Mentionsy

Kolasinska Podcast
27.11.2025 16:24

Joanna Przetakiewicz o relacjach, pieniądzach i zaczynaniu od nowa.

Radość zamiast strachu, życzliwość zamiast hejtu, realna pomoc zamiast pustych haseł. W tej rozmowie z Joanną Pietakiewicz rozbrajamy polskie „nie wypada”, tabu wokół pieniędzy i wstyd przed szczęściem. Jest o wypaleniu (jak je rozpoznać i co z nim zrobić), o sile bliskich relacji i terapii, o „Ery Nowych Kobiet” i programach, które mają konkretnie pomagać. Zajrzymy też w najtrudniejsze wybory życiowe: momenty rozstań, redefinicję ambicji i granicę między zdrowym „chcę” a niszczącym nienasyceniem. Na koniec — praktycznie: jak budować odporność psychiczną w epoce social mediów (i dlaczego najlepszą taktyką bywa… nie czytać komentarzy), jak inwestować w siebie, ludzi i życzliwość, oraz czemu niezależność finansowa to fundament spokoju, a nie „materializm”. Odcinek pełen konkretów, przykładów i zdań, które zostają w głowie.

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 781 wyników dla "Jerzwiana Pawła z Grzybowskiej"

My nie mamy zbudowanego, wystarczającego, szczególnie kobiety, poczucia własnej wartości.

Jak ja mogłam czuć się nieszczęśliwa?

To znaczy, że byłam jakąś idiotką.

Nie masz pojęcia, jak często kobiety krępują się właśnie tego, co mają, na co same zarobiły i sobie zasłużyły.

A są takie rzeczy, na które nigdy nie żałujesz pieniędzy.

Powiem Ci szczerze, ja w ogóle sobie nie żałuję.

Nie ma większego szczęścia i większego sukcesu niż być szczęśliwym.

Czy to jest najszczęśliwszy moment w Twoim życiu, w którym dzisiaj jesteś?

Ktoś, kto rani innych w przestrzeni publicznej, no przeważnie jest niestety słaby, głupi w głowie.

To numer jeden dla mnie inwestycją w życiu i w biznesie.

Za każdym razem odpowiadam tak samo na to pytanie.

Joanna, bardzo mi miło gościć Ciebie tutaj w rozmowach w dresie.

Cześć.

Cześć.

Jeszcze jesteś chyba jednym z kilku, dosłownie byłabym w stanie pewnie policzyć na palcach jednej ręki gości, którzy rzeczywiście przyszli w dresie.

Czy nic nikomu nie mówi ten tytuł?

Wiesz co, zawsze chyba mają taką nadzieję, że się prześlizgną mnie w dresie.

No i oczywiście ja też nie narzucam, ale jest to bardzo miłe, że jesteś w dresie bardziej niż ja dzisiaj.

Ja to potraktowałam jako dresscode to raz, a dwa ja kocham być w dresie, więc tym bardziej się ucieszyło.

Ale w domu też chodzisz w dresie i stawiasz na wygodę?

Albo chodzę w leggingsach bawełnianych, koniecznie nie elastycznych, bawełnianych leggingsach i w bluzie z kapturem, albo jeszcze łatwiejsza wersja, a cieplejsza, szczególnie na ostatnie dni, to ja zakładam sobie takie kaszmirowe rajstopy, które tylko traktuję, wiesz, po domu.

Już są nawet zacerowane, powiem ci szczerze, bo szkoda mi ich wyrzucić, bo je tak lubię i są tak miękkie.

No więc zakładam te rajstopy sobie, taką małą, elastyczną, jakby wełnianą spódniczkę i też bluzę z kapturem i pod spodem t-shirt.

I ja kocham, ja czuję się tak cudownie, bo ja czuję się taka cała opatulona.

No bo stąd zresztą była, wiesz, moja koncepcja rozmów w dresie, bo jak sobie pomyślałam, żebym chciała, żeby to była jak najbardziej domowa atmosfera, to przyszły mi do głowy dwie rzeczy.

Albo piżama, a rozmowy w piżamie średnio brzmiały.

Szczególnie dla facetów na pewno.

Albo dres, bo z mojej perspektywy dokładnie też tak jest.

No jak ja jestem w domu, to jest zazwyczaj ładny dres, ale jednak dres.

Chciałam w ogóle zacząć tą rozmowę tak naprawdę od takiego bardzo prostego pytania, bo wiem, że dopiero co kilka dni temu odbywał się event Niewypaleni.

Jak ty się czujesz?

Bo wydawałoby się, że ty jesteś po prostu kobietą, która działa non stop.

No więc powiem ci, jak ja się czuję.

Nawet wczoraj byłam na jakimś tam...

razem z moimi znajomymi, którzy też zresztą pomagali mi w tym i brali udział, bo bardzo dużo ludzi jest wokół nas, którzy naprawdę są super pomocni i w ogóle czują to.

I powiedziałam tak, ja się czuję tak, jakbym urodziła dziecko, które i bardzo je chciałam i tak mi cudownie ulżyło, że to dziecko już jest na świecie.

No to tak się czuję właśnie.

Czyli jednak ulga, ale też na pewno radość, bo to było ważne wydarzenie.

Ja akurat nagrywałam w tym czasie podcast, więc nie było mnie, ale widziałam relacje, jak bardzo dużo osób się pojawiło i czy to potwierdza ten problem, o którym rozmawialiście?

Czy myślisz, że dlatego był taki duży odzew, bo jednak mamy takie poczucie, że jesteśmy przepracowani, zmęczeni?

Myślę, że bardzo dużo ludzi w ogóle rezonuje z tym problemem i bardzo dużo ludzi poczuło, że chce posłuchać czegoś, co im pomoże.

Że bardzo dużo ludzi utożsamia się z tym, co my mówimy.

Ale wiesz, najważniejsze jest to w naszym programie i w naszej akcji,

Że ja chcę to tak głośno powiedzieć, że to jest oda do radości.

Że wiesz, ja nie chcę tego tylko nazywać, o kampania społeczna niewypaleni.

Tak, jest to kampania społeczna, akcja społeczna również i przede wszystkim akcja społeczna niewypaleni, ale to jest oda do radości.

To jest, wiesz co, jak my w zeszłym roku zrobiliśmy naszą akcję 12 na 15, czyli to była kampania przede wszystkim o kryzysie mentalnym mężczyzn i o samotności.

Nawiązaliśmy równocześnie koalicję przeciwko samotności, jeździliśmy z tymi spotkaniami po całej Polsce w ramach Ery Nowych Kobiet, ale ja bardzo czułam wielką potrzebę i dlatego tak czuję taką radość z powodu urodzenia tego dziecka, ponieważ ja czułam ogromną potrzebę, żeby dać instrument, żeby nie tylko nagłośnić problem,

To było o tyle wspaniałe, bo ja się nie spodziewałam nawet takiego odzewu w zeszłym roku od mężczyzn.

I to słuchaj, mnóstwo mężczyzn pisało, Boże, wreszcie nie jestem z tym problemem sam.

Wreszcie nie czuję się jak idiota, nie czuję się dziwnie, nie czuję się jakbym był jakimś przegrywem, zgniecionym, zgniotem, tylko słyszę, że to jest powszechne zjawisko.

Więc bardzo dużo to dało w sensie świadomości, ale ja bardzo potrzebowałam i bardzo chciałam przede wszystkim dać pomoc, taką realną pomoc i instrument.

I to się udało i ja dlatego tak czuję, że po prostu, wiesz, że ta akcja, ta jej druga część jest jej naprawdę takim kropką nad i w najlepszym tego słowa znaczeniu, że daje coś, co jest bardzo demokratyczne, jest bezpłatne i jest autentycznie dla wszystkich.

To jest ciekawe, że powiedziałaś też o tej akcji 12 na 15, która była bardziej skierowana do mężczyzn i też powiedziałaś o tej samotności mężczyzn, bo ja ostatnio obserwuję i być może to jest, wiesz, moja bańka, bo w ogóle Instagram i wszelkie media społecznościowe lubią cię wrzucać w różnego rodzaju bańki i wtedy masz poczucie, że tak wygląda rzeczywistość, a tak do końca nie jest, że...

Trochę ciekawi mnie Twój punkt widzenia na to.

Zaczęliśmy być samotni w takim też sensie, że jest dużo takich konfliktów w płci obecnie i że przez to jesteśmy jeszcze bardziej samotni, bo jest taka duża nagonka kobiet na mężczyzn.

Upraszczając, ale też jest to też w drugą stronę i jest też duża taka nagonka, ogólnie bardzo mówię, mężczyzn na kobiety.

I my, mam wrażenie, bardziej niż kiedykolwiek, może to są tylko moje odczucia, walczymy ze sobą tak z perspektywy też płci.

To jest totalnie prawda, bo wiesz, wydaje się im, jeszcze narracja, która jest nakręcana przez niektóre nieodpowiednie osoby, nierozumiejące problemu, jest taka, że kobiety teraz się wyrwały, napadły na facetów, a oni biedni muszą się bronić.

Po prostu jak ja to słyszę, to mówię tak, Boże, żebyś Ty kiedyś człowieku albo, bo czasami kobiety, kobieto, mężczyzno, żebyś Ty czasami kiedyś posłuchał albo chociaż czat GPT sobie otworzył i zapytał się, czym jest feminizm, to może nie byłoby tego całego napięcia i nerwowości.

I teraz widzisz, dokładnie dotknęłaś tematu, który jest taki ważny, bo

my głównie na siebie napadamy z pretensjami.

I zobacz, czy to jest w pracy, pracodawcy na pracowników, pracownicy na pracodawców, jedni mają pretensje, że jedni są zbyt wymagający, drudzy zbyt roszczeniowi.

A z kolei kobiety na mężczyzn, ponieważ prawdą jest, że kobiety musiały pójść po swoje i idą po sprawiedliwość i porówność, bo prawdą jest, że pełniły rolę głównie asystencką przez poprzednie wieki, umówmy się, ozdobniczo-asystencką, tak bym ją nazwała.

Z drugiej strony prawdą jest, że współcześni mężczyźni nie są winni wszystkich błędów czy wszystkich nietolerancji i niesprawiedliwości, które popełnili poprzednicy w poprzednich dekadach, wiekach i w prach historii.

W związku z tym...

W ogóle, wiesz, pretensje.

Jezus, jak ja tego nienawidzę.

To jest najgorsza, najgłupsza metoda, najbardziej wypalająca, nic kompletnie nie dająca nikomu i my tylko podsycamy, jak sobie wyobrażam, taki, wiesz, gotujący się garnek z wodą, taki pyrkający, to w tym momencie ta niedawiść go jeszcze podkręca i on zaczyna się już tak gotować.

I to wszystko się tak wyparowywuje, wygotowywuje.

I dobre intencje, i siła, i zdrowie.

Wszystko.

Zanim przejdziemy dalej, szybka, ale ważna rzecz.

To jest współpraca, ale jednocześnie coś, czego naprawdę używam.

VPN odkryłam w momencie, kiedy zauważyłam, że ceny lotów różnią się w zależności od tego, skąd je wyszukuję.

A wiecie, że latam dość często.

Surfshark pozwala jednym kliknięciem zmienić lokalizację i zobaczyć te tańsze opcje.

A dodatkowo daje mi największy spokój, kiedy pracuję w publicznym Wi-Fi, lotniska, hotele, kawiarnie.

Takie sieci są najbardziej ryzykowne, a Surfshark szyfruje całe połączenie, więc nikt nie widzi, co robię.

Uwielbiam to też, że jedno konto działa na nielimitowanej liczbie urządzeń.

Mam podpięty telefon, laptop, iPad i jeszcze mój mąż może korzystać ze swojego.

Zero ograniczeń.

I korzystam też z Surfshark Alert.

On sprawdza, czy moje dane nie pojawiły się w jakimś wycieku, wysyła mi alerty, jeśli coś jest nie tak.

Przy tematach, którymi się zajmuję, to jest naprawdę ważne.

Jeśli chcecie przetestować Surfshark, wejdźcie na www.surfshark.com.pl albo wpiszcie mój kod ANIA przy płatności i dostajecie wtedy 4 miesiące ekstra w pakiecie rocznym.

To jest 12 miesięcy plus 4 dodatkowe miesiące korzystania.

Link i kod macie też w opisie filmu i w podpiętym komentarzu.

A teraz wracamy do odcinka.

Dokładnie tak, chociaż też sobie myślę z perspektywy kobiety, więc to nie jest tak do końca obiektywne.

Oczywiście, że my chyba cały czas i może to nie jest tak bezpośrednio nawet wycelowane w kierunku mężczyzn, tak sobie myślę, tylko my cały czas mamy, wydaje mi się, takie poczucie, mówię tutaj za wszystkie kobiety, że jednak musimy udowadniać cały czas trochę bardziej.

W związku z tym...

To jest trochę ten case, który ja, mój mąż kiedyś nagrał, słuchaj, taką rolkę na Instagram, którą zatytułował Moja żona jest suką.

I tam wymienił dlaczego.

Dlatego, że wiesz, robię to i to, że wymagam, że prowadzę firmę i tak dalej.

I generalnie wszystkie te rzeczy, które w kontekście mężczyzny byłyby odebrane jako bardzo pozytywne, wręcz

szczególnie jeżeli prowadzi jakiś biznes, z kobietami cały czas jest różnie, więc my może dlatego też jesteśmy teraz tak postrzegane, że to nie jest nawet taka batalia, wiesz, przeciwko mężczyznom, tylko bardziej to jest o tym, że mamy cały czas poczucie, że może musimy się bardziej udowadniać, musimy jednak zrobić dużo więcej, żeby być mniej więcej tak samo postrzegane.

No bo zobacz, jak my sobie weźmiemy pod uwagę jakieś idiotyzmy ze starej ery, takie stereotypy, totalnie niesprawiedliwe i bez sensu, że tak, baby to są, że to się marzą, ciągle jakieś mają histerię, ciągle są miękkie, płaczą i tak dalej.

No przecież to są takie bzdury.

Zobacz, ile my musimy udowadniać cały czas, że tak nie jest.

My musimy cały czas udowadniać, jak my bardzo ogarniamy rzeczywistość i jak jesteśmy kompetentne i jak potrafimy prowadzić projekt, jak potrafimy liczyć, bo jest jeszcze kolejna rzecz, że baby przecież nie mają głowy do pieniędzy, prawda?

I do liczb.

Zresztą bardzo często my same sobie umniejszamy i mówimy tak, oj...

Ja jako kobieta to nie mam do tego głowy, wolę, żeby mąż się tym zajął.

A potem okazuje się, że to jednak ona trzyma całe finanse rodzinne i decyduje o wszystkim, wiesz, o wszystkich wydatkach i tak dalej.

Więc prawdą jest, że my cały czas musimy zaprzeczać, musimy i chcemy.

tym stereotypom, musimy zburzyć jak gdyby wielki mur, jak w Berlinie, który nas odgradza od rzeczywistości, bo jest tak głupota jakaś powtarzana bezmyślnie przez tysiące ludzi.

Versus rzeczywistość, jaka naprawdę jest, bo my Polki to jesteśmy tak wybitnie, umówmy się, ogarnięte, że pokaż mi drugą taką nację, które są i super ambitne, i super zarządzające, i świetnie zarządzają również swoim czasem, nie tylko pieniędzmi czy projektami.

W związku z tym, jak powiem Ci, jak ja patrzę na resztę kobiet, czy to w Europie, czy na świecie, to my naprawdę jesteśmy fenomenem.

Tylko brakuje nam jednej rzeczy.

Jaka to jest rzecz?

Słuchaj, ja od siedmiu lat, od kiedy jeżdżę po Polsce z erą nowych kobiet, od kiedy założyłam erę nowych kobiet, bo to było równo siedem lat temu, w listopadzie 2018.

I na pierwszym spotkaniu było nas trzydzieści, dzisiaj jest nas prawie milion.

Ale dalej rozmawiamy też o tych samych rzeczach.

My mamy 79 regionalnych oddziałów, 117 liderek.

Gdyby nie istnieje tego ruchu, to ja bym w ogóle nie była świadoma tych problemów, spraw i okoliczności, które czują ludzie tak licznie, tak społecznie.

Bo też bardzo często przychodzą mężczyźni na nasze spotkania.

Dziewczyny też bardzo często opowiadają o swoich mężach, braciach, synach.

W związku z tym to jest taka świadomość ogólnie tego, co się dzieje.

I powiem Ci, co mnie najbardziej zszokowało.

Najbardziej.

Od samego początku.

Praktycznie od pierwszego spotkania.

A potem to się tylko, ten mój wniosek, się tylko coraz bardziej ja się utwierdzałam w przekonaniu, że tak jest.

A mianowicie, zresztą powiedziałam to również na ostatnim swoim wydarzeniu, my Polacy

O wiele mniej boimy się problemów niż okazywania radości.

Bo my mamy tak gdzieś zaimplementowane do głowy, że radości i sukcesu będą nam zazdrościć, wtedy wszyscy nas znielubią i będą nas nazywać albo chwalipiętami, albo że nam się jakimś cudem udało, nie wiadomo jak.

I my skupimy na sobie złe emocje zamiast dobrych.

To mnie w ogóle nie zdziwiło.

Znaczy zastanawiałam się, którą z kilku rzeczy, które potencjalnie miałam w głowie wymienisz i że akurat to jest ta, to mnie nie dziwi i nawet nie dalej, jak kilka miesięcy temu miałam taką sytuację i to wiesz, ja dostaję dużo wiadomości i na pewno ty jeszcze więcej na Instagramie, więc jak mi coś zapada tak bardzo mocno w pamięć, to znaczy, że to było coś, co jakoś mnie uderzyło i było dla mnie gdzieś mniej lub bardziej, ale ważne.

I pamiętam, że to było jakoś po premierze mojej książki, ona generalnie odniosła duży sukces i potem powiedziałam jakoś tak gdzieś tam w przestrzeni internetowej, że się wybieram na wakacje ze swoją córką, więc tak wyglądało, że wszystko idzie po prostu fantastycznie w moim życiu.

Zajęła się oczywiście przed wakacjami, jak to małe dziecko rozchorowała, na wakacje nie pojechaliśmy i dostałam słuchaj taką wiadomość, że wiesz Ania, bo to chyba dlatego, że ty tak mówiłaś, że tak się dobrze u ciebie dzieje, a przecież są tacy ludzie, którzy na pewno ci...

będą źle życzyć, bo są zazdrośni.

I to pewnie dlatego tak się stało, że Zajadza chorowała i nie pojechaliśmy na te wakacje.

I sobie pomyślałam, kuszczę, nigdy nie patrzę, nigdy nie myślałam, ani nie patrzyłam na życie z takiej perspektywy, że ja nie będę pokazywać jakiegoś swojego ważnego momentu, sukcesu czy szczęścia tylko dlatego, że ktoś gdzieś tam może mi źle życzyć.

Ale wiesz co, to jest bardzo ważne, żeby w ogóle to kompletnie olać.

Bo powiem ci szczerze, że jeżeli my będziemy tak myśleć, a i tak tak będzie, że zawsze się jakaś jedna trafi, wredna osoba, albo nawet i sto i tysiąc, nieważne, ale to jest i...

Tak, Ania, bardzo mały ułamek ludzi.

Bo zobacz, my ciągle mówimy, a tu mamy wredne komentarze, tu... To jest po prostu jakiś margines społeczny, ogólnie rzecz biorąc.

Bo ludzie, którym się chce pisać wredne, hejtujące komentarze albo nienawidzić kogoś za to, że wyjeżdża z dzieckiem na wakacje...

To jest jakaś patologia, która nie ma w tym momencie znaczenia.

Ja życzę tym ludziom jak najlepiej, ponieważ to oni są najbardziej nieszczęśliwi, bo oni sobie nie zdają sprawy z tego, że oni gotują się w własnym takim zepsutym sosie zupełnie niepotrzebnie.

Gdyby się pozbyli tego, gdyby się pozbyli zazdrości i tego...

tej, wiesz, tego strasznej krytyki bez przerwy takiej już automatycznej, to żyłoby im się też sto razy lepiej.

Bo teraz zobacz, jak się mówi o swoim sukcesie albo o trudnościach, które przeszłaś, bo zobacz, jest też druga sytuacja.

Mówisz o jakichś traumach, które przeżyłaś, a jakaś menda ci powie, to dobrze ci tak, na przykład.

Przecież znamy takich przypadków mnóstwo z przestrzeni publicznej, prawda?

Ale wiesz co, to nie ma znaczenia, bo liczą się tylko ci ludzie, którzy cię albo zrozumieją w jakimś smutku i w twoich problemach i cię jeszcze będą wspierać, albo ci, którzy się ucieszą z tobą na wakacje z twoim dzieckiem.

Reszta nie ma znaczenia.

Najważniejsi są tylko ci, ja zawsze mówię ci nasi ludzie, czyli ci, którzy są po naszej stronie.

A i tak będą, wiesz, tak zwany ten collateral damage, że zawsze będą ci ludzie, którzy i tak będą przeciwni, którzy i tak będą chcieli ci dokopać albo powiedzieć coś źle, ale to oni są nieszczęśliwi.

W związku z tym ja w ogóle...

Powiem Ci, kompletnie nie chcę wierzyć, ja w ogóle wypieram coś takiego, że na mnie mogłaby spłynąć czyjaś zła energia i przez to będzie źle się w moim życiu działo.

Powiem Ci, Aida mówi coś genialnego i ja uwielbiam jej filozofię, że jest tak zwany podatek od szczęścia.

że są ludzie, że nie może się wszystko w naszym życiu układać.

Kiedyś ktoś mnie zapytał, że o dwa lata budowałam restaurację, potem jej sprzedałam, kompletnie bez zysku w sumie.

Tyle rzeczy wspaniałych się wydarzyło.

że mnie z tego nie żal.

Tak się musiało stać, ponieważ pewne rzeczy nie mogą się udać i ja jestem zadowolona bardzo, że to było tylko to.

W związku z tym jest jeszcze jedna teoria, którą bardzo lubię, że inni, którzy dają ci złą energię, ponieważ cię nie lubią, irytujesz ich, kurwiasz ich, jesteś, nie wiem, zbyt pewna siebie, albo zbyt głośna, albo coś tam,

I wiesz co, i tak jak powiedział kiedyś twórca mediów, jeden z najbardziej znanych powiedział tak.

Bez hejtu cię nie ma.

Hejterzy są, okazuje się, najbardziej wierni, bo czekają cały czas na coś złego.

Natomiast wiesz, ja w ogóle, powiem ci Ania, uważam, że w ogóle hejterów jest mało.

Jest hejt, oczywiście, i jest bardzo dużo krytyki i jakiegoś tam zła, niewątpliwie.

Ale ja absolutnie nie tylko czuję, ale wiem, że dobra jest o wiele, wiele więcej.

Ale to nie jest trochę o tym, już abstrahując od tego, co powiedziałeś, że mamy ten problem z tym pokazywaniem swojego szczęścia, sukcesu i tak dalej, i tak dalej.

Trochę przez to, jak zostaliśmy wychowani.

To nie jest bardziej o tym nawet, że my często sami mamy takie poczucie, że po prostu nie zasługujemy na to?

I tym się na przykład różnisz ty i w związku z powyższym to, co mówisz też jest absolutną przeciwnością tego, że ty po prostu wiesz, że ty zasługujesz na to wszystko, co masz.

A jednak cała masa, pewnie powiem kobiet, ale na pewno mężczyzn też po prostu nie wierzy, że zasługuje na czymkolwiek jest szczęście dla danej osoby.

że my nie mamy zbudowanego, wystarczającego, szczególnie kobiety, poczucia własnej wartości.

Wiesz, od tego się wzięła era nowych kobiet, bo jak ja przeczytałam, że według badań WHO, dokładnie to było ponad 7 lat temu, my Polki jesteśmy na ostatnim, czyli 42. miejscu w Europie, jeśli chodzi o uznanie własnej atrakcyjności.

A co za tym idzie, to jest olbrzymie poczucie własnej wartości, jak mówią psychologowie.

to ja byłam tym wstrząśnięta.

Ale autentycznie wstrząśnięta.

Ja trzy czy cztery razy sprawdzałam te badania, bo ja myślałam, że to jest błąd.

Przeczytałam to akurat w magazynie Elle i mówię, może coś się źle wydrukowało, to jest po prostu niemożliwe.

Niestety okazało się to prawdą.

No i powiem Ci, że to zobacz już ile o nas mówi.

W nas jest za dużo samokrytyki.

Nie tylko krytyki w stosunku do innych, bo ta krytyka w stosunku do innych przede wszystkim bierze się z samokrytyki przeciwko nam samym.

My jesteśmy swoimi najsurowszymi oceniającymi.

My zawsze sobie ciągle sobie umniejszamy.

Jak siedzę z dwójką dzieci, to siedzę w domu, nic nie robię, a wiadomo, jak to siedzenie wygląda.

Zobacz, jak my sobie bardzo często umniejszamy, ale tak profesjonalnie.

My Polacy jesteśmy pro, jeśli chodzi o umniejszanie sobie.

Jeśli chodzi w ogóle, wiesz, o taką...

o niecieszenie się sukcesami, o brak celebracji tego, co my przeżywamy.

Zobacz Ania, co się wydarzyło przez ostatnie 36 lat.

Przez ostatnie 36 lat my nadgoniliśmy totalnie resztę Europy.

Przez ostatnie 36 lat rozwijaliśmy się trzy razy szybciej niż reszta krajów Europy Zachodniej.

Jesteśmy dwudziestą gospodarką świata.

I my zdecydowanie nie cieszymy się tym sukcesem.

zdecydowanie jest za dużo smutku, zdecydowanie za dużo surowości, oschłości i takiego marazmu wśród nas.

Ale widzisz, że to się zmienia?

Że to jednak gdzieś idzie w tą taką lepszą, że tak powiem, stronę?

Bo pojawi się chociażby z tej perspektywy, że jest taka...

bym powiedziała też kobieca już teraz ciekawość, że do mnie często piszą kobiety, pytają się, a jak zrobić coś nowego, a jak zmienić pracę, że jest chociaż teraz już ta chęć, której i odwaga w ogóle, wiesz, trochę śmiesznie zabrzmi, ale w ogóle odwaga myślenia o tym, że ja mogłabym robić coś innego w życiu niż to, co robię dzisiaj.

I taka, tak jak powiedziałam na początku, taka w ogóle ciekawość tego...

jak ja mogłabym się znaleźć w miejscu, nie wiem, takim jak ktoś inny na przykład kogoś gdzieś tam obserwuje, albo w podobnym, no bo oczywiście to nie musi być to samo.

To wydawałoby się, że to jest już dobry znak i jest to jakaś zmiana.

I tak, i tak jest, bo zobacz, teraz jest mnóstwo firm małych i średnich zakładanych przez kobiety.

Ale widzisz, to wynika z naszej ambicji, pracowitości i ogarnięcia.

Ale w dalszym ciągu jest za mało radości.

Bo cudownie, że my robimy ten, bo to jest olbrzymi krok i ja się z tego bardzo cieszę, jak robiliśmy dokładnie dwa i pół roku temu wielką akcję ogólnopolską Pieniądze Szczęście Dają o niezależności finansowej kobiet, no to po prostu to była jakaś torpeda i to się bardzo zmienia.

Ale w dalszym ciągu brakuje nam satysfakcji, odczuwania satysfakcji i w dalszym ciągu brakuje nam radości i takiej beztroski.

I wiesz co, i bardzo często to też nie zależy wcale od stanu posiadania, bo ja znam wiele osób, które mają bardzo wiele i cieszą się bardzo mało.

Bo tak pędzą do przodu, że już zapomniali po co pędzą i gdzie.

Już zapomnieli.

Z kolei znam wiele osób, które mają niewiele, a cieszą się bardzo wiele, bo doceniają, co mają, bo mają w sobie taką czułość, troskę, bliskość, ciepło.

Mają przede wszystkim w sobie, to jest słowo, złoty klucz.

Mają w sobie życzliwość.

A to jest wielkie szczęście.

Ale ty sama mówiłaś w kilku wywiadach, że gdzieś tam właśnie, jak miałaś chyba 33, 34 lata, że to był taki przełomowy moment w twoim życiu i że też teoretycznie miałaś właśnie wszystko, a byłaś nieszczęśliwa.

Bo to jest trochę o tym, co teraz powiedziałeś, że są też ludzie, którzy teoretycznie mają wszystko, a coś jednak jest nie tak i nie potrafią się tym cieszyć i nie są szczęśliwi.

Ja w ogóle, wiesz, bardzo wiele swoich, tego co mówię, bazuje na swoich własnych doświadczeniach.

Bo ja w dalszym ciągu też, a jeszcze nie umiem wielu rzeczy, na bardzo wielu błędach się łapię.

Wiesz, jak ja bym była taka genialna, gdybym to wszystko teraz przekuła tylko w wspaniałe wnioski, które potrafię zaimplementować do swojego życia, to bym nie szukała też ciągle tych rozwiązań tak aktywnie.

A poza tym, wiesz, jest jeszcze tak, że jest mnóstwo okoliczności z zewnątrz, które na ciebie wpływają i właśnie albo nie masz na nie wpływu, albo bardzo mały, ale to nie znaczy, że nie smucisz się tym, albo to nie znaczy, że nie przejmujesz się tym i nie martwisz.

Natomiast ja w wieku trzydziestu tam kilku lat...

Ja po prostu doszłam do wniosku, że ja wiesz, ja dalam tak już strasznie szybko, że wiesz, ja miałam ten syndrom wypalenia też.

To było, wiesz, studia, potem aplikacja, trójka dzieci od pierwszego roku studiów, trójka dzieci, no i praca, praca, która, wiesz, a my się uczyłyśmy z moją zresztą super wspólniczką.

My się uczyłyśmy same, wszystkiego na własnych błędach.

My byłyśmy dopiero drugą, my miałyśmy kliniki stomatologiczne i jedna z nich była drugą kliniką dopiero prywatną w Polsce w 92 roku.

Więc wiesz, to nie było sobie tak jak teraz, możesz kupić software, możesz kupić kurs, ktoś cię tego nauczy, ktoś ci jakąś wiedzę przekaże.

A my uczyłyśmy się totalnie na, wiesz, w żywym organizmie.

Nie było komputerów, nie było takich rzeczy.

My miałyśmy, wiesz, taki wielki notatnik w kratkę, linijkę, ołówek i długopis.

A mniej więcej takie to były nasze software'owe narzędzia.

Więc ja powiem Ci szczerze, moja doba była już tak naciągnięta, to znaczy minimum spania, maksimum roboty.

I teraz, w obecnych czasach, my też robimy zresztą ten sam błąd.

Natomiast ja, ponieważ byłam aktywna na tylu platformach i jeździłam po zakupy około północy, żeby nie było kolejek, bo już wtedy były te wielkie sklepy spożywcze, typu francuska sieć taka czy inna.

I to mi dawało taką, wiesz, poczucie, że przynajmniej, dobra, ja nie zarywam ani czasu z dziećmi, ani pracy, ale ja nie wybrałam jednego pod uwagę.

Jak ja zarywam swój własny dobrostan.

Że ja po prostu jestem ciągle, wiesz, ja byłam ciągle w takim wojskowym trybie.

I sama sobie dawałam tylko non-stop jak żołnierz zadania.

I w pewnym momencie poczułam, że już było tego tak dużo,

Robiło mi się słabo, dosłownie niedobrze.

I musiałam jechać dalej, skręcałam w prawo w Jerzwiana Pawła z Grzybowskiej, mijałam Halę Mirowską, skręcałam w prawo, potem znowu w prawo w Marszałkowską, potem znowu w Grzybowską, podjeżdżałam na ten parking i czułam, że ja znowu muszę odwlec ten moment, kiedy tam wejdę.

I znowu jechałam prosto.

I tak potrafiłam robić kilka kółek, zanim byłam w stanie wejść do pracy.

Pomimo, że miałam świetny biznes, zespół i wspaniałą wspólniczkę.

Ale ja byłam po prostu tak potwornie już wypalona i przeciążona po tych latach.

No to nie jest dobry znak, jak musisz robić tyle kółek, zanim podjedziesz.

To jest bardzo zły znak i to jest coś, co my wszyscy też, wiesz, tylko ja dopiero teraz sobie zdałam sprawę, że to było takie wypalenie.

Ja wtedy, wiesz co czułam?

Ja czułam wstyd.

że jestem niewdzięczna życiu, że przecież tyle mam dobrego, przecież mam biznes fantastyczny, jestem niezależna tak bardzo finansowo, przecież osiągnęłam, co chciałam osiągnąć.

Wiesz, skończyłam studia, a już w tym momencie, kiedy już naprawdę się, kiedy już doszłam do tego wniosku, skończyłam studia, aplikacje, miałam trójkę super dzieci, biznes, a więc jak ja mogłam być wypalona?

Jak ja mogłam czuć się nieszczęśliwa?

To znaczy, że byłam jakąś idiotką.

To znaczy, że po prostu, nie wiem, odbiło mi, w głowie mi się, o, bo to jest jeszcze takie nasze polskie, no nie?

W głowie mi się poprzewracało.

Może ja za wiele chcę.

I jeszcze mam czelność czuć się zmęczona, rozumiesz?

I powiem ci, że gdybym wtedy wiedziała to wszystko, co wiem dzisiaj, ujęłabym sobie bardzo dużo smutku i bezradności.

A wtedy po prostu zaciskałam zęby, trwałam w tym i po prostu przetrwałam.

Bo ja nawet z nikim o tym nie porozmawiałam.

Nigdy, nawet ze swoją najbliższą przyjaciółką.

Bo tak czułam się tak strasznie głupio z tym.

To jest ciekawe, bo ta rozmowa, w której o tym mówiłaś, ja pamiętam ten podcast, ja pamiętam, że ja ją słuchałam na świeżo dwa lata temu, jak ona wyszła.

I to była bardzo fajna rozmowa i jakby ty przepięknie mówiłaś, to było bardzo ciekawe, ale to było z perspektywy mojego życia dwa lata temu, mimo wszystko gdzieś tam mniej lub bardziej odległe.

I włączyłam sobie tą samą rozmowę przed naszą dzisiejszą rozmową gdzieś tam kilka dni temu.

I tak inaczej w ogóle odbieram przede wszystkim ten fragment, o którym mówisz.

Może też przez to, że gdzieś tam mniej lub bardziej, ale jestem w podobnym momencie swojego życia, że to było niesamowite doświadczenie, jak w ogóle można tą samą rozmowę, tą samą książkę, ten sam film, w zależności od tego, w jakim jesteś momencie swojego życia, zupełnie inaczej odbierać.

I to jest, widzisz Ania, teraz powiedziałaś coś takiego bardzo ciekawego, że w ogóle nasze życie zupełnie inaczej odbieramy w różnych momentach.

I dlatego ja zawsze mówię, edytujmy swoje marzenia, weryfikujmy je.

Ja, wiesz co, ja bardzo od momentu, kiedy, bo trwało ileś miesięcy ten mój stan takiej bezradności, bezsilności, trudności.

Aż w końcu, kiedy zdałam egzamin radcowski, podjechałam pod dom

Ja jestem nieszczęśliwa.

My z moim mężem się kompletnie rozjechaliśmy w dwa różne kosmosy, w dwa różne kierunki.

Mieliśmy totalnie inne oczekiwania wobec życia, co też jest normalne po wielu latach.

No to wiesz, ja byłam przed maturą.

No to wiesz, jak ja byłam po aplikacji radcą prawnym z własnym biznesem i z trójką dzieci, to przecież ja byłam innym człowiekiem.

Ja też zupełnie miałam już inne cele.

Ja też wiedziałam, czego ja potrzebuję, a czego z kolei bardzo nie potrzebuję.

Więc my byliśmy też bardzo różni, jak się okazało, bardzo.

W związku z tym ja wtedy pomyślałam sobie, po czym wydarzyło się jeszcze parę rzeczy, które totalnie już przesądziły sytuację.

Ja sobie pomyślałam, nie, ja po prostu muszę zawalczyć o lepsze życie, bo tkwienie w takim czymś toksycznym i smutnym jest tak strasznie też smutne dla dzieci.

Wiesz, to jest to, co doktor Ewa Wojdyło mówi, z którą się bardzo zgadzam.

Kochana Ewo, pozdrawiamy Ciebie, że szczęśliwe dzieci wychowują tylko szczęśliwi rodzice.

W związku z tym, jeżeli my sami czujemy się tak bardzo przybici, no to jakim cudem te dzieci mają mieć poczucie bezpieczeństwa i radość.

Wiesz i to, co chcieliśmy powiedzieć swoją akcją poprzednią o kryzysie mężczyzn, ponieważ my kobiety bardzo się scaliłyśmy i się bardzo scalamy.

Jeszcze dużo pracy przed nami, ale prawdą jest, że no chociażby wiesz, no efekt ery nowych kobiet mówi sam za siebie.

Jak bardzo dziewczyny to rozumieją, jak się genialnie ze sobą łączą, jak budują wspólnotę, jak słuchaj, jak się rozwijają razem, jak sobie...

nawzajem robią przyjemności.

Wiesz, że przecież mi mówiono, że te baby to się zaraz pokłócą, nic z tego nie będzie.

No jakoś się tak nie wydarzyło, jakoś nikt się ze sobą nie pokłócił, no bo to są kolejne takie bzdury, kobieta kobiecie wilkiem i tak dalej.

Ale prawdą jest, że my też, my potrzebujemy bardzo mężczyzn swoich.

My w ogóle potrzebujemy się tak bardzo nawzajem, jak nigdy do tej pory.

W związku z tym, jak powiedzieliśmy o, wiesz, o kryzysie mentalnym również mężczyzn, ponieważ na 15 samobójstw dziennie 12 to mężczyźni, no to jest dość, umówmy się, szokujący wynik.

to my właśnie chcieliśmy tym powiedzieć, słuchajcie, poczucie wypalenia, czy też kryzysu, czy smutku strasznego jest normalne.

To wcale nie dotyczy słabe uszy, to wcale nie dotyczy ludzi, nie wiem, głupszych, przegranych, przeważnie odwrotnie.

Przeważnie dotyczy to tych bardziej ambitnych i chcących więcej.

W związku z tym...

W momencie, kiedy zdetonujemy ten strach przed mówieniem o tym, to już będzie olbrzymi krok do przodu.

Ale jak zdajesz sobie sprawę, jak masz te trzydzieści parę lat, jak już sobie zdajesz sprawę z tego, że okej, jakby jesteś samotna w tym domu, to nie działa, to to jest od tego momentu rewolucja czy ewolucja?

Czy jesteś taka, że wtedy zmieniasz wszystko po prostu z dnia na dzień, co nie jest proste, no bo jesteś w tamtym okresie, jakby nie było też mamą cały czas małych dzieci jeszcze.

Ale zastanawiam się, czy to tak wygląda, że już bierzesz walizki, idziesz i już nie ma odwrotu, bo to różnie bywa.

Niektórzy potrzebują czasu, potrzebują sobie przygotować grunt, wyobrazić sobie, jak miałoby wyglądać to nowe życie w cudzysłowie, czy to jest tak, że okej, podjęłam decyzję, koniec, idę za tym.

Za każdym razem jest inaczej, w każdym przypadku każdy musi podjąć swoją decyzję sam.

W moim to było tak, że ze względu też na troje dzieci, ja nie mogłam sobie powiedzieć, dobra, rzucić talerzem i wziąć walizek i wyprowadzić się z domu.

Ja uznałam, że ja muszę poczekać do końca roku szkolnego, do początku wakacji i wtedy to zrobię.

A w grudniu z kolei ty masz chyba urodziny, co?

No w każdym razie wtedy był listopad i ja dałam sobie czas do końca roku szkolnego, czyli do czerwca, czyli to było 8 miesięcy prawie.

I ja w międzyczasie postanowiłam przeprowadzić tą zmianę.

Wiesz, ja poszłam do psychologa, to była psycholog, na którą zwróciłam uwagę dwa lata wcześniej, ponieważ ona mówiła o bardzo dużym problemie w małżeństwach i który był moim problemem.

Więc ja pamiętam, ja wydarłam sobie te dwie kartki z magazynu zwierciadło i trzymałam je schowane.

I poszłam wtedy do niej i pamiętam, dlatego jak czasami jest ważne, bo to nie musi być psycholog, to może być przyjaciółka.

I ona mnie zapytała, czy jest coś, co chciałabym naprawić w swoim małżeństwie, żebym się za tydzień, na spotkanie za tydzień zastanowiła.

Ona mówi, to jest absolutnie konieczne, żeby przejść ten etap takiej weryfikacji.

I ja powiedziałam, że absolutnie nic już nie da się naprawić, że to już poszło tak daleko, że to jest nie do naprawienia i ja nie przyszłam tu po to, żeby się zastanawiać, tylko żeby zrobić to mądrze i spokojnie i w cywilizowany sposób.

Więc też to ci daje ta rozmowa z drugim człowiekiem.

I wystarczy, że to będzie kobieta, która cię rozumie, bo która też jest na przykład, wiesz, też jest matką albo też jest, nie musi być wcale w tym samym momencie, że też się rozwodzi, ale rozumie cię.

Dlatego my tak mówimy od początku istnienia ery nowych kobiet i w tych akcjach społecznych o posiadaniu takiej bliskiej relacji z kimś, do kogo masz zaufanie.

Nie ma nic bardziej wartościowego.

I to nie są takie sobie tam gadanie z Instagrama, tylko to jest zbazowane na bardzo poważnych badaniach neurobiologicznych i psychiatrycznych.

Rozmowa jest najwspanialszą biologiczną tarczą naszego smutku, kryzysu, wypalenia, samotności przede wszystkim, bo nie ma nic gorszego niż być samotnym w problemie.

Jeśli nie masz nikogo, ani jednej osoby, z którą możesz porozmawiać, to naprawdę jest problem.

Bo wtedy to będzie w tobie rosło.

Ta bezradność, bezsilność, poczucie porażenia.

Tak jak moja przyjaciółka mi kiedyś powiedziała.

Jak się dowiedziała, że wiesz co, oni mieli dwie córeczki i dowiedziała się, że jej partner...

ma synka, który się właśnie urodził niedawno, o czym nie wiedziała.

I ona powiedziała mi, mówi, wiesz co, przez wiele tygodni nie potrafiłam o tym rozmawiać, bo poczułam się, jakby mnie poraził prąd, albo poraził jakiś piorun z nieba.

Na mnie to wtedy, powiem ci, zrobiło ogromne wrażenie, bo to jest słowo...

które bardzo rezonuje z nami, bo my się też tak czasami czujemy, że coś, nie wiem, dostajesz, wiesz, po prostu jak pałą w głowę, pałką w głowę, jakąś, wiesz, wiadomość, która cię właśnie poraża.

Ale dlatego to jest tak strasznie ważne mieć kogoś bliskiego, bo nie ma większego faktora szczęścia niż bliska relacja.

Ale to też jest takie dość niepopularne podejście, czy niepopularna opinia o tym, że jednak ludzie się zmieniają.

I to nie tylko, znaczy pewnie bardziej, jeżeli masz 18 lat i wychodzisz zamoż, jesteś tak naprawdę dzieckiem jeszcze, jakby nie było.

Ale nawet jeżeli bierzesz ślub później, to tak sobie myślę, że...

że my jako ludzie się cały czas zmieniamy i oczywiście fajnie by było, żeby to była miłość czy związek dany raz na zawsze i na całe życie, bo trochę też dorastamy w tej takiej kulturze bajek, że to musi być na zawsze.

No ale czasami nie jest.

I ty też już kilka razy w wywiadach mówiłaś o tym, że

To jest też taki ogromny błąd, który gdzieś tam mamy, że postrzegamy rozwód czy rozstanie w tych takich kategoriach takiej największej porażki.

Ja mam wręcz wrażenie, że nawet jeżeli nie postrzegamy, to tak się oczekuje od nas, żebyśmy to tak postrzegali, że musimy mówić, że to jest po prostu największa porażka życiowa.

że coś się zawaliło i nie udało, prawda?

A tymczasem to w ogóle nie o to chodzi.

Po prostu pewien etap się zakończył.

I co prawda stanowczo za rzadko jest tak, że ludzie rozstają się w przyjaźni.

Przeważnie tak nie jest.

I szkoda, bo wiesz, mało kto sobie zdaje sprawę, jak strasznie toksyczne jest, jak strasznie trujące jest i obciążające,

niesienie takiego bagażu na sobie, czyjejś nienawiści, tego, że się będziemy teraz kłócić, o której godzinie odbierzemy dziecko, albo coś tam, będziemy zawalać się pretensjami i wściekłością.

A tymczasem to jest taka podwójna przegrana.

Taka gwarantowana przegrana dla obydwu stron.

Bo zło zawsze powoduje nieszczęście.

I zawsze gdzieś musimy wlec za sobą to nieszczęście, dźwigać, pomimo, że wszystko inne się układa, ale to zawsze jest taki straszny cień, który gdzieś nas powija i tak przybija i tak ciągnie w dół.

Więc powiem Ci, że te dwa programy edukacyjne, które teraz mamy napisane przez...

Zespół profesora Piotra Gałeckiego, psychiatry, konsultanta krajowego w dziedzinie psychiatry przez jego i jego zespół oraz Jacka Walkiewicza, psychologa i jednego z najsłynniejszych polskich mentorów, jeśli nie najsłynniejszego.

I powiem Ci, że jakbyś podsumowała ten program, Ania, on jest tak ludzki i tak przyjazny i mówi o jednej rzeczy, że nie ma większej inwestycji zdrowotnej i finansowo-gospodarczej dla każdego z nas i dla kraju niż życzliwość.

I to wiesz, mogłoby się wydawać takie może naiwne, ale to jest prawda.

A jednak mimo wszystko to jest takie trudne, albo wydaje się takie trudne czasami.

I nawet ta życzliwość czasami jest tak, mam wrażenie, dziwnie odbierana i się na ciebie może ktoś dziwnie spojrzeć.

Ja też patrzę z perspektywy jednak kogoś, kto tak jak już gdzieś tam wspomniałam, ja dziewięć lat mieszkałam za granicą i tam...

Mam wrażenie, ja nie mówię, że tam ludzie są bardziej życzliwi, ale trochę ten dystans jest często bardziej skracany niż u nas w Polsce, więc dla mnie to jest naturalne, że się do ludzi zagaduje, że można porozmawiać, że nie trzeba być na perpanie oczywiście w niektórych sytuacjach, tak, ale generalnie może i to jest coś, czego mi z perspektywy kogoś, kto mieszkał za granicą bardzo brakuje czasami tutaj.

Wyobraź sobie teraz taką sytuację.

Moja koleżanka była siedem lat w Europie w zarządzie bardzo dużej firmy.

I była tam na wspólnym Whatsappie przez te siedem lat z ludźmi z zarządu.

Którzy wymieniali się?

To był i zarząd, i rada nadzorcza, i ludzie, którzy ich wspomagali.

W związku z tym to było dobre kilkadziesiąt osób na tej grupie.

I ona mówi, że przez te 7 lat narracja tej grupy była mniej więcej taka, a może weźmy pod uwagę to, a to jest może gorzej, może lepiej zróbmy tak, a może to, a może tamto.

Raz, jeden, jedyny przez 7 lat trafiła się sytuacja, że ktoś się naprawdę wkurwił.

Ale też nie był chamski, tylko po prostu szczerze mówiąc akurat miał słuszne gdzieś, słuszne pretensje o coś, co się przydarzyło, ale z drugiej strony zostało to w sekundę naprawione.

I słuchaj, no i mówi teraz tak.

Od września jest w Warszawie, w Polsce.

I ma kolejną WhatsApp, kolejną grupę WhatsAppową wielkiej firmy, zarządu, na której ona mówi tak, jak znalazła się na tej grupie, wiesz, no nie była, jest nowa na niej, prawda, od tam dwóch miesięcy.

I ona mówi tak, jak zaczęła to czytać, to ona mówi tak, Boże, co tu się dzieje w ogóle?

Wiesz, my jednak porozumiewamy się bardzo agresywnym, niepotrzebnie w stosunku do siebie językiem.

My jednak mamy w sobie coś takiego, a ząb za ząb, oko za oko.

Ja nie wiem, co to jest, ale powiem Ci, że ta historia, którą ona mi teraz niedawno opowiedziała, dosłownie dwa tygodnie temu,

To mi tylko niestety udowodniła, że my naprawdę mamy bardzo dużo do przerobienia, że my mamy niepotrzebnie wobec siebie tyle złości, wobec samych siebie również.

Więc jest coś w tym, że brakuje nam naprawdę radości, że brakuje nam tego luzu.

I wiesz, zdajemy sobie sprawę, że historia naszego kraju była bardzo traumatyczna, ale są inne kraje, których historia również była traumatyczna, a nawet dwa w Europie są wskazane, których była jeszcze bardziej i pomimo to nie ma takiego poziomu smutku.

W związku z tym, zobacz, my mówimy o tym,

Żebyśmy się zmienili dla samych siebie.

My mamy, każdy z nas ma ten zasób.

Nikt tu nie mówi, również te nasze dwa programy nie mówią o tym, że mamy teraz iść na bardzo wymagający kurs, który teraz zajmie nam wiele miesięcy i że mamy za niego zapłacić i nie wiadomo co jeszcze zrobić, a potem jeszcze zdać egzamin może na koniec.

To jest w zasięgu naszej ręki.

Tylko najważniejsze jest, żebyśmy nie czekali, bo my bardzo często też czekamy.

Dobra, on się do mnie nie uśmiechnął, nic nie zagadał, to ja też nie będę nic mówiła.

albo mówił, no to w ten sposób nigdzie nie dojedziemy.

Ale żeby się nie bać, żeby być tym liderem zmiany, bo to jest wbrew pozorom olbrzymia zmiana, a naprawdę niewielki wysiłek, żeby wyciągnąć do siebie rękę.

żeby zagadać do kogoś w pracy, czy wśród jakimś środowisku, w którym najczęściej jesteśmy, a akurat najczęściej to jest w pracy, gdzie jest większość z nas przez większość naszego czasu.

Dlatego właśnie wystartowaliśmy z tą akcją razem z organizacją również pracodawcy RP.

pod patronatem Ministerstwa Zdrowia, pod patronatem Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej.

Właśnie dlatego, żeby zacząć od tych środowisk, które mają na siebie naturalnie szybki bardzo wpływ.

I to jest takie naturalne miejsce, gdzie najłatwiej i najszybciej odwrócić zjawisko samotności i wypalenia.

Znaczy to jest tak, że ty zawsze taka byłaś, w sensie taka nie wiem, doceniająca to, co masz, radosna, czyli jakby no sfokusowana też bardzo mocno na ludzi.

Teraz to jest dla ciebie bardzo ważne, ale z tego, co wiem, to kilka lat temu też.

Ale zastanawiam się, czy jak byłaś dzieckiem, to byłaś taka sama?

Bo jednak dużo mówi się o tym, że chcąc, nie chcąc, oczywiście ogromny wpływ ma to w jakim środowisku dorastamy, jacy są nasi rodzice, jaka jest nasza rodzina.

Na ile to było coś, czego ty się musiałaś sama nauczyć, a na ile to było coś, co dostało ci gdzieś dane i wdrożone przez twoich rodziców?

Wiesz co, ja zawsze miałam bzika na punkcie budowania plemienia gdziekolwiek nie byłam.

Jak byłam w przedszkolu, to miałam plemię w przedszkolu.

Jak byłam w szkole, to tak samo w liceum i tak dalej, na studiach.

I ja zawsze miałam coś takiego, że ja uwielbiam z ludźmi rozmawiać.

Ja po prostu jestem naprawdę zainteresowana, bez względu na to, z kim rozmawiam.

I zawsze tak było, pamiętam, od kiedy tam, nie wiem, od siódmej czy ósmej klasy szkoły podstawowej, kiedy pierwsze są już takie przebłyski na przykład sercowych problemów czy spraw, to zawsze jakoś wokół mnie się to działo i jakoś zawsze...

ludzie z mojej klasy czy z innej klasy zawsze jakoś tak przychodzili do mnie, bo ja też inicjowałam, wiesz, takie spotkania, rozmowy, po prostu...

dawałam w taki sposób zupełnie naturalny i też odostawałam to od wielu ludzi, żeby było jasne, takie bardzo duże poczucie troski, ciepła i zainteresowania.

Ja po prostu uwielbiam ludzi, uwielbiam ich słuchać.

Ja jestem naprawdę zainteresowana ich życiem i jak rozmawiam ze swoimi przyjaciółkami, to ja mówię do nich, ja mówię, Boże, jak ja nie wyobrażam sobie przyjaźnić się z kimś,

Kto tylko gadałby mi o tym, że był, tu byłam na lunchu, tu później na pilatesie, a wcześniej to byłam u kosmetyczki i tak dalej.

Ja mówię, słuchajcie, ja bym się wyrolowała, wymiksowała z takiej relacji w sekundę, bo po prostu byłaby tak płaska i nudna.

Ja nie mam nic przeciwko rozmawianiu, ja wręcz uwielbiam rozmawiać prawdziwie, tak szczerze o życiu.

I zawsze to miałam, ponieważ to też może wynikać z tego, że jestem jedynaczką, w związku z tym ja byłam samotna w domu, nie miałam nawet ani kota, ani psa, ani nic, co uważam było akurat dużym błędem i problemem dla mnie, ale dlatego też ja przyciągałam tych ludzi do siebie bardzo.

Ja po prostu, ja nie pozbywam się energii przy ludziach, tylko ją mnożę.

Ale też mówiłaś otwarcie o tym w którymś z wywiadów, że ty też wiedziałaś i obserwowałaś to już jako bardzo małe dziecko.

Ja z tym też mocno rezonuję z perspektywy dziecka, że twoi rodzice jednak byli zupełnie od siebie różni.

Może to też jest taki komponent tego, że jednak potem szukałaś

więzi właśnie z ludźmi, którzy są podobni, z którymi możesz się dogadać, że jednak, bo to było takie mocne, jak się słuchało rozmowy z tobą, że jednak już jako małe dziecko byłaś bardzo świadoma tego, że po prostu tam to nie do końca działa.

Tak, absolutnie, ale widzisz, w swoim małżeństwie ja nie umiałam tego zrobić przez wiele pierwszych lat.

W związku z tym bardzo często tak jest właśnie, że przechodzimy z jakiejś sytuacji, z której mimo, że zdajemy sobie sprawę, że jest wbrew szczęściu, popadamy w kolejną, ponieważ tak bardzo jesteśmy do tego przyzwyczajeni.

Ponieważ jest to niby nasza strefa komfortu.

Wbrew pozorom.

I bardzo często tak jest, że strefa naszego komfortu nie jest dobra i nie jest zdrowa.

Ale jesteśmy do tego tak przyzwyczajeni, do takiej jak gdyby walki z tym i do takiej codzienności, że jakbyśmy tego nie zauważali i przechodzimy z tym dalej.

Także często też tak jest, że

przemocowy dom przerasta, znaczy, że przemocowy dom ewoluuje w kolejny przemocowy dom, że dom alkoholiczny, gdzie problemem jest alkohol, przeradza się w kolejny dom, gdzie problemem również jest alkohol.

Zobacz, jak często się tak dzieje.

I u mnie też tak było, że moi rodzice na pewno nie byli ze sobą dopasowani.

Mieli zupełnie inne priorytety i zupełnie inną energię.

Mój tata na przykład lubił być sam, był totalnym introwertykiem.

Moja mama kochała ludzi, była ekstrawertyczką.

I ja powtórzyłam ten problem.

I ja powtórzyłam ten sam układ.

kochająca ludzi i w ogóle czerpiąca od ludzi energię, a mój mąż był zupełnie inny, a mój mąż wolał być sam.

Więc to już w zasadzie, powiem szczerze, to jest chyba, powiem ci Ania, największa różnica, jaka może być pomiędzy ludźmi.

Jeden lubi podróżować, drugi nie lubi, a jeden lubi muzykę poważną, a drugi lubi muzykę rockową, albo jeden lubi, nie wiem, góry, a drugi morze.

Ze wszystkiego można znaleźć jakiś konsensus, jakiś kompromis.

A z tego absolutnie nie da się znaleźć kompromisu.

Przynajmniej ja tak to widzę i ja tak uważam, bo zawsze ta jedna osoba będzie jednak cierpiała z tego powodu, że...

Albo jest samotna w związku, a potrzebuje zupełnie innej energii, albo ta introwertyczna będzie cierpiała, że ta, która wychodzi do ludzi i ciągle jest narażona na kontakty z innymi, co jest dla niej też ewidentnie trudne właśnie.

Powiem ci tak, gdybym miała agencję matrymonialną, a powiem ci bardzo, bym chciała mieć.

Ale to jest bardzo, powiem szczerze, to jest bardzo dobry pomysł na biznes w dzisiejszych czasach.

Znaczy ja uważam, że w ogóle agencje matrymonialne to jest genialny wynalazek.

Zawsze był i zawsze będzie.

No więc jak sobie czasami tak pomarzę...

Nie zrobię tego co prawda, ale gdybym miała agencję matrymonialną, to byłaby numer jeden rzecz, o którą bym pytała.

O stosunek do ludzi, o relacje z ludźmi.

To byłaby pierwsza taka ankieta, którą bym każdemu, bo wiesz, każdy ci powie, o lubię ludzi oczywiście, no bo raczej nikt nie powie ci, że nie lubi ludzi.

Ale to nie chodzi nawet o nielubienie ludzi, tylko o to, jak lubisz spędzać czas, czy na przykład rozmowa z kimś się męczy i mówisz sobie, Chryste, i teraz ja będę musiała z nią gadać o czymś.

Boże, ile ja się umęczę teraz, ile ja wywalić muszę z siebie energii, żeby to zrobić.

No to już jak się tak nastawiasz i taką masz po prostu energię i taki masz punkt widzenia, no to raczej nic z tego nie będzie.

Wiesz, to jest też ta historia o tym, że to przeciwieństwa się przyciągają, co...

z perspektywy czasu jednak sobie myślę, jest bardzo nieprawdziwym założeniem.

No właśnie, zależy jakie.

Zależy od tego oczywiście, jakie kto ma oczekiwania względem danej relacji, bo jak tam to ma być romans na chwilę, to mogą się i przeciwieństwa przeciągać.

Ale jeżeli mówimy o wieloletnim związku, w którym chcemy coś budować, no to jednak to jest moim zdaniem bardzo przekłamane stwierdzenie.

Bardzo przekłamane i też w nie kompletnie nie wierzę.

I tak samo jest z przyjaźnią.

Zobacz.

Przecież nas muszą właśnie łączyć rzeczy.

Musimy, no powinniśmy lubić większość tych samych rzeczy.

I to już nie mówię o tym, że ktoś lubi robić na drutach, a ktoś inne na szydełku, bo to jest mało istotne, ale...

przyjaźń, w ogóle, zobacz, filary takiej trwałej, bliskiej i szczęśliwej więzi, nie, no to w ogóle nie ma opcji, Ania, no musimy lubić to samo, no.

Musimy mieć ze sobą wiele wspólnego.

No, chociażby, wiesz, później jest kultura, tradycja, religia.

Jak ja byłam po, jeszcze zanim poznałam swojego kolejnego męża i byłam już po długim, po bardzo długim związku ze świętej pamięci Janem, to tak sobie później pomyślałam, gdybym teraz miała mieć, i siedziałam ze swoją przyjaciółką, słuchaj, w Londynie, ona też Polka, od wielu lat mieszkająca tam, i ja mówię, wiesz co, ja to jednak bym chciała mieć Polaka.

Bo wiesz, znamy wielu znajomych, wielu mężczyzn, którzy są Włochami, Anglikami, Amerykanami, ale czegoś mi tu brakuje.

Bo nie do końca będziemy w stanie się śmiać z tych samych rzeczy.

Nasza rzeczywistość, nasze wychowanie, wiesz, jak ja pamiętam doskonale 89. rok, pamiętam komunizm, pamiętam kolejki po papier toaletowy i pod paski i tak dalej.

I już nie mówię o delicjach, ptasim mleczku, mandarynkach i innych tego typu rzeczach.

I tak sobie pomyślałam, jak ja mogę się zrozumieć z kimś, kto został wychowany na przykład w Mediolanie i nigdy w życiu nie przeszedł po prostu tego i nawet nie ma do tego takiego śmiesznego dystansu, trochę jak z misia.

Albo z nielubie poniedziałków.

I tak mówię do niej, wiesz co, Bianka?

Ja absolutnie jednak chcę mieć męża Polaka, czy tam faceta Polaka, bo już znam tak duże międzynarodowe, jakiś tam międzynarodowych ludzi, którzy pochodzą z różnych miejsc.

Ja zdecydowanie muszę mieć kogoś, kto to rozumie.

I ona powiedziała mi, wiesz, tyle lat jestem w Londynie, wcześniej mieszkała jeszcze w innych miastach, praktycznie w Polsce mieszkała, tylko jak była tam do osiemnastego roku życia.

I powiedziała mi, ja mówię, ja dokładnie to samo.

Więc wiesz, więc jednak widzisz, jest coś takiego, że masz wspólne korzenie.

To znowu są te podobieństwa.

Ale życie często ci mówi, sprawdzam i ci daję zupełnie inaczej, bo ja zawsze mówiłam mieszkając za granicą, że ja na pewno nie będę miała męża Polaka, po czym oczywiście mam męża Polaka, więc czasami jest tak, że... No właśnie.

Szczególnie jak powiesz coś na głos.

Wierzysz w takie rzeczy, że... Totalnie.

To jest różnie, bo czasami jest tak, że jak powiesz, to się dokładnie to sprawdzi, a czasami celowo twoje życie ci da jakąś taką dziwną, zupełnie odwrotną analogię, która nie wiesz, po co się pojawia.

Mój mąż na przykład właśnie nie jest Polakiem, ale z kolei mieszka 28 lat w Polsce, więc w zasadzie praktycznie prawie całe swoje dorosłe życie, więc jakby był Polakiem.

I jeszcze w dodatku pisał, wyobraź sobie w szkole, jak miał 12 lat

bo jego to bardzo fascynowało, o Solidarności Lechowa Łęsie.

No więc, wiesz, praktycznie jakby był Polakiem.

W ogóle to, wiesz, praktycznie jak przeznaczenie.

Pieniądze.

Pieniądze to jest taki temat, który jest dalej mimo wszystko gigantycznym tematem tabu.

To stwierdzenie, pieniądze szczęście dają, to jest w ogóle, jak ja czytam to na twoim Instagramie, to mi to daje szczęście, że ktoś to...

w ten sposób sformułował, bo jednak przyjęło się na odwrót.

że właściwie nawet nie wypada powiedzieć, bo to często pada w różnych rozmowach, szczególnie z osobami bardziej i mniej majątnymi, nieważne, czy pieniądze dają szczęście.

Rzadko kiedy w ogóle słyszałam taką odpowiedź, tak, dają, prawda?

Zazwyczaj, jeżeli już, to jest jakaś oczywiście elaboracja, no i okej, ja się z tym zgadzam, ale co do zasady pada odpowiedź, że nie, nie dają.

No i powiem ci, że to jest tak bardzo kontrowersyjny temat, że za każdym razem po prostu rozwala internet.

Otwiera się puszka Pandory.

Dokładnie, otwiera się jakaś po prostu bomba i wiesz, my nie mówimy, że pieniądze szczęście dają, bo się nas posądzi o to, że jesteśmy materialistami i że jesteśmy tak już głupi i płytcy, że tylko o tych pieniądzach myślimy.

No to jest tak po prostu bez sensu, że mówi się, nie, wszystko inne jest ważne, miłość, zdrowie.

Ja mówię, zdrowie na pewno jest najważniejsze, ale zapytaj jakąkolwiek matkę chorego dziecka, czy pieniądze nie są dla niej ważne.

I zobaczysz, co ci powie.

I powiem Ci, że oczywiście jest tysiąc różnych teorii na ten temat, że pieniądze szczęścia nie dają, bo znam wiele ludzi, którzy są bogaci i nie są szczęśliwi.

No ja też znam wiele takich ludzi, ale to o niczym nie świadczy, bo ja również znam wiele ludzi, którzy są młodzi, zdrowi bardzo, silni, piękni i też nie są szczęśliwi.

I to znaczy, że co?

Młodość, zdrowie i siła to nie jest szczęście?

To znaczy, że to jest niepotrzebne?

Prawda jest zupełnie inna.

Nic nie przyniesie nam szczęścia, jeśli tego nie doceniamy.

Albo jeśli mamy na tym punkcie obsesję albo złe intencje, to wtedy na pewno nam to nie przyniesie szczęścia.

Natomiast, wiesz, jak od samego początku ery nowych kobiet ja też zobaczyłam, jakie są dwa dziewczyn największe problemy.

Pierwszy to była właśnie samotność spowodowana lękiem, co o nich kto powie i powiedziały, że największym ich problemem jest to, że są najczęściej krytykowane w swoim środowisku.

Czasami w rodzinie to dotyczyło mikro, makro problemów, to nie ma znaczenia, więc to była pierwsza rzecz.

A druga rzecz, on nigdy nie używały słowa pieniądze, ale bardzo często mówiły tak, nie stać mnie na to, nie mogę sobie pozwolić na to i na to, nie mogę.

I wiesz, bardzo często to był drugi problem, to była niezależność finansowa.

To był problem również przemocy finansowej, którego również nie nazywały w ten sposób.

W związku z tym...

Niezależność finansowa, w ogóle pieniądze, przecież to jest, zobacz, jaki to jest olbrzymi faktor poczucia bezpieczeństwa, niezależności, wolności wyboru i decyzji.

I wiesz co, kiedyś mieliśmy taki ogromny wykład, zaprosił mi profesor Bodnar na SWPS-ie.

Dopiero co miałam z nim rozmowę.

A no widzisz, no więc była olbrzymia sala z kilkaset osób.

I ja powiedziałam, ja mówię, słuchajcie, to jest bardzo proste.

Powiedzmy, mówimy, nieważne czy to jest dziewczyna czy chłopak, ktoś przenosi się z małego miasta do dużego, bo przeważnie tak jest w sprawie pracy, kariery, ułożenia sobie nowego życia.

Nie ma miłości, no bo nie ma, nikogo nie zna jeszcze, jest sam.

Nie ma rodziny, bo ta rodzina została gdzieś daleko.

Rodzinę ma na telefon tylko i wyłącznie.

Nie ma jeszcze mieszkania, to nie ma znaczenia, ale nie ma teoretycznie miłości, partnera, partnerki, a może przez lata jej nie będzie mieć i nie ma rodziny.

Ale da sobie radę, bo to wszystko do niego przyjdzie.

Jeśli będzie mieć pieniądze.

Jeśli będzie mieć pieniądze na to, żeby przeżyć.

Bo do przeżycia w tym momencie ta miłość i rodzina na dany moment nie jest mu potrzebna.

Tylko potrzebne są pieniądze do tego, żeby móc żyć w danym miejscu i nieważne w jakim.

Żeby musi zacząć pracować, żeby zarabiać pieniądze, żeby się utrzymać i potem już cała reszta przychodzi.

przychodzi i miłość, i przyjaźnie, i z rodziną się też jest w stanie częściej widzieć.

I to jest właśnie, to jest dokładnie ten taki bardzo prosty przykład i bardzo, bardzo popularny.

Kiedy przenosimy się życiowo z jednego miejsca do drugiego i nie mamy właśnie jeszcze swoich ukochanych, nie mamy jeszcze przyjaciół, nie mamy swojego takiego, takiej swojej sieci bezpieczeństwa, ale mamy pieniądze i stać nas na to, żeby przeżyć.

Więc to jest, wiesz, tak dla mnie oczywiste i tak ważne i mało tego, to jest też ogromne poczucie naszej godności, że nie musimy się nikogo o nic prosić, że...

możemy same decydować o czymś, sami, no bo najczęściej jednak zależność finansowa niestety dotyczy kobiet, nie ma się co tu oszukiwać, to jest oczywiste.

Więc no to jest, znaczy pieniądze to jest temat rzeka i zresztą nie wiem, czy sobie przypominasz, ostatnio też był taki

słynny, niesłynny cytat, że wiesz jaki?

Tak, bieda to stan umysłu, co jest po prostu, co brzmi strasznie i okrutnie, ale ja zabrałam w tej sprawie głos i powiedziałam, bieda to stan umysłu, w którym nie ma miłości, troski i bliskości.

ale oczywiście cytowana była tylko połowa tego zdania.

I ja nie wierzę, że ktokolwiek w tej rozmowie powiedział to, w tej oryginalnej rozmowie, powiedział to po to, żeby zrobić innym przykrość, czy żeby być okrutnym właśnie, czy żeby kogoś upokorzyć.

To jest po prostu takie bezmyślne powiedzenie, które po prostu tak chlapnięte jest bardzo, może być surowe i potwornie kontrowersyjne i właśnie okrutne.

I dlatego powinniśmy unikać takich stwierdzeń totalnie, dlatego że one mogą komuś podciąć skrzydła i mogą kogoś po prostu bardzo urazić i bardzo zranić.

A tymczasem bieda w głowie to jest zupełnie co innego niż stan kasy.

Bo ja, uwierz mi Ania, znam kupę ludzi, którzy mają mnóstwo kasy i biedę w głowie właśnie.

Nie, no to ja trochę też takich znam, ale myślę sobie, że tak, o ile tamten cytat był bardzo nietrafiony, aczkolwiek myślę, że jakby tam...

można było dopisać, gdyby te osoby, które go wypowiadały, mogły dopisać do niego gwiazdki, to by pewnie to zrobiły, tylko to zostało tak wycięte, jak zostało.

Natomiast myślę sobie, że jednak to nie jest kwestia nawet, że bieda to stan umysłu, tylko to, że my tak negatywnie cały czas myślimy w ogóle o pieniądzach, bo nawet te wszystkie stwierdzenia, które ty podałaś, typu, że nie stać mnie, to jest wszystko w takim...

bardzo priorytywnym mimo wszystko postrzeganiu pieniędzy.

Zresztą nawet te wszystkie nagłówki, które zawsze ja to z takim lekkim uśmiechem obserwuję, pojawiają się na jakichś takich plotkarskich stronach typu osoba XYZ idzie z torebką za 200 tysięcy wysiadając z Mercedesa za pół miliona złotych.

To jest przecież wszystko w takim...

negatywnym wydźwięku o pieniądzach.

Więc jak my myślimy z drugiej strony, ja jestem ostatnią osobą, która wierzy w rzeczy typu potęga podświadomości, ale jeżeli my o pieniądzach myślimy tylko i wyłącznie źle i negatywnie i na dodatek jeszcze na przykład, że na nie nie zasługujemy, to jest idealny przykład z mojej terapii z zeszłego tygodnia, byłam u swojej psychoterapeutki i ona mówi do mnie, no ale pani Aniu, co by się wydarzyło, gdyby pani teraz znalazła się w tym miejscu finansowym, w którym pani była

jak pani mieszkała w Londynie, gdzie tam musiałam wybierać, czy jeździć metrem, czy jeść.

No było bardzo źle.

I jak ona mi, słuchaj, zadała takie pytanie, to dla mnie to była taka abstrakcja.

Ja powiedziałam, no ale nie ma takiej możliwości.

W sensie to jakby teoretyz... To jest dla mnie tak abstrakcyjna sytuacja, to się nigdy nie wydarzy, ja nie jestem w stanie sobie dzisiaj tego wyobrazić.

Ale przez to, że ta narracja jest taka negatywna dotycząca pieniędzy, no to też...

Często my dlatego tych pieniędzy nie mamy, no bo postrzegamy je jako coś złego.

I często właśnie nie cieszymy się z sukcesu.

I często właśnie jak ja rozmawiałam ze swoją, wiesz, koleżanką, która jest mentorem biznesu, ona mówi, nie masz pojęcia jak często kobiety krępują się właśnie tego, co mają, na co same zarobiły i sobie zasłużyły.

krępują się, ukrywają różne rzeczy przed innymi, żeby broń Boże nie byli właśnie zazdrośni.

I dlatego my tak się ściągamy wszyscy w dół, bo tak bardzo też mówimy, zobacz, powtarzamy to, to jest już po naszych babciach i tak dalej, prababciach, odkładamy na czarną godzinę pieniądze.

Zamiast powiedzieć, odkładam na życie.

I wiesz, bardzo często umniejszamy sobie.

Ktoś mówi, oj, masz coś ładnego na sobie.

Tak, żeby tylko, brońcie Panie Boże, ten ktoś nam nie zazdrościł.

I tymczasem, słuchaj, my, wiesz co...

Zobacz, dostosowujemy się do ludzi, którzy chcą źle przez to, zamiast dostosowywać się do tych, którzy chcą lepiej dla nas.

I kiedyś byłam na świetnym wykładzie psychologa, który powiedział, słuchajcie, jest coś takiego w psychologii, co się nazywa efekt Homara.

i ja nie wiedziałam, co to jest, a on mówi, słuchajcie, to jest dokładnie to samo dotyczy ludzi i życia we wspólnocie i w ogóle jakiejkolwiek wspólnocie, czy w pracy, czy wśród zespołu jakiegoś, nie ma znaczenia.

Mianowicie, homary mają to do siebie, że są trzymane, to jest w ogóle straszne dla mnie.

We wrzonku.

Nie, ale są trzymane w terrarium, na przykład w restauracjach, czy gdzieś tam, które jest otwarte.

Nie ma sufitu szklanego, tylko jest otwarte.

A dlaczego?

Dlatego, że jak homary widzą, że jeden z nich wspina się i udaje mu się wychodzić na zewnątrz, to inne rzucają się na niego i ściągają go w dół.

I to jest właśnie ten efekt, że to, że my sobie umniejszamy i nie cieszymy się swoim sukcesem i nie celebrujemy, bez przerwy tak jest, i bez przerwy ktoś mówi, nie, nie, ja sobie nie zasługuję na taki event, albo na taką celebrację, albo na takie, nie wiem, na toast sobie nie zasługuję, nie, nie, lepiej o mnie nie mówcie, to właśnie dlatego, że się dostosowuje do tych istot, które chcą go ściągnąć w dół.

I to jest ciągle nasz błąd.

A są takie rzeczy, na które nigdy nie żałujesz pieniędzy i po prostu to jest dla ciebie absolutna przyjemność, żeby sobie coś kupić takiego właśnie?

Wiesz, po pierwsze nie żałuję nigdy pieniędzy na to, żeby pójść gdzieś razem i w ogóle zaprosić swoje przyjaciółki, no na przykład chociażby do Londynu i nie wiem, i spędzz nimi czas.

Ona to nigdy nie żałuje pieniędzy i to jest w ogóle najwspanialsza, najwspanialszy prezent i dla mnie i dla nich.

W ogóle dawanie czegoś komuś jest cudowne.

Powiem ci szczerze, ja w ogóle sobie nie żałuję.

I słuchaj, ja miałam taką cudowną swoją przyjaciółkę, jak jeszcze w dawnych, dawnych czasach, gdzie naprawdę nie mogłam sobie na wiele rzeczy, na bardzo wiele rzeczy nie mogłam sobie pozwolić.

Wiesz, ja przez długi czas też żyłam z ołówkiem w ręku, ja znam to uczucie, ja też w Excelu sobie swoje wydatki rozpisywałam i nie ma w tym nic z...

nadzwyczajnego, każdego z nas gdzieś to dotyczy na pewnym etapie życia, bez względu na to, jakich to dotyczy też rzeczy, bo nikt z nas nie jest taki, że z czegoś nie musi zrezygnować, że gdzieś nie musi wybierać.

No jeden zrezygnuje z kupienia prywatnego samolotu, drugi musi zrezygnować z czegoś bardzo potrzebnego.

Natomiast, ale tak jest i my tej też rzeczywistości nie zmienimy.

Ja miałam taką, słuchaj, miałyśmy ze swoją przyjaciółką taką tradycję, że ja dzwoniłam do niej i mówiłam tak, Marta, kupiłam sobie tą bluzkę i teraz żałuję.

Wiesz, mam wyrzuty sumienia.

No nie, no powinnam to przeznaczyć na coś ważniejszego.

A ona mówi, no ale wszystko, co miałaś zrobić, jest zadbane?

Ja mówię, no jest, no ale jednak powinnam te pieniądze odłożyć.

kiedy jak nie teraz.

I ona słuchaj, zawsze miała dla mnie tą samą odpowiedź.

Ja widziałam, dzwoniąc do niej, że ona mi to powie, ale ona to mówiła tak szczerze.

Ale zobacz, jak ty się tym będziesz cieszyć.

Jak to będzie fajne.

I ja wiem jedno, że po prostu jak już coś mamy, jak już po coś idziemy, to nie żałujmy.

To już nie róbmy z tego dramy.

To jest tak jak, wiesz, bardzo często jest tak, że

zjadłam trzy delicje, no i po cholerę ja je zjadłam.

I teraz będę musiała je trawić, a mogłam ich nie zjeść.

No i po co tak gadać, skoro one już są zjedzone.

Też potrzebuję takiej przyjaciółki, bo jak wczoraj zerknęłam, ile kosztują te nowe szpilki od YSL, to było 1800 euro, to nawet ja byłam w lekkim szoku, bo mówię, nie no.

To jeszcze jest... Przegięcie.

Nie, lekkie przegięcie.

To takie z tym takim dziwnym przodem, szpicem, które teraz są bardzo, bardzo modne.

No w każdym razie, no to takie przyjaciółki trzeba mieć.

To zawsze jakby, co możesz do mnie zadzwonić.

Dobrze, to ja będę do ciebie.

Od teraz możesz dzwonić do mnie.

Mimo się załamię.

Inwestowanie, to jest drugi taki w ogóle temat, którego kobiety właściwie nie poruszają, aczkolwiek powiem ci szczerze, że ostatnio też dostaję dużo takich pytań, co jest dużą nowością i tak do końca nie wiem dlaczego, bo się jakoś specjalnie w tym temacie nie wypowiadam.

Myślisz, że kobiety coraz częściej myślą też w tych kategoriach inwestowania i nie tylko inwestowania w postaci...

kupienia mieszkania, ale też innych form inwestowania swoich pieniędzy?

Zdecydowanie tak.

To jest bardzo jeszcze proces, powiedziałabym, początkowy.

Dlatego, że inwestycją ogromną też jest pójście na jakiś kurs albo zmiana zawodu.

Przecież to jest największa inwestycja.

Bo wiesz, dziewczyny bardzo często myślą w tych kategoriach, no dobrze, inwestowanie to już trzeba mieć minimum milion złotych na przykład.

A tymczasem inwestowanie to jest też czasami inwestowanie w relacje.

Bo zobacz, na przykład bardzo często u nas dziewczyny w erze nowych kobiet łączą się ze sobą i robią wspólne inwestycje polegające na bardzo drobnych rzeczach.

jedna ma jakiś mały lokal, druga ma talent, trzecia ma jakieś oszczędności.

I zobacz, wtedy we trzy one otwierają cukiernię, bo nagle każda z nich ma jakiś asset, każda z nich ma coś do zainwestowania.

Jedna ma czas, druga ma pieniądze, trzecia ma umiejętności, czwarta właśnie lokal, czy cokolwiek innego by to nie było.

Tak powstają startupy w ogóle na całym świecie, a my w Polsce jeszcze jesteśmy mało odważni.

Jeszcze to jest cały czas wydaje nam się, że to nie wiadomo już czego potrzeba, a tymczasem zobacz, czasami zainwestowanie w siebie, w relacje z kimś, kto ma też jakiś zasób i łączymy te zasoby, to powoduje najwspanialszą inwestycję.

Ale widzisz, to też jest o pewności siebie, bo znowu nawet ja mówiąc o inwestowaniu, jak mówiłam, zadając pytanie, też miałam na myśli pieniądze.

A to, co ty mówisz, to są takie zasoby, które każdy z nas jakieś ma.

To nie jest tak, że każdy z nas ma jakieś tam umiejętności.

I to trochę jest też oczywiście o odpowiednich okolicznościach, no bo teraz trzeba się znaleźć w odpowiednim miejscu, w odpowiednim czasie i spotkać odpowiednich ludzi.

Ale to jest ciekawe, że te zasoby to wcale nie muszą być kwestie finansowe.

I to tutaj na przykład mój bardzo dobry, mój przyjaciel Tomek tak często mówi, mówi, wiesz, ja wydaję dużo na przykład na nauczanie się, na naukę języków, bo ja inwestuję w siebie.

I to są, a to nie są miliony, bo wiesz, dzisiaj, żeby się nauczyć języka, to możesz się go nauczyć w aplikacji i to są naprawdę niewielkie koszty.

To tylko chodzi o zaangażowanie i twoje dobre intencje.

To jest tak jak z naszym programem, słuchaj, z tymi dwoma programami, które od kilku dni są dostępne online, bezpłatnie dla wszystkich.

I co ja teraz słyszę?

Słyszę, no tak, ale czy ktoś będzie miał czas, żeby to przeczytać?

Ja mówię, no nie, no kochani, jeżeli jest coś dostępne, bardzo życzliwie i po ludzku napisane, czyli bardzo zrozumiałe, jeśli jest realne, masz to na wyciągnięcie ręki bezpłatnie.

ale nie dasz swojej uwagi i chociaż trochę czasu, żeby to przeczytać i przemyśleć, to nie ma co oczekiwać cudów.

To też jest inwestycja, żeby coś wziąć i przeczytać, zastanowić się nad tym, odpowiedzieć sobie na jakieś pytania.

I powiem Ci, że ostatnio zapytała mnie taka młoda dziewczyna, co w dobie dzisiejszych, co w dzisiejszych czasach, kiedy ludzie osiągają takie niesamowite rzeczy, co jest takim osiągnięciem, co można by było zrobić?

A ja mówię, słuchaj, dzisiaj nie ma większego osiągnięcia niż mieć balans w głowie.

Nie ma większego szczęścia i większego sukcesu niż być szczęśliwym.

Też jest taki pewnie duży błąd, że jak ktoś myśli, szczególnie w kategoriach jakiegoś takiego pierwszego swojego biznesu, to myśli, że to musi być coś tak skrajnie innowacyjnego, innowatorskiego, że to muszą być te przysłowiowe zapałki, które ktoś kiedyś wymyślił i coś, co nie istnieje.

To też już nie jest chyba dzisiaj prawda.

Wbrew uzorom ja mam wrażenie, że naprawdę, chociażby sobie myślę o markach kosmetyków, jest ich już pierdyliard za przeproszeniem, a dalej powstają nowe i dalej odnoszą ogromny sukces.

I to jest też chyba taki błąd, że my cały czas chcąc coś nawet zacząć, mamy takie poczucie, że to nasz pomysł jest głupi, to nie jest nic nowego, to już było, dokładnie.

No to wiesz, najprościej podać taki przykład z dziedziny mody, chociażby.

projektujesz spodnie.

No ale już milion razy ktoś wymyślił spodnie, bo faceci na przykład chodzą w spodniach, a kobiety teraz w większości albo w dużej części też.

No i co z tego?

No ktoś wymyślił spodnie, ktoś wymyślił już kiedyś spódnicę, albo bluzkę, albo marynarkę.

To znaczy, że ty nie wymyślisz kolejnej?

No właśnie okazuje się, że można wymyśleć kolejną i ona jest też potrzebna.

To jest taki najprostszy przykład, który właśnie to, że ktoś wymyślił już kiedyś szminkę, krem albo perfumy, to nie znaczy, że nie można wymyśleć kolejnych, nowych i jeszcze lepiej.

A wracając i podsumowując wszystkie inwestycje,

To numer jeden dla mnie inwestycją w życiu i w biznesie, za każdym razem odpowiadam tak samo na to pytanie, jest życzliwość.

Bo jak jesteś otwarta, życzliwa, dobra, to też wspaniali ludzie do ciebie przychodzą, to przychodzą też do ciebie pomysły.

Bo prawdą jest, że jak jesteś szczęśliwa, otwarta...

czujesz, że życie nie tylko musi mieć sens i cel, ale być też przyjemne, przychodzi do ciebie o wiele więcej.

Ludzie się do ciebie lgną, bo ty jesteś taką, wiesz, dobrą energią i to nie jest żadne tutaj ezetoryczne pieprzenie, wiesz, głupot, tylko to jest absolutna, neurobiologicznie potwierdzona prawda.

No tak, no bo znowu spędzanie czasu z innymi ludźmi też znowu może być tym tak zwanym asetyst.

To jest w ogóle śmieszne, bo jak ktoś kiedyś słuchał moich podcastów, powiedzmy trzy lata temu, czy pewnie dwa i pół roku temu, bo pewnie tyle czasu mniej więcej jest mój podcast gdzieś tam w przestrzeni, to ja byłam dokładnie tym człowiekiem, który uważał, że ja właściwie nie potrzebuję za bardzo nikogo.

W sensie, no mam swojego męża, on jest moim najlepszym przyjacielem, mam córeczkę i ja właściwie jestem tym takim introwertykiem, któremu nie jest po prostu tak dobrze.

I potem zaczęłam prowadzić podcasty.

I to był taki w ogóle największy, to było największe odkrycie właściwie prowadzenia podcastów, to jest...

Ile ludzi i ile relacji ja stworzyłam, spotykając się z ludźmi, z którymi nigdy w życiu bym się nie spotkała, pewnie w innych okolicznościach, raczej nie.

I jak bardzo to mi dużo dało przeróżnych umiejętności, tak?

Coś, co kiedyś uważałam, że w ogóle nie jest mi potrzebne, a teraz...

Uważam, że jest największą wartością, którą mi te rozmowy dzisiaj dały, już abstrahując od oczywiście treści, które, wiesz, pochłaniam codziennie bardzo różnych ciekawych treści.

Więc te relacje i też to, z kim spędzamy ten czas, to też jest jednak...

To jest najważniejsze, bo zobacz, w ogóle psychologowie mówią, że jesteśmy sumą pięciu osób, z którymi najczęściej przebywamy.

I teraz wyobraźmy sobie, że połowa tych osób, albo nawet jedna, jest kimś strasznie toksycznym, kto nam truje życie.

No to zobacz, ile jesteśmy słabsi, ile jest nasze życie ciemniejsze, ile więcej smutku mamy w sobie.

Tak jak jestem, ale czasami wiesz, nie jesteśmy w stanie oczywiście tego uniknąć, bo jest to osoba niestety tak na tyle gdzieś powiązana, że nie jesteśmy w stanie się od tego odciąć.

Ale jednak takie neutralizowanie sobie tego w głowie, trudno, to jest jego lub jej problem, to nie jest mój problem.

Ja nie mam na to wpływu i przestaję się tym przejmować.

To jest trochę, wiesz, to jest tak jak mówi dzisiaj Mel Robbins w swojej książce Let Them, że nie mam, nie kontroluję tego.

Ktoś ma w sobie mnóstwo zła, pretensji, chce być ofiarą i chce zwalać na wszystkich winę za wszystkie niepowodzenia.

Pozwól im.

I bardzo dużo, naprawdę szczęścia można się nauczyć.

Życzliwość to jest również uczenie się szczęścia.

I takie przyzwolenie, że jeżeli ktoś nie jest w stanie się rozwijać tak mądrze i dobrze jak ty i tak szybko,

Ktoś jest inny, ktoś jest właśnie albo introwertykiem, albo jest po prostu złośliwy i lubi to.

Oczywiście.

Ale najważniejsze jest, żeby tego tak strasznie nie przeżywać.

Bo jest taka świetna teoria, że 10% to wydarzenia, które się wydarzają w naszym życiu, jakieś fakty i okoliczności, a 90% to jak na nie reagujemy.

I nie zawsze daje się tą teorię zastosować, bo czasami zdarza się nieszczęście albo choroba twojej bliskiej osobie.

To tak jak moja mama była niedawno bardzo chora i mnie to zmiotło i w tym momencie na jakiś czas i w tym momencie umówmy się, oka dupy potłucną takie teorie, bo mówisz sobie, no nie no, no już bez przesady, po prostu nie jesteś w stanie na to nie reagować i nie być nieszczęśliwa i nie obciążać się tym, ale działasz, pomagasz.

Natomiast prawdą jest, że jeżeli jest to taka długotrwałe, jeżeli rzeczywiście nie masz na to do końca wpływu, bo widzisz, że ktoś za wszelką cenę chce cię ranić, albo chce być złośliwy, albo chce być nieszczęśliwy i zły, to trzeba w sobie zdetonować, wiesz co, takie...

przeżywanie i właśnie to, co ta osoba chce osiągnąć, bo chce cię ściągnąć w dół.

To jest bardzo poważna lekcja dla każdego z nas do przerobienia, bo czasami nawet nasi rodzice potrafią być toksyczni, czy... Wiesz, to bardzo często nawet.

Właśnie, ale tak zostali wychowani, może też byli kiedyś nieszczęśliwi i tak dalej, i tak dalej.

Nie chcę tu się teraz, wiesz, udawać terapeuty, to nie o to chodzi, ale wiem na pewno,

że neutralizowanie sobie w głowie czyjejś zazdrości, czyli właśnie tego numer jeden problemu, który mają kobiety w sobie, o którym myślą, neutralizowanie w sobie tego negatywnego odbioru nas jest jedną z najważniejszych rzeczy w celu osiągnięcia szczęścia.

Bo i tak zawsze będzie ktoś, kto będzie przeciwko, a najważniejsi są ci, którzy są za.

Czyli to faktycznie jest tak, że ty się nie przejmujesz opinią ludzi, którzy w twoim życiu nie mają większego znaczenia.

W sensie twoich jakichś takich bliskich ludzi, których oczywiście ich opinia zawsze będzie ważna.

Opinią bliskich się bardzo przejmuję, ale to też w tym momencie, jeżeli ktoś stale chce dla mnie źle, to już nie jest mi bliska osoba.

Ale to nie są bliscy mi ludzie.

Tak, no ale jakby, bo trochę mówiłyśmy o tym hejcie, ale jakby to mnie zastanawia i to dużo osób się z tym zmaga też w mniejszym kalibru oczywiście, na przykład, nie wiem, w swoim najbliższym otoczeniu.

Niekoniecznie to musi być na Instagramie.

że jak się nie przejmować, jak się nie przejmować tym, co myślą właśnie tacy przypadkowi ludzie, bo to okej, to może dotknąć przez pierwsze kilka sekund, jeżeli ktoś ci coś powie tam niemiłego, natomiast ja mam wrażenie, że ludzie cały czas szukają takiej recepty na to, jak się nie przejmować tym, że ktoś myśli o nas źle.

A szczególnie ci młodzi ludzie, ci bardzo młodzi, to nawet już takie dzieci, widzimy jak straszne piętno na nich wywarło jednak komentarze online, posiadanie social mediów, jak strasznie dużo zła z tego wyniknęło.

Ale z drugiej strony tak, po pierwsze to nie zniknie.

Internet też nie zniknie, ani social media.

W związku z tym najwyższy czas.

I to powinno być już, to powinien być jeden z przedmiotów w szkole.

W szkole, oczywiście.

Żeby naprawdę detonować w sobie to straszne zranienie, które mogą przynieść inni, a inni je przynoszą tylko dlatego, że sami są albo słabsi, albo głupsi, niestety, bo ktoś, kto rani innych w przestrzeni publicznej, no przeważnie jest niestety słaby, głupi w głowie.

I to nie jest iloraz inteligencji.

To jest życiowa głupota, bo wiesz, między ilorazem inteligencji i wykształceniem, a mądrością życiową, to są zupełnie kompletne inne rzeczy.

W związku z tym każdy, kto rani, jest głupi i słaby.

I facet, który znęca się nad kobietą, czy stosuje wobec niej przemoc, jest też głupi, słaby i nie ma jaj.

Tak samo to dotyczy kobiet.

W związku z tym, tylko wiemy, że częściej to zjawisko dotyczy słabszych, a nie odwrotnie.

Natomiast każdy, niestety, jest złoczyńcą w tym momencie.

I sieje zamęt, i sieje ferment, i sieje zło.

I to jest tak ważne, żeby zdać sobie sprawę, że zawsze tak będzie, że będzie jakaś niestety część patologii i część takich radioaktywnych odpadów, niestety tak to nazwę, ponieważ ludzie, którzy tak strasznie życzą innym źle, tak ich nazywam i w ogóle się jak gdyby nie krępuje nazwać tego tak bardzo źle.

Bo musimy sobie też zdać sprawę z tego, że ludzie, którzy życzą nam dobrze, albo mówią o nas dobrze, albo pomyślą dobrze, nie napiszą tego komentarza.

Bo niestety te złe uczucia są o wiele bardziej aktywne niż te dobre.

W związku z tym ci złośliwi, jak już jest udowodnione, to jest ta sama grupa ludzi gotujących się tam ze sobą.

które pod różnych kąt piszą te fatalne komentarze i mówię to teraz nie na swoim przykładzie, bo ja w ogóle nie czytam komentarzy, tylko na przykładzie...

swojego znajomego, który jest młody, który przeszedł straszną depresję z tego powodu.

Jest osobą publiczną i powiem ci, tak mi było strasznie go żal.

Ja mu powiedziałam tylko jedną rzecz.

Ja mówię, wyobraź sobie, że odkręcasz kurek z gazem, bo on czyta to.

Niestety to czyta.

I słuchaj, ja mówię, wyobraź sobie, że odkręcasz kurek z gazem, otwierasz kuchenkę i wkładasz głowę do tej kuchenki.

I oddychasz tym gazem trującym, no to nie ma cudów, żebyś poczuł się dobrze.

No nie ma cudów, a zawsze gdzieś ten gaz będzie.

To tak jak dzisiaj mamy, wiesz, duże zatrucie środowiska.

Mamy taki, że możemy zużywać mniej benzyny, mniej zatruwać środowisko różnymi rzeczami, plastikiem i tak dalej.

Oczywiście, że taki to jest nasz wspólny cel, ale prawdą jest, że na pewne rzeczy nie mamy wpływu, że używa się na przykład ogromnej ilości betonu, że internet rozrósł się w takim, a nie innym formacie, że to ma swoje i dobre, i złe strony i tak dalej, i tak dalej.

Ale budowanie swojej odporności psychicznej to jest nas wszystkich nie tylko powinność,

ale taki podstawowy w ogóle nasz, wiesz co, obowiązek i podstawowe też takie dobro, które my musimy sami sobie to dobro zbudować.

Bo to jest autentycznie dzisiaj, w dzisiejszych czasach, zwariowanych, rozhistoryzowanych, przebodźcowanych i tak dalej.

Jakby nie było, nasza cywilizacja jest w super, hiper, wiesz, rozwoju największym od zarania dziejów.

I nasza odporność będzie największym zasobem, jaki w sobie zbudujemy.

I nie ma znaczenia, czy w tym momencie moim celem jest zbudowanie wielkiego biznesu i zarabianie pieniędzy, czy moim celem jest bycie pomocnym innym, co jedno z drugim się oczywiście nie wyklucza.

Jaki by nie był nasz cel w życiu, zbudowanie odporności psychicznej jest numer jeden najważniejszym zbudowaniem szczęścia.

A najlepszym sposobem na budowanie odporności psychicznej w internecie jest twoja taktyka, czyli nie czytanie jednak tych komentarzy.

Zdecydowanie.

Bo za każdym razem, jak mi się zdarzy, że mi tak się coś ślizgnie przez przypadek i ja to przeczytam, to mam takie, a, to dlatego właśnie nie czytam.

I to jest najlepszy i chyba jedyny skuteczny tak naprawdę sposób, jeżeli gdzieś się jest w przestrzeni internetowej, żeby w niej funkcjonować i nie przyjmować, tak jak powiedziałaś, tej całej negatywnej energii.

No i to jest ta znowu strona kontroli, którą ty masz po swojej stronie, czyli ja kontroluję to, że tego nie czytam, no bo nie jestem w stanie skontrolować, co napisze o tobie, czy o mnie ktoś inny.

Czy to jest najszczęśliwszy moment w twoim życiu, w którym dzisiaj jesteś?

Najlepszy?

Wiesz co, było wiele bardzo szczęśliwych momentów w moim życiu i ja uczę się cały czas je zauważać i doceniać.

Czyli też czasami masz z tym problem?

Chociażby nawet mogę ci opowiedzieć sytuację krótką z ostatniej rzeczywistości.

Pracowaliśmy nad akcją i były dwie rzeczy bardzo duże, o które staraliśmy się od bardzo dawna.

I te dwie rzeczy tego dnia się wydarzyły.

Tego dnia przyszło potwierdzenie, że to będzie.

Ja mówię, okej, ale o czym to mówiliśmy ostatnio?

I ja, słuchaj, wieczorem się zorientowałam.

Mówię, Boże, przecież dzisiaj wydarzyły się takie dwie cudowne rzeczy.

Między innymi chociażby taka, że Pałac Kultury i Nauki zgodził się na to, żeby nam udostępnić salę, że w tym dniu jednak niczego nie ma, bo jednak ten Pałac Kultury jest takim demokratycznym, cudownym miejscem, gdzie wszyscy przyjeżdżają, gdzie wiesz, wysiadasz czy z dworca centralnego, czy śródmieście, czy z autobusu, czy skądkolwiek, bo wiesz, są dziewczyny, czy są osoby, które przyjeżdżają ze Szczecina, Gdańska, z przeróżnych, malutkich również miejscowości, więc to było tak strasznie ważne.

żeby być w tym centrum, żeby być w tym Pałacu Kultury, a były różne przeciwieństwa losu, które mogły nam na to nie pozwolić.

No i chociażby to się wydarzyło, że tak zostało nam to przyznane, jest to możliwe, ta największa sala, wspaniała, marmorowa i tak dalej.

I ja tak w ogóle przeszłam nad tym do porządku dziennego.

W ogóle się z tego nie ucieszyłam.

Przejmowałam się innymi problemami i sprawami, które jeszcze musieliśmy zrobić.

I to jest niby drobiazg, ale ja bardzo często mam taki, wiesz, flashback i mówię sobie, zaraz, zaraz, dzisiaj wydarzyło się albo wczoraj, albo pięć dni temu coś naprawdę fajnego, gdzie ja tego nawet nie zauważyłam.

I wiesz, dzisiaj to jest problem nas wszystkich.

Niby coraz więcej możemy, ale coraz więcej mamy obowiązków.

Mamy coraz więcej możliwości i coraz mniej czasu.

A jak mamy coraz mniej czasu i tak się zapętlamy, to nie doceniamy niczego.

No to myślę, że to jest puenta naszej dzisiejszej rozmowy, żeby doceniać, nawet po czasie, bo ja tak sobie pomyślałam, ok, czyli jak docenię po czasie, to też się jeszcze liczy.

Zdecydowanie.

Znaczy nigdy nie jest za późno na docenienie.

Tak jak nigdy nie jest za późno na to, żeby zadzwonić do kogoś i powiedzieć, słuchaj, super powiedziałaś to, czy tamto albo pięknie wyglądałaś, albo jesteś fantastyczna, widzę, że coś się u ciebie dobrze dzieje.

Nigdy nie jest na to za późno.

I powiem Ci jeszcze na koniec taką jedną rzecz, bo to jest dyskusja, którą prowadzę już od bardzo dawna i uwielbiam ją i fascynuje mnie, a mianowicie, żebyśmy wszyscy odpowiedzieli sobie na pytanie, bo ja też sobie czasami na nie muszę odpowiedzieć.

Gdzie jest granica między naszą ambicją i chceniem czegoś, a nienasyceniem?

a tym, że jest niewystarczająco nas, niewystarczająco dużo z tego czy tamtego, to nienasycenie przeszkadza nam doceniać.

Więc bardzo często nienasycenie jest cudowną ambicją i napędzającą machiną, ale bardzo często jest też odwrotnie, że jest tym, co nie pozwala nam się cieszyć.

No to taka puenta jest najlepszą, myślę, przy dzisiejszej rozmowie.

Bardzo Ci dziękuję, że znalazłaś czas i dla mnie, i dla moich słuchających.

To była przyjemność.

Dziękuję bardzo, dla mnie również ogromna.

0:00
0:00