Mentionsy

Pokój Zbrodni
22.10.2025 19:12

Marzena Cichocka. Ostatnia dyskoteka i wiele wersji wydarzeń | Pokój ZBRODNI

Nowy świadek po ponad 20 latach ujawnia wstrząsające szczegóły zaginięcia Marzeny Cichockiej z Sochaczewa. Fundacja Na Tropie wskazuje, że trop prowadzi do znanego przestępcy seksualnego.

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 153 wyników dla "Centralnej Ewidencji Pojazdów i Kierowców"

Marzena Cichocka z Sochaczewa miała tylko 22 lata, gdy ślad po niej zaginął.

Młoda kobieta miała tego dnia wybrać się ze swoim chłopakiem na dyskotekę.

Podwózkę do domu zaproponował jej kolega Tomasz M. To właśnie z jego zeznań wynika, że kobieta została później zamordowana.

W jaki sposób?

Zdaniem mężczyzny sprawcami są jej chłopak Remigiusz oraz przestępca znany w sochaczewskim półświatku.

Ale ciała Marzeny Cichockiej nigdy nie odnaleziono.

Nikomu nie postawiono też zarzutów.

Cień kładzie się natomiast na samego Tomasza.

Ja nazywam się Bartosz Wojsa, a to jest pokój zbrodni.

Pokój zbrodni.

28 maja 1999 roku Marzena Cichocka miała 22 lata.

Pracowała na co dzień w żyrardowskiej fabryce telewizorów i miała pozytywną opinię wśród współpracowników, rodziny czy znajomych.

Tego dnia miała wybrać się ze swoim chłopakiem Remigiuszem na dyskotekę, więc planowała wcześniej wyjść z zakładu pracy.

Ucieszyła się, kiedy jej kolega, Tomasz M., zaproponował podwózkę.

Bez wahania wsiadła z nim do samochodu, bo wiedziała, że ma niewiele czasu, a chciała się jeszcze przebrać i pomalować.

Zrobić nabóstwo przed wyjściem na imprezę.

Jak zwykła mawiać.

Zarówno ona, jak i Tomasz mieszkali w Sochaczewie, więc mężczyzna nie musiał specjalnie nadrabiać drogi.

Zresztą znali się.

Dlatego Marzena nie miała powodu, by mu nie ufać.

To zniknięcie od początku wiązałem z osobami z kręgu znajomych dziewczyny.

Wsiadła do auta z kimś, komu ufała.

I to był jej błąd.

Mówił po latach Krzysztof Rutkowski, który wśród wielu osób, fundacji i organizacji zajmował się tą sprawą.

Marzena Cichocka niespodziewanie bowiem zniknęła.

Gdy nieobecność się przedłużała, a chłopak Remigiusz zapukał do drzwi rodzinnego domu, pytając jej mamę Marianne o to, czy jego dziewczyna już wstała, w głowie rodziców pojawił się strach.

O własne dziecko.

Przecież to on miał się z nią bawić na imprezie i zadbać o bezpieczeństwo 22-latki.

Myśleli, że na koniec została z nim albo poszła spać do koleżanki, co prawdopodobnie zdarzało się w przeszłości.

Ale Remek twierdził, że po dyskotece Tomasz także obiecał ją odwieźć do domu.

Tak się nie stało.

Bliscy chcąc odnaleźć Marzenę, często jeździli po Sochaczewie i okolicznych miejscowościach, pokazując zdjęcia córki i pytając każdą napotkaną osobę, czy przypadkiem jej nie widziała.

Każdy jednak kiwał głową ze zrezygnowaniem.

Co się z nią stało?

Do dziś śledczy rozkładają ręce i twierdzą, że na 100% nie wiadomo.

W toku różnych działań udało im się ustalić, że kobieta po pracy faktycznie wsiadła do samochodu Tomasza.

Tego wieczoru pojawiła się też w barze Basieńka w Młodzieszynie, niedaleko Sochaczewa, w towarzystwie wspomnianego mężczyzny.

Ten został zatrzymany i przesłuchany na tę okoliczność.

Wówczas przyznał się, że podróżował z 22-latką, ale jednocześnie zarzekał się również, że nic złego jej nie zrobił.

Wskazał nawet innych, konkretnych winnych.

Jak opisywał śp.

dziennikarz Janusz Szostak w książce pt.

Ukryte ślady, według Tomasza M. wraz z nim i Marzeną był tego wieczoru jej chłopak, Remigiusz.

W trójkę mieli podjechać pod market mieszczący się przy ulicy Pokoju w Sochaczewie.

Tam po raz ostatni mężczyzna miał widzieć kobietę żywą.

Podczas przesłuchania zeznał, że pomarzena im Remigiusza przyjechał ciemnym Audi tajemniczy przestępca znany w sochaczewskim półświatku.

Remek powiedział, że pojedzie z nim i Marzeną i wrócą za 30-40 minut, ale przyjechali późno w nocy, a ja czekałem cały czas w samochodzie pod sklepem.

Wyszedł tylko Remigiusz.

Opowiadał mi, jak się z nią zabawiali.

Gdy go zapytałem, gdzie teraz jest Marzena, powiedział, że wrzucili ją do jakiegoś rowu w lesie.

Cytował z znania mężczyzny Janusz Szostak w swojej publikacji.

Tomasz początkowo myślał, że jego rozmówca sobie żartuje, więc ten w odpowiedzi zaproponował mu pokazanie miejsca, w którym zostawili kobietę.

Pojechali do lasu w Młodzieszynie, a tam, jak wynika z relacji świadka, 22-latka leżała nago w dole.

Widziałem to wszystko w światłach samochodu.

Remek wszedł do dołu i powiedział, k***a.

Ona nie żyje.

Zaraz zadzwonił po bandziora, a ten przyjechał mercedesem ojca.

Z bagażnika wyjął szpadle i we dwóch ją zasypywali.

Nie mogłem na to patrzeć.

Potem razem wróciliśmy do Sochaczewa.

Po drodze Remigiusz wyrzucił jeszcze z samochodu torebkę Marzeny.

twierdził Tomasz M. Mężczyzna bardzo szczegółowo opisał przebieg zdarzenia oraz wymienił wszystkich innych uczestników, którym przypisał zbrodnię.

Ale nie od razu złożył takie zeznania.

Początkowo kręcił, zmieniał wersję wydarzeń.

Bałem się ich zemsty, dlatego wcześniej o tym nie mówiłem.

Oni są niebezpieczni, każdy w Sochaczewie o tym wie.

Wiedzieli nawet, kiedy będę wzwany na policję.

Uprzedzali mnie o tym i pouczali, jak mam zeznawać.

Bronił się.

Sumienie nie dawało mu jednak spokoju, więc postanowił przerwać milczenie.

Mimo ryzyka, tak twierdził.

Dziennikarz śledczy Janusz Szostak nie wierzył w jego prawdomówność.

Opisywał, że w międzyczasie Tomasz M. wydzwaniał do matki zaginionej Marzeny z propozycją, by dała mu 5 tysięcy złotych za wskazanie miejsca ukrycia ciała jej córki.

Potem twierdził, że do spotkania doszło, choć kobieta temu zaprzecza.

Nie pojechała, bo bała się zrobić to sama, mimo że za wszelką cenę chciała odnaleźć ukochaną Marzenę.

Tymczasem brak jest dowodów na to, by w dalszym spotkaniu z 22-latką uczestniczył jej partner Remigiusz, tajemniczy przestępca czy jakiekolwiek inne osoby wymienione przez Tomasza.

Policjanci nie znaleźli żadnych poszlak, które mogłyby wskazywać na ich udział w ewentualnym morderstwie.

Szostak pisze natomiast wprost, że w jego ocenie wiele wskazuje na sprawstwo samego Tomasza M.

To co stało się 28 maja 1999 roku pozostaje wciąż tajemnicą.

Tego wieczoru Tomasz został zatrzymany do kontroli dokumentów na jednej ze stacji paliw, jednak nie było z nim marzeny, chyba że leżało już w bagażniku, ale tego nikt nie sprawdził.

Była to rutynowa kontrola dokumentów – mówił Ireneusz Kisiołek, sochaczewski policjant, który w tamtym okresie zajmował się sprawą.

Ta sama kontrola skończyła się później problemami dla funkcjonariuszy, ponieważ Tomasz oskarżył jednego z nich o rzekome przyjęcie łapówki.

W przeszłości często miał udowadniać, że potrafi być przekonujący.

Dzwonił np.

z zakładu karnego w Sztumie do Centralnej Ewidencji Pojazdów i Kierowców, a następnie przedstawiał się jako policjant.

W ten sposób zdobył m.in.

dane adresowe jednej z funkcjonariuszek więziennych, która wpadła mu w oko.

Za karatę trafiał zresztą regularnie, odbywając wiele lat kary za różne przewinienia.

Szostak wylicza, że skazano go na przykład za ograbienie nauczycielki, którą listownie poznał w czasie odsiadywania wcześniejszego wyroku.

Po wyjściu na wolność odwiedził kobietę i nawiązał z nią romans, po czym okradł ją i zniknął.

Na początku lat 90. dopuścił się jednego z pierwszych przestępstw i to od razu grubego kalibru, brutalnego usiłowania zabójstwa nastolatki nieopodal własnego domu.

Dziewczyna, która była jego sąsiadką doznała licznych obrażeń wewnętrznych oraz rozległych urazów głowy, w tym pocięto ostrym narzędziem jej twarz.

Znaleziono ją zakrwawioną w sadzie.

Szczęśliwa nastolatka udało się uratować, lecz dotychczasowe życie dziewczyny zostało zrujnowane.

Musiała przejść kilka skomplikowanych operacji plastycznych twarzy, którą zmasakrował jej oprawca.

Tomasz M. był wówczas nieletni i trafił do izby dziecka, gdzie spędził jednak zaledwie kilka miesięcy.

Z pomocą rodziców wyszedł na wolność, a niedługo później dotkliwie pobił starszą kobietę.

To psychopata, który czerpie satysfakcję z zadawania innym cierpienia, górowania nad nimi.

Mówił w mediach jeden z jego sąsiadów.

Ale zawsze schodził z drogi silniejszym od siebie.

Tu, gdzie mieszkał, traktowany jest jak popychadło.

Wszyscy śmiali się z niego.

On to pewnie odreagowuje na swoich ofiarach.

Zabójstwa Marzeny nigdy mu nie udowodniono, choć mundurowi w kuluarowych rozmowach przyznają, że sporo poszlak wskazuje na jego sprawstwo.

Może byśmy go dopadli, ale w tamtym czasie były inne priorytety.

Kazali nam ścigać gangusów z Pruszkowa i Ożarowa.

Ta sprawa zeszła na dalszy plan, twierdził jeden z policjantów.

Tomasz M. w 2011 roku zeznawał, że zwłoki 22-latki znajdują się w lesie w Mistrzewicach, nieopodal Żwirowisk, gdzie obecnie jest zbiornik wodny.

Nigdy ich tam nie odnaleziono.

Z rozkopanego dołu wydobyto jedynie bluzkę i rajstopy, ale nie udało się potwierdzić, czy elementy garderoby należały do Marzeny.

Czynności poszukiwawcze prowadzono w ramach archiwum X, ale to też nie przyniosło rezultatu.

Jakby 22-latka rozpłynęła się w powietrzu.

W 2014 roku Tomasz M. po raz kolejny zmienił wersję wydarzeń.

Tym razem twierdził, że ciało zostało zakopane w pobliżu Domu Pomocy Społecznej w Młodzieszynie.

Teren przeczesywano przy użyciu georadaru.

Bezskutecznie.

Tomasz M. znany jest z wyjątkowej skłonności do konfabulacji.

Wiele o tym wiedzą śledczy, a także personel kolejnych aresztów i zakładów karnych, do których trafia.

Niejednokrotnie zgłaszał się do śledczych, rodzin ofiar, a także i do mnie z rewelacjami w głośnych sprawach kryminalnych, m.in.

Krzysztofa Olewnika, Iwony Wieczorek czy Jarosława Ziętary.

Przy zabójstwie tego ostatniego rzekomo miał być obecny, mówił śp.

Pułkownik Jan Mrozowski, dyrektor Zakładu Karnego w Sztumie, gdzie przez pewien czas przebywał Tomasz M.,

oceniał, że mężczyzna szuka rozgłosu i sławy.

Ma też w tym jakieś swoje kalkulacje.

Tomasz M. miał być rzekomym świadkiem co najmniej kilku zbrodni.

Opowiadał o niewyjaśnionych morderstwach z okolic Sochaczewa i wskazywał zwykle, że sprawcami są znani miejscowi przestępcy.

Relacjonował m.in.

zabójstwo i zakopanie ciała nastoletniej uciekinierki z placówki wychowawczej w Kielcach, która miała być wcześniej jego zdaniem przetrzymywana i wykorzystywana w Agencji Towarzyskiej w Skierniewicach.

Do Janusza Szostaka pisał wielokrotnie.

Niemal co tydzień telefonował z więzienia, wysyłał listy, aranżował spotkania.

Ostatecznie się na nich nie pojawiał.

Nie będę pisał szczegółów, ale proszę mi wierzyć, że gdybym spotkał się z panem tu w zakładzie, to byłbym skończony.

Napisał w jednej z wiadomości do dziennikarza.

Nagrał się też na sekretarkę redakcyjną, z drżącym głosem żegnając się z reporterem.

W jednym z ostatnich listów prosił, bo Janusz Szostak o nim nie pisał.

Wkrótce kontakt się urwał.

24 sierpnia 2016 roku Fundacja na tropie rozpoczęła poszukiwania w nowym rejonie, który razem z Szostakiem wytypowano na możliwe miejsce ukrycia zwłok Marzeny Cichockiej.

Znajdowało się ono na skraju Puszczy Kampinoskiej, na obrzeżach Sochaczewa.

Ostatecznie ciała nie odnaleziono, ale dziennikarz zapewniał, że teren jest ogromny i być może gdzieś tam się ono jeszcze kryje.

Bliscy Tomasza M. uważają natomiast, że padło on ofiarą pomówień,

Wierzą, że nie ma nic wspólnego z zaginięciem lub ewentualną śmiercią Marzeny Cichockiej.

On także podtrzymuje swoją niewinność.

Do Sochaczewa wrócił w grudniu 2018 roku po opuszczeniu więziennych murów, lecz za kratki wrócił w 2019 roku, zatrzymany w związku z próbą oszustwa oraz zmuszania pokrzywdzonego do określonego zachowania.

44-letni wówczas Tomasz M. dopuścił się przestępstwa w ramach recydywy, więc groziła mu wyższa kara.

Janusz Czostak ustalił, że też chodziło o sprawę z zaginięciem w tle.

Miał wydzwaniać do przedsiębiorcy z Lubania i ostrzegać, że ktoś chce porwać jego 29-letnią córkę.

Obiecywał, że jest w stanie nakłonić rzekomych porywaczy do porzucenia tych planów, ale potrzebuje pieniędzy, by ich przekonać.

Środki, jak wskazywał, miał też przeznaczyć na jakieś chore dziecko.

Ale tuż przed spotkaniem biznesmen zadzwonił na policję, która przygotowała zasadzkę i zatrzymała Tomasza M. Dowodem stały się nagrania rozmów telefonicznych.

I choć wiele wskazuje na to, że Marzena Cichocka została zamordowana, to oficjalnie wciąż uznawana jest za osobę zaginioną.

Jej ciała nie odnaleziono.

Nikomu też nie postawiono zarzutów.

Jeśli masz jakiekolwiek informacje na temat tego, gdzie może znajdować się kobieta lub co jej się przytrafiło, niezwłocznie skontaktuj się z najbliższą jednostką policji.