Mentionsy

Powojnie
19.09.2025 16:00

Reparacje wg ZSRR i Stalina. Sowieci zabierają wszystko. Wielka grabież po II wojnie światowej.

Cześć! W najnowszym odcinku opowiadam o ogromnej grabieży przeprowadzonej przez Sowietów po II wojnie światowej. Tuż za Armią Czerwoną na zajętych terenach pojawiały się tak zwane trofiejne brygady. Ich jedynym zadaniem było wywożenie wszystkiego, co mogło się przydać w Związku Radzieckim.Kradzież prowadzono na gigantyczną skalę, a odpowiednie rozkazy płynęły wprost z Moskwy i od samego Stalina. Sowieci planowali zabrać na wschód niemal wszystko, aby w ten sposób zrekompensować sobie straty wojenne. Ofiarami rabunku byli nie tylko Niemcy, ale też inne narody Europy Środkowo-Wschodniej. Polska również poniosła ogromne straty.Z zakładów na poniemieckich ziemiach, które po wojnie włączono do Polski, znikało niemal wszystko. Najbardziej ucierpiał Górny Śląsk, ale Sowieci wywozili też maszyny i sprzęt z innych regionów kraju. Na nic zdały się skargi polskich komunistów kierowane do Moskwy. Trofiejne brygady rozkręcały tory, demontowały budynki, wywoziły całe hale produkcyjne. Sprzęt, który trafiał na wschód, często jednak niszczał – radzieckie fabryki nie potrafiły z niego korzystać, a wiele maszyn psuło się już w transporcie.Więcej na ten temat dowiecie się z najnowszego odcinka.

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 194 wyników dla "Huty Zgoda w"

Zwycięstwo Związku Radzieckiego nad III Rzeszą oznaczało nie tylko zdobycie Berlina, ale też przejęcie ogromnej części niemieckiego przemysłu.

Setki fabryk i dziesiątki tysięcy maszyn trafiły na wschód jako wojenne trofea.

Jednak nowoczesny sprzęt często był marnowany.

Czasem też niszczał bez ewidencji lub ginął w wyniku kradzieży.

Dzisiaj opowiem o gigantycznej wywózce do ZSRR urządzeń, materiałów i suroww z Europy Środkowo-Wschodniej.

Zapraszam na najnowszy odcinek serii Po Wojnie.

W wojnie z III Rzeszą Związek Radziecki poniósł gigantyczne straty.

Życie straciło ponad 20 milionów ludzi, a całe regiony zostały zniszczone przez taktykę spalonej ziemi stosowaną zarówno przez Armię Czerwoną, jak i Niemców.

Stalin od początku zabiegał o odbudowę sowieckiej gospodarki kosztem pokonanych Niemiec.

Już w 1941 roku uzgodnił z Brytyjczykami, że reparacje przybiorą formę dóbr materialnych.

W marcu 1944 roku w Moskwie powstała komisja pod przewodnictwem Maksima Litwinowa, która stwierdziła, że ZSRR powinien odbudować się kosztem niemieckiego przemysłu, a Niemcy w przyszłości mają stać się krajem rolniczym.

Kolejna komisja kierowana przez Iwana Majskiego w lipcu 1944 roku oszacowała straty ZSRR na 150 miliardów dolarów, czyli w przeliczeniu na dzisiejsze pieniądze 2,5 biliona dolarów.

Potem kwotę zredukowano do 1 trzeciej, ale i tak zakładano konfiskatę wszystkiego, co dało się odebrać Niemcom.

Od milionów maszyn i lokomotyw, po bydło i konie, a także wykorzystanie 5 milionów robotników przymusowych.

Ostatecznie żądania reparacyjne Stalina spadły do 10 miliardów dolarów.

Pod koniec lipca 1944 roku w Moskwie powstał plan wysłania specjalnych oddziałów do katalogowania obiektów przeznaczonych do wywiezienia na wschód.

Już w czerwcu 1944 roku Armia Czerwona zaczęła wywozić majątek z Rumunii.

Grabież nie ustała nawet kiedy ten kraj oficjalnie opowiedział się przeciwko Niemcom.

Do tego czasu Sowieci zdążyli rozebrać ponad 30 fabryk.

Natomiast jesienią rzucili się na rumuński przemysł naftowy.

Tylko w listopadzie zdemontowali 240 kilometrów rurociągów.

wnolegle żołnierze plądrowali prywatne majątki.

Najczęściej szukali złota, srebra i paliwa.

W styczniu 1945 roku Moskwa ogłosiła, że zdobyczą wojenną jest wszystko.

Od fabryki ziemi po bydło, żywność i biżuterię.

Kilka tygodni później powstały specjalne bataliony do rozbiórek i pędzenia bydła.

Do końca lutego 1945 roku Armia Czerwona zajęła Pomorze i Śląsk przejmując ogromny majątek, którego Niemcy nie zdążyli ewakuować.

Na miejsce natychmiast wysłano ekspertów, którzy sporządzali raporty z wyposażenia fabryk.

Podobne grupy działały też na Węgrzech.

Grabież na wielką skalę ruszyła dopiero po wkroczeniu na terytorium Niemiec.

Tuż za frontem szły komanda trofiejne, które opróżniały wsie, miasta i gospodarstwa.

Do lipca 1945 roku w samych Prusach Wschodnich przejęły 200 tysięcy krów, 15 tysięcy cieląt i ponad 2 tysiące owiec.

W sumie na wschód popędzono ponad pół miliona sztuk bydła i 200 tysięcy koni.

Stalin na początku 1945 roku nakazał nie bombardować fabryk leżących na przyszłym obszarze sowieckiej strefy okupacyjnej.

20 lutego tego samego roku wyznaczył nowe granice Polski ze Śląskiem, Pomorzem i częścią Prus, choć jednocześnie zastrzegł, że cały przemysł z tych terenów ma być rozebrany i wywieziony do ZSRR.

W praktyce Polacy nie dostali nic.

Nawet fabryki z przedwojennej Polski, jeżeli należały do Niemców lub zostały przez nich rozbudowane, Sowieci traktowali jak swoje.

Formalne uzgodnienia z rządem w Warszawie były fikcją.

W lutym 1945 roku Sowieci zorganizowali wielką machinę do demontażu niemieckiego przemysłu.

Przy frontach powstały specjalne komisje, a w Moskwie utworzono komitet, którym zasiadali ludzie z najbliższego otoczenia Stalina, m.in.

Do pracy wciągnięto oddziały trofiejne, które działały od 1941 roku.

Początkowo zbierały tylko broń z pól bitewnych, ale teraz miały zajmować się rozbiórką fabryk.

28 lutego 1945 roku Bułganin rozkazał wcielić do nich dziesiątki nowych batalionów.

W sumie ponad 80 tysięcy ludzi.

To jednak wciąż było za mało.

W marcu 1945 roku powołał więc specjalne zarządy montażowe, podporządkowane Ludowemu Komisariatowi Budowy Zakładów Przemysłu Ciężkiego.

Do pracy skierowano ponad 2 tysiące specjalistów, a w tym pół tysiąca inżynierów i ponad 800 fachoww robotników.

Rozbiórką zajęły się też tysiące żołnierzy, repatriantów, internowanych Niemców i Polaków.

Łącznie siły te liczyło około 10 tysięcy dodatkowych ludzi.

Nowe grupy zajmowały się demontażem wielkich fabryk maszynowych, stoczni i portów.

12 kwietnia powołano kolejne zarządy montażowe, tym razem wyspecjalizowane w rozmiórce i wywózce niemieckich zakładów amunicyjnych oraz przemysłu lotniczego.

Sowietom szczególnie zależało na przejęciu przemysłu Górnego Śląska.

Już w marcu 1945 roku komanda trofiejne zajęły fabryki, surowce, żywność i bydło z całego regionu.

Najcenniejszy był węgiel, dla którego powołano specjalny zespół przy Zarządzie Tyłów Armii Czerwonej.

Od kwietnia codziennie na wschód miało trafiać co najmniej 12 tysięcy ton czarnego złota, a po miesiącu liczba ta wzrosła ponad dwukrotnie.

Wielu górników Sowieci wywieźli do Donbasu, a równoczesny demontaż urządzeń dodatkowo paraliżowwydobycie.

Z Gliwic wywieziono urządzenia walcowni rur, które trafiły do Dniepropietrowska.

Rozebrano też największą elektrownię w Zabrzu.

Choć formalnie przewidywano współpracę z polskimi władzami komunistycznymi, w praktyce Sowieci działali sami, nie dopuszczając Polaków do zakładów.

W krusce łupem padły zakłady w Sosnowcu, Dąbrowie Górniczej, Chorzowie, Poznaniu i Bydgoszczy.

24 marca komanda trofiejne zabrały ponad 100 maszyn z Huty Bankowa w Katowicach, 360 obrabiarek z Huty Zgoda w Świętochłowicach i kolejne z Milowic.

wnocześnie podobne rozbiórki odbywały się w wielu innych miejscach.

Polacy czasem próbowali ukrywać maszynę, ale Sowieci i tak wywozili co chcieli.

Z huty Zygmunt pod Bytomiem wyjechały 94 wagony sprzętu i kabli, a największe straty poniosły zakłady benzyny syntetycznej w Blachowni Śląskiej, Zdzieszowicach i Policach.

Tam Armia Czerwona zabrała praktycznie wszystko.

W samej blachowni do rozbiórki skierowano kilka tysięcy ludzi, a w ciągu czterech miesięcy wywieziono 44 tysiące ton maszyn, a w tym tysiące dźwigów i podnośników.

Łącznie niemal 10 tysięcy wagonów.

W policach rozebrano nie tylko zakład, ale i elektrownię, a do listopada 1946 roku zniknęło stamtąd 193 tysiące ton urządzeń.

Z trzech polskich zakładów wyjechało w sumie ponad 25 tysięcy wagonów.

Pięć razy więcej niż z całej Czechosłowacji.

Sowieci rozbierali nie tylko huty i fabryki, ale też mniejsze zakłady, szpitale, urzędy i prywatne domy.

Ogołocono również kolej.

Sowieci zabierali tory, wagony i lokomotywy.

16 maja 1945 roku Stalin rozkazał rozebrać wąskotorówki na Pomorzu i Śląsku.

Nawet po formalnym przekazaniu kolei Polakom 7 lipca rozbiórki trwały dalej.

Już następnego dnia Stalin nakazał wywóz kolejnych 400 kilometrów torów między Wrocławiem a Gorlicami.

Polscy komuniści doskonale zdawali sobie sprawę z tego, co działo się z fabrykami i zakładami.

Próbowali interwenioww Moskwie, lecz bezskutecznie.

Nawet jeśli dostawali zapewnienia, że dana fabryka zostanie oszczędzona, rozbiórka i tak trwała dalej.

z zakładem naprawy wagonów w Ostródzie, a także cementownią w Opolu.

Tymczasem wywożony sprzęt trafiał do ZSRR często w fatalnym stanie.

Już w czasie transportu ginęły całe skrzynie, przez co urządzenia docierały niekompletne.

Transformatory przewożono w odkrytych wagonach, w wyniku czego przyjeżdżały uszkodzone.

Ponieważ brakowało dźwigów i podnośników cenny ładunek był po prostu zrzucany z wagonów.

Następnie maszyny lądowały pod gołym niebem, gdzie niszczały.

Według raportów nawet co czwarte urządzenie nie nadawało się potem do dalszego użytkowania.

Nawet jeżeli sprzęt dotarł w dobrym stanie, do pierwszego magazynu nie było pewności, że dojedzie sprawny do miejsca docelowego.

Często ciągnięto go po ziemi traktorami, a brak dokumentacji technicznej sprawiał, że inżynierowie nie zawsze potrafili uruchomić przejęte maszyny.

Nowoczesne urządzenia, które trafiały do ZSRR często bardzo szybko zamieniały się w zwykły złom.

W wielu fabrykach nikt nie prowadził dokładnej ewidencji.

Maszyny nie były nawet zaksięgowane i miejscami rdzewiały pod gołym niebem.

Sprzęt bywał też rozkradany przez samych pracowników.

Zdarzało się, że zakład uruchamiał zaledwie co piątą otrzymaną obrabiarkę.

Dyrekcja tłumaczyła potem, że transportów było zbyt wiele, a ludzi do rozładunku i montażu zbyt mało.

Jednak mimo ogromnego bałaganu i marnotrawstwa zrabowane maszyny z zachodu pomogły sowieckiej gospodarce.

Warto jednak zaznaczyć, że mimo olbrzymich strat ludnościowych, zdolności produkcyjne przemysłu ZSRR w czasie wojny nie spadły dramatycznie.

Ubytek wyniósł zaledwie 8%.

Po sprowadzeniu nowych urządzeń w niektórych fabrykach wyposażenia było wręcz za dużo.

Dlatego Moskwa postawiła na pracę przymusową.

Stalin nakazał wywieźć w głąb ZSRR ponad milion niemieckich jeńców wojennych, którzy mieli uzupełnić braki kadrowe w Przemyśle.

8 lipca Stalin wydał ostatni rozkaz dotyczący ziem przekazanych polskiej administracji.

Nakazał rozebrać zakłady traktorowe we Wrocławiu i wysłać ich wyposażenie do Charkowa.

Operacja zajęła Sowietom zaledwie dwa tygodnie.

Potem skupili się na swojej strefie okupacyjnej w Niemczech.

Do początku sierpnia 1945 roku Armia Czerwona wywiozła z dawnych ziem niemieckich przyznanych Polsce 142 tysiące wagonów sprzętu i materiałów, a z terenów należących do Polski przed 1939 rokiem kolejne 27 tysięcy wagonów.

Wśród łupów były dziesiątki tysięcy silników elektrycznych, tysiące obrabiarek i centrali telefonicznych, setki kilometrów torów kolejowych oraz dziesiątki tysięcy ton metali kolorowych.

4 maja Stalin podpisał pierwsze rozporządzenie o przejęciu niemieckich przedsiębiorstw, a kilka dni później zatwierdził rozbiórkę 19 zakładów i instytutów badawczych w Berlinie i okolicach.

Aby usprawnić operację utworzono specjalny zarząd montażowy dla Berlina.

Malenkov naciskał, aby działać szybko, szczególnie w niemieckiej stolicy.

Do końca maja Stalin zatwierdził kolejnych 300 akcji demontażowych.

Początkowo Sowieci działali chaotycznie, bez rozeznania.

Pierwszy szczegółowy raport o stanie niemieckiego przemysłu powstał dopiero w czerwcu.

Z Berlina miało zniknąć wszystko, co miało jakąkolwiek wartość.

Maszyny i aparaturę ładowano do wagonów, a to czego nie dało się zabrać niszczono.

Do końca 1945 roku z samego Berlina Sowieci wywieźli ponad 2200 wagonów sprzętu, a z całej strefy sowieckiej około pół miliona ton.

To co Rosjanie zabrali do sierpnia 1945 roku Stalin traktował jako zdobycz wojenną.

Dopiero późniejsze transporty uważał za reparacje.

Do Moskwy ze strony władz republik związkowych stale napływały prośby o przekazanie sprzętu do rozwoju lokalnych gospodarek.

W kwietniu 1945 roku Azerbejdżan domagał się maszyn dla przemysłu spożywczego i mleczarskiego.

Mołdawia apelowała o przysłanie niemieckiego i węgierskiego sprzętu budowlanego.

Sprzętu było tak dużo, że Kreml nie odmawiał.

Od sierpnia 1945 roku przez 5 kolejnych lat na wschód Sowieci wywieźli ponad 260 tysięcy wagonów sprzętu i 170 tysięcy wagonów materiałów.

Znikały obrabiarki, dźwigi, silniki, transformatory, czyli wszystko co mogło się przydać.

Armia Czerwona wkroczyła tam 29 marca 1945 roku.

W połowie kwietnia zajęła Wiedeń, a następnie Dolną Austrię, część Styrii oraz Burgenland.

Niemal natychmiast rozpoczęła się rozbiórka fabryki artyleryjskiej, czterech zakładów radiowych oraz fabryki akumulatorów.

Stalin podpisał około 90 decyzji o demontażu, choć nie zawsze likwidowano całe zakłady.

Sowieci często zabierali wyłącznie najcenniejsze maszyny.

W ciągu dwóch lat z Austrii wyjechało ponad 30 tysięcy wagonów pełnych sprzętu i materiałów.

Ale jak wywieźć taki ogrom łupów?

Tu zaczynały się prawdziwe schody.

Sowieci mieli poważny problem.

Brakowało lokomotyw i wagonów.

Wojna zrujnowała kolej, a wciąż trwające działania militarne sprawiały, że pierwszeństwo miały transporty wojskowe.

Działało pięć punktów przeładunkowych i tymczasowego składowania.

W Brześciu, Kowlu, Wilnie, Witebsku oraz Moskwie.

to tam trafiały kolejne partie zrabowanego majątku zanim ruszyły dalej na wschód.

W maju 1945 roku Stalin zdecydował, że trzeba rozpocząć wywózkę również drogą morską.

Nakazał oczyścić szlaki żeglugowe.

W Krusce ze Szczecina miały ruszyć statki załadowane poniemieckim sprzętem.

Do prac skierowano aż 60 tysięcy niemieckich jeńców wojennych.

Do szczecińskiego portu sprowadzono też ciężki sprzęt przeładunkowy.

20 żurawi i 10 suwnic mostowych.

Jednak głównym środkiem wywozu maszyn wciąż pozostawała kolej.

W lipcu 1945 roku doszło nawet do zatoru na węźle kolejowym w Brześciu.

Pociągi trzeba było przekierowywać do Królewca.

Transport ciężarówkami również zawodził.

Często brakowało paliwa.

Stalin miał dostawać coraz to nowe raporty o opóźnieniach i podobno reagował na to wściekłością.

Opóźnienia trwały aż do jesieni 1945 roku.

Grabież na terenach zajętych przez Armię Czerwoną nie była tylko akcją zorganizowaną odgórnie.

Rabowali też zwykli żołnierze, którzy brali wszystko, co wpadło im w ręce.

Najbardziej pożądane były zegarki, ale zabierano też żywność, ubrania i sprzęty codziennego użytku.

Łupy żołnierze wysyłali swoim rodzinom w ZSRR.

Szeregowcy mogli nadać paczki do 5 kilogramów, oficerowie dwa razy większe.

Żołnierze niższego stopnia robili to za darmo, wyżsi oficerowie płacili 2 ruble za każdy kilogram przesyłki.

W styczniu 1945 roku czerwonoarmiści wysłali na wschód prawie 300 tysięcy paczek.

W następnym miesiącu trzy razy więcej.

Poczta polowa ugrzęzła więc w opóźnieniach.

W tej sytuacji Stalin nakazał rozbudować sieć pocztową i uruchomić dodatkowe pociągi z paczkami.

Aby utrzymać lojalność armii w czerwcu 1945 roku...

Zadecydował, że odchodzący do cywila wyróżniający się frontowcy otrzymają zdobyczne dobra.

Rowery, radia, aparaty fotograficzne, zegarki i ubrania.

Oficerowie dostawali rowery lub motocykle, a generałowie samochody.

Gest Stalina nie zaspokoił jednak apetytów.

Szeregowcy wracali z walizkami pełnymi łupów, a marszałek Żukow poszedł jeszcze o krok dalej.

W sierpniu 1946 roku celnice przechwycili należący do niego transport z siedmioma wagonami, mebli i różnych kosztowności.

Rezydencje dowódców były pełne łupów, biżuterii, dywanów, zegarów, broni oraz tkanin.

Jeszcze przed zakończeniem wojny w Moskwie narodził się projekt stworzenia muzeum, które miałoby prezentować dzieła sztuki i zbiory zdobyte w Niemczech i innych krajach.

Miało być świadectwem zwycięstwa Związku Radzieckiego nad nazizmem.

Sowietom marzyło się muzeum dorównujące paryskiemu Luwrowi.

Z inicjatywą wystąpili dwaj znani historycy sztuki Igor Grabar oraz Wiktor Łazariew.

W grudniu 1944 roku przesłali Staninowi pismo z listą około 2000 obiektów artystycznych, które proponowali przejąć dla ZSRR.

Większość wskazanych dzieł pochodziła z niemieckich kolekcji.

Stalin przez pewien czas odkładał decyzje, ale na początku 1945 roku powołał Komitet Sztuki odpowiedzialny za przejmowanie archiwów i muzeów z zajętych terytoriów.

W ślad za Armią Czerwoną zaczęto wysyłać specjalne grupy ekspertów, muzealników, artystów i historyków sztuki, których zadaniem było wyszukiwanie i zabezpieczanie zbiorów nadających się do wywiezienia do Moskwy.

Nie wszystkie zabytki udało się Sowietom przejąć.

Wiele z nich zniszczyli sami żołnierze, którzy podpalali dworki i zamki po splądrowaniu ich wnętrz.

Sołdaci zabierali też cenne dzieła sztuki na własną rękę.

Do końca listopada 1945 roku z samego Berlina wywieziono ponad 160 wagonów starodruków i księgozbiorów, a w tym archiwum Kancelarii Rzeszy.

Pomysł utworzenia w Moskwie wielkiego muzeum opartego na łupach wojennych ostatecznie upadł.

Stalin uznał, że otwarta ekspozycja zrabowanych dzieł oznaczałaby przyznanie się do grabieży.

Zbiory rozdzielono więc między różne instytucje.

Cenne druki i księgi rozesłano do bibliotek w całym Związku Radzieckim.

Do 1947 roku Sowieci wywieźli z Europy Środkowo-Wschodniej, a w tym przede wszystkim z Niemiec i Polski ponad 800 tysięcy wagonów sprzętu i materiałów.

Zdemontowali prawie 4,5 tysiąca zakładów przemysłowych.

Efekty były widoczne błyskawicznie.

Do 1950 roku produkcja samochodów z ZSRR wzrosła o 150% w porównaniu z końcem lat 30.

Sowieckie drukarnie zaczęły wydawać lepiej oprawione książki, rozwijał się przemysł zbrojeniowy, ruszyła produkcja nowoczesnych rakiet i samolotów odrzutowych.

Tylko rolnictwo pozostawało w tyle.

Tu nie było żadnego wzrostu.

Rabunek na niewyobrażalną skalę przeprowadzony pod koniec wojny i w pierwszych miesiącach po stał się jednym z fundamentów powojennej odbudowy Związku Radzieckiego.

I to już wszystko na dzisiaj.

Dziękuję za uwagę i zachęcam do subskrybowania kanału.