Mentionsy

Reportaż Radia Lublin
15.12.2025 20:35

Monika Malec "Życie wypełnione sztuką"

Galeria Biała w Lublinie kończy swoją działalność wystawienniczą. Kierująca Galerią Białą Anna Nawrot zapowiedziała swoje odejście po 40. latach pracy. A zamykająca rok 2025 wystawa jej autorstwa zatytułowana "Wyprzedaż" prezentuje dorobek artystki obejmujący: tkaniny, obiekty, fotografie i instalacje. Galeria jest wyjątkowym miejscem na mapie nie tylko Lublina - mówią uczestnicy wernisażu, który odbył się 14 listopada, Niekomercyjna Galeria Biała założona przez Annę Nawrot i Jana Grykę w 1985 roku od początku stawiała na prezentację twórczości osób młodych, kończących studia artystyczne oraz początkujących artystów. Wyznaczała nowe trendy i poruszała trudne, często egzystencjalne problemy, w sposób zaskakujący. W Galerii Białej swoje prace wystawiali między innymi: Irena Nawrot, Krystyna Piotrowska, Agata Zbylut, Leon Tarasewicz, Jarosław Koziara, Robert Kuśmirowski, czy Kamil Stańczak.

W reportażu znalazły się fragmenty archiwalnych audycji Grażyny Lutosławskiej nagrywanych w Galerii Białej oraz archiwalne dźwięki z Galerii Białej nagrane przez Jarosława Zonia.

Fot. Fragment pracy Anny Nawrot pt. "Czterdziestka" wykonana z 40 kwadratów z okazji 40-lecia Galerii Białej.

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 76 wyników dla "Ani Nawrot"

Jako, że to jest ostatni wernisaż, tym bardziej to jest wernisaż i wystawa Pani Anny Nawrot, to stwierdziłam, że muszę przyjść i zobaczyć, co dla nas przygotowała.

Właśnie dlatego, że w ramach instytucji powstała bardzo wyjątkowa i autorska galeria prowadzona przez dwoje ludzi, Annę Nawrot i przez Janka Grykę, później tylko przez Annę Nawrot i skupiła ogromne grono, oprócz artystów, również widzów przez te 40 lat.

Dziś piksel na ekranie telewizyjnym czy kolorowe lampy obok siebie też tworzą to samo.

Kierowniczka Galerii Białej Anna Nawrot.

Mieszkaliśmy wtedy na wsi, Janek już pracował na uniwersytecie u profesora Stelmasika, będąc studentem notabene na czwartym roku w Instytucie Wychowania Artystycznego, którego oboje jesteśmy absolwentami.

Mówiąc krótko, mamy papiery, w tamtych czasach to się nazywało nauczyciel wychowania plastycznego.

Andrzej Mroczek otrzymuje propozycję pracowania w galerii BWA, Biuro Wystaw Artystycznych.

No i wtedy zaczęło się gorączkowe poszukiwanie co tu zrobić, jak nazwać tą galerię.

No więc tworzenie środowiska było związane przede wszystkim z pokazywaniem siebie,

To znaczy, że w tej czapeczce przyszła Pani na ten pierwszy wernisaż?

Artystka Irena Nawrot.

Będzie pani to ciąć.

Nikt mi nie powiedziała, że u Ani były zakrapiane libacje.

Były spotkania towarzyskie, alter party, ale nie libacje, bo libacje zawsze się kończą jakimiś ekscesami.

W związku z tym on zdaje odrębne tutaj zgłasza, a my... Nie, to było naprawdę zawsze bardzo dużego gadania.

Ale chodzi mi o to, że Leon Tarasewicz nie zrobił tylko jednej pierwszej wystawy, ale zrobił wiele innych u Ani.

Zanim jeszcze został naprawdę uznanym europejskim, czy jak mówię o sobie, światowym artystą.

Początki były bardzo trudne, ale wie pani, ta przestrzeń była na początku dzielona z kursami tańca dla dzieci.

Ja pamiętam, pojechałam z Andrzejem Roczkiem spotkać się z Ryszardem Stanisławskim, ówczesnym dyrektorem.

Mroczek wziął na siebie organizację, to znaczy przywiezienie wystawy.

Wie Pani, myśmy byli młodzi.

Potem doczekaliśmy się Hani.

Urodziła się Hania po pięciu latach Mikołaj, ale już przy Hani uznałam, że już trzy etaty, jeszcze epizod był na uniwersytecie mój.

To była niezwykła taka chęć pracowania, chociaż zarabiane pieniądze, nie można było za to nic kupić.

Nie mieliśmy mieszkania, nie mieliśmy praktycznie nic, tylko mieliśmy grupę przyjaciół, znajomych.

spotkaniami, warsztatami, koncertami czy spektaklami teatralnymi, muzycznymi czy tanecznymi polega na tym, że wystawa nie jest dekoracją ścian, nie jest tak zwanym kwiatkiem do kożucha dla tego, co się odbywa w środku sali.

Z wyjątkiem Ireny Nawrot, która musiała wziąć przestrzeń najgorszą, bo wiadomo, że rodzina Irena w patio pokazuje czaszki.

Odwołuje się do przemijania, ale w tym wypadku robi coś zupełnie jakby innego, bo ta czaszka, czasami bardzo czuwa to przedstawiona, jest tutaj przetworzona.

Moja siostra zawsze była, jakby to powiedzieć, ona nie uznawała koterii towarzyskich ani rodzinnych.

Ja od czasu do czasu miałam u Ani wystawę zbiorową, to znaczy moje prace były tam pokazywane, ale tak naprawdę pierwszą wystawę indywidualną miałam,

Także Ania miała określony program galerii i ona kierowała się swoimi, często intuicyjnie, wyborami.

Miałyśmy też taką umowę, bo ja mam znajomych artystów, że nigdy nie podsyłałam ich, ponieważ Ania musiała sama podjąć decyzję, to były jej arbitralne wybory.

Później pojawiło się małe mieszkanie.

W jednym spali oni wszyscy, czyli Mikołaj, Hania, Jasio i Ania, a w drugim goście.

Bo jednak, jak artysta przyjeżdża, musi przywieźć swoje prace, no to jak mu zorganizować transport?

Trzeba również wspierać rynkowe zachowania, które spowodują, że będzie jeszcze jakiś system, który pomoże artystom przetrwać.

Także to jest wszystko do zrobienia i do wymyślania.

Kasia Bartnik-Daniel, ona jest absolwentką historii sztuki, więc ma najpełniejszy taki warsztat intelektualny i swoją wiedzę.

Ta obrazkowość w komputerze czy na ekranie telefonów jest ogromnie znacząca.

No i Agata Zwierzyńska, która ma ogromną, powiedziałabym, wyporność wykonywania zadań.

Siedzimy przy pięknym stoliku, widzi pani?

W każdym razie Agata wtedy zrobiła ten oto stolik zainspirowany Zenkiem, więc ona potrafi właściwie każdą rzecz zrobić, jest bardzo zadaniowa, sprawna, niezwykle.

Związanie Zenka z jakąś sztuką amatorską, ludową nie ma sensu, bo on jakby nie chce się zmieścić w tych...

Jak była cenzura, no to przecież przychodził cenzor i dawali nam zgodę na druk, potem na upowszechnianie, potem na otwarcie wystawy.

Ania tworząc wystawę wchodziła w pewien rodzaj wibracji, była po prostu na maksymalnym podnieceniu i trzeba było bardzo na nią uważać, żeby się to źle nie skończyło.

Obserwowałem ją ciągle przy kreowaniu kolejnych wystaw.

Słaby jestem w tym datowaniu, ale to na pewno było ze 30 lat temu.

Czyli takie rozważania na temat monety i wielokrotności tych monet i takiego otłumanienia blaskiem pieniądza.

Gdzieś można to znaleźć w odchłaniach dokumentacji galeryjnej, więc jest sentyment nie tylko odbiorcy, ale i twórcy.

Jesteśmy, może ja jestem bardzo wdzięczny Ani z Jankiem Gryką i reszcie galerników, którzy tworzyli to miejsce, że dali taką szansę, że wszystko dali od siebie i to się działo.

Dla mnie największym dobrodziejstwem jest jeżdżenie po wystawach i oglądanie.

No znalazły się w tym projekcie, więc to też było takie poszukiwanie takich poszukiwań.

Wszystkie wskazówki, podpowiedzi nakierowały mnie do tego, żeby się odezwać do Ani Nawrot i Janka Gryki, czy można byłoby ten przedmiot przez tydzień przynajmniej pokazać, żebym mógł zaliczyć przedmiot u Andrzeja Czlińskiego.

Tak też się stało, było trochę wolnego, była przerwa świąteczna i Janek i Ania wyjechali gdzieś do rodziny, zostawili mnie z kluczami.

Młody dzieciak, głodny wrażeń, obietnica wyjazdu, spotkania się gdzieś w innym miejscu.

Postanowiłem, że ten głód spotęguje na skanowaniu bocznic kolejowych, torów, oznakowań, zapachu, komunikatów i uparłem się, że zrekonstruję takie miejsce.

Tylko jak jest zmęczenie, jak jest zaangażowanie i powiedzmy jakiś trans, który towarzyszy przy zmęczeniu, jeśli już nie idziemy spać, otwierają nam się pewne powłoki, które sprawiają, że ten rodzaj pamięci wypływa.

Pytanie, czym je wypełnimy, kim je wypełnimy, zależy już tylko od nas.

Chodzi o zachowanie standardu.

Pani napisała, że w tej galerii tu jest pani życie i młodość i początek rodzicielstwa i małżeństwo.

Właśnie jakieś kłótnie pani nawet napisała.

To tak zawsze jest, że musi być jednostka czy grupa osób, które mają pomysł i chcą to robić, a oni się oddali temu całym sercem i rzeczywiście stworzyli cudowne, wspaniałe Centrum Sztuki Nowoczesnej, gdzie młodzi, początkujący, a także bardzo dojrzali artyści mogli się wypowiadać i demonstrować swoją sztukę.

Przyszedłem tu dzisiaj z bólem serca, bo z tego co wiem to jest pożegnanie Ani z galerią i nie wiem co będzie dalej.

Ania sobie da radę, ale należy żałować, że nie ona już będzie ją prowadzić, bo to jednak ten rok jest dla nas smutny w Lublinie, bo umarł Leszek Wądzik i właściwie przestała funkcjonować Galeria Sztuki Sceny Plastycznej, a teraz się szykuje koniec Galerii Białej,

Jak się pani z tym czuje, że to ostatnia wystawa pani?

No wie pani, ja mam 65 lat, na jakieś sukcesy w sztuce wielkiej już liczyć nie mogę i jestem z tym absolutnie pogodzona.

Przezorny tytuł wyprzedaż, czyli pozbywanie się też jest taka sugestia.

Tam jest taka praca, nic do dodania, wszystko do oddania.

Nic do dodania, wszystko do oddania.

Bo życie się składa z różnych okresów, często z doświadczeń traumatycznych, które są związane albo z rozstaniami, albo śmiercią, albo chorobą.

Pytanie, po co to pisałam?

Zależało mi na tym, żeby skupić uwagę na takich zwykłych domowych czynnościach, często kobiecych, związanych z szyciem, z haftowaniem.

Więc to też było takie przyglądanie się zwyczajnemu codziennemu życiu i chciałam temu nadać duży walor i dużą wartość, ponieważ jak się dzieje źle,

Aniu, 40 lat.

Anna Nawrot, dama polskiej kultury, najdłużej działająca galerniczka w tym kraju.

Aniu, dziękujemy.

0:00
0:00