Mentionsy
Cała prawda o szczepieniach, antybiotykach i chorobach z Pediatrą | lek. Monika Działowska "Pediatra na Zdrowie"
Czy dziecko z katarem powinno zostać w domu? Kiedy zbijać gorączkę i udać się do lekarza? Jakie pseudonaukowe teorie niszczą zdrowie?
W najnowszym odcinku mojego podcastu “Rezultaty” rozmawiam z Moniką Działowską, lekarzem pediatrą, członkinią Polskiego Towarzystwa Pediatrycznego i autorką bloga "Pediatra na Zdrowie", o odporności i zdrowiu dzieci. To kompendium wiedzy dla każdego rodzica.
Pomogę Ci schudnąć na zawsze 🎯👉 http://centrumrespo.pl/dieta-yt
Kup moją książkę "Nowe zdrowe życie" 👉 https://www.empik.com/nowe-zdrowe-zycie-wrzosek-michal,p1528142474,ksiazka-p
Znajdziesz mnie też na:
- TikTok: https://www.tiktok.com/@michal_wrzosek
- Instagram: https://www.instagram.com/michal_wrzosek/
- Facebook: https://www.facebook.com/DrMichalWrzosek
Szukaj w treści odcinka
To są bezpieczne preparaty zarówno dla dorosłych, jak i dla dzieci.
Rodzice czasem biorą wymazy i przychodzą z dodatnim wynikiem, ale to nie musi świadczyć o chorobie, tylko o nosicielstwie, czyli bakteria w nas jest, ale nie powoduje choroby.
Czy gdy dziecko ma katar, powinno zostać w domu?
Zależy oczywiście od innych objawów, ale najczęściej zwykły katar, który jest bardzo często u dzieci żłobkowych przedszkolnych, nie jest zupełnie przeciwwskazaniem, żeby pójść do placówki.
A jakie w takim razie są objawy, z którymi dziecko już na pewno powinno zostać w domu i nie iść do przedszkola czy szkoły?
Na pewno dzieci wymiotujące, z biegunką, to też jest czas, żeby to dziecko spokojnie w domu sobie przebywało.
I oczywiście jeżeli nasilone są objawy kaszlu kataru, czyli takie, które się zakasłują, jakby to mówimy, albo ten katar się tak leje, że w kółko trzeba z chusteczką chodzić, to też to rodzic jest od opiekowania się dzieckiem, zwolnienia lekarskie są dostępne, a nie panie nauczycielki.
Takim krytycznym miejscem uważa się 38, wcześniej jest stan podgorączkowy, przy czym tak do 37 może być jeszcze normą, czyli 37-38 stan podgorączkowy, powyżej 38 gorączka.
Jakie są takie trzy najczęstsze choroby, które ty diagnozujesz, gdy przychodzą do ciebie dzieci w takim wieku od dwóch do ośmiu lat?
Niestety może to prowadzić do duszności i czasem nawet potrzeby tlenoterapii, czyli hospitalizacji.
Zwykle dzieci jak mają wirusówki, nawet jak trochę mają gorączki, dostaną leki i już się bawią.
Oczywiście kaszel, katar do tego.
Nigdy nie wiem tak naprawdę, co mi jest do końca.
W sensie najczęściej jednak te objawy są dość do siebie podobne, no bo najczęściej występuje ta gorączka, pewnie jest albo katar, albo kaszel, jakiś zestaw jeszcze gardło lub coś takiego.
No to są takie rzeczy, które wydaje mi się, że przy większości tych chorób się pojawiają, więc jakbyśmy mogli, jeśli zdefiniowaliśmy sobie, że to są te trzy najczęstsze choroby, w sensie to przeziębienie trochę dodałem sam, potem jest grypa i RSV, to czym te objawy się tam różnią?
No taka nawet do 40 stopni.
I do tego jak mówią, że bolę mięśnie.
Oczywiście dorosły powie, że bolą mnie mięśnie, a dziecko powie, że boli brzuszek, bolą plecy, bolą rączki, nóżki, nie mogę chodzić.
Ale jeżeli jest malutkim dzieckiem i do tego...
Trudniej mu się oddycha, szybszy oddech ma, taki głębszy, czasem ma taki wstrzymany wydech, czyli taki i dopiero wydech.
Jeżeli klatka piersiowa bardzo intensywnie pracuje, że tutaj dołki międzyżebrowe się pojawiają, czy pod mostkiem,
czasami jeszcze skrzydełkami nosa dziecko oddycha, no to są cechy duszności i wtedy podejrzewamy, że może to być RSV, też możemy testem szybkim z nosa zrobić wymaz, sprawdzić i jeżeli rzeczywiście jest dodatni, no to mimo, że leczenie jest podobne poobjawowe, antypetyku na to nie dajemy, podobnie jak na grypę, to możemy ostrzec rodziców, że może się pojawić większa duszność i właśnie być potrzeba hospitalizacji albo nawet pozostania w leczeniu ambulatoryjnym, ale podanie większej ilości leków.
I widzimy się, jeżeli stwierdzają, że przeszło, to nie przychodzą na tą wizytę, odwołują szybciutko, się miejsca wszystkie wypełniają innymi pacjentami, a jeżeli potrzebują, no to badam jeszcze raz i ja sprawdzam wtedy, czy jest duszność, co słychać na słuchawkę i tak dalej.
RSV, podobne do przeziębienia, ale mogą pojawiać się problemy z oddychaniem duszności.
Trochę w kontekście leczenia nie ma to do końca znaczenia, bo sposób leczenia będzie podobny.
Dla ciebie to tylko chwila, a dla mnie możliwość dotarcia do większej ilości osób.
Kiedy w takim razie rodzic powinien pójść z dzieckiem do lekarza?
Kiedy w ogóle jest taki moment, że powinniśmy pójść do lekarza?
Zakładam, że to jest dziecko dotychczas ogólnie zdrowe, bo troszkę inaczej na przykład patrzymy na dzieci z częstymi zapaleniami ucha albo z częstymi anginami czy jakimiś innymi powikłaniami, no bo wiadomo, że tam mogą być inne zalecenia.
Czyli jeżeli dziecko łapie się za ucho, budzi się w nocy z krzykiem nie wiemy dlaczego, pociera o ramię, o poduszkę to ucho, albo jest marudne, my nie wiemy o co chodzi, ale ma katar, czujemy, że ma zatkany nos i coś mu tam bardzo dolega, na pewno warto te uszy pokazać.
Czy dobrze zrozumiałem, że wcale nie jesteś zwolenniczką tego, żeby od razu lecieć do lekarza, gdy pojawi się pierwszy kaszel albo gdy trzeba użyć pierwszej chusteczki do nosa i wysmarkać nos?
Ja w ogóle nie jestem zwolenniczką wizyt w pierwszej, drugiej dobie choroby.
Czyli na przykład czasem mam takich pacjentów, że rano odesłali dziecko ze żłobka i mama z tego żłobka przyjechała prosto do mnie.
To nie jest za dobry pomysł, chyba że się dzieje coś poważnego.
Ale jeżeli to jest tylko kaszel katar, bo właśnie pani odesłały, to to nie jest dobry moment.
Bo jeżeli to dziecko w tej chorobie będzie miało zapalenie oskrzeli, płuc lub ucha, to najprawdopodobniej dzisiaj nie będzie jeszcze tych cech.
Ja go dzisiaj zbadam, powiem, że no czerwone gardło, trochę kaszlu kataru, a ono jutro dopiero, czy pojutrze rozwinie te objawy, no to mama myśli, no przecież codziennie nie będę chodzić, pójdę dopiero za kolejne 2-3 dni.
Więc tak optymalnie, jeżeli się nic poważnego nie dzieje, to ja bym poczekała przynajmniej jedną, dwie doby, poobserwowała dziecko, żeby móc przyjść na wizytę i opowiedzieć, co się dzieje z tymi objawami, czy one się nasilają, czy ustępują, czy się coś dołożyło, typu biegunka do tego, jakby my potrzebujemy troszkę
Kiedy dziecko powinno siedzieć w domu, zostać w domu i nie iść do tego przedszkola czy szkoły?
No na pewno gorączka, wymioty, biegunka, ogólnie złe samopoczucie, nawet jak rodzice nie wiedzą, co się dzieje, ale nie wiem, dali na gorączkę lek przeciwgorączkowy i gorączka spadła, a dziecko się nadal źle czuje, jest takie obłożnie chore, powinno zostać w domu.
Jeżeli jest gorączka i takie właśnie wymioty biegunka, to ja uważam, że się powinno zostać w domu, patrzeć sobie na to dziecko, mieć je na oku, no i na pewno nie rozsiewać wokół.
Gorączka jest też formą obrony organizmu, takiej bardziej mobilizacji może organizmu do walki z patogenem.
Natomiast rzadko się spotyka, bardzo rzadko dzieci, które mają 39-40 stopni i mogą zostać bez leków, bo się dobrze czują.
Zwykle te dzieci są ospałe, leżące, czasem się ich nie da dobudzić, nie chcą pić co najgorsze, jeść nie muszą w infekcji, ale obowiązkowo muszą pić.
Jeżeli się to nie dzieje, powinno dziecko dostać leki.
I takie filmiki teraz widuję na Instagramie, że zostawiać gorączkę, nie dotykać, nie dawać leków, to jest niebezpieczne dla dzieci, nie powinno być praktykowane przy wysokich gorączkach i naprawdę trzeba pilnie na te dzieci patrzeć.
A czy rodzice powinni sami decydować, jaki lek na zbicie tej gorączki podać, czy lepiej też to skonsultować z lekarzem?
Jak są tacy rodzice niemowlaków czy wczesnych żłobkowiczów, to zazwyczaj to są pierwsze infekcje i rodzice przychodzą trochę częściej, tacy są, jak wiadomo, wszystkiego się uczymy.
Więc dziecko, które 10 kilo waży i 20, nie może dostać tej samej dawki leków, bo to jest 50% różnicy dawki.
I to jest ważne, żeby dawać właśnie dobre dawki.
Czasami słyszę też, że rodzice wolą takie fizyczne sposoby obniżania gorączki, na przykład okłady, czy jakieś tam, już do takich różnych dziwnych metod pewnie jeszcze przejdziemy.
Czyli my możemy się posiłkować okładami czy kąpielami, ale najpierw lek, żeby trochę termostat w mózgu zmienić i dopiero potem okłady, jeżeli te leki nie działają.
Czy dobrze robię, czy powinienem zmienić swoje podejście?
Dobrze, jeżeli nie masz obciążeń, nie było żadnych komplikacji z tym związanych w przeszłości, chorób serca, nie ma czy jakichś innych chorób przewlekłych, to jak najbardziej można tak zrobić, zwłaszcza osoba dorosła, która ma dobre poczucie własnego ciała, tych objawów.
Wyobrażam sobie, że nie dopuści do momentu, że jest nieprzytomna od gorączki i nie zauważyła.
Natomiast z dziećmi trzeba być bardziej czułymi, bo te dzieci są takie, dosyć niespodziewanie się sytuacja toczy.
Czyli ma 38, no dobra spróbujmy, zobaczmy, ale za pół godziny potrafi mieć 40 stopni.
No to są dosyć też takie...
Więc jakby dorosły może jak najbardziej, zostawmy tą gorączkę, ona jest naturalną formą obrony, ale też nie ma co przesadzać i też nie ma co mówić, że leki przeciwgorączkowe są jakieś niebezpieczne, czy powinno się ich unikać, absolutnie nie.
Bezpieczne preparaty, zwłaszcza w prawidłowych dawkach, krótko podawane, zarówno dla dorosłych, jak i dla dzieci.
A już nie mówiąc o tym, że dorośli to jeszcze mogą mieć wrzody żołądka, na które wpływają te leki, czy jakieś zaburzenia inne.
A gorące kąpiele w takim kontekście wypocenia się w ogóle i tego, że jak człowiek wychodzi, chociażby ja mam takie doświadczenie, więc oczywiście nie traktujmy tego jako jakąkolwiek poradę medyczną, to też bym chciał wyraźnie zaznaczyć, tylko że ja gdy mam tą temperaturę, to wieczorem najczęściej właśnie wchodzę do gorącej wanny, następnie zakładam sobie bieliznę taką termiczną jak w góry z merynosa, biorę tą jedną dawkę leków i rzeczywiście wydaje mi się i z kilku doświadczeń w moim życiu,
Taka procedura gdzieś dobrze się u mnie sprawdza pod kątem szybkiego powrotu do zdrowia.
Czy to jest tylko jakieś moje przekonanie, placebo czy jakkolwiek, czy taka właśnie gorąca kąpiel, wypocenie się ma jakiekolwiek podstawy medyczne, żeby rekomendować takie rozwiązanie?
I prawdopodobnie, czy ty byś się wypłacił, czy nie wypłacił, to też by ci przeszło.
Młody, sprawny, zadbany mężczyzna, to pewnie też by ci zupełnie przeszło.
Ale boimy się, że u dzieci, ponieważ tak jak mówię, one są takie bardzo niestabilne te dzieci, nigdy nie wiadomo jak zareagują.
No to jeżeli nawet na krótko mielibyśmy jeszcze podnieść tę temperaturę, to wydaje się to dosyć ryzykowne i nie jest zalecane u dzieci.
A czy są jakieś w takim razie domowe sposoby na przeziębienie, które są rekomendowane przez lekarzy i które warto włączyć jako takie wsparcie do klasycznego leczenia?
Natomiast większość infekcji mogłoby spokojnie być, jak dla mnie, na wodzie jako doskonałe nawodnienie, dlatego że przy infekcjach śluz musi być lejący, dobrze rozrzedzony, żeby mógł być łatwiej ewakuowany, wydmuchany czy odciągnięty.
Jeżeli będzie niedowodniony pacjent, to śluz jest gęsty, trudny do odkrztuszenia i wydmuchania.
I przede wszystkim nie będzie tej odbudowy komórkowej, która jest potrzebna, żeby pacjent wyzdrowiał.
Do tego, jeżeli leki dostaje, to żeby prawidłowa była depozycja tych leków, czyli jakby rozprowadzenie po organizmie, też jest potrzebne dobre nawodnienie.
U dzieci zapotrzebowania są trochę wyższe niż u dorosłego, bo procent składu wody jest inny.
U dzieci do 10 kg, czyli mniej więcej niemowlaków, to jest aż 100 ml na kilogram masy ciała podstawowego dobowego zapotrzebowania, czyli w zdrowiu.
Czyli takie 15 kg dziecko, to dobrze ponad litr, prawie półtora by nawet mógł wybić.
Dziecko w dodatku, które ma podwyższoną temperaturę, bardzo dużo temperatury traci przez skórę.
Takim sposobem na sprawdzenie jest chociażby, myślę, że najprostszym, sprawdzenie ile ono moczu oddaje.
Bo jeżeli mama mówi, że pije dużo, ale ja pytam, jest 16, ile razy był w toalecie i był raz albo dwa, to znaczy, że okej, pije dużo, ale to jest dla niego zdecydowanie za mało.
Nie zmuszamy ogólnie dzieci do jedzenia, ale jeżeli już mamy coś podać, no to dajemy raz, że lekkie rzeczy, na które dziecko akurat ma ochotę, a dwa, że możemy wtedy ich faszerować witaminami, czyli...
Dać im owoce, warzywa, białka na pewno się troszkę przyda, żeby przeciwciała były budowane.
Oczywiście jeżeli lekarz zaleci w ten sposób, to nie mam wątpliwości, ale jeżeli to jest lekka infekcja, to ja wolę, żeby to dziecko zostało ze stanem podgorączkowym, niską gorączką, kontrolowaną, ale żeby sobie poszło spać, bo jak ono będzie spało, będzie się regenerowało, odbudowa, wyłączenie trochę mózgu, żeby się układ immunologiczny mógł wtedy mocniej wysilić i takie dzieci mogą spać i spać.
U dorosłych dość dobrze udokumentowane jest korzystne scanie cynku na skrócenie przeziębienia.
Czy dzieciom też można podawać cynk do scania?
Czy ty masz jakieś doświadczenia ze swoimi pacjentami?
Natomiast pamiętajmy, że cynk znowu jest w jedzeniu, więc ja bym raczej weszła w internet, sprawdziła gdzie jest dużo cynku i starała się dzieciom, jeżeli chcą jeść, dawać ten cynk.
Czyli jak są takie małe dzieci, które mają tą flegmę, słychać, że im zalega, ale nie kaszlą, to też nie za dobrze.
I po prostu zrobić inhalację z soli fizjologicznej, napoić dziecko i wyjdzie na podobny efekt.
Jak słyszę, że dziecko ma nawet testem rozpoznaną grypę albo RSV i automatycznie dostaje na to antybiotyk, to to nie ma żadnego sensu, bo wirusy mają zupełnie inną budowę i te preparaty antybiotykowe nie działają na wirusy, bo one są w naszych komórkach, więc antybiotyk tego nie zniszczy.
U dzieci, u dorosłych są inne statystyki.
Jeżeli natomiast dziecko się pogarsza, czyli ucho zaczyna boleć, początkowo dajemy leki przeciwbólowe, patrzymy co się dzieje, ale nie mija, jest coraz gorzej, gorączkuje, robimy CRP, które jest wysokie, w morfologii możemy też widzieć, że jest nadkażenie bakteryjne, zmiany osłuchowe ewidentne razem z dusznością przy innych objawach takich bakteryjnych zapaleń, wtedy dopiero włączamy.
W sensie domyślam się, że
Wirusową jeszcze jest łatwiej sprawdzić.
I potem w ogóle jaki antybiotyk do tego dobrać?
Dobra, ale to od razu zapytam.
Z mojego doświadczenia i tak jak chociażby słyszę wśród znajomych, to szansa na to, że pacjent, w tym wypadku dziecko, przychodzi do lekarza już z wynikami badań i to CRP ten lekarz zna, to jest bardzo rzadki case, no bo najczęściej przychodzi na tą pierwszą wizytę rodzic z dzieckiem, nie wykonuje tych badań wcześniej, no i lekarz musi podjąć jakąś decyzję.
Wszystkie przychodnie NFZ-owe pierwszego kontaktu u dzieci do szóstego roku życia powinny zapewnić badania CRP za darmo.
Można do odpowiedniego oddziału NFZ się zgłosić, zapytać dlaczego dana przychodnia nie ma.
Może też nie trzeba od razu do NFZ, tu można dyrekcję zapytać.
Tak, badam sobie pacjenta, sprawdzam czy podejrzewam grypę.
Jeżeli jest bardzo wysokie, czyli przy normie do pięciu, to tam pod sto, osiemdziesiąt, osiemdziesiąt, sto.
Ale jeżeli mam na przykład kaszel i gorączkę, wykluczony RSV, grypa, a dziecko ma wysokie CRP, to to jest dosyć duże ryzyko infekcji bakteryjnej.
Możemy zrobić do tego morfologię.
Niestety bardzo często w Polsce nadużywamy zdecydowanie antybiotyków.
Muszę się pierś uderzyć jako środowisko, że no niestety one są na receptę, więc kto się wypisuje, przyznaję.
CRP z palca to jest dosłownie ukłucie komara tak zwanego.
Inna sprawa u starszych dziewczynek jeszcze są drogi rodne, że dając antybiotyk na kaszel, my możemy się poniekąd przyczyniać do infekcji bakteryjnych, grzybiczych, pochwy na przykład.
Więc ja uważam, że antybiotyk powinien być stosowany w ostateczności, powinny być jakieś dowody realne na to, że on jest konieczny.
Mamy do dyspozycji rentgen płuc albo USG płuc, żeby nie naświetlać, też jest dostępny, niestety płatny, ale jednak dostępny.
I też możemy w ten sposób sprawdzać, czy na przykład RSV, który był wirusem, nie nadkaził się bakteryjnie i nie wymaga antybiotyku.
Bo skąd mamy mieć pewność, że ten antybiotyk został jeszcze dobrze dobrany do naszego problemu?
U dzieci mamy jasne wytyczne, czym leczymy jakimi antybiotykami empirycznie, czyli wtedy, kiedy my nie wiemy dokładnie jaka jest bakteria, bo na przykład nie wzięliśmy jeszcze wymazu z ucha, więc dajemy empirycznie to, co najczęściej działa.
Wytyczne podają takie antybiotyki, które mają jak najwęższe spektrum działania o dobrej skuteczności.
Dlatego na przykład w anginie nie dajemy czegokolwiek, tylko dajemy stricte czystą penicylinę, bo wiemy, że już na przykład tam inne antybiotyki są szersze, a nie są zupełnie potrzebne, bo ten wąski antybiotyk działa bardzo dobrze na streptokokę w gardle paciorkowca.
I my wiemy dobrze, czym leczyć.
Jeżeli się działa według tych wytycznych, to naprawdę skuteczność jest bardzo, bardzo dobra.
Po to robili kolejne badania, żeby sprawdzić, o faktycznie na to jest oporność, bo się zmieniły bakterie w środowisku, a na inny już jest lepiej, więc zmieniamy wytyczne, bo się świat zmienił.
No i oczywiście adekwatnie do danego pacjenta postępowania.
I przychodzi mi do głowy takie pytanie.
Ile masz średnio czasu na przeprowadzenie jednej wizyty, gdy przychodzi do ciebie dziecko?
Wiem, ale czym dłużej o tym opowiadałaś, tym dłużej uświadamiało mnie to, jak dużo rzeczy trzeba sprawdzić, żeby podjąć dobrą decyzję.
Powiem tak, gdyby pacjenci widzieli, co jest w naszych głowach na wizycie, to by zobaczyli po prostu jakiś totalny huragan, który jest, bo każda wizyta jest takim 100% koncentracji w naszych głowach, bo albo rozmawiamy z pacjentem, więc ja muszę każde słowo wysłuchać, które on do mnie mówi, albo ja mówię, więc muszę mądrze mówić.
Albo myślę, czasem jest tak, że my sobie patrzymy na pacjenta, nawet go zagadujemy, raz, że sobie sprawdzamy w jakim on jest stanie, ale my go cały czas skanujemy.
I ja ciągle myślę, dobra, to ma, tego nie ma, tu odwodnienia i jeszcze dopytuję, tu badam pacjenta, węzły sprawdzam, a pytam, a brat chory, ktoś w domu chory, a ktoś ma objawy, no a jakie?
Dodatni test na przykład na grypę.
No tak, jeżeli tam jest jeszcze coś innego, że na przykład dziecko ma zakażenie układu moczowego, to tak, on ma tutaj niby tylko kaszelikatar, ale ma gorączkę, trochę za wysoką gorączkę do tych objawów, a brat ma zakażenie układu moczowego, to on oprócz infekcji może mieć też zakażenie układu moczowego.
I muszę dodatkowo powiedzieć, że te testy, które ja ogromnie polecam i w kółko o nich opowiadam, gdzie je zdobyć, jak je robić, kiedy i tak dalej, one bardzo wydłużają wizyty.
I potem on musi do mnie wrócić.
To biorąc pod uwagę, że te 15 to jest tak naprawdę na styk, ale to tak sprawnie, że tu się rozbierają, ja tu piszę, to płaczę, dobra, to dam mu chwilę, ja już sobie trochę napiszę, wrócę do niego, żeby rodzic uspokoił.
to jak on jeszcze do mnie wraca, a potem jeszcze mu się przypomni, że ma zwolnienie, no to jakby prawie się nie da wyjść o czasie z pracy.
Ale teraz w sezonie, jak i tak mam jeszcze dodatkowych pacjentów, że gdzieś tam ktoś bardzo potrzebuje i przyjmuje, to jestem taka zadowolona, jak ktoś nie przyjdzie, chociaż ten jeden pacjent w ciągu dnia, bo te opóźnienia mi się przesuną, bo to nawet nie mówimy o tym, że ja sobie odpocznę, tylko o tym, że ja potem nie mam dwóch, trzech pacjentów czekających w poczekalni.
Ta diagnostyka dodatkowa jest super, hiper przydatna.
Pierwsza rzecz to jest, nie spodoba się to wielu osobom, uważam, że wizyty powinny być częściowo płatne przez pacjenta.
To by zmieniło totalnie naszą sytuację w ochronie zdrowia, przynajmniej w przychodniach, dlatego że wiele wizyt jest nadużywanych.
Byli, potem patrzę, że ten pacjent, ja już zrezygnowałam z dzwonienia, bo już zdążyłam na drugi telefon zadzwonić do męża.
Dobra, to też mi zajmuje czas, tak?
No dobra, no to przyjdą.
Nawet dobrze wolę zbadać niż przez telefon.
Mówię, dobra, ale to może skoro mówił drugą wizytę, to może faktycznie potrzebuje.
Dobra, zadzwonię jeszcze raz.
No nie, no to jeżeli nikt się nie może dostać do lekarza w Polsce, a jedna mama sobie rezerwuje trzy wizyty, no to tak to my nie pociągniemy.
No to tak nie może być, a mamy bardzo duże niedofinansowanie.
Czyli jeżeli ja dzisiaj rodzicowi poświęcę pięć minut dodatkowych na opowiadanie, czym jest ten syrop, a czym ten i co zrobić, jak go ucho zaboli, a co jak ma katar, to on przyjdzie mniej razy na wizyty.
Tak jest, albo na przykład czasem ucho, bo my się boimy uszu, w te uszy ja lubię zajrzeć, ale już moi pacjenci wiedzą, że jak pierwszy raz zaboli, a nie ma wysokiej gorączki, to nie od razu biegną do lekarza, tylko dają ibuprofen, bo i tak zazwyczaj, my nawet jak zbadamy ucho i stwierdzimy, że jest chore, to i tak dajemy tzw.
A dopiero jeżeli to nadal się utrzymuje, to dopiero przychodzić.
Czyli trochę można by powiedzieć, że nie ma coś do lekarza, bo i tak wiadomo, co da, co zrobi.
Czyli jeżeli zna typowe objawy grypy, zrobi sobie sam test na grypę i dziecko nie jest w jakimś niepokojącym bardzo stanie, jest to pierwsza doba choroby, to ja jestem w stanie czasem nawet na teleporadzie wystawić lek przeciwwirusowy.
Więc uważam, że jest XXI wiek, dostęp do wiedzy bardzo dużo, nasze portale przecież bardzo mocno edukują i rodzic poniekąd proste rzeczy może i powinien umieć sobie z nimi poradzić, a dostęp do lekarza musi być i jakby zawsze przyjmiemy pacjenta.
Kiedy dziecko po chorobie powinno wrócić do przedszkola, szkoły?
Tak maksymalnie zwykle, bo różnie, do 7 dni.
Ale wiadomo, mononukleo za długo, krztusiec bardzo długo, ale mniej więcej takiej wirusówki.
Jeżeli natomiast jest tylko katar i kaszel, to zwykle to są takie 3-4 dni i dziecko może wracać do placówki, jeżeli objawy mu nie przeszkadzają.
A jeżeli dziecko przyjmował antybiotyk, to jest jakiś okres karencji, kiedy lepiej zostać jeszcze w domu, bo jest bardziej podatne na kolejne zachorowanie?
Badania jeszcze tego jakby nie dowiodły.
Mało tego, jeżeli dziecko ma na przykład anginę i dostanie prawidłowy celowany antybiotyk, to przestaje być zakaźny już po 24 godzinach od rozpoczęcia antybiotykoterapii.
Czyli pod kątem zakaźności może nawet w trzeciej, czwartej dobie pójść.
Ja uważam, że wtedy, kiedy objawy miną i to też na dobrym antybiotyku, jeżeli jest bakteryjne zapalenie gardła niewirusowe, to bardzo szybko mijają.
Jeżeli nie ma, to albo nie ten antybiotyk, albo dziecko ma coś dodatkowego, jakąś inną chorobę, o której jeszcze nie rozpoznaliśmy.
Dokładnie tak.
Czasem rodzice właśnie, to ja często widzę taki dobry przykład.
Ja tłumaczę, że to zwykle wirusowe, ale zaglądam do ucha i się okazuje, że tam jest bakteryjne zapalenie ucha.
W nosie, w gardle, rodzice czasem biorą wymazy i przychodzą z dodatnim wynikiem, ale to nie musi świadczyć o chorobie, tylko o nosicielstwie, czyli bakteria w nas jest, ale nie powoduje choroby.
I u dorosłych, i u dzieci, a u dzieci jeszcze częściej wirus niż bakterie.
Ucho będzie chore od wirusa, który się dostał przez nos, spowodował katar, katar zatkał nos, trąbkę słuchową, czyli połączenie między nosem i uchem.
To znaczy nie może marznąć, tak zdecydowanie marznąć i nie można go przegrzewać.
to różnica temperatur sprawia, że bariery ochronne rzęski, śluzówka, nabłonek, skład śluzu nie działają jak należy i wtedy, kiedy spotka wirus, pojawi się na takiej śluzówce, to się przed nim nie ochroni.
Czyli infekcja jest spowodowana wirusem.
A takie zmiany temperatury, że to parkujemy, wychodzimy z samochodu, w samochodzie grzeliśmy, było ciepło, teraz idziemy kawałek się przejść, potem wchodzimy do centrum handlowego, potem gdzieś indziej, znowu na spacer na przykład i tak dalej.
Ja jako dorosły wiem, że rozmawiamy głównie o dzieciach, pewnie mam do tego totalnie złe podejście, bo jak wiem, że głównie będę w samochodzie, to nawet teraz jak jest taka temperatura, to pewnie prędzej nawet kurtki nie założę, tylko w samej tej bluzie i na jakieś krótkie odcinki na zimnie to przejdę, bo nie chcę się właśnie przegrzać na przykład będąc w tym samochodzie.
Dobrze by było właśnie, dlatego my mówimy dużo o nieprzegrzewaniu dzieci.
Dlatego, że jeżeli w domu nie jest za gorąco, to potem przy wyjściu z domu na dwór nie ma tak dużej różnicy.
I to hartowanie polega na tym, że jeżeli my przyzwyczajamy organizm do tych zmian temperatur, to on potem tak patologicznie nie reaguje na to.
Domyślam się, że dla ciebie nie jest, ale rozgrzebujemy teraz ten temat na czynniki pierwsze.
Dobrze.
No to po pierwsze choroba sama w sobie może być przeciwwskazaniem, a po drugie podawanie niektórych leków może sprawić, że szczepienie będzie i tak nieefektywne.
I często jest tak, że jest przeciwwskazanie do tych żywych.
Naprawdę mały procent dzieci ma realne przeciwwskazania do szczepień.
Łącznie z uszczerbkiem na zdrowiu ciężkim, niepełnosprawnością, aż do zgonu włącznie, to po prostu to jest coś, czego się trzeba bać.
Niestety szczepienia są bardzo drogie, nierefundowane.
U dorosłych czasem po szczepieniu są takie objawy grypopodobne i oni mówią, że trochę nie ma sensu szczepienie, bo i tak mają podobne objawy.
Mam na myśli, czy ono sprawia, że jest mniejsza szansa na to, że zachorujemy w ogóle, czy zmniejsza ciężkość przebiegu choroby?
Przy czym zapobieganie powikłaniom i ciężkim przebiegom jest jeszcze lepiej udokumentowany niż to...
Powiedziałaś, że po szczepieniu mogą się pojawić jakieś krótkoterminowe dolegliwości związane tak naprawdę z samym zabiegiem i podaniem szczepionki.
Czyli to nie jest tak, że rodzic ma udowadniać, że jest związek albo cokolwiek.
To nie jest tak, że wszystko co rodzice zgłoszą wpiszą do ulotki, ale jeżeli będzie jakiś trend, tak było na przykład ze szczepieniami przeciwko COVID, że dużo osób zgłaszało,
tylko związek czasowy między szczepieniem a zapaleniem mięśnia sercowego i to dało sygnał naukowcom, że to trzeba przebadać, bo skoro dużo osób to zgłasza, no to sprawdźmy, czy jest powinowactwo, czy jest efekt przyczynowo-skutkowy.
Ale właśnie po to są te bazy, żeby sprawdzać czy nie ma jakiegoś trendu powiedzmy, że po jakichś szczepieniach są jakieś powikłania.
Tym Departamentem do Spraw Zdrowia teraz się zajmuje jeden z naczelnych antyszczepionkowców w Stanach.
Dlatego, że komórki odpornościowe muszą być z czegoś zbudowane.
Jeżeli dziecko nie dostarczy tego w pożywieniu tych substratów do produkcji, to nie będzie produktu, czyli tego przeciwciału innych komórek odpornościowych.
I one nie zadziałają, one po prostu nie zadziałają, a w ogóle rzadko, które mają jakiekolwiek działania dowodzące skuteczności.
Za moich czasów dzieciństwa pamiętam, że oprócz witaminy C zawsze się podawało taki inny preparat zaczynający się na literę R. Domyślasz się pewnie już o czym mówię.
ważnymi dla zdrowia składnikami, błonnikiem między innymi, którego w tabletce akurat tej z witaminą C nie znajdziemy.
I myślę, że to jest ewentualna skuteczność homeopatii, że ponieważ lekarz też, bo to, w co lekarz wierzy, to ma znaczenie, aczkolwiek lekarze nie mogą zalecać homeopatii, dlatego że to jest niesprawdzona metoda, a my powinniśmy polecać tylko sprawdzone... Ale są lekarze, którzy polecają.
Są ich sprawa, tak to nazwę.
To znaczy, że mogę zalecać tylko to, co ma udowodnioną skuteczność i bezpieczeństwo.
No właśnie, albo nie pójdę do lekarza, bo się lekarze nie znają, a homeopatia ma zadziałać, a dziecko się męczy z infekcją, która powinna być lepiej leczona.
To teraz trochę o tych cudach właśnie chciałem pogadać i zapytać cię o trzy, jeżeli masz więcej, to może być więcej, ale trzy pseudonaukowe teorie, które mogą niszczyć zdrowie dzieci.
jakbyśmy chcieli się tam dostać, to idziemy przewodem słuchowym, potem jest błona bębenkowa, która jest ścianką i dopiero potem jest ucho środkowe, które jest chore.
I nie wiadomo jak przeniknie przez skórę, przez nawłonek, co się tam dostanie, jaki doda efekt, czy nie da chemicznego zapalenia przewodu i dopiero nie wywoła choroby, która np.
Uwielbiam miód stosować w kaszlu, który ma udowodnioną skuteczność, co też obala ten mit, że naturalnych metod nikt nie bada, bo nikomu się nie opłaca.
To nie jest prawda, są preparaty o udowodnionej skuteczności naturalnej.
Tylko z tym miodem u dzieci na kaszel to tylko u dzieci udowodnione, u dorosłych nie, a u dzieci tak.
Także to, jeżeli ktoś słyszy w internecie od kogoś, kto nie ma wykształcenia medycznego, że nie idź do lekarza, bo ja cię wyleczę, no to to powinna być totalnie czerwona lampka i trzeba się zastanowić, jaki on ma w tym interes, a najczęściej oczywiście finansowy, bo sprzedaje dużo tych niby naturalnych preparatów, a często przecież teraz była taka głośna sprawa o skaradę.
gdzie okazało się, że jego super naturalna witamina D o najlepszym naturalnym składzie to była zwykła witamina C z apteki rozkruszona i włożona do innej kapsułki.
C, witamina C, właśnie taka super hipernaturalna, a po prostu pani w aptece, bo to w aptece było tworzone, rozgniotła tabletkę i wrzuciła do innej kapsułki.
Po pierwsze, nie ma to udowodnionej skuteczności bezpieczeństwa, w ogóle nie jest potrzebne, może być bardzo często szkodliwe.
Może hamować tarczycę, czyli tam gdzie jest niedobór możemy to zbadać, jeżeli jest niedobór podać w odpowiednich dawkach, tak żeby to uzupełnić, ale ten niedobór po pierwsze jest rzadki, a po drugie nie można tego bez opamiętania podawać i w dużych dawkach, bo duże dawki hamują znowu tarczycę, więc sobie można tą tarczycę zniszczyć.
Witamina D też w dużych dawkach może być toksyczna, niszczyć nerki, powodować kamicę nerkową i są takie dzieci, rzeczywiście je spotykamy.
Czy jest coś jeszcze, co chciałabyś powiedzieć na koniec rodzicom w kontekście zdrowia ich dzieci, leczenia ich dzieci?
Ja uważam, że wielką siłą jest edukacja i że pacjent, który jest uświadomiony, który sobie spokojnie posłucha o różnych infekcjach, o różnych objawach czy o sposobach na dbanie o zdrowie dzieci, będzie zupełnie inaczej podchodzić do infekcji niż ktoś, kto zupełnie nie ma o tym pojęcia.
Jeżeli rodzic wie na przykład, no nawet taka sepsa, czy białaczka, czy guz mózgu, jeżeli zna objawy niepokojące, od czasu do czasu sobie o nich posłucha, ale nie wpadnie w panikę, że na pewno moje dziecko to ma, tylko sobie po prostu od czasu do czasu przypomni, bo właśnie fajną rolkę obejrzy.
Ostatnie odcinki
-
Jak zbudować odporność psychiczną? Sposoby, któ...
01.02.2026 07:08
-
Dlaczego boli Cię kręgosłup? Tym mu szkodzisz |...
25.01.2026 07:08
-
Osiągnij więcej niż inni. Prawda o sprawczości ...
18.01.2026 13:06
-
Jak zacząć ćwiczyć i mieć efekty? 90% kobiet ro...
11.01.2026 07:06
-
Otyłość to słabość? Debata OTYLI vs PSYCHOLODZY
04.01.2026 06:59
-
Co najbardziej bawi Polaków? Sekret najlepszych...
30.12.2025 17:26
-
Alkohol jest ciężkim narkotykiem. Prawdziwe kos...
28.12.2025 07:00
-
Dlaczego nikt nie potrafi postawić Ci diagnozy?...
21.12.2025 07:56
-
Influencer - idol czy zagrożenie dla dziecka? |...
17.12.2025 08:00
-
Dlaczego budzisz się zmęczony? Lekarz ujawnia p...
14.12.2025 08:13