Mentionsy

Radio Naukowe
27.11.2025 05:30

#277 Zabór pruski – rozwój i dokręcanie śruby | prof. Przemysław Matusik

Poznań pod panowaniem pruskiego zaborcy przeszedł przebudowę i rozwinął się z mieściny liczącej 12 tysięcy mieszkańców w 1793 roku do 150 tysięcy w roku 1918. W międzyczasie stał się twierdzą, ostoją klasy średniej i ośrodkiem polskości, która wciąż zmagała się z przytłaczającym ekonomicznie i dość atrakcyjnym żywiołem niemieckim. – Ten zewnętrzny polor był niemiecki. Jeden pomniczek Mickiewicza gdzieś tam stojący w kącie, który przypomina o tym, że to jest polskie miasto – tak opisuje Poznań na początku XX wieku prof. Przemysław Matusik, dziekan Wydziału Historii Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu.
* * *
Zajrzyj:
https://patronite.pl/radionaukowe
https://wydawnictworn.pl/ 
* * *
Na początku polscy mieszkańcy Poznania nie musieli wcale dotkliwie odczuwać pruskiego zaboru. W regionie działało polskie szkolnictwo ludowe, w urzędach akty prawne wydawano w dwóch językach, po polsku i po niemiecku. Do początku lat 30. XIX wieku pruscy zaborcy nie wywierali zbyt wielkiego wpływu na życie zwykłych Polaków. Sytuacja zmieniła się po powstaniu listopadowym. – Dla Prusaków wielkim rozczarowaniem było to, że poznańska elita w tak poważnym stopniu wsparła powstanie listopadowe – tłumaczy historyk. – Oni są lojalistami i oczekują, że ich poznańscy poddani, którzy złożyli przysięgę na wierność królowi pruskiemu, nie będą pakowali się w awanturę polityczną, która ich nie dotyczy. Pomysłem władz zaborczych było przekonanie do siebie najliczniejszej grupy Polaków: chłopów.

Edykt uwłaszczeniowy ogłoszono tu już w 1823 roku (40 lat wcześniej niż w zaborze rosyjskim), a działania zintensyfikowano w latach 30. Uwłaszczano przede wszystkim bogatszych chłopów, a jednocześnie wpływano na strukturę narodowościową w samym Poznaniu: w latach 30. stopniowo usuwa się Polaków ze średnich i wyższych szczebli urzędniczych. A Poznań urzędami stoi: w mieście nie było dużych zakładów przemysłowych (porównywalnych np. z łódzkimi), przeważał sektor usługowy, dużo było drobnych kupców, rzemieślników. Mimo to żywioł polski coraz mocniej do miasta przenikał. Im mocniej Prusacy dokręcali śrubę, z tym większym oporem się spotykali. 

W odcinku usłyszycie też, dlaczego to właśnie w Poznaniu niższe warstwy społeczne miały o wiele większe możliwości awansu niż gdzie indziej, jaki wpływ wywarła na Poznań decyzja o przekształceniu miasta w twierdzę i co się stało, kiedy władze pruskie zabroniły używać języka polskiego w szkołach. 

Odcinek powstał podczas XVI podróży Radia Naukowego do Poznania. Podróże są możliwe dzięki wspierającej nas społeczności Patronek i Patronów. 

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 33 wyników dla "RN"

Polecam Wam też nasze wydawnictwo RN, Mądre Książki w Pięknej Oprawie, idealne na prezent.

Znajdziecie tam kopalnie interesujących wiadomości popularnonaukowych, a w ostatnim odcinku między innymi jest rozmowa z profesor Martą Wrzosek, współautorką razem ze mną książki W czym grzyby są lepsze od ciebie.

Przepięknie wydanej przez nasze wspomniane wydawnictwo RN.

Pan profesor zajmuje się dziejami XIX wieku, zwłaszcza przemianami religijnymi, procesami modernizacyjnymi, historią miejską.

To miasto, które zaczyna się gdzieś tak od lat 70. powoli podnosić z tych ruin, podnosić, stawać na nogi powtórnie.

Nowe czy też górne, tak?

Różnie to nazywano, czy nowe miasto, czy to górne miasto, dlatego, że ono było na pewnym podwyższeniu.

Tak, szczęśliwie, dlatego że one przyczyniły się do istotnych zmian modernizacyjnych.

dzięki któremu rzeczywiście ta budowa tego nowego miasta, czy też górnego miasta, bardzo szybko postępowała.

No po prostu, o fajnie, mamy nowe tereny, czy to było jakieś takie, no to teraz musimy tych wszystkich Polaków zamordy do ziemi, żeby się wyzbyli wszelkiej nadziei, czy to raczej było takie praktyczne, że no to ogarnijmy tutaj?

Praktyczne ogarnijmy tutaj, ale zaprawione takim dużym poczuciem wyższości w stosunku do tego podbitego polskiego czy miejscowego elementu, bo to nie chodziło tylko o Polaków, ale także na przykład o tę ludność żydowską czy tych miejscowych Niemców nawet.

Jedyną grupą ludności, to była taka teza Jaffego, która zachowała wierność tej kulturze niemieckiej, to była ludność żydowska, która mówiła w tym swoim, no pochodzącym z niemieckiego dialekcie.

No bo tak to było, że to miejscowy garnizon wojskowy.

gdzieś tam w końcu sierpnia, we wrześniu i część z tych jednostek poznańskich, z tych regimentów poznańskich wzięła udział w tych dwóch bitwach pod Janą Jałęcz, 14 października.

I to jest ta konsternacja z kolei wśród wojskowych, pruskich wojskowych już istniejącej twierdzy, którzy się zbierają wobec swojego generała komanderyującego i zaczynają rozważać, co w tej sytuacji zrobić, bo oni nie wiedzą za bardzo, co zrobić, dlatego że

Oni są lojalistami i oni oczekują, że ich poznańscy poddani, którzy złożyli przysięgę na wierność królowi pruskiemu, nie będą pakowali się w awanturę polityczną, która ich nie dotyczy.

Ten pruski pomysł na miasto, stworzenie tego górnego miasta, to jest coś, co jest atrakcyjne, co przynosi tutaj jakiś powiew nowoczesności.

Tymczasem przyszli tutaj i okazało się, że nie ma skąd wziąć tej kasy, dlatego musieli dotować rozwój miasta, sfinansować w gruncie rzeczy w dużej mierze wybudowanie tego górnego miasta z funduszy centralnych, z Berlina.

I on bardzo szybko już w tej szkole jakiejś elementarnej, tam jakiś proboszcz, zauważa, że to jest bystry chłopak.

Nie, to płaci, no szkółkę elementarną to pewnie płaciła mu matka, za gimnazjum to musiał mieć swoich jakichś sponsorów, może czy mecenasów, bo tak by to należało nazwać.

Nie, to, że on się tak zachowuje, to ja rozumiem, tylko po prostu ta reakcja ze strony władz się wydaje... Reakcja jest, Rakciak wylatuje ze szkoły, a później usiłuje jakoś się z tego wymigać, prosi, żeby go przywrócono, ale oni się na to nie zgadzają, no ale wtedy on już szuka alternatywy.

Tą alternatywą okazuje się być handel wyrobami żelaznymi, co mu podsunął jeden z jego ziemiańskich znajomych.

I oni mu podsuwają ten pomysł, żeby może został właśnie takim kupcem żelaznym, bo wtedy jest taki moment, lata 40., to jest taki moment, kiedy ci ziemianie zaczynają jarzyć, że muszą modernizować swoje majątki, że tam już się pojawiają jakieś pierwsze maszyny rolnicze, które są sprowadzane gdzieś tam, które trzeba naprawiać.

Także tutaj pod tym względem Poznań się modernizuje.

Mijałam pomniczek takiego latarnika, który właśnie zapalał latarnię.

Więc to jest początek tej modernizacji tego wszystkiego i ta myśl o tym, że trzeba w Poznaniu zbudować nowoczesną kanalizację.

Na to dochodzi zmodernizowane oświetlenie, etc.

Natomiast ta rzeczywiście ta prosta kuchnia plebejska, no to z czym się dzisiaj Poznań kulinarnie kojarzy, no to właśnie te pyry, pyry z gzikiem, jakieś ślepe ryby, czyli taka zupa ziemniaczana, tam ja tego nie lubiłem specjalnie.

Teraz oczywiście nie, bo wszyscy przeżyliśmy rewolucję kulinarną lat dziewięćdziesiątych.

I do tego czernina jeszcze.

Nie wiem, czy pani wie, co to jest czernina.

A ten pragmatyzm poznański, to on jest prawdziwy, czy trochę legendarny?

I to jest element tej wielkiej modernizacji miasta na początku XX wieku, z budowa tej dzielnicy cesarskiej, znaczy najpierw z rozwaleniem tych fortyfikacji, przyłączeniem przedmieść, szeroki oddech i budową tej reprezentacyjnej dzielnicy cesarskiej, która ma świadczyć o tym, że to jest niemieckie miasto i będzie tutaj niemieckie na wieki wieków.