Mentionsy
Desant do piekła
Jeżeli podoba Ci się odcinek możesz nas wesprzeć w serwisie
🔶PATRONITE.PL🔶
https://patronite.pl/Podcastwojennehistorie
Albo postawić nam symboliczną kawę w serwisie 🔷BUYCOFFEE.TO🔷
https://buycoffee.to/podcastwojennehistorie
Szukaj w treści odcinka
Witamy w kolejnym odcinku podcastu Wojenne Historie.
Witają Was Kamil Kawalec i Norbert Bączyk.
Co tydzień przybliżamy Wam szereg zagadnień oraz obalamy wiele mitów związanych z II wojną światową.
Nasze odcinki powstają na bazie własnych, długoletnich badań naukowych, wertowania tysięcy stron, zarchiwizowanych meldunków wojskowych, wreszcie publikowania książek i artykułów.
Ten podcast istnieje dzięki zaangażowaniu i niezwykłej hojności naszych patronek i patronów, za co im bardzo dziękujemy.
Jeżeli ty też uważasz, że warto zostać naszym patronem, możesz wesprzeć nas wpłatą w serwisie Patronite pod adresem patronite.pl łamane na podcastwojennychistorie.pl
19 września 1944 roku o godzinie 16 pododdziały 8 Pułku Piechoty z 3 Dywizji Piechoty rozpoczęły przeprawy przez Wisłę w rejonie między Mostem Poniatowskiego a Mostem Średnicowym.
Zadaniem tych żołnierzy było utworzenie przyczółka na lewym brzegu Wisły i w kolejnych dniach umocnienie się tam i udzielenie pomocy walczącym powstańcom.
Ostatecznie z tych planów zupełnie nic nie wyszło, a przeprawa do powstańczej Warszawy zakończyła się tak naprawdę rozbiciem 8 Pułku Piechoty.
No więc Norbert, chciałem Cię dzisiaj spytać o to, czy możesz wyjaśnić i mi, i naszym słuchaczom, jak to możliwe?
No bo o ile klęska słabo uzbrojonych, pozbawionych amunicji powstańców, że tak powiem brutalnie, nie jest niczym zaskakującym.
no to klęska tego ósmego pułku piechoty i szerzej, całej tej trzeciej dywizji Wojska Polskiego, no jest czymś naprawdę zaskakującym, no ponieważ no były to tak naprawdę jednostki działające w systemie nowoczesnej armii, wspierane przez całą masę artylerii i różnego rodzaju pododziałów, a tak naprawdę mimo to chociażby ten ósmy pułk piechoty w ciągu zaledwie 24 godzin no uległ rozbiciu.
Norbert, no dlaczego tak się stało?
To może Kamilu tą naszą opowieść zacznijmy od cytatu, zacznijmy od wspomnień prostego żołnierza, Wincentego Tocholskiego z pierwszej kompanii różnic przeciwpancernych.
Tocholski wspominał.
Pątony na Wisłę, krzyczy kapitan Baranowski, dowódca batalionu, ale jego głos jest taki cichy, głuszy go kanonada, na wale zapalają się świece dymne, leciutki wiaterek unosi kłęby szarego, gęstego dymu nad Wisłę.
Pontony jeden za drugim, jak jakieś wielonogie, wielkie żuki, wspinają się na nasyp, ciągnione po piasku i znikają zawałem.
Plecak ciąży.
Zawisam na burcie, lecz ktoś wciąga mnie do środka.
Podnoszę się.
Saperzy ciężko pracują przy wiosłach.
Prawa mocniej, prawa mocniej, krzyczy sternik.
Wszędzie po bokach i z tyłu majaczą zasłonięte pontony.
Pomagam saperowi wiosłować.
Prędzej, prędzej na lewy brzeg, naprzód za Warszawę, woła stojący na dziobie chorąży Rawin.
Głos jego ginie w huku kanonady.
Ponton zaczepił o dno.
Raz, drugi.
Na innych pontonach robią to samo.
Łacha piaskowa sięga prawie do samego brzegu.
Przybijamy pierwsi razem z dwoma plutonami trzeciej kompanii.
Oni trochę na prawo, jeden obok drugiego.
Za nami brnie zanurzony po pachy jakiś żołnierz.
Znam go z widzenia, służy w trzeciej kompanii.
W jednej ręce podnosi ponad wodę karabin, a w drugiej puszkę świńskiej tuszonki.
Po prawej, gdzie dobiły pontony trzeciej kompanii, uderzył pocisk.
Nawet nie słuchać wybuchu w ogólnej kanonadzie.
Nic nie widać.
Dym i kurz zasłania wszystko.
Leżą jeden przy drugim jak snopy.
Na brzegu, w wodzie i na burtach pontonów.
To pierwsi, którzy padli na lewym brzegu.
Z nogami w wodzie siedzi RKMista.
Płaszcz na piersi rozdarty.
Widać pokrwawioną białą koszulę.
Schyla się.
Zaczerpnął dłonią wody.
Chce się napić.
Runął bokiem w falę.
I tak pozostał.
Obok drugi zanurzony po pas w wodzie.
Woła słabnącym głosem, sanitariusz, zabili, ratujcie.
Nikt nie zwraca uwagi.
Zarastonowi wybiegają na brzeg.
Rozpryskują nogami wodę.
Koło pontonu trzeciej uwija się jakiś sanitariusz.
Przysiad przy rannym.
I żołnierz Wincenty Tocholski z pierwszej kompanii różnic przeciwpancernych miał to szczęście w nieszczęściu, że został ranny i zdołał powrócić na prawy brzeg Wisły.
Swój dramatyczny powrót na drugą stronę Wisły, na Pragę, tak wspominał.
Już jestem przy pontonie, gramolę się do środka, ktoś mi pomaga.
Na dnie ciężko rani leżą jeden na drugim w różowej od krwi wodzie.
Ponton odbija.
Widzę jeszcze kapitana Baranowskiego.
Stoi na nasypie z naganem w ręku i coś krzyczy dopchających pod górę działo.
Głos już do mnie nie dochodzi.
Niżej, na samym brzegu, tuż tuż nad wodą, zielono aż do kolejowego mostu.
Cały brzeg zasłany zielonymi faszystowskimi mundurami, gdzie nie gdzie ciemniejszy naszego żołnierza.
Leżą na brzegu i w wodzie.
Saperzy pracują szybko i sprawnie.
Lewy brzeg coraz dalej i dalej, ale w pontonie przybywa wody.
Wali dziurą jak ze źródła.
Jakiś saper wybierają hełmem zdjętym z głowy.
Wokół nas i po całej Wiśle wybuchają pociski.
Niemcy strzelali się w rzekę, aby uniemożliwić przeprawę.
Woda kipi.
Saperzy wiosłują co sił.
Lżej rani pomagają.
Płyniemy.
Nad Warszawą wisi spowity w dymach widoczny rdzawy krążek zachodzącego słońca.
Ponton zaczepia dnem o piasek, z szarpną i staną prawy brzeg.
A potem Tocholski zostaje położony na furmankę i jedzie ulicami Pragi na Grochowską do Instytutu Weterynaryjnego, gdzie jest szpital I Brygady Kawalerii.
Jeszcze tego samego dnia jest operowany.
Miał szczęście, przeżył.
I tutaj punktem odniesienia do naszej dzisiejszej historii jest najnowsza publikacja świetnego polskiego historyka, Łukasza Mamerta Nadolskiego.
Łukasz Nadolski napisał i wydał niedawno nakładem Muzeum Wojsk Lądowych z Bydgoszczy, gdzie pracuje, książkę o desancie, o przeprawie VIII Pułku Piechoty III Dywizji Piechoty w czasie walk w Warszawie w okresie Powstania Warszawskiego.
Łukasz Mamert Nadolski zatytułował tę książkę bardzo wymownie.
Przeprawa do piekła.
Ósmy pułk piechoty i jego próba udzielenia pomocy Powstaniu Warszawskiemu.
19-20 września 1944 roku.
Książka elegancka, ładnie wydana, wszystkim polecam.
Książka z punktu widzenia badacza walk w Polsce w roku 1944 bardzo cenna i jednocześnie stanowiąca doskonałą ilustrację tego, o czym my tu często rozmawiamy.
O tym, że wojna to system i jak złożonym i skomplikowanym procesem jest walka i wypracowanie zwycięstwa w walce.
Jak trzeba spełnić wiele wymagań, ile rzeczy musi prawidłowo współgrać, żeby osiągnąć zamierzony efekt.
Bo jak słusznie Kamilu zauważyłeś, w Powstaniu Warszawskim walczą jakby dwie polskie armie.
Na lewym brzegu, w centrum Warszawy, mając oczywiście w pamięci i świadomości wszystkie inne mniejsze formacje.
Ale walczy przede wszystkim Armia Krajowa.
Armia Krajowa, która składa się z żołnierzy, ale żołnierzy, którzy funkcjonowali, szykowali się do walki w warunkach konspiracji.
Nie mają broni.
Mogą istnieć strukturalnie w postaci pułków, batalionów, kompanii, plutonów czy drużyn, ale nie mają uzbrojenia.
I jak drwiąco, ale niestety celnie powiedział Stalin na Kremlu Mikołajczykowi.
Cóż to za armia bez czołgów, samolotów i armat?
A po drugiej stronie Wisły od września 1944 roku walczy druga polska armia.
Pierwsza armia Wojska Polskiego podległa Lublinowi i Moskwie.
Ta armia, którą potem będziemy nazywać niepoprawnie Ludowym Wojskiem Polskim.
Ta armia jest armią regularną.
Ona ma już czołgi, samoloty, armaty.
A jednak w Warszawie we wrześniu 1944 roku
Wybrane związki taktyczne tej armii poniosły klęskę.
Druga dywizja piechoty w sposób nieudany forsowała Wisłę na kierunku żoliborskim i temu przyczółkowi poświęciliśmy już kiedyś odcinek.
Ale najważniejsze zadanie realizowała trzecia dywizja piechoty generała majora Stanisława Galickiego.
Złożona z trzech pułków piechoty, siódmego, ósmego i dziewiątego.
Trzeciego pułku artylerii lekkiej, trzeciego samodzielnego dywizjonu przeciwpancernego, trzeciego samodzielnego batalionu szkolnego.
Batalionu Saperów, 3.
Kompanii Rozpoznawczej i innych jednostek samodzielnych.
Dobrze zorganizowany związek taktyczny broni połączonych, dywizja piechoty.
Ale generał major Stanisław Galicki zadania nie wykonał.
Posłał dywizję na śmierć.
Oczywiście nie w sposób zamierzony.
Ale trzecia dywizja piechoty tworząc dwa przyczółki.
Jeden, ten najsławniejszy na Powiślu Czerniakowskim i drugi, tak zwany przyczółek między mostami.
W wyniku tych działań została de facto rozbita.
Nie zniszczona, ale rozbita, bo dwa z trzech jej pułków uległy kompletnej dezorganizacji.
Trzeba było je reorganizować, zasilać nowym żołnierzom.
A zatem mamy dwie klęski latem 1944 roku i na początku jesieni 1944 roku w Warszawie.
Klęskę poniekąd zrozumiałą Armii Krajowej i klęskę zastanawiającą i zaskakującą regularnego wojska, wyposażonego obficie w broń pancerną, lotnictwo, artylerię, różnego rodzaju systemy zespołowe.
Oczywiście I Armia Wojska Polskiego jako taka tego lotnictwa, tej broni pancernej jakoś szczególnie dużo nie miała, ale walczyła w układzie systemowym, walczyła w zgrupowaniu I Frontu Białoruskiego i inne oddziały tego frontu, oddziały radzieckie, oddziały Armii Czerwonej,
również udzielały jej szerokiego wsparcia.
W forcowanie Wisły w Warszawie zaangażowana była zasadniczo cała I Armia Wojska Polskiego.
To też jest bardzo ważne i na to Ty również zwróciłeś uwagę, że przecież jeżeli na jakimś odcinku pracuje dywizja, to na systemowym polu walki otrzymuje ona wsparcie różnego rodzaju oddziałów i pododdziałów samodzielnych.
Taką rolę pełni bowiem korpus bądź armia.
Wspiera swoje związki taktyczne.
Związek Operacyjny Szczebla Armii ma za zadanie podległymi sobie oddziałami i pododdziałami samodzielnymi podporządkowania armijnego wspierać pracę, zadania realizowane przez podległe sobie związki taktyczne, dywizje bądź brygady.
I pierwsza armia Wojska Polskiego zaangażowała się w pełni w proces forsowania Wisły.
Wisły nie forsowały pojedyncze dywizje, tylko funkcjonowały one w określonej strukturze.
Zresztą to jest bardzo istotne, że kiedy śledzi się strukturę i działania Wojska Polskiego tego ze wschodu, czy tego z zachodu, polskich sił zbrojnych na zachodzie, to widzimy, że one, te siły zbrojne funkcjonują już...
w nowoczesnej strukturze, czego zabrakło nam w sposób dramatyczny w roku 1939, gdzie te nasze armie posiadały tylko szczątkowe służby wsparcia i zabezpieczenia szczebla armijnego.
Nie mogły pomagać dywizjom.
Tu, w roku 1944, pierwsza armia Wojska Polskiego, też nie mająca szczebla korpuśnego.
Jest jednak armią na bogato.
Kiedy zobaczymy na strukturę organizacyjną pułków, batalionów, dywizji i wreszcie armii, zauważymy, że jest to struktura armii niezwykle nowoczesnej, niezwykle przebojowej, o olbrzymim nasyceniu środkami bojowymi.
To nie jest Wojsko Polskie z 1939 roku, ze słabą artylerią, ze szczątkową łącznością czy słabymi siłami saperskimi.
Tu działa system.
W czasie forsowania Wisły cała artyleria armijna, różnego rodzaju jednostki szczebla brygadowego wspierają wysiłek jednego związku taktycznego.
Ze szczebla dowództwa armii wydziela się artylerię szczebla armii, wydziela się brygadę saperów szczebla armii, wydziela się jednostki saperskie.
Innymi słowy, jak w tej relacji.
Żołnierze, saperzy często nie są żołnierzami dywizji, a jednak wiozą żołnierzy dywizji na drugi brzeg rzeki przy użyciu środków przeprawowych szczebla armijnego.
Potężna artyleria zza Wisły prowadzi ogień wspierający.
Oddziały saperów, oddziały chemiczne stawiają zasłonę dymną, a w powietrzu lotnictwo szturmowe i lotnictwo myśliwskie ma za zadanie dławić punkty oporu nieprzyjaciela i wspierać natarcie własnej piechoty.
Żołnierz
na systemowym polu walki nie może czuć się osamotniony nie ma tego poczucia.
Ma poczucie, że walczy w ugrupowaniu potężnym i silnym.
A jednak 19 i 20 września 1944 roku ma miejsce spektakularna katastrofa.
W Warszawie mamy i mieliśmy wtedy w czasie II wojny światowej kilka mostów drogowych, kilka mostów kolejowych.
Centralnie, a wówczas można też powiedzieć centralnie bądź na kierunku południowym, mieliśmy elegancki drogowy most Poniatowskiego, który łączy Pragę z centralnym Śródmieściem.
A nieco bardziej na północ...
Mamy tak zwany most kolejowy średnicowy, który jakby współgra z mostem Poniatowskiego, łącząc magistralę drogową z biegnącą obok, częściowo na powierzchni, a potem w podziemiu magistralę kolejową.
Ten schemat Śródmieścia Warszawy jest tożsamy dziś i był tożsamy już w okresie II wojny światowej.
I 13 września 1944 roku, kiedy radziecka 47.
Armia ze składu I Frontu Białoruskiego, a w składzie tej armii I Dywizja Piechoty Wojska Polskiego, zdobyły w szturmem warszawską dzielnicę Pragę na prawym brzegu Wisły.
Niemcy wysadzili w powietrze oba te mosty.
Most Poniatowskiego i kolejowy most średnicowy.
i kiedy radziecka 47.
Armia zdobyła warszawską Pragę.
To w drugim rzucie weszła na Pragę 1.
Armia Wojska Polskiego.
Pragę zdobywała jedna polska dywizja, skierowano tam elementy jednostek pancernych, a potem na Pragę wchodzi cała 1.
Armia Wojska Polskiego.
I zapada decyzja, forsujemy Wisłę, zdobywamy lewobrzażną centralną Warszawę.
Formalnie współdziałamy już z powstańcami, jest to wspólny wysiłek bojowy.
Ale zasadniczo chodzi o to,
Nowa, formowana na wschodzie polska armia, pierwsza armia Wojska Polskiego, wcześniej pierwsza armia polska, którą dowodzi generał Zygmunt Berling, żeby ona zdobyła Warszawę w ramach budowy nowego, założycielskiego mitu nowej ludowej ojczyzny.
No bo ta pierwsza armia Wojska Polskiego, która wchodzi na Pragę, ma nieco nietypową strukturę.
A może wprost odwrotnie, ma bardzo typową strukturę.
Otóż II wojna światowa to wojna mocarstw.
My utraciliśmy naszą podmiotowość w roku 1939 i Powstanie Warszawskie jest próbą powstrzymania tej oczywistości.
Desperacką i z góry skazaną na porażkę.
Mocarstwa narzucają nam warunki gry.
Pierwsza armia Wojska Polskiego formowana jest wedle wzorców Armii Czerwonej, pod jej polityczną kontrolą.
Składa się z szeregowych żołnierzy Polaków, składa się z szeregowych podoficerów Polaków.
Część jednak stanowisk podoficerskich i absolutną większość stanowisk oficerskich zajmują oficerowie Armii Czerwonej, bądź Polacy, bądź Rosjanie, bądź jeszcze innych narodowości.
Część z nich idzie do Wojska Polskiego na ochotnika.
Czuje się związana z polskim narodem, który kiedyś przecież częściowo był także narodem carskiej Rosji.
Okupowanym pod zaborami, ale Warszawa, Radom, Siedlce, Białystok to były przecież miasta carstwa rosyjskiego.
A część oficerów i podoficerów idzie na rozkaz.
Innymi słowy dostaje przydział i ma służyć w Wojsku Polskim.
Norbert, ale ile jest w ogóle w tym prawdy, że z Armii Czerwonej kierowano do tej polskiej armii najgorszych oficerów?
No takich, których po prostu chciano się pozbyć w armii Stalina.
Część kadry I Armii Wojska Polskiego, dowódcy dywizji, dowódcy pułków, oni są bardzo różni.
Czasami to są bardzo dobrzy oficerowie Armii Czerwonej.
Mówię o fachu, mówię o umiejętnościach żołnierskich, o sztuce dowodzenia.
I czasami to są bardzo kumaci oficerowie, jak wspomniany kapitan Baranowski.
A czasami zupełnie inni.
Wspomniany kapitan Włodzimierz Baranowski, rocznik 1917, można by powiedzieć dziecko rewolucji, urodził się w marcu 1917 roku, koło Kamieńca Podolskiego.
Całe życie spędził w Związku Radzieckim, ale zawsze w kwestionariuszach osobowych wpisywał, że jest Polakiem.
To w czasie wielkiej czystki, w czasie wielkiego terroru był akt odwagi.
Znał język rosyjski, ale znał język polski, znał nawet język ukraiński.
I rzecz charakterystyczna, na co zwracał uwagę Łukasz Mamrt Nadolski.
Baranowski był nauczycielem, miał wyższe wykształcenie, miał wysokie morale i wysoką świadomość osobistą.
Jak podkreśla autor, przeprawy do piekła.
Tu cytat, na tle dość ubogiego wykształcenia innych oficerów VIII Pułku Piechoty wyróżniał się zawodem.
Zaczynał Wielką Wojnę Ojczyźnianą jako szeregowy.
Ranny w lipcu 1941 roku, ale szybko awansował, bo był inteligentny, bo był odważny, bo był sumienny.
Do Wojska Polskiego trafił już w maju 1943 roku.
Najpierw do I Dywizji Piechoty im.
Tadeusza Kościuszki, a potem w 1944 roku do III Dywizji, do VIII Pułku.
I został dowódcą I Batalionu VIII Pułku.
ale raczej stanowił wyjątek niż regułę, bo dowódca pułku, podpułkownik Konstanty Karasiewicz, też czerwonoarmista, znany był z pewnego rodzaju nieróbstwa i został skierowany do Wojska Polskiego na wyraźną prośbę i z ulgą jego dotychczasowych przełożonych.
A więc wchodzi to Wojsko Polskie na Pragę we wrześniu 1944 roku z polskimi szeregowymi, z radziecką kadrą bardzo specyficzną, bardzo różnorodną, bardzo niejednoznaczną.
Mamy tam ludzi naprawdę zaangażowanych jak kapitan Baranowski i mamy ludzi, których to wszystko mało obchodzi jak pułkownik Karasiewicz.
No i to wojsko jest formowane na modłe i wzorce radzieckie.
Tak jak na zachodzie nasi żołnierze noszą na mundurach naszywki z napisem Poland, tak na wschodzie jest to Polsza.
Tak jak w 1919 roku błękitna armia generała Hallera miała francuską kadrę dowódczą i francuskie regulaminy i francuską broń, tak jak nasze polskie siły zbrojne na zachodzie mają teraz regulaminy i broń zachodnią, tak pierwsza armia Wojska Polskiego ma regulaminy i broń radziecką.
Radziecką bądź z Lendlizu, bo pamiętajmy, że to wielka koalicja antyhitlerowska.
Wchodzi na Pragę 3 Dywizja Piechoty, wchodzi 8 Pułk Piechoty.
O ludziach, którzy służyli w tej dywizji i w tym pułku można by napisać niejedną książkę i niejedna została napisana.
Historie życiowe żołnierzy są niesamowite.
Kogo tam nie ma?
Są tam Polacy, Rosjanie, Żydzi, Ukraińcy, Białorusini, oczywiście z absolutną przewagą Polaków.
Ale jest wielu Żydów, wielu polskich Żydów, dla których służba w tej armii jest i zaszczytem, i niebezpieczeństwem, bo Niemcy nie przestrzegają konwencji genewskiej w zakresie jeńców żydowskiego pochodzenia.
Jak zauważył Łukasz Mamert-Nadolski, żaden polski żołnierz żydowskiego pochodzenia, który przeprawił się przez Wisłę i został wzięty do niewoli, nie trafił do tej niewoli w sposób trwały.
Niemcy zamordowali wszystkich.
Ale w tym ósmym pułku piechoty są byli żołnierze Armii Krajowej, na przykład z 27 Dywizji Piechoty Wołyńskiej.
Są żołnierze z poboru, z ziem wcielonych do ZSRR, ale Polacy bądź już Polacy z ziem Nowej Polski.
Są w tym pułku uciekinierzy z Syberii, z tej nieludzkiej ziemi, którzy zapisali się do Wojska Polskiego, aby uciec z Syłki, z Syberii, z Kazachstanu.
Ale są nawet byli Dąbrowszczacy.
Byli żołnierze, ochotnicy socjalistyczni walczący w wojnie domowej w Hiszpanii, którzy przybyli aż z Algierii, w której to znaleźli się po zakończeniu wojny domowej w Hiszpanii.
Są wreszcie, i to liczeni w setkach, żołnierze ze Śląska, z Pomorza, z Wielkopolski.
Tak, noszący wcześniej mundury Feldgrau.
Przymusowo wcieleni do Wehrmachtu, którzy zdezerterowali na stronę radziecką i zostali wcieleni do Wojska Polskiego.
Więc wchodzi na Pragę pierwsza armia Wojska Polskiego.
Życiorysów tam od groma i każdy nieco inny.
Kadra radziecka, większość żołnierzy Polacy, aczkolwiek niektóre stanowiska podoficerskie zajmują także Rosjanie.
Komenda jest dwujęzyczna, polska, rosyjska, ale uczyć się trzeba polskiego.
Każdy radziecki oficer, który służy w tym wojsku powinien opanować język polski.
Norbert, ale mówiłeś wcześniej, że ta polska armia była dosyć nietypowa, a jednocześnie typowa zarazem.
No co takiego miałeś na myśli?
Co było w niej nietypowe, a co było typowe dla innych armii Armii Czerwonej?
Pierwsza armia Wojska Polskiego na tle innych związków operacyjnych I Frontu Białoruskiego Marszałka Rokosowskiego.
Pamiętajmy, Marszałka Rokosowskiego, Polaka, Warszawiaka, wiernego sługi Józefa Stalina.
Na tle innych armii I Frontu Białoruskiego I Armia Wojska Polskiego jest słaba.
To znaczy nie ma struktury podobnej do innych armii, gdzie mamy korpusy strzeleckie po np.
3 dywizjach w każdym korpusie, ale pomijając ten element jest to jednocześnie armia bardzo silna.
Kilka dywizji piechoty, brygada pancerna, brygada kawalerii, bardzo dużo jednostek artylerii, jednostki saperskie, samodzielne jednostki łączności, własne lotnictwo.
Zgodnie z radziecką sztuką i zgodnie z radzieckimi etatami, Armia Czerwona w roku 1944...
Jest silna sprzętem, ma olbrzymią ilość czołgów, armat, samolotów, ma teraz już dużo samochodów, ma olbrzymie ilości środków przeciwpancernych, broni maszynowej, karabinów maszynowych, pistoletów maszynowych, rusznic przeciwpancernych, granatów, moździerzy, wyrzutni rakietowych.
To jest siła Armii Czerwonej.
Armia Czerwona...
Wbrew obiegowej po dzień dzisiejszy w Polsce opinii, wcale nie walczy tylko na zasadzie ura i trupy pokrywają wszystko.
W rzeczywistości radzieckie kompanie piechoty w 1944 roku są szczątkowe, mają po kilkudziesięciu żołnierzy.
Bataliony pułki cierpią cały czas na niedobór rekruta.
Ludzi jest...
Paradoksalnie nie za dużo.
Za to armat, moździerzy, karabinów maszynowych, czołgów i samolotów mnogo.
I tak walczy Armia Czerwona.
Jest armią techniczną.
Jest armią materiałową.
Miażdży stopniowo Niemców nie finezją swojego działania, bo tą finezję to raczej mają Niemcy, ale miażdży Niemców swoją przewagą materiałową.
I ta 1 Armia Wojska Polskiego, jej 3 Dywizja Piechoty, jej 8 Pułk Piechoty jest silny.
Na papierze według struktury prawie 2900 żołnierzy.
Oni mają do dyspozycji ponad 1600 karabinów, w tym 74 wyborowe.
Mają ponad pół tysiąca pistoletów maszynowych.
162 RKM-y, 54 ciężkie CKM-y Maxima, 66 różnic przeciwpancernych na pułk, bateria armat 76 mm, 12 armat przeciwpancernych 45 mm, 8 ciężkich moździerzy 120 mm, 27 moździerzy średnich.
18 granatników 50 mm.
Cóż za siła ognia.
Przecież ten ósmy pułk piechoty 3 Dywizji Piechoty generała Galickiego.
Jakoż on ma siłę ognia.
Pół tysiąca pistoletów maszynowych.
12 armat przeciwpancernych.
35 ciężkich i średnich moździerzy.
A taki pułk nigdy nie walczy sam.
Dywizje radzieckie nigdy nie walczą same.
Walczą zawsze w ugrupowaniu armijnym o olbrzymim nasyceniu środkami wsparcia.
Licznymi pułkami, brygadami, artylerii przeciwpancernej, rakietowej artylerii, lotnictwem, bronią pancerną na szczeblu pułku brygad.
Ta Armia Czerwona w roku 1944 przesycona jest sprzętem.
I spójrzmy teraz na strukturę VIII Pułku Piechoty.
Ta struktura pozwoli nam zrozumieć, jak nowoczesną organizację ma wówczas to wschodnie, tak zwane Ludowe Wojsko Polskie.
Dowódcą pułku jest podpułkownik Konstanty Karasiewicz.
Ma zastępcę dowódcy pułku do spraw politycznych i ma zastępcę dowódcy pułku do spraw liniowych.
My często dzisiaj w Polsce i słusznie
Drwimy z tych dowódców, politruków, zastępców do spraw politycznych.
Ta kontrola partyjna, ideologiczna, bolszewickiego totalitaryzmu nad żołnierzami.
Ta kontrola partii.
Ale często ci oficerowie polityczni...
są jednocześnie oficerami liniowymi.
W VIII Pułku Piechoty podporucznik Marian Gutaker, oficer pochodzenia żydowskiego, jest najbardziej operatywnym i najodważniejszym żołnierzem w dowództwie pułku.
Podczas gdy podpułkownik Karasiewicz, mówiąc delikatnie, ma wszystko gdzieś.
ale nie jest żadnym bohaterem, nie jest nawet dobrym oficerem.
Zesłali go do tego Wojska Polskiego, no to tam tkwi.
Mamy dowództwo, mamy sztab, ale mamy na poziomie pułku.
Kompanie łączności, kompanie fizjlierów pierwszą i drugą, czyli kompanie rozpoznawcze.
Mamy pułkową kompanie różnic przeciwpancernych.
pułkową szkołę podoficerską.
Mamy oczywiście kwatermistrzostwo, ale mamy też kompanię transportową.
Mamy kompanię sanitarną.
Mamy wreszcie trzy bataliony, a w każdym batalionie pierwsza, druga, trzecia kompania liniowa, ale także kompania CKM, także kompania różnic przeciwpancernych, także kompania moździerzy 82-metrowych.
Wreszcie mamy artylerię pułkową, baterie 45 mm dział przeciwpancernych, baterie dział 76 mm, baterie ciężkich moździerzy 120 mm.
Armaty przeciwpancerne przydzielone są bądź na szczeblu pułku, bądź do każdego batalionu plutonami.
Ten ósmy pułk piechoty jest naprawdę potężny.
Zobaczmy, na szczeblu pułku mamy działa 76 mm, 45 mm, mamy moździerze 82-120 mm, mamy kilka kompanii rusznic przeciwpancernych, kilka kompanii fizylierskich.
Kiedy porównamy organizację radzieckiej piechoty tego czasu, 1944 roku,
do organizacji piechoty niemieckiej, amerykańskiej, to zauważymy, że na tym bardzo niskim szczeblu Rosjanie gromadzą olbrzymią ilość różnego rodzaju wyspecjalizowanych pododdziałów, że zastępują człowieka siłą ognia, że te półki mają potężną siłę ognia.
Ale radzieckie dywizje, a trzecią dywizję piechoty Wojska Polskiego należy traktować jako rozbudowaną dywizję radzieckiej gwardii.
Etaty magwardyjskie, a czasami nawet więcej.
Podczas gdy wtedy, w 1944 roku, radzieckie dywizje piechoty, strzelców cierpią niedobory, czasem mają po 4, po 5 tysięcy ludzi, to ludzi w dywizjach polskich jest znacznie więcej.
Ale dywizja to jest nic.
Tą niewyobrażalną siłą Armii Czerwonej jest wszystko to, co stoi poza dywizjami.
W przypadku I Armii Wojska Polskiego.
Ona będzie mogła liczyć na wszystkie swoje siły organiczne oraz na liczne jednostki wsparcia I Frontu Białoruskiego.
Na odcinku warszawskim działa przede wszystkim XVI Armia Lotnicza I Frontu Białoruskiego, a w jej składzie Polska I Dywizja Lotnicza.
I to właśnie I Dywizja Lotnicza swoimi pułkami ma przede wszystkim za zadanie bezpośrednio wspierać w walce polskie dywizje.
A konkretnie i w największym zakresie III Dywizję Piechoty, która forsuje Wisłę na najważniejszym odcinku.
A więc szturmowiki Iły II z mieszanymi polsko-radzieckimi załogami oraz polskie myśliwsce, a także polskie dwupłatowe kukuryźniki mają przede wszystkim wspierać forsowanie Wisły i desant III Dywizji Piechoty.
Czyli zobaczmy, z 3 Dywizją Piechoty współgra 1 Dywizja Lotnicza.
Już mamy nie jedną dywizję w ramach boju, w ramach walki, ale dwie.
No ale przecież prawdziwą siłą Armii Czerwonej już w roku 1944 była artyleria.
Zatem na jak duże wsparcie artyleryjskie mogła liczyć 3 Dywizja Piechoty podczas forsowania Wisły?
Do wsparcia 3 Dywizji Piechoty zostaje przydzielona 1 Brygada Artylerii Armat, 36 ciężkich armat kal.
122 mm, 5 Brygada Artylerii Ciężkiej, 36 ciężkich haubic kal.
152 mm, 2 Brygada Artylerii Haubic, 60 haubic kal.
Pierwszy samodzielny pułk moździerzy to 36 moździerzy kal.
Do wsparcia III Dywizji Piechoty zostaje z Armii Czerwonej przydzielona także 124 Brygada Haubit z Wielkiej Mocy.
Trzy dywizjony mają wspierać natarcie polskiej dywizji.
Oprócz artylerii jednostki chemiczne, pierwszy samodzielny batalion obrony przeciwchemicznej i dwa analogiczne bataliony z Armii Czerwonej mają postawić potężną zasłonę dymną.
Polski pierwszy samodzielny batalion oraz dwa radzieckie, jak powiedziałem, 31 i 77 mają fumatory, mają świece dymne, granaty dymne, kilka ton mieszanki dymotwórczej.
Mają zapewnić zbudowanie trwałej osłony.
Tak, żeby Niemcy nie widzieli co nadciąga, żeby nie mogli zniszczyć desantu na rzece.
Artyleszyści, chemicy, saperzy.
Pierwsza Brygada Saperów podpułkownika Fiediesiejewa wydziela bataliony saperskie do wsparcia forsowania Wisły przez 3 Dywizję Piechoty.
Kluczową rolę odgrywa tu ósmy batalion.
To saperzy szczebla armii mają przygotować pontony, pontony parku NLP, łodzie SDEU.
Czyli szczebel armii, a nawet szczebel frontu zapewnia wsparcie saperskie.
Niezbędne do skutecznego forsowania przeszkody wodnej.
Nobert, w takim razie wrócę do pytania z początku.
Jak to było możliwe?
Jak to się stało, że mimo tak wielkiego wsparcia desant ósmego pułku piechoty w ciągu 24 godzin zakończył się całkowitą klęską?
Odpowiedź jest wbrew pozorom bardzo prosta.
Teoria musi zawsze współgrać z praktyką.
A jak powiedział kiedyś polski trener piłki nożnej Kazimierz Górski, gra się tak, jak przeciwnik pozwala.
Artyleria i lotnictwo powinny zdławić środki ogniowe nieprzyjaciela.
Kwatermistrzostwo, logistyka powinny zapewnić właściwe możliwości wykonywania zadań przez lotnictwo, artylerię czy saperów.
Nawet jak tysiąc haubic postawimy do natarcia, ale nie dowieziemy im na dość amunicji, to na cóż nam te działa bez pocisków?
Jeżeli nie potrafimy zsynchronizować pracy systemu, to on nie będzie działał.
Jeżeli saperzy nie wiedzą, o której godzinie ma być desant, artylerzyści...
Mają inne godziny podane do położenia zasłony ogniowej, wału ogniowego.
Chemicy będą szykować zasłonę dymną, nieskoordynowaną w czasie z desantem własnych wojsk, a lotnictwo zasadniczo nie będzie potrafiło w nic trafić.
Kiedy ruszy się do natarcia bez właściwego rozpoznania nieprzyjaciela i kiedy wreszcie ruszy się na nieprzyjaciela, który jest równorzędny i którego premiuje teren i czas, bo przecież forsowanie przeszkody wodnej jest zjawiskiem niezwykle, procesem niezwykle złożonym i skomplikowanym, to grozić będzie natychmiastowa klęska.
Klęska taka, którą spotkała 8 Pułk Piechoty 3 Dywizji Piechoty.
Na tak zwanym przyczółku między mostami.
Na południu ruiny mostu Poniatowskiego z wysoką estakadą drogową.
Na północy ruiny mostu kolejowego średnicowego z nasypem kolejowym.
Między tymi dwoma mostami fragment wybrzeża Kościuszkowskiego.
Najpierw kilkaset metrów otwartego terenu.
Piasczystego, żwirowego, kamiennego.
Dopiero potem wysokie kamienice Powiśla.
Obszar reglowany wałem kolejowym, nasypem kolejowym i estakadą mostu poniatowskiego.
Niemcy wysadzili most, ale estakada na zachodnim brzegu Wisły nadal jest w ich rękach.
Innymi słowy ograniczony teren, częściowo zabudowany, częściowo otwarty.
I Wisła, którą trzeba najpierw sforsować.
Pierwsza armia Wojska Polskiego powstaje w bólach.
Żołnierze mają różne morale, kadra jest radziecka.
Nie tworzą oni wszyscy razem zawsze zwartego i sprawnego kolektywu bojowego.
Mimo, że pierwsza armia Wojska Polskiego wiosną 1944 roku ćwiczy forsowanie przeszkody wodnej.
Mimo, że na przełomie lipca i sierpnia 1944 roku ponosi klęskę w czasie forsowania Wisły pod Dęblinem i Puławami.
Mimo, że wydzielone oddziały także 3 Dywizji Piechoty w połowie sierpnia 1944 roku forsują Pilice Kołowarki, a więc 1 Armia Wojska Polskiego, 3 Dywizja Piechoty, no mają już wbrew pozorom pewne doświadczenie bojowe w forsowaniu wielkich przeszkód wodnych.
Ale za każdym razem są to działania nieudane i nieporadne.
Widać, że ta armia formowana tak naprawdę jako armia,
Od zimy, wiosny 1944 roku potrzebuje czasu, żeby się zgrać, żeby kadra dotarła się z żołnierzami, żeby wymienić część wadliwej kadry i zastąpić ją sprawdzonymi w boju oficerami, bo ta trzecia dywizja piechoty, która idzie do boju, idzie do forsowania Wisły 19 września 1944 roku jako związek taktyczny,
ma w gruncie rzeczy za sobą tylko kilka dni doświadczenia bojowego.
Nie bierze udziału w klęsce pod Dęblinem i Puławami, walczy na przyczółku w Arecko-Magnuszewskim, ale pomijając pewne epizody walczy statycznie, walczy w obronie.
A więc kiedy ta dywizja wchodzi na Pragę, warszawską Pragę, w połowie września 1944 roku jest jako związek taktyczny wciąż zielona.
W tym sensie, że kadra nie jest dobrze dograna
że nie jest sprawdzona w walce.
Część oficerów radzieckich jest na niskim poziomie.
Ich koledzy w oddziałach radzieckich wyraźnie nad nimi górują.
Innymi słowy, brakuje zgrania.
Ja wymieniałem te wszystkie moździerze, armaty, karabiny maszynowe, te różnice przeciwpancerne.
Ten pułk ma dwie kompanie wizylierskie.
On ma własną kompanię różnic przeciwpancernych.
Ma kompanię różnic przeciwpancernych na szczeblu batalionowym.
Ma potężną liczbę moździerzy.
On jest naprawdę silny.
Tylko to ludzie walczą, a narzędzia tylko im służą.
I znowu używając tego porównania piłkarskiego.
To, że niezgranych piłkarzy, nawet o dobrych możliwościach,
Ale damy im najlepsze buty, najlepszy sprzęt, ale oni nie będą siebie znali, nie będą kolektywem, to będą grali słabo.
I tak też troszeczkę gra cała pierwsza armia Wojska Polskiego i poszczególne elementy 3 Dywizji Piechoty.
Każdy z nich pojedynczo jest silny, bardzo silny, ale nie potrafią jeszcze utworzyć sprawnie działającego kolektywu, a wojna to system.
3 Dywizja Piechoty wchodzi na Pragę w połowie września.
Generał Berling zaczyna proces forsowania Wisły 15-16 września 1944 roku.
Zaczynają się walki o przyczółki.
3 Dywizja Piechoty wchodzi do walki nierównomiernie.
9 Pułk na Czerniakowie znacznie wcześniej.
9 Pułk zostaje de facto zmielony w walkach na Powiślu Czerniakowskim na południe od Mostu Poniatowskiego w ciężkich zmaganiach.
16, 17, 18, 19 września on już tam ginie, podczas gdy ósmy pułk jeszcze nie zaczął forsowania.
Stoi na pozycjach wyjściowych, żołnierze, oficerowie nie wiedzą, jak zostaną użyci w walce.
Nie ma koordynacji, artyleria w poprzednich dniach...
z racji intensywnego wsparcia forsowania Wisły bardziej na południu w pasie IX Pułku zużyła dużą część przydzielonej amunicji.
A musimy pamiętać, że latem 1944 roku cały pierwszy front białoruski zmaga się z gigantycznymi niedoborami materiałowymi.
Brakuje paliwa, brakuje amunicji.
To nie jest wymówka, którą później Stalin wymyśli sobie, aby tłumaczyć się z tzw.
niemożności pomocy Powstaniu Warszawskiemu.
Pamiętajmy,
Stalin nie chciał pomagać powstańcom, ale chciał Warszawę zdobyć.
Ale gigantyczne problemy z lotniczym paliwem, z paliwem samochodowym, z bombami, z artylerią, czynią tą gigantyczną radziecką machinę bojową I Frontu Białoruskiego Marszałka Rokosowskiego nie tyle co nieefektywną bojowo, co o ograniczonej efektywności.
Za mało jest amunicji.
I 19 września 1944 roku te liczne brygady, pułki artylerii, one mają za mało pocisków na działo.
Mają także gigantyczny problem z lokalizacją nieprzyjaciela, dlatego że nieprzyjaciel góruje na wyższym, lewym, warszawskim brzegu Wisły i nie można precyzyjnie wskazywać, w co właściwie należy strzelać.
Więc jest problem z koordynacją, jest problem z wyborem celów, jest problem z amunicją.
Tesant jest przygotowywany chaotycznie, jest przygotowywany pośpiesznie.
Co z tego, że mamy wzmocnioną brygadę saperów, jak się okazuje, że już dotychczasowe walki i straty wyczerpały ich na tyle, że nie są w stanie przygotować odpowiednio dużej liczby środków przeprawowych.
Za mało jest pontonów, za mało jest łodzi, by przeprawiać więcej niż góra 3,4 jednego batalionu na raz.
Decyzja zapada, że będzie to forsowanie w ciągu dnia o godzinie 16, ale do końca nikt tego nie wie, bo artyleria myśli...
że forsowanie będzie o 14.00.
Lotnictwo myśli, że forsowanie będzie o 15.00.
Saperzy, no oni będą wieść żołnierzy piechoty, więc oni zakładają, że to będzie 16.00 zgodnie z prawdą, tudzież 16.10.
Ale już na przykład chemicy, im się wydaje, że być może o 15.30 będzie forsowanie.
A chodzi o to, że oni wszyscy muszą wiedzieć dokładnie, kiedy to będzie.
Bo jedni w tym samym czasie muszą zacząć strzelać z dział, inni muszą zacząć zrzucać bomby z samolotów, inni muszą zacząć stawiać zasłonę dymną, inni muszą zacząć spuszczać pontony i łodzie na rzekę, a jeszcze inni, to jest piechota ósmego pułku, musi w karnych szeregach do tych pontonów podchodzić, ładować się i płynąć.
I znowu forsowanie przeszkody wodnej.
To jest wyzwanie, bo ja mówię, kompania fizylierów, pierwsza, druga, trzecia kompania piechoty batalionu, kompania CKM, kompania moździerzy, kompania różnic przeciwpancernych.
No na paradzie wszystko można postawić koło siebie.
Ale wsadźmy to teraz na łodzie, tak żeby to wszystko jako struktura organizacyjna sprawnie przepłynęła na drugi brzeg.
Innymi słowy, tak zaplanujmy forsowanie przeszkody wodnej, żeby stopniowo przerzucać.
kompanie piechoty, kompanie fizylierskie, różnic przeciwpancernych, moździerze, przestawiać armaty, żeby ten batalion z punktu A do punktu B przemieścił się jako batalion, a nie zbiór przypadkowych ludzi.
Jeżeli łodzi pontonowych jest za mało, jeżeli pontonów, łódek jest za mało, to ten batalion nie będzie wchodził do walki, a ten pułk już w szczególności, jako zwarta siła, tylko kropelkową metodą.
No i Wisła.
Ale co takiego nietypowego jest w tej Wiśle?
To jest rzeka dziwaczna.
Wtedy i dziś często mówi się, że poziom wody w Wiśle jest niski.
Poziom wody w Wiśle latem na ogół zawsze jest niski, ale jednocześnie jest to rzeka silnie meandrująca wewnętrznie.
o zmiennym nurcie i o bardzo zdradliwym podłożu.
Można się w niej utopić przy wysokości wody 50 cm.
Utopić się z racji niestabilnego podłoża, w którym się można dosłownie zapaść po pas.
Może porwać człowieka wir bądź prąd wody.
Olbrzymie łachy, płycizny powodują, że jednostki, które forsują rzekę na pontonach i łodziach ciągle będą wchodziły na mieliznę.
Trzeba będzie wysiadać z łodzi, przepychać je kawałek dalej, znowu wsiadać.
I prąd.
Rzeka jest szeroka, ale prąd, nurt centralny znajduje się w określonym miejscu.
Łodzie, które trafią na centralny nurt zostaną zniesione.
Będzie to walka pomiędzy siłą wioseł, a siłą prądu.
Ale czy ci desantujący się żołnierze 8 Pułku Piechoty musieli na drugim brzegu rzeki walczyć z tą najprzeróżniejszą zbieraniną żołnierzy z grupy von dem Bacha?
Czy jednak tak jak to było w przypadku żołnierzy 2 Dywizji Wojska Polskiego na Żoliborzu?
Niemcy rzucili na nich regularne siły chociażby 25 Dywizji Pancernej.
Dla Niemców utrzymanie linii rzeki jest priorytetem.
W związku z czym gniecie się dzielnych żołnierzy z grupowania Radosław i gniecie się żołnierze 9 Pułku na Czerniakowie wartościowymi elementami m.in.
25 Niemieckiej Dywizji Pancernej.
Do Warszawy zostaje skierowany pułk grenadierów z dywizji Hermann Gering.
Mamy tu wreszcie przebojowe bataliony saperów szturmowych.
501 i 500.
Pancerne bataliony saperów szturmowych.
Innymi słowy, po drugiej stronie rzeki doskonały niemiecki przeciwnik, nie tylko jakieś odpady z grupy von dem Bacha, jacyś policjanci, jacyś mordercy od Dillewangera, chociaż oni też tam są, ale odwodowe niemieckie bataliony zdolne do szybkiej reakcji, wzmocnione bronią pancerną, transporterami opancerzonymi i wreszcie potężna niemiecka artyleria.
Nie tak rozbudowana jak I Frontu Białoruskiego, ale jednak potężna, wyposażona w liczne środki ogniowe, w tym...
w potężne wyrzutnie rakietowe dużych kalibrów.
Innymi słowy, Niemcy mają czym się odgryźć.
No i teraz rzecz kluczowa.
W czasie forsowania przeszkody wodnej paradoksalnie najłatwiej ma pierwszy rzut, dlatego że korzysta nie tylko z elementu zaskoczenia.
Nie tylko korzysta z wału ogniowego i zasadniczego wsparcia zasłony dymnej, ale także atakujący wybiera miejsce ataku, a więc broniący się dopiero musi zareagować na atak.
Ale w miejscu, gdzie atakujemy, gdzie forsujemy Wisłę, nieprzyjaciel na ogół jeszcze nie wie, że to będzie tu.
Nie obsadza wybrzeża w pierwszej kolejności dużymi siłami.
A zatem pierwsza fala ma najłatwiej.
I tak było 19 września 1944 roku.
Nie potrafili się skoordynować, lotnictwo zasadniczo wykonywało uderzenia lotnicze przez cały dzień, ale w większej głębi na obszarze miasta, nie bezpośrednio w strefie desantu.
Artyleria zaczęła strzelać za wcześnie, a miała ograniczoną ilość amunicji, w związku z czym stać było Rosjan i Polaków tylko na zasadniczy ograniczony wał ogniowy,
Ten najważniejszy wał ogniowy trwał zaledwie 10 minut, jak potem napisał pułkownik Antoni Frankowski, dowódca artylerii 3 Dywizji Piechoty.
Decyzja forsowania Wisły zapadła tak szybko, że znów nie mogło być mowy o należytej organizacji forsowania oraz zabezpieczenia artyleryjskiego, tym bardziej, że do wykonania tego zadania przedzielono sporo artylerii Armii Czerwonej.
Plan artyleryjskiego przygotowania został nadesłany ze sztabu artylerii I Armii i ze względu na brak czasu został przez sztab artylerii III Dywizji tylko przepisany i wręczony poszczególnym dowódcom brygad i pułków, którzy do późnej nocy, 18 września, czekali w sztabie artylerii Dywizji na dokumentację bojową.
Na podstawie powyższego można z pewnością powiedzieć, że narzucony układ artyleryjskiego przygotowania nie dotarł do wykonawców,
W planie artyleryjskiego przygotowania zostało podane zużycie amunicji przez jedno działo, jednak...
Nie wzięto pod uwagę rzeczywistego stanu amunicji w poszczególnych pułkach i brygadach.
W ogóle nie było amunicji takich kalibrów jak 120 czy 122 mm.
Dlatego należy uważać, że podane zużycie amunicji było dokumentem fikcyjnym, natomiast artyleryjskie przygotowanie miało charakter całkowicie prowizoryczny.
To jest użyto dużo artylerii, ale mało korzystnie, przy dużej sile ogniowej, ale w pustkę.
Chodzi o to, że dowódcy jednostek artylerii nie mieli prawidłowej godziny rozpoczęcia natarcia i nie wiedzieli dokładnie w co mają strzelać, więc strzelali.
Owszem, czasami nawet dużo, ale z racji braków amunicji nie aż tak dużo, ale strzelali na ślepo.
Strzelali we własnych, strzelali w powstańców, strzelali we Niemców, często strzelali dosłownie w nic.
No w takim razie, jak w takich warunkach w ogóle przebiegał ten desant pierwszego rzutu ósmego pułku piechoty?
Pierwszy rzut ma najłatwiej, bo mimo wszystko ta artyleria postawiła wał ogniowy.
Saperzy przygotowali jeszcze sprawnych kilkadziesiąt łodzi i pontonów.
Chemicy położyli zasłonę dymną, która spowiła całą linię rzeki.
Nikt nic nie widział na odległość więcej niż kilka metrów.
Ósmy pułk piechoty ześrodkował się, przygotował się do forsowania.
W pierwszym rzucie pierwszy batalion i część elementów pułku.
W drugim rzucie drugi batalion, w trzecim rzucie trzeci batalion.
Najłatwiej będzie miał pierwszy batalion kapitana Baranowskiego, bo, jak powiedziałem, efekt zaskoczenia, sprawne środki przeprawowe, zasłona dymna, mimo wszystko wsparcie artylerii przez wał ogniowy.
A więc o godzinie 16, bądź jak mówią saperzy, o godzinie 16.10, ktoś powie, różnica 10 minut, ale pamiętajmy, główne wsparcie artyleryjskie trwało 10 minut, więc czy to jest 15.50, 16.00 czy 16.10 to fundamentalne znaczenie.
Bo Niemcy albo siedzą w ziemiance przykryci ogniem i nie reagują, albo ochłonęli, zaczynają wychodzić i zajmować stanowiska.
Czasem 10 minut decyduje o życiu bądź śmierci.
Ale godzina 16, 16.10.
Saperzy z pierwszej brygady saperów spuszczają pontony i łodzie.
Żołnierze pierwszej kompanii, pierwszego batalionu ładują się do nich.
Ładuje się jedna z kompanii rusznic przeciwpancernych.
Zaczyna się forsowanie rzeki.
Niemcy po drugiej stronie na linii bezpośrednio wybrzeża, nabrzeża są słabi.
Poszczególne plutony zimprowizowanego pułku tworzą przesłonę, tworzą wyłącznie fikcyjną linię obrony tam, gdzie wróg nie atakuje.
Więc kapitan Baranowski i pierwszy batalion odnosi sukces.
Następuje skuteczne desantowanie, batalion opanowuje wybrzeże, przenika kilkaset metrów w głąb dzielnicy Powiśla na szerokości kilkuset metrów.
Bo to jest walka, która się będzie toczyła
na obszarze nie większym jak 6-8 boisk piłkarskich.
Kilka dosłownie kamienic.
Formalnie 5, realnie 3 wysokie budynki i przestrzeń otwarta na wybrzeżu.
Między mostem, a właściwie ruinami mostu, jest takadą i wałem kolejowym.
To jest teren walki, to jest teren boju.
Kapitan Baranowski i jego batalion skutecznie opanowują wybrzeże, przenikają kilkaset metrów, obsadzają pierwsze wysokie budynki, pierwsze kamienice i bloki.
Ale to jest pierwsza godzina, między 16 a 17-19 września.
Do tego czasu zasłona dymna się rozwiała, artyleria zdławiła ogień, a Niemcy się obudzili.
Nie mają obezwładnionych środków obserwacji, łączności ani artylerii.
Są silni, mają potężne odwody.
Zostali chwilowo zaskoczeni desantem jednego batalionu, ale to jest zaskoczenie taktyczne.
Nie ma tu zaskoczenia operacyjnego.
Pamiętajmy, 3 Dywizja Piechoty już od kilku dni jest w procesie forsowania Wisły.
To jest kompletne pomieszanie z poplątaniem.
Dopiero kiedy 9 Pułk został tak naprawdę wykończony.
Kiedy zrezygnowany podpułkownik Radosław wchodzi do kanałów, aby uciekać na Mokotów.
Dopiero wtedy ósmy pułk rusza po śmierci.
W warunkach braku jakiejkolwiek koordynacji z innymi własnymi pododdziałami i oddziałami, w warunkach klęski na Czerniakowie, chociaż Czerniaków jeszcze się broni, w warunkach braku synchronizacji.
Kiedy mgła zasłony dymnej się rozwiała.
Do forsowania przystępuje drugi batalion ósmego pułku.
Niemcy mają go jak na widelcu.
Widzą doskonale te łódki na Wiśle.
Jest dzień, nie ma zasłony dymnej, artyleria radziecka osłabła.
Niemcy już wcześniej prowadzą metodyczny ogień kontrbateryjny na Pragę, ale teraz ożywia się wszystko.
Cała artyleria niemiecka to jest pas obrony niemieckiego 46.
Artyleria tego korpusu ożywia się.
Niemcy mają tu m.in.
ciężkie wyrzutnie rakietowe.
Mają ciężkie moździerze.
Stawiają zaporę ogniową na rzece i walą w pas.
stanowisk artylerii radzieckiej i polskiej na Pradze.
Zaczyna się wzajemna walka kontrbateryjna.
Zaczyna się próba izolacji pola walki przez Niemców, czyli odcięcia pierwszej fali desantu od następnej.
I to się częściowo udaje.
Ta zapora ogniowa późnym popołudniem 19 września masakruje drugi batalion na rzece.
A pamiętajmy, łódek i pontonów dużo nie było.
Pierwsze straty były już przy forsowaniu pierwszego batalionu niewielkie, ale drugi to jest masakra.
Część tego batalionu ginie na Wiśle.
Część w kompletnej dezorganizacji i chaosie przepływa na drugą stronę.
kompanie fizylierskie, np.
kompania różnic przeciwpancernych, ale nie przepływają moździerze.
Przepływają armaty przeciwpancerne, ale tylko sześć spośród dwunastu.
Czyli mamy zerwanie tej struktury, o której mówiłem.
No bo część armat przeciwpancernych przepłynęła, jedna utonęła, została potem odnaleziona w latach 80.
Wiśle, moździerze, ciężkie moździerze 82-120 mm pozostały na Praskim Brzegu.
Na Praskim Brzegu pozostała kompania łączności i sztab pułku.
To ponura historia tego desantu.
Żaden oficer z dowództwa 8.
Pułku nie przeprawił się na drugą stronę.
Kapitan Baranowski był najwyższy stopniem.
Ani dowódca pułku, Konstanty Karasiewicz, ani żaden z oficerów sztabu, w tym szef sztabu porucznik Krzywicki, nikt nie przeprawił się na drugą stronę.
Najbardziej aktywny zastępca dowódcy pułku do spraw politycznych, podporucznik Gutaker, kierował wsiadaniem i formowaniem batalionów kompanii na Praskim Brzegu, pod czym wysyłał je drogą wodną ku centralnej Warszawie.
Ale też się nie przeprawił.
Nikt właściwie przez cały okres walki VIII Pułku Piechoty między mostami nie wiedział, co robił podpułkownik Karasiewicz.
Właściwie można by powiedzieć, że nie dowodził, co zresztą potem mu wytknięto.
A zatem II Batalion dociera w chaosie przy ścianie ognia niemieckiego, która to ściana ognia skutecznie izoluje I Batalion.
Rozprasza II Batalion i wieczorem 19 września w sztabie III Dywizji Piechoty zapada decyzja.
To się nie uda przerwać forsowanie.
Wysłano na śmierć dwa bataliony i część kompanii pułkowych, część pozostała na drugim brzegu.
Można by powiedzieć, że wysłano połowę żołnierzy, a połowa została.
Nieco ponad tysiąc poszedł do walki, około tysiąca żołnierzy pozostało na pracy.
Czyli nie cały pułk poszedł do walki, a dwa bataliony.
I bez dowództwa, i bez kompanii łączności, i bez ciężkich moździerzy.
Poszły armaty przeciwpancerne lekkie, granatniki, CKM-y, piechota.
Pełna różnic przeciwpancernych, granatów, ale tak naprawdę bez ciężkiego sprzętu.
I zostali odcięci.
Oczywiście nie w pełni.
Te łódki, te promy kursują, wywożą część rannych.
Ale wieczorem zapada decyzja, trzeci batalion nie będzie forsował Wisły.
Cały pułk nie będzie forsował Wisły, operację należy uznać za nieudaną.
Ogólnie forsowanie Wisły przez trzecią dywizję piechoty należy uznać za nieudaną.
Pozostałych żołnierzy na śmierć już nie wysłano, bo Niemcy postawili ścianę ognia.
A co się działo z tymi żołnierzami, którzy już przeprawili się na drugi brzeg Wisły?
Po drugiej stronie rzeki Niemcy przechodzą do kontrataków.
Mają działa pancerne.
Mają transportery opancerzone, półgąsienicowe.
Mają batalion, najpierw kompanie, potem cały batalion z dywizji Hermann Göring.
Batalion saperów szturmowych.
batalion policyjny, batalion grenadierów z 25 Dywizji Pancernej.
No nasi w rozumieniu żołnierze Wojska Polskiego.
Oni są bez szans.
Zajęliśmy kilka kamienic, część żołnierzy okopała się na kamienistym, piaszczystym nabrzeżu.
Z północy, z rejonu mostu kolejowego i nasypu widać ich jak na dłoni.
Niemcy strzelają do nich jak do kaczek, po czym wyprowadzają przeciwnatarcia.
Robią to po zmierzchu, kiedy otwarty teren nie jest tak dobrze widoczny.
Wszędzie wybuchy, dym, pożary, więc artyleria polska z drugiego brzegu nie może niszczyć tych choćby dział samobieżnych, które tu i ówdzie pojawiały się na nabrzeżu.
Zresztą nie jest łatwo, bo niemiecka artyleria cały czas wali na Pragę.
Na Pradze giną saperzy, giną chemicy.
Ranni zostają artylerzyści.
To jest wzajemna wymiana uprzejmości.
Ale nieprzyjaciel nie został w żaden sposób obezwładniony.
Jego środki ogniowe nie zostały zdławione.
Jego siła ognia jest wielka, nie ma efektu.
Zaskoczenia pierwszy rzut został odcięty.
Jedyna sprawna radiostacja na przyczółku zamilkła o północ.
Mimo, że przeprawiły się jednostki rozpoznania artyleryjskiego, także Armii Czerwonej.
Mimo, że nawet pododdziały radzieckich chemików z miotaczami ognia przepływają rzekę.
Nie ma to żadnego znaczenia.
To jest za mało i za późno.
Już w nocy następuje zasadniczy niemiecki kontratak.
Idzie z północy, z południa i z zachodu z trzech stron na mały przyczółek między mostami.
Można szacować, że nawet do 200 naszych żołnierzy zginęło w Wiśle.
A więc na przyczółku jest nie więcej jak 800-900 żołnierzy.
Zasadniczo tylko z bronią lekką, granatnikami, CKM-ami, różnicami przeciwpancernymi, kilka plutonów baterii armat przeciwpancernych.
Wybite do nogi, wszystkie armaty rozstrzelane ogniem na wprost z dział samobieżnych.
Załogi większości zginęły, kanonierzy zabici, pośmiertnie odznaczeni krzyżami walecznych i virtuti militari.
Ale niełatwo jest walczyć z 45-mimetrową armatą z działami szturmowymi niemieckiego 302 Batalionu.
W nocy batalion pierwszy, a właściwie elementy zasadnicze pułku, no trudno powiedzieć jak to określić, bo dowództwo pułku i kompania łączności pozostały na Pradze, więc można powiedzieć, że dwa wzmocnione polskie bataliony, jeden rozszarpany na Wiśle i drugi, który sforsował Wisłę, zostają odcięte od nadbrzeża.
Atakiem z północy i południa, a jednocześnie saperzy szturmowi Wehrmachtu z zachodu, przy użyciu wyrzutni rakietowych, goliatów, transporterów upancerzonych w gwałtownym szturmie rozbijają naszych żołnierzy.
Rankiem jest już po wszystkim.
Pojedyncze grupki żołnierzy walczą w izolacji.
Niemcy biorą część żołnierzy do niewoli, część rannych zabijają.
Następuje decyzja ratuj się kto może do rzeki i wpław na drugą stronę.
W nocy z 20 na 21 jeszcze wysyłamy patrole, także na ruiny mostów zabieramy część rannych, którzy się przeprawiali.
Ta gehenna trwa do 22 września.
Ale zasadniczo można powiedzieć, że o 16.19 zaczął się desant, o 18.00 został sparaliżowany, około 2.00 w nocy Niemcy przeszli do zdecydowanego przeciwuderzenia i do 7.00 rano 20.09 wszystko zniszczyli.
Część naszych ranna bądź nie zdołała przebić się do rzeki i wpław bądź na doraźnych środkach przeprawowych wycofać się na Pragę.
Zginęło 500, 600, 700 polskich żołnierzy.
Praktycznie absolutna większość, która przeprawiła się, to zaginieni bądź zabici.
Największa klęska spośród wszystkich desantów, bo najkrótszy to był desant i chyba najbardziej dramatyczny.
Pułk w zabitych, rannych i zaginionych traci ponad tysiąc ludzi w 24 godziny.
I obserwując tą walkę można powiedzieć nic zaskakującego, nic nowego pod słońcem.
Tutaj rzeka, proces forsowania dużej przeszkody wodnej dodają dramatyzmu, dodają dodatkowej trudności, ale w gruncie rzeczy jest to opowieść o nieudanym natarciu, które zostało przygotowane w sposób improwizowany, chaotyczny, bez właściwej organizacji, bez właściwego systemowego podejścia do pola walki.
Wszystkie elementy systemu były na stole, ale nie potrafiły ze sobą współgrać.
I przeciwnik był silny i skarcił improwizowaną operację desantową.
Skarcił w ten sposób, że koniec końców dowódcy armii i dowódce dywizji zdjęli ze stanowiska.
Tak zakończyły się desanty I Armii Wojska Polskiego przez Wisłę.
Dymisjami dowódców najwyższego szczebla, ale dowódca VIII Pułku stanowiska nie stracił.
Jeszcze nie.
Był niekompetentny, ale jeszcze siostrą.
Zdjęli jego przełożonego dowódcę dywizji.
Zdjęli dowódcę artylerii dywizyjnej, ale nie dowódcę pułku.
Mimo, że w raporcie było napisane, że nie wiadomo gdzie właściwie był i co robił w czasie, kiedy jego pułk ginął w Warszawie.
Można by powiedzieć, że ta historia zagłady VIII Pułku Piechoty, III Dywizji Piechoty jest już dobrze znana.
Powstało wcześniej kilka publikacji na ten temat, ale przeprawa do piekła Łukasza Mamerta Nadolskiego jest pod wieloma względami publikacją nowatorską.
Wprowadza bardzo wiele nowych, nieznanych dotąd faktów.
Mi osobiście tą książkę, nie mogę powiedzieć, że czytało mi się z przyjemnością, bo opisuje ona rzeczy zdecydowanie niefajne.
Jest to opis rzeczywiście przeprawy do piekła.
Natomiast ta książka również doskonale pokazuje, jak koniecznym jest zapanowanie nad chaosem pola walki.
Że to pojęcie połączone pole walki to nie jest frazes.
Że to pojęcie wojna to system to nie jest frazes.
Koordynacja, współdziałanie, właściwe wyszkolenie to są rzeczy fundamentalne.
Ktoś może powiedzieć kadry decydują o wszystkim, ktoś może powiedzieć doświadczenie, rekomendacje, przestrzeganie regulaminów, właściwe współdziałanie decyduje o wszystkim.
No bo cóż z tego, że tyle brygad artylerii stało w gotowości bojowej?
Cóż z tego, że tyle samolotolotów wykonały szturmowiki?
Co z tego, że saperzy wspierali, czy raczej realizowali forsowanie?
Cóż z tego, że wojska chemiczne postawiły zasłonę dymną?
Jak to wszystko ze sobą właściwie nie współdziałało?
I w ogóle cały plan tego ataku był przedziwaczny.
W czwartym dniu forsowania decyzja, żeby forsować się tuż obok już zwalczanego przyczółka.
Poza tym niejasne rozkazy.
Czy mieli nacierać na zachód, na spotkanie z powstańcami, czy na południe na pomoc dziewiątemu pułkowi własnej dywizji?
Oni sami chyba tego do końca nie wiedzieli.
Złe przygotowanie logistyczne operacji.
Fatalny sposób dowodzenia szczebla dywizji i pułku.
Zrzucenie odpowiedzialności na realne dowodzenie na szczebel batalionu, a przez to brak koordynacji działań.
No i wreszcie nieprzyjaciel.
Silny, zdolny do natychmiastowych kontrataków.
Niemcy w 5-6 godzin zorganizowali przeciwuderzenie siłami dwóch, trzech batalionów regularnego Wehrmachtu.
Żaden sposób tego manewru nieprzyjaciela nie obezwładniono.
Słowem, przepis na klęskę.
Gdyby to nie była rzeka, tak jak powiedziałem też, natarcie, przeciwnatarcie, wyrzucenie...
pierwszej grupy uderzeniowej.
Takich przykładów walk na froncie wschodnim możemy podać setki tysiące.
No tylko, że teraz w wielkim mieście, w warunkach powstania warszawskiego nadaje to dodatkowego dramatyzmu, a nie dzieje się to przy jakiejś bezimiennej wiosce, nad jakąś bezimienną rzeczką gdzieś na Białorusi czy Ukrainie, czy nawet w Polsce.
Stąd klęska desantów tak zwanych berlingowców.
Zajmuje poczesne miejsce w naszej pamięci o...
II wojnie światowej, czy będąc bardziej precyzyjnym w pamięci o I Armii Wojska Polskiego, czy tzw.
Ludowym Wojsku Polskim.
Zajmuje ważne miejsce w pamięci, ale my tą pamięć musimy pielęgnować i cały czas, aby ją posiadać, musimy badać przeszłość.
Książka Łukasza Mamerta Nadolskiego jest kolejnym potwierdzeniem tego, co wie każdy historyk frontu wschodniego.
że tam zawsze jakiś dokument przeczy następnemu, że ten sam oddział w trzech różnych lokacjach i w trzech różnych datach może zajmować daną miejscowość, że na bazie dokumentów I Armii Wojska Polskiego nie sposób się zorientować, kiedy kto bombardował, kiedy kto stawiał zasłonę dymną, czy kiedy kto się przeprawiał.
bo jedni uważali, że to była 14 i inni, że 16, a jeszcze inni podają inną godzinę.
I potem jak się czyta te dokumenty, to naprawdę można się przestraszyć, bo jak powiedziałem, czasem 10 minut decyduje o życiu lub śmierci, o zwycięstwie lub klęsce.
Gdy liczba błędów jest zbyt duża na polu walki, to się przegrywa.
Tutaj nad Wisłą w pasie natarcia 8 Pułku Piechoty ta suma błędów zaprowadziła dwa bataliony tego pułku prosto do piekła.
No, Norbert, no dzisiaj tą gorzką błędą kończymy ten odcinek, za który ci bardzo dziękuję i do usłyszenia w kolejnym.
Dziękuję bardzo.
Dziękujemy, że byłeś z nami do końca tego odcinka.
Odwiedź nas na Facebooku, Instagramie, Twitterze lub TikToku.
Wszędzie tam znajdziesz nas wpisując Podcast Wojenne Historie.
Do usłyszenia.
Ostatnie odcinki
-
Polacy na frontach drugiej wojny światowej
04.02.2026 06:00
-
Straty załóg okrętów podwodnych podczas II wojn...
02.02.2026 06:00
-
Ilu Polaków zginęło w czasie II wojny światowej...
01.02.2026 15:00
-
Paradoks amerykańskich strat w czasie drugiej w...
30.01.2026 06:00
-
Gość Podcastu Wojenne Historie: Paweł Przeździe...
28.01.2026 06:00
-
Betonowa tarcza. Czy umocnienia są potrzebne?
26.01.2026 06:00
-
Radzieckie wojska pancerne w inwazji na Polskę ...
23.01.2026 06:00
-
Dywizje. Zwodniczy symbol siły
21.01.2026 06:00
-
2. Armia Wojska Polskiego. Między propagandą a ...
19.01.2026 06:00
-
Plan Zwycięstwa. Amerykański plan na wygranie w...
16.01.2026 06:00