Mentionsy
Paweł Ziętkowicz. Strażak-ochotnik skatowany w remizie | Pokój ZBRODNI
25-letni strażak ochotnik Paweł Z. zmarł po pobiciu w remizie. Rodzina twierdzi, że sprawca jest znany i pozostaje na wolności. Prokuratura odpowiada, że śledztwo wciąż trwa i czeka na opinie biegłych.
Szukaj w treści odcinka
Paweł Ziętkowicz miał tylko 25 lat, kiedy został skatowany w remizie Ochotniczej Straży Pożarnej w Białym Dunajcu.
Starszy strażak miał pastwić się nad młodszym kolegą, a po bicie zarejestrowały kamery monitoringu.
Mimo tego nikogo od razu nie aresztowano.
Przez wiele miesięcy nikt nie usłyszał też zarzutów.
Rodzina Pawła nie ma wątpliwości, że gdyby odpuścili, a historii nie opisaliby dziennikarze, sprawa zostałaby zamieciona pod dywan.
Ja nazywam się Bartosz Wojsa, a to jest Pokój Zbrodni.
25-letni Paweł Ziętkowicz został zaatakowany na terenie remizy Ochotniczej Straży Pożarnej w Białym Dunajcu.
Pojechał tam w nocy z 1 na 2 sierpnia 2024 roku na prośbę strażaków, którym miał przywieźć jedzenie.
Wzniosłe hasło widoczne na jednym z okien budynku głosi Bogu na chwałę, ludziom na ratunek.
Zamiast jednak nieść pomoc, mundurowi według rodziny pokrzywdzonego mieli bez żadnych skrupułów skatować młodego mężczyznę.
Po tragedii, kilka metrów dalej, na poboczu drogi zawisło zdjęcie uśmiechniętego Pawła.
Okoliczności tej sprawy są bulwersujące.
Anita Leszaj, dziennikarka Superekspresu, która rozmawiała z rodzicami ofiary i była na miejscu zdarzenia,
Opisywała na łamach gazety, że Paweł także był strażakiem-ochotnikiem, więc został skatowany teoretycznie przez kolegów z jednostki.
Znał napastników ze zbiórek, wspólnych akcji i uroczystości, w których razem uczestniczyli.
Mieszkali zresztą stosunkowo blisko siebie, ich rodziny się znały.
Pani Anna, mama Pawła, relacjonowała, że feralnego wieczoru jej syn wrócił wcześniej z pracy.
Zwykle wracał późno, bo pracował w pizzerii, lecz tego dnia było inaczej.
Słyszałam, że ktoś do niego dzwonił.
Nie wypytywałam syna, bo był dorosły, ale widziałam, że niechętnie odbiera telefon.
W końcu wyszedł z domu.
Opowiada kobieta.
W toku śledztwa ustalono, że telefon wykonali koledzy z remizy, ponieważ następnego dnia w miejscowej parafii miał odbywać się odpust.
Straż pożarna ze sztandarem zawsze bierze udział w tego typu uroczystościach i prosili Pawła, by pomógł im umyć pojazdy.
On jednak pracował, więc wielokrotnie odmawiał.
Po skończeniu zmiany wreszcie ugiął się, gdy poprosili o podrzucenie im burgerów.
Tak strasznie zgłodnieli, choć nieoficjalnie media podawały, że pracę umilał im alkohol.
Prawdopodobnie właśnie tę decyzję przypłacił życiem.
On swoje działania w Ochotniczej Straży zaczynał już jako jedenastolatek, bo kochał straż, kochał pomagać.
Był bardzo pozytywnym, młodym człowiekiem, ukochanym synem, mówi jego matka.
Całą rodziną mieszkali blisko Remizy, około 200-300 metrów dalej.
To dlatego wrzaski, które stamtąd dochodziły, czasem były u nich słyszalne.
Około drugiej w nocy pani Anna usłyszała tego typu krzyki.
Okazało się, że są bliżej niż myślała, bo jeden ze strażaków przyprowadził poobijanego Pawła do domu.
Potem wyszło najaw, że to ten sam mężczyzna, który według nagrań z monitoringu katował 25-latka w remizie.
Widziałam syna może kilka sekund, bo powiedział, że zostawił w remizie klucze do samochodu i telefon, więc wrócił się po nie.
Zdążył powiedzieć, że go pobili w remizie.
Z nosa ciekła mu krew.
Mówił nieskładnie, wspominała pani Anna w rozmowie z Anitą Leszaj, dziennikarką Superekspresu.
Kobieta szybko obudziła córkę i pobiegły razem za Pawłem, ale on już leżał na ziemi przed budynkiem.
Na lewej stronie, dobrze pamiętam, był znowu pobity, miało zmasakrowaną głowę, a po prawej stronie krwiaka.
relacjonują świadkowie.
Matka wystukała w komórce numer alarmowy i wezwała na miejsce pogotowie ratunkowe.
Paweł Ziętkowicz błyskawicznie trafił do szpitala w Zakopanem, lecz jego stan od początku określano jako bardzo ciężki, wręcz krytyczny.
W pierwotnej placówce lekarza nie mieli odpowiedniego sprzętu, by zająć się tak trudnym przypadkiem, więc zapadła decyzja o przetransportowaniu poszkodowanego do nowego targu.
Niestety, ponad tydzień walki o życie 25-latka nie przyniósł rezultatu.
Paweł zmarł dokładnie 11 sierpnia 2024 roku.
Mama ofiary wspomina, że lekarze od początku nie dawali mu właściwie żadnych szans.
Paweł przeszedł operację neurochirurgiczną, miał poważne obrażenia mózgu.
Sekcja zwłok wykazała, że przyczyną śmierci stał się krwiak podtwardówkowy mózgu.
Z jakiej przyczyny powstał?
Rodzina nie miała żadnych wątpliwości, że mógł to być efekt brutalnego pobicia.
Nagrania monitoringu dobrze zarejestrowały to, co działo się tam przed śmiercią Pawła.
Widać, jak rosły mężczyzna raz po raz oddaje w kierunku Pawła serię celnych ciosów w głowę.
O wiele drobniejszy Paweł pod ich naporem upada.
Początkowo próbuje się podnosić, potem, gdy nie jest w stanie, jest podnoszony przez innego rosłego druha, po to, by otrzymać kolejną serię ciosów.
Widać na niej także kobietę, która zmywa krew Pawła z podłogi.
Mimo tak mocnych dowodów, prokuratura nie zatrzymała w tej sprawie nikogo przez wiele miesięcy, również wtedy, gdy nagrywaliśmy ten odcinek programu.
Nikt nie usłyszał żadnych zarzutów.
Ci, którzy przyczynili się do stanu Pawła i których widać na nagraniu, nie zostali nawet wyrzuceni z OSP.
Chowałam do grobu moje dziecko z całkowicie roztrzaskaną głową, a teraz próbuję nam się wmówić, że Paweł sam uderzył się o kamień podczas upadku.
Podsumowała zapłakana matka ofiary.
I faktycznie prokuratura wskazała pierwotnie, że zdaniem biegłego 25-latek nieszczęśliwie się przewrócił, uderzając głową o leżący na ziemi kamień, który spowodował powstanie krwiaka.
Później wycofano się z tych ustaleń, a kolejna opinia wykluczyła, że do śmierci doszło w wyniku upadku.
Istnieje więc szansa, że osoby odpowiedzialne za pobicie chłopaka jednak usłyszą zarzuty.
Na ten moment prokuratura rejonowa w Zakopanem prowadzi śledztwo w sprawie spowodowania obrażeń ciała i nieumyślnego doprowadzenia do śmierci mężczyzny.
Przedstawiciele prokuratury bronią się, że nikt nie usłyszał zarzutów ani nie został zatrzymany, bo nadal trwa dochodzenie.
Trudno jednak dziwić się rodzinie, skoro nagrania i wszelkie dowody jasno wskazują na to, kto pobił Pawła.
Dużo nie chcę zdradzać, ale to, że opinia będzie za kilka tygodni, wcale nie oznacza, że do tego czasu nie będzie żadnych czynności, w tym na przykład zatrzymań.
Mówiła w Onecie rzeczniczka prokuratury okręgowej w Nowym Sączu, prokurator Justyna Rataj-Mykietyn.
Chodziło jej o opinię biegłego na temat przyczyny śmierci Pawła.
Tyle, że wbrew obietnicom zarzutów nadal nikt nie usłyszał.
Ochotnicza Straż Pożarna w Białym Dunajcu w opublikowanym oświadczeniu w mediach społecznościowych złożyła kondolencje rodzinie zmarłego.
Przekazała także, że nie może podać żadnych informacji na temat zdarzenia, ponieważ zostali o to poproszeni przez policję.
Jednocześnie zadeklarowali pełną współpracę z organami ścigania w celu wyjaśnienia wszystkich okoliczności sprawy.
Uprzejmie prosimy o cierpliwość i powstrzymanie się od krzywdzących komentarzy i osądów, które nie służą ani naszej społeczności, ani dobremu imieniu zmarłego.
w oświadczeniu.
Z ustaleń dziennikarzy Onetu wynika, że milczenie przedstawicieli OSP może mieć drugie dno.
Rzekome mycie samochodów przed odpustem miało bowiem przerodzić się w posiadówkę w remizie, mocno zakrapianą alkoholem.
Takie zjawisko w małych miejscowościach w jednostkach OSP niby nikogo przesadnie nie dziwi, lecz tym razem atmosfera na spotkaniu była napięta.
Różne są wersje wydarzeń na temat tego, ile łącznie było tam osób w kulminacyjnym momencie.
Niektóre doniesienia medialne mówią, że oprócz Pawła i dwóch lub trzech młodszych druhów do remizy przyszedł 41-letni strażak.
Pojawił się też prezes, Wiesław Walkosz, ale tylko na chwilę.
Sprawdził, czy wszystko gra i wrócił do domu.
Nie mógł przewidzieć, że lada moment dojdzie tam do bójki.
Ktoś miał nagle uderzyć Pawła w głowę od tyłu.
Tym kimś, według rodziny, był strażak od dawna cięty na 25-latka.
Wyśmiewał młodego i rzucał w jego stronę obelgami.
Relacjonowali bliscy pobitego chłopaka.
Tego dnia Paweł mu się postawił.
Wtedy wywiązała się szarpanina, w której najbardziej ucierpiał poszkodowany.
Według dziennikarzy portalu ONET w bójce w rzeczywistości miał uczestniczyć tylko starszy strażak i Paweł, z którym ten miał konflikt.
Pozostali, zamiast rozdzielić walczących, stwierdzili, że ci powinni w końcu wyjaśnić spór pojedynkiem przed remizą.
Wygrał 41-letni mężczyzna, który następnie odprowadził pobitego przed dom.
Gdy Paweł wrócił się po telefon, miał upaść albo znowu zostać pobity.
Przed remizą w krytycznym stanie znalazła go matka i jego siostra.
Zmarł w szpitalu.
W maju 2025 roku, 9 miesięcy po tragedii, nowa opinia biegłego powołanego przez prokuraturę wykluczyła, jakoby śmiertelne obrażenia Pawła powstały na skutek wypadku.
Tym samym odrzucono jedną z wcześniejszych hipotez, według której 25-latek miał zginąć po tym, jak przewrócił się na ziemię i rzekomo uderzył głową o wystający kamień.
Dlaczego więc wciąż nie postawiono nikomu zarzutów?
Rodzina Pawła nie ma wątpliwości, że gdyby odpuścili, a historii nie opisaliby dziennikarze, sprawa zostałaby zamieciona pod dywan.
Nie wiadomo czemu.
Prokuratura odpiera zarzuty, twierdząc, że zgromadzony do tej pory materiał dowodowy nie daje podstaw do przypisania osobom znajdującym się wewnątrz budynku remizy odpowiedzialności karnej, a śledztwo nadal trwa.
Dziwi w tych tłumaczeniach przede wszystkim to, że na zabezpieczonym nagraniu dokładnie widać, że Paweł był ofiarą pobicia, a nie jego inicjatorem.
Oczywiście prokuratura nie wyklucza, że starszy strażak, który miał zadawać mu ciosy, finalnie usłyszy zarzuty.
Podobne konsekwencje mogą spotkać pozostałe osoby, biernych świadków, którzy nie pomogli poszkodowanemu.
Oni mogą odpowiedzieć za współudział w bójce.
Gdy nagrywaliśmy ten odcinek programu, nadal nikt nie usłyszał zarzutów w tej sprawie.
Rodzina Pawła zapewnia natomiast, że nie spocznie, póki ktoś nie odpowie za śmierć ich ukochanego syna.
Ostatnie odcinki
-
Olek z Grudziądza. Skandaliczna interwencja pol...
02.02.2026 07:10
-
Zrobił to własnej matce. Jej ciało ustawił na z...
29.01.2026 08:50
-
Od ministranta do seryjnego mordercy. Szokująca...
26.01.2026 07:20
-
Jarosław Ziętara. Sprawcy przez lata byli bezka...
21.01.2026 19:22
-
"Kojot" złapany po 22 latach. Dwa razy umknął p...
18.01.2026 20:08
-
Alan poćwiartował Mateusza, bo chciał zarobić. ...
14.01.2026 19:14
-
Mąż prześladował byłą żonę, policja była bezrad...
11.01.2026 19:20
-
Najgłośniejsze zbrodnie 2025 roku. Dziesięć szo...
08.01.2026 06:06
-
12-latka zabiła 11-latkę. Tragedia obok szkoły ...
04.01.2026 18:54
-
Koszmar w Sylwestra. Zawinęli Darka w dywan i z...
31.12.2025 20:23