Mentionsy

Kolasinska Podcast
13.07.2025 05:02

Byłam stewardessą Emirates.

✈️ „Zakazane zasady, czarne listy i prawdziwe życie stewardesy Emirates” – w tym odcinku Rozmów w Dresie moją gościnią jest Klaudia, która przez kilka lat pracowała dla najbardziej prestiżowej linii lotniczej na świecie – Emirates.https://www.empik.com/bylam-asystentka-szejka-anna-kolasinska-szemraj,p1615456833,ksiazka-pCo odkryła za kulisami świata luksusu, który dla wielu wydaje się spełnieniem marzeń? Czy Dubaj to naprawdę raj – czy tylko pozłacana pułapka?

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 529 wyników dla "Rozmów w"

Trochę mnie ten Dubaj, szczerze mówiąc, rozczarował.

I bardzo często stewardessy miały takie swoje blacklisty, gdzie normalnie pisały sobie imię i nazwisko i jeszcze taką króciutką notatkę, co tam się wydarzyło.

Ludzie mają takie trochę wrażenie ostatnio, że samoloty częściej ulegają jakimś usterkom.

Właśnie to był ten element, z którym ja sobie nie potrafiłam poradzić.

A pamiętasz takie rzeczy, które właśnie jak byłaś w tym mundurze, to były zakazane absolutnie, których nie można było robić?

To na pewno...

Witam Was w kolejnym odcinku Rozmów w Dresie.

Dzisiaj moją gościnią będzie Klaudia, która pracowała jako stewardessa największej, najbardziej popularnej linii lotniczej Emirates.

Także będziemy rozmawiać o tym wszystkim, o tym czego my, zwykli śmiertelnicy, nie wiemy na temat latania.

A w związku z tym, że ten odcinek dzisiaj wychodzi, chciałam Was zaprosić do kupowania mojej książki.

Byłam asystentką Szejka, gdzie zwiedzacie świat zarówno tego lotniczego świata, no i niemieckiego.

Nie tylko, bo trochę też mojego prywatnego życia.

Książka wychodzi 15 lipca, natomiast jest oczywiście w przedsprzedaży.

Link do tej książki wrzucam Wam poniżej w opisie tego filmu.

To jest ogromne wsparcie dla mnie i również dla tego podcastu.

A teraz przechodzimy już do rozmowy.

Klaudia, bardzo mi miło gościć ciebie tutaj w Rozmowach w Dresie.

Witaj Aniu.

Dziękuję serdecznie za zaproszenie i też na wstępie chciałam tobie pogratulowwydania oraz napisania książki.

No tak, jeszcze oficjalnie nie ma, znaczy można ją kupić, ale jeszcze wiesz, jeszcze nie gratuluj, bo może ludzie stwierdzą, że to nie jest warte przeczytania.

Ja chętnie przeczytam, mnie takie tematy interesują, więc... To ci nawet podeślę.

I tym bardziej doceniam obecność, że przyleciałaś tak naprawdę specjalnie z Londynu na naszą rozmowę, chociaż tak jak rozmawiałyśmy poza kulisami, my trochę inaczej podchodzimy do latania przez to, że jesteśmy też przyzwyczajone chyba do takiego latania na 24 godziny, więc to trochę inna perspektywa.

Jak byś mogła w ogóle zarysować i powiedzieć, no bo zakładam, że akurat mimo tego, że masz kanał na YouTubie, to założę, że nikt cię nie kojarzy, nikt nie zna.

Jak to w ogóle się stało, że ty zaczęłaś pracować dla Emirates i kiedy to było dokładnie?

I tak pozwolę sobie zarysować tak mało moją przeszłość.

Mieszkałam około 5 lat w Londynie.

I właśnie wyprowadzając się do Anglii miałam dwa cele.

Jednym z nich było zakup mieszkania, drugim otwarcie własnego biznesu.

I tak jak z zakupem mieszkania, no nie było to ciężkie, w sensie było ciężkie, żeby zapracować sobie na to mieszkanie i faktycznie ja pracowałam dzień w dzień, czasem nawet 7 dni w tygodniu, aby te pieniądze sobie zaoszczędzić.

Z otwarciem własnego biznesu, no po prostu brakowało mi odwagi.

Więc chciałam sobie zrobić taką przerwę i wiem, że wiele stewardess po zakończeniu właśnie latania robi sobie przerwy.

I zastanawia się, co tam później ma dalej zrobić.

Tak ja potrzebowałam tej przerwy, będąc w innym środowisku.

I w zasadzie ta praca była dla mnie takim zastrzykiem pozytywnej energii.

Też to się stało, to też nie było takie moje marzenie, żeby zostać stewardessą.

Natomiast byłam akurat, przyleciałam do Polski na święta.

I wwietliła mi się gdzieś tam reklama, że jest rekrutacja do Emirates.

Stwierdziłam, że pojadę do Warszawy, bo jestem z Trójmiasta.

Pojadę po prostu na wycieczkę tam trzy-dwudniową do Warszawy.

Wezmę przy okazji udział właśnie w rekrutacji.

To ciekawe, bo w sumie w Londynie też pewnie, czekaj, wtedy mieszkałaś też w Londynie?

Tak, tak, mieszkałam w Londynie.

Tam nawet też są rekrutacje, nie?

Znaczy na 100% są, bo nawet miałam koleżankę, która właśnie była na rekrutacji, mimo że z Polski, to była na rekrutacji akurat w Londynie.

Swoją drogą ja na rekrutacji dla Emirates byłam w Gdańsku.

Więc akurat Trójmiasto.

Pamiętasz w ogóle tą rekrutację?

Zawsze to jest takie, wiem, że to zawsze ciekawi osób.

I ja szczerze powiedziawszy, to było bardzo dawno temu, więc wszystko chyba, co na ten temat powiedziałam, to już jest dokładnie to, co pamiętam i nic więcej.

Ale jakbyś ty miała powiedzieć, jak wygląda taka rekrutacja, albo jak wyglądała wtedy, no bo może coś tam się dzisiaj zmieniło, nie wiem.

Moja rekrutacja wyglądała... Zaczynało się to wszystko rano, o dziewiątej rano.

na sam początek przyszło około 100 osób i też to były osoby właśnie, nie wszyscy byli z Warszawy i w ogóle było wiele osób z zagranicy na tej rekrutacji.

Tak jak później z tymi osobami rozmawiałam, to oni już po raz kolejny jakby rekrutowali do tej firmy i mówili, że po prostu tak próbują w różnych krajach, że gdzieś może będzie łatwiej.

Że może gdzieś po prostu będzie im łatwiej.

więc to mnie zaskoczyło, że właśnie były osoby również z zagranicy.

Na początku, wiadomo, zostało nam przedstawiona tak w skrócie, jak ta praca by wyglądała.

Każdy dostał swój numerek, złożyliśmy tam, z tego co pamiętam, dokumenty i ja tak naprawdę, co jest zabawne,

Prawie, że odpadłam przy pierwszym etapie rekrutacji, którym był sprawdzanie wzrostu.

Rzeczywiście wzrost był okej u mnie, ale miałam problemy z dosięgnięciem, ponieważ tam była jeszcze taka miara, tam trzeba było dosięgnąć, już nie pamiętam, dwa coś metra.

I powiem ci, były osoby, które faktycznie nie mogły dosięgnąć i po prostu zostało im podziękowane.

I to był pierwszy etap dopiero.

Jeszcze nie było w ogóle możliwości się przedstawienia.

I faktycznie kilka osób już po prostu wyszło na tym etapie.

wię, ja mojej mamy nie targałam tutaj do Warszawy z Trójmiasta, żeby na pierwszym etapie już odpaść.

Jeszcze rozumiem, nie wiem, może tam polec na języku angielskim albo jakichś tam zadaniach grupowych.

Więc tak patrzę na tą rekruterkę i poprosiłam ją, czy mogłabym się porozciągać, bo tak mówię, może jestem zestresowana, może się skurczyłam.

I rekruterka faktycznie się zgodziła, więc tam oczywiście ja przyszłam na bok, tam reszta dziewczyn sprawdzały ten wzrost i czy tam sięgnęły ile trzeba.

No i ja się tam w tym czasie tak pięć minut rozciągałam w tej sukience, tylko szpilki sobie ściągnęłam i pamiętam już, później podeszłam, już byłam tam ostatnia, ostatnia i wszyscy tak mi kibicowali i się udało.

Ja też w ogóle, to jest mega ciekawe, że jak traktujesz coś jako oczywistą oczywistość, to o tym zapominasz, bo z racji tego, że dla mnie ten etap...

nie był żadną trudnością, to ja w ogóle nawet nie pamiętałam, w sensie nawet teraz dopiero sobie przypomniałam, że jest taki element rekrutacji, ale z racji tego, że ja mam prawie metr siedemdziesiąt, więc dla mnie to nie było w żaden sposób problematyczne, to ja w ogóle tego nie pamiętam.

A dla kogoś jednak, kto gdzieś tam był na granicy, to mógł być taki kluczowy moment i ktoś zresztą...

Jak ostatnio mi się w Q&A ktoś zapytał, czy uważam, że praca stewardessy jest dla każdego, kto ktoś mi żartobliwie odpisał, że dla mnie na pewno nie jest, bo mam 1,58 m, czy coś takiego.

I faktycznie wtedy sobie przypomniałam, że rzeczywiście wzrost był jednym z wymogów.

To jaki był następny etap rekrutacji, tak mniej więcej, jeżeli pamiętasz?

Kolejnym etapem to bodajże były jakieś zadania grupowe.

Zostaliśmy przydzieleni przez rekruterkę w kilka tam grup, ponieważ już po tym pierwszym etapie kilka osób, że tak powiem, odpadło.

Te prace grupowe były na zasadzie, z tego co pamiętam, dostaliśmy zdjęcie, mieliśmy je w grupie omówić, to było zdjęcie typu...

samolot pełen pasażerów, jakieś tam ludzie po prostu chcieli zmienić miejsca.

Co my byśmy w tej sytuacji zrobili?

I po prostu to było sprawdzanie takie bardziej, jakbyśmy działali grupowo, zespołowo.

Każda grupa, nie pamiętam, może 10 minut na omówienie wszystkiego.

Po tych 10 minutach każda grupa robiła występ i każdy po kolei tam przedstawiał

co by w tej sytuacji po prostu zrobił.

Miałaś jakieś tatuaże, które musiałaś narysować?

Powiem ci nie.

Słyszałam twoją historię.

Słyszałam i od razu już w ogóle na rekrutacji straszyli nas, że nie ukrywajcie tatuaży, bo my was i tak sprawdzimy później u lekarza.

Koniec końców tam nikt chyba nie sprawdza, ale ja nie mam żadnych tatuaży, więc... Ty nie miałaś problemu.

A nawiązałaś z kimś na tej rekrutacji na tyle relacje, żeby potem pamiętać, że były takie osoby, z którymi się potem dostałaś i to były te osoby, które poznałaś na rekrutacji, czy nie?

Powiem ci, nie.

Jakoś tak nie miałam czasu za bardzo, ponieważ ta moja rekrutacja była...

dość intensywna, od rana do wieczora, jeden dzień i cały czas non-stop, może mieliśmy w tym czasie 15 minut przerwy na jakiś lunch i jakoś tak nie było czasu, bo tam już w ogóle ludzie przychodzili, jakieś koleżanki razem, ja byłam sama i jakoś tak nie miałam czasu nikogo tam poznać.

Długo czekałaś potem na tego sławnego maila?

Nie, to nawet nie był mail, tam było chyba, w Emirates to było w ogóle jakieś chyba miejsce do logowania, nie?

Powiem ci.

wiesz, kurczę, nie wiem, jak to nazwać.

Prestiżowe?

Prestiżowe niż w Etihadzie, bo w Etihadzie to po prostu, wiesz, dostałaś maila, dostałaś się albo się nie dostałaś i tam była, wiesz, data przyjęcia, a pamiętam, że Emirates, tak, to było takie, się czekało normalnie z wypiekami na twarzy.

Rekrutacja skończyła się dla mnie, ponieważ jeszcze ten ostatni etap to był interview z rekruterką, czyli już na osobności, poza grupą, bo nas tam może zostało piątka, szóstka na samym końcu.

Ja tam poszłam na pierwszy ogień, ponieważ też się spieszyłam, bo miałam pociąg powrotny do Trójmiasta.

Wróciłam, może to była, nie wiem, dwudziesta druga.

Wzięłam prysznic, zjadłam kolację, poszłam spać i drugiego dnia, siódma rano, telefon mnie obudził.

Bo tam były takie historie, że ludzie czekali naprawdę długo na tę informację, czy się dostali, czy nie dostali.

To naprawdę ekspresowo.

Mi się wydaje, że to zależało od okresu.

W tym okresie, gdzie ja zostałam zatrudniona, wydaje mi się, że bardzo potrzebowali osób, więc...

Tak sobie myślę, że to był pewnie taki okres dość dużych zmian dla linii lotniczych.

To rekrutacja też mogła wyglądać inaczej.

Tak, powiem ci szczerze, że ja już byłam spakowana, ponieważ przyleciałam z Londynu z walizką i jakieś tam najpotrzebniejsze rzeczy miałam.

Też to był okres zimowy, więc ja miałam kurtki.

I teraz sobie myślę, część ciuchów oczywiście została w Londynie.

I tu też podziękowania dla mojego chłopaka, który przyleciał z Londynu i przywiózł mi kilka takich letnich rzeczy, żebym miała ze sobą do Dubaju, ponieważ ja już do Anglii z Polski nie wracałam.

Z tego co pamiętam, może to był tydzień czasu i od razu właśnie leciałam już do Dubaju.

Poczekaj, ale czy to ty byłaś w takim razie jedną z tych dziewczyn, które były w związkach będąc w Dubaju?

I twój chłopak został w Londynie?

W Londynie, tak, tak.

W sensie, znaczy całkiem sporo w ogóle było takich sytuacji.

przyjaciela, mojego męża, teraz są już razem w Dubaju generalnie, ale przez pierwsze chyba dwa czy trzy lata no to ona była tam rzeczywiście sama.

On tutaj w Polsce pracował, więc to też się zdarza.

To zaraz musimy jeszcze opowiadać, bo będą ludzie na pewno ciekawi, jak się dba o związek na odległości, czy to jest możliwe.

Ale zastanawiam się,

Jakie było twoje pierwsze wrażenie w ogóle?

To był pierwszy raz w ogóle, jak leciałaś Emirates?

Tak, to był mój pierwszy lot.

Ale dla mnie ta ekonomia już była niesamowita.

No tak, jak zestawisz z takim na przykład Ryanerem, no to faktycznie.

Jakie było pierwsze wrażenie Dubaju?

Szczerze mówiąc, gorąco.

Natomiast powiem ci, trochę mnie ten Dubaj, szczerze mówiąc, rozczarował, bo takie miałam jakieś inne wyobrażenia po zdjęciach na Instagramie i zobaczyłam, że faktycznie ten luksus tam jest do pewnego momentu.

I powiem ci,

Pierwsze takie wrażenie, no lekkie może rozczarowanie, natomiast mimo wszystko mieszkałam tam dwa lata i... Nie najgorzej wspominasz.

Nie wspominam tego okresu najgorzej.

Byłaś w tym mieszkaniu takim dla załogi, czy zdecydowałaś się coś wynajmować na własną rękę, bo wiem, że też są takie osoby?

Tak, ja jednak zdecydowałam się i też w ogóle bardzo mnie to zaskoczyło.

W sensie, no wiedziałam już, że te mieszkania są zagwarantowane.

ale no nigdy w życiu wcześniej w żadnej pracy nikt jakby tak o mnie nie dbał, że, bo też oni zapewnili mi lot tutaj z Polski do Dubaju, to oni mnie w ogóle odebrali, czekali w ogóle z moją karteczką, z moim imieniem, odebrali mnie z lotniska, dowieźli mnie do tego mojego miejsca zamieszkania, które mi również firma zapewniła.

I tak, ja zdecydowałam się tam zostać.

Po pierwsze miałam, bo tam mieszkało się ze współlokatorkami, to akurat trafiłam na bardzo fajne współlokatorki.

Pewnie nie były z Polski?

Tak i też zdecydowałam się zostać, ponieważ ja z góry wiedziałam, że po prostu to jest taka przygoda dla mnie na chwilę.

Wiedziałam, że nie będę się w Dubaju osiedlać.

Pewnie, jeżeli bym myślała, żeby tam zostać, może bym, bo faktycznie były takie opcje, żeby się wyprowadzić i też firma ci w tym pomagała finansowo.

Natomiast ja, że wiedziałam, że jestem tam maksymalnie na jeden kontrakt, to nie chciało mi się po prostu tam szukać mieszkań i przeprowadzać.

I nie było mi wcale źle w tym miejscu, które mi firma zapewniła.

Jeden kontrakt to też trzy lata w Emirates?

A to mieszkanie, które dostałyście, to było takie, powiedziałabyś, no to jest w ogóle względne pojęcie, ale bym chciała tak trochę zarysować dla osób, które nie mają zielonego pojęcia, w takim dobrym standardzie, w sensie to było, nie wiem, duże mieszkanie, małe mieszkanie i w sumie ja nie mam takiej wiedzy.

Te mieszkania są w centrum Dubaju, czy raczej tak gdzieś tam na obrzeżach?

To zależało, ponieważ oni tych mieszkań i tych budynków swoich dla załogi mają sporo.

i naprawdę to zależało, gdzie ciebie akurat wysłali, gdzie ciebie przydzielili, które mieszkanie, który pokój był dla ciebie wolny.

Ja akurat mieszkałam, były mieszkania w samym centrum, były mieszkania gdzieś tam bardziej, gdzie widok z okna to była pustynia.

Daleko od centrum nie miałam, może 20 minut samochodem i też to, no i tam mieliśmy po prostu takie małe miasteczko w tym mieście, wszystko tam miałam, sklepy, restauracje, usługi i tak jak mówię, 20 minut do samego centrum, 15 minut do lotniska.

I zaczęłaś trening prawie od razu, nie?

Było coś takiego, co cię zaskoczyło w ramach tego treningu?

Jakie to było dla ciebie doświadczenie?

Doświadczenie było bardzo intensywnie, mimo że trening trwał dwa miesiące, to tak ładnie było rozłożone na różne działy, że bezpieczeństwo, serwis, wszystko było podzielone i też każdy etap, po każdym etapie powiedzmy na jeden etap były przeznaczone dwa tygodnie, po tym etapie był egzamin i wtedy przechodziło się do kolejnego.

Tematu i generalnie było intensywnie, ponieważ cała ta wiedza, ja wcześniej się nie interesowałam zupełnie lotnictwem i w ciągu dwóch miesięcy naprawdę, naprawdę sporo się nauczyłam.

Tak, bo wbrew pozorom, to może nie być takie oczywiste, ale wydaje mi się, no to przypuszczam, że program, który my miałyśmy był pewnie bardzo podobny, no bo jednak to jest, myślę, że te wytyczne muszą być bardzo podobne tam w Emiratach.

To wbrew pozorom, jak na to, że startujesz, czy uczysz się na stanowisko stewardessy, a nie pilota?

No to bardzo dużo informacji takich przyswajasz odnośnie samolotów, bo tam wiadomo, że serwis serwisem to jest jakby oczywiste, że to musisz gdzieś tam tego się nauczyć, chociaż tak naprawdę to i tak jest wszystko kwestią pewnie jakiejś takiej po prostu praktyki później, ale z punktu widzenia tego bezpieczeństwa naprawdę tam to było bardzo dużo informacji.

Tak, tam od zera pierwszy raz widziałam w ogóle samolot Emirates i po dwóch miesiącach już każdy zakamarek tego samolotu znałam na wylot, więc było intensywnie, ale na pewno bardzo interesująco.

A jak w tym czasie wyglądało?

Miałaś w ogóle jakiś taki czas na to, żeby w tym momencie też zwiedzać i oglądać Dubaj?

W ogóle jak wyglądało twoje życie takie poza pracą?

Czyli raczej, nie wiem, korzystałaś z tego, co Dubaj ma do zaoferowania, czy raczej, wiesz, jak wracałaś do mieszkania, to już po prostu się tam zaszywałaś?

Powiem tobie tak, w okresie treningu, kursu, nie miałam za bardzo czasu wolnego na zwiedzanie Dubaju.

Dopiero później, jak zaczęłam latać, to faktycznie dni wolne...

spędzałam właśnie na zwiedzaniu.

W zasadzie bardziej na zwiedzaniu czekałam, aż ktoś z rodziny do mnie przyleci i wtedy chciałam z nimi zwiedzać.

Bo miałam okazję właśnie z innymi stewardessami, jakieś tam wspólne wypady, czy to na pustynię.

Ja jednak wolałam pojechać tam z rodziną.

Bo też nie jestem taka, żeby jeździć w jedno i to samo miejsce dziesięć razy.

I generalnie to wszystko, co chciałam tam zobaczyć, zwiedzić, zwiedziłam, ale jakiegoś takiego szalonego, dubajskiego, luksusowego życia tam nie prowadziłam, bo jestem jednak osobą...

taką oszczędną i tak jak już wcześniej wspomniałam, lubię takie stawiać sobie po prostu cele i faktycznie no chcę wykorzystać te szanse, jak już tam jestem, no to szkoda by było zaszyć się w domu i nic nie robić, ale też no bez żadnych tam szaleństw.

A miałaś jakieś takie, bo to jest w ogóle takie pytanie, które się zawsze pojawia przy temacie Emiratów Arabskich, bez względu na to, jaką tam pracę wykonujesz, o takie kwestie poczucia bezpieczeństwa i tą różnicę jednak kulturową.

Czy to było dla ciebie jakkolwiek szokujące i jeżeli tak, to co było najbardziej szokujące, żeby się do czego przyzwyczaić?

Bo ja już wiele razy mówiłam, że ja właśnie czułam się skrajnie bezpiecznie i może to było wręcz takie jakieś, wiesz, trochę złudne i z perspektywy czasu naiwne, ale chyba nie ma drugiego miejsca na świecie, w którym ja się czułam tak bezpiecznie jak tam.

No faktycznie, przeprowadzając się z Londynu do Dubaju, to tak, to był dość ogromny kontrast.

Ja generalnie staram się nie stawiać siebie w sytuacji, obojętnie w którym miejscu jestem, nie stawiam siebie, no staram się nie stawiać, no nie wiadomo nigdy, w jakichś niebezpieczeństwach.

Zazwyczaj jak gdzieś wychodziłam, to właśnie ze znajomymi.

Wszystkie te testy, gdzie tam się zostawia torebkę i ona tam przez cały dzień będzie leżała, nikt jej tobie nie zabierze.

To jest też, jeżeli chodzi o taki szok kulturowy,

Ja mieszkając w Anglii już po prostu miałam, już to przeszłam właśnie przyzwyczajenie się do życia wśród różnych narodowości, więc jakiegoś tam większego szoku nie przeżyłam, ponieważ tam było, tam również jest wiele osób mieszkających tam w Dubaju różnych.

narodowości i szczerze mówiąc sami Arabowie, to wydaje mi się, że więcej spotkałam ich w Londynie, mieszkając w Londynie, niż mieszkając w Dubaju.

W sensie tak ja pamiętam, przynajmniej z Londynu, że te wszystkie harodzcy, nieharodzcy to zawsze były pełne właśnie ludzi gdzieś tam z Arabii Saudyjskiej albo z Emiratów Arabskich.

Nie jestem pewna, czy do nich w ogóle nie należy harodz.

Trochę jestem też ciekawa twojej opinii, bo ta praca w ogóle stewardessy mam wrażenie jest cały czas jeszcze tak dziwnie owiana jakąś taką wielką tajemnicą i też takim wyobrażeniem, że nie wiadomo jaka...

nawet nie wiem, jakiego słowa tutaj użyć, ale że nie wiadomo, jak bardzo prestiżowa jest ta praca.

Ona chyba prestiżowa, to mi się wydaje, że była kiedyś, wiele lat temu pewnie, jak ja byłam małą dziewczynką, to rzeczywiście może jak się latało dla tych, wiesz, amerykańskich linii typu Virgin Atlantic czy coś takiego, to był jakiś prestiż.

Ale chociażby z tego względu, no i może u Ciebie było inaczej, ale chociażby z tego względu, że ja za każdym razem dostaję pytanie o te różne propozycje, które miały się wydarzyć w trakcie tych lotów, takie chociażby, wiesz, damsko-męskie, to jak ja sobie przypomnę, jak te loty wyglądały, to wiesz, tak trochę wewnętrznie parskam śmiechem, bo się zastanawiam, pomiędzy którym rzyganiem to miałoby być, nie?

I zastanawiam się, czy w ogóle, czy pamiętasz swoje pierwsze roloty, bo to są te tak zwane chyba supiloty.

Czy je pamiętasz i pamiętasz, dokąd to był lot i jakie w ogóle było twoje pierwsze wrażenie z samego latania, bo wydaje mi się, że te pierwsze loty też bardzo weryfikują twoje własne wyobrażenie na temat tej pracy.

Ja już byłam w ogóle przeszczęśliwa po tym kursie, że rozpoczęłam latać, bo w przeciwieństwie do ciebie ja jednak... Nie lubiłaś treningu?

Natomiast moje pierwsze loty akurat, no, zależało też, gdzie ciebie wysłali na ten pierwszy lot.

Ja akurat moje pierwsze loty miałam, to były turnaroundy, czyli... Okej, czyli nie miałeś w ogóle tego takiego postoju na miejscu.

Nie, w ogóle nie było postoju i też to były krótkie, bardzo krótkie loty, w jedną stronę podajże dwie godziny.

Z tego, co pamiętam, moim pierwszym lotem był lot do Tel Awiwu.

I to był lot krótki, intensywny i też oczywiście

supervisorzy pokazali mi wszystko w samolocie, bo oni z sobą jednak muszą przejść, wszystko tobie tam wytłumaczyć podczas twoich pierwszych lotów, wszystko tobie pokazać.

Natomiast czas był mocno taki ograniczony na te moje pierwsze loty.

Więc myślę, że taki może chyba moim czwartym lotem dopiero był lot z pobytem, który był też lotem dłuższym, na którym miałam szansę więcej się nauczyć i był to lot do Gany.

Ciekawe.

Ale jakie były twoje pierwsze wrażenia?

Pozytywne, czy czasami negatywne?

Tak, i powiem ci, i ten pierwszy lot właśnie z tym pobytem w tej Ganie, nie chcę tutaj, no szczerze mówiąc, ja tak się spodziewałam, bo miałam koleżanki, które pierwsze loty dostały gdzieś do Włoch, jakieś takie super, super destynacje.

ja nigdy w ogóle jakby nie marzyłam o locie do Gany.

Natomiast okazało się, koniec końców, że ten pierwszy właśnie mój lot z tym pobytem, ta załoga i tak dalej, to był w ogóle mój najlepszy lot, najlepszy layover, więc bardzo, bardzo miałam pozytywne wrażenia o moim tam pierwszym pobycie, locie.

A sama praca, w sensie sama praca na pokładzie samolotu, coś było takiego, co cię, nie wiem, zszokowało, zaskoczyło, było trudniejsze, łatwiejsze niż się spodziewałaś?

Ja spodziewałam się, że ta praca nie będzie...

że to nie będzie polegało po prostu tylko na lataniu i zwiedzaniu, że jednak od nas się również wymaga tej pracy, praca z klientem, żeby wszyscy byli bezpieczni i zadowoleni.

Bardziej, to już później wyszło, że to jednak bardziej chodziło o ludzi, z którymi się pracowało.

To był większy problem.

Nie wiem do końca...

nie wiem do końca, od czego to zależało, czy po prostu tam takie mieli wymagania.

No dobra, ale tak szczerze, były takie narodowości, z którymi ci się po prostu łatwiej było dogadać, chodzi mi o załogę, no bo tam pasażerowie, to wiadomo, to jest w ogóle inna historia i tam nie wiem, ja zawsze miałam takie wrażenie jednak, że ludzie w samolotach

są dużo bardziej jeszcze wymagający niż w jakimkolwiek customer service, którego doświadczyłam na ziemi.

Nie wiem czemu, ale takie miałam odczucia.

Ale chodzi mi o załogę, no bo jednak domyślam się, że w Emirates, w którym tej załogi było jeszcze więcej niż w Etihadzie, to rzadko ci się zdarzało pewnie latać z tą samą osobą.

No i jednak to zazwyczaj była mieszanka też narodowości, bo tam pewnie przypuszczam byli ludzie z każdego miejsca na świecie, jeżeli mówimy o pracownikach.

To było jakoś tak, że były jakieś takie narodowości, z którymi się było łatwiej dogadać i takie, z którymi trochę ciężej?

Myślę, że coś może w tym być, w tej różnicy kulturowej.

Na przestrzeni czasu zauważyłam, że jednak nie chodziło o samą właśnie, o same pochodzenie.

Okej, czyli po prostu zależało to od tego, czy... Ale jakby uważasz, że to jest generalnie trudne?

W takim sensie, że no bo jednak...

w większości zawodów czy prac, które się ma, no to jednak, szczególnie jeżeli pracujemy, nie wiem, w urzędzie czy, nie wiem, w jakimś sklepie, no to jednak ci ludzie, z którymi pracujemy, to są właściwie codziennie, to są praktycznie te same osoby.

Tam oczywiście czasami jest jakaś tam rotacja, no ale co do zasady wiemy, z kim pracujemy.

Ja już chyba mówiłam, że ja przez prawie trzy lata, no to może mi się zdarzyło dwa, trzy razy polecieć z tą samą osobą.

A tak generalnie to jest tak, że właściwie nie znasz ludzi, z którymi latasz.

Myślisz, że to jest duże jednak wyzwanie?

Wydaje mi się, że tak.

Stąd też ta rekrutacja nie jest prosta, ponieważ tam naprawdę trzeba się już na początku wykazać, że jednak jesteś osobą otwartą, która będzie potrafiła pracować zespołowo.

bo koniec końców, tak jak wspomniałaś, nie ma szansy, żeby się z kimś tam zaprzyjaźnić i ja nie, no po prostu tak jak mówisz, że za każdym lotem zupełnie inna załoga i zawsze trzeba było się po prostu dogadać, niezależnie od sytuacji.

Byliśmy po tym samym kursie, więc wszystkie wytyczne wszyscy znali,

Natomiast to już, jaką kto miał osobowość, to już... No tak.

Wiadomo, nie każdy jest dla każdego, tak jak w życiu.

Tak, ale moim zdaniem, no jednak to było wyzwanie, żeby za każdym razem po prostu pracować z nowymi ludźmi.

Bo też zauważyłam, jeżeli chodzi o te donosy wspomniane,

Musisz chyba rozwinąć, co masz na myśli, mówiąc donosy.

Bo ja może wspominałam w jakimś, wiesz, innym odcinku.

I tak jak wydawało mi się wcześniej, że bezpieczeństwo, takie sprawy grają pierwsze skrzypce, to na przykład to, że szminka mi się delikatnie gdzieś tam rozmazała przy 16-godzinnym locie.

to potrafiłam dostać po takim locie, nie wiem, właśnie może z sympatii do mnie, tej osoby, nie wiedzieć czemu, tak?

Oczywiście tam jeszcze dopisanych kilka innych kwestii, które okazały się później nieprawdą, bo nie byli w stanie jakby tego udowodnić.

Tam coś tam było dopisane, bo to było bardzo drażliwe, jeżeli faktycznie była jakaś skarga od pasażera.

Ja nigdy w życiu przez cały okres latania takiej skargi nie miałam.

Mimo, że tam gdzieś tam były właśnie, bo wiadomo, no taki sam raport napisania, że nie wiem, na przykład mój but był jakiś tam, miałam taką sytuację, że po prostu miałam troszeczkę buta, but troszeczkę mi się rozpadał już.

Tylko no nie miałam jak tego napraww trakcie lotu i zamiast jakby ze mną to skonsultować, zwrócić uwagę, to później miałam cały właśnie raport po locie otrzymałam od menadżerki.

Jak to nie było nic ważnego, to było tak w zasadzie umarzany temat.

Natomiast nie było to miłe, gdzie ja po długim, intensywnym locie, gdzie też bardzo często dostawałam pozytywne feedbacki od pasażerów i ja naprawdę się starałam podczas tych lotów.

Właśnie w cudzysłowie z tej sympatii dostałam później takie coś na mnie za plecami napisane do mojego menadżera.

Oczywiście te kwestie były później umarzane.

No tak, ale chociażby sam fakt, jeżeli drugi raz trafiałaś już na tą samą osobę, na przykład na locie, w sensie, nie wiem, czy u was to też się nazywało cabin senior w klasie ekonomicznej, to już trochę taki zgrzyt, nie?

Jeżeli wiesz, że ci wcześniej wystawiła coś takiego.

I bardzo często stewardessy miały takie swoje blacklisty, gdzie normalnie pisały sobie imię i nazwisko,

właśnie kogoś z załogi i jeszcze taką króciutką notatkę, co tam się wydarzyło.

Ja nie mówię, wiadomo, bo tam naprawdę dzięki tym regulaminom można było się przyczepić dosłownie do wszystkiego.

Jeżeli naprawdę ktoś miał jakiś problem, mógł się do czegokolwiek przyczepić i to według regulaminu było okej, że on się do tego przyczepi.

I też może właśnie ta kwestia, że prawdopodobieństwo, że jeszcze raz polecimy razem jest bardzo mała.

Taki mieli obowiązek, żeby to wszystko po prostu donosić.

Oni mieli jakieś chyba liczby, które musieli wyrobić.

Tak mi się wydaje.

W trakcie roku.

Nawet

Nawet nie wiem, czy mi ktoś o tym nie mówił, że oni mają po prostu jakąś ilość tych raportów, które muszą po prostu napisać.

A tak jak mówisz, faktycznie można było się naprawdę przyczepić do czegokolwiek, no bo tam nawet długość paznokcia była opisana w regulaminie, no to jak ci przekroczył milimetr, kto ci to zmierzy, nie?

Tak na dobrą sprawę.

Dobra, zawsze znowu interesujące, a tutaj mogłaś mieć zupełnie inne doświadczenia niż ja.

Są jakieś takie najbardziej niebezpieczne, trudne sytuacje, które miałaś w ciągu tych dwóch i pół roku?

Były jakieś takie sytuacje, które wspominasz?

Albo z perspektywy, nie wiem, bezpieczeństwa, albo z perspektywy, nie wiem, jakichś medycznych sytuacji, bo to też się czasami zdarza.

No to tak jak faktycznie byliśmy przygotowani podczas treningu do wszystkich takich awaryjnych sytuacji.

I też ta wiedza była co lot odświeżana.

Tak, w praktyce faktycznie na szczęście żadnych awarii nie doświadczyłam.

No ale zawsze sobie poradziliśmy właśnie z sukcesem.

Bo są takie rzeczy, w ogóle ostatnio dostaję sporo takich pytań, bo teraz było kilka wypadków.

Coś jeszcze było wcześniej.

Ludzie mają takie odczucie, nie wiem na ile to jest słuszne, a na ile nie.

I mi się wydaje, że to jest po prostu zbieg okoliczności.

Ludzie mają takie trochę wrażenie ostatnio, że samoloty częściej ulegają jakimś usterkom, chociaż myślę, że to jest po prostu zbieg okoliczności, że się nałożyły te rzeczy w czasie.

Ale to też wywołuje więcej strachu przed samym lataniem, a wiadomo, że teraz też jesteśmy w takim okresie wakacyjnym, kiedy ludzie bardzo dużo latają.

I też firma, dla której ja latałam, słynęliśmy jednak z tego bezpieczeństwa już od samej pracowników lotniska, postiwardesy, pilotów.

Byliśmy dość dobrze doszkoleni w tym temacie.

Ale jeżeli chodzi o takie właśnie zdarzenia losowe,

Nie wiem, nie wiem, nie wiem, jak bym miała komuś poradzić.

Widziałam po pasażerach, że sobie radzili alkoholem.

Natomiast myślę, że to nie jest jakby najlepszy pomysł, ponieważ potem ten alkohol tak naprawdę może zaszkodzić bardziej niż pomóc i to jeszcze w trakcie lotu na takiej wysokości.

No nie wiem, u nas akurat mieliśmy, każdy nawet w klasie ekonomicznej miał telewizorek, mógł po prostu skupić się może na oglądaniu jakiegoś filmu, słuchaniu muzyki, przeczytaniu książki.

A pamiętasz jakieś takie zasady, o których ludzie mogą nie wiedzieć, a które mogą się wydawać ciekawe?

Bo ja tak, minęło już bardzo dużo czasu, ale na przykład pamiętam, że nas uczyli, ja nie pamiętam jaka to była liczba i też nie pamiętam jak się nazywają te takie ptaki w Emiratach Arabskich, które są tak przez nich...

strasznie wywyższane, że była jakaś ilość w biznes klasie, ile może tych ptaków biznes klasą w trakcie jednego lotu lecieć na przykład.

I były takie zasady typu, co się dzieje jak ktoś, nie wiem, umrze w trakcie lotu.

Są jakieś takie niuanse, o których przeciętny człowiek nie będzie wiedział, no bo w sumie dlaczego miałby wiedzieć?

Kojarzysz jakieś takie rzeczy, które byłyby ciekawe dla osoby, która jednak nigdy nie latała jako stewardessa?

Jedyna taka ciekawostka, która mi teraz do głowy przychodzi, to może to, że mamy te łóżka ukryte.

Prawie nie wiem.

Poniewwiele pasażerów często się pytało, na przykład gdzie ja po locie 16-godzinnym, na przykład gdzie lądowaliśmy powiedzmy w Ameryce, to pasażerowie też się w ogóle pytali, jak my sobie radzimy przez te 16 godzin, że my tak pracujemy i myśleli też, że my od razu wracamy w ogóle, że my nie mamy żadnej jakby przerwy między lotem.

Ale tak, my jak najbardziej mamy, może w tych mniejszych liniach lotniczych, gdzie te dystanse są krótkie, to tam faktycznie nie ma takich wypoczynków.

Natomiast te duże linie lotnicze, gdzie latamy długodystansowo, to tam mamy takie pochowane pokojki, gdzie są takie kuszetki, których po prostu załoga...

w trakcie długiego rejsu ma swój odpoczynek i tam może spać.

Tak, pasażerowie często mylili z toaletą, bo drzwi tak wyglądają.

One mają taki co prawda tam jakiś, nie wiem jak to nazwać, logpad, że trzeba wpisać jakiś kod, ale generalnie z zewnątrz to wygląda jak toaleta.

Więc to jest bardzo podobne.

restrykcyjne, jeżeli chodzi o samo latanie, bo ja pamiętam, nie wiem jak było u was, ale nawet jak wchodziłaś w ten taki panel, w którym miałaś swój cały, to się nazywało roster, czyli ten harmonogram lotów na cały miesiąc.

To też był dla was zawsze taki ekscytujący moment, jak się pojawiał czerwony pasek, że coś się zmieniło albo że jest nowy.

Nie wiem, czy korzystaliście z tego samego systemu, ale u nas było tak, że zawsze jak była jakaś zmiana w grafiku albo wychodził nowy grafik, to był taki, pamiętam, czerwony paseczek i wtedy zawsze była taka ekscytacja, czy dostałam lot, o który prosiłam na przykład na następny miesiąc.

Nigdy nie dostawałam.

Ale to się pojawiało.

To pamiętam, że na tym panelu można było nawet sprawdzać gdzieś ilość chyba jakiegoś naświetlania, bo też nie można było tego przekroczyć, no bo wiadomo, że jak się dużo lata, to jakieś takie promieniowanie, czy coś takiego w ogóle.

Jednak to było bardzo wszystko śledzone i ten odpoczynek też.

Tak, my mieliśmy taką aplikację też, tylko my wiedzieliśmy każdego miesiąca, kiedy ten roster wyjdzie.

I tak, tak, to już niezależnie ile lat człowiek latał, jednak każdy się tym momentem ekscytował.

Ale miałaś jakiś taki wymarzony kierunek, do którego chciałaś polecieć?

Czy w ogóle to nie było gdzieś tam, nie miałaś jakiejś takiej swojej listy?

Od początku bardzo chciałam polecieć, poniewwcześniej w ogóle nie podróżowałam.

Miałam takie dwa marzenia.

Japonia na pierwszym miejscu i na drugim Stany.

Zrealizowałaś jedno i drugie, przypuszczam?

A były takim rozczarowaniem?

Znaczy Stany to jest bardzo ogólne, więc domyślam się, że pewnie zależy gdzie poleciałaś, ale to było raczej rozczarowaniem czy miłym zaskoczeniem?

Japonia, tak jak się spodziewałam, że będzie wspaniała, to była jeszcze wspanialsza, gdzie też się zdecydowałam później spędzić tam urlop.

Pojechałam tam też nie tylko jako załoga, bo tam 24 godziny mi w zupełności nie wystarczyły.

A też zatrzymam się tutaj z tą Japonią, ponieważ mój pierwszy lot do Japonii, mimo próśb, comiesięcznych próśb, żeby tam wylecieć, to w ciągu dwóch lat miałam tam lot dwukrotnie i to było już pod koniec, pod sam koniec latania, przygodą z lataniem.

I też taka sytuacja mi się tam w tej Japonii przydarzyła.

Po wylądowaniu wszyscy z załogi dostali takie żółte karteczki.

To bodajże była wiza taka tymczasowa, które musieliśmy przy powrocie, czyli po tych 24 godzinach przy powrocie musieliśmy je na lotnisku zwrócić przy odprawie.

I po wylądowaniu ja byłam tak szczęśliwa, prawie co się tam nie rozpłakałam w tej Japonii, że przyleciałam, że moje marzenie takie, że marzenie się spełniło.

Wróciłam do pokoju, rozpakowałam walizkę, zaczęłam się tam szykować, bo chyba od razu miałam już plan wyjścia na miasto, do miasta.

I dzwoni do mnie telefon w pokoju.

Ja się tak zastanawiam, kto tu do mnie dzwoni?

Pomylili się z pokojami, no kto może dzwonić na telefon nie mój prywatny, tylko hotelowy.

I tam chyba ze trzecim razem odebrałam i dzwonił do mnie kapitan.

I mówi, słuchaj, zgubiła się swoją karteczkę, tą wizę.

I ja zazwyczaj mam wszystkie rzeczy ze sobą.

I faktycznie gdzieś tą kartkę po prostu zostawiłam na tym lotnisku.

I obsługa tam pracownicy właśnie w...

lotniska w Tokio, jakby nie kopnęli tej karteczki gdzieś w kąt, tylko naprawdę oni są tak bardzo uporządkowani, że podnieśli i pofadykowali się w ogóle, żeby znaleźć po imieniu i nazwisku, gdzie ja zostaję i do kapitana dojść, bo później się dowiedziałam, że gdybym faktycznie nie miała tej karteczki przy powrocie,

Miałabym z tego jakiś tam problem później już pewnie od firmy, ale też bym musiała zapłacić karę.

Więc też później się śmiałam, może zgubiłam tą karteczkę, miałam tam zostać może w tej Japonii na dłużej, nie tylko 24 godziny.

Więc z Japonią mnie Japonia bardzo mi się podobała i mogłabym tam latać cały czas.

Tak Stany, Stany, Stany myślę, że mnie tak troszeczkę rozczarowały.

Nieważne w sumie, jakie tam dokładnie miejsce, chociaż...

To też może być problem, że lot do Stanów był bardzo długi, intensywny, pobyt krótki.

Może po prostu już to zmęczenie, jakby nie miałam szansy tak na spokojnie pozwiedzać sobie tych Stanów.

Zazwyczaj to właśnie było z tymi przypadkowymi ludźmi z załogi.

Więc myślę, że chętnie do Stanów może bym wróciła, ale tak na jakieś prywatne wakacje może bym zmieniła zdanie.

No właśnie, bo to jest taki znowu element, o którym trochę się mało mówi, a który na przykład dla mnie był bardzo dotkliwy, nie wiem jak dla ciebie.

Jednak to zmęczenie, ono... Ten jetlag to nawet nie, bo jakoś mam wrażenie, że człowiek się przyzwyczajał do tego, że się czuł po prostu wiecznie niewyspany i zmęczony, ale jednak...

To była taka praca, która przynajmniej dla mnie była dla mojego organizmu bardzo wymagająca.

I że jednak, no nie wiem jak ty, ale tych latów bardzo dużo się odbywało nocą, więc szczególnie te długie loty często są lotami nocnymi.

Właśnie to był ten element, z którym ja sobie nie potrafiłam poradzić.

Staram się nie używać jakiejś tam suplementacji.

Wiem, że niektóre osoby z załogi właśnie coś tam wspomagały jakimiś tabletkami, które...

po których mogli swobodnie wyspać się przed lotem.

Ja raczej bałam się tam przyjmować takich leków bez recepty.

Tak jak na przykład nigdy wcześniej nie miałam problemów z serą.

Tam się w trakcie latania pojawiły.

też bardzo często właśnie po locie człowiek był taki, jakby to powiedzieć... Na kacu.

No, bardziej mi chodziło o taki napompowany.

A, w sensie napuchnięty.

Tak, napuchnięty, wzdęty.

to też dużą rolę pewnie odgrywało tutaj jedzenie, do którego my niestety jako załoga, no mówię niestety, bo mieliśmy jakby nieograniczoną... Nie gotowałaś sobie, bo ja w pewnym momencie już obczaiłam, że muszę po prostu przynosić swoje jedzenie.

Już pod koniec też próbowałam po prostu gotować i coś tam w swoim kontenerku przynieść.

do zjedzenia, ale czasem były takie pokusy, bo tu nieraz ktoś z pierwszej klasy przyniósł jakieś ciasteczka z biznes klasy i no ciężko było się pohamować.

No to też była jakby moja wina, ale co zrobić.

A zdążyłaś awansoww ciągu tych dwóch lat?

Nie wiem, jak wygląda ten proces Femirej, w sensie awansować, mówię o przejściu do biznesklasy.

Tak, bo u nas były trzy klasy, w zasadzie cztery, ale premium economy jeszcze było.

To chyba była nowość, bo to było tylko na nowszych samolotach.

Były szersze niż w klasie ekonomicznej.

Natomiast nadal nie można było ich rozłożyć tak jak w klasie biznes.

W sensie nie można było je tak rozłożyć na płasko.

Też serwis był troszeczkę inny.

Już zamiast plastikowego pojemnika to się dostawało szklaną miseczkę.

Natomiast w tej premium ekonomii latały stewardessy, te klasy obsługiwały stewardessy jakby z najdłuższym stażem, najczęściej z najdłuższym stażem z klasy ekonomicznej.

Jeżeli akurat mieliśmy premium ekonomii w samolocie.

I też sam awans do kolejnych klas, to była kwestia stażu i kwestia też po prostu czasu, w jakim firma akurat potrzebowała stewardess.

Akurat w moim przypadku ten awans był dość szybki, ponieważ ja słyszałam o przypadkach gdzieś tam właśnie, gdzie wybuchła pandemia.

że na przykład takie osoby, to nawet im zajął awans do kolejnej klasy 6 lat, co było bardzo długo, ponieww moim przypadku były to właśnie prawie te dwa lata,

Ja faktycznie dostałam ten awans, natomiast ja już byłam ku końcowi.

Ja już wiedziałam, że ja rezygnuję dosłownie za trzy miesiące od momentu, kiedy ten awans otrzymałam.

Tak, tak, bo musiałabym przechodzić dodatkowy trening.

Niemniej, i też mnie wcale to nie skusiło, żeby na przykład przedłużyć tam mój kontrakt, czy tam zostać dłużej.

Natomiast ja miałam szansę pracoww klasie biznes.

To było w razie takiej pomocy, bo czasami w samolocie na niektórych kierunkach większe oblężenie

Co nie zdarzało się często, natomiast zdarzało się, że większe oblężenie miała klasa biznes niż na przykład klasa ekonomiczna.

I tam faktycznie mieliśmy mniej pasażerów w klasie ekonomicznej.

Serwis nam przeszedł bardzo szybko.

A osoby, stewardesy z klasy biznes jeszcze były w trakcie serwisu i po prostu czasem sama zgłaszałam się jako osoba chętna, żeby tam im pójść i pomóc.

No to miałaś jakieś takie doświadczenia od tych super bogatych ludzi, że ci dawali jakieś drogie prezenty albo po prostu proponowali, wiesz, miłość życia.

No dobra, miałaś chłopaka, więc ja wiem, że inaczej na to patrzyłaś, ale znowu jest takie wyobrażenie, że wiesz, ładna dziewczyna, stewardessa.

Ja w ogóle miałam takie przemyślenie.

wczoraj, jak odpowiedziałam na to pytanie akurat w kontekście mojej pracy dla Szejka, że to jest znowu o takich podwójnych standardach, bo nikt nie zapytałby mężczyzny, który pracuje

dla szejka, czy jest stewardem o to, czy miał jakieś propozycje, a w sumie dlaczego nie?

Więc po prostu to się wychodzi z założenia, że jak jest oczywiście, że pojęcie ładne jest względne, ale atrakcyjna kobieta, która pracuje w takim zawodzie, no to tam musi po prostu, jeszcze na dodatek w kraju arabskim, to tam musi siedzieć po prostu nie wiadomo co.

Ja ci powiem szczerze mówiąc, że ja właśnie pracę w tej klasie biznes, w sensie pomoc w tej klasie biznes bardzo, bardzo chętnie wykonywałam.

Właśnie ze względu też...

jakby poznania osób zazwyczaj podróżujących na biznesowe spotkania.

I to też, te propozycje i to wiadomo, to zależy, zależy od podejścia.

Właśnie miałam takie moje ulubione miejsce w samolocie, do którego miały dostęp osoby podróżujące pierwszą klasą i klasą biznes, taki bar.

Nie wiem, czy widziałaś.

Znaczy my nie mieliśmy baru, ale wiem jaki bar, bo widziałam na filmach albo na zdjęciach.

Tak, to było moje właśnie ulubione miejsce, ponieważ tam często pasażerowie właśnie z tych klas lubili przyjść, wypić sobie drinka przy tym barze i po prostu porozmawiać ze stewardessami i faktycznie gdzieś tam kątem ucha słyszałam takie propozycje dla koleżanek.

Natomiast ja tam korzystałam jakby z okazji, bo ja się bardzo ogólnie interesuję takimi biznesowymi sprawami.

Jakoś tak już mam i często właśnie jak naprawdę była osoba taka chętna do rozmowy, to bardzo często właśnie z tego korzystałam i dopytywałam się, jak to właśnie...

u nich wygląda, jak rozpoczęli i często właśnie ciekawe rzeczy, ciekawych rzeczy się od takich ludzi dowiedziałam.

Mi się nie przytrafiło w Etihadzie.

W sensie, chyba nie.

Z tego, co mi wiadomo, miałam znane osoby, natomiast ja się z nimi nie widziałam, ponieważ te osoby zazwyczaj podróżowały w klasie pierwszej, o czym my jako załoga oczywiście byliśmy poinformowani, że taka dana osoba z nami leci.

Czasem nawet nam nie powiedzieli, kto dokładnie, ale od razu nam powiedzieli, że to jest VIP i że już na przykład stewardesy z innych klas nawet nie mogą przejść się tam przy tej klasie, żeby nie przeszkodzić.

I zazwyczaj też było tak, że na przykład w klasie ekonomicznej ja, powiedzmy, jak to była jakaś tam słynna piosenkarka, piosenkarz,

to zazwyczaj oni lecieli z całą jakby swoją grupą.

I oni byli tak rozstrzeleni na różne klasy i zazwyczaj w ekonomicznej też leciały osoby właśnie związane z tym artystą, artystką.

Nie mogli polecieć w pierwszą klasę.

No dobra, a jak sobie, jak się sobie radziłaś z tym związkiem na odległość przez dwa lata?

Często do siebie lataliście, bo to też jest taka ciekawostka, że te bilety dla znajomych i rodziny, przynajmniej u nas tak było, to tam były chyba jakieś tam 10% ceny biletu, nie pamiętam.

Jeżeli chodzi o mój związek na odległość, my generalnie już to przechodziliśmy ten temat.

Ja tam chwilę byłam w Polsce, tam miałam jakieś problemy chorobowe, więc to nie był nasz jakby pierwszy raz.

Mieliście wprawę.

Tak, mieliśmy wprawę i nie chcę mówić, że było super jakoś łatwo, natomiast...

Jeżeli chodzi o loty, to faktycznie mój chłopak przyleciał do mnie kilka razy do Dubaju, tam mnie odwiedził, ale ja miałam bardzo często loty do Londynu, ponieważ my bardzo często lataliśmy do Londynu i to na trzy różne lotniska.

Podajże tam na jedno lotnisko my potrafiliśmy siedem razy w ciągu jednego dnia polecieć, więc tych lotów było sporo.

I też to nie był jakiś taki najbardziej lubiany kierunek wśród stewardess, więc bardzo często, ja praktycznie w każdym miesiącu miałam co najmniej jeden do trzech, nawet czasami czterech lotów do Londynu, gdzie zawsze też się spotykaliśmy, nawet na te 24 godziny.

Udało się, udało się, bo teraz jednak są te kamerki, te... FaceTime'y i wszystko.

Wszystko, tak, tak.

I zawsze ja przywoziłam jakieś tam niespodzianki, czy to z Ameryki, bo właśnie mój chłopak pochodzi z Ameryki, to się cieszę, jak mu słodycze nawoziłam z Ameryki.

Mundur, szczególnie ten Emirates jest zawsze, znaczy był zawsze takim, no to był taki prestiż, tak mi się wydaje, jeszcze ten biały welon, chyba tam się nie zmieniło nic z mundurem, wydaje mi się do dnia dzisiejszego, przynajmniej taka jest moja wiedza, że on chyba wygląda przynajmniej bardzo, bardzo podobnie.

Pamiętasz jakieś takie rzeczy, znaczy po pierwsze, czy dla ciebie to był taki ekscytujący moment rzeczywiście, jak miałaś okazję pierwszy raz ubrać?

I czy pamiętasz jakieś takie rzeczy, które absolutnie nie były dozwolone w momencie, w którym byłaś w mundurze?

Tak, bo chyba na samym początku zostały pobrane wymiary i później według tych wymiarów ten mundur był dla nas regulowany.

Sam odbiór tego munduru, to wspominam, to był taki długi proces.

Ja pamiętam, akurat jak ja dołączyłam tam do Emirates, to tam było masę, masę nowych ludzi.

Sama przymiarka, no cieszyłam się na pewno, bo w końcu mogłam zdjąć te moje treningowe ubranie.

Tylko moja pierwsza i to w zasadzie chyba każdego reakcja, że ten mundur taki jest za wielki, za duży.

Bo oni już chyba z praktyki dawali te mundury szersze i to naprawdę o wiele szersze.

Ja naprawdę, jak ja patrzę na moje stare zdjęcia, to ja normalnie topiłam się w tym mundurze.

Musisz mi wysłać do montażu.

Muszę właśnie poszukać.

I faktycznie, ponieważ my mieliśmy zapewnione od firmy pranie tych mundurów i on faktycznie, podaj, że kurczył się w trakcie właśnie tego prania.

Albo wiedzieli, że ludzie tyją

Ponieważ już pod sam koniec...

Już mi zostało powiedziane, już jak ja już kończyłam tam moją karierę, to już mówią, że ja już mam ten mój mundur do wymiany, ale już tam nie wymieniałam, bo po prostu zostały mi może dwa, trzy loty ostatnie, więc... A pamiętasz takie rzeczy, które właśnie jak byłaś w tym mundurze, to były zakazane absolutnie, których nie można było robić?

To na pewno jedzenie i picie.

W sensie można było jeść i pić na siedząco, tylko trzeba było ściągnąć czapkę.

Słuchawek nie można było mieć na uszach.

No wszelkie, pewnie rosy to już w ogóle oczywiste.

Używki to w ogóle zakazane.

I też używanie telefonu.

Pamiętam, to też mi się zdarzyło właśnie na lotnisku.

Tam czekaliśmy na nasze walizki.

To chwilę chciałam tylko zobaczyć tam godzinę, to już powiedzieli mi szybko tam moi przełożeni, chowaj ten telefon, nie wolno, nie wolno absolutnie telefonu używać, więc...

Ja tam potem się nawet pod WiFi podłączałam w trakcie lotu.

Ale ja z tej rozmowy już wiem, że ty byłaś dużo lepszą stewardessą niż ja.

A powiedz mi, czy są twoim zdaniem jakieś takie mity dotyczące pracy stewardessy, które są zupełnie nieprawdziwe?

albo takie jakieś wyobrażenie ludzi, które jest bardzo nieprawdziwe?

Wydaje mi się, że może tutaj już tę kwestię tej prestiżowej pracy troszeczkę chyba wcześniej poruszałyśmy.

że ona wcale taka prestiżowa, na jaką się reklamuje, nie jest.

Poniewwydaje mi się, że faktycznie marketing jest bardzo ładny,

Natomiast my mamy też zupełnie inne warunki podpisane z firmą.

I słyszałam to wśród stewardess.

Ja tego nie sprawdzałam.

Natomiast ponoć w niektórych krajach to w ogóle my na reklamach jako właśnie stewardessy Emirates jesteśmy przedstawiane, że my nawet się twoim dzieckiem zaopiekujemy w trakcie lotu.

Gdzie ja w życiu takiej informacji nie otrzymałam.

I również to też często było przy boardingu, gdzie ludzie bardzo często, pasażerowie przynosili swoje walizki

I po prostu zostawiali tą walizkę na ziemi i oczekiwali, że my te walizki im ulokujemy.

Natomiast ja i wiadomo, no firma nie będzie do nich krzyczała, że tak nie wolno, tylko wiadomo, że tutaj jest pełna usługa.

I ja od firmy miałam ubezpieczenie, natomiast te ubezpieczenie nie obejmowało, gdyby się w razie co stało, jakiegoś pasażera torbę przenosiła.

Więc ja tego, i też tego nie miałam jakby, oczywiście można było pomóc, tak, jakiejś starszej osobie, czy komuś z małymi dziećmi, to nie ma sprawy, ale takie właśnie, no było bardzo często to, że... No tak, jakbyś miała włożyć 300 toreb sama na górę, to kręgosłup mógłby tego nie wytrzymać.

Tak, oczywiście...

pomóc mogłyśmy i faktycznie czasem też był tam limit wagowy, tylko ja nie wiem, czy to w ogóle było sprawdzane, bo czasem niby tam było 7 kilo tej torby podręcznej, a jak ja komuś pomagałam, to mi się wydawało, że tam było z 25, więc nie wiem, nie mam pojęcia.

A wy mieliście nianie na pokładzie?

A, to widzisz, to może dlatego ludziom się wydawało, bo w Etihadzie była niania, która faktycznie się zajmowała, przynajmniej miała taką funkcję.

I to też było źle interpretowane, bo ludzie myśleli, że skoro jest niania na pokładzie, to oznacza, że jak oni wchodzą, to mogą jej dać swoje dzieci i wiesz, i ona się nimi zajmie.

przy tych dzieciach, no ale te dzieci dalej musiały być przy swoich rodzicach, więc to bardziej chodziło o jakieś takie, tam były jakieś, pamiętam, zabawy, jakieś, wiesz, malowanie buzi i tak dalej, i tak dalej.

I oczywiście tam mogłaś oczywiście zaaplikować, jeżeli chciałaś być tą nianią, ja absolutnie się...

Nie nadawałam.

Ale to wtedy traciłaś jakby pozycję... Znaczy dalej byłaś stewardessą i dalej normalnie wykonywałaś serwis, tylko jakby miałaś tak naprawdę dodatkowe obowiązki, więc w sumie inny kolor tego fartucha, bo tam się zmieniało, nie?

po starcie się zmieniało tę marynarkę na ten jakiś taki fartuch, no to ona miała pomarańczową chyba.

Więc może stąd wiesz, potem się ludziom wydawało, że jak latają Emirates, to też jest taka... Być może wtedy, być może, okej.

A masz z perspektywy czasu jakieś takie swoje przemyślenia?

No bo dużo łatwiej jest ci dzisiaj na to patrzeć tak z zewnątrz, kiedy już nie latasz dla nich.

Jakieś takie rzeczy, które ci się albo w Dubaju, albo w samej pracy nie podobały?

Tak dzisiaj patrząc na to z zewnątrz?

Było wiele, oczywiście było wiele kwestii, które mi się podobały, ale takie, które mi się nie podobały, no to wydaje mi się, że jednak te donosy, zwłaszcza za plecami.

Bardzo dużo pracowników, więc faktycznie lepiej dać te wytyczne troszeczkę bardziej zaostrzone, żeby ludzie po prostu się dostosowali, bo ciężko jednak jest kontrolowwszystkich po kolei.

Natomiast taki, nie wiem, no może ludzki odruch w niektórych kwestiach.

A jak ogarnialiście, że jaka jest sytuacja, jak twój chłopak przyjeżdżał cię odwiedzać?

Musieliście tam jakieś przekręty robić z tym, żeby mógł z tobą zostać w apartamencie?

Zapisywałaś go pod kogoś innego?

Nie, nie, powiem ci nie, poniewwydaje mi się, że jednak Dubaj jest otwarty na turystykę.

Okej, więc tam było łatwiej.

Więc już z kwestią, bo słyszałam od starszych stewardess, które kiedyś musiały tak kombinować faktycznie.

Ale już na przykład w moim przypadku to już nie był żaden problem.

Wow, okej, a to super postępowi.

Nie, nie, to jak ja latałam, to wiesz, trzeba było mieć dobrego kumpla w budynku, do którego się ewentualnego gościa czy chłopaka zapisywało.

Oczywiście, że ochroniarz i tak zawsze wiedział, do kogo idzie dany gość, ale na papierze wszystko się musiało zgadzać.

Nie, no to ja jeszcze byłam, to trochę szkoda, bo to były takie fajne, wiesz, fajne doświadczenia.

ta praca pozwoliła ci ostatecznie na spełnienie tego twojego marzenia, bo zastanawiam się na ile...

na ile to ta praca dla Emirates spowodowała, że mogłaś otworzyć własny biznes?

No bo otworzyłaś, tak?

Tak, koniec końców i to jest też taka świeża sprawa, ponieważ dopiero co tutaj przed przylotem podpisałam umowę.

Na pewno, jeżeli chodzi o kwestię finansową, ja starałam się korzystać jednak z tych pobytów, trochę w tym Dubaju też się pobawić, ale to zazwyczaj czekałam po prostu na rodzinę, na chłopaka.

Więc udało mi się po prostu odłożyć pewną część pieniędzy właśnie na otwarcie tego biznesu i też faktycznie ta praca dała mi taką odwagę.

Dała mi odwagę do działania dzięki właśnie też osobom, które poznałam, z którymi też udało mi się troszeczkę o tym biznesie porozmawiać, które może mnie tak trochę zmotywowały do działania i też otworzyły mi oczy, ponieważ zazwyczaj widzimy już biznesy sukcesu.

a nie zawsze wiemy, jaką ta osoba musiała przejść drogę.

Tak, i też mnie ta praca jakby nauczyła, bo jak tak już wspomniałam, jestem taka bardziej, taka nudna.

Już zaczęłam, powiem ci, nagrywać te filmiki na YouTubie, które motywowały mnie w ogóle do wyjścia

z hotelu, żeby zwiedzać, żeby po prostu coś nagrać, bo wydaje mi się, że gdybym tej kamery nie miała, to prawdopodobnie zostałabym po prostu w łóżku i spała, po prostu czekała do odlotu.

Więc nauczyło mnie to takiego trochę życia chwilą, żeby korzystać.

Czyli jednak jakby, no bo ja cały czas dostaję takie pytania od szczególnie młodszych dziewczyn niż ja.

Jak dostać taką pracę, albo czy warto, to z perspektywy czasu uważasz, że to była dobra decyzja i takie wartościowe doświadczenie?

Wydaje mi się, że tak.

I pamiętam, to był też właśnie lot do Japonii, gdzie miałam pasażerów z Polski i podróżowały tam z rodzicami dwie małe dziewczynki, które właśnie, jedna z nich była tak zafascynowana pracą stewardessy, marzy jej się też być stewardessą, więc chwilę z nią też porozmawiałam.

I moim zdaniem, jeżeli ktoś ma takie marzenie albo zastanawia się, to ja bym na miejscu tej osoby skorzystała, ponieważ naprawdę niech nikogo nie przerażają te...

te dni rekrutacyjne, poniewwydaje mi się, że jeżeli komuś zależy, tak jak na przykład mi zależało, tak?

Ja już prawie na pierwszym etapie miałam odpaść, a jednak skończyłam pracując dla Emirates.

Wydaje mi się, że jednak jest to dobre doświadczenie, tylko trzeba po prostu uważać...

żeby nie zgubić tam jakby swojej osobowości, ponieważ to było, no można było się tam po prostu pogubić.

Też mi się tak wydaje, że można zgubić siebie i jakieś takie swoje wartości na pewno.

No różnie to bywa, różne są osoby.

Bardzo dziękuję za tą rozmowę.

Myślę, że tu dużo informacji padło dla osób, które albo po prostu były ciekawe jak wygląda praca stewardesy.

W gruncie rzeczy sama praca uważam, że jest bardzo mało ciekawa i bardzo taka łopatologiczna.

Chociaż robi się na pewno ciekawa przez to, że się poznają notorycznie.

To na pewno.

Albo też dla osób, które rozważają pracę stewardessy dla Emirates, bo wiem, że cały czas jednak mimo wszystko ten popyt na tą pracę dla Emirates jest i jakby dalej wiem, że są chętni, którzy próbują się dostać.

Także dziękuję Ci bardzo za tą rozmowę.

I zapraszam do obserwowania oczywiście twojego kanału śledzenia.

Co prawda teraz tam pewnie już nie jest taki kontent lotniczy, ale też na pewno ciekawy.

Tak, kontent co robi stewardessa po... Po zakończeniu kariery.

Po zakończeniu kariery jako stewardessa, dokładnie.

Dziękuję ci bardzo za rozmowę.

0:00
0:00