Mentionsy
Łomiarz z Warszawy wychodzi na wolność. "Będę chciał iść do roboty" | Pokój ZBRODNI
Warszawa, lata 90. – czas transformacji, chaosu i strachu. Stolica Polski staje się areną jednej z najbrutalniejszych serii przestępstw w historii kraju. „Łomiarz”, czyli Henryk Rytka, zaatakował aż 29 kobiet, z których pięć nie przeżyło. Uderzał swoje ofiary ciężkim narzędziem, by je okraść.Jego krwawy rajd trwał ponad dwa lata – aż do września 1993 roku, gdy został przypadkiem schwytany. Proces był pełen kontrowersji, oparty głównie na poszlakach, a po wyjściu na wolność w 2008 roku „Łomiarz” znów zaatakował.
Szukaj w treści odcinka
Henryk Rydka, znany jako Łomiarz, napadał na kobiety w Warszawie.
Oprawca obierał za cel wiele ofiar, a pięć z nich nie przeżyło spotkania z mężczyzną.
Gdy w końcu udało się złapać agresora, ten trafił przed sąd i został skazany na wieloletnie więzienie.
Problem w tym, że w końcu wyszedł na wolność, a wtedy znów zaatakował.
Schemat powtórzył się aż trzy razy.
Wkrótce ma finalnie opuścić zakład karny, a mieszkańcy zastanawiają się, czy będą wówczas bezpieczni.
Henryk Rydka siał po strach na ulicach Warszawy w latach 90-tych, głównie na terenie Śródmieścia i Mokotowa.
Mężczyźnie szybko nadano pseudonim Łomiarz, ponieważ podczas napadania na kobiety miał rzekomo używać łomu jako narzędzia zbrodni, mimo że według współczesnych przekazów był to wytwór medialny.
a w rzeczywistości agresor korzystał z bliżej niesprecyzowanego, ciężkiego narzędzia.
Zdaniem śledczych zaatakował łącznie 30 osób, w tym 5 kobiet straciło przez niego życia.
Przez długi czas agresor pozostawał anonimowy, działając pod osłoną nocy i skutecznie ukrywając się przed funkcjonariuszami.
Za cel obierał przede wszystkim starsze kobiety.
Atakował je niespodziewanie, z ukrycia.
Najpierw uderzał ciężkim narzędziem w głowę, a później okradał.
Z ustaleń mundurowych wynika, że po raz pierwszy miał dopuścić się przestępstwa w 1992 roku.
Zanim został schwytany, wielokrotnie powtarzał zbrodniczy proceder.
Pewną bezradność służb tłumaczono w tamtym okresie chaosem organizacyjnym w służbach, który był spowodowany niedawną transformacją ustrojową w Polsce.
Aby zrozumieć podłoże zachowań Henryka Rydki, należy przeanalizować jego przeszłość,
której przyglądał się także wymiar sprawiedliwości podczas toczącego się w sądzie procesu.
Łomiarz pochodził z Konstancina, a jego pierwszy pseudonim, nadany mu jeszcze za czasów młodzieńczych przez złośliwych rówieśników, miał być formą znęcania się nad chłopakiem.
Rydka miał bowiem zdeformowaną twarz, co spowodowało, że dzieciaki zaczęły wołać na niego krzywousty.
Ten przydomek, jak tłumaczyli później biegli psychologowie, mógł wpłynąć na jego nienawiść wobec ludzi.
Zwłaszcza kobiet, które nie tylko odrzucały jego zaloty, lecz również wykorzystywały defekty w urodzie do wzmacniania prześmiewczych komentarzy.
Te upokorzenia doznawane w młodości mogły mieć wpływ na jego agresję w życiu dorosłym, ale przejawiały się też trudnościami w wychowaniu już za czasów nastoletnich.
Henek Rydka w wieku 15 lat trafił do ośrodka wychowawczego dla trudnej młodzieży.
Opuszczał lekcje, nie przykładał się do nauki, przez to musiał powtarzać klasy, a w końcu przyłapano go również na drobnych przestępstwach.
miał od dłuższego czasu przejawiać zachowania społeczne.
I choć pochodził z biednej rodziny, wraz z dwoma siostrami wychowywany przez samotną matkę, to zawsze mógł liczyć na nieco lepsze traktowanie.
Serwis Onet relacjonował po latach, że chłopak mógł robić co chciał, jako jedyny syn w rodzinie, podczas gdy jego siostry miały na głowach liczne obowiązki domowe.
To jednak nie oznacza, że żył w sielance.
w dzielnicy zwanej Argentyną, musiały na niego wpłynąć.
Zachowania mocno emocjonalne, czasem irracjonalne, wraz z wiekiem tylko się u niego nasilały.
Wreszcie popsuły się jego relacje z własną matką.
Pojawiał się nawet wątek nienawiści wobec niej, co miało według ekspertów być odpowiedzią na pytanie, dlaczego wybierał ofiary w starszym wieku, zbliżonym do wieku jego rodzicielki.
Po raz pierwszy Łomiarz miał dopuścić się poważnego przestępstwa dokładnie w marcu 1992 roku.
To wtedy napadł na starszą kobietę.
uderzając ją w głowę ciężkim przedmiotem, kiedy ta przechodziła przez ulicę Nowowiejską w Warszawie.
Chciał ją okraść.
Upewniając się, że straciła przytomność przy upadku, zabrał jej torebkę i uciekł.
Co prawda nigdy nie znaleziono dowodów czy tropów, które mogłyby wskazywać,
na Rydkę, ponieważ ten działał w ciemności i przy braku świadków, to w późniejszych działaniach śledczy tę napaść przypisali właśnie jemu.
Następne ataki nasilały się wraz z kolejnymi miesiącami.
Na jedną z kobiet napadnięto przy ulicy Puławskiej i tym razem doprowadzono u niej do ciężkich obrażeń.
Szczęśliwie udało się ją uratować, ale tyle szczęścia nie miały następne ofiary łomiarza.
Wszystkie ataki posiadały mianownik wspólny.
Poszkodowane zachodzono od tyłu, a następnie uderzano jakąś bronią i zabierano jej kosztownością.
Sprawca za każdym razem napadał swoje ofiary po zmroku, w ciemnych zaułkach, wolnych od uważnych spojrzeń gapiów.
Taki schemat działania długo pozwalał agresorowi na pozostanie anonimowym i nieuchwytnym.
Mundurowi byli całkowicie bezradni.
Z uwagi na to, że w kulminacyjnym momencie na koncie sprawcy zapisano już blisko 30 ataków, mieszkanki Warszawy dosłownie bały się wychodzić z domów po zmroku.
Tym bardziej, że Łomiarz zdawał się czuć bezkarny i atakował coraz śmierniej.
14 czerwca 1993 roku jednego dnia napadło aż pięć kobiet w ciągu kilku godzin, a dwie z nich zmarły w wyniku odniesionych obrażeń.
Andrzej Gaz, jeden z dziennikarzy, relacjonował wówczas, że radiowozy i karetki na sygnale jeździły po mieście bez przerwy.
To był dzień apokalipsy, stwierdził reporter.
Jednocześnie ludzie zastanawiali się, jak to możliwe, że przy tylu atakach nie znalazła się żadna osoba, która mogłaby przybliżyć śledczym rysopis napastnika.
Ale należy pamiętać, że to były zupełnie inne czasy.
Jakość portretów pamięciowych pozostawiała wiele do życzenia i rzadko okazywały się one przydatne do czegokolwiek.
Traciła przytomność w momencie ataku, który następował od tyłu, jeszcze zanim zdążyły kogokolwiek zobaczyć.
Brakowało śladów na miejscach napaści, nie udało się zabezpieczyć linii papilarnych ewentualnego podejrzanego, a w mieście nie było wszędobylskiego monitoringu czy kamer przemysłowych, jak w dzisiejszych czasach.
Tak naprawdę czysty przypadek sprawił, że Henryk Rydka w końcu wpadł w ręce funkcjonariuszy.
6 września 1993 roku podczas swojego ostatniego napadu na starszą kobietę był nieostrożny.
Zaatakował na ulicy Puławskiej i tym razem zgubiła go prawdopodobnie zbyt duża pewność siebie.
Nie upewnił się, że w okolicy nie ma świadków, a ci dostrzegli jego atak i zaczęli krzyczeć.
Jedna z osób zadzwoniła na służby, co skutkowało błyskawicznym wysłaniem w to miejsce patrolu.
Sklepikarz, który widział, jak łomiarz ucieka z torebką ofiary, rozpoznał w nim napastnika.
To właśnie ten świadek wskazał Henryka Rytkę, siedzącego już wówczas pod sklepem z piwem w ręku, jak gdyby nigdy nic.
Funkcjonariusze dostrzegli, że ma zakrwawioną dłoń, więc postanowili go aresztować, a niedługo potem postawiono mu prokuratorskie zarzuty.
Trudny i skomplikowany proces, który się rozpoczął, śledziła cała Polska.
Otóż zdaniem obrony, i była to dość słuszna uwaga, prokuratura nie posiadała praktycznie żadnych jednoznacznych dowodów na winę oskarżonego, poza wskazaniem go przez jednego świadka.
Nie dało się połączyć rytki ze wszystkimi odnotowanymi w Warszawie napadami, które miały wspólne cechy i przebieg zdarzenia.
Tymi dowodami, które wydawać by się mogło przesądziły o wyroku, były linie papilarne na reklamówce należącej do jednej z ofiar, a także znaleziony u łomiarza kalkulator, którego właścicielką była inna pokrzywdzona.
Miał on znajdować się w skradzionej przez agresora torebce.
W programie przygotowanym przez Telewizję Polską pod nazwą Celownik znalazły się też wypowiedzi poszkodowanych kobiet.
Jedną z nich była warszawska lekarka, pani Anna, która po napaści długo dochodziła do siebie.
Miała duże trudności z pamięcią i koncentracją.
Źle widziała na prawe oko.
Prawie ogłuchła.
Twarz mi krzywiło w straszliwy sposób.
Brama, którą wchodziłam, była dość szeroka i oświetlona.
Weszłam na podwórze.
Pamiętam, że byłam żawka.
Zwróciłam uwagę, że pod klatką stało dużo samochodów i tu mi się film urywa.
Opowiadała kobieta.
Inna pokrzywdzona, pani Krystyna, relacjonowała, że agresor przeszedł od strony podwórka, czego ona w ogóle nie zauważyła.
Całe szczęście, że uderzył mnie w prawą stronę, a nie w lewą, bo nie mogłabym mówić.
Lekarze powiedzieli, że centymetr dalej i bym nie żyła.
Ten centymetr uratował mi życie.
Opowiadała wieloletnia charakteryzatorka TVP.
Ostatecznie Sąd Wojewódzki stwierdził, że Henryk Rydka jest winny zarzucanych mu czynów.
Mimo tego został skazany na 25 lat pozbawienia wolności.
Oczywiście obrona złożyła od wyroku apelację, którą rozpatrzono 31 stycznia 1996 roku.
Wówczas kara została zmniejszona do zaledwie 15 lat.
a dwa z trzech napadów, za które mężczyzna usłyszał pierwotny wyrok, zostały wykluczone z uzasadnienia.
Sąd uznał, że tak naprawdę bezsprzeczną winę Rydki można wskazać tylko w jednym przypadku.
Ta decyzja wywołała ogromne oburzenie wśród lokalnej społeczności, lecz i tak została później podtrzymana przez Sąd Okręgowy po kolejnym rozpatrzeniu sprawy.
W 2000 roku oficjalnie zniesiono Łomiarzowi zarzuty za wspomniane dwie napaści, lecz wyrok 15 lat więzienia podtrzymano w mocy.
Niestety, jak to często w tego typu sprawach bywa, Henryk Rydka nie spędził za kratami pełnego wymiaru kary.
Wyszedł na wolność nieco wcześniej, we wrześniu 2008 roku.
To, co stało się później, na nowo rozbudziło pytania opinii publicznej.
Czy przypadkiem sąd nie popełnił błędu, uniewinniając Łomiarza od pozostałych zarzutów?
Nie minął bowiem nawet rok, kiedy Henryk
że Krytka znowu zaatakował.
Jego metody właściwie się nie zmieniły, ale przecież z duchem czasu poszła technologia, więc złapanie winowajcy okazało się dziecinnie proste.
Kamery monitoringu i nowoczesne metody pracy śledczych pozwoliły na zidentyfikowanie sprawcy.
Henryk Rydka zaatakował kobietę z Piaseczna, którą najpierw brutalnie pobił, a później okradł.
Trafił do aresztu i został skazany w 2011 roku na kolejne 7 lat więzienia.
Wymiar sprawiedliwości jednak ponownie źle ocenił jego proces resocjalizacji, ponieważ agresor niecały miesiąc po opuszczeniu więziennych murów znowu uderzył.
Zaatakował starszą kobietę w Łowiczu.
Także i w tym przypadku złapano go błyskawicznie, a następnie ponownie postawiono przed sądem.
Mężczyzna, który spędził za kratami większość życia, został tym razem skazany na 10 lat więzienia, a na wolność ma wyjść niedługo, bo w 2026 roku, kiedy będzie miał 63 lata.
To rodzi pytania o bezpieczeństwo kobiet, zwłaszcza, że według ustaleń Radia Eska nie podjęto decyzji dotyczącej odizolowania tego niebezpiecznego.
niebezpiecznego człowieka od społeczeństwa.
Jak ustalili dziennikarze, Ministerstwo Sprawiedliwości po konsultacjach z dyrekcją więzienia zdecydowało, że nie ma podstaw do umieszczenia mężczyzny np.
To jest właściwie przestępca zawodowy, który z tego uczynił sobie źródło dochodu.
On już nie ma innych źródeł poza dokonywaniem przestępstw.
Ocenił profesor Brunon Hołyst, polski kryminolog.
Podobnego zdania jest były rzecznik stołecznej policji Dariusz Janas, który brał udział w śledztwie przeciwko Łomiarzowi.
Kiermasz, autorką podcastu Zło, utrzymywał w przeszłości, że został niesłusznie skazany.
Nie przyznaje się on do winy i uważa, że został wrobiony w rolę łomiarza.
Skazany zapowiedział, że po wyjściu na wolność zamierza podjąć uczciwą pracę i nie będzie stwarzał zagrożenia dla mieszkańców Warszawy.
Choć równocześnie mężczyzna złożył wniosek o przedterminowe zwolnienie z więzienia.
Gdy nagrywaliśmy ten odcinek programu, jeszcze nie było wiadomo, czy sąd się do tego przychyli.
Mężczyzna z pewnością będzie, a przynajmniej powinien być, pod stałą obserwacją wyspecjalizowanych w tym kierunku funkcjonariuszy.
Ostatnie odcinki
-
Olek z Grudziądza. Skandaliczna interwencja pol...
02.02.2026 07:10
-
Zrobił to własnej matce. Jej ciało ustawił na z...
29.01.2026 08:50
-
Od ministranta do seryjnego mordercy. Szokująca...
26.01.2026 07:20
-
Jarosław Ziętara. Sprawcy przez lata byli bezka...
21.01.2026 19:22
-
"Kojot" złapany po 22 latach. Dwa razy umknął p...
18.01.2026 20:08
-
Alan poćwiartował Mateusza, bo chciał zarobić. ...
14.01.2026 19:14
-
Mąż prześladował byłą żonę, policja była bezrad...
11.01.2026 19:20
-
Najgłośniejsze zbrodnie 2025 roku. Dziesięć szo...
08.01.2026 06:06
-
12-latka zabiła 11-latkę. Tragedia obok szkoły ...
04.01.2026 18:54
-
Koszmar w Sylwestra. Zawinęli Darka w dywan i z...
31.12.2025 20:23