Mentionsy

Podkasty Dwutygodnika
Podkasty Dwutygodnika
03.06.2026 08:10

Dwutygodnik do słuchania | PO CO SZTUKA? | (2): Wyobraźnia zniewolona | STEFAN CHWIN

Adam Ferency czyta tekst Stefana Chwina „Wyobraźnia zniewolona” z numeru specjalnego Dwutygodnika: PO CO SZTUKA?


https://www.dwutygodnik.com/artykul/12485-po-co-sztuka-wyobraznia-zniewolona.html


Rozdziały (6)

1. Introdukcja i temat

Stefan Chwin wprowadza w temat dyskusji dotyczący zniewolenia wyobraźni przez pojęcie pożyteczności w sztuce.

2. Historia sztuki i mecenat

Analiza historii sztuki i roli mecenatów, podkreślając brak autorskiego naddatku w dziełach historycznych.

3. Sytuacja obecna i mecenat systemowy

Opis sytuacji obecnej, gdzie mecenat systemowy i finansowanie poprawnych tematów ograniczają wolność wyobraźni.

4. Wartość sztuki i autentycznej wyobraźni

Wyjaśnienie, dlaczego prawdziwa sztuka powinna być nieprzewidywalna i autentyczna, nie służyca naprawie świata.

5. Przykłady artystów i ich dzieł

Przedstawienie przykładów artystów, których prace nie są zgodne z pojęciem pożyteczności, ale są autentyczne.

6. Korupcja sztuki i jej konsekwencje

Analiza korupcji sztuki przez systemowy mecenat i jej wpływu na twórczość artystów.

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 25 wyników dla "PO"

Prawdziwa sztuka powinna nas poruszyć czymś, co nie szantażuje nas argumentem naprawczej słuszności.

Choć mecenat istniał od zawsze, historyczne arcydzieła powstawały nie dzięki narzuconym ramom, lecz wbrew nim, wykraczając poza oczekiwania fundatorów poprzez autorski, często kontrowersyjny naddatek.

Zamiast relacji z konkretnym patronem mamy do czynienia z systemową instytucjonalizacją poprawnych tematów.

Finansowe i polityczne premiowanie sztuki słusznej jest wewnętrznie sprzeczne, ponieważ prawdziwa wyobraźnia nie uznaje narzuconych parytetów.

Jeśli sztuka godzi się na to, że musi być przydatna w budowaniu lepszego świata, znaczy to, że wchodzi w rozmaite podejrzane układy z moralnym przymusem i polityką.

Tak jak wartość poszczególnej jednostki ludzkiej zawiera się w niczym innym jak tylko w samym jej pojedynczym istnieniu.

Ponieważ na artyście ciąży tylko jeden obowiązek, powinien ukazywać się społeczeństwu jako symboliczny człowiek wolny, widzialny emblemat wolności,

A skoro ludzi wolnych jest na tym świecie nie za dużo, artysta powinien pokazywać nam, co to znaczy być wolnym.

To nie tylko zachowywać dystans wobec wszystkich szlachetnych i nieszlachetnych projektów polityczno-etycznych.

To przede wszystkim umieć być sobą, pojedynczą osobą, a nie wyrazicielem szlachetnej matrycy tych czy innych poglądów.

Ale granica między autentyczną empatią a obowiązkiem realizacji pożytecznego zamówienia bywa dzisiaj czysto teoretyczna.

Zmuszanie wyobraźni do litości dla ubogich czy do współczucia dla ludowych ofiar pańszczyzny, ewentualnie dla ofiar patriarchatu, wygląda na robienie z niej emocjonalnej protezy dla ludzi, którzy sami nie potrafią czuć.

Czasami ekstremalna, moralnie podejrzana i bolesna.

Jakiż to cel naprawczy postawił sobie Franz Kafka pisząc proces?

Dołujące dusze do parteru, które nie tylko nie pomaga nam żyć, lecz nawet odbiera ochotę do życia.

Chociaż wielu ludzi o mentalności naprawczej wmawia tej powieści, że autor opowiadając historię Józefa K. nie chciał niczego innego, jak tylko proroczo nas przestrzec przed grozą nadchodzącego nazizmu.

Kreowany przez wyobraźnię dla własnej sekretnej potrzeby wędrowania duchem w krainie alternatywnej, jeszcze gorszej i dotkliwszej niż rzeczywista.

I zamiast rozjaśniać pożytecznie swój kruchy byt, wzmacnia w sobie ciemność i mrok.

Biedny Franz mógłby spokojnie liczyć na wsparcie słusznych sponsorów, zapewniające mu wydanie tego rażąco bezużytecznego powieściowego ekscesu.

Jakiż to cel naprawczy stawiał sobie Bruno Schulz, pisząc odlotowe sklepy cynamonowe i sanatorium pod Klebsydrą.

Trochę z podziwu dla zwariowanych rojeń, drohobyckiego artysty o rodzinnym mieście.

Trochę z litości dla dziwactw, w które, jak uważali, popadał biedny Bruno.

I chyba nie było przypadkiem, że prozę Szulca w stanowczej recenzji zmasakrowali postępowi humaniści Kazimierz Wyka i Stefan Napierski, przeciwstawiając jej prozę Marii Dąbrowskiej jako słusznie prospołeczną, jasną i wszechstronnie pożyteczną.

Kiedy pisał swoje znakomite, brawurowe nienasycenie, wtrącając czytelników w odchłań przepowiedni o nieuchronnym końcu świata.

I bawiąc się przy tym bezczelnie własnym samobójstwem, które tajemnym sposobem wpisywał w każde słowo i metaforę swoich dzieł.