Mentionsy

Sekielski o nałogach
07.10.2025 16:00

Jak rozmawiać z dziećmi o narkotykach?

Zgłoszenia do programu: [email protected]ążka "Polska na odwyku" z moim autografem do kupienia tu: https://allegro.pl/oferta/polska-na-odwyku-marek-sekielski-z-autografem-16973676819Książka "Współuzależnione" z autografem do kupienia tu: https://allegro.pl/oferta/wspoluzaleznione-marek-sekielski-z-autografem-17366483203

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 452 wyników dla "Poradni Monaru w Warszawie"

Ten program oglądasz dzięki zbiórce pieniędzy prowadzonej na patronite.pl Ukośnik Sekielski.

Marek Sekielski, dzisiaj bardzo ciekawy gość, pan Adam Nyk.

Socjolog, specjalista, terapeuta uzależnień od 30 lat i założyciel, tak, założyciel i obecnie szef również Poradni Monaru w Warszawie w ulicy Chorzej.

Pretekstem jest ta książka, to nie moje, jak rozmawiać z dziećmi o narkotykach, żeby to miało sens, którą napisałeś, Adam, wspólnie z dziennikarką Ewą Pągowską.

Potwierdzam.

I od razu może powiem, że jak już zrobimy tę rozmowę, to ja ciebie poproszę o autograf od pani Ewy, nie będę miał, no trudno, ale będzie twój i my to rozdamy komuś, więc polecam.

I porozmawiamy o tym, jakim dużym problemem są narkotyki wśród młodych ludzi.

Ten Monar to w ogóle skąd się wziął w twoim życiu?

Bo to jest... Oj, to nie wiem, czy nam czasu starczy, tak żeby od samego początku wszystko opowiedzieć.

Ja zacząłem pracę w Monarze w Krakowie, bo stamtąd pochodzę, tam się wychowywałem.

I było to takie poszukiwanie chyba swojej drogi jakiejś zawodowej jeszcze w trakcie studiów, można powiedzieć nawet na początku studiów.

Próbowałem różnych rzeczy, jeśli chodzi o działalność, ale wydawało mi się zawsze, że gdzieś tam praca z ludźmi to jest to, co ja będę robił, bo w tym się odnajdywałem.

I w 92 roku, wczesny mój kolega ze studiów, Grzeszów Odowski, który szefował krakowskiej poradni Monaru, jeszcze przy ulicy Starowiślnej, no tak trochę zaprosił mnie do współpracy.

Ta współpraca na początku była czymś takim bardzo płytkim, taką praktyką, bo chciałem zobaczyć, bo pracowałem w opiece społecznej w Krakowie, jako pracownik socjalny.

Szczególnie, że bardzo szybko zorientowałem się, że masa moich znajomych, z którymi się wychowywałem, z którymi chodziłem też do szkoły, z którymi towarzysko się stykałem, zatknąłem się z nimi w tej poradni.

I że nasze drogi gdzieś tam się na pewnym etapie życia rozeszły, a potem się zeszły właśnie w tym miejscu, gdzie oni szukali jakiejś formy pomocy.

jakiegoś odnalezienia się zawodowego i no i stąd Stan Monar.

Nie ma tam jakiejś wielkiej głębi, tak jak niektórzy określają, jakiegoś tam myślenia o tym, że człowiek chce pomagać.

To jest taka zwyczajna praca.

Ja nie jestem osobą, znaczy w jakichś tam szczegółach, próbowanie różnych rzeczy w swoim życiu, to powiadom nie będę.

Wyszła z niego, skończyła szkołę i poprawiła wykształcenie i stwierdziła, że będzie pracować.

Tutaj ta droga była taka, można powiedzieć, inna, ale mocno wpłynął ten początek i ta decyzja na moje życie, bo jak widać, 32 lata i już tą pracę wykonuję, 33.

Masz energię jeszcze od tego w ogóle?

Tak, myślę, że to jest praca, której ja się przede wszystkim chyba odnalazłem.

To jest cholernie wyczerpujące, bo to jest praca ciężka na wielu, zwłaszcza jak się jest szefem i przy okazji terapeutą.

Niewątpliwie to jest tak, że trzeba się przygotować na to, że człowiek funkcjonuje w takim zakresie, że musi być gotowy na to, co ludzie przyniosą.

I to jakoś na tyle dźwignąć, żeby móc być na tyle dobrym kontakcie, żeby ta osoba z nas miała pożytek.

W tym kontakcie.

A to, o czym mówisz, czyli to zmęczenie, ono występuje.

Przychodzi na przykład piątek i wracam do domu i czuję jakiś rodzaj obciążenia tymi rzeczami, które się przez tydzień wydarzały.

Ale przychodzi weekend, robię coś innego, jestem z rodziną, coś zrobimy wspólnie, mam jakieś tam swoje zajawki również, które niekoniecznie są związane z terapią.

I przychodzi poniedziałek, wtorek, ja z chęcią, jakoś tak, z ciekawością.

Ja chyba jestem ciekawski, jestem ciekaw ludzi.

I mam w sobie taki element ciekawości.

Może podobnie jak dziennikarze, którzy są ciekawi różnych rzeczy i z różnych dziedzin dotykają, w różnych dziedzinach dotykają świat.

No i jestem ciekaw, co się u nich działo, co się zmieniło, czy coś możemy zrobić inaczej, czy przyjąć z radością to, że jest lepiej, czy pochylić się na tym, że jest gorzej i szukać jeszcze innego wyjścia.

To mnie chyba napędza w tej pracy.

Szczerze podziwiam, bo znam parę osób, które pracowały nie tak długo jak ty, natomiast pracowały długo i potrzebowały jednak zmiany, bo gdzieś tam obciążenie psychiczne przede wszystkim.

Było trudne, ale dobra, skupmy się już na tym Monarze Warszawskim.

Znaczy poradnia na Chorzaj to takie miejsce, gdzie kiedyś pracował Marek Kotański.

No to rzecz wiadomo dla tych, którzy znają to.

Mam opowiedzieć historię o Kitce?

Skąd się wzięła?

Ja się uchwałem w Nowej Hucie.

Tam nie było takiego stylu, przynajmniej jak ja dorastałem, na długie włosy.

Natomiast mój tato mnie zawsze gonił, że włosy mają być krótkie, takie przestrzeżone.

A teraz to chyba już jest jakaś wygoda, przyzwyczajenie tego, że...

Jak miałem krótkie włosy, to zawsze rano mi stały we wszystkie strony, a długie włosy jak się umyję, uczeszę, zwiążę i jest to proste.

Stwierdzam, ja tydzień i rano muszę umyć, bo mam, mimo że tych włosów niewiele, to każdy w inną stronę.

Poradnia na Chorzej to takie miejsce, które

Można powiedzieć, masz szeroko otwarte drzwi, bo każdy praktycznie z zewnątrz może się pojawić.

Pracujemy w ramach NFZ-u, czyli mamy kontrakt z NFZ-em.

To jest ważne w chwili obecnej.

Chyba Monarch w całej Polsce w ten sposób.

I uważam, że to jest niewątpliwie na im plus.

że tak jest, bo w dobie, kiedy wszystko kosztuje i to kosztuje coraz drożej, to myślę, że fachowa pomoc terapeutyczna, też lekarska, to nie jest tak, że są tylko i wyłącznie terapeuci uzależnieni, są psycholodzy, którzy się specjalizują na przykład, nie wiem, w terapii systemowej,

jest lekarz psychiatra, który też pracuje, mamy grupy terapeutyczne, które ktoś też prowadzi, więc to takie spektrum działania można powiedzieć, że jest spore i każda osoba, która trafia do poradni z ulicy, tą pomoc może uzyskać.

Problemem bardziej na poziomie technicznym jest to, że w związku z tym...

że uważam, że tych placówek takich pracujących w ramach NFZ-u w Warszawie przynajmniej jest zdecydowanie za mało, no to w chwili obecnej ta kolejka osób oczekujących na rozpoczęcie terapii na chorzej to jest ponad 300 osób.

Więc to jest problem, że nie można sobie tak wejść i od razu tą pomoc uzyskać.

Ja nad tym boleję, podejmuję różnego typu działania, typu zwiększenie kadry, powiększenie obszarów, w którym możemy przyjmować osoby.

to chwilę działa, a potem się okazuje, że ta kolejka dalej jest.

Głównie chodzi o narkotyki, nie?

Tak, głównie chodzi o narkotyki, choć często alkohol jest rzeczą współistniejącą do narkotyków, czy u tych bardzo młodych osób, czy też u osób dorosłych.

Nie pracujemy z uzależnieniami niechemicznymi, tak powiem.

Są inne placówki, które się tym zajmują i robią to pewnie lepiej.

Aczkolwiek wielu pacjentów, szczególnie tych bardzo młodych, też wnosi innego typu problemy, które

które w ich życiu mają miejsce.

To jest wszystko to, co jest siecią teraz związane.

Z tym, że człowiek nie jest w stanie obić się bez telefonu, bez tego, co tam się dzieje.

A odstawienie telefonu, czyli zabranie...

szczególnie u młodych osób powoduje bardzo podobne objawy do odstawienia psychicznego.

Czyli można by to nawet wprost porównać do odstawienia narkotyków.

I co ważne też, co jest też istotne, w leczeniu każdego zrażnienia pojawia się jakaś duża pustka, którą trzeba wypełniać czymś zdrowszym.

A to w momencie, kiedy już nie mówimy o tym, że ktoś jest po inicjacji, czy próbuje różnych rzeczy, ale jeśli narkotyki, czy alkohol, czy jedno i drugie, czy leki, bo to też ważny element naszej pracy, zwłaszcza nasze życie i on jest wyeliminowany, czyli gdzieś tam z naszego życia powoli odchodzi i znika, to tak dokładnie, tak jak mówisz, powstaje pustka.

I tą pustkę trzeba zagospodarować i zrobić to na tyle mądrze, żeby nie popaść z jednego uzależnienia w drugie.

Gdzieś tam w miarę proporcjonalnie rozłożyć to nasze życie na tyle dobrze, żebyśmy sobie z nim poradzili.

Na potrzeby tej rozmowy tak uproszczę tych pacjentów najmłodszych.

Nie będę ich rozdzielał dzieci, nastolatkowie, tylko może nazwę ich młodzieżom.

Najmłodsza osoba, z którą pracuję, notabene wczoraj miał takie spotkanie, to jest 13. rok życia.

Jeśli chodzi o taką konsultację, rozmowę, to zdarzyło mi się rozmawiać, ale to raczej były takie pojedyncze przypadki.

Możesz mówić o historiach, nie używając, trochę więcej konkretów nie opowiadają.

No jeśli coś będę w stanie... Bo ten trzynastolatek z czym przyszedł?

Z substancjami wziepnymi.

Kiedyś to się kojarzyło tak, tylko i wyłącznie z klejem, czy z rozpuszczalnikiem, pamiętamy te czasy.

I wtedy podobno było też tak, to jest czas, kiedy nawet ja nie pracowałem jeszcze w Monarze, kiedy trafiali dziewięciodziesięciu, jednastolatkowie, nawet uzależnieni od kleju.

Natomiast akurat ta dziewczynka, z którą miałem notabene wczoraj kontakt, to dziecko trzynastoletnie, nie ma skończonych jeszcze czternastu lat, z tego co pamiętam, uzależniona od tych substancji, które są zawarte w dezodorantach, w tych sprejach do czyszczenia klawiatur, którymi też się... Dobrze, to może nas nie wymieniajmy, to nie będziemy robili reklamy, nie?

Ona długo to używa?

Możemy o tym mówić?

No w przypadku akurat tej osoby to jest kwestia

I tak szybko ona jest, rozumiem, zdiagnozowana jako osoba wyraźna?

Jesteśmy w trakcie diagnozy, bo akurat wczoraj z nią miałem pierwsze spotkanie.

Natomiast wszystko wskazuje na to, że to jest przynajmniej szkodliwe używanie.

A co króluje dzisiaj w ogóle wśród, w nosach tak to nazwę poetycko młodzieży?

W nosach, w gardłach.

W nosach, w gardłach.

Myślę, że cały czas marihuana i pochodne to jest coś, co dominuje wśród pacjentów tych najmłodszych, trafiających do poradni.

Stymulanty, czyli wszystko to, co nas napędza.

I tu niestety nie wiem, czy powinniśmy, czy możemy nazwy wymieniać, ale mefedron niestety w Warszawie króluje.

Ma się świetnie.

Wydobył się z tych dopalaczowych okowów i stał się niezależnym zupełnie środkiem.

Często nazywany kokainą dla ubogich, bo ta różnica w cenie jest...

I zarówno jest popularny wśród tych osób bardzo młodych, czyli tych dzieciaków, które są na przełomie końca szkoły podstawowej, początku szkoły średniej, jak i dorosłych pacjentów, można powiedzieć nawet dobrze funkcjonujących.

To jest coś, co ja obserwuję od dobrych kilkunastu miesięcy, jak nie więcej.

Jak zaczęły znikać, czy zmniejszyła się ilość tak zwanych narkotyków nowej generacji, potocznie zwanych dopalaczami, nie lubię tej nazwy, więc...

więc tak je określmy.

Ich jest mniej, natomiast tą lukę wypełniły leki, leki bardzo mocne.

Benzodiazepiny, które można kupić na ulicy z dostawą do domu, paczkomatu, pod pineskę.

Jest łatwe.

Myślę, że nikomu nie należy udowadniać, że zdobycie narkotyku teraz stanowi jakąś wielką trudność.

po niestety leki mocne, opiatowe.

Widzimy, co się dzieje w Stanach.

Tam nie jest epidemia, tylko pandemia opioidowa.

Zresztą już powstają filmy, reportaże, dziennikarze o tym mówią na prawo i na lewo.

O tym fentanylu mówiono bardzo głośno, o tej sytuacji w Żerominie, która miała miejsce.

Fentanyl jest od dawna to żadna tajemnica i on jest lekiem, który funkcjonuje w lecznictwie szpitalnym.

On wypłynął z tego lecznictwa i gdzieś tam pojawił się na ulicy.

Ale ja obserwuję szczególnie te leki bardzo mocne przeciwbólowe, oksykodon, oksykontin, które niestety są popularne.

No wiem, wiem, bo ten Oxy, ja czytałem książkę o... O piszeniu Oxy, który użyłeś, tak?

No jakby weszło, można powiedzieć, taki mainstream.

Dałem książkę, ona świetnie opisuje też przemysł formatyutyczny, no bo to amerykańska firma wprowadziła po prostu opiaty, bo to opiaty, nie?

Tak naprawdę jakaś forma legalizacji heroiny.

Trochę przekłamując z tego, co obserwowałem, czy czytałem, czy mam wiedzę, że to są środki, które nie do końca uzależniają, albo są bezpieczne, a okazało się, że potencjał... Ale ktoś taką narrację buduje cały czas?

Taka była na początku, chyba w kwestii fentanelu, jeśli powiem tak w Stanach.

że to będzie właśnie taki antidotum na heroinę, która uzależnia.

Zostało to udowodnione.

Okazało się, że ten potencjał uzależniający te środki mają jeszcze większy.

widzimy, słyszymy.

Natomiast niewątpliwie są to środki, które mają duży potencjał uzależniający, są ogromnie niebezpieczne, bo ta dawka, która może spowodować bezdech i spowodować, że osoba zejdzie, no niestety nie jest taką dużą dawką.

Tego co wiem, to oksy można przedawkować.

Tak, bardzo łatwo.

No ale można też inne leki, można je pomieszać z sobą, można pomieszać z alkoholem, co niektórzy próbują robić, szukając wzmożonego efektu.

No i tego typu próby kończą się, na szczęście nie zawsze śmiertelnie, ale kończą się hospitalizacją, pobytem w szpitalu, mocną intoksykacją, zatruciem organizmu.

Zdarzają się takie małolaty nastoletnie, młodzież nastoletnia, która na przykład wymaga detoksykacji?

Tak, zdecydowanie tak.

Jeśli okazuje się, że jest ona w ciągu, czyli przyjmuje non-stop dany środek,

ono daje też powiedzmy fizyczne objawy odstawienia, no to żeby rozpocząć jakąś pracę terapeutyczną, czy zacząć ją w poradni, czy zacząć ją w ośrodku stacjonarnym, no to te osoby wymagają detoksykacji.

No i dopiero po wyczyszczeniu organizmu z tych środków, no jesteśmy w stanie podjąć jakieś działanie terapeutyczne dalsze.

Mam trochę wrażenie, że na temat detoksykacji jest też takie, no chyba raczej błędne takie myślenie, że to jest takie super fajna metoda na oczyszczenie organizmu, no bo to jakby polega na podaniu różnych leków w jakichś tam odpowiednich dawkach, po to, żeby rzeczywiście ten organizm odsuć tak fizycznie.

Ale to nie jest proces, który można sobie robić, powtarzać, powtarzać regularnie.

Te osoby, które na przykład weszły w świat opiatów i próbują z nich wyjść, były na detoksach, no to one same mogą potwierdzić, że kolejny detoks jest trudniejszy od tego poprzedniego, bo organizm, że tak powiem, dziurawi się, że tak powiem, obrazowo coraz bardziej i to wyjście i staniecie ponowne na nogi jest trudniejsze.

Znaczy to, co powiedziałeś, w ogóle chyba takiej przestrzeni publicznej słowo detoksykacja czy odtrucie jest takie dość powszechne.

Kiedyś raczej... Zrobię sobie detoks od mięsa, od tego, od owego, od telefonu komórkowego.

Kiedyś on raczej to określenie dotyczyło narkotyków czy alkoholu.

Teraz stało się modne też z innych powodów.

To jest ta formuła oczyszczenia organizmu i ona powoduje, że możemy rozpocząć jakieś działanie, bo czasami komuś może się wydawać, że przejdzie detoks i to już będzie dobrze.

Może ciało nasze już nie domaga się narkotyku czy alkoholu, a głowa tak.

Jest możliwe w ogóle, że dzieciaki wychodzą z tego same bez terapii?

Tak, że są jakieś próby, jest inicjacja, że ktoś tam popróbuje różnych substancji, ale na tyle dobrze to życie wokół się odbywa,

że to dziecko, bo rozumiem, że mówimy o tych najmłodszych, nie idzie dalej, nie pogłębia w sobie chęci tego, by próbować kolejnych substancji.

Natomiast te sytuacje, z którymi ja mam miejsce, poradnia jest czymś, do której trafiają osoby.

My w chwili obecnej już nawet nie mamy kiedy i jak wyjść na ulicę do ludzi.

Jeśli ludzie czekają po kilkanaście miesięcy na rozpoczęcie terapii, to my... Mówię o poradni tej na chorzej.

Myślę, że na detoks można trafić szybciej, do ośrodka stacjonarnego też pewnie szybciej.

Natomiast niewątpliwie te ośrodki dla dzieci i młodzieży, one nie świecą pustkami.

A ile masz dzisiaj takich młodocianych pacjentów na chorzej?

Wszystkich nie jestem w stanie zliczyć, natomiast ja mogę powiedzieć, że 65-70% pacjentów, z którymi ja pracuję, to są w chwili obecnej osoby nieletnie.

I też jednocześnie warto o tym wspomnieć, że pracując z dziećmi to też jest współpraca z rodzicami.

Począwszy od tego momentu, kiedy rodzic przeprowadza dziecko, czy jakiś opiekun prawny, bo musi być ta zgoda na to, żeby ta terapia się rozpoczęła, jeśli to jest osoba nieletnia, po jakąś komunikację, która musi mieć miejsce w związku z tym, co dzieje się z dzieckiem.

To nie jest tak, że ktoś otwiera drzwi, przekracza je, zaczyna uczestniczyć w terapii i już wszystko odbywa się dobrze.

Nie, nie zawsze.

A pamiętasz może, jakie ilości potrafią tacy pewnie najbardziej hardkorowi, ci młodzi pacjenci, przyjmować marihuanę za przykład dziennie, ile przyjmowali, mastodonu, nie wiem, czy kokaina, pewnie mniej popularna, bo za droga.

Ja też mam dorosłych pacjentów.

Młody organizm jest dość elastyczny i ma taką łatwość podnoszenia się.

Ale na przykład biorąc leki apteczne, które mają przy odpowiednim podaniu działanie narkotyczne, no to...

Są ilości kilkunastu tabletek, czy nawet więcej, po to, żeby ten efekt narkotyczny osiągnąć.

Czasami kończy się to w ten sposób, że dziecko trafia na jakiś oddział, ale biorąc pod uwagę, że ma jakąś zapaść, traci przytomność, traci świadomość.

Też łączy to z innymi rzeczami i z innymi środkami, czy nawet z alkoholem.

Podnosi się i myślę, że gdyby taki sam eksperyment z taką samą ilością leków pomieszanych dokonała osoba 60-70-letnia, to prawdopodobnie mogłaby tego nie przeżyć.

Nie, to jest poradnia, tak jak przychodni.

Przychodzisz, odbywasz spotkanie z terapeutą, wracasz do swojego środowiska i kolejną sesję terapeutyczną masz.

Jeśli sytuacja wymaga interwencji, powiedzmy, nie wiem, dwa razy w tygodniu, jeśli jest taka możliwość, a zazwyczaj jest to spotkanie raz w tygodniu.

Czy rodzice w ogóle mają swojej perspektywy, swojego oglądu, wiedzę na temat narkotyków?

Jak one działają i jak je wypatrzeć na przykład?

Wiesz co, Marek, to bywa różnie, bo kiedy bierzemy pod uwagę pokolenie rodziców tych dzieci, które mają teraz naście lat, trzynaście, czternaście, piętnaście,

To nierzadko zdarza się tak, że ci rodzice mają już jakieś doświadczenia własne.

Są z tego pokolenia, że tam idą w szkole popalić zioło.

próbowali różnych rzeczy, albo nawet mieli taki okres w swoim życiu, że tych narkotyków było więcej.

W okresie szkoły średniej, czy w okresie studiów.

Potem z tego zrezygnowali.

Więc jakby to pokolenie tych rodziców jakąś wiedzę, nazwijmy to, operacyjną ma.

ona jest na różnym poziomie, też czasami brakuje takiej wiedzy odnośnie tego, co jest teraz, bo to, co ja brałem jako nastolatek ileś tam lat temu, teraz niekoniecznie musi być tym czymś najmodniejszym, szczególnie, że ten świat narkotyków też

Nie, stoi w próżni, on cały czas się zmienia.

Pojawiają się nowe środki, pojawiają się nowe związki chemiczne.

No i to, co było brane 20 lat temu, teraz już niekoniecznie jest brane, są rzeczy nowe.

Choć te stare też, że tak powiem, są osoby, które ich nie unikają.

No to o tej grupie rodziców mogę powiedzieć, że jakąś wiedzę ma.

ale są też rodzice, którzy nie mają takich doświadczeń i oni trochę o tym, czym są narkotyki, nie mają źlonego pojęcia.

Dowiadują się, nie wiem, z mediów, z internetu, z jakichś tam innych źródeł, może z jakichś publikacji.

Natomiast często ta sytuacja, że moje dziecko próbuje różnych rzeczy albo próbowało, a teraz już poszło dalej, spada na głowę trochę jak grom z jasnego nieba.

Jak wyczuć w ogóle, że dziecko coś używa?

No bo gdy powie samo, się pochwali... No to wiemy.

I to jest sprawa prosta.

I tak chyba by było najlepiej, gdyby ta wiedza do nas trafiła od samego dziecka, a nie od nauczyciela w szkole, od kogoś zaprzyjaźnionego, który ma wiedzę na ten temat.

Czy na przykład od policjanta, który prowadził dziecko.

Nierzadko się zdarza, że wtedy policja też idzie do domu i sprawdza, czy dziecko w domu nic nie ma.

schowany, czasami się to odbywa w taki spokojniejszy sposób, czasami tak, że się tam przewraca wszystko do głowy nogami.

To myślę, że jeśli dziecko by nam powiedziało same, wychodząc od początku pytania twojego, no to jest dużo lepiej, bo nas trochę w ten sposób zaprasza do jakiejś tam dyskusji czy rozmowy i możemy też próbować z tym zrobić.

Natomiast w większości przypadków, tych, których ja znam, a znam ich dużo,

czy to dotyczy choroby, jakiegoś nieszczęścia, wypadku, które miałoby nasze dziecko spotkać, ale też również takiej sytuacji, że nasze dziecko zaczęło coś brać, bierze i już jest jakiś problem.

No dobrze, ale taki, no bo każdy narkotyk coś powoduje, nie?

Jak się ma taką wiedzę, no ja mam z autopsji w pewnych sprawach, nie wszystkich pewnie, natomiast w części.

Mogłoby się szybko zastanowić i bym próbował reagować, bo bym pomyślał, że to może być amfetamina albo coś takiego innego pobudzającego.

Ja nie jestem zwolennikiem koncentrowania się tylko na jednym objawie, bo ten jeden objaw może być też spowodowany niekoniecznie narkotykiem.

Ja nie chcę usprawniwiać, że ktoś ma duże źrenice, to na pewno jest chory.

Ma jakąś chorobę oczu, czy jest zmęczony, czy coś się wydarzyło.

czy naświetlił to oczy, bo spawał załóżmy, no nie wiem, to już mógłbym wymyślać.

Ale tych takich, nie wiem, objawów, które mogłyby mówić o tym, że coś jest nie tak, no to jest dużo, dużo więcej niż to, że te źrenice są małe czy duże.

Wymień je może, bo to może być ciekawe.

Myślę, że to są jakieś zmiany w zachowaniu, bo jeśli znamy swoje dziecko...

a przynajmniej tak powinno być, że znamy swoje dziecko w momencie, kiedy wspólnie z nim żyjemy, to i mogą być zmiany zainteresowań, grupy rówieśniczej, niechęć do rzeczy, które wcześniej sprawiały przyjemność, a teraz nie sprawiają.

Zachowania, które znamy u dziecka, że na przykład w określonych sytuacjach dziecko jest wesołe, czy jest smutne i to zaczyna się zmieniać.

Też jakiś rodzaj izolacji do swojego świata.

niechęć do kontaktu z nami, jeśli ten kontakt był poprawny oczywiście, no bo jeśli tego kontaktu nie było, albo był zły, no to nie spodziewałem się, że nagle dziecko będzie się nam na szyję rzucało i opowiadało wszystko, co się u niego dzieje, no bo dziecko też jest człowiekiem, który przeżywa emocje.

To, że nam się wydaje, że te emocje czasami są głupie, bzdurne czy niewłaściwe, no to już jest kwestia naszej oceny sytuacji.

Zresztą my często jako rodzice, i mówię tutaj

o swoich też błędach, żeby było jasne, żeby nikt się nie poczuł jakoś pokrzywdzony tym, co powiem.

Czasami w tym procesie wychowania koncentrujemy się na takich rzeczach, jak to, co jest na zewnątrz, czyli powiedzmy efekt działania w szkole, jakieś osiągnięcia.

A jeśli weźmiemy takiego 13 czy 14-latka, który chodzi sobie do szkoły,

No to gdybyśmy się zapuścili pamięcią siebie sami do tego czasu, to dla nas co było najważniejsze wtedy w szkole?

Dla mnie wszystko poza tą szkołą.

I niekoniecznie to, co się wydarzało na lekcji.

To, co się wydarzało na przerwie, to, co się wydarzało przed szkołą, po szkole, czy na jakimś wspólnym wyjeździe, czy jeszcze jakoś inaczej.

Czy na tym przysłowiowym trzepaku, który był w Nowej Hucie między blokami, który ja doskonale pamiętam, może część z was również je pamięta, choć teraz chyba tych trzepaków jest mniej.

I to życie towarzyskie, które tam się odbywało, które było epicentrum każdego lokalnego miejsca, bo tam się odbywały rzeczy najważniejsze z punktu widzenia dziecka.

Dla rodzica jest ważne to, żeby dziecko coś osiągnęło w życiu i to nie ma w tym nic złego.

Żeby było zdrowe, jak najbardziej nie ma w tym nic złego.

Ale często zapominamy trochę rozmawiać o tak zwanych pierdołach, a te pierdoły to są rzeczy, które z naszej perspektywy pierdoły tego rodzica dorosłego, a to są rzeczy, które dotyczą chociażby tego,

jak jesteś postrzegany w swojej grupie rówieśniczej.

Czyli powiedzmy, jeśli chodzisz sobie do szkoły, szczególnie kiedy zmieniasz na przykład szkołę, kończysz szkołę podstawową, idziesz do nowego środowiska i masz duże, wielkie oczy jak pięć złotych z rybakiem i obserwujesz, co się dzieje wokół, gdzie z jednej strony ty masz dopiero te 14-15 lat, a z drugiej strony masz już osoby pełnoletnie, które mogą wyjść ze szkoły i zapalić papierosy oficjalnie.

Czyli jest ogromna różnica w możliwościach.

No i ty chcesz być akceptowany przez tę osobę.

Jeśli te osoby zachowują się w sposób...

nazwijmy to tak ogólnie, toksyczne, no to czasami ty możesz przejąć część tych toksycznych zachowań, no po to, żeby w tej grupie się jakoś tam ulokować, żeby cię poklepali po plecach, a młody ty, fajny jesteś, czy młoda.

Wariat.

Tak, wariat jesteś.

Młody, ale wariat.

I z jednej strony jest to przyjemne, ale z drugiej strony, jeśli za tym idzie branie czegoś, eksperymentowanie, czy jakiś rodzaj challenge'u, kto czego więcej zrobi z tych najgłupszych rzeczy,

no to tutaj już pojawiają się zagrożenia, które mogą być zagrożeniami problematycznymi.

No i tutaj wrócę do rodziców, a nas bardziej interesuje to, co ci dostaje z tej matematyki polskiego, a to jak się lokujesz gdzieś tam, czasami zapominamy, bo jeśli nasze dziecko jest omijane szerokim łukiem, czy np.

podchodzi do grupy gdzieś tam w szkole i ta grupa milknie albo odchodzi, no to jak się czuje?

Oczywiście może powiedzieć w domu, no wiesz, nie lubią mnie, czy coś zrobiłem głupiego, czy się głupio zachowałem, a może jest coś we mnie takiego, że inni nie chcą mieć ze mną kontaktu.

To oczywiście jako rodzice może powiedzieć, ok, ale pamiętaj o tym, że nauka jest najważniejsza, że to szybko minie, że wychodzicie 4 lata z sobą do jednej klasy, potem każdy pójdzie w swoją stronę i tego nie będzie pamiętał.

Z jednej strony to jest prawda, ale z drugiej strony to dziecko musi wrócić na drugi dzień do tej szkoły i znowu się w tej sytuacji odnaleźć.

To jest taki sam błąd, jak się czasem dzieciom swoim w ten sposób próbuje trochę, bo to jest takie bagatelizowanie, umniejszanie tych emocji, bo to odrzucenie, zwłaszcza w młodości, w czasie jedenastoletniej, w czasie dojrzewania, jest potężnym w ogóle ciosem takim bolesnym, chyba dla każdego, odrzucenie z jakiejś grupy.

Też takie fraza, którą używamy czasem do dzieci, gdy na przykład dziecko się tam zakocha, czy to chłopie, czy dziewczynka, nie ma znaczenia, chłopak, dziewczyna rzuci.

To dziecko przeżywa autentyczną rozpacz.

Jest mu po prostu ciężko, jest na skraju w ogóle wytrzymałości.

Wydaje mu się, że świat się skończył i już koniec świata jest.

I to jest prawdziwe.

A czasem my dajemy komunikat, młody, przecież masz dopiero tam 15 lat, jeszcze poznasz tyle dziewczyn w życiu.

I to jest prawdziwe oczywiście pewnie, natomiast no... No tak, ja bym to porównał do takiej sytuacji, że powiedzmy, nie wiem, mamy dom, gdzie jest mała dziewczynka, która ma swoją ulubioną lalkę, którą kocha i tej lalce, nie wiem, coś się dzieje, urywa się ręka, noga, niszczy się, tak?

Przestaje być taka, jak była wcześniej.

I mamy dorosłego, który wraca do tego domu i okazuje się, że jego pozycja w pracy jest zagrożona i może stracić pracę.

Rozpacz tego dorosłego czy smutek jest jak gdyby, można powiedzieć, chodzi o siłę rażenia czymś dużo większym, bo jest to zagrożenie, że ten dom straci wik, to piorunek, że nie będzie pieniędzy.

Natomiast rozpacz tej małej Marysi, która właśnie straciła swoją ulubioną lalkę,

Ojciec może pomyśleć, co ty dziecko tu patrzysz nad urwaną ręką czy głową, a tutaj za chwilę nie będziemy mieli na chleb.

Już tak trochę to przekoloryzowywuje.

I się nie pochyli nad tym, że jednak, nie wiem,

ta lalka była czymś najważniejszym dla tego dziecka i nie jak gdyby znajdzie takiej przestrzeni, żeby ją zagospodarowwspólnie z tym dzieckiem, no to się rozjedziemy.

Bo oczywiście to są dwa różne światy i dwa różne problemy, ale dla tego małego człowieczka, który dorasta, ten jest najważniejszy.

I to, że go mijają na korytarzu, to, że go nie odzywają.

Poza tym w dobie, w czasach, kiedy bardzo łatwo kogoś ukrzywdzić, że tak powiem.

Czyli, nie wiem, chodzisz sobie do szkoły, masz tam grupę rówieśniczą i dla jakiejś tak zwanej beki, dla jaj, ktoś tam zrobi ci zdjęcie w jakiejś, no w talecie cię sfotografuje.

I to zdjęcie nagle, nie wiem, puści w jakiejś tam grupie.

No to w ciągu, nie wiem, kilku sekund, jak gdyby cały świat się na ciebie patrzy, jako na... Cała szkoła, nie?

Oczywiście to jest bardzo głupie.

Ja tego nie chcę tutaj wyróżniać jako działanie właściwe.

Do iluś tam osób pójść, obgadać go, złe świadectwo dać.

A w chwili obecnej można komuś zrobić krzywdę.

W sekundę można zostać gwiazdą internetu, a w sekundę można zostać zakałą.

Tak, można spaść z piedestału i okazać się, tak jak powiedziałeś, zakałą.

To, co myślę, że dla tych najmłodszych jest ważne, osób, ale też dorosłych, nie generalizujmy, to to, jak są postrzegani przez innych.

Te słynne lajki i brak lajków.

Te uśmieszki i brak uśmieszków.

A powiedz mi takie przygotowanie, no różne są domy oczywiście, nie?

Ale czy taki model jakiejś formy, nie wiem, próba przygotowania dziecka na taką, na wejście w świat na przykład właśnie narkotyków, tak, bo o tym rozmawiamy, w takiej, z takiej pozycji zakazów, nie?

Czyli takie omówienia

Nie wolno ci pić alkoholu.

Jak się napijesz, to dostaniesz w tyłek.

Nie wolno tego, nie wolno tego, nie wolno tego.

Takie zakazy, zakazy, zakazy, które nie tłumaczą, które są po prostu zakazami, takimi hasłami, takimi zaklęciami, groźbami w zasadzie, które nie tłumaczą, dlaczego masz nie pić tego alkoholu, dlaczego nie masz brać tych narkotyków.

Czy to jest metoda, która jest swoim zdaniem skuteczna?

Pewnie wiele osób, którym się udało w ten sposób wychować dziecko, nigdy nie trafiły do żadnych form pomocy, nic się nie wydarzyło, nie weszło się od narkotyków, nie uzależniło się od alkoholu, powiedzą, że ta metoda zadziałała.

Ja mam do czynienia, taka jaką przedstawiłem, ja mam do czynienia i to patrzę z perspektywy terapeuty i poradni, gdzie wielu rodziców, z którymi rozmawiam, próbowało takie metody stosować, bo tak byli wychowani.

ostro, reżimowo, już nie mówię tam o klęczeniu na grochu i biciu paskiem, bo gdzieś tam odchodzimy od tych metod.

I te metody się nie sprawdziły.

No i spotkaliśmy się w poradni.

Z drugiej strony też mam do czynienia z osobami, które... Zresztą trochę ta książka jest odpowiedzią na te różne sposoby.

Nie żeby podać jedno lekarstwo, bo nie ma jednego lekarstwa.

Mimo że jesteśmy pod tym samym dachem, można mieć, nie wiem, piątkę dzieci i te dzieci się różnią od siebie.

I tutaj taka kalka zdecydowanie nie zadziała.

Znam też te rozwiązania liberalne, takie bardzo delikatne.

Nawet takie związane z tym, że jak coś będziesz robił, to będziemy to robić razem.

Czyli tak, no nie wiem, jak już chcesz się napić, to napijemy się razem.

Pewnie są... Niektórzy mogą powiedzieć, że to jest taka metoda fajna, wprowadzę przy mnie, bezpiecznie, nie pójdzie, towar sprawdzony.

Okej, pewnie są sytuacje, które skończyły się dobrze.

o których ja nie wiem i nie będę z nimi dyskutował.

Ale znowu patrzę z perspektywy poradni, tego, że przychodzą rodzice, którzy mówią, że myśmy tak próbowali.

Co to może powodoww umyśle?

To może spowodować u niektórych osób, tak żeby była jasność.

Ja nie chcę tutaj generalizować i twierdzić i obrażać państwo, którzy nas słuchają czy oglądają, że ja znam rozwiązania.

Nie, nie, nie znam wszystkich rozwiązań.

Mogę podawać sposoby, które znam.

Można dostać, ten młody człowiek może dostać taką pseudo informację, że jeśli palę z tatą, z mamą, czy piję z tatą, z mamą, to generalnie to jest wszystko w porządku.

I miałem już niejedną taką sytuację, kiedy rodzic mówił, no okej, wiedziałem, że on tak zacznie palić.

wię o marihuanie tutaj, już nawet nie mówię o tej nieszczęsnej nikotynie.

I potem nawet nie wiem kiedy, okazało się, że ja w dalszym ciągu raz na kwartał sobie zapalę, a moje dziecko zaczęło palić codziennie.

I przestały trafiać do niego argumenty, słuchaj, no nie, to jednak nie można tak, to jest jednak szkodliwe, to spowoduje to czy tamto.

Więc ja nie jestem w stanie określić, że metoda wąskich drzwi i, że tak powiem, takiego układania dziecko w drylu wojskowym jest na pewno zła, bo komuś się to mogło powieść i udać, ale te informacje czy te sytuacje, które ja znam,

zdecydowanie pokazują, że dla wielu dzieci taka metoda nie zadziała.

A co byś powiedział rodzicom, którzy na przykład przyjmują taką pozycję, a to też obserwowałem czasem?

No tak obrazowo, trochę koloryzując to powiem, jest w domu impreza rodzinna, znaczy jakaś tam impreza, rodzice siedzą, piją sobie wódę.

No powiedzmy, że robią to kulturalnie, że to nie jest jakieś takie już upodlanie, ale piją alkohol, nie?

I nie wiem, siedzi tatuś, co już niech to będzie tata, no tata jara papierosa, nie?

I mówi, o pamiętaj synu, nie wolno palić fajek, nie?

Już stworzyłeś już mema obrazowego, tak?

Ten tato, który z papierosem i tu z puszką piwa... Bo stąd byłem w jembie.

że są ludzie, którzy w ten sposób sami pijąc alkohol mówią nie pij, paląc fajki mówią nie pal.

Co byś powiedział takiemu tatusiowi?

Że to nie jest zły wzór.

Że to nie jest dobry wzór.

Zdecydowanie.

Myślę, że alkohol mamy tak oswojony,

w sposób przerażający w naszym świecie, że jesteśmy do niego przyzwyczajeni.

Z jednej strony, ja już czasami spotykałem się z kluczem, że ja zbyt mało ostro mówię o narkotykach.

Nie zgadzam się z tym, ale pozostawiam ocenę innym, że powinno się piętnować na każdym kroku.

Ja uważam, że jeśli ma być edukacja w sposób właściwy, to my musimy...

Ja tak uważam.

Podejść do niej w ten sposób, że jeśli mamy amfetaminę, weźmy jakiś pierwszy z brzegu środek narkotyczny.

Wiemy, że uzależnia?

Wiemy.

Nie mamy do tego żadnych wątpliwości.

Wiemy, że dłuższe stosowanie powoduje psychozy?

Wiemy.

Wiemy wiele rzeczy na temat tego narkotyku.

Ale jeśli nie powiemy czegoś takiego, że okej,

Co się stanie, jak człowiek weźmie amfetaminę?

I ty powiesz, o Jezu, o la Boga, to zobaczysz.

Ale nie powiesz, na przykład, no tak, na przykład Marek tak byś powiedział.

Okej, weźmiesz amfetaminę, to jest środek, po którym będziesz czuł, że masz więcej energii.

Ten organizm tej energii naprawdę nie dostaje, tylko już tak powiem, chemia, którą dostarczasz, on jakby to opracował, wyciska z naszego organizmu tą energię.

Potem się pojawi takie zachowanie, potem się może pojawić psychoza, czy jak gdyby pokażmy spektrum.

Później dostajemy darmową energię, za którą musimy dopłacić dużo więcej, niż ona była warta.

To alkohol dzisiaj kosztuje tyle, kiedy ja go ostatni raz piłem tam wiele lat temu.

Albo jest nawet taniej.

I sprzed kilku dni gdzieś tam reklama po 23 nie będę wymieniał marki piwa, żeby była jasność.

gdzie jest takie hasło, gdzieś tam las, biegają sobie zwierzątka i jest nazwa piwa, mordka się cieszy.

Tak, że jeśli tego piwa się napijesz, to jeszcze potem jakiś kawałek ekologiczny, że wspierasz jakąś ekologię.

Nie chcę tego w ogóle komentować nawet, ale nikogo to nie bulwersuje.

Nikt jakoś tam nie robi wojny o to, że przecież to jest reklamowanie tego, że alkohol powoduje

Picie alkoholu powoduje, że ty będziesz poprawiał swój nastrój, a w ogóle nie mówimy o tym, jakie mogą być negatywne skutki.

Alkohol mamy do bólu oswojony i wręcz on w takim naszym świecie powiedziałbym, że ma się świetnie.

Nikogo taka reklama nie bulwersuje, ale mówienie o tym, żeby szczerze rozmawiać o narkotykach już tak.

A powiedz mi taki model na przykład, to teraz tym osobistym pytaniem, który zapowiadałem przed nagraniem.

No bo tam w tym pokoju obok realizatorką jest moja córka Amelia, lat 17.

Ona realizuje tę rozmowę i ona realizuje wiele moich rozmów.

Ostatnio to w ogóle wszystkie moje rozmowy, o uzależnieniach, o współuzależnieniu.

Ja nie jestem dziennikarzem takim sobie, po prostu dziennikarzem, który jest ciekawy tego tematu, tylko sam jestem osobą uzależnioną.

Ja w tych rozmowach też opowiadam, czasem dodaję anegdoty ze swojego życia, jakieś odniesienia, które miały miejsce.

No i właśnie, tylko bądź szczery.

Czy to, co ja robię, jest właściwe dla niej, czy nie?

wisz o pracy wspólnej?

Za chwilę może stracić pracę, Amelia.

Ty mówisz o pracy wspólnej?

Nie, nie, nie o pracy wspólnej.

O tematyce, którą tu poruszam, która jest świadkiem.

Ona przecież siedzi w słuchawkach.

To jest kwestia pewnej dojrzałości waszej komunikacji i tego, jak by się z sobą w ogóle...

Ja nie jestem zwolennikiem tego, bo trochę podprowadza tego, by w momencie, kiedy nasz 13 czy 14-latek zaczyna wykazywać zainteresowanie, powiedzieć, słuchaj, misiu, siadaj tutaj, siadaj Amelia, ja ci tutaj opowiem wszystko, jak to ojciec pił i ćpał.

No to ja, gdybym nawet spróbowała, przeszła, to też sobie poradzę i będę taka jak tato.

W tym wieku myślę, że taka informacja może być za wcześnie.

Oczywiście z dorosłym dzieckiem można o tym temacie rozmawiać, ale skoro...

Wy rozmawiacie na ten temat w sposób otwarty, ale też wymieniacie swoje wzajemne poglądy na ten temat.

Bo ja zakładam, że to nie jest jednostronne, że Amalia też przynosi ze szkoły, ze swojego świata jakieś rzeczy, które już się mi chętnie poruszy.

Nie, nie opowiadaj mi o swoich balangach, bo jakoś nawet byliście nieuszczędni.

Nie, no tam czasem uczęszczę, ale... Tutaj Ewa dała w książce dobry przykład, że jak szukała rozmóww, zbierając informacje na temat, jak się przygotowaliśmy do książki, to zapytała znajomych, czy tych, którzy mają dzieci takie właśnie nastoletnie, szkoła średnia, taki przedział od 1 do 4 szkoły średniej, czy mogliby swoich dzieci zapytać,

Czy mają wiedzę, jakie teraz narkotyki są brane?

Czy w ogóle ktoś bierze?

Nie chodzi o podanie nazwisk.

Raczej chodziło o to, żeby ten świat trochę zilustrować z punktu widzenia właśnie takiej siedemnastolatki, jak powiedzmy twoja córka.

Większość tych rodziców powiedziało, nie, no słuchaj, to nie ma takiej opcji.

Natomiast okazało się, że duża część tych rodziców potem była zdziwiona i mówiła, że OK, że dziecko chce rozmawiać, a niektóre dzieci wręcz pytały o jakie narkotyki konkretnie chodzi.

Więc to też pokazuje, że my jako rodzice... Bardziej się wstydzimy nieść dzieci nasze.

Czasami się wstydzimy, ale też żyjemy trochę w nieświadomości.

Bo to jest jakiś rodzaj wstydu chyba, bo nie wiem co, wyparcia?

Wyparcia, wstydu, też takiego trochę myślenia, że jeśli

pojawia się jakaś sfera problematyczna z naszym dzieckiem, no to to musi być jakoś też trochę naszą winą.

I w momencie, kiedy... I to chyba jest klucz problemu rodziców, nie?

Prawdopodobnie spada na nasze barki.

Myślę, że kiedyś, może bardziej, ale w chwili obecnej trochę niedoceniamy, a wręcz lekceważymy, jaki jest wpływ środowiska.

Bo to ma duży wpływ, to jest poza dyskusją.

Te pierwsze lata, kiedy dziecko jest totalnie zależne od rodziców, dziadków, wujków, biega sobie po tym dywanie, bawi się zabawkami, to rodzice.

Ale bardzo szybko wychodzimy w świat, który ma ogromny wpływ.

Dziecko idzie do szkoły i można powiedzieć, w pewnym sensie, już nawet w przedszkolu częściowo tracisz.

Oczywiście są rodzice, którzy monitorują, szukają przedszkoli, gdzie dziecko jest non stop w obserwacji, ale już szkoła podstawowa nie daje nam takich możliwości.

Oczywiście są dzienniki elektroniczne, ale one bardziej mówią o tym, czy dziecko się spóźniło, czy nie i czy dostało piątkę, czy dwójkę, czy jedynkę w chwili obecnej.

Natomiast już tej kontroli nie ma w takim zakresie.

No, a my byśmy chcieli czasem skontrolowwszystko, a nie da się.

I musimy być gotowi, bo żyjąc w tych czasach, ja to powtarzam, gdzie tylko mogę, w obecnych czasach musimy się pogodzić z tym, że nasze dziecko dorastając

Nie, że będzie brało i nosiło w tornistrze.

Nie, że będzie mówiło to nie moja.

W ogóle nie ma chyba się co starować, bo pewnie w większości szkół są dealerzy.

Nawet nie, że w szkole jest dealer i on tam na głównej przerwie stoi i sprzedaje.

wymieniają taką wiedzę.

Poza tym w dobie internetu naprawdę nie trzeba dealera, który będzie stał przed szkołą.

Naprawdę.

To też taki anachronizm, że stoi ten diler zły w ciemnych okularach albo w ciemnym BMW pod szkołą podstawową, pod liceum i sprzedaje.

Pewnie są też takie sytuacje.

Natomiast jest to też dużo prościej teraz do zorganizowania i wcale nie trzeba w tym BMW się

Wystarczy telefon, jakaś jedna, druga aplikacja, bo strona internetowa po prostu... Tak, paczkomat, pineska z dowozem do domu, sam dałeś przykład znajomych, którzy, nie wiem, biorąc narkotyki, nie mają żadnych problemów, żeby je zdobyć.

To tak już zbliżając do końca, dwa tematy ważne chciałbym, żebyśmy chociaż tak zajawili, bo po więcej oczywiście zapraszamy was wszystkich do tej książki, bo my tu wszystkiego byśmy nie... Nie, my nie mamy tylu godzin, ty masz pacjentów za chwilę kolejnych.

Jakich reakcji unikać, jeśli chodzi o rodziców, kiedy już, nie wiem, znajdziemy torebkę z czymś, coś tam, albo dziecko nam się przyzna, albo właśnie, nie wiem, się zażyga, zapaść, cokolwiek się wydarzy, czy ta policja na dołek go zabierze, bo gdzieś tam miał narkotyki.

Myślę, że najgorszą reakcją, którą możemy przyjąć, to zrobić wojnę.

Czyli zburzyć wszystko, co do tej pory było.

Odsądzić to dziecko od czci i wiary, trochę biorąc pod uwagę, że nie znamy też sytuacji, w której znalazło się nasze dziecko.

które doprowadziło do tego.

My często wychodzimy z założenia, że to tylko i wyłącznie, nie wiem, ten świat może być zły i ktoś, ten zły kolega, koleżanka może namówić.

A jeśli nasze dziecko samo było ciekawe i spróbowało, czy wyszukało sobie znajomych, bo...

Z jednej strony mówimy o zagrożeniach, które idą z powodu ubrania narkotyków, z drugiej strony też część świata go reklamuje w taki czy inny sposób.

Nie chcę tutaj dawać przykładów, ale tak jest.

Skoro tak ładnie reklamujemy piwo i mówimy wprost do ludzi, do kamery, że mordka nam się będzie cieszyć, już nie chcę innych alkoholowych argumentów wyciągać, no to świat narkotyków też zaprasza.

Jeśli ktoś ci oferuje narkotyk, ktoś cię częstuje, to nie będzie ci mówił słuchaj Marek,

Tutaj ci posypie, ale uważaj, bo możesz za jakiś czas stracić to, to, tamto, a finalnie zdrowie i życie.

I nie powie też, wiesz co, nie za dużo w tym tygodniu wziąłeś.

Bo jak będziesz dobrym klientem, to on ci będzie sypał ile chcesz, nawet ci coś tam nie w komis, tylko w linie kredytowej.

Linia kredytowa się otworzy, jak będzie wiedział, że jesteś wydolny finansowo, nie ma z tym żadnego problemu.

To jest też świat bardzo dobrze zorganizowany i świetnie radzący sobie.

Ten świat był, jest i myślę, że będzie, bo za tym stoją ogromne pieniądze.

Co byś mógł powiedzieć rodzicom takiego uniwersalnego w miarę?

Właśnie jak z drugiego bieguna?

Jak warto się zachować?

Co warto zrobić?

Znaczy warto pokazać gotowość.

Myślę, że warto pokazać gotowość do tego, że bez względu na to, co się dzieje, ja i tak będę z tobą.

Nawet jakby sytuacja się pogorszyła,

i by wydarzyło się coś, czego bałbyś mi się powiedzieć, wstydziłbyś się powiedzieć.

No czy to powiedzenie...

że dziecko jedzie na imprezę, że bez względu na to, co by się wydarzyło na tej imprezie, z twojej, nie twojej woli czy winy, jakbyś się czuł czy czuła, to zawsze możesz zadzwonić na to, że ja przyjadę, zareaguję, zabiorę cię stamtąd, czy w jakiś sposób ci pomogę.

Niż wystraszyć do tego stopnia, że jak cokolwiek się wydarzy,

to ja cię po prostu wbiję w parkiet, zabiorę ci wszystko, co masz i zamknę cię w ośrodku.

No, nie wiem, gdybyśmy...

Wróć Ty do swojej i ja do swojej inicjacji alkoholowej.

Nie będziemy jej opisywać, chyba, że Ty chcesz.

I gdyby po tym, jak po raz pierwszy przyszliśmy popić do domu, czy czuć było od nas alkohol, mając te tam 12 lat powiedzmy, no bo nie czekałeś na dowód osobisty.

I gdyby po takiej sytuacji mama z tatą, jeśli miałeś rodziców obydwoje, na drugi dzień się zaprowadzili na meeting.

Odpowiedziałeś teraz, my śmiechamy.

Naprawdę jestem pełen podziwu, że 32 lata.

Jak rozmawiać z dziećmi o narkotykach, żeby to miało sens?

Ewa Pągowska, Adam Nyk są współautorami tej książki, którą ja bardzo, bardzo Państwu polecam i polecam również mój program i polecam się zgłaszać do mnie.

Pamiętajcie, że czekam na Wasze zgłoszenia i chętnie wysłucham Waszych historii.

Ten program oglądałeś dzięki zbiórce pieniędzy prowadzonej na patronite.pl.

0:00
0:00