
No i rzeczywiście teraz trzeba było wysłać posła do papiestwa i tym posłem został Michał Boim, który w 1652 roku dotarł po dużych perturbacjach, częściowo drogą morską, częściowo drogą lądową, dotarł do Rzymu.
No i niestety w tym Rzymie tutaj papież Inocenty X nie chciał uwierzyć.
Trzy lata prawie czekał na audiencję u papieża.
Ostatecznie następca tego Inocentego X, Aleksander VII Kigi, zdecydował się dać odpowiedź i Boim wrócił z tą odpowiedzią.
Ale wrócił już było za późno.
On tam znowu, te wyprawy na Daleki Wschód trwały lata całe.
On dotarł tam w momencie, kiedy ostateczne te starcia zbrojne z tymi Mandżurami zakończyły się dla Jungli porażkami.
Sam Boim już w 1659 roku nie dotarł do tego Jungli, nie mógł się do niego przydać, zmarł w czasie tej wyprawy.
pozostawi po sobie bardzo bogatą spuścisnę, między innymi wspaniałe opisy flory chińskiej, kartografii chińskiej, no bo to jednocześnie był wielkiej klasy naukowiec, można powiedzieć.
Część tych materiałów w dalszym ciągu w archiwach watykańskich pozostaje.
Tutaj kogo by można jeszcze było wskazać, to jest co prawda okres już nie odkryć geograficznych, ale taki bardzo późniejszy okres, to byłby niewątpliwie Maurycy Benioski.
Postać nietuzinkowa, co prawda z pochodzenia Słowak, bo on się urodził na terenie Słowacji, ale postać bardzo, bardzo charakterystyczna, do której zresztą potem w pewnym momencie także już po odzyskaniu niepodległości do jego tradycji madagaskarskiej będziemy nawiązywać.
Jeśli chodzi o tego Maurycego Beniockiego, on się przyłączył do Konferencji Barskiej.
Został ranny, dostał się do niewoli rosyjskiej i w 1769 albo 1770 wywieziony daleko, bo aż na Kamczatkę.
No ale Benioski to Benioski.
Benioski zorganizował zesłańców, poniósł bunt na Kamczatce, opanował to miasteczko, w którym był osadzony i tam zdobył okręt.
Razem z tymi zesłańcami w 1771 roku porwali ten okręt i popłynęli wzdłuż Wysp Kurylskich,
Japonii, Tajwanu do Makao.
Makao było posiadłością, jak wiemy, portugalską.
Tam spieniężono okręt, prawda?
I stamtąd potem, chyba do 1773 roku, ci, którzy chcieli, wrócili do Europy, do Francji.
Ta wyprawa była na tyle śmiała, że przyniosła wielką sławę Benioskiemu, na tyle wielką, że on, a on płynąc, w międzyczasie zahaczył o ten Madagaskar.
I ten Madagaskar mu się spodobał, ta wyspa Madagaskar mu się spodobała.
Ona jeszcze do końca nie była zagospodarowana w tym momencie.
To była wielka, to jest wielka wyspa, prawda?
O ile sąsiednie wysepki typu Mauritiusa czy Réunion były już podzielone, można powiedzieć, między państwa europejskie, to ten Madagaskar nie.
I tutaj właśnie w 1773 roku Francuzi zwrócili oczy na ten Madagaskar i zorganizowali tam wyprawę, która miała zdobyć dla nich ten Madagaskar.
Na czele tej wyprawy stanął Maurycy Mochnacki, Maurycy Beniowski.
Maurycy Beniowski, który trzy lata przebywał na tym Madagaskarze, który miał bardzo dobre kontakty z miejscową ludnością, na tyle, że okrzyknięto go królem wodzem na Madagaskarze, stworzył czterotysięczny korpus malgarski,
I tyle tylko, że być może planował ten Madagaskar wyrwać dla siebie lub może jeszcze dla Rzeczypospolitej.
Francuzom się to nie podobało, zwłaszcza gubernatorowi sąsiedniego Ile de France, czyli tego Mauritiusa i ostatecznie odwołano Benioffskiego.
On przez następne kilkanaście lat właściwie próbował uzyskać jakieś poparcie dla siebie.
Dopiero po zakończeniu wojny o niepodległość Stanów Zjednoczonych to mu się udało i w 1785 roku przy poparciu Anglików, bo musiał zdobyć jakieś pieniądze, wylądował na tym Madagaskarze, gdzie podobno on zostawił pamiętniki.
Pamiętniki są świetnym źródłem historycznym, ale które trzeba czytać uważnie, ponieważ Beniaminowski w nich wiele fantazjuje.
Także tą fantazję od rzeczywistości trzeba odzielić.
Niemniej właśnie pisze o tym, że tam przybył, ludność witała go, prawda, jak prawie pół Boga, jak tam przybył.
Niemniej siły, z jakimi przybyły, były na tyle nieduże, że Francuzi potrafili w ciągu kilku miesięcy pokonać zwolenników Beniockiego, a sam Beniocki w 1786 roku zmarł.
To byłaby trzecia osoba, którą można byłoby z orkiestrem tych wielkich orkiograficznych połączyć.
Wróćmy trochę do okresu Złotego Wieku.
Rzeczpospolita Jagiellonów, która rozciągała od morza do morza.
Dlaczego pomimo bardzo sprzyjających okoliczności ekonomicznych, bo były pieniądze na inwestycje, nie udał nam się skok na kolonię.
Przegapiliśmy ten geopolityczny moment.
Tutaj trudno wyjaśnić, ale wiąże się to prawdopodobnie z faktem, że o ile za ostatnich Jagiellonów ta polityka morska Rzeczypospolitej, możemy mówić o zrębach polityki morskiej, chociaż nie było takie proste, ponieważ Gdańsk należący do Rzeczypospolitej był właściwie...
samodzielną jednostką ekonomiczno-polityczną, można tak powiedzieć.
Ten Gdańsk zresztą blokował, nawet można powiedzieć w pewnym momencie blokował jakieś próby tworzenia na przykład floty królewskiej.
Z drugiej strony ten Gdańsk partycypował w walkach, które toczyliśmy w tym momencie na Bałtyku, bo takowe były.
Przypomnę pierwszą wojnę północną, w której toczyliśmy walki właśnie z jednej strony z jednym ze państw skandynawskich, najpierw ze Szwedami, potem z Dujczykami, ale także z państwem moskiewskim tutaj toczyliśmy.
I tutaj nie mieliśmy własnej floty.
Kapel to jest inaczej korsarz, czyli żeglarz, który działa w interesie jakiegoś monarchy i uzyskuje od niego jak gdyby opiekę prawną.
No więc tutaj Gdańszczanie i Elbążanie w mniejszej liczbie, no te okręty kaperskie gdańskie brały udział w tej walce, ale znowu Gdańskie, nie Rzeczypospolitej.
To skończyło się, wojna skończyła się w 1570 roku, a potem ta flota kaperska uległa częściowo rozbiciu, częściowo rozwiązaniu.
Drugi raz do tej idei nawiązaliśmy w okresie wojny szwedzkich.
To za czasów Zygmunta III Wazy.
Tu można powiedzieć, że takim elementem, który hamował nam możliwości rozwoju nad Bałtykiem była Szwecja.
Jej dominacja, coraz większa dominacja nad Bałtykiem.
Przecież w pewnym momencie Bałtyk stał się
Takim jeziorem szwedzkim.
Brakowało mu niewielu odcinków wybrzeży i stąd m.in.
Potop Szwedzki, bo to miało zakończyć ostatecznie zamykanie wszystkich wybrzeży bałtyckich w rękach Szwedów.
Ale ja wracam tutaj do innego okresu, wcześniejszego troszkę.
Pamiętajmy, że Zygmunt III Waza...
Stworzył jednak takie zalążki floty królewskiej, która stoczyła taką bitwę, na nasze warunki, sporą bitwę pod Oliwą, późną jesienią 1627 roku, w której to okręty królewskie pokonały tą flotę szwedzką, blokadę gdańska morską zniesiono.
Tyle tylko, że była to bitwa na skalę lokalną.
Myśmy zdobyli jeden okręt szwedzki.
a drugi zatonął.
Jeśli chodzi o wielkie bitwy, jakie toczyły się gdzie indziej, no to skala jest nieporównywalna.
Ale niewątpliwie tutaj ta dominacja Szwecji nad Bałtykiem była elementem, który uniemożliwiła.
Inaczej by prawdopodobnie to wyglądało, gdybyśmy w tych walkach ze Szwedami, no nie oddali tych inflandr i gdybyśmy tutaj właśnie nie zawierali tych niekorzystnych dla nas rozejmów, na przykład Altmarskiego, prawda, czy potem nawet ten w Sztumskiej Wsi, czyli w Stundorfie też nie był specjalnie korzystny.
Z kolei Morze Czarne.
Mamy Tatarów i Krym jest opanowany przez Tatarów i to są z kolei wasale Turcji.
Jak tutaj można było się dostać?
No dostawali się tam kozacy.
Na swoich śmigłych czajkach i ci kozacy nawet tam dokonywali wielkich czynów nad tym Morzem Czarnym.
Ale kozacy formalnie poddani Rzeczypospolitej.
Możliwości opanowania tam jakiegoś stałego punktu, który mógłby stać się miejscem, portem do zatrzymania się okrętów polskich właściwie nie było.
No i ciągłe walki z Turcją.
No jednak w XVII wieku te wojny się nasilają z Tatarami cały czas.
Te wojny, jak gdyby, one w pewnym sensie uniemożliwiają nam nawet rozwijania takiej polityki.
Pewną propozycją takiej właśnie działalności parakolonialnej były propozycje niektórych teoretyków państwa polskiego z okresu wojen z państwem moskiewskim.
z okresu wielkiej smuty, kiedy to rzeczywiście istniała pewna możliwość, że jej tron carski zostanie opanowany przez przedstawicieli dynastii Wazów.
I tam w pewnym momencie były nawet takie projekty, żebyśmy to przyjęli i dalej próbowali w tym kierunku jak gdyby rozwijać potęgę naszego państwa w kierunku tym syberyjskim.
Właściwie od lat 80. wieku XVI do lat 30. wieku XVII cała Syberia została formalnie podporządkowana państwu rosyjskiemu.
To jest jedna z najbardziej trwałych następ z wielkich odkryć.
Inne imperia się porozpadały, a tutaj, jak widać, te drużyny kozackie pozdobywały to i to w dalszym ciągu jest.
tym elementem przewagi państwa obecnego, państwa rosyjskiego, jeśli chodzi o obszar możliwości ekonomicznej i tak dalej.
Z tej koncepcji nic nie wyszło za sprawą innych względów politycznych.
Tutaj dosyć niejednoznacza polityka Zygmunta III Wazy, potem usunięcie Polaków z państwa moskiewskiego, podziały i tak dalej.
Także to były te czynniki.
można powiedzieć, w sporym stopniu zaważyły na tym, żeśmy nawet nie wychodzili z takimi koncepcjami tworzenia jakiegoś silnego państwa morskiego.
A co z postacią Jakuba Kettlera, który w roku 1651 ponoć proponował Janowi Kazimierzowi zorganizowanie wyprawy armady i był wtedy nasz lennik, właścicielem kolonii w Gambii.
Tam może mogła być polska kolonia w Afryce Zachodniej.
To jest bardzo ciekawa postać, ten Jakub Kettler.
Chcę przypomnieć, że jest to wnuk Gottharda Kettlera, tego słynnego mistrza inflandckiego, który złożył lenną Polskę z Inflant i stał się tym księciem Kurlandii i Semigalii Świeckim w 1561 roku.
Jakub Ketler rzeczywiście miał duże ambicje tworzenia silnego państwa morskiego z Inflant.
On rozbudowywał stocznie, on budował flotę, ekonomicznie wzmacniał Kurlandię i Semigalie, gdzie rządził, no długo rządził, prawie 40 lat tam rządził, do początku lat 80.
XVII stulecia.
Proponował i Władysławowi IV wcześniej, prawda, w 1647, a potem Janowi Kazimierzowi, tak jak tutaj pan redaktor powiedział, taką koalicję stworzenia kompanii, a przede wszystkim wyekwipowania na koszt zresztą Irlandczyków, dużej floty, tam mówiło się o kilkudziesięciu okrętach.
I armię liczącej dziesiątki tysięcy ludzi, która miała pomóc właśnie opanować kolonię.
Dla inflandrzyków kolonię właściwie w sensie opanować handel.
Ale żeby móc handel opanować dalekowschodni w tym momencie, trzeba było mieć punkty opatria, czyli kolonię.
Nasi monarchowie do tego się nie palili, no też się wiąże to troszeczkę z tym, że już na Kazimierza mamy te wojny.
Powstanie Chmielnickiego, a potem wojna z Rosją i tak dalej.
Natomiast sam Gotthard Kettel niezależnie od tego, jak nie uzyskał pomocy Polski, zaczął szukać pomocy gdzie indziej.
I tą pomoc znalazł u Anglików.
Za cichym przyzwoleniem Anglia, przypomnę, że właśnie od lat 1650-1654, to oczywiście pierwsza wojna angielsko-holenderska za Cromwella, tutaj Anglicy właściwie poparli jego wyprawę do zachodniej Afryki.
I ujście rzeki Gambii
W 1651 roku powstały pierwsze kolonie, pojawili się koloniści, inflandzcy, na wysepkach, dwóch wysepkach, które zostały wykupione od miejscowego ludu kumbo, nazywał się ten lud, prawda.
Notabene trzeba pojrzeć, że ci inflandrzycy, którzy tam wprowadzali chrześcijaństwo, nie katolicy, a luterani, bo to są luteranie,
Ale oni traktowali tych wozów lokalnych zupełnie przyzwoicie, na zasadzie partnerskiej.
I tutaj tych właśnie osad, powiedzmy sobie, inflackich powstało kilka w dolnym biegu rzeki Gambii.
Równocześnie w 1654 roku Gotthard Ketter wykupił od Anglików Tobago.
Tobago to jest taka wysepka nieduża, leżąca koło Trinidadu, który był też angielski.
No i to Tobago miało być drugą bazą dla inflandrzyków.
Tam zresztą została założona taka kolonia, która miała się nazywać Nowe Inflanty, czy Nowa Kurlandia, o nawet w ten sposób.
Tam też od lat pięćdziesiątych, od połowy lat pięćdziesiątych, zaczęli pojawiać się na tej wyspie koloniści z Inflant i z Kurlandii.
Tyle tylko, że to tobago bardzo interesował również Holendrów.
Również Holendrów i Holendrzy też tak nieformalnie, ale to tobago zaczęli z drugiej strony jak gdyby zasiedlać.
To nie jest duża wyspa, ale możliwości takie były.
Co by się dalej działo, gdyby nie druga wojna północna, czyli tak zwany potop szwedzki, trudno powiedzieć, ale ten potop szwedzki, on właściwie położył całą tą koncepcję Gottharda-Kettlera, ponieważ Kurlandia została zajęta przez Szwedów, Kettler został internowany, no aż do 1660 roku do pokoju oliwskiego właściwie przestało funkcjonować możliwości zarządzania tymi terenami zamorskimi.
a w międzyczasie przede wszystkim Holendrzy.
Oni mieli największą ochotę na to i oni zajęli.
Od razu w 1659 roku, jak Kettler został internowany, zajęli te tereny i Zachodniej Afryce i Tobago.
Te tereny w Zachodniej Afryce już właściwie ich Kettler nie odzyskał, tyle tylko, że przekazał je Anglikom w 1661 roku.
Natomiast jeśli chodzi o Toto Bago, Toto Bago odzyskał po pokoju oliwskim i tam przez kilka lat, jeszcze do 1666 roku rządził.
Potem sami Kurlanczycy wycofali się stamtąd.
Czasowo zajęli to ponownie Holendrzy, z tym, że aż do 16... właściwie już po śmierci Jakuba Kettlera...
Do 1993 roku, jeszcze tam, prawda, ci Kurlandczycy próbowali odzyskiwać i okresowo nawet część tej wyspy Tobago trzymali.
Ich przywiązanie do tego Tobago było tak duże, że aż do trzeciego rozbioru Polski upominali się stale o odzyskanie tej wysepki, którą no ostatecznie zajęli Holendrzy.
Ale, prawda, stałe roszczenia aż do 1795 roku trwały.
Co my straciliśmy w naszej historii, nie będąc, nie stając się mocarstwem kolonialnym?
Nasze położenie sprawiało, oprócz tego geopolityczne położenie, że my w zasadzie nie mieliśmy dogodnych możliwości budowania takiego imperium.
Zwrócić można uwagę na to, że jednak budowały te imperia państwa morskie przede wszystkim, albo takie, które miały szeroki dostęp do oceanu atlantyckiego.
I tu łatwiej było to rozwijać.
Bałtyk i Morze Czarne są akwenami zamkniętymi.
I łatwo byłoby tutaj, czy przez Cieszyny Duńskie z jednej strony,
I to zresztą często się odbywało w różnych stacjach broni, czy przez cieśniny, bo sferda dała zamykać ten morz.
To automatycznie uniemożliwiało, jak gdyby, tutaj szerszą ekspansję.
Natomiast generalnie, czy my moglibyśmy w ogóle być takim mocarstwem morskim?
Wydaje mi się, że tutaj szans realnych, szans na to, to nie posiadaliśmy.
Chociaż takie ambicje, prawda, trzeba powiedzieć, nawet w okresie, kiedy państwo polskie nie istniało, kiedy byśmy byliśmy rozebrani pomiędzy trzech sąsiadów, prawda, czy czarne orły, takie koncepcje się odżywały, prawda.
Już mówiłem już tutaj o tym, prawda, Madagaskarze, który miał być no albo dla Polski, albo dla samego Beniołowskiego, no ale jednak także w tym momencie obywatele państwa polskiego.
W XIX wieku, w drugiej połowie XIX wieku pojawiła się też bardzo ciekawa postać, Stefana Szolca Rogosińskiego.
Stefan Scholz Rogoziński z takiej niemiecko-polskiej rodziny, on zresztą potem używał głównie nazwiska Rogoziński, ojciec jego był kupcem niemieckim.
Wykształcenie miał, znaczy on wykształcił się na uczeniach rosyjskich, odbył podróż dookoła świata w latach 1879-1880 i w czasie tej podróży m.in.
opływał zachodnią Afrykę.
W tej zachodniej Afryce jeszcze nie istniał do końca podział kolonialny.
Jak państwo wiecie, XIX wiek to jest podział Afryki kolonialny, ale nie wszystkie tereny były jeszcze w tym momencie rozdzielone.
I tutaj właśnie wpadł na, można powiedzieć, ciekawy, trochę szalony pomysł Logoziński, żeby po pierwsze spenetrować tereny Kamerunu, to jest jedno z takich terenów nad Zarządem Gwinejskim, do tej pory przez nikogo jeszcze nie zajęte.
W domyśle, a może by nawet stworzyć z tego kolonię dla Polski.
Polski, której nie ma.
Ale na zasadzie takiej, żeby w tym momencie przypomnieć podmiotowość, że ta Polska powinna istnieć, no bo jeśli ma kolonię, a jej nie ma, to znaczy coś jest nie tak.
Oczywiście o tych jego ostatecznych koncepcjach wyszły wiele lat po jego śmierci.
Jego przyjaciel Leopold Jajnikowski ujawnił, że tak naprawdę w tej wyprawie, którą zorganizował w latach osiemdziesiątych do Kamerunu, miał także i takie plany.
Potrzebne były pieniądze, żeby móc wyekwipować taką wyprawę.
Sam Rogoziński nie miał tych pieniędzy.
Stąd odwołał się do opinii, polskiej opinii publicznej.
I tutaj różne autoryty różnie się do tego usosunkowały.
Bolesław Prus i Henryk Sienkiewicz poparli tą ideę.
Aleksander Świętochowski, znany twórca pozytywizmu polskiego, był temu na przykład przeciwny.
Ostatecznie udało się jednak Rogozińskiemu zdobyć na tyle poważne fundusze, że wyekwipował okręt.
On się nazywał Łucja Małgorzata i on w grudniu bodajże 1882 roku wypłynął do tej Zatoki Gwinejskiej.
Notabene ciekawie, płynął pod dwoma flagami.
Pod flagą francuską i pod herbem Warszawy.
Flagą Warszawy, no nie mógł flagi polskiej użyć w tym momencie, bo nie było polskiej.
Dopłynął tam do tego kamerunu i tam przez mniej więcej półtora roku, 1883-1884 penetrował ten kamerun, prawda, liczne wyprawy we wnętrze organizował ze swoimi przyjaciółmi, jeden nazywał się Klemens Tomczek, drugi ten właśnie...
Leopold Janikowski.
Tomczek niestety zmarł w trakcie tej wyprawy na chorobę zakaźną.
Natomiast tutaj osiągnięcia były spore.
To potem zostało wszystko w pracach geograficznych uwzględnione.
W każdym razie ten Kamerun rozpoznawany był.
Nawet na ten wulkan Kamerun, tam prawda, wyprawa się odbyła na wysokość powyżej 4000 metrów.
Tam też Rogoziński znalazł się.
No niestety.
Niestety była to sytuacja taka, że Niemcy, które są to Niemcy właśnie w okresie
Po zjednoczeniu i po wielkich zwycięskich wojnach Niemcy chcą mieć kolonie.
Nie mają tych kolonii.
Wracają swoje oczy na tereny jeszcze nieopanowane.
A takimi terenami są Togo i Kamerun nad Atoką Gwinejską m.in.
No i Niemcy tutaj zaczynają domagać się dla siebie tych terytoriów.
W 1885 roku państwa europejskie wyraziły zgodę na to, żeby te terytoria przejęli Niemcy.
No i Niemcy oprócz tam innych, prawda, Niemieckiej Afryki Wschodniej i Namibii, późniejszej Namibii, te tereny opanowali.
W tej sytuacji musiała zakończyć się ta ekspedycja podróżnicza.
Szolca Rogodzińskiego, który zresztą jeszcze czas jakiś w pobliżu przebywał.
To jest taka wysepka, która leży w Zatocie Gwinejskiej.
Niestety ta działalność plantacyjna też mu się nie udała.
A w ogóle skończył życie w sposób gwałtowny i przedwczesny.
Zginął pod kołami omnibusu.
No ale jak już powiedziałem, już po jego śmierci, ten jego przyjaciel, który długo żył, ujawnił właściwe zamiary Rogozińskiego, że to miała być kolonia dla Polskich, Polski, której nie było.
Cześć trzecia.
Kolonialne ambicje sanacji.
Program Zamorski Polski przygotowywany w ciągu szeregu lat przez naszą organizację został ustalony.
Zmierza on w sposób zdecydowany ku zapoczątkowaniu akcji kolonialnej narodu i państwa naszego, a to w imię najżywotniejszych interesów gospodarczych i populacyjnych Polski.
Dzisiaj, kiedy opracowaliśmy tezy dla naszej ekspansji kolonialnej i kolonizacyjnej i kiedy stwierdziliśmy, że nie do pomyślenia jest, aby nadal polska gospodarka narodowa miała pozostać w tak dużej jak dotychczas zależności od obcych,
Musimy się zdobyć na zapoczątkowanie stopniowego zrzucania hegemonii nad nami, obcych interesów ekonomicznych.
Tak 90 lat temu pisał o ambicjach II Rzeczypospolitej magazyn Morze wydawany, uwaga, w liczbie blisko 200 tysięcy egzemplarzy, organ prasowy Ligi Morskiej Kolonialnej.
To był jakiś fantazmat sanacji czy sensowny plan?
Jest to bardzo ciekawe pytanie i ciekawe zagadnienie.
Jak wiemy w 1918 roku już wiadomo było, że państwo polskie powstanie.
Wiadomo też było, że państwa centralne doznają porażki.
Kolonie niemieckie w Afryce były w tym momencie już zajęte przez Anglików.
Wszystkie.
No i urodziło się.
Urodził się pomysł, że a może by te nowe państwo polskie jakichś z tych terytoriów może...
Do tego Kamerunu nawiązywano ideologicznie, na razie teoretycznie, czysto teoretycznie, chociaż już w 1918 roku pierwsze takie towarzystwa kolonialne, polskie towarzystwo kolonialne już wtedy powstało.
W 1918 roku, kiedy jeszcze niepodległości tak naprawdę nie było.
Innymi słowy, taka idea, żeby przyszłe państwo polskie mogło mieć kolonię,
Pamiętajmy, że w tym momencie to zależało także na prestiżu.
Właściwie państwa nieposiadające kolonii w końcu XIX, w pierwszych 30 latach XX wieku, były państwami drugiej kategorii.
Natomiast tutaj tendencje jakieś, może jeszcze nie mocarstwowe, ale takie, żeby odrodzona państwo polskie liczyło się i już wtedy się rodziło.
Rodziło się przede wszystkim rzeczywiście, jak pan redaktor powiedział, w obozie późniejszej sanacji.
Po odzyskaniu niepodległości idea była w dalszym ciągu żywa i w 1924 roku Mariusz Zaruski, to jest wybitna postać, to jest wybitny generał Piłsudczyk, twórca zresztą Tarczańskiego Pogotowia Ratunkowego, marynarz znakomity, zakłada Ligę Morską i Rzeczną, tak to się na razie nazywało, która miała właściwie dwa cele.
Pierwszy cel to było umocnienie pozycji Polski nad morzem.
Pamiętajmy, że myśmy odzyskali kawałek tego wybrzeża, z tym Gdańskiem jako wolnym miastem jednakże, ale kawałek brzeża, że już zaczyna się budować port w Gdyni i chodzi o to, żebyśmy jednak także nad tym Bałtykiem umocnili się.
Druga rzecz, która była stawiana przez to ugrupowanie, tą organizację społeczną, to była właśnie próba znalezienia jakichś terytoriów, które można byłoby odkupić, można byłoby skolonizować na terenie całego świata.
Kilka lat później, w 1930 roku, zmienia się nazwa z Ligi Morskiej i Rzecznej na Ligę Morską i Kolonialną.
No i na czele tej ligi prezesem zostaje Gustaw Orlicz-Drescher.
Znowu postać wybitna.
Generał Gustaw Orlicz-Drescher, jeden z najbliższych ludzi marszałka Piłsudskiego, no ten, który przeprowadził mu żołnierzy w czasie przewrotu majowego, tak naprawdę, znakomity organizator.
Znakomity organizator, czego najlepszym wyrazem jest fakt, że przed momentem jeszcze, kiedy jeszcze ta Liga Morska i Kolonialna nie powstała, no tam było 30-40 tysięcy członków, a w okresie, kiedy on był tym prezesem, to były lata 1930-1936, w 1936 roku Orlid Drescher w katastrofie lotniczej zginął tragicznie.
Liczba członków liczyła już 500 tysięcy.
Zwróćcie Państwo uwagę, to już nie jest mało.
500 tysięcy ludzi w organizacji społecznej.
W 1939 roku było ich milion.
Milion ludzi liczyła Liga Morska i Kolonialna.
I tam specjalny fundusz morski.
Z tego funduszu morskiego, tak przez ciekawość można powiedzieć, że został m.in.
Jeden z najsłynniejszych naszych okrętów w okresie II wojny światowej.
Wracając do kwestii kolonii.
Zaczęto szukać terenu, gdzie można byłoby takie kolonie uzyskać i tutaj kilka różnych terenów wskazano i nawet podjęto pewne, ta Liga Morska i Kolonialna podjęła swoje starania.
Najwcześniej właściwie o Angolę.
Angola w 1929 roku rozpoczęły się rozmowy z rządem portugalskim o odkupieniu Angolii.
To jest południowo-zachodnia Afryka.
Ostatecznie portugalscy się nie zdecydowali.
Opinia portugalska nie chciała oddać tej Angolii i tutaj właściwie oprócz takich rekonesansowych, bo wszędzie przy takich różnych koncepcjach były rekonesanse.
Ktoś jechał, oglądał to i tak dalej.
Kolonizacja tam się nie zaczęła.
Zupełnie inaczej było z dwoma innymi terenami.
Brazylii
Brazylia.
No pamiętajmy, że Brazylia była rejonem, do którego emigrowało bardzo wielu Polaków w XIX wieku.
To była emigracja zarobkowa, ale w takim stanie Parana mieszkało 100 tysięcy Polaków.
No i w związku z tym padł wybór na tą, a może w tej Paranie.
Wykupmy trochę gruntów i zacznijmy kolonizację tejże Parany.
W 1934 roku rozpoczęły się z rządem brazylijskim rozmowy, a zaraz potem zaczęła się organizacja wykupienia troszkę tych ziem, no nie tak dużo ich wykupiono tego terenu, ale stworzono takie 25-hektarowe mniej więcej gospodarstwa i od lat 1935-1936 roku zaczęto tam sprowadzać kolonistów, rodziny, przesiedlać z myślą tego, że być może przyszłościowo tutaj powstanie jakaś właśnie kolonia polska w tej Paranie.
Znowu z tego nic nie wyszło.
Około 1938 roku ta akcja osiedleńcza tam się zakończyła, chociaż trzeba pamiętać, że w Brazylii w dalszym ciągu mamy tą polonię brazylijską dosyć silną.
Równolegle w tym samym czasie zaczęła się penetracja Liberii.
Przypomnę, że Liberia była jednym z dwóch państw afrykańskich, które były niepodległe po dziale kolonialnym, ale tak się złożyło, że właśnie gdzieś tam w latach, wczesnych latach trzydziestych, no zakusy na tą Liberię były spore, żeby to jest dobre strategiczne położenie nad taką gwinejską.
Liberijczycy szukali jakiejś pomocy.
I tutaj tą pomocną dłoń wyciągnął rząd polski.
Od 1934 roku zaczęły się rozmowy, umowa handlowa, a nawet propozycja, że Liberijczycy to nam wystawią nawet 100 tysięcy żołnierzy.
Będziemy mogli zaciągnąć w tej Liberii taką regio cudzoziemską naszą.
Więc zaczęły się wyjazdy do tej Liberii po 1934 roku.
Tutaj nie sama Liberia, bo być może coś by z tego wyszło, ale kontrakcja Stanów Zjednoczonych, pamiętajmy to one stały w swoim czasie za otworzeniem Liberii, a także państw europejskich.
Państwo europejskie nie chciałyby tu konkurencji i spowodowały, że w 1938 roku ta koncepcja również upadła.
To nie była jeszcze ostatnia koncepcja, można powiedzieć, bo przypomniano sobie Beniowskiego, Maurycego.
I tutaj z kolei, ponieważ pamiętajmy, że w XX wieku międzywojennym stosunki polsko-francuskie były bardzo dobre, no mamy te układy polityczne, one nie sprawdziły się w 1939 roku, ale układy polityczne i gospodarcze istniały.
od kupić od Francuzów.
Tam nawet, podobnie jak zresztą i w Liberii, podobnie jak i właśnie w tej Brazylii, jeździły ekipy, które tam obserwowały, które patrzyły na możliwości, warunki i tak dalej.
Zresztą trzeba powiedzieć, że dla samych Malgaszy to ten Beniowski, zwłaszcza po odzyskaniu niepodległości po 1960 roku, jest w dalszym ciągu bohaterem narodowym
Do tego stopnia.
Więc tutaj, powiedzmy sobie, ludność miejscowa, można powiedzieć, przyjęłaby dosyć życzliwie.
Inaczej zupełnie ta sytuacja wyglądała generalnie, zwłaszcza, że tutaj wiązał się z tym wątek jeszcze jeden, mianowicie kwestia ludności żydowskiej.
Ludności żydowskiej.
Tutaj w tym momencie był pewien pomysł, żeby część ludności żydowskiej przeniosła się na Madagaskar, na tej zasadzie.
Może nie na zasadzie wyrzucona na Madagaskar, ale żeby się tam przeniosła.
Tą ideę zresztą powiem później, w pewnym momencie, już nazistowskie Niemcy też przechwyciły tą ideę.
Nic z tego nie wyszło.
Gdyby wyszło, może byłoby to lepsze, nie byłoby Holokaustu na taką skalę.
No a w każdym razie w 1937 roku bodajże rytm śmigły i pułkownik Beck wizytowali Madagaskar.
Byli na tym Madagaskarze.
No niestety to, co pozostało tylko w sferze planów i ostatecznie w 1938-1939 roku i ten pomysł, żeby ten Madagaskar Francuzi nam odstąpili, czy Francuzi nam odsprzedali, także upadł.
Natomiast warto pamiętać, że ta Liga Morska i Kolonialna, ona tutaj
która organizowała tutaj rozmaitego typu wystąpienia, manifestacje, parady.
I tutaj trzeba powiedzieć, była taką jedną z najsilniejszych społecznych organizacji w tym momencie.
Co świadczy o tym, że część przynajmniej społeczeństwa polskiego, nie tylko na zasadzie jest to mrzonka, naprawdę wierzyła, że jest takowa możliwość.
Z tego, jak widać, historia pokazała, nie bardzo ona była realna.
Sama Liga Morska i Kolonialna na okres II wojny światowej zawiesiła działalność i przez następne parędziesiąt lat nie istniała.
Została odrodzona jako taka organizacja społeczna w 1980 roku.
Do dnia dzisiejszego formalnie istnieje.
Ciekawa, że jednym z...
Jedną z osób, która kierowała tą ligą przez bardzo wiele lat był właśnie jeden z prezydentów Wolnej Rzeczypospolitej, Bronisław Komorowski.
Ostatnie odcinki
-
Czy bitwa pod Wiedniem była błędem? Jan III Sob...
29.01.2026 15:00
-
Niekorzystne sojusze i zdrada magnatów? Sobiesk...
22.01.2026 18:00
-
Pierwszy kryzys klimatyczny? Mała epoka lodowco...
15.01.2026 18:00
-
Czy Jan Sobieski był ratunkiem dla Rzeczpospoli...
08.01.2026 18:00
-
Jan Sobieski. Cienie młodości — ambicja i klęsk...
01.01.2026 18:00
-
Wojsko na ulicach. Polska 1981 między strachem ...
18.12.2025 18:00
-
Jak komunistyczna partia zniewoliła Polskę?
11.12.2025 18:00
-
Koniec węgla? Jego polska historia
04.12.2025 18:00
-
Rosyjski kolonializm, czyli podbój bez mapy?
27.11.2025 18:00
-
Krzyżacy przejmują Gdańsk. Nowe rozdanie
20.11.2025 18:00