Mentionsy
Klęski żywiołowe w dawnej Polsce.
Jak ze zmianami klimatycznymi radzili sobie nasi przodkowie? Dlaczego wzrost i spadek temperatury miał tak olbrzymie znaczenie dla rozwoju kultury? Czym była tzw. "mała epoka lodowcowa"? Kiedy Polacy doświadczyli największych klęsk głodu i idących za nimi epidemii? Czy potop szwedzki rzeczywiście doprowadził dawną Rzeczpospolitą na skraj przepaści? W podcaście pomówimy o klęskach żywiołowych, o powodziach i pożarach. Jak sobie z nimi radzono? Czy powódź z 1997 roku rzeczywiście była największą w historii Polski? Dlaczego pożary budziły tyle obaw? Kiedy powstały pierwsze służby ogniowe? Czym były kasy ogniowe i czy można je porównać do dzisiejszych towarzystw ubezpieczeniowych? Rozmawiają Cezary Korycki i jego gość, prof. Andrzej Karpiński z Instytutu Historycznego Uniwersytetu Warszawskiego (https://historia.uw.edu.pl/personel/prof-dr-hab-andrzej-karpinski/) Zapraszamy do wysłuchania innych podcastów Muzeum Historii Polski: 1. Piastowie i wyprawy krzyżowe - https://open.spotify.com/episode/2AN2ry9m0OWblv9VZ4YTj8?si=46fa9c6cd1e64e53 2. Narodowa ofiara. Powstanie styczniowe - https://open.spotify.com/episode/4vMMGZRwuOTxqRXcXtkeW6?si=642668e8789b4b7f 3. Żołnierze Wyklęci - o tych, którzy nie złożyli broni - https://open.spotify.com/episode/14mbuoLvzbvqAZnKrjEhq2?si=0f3574e5ea7a4f3d Nasze podcasty to opowieści o wybitnych postaciach sprzed wieków i kulisach kluczowych wydarzeń dla dziejów naszego kraju, przeplatane mniej znanymi, choć pasjonującymi wątkami z historii Polski. Podcastu Muzeum Historii Polski wysłuchasz na: ● YouTube https://www.youtube.com/playlist?list=PLskSDJDNQbHn775xp0hsYvVoi64HCsZX7 ● Spotify https://open.spotify.com/show/1p3AH9ONSU6aMhm6re5TBu?si=38a3f73f510440ad ● Google Podcasts https://podcasts.google.com/feed/aHR0cHM6Ly9tdXpocC5wb2RpZ2VlLmlvL2ZlZWQvbXAz ● Audiotece https://web.audioteka.com/pl/podcast/960f57ea-13a8-4ece-b0df-2eeab9a32e7f&shareSource=details=social-media&utm_medium=post&utm_campaign=muzeum-historii-polski ● a także na innych platformach podcastowych. Zapraszamy do subskrypcji naszych profili. Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Podcast zrealizowano w ramach zadania: kontynuacja i rozbudowa multimedialnego projektu informacyjno-edukacyjnego - Portal Historyczny Dzieje.pl
Szukaj w treści odcinka
Ziemie polskie przez wieki były nękane niezliczonymi wojnami oraz najazdami obcych wojsk, które uniemożliwiały rozwój, a w efekcie prowadziły do gospodarczej zapaści i utraty własnej państwowości.
To wiemy z lekcji historii, bo tego na historii się uczymy.
A jak w historii Polski wyglądały przyziemne dramaty ludzi?
Te nie tak często uwieczniane w sztuce i literaturze nie bitwy, ale kataklizmy i klęski żywiołowe.
Czy zagrożenie zmianami klimatycznymi to zupełnie nowy temat?
Czy nasi dalecy przodkowie borykali się z nimi już w dawnych wiekach?
Powodzi i pożary, bezlitosna walka z naturą trwały od zawsze w naszych wsiach i miasteczkach, we wszystkich epokach w dziejach.
Dziś porozmawiamy o klęskach żywiołowych, a naszym gościem będzie profesor Andrzej Karpiński.
Ja nazywam się Cezary Korycki i zapraszam na Prześwietlenie.
Inne historie Polski.
Część pierwsza.
Z kroniki Jana Długosza o roku 988.
Były częste i długotrwałe powodzie, a po nich przyszło upalne i dla wielu zgubne lato i dlatego zbiory częściowo przepadły, częściowo umniejszyły się.
Nadto wiosną nastąpiła niezwykła posucha, co przeszkodziło wiosennym zasiewom.
Na to spadły wielkie śniegi, po nich deszcze tak długotrwałe, że wstrzymały zasiewy jesienne i sprowadziły głód.
Panie profesorze, w dawnych czasach mieszkańcy polskich ziem byli uzależnieni od pogody wpływającej na plony.
Jak w historiografii kształtowała się linia lat tzw.
tłustych i chudych?
To jest rzeczywiście rzecz ciekawa, ale to się układa okresami.
Do mniej więcej około, tylko tu znowu będę mówić około, dlatego, bo dokładnie tego nawet klimatologii nie obliczałem, ale do około 750-800 roku istniało w Europie relatywne ochłodzenie.
I potem około 800 roku, aż do blisko 1250-1300 roku nastąpiło tak zwane optimum klimatyczne średniowiecza, kiedy temperatura podniosła się na tyle, że na północnym Atlantyku, północno-zachodni Atlantyku to jest ten rejon bardzo na nas działający, temperatura była...
zbliżona do naszej temperatury XX wieku w najcieplejszych latach.
Co prawda nie było to globalne ocieplenie, czyli w pewnych szerokościach geograficznych ono było większe, na przykład im wyższa szerokość geograficzna, tym jest cieplej.
Im niższa, tym jest chłodniej, więc były także i rejony chłodne, na przykład Azji Środkowej.
Natomiast tutaj właśnie ta sytuacja spowodowała na przykład, że Normanowie mogli skolonizować Islandię, mogli dotrzeć do Grenlandii, mogli dotrzeć do Nowej Funlandii, czyli do Ameryki Północnej.
Leif Eriksen, Jarek Rudy tam dotarli, tam zresztą nastąpiło osadnictwo.
I możliwość w ogóle żeglowania po północnym Atlantyku
Spowodowana tym, że pak lodowy, czyli te góry lodowe, on się cofnął na północ bardzo.
Ta sytuacja w ogóle była sprzejąca i dla całej Europy, można powiedzieć.
I to jest okres, kiedy rozwija się i kultura, ekonomicznie rozwija się Europa.
Tak właśnie od 1250 do 1300 roku znowu podaje w różnych rejonach.
Około 1300 roku nastąpi, i to się dzieje także i na ziemiach polskich, można powiedzieć.
Natomiast około 1300 roku następuje początek tak zwanej małej epoki lodowcowej.
Ona będzie się ciągnąć praktycznie do 1850, do 1900 roku mniej więcej, czyli długo.
Gdybyśmy podali w stopniach, jak to wygląda, to nie jest tak dużo.
To o jeden stopień oziębiła się temperatura,
Wystarczyło, że nastąpiło generalne oziębienie, które pociągnęło za sobą bardzo wiele negatywnych zjawisk klimatycznych.
Długie zimy, bardzo długie i długotrwałe przymrozki wiosenne, opady i z tym związane powodzie.
To wszystko oczywiście musiało wpłynąć na możliwości wydolności ówczesnego rolnictwa.
To pociągnęło samemu klęski głodu.
Około w pierwszej ćwierci wieku XIV mamy odnotowane klęski głodu tak wielkie w całej Europie, że mamy do czynienia znowu z kanibalizmem nawet do tego stopnia.
Co więcej, to pociągnęło za sobą także i pojawienie się chorób epidemicznych.
Zwracam uwagę na to, że czarna śmierć, czyli ta największa epidemia dżumy, która zaatakowała Europę, to jest rok 1348, zaraz wtedy zaatakowała.
I można powiedzieć, że w wyniku tych wszystkich zmian, z początku tej małej epoki lodowcowej, w trakcie której także warto pamiętać, że częściowo zamarzł Bałtyk,
I to będzie się powtarzało aż do XVIII wieku.
Potem parokrotnie armia szwedzka poprzez zamarznięte Cieszynie Duńskie mogła zdobywać Kopenhagę.
To wszystko powodowało, że i ludność Europy się zmniejszyła.
Tak według demografów przed tą epoką lodowcową Europę zamieszkiwało około 80 milionów.
Około 1400 roku 30 milionów.
Oczywiście to jest głównie wynikiem tej wielkiej epidemii.
Ale nie tylko.
To jest też następstwo całego szeregu klęsk elementarnych, tych głodów, które będą się powtarzać.
Na naszych ziemiach taki wielki głód miał miejsce na przykład na początku XVII stulecia.
gdzie mamy odnotowane w kronikach wtedy przypadki również właśnie kanibalizmu z naszych terenów, z Inflans, z terenów tutaj.
Także głody powtarzają się w tym momencie tutaj dosyć często.
One są wynikiem nieurodzaju, a nieurodzaj jest z kolei wynikiem, no właśnie, między innymi powodzi, czy tych załamań klimatycznych, które powodują owe nieurodzaje.
Co można byłoby jeszcze powiedzieć?
No ta sytuacja będzie, ona oczywiście powoduje nie tylko, że Bałtyk zamarza, powoduje nie tylko to, że mamy ochłodzenie generalne, powoduje fakt, że lodowce się wydłużają.
I to trwa do około 1900 roku.
Teraz po 1900 roku, do 2000 roku powiedzmy sobie, te lodowce zmniejszyły swoją objętość alpejskie o 50%.
Granica wiecznego śniegu cofnęła się o 150 metrów.
Także zwróćcie Państwo uwagę, do czego to tyle tylko, że mamy w tej chwili do czynienia nie z lokalnymi ociepleniami, ale z globalnym ociepleniem.
To tak układała się ta, jak gdyby, sinusoida tych przemian.
Te przemiany oczywiście rzutowały na ekonomikę, aczkolwiek nowsi badacze, prawda, twierdzą, że przez pewien czas nawet ludność polska, mimo tych niepogód, można powiedzieć, mimo tych powodzi, nieurodzajów,
jakoś sobie dawała radę do czasu tzw.
Potopu Szwedzkiego.
Jednak wojny, które doprowadziły do dewastacji, bo to jest przecież dewastacja kraju, wojny szwedzkie z połowy wieku XVII, a potem z początku XVIII, one właściwie doprowadziły do tego, że w tym momencie...
to społeczeństwo i gospodarka polska przestała być jakoś odporna na te warunki klimatyczne.
I to jeszcze bardziej doprowadziło do kryzysu gospodarczego, który ma miejsce w końcu wieku XVII i w pierwszej ćwierci XVIII stulecia.
Na ile ten klimat i te wahania klimatyczne doprowadzały do pewnego rodzaju niepokojów politycznych w Europie?
Dlaczego w przeciwieństwie do Wielkiej Brytanii i do państw niemieckich w Polsce nie było takich masowych buntów chłopskich?
To jest rzeczywiście bardzo ciekawe pytanie.
U nas w ogóle buntów głodowych na przykład było relatywnie niedużo.
Jedynym rejonem to tylko tam, gdzie były te napięcia etniczno-religijne, to znaczy właśnie tereny ukrainne, to tam dochodziło do tych buntów, ale też inspirowanych głównie przez środowiska kodackie, czyli jednak nie było to chłopstwo.
Po pierwsze, temu chłopu polskiemu relatywnie nie było źle.
W XVI wieku według badań to w ogóle było bardzo dobrze.
Na początku XVII do tzw.
Potopu Szwedzkiego ten chłop polski, mimo tego, że jesteśmy w tej strefie, gdzie mamy gospodarkę folwaczną, państwczyźnianą, gdzie istnieje to poddaństwo, ale to wygląda w ten sposób, że nawet te przywileje, które się przytacza, że tylko jeden syn chłopski w ciągu roku może opuścić wieś i przenieść się na aukę do miasta,
Jak się obliczy, ilu takich rodzin chłopskich mieszkało w takiej wsi, to 68.
To znaczy, że z każdej rodziny raz na 8 lat jeden z tych synów chłopskich mógł jeszcze w tym momencie, w tym XVI wieku opuścić tą wieś i przenieść się do miasta.
Więc to nie jest jeszcze taka bardzo dramatyczna rzecz.
Druga rzecz to to, że jednak mimo wszystko...
Poziom rolnictwa był na tyle niezły, że ci chłopi jednak sobie jakoś spokojnie radzili.
Na pewno też jest kwestia tego typu, że nie ma jakiejś integracji.
Te gromady, one ze sobą nie są zintegrowane, stąd i jakichś większych rozruchów też nie ma.
Rzecz zastanawiająca, że nie ma także rozruchów głodowych w czasie epidemii w miastach.
Co jest charakterystyczne na Zachodzie?
U nas tego, znaczy też nie wszędzie, ale występuje.
U nas tego nie ma, ale to wynika między innymi z tego, że najczęściej na Zachodzie wybuchało to w związku z tym, że istniały jakieś zapasy żywności, o których się ludność dowiadywała.
One nie były dystrybuowane.
U nas takich zapasów żywności nie było na oku, w związku z tym nie było przeciwko czemuś występować.
Więc tutaj splot tych czynników był spory.
Oczywiście trochę inna sytuacja wygląda na przedpolu karpackim.
Tutaj, no bo tu mamy te grupy, prawda, czy to opryszków, prawda, czy tych, to oni są chłopskiego pochodzenia, ale to też działają na własną rękę te grupy i najbardziej łupią chłopów.
Tych chłopów na halach łupią, tyle samo to tych dziedziców szlacheckich jako takich.
No i wreszcie jeszcze jedna rzecz, do której można tutaj zwrócić uwagę, to znaczy u nas nie było też napięć religijnych na tej wsi wieś, była jednak, że można powiedzieć, ściśle związana z wyznaniem właściciela.
No a ponieważ u nas rekatolicyzacja postępuje w XVII stuleciu, więc generalnie też nie mamy i tego wątku, który niewątpliwie powodował, prawda, a te napięcia religijne też nie były silne, więc tak jak we Francji, gdzie mamy te, prawda, wystąpienia i także chłopskie bardzo silne do
Początków XVIII stulecia, bo ci hugenocci czy posthugenocci, oni tam tępieni przez Ludwika XIV, jednak podejmują bunty i to jest szersze.
U nas raczej tego nie było.
Okropna ta katastrofa przypadła dnia 23 sierpnia i trwała przez trzy dni.
Sierpień, a podobnie i całe lato, był drżysty, a kilka dni przed wezbraniem padał ciągle i nieprzestannie drobny deszcz, który ani na chwilkę nie ustawał.
W górach deszcze były ulewne, a na koniec i przyrwanie chmur, skąd na ziemię spadła taka masa wód, że jej najobszerniejsze koryta objąć nie mogły.
Domy przedmieścia Zwierzyniec wszystkie aż powyżej okien zalane były, a tylko same szczyty dachów z wody widać było.
Pęd wody do nadzwyczajnej wysokości wzniesiony niósł drzewa, pomniejsze budynki, na przykład chlewy.
Całe chaty, tysiące snopów zboża, kopy, stogi, siana i tym podobne.
Największą atoli szkodą był most na wielkim korycie Wisły między Krakowem i Podgórzem stojący, który w tym czasie w nocy zerwała woda.
Tak wspominano powódź w Krakowie w roku 1813.
Rzeki odgrywały w historii cywilizacji naszego kraju szalenie ważną funkcję, ale też bywały niebezpieczne.
Jaką znamy w ogóle najstarszą powódź w dziejach Polski?
To jest bardzo ciekawe pytanie.
To znaczy, wszystkich dokładnie powodzi, które miały miejsce, nie mamy odnotowanych.
Natomiast według badaczy w średniowieczu do końca XV wieku mieliśmy kilkanaście wielkich powodzi.
Począwszy od tej powodzi, tylko to też nie wiemy, czy ta powódź czasów Mieszka I, którą Długosz jako pierwszą odnotował w tych latach 80., czy ona rzeczywiście była pierwsza, czy pierwszą być może była powódź z 1097 roku, czyli troszkę późniejsza.
Niemniej były takie powodzie.
Była wielka powódź z 1475 roku, która doprowadziła do właśnie zalania m.in.
Stradomia i Kazimierza, czyli rejonów tych podkrakowskich.
Generalnie tych powodzi było bardzo wiele.
W XVI wieku kilkanaście też takich wielkich powodzi, m.in.
W XVII wieku również, w XVIII także kilka takich wielkich powodzi było.
W XIX wieku rzeczywiście tutaj ten rok 1813 jest to wielka powódź, aczkolwiek jeszcze nie największe na obok niej były też wielkie powodzie w 1897 roku.
Co prawda nie dotknęła ta powódź 1897 roku.
ziem ówczesnej Polski, ale Polski w ogóle nie było.
To była kotlina jeleniogórska zalana kompletnie przez wylewem Odry.
U nas te powodzie miały najczęściej charakter, albo były to powodzie ulewowe tak zwane.
One najczęściej miały miejsce w lipcu, sierpniu i spowodowane były nadzwyczajną liczbą opadów w ciągu kilku dni.
to dochodziło do tego, że tam 300-400 mm spadało na ten metr kwadratowy tych opadów.
To powodowało, że dopływy naszych głównych rzek, czyli Wisły albo Odry, albo jedne i drugie razem, występowały z brzegów.
No i wtedy następowała ta gwałtowna powódź.
Obok nich mamy te powodzie roztopowe, rzadsze.
To z kolei wiązało się z tym, że jeżeli zima się przedłużała, były takie zimy przedłużające się,
No to wtedy w tym momencie i jeszcze śnieg padał w dużej ilości.
To potem gwałtowne roztapianie się śniegu powodowało tą powódź roztopową.
Mamy powodzie lodowe, czy zimowe.
To jest z kolei powódź spowodowana spiętrzeniami się lodów po prostu.
Piętrzenia lodów powodują wylew rzeki, bo woda nie ma, którędy przechodzić.
Są też powodzi sztormowe dotyczące wybrzeża oczywiście, zatoki wybrzeża.
I to są te główne typy powodzi.
W XX wieku mamy taką w XX wieku międzywojenną bardzo groźną powódź z 1934 roku.
Bardzo groźną, w trakcie której zginęło kilkadziesiąt osób, utopiło się, ileś tam tysięcy budynków zostało zniszczonych.
Potem mamy powódź, bardzo dużą powódź 1947 roku, gdzie prawdopodobnie zginęło najwięcej osób, utopiło się około 75 osób.
Nie mówię znowu o ogromnych zniszczeniach, rzeki wszystkie wylały.
Natomiast później, prawda, i ta powódź z 1934 roku chodziła długo za największą powódź.
Natomiast ta powódź z 1997 roku, ona uchodzi za powódź tysiąclecia.
Ta powódź, która za naszych czasów, już mieliśmy ją możliwość obserwowania, to była powódź, która dotknęła przede wszystkim do rzece rzeki Odry.
To jest właściwie też powódź, bo to jest lipcowa powódź w lipcu.
Lipcowa i opadowa, typowa opadowa.
Ona zniszczyła nie tylko zresztą tutaj nasze tereny, ale także Czechy trochę, prawda, troszkę.
Niemcy, ta odra tutaj wyleła we wszystkich kierunkach.
No i tutaj, prawda, wiele miast zostało zalanych.
Racibórz został zalany, Opolę zostało dane, Wrocław.
Teraz nawet jest taki serial, film Wielka Woda, bardzo sugestywnie pokazujący to, co działo się wtedy rzeczywiście w tym Wrocławiu.
To dramatyczna historia była.
Zniszczeniu uległo blisko milion mieszkań.
Zniszczeniu lub uszkodzeniu częściowemu znowu utopiło się kilkadziesiąt osób, nie mówiąc już o stratach ekonomicznych.
I ta powódź w tej chwili uchodzi za taką największą powódź, można powiedzieć, czyli żeśmy doszli do czasów, w których ta powódź jest stosunkowo niedawna.
Natomiast generalnie wszystkie powodzie,
One podwołały zawsze bardzo duże zniszczenia.
Kwestia tylko dokumentacji tych powodzi.
Mamy taką jeszcze sporą powódź, to była taka właśnie powódź Rostopowa, przełomu 1978-1979 roku, kiedy była ta zima stulecia.
Zima stulecia, olbrzymie opady śniegu i potem gwałtowne topnienie tych śniegów spowodowały, że półtus, ostrołęka, część Płocka zostaje w ogóle zalane.
Natomiast zjawiska powodzi w określonych miejscach, w określonych miastach są pewnie, jest jakaś ludowa mądrość, jest jakaś przekazywana wiedza z pokolenia na pokolenie, w jaki sposób się zabezpieczono przed tym żywiołem?
To znaczy, powiem tak, bardzo długo nie umiano się zabezpieczyć przed tym.
Niewątpliwie błędem było budowanie nowych osiedli na terenach nisko położonych, które mogły ulec zagładzie, ale właściwie od XX wieku międzywojennego zaczynamy budować zapory wodne i zaczynamy te zbiorniki recencyjne budować.
w Prąbce na Sole, w Rożnowie, po tych większych powodziach z reguły zaczynamy budować, co zresztą zabezpiecza potem częściowo, częściowo nie całkowicie, ale przed dalszymi groźnymi wylewami i tymi rozlewiskami, które owe powodzi.
Więc to jest ta metoda.
No niewątpliwie waje przeciwpowodziowe, ale to
Z tymi wałami to jest bardzo różnie, ponieważ duża powódź jest w stanie te wały pokonać.
Doraźne wzmacnianie ich też pomaga, trochę pomaga, ale czy zawsze to trudno powiedzieć.
Na przykład udało się ta wielka powódź 1934 roku na Wiśle.
Warszawa minęła.
A to dosłownie o paręnaście centymetrów pod mostami przeszła.
Natomiast gdyby troszkę było więcej tej wody, to by mosty w Warszawie też zostały zniszczone.
Tak jak przypomnę, pierwszy stały most na Wiśle został przez powódź zimową zniszczony w 1603 roku.
Ten most Zygmuntowski i następne prawie 200 lat nie było żadnego mostu stałego w Warszawie.
W swojej pracy badawczej zajmował się pan pożarami w Rzeczypospolitej.
Zacznijmy od tych najbardziej spektakularnych.
Powiem tak, znowu zjawisko jest praktycznie w całości bardzo trudne do zbadania, ponieważ mniejsze pożary na ogół nawet w księgach miejskich nie były odnotowywane.
Jeśli zapalił się komin gdzieś, to wyjątkowo tylko w jakiejś kronice można znaleźć takie informacje.
Natomiast wielkie kataklizmy, te wielkie kataklizmy z racji po pierwsze i charakteru zabudowy.
Właściwie do końca XVIII stulecia w dużej mierze, zwłaszcza w mniejszych miasteczkach i po wsiach, zabudowa była drewniana.
Zabudowa była drewniana, dachy były, albo to były strzechy, albo to były gąty.
To wszystko się świetnie paliło.
W większych miastach po dużych pożarach próbowano wprowadzić pewne zmiany, stawiano murowane budynki.
Starano się usunąć wszelkie przedsiębiorstwa, które mają do czynienia z ogniem, czyli takie jak kuźnie, jak garbarnie, jak piekarnie, poza mury miejskie przynajmniej.
Nie wszędzie się to udawało, ale próbowano to robić jako antidotum.
Wcześniej to wszystko było też, w mieście się mieściło.
Te miasta nasze w okresie średniowiecza i wczesnej nowożytności są bardzo gęsto budowane, w związku z tym jeśli pożar wybucha, to bardzo łatwo, głównie jeśli wiatr, a wiatr tutaj jest taką siłą sprawczą, może przenosić się z budynku na budynek i te miasta płoną.
Właściwie tak jak badałem, to wszystkie nasze większe miasta w ciągu swojej historii, dwóch, trzech wieków, które ja badałem, XVI-XVIII wiek, przeżyły wielkie pożary.
W 1527 roku spłonął całkowicie Lwów.
Warszawa paliła się w 1544.
I potem w 1609 i 1669 też spłonęła w sporej części.
Kraków z kleparzem spalił się w 1528 roku.
Wilno, to miasto nieszczęśliwe, paliło się wielokrotnie i w 1610, i potem cztery wielkie pożary w XVIII wieku, 1706, 1737, i potem dwa pożary rok po roku, 1748 i 1749.
Mniejsze miasteczka paliły się również, mniejsze miasta, ale i do końca XVIII wieku.
Chełm spalił się całkowicie w 1788 roku.
Piotrków Trybunalski dwa lata wcześniej, Kalisz w 1792.
Ja podaję niektóre pożary z tych miast, bo one oczywiście płynęły także, ale te takie bardzo spektakularne.
Słynnym pożarem spektakularnym, który spalił jedno z najbardziej handlowych miast polskich, Jarosław, to był pożar 1525 roku.
Poznań palił się 1536, 1569 i 1590, w XVI wieku głównie, te największe pożary tam zostały odnotowane.
Mówię o pożarach, które nie są skutkami działań wojennych, bo trzeba dodać do tego jeszcze pożary wojenne.
Pożary wojenne i tutaj niewątpliwie Potop Szwedzki, tak zwany Potop Szwedzki, lata 1655-1660, to jest tragedia dla większości miast i wtedy bardzo dużo mniejszych ośrodków miejskich zostało spalone tak, że one już nigdy nie odzyskały swojej jakiejś tam lokalnej świetności, ale także wielkie miasta.
Wilno zostało spalone przez Rosjan całkowicie, bo to jest okres, kiedy tam
Toczymy wojnę z Aleksym Michajłowiczem.
Kraków, przedmieścia Krakowa też w czasie oblężenia Krakowa i obrony miasta przez Czarnieckiego zostały spalone.
W roku 1734 mamy największy pożar Gdańska związany znowu z wojną.
To jest moment, kiedy w czasie wojny o sukcesję polską Rosjanie szturmują i w końcu zdobywają Gdańsk.
Więc mamy do tego jeszcze cały szereg pożarów typu wojennego.
W sumie trzeba powiedzieć, że to są ogromne pożary.
W trakcie każdego z tych pożarów...
Płonęło kilkaset, a nawet więcej niż kilkaset posesji.
Mówię posesji, bo nie chodzi tylko o domy mieszkalne, ale z reguły te domy mieszkalne były obrośnięte budynkami gospodarczymi, rozmaitego typu stajniami, odrynami i tak dalej.
I to wszystko razem płonęło.
Szczęśliwe było to, że można było dosyć szybko odbudowywać to.
Ponieważ było to drewno.
W drewnie odbudować łatwiej było niż w kamieniu.
Oczywiście płonęły także i miasta już częściowo i centra miast zbudowane w kamienicach.
No ale wtedy tutaj łatwiej było to, prawda, jakoś renowować czy odbudowywać.
No niewątpliwie to były wielkie katastrofy, które odbijały się na ekonomice całego kraju.
Niewątpliwie pogorzelcy uzyskiwali jakieś tam ulgi, przede wszystkim podatkowe.
Monarchowie czy sejmiki szlacheckie zwalniały z podatków na jakiś czas tych pogorzelców, ale ile im to pomagało, to trudno powiedzieć.
Właściwie nie można znaleźć na ziemiach Polski i Wielkiego Księstwa Litewskiego miasta, które by nie spaliło się.
W miastach płynęło wszystko, płynęły kościoły.
Płonęły ratuszem, płonęły inne budynki użyteczności publicznej.
To wszystko paliło się.
To, że kościoły paliły się regularnie, świadczy o tym, że te budynki z kamienia, bo one były już w większości z kamienia w pewnym momencie, też płonęły w wyniku tych pożarów.
Jakie były przyczyny tych pożarów jeszcze może, powiedzmy sobie, bardzo różne.
Na plan pierwszy, obok tych polarów wojennych, bo już nie chcę mówić, że wojna niewątpliwie powoduje, tutaj jest taka sytuacja, że i obrońcy palą przed mieścia, żeby lepiej się bronić.
Tak zrobił Wittenberg Art, prawda, broniąc Warszawę przed naszymi wojskami, to był dowódca szwedzki.
I palą zdobywcy.
I w trakcie walk także miasto się pali.
Ale oprócz tego, główne przyczyny tych pożarów wczesnonowożytnych, to obok tej zabudowy, o której już mówiłem i tych warunków naturalnych, które sprzyjały pożarom, to niewątpliwie będzie z jednej strony nieostrożne obchodzenie się z ogniem.
Nieostrożne obchodzenie się z ogniem, otwartym ogniem, które było przyczyną bardzo wielu pożarów.
Obok tego trzeba do tego dodać także świadomość ludzką.
Szereg tych wielkich pożarów, o których tutaj mówiłem, jest spowodowanych prawdopodobnie przez podpalaczy.
Na przykład te wielkie dwa pożary Warszawy 1607 i 1669.
To poszty szlacheckie, które były w Warszawie w okresie elekcji 1669 roku i 1667 roku w czasie Sejmu.
podpalały miasto, żeby potem rabować, ponieważ rabunek jest elementem bardzo charakterystycznym dla takich wielkich pożarów miasta.
Oczywiście było to zagrażone karą śmierci, ale co z tego, kiedy te grupy podpalaczy jak najbardziej działały.
Te jarmarki jarosławskie i ten Jarosław też prawdopodobnie został podpalony przez podpalaczy, tylko tyle, że
nie zawsze tych podpalaczy można było złapać.
Jak ich złapano?
Były takie przypadki w Lublinie na przykład łapano.
No to oczywiście oni byli przykładnie karani, ale generalnie także to jest te przyczyny.
Pamiętajmy też, że wyładowania atmosferyczne same w sobie też są groźne.
Są przypadki, że takie miasteczko o dłużenie jednego czy dwóch piorunów spłoniło w całości.
Jakie były konsekwencje pożarów dla rozwoju miast?
Czy paradoksalnie nie zawsze musiało być negatywne?
No nie, no po pierwsze to jest ważna rzecz związana z swoistego typu architekturą i urbanistyką.
To jest po pierwsze, no jednak to budownictwo, zmienia się budownictwo z tego drewnianego na budownictwo murowane.
Po drugie, zmieniają się plany zabudowy miejskiej także.
To jest bardzo, że niektóre miasta właśnie zyskują potem dzięki, znaczy zyskują w cudzysłowie nowy charakter zabudowy.
Teraz buduje się
te odstępy pomiędzy domami, szersze i tak dalej, i te miasta inaczej zaczynają wyglądać.
Czy dla architektury to ma jakieś znaczenie?
Powiedzmy sobie, jak spłonie miasto gotyckie, a potem będzie renesansowe, no to szkoda tego gotyku.
Jak spłonie renesansowe, a będzie barokowe, to też szkoda.
I to samo, jeśli chodzi o budowle.
Niemniej, to przemieszanie stylów, które mamy, to też zawdzięczamy częściowo tym pożarom.
No niewątpliwie także i kulty, które się z tym wiążą, które się rozwijają, rozmaitego typu kulty patronów od ognia.
Najbardziej znanym jest święty Florian.
Może dwa słowa o tym świętym Florianie.
To był rzymski oficer z czasów cesara Dioklecjana, kiedy mamy wielkie przesialowanie chrześcijan, który ujął się za chrześcijańskimi żołnierzami, którzy mieli być straceni i sam został...
Nie spalone, ale utopione, żeby było śmieszniej, prawda?
To był już 304 rok prawdopodobnie naszej ery.
No potem ciało jego znaleziono i stał się właśnie takim patronem, patronem strażaków, ale także patronem kominiarzy, hutników.
Drugim patronem takim od ognia jest święty Wawrzyniec.
Święty Wawrzyniec, który, jak wiadomo, znowu jako męczennik, został usmażony na ruszcie.
Mało miła śmierć, jest stąd patronem chorób reumatycznych, ale także i patronem od ognia.
Więc tutaj te kulty, one się będą rozwijać gwałtownie, zwłaszcza świętego Floriana w Krakowie.
Kościół świętego Floriana na Kleparzu, gdzie znajdują się relikwie świętego Floriana, miał ocaleć w czasie jednego z większych pożarów Krakowa,
Część inna relikwii tego świętego Floriana znajduje się też na Wawelu i mamy w związku z tym pozostałości w kulturze, jeśli chodzi o rzeźby, jeśli chodzi o malarstwo, przedstawiających owego świętego Floriana jako patrona od ognia.
On ma swoje atrybuty, z którymi występuje, więc kamień młyński na szyi ma chorągiew, ma oczywiście palący się dom, wiadro, z którego zalewa wodą.
To są pozostałości w kulturze, dzięki temu mamy te rzeźby tego świętego Floriana i mamy wizerunki, nie tylko po kościołach, ale i często gdzie indziej.
No więc tutaj z tego punktu widzenia można powiedzieć, że te przemiany urbanistyczno-architektoniczne, one w pewnych przypadkach...
One utrwiały później, prawda, czy relokację miasta, bo to mogła być relokacja miasta, czy właśnie zmianę zabudowy takiego miasta na bardziej funkcjonalne.
Jak rodziły się służby, którym patronował święty Florian?
Tak, no więc tutaj, jeśli chodzi o ten służb, można powiedzieć tak, że właściwie bardzo długo takich sformalizowanych służb ogniowych na naszych ziemiach nie było.
Oczywiście wydawano tak zwane przepisy ogniowe, czy porządki ogniowe w miastach od XVI-XVII wieku, którymi próbowano, no po pierwsze tutaj starać się zabezpieczyć przed pożarem, po drugie powoływano rozmaitego typu funkcjonariuszy, którzy mieli brać udział w gaszeniu takiego pożaru.
To początkowo było lokalnie wydawane przez właścicieli miasta lub przez króla, jeżeli to było miasto królewskie.
Tutaj postaciami takim ważnymi byli trębacze na przykład, którzy byli obowiązani do tego, żeby w momencie zauważenia ognia wszystkich ostrzegać.
Oprócz tego poszczególne cechy zobowiązane były do uczestnictwa w gaszeniu pożarów.
Przy czym tutaj obowiązywał system nagród i kar.
Nagrody dla tych, którzy na przykład pierwsi przybyli do pożaru, przywieźli beczkę z wodą do pożaru.
No i też kary dla tych, którzy się ociągali, nie chcieli brać udziału w pożarze.
Jeszcze w XVIII wieku są opisy pamiętnikarzy czy z prasy mówiące o tym, że jak się palił Pałac Krasińskich,
Tutaj Rzeczypospolitej palił się, to bardzo wielu gapiów stało i się patrzyło, bo im się to podobało.
Jak zwykle, jak przy egzekucji, można powiedzieć, zamiast uczestniczyć w jakiś sposób albo nie przeszkadzać w tym gaszeniu.
Służby ogniowe jako takie, one zaczęły się kształtować na ziemiach polskich, te bardziej sformalizowane, gdzieś tam powiedzmy sobie...
od końca XVIII wieku dopiero.
Natomiast takie kasy ogniowe w niektórych miastach, przede wszystkim wielkopolskich i pomorskich, już istniały wcześniej.
Już w XVII wieku na przykład były takie kasy ogniowe, to były takie swoistego typu towarzystwa, wczesne towarzystwa ubezpieczeniowe, które nawet z góry brały pewną opłatę, jeszcze pożaru nie było, na wszelki paj do tej kasy.
W przypadku, jeżeli by naprawdę natąpił pożar, no to można było wypłacić jakieś odszkodowanie.
Zresztą w tych porządkach ogniowych, to warto pamiętać, nie we wszystkich, ale na przykład uważano, że jeżeli zapali się dom i od tego domu zapali się sąsiedni dom,
to część odszkodowania dla tego sąsiedniego domu ma miasto pokryć dla właściciela jego, ale także część od tego, z którego domu ten pożar wyszedł.
Natomiast bardziej takie towarzystwa ogniowe, już takie mające bardziej nowoczesny charakter, takie, które na terenach ziem niemieckich na przykład powstawały już w XVII wieku, u nas pojawiły się dopiero w okresie rozbiorów.
I to najwcześniej w Zaborze Pruskim, gdzieś na początku wieku XIX wieku,
Na terenie Królestwa Polskiego, tych terenach, które nie z zaboru pruskiego wróciły do Królestwa Polskiego, no to gdzieś tak w 1816 roku.
Bardzo późno w Galicji, bo tak zwana Florianka, czyli takie towarzystwo ubezpieczeniowe od ognia, Florianka, dlatego ten Florian, w 1860 roku dopiero powstało.
No i jednocześnie trzeba pamiętać, że ten sprzęt się zaczyna modernizować troszkę.
Początkowo w tym, no tutaj bardzo ważna rzecz jest ta woda, prawda, więc budowano studnie.
Potem, prawda, w tych polątkach ogniowych zobowiązywano wszystkich właścicieli, żeby mieli te wiadra, prawda, te węborki, to się nazywało, takie skórzane wiadra na wodę, żeby mieli bosaki, bo trzeba było tutaj, bosaki, drabiny i tak dalej.
I nawet karami było obłożone, jeżeli ktoś tego nie miał.
Potem zaczęto grupować to w różnych punktach miasta.
Wreszcie pojawiły się bardzo prymitywne sikawki.
Te pierwsze sikawki to bardzo proste były, bo to były ręczne sikawki, ale już w 18, w połowie 18 wieku zaczęto sprowadzać bardziej mechaniczne te sikawki, które zaczynały, one rzeczywiście tutaj już tą pomoc w gaszeniu takiego pożaru mogły taką pomoc uczynić dużą.
Natomiast nie było w dalszym ciągu sformalizowanych pracowników, którzy byli odpowiedzialni jak gdyby zawsze, tak jak mamy od dzisiejszych strażaków.
Tego do XIX wieku w ogóle nie było.
Ostatnie odcinki
-
Czy bitwa pod Wiedniem była błędem? Jan III Sob...
29.01.2026 15:00
-
Niekorzystne sojusze i zdrada magnatów? Sobiesk...
22.01.2026 18:00
-
Pierwszy kryzys klimatyczny? Mała epoka lodowco...
15.01.2026 18:00
-
Czy Jan Sobieski był ratunkiem dla Rzeczpospoli...
08.01.2026 18:00
-
Jan Sobieski. Cienie młodości — ambicja i klęsk...
01.01.2026 18:00
-
Wojsko na ulicach. Polska 1981 między strachem ...
18.12.2025 18:00
-
Jak komunistyczna partia zniewoliła Polskę?
11.12.2025 18:00
-
Koniec węgla? Jego polska historia
04.12.2025 18:00
-
Rosyjski kolonializm, czyli podbój bez mapy?
27.11.2025 18:00
-
Krzyżacy przejmują Gdańsk. Nowe rozdanie
20.11.2025 18:00