Mentionsy
Mateusz poczekał, aż Kasia zaśnie. Później chwycił za maczetę | Pokój ZBRODNI
W jednym z pokojów w zaadaptowanej piwnicy bloku przy ul. Dunikowskiego na Ursynowie mieszkali od dwóch dni. W nocy z 8 na 9 maja 2019 r., gdy 29-letnia Katarzyna już spała, Mateusz Z., rocznik 1993, chwycił za maczetę.
Szukaj w treści odcinka
29-letnia Katarzyna związała się z Mateuszem Z, o 3 lata młodszym mężczyzną, z którym wiodło jej się dobrze.
Tak przynajmniej wszyscy sądzili.
Pojawiały się oczywiście jakieś nieporozumienia i kłótnie, ale nikt nie sądził, że doprowadzą one do brutalnego przestępstwa.
Aż pewnego dnia 26-letni sprawca chwycił za maczetę i zadał swojej partnerce 8 ciosów w szyję, kiedy ta spała.
Później, jak gdyby nigdy nic, poszedł do sklepu nocnego, zostawiając w pokoju obok niczego nieświadomego współlokatora.
Szczegóły tej sprawy są wstrząsające.
Ja nazywam się Bartosz Wojsa, a to jest pokój zbrodni.
29-letnia Katarzyna i 26-letni Mateusz Z. wynajmowali wspólnie mieszkanie przy ulicy Dunikowskiego na warszawskim Ursynowie.
Oprócz nich, jeden z pokojów zajmował także drugi mężczyzna, ich współlokator.
Piotr Lis, dziennikarz Superekspresu, który opisywał tę sprawę na łamach gazety, przytaczał niedawno, że całą trójką gnieździli się właściwie w piwnicy bloku, która została zaadaptowana na mieszkanie.
Kasia i Mateusz mieli tam mieszkać od zaledwie kilku dni,
Uchodzili za udaną parę, choć w późniejszym etapie śledztwa wyszło na jaw, że często miało dochodzić między nimi do kłótni i napięć.
Zamiast jednak rozwiązać nieporozumienia lub po prostu się rozstać, konflikt osiągnął w końcu niebotyczne rozmiary.
W nocy z 8 na 9 maja 2019 roku, kiedy Katarzyna położyła się już spać, Mateusz Z. wymknął się niepostrzeżenie z łóżka.
którą wcześniej przygotował, a następnie zamachnął się na swoją partnerkę.
Niczego nieświadoma, pogrążona we śnie, nie zdążyła nawet krzyknąć.
Zadawał jej cios za ciosem, uderzając ostrym narzędziem w szyję aż osiem razy.
Tak mocno, że niemal doprowadził do dekapitacji.
Po wszystkim, jak gdyby nigdy nic, otrząsnął się i odwiedził sklep nocny.
Z późniejszych ustań śledczych wynika, że nie panikował, zachowywał się zwyczajnie i nie wzbudził niczyich podejrzeń.
Nie wiadomo, czy i jak zmył z siebie krew, którą przecież musiał zostać ubrudzony.
Gdy wrócił, wykręcił numer alarmowy.
Na pytanie dyspozytora o to, co się stało, miał tylko stwierdzić, że reanimacja nie ma sensu i poczeka na ratowników przed blokiem.
Na ulicę Dunikowskiego wysłano medyków, którzy faktycznie spotkali 26-latka przed budynkiem.
Ten zaprowadził ich na miejsce i pokazał zwłoki Katarzyny.
Początkowo twierdził, że znalazł ją w tym stanie z ranami szyi po północy, gdy wrócił do ich pokoju.
Dopiero później zmienił wersję wydarzeń, przyznając się do tego, że osobiście pozbawił ją życia.
Relacjonował prokurator Łukasz Łapczyński, ówczesny rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Warszawie.
W toku postępowania okazało się, że w chwili popełnienia zbrodni w mieszkaniu znajdował się jeszcze współlokator pary, ale wykluczono jego udział w sprawie.
Mężczyzna miał już spać w swoim pokoju i niczego nie słyszał.
Krwawe zabójstwo rozegrało się w jego całkowitej nieświadomości.
Potwierdził jedynie, że między Kasią a Mateuszem dochodziło często do kłótni, a przecież mieszkali tam dopiero od kilku dni.
Co jednak sprawiło, że podejrzany dopuścił się czegoś tak okropnego?
Czy chwilę przed atakiem para się pokłóciła?
Czy wątek zbrodni w afekcie można odrzucić, skoro Mateusz poczekała, aż Katarzyna zaśnie?
Na te wszystkie pytania miało odpowiedzieć śledztwo, lecz mimo szeroko zakrojonych działań, przesłuchanych świadków i analizy dowodów, nigdy nie udało się jednoznacznie odpowiedzieć na pytanie, dlaczego sprawca nagle zamordował swoją ofiarę.
To był jeden z tych procesów, które musiało rozgrywać się dwukrotnie, ponieważ prowadził go sędzia Igor Tuleja, zawieszony później w czynnościach służbowych przez Izbę Dyscyplinarną Sądu Najwyższego w ramach politycznej burzy po wyborach wygranych przez prawicę.
Igor Tuleja nie mógł wtedy wejść do swojego gabinetu w budynku sądu, nie miał dostępu do akt sprawy, które prowadził i w każdej z nich musiał zostać zastąpiony przez innego sędziego.
Taka była decyzja przewodniczącego wydziału.
Odkładając jednak na bok kwestie polityczne, bo nie o to w tej sprawie chodzi,
Faktem pozostaje, że w tej sytuacji proces Mateusza Z. musiał zacząć się od nowa.
Zarzuty pozostawały takie same.
Prokuratura zgromadziła w toku śledztwa materiał dowodowy, który pozwolił na ustalenia, że 26-latek dopuścił się brutalnego zabójstwa.
Miał zadać swojej partnerce 8 ciosów maczetą w obrębie szyi, a dziennik Fakt dodatkowo precyzował, że niemal doszło przez to do odcięcia głowy ofiary.
Mateusz Z. w czasie prowadzonego postępowania próbował różnych metod wywinięcia się od odpowiedzialności za to, co zrobił.
Jednym razem mówił o halucynacjach, których miał doświadczać i które miały pchnąć go do zbrodniczego czynu, ale podczas innych zeznań jako motyw wskazywał zazdrość, podejrzenia o manipulacje, których miała dopuszczać się wobec jego partnerka.
Naświetlał przy tym wszystkim paranoiczne wizje.
Katarzyna sama mi mówiła, że mam halucynacje, że widzę rzeczy, które nie miały miejsca.
Zacząłem podejrzewać, że ona ma jakiś rodzaj układu, relacje z kimś, komu zależy, żebym wykonywał pewne czynności.
Jestem wykorzystywany do jakichś celów.
Nie wiem dokładnie jakich.
Prawdopodobnie gdybym wiedział, to musiałbym zdechnąć.
Podejrzewam kilka opcji, np.
wykorzystywanie seksualne czy pornografię.
Wydawało mi się, że jedynym sposobem na zakończenie tego prześladowania będzie śmierć Katarzyny.
Mówił Mateusz Z. podczas przesłuchania, cytowany przez Super Express.
Wiele jego słów nie miało wówczas sensu.
Szybko pojawiły się pytania o problemy psychiczne mężczyzny, ale też o ewentualny wpływ alkoholu lub środków udurzających.
Sam mężczyzna miał podobno deklarować, że był pod wpływem takowego.
Substancja miała przypominać amfetaminę, tak twierdził.
Śledczy zdecydowali wtedy o poddaniu go specjalistycznym badaniom, lecz wyniki z krwi wykluczyły obecność narkotyków.
Napojów procentowych w jego organizmie także nie wykryto.
Pobraliśmy krew do badań w kierunku obecności różnych środków, nie tylko odurzających, ale nawet tych, które działają podobnie.
Zachowanie podejrzanego w toku zatrzymania i później faktycznie wskazywało na to, że mógł być pod wpływem tego typu substancji, mówili śledczy.
Jak jednak poinformowała prokurator Agata Kasperek z Prokuratury Okręgowej w Warszawie, mężczyzna w trakcie dokonywania zbrodni miał być czysty.
Pozostała jeszcze opinia sądowo-psychiatryczna, która została zlecona w jego sprawie.
Skoro bowiem nie alkohol ani narkotyki, to odpowiedzi na nietypowe zachowanie mężczyzny mogły być jeszcze dwie.
Niepoczytalność lub symulowanie choroby psychicznej.
Biegli ostatecznie uznali, że 26-latek jest co prawda niedojrzały emocjonalnie, a pojęcie empatii jest mu obce, ale w momencie popełnienia czynu był poczytalny i może odpowiadać za to, co zrobił.
wnosiła o najwyższy wymiar kary, czyli skazanie oskarżonego na dożywocie.
Lecz obrona wnosiła, że kara powinna jednocześnie dać mężczyźnie szansę na poprawę i poddanie się procesowi resocjalizacji.
Okoliczności obciążające Mateusza Z. wskazywały jednak na niezwykłą brutalność, sposób popełnienia zbrodni, niejasna motywacja i brak skruchy.
To wszystko kazało sądzić, że wymiar sprawiedliwości nie będzie miał wobec 26-latka litości.
Sędzia Marcin Kosowski zaznaczał, że niedojrzałość emocjonalna i uzależnienie, które deklarował podejrzany, nie mogą być okolicznościami łagodzącymi.
A jednak do żywocia nie zasądzono.
Jedynym elementem, który zdecydował o uniknięciu najwyższego wyroku, był młody wiek oskarżonego oraz brak wcześniejszych problemów z prawem.
W dniu ogłoszenia decyzji Mateusz Z. miał 28 lat.
Relacjonował Piotr Lis, dziennikarz Superekspresu.
Oskarżony w opinii
biegłych cechował się nie tylko brakiem empatii i niedojrzałością emocjonalną, ale także obniżoną samokontrolą.
Badania potwierdziły ponadto, że faktycznie był uzależniony od środków odurzających, które przyjmował przez wiele lat.
Pozbawił życia osobę, która mu zaufała.
Mówił sędzia Marcin Kosowski, wymieniając szereg okoliczności obciążających zabójcę.
Finalnie mężczyzna w styczniu 2021 roku usłyszał karę 25 lat więzienia z możliwością ubiegania się o przedterminowe zwolnienie dopiero po 20 latach odbycia kary, wliczając to pobyt w areszcie śledczym.
Na tym jednak sprawa się nie zakończyła, ponieważ prokuratura uważała, że brak zasądzenia kary do żywocia jest błędem.
i wniosła apelację od wyroku.
Ta została rozpatrzona pod koniec listopada 2021, po niecałym roku od wniesienia.
Sąd apelacyjny uznał, że Mateusz Z. powinien zostać całkowicie odizolowany od społeczeństwa, gdyż stanowi dla niego realne zagrożenie.
Wyrok został zmieniony, a wniosek prokuratury uwzględniono praktycznie w całości.
Mateusz Z. już prawomocnie został skazany na dożywotnie więzienie.
Kliknij w polecane materiały i poznaj najbardziej intrygujące historie, które dla Ciebie przygotowaliśmy.
Zasubskrybuj Pokój Zbrodni, aby nie przegapić najbardziej mrocznych i fascynujących spraw.
Ostatnie odcinki
-
Olek z Grudziądza. Skandaliczna interwencja pol...
02.02.2026 07:10
-
Zrobił to własnej matce. Jej ciało ustawił na z...
29.01.2026 08:50
-
Od ministranta do seryjnego mordercy. Szokująca...
26.01.2026 07:20
-
Jarosław Ziętara. Sprawcy przez lata byli bezka...
21.01.2026 19:22
-
"Kojot" złapany po 22 latach. Dwa razy umknął p...
18.01.2026 20:08
-
Alan poćwiartował Mateusza, bo chciał zarobić. ...
14.01.2026 19:14
-
Mąż prześladował byłą żonę, policja była bezrad...
11.01.2026 19:20
-
Najgłośniejsze zbrodnie 2025 roku. Dziesięć szo...
08.01.2026 06:06
-
12-latka zabiła 11-latkę. Tragedia obok szkoły ...
04.01.2026 18:54
-
Koszmar w Sylwestra. Zawinęli Darka w dywan i z...
31.12.2025 20:23