Mentionsy

Rozmowy w Radiu RMF24
12.11.2025 21:19

O co chodzi w proteście nauczycieli?

Rozpoczął się protest nauczycielskiej „Solidarności”. Związkowcy domagają się lepszych płac, wypłaty wynagrodzeń za godziny nadliczbowe, a także powrotu zadań domowych do szkół. Mówią „dość” upolitycznianiu karty nauczyciela. O problemach polskiej szkoły rozmawialiśmy z Marią Kowalewską – nauczycielką z inicjatywy „Wolna Szkoła”

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 88 wyników dla "Ministerstwo Edukacji i Zdrowia"

Tu Radio RMF24, u nas jeszcze więcej informacji.

Będziemy mówić o problemach polskiej edukacji.

W szkołach całej Polsce ruszyła akcja protestacyjna organizowana przez Oświatową Solidarność.

W wielu placówkach pojawiły się już na przykład flagi związkowe.

No i czy kolejne akcje protestacyjne mogą przynieść poprawę sytuacji?

Będę rozmawiał dziś z panią Marią Kowalewską, nauczycielką reprezentującą inicjatywę Wolna Szkoła.

Dobry wieczór pani.

Dobry wieczór.

Czy zgodzi się pani z takim stwierdzeniem, że właściwie ciężko jest kazać taki moment w ponad 30-letniej historii naszego pięknego kraju, ponad 35-letniej historii naszego pięknego kraju od momentu słynnych wyborów w 89 roku, kiedy o szkole mówiło się dobrze?

Trudno mi powiedzieć, bo niewiele dłużej żyję, ale mogę powiedzieć, że od 11 lat, kiedy pracuję w zawodzie, to ciągle słyszę

co trzeba w naszym zawodzie poprawić i co jest do zmiany.

A że wszyscy chodziliśmy do szkoły, albo prawie wszyscy, to w tym kraju wszyscy jesteśmy ekspertami od edukacji.

Pomysłów na edukację mamy bardzo dużo i wydaje nam się, że wiemy najlepiej, co i jak powinna wyglądać edukacja, praca nauczycielek i nauczycieli.

No i teraz, ponieważ trochę czuję w tej wypowiedzi takiego lekkiego sarkazmu, no to pani jako nauczycielka mogłaby wprost powiedzieć, co powinno się zmienić raz na zawsze i tak powiem szczerze, dać trochę szkole przestrzeni i spokoju.

Często podajemy za przykład Finlandię, ten jako idealny system edukacji.

Teraz też zaczynamy mówić o Estonii, też o duńskim systemie można poczytać.

Ale tam lata temu zdecydowano w Finlandii, że edukacją zajmie się ministerstwo niepartyjne, a naprawdę osoby eksperckie.

I marzy mi się to, żeby to stanowisko nie było takim jednocześnie i gorącym stołkiem, ale też trochę gorącym ziemniakiem, bo wydaje mi się, że są takie dwa gorące ministerstwa.

Jest to Ministerstwo Edukacji i Zdrowia.

o których dużo się mówi, dużo się słyszy, bardzo łatwo wprowadzi szybkie zmiany, ale te szybkie zmiany zazwyczaj mają opłakane efekty, więc marzyłby mi się taki rząd, który wreszcie by powiedział, okej, w tej chwili wybieramy ekspertów, ekspertki, ale nie od nas, tylko naprawdę szukamy osób, które na tym się znają, długo w tym siedzą, albo też może mają właśnie świeże powietrze, przyspojrzenie na to wszystko i one się zajmą reformą edukacji.

Czy myśli pani, że lepszym rozwiązaniem byłoby to, żeby szukać właśnie jakiegoś, no powiedzmy, podobnego jak fiński model, czy też raczej pokusić się o coś naszego polskiego, żeby było to dopasowane do tego, czego polska szkoła oczekuje?

Polskie dzieci, rodzice, wszyscy ci, którzy zawsze mają tam w życiu jakiś kontakt ze szkołą, mniejszy lub większy.

Ja mówię, że ja bardzo lubię te porównania, ale też wtedy mówię, że w Finlandii na święta ludzie dostają książki w prezentach.

i czytają je drugiego dnia świąt.

Więc myślę, że to jest dobry wyznacznik wtedy, żeby zapytać, czy w domach osób, które się o edukacji wypowiadają, czy tak to wygląda, że tam 26 grudnia wszyscy siadają pod kocami i czytają.

Chciałabym, żeby to było dostosowane do nas, bo trzeba pamiętać, że w polskiej szkole mamy dzieciaki z różnymi osobami, dzieci, młodzież z różnych domów.

Ja wiem, że w idealnym świecie każdy interesuje się edukacją swojego dziecka, ale tak nie jest, tak?

I chciałabym, żeby o szkole myślano kompleksowo, że jest to społeczność uczniów i uczennic, nauczycieli i rodziców i bez tej wspólnoty, jakby wspólnych działań, to nic się nie zmieni.

A też do tego oczywiście nad nami jest ministerstwo, które te zmiany wprowadza odgórnie, często robiąc fikcyjne albo symulowane konsultacje społeczne.

To tak a propos tego, co mówi Związkowa Solidarność Nauczycielska.

że chcą prawdziwych konsultacji, prawdziwych rozmów.

No tak, no tutaj tych pomysłów na to, jak reformować szkołę i robić zmiany jest dużo.

Ostatnio słyszeliśmy na przykład o tych wypłatach za godziny ponadwymiarowe.

Chodzi o te wycieczki, wyjazdy na wycieczki.

No i tutaj związkowcy twierdzą, że to jest kiepski pomysł albo wręcz nawet bubel.

No i co teraz z tym zrobić?

No to wydaje mi się, że to już był taki gwóźdź do trumny po prostu, że w momencie, kiedy gdzieś środowisko nasze nauczycielskie oczekiwało, że te zmiany będą odczuwalne po tym, gdy

No jednak zabolało nas to, gdy przeczytaliśmy przy poprzednim rządzie, że teraz falą hejtu zniszczy się nauczycieli.

To liczyliśmy na jakąś taką dużą zmianę.

I ta zmiana jest.

To warto my, że my czujemy to mimo wszystko.

Podwyżki 30% były potrzebne, ale ja cały czas podkreślam, wspaniale, że je dostaliśmy.

Gdybyśmy ich nie dostali, to byśmy byli niżej niż najniższa krajowa, bo w tej chwili nauczyciel początkujący zarabia niewiele więcej niż najniższa krajowa.

Więc jakby też trzeba to pokazywać.

No i...

W momencie, kiedy mamy te ponadwymiarowe, które miałyby ułatwić, ujednolicić system, żeby nie było nierówności, jakiejś niesprawiedliwości między województwami, czy nawet między szkołami w jednym województwie, czy w jednej gminie, to okazuje się, że jesteśmy stratni.

I właśnie jutro mam pierwszy raz taką godzinę, tzw.

basiową, czyli ja będę w pracy, przygotowana na zajęcia.

uczeń, z którym mam zajęcia, wychodzi z klasą do kina i nie będę miała zapłacone, mimo to, że w weekend, bo nie wiedziałam o tym, że wychodzą do kina, usiadłam i przygotowałam mu lekcję indywidualną.

To jest też takie pytanie, które mi teraz się pojawiło w głowie, czy patrząc na nauczycieli, choć oczywiście wiadomo, że nie da się tego pewnie jakoś uogólnić, ale tak z Pani oceny i tego, jak Pani kontaktuje się ze swoimi kolegami czy koleżankami, czy dla nauczycieli ważniejsze są te kwestie takie finansowo-organizacyjne, czy bardziej to, jak programowo jest szkoła poukładana?

Dwie ścieżki ze sobą bardzo powiązane.

Pierwsza rzecz jest taka, że pewnie trudno myśleć o zmianach jakichś i wprowadzać swoje ideały i jakieś swoje idealne rozwiązania, kiedy zastanawiamy się, czy nas będzie stać na dentystę dla dziecka, czy na jakieś...

czy na wakacje, czy wysłać na kolonie, bo w momencie, kiedy... Jeszcze nawiążę do tych ponadwymiarowych.

Dlaczego my ich tyle mamy?

I ja też chcę to podkreślać.

Ile wyrabiamy ponadwymiarowych?

2 miliony tygodniowo godzin ponadwymiarowych.

To jest 100 tysięcy etatów.

Czemu jest ich tyle?

Po pierwsze, jest to oszczędność dla samorządów, bo nie muszą zatrudniać kolejnych osób, nie płacą za to osoby składek, nie muszą płacić tych świadczeń takich...

mitycznych naszych wysokich dodatków tutaj, które mamy, więc to jest oszczędność za samorządu, ale my też musimy łatać te dziury budżetowe w momencie, kiedy nauczycielka, która mieszka sama w mieście, nie jest w stanie się utrzymać za pensję po prostu samą, taką pensję gołą, gdyby chodziła tylko i pracowała na swój etat.

Chyba, że jeszcze pani chciała dokończyć.

Nie, nie, proszę zapytać.

Bo tu mi jeszcze przychodzi do głowy takie pytanie, czy w obecnej sytuacji szkoły, tego jak jest ułożony ten program, czy to jest tak, że nauczyciele mogliby trochę przejąć jakby inicjatywę i zacząć trochę go, może nie naginać, ale ustawiać tak, żeby pokazać to właśnie ministerstwu, czy też osobom, które są mniej kompetentne, jak to powinno wyglądać?

Czy to jest w ogóle możliwe w takim bezpiecznym wydaniu?

Autonomia nauczycielska dawała to do tej pory, że nauczyciele mieli możliwość wyboru metod i narzędzi, którymi pracują i dlatego też był taki duży protest a propos prac domowych, które odgórnie właściwie może nie zakazano zadawać, bo zadawać można cały czas, ale nie można ich oceniać, nie można sprawdzać tej systematyczności dziecka.

No to był taki polityczny argument wiecowy można powiedzieć nawet.

No dokładnie, to był wiecowy argument.

Po prostu dobrze się sprzedał w mediach clickbait.

Mówiący, że nie chce mieć prac domowych i jako pierwsza zmiana, którą łatwo było wprowadzić, powiedzieć tak, jeden konkret spełniliśmy.

Więc tutaj jest ta możliwość, że gdyby nauczyciele, to na przykład nauczycielki w 1-3 klasach mają tę możliwość i mogą wybierać lektury dostosowane.

One mają obszar tematów, który mają poruszyć ze swoimi uczniami.

I one mogą wybrać same lekturę.

I to jest coś takiego, że jeśli ja widzę, że w mojej klasie dzieje się taka sytuacja, która może się wydarzyć w każdej klasie, śmierć rodzica, ja wtedy szukam lektury, która będzie mogła być terapeutyczną dla całej klasy, bo przeżywa to cała społeczność ta klasowa.

I tutaj jest to zaufanie, więc myślę, że gdybyśmy dostały więcej tego zaufania, to byłoby to na pewno na plus, bo wiemy,

co jest potrzebne, na co więcej czasu potrzebują uczniowie.

Wiemy też, jakie przedmioty, na przykład, może nawet nie przedmioty, ale które tematy są wymagające i trudne, przy których musimy się zatrzymać.

A w momencie, kiedy mamy ten program rozpisany i musimy z nim pędzić i nie mamy czasu na to, albo ministerstwo narzuca, jak później wyglądają te egzaminy, tak bardzo, bardzo wprost powiedziane, to, to, to, to, no to musimy działać teraz pod...

pod linijkę, no i to, co się dzieje z tymi ponadwymiarowymi, to jest po raz kolejny coś takiego, że tutaj znowu jest ta autonomia nauczycielska ograniczona w jakiś sposób, bo w momencie, kiedy wiemy, że koleżanka czy kolega z pracy nie dostaną wynagrodzenia, jeśli ja wyjdę za tą godzinę ponadwymiarową,

Jeśli ja wyjdę ze swoją klasą do kina, muzeum, teatru czy na inne zajęcia edukacyjne, no to masa nauczycieli z tego po prostu zrezygnowała.

Tak, to jeszcze na koniec... To ogranicza też to działanie.

To jeszcze na koniec jedno pytanie.

Czy myśli Pani, że ten kolejny protest organizowany przez Oświatową Solidarność

To jest tylko taki trochę protest na pokaz, czy on faktycznie może coś zmienić.

Ktoś się może nie opamięta, ale przynajmniej zastanowi się nad tym, czy jakoś pomóc szkole, dzieciom, nauczycielom, wszystkim, którzy są w to zaangażowani.

Śmieszko wzdechnęłam właśnie, jak pani powiedział, bo myślę niestety, że jest to działanie symboliczne, dzięki któremu my rozmawiamy, więc ktoś będzie miał okazję usłyszeć to.

Będzie znowu temat w mediach, z tej kolejnej, innej perspektywy.

Edukacja, nawet jeśli ktoś nie ma