Mentionsy

Pokój Zbrodni
05.11.2025 19:14

Ks. Grzegorz Dymek stracił życie na plebanii. Ktoś się na niego zaczaił | Pokój ZBRODNI

Tragiczna zbrodnia w Kłobucku. 58-letni ksiądz Grzegorz Dymek został uduszony na plebanii - potwierdziła to sekcja zwłok. Do zabójstwa przyznał się były policjant Tomasz J. Metropolita częstochowski apeluje o modlitwę nie tylko za ofiarę, ale także za sprawcę i jego rodzinę.

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 99 wyników dla "Prokuraturze Okręgowej w Częstochowie"

Ksiądz Grzegorz Dymek wieczorem wjechał swoim autem do garażu na terenie plebanii parafii w Kłobucku, w której pełnił na co dzień posługę.

Gdy wyszedł z samochodu, dostrzegł męską sylwetkę, która błyskawicznie przemknęła przez garaż.

Nie zdążył jednak zareagować, kiedy Tomasz J. powalił go na ziemię.

Ustalenia prokuratury wskazują na to, że sprawca najpierw torturował duchownego, a później go zamordował.

Szczegóły mrożą krew w żyłach.

Ja nazywam się Bartosz Wojsa, a to jest pokój zbrodni.

Do brutalnej napaści z tragicznym finałem doszło 13 lutego 2025 roku na terenie plebanii tuż obok parafii pod wezwaniem Matki Bożej Fatimskiej w Kłobucku w województwie śląskim.

Ksiądz Grzegorz Dymek według Onetu miał tego dnia odprawić ostatnią mszę świętą w pobliskim kościele około godziny 17.

Później wsiadł do samochodu i pojechał do miasta coś załatwić.

Na teren plebanii wrócił przed godziną 19.00.

Otworzył bramę za pomocą zdalnego pilota, lecz ta w ogrodzeniu nie zamknęła się automatycznie, kiedy pojazd przez nią przejechał.

To zaniepokoiło duchownego, który chciał sprawdzić, co się stało.

Nie mógł spodziewać się tego, że ktoś albo go śledził, albo zaczaił się tam wcześniej.

Po opuszczeniu pojazdu zdążył co prawda dostrzec czyjąś sylwetkę, jakiś cień przemykający przez garaż, ale zanim zorientował się, że coś jest nie tak, został uderzony i powalony na ziemię przez napastnika.

Duchownego zaatakował 52-letni Tomasz J., który najpierw torturował kapłana, a następnie go zamordował.

Szokujące wydarzenia w Kłobucku wstrząsnęły całą Polską, lecz przede wszystkim lokalną społecznością i parafianami.

Ksiądz Grzegorz Dymek pełnił tam bowiem posługę od 27 lat.

To on wspólnie z mieszkańcami wybudował okazałą świątynię oraz budynek plebanii.

Superekspres relacjonował, że kiedy duchowny zostaww tym miejscu proboszczem, na miejscu pokaźnej dziś infrastruktury było tylko puste pole.

Z dumą obserwował jak wszystko rośnie pod jego czujnym okiem i jak rośnie społeczność parafialna, której stał się częścią.

Dlaczego powszechnie szanowany i lubiany ksiądz został tak brutalnie zamordowany?

To pytanie, które zadał sobie każdy przychodząc na miejsce tragedii, paląc znicze i kładąc świeże kwiaty na grobie proboszcza.

Tomasz J., który według śledczych dopuścił się zbrodni, nigdy nie wyjawił powodów swojego zachowania.

To mieszkaniec Kłobucka, który w przeszłości był policjantem.

Przemysław Gluma, dziennikarz Superekspresu, ustalił, że mężczyzna został wyrzucony ze służby, ponieważ notorycznie nadużywał alkoholu.

Miał też marne wyniki w pracy.

W ranego dnia przyjechał na parafię uprzednio z kradzionym samochodem.

Zaparkował nieopodal, a później przekradł się pod osłoną nocy na teren plebanii.

Czekał na księdza, jak myśliwy na swoją ofiarę.

Kiedy samochód prowadzony przez duchownego wjechał do garażu, Tomasz J. także zdołał się tam wślizgnąć.

Po chwili zaczęła się gehenna proboszcza.

Oprawca zakleił usta księdza taśmą monterską i skrępował go.

Miał torturować duchownego.

Ten rozpaczliwie próbował krzyczeć, zaalarmować kogokolwiek, by ratować życie, opisywał dziennikarz Przemysław Gluma.

Ktoś z przechodniów usłyszał niepokojące odgłosy dochodzące z parafii i postanowił zaalarmować służby.

Policjanci w ekspresowym tempie przyjechali na miejsce, ale kiedy zajrzeli do środka, ksiądz Grzegorz Dymek już nie żył.

58-letni mężczyzna został znaleziony przez przybyły na miejsce patrol policji w jednym z pomieszczeń w piwnicach plebanii.

Potwierdziła w rozmowie z Onetem aspirant Joanna Wiącek-Głowacz, rzeczniczka prasowa Komendy Powiatowej Policji w Kłobucku.

Nie dawał on oznak życia, ale policjanci podjęli jego reanimację.

Później prowadzili ją przybyli na miejsce ratownicy medyczni.

Niestety nie udało się przywrócić funkcję życia, dodawała policjantka.

Oprawca księdza nie zdążył uciec, więc po zauważeniu mundurowych zaczął uciekać.

W pogoń ruszył za nim jeden z funkcjonariuszy, któremu pomógł przypadkowy świadek.

jak się później okazało, strażnik więzienny.

Tomasz J. został powalony, zakuty w kajdanki i aresztowany.

Na drugi dzień usłyszał zarzut zabójstwa.

Podczas przesłuchania mężczyzna nie chciał zdradzić, dlaczego zaczaił się na duchownego i go zamordował.

Prokuratura podejrzewa motyw rabunkowy, ponieważ z najnowszych ustaleń śledczych wynikało,

że kilka dni wcześniej ksiądz zdradził parafianom, że podczas odwiedzeń kolędowych zebrał w sumie od wiernych około 80 tysięcy złotych.

Miał powiedzieć to sam Bony.

Naiwnie sądził, że do kościoła nie przychodzą ludzie źli, którzy mogą tę informację wykorzystać przeciwko niemu.

Niestety, wygląda na to, że Tomasz J. także w tej mszy uczestniczył albo dowiedział się o pokaźnej sumie od osoby trzeciej.

I choć sam prawdopodobnie nie narzekał na problemy finansowe, bo prowadził z bratem hurtownię budowlaną, to połasił się na dodatkowe pieniądze.

Tak przynajmniej na ten moment podejrzewa prokuratura okręgowa w Częstochowie, która prowadzi śledztwo w tej sprawie.

Dochodzenie stoi na razie w miejscu, ponieważ mundurowi wciąż czekają na najważniejszą opinię biegłych, która dotyczy stanu psychicznego sprawcy.

Działania Tomasza J. wzbudziły bowiem wątpliwości co do jego poczytalności.

Dotychczasowe opinie, które sporządzono, uznano za niekompletne, a w części odmienne.

Gdy nagrywaliśmy ten odcinek programu, zakończyła się już trwająca kilka tygodni obserwacja psychiatryczna Tomasza J., którą prowadzono w zamkniętym specjalistycznym ośrodku.

Ale wciąż nie została sporządzona opinia na podstawie tejże informacji, zatem czekamy na jej otrzymanie", ucinał we wrześniu 2025 roku prokurator Tomasz Ozimek w Prokuraturze Okręgowej w Częstochowie.

Jeśli chodzi o rzekomy motyw rabunkowy sprawcy, to służby nie chcą go komentować.

Nieco więcej na ten temat mówią za to przedstawiciele Kościoła.

Ksiądz Mariusz Bakalarz, rzecznik prasowy kurii metropolitarnej w Częstochowie, w rozmowie z Onetem przekazał, że zarówno Kościół, jak i sama plebania nie zostały splądrowane.

Jedna z teorii mówi o tym, że Tomasz J. nie mógł znaleźć pieniędzy, o których podczas mszy świętej mówił ksiądz.

To mogłoby też wyjaśniać motyw tortur, jakie według nieoficjalnych doniesień zastosowano na duchownym przed jego śmiercią.

ponieważ agresor mógł próboww ten sposób wyłudzić od Grzegorza Dymka informacje na temat przechowywania gotówki.

Gdy ksiądz nie chciał wyjawić tej tajemnicy, napastnik wpadł w szał.

Sprawa wymknęła się spod kontroli, a kapłan został uduszony.

Do zabójstwa

Księdza Grzegorza faktycznie mogło dojść w trakcie próby napadu robunkowego, ale złodziej prawdopodobnie nie miał czasu szukać pieniędzy.

Ciało księdza znajdowało się w pomieszczeniu przy garażu.

Mieszkanie księdza było na wyższych piętrach i według naszej wiedzy nie zostało splądrowane.

Zabójca nie splądrował też kościoła.

Powiedział ksiądz Mariusz Bakalarz w rozmowie z Onetem.

Zamordowany proboszcz mieszkał na plebanii sam, ponieważ parafia w Kłobucku była na ten moment obsadzona tylko jednym duchownym.

Kuria nie posiada informacji, by w przeszłości Grzegorz Dymek mógł otrzymywać jakiekolwiek pogróżki albo mieć wrogów.

Arcybiskup w najbliższym czasie ma podjąć decyzję dotyczącą tego, kto teraz zostanie wysłany tam do pracy.

Na razie w zarząd funkcję objął ksiądz dziekan, który będzie do parafii wysyłał duchownych z pobliskich kościołów, by odprawiali msze święte.

To był naprawdę świetny ludzki ksiądz, mówi pani Maria, parafianka z kościoła w Kłobucku, w rozmowie z Onetem.

Jeśli ktoś zabił go, bo chciał ukraść 80 tysięcy złotych, to nasz kraj dziczeje w zastraszającym tempie.

Żadne pieniądze nie są powodem, by kogoś zabijać.

Pod koniec października 2025 roku do sądu trafił akt oskarżenia w sprawie Tomasza J., któremu zarzucono zabójstwo księdza.

Przy okazji ujawniono, że na miejscu zabezpieczono kominiarkę sprawcy, opaski zaciskowe, sekator oraz pasażerę.

przedmiot przypominający broń palną, którym agresor prawdopodobnie groził pokrzywdzonemu.

Duchowny leżał na podłodze ze skrępowanymi rękami.

Jego usta i nos były szczelnie owinięte taśmą straczową.

Od razu stwierdzony jego zgon.

Sekcja zwłoki działania biegłych potwierdziły, że ksiądz Grzegorz Dymek przed śmiercią próbował się bronić, wołać o pomoc i szamotać się z oprawcą.

Przyczyną śmierci ofiary było gwałtowne uduszenie.

Prokuratura przez jakiś czas czekała na uzupełnienie dokumentacji medycznej podejrzanego, ponieważ pojawiły się wątpliwości dotyczące jego stanu psychicznego i ewentualnej niepoczytalności w chwili zdarzenia.

Ale tuż przed nagraniem tego odcinka naszego programu służby poinformowały, że ekspertyza nadeszła.

Wynika z niej, że Tomasz J. był świadomy tego, co robi.

Miał zachowaną zdolność rozumienia znaczenia swojego czynu i pokierowania postępowaniem.

Eksperci uznali, że objawy zaburzeń psychicznych, które przejawiał w toku postępowania oskarżony, były przez niego symulowane.

Zapewne myślał, że oszuka funkcjonariuszy, udając wariata i w ten sposób uniknie kary więzienia.

Prokurator już oficjalnie przedstawił Tomaszowi J. zarzut zabójstwa w związku z usiłowaniem rozboju.

Podejrzany przyznał się do popełnienia zbrodni, jednak odmówił składania dalszych wyjaśnień.

Jak ustalono, 52-latek nie był wcześniej karany.

Na wniosek prokuratora sąd zastosowwobec niego środek zapobiegawczy w postaci tymczasowego aresztowania.

Za zbrodnię, którą według śledczych popełnił Tomasz J. grozi nawet kara dożywotniego więzienia.