Mentionsy
„ADAM BRINCKEN, PEJZAŻ Z NIEPOKOJEM” - z artystą rozmawia Bogdan Zalewski
„ADAM BRINCKEN, PEJZAŻ Z NIEPOKOJEM” - to tytuł wystawy wybitnego artysty, profesora Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie. Niezwykłe, abstrakcyjne prace krążą tematycznie wokół wojny w Ukrainie. To, o czym my -dziennikarze- codziennie donosimy, profesor Brincken przekłada na język plastyki. Fakty zmienia w emocjonalne przeżycia, bo jak dziś mówić o okropnościach wojny? Wystawa "Adam Brincken. Pejzaż z niepokojem". Międzynarodowe Centrum Kultury, Kraków, Rynek Główny 25. Z wybitnym artystą rozmawia Bogdan Zalewski.
Szukaj w treści odcinka
Mam przyjemność i zaszczyt rozmawiać z panem profesorem Adamem Brinkenem, profesorem Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie, znanym, sławnym artystą.
Witam serdecznie, panie profesorze.
Dzień dobry, witam pana.
A rozmawiamy z okazji pana wystawy najnowszej, dziś wernisaż, dziś, czyli w czwartek, Adam Brinken, pejzaż z niepokojem w Międzynarodowym Centrum Kultury w Krakowie.
Proszę wprowadzić nas trochę głębiej w ten temat.
Tak, pejzaż z niepokojem jest oczywiście taką bardzo
bardzo łagodną, tak sądzę, metaforą słownie, łagodną metaforą tego, czego doświadczają nasi sąsiedzi za wschodnią granicą od lutego 2022 roku.
Łagodną dlatego, że to, co się tam dzieje, ta nieludzka wojna imperialna w Rosji,
Niestety, na szczęście przeżywamy tą wojnę z takim trochę wycofanymi emocjami, właściwie przez wyobrażenie,
Przez opowiadanie, przez reportaż, przez to, co widzimy.
To wszystko jest oczywiście zapośredniczone.
Pan sugeruje pewien dystans, prawda?
Bo mówi pan, że my na to spoglądamy poprzez pryzmat innych relacji.
Całe szczęście, nie musimy tego przeżywać na własnej skórze, prawda?
Tytuł pana wystawy też jest pewnego rodzaju dystansem, dlatego że kiedy ktoś zobaczyłby na plakacie słowo pejzaż, pomyślałby, a jeszcze wiedziałby, że bezpośrednią, jakby tutaj takim bezpośrednim bodźcem do tego cyklu jest wojna w Ukrainie, to pomyślałby może, że to są pejzaże ukraińskie, a przecież te prace są abstrakcyjne.
Tak, to znaczy myślę, że oczywiście tyleż to pejzaże stamtąd, oczywiście pejzaże, jak słusznie Pan mówi, z lekkim cudzysłowiem, co chyba będące w nas samych.
To znaczy tak mam wrażenie, że ten niepokój, który nam towarzyszy, z jednej strony towarzyszy nam od zawsze, a z drugiej strony
momentami staje się przerażającym niepokojem, lękiem i dotyczy oczywiście każdego stanu odczuwalnego niepokoju, zagrożenia, braku poczucia nie tylko spokoju, ale takiego, nawet nie wiem jak to nazwać, bo to nie chodzi o taki zwykły codzienny spokój, to chodzi o takie poczucie
Czegoś głębiej, prawda?
Jednocześnie jeżeli spoglądamy na powierzchnię, prawda?
Bo czy to będzie powierzchnia płótna, czy papieru, no to jest swoisty ekran, prawda?
Bo jeżeli nie mamy do czynienia z takim mimetycznym, realistycznym odzwierciedleniem prawdziwych krajobrazów, to z tego, co pan tutaj nam próbuje tłumaczyć, tę swoją intencję, to jest to ekran wyobraźni
psychiki, jakichś stanów wewnętrznych?
Myślę, że tak i mam tylko nadzieję, że ten stan, o którym Pan mówi, ten nasz wewnętrzny, nie jest tylko moim.
Że jesteśmy w stanie na to jakoś próbować w miarę naszych sił twórczych albo po prostu naszych emocji
jakoś się z nimi uporać, jakoś na nie reagować.
Czyli z tego, co rozumiem, pan zaprasza jakby widzów do takiego współuczestnictwa w tym stanie niepokoju, prawda?
Takiego współodczuwania z Ukrainą?
Myślę, że tak, dlatego, że my sobie chyba nie znajemy z tego sprawę.
z tego czym jest niesprawiedliwość, czym jest wojna w obronie swojego domu, swojej godności, swojego życia, swojego, tak jak wcześniej powiedziałem, sensu istnienia.
To nie jest tylko w takich prostych kategoriach empatii.
Ja myślę, że to jest próba takiego wołania o...
o chyba głębsze poczucie odpowiedzialności za wszystko, za drugiego człowieka, za swoje słowo, za jakby, przepraszam, że to zabrzmi tak górnie, ale za dobro, by to ono zwyciężało, a nie na odwrót.
Pomówmy o innym znaczeniu słowa dobro.
Jak dobrze oddać takie stany wewnętrzne, jakie pan przeżywa?
Jakimi technikami pan się posługuje, żeby uzyskać ten dialog, tę więź z odbiorcą?
No to jest znowu dobre pytanie.
Nie bardzo wiem, znaczy wiem, co robię oczywiście.
czuję niż wiem.
Oczywiście to się wszystko zaczęło od takiego codziennego rysowania, codziennego bycia przy szkicowniku i tam tworzenia małych, drobnych wypowiedzi, które z czasem oczywiście urosły, kilkadziesiąt, kilkaset, potem przeszły na trochę większy format papieru, aż w końcu osiadły w takich obiektobrażach, które
są takim moim sposobem wyrażania różnych kwestii i takie są.
Bardzo pan ciekawie powiedział, że to są to wypowiedzi.
Wypowiedzi kojarzymy raczej ze słowem, prawda?
Tutaj słów nie ma, ale są wyrazy, artystyczny wyraz, prawda?
Jest i pociągnięcie pędzlem, klasyczne, są barwy, ale są też drapania, prawda?
Pan też stosuje kolaże w tych swoich dziełach, prawda?
Wkleja pan przeróżne materiały, także takie elementy natury, konary, gałęzie, prawda?
Dlaczego pan łączy tak sprzeczne, wydawałoby się, elementy i żywioły?
Ja myślę, że to nie jest z kolei nic szczególnie nowego w środkach wyrazu, które uznałem jakiś czas za uprawnione, by aspirowały do tego, że mogą wyrażać to, co zamierzam.
Czyli nigdy nie jesteśmy tego pewni do końca, ale to tak jest.
Ja mam w ogóle takie poczucie, że malarstwo i sztuka są wszędzie, tylko że są wszędzie wokół, są w naturze, są w kulturze i że my w sytuacjach między nami i wszystkim i każdym z osobna, że to tylko trzeba jakby związać ze sobą, poukładać forma.
i jakby dać do takiego współodczuwania innym.
Czyli wszystko jest sztuką, każdy jest artystą, a dookoła nas są ready-made, jakieś gotowe przedmioty?
Ja myślę, że każdy z nas jest współodczuwającym.
Ale pomiędzy tym byciem współodczuwającym, a byciem twórcą jest jeszcze coś.
Musi być to coś, jak powiedziałbym, uformowane.
Czy to jest utwór muzyczny, czy literacki, czy filmowy, czy jakikolwiek inny, czy wizualny, to to już jest inna kwestia, prawda?
Wierzę w to, że...
że my nie jesteśmy w stanie sobie tak normalnie powiedzieć o wszystkim, a powiedzieć sobie tak, żebyśmy nie tylko się wzajemnie informowali, tylko wzajemnie się poruszyli wewnętrznie.
I być może ta składnia tej rozmowy czy tej wypowiedzi, oczywiście, że w moim przypadku wizualnej wypowiedzi, jest taka, na jaką mam nadzieję, że w której upatruję,
szansę powiedzenia czegoś dla mnie ważnego.
Kiedy spoglądam na właśnie pana cykl Pejzaż z niepokojem, gdybym tak miał sobie wyjąć jakby jeden obraz z tego cyklu,
i zestawić z czymś, co sam przeżyłem.
Myślę, że mógłbym odnaleźć taki fragment takiej abstrakcji na murach miejskich na przykład, prawda?
Kiedy czasami spoglądam na płaszczyznę takiej tablicy do plakatów, to czasami kiedy te plakaty są pościągane i tworzą takie arabeski barwne, ja mam wrażenie, że ta sztuka abstrakcyjna sama się tworzy.
Ale jednocześnie, kiedy spoglądam na pana pracę, to widzę, że w tej wyjątkowości tego jednego obrazu nie mieści się całość pana sztuki, bo trzeba przeanalizować jakby całe te cykle.
Widzimy wtedy tę powtarzalność tych form.
Widzimy pana język w tym momencie.
Nie wystarczy popatrzeć na jedno dzieło abstrakcyjne autorstwa właśnie Adama Brinkena, żeby odczuć, na czym polega jego styl.
Czy widzi pan taką konieczność pokazywania swoich dzieł w większych grupach?
Oczywiście, że mam nadzieję, że w każdym jednym jest...
mocna część większej całości.
Oczywiście, że tak.
Ja myślę, że z każdą twórczością jest tak, że jak chcemy wejść głębiej w czyjąś postawę, to musimy ten tomik wierszy przeczytać do końca, nie posłuchać jednej symfonii, ale kilku i tak dalej, i tak dalej.
To znaczy im głębiej chcemy wejść w rozmowę z kimś,
to nie możemy go oceniać czy sądzić po jednym zdaniu, które oczywiście może być mądre samo w sobie, nawet zacytowane i zapamiętane na wieki.
Ale jeśli chcemy naprawdę z kimś głębiej porozmawiać, to wtedy słusznie Pan zauważył, że wtedy przydaje się oglądać więcej, dobrze jest oglądać więcej, bo ta rozmowa jest wtedy pełniejsza.
A wracając do Pana pierwszych spostrzeżeń,
tych mówiących o materii malarskiej, że ona jest trochę jak palimpsest, prawda?
Tak, warstwa na warstwie, tak.
Tak jest, nakładanie się przeróżnych materii, faktur, chciałbym się powiedzieć rzeczywistości, które czasem wyglądają jak zatracone, jak unieważnione.
No to trochę tak jest w życiu.
I w pana sztuce też, prawda?
Bo pan wyrywa jakieś kawałki papieru, tektury, naklejając na kolejne warstwy, prawda?
Tworzą się takie jakby segmenty werniksów.
Tak, oczywiście, że tak.
To jest trochę tak, że oczywiście w jakimś celu to robię, prawda?
W przypadku tego cyklu bardzo cały czas odnoszę takie wrażenie.
To, jakie to wrażenie zrobi na oglądających, tego nie wiem, bo 90% tego jeszcze nikt nie oglądał.
Ale tak, mam taką nadzieję, że ta dynamiczność obecna i w tych kartkach ze szkicownika, i tych pracach na papierze, i w obiektoobrażach,
będzie w stanie przekazać to, co zamierzam.
Ta dynamiczność nie jest o tańcu, ta dynamiczność nie jest o zabawie, ta dynamiczność nie jest zabawna, nie jest śmieszna, choć przecież zawsze jest dynamiczna.
Czyli z Pana nie jest homo ludens, człowiek bawiący się, ale raczej homo metaphysicus, taki człowiek dążący do innego świata, patrzący w przestrzeń nieba?
Ja oczywiście bardzo chciałbym, żeby przeżycie, do którego apeluję, czy chciałbym, by ono nastąpiło, by było jak najgłębsze.
przyciągnąć oko odbiorcy i przyciągnąć go tym, a nie czymkolwiek.
W związku z tym formy, których używam, mają ten niepokój w nas, nie wiem, czy budować.
Musimy się z nim spotkać, z tym niepokojem i sobie go przełożyć na swój własny sposób odczuwania.
Panie profesorze, kiedy ja powiedziałem, że przestrzeń nieba spoglądają Pana obrazy, to z jednej strony można było to odebrać w sposób górnolotny, prawda?
Dlatego, że mam w pamięci Pana witraże, które są wpatrzone w tę przestrzeń nieba konkretną.
I pomyślałem o tym świetle, które przenika Pana ostatnie prace, bo jednak ta biel, no światło to też jest termin drukarski, prawda?
miejsca wolne od druku, prawda?
Miejsca wolne od wypowiedzi, choć te białe miejsca też są wypowiedzią.
Ja tak pomyślałem, że ta biel to jest to światło, które można zrymować z tymi pana wcześniejszymi pracami związanymi chociażby z kościołami, prawda?
Kiedy witraże mają dodatkowy werniks, właśnie ten świetlny, słoneczny.
Moja przygoda z witrażem
jest przygodą po pierwsze niegdysiejszą, wtedy kiedy po raz pierwszy w ten świat materii, innej materii malarstwa dotarłem i z nią się spotkałem.
Ona była dla mnie z jednej strony pewną nadzieją, z drugiej strony pewną obawą, bo materia no właśnie lekka, materia światła były jakby sprzeczne z
Tym, o czym Pan przed chwilą mówił, z gruzłowatością, z fakturą, z takim nakładaniem właściwie okruchów materii na siebie.
Witrażu tego nie ma.
Witraż się nam ujawnia dzięki światłu, prawda?
Czyli musiał Pan, przepraszam, że użyję takiej technologicznej formuły, musiał Pan puścić światło w relief?
Tak, jeszcze więcej.
Musiałem uwierzyć w to, że światło, które przeniknie przez barwne czy malowane kolorem szkło da ten rodzaj ekspresji, który będzie w stanie stać się ekwiwalentem tego, co w innej materii jest właśnie zanurzone w ziemi.
Zanurzane też w elementach, bo w tych elementach obiektobrazów przydarzają się takie próby dialogu faktycznie ze światłem, ale ze światłem chyba właśnie takim usymbolizowanym jako światło stamtąd, światło Boga, tak jak to w ikonografii średniowiecza się pojawiało, że przestrzeń nieba to było światło złota.
przestrzeń zarezerwowana do najwyższego była taką właśnie przestrzenią.
Pan zresztą wkleja złoto, prawda?
Oczywiście to złoto jest takie jak na dzisiejsze czasy.
To jest folia, prawda, czasami?
Mówiąc najprościej, ono jest prawdziwe.
Prawdziwe złoto, tak?
To ja fałszywie odebrałem.
To nie jest tombak, to jest prawdziwe złoto.
Ono nie może niczego udawać.
tak jak faktura nie udaje styropianu i niczego takiego, to jest wszystko prawdziwe.
Zabrzmiałem jak współczesny niedowiarek, jak taki właśnie niewierny Tomasz.
Pan mi uświadomił tutaj, że to wszystko to prawda przez wielkie P. To wszystko prawda, dlatego myślę, że to trzeba zobaczyć i wtedy to nawet widać, że tutaj nie ma udawania, nie ma zastępstwa
za taki, a nie inny środek wyrazu, czy taki, a nie inny symbol, który mam nadzieję, że też tutaj coś znaczy w tych pejzażach z niepokojem.
Te elementy się też zdarzają, i złota, i srebra, które też niosą, mam nadzieję, pewne sensy symboliczne.
Jak pan się znajduje, odnajduje w tym dzisiejszym świecie, który jest daleki od przeżyć metafizycznych, daleki od prawdziwego złota, daleki od solidarności, z którą też pan jest związany i z NSZZ Solidarność jako ruchem społecznym, politycznym, ale także z solidarnością taką symboliczną i głęboko ludzką.
Mówimy o solidarności z Ukrainą.
Jak pan się w tym odnajduje?
Czy pan czuje się jak trochę, przepraszam, człowiek z innej czasoprzestrzeni?
To znaczy ja te 20, nie, co ja mówię, 45 lat temu nie tylko uwierzyłem, ale na swoją miarę współtworzyłem ten ruch.
był ku nam samym właśnie takim, jakim miał być.
On miał się solidaryzować z każdym najmniejszym, z każdą prawdą i właśnie współodczuwaniem.
Tu się jakby nic nie zmieniło, żadne struktury, żadne takie bądzinne próby wykorzystywania.
tej idei nie przysłoniło mi, we mnie nie przysłoniło tej pierwszej głównej idei.
I jej jestem cały czas wierny i na tyle, na ile mogłem przez lata próbowałem dawać temu wyraz.
Tak, solidarni przede wszystkim ze wszystkim, co się, co wymaga od nas albo oczekuje od nas wsparcia bycia z kimś, a nie, a nie obojętnym.
Myślę, że obojętność jest czymś przerażającym we współczesnym świecie.
Na przeciwnym biegunie jest uważność, którą pan bardzo podkreśla.
Tak, uważność.
To bardzo ładnie wzmocniony przez Olgę Tokarczuk.
Właściwie taki moralny, wewnętrzny imperatyw.
My zatraciliśmy uważność na wszystko, dokładnie na wszystko, na człowieka, na świat, na ideę.
I to jest oczywiście...
Pewnie troską nie tylko moją.
A właśnie, czy to jest troska też o tych najmłodszych Polaków?
Przeczytałem pana piękny tekst na temat między innymi edukacji, edukacji plastycznej, ale za tą edukacją plastyczną kryje się coś więcej.
Właśnie taka nauka, czegoś chyba, czego nie da się do końca nauczyć, ale można to wywołać w człowieku jakoś, prawda?
Jak to miałoby wyglądać w edukacji właśnie?
Znaczy nie nadzieję, źle powiedziałem.
Ja jestem przekonany o tym, że musimy wrócić do głębokiej edukacji, najgłębszej.
poziomach, w przestrzeniach.
Najgłębsze nie znaczy oczywiście 8 godzin przy książkach i codziennie jakieś sprawdziany.
Nie, ale takiej głęboko ludzkiej, takim mądrym spotkaniem z drugim najmłodszym człowiekiem.
Ja od momentu, kiedy właściwie nawet nie skończyłem pracy w Akademii, mimo że poszedłem na emeryturę,
to dalej mam do czynienia ze studentami, ale też z dużo młodszymi ludźmi, nawet z takimi dziesięcioletnimi.
I widzę w ich sposobie bycia, w ich sposobie pracy, tym jak reagują na siebie, jak reagują na mnie, jak reagują na swoje własne malowanie i rysowanie, absolutną potrzebę spotkania z drugim człowiekiem.
Ja byłem zaskoczony, proszę mi wierzyć.
Nawet pytałem, dlaczego jesteście tacy grzeczni, dlaczego nie rozmawiacie.
Nie czują takiej potrzeby, a jednocześnie są w stanie się skoncentrować na godzinę i bez słowa zatopić się w tym, co robią.
że można nie być zamkniętym hermetycznie w natłoku niewiadomej ilości pokus wizualnych, komputerowych, informatycznych, informacyjnych jakichkolwiek, za którą
Kiedy pan profesor tak mówi, to teraz przyszło mi do głowy takie trochę inne odczytanie pana tytułu wystawy Pejzaż z niepokojem, bo ta komórka to taki pokoik, taki pokój, a więc ten Pejzaż z niepokojem
to także to, żebyśmy z tego pokoiku własnego, subiektywnego, zamkniętego w tych multimediach, żebyśmy w końcu wyszli na szerszą przestrzeń i z uważnością popatrzyli na świat i drugiego człowieka.
To znaczy, to właściwie nie powinienem już nic dodać do tego pana sformułowania.
To jest trochę tak, że ja taką potrzebę widzę.
To nie jest tylko potrzeba dziadka siedemdziesięciu ilość letniego, ale ja widzę tę potrzebę w młodych ludziach, że oni naprawdę chcą relacji ze światem.
Oni chcą wypowiadać się na szereg tematów, na nasze tematy.
Widzą świat fantastycznie, bo widzą czarno-białe.
Oni są z sumieniem naszym, tylko że my ich odsuwamy.
Nie mów, dojrzejesz, zrozumiesz, świat jest szary, cicho siedź w kącie.
Nie, moją radością jest to, jeśli mogę młodego człowieka zbuntować przeciwko własnemu lenistwu intelektualnemu czy duchowemu.
Ja się buntuję, panie profesorze, kiedy pan o sobie mówi dziadek.
Wolę raczej powiedzieć tak tradycyjnie stary mistrz.
Bardzo panu dziękuję za tę rozmowę i zapraszam serdecznie na wernisaż dzisiaj, w czwartek, ale także w ogóle na zobaczenie ekspozycji pana profesora Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie, Adama Brinkena, Pejzaż z niepokojem.
Serdecznie panu dziękuję za tę rozmowę.
Ostatnie odcinki
-
Kadra łyżwiarzy na igrzyska najliczniejsza w hi...
03.02.2026 12:38
-
Kamena Rally Team triumfuje w Dakar Classic! Hi...
29.01.2026 07:50
-
"Ta rola to wyczekana zmiana". Małgor...
27.01.2026 16:32
-
"Nie szukaliśmy łatwych misji". Gen. ...
24.01.2026 10:53
-
Wkrótce premiera "Dziedzictwa" według...
13.01.2026 12:16
-
Pia Skrzyszowska w RMF FM: Widzę rosnącą popula...
13.01.2026 09:38
-
Wybory w 2027 r. i stanowisko wicepremiera. Kas...
10.01.2026 16:39
-
Zbliżają się ferie. Czym zaskoczy nas aura? Oto...
10.01.2026 13:59
-
Rusza festiwal Orłów. To podsumowanie roku w po...
09.01.2026 11:02
-
Do zasilania największego okna na Wszechświat p...
04.01.2026 06:54