Mentionsy

Radio LUZ
30.10.2025 22:59

Dziadołin #3: Partacze

Czy Piwko może ocalić dusze?

 

Na pozornie zwykłej domówce, Marek zostaje wciągnięty w mroczny świat halucynacji, mroku i słowiańskich strachów. 

W starciu z nieswoimi grzechami, starymi duchami i lodowatym koszmarem, pozyska nieoczekiwanego sprzymierzeńca. 

Między lodowatą mgłą, a bursztynową pianą, rodzi sie opowieść o rzemieślnikach,którzy szukają światła i partaczach, którzy odnajdują swoje miejsce.

Autor opowiadania: Dawid Radomski

Redaktor: Karol Korczyński

Czyta: Karolina Kowalska

Montaż: Szymon Lazar, Jonatan Sroka, Jarek Maciejewski oraz Wojtek Fokczyński

Muzyka: Igor Jeziak oraz The Surfers.


Opowiadanie zostało stworzonego w czasie 9 edycji wydarzenia STORYGEDDON w wersji storygadam, zorganizowanego przez Fundację Klub Innowatora oraz Drukarnię Otwartą 12, wspierane przez Radio LUZ.

Koordynacja projektu: Maciej Zarański oraz Wojtek Fokczyński



Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 41 wyników dla "Marek Kera"

Na pozornie zwykłej domówce Marek zostaje wciągnięty w mroczny świat halucynacji, mroku i słowiańskich strachów.

Tak Marek nazywał stosy liści, które w szczycie jesieni pokrywały leśne polany i korony drzew.

Marek chciał się zbliżyć do nich.

Całkowicie sparaliżowany Marek poczuł jak dłoń chwyta go za kark.

Marek obudził się.

Marek siedział w fotelu i popijał herbatę.

Marek był wysoki, szczupły, z długimi czarnymi włosami, gładką twarzą i introwertycznym usposobieniem.

No dobra, pójdę z tobą, powiedział po chwili Marek.

Krzyknęła na powitanie Karolina, czyli Kera, jak wołali na nią znajomi.

Tak, Marek Kera, poznajcie się.

Marek jest kaletnikiem, robi piękne torby i portfele, a Kera jest zielarką i piwowarką.

Amatorką, szybko rzuciła Kera.

Marek rozglądał się chwilę, a jego uwagę przykuł jeden chłopak.

Mam coś dla ciebie na powitanie, powiedział nieśmiało Marek.

– krzyknęła Kera.

Marek tylko się uśmiechnął.

Marek poszedł za nią.

Zrobiło się trochę niezręcznie, więc żeby z tego wybrnąć, Marek zapytał o te rośliny, które inne jakby nie lubiły.

– odpowiedział spokojnie Marek.

Faktycznie, pomyślał Marek.

Marek zastygł.

Zawołała Tomka, jednak zanim cokolwiek zdążyła zrobić, Marek stwierdził, że zrobi orła na śniegu, więc podskoczył na balkonie, by z niego wyskoczyć.

Marek rozpoznawał niektóre stroje, ponieważ szył dla rekonstruktorów różne akcesoria.

Tymczasem Marek poczuł jakby zimny metal skuł w kajdan jego twarz.

Marek chciał podejść do niej bliżej, zapytać o znaczenie tej rymowanki.

Marek nie rozumiał nic poza tym, że ma wypić piwo.

Marek nie wiedział, co ma powiedzieć.

Marek nigdy w życiu nie doświadczył czegoś takiego.

Marek znowu poczuł chłód w stopach i powiedział do piwka, że ma znowu halucynację.

Marek, ja też widzieć tego stwora tam na końcu ulicy.

Marek rozpoznał ją od razu.

Nie tylko Marek ją rozpoznał.

Marek przypomniał sobie o gorczycy i zanim zdążył pożałować, że jej nie ma ze sobą, Mara padła na ziemię i zaczęła liczyć.

Nim Marek zdążył ją zauważyć, zniknęła.

Zniknął, powiedział szybko Marek.

No witajcie znowu, Marek, Karolina.

A wtedy, wtedy uznała, że ten chłopak Marek musi umrzeć.

Kera podeszła bliżej Mary, która znów liczyła i krzyknęła.

Może w końcu skończą się nasze koszmary, powiedziała Kera.

Karolina i Marek opowiedzieli mu o snach na polanie i duchach krzyczących, że są partaczami.

Mam wujka księdza, ale nie wiem, czy mi w to uwierzy, powiedział Marek.

0:00
0:00