Mentionsy

Pokój Zbrodni
20.10.2025 09:56

Karl Denke. Morderca sprzedawał ludzkie mięso na targu | Pokój ZBRODNI

Historia, która wstrząsnęła przedwojennym Dolnym Śląskiem. Karl Denke – z pozoru spokojny handlarz z Ziębic – okazał się jednym z najbardziej przerażających kanibali w historii. Sprzedawał ludzkie mięso na wrocławskiej Hali Targowej, podając je za wieprzowinę i cielęcinę.

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 75 wyników dla "Biblioteki Uniwersyteckiej na Piasku"

Mężczyznę, którego czyny wstrząsnęły niewielkim miasteczkiem na Dolnym Śląsku, oskarżano również o zjadanie zamordowanych przez siebie ludzi.

Śledczy ustalili, że ludzkie mięso sprzedawał też na targu jako produkty spożywcze.

Ja nazywam się Bartosz Wojsa, a to jest pokój zbrodni.

Karl Denke był pochodzenia niemieckiego, urodził się w Kalinowicach Górnych, a potem przeprowadził do dzisiejszych Ziębic na Dolnym Śląsku, które jednak w tamtym okresie funkcjonowały pod nazwą powiatu Munsterberg.

Po II wojnie światowej w 1945 roku, Ziębice zostały włączone do Polski, a miasto przetrwało wojnę w stanie właściwie nienaruszonym.

Zanim jednak do tego doszło, okolicznymi mieszkańcami wstrząsnęła historia kanibala i mordercy.

Karl Denke, nazywany pieszczotliwie ojczulkiem, pochodził z rolniczej rodziny.

W szkole uczył się tak źle, że w końcu uznano go za upóźnionego w rozwoju.

Plotki na temat Carla wywoływał jednak fakt, że nigdy nie widziano go z kobietą, nie doczekał się żony ani dzieci.

Spekulowano nawet, że może woleć mężczyzn, zwłaszcza po propozycji noclegu, jaką złożył jednemu z mieszkańców.

Otrzymał co prawda zgodę na handel domokrążny, ale przezwisko rabarbarowego króla, które otrzymał z powodu sprzedawanych przez siebie warzyw wyhodowanych w przydomowym ogródku, niewiele miało wspólnego z królewskim majątkiem.

którym miała być peklowana wieprzowina bez skóry.

Z ustań śledczych wynika, że tak naprawdę było to mięso ludzkie, odcinane i porcjowane ze zwłok zabijanych przez niego ofiar.

Nie złapano go nawet wtedy, kiedy przestał mieszkać sam przy ulicy Stawowej 10.

Musiał bowiem sprzedać swój dom, choć nadal przebywał w mieszkaniu na parterze.

Resztę swojego gospodarstwa wynajmował w tym samym lokum, ale po lewej stronie mieszkał nauczyciel, a piętro zajmował kupiec wraz z rodziną.

Prawda wyszła na jaw dopiero w niedzielę, 21 grudnia 1924 roku, po godzinie 13.

Przerażony mężczyzna opowiedział mundurowym, co go spotkało.

Miał na ciele liczne rany.

Twierdził, że został zaatakowany przez znanego w Ziębicach handlarza.

Przebieg zdarzenia był jednak dość nietypowy.

w napisaniu świątecznego listu do starszego brata.

Obiecywał mu zapłatę, a że Vincent był żebrakiem, natychmiast się zgodził.

Już pierwsze słowa wywołały niemałą konsternację.

Z późniejszych ustaleń funkcjonariuszy wynikało, że niemiecki handlarz nie spodziewał się takiej reakcji stolarza.

Między mężczyznami wywiązała się szarpanina, a Wincentowi udało się uciec i wezwać pomoc.

Ojczulek Denke naprędce wymyślił wymówkę.

Słowo znanego i lubianego handlarza kontra oskarżenia biednego żebraka.

Można się domyślić, komu uwierzyła lokalna społeczność.

Cztery godziny później w celi odnaleziono jego zwłoki.

Powiesił się na apaszce.

Dziś może się to wydawać nieprawdopodobne, ale rzeczywiście powiesił się na tej apaszce.

To nie była taka apaszka, jakiej mamy dziś, ale porządna.

wykonana z lnu.

Miała pół na pół metra, więc było się na czym wieszać.

Tłumaczyła po latach Lucyna Biały z oddziału starych druków Biblioteki Uniwersyteckiej na Piasku we Wrocławiu, która odkryła szczegóły tej historii jako jedna z pierwszych.

Wcześniej sprawa znana była tylko z artykułów Marka Czaplińskiego w obszarnej pracy Dzieje miasta Ziębic na Śląsku.

Tak naprawdę stosunkowo niedawno poznaliśmy cały jej przebieg, który do tej pory starano się ukrywać.

Wstrząsające znalezisko w celi wywołało wielkie poruszenie w mieście.

Funkcjonariusze zachodzili w głowę, dlaczego Karl Denke, oskarżony jedynie o zranienie włóczęgi, postanowił odebrać sobie życie w taki sposób.

Dopiero trzy dni po jego śmierci, na prośbę rodziny, która chciała uporządkować rzeczy mężczyzny, służby weszły do jego domu.

To wtedy dokonano makabrycznego odkrycia.

Na półkach zalegały naczynia z zapeklowanym ludzkim mięsem, co potwierdziły przeprowadzone potem badania.

Funkcjonariusze ustalili, że Karl Denke w brutalny sposób mordował i wykorzystywał ciała swoich ofiar, a następnie zjadał szczątki, część ludzkiego mięsa sprzedając jako produkty spożywcze na targu.

Karl obiecywał im pomoc, z tego zresztą był znany, z pomagania potrzebującym.

Nigdy nie ustalono dokładnej liczby ofiar Karla, ale Marek Czapliński w książce Dzieje miasta Ziębic na Śląsku opisywał, że ocenia się ją na 20-40 osób.

Jeszcze po II wojnie światowej na terenie jego ogrodu znajdowano ludzkie szczątki, wskazywał autor.

Było też mnóstwo dowodów na winę.

Kwity zwolnień ze szpitali lub więzień, w końcu zapiski samego sprawcy, w których notował nazwiska zamordowanych.

Pierwsza osoba pojawiła się w notesie w 1903 roku, a ostatnia w listopadzie 1924, miesiąc przed atakiem na Wincenta.

Seryjny morderca kolekcjonował ponadto zęby oraz kości swoich ofiar.

W jego domu zabezpieczono łącznie naczynia speklowanym ludzkim mięsem, aparaturę do produkcji mydła, skórzane paski wykonane z ludzkiego mięsa oraz kolekcję 420 zębów i różnych kości.

Z ich zeznań wynikało, że nie mieli co do niego żadnych podejrzeń, choć faktycznie z jego mieszkania wydobywały się odgłosy rąbania.

Jedyna nietypowa informacja, jaką sobie przekazywali, mówiła o mordowaniu bezpańskich psów, które mógł przerabiać na to mięso.

Trudne dni czekały zresztą wszystkich chędlarzy wędlin, ponieważ lokalna społeczność zaprzestała ich spożywania przez jakiś czas.

Odmówiono nawet picia miejscowej wody, bo ludzie bali się, że źródła zostały zanieczyszczone przez zwłoki, które Karl zakopywał w ogródku.

Mężczyznę finalnie pochowano 31 grudnia 1924 roku na cmentarzu w Ziębicach, co spotkało się z dużym sprzeciwem mieszkańców, którzy nie chcieli, by ich miasteczko miało cokolwiek wspólnego z seryjnym mordercą.

brak procesu, który mogłaby opisywać lokalna prasa, a warto zauważyć, że każdy choćby najmniejszy artykuł cieszył się olbrzymim zainteresowaniem.

Wydarzenia sprzed lat jako pierwsza szeroko odtworzyła dopiero wspomniana dr Lucyna Biały z Uniwersytetu Wrocławskiego.

Poddała w wątpliwość także to, czy Karl Denke był kanibalem, ponieważ nie ma dowodów na to, że zjadał ciała swoich ofiar, jedynie, że sprzedawał ich mięso na targu.

Nigdy nie zbadano treści żołądkowych sprawcy, a z uwagi na to, że ten odebrał sobie życie zanim przeszukano jego mieszkanie, nie było możliwości przesłuchania go na tę okoliczność.

W raporcie medyków sądowych z 1926 roku zapisano natomiast, że w mieszkaniu zabójcy odnaleziono garnek z połową porcji mięsa, więc drugą połowę musiał zjeść on sam, na krótko przed aresztowaniem.

Były to jednak tylko domniemania służb.

Współcześni właściciele domu przy ulicy Stawowej nie wyrazili zgody na przeprowadzanie prac archeologicznych na terenie posiadłości.

Szkoda, bo to jest niedopowiedziana historia.

Nie znaleziono przecież ani jednej czaszki jego ofiar.

Tych odpowiedzi nie znajdziemy w archiwach.

One są tam, na miejscu, gdzie Denkę zabiją.

To wszystko jeszcze czeka na odkrycie.

Mówił po latach profesor Maciel Trzciński z Katedry Kryminalistyki Uniwersytetu Wrocławskiego.

Jeszcze niedawno, jak donoszą media, obecna właścicielka domu chętnie przyjmowała dziennikarzy, ale po jednej z ostrzejszych publikacji wycofała się z tego typu spotkań.

Historycy mają nadzieję, że kiedyś uda się im znów zagłębić w meandry tej skomplikowanej sprawy.

Kliknij w polecane materiały i poznaj najbardziej intrygujące historie, które dla Ciebie przygotowaliśmy.

Zasubskrybuj Pokój Zbrodni, aby nie przegapić najbardziej mrocznych i fascynujących spraw.

Bądź na bieżąco z tym, co porusza i intryguje.