Mentionsy

Pokój Zbrodni
01.10.2025 18:28

Mąż znalazł żonę i dzieci w szambie. Dramat pod Koninem | Pokój ZBRODNI

Wstrząsająca tragedia pod Koninem. 32-letnia Karolina M. odebrała życie dwóm córeczkom, a potem sama targnęła się na swoje. Cała Polska pyta: co doprowadziło do tego dramatu?

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 91 wyników dla "Komendy Miejskiej Policji w Koninie"

Karolina M. najpierw utopiła swoje dwie córeczki w Szambie, a później odebrała sobie życie.

Takie są pierwsze ustalenia śledczych po tragedii, która rozegrała się pod Koninem.

To mąż i ojciec ofiar zaalarmował służby po tym, jak nie mógł odnaleźć swojej ukochanej żony i dzieci.

W rejonie Szamba dostrzegł jedynie niepokojące ślady krwi.

Prawda okazała się wstrząsająca.

Ja nazywam się Bartosz Wojsa, a to jest pokój zbrodni.

Niewyobrażalna tragedia, która wymyka się wszelkiemu rozumowaniu, rozegrała się w niedzielę 31 sierpnia 2025 roku pod Koninem, konkretnie w miejscowości Helenów I w województwie wielkopolskim.

Z ustaleń Superekspresu wynika, że Karolina M. wysłała męża do apteki.

Wiedziała, że jest niedziela handlowa, więc obiekt na pewno będzie otwarty.

Gdy mężczyzna wrócił z niewielkich zakupów, dokonał makabrycznego odkrycia.

Drastyczne szczegóły, które przeniknęły później do mediów, wywołują ciarki na plecach.

Tym bardziej, że, jak mówią bliscy małżeństwa, to była przecież poukładana, kochająca rodzina.

Była pogodna i zadowolona, gdy dwa dni przed tragedią kupowała z córeczkami u mnie lody, powiedziała ekspedientka miejscowego sklepu w rozmowie z dziennikarzami Superekspresu.

W innym miejscu tej małej miejscowości, jaką jest Helenów I, jej mąż miał zamówić szynkę na przyszłą sobotę.

Spekulowano, że planowali imprezę, mieli coś świętować.

Zamiast tego rozegrał się niewyobrażalny dramat.

Karolina często pisała w mediach społecznościowych o związku z mężczyzną.

Opisywała go jako wspaniałego ojca dla ich córek, wymarzonego męża, którego mocno kocha.

Tam, gdzie pojawiali się razem, rozświetlali pomieszczenia.

uśmiechem i życzliwością wobec innych.

Większość znajomych, którzy zgodzili się porozmawiać z reporterami, choć głównie anonimowo, wypowiada się o małżeństwie w samych superlatywach.

Do tego dzieci, córeczki, śliczne i dobrze wychowane.

Coś jednak musiało dziać się za zamkniętymi drzwiami tego domu.

W samo południe 31 sierpnia byli jeszcze całą rodziną w kościele.

Karolina najpierw wysłała męża po leki do apteki, która znajdowała się w pobliskim Koninie.

Później, jak wynika z wstępnych ustaleń śledczych, miała zabić swoje córeczki, sześcioletnią Tosię i siedmioletnią Gabrysię, a później sama odebrać sobie życie.

Zostawiła też list pożegnalny, który zabezpieczyli mudrowi.

To ojciec i mąż jako pierwszy zauważył ślady na pokrywie szamba.

Kiedy wrócił z apteki, nigdzie nie mógł znaleźć swojej żony i córek.

Gdy dostrzegł krew, natychmiast wezwał odpowiednie służby.

Aspirantka Sylwia Król z Komendy Miejskiej Policji w Koninie relacjonowała, że zgłoszenie dotyczące tej sprawy wpłynęło po godzinie 22.

Na miejscu, oprócz policjantów, pojawili się też strażacy i nurkowie.

Były to ekipy z Konina, Helenowa, Grąblina i Lichenia.

To oni przeszukali przydomowe szambo, w którym ostatecznie natknięto się na ludzkie zwłoki.

Nie było wątpliwości, że ciała należą do 32-letniej Karoliny M. oraz dwóch dziewczynek w wieku 6 i 7 lat.

Jeszcze inne doniesienia, potwierdzone przez starszego kapitana Sebastiana Andrzejewskiego ze Straży Pożarnej w Koninie, mówiły o tym, że pomocy matce oraz jednej dziewczynce udzielały na miejscu osoby postronne, tuż przed przybyciem strażaków.

Mundurowym udało się wydobyć z Szamba drugie dziecko.

Wszystko wskazuje więc na to, że ludzie postanowili o własnych siłach wyciągnąć ze środka poszkodowanych.

Niestety, nawet tak szybka reakcja świadków, ojca i męża, nie przyniosła rezultatu.

Trudno sobie wyobrazić, co w tamtej chwili musiał przeżywać mężczyzna.

Żadne słowa nie oddadzą skali tego dramatu.

Mundurowi rozpoczęli jeszcze reanimację, lecz okazała się ona bezskuteczna.

Lekarz na miejscu stwierdził zgon dorosłej kobiety, a dziewczynki pogotowie zabrało do szpitala.

Niestety, ich życia też nie udało się uratować.

Relacjonowała w wyborczej policjantka Sylwia Król.

Nawet dziś, gdy nagrywaliśmy ten odcinek programu, mieszkańcy wioski funkcjonują w pewnym zawieszeniu.

Nie mogą uwierzyć w to, co się stało.

Całe lato jeździli na rowerach po wsi, a dziewczynki wszystkim głośno mówiły dzień dobry, mówiła jedna z kobiet w rozmowie z Superekspresem.

Dla mnie byli wzorem rodziny, tacy pogodni i zawsze uśmiechnięci, dodawała pani Mariola.

Lokalna społeczność opowiada, że ich rodzina angażowała się w pomoc innym, kiedy tylko ktokolwiek tej pomocy potrzebował, a teraz ich dotknęła taka tragedia.

Coś, co nie mieści się w głowie.

Z relacji medialnych wynika, że 32-letnia kobieta na co dzień zajmowała się domem i wychowywaniem małych córek, a jej mąż był cenionym w okolicy mechanikiem samochodowym oraz pasjonatem militariów.

Jeszcze w sierpniu relacjonoww mediach społecznościowych urlop w Bornem Sulinowie, podczas którego pojechali z najbliższymi na zlot pojazdów wojskowych.

Kiedyś, jak wspominają mieszkańcy, w swojej miejscowości też zorganizowwystawę maszyn.

Była grochówka, ognisko, wszystko wyglądało wspaniale – wspominają sąsiedzi.

Nieoficjalne doniesienia mówią, że Karolina zmagała się z kryzysem psychicznym.

Podobno miała nawet podjąć leczenie, ale prokuratura na razie nie chce komentować tych doniesień.

Służby są bardzo oszczędne w udzielaniu jakichkolwiek informacji.

Prowadzimy śledztwo w kierunku zabójstwa i to wszystko, co mogę powiedzieć.

Ucina Aleksandra Marańda z prokuratury rejonowej w Koninie.

Kluczowe dla śledztwa mają być wyniki sekcji zwłok oraz badań toksykologicznych ofiar, które zlecono.

Gazeta Wyborcza podaje nieoficjalnie, że na ciałach dziewczynek nie znaleziono obrażeń, lecz kobieta miała przecięte gardło.

Według dziennikarzy wspomnianego medium, 32-latka miała utopić córki w szambie, a później podciąć własną krtań i wskoczyć za nimi, w ten sposób odbierając również swoje życie.

Taki przebieg zdarzenia zszokował nawet samych policjantów, którzy ujawnili, że do tej pory nigdy w tym domu nie interweniowali.

W kartotekach nie znaleziono żadnych zapisów dotyczących zgłoszeń w przeszłości.

Brak przemocy, brak jakichkolwiek problemów, przynajmniej w oficjalnej dokumentacji prowadzonej przez funkcjonariuszy.

Pozostaje jeszcze kwestia listu pożegnalnego, o którym pisze wielu dziennikarzy i którego istnienie potwierdzają anonimowo.

Prokuratura nie chce rozstrzygać prawdziwości tych doniesień, nie komentuje też treści ewentualnego listu.

Wszystko z myślą o poszkodowanych w tej sprawie oraz dla dobra prowadzonego postępowania.

Nie trudno się oczywiście domyślić, że takie milczenie otwiera pole do różnych plotek i spekulacji na temat innego przebiegu zdarzenia.

Z uwagi na delikatność sprawy nie będziemy jednak tych domniemywań rozpowszechniać.

Śledczy zastanawiają się jeszcze, czy przed popełnieniem zbrodni Karolina mogła odurzyć lub otruć siebie i córki, by zminimalizować doznawane cierpienie.

Matki mordujące własne dzieci zwykle chcą je ochronić przed nadmiernym cierpieniem, co wpływa na sposób zabójstwa.

Kryminolodzy nazywają takie metody mniej agresywnymi i podają przykłady.

Podanie trucizny, otrucie tlenkiem węgla, uduszenie.

Nieoficjalnie dowiadujemy się, że prokuratura chce to ustalić.

Podaje Gazeta Wyborcza.

Eksperci podkreślają, że niezwykle ważne staje się w tej sprawie także nazewnictwo.

Niektóre media nazywają bowiem tę historię samobójstwem rozszerzonym, choć kładzie to nacisk na odebranie sobie życia przez sprawcę, a nie na zabójstwo pokrzywdzonych.

W tego typu historiach, jak wskazują specjaliści, bardziej adekwatna będzie mowa o podwójnym zabójstwie i odebraniu sobie życia przez sprawcę, nie inaczej.

To zresztą wątek, na który często również Państwo, Wy, widzowie programu Pokój Zbrodni, zwracacie uwagę w komentarzach.

Tymczasem w pierwszej połowie września 2025 roku mieszkańcy Helenowa I, przyjaciele i rodzina pożegnali matkę oraz jej córki na pogrzebie, który odbył się w Licheniu Starym.

Grób Tosi, Gabrysi i Karoliny przykryły białe kwiaty, a z fotografii do żałobników uśmiechały się pogodne dziewczynki wraz z mamą.

Miejscowy ksiądz proboszcz apelował do wszystkich, aby powstrzymali się od komentowania w mediach społecznościowych tej tragedii i od oceny Karoliny, ponieważ nie znamy wszystkich okoliczności zdarzenia.

To nie pomaga w przeżywaniu tych trudnych chwil, napisał wwiadczeniu ksiądz Roman Frąckowiak.

Prokuratura zdecydowała z kolei, że na razie nie ujawni wyników sekcji zwłok ofiar.

Jej przedstawiciele chcą jeszcze poczekać na pełen protokół oraz wyniki dodatkowych badań toksykologicznych i histopatologicznych.

Śledztwo trwa.

Z uwagi na charakter tego odcinka, za chwilę na ekranie wwietli się plansza z numerami telefonów wsparcia w sytuacjach kryzysowych i nie tylko.

dajesz sobie rady i potrzebujesz pomocy, zadzwoń.

To bardzo ważne, by nie bać się prosić o pomoc i reagować również wtedy, gdy tego wsparcia potrzebuje ktoś z naszego otoczenia.