Mentionsy

Podcasty Crime+Investigation Polsat
27.11.2025 17:00

🎙 Dwa brutalne morderstwa w Tatrach | Uprowadzenie Polki w Tunezji | PODCAST

🌴WAKACYJNE ZBRODNIEWakacje czasem mogą zamienić się w prawdziwy koszmar.Zapraszamy na 3 odcinki Wakacyjnych Zbrodni:"Tunezyjska Miłość"🌴W 2021 roku katowicka policja otrzymała tajemniczą wiadomość o treści: “na lotnisko Tunezja”. Jej autorką okazała się 38-letnia Polka, która, jak się później okazało, wyjechała do Tunezji żeby spotkać się ze swoim internetowym znajomym."Zaginiona w górach"🌴Ula bardzo lubiła górskie wędrówki. Pewnego dnia spakowała swój górski plecak, pożegnała się z tatą i wyszła z domu. Nie wróciła na noc i nie było z nią żadnego kontaktu. Rozpoczęły się poszukiwania."Ostatni przejazd"🌴16-letni Marcin bawił się w Zębie na festynie strażackim. Po zakończeniu imprezy samotnie wracał do domu. Nigdy do niego nie dotarł.🎧 Jeśli interesują Cię prawdziwe zbrodnie, podcasty kryminalne, psychologia mordercy i głośne sprawy kryminalne, ten materiał jest dla Ciebie.📺 Subskrybuj kanał, by nie przegapić kolejnych historii opartych na prawdziwych wydarzeniach.Subskrybuj nasz kanał 👉🏻 / @crimeinvestigationpl Zapoznaj się z naszymi programami na 👉🏻 https://www.crimeinvestigation.pl/ Obserwuj CRIME+INVESTIGATION na Facebooku 👉🏻 / crimeinvestigationpolsat Obserwuj CRIME+INVESTIGATION na Instagramie 👉🏻 / crimeinvestigationpolsat Naszą stację znajdziecie tu:POLSAT BOX 32/80CANAL+ 227NETIA 97INEA 307ORANGE 42/463TOYA 354PLAY (MEDIABOX) 116PLAY (HORIZON/ 4K BOX) 405PLAY TV BOX 404T-Mobile (Magenta TV) 518Crime+Investigation Polsat to najchętniej oglądana w Polsce telewizja True Crime! Wejdź z nami do świata autentycznych zbrodni w poszukiwaniu prawdy, sprawiedliwości i lepszego zrozumienia przestępczych zachowań. Każda podróż ma charakter osobisty i emocjonalny, w której głos zabierają śledczy, specjaliści i osoby najbardziej dotknięte daną sprawą. Flagowe produkcje to m.in. "Opowiem ci o zbrodni", "Polskie zabójczynie" czy „Dożywotniacy”.

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 485 wyników dla "Komendy Wojewódzkiej Policji w Krakowie"

Zapraszamy na podcast Wakacyjne Zbrodnie.

Zrealizowany na podstawie polskiej serii dokumentalnej True Crime o tym samym tytule, którą możecie oglądać w telewizji Crime and Investigation Polsat.

Jeden z kolegów otrzymał wiadomość.

Patrzyliśmy się na siebie i mówimy, o co tu chodzi.

Wiemy, że kobieta przebywała w mieszkaniu mężczyzny.

Jeżeli ktoś jest uprowadzony w kraju arabskim, to może być już o wiele trudniej.

Żartownić czy poważna sprawa?

Wakacyjne zbrodnie.

Odcinek czwarty.

Od prawie 30 lat jestem policjantem.

Od 27 lat pracuję w służbach kryminalnych policji.

Pewnego dnia we wrześniu 2021 roku, 21 września bodajże dokładnie,

Wykonując czynności w komendzie, jeden z kolegów, miałem wtedy szczęście albo farta być w tym momencie w jego pokoju, otrzymał wiadomość na swoim telefonie komórkowym za pośrednictwem komunikatora internetowego od osoby mu znanej, zidentyfikowanej.

Jednakże wiadomość miała charakter taki niecodzienny.

W wiadomości wysłanej do policjanta były trzy słowa.

Dla początku dla nas naprawdę patrzyliśmy się na siebie i mówimy o co tu chodzi.

To jest nieprawdopodobne co się dzieje.

21 września 2021 roku godzina 10.

Wiadomość tekstowa nie głosowa.

pisana taką niepoprawną polszczyzną, jakby poprzemieszczane litery, można by powiedzieć nielogiczna, niespójna, która początkowo w nas wtedy, mogę już powiedzieć, wywołała zdziwienie, później w jakąś konsternację, a na koniec wzruszenie ramion i wręcz zaniepokojenie o co chodzi.

Z wiadomości wynikało, że kobieta Polka przebywa w afrykańskim kraju, bez środków do życia, dzieje się jej krzywda i ma do przejścia ponad 200 kilometrów na lotnisko, bo chce wracać do domu.

Liczba informacji przekazywanych jednostkom policji, mające charakter dowcipu, fałszywego alarmu, jest zatrważająca dużo.

W tej specyficznej sytuacji czas naglił.

Żartownić czy poważna sprawa?

60 minut od otrzymania pierwszej wiadomości.

Taka osoba rzeczywiście istnieje, ale to nadal nic nie znaczy.

Kamil Zatoński, redaktor naczelny portalu wkatowicach.eu.

Policjanci postanawiają sprawdzić wiarygodność wiadomości.

Rzeczywiście w materiale sprawy wiemy, że z tą rodziną się spotkał policjant, rozmawia z nią.

Rzeczywiście potwierdzają też, że taki wyjazd za granicę ma miejsce.

Według świadka, właścicielka telefonu, 38-letnia Monika faktycznie przebywała za granicą w Tunezji.

Celem podróży było spotkanie z poznanym jakiś czas wcześniej mężczyzną.

Katowice.

Trzy lata wcześniej.

Historia tak naprawdę zaczyna się w 2018 roku, kiedy kobieta poznaje tego mężczyznę.

Zaczynają ze sobą pisać, wymieniać wiadomości, poznawać się.

Do ich spotkania dochodzi w 2021 roku.

Kobieta tam rzeczywiście się pojawia.

38-letnia Monika od dawna była zapraszana do Tunezji przez poznanego w sieci mężczyznę.

Ich internetowa znajomość trwała ponad trzy lata.

Wiemy, że kobieta przebywała w mieszkaniu mężczyzny, do którego pojechała, czyli nie dość, że wyjechała za granicę, no to rzeczywiście to ciepłe miejsce, które miało się okazać takim miejscem rozbudzającym miłość, znalazło u niego w mieszkaniu.

Polka nie podała swoim bliskim adresu, pod którym miała się zatrzymać.

Nie była znana im nawet nazwa miejscowości.

Okazuje się, że ten świat kolorowy, który miała tam zastek z bardzo dobrymi emocjami, staje się światem zupełnie innym.

21 września 2021 roku.

Półtorej godziny od otrzymania pierwszej wiadomości.

Trzeba podjąć decyzję, czy problem zostaje odłożony na bok i zbagatelizowany, czy zaczynamy podejrzewać, że coś się naprawdę dzieje.

Więc idzie pytanie w drugą stronę.

Po jakimś czasie zostaje to, niejako ta informacja zostaje potwierdzona, że tak, jestem w Tunezji, źle się dzieje.

Możesz zadzwonić do Ambasady Polskiej?

Ta korespondencja pomiędzy nadaniem informacji i wiadomości, a jej odbiorem kolejnej, to było nieraz kilka, kilkanaście minut.

W późniejszym czasie znowu przychodzi wiadomość, odzywa się telefon komórkowy.

Otrzymujemy wyjaśnienie, że... Na początku było takie enigmatyczne, bo z jednej strony wynikało, że nie może się połączyć do sieci,

telefonik komórkowy i dlatego możliwe są połączenia wyłącznie za pośrednictwem internetu.

A druga informacja wskazywała, że on odciął mi połączenia międzynarodowe.

Jeżeli ktoś mówi, że jego wolność jest ograniczona, no to należy uruchomić siły międzynarodowe.

Ktoś jest na przykład uprowadzony w Niemczech, no to nie ma większego problemu, ponieważ są odpowiedni policjanci, pełnomocnik straży granicznej.

Natomiast jeżeli ktoś jest uprowadzony w kraju arabskim, kobieta, to może być już o wiele trudniej.

Sama sytuacja również wzbudzała wiele pytań, bo jeżeli osobie dzieje się krzywda, jeżeli coś poszło nie tak, jeżeli mówi, że uniemożliwia mi połączenia, jeżeli mnie ogranicza w swojej swobodzie i poczuciu wolności, to czemu ma telefon przy sobie?

Jedna odpowiedź generuje kolejne pytanie w takiej sytuacji.

Miesiąc wcześniej.

Na początku jest łatwiej.

wimy o czymś, co jest quasi związkiem, co się zaczyna jak wielka miłość.

Według informacji zdobytych przez świadków, w czasie pierwszych tygodni pobytu Moniki w Tunezji, jej znajomy okazywał jej dużo czułości i zainteresowania.

Zapewniał ją o swoich poważnych zamiarach.

Jest nam trudniej rozpoznać oszusta czy osobę mającą złe zamiary, jeżeli rozmawiamy w obcym języku albo przez translatora i jeżeli nie znamy tej kultury.

Więc nie wiemy, czy człowiek, który się w jakiś tam sposób zachowuje, należy do określonej warstwy społecznej, tak jak nam to przedstawia, ma określony poziom wykształcenia, bo możemy nie móc jakby tego zdekodować.

Trzeba to wszystko gdzieś tam brać pod uwagę.

Ale ponieważ, jak wiadomo, kobieta zakochana, podobnie jak zakochany mężczyzna, nie bierze tego wszystkiego pod uwagę, no to może się to bardzo różnie skończyć.

21 września 2021 roku, dwie godziny od otrzymania pierwszej wiadomości.

Odpowiedz.

Kobieta o godzinie 12 tak naprawdę przepada, nie wysyła wiadomości, nie wiemy co się z nią dzieje.

Napisz wszystko.

To jest taki moment, który powiem szczerze, nieczęsto się zdarza w naszej pracy, na pewno nie na co dzień, kiedy myśli w głowie się kłębią, prawda?

Tworzą się kalejdoskop wersji do przyjęcia, co się mogło wydarzyć.

Musimy się zastanowić, co może oznaczać milczenie, a może oznaczać wszystko.

Może oznaczać, że został zabrany jej telefon i właśnie cierpi na swoim zdrowiu bądź życiu.

Może to życie nawet stracić.

Wakacyjne zbrodnie.

Jeden z kolegów otrzymał wiadomość.

Patrzyliśmy się na siebie i mówimy, o co tu chodzi.

Wiemy, że kobieta przebywała w mieszkaniu mężczyzny, do którego pojechała.

Jeżeli ktoś jest uprowadzony w kraju arabskim, to może być już o wiele trudniej.

O godzinie 12 tak naprawdę przepada.

Myśli w głowie się kłębią, co się mogło wydarzyć.

Odcinek czwarty.

21 września 2021 roku.

Sześć godzin od otrzymania ostatniej wiadomości.

Cisza nabiera dźwięku i o godzinie 18.

Kamil Zatoński, redaktor naczelny portalu wkatowicach.eu.

Ta kobieta kontaktuje się z policjantem i z policjantami już w całym wydziałie, który myśli o tej sprawie przez te wcześniejsze godziny, w których nie miała z nimi kontaktu.

Na tamten czas, kiedy podejmowaliśmy decyzję, to stoi się przed takim wyzwaniem, że ratujemy człowieka.

Policjant operacyjny Wydział Dochodzeniowo-Śledczy Komendy Wojewódzkiej Policji w Katowicach.

że ratujemy człowieka i my często mówimy o tym, że na podjęcie tej decyzji nieraz się ma, jak to się mówi, sekundy.

I to jest prawda.

Czy pozwalają ci wyjść?

Dla nas dalej było nie wiadomo, gdzie ona jest.

To nie jest tak, że Tunezja i co Polska, prawda?

Więc padło takie pytanie, żeby się zorientowała, gdzie jest.

Do tego stopnia, że na przykład, jeżeli ma możliwość patrzenia przez okno, to ma robić zdjęcia i nam wysłać, prawda?

Myśmy też nie byli pewni, czy ten telefon będzie miała jeszcze przez 5 minut czy przez 5 godzin.

Irena Dawid Olczyk, prezes zarządu fundacji La Strada.

Może być tak, że osoba, która nas przetrzymuje, nagrywa to, co mówimy i później to sobie przy pomocy translatora tłumaczy.

Więc nawet jak nie zna polskiego, to może się za dużo dowiedzieć.

Była taka informacja do niej przekazana, że po wymianie informacji ma usuwać te wiadomości, żeby nie było, że koresponduje z kimś tam, a jeszcze pada pytanie, kto to jest, to co ma odpowiedzieć, to stwarza zagrożenie.

Ktoś mógł się wystraszyć i skrzywdzić kobietę, usunąć ciało, a jej tu nigdy nie było i udawać, że nic się nie stało.

W toku tej korespondencji otrzymaliśmy od pani zdjęcie mężczyzny, który zaprosił ją do Tunezji, który ją gościł.

Sytuacja zagrożenia życia naprawdę się ogromnym piętnem na psychice odbija.

Pierwszym problemem nie jest to, że taka osoba jest zamknięta, tylko to, że ona się orientuje, że może on jednak jej nie kocha.

I to jest ważne, bo my patrzymy na to z zewnątrz, a to jest jakaś tam dynamika związku.

Jeśli ten nowy partner jest partnerem marzeń, jest romantyczny, jest namiętny, wszystko jest naprawdę super i główny problem to jest taki, że on się zaczyna zmieniać.

Ona głównie musi sobie poradzić z tym, że to jednak nie jest ta wielka wymarzona miłość.

21 września 2021 roku, godzina 19.

9 godzin od otrzymania pierwszej wiadomości.

Kiedy policjanci wiedzą, kto jest oprawcą, mają dane osobowe tego mężczyzny, to tak naprawdę zaczynają działać.

To już można podejmować kroki, papier idzie w ruch, idą też w ruch odpowiednie maile, jest kontakt z policją w Warszawie, oczywiście tutaj też bardzo skracając i spłycając, ale wchodzi Interpol, wchodzą różne fundacje, wchodzi ambasada w Tunezji i tak naprawdę to się zaczyna dziać.

Jak ta pomoc będzie wyglądać, to zależy od kraju.

I też myślę, że nie są to też takie rzeczy do powszechnej wiadomości.

Nie wiem, nie chciałbym hołubić elektroniki i internetu w żaden sposób, ale to jest coś fantastycznego.

Kiedy można w ciągu sekund, minut, kilkunastu minut na drugi koniec świata przesłać informację ze zdjęciem,

I po kilku, kilkunastu minutach ktoś odpowiada tak, dotarło, robimy.

W godzinach wieczornych policja ze Śląska przestaje otrzymywać jakiekolwiek wiadomości od przetrzymywanej kobiety.

2 września 2021 roku.

24 godziny od otrzymania pierwszej wiadomości.

I policjanci odbijają ją w mieszkaniu tego mężczyzny z rąk oprawcy?

To była lakoniczna informacja, która powiedziała przedstawicielom dyplomatycznym polskim i policjantom tunezyjskim, że była przetrzymywana, tam była bita, była wykorzystywana seksualnie.

W czasie przesłuchania poszkodowana zeznała, że Safan groził, że jej nie wypuści, jeżeli jej rodzina nie zapłaci mu okupu.

Pobyt w Tunezji, o którym mówimy, trwał prawie miesiąc, prawda?

Więc to nie mówimy o eskabadzie trzydniowej i koszmar, prawda?

Nie chciałbym teraz wypowiadać na temat tych okoliczności, które stanowią tajemnice postępowania przygotowawczego,

ale przez miesiąc wiele rzeczy może się zdarzyć, miłych i niemiłych.

Kiedy widziała, że jej sytuacja już staje się taka nieciekawa, ja bym powiedział czarprysną, kiedy poczuła już się zagrożona w sposób poważny, kiedy dochodziło do sytuacji, że ten mężczyzna zaczął zabierać jej ten telefon, kiedy groził jej, że...

Zdecydowała się na coś, co uznała w tamtym czasie za jedyne racjonalne rozwiązanie.

Nie znała języków, nie potrafiła udać się do jakiegoś pierwszego, lepszego na drodze policjanta, jeżeli nawet takowego tam widziała.

Wykonała to połączenie.

Jestem zaskoczony pozytywnie.

Że takie duże opanowanie tej kobiecie towarzyszyło i że tak sobie z tym dobrze poradziła, bo myślę, że poza sukcesem policjanta i całej policji, całego zespołu, bo to pracuje cały zespół nad tym, żeby każdą sprawę rozwiązać, warto też wspomnieć o dużej determinacji i tych cechach charakteru, które pomogły tej kobiecie się uratować.

Przeżyła straszną traumę, a mimo wszystko potrafiła gdzieś w tym wszystkim zachować jakąś jeszcze zdrowy rozsądek w postaci jestem w stanie się uratować i nie zgasić tej nadziei, która się tam tliła.

Jak się okazało, ten przykład jest dla mnie takim, nie wiem czy wzorcem, prawda, ale ukazuje, że system zadziałał.

Ta kobieta ewidentnie, faktycznie, namacalnie stanęła w polskiej placówce dyplomatycznej jako żyjąca kobieta.

Powiedzmy zdrowa, bo na szczęście nie było obrażeń takich, które by kwalifikowały ją do jakiejś doraźnej pomocy medycznej.

Dla mnie rewelacja.

Mimo wszystko jest to kraj stosunkowo blisko Europy.

Nie wiemy, co by się stało, gdyby ktoś pojechał dużo dalej.

Pracując tam, gdzie pracuję, ja znam głównie sytuacje trudne, niebezpieczne i kończące się źle.

Myślę o tych wszystkich informacjach, które powinniśmy na bieżąco przekazywać o nowych znajomych komuś.

Myślę o osobach, które wyjechały na wakacje i nie wróciły.

Myślę też o tych Polkach, które dziwią się, że zrobiły taką dobrą partię, to by się kiedyś nazywało konkieta, że złapały takiego fantastycznego faceta, a może się okazać, że głównym walorem tej kobiety jest to, że ma unijny paszport.

i w wyniku małżeństwa współmałżonek będzie miał prawo pobytu w Unii.

No nie chciałbym odchodzić ze służby w atmosferze, że zobaczcie, taki mądry był, a tu się mu nie chciało podnieść telefonu, nie chciało się mu napisać telegramu, bo nie dał wiary.

Myślę, że jednak doświadczenie osób, które podejmowały wtedy decyzje, świadczą o profesjonalizmie i oby tak najczęściej, a jak powiedziałem wcześniej, lepiej żałować, że się coś zrobiło, nawet niepotrzebnie, niż żałować, że się nie zrobiło.

Postępowanie dotyczące bezprawnego pozbawienia wolności Polki jest nadal prowadzone na terenie Tunezji.

Jego przebieg jest niejawny.

Dla dobra ofiary oraz trwającego postępowania jej imię zostało zmienione.

Przed Wami historia młodej dziennikarki, brutalnie zamordowanej podczas wyprawy w górę.

Kurszula powiedziała, że wychodzi.

Po co na rynek główny w Krakowie górski plecak?

Nikt nie podejrzewał, że stało się coś złego.

Pojechała w kierunku gór.

O tym ojciec na pewno nie wiedział.

Około 150 metrów od tego miejsca, gdzie znaleziono plecak, znaleziono później ciało.

W tym plecaku znaleziono i krew, i włos.

Było to dosyć dziwne i takie niewytłumaczalne.

Ciało już było w takim stanie, że ono było praktycznie nie do rozpoznania.

Wakacyjne zbrodnie, odcinek piąty.

Zaginiona w górach.

Kraków.

Ja byłem wtedy dziennikarzem w Gazecie Krakowskiej.

W sensie ona była na stażu.

Piotr Odorczuk, ówczesny dziennikarz Gazety Krakowskiej.

Taką była żywą osobą, która była mocno zainteresowana różnymi tematami, ale miałem taką intuicję, że ona jakby nie nadaje się na taką dziennikarkę lokalną.

Urszula mieszkała w Krakowie, mieszkała z rodzicami, ale w tym czasie, kiedy to się rozpoczęło, ona była w mieszkaniu wraz z ojcem.

Dariusz Nowak, rzecznik Komendy Wojewódzkiej Policji w Krakowie w latach 1996-2013.

I tak mniej więcej to było przed dziesiątą, po dziewiątej powiedziała do ojca, że wychodzi.

No i zapytał ją, gdzie idzie, powiedziała, że idzie na krakowski rynek.

Wyglądało na to, że idzie spotkać się ze znajomymi.

Natomiast jedno, co w tym było zastanawiające, ale oczywiście później zabrała ze sobą taki plecak.

Po co na rynek główny w Krakowie?

Na spotkanie ze znajomym, może w jakiejś restauracji czy kawiarni, górski plecak.

W godzinach wieczornych Ula nie pojawiła się w domu.

Rodzice sądzili, że ona rzeczywiście gdzieś jest w Krakowie.

Ponieważ godziny mijały, zaczęli do niej dzwonić, no ale telefon już nie odpowiadał.

Ona nie odbierała, wyglądało na to, że ten telefon był po prostu wyłączony.

Kompletnie nie wiedział, co się z córką dzieje.

Nie pamiętam, kto powiedział, ale ktoś powiedział, że jej nie ma i że nie wiadomo czemu.

I zaczęliśmy się tym interesować bardziej.

Skontaktowaliśmy się z jej ojcem.

Nikt nie podejrzewał, że stało się coś złego.

W trakcie poszukiwań krakowska policja natrafiła na ślad Uli na dworcu autobusowym w Krakowie.

Był przeglądany monitoring i widać, jak ona po prostu do tego autobusu wsiadła.

To był autobus o 10.40 odchodzący z dworca głównego, z dworca autobusowego w Krakowie.

Wsiadła do tego autobusu no i pojechała właśnie w kierunku gór.

O tym ojciec na pewno nie wiedział.

Sądzę, że sam był zdziwiony, zszokowany, że córka pojechała, wsiadła do autobusu i pojechała w kierunku gór.

Pewnie nie dziwił się, że w ogóle góry jako takie, no bo te góry kochała.

Góry to akurat kierunek bardzo naturalny dla niej, bo z tego, co pamiętam, to nawet ojciec Uli kocha góry i tą miłością do góry od niego się zaraziła.

Co było takie wyjątkowe w tej sytuacji, bo ona zawsze w góry zabierała nie tylko plecak z potrzebnymi rzeczami, żeby bezpiecznie w tych górach się poruszać, ale też aparat.

A akurat zostawiła ten aparat w domu.

To było takie dziwne, bo chodzenie po górach to jedno, że uwielbiała chodzić po górach i je zdobywać, ale robić też zdjęcia w tych górach, no bo była w końcu fotoreporterką.

Z powodu braku postępów w śledztwie tata Urszuli rozpoczął poszukiwania na własną rękę.

Ogromna determinacja ze strony ojca Urszuli, który też chce za wszelką cenę trafić na ślad córki.

Żyją wszystko i ich szukają.

On przygotował też ze sobą takie miał plakaty, tam było duże jej zdjęcie, informacja o tym, że zaginęła, telefon kontaktowy do tego, żeby przekazywać mu informacje.

On po prostu jeździł z tymi plakatami, rozwieszał je w każdym możliwym miejscu, to znaczy oczywiście tam, gdzie teoretycznie Urszula mogła być.

Wydzwaniał, szukał, wypytywał, no ale to trwało wiele tygodni.

W ciągu czterech tygodni od wyjazdu Uli z Krakowa ani policja, ani jej bliscy nie natrafili na żaden jej ślad.

Takie teksty pisaliśmy wiele razy na temat innych ludzi, którzy zaginęli i z moich doświadczeń właśnie dziennikarskich, z rozmów na przykład z Itaką, większość ludzi się odnajduje.

Jest niewielki odsetek ludzi, którzy się nigdy nie znajdują.

Tych hipotez było sporo, ale cały czas tutaj, ja bym powiedział, że koledzy, którzy prowadzili te poszukiwania, to śledztwo, byli przekonani, że jeszcze ktoś musi być, że ona po prostu nie była cały czas sama.

że ktoś jej towarzyszył, ewentualnie z kimś umówiła się właśnie w Poroninie.

13 września 2010 roku.

Jej tata stwierdził, że ona musiała pojechać w góry.

Stwierdził, że nie wie w które, więc jeździł i pojechał we wszystkie.

W zasadzie sprawdził, osobiście pojechał do wszystkich schronisk, do których ona mogła pojechać.

trafił do schroniska właśnie w Dolinie Pięciu Stawów z tym swoim plakatem pokazując zdjęcie Urszuli.

No i tam była pani, która pracowała na recepcji, zobaczyła ten plakat i mówi, no ale ja znam tę dziewczynę ze zdjęcia na plakacie.

wi, tutaj jest taki plecak.

No, ktoś zajrzał do środka, pewnie i ona, bo inaczej by nie wiedziała.

I tam są dokumenty, tam jest dowód osobisty i to jest właśnie zdjęcie tej dziewczyny.

W sierpniu turyści natknęli się w górach na plecak Uli w pobliżu Siklawy i zanieśli ten plecak do pobliskiego schroniska.

W tym plecaku były jej dokumenty, był wyłączony m.in.

telefon komórkowy i jeszcze jakieś drobiazgi, no i ten plecak po prostu tam był.

Tata znalazł go w schronisku 5 tygodni później.

Przy poszukiwaniach, przy śledztwie to jest szmat czasu i potem okazało się, że rzeczywiście to, że policja nie wiedziała o tym, że nikt nie wiedział, że ten plecak Jerzy został znaleziony w tym miejscu, bardzo utrudniło późniejsze działania.

15 września 2010 roku.

Po otrzymaniu plecaka zakopiańska policja wyruszyła na poszukiwania w okolice wodospadu Siklawa.

I w którymś momencie rzeczywiście jeden z policjantów zobaczył w tym potoku buty.

Okazało się, że około 150 metrów od tego miejsca, gdzie znaleziono plecak, więc to też jest nie tak do końca mała odległość, znaleziono później właśnie ciało.

Ciało już było w takim stanie, czyli taki rozkład gnilny, że ono było praktycznie nie do rozpoznania.

Wiemy, że zwykle rodzice mają intuicję.

Jeszcze nie widać, kto tam jest, nie można zidentyfikować takiej osoby, ale rodzic po prostu czuje.

Wyciągnięto zwłoki z wody.

One były, tak jak powiedziałem, zdeformowane.

Musiały przeleżeć w tej wodzie już kilka tygodni.

Przewieziono zwłoki do Zakładu Medycyny Sądowej.

No i dziwne było to, że Ula miała spodnie opuszczone poniżej kolan.

Było to dosyć dziwne i takie niewytłumaczalne, bo tak jakby nie było śladów jakiejś przemocy czy pobicia, takich typowych, ale nie żyła.

Miała wybite zęby i złamaną żuchwę.

Sekcja zwłok wykazała, że Urszula zmarła 29 lipca, dzień po opuszczeniu Krakowa.

W dniu znalezienia ciała wszczęto śledztwo w sprawie wyjaśnienia przyczyny śmierci Urszuli.

W tym plecaku znaleziono i krew, i włos.

Na pewno nie była to krew i włos Urszuli.

Wydawało się, że policjanci są o krok od człowieka, który mógł się przyczynić do śmierci Urszuli.

Wakacyjne zbrodnie.

Kurszula powiedziała, że wychodzi.

Po co na rynek główny w Krakowie górski plecak?

Nie podejrzewał, że stało się coś złego.

Pojechała w kierunku gór.

Osobiście pojechała do wszystkich schronisk, do których ona mogła pojechać.

Około 150 metrów od tego miejsca, gdzie znaleziono plecak, znaleziono później ciało.

W tym plecaku znaleziono i krew, i włos.

Zaginiona w górach.

Policja próbowała ustalić tożsamość osoby, do której należały ślady DNA i włosy znalezione w plecaku Uli.

W kolejnych dniach wyszło na jaw, że ślady znalezione w plecaku pojawiły się w nim już po zaginięciu Uli.

Okazało się, że ten włos i krew należy do jednego z policjantów, który brał udział w poszukiwaniach w oględzinach i to po prostu jego była krew.

Dariusz Nowak, rzecznik Komendy Wojewódzkiej Policji w Krakowie w latach 1996-2013.

Rzecz, która nie powinna się wydarzyć.

Oczywiście sprawdzono policjanta, no bo skoro była jego krew i włos, musiano go sprawdzić, no ale to bez wątpienia ten policjant nie miał ze sprawą nic wspólnego.

Bardziej powiedziałbym, no taka trochę nieudolność ze strony prowadzenia, w momencie prowadzenia oględziny.

Sekcja zwłok wykazała, że Urszula zmarła dzień po zaginięciu.

Nie udało się ustalić przyczyny śmierci, ale pojawił się anonimowy świadek.

Jakiś czas później, już w momencie, kiedy ta sprawa została nagłośniona, dzwonił jakiś pan, on dzwonił w sumie trzykrotnie i powiedział, że właśnie tego dnia, czyli 29 lipca 2010 roku był w tej okolicy, czyli w okolice tego potoku Roztocze.

Zadzwonił na policję.

Bartosz Dybała, dziennikarz Gazety Krakowskiej.

Informując, że widział Ulę i że była tam z jakimś mężczyzną.

Widzi dziewczynę, widzi plecak, a za nią idzie jakiś mężczyzna i prowadzi za rękę taką dziewczynkę, może około dziesięcioletnią.

Powiedział jej, idź dalej sama, ja za chwilę cię dogonię.

I dziewczynka idzie dalej sama, ta turystka skręca i ten mężczyzna także idzie za nią.

Ten człowiek dzwonił trzykrotnie.

Potem już się nie odezwał, potem się okazało, że jego karta, no to były jeszcze czasy, kiedy były karty pripelidowe, że jego karta na przypuszczalni została zniszczona, nie udało się go namierzyć.

On też nigdy później nie oddzwonił i tutaj znowu ślad się urwał.

W grudniu 2011 roku śledztwo dotyczące Uli zostało umorzone z powodu braku dowodów.

Pojawiły się głosy, że było to spowodowane uchybieniami w postępowaniu.

Ten plecak przeleżał po prostu 5 tygodni w schronisku.

Nikt tego nie zgłosił, nikt nie sprawdził, co jest w środku w tym plecaku, tylko to wrzucili, tam leżało ileś czasu.

Piotr Odorczuk, ówczesny dziennikarz Gazety Krakowskiej.

Więc być może udałoby się znaleźć to ciało wcześniej, ale nikt nie wpadł na pomysł, żeby sprawdzić, a tam były dokumenty.

Ojciec Urszuli uważał, że teren, na którym znaleziono zwłoki, nie został poprawnie przeszukany przez policję.

On tam pojawia się w tym samym miejscu, czyli w tym miejscu, gdzie znaleziono zwłoki na początku października.

To już jest prawie dwa tygodnie, trzy tygodnie później i tam niedaleko tego miejsca znajduje pelerynę i ta peleryna należała do Urszuli.

Podejrzewam, że to też wynika z tego, że właśnie to jest duże, turystyczna miejscowość, turystyczny obszar, Podhale i Zakopane.

Podejrzewam, że nie mieli zasobów specjalnie ludzkich, też takie tłumaczenie, pamiętam, była sprawa z ładowarką do telefonu tego, który znaleźli, że nie mogli sprawdzić, co jest w środku.

I to tata Uli odkrył, że oni nie sprawdzili przez ileś tam tygodni.

Okazało się, że nie mieli ładowarki, więc on kupił ładowarkę i im zawiózł.

Kraków 2020 roku.

Ona była na stażu w Gazecie Krakowskiej, pisała tam.

Chciała być też pewnie dziennikarką.

W momencie, kiedy zaginęła, koledzy także ruszyli jej tropem.

Mieli te informacje takie, powiedziałbym, podstawowe od nas, bo to można było upublicznić, więc oni też poszli tym tropem, dotarli do Poronina.

W Poroninie dziennikarzom udało się porozmawiać z mieszkańcami, którzy pamiętali sprawę zaginięcia Uli.

Wśród nich była osoba, która poznała ją osobiście.

Spotkaliśmy się między innymi z panią, która ma taką pracownię, jest taką artystyczną duszą, coś tam wyszywa.

I Ula też trochę była taką artystyczną duszą, więc wstąpiła do niej.

Ona też się interesowała właśnie haftem, stąd pewnie obecność w tym sklepie.

I ona rozmawia ze sprzedawczynią, stąd ta pani, która tam sprzedaje, po prostu ją zapamiętała.

I jakiś czas tam jest w tym sklepie, jakieś 15-20 minut, rozmawiają właśnie na temat haftu, góralskiego haftu, tym podobnych.

No jedna rzecz jest zastanawiająca już wtedy, bo cały czas pamiętamy o tym, że ona zabiera z domu ten swój ulubiony plecak, natomiast ona w tym sklepie jest już bez plecaka i teraz coś z tym plecakiem się musiało w tym czasie dziać.

Faktycznie spędziły trochę czasu, po czym ta pani nam powiedziała, że Ula w pośpiechu od niej wyszła.

Ona sama powiedziała, ta pani, że tak jakby Ula była z kimś umówiona, może dostała jakiś sygnał i wyszła i poszła dalej, żeby się z tą osobą spotkać.

I na dobrą sprawę to jest ostatni ślad Urszuli, to jest popołudnie, to jest poronin i potem już w zasadzie żaden ślad przynajmniej żywej Urszuli się nie pojawia.

Media mają ochotę mówić o tej sprawie przede wszystkim dlatego, że jest niewyjaśniona, że nie wiadomo, co się stało, że trudno znaleźć jakieś sensowne rozwiązanie, że takie sprawy wracają do Archiwum X i oni się tym zajmują.

Czasami się zdarza, że rozwiążą taką sprawę.

Jak zbierzemy to wszystko w całość, Urszula była przecież doświadczoną taką powiedziałbym taterniczką, no bo tak już trzeba chyba określić.

Potrafiła chodzić w górach, potrafiła się poruszać, to nie była jakaś amatorka, która wybrała się w góry pierwszy raz.

No raczej nie człowiek, który gdzieś się poślizgnie, wpadnie do potoku, nie potrafi sobie...

Obrażenia, które miała, też mogą wskazywać na to, że została zaatakowana, bo przecież złamana żuchwa, wybite zęby, zdarte ubranie.

No to jednak, moim zdaniem, jednak idzie w kierunku takim, że mogła zostać zaatakowana, że mógł to zrobić także ktoś, kto wykorzystał moment, zobaczył samotnie idącą dziewczynę, ale równie dobrze ktoś, kto po prostu z nią wtedy był.

Dla rodziców, dla ojca to zawsze będzie sprawa otwarta.

Wiedzą, że córka nie żyje, natomiast nie wiedzą, co się z nią stało.

Zakładają pewnie najgorsze.

Zakładają, że być może ktoś się przyczynił do jej śmierci, a skoro się przyczynił, to powinien za to odpowiedzieć.

To są ludzie, którzy będą całe życie czekali na to, że sprawa się wyjaśni.

Śledztwo w sprawie zabójstwa Urszuli O. zostanie wznowione w przypadku pojawienia się nowych, istotnych okoliczności.

Ze względu na dobro prowadzonego postępowania Prokuratura Okręgowa w Krakowie odmówiła jakiejkolwiek wypowiedzi.

Już za chwilę poznacie historię 16-letniego Marcina, który w nocy po imprezie wracał do domu.

Najgłośniejsze sprawy kryminalne.

Tylko w telewizji Crime and Investigation Polsat.

Ściągnąłem kaptur, widziałem dziurę w głowie.

No to wiedziałem, że coś jest nie tak.

Chyba nikt z nich nie zakładał tego, że jedna z tych osób tragicznie skończy swoje życie.

Policja nie wiedziała, z czym to łączyć.

To było dziwne, to było bardzo dziwne.

Działał w sposób bardzo brutalny, bezwzględny.

Czy u normalnego, zdrowego człowieka może się zrodzić coś takiego?

Wakacyjne zbrodnie.

Urodziłem się w Zakopanem, mieszkam na Murzaślu.

Wszyscy pracowali po lasach.

W sierpniu też pracowałem.

Szef nas zawiózł, pojechaliśmy do pracy, ogień my rozpaliliśmy.

Tak, pięć metrów dalej, dziesięć metrów dalej.

Miał kaptur na głowie, założony chet.

Myślałem, że grzybiosz, ale ściągnąłem kaptur, widziałem dziurę w głowie.

No to wiedziałem, że coś jest nie tak.

Jako robił po lasach, to niestety czegoś takiego już nie widział.

W poniedziałek, to było chyba 11 sierpnia, jak dobrze pamiętam.

Łukasz Bobek, dziennikarz Gazety Krakowskiej, oddział Zakopanem.

Że znajduje się w lesie, na leśnej drodze, niedaleko miejsca, gdzie pracownicy leśni robią wyrąb lasu.

No i tak zaczęła się ta historia właściwie.

Policja przyjechała, nie przyjechała, od razu pogotowie, zgon mu dali, że już nie zje.

Właściwie każdy, kto by tam się pojawił, wszedł, wjechał, od razu by je zauważył.

Więc nie było, w żaden sposób nie zostało to zamaskowane.

Było wtedy faktycznie ciepło, było obrotnieście, było mokro.

Najprawdopodobniej chyba deszcz dzień wcześniej padał.

Jeżeli już była mowa o zabójstwie, no to tu zaczęła się fala pytań.

Jak został zamordowany?

Dlaczego został zamordowany?

Kto go zabił przede wszystkim?

10 sierpnia 2014 roku, 13 godzin wcześniej.

Środek wakacji, początek sierpnia w miejscowości Ząb.

Paweł Guntek, sędzia wiceprezes Sądu Okręgowego w Nowym Sączu.

Odbywał się festyn, festyn, który był związany również z zabawą taneczną, festyn strażacki.

Tu jest taki festyn, no, nienapić się, odstresować się, o.

Do dwudziestej trzeciej jest po góralsku, a resztę wchodzi techno, jak to gadają po nasemu.

Techno od dwunostej w nocy do białego rania.

Czasami te imprezy się kończą, albo przez organizatora są zamykane, albo się jeszcze przenoszą na przykład do kogoś do domu, czy rozbawiona publika przesiaduje do późnych godzin nocnych.

No i tak chyba też było w tym przypadku, że dosyć długo tam ludzie siedzieli i spędzali czas.

Wydaje się, że jest bezpiecznie, szczególnie jak to jest w jednej wsi.

Siedzisz z sąsiadem, rozmawiasz z sąsiadem, mijasz się z sąsiadem.

Podhale jest małą społecznością, tu się wszyscy znają właściwie.

Młodzi ludzie z okolicznych miejscowości, którzy się bawią, tańczą.

Chyba nikt z nich nie zakładał tego, że jedna z tych osób tragicznie skończy swoje życie.

12 sierpnia 2014 r., dzień znalezienia zwłok.

Jeżeli mamy podejrzenie popełnienia przestępstwa, wzywany jest oczywiście prokurator.

Organy ścigania zabezpieczają miejsce zdarzenia, zabezpieczają ślady tak, by pod kątem ewentualnego postępowania karnego i ustalenia sprawcy zdarzenia zabezpieczyć jak największą liczbę dowodów.

Pierwsze było pytanie, żeby od kogoś wyciągnąć informację, co się właściwie stało, co to za ciało, skąd się tam znalazło, w jakich okolicznościach.

Właściwie to zostaliśmy szybko stamtąd wygonieni.

Zaczęły się pojawiać szczątkowe informacje, że nie znaleziono przy nim dokumentu, że znaleziono jego telefon, że w telefonie było zakodowane czy wpisane dziwne hasło.

Policja nie wiedziała właściwie, z czym to łączyć.

To było dziwne, to było bardzo dziwne.

Był to jeden z uczestników zabawy, która miała miejsce noc wcześniej.

Okazało się, że jest to pokrzywdzony z tej sprawy Marcin, osoba w chwili zdarzenia szesnastoletnia.

To była zwyczajna rodzina, jak wiele rodzin tutaj na Podhalu.

Ojciec pracował, matka pracowała, były dzieci.

Marcin był zwykłym szesnastolatkiem z zębu.

Wiem, że z relacji rodziny, znajomych, że był wesołym człowiekiem.

W wyniku sekcji zwłok ustalono, że doszło do czterokrotnego uderzenia Marcina w tył głowy.

Powiem, że rodzina była zruzgotana, ja się nie dziwię, to był chyba najmłodszy syn ich.

Matka na początku nie chciała rozmawiać, znaczy no nie była w stanie rozmawiać, później bardziej jakby się otworzyła, ale ojciec na przykład ponoć bardzo ciężko to przeżył, szczególnie, że ponoć

W dniu znalezienia zwłok Marcina policja wszczała śledztwo mające na celu ustalenie przyczyny śmierci.

Po zabezpieczeniu miejsca zdarzenia, po zabezpieczeniu śladów, policja oczywiście przystępuje do swoich czynności.

Przesłuchuje potencjalnych świadków zdarzenia, przesłuchuje, tak jak w tym wypadku, uczestników festynu.

Nam się udało dowiedzieć, że chłopak był na tym festynie w Zębie, że był widziany jeszcze po północy.

To nadal były szczątkowe informacje, ale dosyć szybko zaczęły się uzupełniać.

Według zeznań świadków Marcin był widziany po raz ostatni około godziny trzeciej w nocy.

Odmówwtedy powrotu do domu, był po spożyciu alkoholu.

był ze znajomymi, no i wszyscy inni wrócili do domu, tylko nie on.

Policjanci byli zmuszeni do ustalenia, co się stało od momentu, kiedy Marcin został sam po festynie, kiedy został opuszczony przez kolegów, jaki był ciąg zdarzeń.

Według zeznań świadków w dniu imprezy wielokrotnie widziano samochód, który całą noc krążył po okolicy.

Nie udało się jednak ustalić właściciela pojazdu.

Tam chyba rodzina wskazała na to, że Marcin miał zatarg z jakimiś chłopakami z Dzianisza, to jest sąsiednia wieś, i że oni też byli na tym festynie.

A więc policja połączyła te dwa punkty, zatrzymali panów.

Mimo nacisków ze strony bliskich Marcina nie udało się znaleźć dowodów świadczących o tym, że zatrzymani mogli przyczynić się do jego śmierci.

No i od tamtej pory tak sobie odniosłem wrażenie, że policja się skupiła na swoich działaniach, nie mówiła za dużo, myśmy się za dużo nie dowiadywali o ich działaniach, no ale też nie było widać postępu.

Ludzie to za bardzo tu u nas nic nie gadali, bo to mało co w to słyszą.

I takie też sygnały do nas docierały, że nie wiedzieli gdzie szukać, kogo szukać, nie mieli żadnych związków, nie mieli żadnego śladu, tropu i tak dalej.

Policja jeszcze raz postanowiła przyjrzeć się śladom z miejsca znalezienia zwłok.

Tam jeden z policjantów zaczął się zastanawiać, rzucił hasło, że przecież tam było błoto na tej drodze leśnej.

Taki detal, taki szczegół pozwolił na wyjaśnienie tej sprawy.

Gdyby tego nie było, prawdopodobnie do dzisiaj nie wiedzielibyśmy, kto pozbawił życia Marcina.

Wakacyjne zbrodnie.

Myślałem, że zagrzybią, ale ściągnąłem kaptur, widziałem dziurę w głowie.

Policja nie wiedziała, z czym to łączyć.

To było dziwne, to było bardzo dziwne.

Policja robiła zdjęcia, myśli, śladów, opon, wszystkiego.

Gdyby tego nie było, prawdopodobnie do dzisiaj nie wiedzielibyśmy, kto pozbawił życia Marcina.

W różnego rodzaju sprawach czasami pewien szczegół, czasami pewne zdarzenie, pewne rzeczy powodują, że sprawa się wyjaśnia.

I tak było w tej sprawie.

Było grząsko, no więc jak ktoś podjechał tam samochodem i coś robił, to ciało wyciągał z samochodu.

Łukasz Bobek, dziennikarz Gazety Krakowskiej, oddział w Zakopanem.

Albo go tam zamordował.

No to pewnie ten samochód będzie brudny, więc padło hasło poszukajmy na myjniach samochodowych.

Przejrzano nagrania z monitoringu wszystkich okolicznych myjni.

Na jednym z nich pojawił się młody mężczyzna, który przykuł uwagę policji.

Zaciekawiło policjantów to, że o tej godzinie tak dokładnie czyści samochód.

Sprawdzono numery rejestracyjne samochodu i okazało się, że jego właścicielem jest mieszkaniec Podhala, Józef C. Wydano nakaz aresztowania Józefa C. Mężczyzna mieszkał 35 kilometrów od Zębu.

Jak policjanci już do niego dotarli i powiedzieli mu, po co do niego przyszli, ponoć on się od razu przyznał.

Ludzie byli rzeczywiście tak zszokowani tym wszystkim, co się tam stało, bo był duży znak zapytania.

Te informacje, które spływały z policji, z prokuratury, może nieoficjalne częściowo, ale to naprawdę były zastanawiające.

Ja się długo zastanawiałem nad tym, czy tak można, co nie?

Czy u normalnego, zdrowego człowieka może się zrodzić coś takiego?

Złożył obszerne wyjaśnienia, przedstawił przebieg zdarzenia, brał udział w wizji lokalnej.

Paweł Guntek, sędzia, wiceprezes Sądu Okręgowego w Nowym Sączu.

Nie ukrywał niczego.

Praktycznie cały stan faktyczny, mówiąc też językiem prawniczym tej sprawy, został ustalony na podstawie jego wyjaśnień.

11 sierpnia 2010 roku, 12 godzin przed zabójstwem Marcina.

Józef C. pojechał na festyn swoim samochodem.

Ten 22-letni Józef pojechał na festyn w Zębie z zamiarem, że zamorduje kogoś.

Tylko po to, żeby sprawdzić, jak to jest kogoś zabić, jak to jest czuć, że kogoś się zamordował.

Przyjechał na ten festyn i przyglądał się zabawie, rozmawiał z kolegami, proponował im podwózkę, kolegów czy też koleżanki zawoził w miejscach, które sobie oni życzyli.

Wyszło na to, że on oferował ludziom podwózkę, szukając w ten sposób ofiary swojej.

Pierwsze wziął jednego, bo nie był telopijany.

I po prostu nie usnął w aucie?

No to go wysadził kochałby.

Ty z niej usnął w aucie.

W tym samym czasie na festynie bawił się Marcin.

Koledzy, którzy byli z nim na festynie, próbowali go zabrać i wziąć do domu, odprowadzić.

Jednakże z uwagi na ten stan nieczyśćwości on nie chciał.

Potem wracał sam do miejscowości, do domu.

No i tragicznie spotkał na swojej drodze Józefa.

Miał jakby wykonać ostatnią podwózkę danej osoby.

No tak miał uplanowane, tak zrobił.

Wywiózł chłopaka do lasu, wyciągnął go z samochodu, no i uderzył młotkiem pierwszy raz, no już właściwie pierwszy cios był śmiertelny, ale chyba później jeszcze, z tego co pamiętam, zadał mu cztery inne, kolejne.

Po tym zdarzeniu zatarł ślady opon, ślady swoich butów.

Odjechał z tego miejsca, pozostawiając Marcina już w lesie.

To było chyba o 5 rano, jak otonął potem na drugi dzień, gadał, co mył to auto i wtedy go dopadł.

W trakcie popełnienia zbrodni Józef nie był pod wpływem alkoholu ani środków odurzających.

Padło takie stwierdzenie, jak go przesłuchiwano, że na pytanie dlaczego on akurat nie zamordował, albo nie próbował zamordować tam innych osób, które wcześniej podwoził, no to stwierdził, że nie zamordował tam chyba jednego pana, bo mu się dobrze z nim rozmawiało jak jechał.

A Marcin miał pecha, bo jak wsiadł, to usnął od razu, bo był pijany i nie miał okazji porozmawiać z nim.

W czasie przesłuchań sąd karny próbował ustalić, dlaczego Józef dopuścił się zabójstwa.

Sam Józef w toku postępowania, używając słów myślę, uważam, tak jest moje zdanie, nie wiedział do końca, dlaczego tak się zachował.

Podał cztery możliwe uzasadnienia swojego zachowania.

Pierwszy to był zawód miłosny z przeszłości.

Drugi powód to udział w wypadku samochodowym, gdzie zginął jego kolega i traumatyczne przeżycia związane z tym zdarzeniem.

Trzeci powód to to, że w dniu zdarzenia, kiedy przed udaniem się na festyn oglądał film dokumentalny o seryjnym mordercy i została jeszcze czwarta kwestia, kwestia słuchania muzyki rapera amerykańskiego i oglądania teledysku.

Poniekąd wyjaśnił się powód tego napisu dziwnego w telefonie komórkowym szesnastolatka.

To był jeden z tytułów piosenki rapera Ice Cube'a chyba, gdzie w teledysku Ice Cube biega po lesie z siekierą i goni ludzi.

Zaplanowałem ją i tu mu siedział w głowie.

Kolejny normalny człowiek, chyba z zawodu hydraulik, jak pamiętam, chodzi do pracy, niczym się nie odznaczał szczególnym, nikomu nie przeszkadzał, nikim nie miał zatargu.

Ojciec chyba, jak pamiętam, nawet mówił, że on nawet krwi nie lubił.

Że był taki zwykły, normalny, spokojny 22-latek.

A tu się okazuje, że wpadł na pomysł, że on po prostu musi kogoś zamordować, żeby się poczuć jak morderca.

Sąd dał mu w całości wiary, jeżeli chodzi o przebieg zdarzenia.

Był to główny materiał dowodowy sprawy.

Co więcej, sąd w uzasadnieniu wyroku wprost napisał, że gdyby nie przyznanie się Józefa do...

zabójstwa.

Być może nie doszłoby w ogóle do skazania za to zbrodnię, gdyż materiał dowodowy, którym dysponował prokurator czy wcześniej policja, nie był wystarczający do tego, żeby przypisać mu winę.

Po dokonaniu zabójstwa Józef C. zakopał część dowodów.

Miejsce ich ukrycia wskazał policji.

Ciekawe, kto go zabił.

Bo to my stracili takie urywki i te i...

Sąd Okręgowy przyjął, że działał on w sposób bardzo brutalny, bezwzględny, konsekwentny.

Nie znał pokrzywdzonego, nie miał z nim żadnych zatargów, nie miał powodów do tego, żeby pozbawić go życia.

Bez motywu, bez powodu dokonał jakby egzekucji z zimną krwią na Marcinie.

Sam oskarżony składając wyjaśnienia przyznał i opisał, że sposób jego działania, są to słowa,

słowa Józefa był bardzo okrutny.

Ja pamiętam, jak rozmawiałem z rodziną po procesie, który się odbywał z mamą, żona zadała też pytanie na korytarzu, jak mijała się z tym zabójcą, dlaczego.

I że chciałaby uzyskać na to pytanie odpowiedź, a on powiedział jej, że ją przeprasza.

Pani mi powiedziała wtedy, matka Marcina, że ona mu nigdy nie wybaczy tego, no bo jednak odebrał jej tego najmłodszego syna.

Ona dalej jakby nie miała odpowiedzi na pytanie dlaczego, dlaczego można zrobić coś takiego.

Za zabójstwo Marcina Józef C. został skazany na 25 lat pozbawienia wolności.

Sąd nie zdecydował się na wyrok dożywotni ze względu na przyznanie się Józefa do winy oraz jego współpracę podczas śledztwa.

Jeśli jeszcze nie subskrybujesz naszego kanału na YouTubie, to warto to zrobić, aby nie przegapić naszych podcastów i innych materiałów, które publikujemy.

Jeśli chcesz podzielić się z nami swoją opinią na temat tego, czego właśnie wysłuchałeś, to zapraszam do zostawienia komentarza.

Jeśli interesuje Was tematyka True Crime w najlepszym wydaniu, oglądajcie telewizję Crime & Investigation Polsat.

Informacje o tym, gdzie znajdziecie stację, podajemy w opisie podcastu.

0:00
0:00